Tag: tolerancja

  • Uniwersytet a głos różnorodności

    Uniwersytet a głos różnorodności

    Sala audytoryjna (zdjęcie ilustracyjne lic. Depositphotos)

    Wczoraj (28.07.25) w „Svenska Dagbladet” ukazał się ważny felieton autorstwa Moa Lindqvist pt. „Universitetets många röster har tystnat” („Wiele głosów uniwersytetu zamilkło”). Autorka, młoda badaczka z dziedziny socjologii wiedzy i środowiska akademickiego, zarysowuje w nim proces postępującej uniformizacji głosu szwedzkich uniwersytetów, które – jak pisze – mówią dziś jednym językiem. To nie tylko język pozbawiony różnorodności, ale przede wszystkim język biurokratyczny, zarządczy, strategiczny. Tym samym uniwersytety tracą zdolność do bycia przestrzenią dla swobodnej, pluralistycznej debaty intelektualnej.

    Lindqvist pokazuje, jak w Szwecji na przestrzeni dekad, a zwłaszcza od reform z lat 90. i początku XXI wieku, uczelnie coraz to tracą swoją autonomię intelektualną (jak również tradycyjną symbolikę) na rzecz języka „organizacyjnej misji”, „ram strategii”, „zarządzania jakością” i „efektywności komunikacji”. W tym klimacie różnorodne głosy dyscyplin naukowych i indywidualnych badaczy coraz trudniej się przebijają. Zamiast wielogłosu – mamy głos „systemowy”, gładki i przewidywalny. Słowem – jak pisze autorka – „akademicki język został podporządkowany logice politycznej”.

    Trudno czytać ten tekst bez skojarzeń z sytuacją w Polsce – szczególnie po tzw. reformie Gowina z 2018 roku, która przekształciła uczelnie w centralnie zarządzane instytucje, z silnie zhierarchizowaną strukturą władzy, ograniczoną rolą wydziałów, a także podporządkowaniem strategii naukowej logice parametryzacji i punktacji. Rektorzy zyskali nowe uprawnienia, a język uniwersytetów – w komunikacji wewnętrznej i zewnętrznej – coraz bardziej przypomina język korporacyjny: wskaźniki, produktywność, efektywność, międzynarodowa konkurencyjność.

    To, co Lindqvist diagnozuje w Szwecji, jest więc prawdopodobnie częścią szerszego zjawiska: globalnego modelu zarządzania wiedzą, który kładzie nacisk na jednolitość, przejrzystość, „mierzalność” i kontrolę, a jednocześnie spycha na margines nieprzewidywalność, kontrowersję, debatę i różnicę – czyli wszystko to, co przez wieki było siłą uniwersytetu jako instytucji.

    Tekst Lindqvist jest godny uwagi, zwłaszcza, że sytuacja szkolnictwa wyższego w Skandynawii nie jest jakaś wyjątkowa. To także ważne lustro dla naszej polskiej rzeczywistości akademickiej. Coraz mniej jest w różnorodności głosów, istoty bycia kreatywnym.

    Oczywiście, w tym ujednoliceniu głosów odgrywają także pewną rolę instytucje europejskie, w których przecież panuje tzw. proces boloński, oznaczający także porównywalność dyplomów. Za tym jednak idą pewne mody dyskursywne np. skupienie się na doskonałości. Choć od dekad już w zarządzaniu jakością wiadomo, że mamy raczej proces doskonalenia się, poprawiania, a nie doskonałości. Zobaczcie choćby w sieci, ile jest centrów doskonałości i komitetów oraz instytutów. (np. NATO CCD COE, Hybrid CoE, CoE‑Civ, Jean Monnet Centres of Excellence, EULAR Centres of Excellence). Teraz w dobie AI można się spodziewać procesów dalszej unifikacji głosów.

    Wielogłos jest jednak skarbem, który ma także znaczenie społeczne. Tam, gdzie słychać wiele głosów – z różnych dyscyplin, z różnych tradycji akademickich, ale też z różnych pozycji społecznych – łatwiej o krytyczną refleksję, innowację i autentyczny dialog. Uniwersytet nie powinien przypominać korporacji z jedną strategią komunikacyjną i zunifikowanym przekazem, lecz raczej wielogłosowy chór, w którym napięcia i różnice nie są zagrożeniem, lecz źródłem energii intelektualnej. Milknące głosy to nie tylko strata dla nauki – to także osłabienie społecznej roli uniwersytetu jako miejsca namysłu, sporu i publicznego dobra.

  • „Dozbrojenie antysemityzmu” na uniwersytetach brytyjskich w obliczu wojny w Gazie

    „Dozbrojenie antysemityzmu” na uniwersytetach brytyjskich w obliczu wojny w Gazie

    (INT) Members of a Palestinian family inspect the damage inside their home after night time Israeli airstrikes. October 10, 2023. Gaza, Palestine: Members of a Palestinian family inspect the damage inside their home after night time Israeli airstrikes on Al-Sinaa Street in the western Gaza. The Israeli military said it hit more than 500 targets in the Gaza Strip in night time raids as the death toll rose in its war with militants to more than 1,100 people. Credit: Hashem Zimmo/Thenews2 (Foto: Hashem Zimmo/Thenews2/Deposit Photos)

    W Times Higher Education pojawiła się dziś niepokojąca informacja, która potęguje także dzisiejszego newsa o uznaniu przez trzy kraje europejskie państwa palestyńskiego. (THE, Patrick Jack, 22 maja 2024) Artykuł omawia ostrzeżenia ze strony żydowskich naukowców, którzy zarzucają premierowi Rishi Sunakowi wykorzystywanie antysemityzmu (traktowanie antysemityzmu jako swoistej broni) w kontekście konfliktu w Gazie. Na ponad 20 brytyjskich uniwersytetach pojawiły się koczujące obozy pro-palestyńskie (po analogicznym rozwoju wypadków w USA), co skłoniło nową organizację żydowskich akademików do wyrażenia obaw związanych ze wzrostem antysemityzmu na kampusach oraz krytyki retoryki rządu, zastraszającej rektorów i aktywistycznych studentów.

    Sieć UK Jewish Academic Network (UKJAN) ostrzegła, jak podaje THE, że rządowe działania mogą utrudnić zapobieganie rzeczywistym zagrożeniom i przemocy. Premier Sunak wezwał bowiem rektorów uniwersytetów do natychmiastowego karania studentów za podżeganie do nienawiści rasowej lub przemocy. Jednak UKJAN uważa, że mieszanie krytyki Izraela z antysemityzmem jest niebezpieczne i wprowadza w błąd. Ponad 150 żydowskich naukowców podpisało list ostrzegający przed konsekwencjami takiego podejścia, które mogą utrudniać edukację na temat prawdziwego antysemityzmu.

    Profesor Katherine Lebow z Uniwersytetu Oksfordzkiego stwierdziła, że retoryka rządu ogranicza wolność akademicką i tworzy moralną panikę, która odciąga uwagę od uzasadnionych działań aktywistycznych studentów i pracowników. UKJAN sprzeciwia się również przyjęciu definicji antysemityzmu Międzynarodowego Sojuszu na rzecz Pamięci o Holokauście (IHRA), twierdząc, że nie odróżnia ona odpowiednio krytyki Izraela od rzeczywistego antysemityzmu.

    Dr Lebow dodała według tygodnika angielskiego, że taka atmosfera może prowadzić do karania studentów i pracowników za ich poglądy polityczne, co utrudnia edukację na temat prawdziwego antysemityzmu i tworzy toksyczną atmosferę, w której bezpieczeństwo Żydów i prawa Palestyńczyków są traktowane jako wzajemnie wykluczające się. Organizacja UKJAN dąży do wprowadzenia bardziej zniuansowanego podejścia do debaty na ten temat.

    Raport Community Security Trust wykazał, że liczba antysemickich incydentów na brytyjskich uczelniach potroiła się w zeszłym roku, głównie z powodu wojny w Gazie. Powstała również nowa grupa badawcza, Intra-Communal Professorial Group (ICPG), która bada doświadczenia żydowskich studentów, naukowców i innych pracowników na brytyjskich uniwersytetach w kontekście wzrostu liczby ataków.

    Anthony Julius, przewodniczący ICPG, zauważył, że reakcje brytyjskich uniwersytetów na ataki z 7 października były szokujące i wymagają odpowiedzi. Grupa, składająca się z ponad 25 akademików, ma na celu przedstawienie rekomendacji dla rządu i rektorów uniwersytetów, aby poprawić bezpieczeństwo żydowskich studentów i pracowników.

    Jak donosi mi mój syn przebywający na wymianie Erasmus+ w Szwecji, podobne obozy propalestyńskie zakładane są także na szwedzkich uniwersytetach. W Polsce póki co studentów cała sprawa chyba mało obchodzi, a może się mylę?

    Ta metafora „dozbrajania antysemityzmu” niepokoi mnie. (ang. weaponization of antisemitism)

  • Muminki — Łódź — Helsinki

    Muminki — Łódź — Helsinki

    Miałem ostatnio zaszczyt i przywilej przedstawienia swojej koncepcji twórczości Tove Jansson, fińsko-szwedzkiej pisarki, artystki i ilustratorki na konferencji w jej rodzimej Finlandii.

    Zdjęcie autora podczas prezentacji w Salla, Laponia w Finlandii (zasoby własne)

    Wszyscy chyba w Polsce wiedzą, że stworzyła świat Doliny Muminków. Mało kto zdaje sobie w Polsce sprawę, że Łódź ma szczególny tytuł do twierdzenia, że Tove Jansson jest fragmentem jej dziedzictwa kulturalnego. Tak, Łódź-Helsinki to Muminki… Łódź-Helsinki wspólna sprawa. W 1978 roku Tove Jansson odwiedziła nasze miasto, by zaakceptować produkcję polsko-austriacką Muminków animowanych w słynnym studiu filmowym Se-Ma-For. Dzieci polskie podarowały jej Order Uśmiechu.

    Portret Tove Jansson na ścianie Helsinki Art Museum (HAM) fot. JP

    Pytali mnie dlaczego zainteresowałem się twórczością Tove Jansson i Muminkami. Pytają mnie także w Polsce studenci.

    A poza tymi łodzianami można wymienić bardzo dużo powodów zainteresowania nimi: Dolina Muminków przedstawia społeczność złożoną z rozmaitych osobowości, jednak Muminki akceptują wszystkich, nawet osoby teoretycznie straszne, jak Buka, Hatifnatowie, Paszczaki czy Czarnoksiężnik o czerwonych oczach i podróżujący na czarnej pumie… „w końcu ktoś kto jada naleśniki z dżemem nie może być taki zły…”

    Świat Muminków nie tylko jest pełen magii, ale także swoistego humoru i autoironii. Jednocześnie świat ten nawiedzają katastrofy, takie jak powodzie czy komety… nie jest to świat sielanki… jesień Muminków niektórych przyprawia o autentyczny płacz…

    A mimo to zło, to świat Muminków pełen jest dobra, miłości i nadziei. Niekoniecznie naiwnej.

    Na konferencji w Finlandii o tym akurat nie mówiłem. Ale kiedy wróciłem z odległej Laponii, dowiedziałem się, że w Łodzi powstał projekt poszerzenia Szlaku Bajkowa Łódź (koty Filemon i Bonifacy, Reksio, Miś Uszatek itp.) o postać Muminka. Ma on stanąć przy Ogrodzie Botanicznym. Uważam, że jest to świetny pomysł!

    Muminek jest łódzki, Muminek jest nasz… Tove Jansson będzie się uśmiechać ze swoim Orderem Uśmiechu od polskich dzieci! Zagłosujcie państwo na ten projekt! Wybierzcie tolerancyjny świat Muminków, niekoniecznie świat wojen kulturowych… Łódź—Helsinki to Muminki…

    Ulotka z prośbą o zagłosowanie na projekt Dolina Muminków, projekt na podstawie materiałów własnych Muzeum Kinematografii w Łodzi

    PS. Tekst ukazał się 9.10.23 w Gazeta Wyborcza jako Muminek jest łódzki. Więc głosujcie na tolerancyjny świat Muminków

  • Styl debaty publicznej ministra oświecenia publicznego (edukacji i nauki)

    Styl debaty publicznej ministra oświecenia publicznego (edukacji i nauki)

    Rysunek szubienicy ze znakiem zapytania (fot. lic. Depositphotos)

    Głośna ostatnio stała się sprawa doradcy społecznego pana Przemysława Czarnka, panującego nam niemiłościwie Ministra Edukacji i Nauki. Ów doradca społeczny, zamieścił na swoim aktywnym koncie Twitterowym grafikę z szubienicą autorstwa sygnowanego jako „Dolny Mokotów”, na tej grafice jest żółtawo-szara szubienica i napis na niebieskim tle „Pamiętaj”(większymi wersalikami) „jak skończył Emil Czeczko” (mniejszymi wersalikami). Nad tą grafiką jest odautorski tekst samego doradcy ministra: „Przesłanie dla wszystkich zdrajców Polski” [potem dużo tzw. światła, jakby nowy akapit, a następnie małymi literami] „tusków, lisów, giertychów, budków, lasków, matczaków, kohutów itp.”

    Pikanterii dodaje sprawie fakt, że Marek Kuna jest rzecznikiem prasowym Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Lublinie. Inkryminowny ćwierk po jakimś czasie zniknął, a pojawił się nowy: „Z prywatnego konta usunąłem wpis, w którym na przykładzie wskazałem, co robią obce służby z zrekrutowanymi i wykorzystanymi agentami. Tyle! Reszta to nadinterpretacja i manipulacja. Urażonych przepraszam”. Według informacji ministra Czarnka, doradca podał się do dymisji (doradca społeczny???). I sprawy dla ministra nie ma, co więcej zapowiada procedowanie ponowne tzw. lex Czarnek, prawa zawetowanego przez PAD. „Ta ustawa jest ogromnie potrzebna, żeby chronić polskie dzieci w wielkich miastach przed demoralizacją i deprawacją. I tyle.”

    Poza aspektami czysto językowo-semiotycznymi zastanawia mnie także przyczyna „dymisji” doradcy: bo ćwierk wyjaśniający Kuny świadczy o tym, że mógł np. zdradzić jakąś tajemnicę państwową, a teraz odwraca kota ogonem twierdząc, że wieszają agentów „obce służby”, „bo przecież nie nasi…”

    Zastanawia mnie także podobieństwo prowadzenia tzw. debaty zarówno przez doradców, jak i samego ministra. O tym świadczy podobieństwo stylistyczne, kończenia wypowiedzi „kategoryczną kropką: „I tyle.”” Szafowanie słowami takimi jak „agent”, czy „zdrajca” (a także przez lepiej ale ciągle źle wykształconych: „zaprzaniec”) w odniesieniu do publicznie znanych osób jest tak samo niedopuszczalne w cywilizowanej przestrzeni publicznej, jak i mówienie o tym, że ludzie nazywani skrótem LGBT to nie są ludzie. Porównanie tych niby mnogich tusków i budków do ewidentnego zdrajcy i renegata, tudzież dezertera jest zniesławiające, ale szubienica z grafiki to już przecież groźba karalna w wykonaniu (prawie?) urzędnika państwowego, taka sama, jak odmawianie równego traktowania „nieludziom” przez Czarnka. Jeśli Minister nie akceptuje takiego prowadzenia debaty publicznej w wykonaniu Kuny, jak sam twierdzi, to przecież dotyczy to stylu prowadzenia tej debaty przez niego samego. Ustawa ma wedle niego „chronić polskie dzieci w wielkich miastach przed demoralizacją i deprawacją. I tyle.” Jaki doradca taki minister. Co jest demoralizacją i deprawacją? Dla mnie raczej pozbawianie cnót obywatelskich polskich uczniów i rodziców, którzy nie będą mięli nic do powiedzenia, bo o wszystkim mają decydować kuratorzy „z carskiego nadania”. Deprawacją dla mnie jest tępa propaganda w postaci przedmiotu o nazwie HiT, Historia i Teraźniejszość. Minister „rozumowi bluźni”, powinien już dawno podać się do dymisji, a nie jego doradca, którego przecież mianuje minister.

    Parafrazując starca z ballady Mickiewicza:

    „Doradca społeczny duby smalone bredzi,
    A Czarnek rozumowi bluźni”.

    Czy ktoś tak nieracjonalny może zajmować się edukacją i nauką?

    I tyle… tylko tyle…reszta jest milczeniem

  • Trzy prawdy o Ukrainie plus jedna

    Trzy prawdy o Ukrainie plus jedna

    Obejrzałem wywiad Ann Applebaum z Timothy Snynerem i Yuvalem Harari. To jest 4 minutowa recenzja. Poniżej link do filmiku na YouTube. Jeśli wolisz sam dźwięk, to podcast jest TUTAJ.

    U góry jest zrzut ekranu wywiadu. Wywiad jest tutaj
  • Historia to nie jest jedno pieprzone wydarzenie za drugim

    Historia to nie jest jedno pieprzone wydarzenie za drugim

    złota pszenica i niebieskie niebo (fot. lic. Depositphotos)

    Jeśli chcesz, możesz wysłuchać tego tekstu jako podcast TUTAJ.

    Historia to nie jest jedno pieprzone wydarzenie po drugim. Bardzo chcielibyśmy ogarnąć świat i rozwijającą się historię w jakąś logiczną całość. Stąd silna tendencja w naszych umysłach, żeby wiązać sieci różnych skojarzeń we wszechlogiczne modele i struktury. To pierwsze zdanie otwierające mój tekst („Historia to nie jest…”) stanowi przytoczenie wniosków z jednej z książek konserwatywnego historyka kultury Niala Fergusona. Wydaje mi się, że takie spojrzenie na historię nie jest dla nas już po doświadczeniu koronawirusa od marca 2020 r. żadnym odkryciem. Inny badacz, ale i jednocześnie uchodźca, Nassim Taleb, piszący o fenomenie czarnego łabędzia, i przewidujący 12 lat temu pandemię także upominał, na podstawie swoich własnych uchodźczych doświadczeń z Palestyny, że historia wcale nie rozwija się linearnie, tylko skokowo, także przez katastrofy i kryzysy. Chcielibyśmy mieć linearny wykres chronologii, poukładać w naszych katalogach wydarzenia, ale one się tak nie dają układać. Życie nie chce się zmieścić w katalogi.

    Duch wieje kędy chce…

    Te pół miliona ciał uciekających z Ukrainy zmienia oblicze naszej Ziemi, tej ziemi. Nagle jesteśmy niezwykle otwarci i wręcz troskliwi, choć jeszcze niedawno, budowaliśmy mury i stosowaliśmy barbarzyńskie „push backi”, czyli wypychania.

    Z tamtego czasu pochodzi znaleziony przeze mnie anonimowy tekst:

    chodzimy do lasu
    zbierać ludzi
    zbieramy ich także w parku narodowym nie oburzaj się
    że to zabronione
    czytałem regulamin
    ludzie nie są pod ochroną

    M. 24.12.2021 (cyt. za Zwiastun Ewangelicki 5/2022)

    Dzisiaj Polacy zdają pięknie egzamin z dojrzałości. Jesteśmy solidarni i troskliwi. I otwarci. Podziw i solidarność płyną z całego cywilizowanego świata. Doświadczam tego z różnych stron, bo utrzymuję kontakty międzynarodowe w tej globalnej wiosce.

    Nasze własne doświadczenie czteroosobowej rodziny od soboty też jest inne. Przyjęliśmy dwie gościnie z Ukrainy. Dzisiaj miałem trochę czasu, żeby odkryć ich historię, która jest jak zwykle, nieliniowa i nieoczywista. Hanna (matka) i Krystyna (córka) przyjechały ze Lwowa, ale Hanna rodziła się na Syberii, jej ojciec był Polakiem, matka Ukrainką. Mąż starszej Hanny i ojciec młodszej Krystyny też jest Polakiem. Mówią po ukraińsku i rosyjsku. Nie mówią po polsku. Dogadujemy się jakoś… Hanna jeszcze się wstydzi śpiewać dumki ukraińskie, ale na pewno kiedyś zacznie… obiecała…

    Sąsiedzi i znajomi chcą pomagać, na razie oferują drobne prace.

    W Wilnie rok temu spotkaliśmy Polaka, mówiącego śpiewnym polskim Mickiewicza. Tego Mickiewicza z Białorusi, z Żydowskiej matki.

    Wojna trojańska opisywana przez epos Homerowy pt. Iliada wynikała z naruszenia praw gościnności, Parys porwał Helenę będąc w gościnie u Menelaosa. Gościnność w Polsce zawsze przejawiała się mitologiczno-religijnie przez opowieść o dodatkowym wigilijnym nakryciu, ale także przez starodawne, staropolskie powiedzenie „Gość w dom, Bóg w dom.” Jakoś gorzko to powiedzenie smakowało jeszcze w grudniu 2021 r. w puszczy. Smakowało paląco obłudnie.

    Ci ludzie — na razie te niecałe pół miliona — już odmienili oblicze tej ziemi. Jesteśmy ponownie narodem gościnnym, z czego czasami byliśmy słynni. Przyjmujemy gości i gościnie zza wschodniej granicy, uciekających przed wojną, nazywaną „operacją wojskową”. Mam nadzieję, że wytrwamy w tych postawach jako społeczeństwo, mimo że przecież potrzebne jest długofalowe nastawienie, nie chwilowe uniesienie entuzjazmu. Ale na razie nastąpił cud. „Gość w dom, Bóg w dom”.

    Także w Starym Testamencie mamy wyobrażenie o gościnności: wędrowiec może okazać się Aniołem. Dlatego nie wolno robić mu krzywdy. Na tym polega sprawiedliwość.

    Historia to nie jest jedno pieprzone wydarzenie za drugim. Historia to skoki, czasami w nieznane. Nie w pijanym zwidzie. Choć czasami trzeba „iść jak w dym”…

    Potem się jakoś wszystko poukłada. Ludzie zaczną uczyć się historii, także własnej, polskiej historii. Tzw. Pierwsza Rzeczpospolita była krainą wielonarodową i wielokulturową. Ojcami naszego języka są wywodzący się z niej Mikołaj Rej i Jan Kochanowski. Ale też późniejsi Mickiewicz (ten z Nowogródka na Białorusi) i Słowacki (ten z Krzemieńca na Ukrainie). Przypominam to, bo czasami otwierając się na innych możemy otwierać się także na siebie. Bo najważniejsza sprawa dla jednostkowych filozofii: odkryć że obcy jest w nas. My sami jesteśmy wiecznymi pielgrzymami.

    PS. Artykuł został opublikowany 06.03.22 w Gazecie Wyborczej

  • Prywatyzacja, sekciarstwo, partyjniactwo

    Prywatyzacja, sekciarstwo, partyjniactwo

    Gollum z Władcy pierścieni (fot. na lic. Depositphotos), swoisty symbol

    Opublikowano nowy sondaż Ibris na zlecenie Rzeczpospolitej. Na początku września (już po wybuchu sprawy uchodźców na granicy) IBRiS zapytał, jak Polacy oceniają działania premiera Morawieckiego oraz ministrów jego rządu.

    Tabela według badania Ibris z 1-2 września za dziennikiem „Rzeczpospolita” 7 września 2021 r.

    Przemysław Czarnek, Minister Edukacji i Nauki jest uważany za najgorszego członka tej ekipy obok takich person jak Jarosław Kaczyński, Zbigniew Ziobro i Jacek Sasin. Jednak źródła w Rzeczpospolitej, z której te badania Ibris pochodzi podają, że na odwołanie tych person nie ma żadnych szans. Raczej odejdą mało rozpoznawalni członkowie tego rządu.

    Może czas już zacząć walić w bębny głośniej? Czarnek jest czystym wcielonym złem jako minister edukacji, tak samo jak Ziobro czystym wcielonym złem jako Minister Sprawiedliwości. Obie te persony niszczą przestrzeń publiczną w Polsce. Czy Polacy pragną sprywatyzowanego, partyjnego sądu? Czy Polacy pragną sprywatyzowanej, partyjnej albo kościelnej edukacji w Polsce?

    Kilka lat temu, jakoś chyba około 2010 roku, miałem przedziwną dyskusję z bardzo młodym synem znajomych, wykształconym i inteligentnym nastolatkiem, który starał się prezentować skrajnie libertariańskie poglądy: wolność radykalna to np. także likwidacja wymiaru sprawiedliwości, państwo jest kompletnie niepotrzebnym balastem. Na moje pytanie, czy chciałby mieć prywatnym sędziów, odpowiedział: a dlaczego nie?

    Otóż „prywatni sędziowie” to jest przeciwieństwo idei sprawiedliwości rozumianej jako dążenie do bezstronnego badania rzeczywistości.

    Ta sama idea bezstronności przyświeca także badaniom naukowym i dociekaniom dziennikarskim. Ta idea jest także wiązana z trójpodziałem władz i tzw. systemem wzajemnej kontroli i równoważenia władz. Ta idea bezstronności (która w 100% zapewne jest nierealizowana) jest ideą regulatywną, która sprawiła, że narodziła się przestrzeń publiczna w postaci powszechnej edukacji, powszechnego systemu ochrony zdrowia, czy otwartych publicznych bibliotek i muzeów.

    Można krytykować Oświecenie za rozpędzone, węglem i ropą (paliwami kopalnymi) napędzane maszyny i fabryki niszczące środowisko nie tylko naturalne, ale akurat idea przestrzeni publicznej i związane z nią humanizm i humanitaryzm, tudzież tolerancja dla różnorodności to są sprawy niezwykle ważne nawet w dobie post-antropocenu, któremu humanizm daje podstawy. Humanizm mający także podstawy w wartościach ewangelicznych.

    Sprywatyzowanie wszystkiego, czy to w postaci libertariańskiej, czy sekciarskiej (partia albo Kościół) jest procesem szkodliwym. Jeśli wielu socjologów podkreśla, że w Polsce bardzo trudno zbudować społeczeństwo, bo brak jest zaufania społecznego, to takie „upartyjnianie” — likwidowanie bezstronności — jest tym bardziej szkodliwe w Polsce.

    Jeśli minister Czarnek chce prywatyzować (sekciarzyć) szkolnictwo publiczne w Polsce to jest szkodnikiem takim samym jak minister Ziobro, który upartyjnia prawo w Polsce i niszczy konsens konstytucyjny.

    Prywatyzacja przestrzeni publicznej, sekciarstwo i partyjnictwo mają podobne skutki: likwiduje się przestrzeń równości obywateli.

    Dlatego Polacy jednoznacznie wskazują: takich szkodników nie chcemy… #czarnekout

    PS. Żeby była jasność: nie jestem przeciwnikiem własności prywatnej ani Kościołów. Jedynie gorącym orędownikiem równości obywateli, powszechnej dostępności edukacji i opieki medycznej, Konstytucji RP. Państwo i jego przestrzenie powinny równo traktować wszystkich obywateli.

    PS2. Artykuł zmieniony ukazał się 7 września 2021 w Gazecie Wyborczej

  • Dehumanizujące metafory

    Dehumanizujące metafory

    Płacz (fot. Depositphotos)

    „– Jest to wirus dehumanizacji społeczeństwa, dehumanizacji młodych ludzi i odebrania im wartości. Jedyną naczelną wartością jest pokazanie, że nie ma żadnych zasad i wartości – mówił. Jak stwierdził, „jesteśmy na etapie wirusa LGBT.”

    Klasyczne dehumanizowanie wydumanego „przeciwnika” przez odwrócenie. De-humanizowanie to odczłowieczenie. To „przeciwnik jest dehumanizatorem” a nie my, którzy odmawiamy ludzkości „przeciwnikowi”. PiS osiągnął szczyty braku logiki. I rozumu, i moralności.

    Język jest plastyczny, język wiele znosi, ale tutaj nie powinien rozum pozwolić na taką konstrukcję. Elementarna logika. Metafora „wirus X” może być użyta wobec wszystkiego, zasadniczo metafora choroby jest bardzo przekonująca, bo chorób się ludzie boją. Zwłaszcza przenoszonych drogą płciową. Kiedyś określeniem skrajnej pogardy było słowo „syf”, skrót od syfilis. W kampanii wyborczej PiS w 2015 r. Jarosław Kaczyński straszył chorobami przynoszonymi przez uchodźców.

    Jeśli odnoszę się do ludzi, człowieka, wielu ludzi jak do zwierząt, to językowo dehumanizuję tych ludzi, tego człowieka. Na przykład hitlerowcy mówili i pisali o polskich świniach.

    Anna Szilagyi pisze na stronach poświęconych niebezpiecznej mowie: „Z tego powodu dehumanizujące metafory odegrały kluczową rolę w propagandzie ludobójczych reżimów. Naziści i ich kolaboranci, którzy systematycznie zabijali sześć milionów Żydów podczas Holokaustu, identyfikowali swoje ofiary jako „szczury”, „pasożyty”, „robactwo”, „wszy”, „prątki”, „zarażenie” i „brud”. W Kambodży Pol Pota, gdzie w latach 1975-1979 prawie dwa miliony niewinnych ludzi zostało brutalnie zabitych przez reżim Czerwonych Khmerów, rządowa propaganda przedstawiała ofiary jako „mikroby”, które należy „odrzucić” i „roztrzaskać”. W 1994 r. W Rwandzie w ciągu zaledwie 100 dni ekstremiści etniczni Hutu wymordowali co najmniej 800 000 członków społeczności mniejszościowej Tutsi i członków społeczności Hutu, których widziano, że im współczują. Propaganda Hutu nazywała Tutsi „karaluchami” i „wężami”.” (https://dangerousspeech.org/dangerous-metaphors-how-dehumanizing-rhetoric-works/)

    Metafory dehumanizujące w ustach kuratora oświaty.
    Dehumanizacja to przedstawienie ludzi jako „nie ludzi” albo niebezpieczną „truciznę”

    Dehumanizacyjne metafory prowadzą do odczłowieczonej polityki. I z niej wynikają. Piszą o tym psycholodzy. (zob. https://www.psychologytoday.com/us/blog/words-matter/201807/dehumanizing-metaphors-lead-dehumanizing-policies)

    Przysłowie: „Człowiek człowiekowi wilkiem” jest poniżające dla człowieka, to dehumanizacja.

    Jeśli odnoszę się do ludzi, człowieka, wielu ludzi do mikrobów, to nie tylko dehumanizuję, ale wirus to jest przecież bardzo pierwotna forma życia, to pasożyt bez możliwości życia samodzielnego.

    Szczyt poniżenia i pogardy. Język nienawiści. Kropka.

    Usta kuratora (opiekuna) oświaty, czyli edukacji, oświecenia. Kropka?

    Kurator został odwołany. A co z Jarosławem Kaczyńskim, głównym źródłem tego problemu. A co z TV Trwam, medialnym wzmacniaczem tego procesu? Przyzwyczailiśmy się do „nowej normalności”? Jesteśmy ugotowani?

    PS. Odnotuję dla porządku, że zarówno minister Piontkowski, jak i wojewoda łódzki Bocheński dnia 24 sierpnia 2020 r. zgodzili się z tezami kuratora, twierdząc, że jego wypowiedź nie była przyczyną odwołania go ze stanowiska. Co więcej, wojewoda wskazał nawet, że nie chodzi o ludzi, tylko ideologię. Przypominam tylko, że skrót LGBT jest skrótem oznaczającym ludzi.

  • Poezja dumy

    Poezja dumy

    Panorama Starego Miasta w Sztokholmie, Szwecja. Akwarela (fot. Depositphotos)

    Mój przyjaciel ze Szwecji, filozof, teolog luterański i ksiądz Kościoła Szwedzkiego napisał ostatnio w tygodniu Pride krótki wiersz, który przetłumaczyłem na polski, nie było to łatwe, zwłaszcza w kodzie tego wiersza.

    Sven Hillert, autor wiersza nad morzem, 21 września 2018
    Autor wiersza ksiądz Sven Hillert razem z prof. Jarosławem Płuciennikiem i Radą Parafialną Kościoła Marii w Gävle, 23 września 2018 r.

    Bądź dumny, przyjacielu, bądź dumny ponad wszystko, czym jesteś, co robisz i dajesz.
    Bądź dumny, przyjacielu, bądź dumny, nigdy nie pozwól na poniżanie.
    Bądź szczęśliwy, przyjacielu, niech Cię raduje ten, który niesie, słyszy i widzi.
    Zobacz, że coś wypełnia to, co nigdy nie daje się poniżyć.

    (Dla Gävle Pride 2020. I na przyszłość)

    Oryginał tutaj:

    Var stolt, min vän, var stoltöver allt du är och gör och ger.

    Var stolt, min vän, var stolt, låt dig aldrig tryckas ner.

    Var glad, min vän, var glad över den som bär och hör och ser.

    Se att något fyller den som aldrig trycker ner.

    (För Gävle Pride 2020. Och för framtiden)