Tag: Przemysław Czarnek

  • Knebel dla nauki przeistacza się w kij pałkarza

    Knebel dla nauki przeistacza się w kij pałkarza

    Sprawa Brauna, sprawa Czarnka

    Grzegorz Braun we wtorek, 30 maja 2023 r., w Warszawie przerwał wykład prof. Jana Grabowskiego, uniemożliwiając mu wygłoszenie referatu akademickiego. Jan Grabowski jest profesorem historii na Uniwersytecie w Ottawie i członkiem Royal Society of Canada. Jest ceniony na całym świecie za swoje naukowe badania nad Holokaustem.

    W doniesieniach i komentarzach słusznie podkreśla się brutalność i agresję posła Brauna, jak również jego chamstwo i brak szacunku. Poseł nie tylko odmówił opuszczenia sali NIH, ale także zniszczył sprzęt nagłaśniający i wypraszał gości z instytutu naukowego. W tym kontekście pojawiają się także nieuchronne skojarzenia z działaniami faszystowskiej Falangi i ogólnie latami 30. XX wieku w Polsce.

    Jednak warto zauważyć, że działania posła Brauna nastąpiły po głośnej sprawie dotyczącej groźby Ministra Nauki, Przemysława Czarnka. Minister Czarnek stwierdził: „Nie będę finansował badań mających na celu oczernianie państwa polskiego” podczas spotkania z przedstawicielami Komisji Kultury i Edukacji PE (20 maja 2023, https://gospodarka.dziennik.pl/news/artykuly/8719518,przemyslaw-czarnek-finansowanie-badania.html). Faktycznie, Minister cofnął — nielegalnie — przyznane pieniądze dla Instytutu Filozofii i Socjologii PAN.

    Setki naukowców podpisało list w obronie prof. Barbary Engelking. Wyraziła swoje stanowisko także KRASP, choć indywidualni rektorzy raczej unikają jasnego stanowiska.

    Minister Czarnek stwierdził: „W ramach środowiska akademickiego każdy może wyrazić swoje opinie, pod warunkiem, że są one poparte naukowymi argumentami. Nie mogą to być wypowiedzi publicystyczne ani polityczne, tak jak w przypadku Pani Engelking, która wypowiadała się w mediach, a nie w sposób naukowy.”

    Prof. Barbara Engelking wyraża to, co wynika z jej własnych badań naukowych, zarówno w formie rzetelnych raportów, takich jak dwutomowe dzieło „Dalej jest noc”, którego współautorem jest Jan Grabowski, jak i w bardziej publicystycznych wypowiedziach w mediach, do których jest zapraszana jako ekspertka. Obowiązkiem każdego naukowca jest prowadzenie badań, wspieranie (samo)edukacji studentów oraz popularyzacja wiedzy i współpraca ze społeczeństwem. Takie są misje świata uniwersyteckiego. Obowiązkiem Ministra Nauki i Edukacji jest m.in. strzeżenie wolności badań naukowych i wolności słowa, a nie obrona konkretnych opinii. Nauka powinna być wolna od polityki, podążać za swoimi charakterystycznymi metodami. Można zrozumieć, że minister Czarnek rzadko występował jako ekspert naukowy, ponieważ od dawna jest głównie politykiem. Dlatego może on nie rozumieć świata naukowego.

    Większym problemem jest jednak to, że incydent z udziałem Brauna był w dużej mierze spowodowany przez ministra Czarnka, który szkodził profesor Engelking. Jest to moja opinia jako komentatora życia akademickiego. Nie mam naukowych argumentów na potwierdzenie tego i nie zamierzam mieszać tych dwóch sfer. Jest to opinia publicystyczna, do której jako obywatel, a także obywatel nauki, mam prawo. Tylko osoba ślepa nie zauważy związku między faktami, które ostatnio są wyraźnie widoczne na scenie życia społeczno-politycznego w Polsce. Jeśli minister Nauki i Edukacji ogranicza wolność słowa, powołując się na nieznane nauce kryteria narodowościowe, a nawet narodowo-religijne, to nie ma się co dziwić, że inni politycy chcący zdobyć poparcie swojego elektoratu chętnie wykorzystują ten impuls, aby uciszyć profesora Jana Grabowskiego dosłownie, wyrywając mu mikrofon i niszcząc głośniki. Jeden knebel czyści pole dla drugiego. Rzeczywiście, godność instytucji demokratycznych w Polsce cierpi najbardziej w momencie, gdy minister i poseł przekształcają się w pałkarzy z kijami baseballowymi. Najbardziej przerażające jednak było to, że, jak powiedział dziekan Wydziału Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego, na twarzach obecnych na sali studentów można było dostrzec przerażenie, ponieważ przestraszyli się oni agresji ze strony Brauna (Norbert Frączak, Jolanta Zarembina „Polityka” 30 maja 2023). Czy to było intencją pana ministra Czarnka? Niestety, mam uzasadnione podejrzenie, że tak…

    PS. 4 czerwca 2023 ukazał się artykuł w Gazecie Wyborczej, który jest zmienioną wersją tego wpisu. Co z godnością instytucji demokratycznych, gdy minister i poseł stają się pałkarzami?

  • Jenta patrzy, Jenta słucha

    Jenta patrzy, Jenta słucha

    W czwartek, 18 maja, odbyła się w Tel Awiwie uroczystość wręczenia (nadanych jeszcze 8 grudnia 2021 roku) tytułów doktorów honoris causa dwóm wybitnym Polkom: Oldze Tokarczuk oraz prof. Barbarze Engelking. Wydarzenia odbyły się dopiero teraz z powodu wcześniej panującej pandemii.

    Fot. kopia dyplomu prof. Barbary Engeliking, źródło Tel Aviv University

    Jak informują organizatorzy, Olga Tokarczuk, laureatka literackiej Nagrody Nobla, została wyróżniona za odważne działania na rzecz uznania zbrodni dokonanych na Żydach podczas II wojny światowej oraz współczesnych uchodźców. Profesor Barbara Engelking, historyczka specjalizująca się w losach polskich Żydów podczas Holokaustu, została doceniona za pionierski wkład w badania nad tym mrocznym okresem oraz za nieugiętość w ukazywaniu skomplikowanych relacji polsko-żydowskich w czasie II wojny światowej.

    Fragment z „Ksiąg Jakubowych” Olgi Tokarczuk:

    Olga Tokarczuk „Księgi Jakubowe…”:

    Jenta mierzy groby Wzrok Jenty unosi się także nad Częstochową, małym miasteczkiem przytulonym do wzgórza, nad którym panuje Madonna. Ale Jenta widzi tylko dachy – tutaj równe dachy klasztoru jasnogórskiego kryte właśnie nowiutką dachówką, a tam niżej marne dachy chałupek i domów pokryte gontem drewnianym. Niebo jest wrześniowe – chłodne i dalekie, słońce powoli robi się pomarańczowe i żydowskie kobiety z Częstochowy umawiają się na drodze do żydowskiego cmentarza, schodzą się tam teraz, te starsze, ubrane w grube spódnice, zmawiają się półszeptem, czekają na siebie. W straszne dni między Rosz ha-Szana a Jom Kippur odbywa się Kvarim mesn – mierzenie grobów. Kobiety wymierzają sznurkiem cmentarze, sznurek nawija się na szpulkę, a potem robi się z niego knoty do świec; niektóre używają go potem do wróżb. Każda z nich mruczy pod nosem modlitwę, wyglądają jak czarownice w szerokich, marszczonych spódnicach, o które zaczepiają kolce jeżyn i które szeleszczą wśród suchych żółtych liści. Jenta sama kiedyś mierzyła groby, wierząc, że to obowiązek każdej kobiety – zmierzyć, ile jest wciąż miejsca dla zmarłych (i czy jest jeszcze miejsce), zanim urodzi się nowych żywych. Jest to swego rodzaju buchalteria, którą zajmują się kobiety, zresztą zawsze lepiej im idą rachunki. Po cóż jednak mierzyć groby i cmentarze? Przecież nie ma zmarłych w grobach – Jenta wie to dopiero teraz, ale wcześniej utopiła w wosku tysiące knotów. Groby są nam całkowicie nieprzydatne, bo zmarli je ignorują i włóczą się po świecie; są wszędzie. Jenta widzi ich cały czas, jakby przez szkło, bo choćby bardzo tego pragnęła, sama nie może do nich wejść. Gdzie to jest? Trudno powiedzieć. Patrzą na świat jakby zza szybki, przyglądają mu się i ciągle coś by od tego świata chcieli. Jenta próbuje zrozumieć, co znaczą te miny, co znaczą te gesty, i w końcu wie: zmarli chcieliby, żeby o nich mówiono, tego są głodni, to jest ich strawa. Chcą od żywych uwagi.

    Olga Tokarczuk. Księgi Jakubowe, s. 287, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2014.

    Te słowa są hołdem dla pięknej literatury i symbolizują moment szczególny z bodaj najwybitniejszej współczesnej polskiej powieści „Ksiąg Jakubowych”. Jenta jest symbolicznym narratorem, a obie laureatki wyróżnień honorowych mają unikalny dar słuchania głosów cierpiących, w tym tych, którzy odeszli…

    Niestety, jedynie były prezydent Aleksander Kwaśniewski wyraził radość z tego wyróżnienia dla dwóch wybitnych Polek uczonym i obytym literacko komentarzem na łamach Haaretz.

    Kopia strony z komentarzem Prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego z 18 maja 2023 r. w Haaretz. (zdjęcie JP)

    Polskie władze natomiast, zarówno finansowo, jak i symbolicznie, po raz kolejny od 1968 roku, uniemożliwiły wystawienie „Dziadów” Mickiewicza. Tym razem zdecydowały o wstrzymaniu wypłaty należnych świadczeń dla Instytutu Filozofii i Socjologii PAN w Warszawie, w którym pracuje prof. Engelking. To bezprecedensowe działanie – zastosowanie kary za interpretacje historii niezgodne z partyjną linią ministra Czarnka – przekroczyło wszystkie granice. Czarnek, otwarcie — zważywszy kontekst obchodów rocznicowych powstania w getcie warszawskim — wyrażający antysemickie poglądy, wpisał się na trwałe do historii jako postać znacznie bardziej kontrowersyjna niż Martin Heidegger, który mimo swojego członkostwa w NSDAP, miał znaczący wkład w filozofię. (muszę się przyznać, że niegdyś czytałem Heideggera… *)

    Czarnek pozbawia pracowników Instytutu, którzy są dla niego niewygodni, środków na podwyżki, wpływając bezpośrednio na warunki życia wielu osób. Gdyby posiadał wybitne osiągnięcia naukowe, historia mogłaby kiedyś zapomnieć o jego czynach. W obecnej sytuacji jest to jednak nie do pomyślenia. Marny dorobek, marna sława.

    „Jenta próbuje zrozumieć, co znaczą te miny, co znaczą te gesty, i w końcu wie: zmarli chcieliby, żeby o nich mówiono, tego są głodni, to jest ich strawa. Chcą od żywych uwagi.”

    Performans Rafała Betlejewskiego z 2010 r. w rocznicę pogromu w Jedwabnem (za Haaretz i Reuters). Informacja tutaj

    *Martin Heidegger inspirował filozofię egzystencji, dekonstrukcjonizm, choć w latach trzydziestych jako funkcjonariusz NSDAP denuncjował pracowników naukowych, którzy tracili pracę i musieli emigrować (także jego osobisty przyjaciel). Heidegger, wyjątkowa kreatura, mając kochankę Żydówkę (swoją studentkę, później wybitną filozofkę i teoretyczkę totalitaryzmów, Hannah Arendt), w dzienniku otwarcie antysemicko komentował Żydów.

    PS wpis ukazał się w zmienionej postaci w Gazeta Wyborcza 22.05.2023 jako Marny dorobek, marna sława…

  • Skandal wokół Andrew Tate’a a sprawa polska

    Skandal wokół Andrew Tate’a a sprawa polska

    Co ma wspólnego bokser i youtuber Andrew Tate oraz minister Przemysław Czarnek?

    Zdjęcie JP, z NYT, z artykułu McKenna Oxenden i Jenny Gross. Zdjęcie agencyjne Reuters.

    Wszyscy znają już tę kabaretową historię: maleńka i młoda Greta Thunberg załatwiła kickboksera Andrew Tate’a! Wszystkie media światowe i polskie o tym piszą.

    Bokser i znany mizogin Andrew Tate zwrócił na siebie uwagę pod koniec roku 2022, bo wdał się w słowną utarczkę na Twitterze z 19-letnią aktywistką klimatyczną Gretą Thunberg. Styl jego zaczepki był bardzo dla niego typowy, jest on nie tylko typowym mizoginem, ale także typowym bogaczem eksponującym swoje bogactwa w sposób niezwykle nachalny i prostacki. Uwielbia pokazywać się w purpurze, złocie, z cygarem w ręku, w szybkich samochodach, prywatnych samolotach itd. Wystarczy przyjrzeć się jego kontom na portalach społecznościowych. Na Twitterze pochwalił się Grecie swoją kolekcją egzotycznych samochodów (że ma ich 33) i ich „ogromnymi emisjami spalin” oraz prosząc o jej adres e-mail. Greta Thunberg odpowiedziała, podając fikcyjny adres mejlowy, będący kpiną z domniemanej małej „męskości” Tate’a.

    Fot. JP, z konta publicznego Alana Tate’a.

    Andrew Tate, który ma około 30 lat, zyskał rozgłos w 2016 roku po pojawieniu się w brytyjskiej wersji telewizyjnego reality show pt. „Big Brother”. Najbardziej chyba znany jest z tego, że traktuje kobiety w sposób bezceremionalny, na przykład komentując, że „zgwałcone kobiety są częściowo odpowiedzialne za ataki”. (prowokują…)

    Bardzo ciekawe było to, że zaraz po tej utarczce kiedy opublikował w końcu (pewnie go nieco skonfundowała ta inteligentna i zaczepna odpowiedź młodej kobiety) filmik na Twitterze, został aresztowany na co najmniej 30 dni za udział w zorganizowanej grupie przestępczej zajmującej się handlem ludźmi (chodzi prawdopodobnie o produkcję pornografii).

    Spekulacje w Internecie koncentrowały się na tym, czy charakterystyczne pudełko po pizzy, które znalazło się w tym właśnie filmiku Tate’a do panny Thunberg (na Twitterze), pomogło w doprowadzeniu władz do niego, ale rzeczniczka instytucji zajmującej się zorganizowaną przestępczością i terroryzmem, Ramona Bolla powiedziała The New York Times w piątek, że tak nie było.

    W piątek rano Tate napisał na Twitterze napisał po prostu: „Matrix wysłał swoich agentów”.

    Co ciekawe, filmik o Matrixie i namowy do wyjścia z niego to jest wątek przewodni medialnej obecności Tate’a. On kreuje się jako promotor krytycznej postawy względem tych, co nie chcą uczynić nas bogatymi. Spiskowa teoria świata jest szeroko obecna w postach Tate’a. On w ten sposób promuje płatne „kursy”.

    W sierpniu został on wykluczony z Facebooka, YouTube i TikTok, a wszyscy powoływali się na naruszenie ich zasad społecznościowych. Został również na krótko zablokowany na Twitterze, ale przywrócił go Elon Musk, kiedy stał się jedynowładcą tej platformy. Elon Musk to także facet uwielbiający eksponowanie siły, tak jak i Donald Trump, którego wspiera.

    Jaki związek ma Andrew Tate z Przemysławem Czarnkiem? To oczywiste, że niewiele ich może łączyć: inny wiek, inne wykształcenie, inny zawód. Aparycja młodego boksera jest sportowa i generalnie bardzo fit, zaś minister edukacji… Jednak wydaje mi się, że styl wystąpień Przemysława Czarnka jest bardzo podobny do stylu Tate’a: agresywny, mizoginiczny, homofobiczny. Wedle Czarnka katastrofa klimatyczna jest ideologizmem.

    Ostatnie wypowiedzi Czarnka w Radiu Zet 29 grudnia na temat zwalniania 100 tyś. nauczycieli z polskich szkół także nosiły znamiona upajania się władzą, siłą. Choć oczywiście ta wypowiedź miała być znów prowokacją, między innymi po to, aby uzasadnić zmiany ustawowe wprowadzające wcześniejszą emeryturę dla nauczycieli.

    Podobnie przemocowy charakter ma zapowiedź — pomimo dwukrotnego już weta PAD w odniesieniu do propozycji Ustawy — lex Czarnek 3.0. „słychać wycie, znakomicie” to jest słynne powiedzenie prawicowych mediów. Przemoc — także symboliczna — jest charakterystyczna dla ustrojów zamkniętych i totalitarnych.

    Upojenie władzą bardzo przypomina upojenie bogactwem Tate’a. Tyle, że Tate’a na świecie banują i aresztują, zaś nasz minister jest przy władzy… Skojarzony z prokuratorem Zbigniewiem Ziobrą…

    PS. Artykuł (zmieniony) ukazał się w Gazeta Wyborcza 3 stycznia 2023.

  • Jutrzenka nadziei i lexmłoty na reformowanie

    Jutrzenka nadziei i lexmłoty na reformowanie

    Dwa razy jako obywatel pozostający w opozycji względem jawnego i bezwstydnego łamania prawa w Polsce poczułem niedawno sprawczość protestów: pierwszy raz kiedy wybrano mnie głosami senatorów RP na ławnika SN, drugi teraz, kiedy PAD zawetował Lex Czarnek. Wiem, wiem, komentatorzy mówią, że to część jakiejś strategii urzędującego Prezydenta, że to kawałek układanki. Ale nawet w takiej sytuacji protesty tysięcy obywatelek i obywateli, organizacji pozarządowych w tej sprawie dały nie tylko atmosferę powszechnej niezgody na ten centralistyczny knebel dla samorządów, rodziców i NGO-sów, ale także dostarczyły argumentów dla uzasadnienia pana Andrzeja Dudy.
    Ta spektakularna — już druga — porażka Przemysława Czarnka wpisuje się w szereg działań podjętych przez obywatelski sprzeciw: przypomnę, że tzw. pierwszy podręcznik do HiT, zatwierdzony z pominięciem wszystkich procedur przez tego ministra, także poniósł klęskę w szkołach po powszechnym odrzuceniu tego propagandowego gniota.

    Teraz należy zrozumieć, że Czarnkowi mentalnie najbliżej jest do Zbigniewa Ziobry.

    Ostatnia „inicjatywa” legislacyjna tego ministra ma nas cofnąć ni tylko do PRL, ale wprost do czasów przedoświeceniowych, jeśli nie wprost średniowiecznych. Proponuje się w tym „młocie na reformację” nie tylko karanie za krytykę jakichkolwiek oficjalnie uznanych Kościołów, ale i uprawomocnienie bezprawnych i nieetycznych zachowań ludzi religijnych wobec ludzi innego wyznania i ateistów. Przypomnę, że Konstytucja RP szanuje wolność sumienia wszystkich wyznań i religii tudzież ateistów.

    Nazwałem tę propozycję immunitetu dla katolików w Polsce „młotem na reformację”, bowiem gdyby dzisiaj Luter chciał przybić swoje tezy na drzwiach jakiegokolwiek Kościoła, albo na jakiejkolwiek tablicy ogłoszeniowej (bo taki to miało sens przed 505 laty w 1517 r.), to Czarnek i Ziobro natychmiast doprowadziliby go do aresztu. Gdyby na przykład powiedział swoje:

    Teza 82: Na przykład: dlaczego papież dla świętej miłości i dla cierpień, jakie dusze w czyśćcu ponoszą, dusz tych naraz nie wyzwoli z czyśćca; gdy tymczasem dla tak małej przyczyny, jaką jest budowa kościoła św. Piotra, za pieniądze tyle dusz wyzwala?

    Teza 86: Będąc bogatym ponad magnatów, czemu to papież nie za swoje własne pieniądze, lecz za pieniądze ubogich wiernych buduje kościół św. Piotra?

    Teoretycznie teza pierwsza mogłaby się ostać:

    Teza 1: Gdy Pan i Mistrz nasz Jezus Chrystus rzecze: „pokutujcie”, to chce, aby całe życie wiernych było nieustanną pokutą.

    Jednak kiedy przeczytaliby drugą, kazaliby aresztować…

    Teza 2: W żaden sposób nie można pod wyrazem „pokutujcie” rozumieć Sakramentu pokuty, to jest spowiedzi i zadośćuczynienia, które kapłan sprawuje.

    Ta władza Ziobrystów i Czarnkistów to kneblowanie inaczej myślących. To jest polityka antyzachodnia i antyeuropejska. Fundamentem kultury europejskiej od czasów oświecenia jest prawo do wolności słowa, włącznie z prawem do śmiechu i satyry.

    Przemysław Czarnek na pewno nie może czuć się dobrze z wetem Andrzeja Dudy. Ziobro na razie triumfował, kiedy śmiał się opozycji w oczy „odwołujecie mnie już 9. raz, gratuluję skuteczności!”.

    Problem tych panów polega na braku poczucia humoru. Napisałem, że Ziobro śmiał się w twarz, ale on chyba się nie śmieje i nie uśmiecha. Oni nie mają poczucia humoru. Dlatego nie znoszą inaczej myślących. Tylko czy na pewno chcemy oddać rząd dusz „czarnej sotni”? Andrzej Duda jakby chciał powiedzieć ostatnim ruchem weta, że nie. To budzi nadzieję przed chrześcijańskim świętem nadziei, Bożym Narodzeniem.

    Mickiewicz kończył swoją „Odę” tak:

    W krajach ludzkości jeszcze noc głucha,
    Żywioły chęci jeszcze są w wojnie…
    Oto miłość ogniem zionie,
    Wyjdzie z zamętu świat ducha!

    Młodość go pocznie na swojem łonie,
    A przyjaźń w wieczne skojarzy spojnie.
    Pryskają nieczułe lody,
    I przesądy, światło ćmiące…
    Witaj jutrzenko swobody,

    Zbawienia za tobą słońce!

    Witam słońce nadziei z nadzieją. Cieszę się chwilą. Lex Czarnek padł!

    Tekst zmieniony ukazał się w Gazecie Wyborczej 19 grudnia 2022 jako Prof. Jarosław Płuciennik: spektakularna porażka Przemysława Czarnka wpisuje się w obywatelski sprzeciw

  • Minister Czarnek walczy z mafią i jest sprawiedliwy?

    Minister Czarnek walczy z mafią i jest sprawiedliwy?

    Minister Czarnek działa w imię zasad sprawiedliwości społecznej i walczy z mafią. Tak twierdzi. Odważny, bo przeciwstawia się mafii. I sprawiedliwy. Jednym słowem: nowy superpolicjant, albo jakiś dzielny szeryf. Ale czy to jest właściwa funkcja dla ministra nauki i edukacji? Bycie naczelnym szeryfem?

    Ilustracja gangstera z porachunków mafijnych (fot. lic. Depositphotos)

    Przeczytałem z uwagą i troską o dzieci i przyszłe pokolenia studentów wywiad z Przemysławem Czarnkiem, dr. hab. nauk prawnych, urzędującego, konstytucyjnego ministra edukacji i nauki. (DGP 2.11.2022) I jestem przerażony. Wywiad najpierw dotyczy kwestii tzw. „lex Czarnek”, teraz wprowadzanego tylnymi drzwiami jako projekt poselski. Dr nauk prawnych nie widzi problemu w tym, że ważna społecznie ustawa będzie procedowana przez posłów z pominięciem między innymi wysłuchania społecznego zainteresowanych środowisk. (zresztą, nie pierwszy raz, bo od 2016 r. jesteśmy przyzwyczajani do tego)
    Ponadto dr nauk prawnych nazywa jakieś organizacje, które zresztą wprost wymienia nawet z nazwy: mafijnymi. Zapowiada walkę z tą mafia oświatową, jak to nazywa. Nie idą za tymi słowami żadne działania (nic o nich nie wiadomo), z punktu widzenia prawa przewidziane: zgłoszenie do prokuratury popełnienia przestępstwa czy też podejrzenie popełnienia tegoż. Jeśli Przemysław Czarnek jako obywatel wie coś na temat przestępstwa, powinien natychmiast zgłosić się do prokuratury. Tym bardziej jako urzędujący minister. Określenie „mafia” jest bardzo mocne, walczący z mafią we Włoszech tracili swoje życie w latach 70-tych. Noblesse oblige, panie ministrze, jeśli powiedziało się A, trzeba powiedzieć B. Kiedy zgłoszenie w prokuraturze?

    Marginalne jest w tym kontekście to, że dr hab. nauk prawnych nie widzi naruszenia parlamentarnych zasad w puszczaniu ciągle swoich pomysłów jako pomysły poselskie.

    No i druga sprawa równie bulwersująca, sprawa rozdziału pieniędzy publicznych w postępowaniach konkursowych bez jasnego regulaminu i bez możliwości jakiegokolwiek odwołania się. Olbrzymia większość środków publicznych została przydzielona organizacjom pozarządowym o prowiniencji wprost katolickiej bądź wręcz fundamentalistycznie katolickiej. Dr nauk prawnych nie widzi problemu, gdyż kieruje się sprawiedliwością społeczną, jak sam przyznaje po pytaniu dziennikarzy. I pyta, niby w zgodzie z Konstytucją, cóż jest złego, jeśli jakaś organizacja powołuje się na wartości chrześcijańskie.

    Dziennikarki DGW Paulina Nowosielska i Patrycja Otto pytają:

    Z programu „Inwestycje w oświacie” (60 mln trafiło już do 58 beneficjentów) zwycięsko wychodzą m.in.: diecezje gliwicka i siedlecka, Towarzystwo Salezjańskie, Stowarzyszenie Świętej Rodziny, Stowarzyszenie „Rodzina Polska”.

    Minister odpowiada:
    I jaki stawiają mi panie zarzut? Ze mamy reprezentację instytucji związanych z Kościołem katolickim. Co w tym złego? Czy jeśli jakaś organizacja, stowarzyszenie czy placówka odwołuje się wprost do wartości chrześcijańskich, miałaby wsparcia finansowego nie dostać? Z tego, co pamiętam, w poprzednich latach ewidentnie faworyzowano w przydziale publicznych środków organizacje reprezentujące poglądy dalece liberalne, lewicowe, i wtedy nikt nie robił z tego zarzutu.

    Działa więc pan w duchu sprawiedliwości dziejowej?

    Można to tak nazwać.”

    Odwołanie do wartości chrześcijańskich nie jest jedynym odwołaniem do aksjologii w konstytucji RP. Równie ważne jest np. równość względem prawa czy prawo do prawdziwego niezawisłego, niezależnego sądu. Sprawiedliwość społeczna jest ideologią zarówno kościoła katolickiego, jak i radykalnych utopijnych ruchów społecznych, między innymi marksizm-leninizm powoływał się kiedyś na sprawiedliwość społeczną w minionych czasach PRL. Bolszewicy też. Co prawda sprawiedliwość społeczna zapisana jest w polskim prawie, co więcej w Konstytucji RP, ale kontekst art. 2 naszej Konstytucji nie pozostawia wątpliwości, że owa sprawiedliwość ma się realizować zgodnie z prawem i demokracją. Krótki ten artykuł 2. brzmi: „Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej”. To wszystko. Tylko tyle i aż tyle. Demokracja i rządy prawa nakazują równe i transparentne traktowanie, a nie odwoływanie się do ideologii swojej organizacji wyznaniowej (w tym konkretnym przypadku, Kościoła Rzymsko-Katolickiego w Polsce).

    I jeszcze jedno: jeśli ktoś głosi np. jakieś wartości chrześcijańskie, a jednocześnie domaga się wykluczenia jakichś grup lub jednostek z życia społecznego, to przez samo to nazwanie się zasługuje na poważne traktowanie w konkursie o społeczne pieniądze? A jeśli monarchiści odwołujący się do wartości chrześcijańskich będą postulować obalenie demokracji, to także będą mogli dostać społeczne pieniądze? Wiem, że są w Polsce organizacje parafaszystowskie dostającego od tego rządu finansowanie, ale jeszcze nie w edukacji…

    W kontekście wywiadu pana dr hab. nauk prawnych uderza absolutnie marketingowy charakter wypowiedzi jednak w końcu prawnika: nie tylko nie zwraca on uwagi na znaczenie prawne swoich działań, ale wręcz wymusza konteksty semantyczne obce prawu: figura „szeryfa na Dzikim Zachodzie”, czy też „antyestabliszmentowego prokuratora walczącego z mafią”, to nie jest funkcja konstytucyjnego ministra. Minister nie może pleść wszystkiego, co mu ślina na język przyniesie. Podobnie jak nie może tego robić, choć z innym powodów, Prezes NBP. A w kontekście całości wypowiedzi jawi mi się ta sprawiedliwość społeczna jako jakaś wendetta mafijna jednych społeczności na drugich. Czy taka jest sprawiedliwość? Czy raczej nie powinna aby być bezstronna? Z zawiązanymi oczami? Tak jak przedstawia się ją w alegoriach i całkiem poważnych teoriach filozoficznych np. Johna Rawlsa? Ja tutaj widzę jedynie nienawistne, mściwe spojrzenie takiej sprawiedliwości. Dziwi mnie i martwi, że urzędujący minister i dr prawa posługuje się takimi standardami, także moralnymi.

    

    Symbol sprawiedliwości, prawa i porządku, bogini sprawiedliwości od starożytnej Temidy, z zawiązanymi oczami (fot. lic. Depositphotos)

    PS. 6 listopada wpis w zmienionej postaci ukazał się w Prof. Płuciennik: Minister Czarnek walczy z „mafią oświatową” i jest sprawiedliwy?

  • Edukacja w Polsce i fake newsy

    Edukacja w Polsce i fake newsy

    O fak newsach w Radiu Zet

    Tutaj

    Lic. Depositphotos
  • HiT wg Roszkowskiego, czyli ekskluzywna pogadanka wujcia dobra rada

    HiT wg Roszkowskiego, czyli ekskluzywna pogadanka wujcia dobra rada

    HiT wg Roszkowskiego, czyli ekskluzywna pogadanka wujcia dobra rada. Jedyny podręcznik na rynku dopuszczony na razie przez MEiN. Nauczyciele nie muszą używać podręczników. Czy powinni tego?

    Okładka książki, fot. JP.

    Tutaj bardzo krótko Co to jest (s)HiT i dlaczego jestem przeciwny — krótko

    Możesz tutaj odsłuchać podcast

    Książka dopuszczona przez ministerstwo Przemysława Czarnka do klas I liceum i technikum jako podręcznik jest ekskluzywna (na wyłączność) w sensie dosłownym: wydana przez wydawnictwo z nazwy bardzo ekskluzywne („Biały Kruk”) na dobrym, ekskluzywnym papierze, z kolorowymi ilustracjami dobrej jakości (choć większość w oryginale słabej rozdzielczości, bo to przecież historia). Te 512 stron kosztuje — bagatela — niecałe pięć dych, a z wysyłką, sześć… (50-60 PLN).

    Jest także ekskluzywna, bo wszyscy profesorowie, którzy byli związani z nią (jako konsultanci naukowi i metodyczni, w sumie pięciu) poza samym autorem, Wojciechem Roszkowskim (m.in. promotorem doktoratu Jarosława Gowina) są z IPN. Jedyny „ekspert” językowy, powołany w drugiej instancji, bo pierwsza opinia językowa była negatywna, to mgr Klemens Stróżyński. Bliżej nieznany. Pewna część ekspertów wywodzi się także z tej samej instytucji, co Autor: z Polskiej Akademii Nauk w Warszawie. Z innych instytutów, ale z tego samego ośrodka naukowego. Dla wielu oznacza to tzw. konflikt interesów, którego należy unikać.

    Ostatnio rzuciła się wielu ludziom w Polsce w oczy jeszcze jedna inna ekskluzywność tej książki Roszkowskiego: wyklucza ona (z łac. excludere „wyłączać”) z kręgu dzieci kochanych wszystkie, które pochodzą „z laboratoryjnej hodowli”, żeby nie powiedzieć wprost „z próbówki”.

    Ja bym jednak dorzucił, że ta książka wyklucza ze społeczeństwa polskiego znacznie więcej pełnoprawnych obywateli Polski: ateistów, wyznawców innych Kościołów i religii poza polską odmianą Kościoła Rzymsko-Katolickiego, zwolenników równouprawnienia płci, czarnych (czarni związani z Black Matters są „Murzynami”, którzy „często są rasistami”), słuchaczy i fanów Beatlesów, uczniów Tadeusza Kotarbińskiego („ateista” i „czołowy Budowniczy Polski Ludowej”), egzystencjaliści (zezowaty Jean Paul Sartre), marksiści (za jego zwolennika uchodzi także Jean-Claude Juncker, przemawiający na zdjęciu z 2018 roku (tak!) w katolickiej katedrze w Trewirze na obchodach 200-lecia urodzin „ateistycznego filozofa”)…

    Przykłady wykluczeń pełnoprawnych obywateli Polski można naprawdę mnożyć. Autor chyba nie wie, co to Konstytucja RP. Uczeń też się nie dowie. Jak nie dowie się, co to pluralizm mediów.

    Nowy podręcznik? Czy aby na pewno to podręcznik?
    Przykładowa ilustracja w książce z rozdziału pt. Demokracja, dialog i populizm. (s. 248-249) Populizm charakteryzuje się w tym rozdziale jako pozytywne zjawisko, antyelitarystyczne

    Wojciecha Roszkowskiego pamiętam jeszcze jako student, na pierwszym roku w akademiku czytałem jego — wtedy nielegalną i wydaną pod pseudonimem Andrzeja Alberta — historię polski wyprodukowaną w samizdacie, na powielaczowym papierze, bez ilustracji, a drukiem przypominającym maszynę do pisania. Wolałbym zachować o nim pamięć właśnie tak. Potem stał się aktywnym politykiem i do dzisiaj takim pozostał, mimo że nie jest już posłem.

    Na kuriozum zakrawa fakt uwyraźnionej we wstępie intencji przekonania młodego czytelnika i nauczyciela (chyba, bo ten wstęp nie ma autora i adresata wymienionego wprost), że mamy do czynienia z nowoczesnym podręcznikiem: bo „powstał przede wszystkim z myślą o holistycznym podejściu do ucznia”. Może to jest prawda, mógł powstać z myślą o „holistycznym podejściu”, ale nie o samym uczniu. Tenże uczeń jest przez Autora traktowany z góry, praktycznie nie istnieje jako podmiot samodzielnie myślący i czujący, ma być urabiany przez „mniemanologię stosowaną” wujka dobra rada, który prowadzi swój wykład, a nawet coś w rodzaju pogadanki. Jej autor rzuca od czasu do czasu jakieś swoje dość idiosynkratyczne skojarzenia w postaci albo zdjęć, albo karykatur, często wywodzących się ze współczesności. To nie jest gatunkowo podręcznik, to pogadanka poglądowa, bo podręcznik powinien mieć jasno oddzielone fragmenty definicyjne (słownik!), faktograficzne (daty i nazwiska) od interpretacji możliwych (różnych, nie tylko jednej). Holistycznego podejścia nie widzę. Uczeń nie ma żadnego wyboru, bo wykład jest mętny i zawirowany.

    Na uwagę zasługuje także fakt, że autor wstępu próbuje mącić, kiedy stwierdza: „Nowoczesne sposoby nauczania już dawno odeszły od humboldtowskiego stylu lekcji frontalnej na rzecz współpracy z uczeniem w celu ewolucji wiedzy z równoczesną możliwością podjęcia debaty opartej na znajomości faktów.” (9) Humboldt w grobie musi się przewracać, jeśli dochodzi do niego, że „pruski dryl w szkole”, oraz „wykładania prawd od tablicy” są tożsame w niektórych pismach z jego szczytnym ideałem Bildung, (samo)kształcenia samodzielnego człowieka, tak jak u polskich filomatów i filaretów.

    Pytania wyodrębnione na końcu (nierównych i nieproporcjonalnych) rozdziałów są pseudopytaniami, nie zachęcają do dyskusji, debaty czy — nie daj Boże — krytyki… Literatura uzupełniająca to obowiązkowo bardzo naukowe opracowania, których często obawiałbym się polecić nawet studentom (bo za trudne), ale nade wszystko to wcześniejsze publikacje naukowe Wojciecha Roszkowskiego. Jego książki z przypisami, sprawdziłem — są pod każdym rozdziałem. Być może są tam dlatego, żeby uniknąć łatwego zarzutu skierowanego przeciwko Autorowi — powielania swoich pism; a już teraz na Twitterze pojawiły się anonimowe doniesienia o autoplagiatach Roszkowskiego.

    Układ nie jest klarowny, jest linearny, niby chronologiczny, a narracyjność polega na subiektywnych skojarzeniach autora pogadanki. To nie jest narracja na poziomie Timothy Snydera, Normana Daviesa, czy Pawła Jasienicy, w którym rozczytywałem się w liceum. Obecnie jako historyka idei nowoczesności uderza mnie także np. pojęcie ideologii używane przez Autora „HiT”, uderza użycie czysto polityczne, nie-techniczne, a do takiego jestem przyzwyczajony. Cytuję wiernie Roszkowskiego: „Wśród najbardziej popularnych obecnie ideologii politycznych należy scharakteryzować socjalizm, liberalizm, feminizm i ideologię gender, współczesną chadecję, czyli chrześcijańską demokrację, której nie należy jednak utożsamiać z chadecją sprzed lat 40 i więcej.” (19) Czy z tego wynika, że nie ma np. ideologii ultrakatolickiej? Albo nazistowskiej dzisiaj? Neopogańskiej? Albo ideologii religijnych innego rodzaju? Ideologia jest pojęciem neutralnym, jedynie w retoryce politycznej funkcjonuje w ten sposób, jak w podręczniku Roszkowskiego. Jeszcze jeden dowód, że nie jest to podręcznik i nie powinien trafić do szkół. Najważniejsze użycia krytyczne ideologii w literaturze przedmiotu można odnaleźć w odniesieniu do ideologii prawicowych.  

    Jednak konserwatyści wedle Autora to „demokratyczne, sympatyczne miśki”: „Prawdziwi konserwatyści” mieli szczytne cele: „religia, demokracja, ograniczenie interwencji państwa w życie gospodarcze.” 

    Doprawdy? Nie ma monarchistów w Polsce wśród konserwatystów? Nie ma zwolenników supremacji człowieka nad naturą?  Nazizm niemiecki to „wina socjalistów i komunistów”. No i Fryderyka Nietzschego. No może Oswalda Spenglera. Nie konserwatystów. 

    Na poważnie: zrobię wszystko, żeby mój młodszy syn za dwa lata nie dostał się w łapy takiego edukatora, jednoznacznego propagandzisty obecnej władzy, nieobiektywnego matacza. Mój syn, ale także tysiące innych dzieci innych rodziców, dla których ważna jest przyszłość Polski i świata, muszą coś wiedzieć na temat współczesnego społeczeństwa globalnego, a nie dowiadywać się tylko o tym, że Polska była najbardziej poszkodowana w II wojnie światowej. I że najważniejsi są Żołnierze Wyklęci, Jan Paweł II i matka Teresa z Kalkuty. Jednoznacznie święta, bez szemranych interesów w banku watykańskim.

    Ten podręcznik to I tom. II tom w drodze. Tego drugiego już na pewno nie kupię. Szkoda lasów…

    PS. 18 sierpnia 2022 r. Inna wersja, bardziej rozbudowana tego wpisu ukazała się w Instytucie Obywatelskim

    Tutaj także program na ten temat z moim udziałem w TV TOYA.

  • Zgiń, przepadnij… Na marginesie ewaluacji badań o ekonomii prestiżu i ekonomii drapieżców

    Zgiń, przepadnij… Na marginesie ewaluacji badań o ekonomii prestiżu i ekonomii drapieżców

    Publikuj albo giń? Czy w Polsce obowiązuje taka zasada? Jak ona jest stosowana w ewaluacji nauki? Jaka jest jej przyszłość?

    symboliczny obraz drapieżcy (lic. Depositphotos)

    Na marginesie ewaluacji badań o ekonomii prestiżu i ekonomii drapieżców…

    Świat akademicki w Polsce oczekuje z niecierpliwością na wyniki tak zwanej ewaluacji jednostek. Furorę robi nowe słowo nowomowy urzędniczej mianowicie „podmiotodyscyplina” (zob. Wywiad z min. Bernackim w DGP 19 lipca 2022). Ale dzisiaj chciałbym zwrócić uwagę na jeden podstawowy problem naszej polskiej swoistości organizacyjnej.

    Zasada „publikuj albo giń” (z ang. „publish or perish”) była mi znana od początku mojej drogi akademickiej w 1991 roku, choć wtedy wyrażano tę zasadę raczej w ograniczonej formie: „opublikuj dwa artykuły rocznie i zrób doktorat w ciągu 8 lat, a na pewno nic Ci się złego nie stanie”.

    Potem wszystko jednak przyśpieszyło i zasada była tak konsekwentnie stosowana, że faktycznie pojawiły się patologie: konferencje, coraz liczebniejsze, realizowały zasadę, że publikują wszystko, jak leci, mimo, że istniały, oczywiście, recenzje.

    Poza tym problemem był nepotyzm na uczelniach sprawiający, że ciągle istniały jednostki nie do ruszenia.

    Z czasem jednak „nieproduktywni” profesorowie także żegnali się z uczelniami.

    Tzw. reforma Gowina, zwana przez niego szumnie „Konstytucją dla Nauki” (w ostatnim momencie przechodziła w wakacje 2018 r. przez parlament z setkami poprawek wrzucanych na chybił-trafił) miała rzecz uporządkować, ale przez radykalną centralizację, pozbawienie autonomii uczelni poprzez pozorną wszechwładzę rektorów, którzy słuchać się muszą jednak wszechwładnego ministerstwa. Jeśli idzie o zasadę „publikuj albo giń”, zastąpiono ją „publikuj w odpowiednim miejscu albo giń”. Wprowadzono prestiż niektórych czasopism czasami oparty na prestiżu międzynarodowym, czasami jednak na „widzimisię” kolegiów oceniających. W oficjalnym obowiązującym przez rozporządzenie ministra zestawie czasopism i wydawnictw pojawiły się także nieuznawane przez ogólnoświatowe organizacje naukowe „czasopisma drapieżne”, „wydawnictwa drapieżne”, każące sobie słono płacić za publikacje. Podatnik polski zatem płaci dwa razy: za badania, a potem za publikacje. Część z tych pieniędzy idzie do „prestiżowych” (uznawanych przez międzynarodowe gremia) wydawnictw prywatnych, część do „drapieżnych” mających kapitał chiński mimo, że ich siedziba oficjalnie jest np. w Szwajcarii.

    Istnienie takiego pomieszania „ekonomii prestiżu” i „ekonomii drapieżców (oszustów)” było możliwe w Polsce dzięki zaistnieniu centralizacji gowinowskiej, która był owiana nimbem dostosowywania polskiej akademii do świata zachodniego, miały w Polsce funkcjonować „wreszcie zasady ogólnoświatowe”.

    Ciekawe, że kilka dni temu Unia Europejska, tak bardzo oskarżana o centralne i bezduszne reguły, podpisała porozumienie „Zgoda na zreformowanie oceny badań naukowych”

    Dokument ma 23 strony i jego sygnatariusze będą zastanawiać się jak sprawić, by ta ocena badań była sprawiedliwsza i wreszcie odesłała kulturę „publikuj lub zgiń” do lamusa. 22 lipca 2022 r napisał o tym także w Times Higher Education Ben Upton.

    „Sygnatariusze zgadzają się uznawać różnorodność wkładu w badania, opierać ocenę głównie na miarach jakościowych, rezygnować ze wskaźników opartych na czasopismach, unikać rankingów i inwestować w reformy. Oczekuje się, że każdy z nich przedłoży plan działania z kamieniami milowymi do końca 2023 r. lub w ciągu roku od podpisania umowy.”

    Ważne według Uptona jest to, że dokument nie jest czczą deklaracją, ma powstać koalicja zdeterminowana do działania. Dokument został przyjęty z mieszanymi reakcjami.

    Jak podkreślają sygnatariusze celem nie jest absolutyzacja jakiegoś innego systemu oceny, raczej powstanie wielu modeli, które odejdą od centralizacji.

    Jakieś zasady są konieczne, żeby naukowcy mogli się jednak spotykać na równych zasadach i podróżować, przemieszczać się także zawodowo bez większych problemów.

    W tym kontekście niektórzy sygnatariusze wprost zauważyli problemy Polski, cytuję THE: „Inne wyzwania będą miały charakter krajowy. Ismael Ràfols, badacz z University of Sussex, który był autorem również Manifestu Leiden, powiedział, że krajom, które polegają na scentralizowanej ocenie, takim jak Włochy, Hiszpania czy Polska, będzie szczególnie trudno odzwyczaić się od skalowalnych wskaźników publikacji.”

    I dalej jest fragment szczególnie istotny dla prestiżu Polski: „Debata dotyczy tego, czy rządy mają chęć lub zdolność do decentralizacji, ponieważ nie ma zaufania do organizacji z powodu nepotyzmu, który był powszechny 30 lat temu przed wdrożeniem scentralizowanych systemów”.

    No właśnie: centralizacja wprowadzona 30 lat temu? Ona wtedy się skończyła, a o ile pamiętam. Centralizację wprowadził Gowin, minister Czarnek ją tylko pogłębił. A na dodatek ręcznie manipulował przy punktacji czasopism i dlatego np. polska teologia na KUL dostała wedle przecieków ministra Bernackiego w DGP kategorię najwyższą z możliwych A+, zaś wiele dyscyplin humanistycznych i społecznych nie dostało takiej kategorii w ogóle.

    Zapewne ta ewaluacja ministerialna zadowoli większość, bo ręcznie uratowano największych takich jak jednostki SGH, UJ, czy SGGW (o czym także pisałem komentując konferencję min. Czarna). Zob. Ręcznie też uratowano, czy wręcz wywindowano prestiż KUL. Większość będzie zadowolona, bo dostanie B+ i zachowane zostaną uprawnienia.

    Decyzje administracyjne mają zostać wysłane do uczelni najpóźniej do końca lipca. To jest okres wakacyjny na uczelniach, większość pracowników i studentów jest na urlopach i wakacjach (niekoniecznie wyjazdowych). Ta ewaluacja przejdzie bez echa. A nie powinna. Jest skandalem z kilku względów. Teraz dochodzi do tego pozorne podporządkowanie „ekonomii prestiżu”, zaś faktyczna „wszechwładza centrali”, która może powoływać do swojego grona doradców wyłącznie zaufanych ministerialnych (zob. skład Komitetu Polityki Naukowej). Mamy stan faktyczny cofnięcia niektórych standardów do stanu z czasów PRL. Zaś sytuacja z młodymi chcącymi zostawać na uczelni i poświęcić się karierze naukowej jest coraz gorsza. Zasady zmieniają się co rusz, za pieniądze zjadane są przez inflację bez podwyżek od wielu wielu lat. „Publikuj albo giń”? Zgiń przepadnij, nie jesteś nam potrzebny… Ekonomia prestiżu? Ekonomia drapieżców…

  • Jaka piękna katastrofa! Wodzowie, praworządność a konstytucja

    Jaka piękna katastrofa! Wodzowie, praworządność a konstytucja

    Wodzowie, praworządność a konstytucja (oczywiście dla nauki)

    Podcast poniżej. Tekst niżej.

    Nikt wraca do domu: o Odysei Nolana Polska fika

    Krótka recenzja kulturoznawcza filmu Nolana
    1. Nikt wraca do domu: o Odysei Nolana
    2. Cud zwykłości
    3. Entuzjastyczny wybór dobra! Godny, uczciwy i samodzielny
    4. Ciemniejsze strony Muminków Tove Jansson
    5. Znaczenie językowej tożsamości w dyplomacji. Hasło: imponderabilia i Pete Hegseth

    Bieżący komentarz na tema ewaluacji naukowej po wystąpieniu Ministra Edukacji i Nauki 9.05.22 r.

    #konstytucjadlanauki #ewaluacjanauki #KEN #przemysławczarnek

    Od początku tak zwanych konsultacji społecznych prowadzonych przez ministra Gowina na niby z tak zwanym środowiskiem śmieszyła mnie nazwa „konstytucja dla nauki”. Wydaje mi się że po słynnej już konferencji prasowej ministerstwa nauki sprzed dwóch dni słowo „konstytucja” w Polsce osiągnęło prawdziwe dno. I to nie tylko dlatego, że jedynowładztwo Kaczyńskiego i jego dworu na Nowogrodzkiej za nic ma Ustawę zasadniczą. Ustawa Prawo o Szkolnictwie Wyższym niby obowiązuje, nadal jest nazywana „Konstytucją dla Nauki”, ale to co się dzieje w obszarze zarządzania nauki i szkolnictwem to jest pełen chaos i improwizacja. Oraz kazuistyka.

    Obejrzyjcie, proszę, tę konferencję, link pod spodem. (https://youtu.be/fcbj7JU50H8)

    Wodzowie nauki lubią posługiwać się barwnym językiem. I dobrze. Tendencja retoryczna jest taka, że w trakcie panowania obecnego ministra „wszystko było zaplanowane i wszystko było jak należy”, zaś cała krytyka działań ministerstwa jest określona mianem hałasu. Krytyk to krzykacz…

    Natomiast działania ministra zmierzają w stronę większego porządku oraz działań charytatywnych właściwie (bo przecież to siły i zasoby osobiste ministra i jego urok osobisty…), wszystko jest pod kontrolą, zaś to, co teraz proponują panowie z ministerstwa edukacji i nauki to wyłącznie skorygowanie działań komisji ewaluacji naukowej, to wsparcie, to ratowanie to unikanie wielu szkód i to — w końcu — dostarczanie warunków zrównoważonego rozwoju. Jakże piękne i umiarkowane metafory: wsparcie, ratowanie, unikanie szkód, zrównoważony rozwój.

    Dlatego należy ratować — uwaga — okręty flagowe, czyli giganty polskich uczelni — tak właśnie przedstawia się ta praworządność wodzów, której przeciwstawia się „konstytucja dla nauki”. „Konstytucja dla nauki” — bo przecież nie pada nazwisko poprzedniego ministra nauk, Jarosława Gowina — ten jest kompletnie wymazany z pamięci — postrzegana jest jako ta odpowiedzialna od początku za „pokrętną ścieżkę ewaluacji”. Owa „pokrętna ścieżka ewaluacji” prowadziła do „absurdów i szkód” oraz „skandali” i „rozwiązań czysto ilościowych” — takie słowa właśnie podają podczas tej konferencji.

    Pragnę zwrócić uwagę, że w trakcie tej konferencji pada także sformułowanie „kazuistyka” w towarzystwie „rozwiązań czysto ilościowych”: otóż jeśli idzie o słowo „kazuistyka” to idealnie ono pasuje do tego, co panowie ministrowie uprawiają — to jest właśnie kazuistyka, rodem ze średniowiecznych praktyk językowo-teologicznych, bo według Słownika Języka Polskiego jest to pokrętna argumentacja, naciąganie argumentów i przykładów w celu uzasadnienia jakieś tezy, albo też drobiazgowe rozstrzyganie szczegółowych problemów, zwłaszcza moralnych lub prawnych przez stosowanie do nich odpowiednio dobranych zasad ogólnych, albo też formułowanie przepisów prawnych opartych na analizie konkretnych przypadków, albo też obserwację i analizę rzadkich przypadków chorobowych, dokumentowanie przypadków rzadkich schorzeń.

    Immanuel Kant nazywał kazuistykę „dialektyką moralności”.
    Wydaje mi się że panowie w ministerstwie bardzo mocno się starają, żeby ich działanie było postrzegane jako działanie dobre, jako moralne właśnie, jako działanie ratujące, korygujące, wspierające, unikające szkód, zapewniające zrównoważony rozwój itd. itd. ale środki którymi to robią to jest właśnie ta pseudomoralna kazuistyka. Bo jeśli można było wyobrazić sobie, iż ratowanie tak zwanych mniejszych ośrodków np. w Zielonej Górze, czy w Lublinie (czy chodzi o rodzimą uczelnię ministra tj. KUL?) poprzez manipulację ewaluacją i punktacją czasopism oraz wydawnictw to było ratowanie mniejszych ośrodków i zrównoważony rozwój dla Polski i polskiej nauki, no to jednak ratowanie tak zwanych — i tutaj się pojawia metafora niezwykle istotna — okrętów flagowych polskiej nauki (tzn. np. SGH, SGGW czy UJ z naukami medycznymi), no to jest dopiero właśnie kazuistyka. Okręty flagowe to częsta metafora Gowina. Mówi się tutaj jednocześnie o tym że kazuistyka to są rozwiązania czysto ilościowe, zaś faktycznie kazuistyka to jest przeciwieństwo praworządności, przeciwieństwo rządów prawa, przeciwieństwo konstytucji. Ja nawet jestem zwolennikiem kazuistyki prawdziwej, niezakłamanej, czyli tzw. studiów przypadku w metodologii nauk. Ale jako średniowieczna praktyka teologiczno-prawnicza jest symbolem zakłamania i obłudy.

    Wydaje mi się, że właśnie słowo konstytucja dla nauki osiągnęła dno właśnie w trakcie tej konferencji. Wielokrotnie krytykowałem „Konstytucję dla nauki”, czyli Ustawę Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce za to, że daje zbyt wiele spraw, zbyt wiele praw ministerstwu i rektorom, za centralizację i wydaje mi się, że po tej spektakularnej katastrofie ewaluacji jedyną ścieżką do wyjścia z zapaści jest totalna decentralizacja Szkolnictwa Wyższego. Zresztą jest to jedyny ratunek również dla Polski jako takiej: decentralizacja władzy, bo takie właśnie rozstrzyganie arbitralne, manipulowanie przy przy ewaluacji, która miała być ewaluacją z regułami, miała być ewaluacją praworządną, manipulowanie takie musi prowadzić donikąd.

    Nie jest tak, że ta ewaluacja była dobrze ustawiona od samego początku i że wszystko jest pod kontrolą. Nic nie jest pod kontrolą, bo tego rodzaju odgórne próby narzucenia jakiegokolwiek porządku, jakim była Ustawa Prawo o Szkolnictwie autorstwa Gowina, odgórne, arbitralne, wodzowskie nie mają żadnej racji bytu w świecie rzeczywistym. Lekceważą tradycje lokalne i zrównoważony przyrost zbiorowej mądrości.

    Na zakończenie nie chciałbym być populistyczny, i pytać, które uniwersytety odczuły podwyżkę po łaskawym „podarowaniu” przez ministra, jakże wspaniałomyślnie, przez „wodza edukacji i nauki” Przemysława Czarnka 1 mlda zł na uczelnie pod koniec ubiegłego roku. Jednak naprawdę szkoda mi tych wszystkich, którzy byli przejęci procesem ewaluacji, którzy napracowali się przy tym bardzo. Komisja Ewaluacji teraz ma poprawić swoje wnioski tak, żeby nie wywoływać skandalu i zgorszenia, czyli w myśl wskazań ministra, wtedy on, wódz nauki, wyda decyzję. Ciekaw jestem ile podmiotów będzie miało podstawę do odwołań…

    Wodzowie i kazuiści. Szkoda że tacy przaśni…

    Bieżący komentarz na tema ewaluacji naukowej po wystąpieniu Ministra Edukacji i Nauki 9.05.22 r. #konstytucjadlanauki #ewaluacjanauki #KEN #przemysławczarnek
    Jaka piękna katastrofa! Wodzowie i konstytucja

    PS. 18 maja 2022 wpis ukazał się zmieniony w Gazeta Wyborcza