Tag: oświecenie

  • Kiedy policja konfiskowała kawę — szwedzka sfera publiczna w kontrze do absolutnego państwa

    Kiedy policja konfiskowała kawę — szwedzka sfera publiczna w kontrze do absolutnego państwa

    Z cyklu: Obserwatorium Nordyckie

    Jarosław Płuciennik
    22 kwietnia 2026

    Svenska Dagbladet opublikowała w swojej najstarszej rubryce eseistycznej — Under strecket — tekst historyka Tobiasa Osvalda z okazji 250-lecia szwedzkiej policji. Instytucja Kungliga Poliskammaren powstała 13 lutego 1776 roku w Sztokholmie. Ale najbardziej wymownym elementem tego jubileuszowego tekstu nie jest data ani reforma administracyjna — lecz ilustracja.
    Jedyny obraz towarzyszący artykułowi pochodzi z 1799 roku i nosi tytuł Kaffebeslaget — Konfiskata kawy.

    Heland, Martin (Mårten) Rudolf (1765-1814). Stadsmuseet
    Kaffebeslaget
    na podstawie obrazu Pehra Nordquista z 1799 roku o tym samym tytule. Materiał i technika: akwatinta. Podłoże: papier. Wymiary w mm: 363 x 524. Lic. CC 1.0 Uznanie Autorstwa, źródło Wikipedia.

    Obraz przedstawia gniewnych i groźnych miniastych funkcjonariuszy wkraczających do prywatnego domu w celu zajęcia kawy i sprzętu do jej parzenia. To — jak podpisuje redakcja — najstarsza znana podobizna szwedzkich policjantów. Pierwsze oblicze nowoczesnej policji w Szwecji to twarz urzędnika rekwirującego filiżankę i dzbanek do kawy.
    Trudno o lepszą alegorię.

    Habermas w kawiarni
    Jürgen Habermas opisał w swoich „Strukturalnych przeobrażeniach sfery publicznej” (1962) narodziny nowoczesnej sfery publicznej jako proces ściśle związany z kawiarniami — londyńskimi coffee houses, paryskimi cafés, hamburskimi Kaffeehäusern. To właśnie w nich, na przełomie XVII i XVIII wieku, kształtowała się przestrzeń racjonalnej debaty między prywatnymi jednostkami, która — w teorii — była otwarta, egalitarna i niezależna od władzy państwowej ani kościelnej.
    Kawiarnia była miejscem, gdzie mieszczanin czytał gazetę, kupiec dyskutował z prawnikiem, a plotka polityczna stawała się opinią publiczną. Habermas widział w tym zalążek nowoczesnej demokracji.
    Co jednak działo się w tym samym czasie w Szwecji?

    Merkantylizm jako kontrnarracja
    Szwecja zakazywała kawy wielokrotnie i przez zadziwiająco długi czas. Chronologia jest następująca: w 1746 roku wydano królewski edykt przeciwko “nadużywaniu kawy i herbaty” — nie był to jeszcze pełen zakaz, lecz represyjne opodatkowanie połączone z konfiskatą filiżanek i sprzętu do parzenia. Właściwe zakazy następowały kolejno: 1756–1761, 1766–1769, 1794–1796, 1799–1802 i ostatni, 1817–1823 — łącznie pięć okresów prohibicji rozłożonych na niemal siedem dekad.
    Uzasadnienia były różne, ale sprowadzały się do kilku stałych elementów.
    Po pierwsze — bilans handlowy. Kawa była towarem w całości importowanym. W logice merkantylistycznej każda filiżanka oznaczała odpływ srebra z kraju. Riksdag obliczał straty w milionach i traktował kawę jako dziurę w narodowym bogactwie.
    Po drugie — moralizm i retoryka zdrowotna. Lekarze twierdzili, że kawa powoduje bezpłodność i rozwiązłość. Gustaw III posunął się dalej, zlecając eksperyment medyczny na skazańcach-bliźniakach, by empirycznie dowieść szkodliwości napoju. Ironią historii jest, że obaj bliźniacy przeżyli zarówno króla — zamordowanego w 1792 roku — jak i lekarzy nadzorujących badanie.
    Po trzecie — i to najważniejsze politycznie — kawiarnia jako przestrzeń była zagrożeniem. Nie dlatego, że kawa szkodzi zdrowiu, lecz dlatego, że sprzyja rozmowie, a rozmowa wymyka się kontroli państwa. Jak trafnie ujął to współczesny szwedzki pisarz kryminałów Niklas Natt och Dag, kawiarnie stały się forami opinii publicznej, gdzie klasy społeczne mieszały się jak nigdzie wcześniej, a idee przekraczały dotychczas pilnie strzeżone granice społeczne.

    Dlaczego zakazy nie działały?
    Bo kawa zdążyła już stworzyć to, co Habermas opisał jako strukturę komunikacyjną. Wymownym dowodem jest badanie szwedzkiej historyczki oparte na 536 sprawach z akt policji sztokholmskiej z lat 1794–1802 — dokumentujące nielegalną sprzedaż, parzenie i spożywanie kawy podczas prohibicji. Sieć przemytnicza była rozległa, a jej głównymi aktorkami były paradoksalnie ubogie kobiety — jednocześnie handlarki, przemytniczki i konsumentki. Zakaz stworzył nielegalną sferę publiczną tam, gdzie chciał zlikwidować legalną.
    Podczas ostatniego zakazu, w latach 1817–1823, opór przybrał już formę niemal zorganizowaną: powstawały nieformalne “gildie kawowe”, których członkowie potajemnie schodzili się w lasach, żeby pić kawę. To są symboliczne leśne kościoły nowoczesności. Prohibicja zamieniła codzienny rytuał w akt obywatelskiego nieposłuszeństwa.
    Każdy kolejny zakaz był de facto przyznaniem, że poprzedni poniósł klęskę. Można by powiedzieć, używając języka późniejszej teorii — że kawa wytworzyła afordancję: stworzyła warunki dla szczególnego rodzaju bycia-razem, którego żadne prawo nie było w stanie zlikwidować. Była proto-fiką, zanim fika stała się narodową instytucją.

    Dwa projekty nowoczesności w zderzeniu
    Mamy tu do czynienia z klasycznym zderzeniem dwóch projektów wczesnej nowoczesności.
    Z jednej strony — projekt Habermasowski: sfera publiczna jako przestrzeń racjonalnej komunikacji między wolnymi podmiotami, niezapośredniczona przez władzę, budowana oddolnie przez praktyki codzienne — w tym właśnie przez picie kawy w towarzystwie i czytanie gazet.
    Z drugiej — projekt absolutystyczno-merkantylistyczny: państwo jako jedyny podmiot racjonalności zbiorowej, który wie lepiej niż obywatel, co jest korzystne dla narodu. W tej logice wolna kawiarnia jest nie tyle przestrzenią publiczną, ile przestrzenią niekontrolowaną — a to synonim niebezpieczeństwa.
    Policja konfiskująca kawę w 1799 roku to dosłowna, materialna manifestacja tego zderzenia. Nie chodziło tylko o import. Chodziło o to, kto ma prawo do przestrzeni publicznej.

    Policja jako barometr sprzeczności
    Tekst Osvalda w SvD pokazuje coś jeszcze: że nowoczesna szwedzka policja rodziła się dokładnie w tym samym momencie historycznym, co szwedzka sfera publiczna — i natychmiast została postawiona po przeciwnej stronie. Jej pierwszym ikonicznym zadaniem była ochrona państwa przed obywatelami pijącymi kawę.
    To nie jest tylko anegdota. To strukturalna sprzeczność, którą Habermas opisał jako sferę publiczną walczącą o swoją autonomię przeciwko Staatlichkeit. Szwecja końca XVIII wieku była tego konfliktu żywym laboratorium.
    250 lat później szwedzka policja świętuje jubileusz. Obraz z konfiskatą kawy wisi w Muzeum Miejskim Sztokholmu. A fika jest wpisana w szwedzki kodeks kulturowy silniej niż jakiekolwiek prawo parlamentarne.
    Historia ma swoje sposoby rozstrzygania sporów.

    Tobias Osvald, autor jubileuszowego tekstu w SvD, jest urzędnikiem państwowym i doktorem historii. Obraz „Kaffebeslagen” (1799) pochodzi ze zbiorów Stockholms stadsmuseum.

    Źródło danych historycznych: Wikipedia (hasło „Gustav III of Sweden’s coffee experiment”); artykuł naukowy: „When coffee was banned: strategies of labour and leisure among Stockholm’s poor women, 1794–1796 and 1799–1802”, Scandinavian Economic History Review (2021); Niklas Natt och Dag, Vogue Scandinavia (2021).

  • Prywatyzacja, sekciarstwo, partyjniactwo

    Prywatyzacja, sekciarstwo, partyjniactwo

    Gollum z Władcy pierścieni (fot. na lic. Depositphotos), swoisty symbol

    Opublikowano nowy sondaż Ibris na zlecenie Rzeczpospolitej. Na początku września (już po wybuchu sprawy uchodźców na granicy) IBRiS zapytał, jak Polacy oceniają działania premiera Morawieckiego oraz ministrów jego rządu.

    Tabela według badania Ibris z 1-2 września za dziennikiem „Rzeczpospolita” 7 września 2021 r.

    Przemysław Czarnek, Minister Edukacji i Nauki jest uważany za najgorszego członka tej ekipy obok takich person jak Jarosław Kaczyński, Zbigniew Ziobro i Jacek Sasin. Jednak źródła w Rzeczpospolitej, z której te badania Ibris pochodzi podają, że na odwołanie tych person nie ma żadnych szans. Raczej odejdą mało rozpoznawalni członkowie tego rządu.

    Może czas już zacząć walić w bębny głośniej? Czarnek jest czystym wcielonym złem jako minister edukacji, tak samo jak Ziobro czystym wcielonym złem jako Minister Sprawiedliwości. Obie te persony niszczą przestrzeń publiczną w Polsce. Czy Polacy pragną sprywatyzowanego, partyjnego sądu? Czy Polacy pragną sprywatyzowanej, partyjnej albo kościelnej edukacji w Polsce?

    Kilka lat temu, jakoś chyba około 2010 roku, miałem przedziwną dyskusję z bardzo młodym synem znajomych, wykształconym i inteligentnym nastolatkiem, który starał się prezentować skrajnie libertariańskie poglądy: wolność radykalna to np. także likwidacja wymiaru sprawiedliwości, państwo jest kompletnie niepotrzebnym balastem. Na moje pytanie, czy chciałby mieć prywatnym sędziów, odpowiedział: a dlaczego nie?

    Otóż „prywatni sędziowie” to jest przeciwieństwo idei sprawiedliwości rozumianej jako dążenie do bezstronnego badania rzeczywistości.

    Ta sama idea bezstronności przyświeca także badaniom naukowym i dociekaniom dziennikarskim. Ta idea jest także wiązana z trójpodziałem władz i tzw. systemem wzajemnej kontroli i równoważenia władz. Ta idea bezstronności (która w 100% zapewne jest nierealizowana) jest ideą regulatywną, która sprawiła, że narodziła się przestrzeń publiczna w postaci powszechnej edukacji, powszechnego systemu ochrony zdrowia, czy otwartych publicznych bibliotek i muzeów.

    Można krytykować Oświecenie za rozpędzone, węglem i ropą (paliwami kopalnymi) napędzane maszyny i fabryki niszczące środowisko nie tylko naturalne, ale akurat idea przestrzeni publicznej i związane z nią humanizm i humanitaryzm, tudzież tolerancja dla różnorodności to są sprawy niezwykle ważne nawet w dobie post-antropocenu, któremu humanizm daje podstawy. Humanizm mający także podstawy w wartościach ewangelicznych.

    Sprywatyzowanie wszystkiego, czy to w postaci libertariańskiej, czy sekciarskiej (partia albo Kościół) jest procesem szkodliwym. Jeśli wielu socjologów podkreśla, że w Polsce bardzo trudno zbudować społeczeństwo, bo brak jest zaufania społecznego, to takie „upartyjnianie” — likwidowanie bezstronności — jest tym bardziej szkodliwe w Polsce.

    Jeśli minister Czarnek chce prywatyzować (sekciarzyć) szkolnictwo publiczne w Polsce to jest szkodnikiem takim samym jak minister Ziobro, który upartyjnia prawo w Polsce i niszczy konsens konstytucyjny.

    Prywatyzacja przestrzeni publicznej, sekciarstwo i partyjnictwo mają podobne skutki: likwiduje się przestrzeń równości obywateli.

    Dlatego Polacy jednoznacznie wskazują: takich szkodników nie chcemy… #czarnekout

    PS. Żeby była jasność: nie jestem przeciwnikiem własności prywatnej ani Kościołów. Jedynie gorącym orędownikiem równości obywateli, powszechnej dostępności edukacji i opieki medycznej, Konstytucji RP. Państwo i jego przestrzenie powinny równo traktować wszystkich obywateli.

    PS2. Artykuł zmieniony ukazał się 7 września 2021 w Gazecie Wyborczej

  • Dyktatura ciemniaków

    Dyktatura ciemniaków

    Dowiedziałem się właśnie, że podręcznikami w Ministerstwie Edukacji i Nauki — podręcznikami także dla moich synów w wieku 11 i 17 lat — będzie zarządzał niejaki dr Artur Górecki. Nie wiem, gdzie i kiedy zrobił doktorat, bo jego dane są chyba tajne. Podobnie jak jego domyślne związki z Ordo Iuris. Nie znalazłem publicznego Curriculum Vitae. Zatem przyznaję się, nie wiem, kiedy i kto, w jakiej dyscyplinie, dał temu panu doktorat (może z historii na UW?). Znalazłem natomiast na Academia.com „aż” trzy teksty, wśród których moją uwagę przykuło coś, co tekstem naukowym nie jest, ale zostało z dumą umieszczone właśnie na tym akademickim z natury portalu.

    dr Artur Górecki, „Edukacja klasyczna – poszukiwanie przerwanego szlaku”,

    Jest to felieton opublikowany w periodyku:
    Sed Contra. Periodyk Gimnazjum i Liceum im. Świętego Tomasza z Akwinu, nr 6 (IX-XI 2017)

    Krytyka Oświecenia jest w tym pisemku jawna i bezpardonowa:
    „Oświecenie (przynajmniej kontynentalne) przyniosło ideał oświaty jednolitej, państwowej, powszechnej, a także wychowania obywatelskiego, wykształcenia realnego i działalności na rzecz oświecania dorosłych. Etatystyczne państwo „rodzi” etatystyczny model edukacji.”

    Powszechna edukacja jest wyraźnie wedle Góreckiegi czymś, co uwiera autora, nie daje mu spokoju, jest oczywistym złem. Co więcej, jak można wyczytać także z innych fragmentów, edukacja państwowa jest także oczywistym złem, jedynie edukacja kościelna Kościoła Rzymsko-Katolickiego jest dobra (nie jest powiedziane wprost, że chodzi chyba o ten Kościół nie tylko z czasów przedsoborowych, ale chyba ten średniowieczny…).

    Ale gdyby tego wszystkiego nie było dość, autor na wstępie już neguje wykształcenie oparte na humanizmie.

    „Momentem, w którym rozpoczyna się proces stopniowego odchodzenia od założeń edukacji klasycznej jest początek nowożytności, kiedy to następuje oddzielenie teologii od poznania naturalnego i poznania świata (np. wtedy nawet w szkołach jezuickich zrezygnowano z wykładu kosmologii) oraz dokonuje się zawężenie rozumienia klasycznego wychowania do wymiaru bliższego temu, co dzisiaj rozumie się pod pojęciem humanistyki. Dokonuje się pękniecie w harmonii wiary i rozumu. Na skutek przecenienia roli wewnętrznego doświadczenia człowieka w odkrywaniu prawd nadprzyrodzonych następuje podważenie roli rozumu. W konsekwencji, choć dużo później, doprowadzi to do fideizmu i naturalizmu.”

    Mnich w kościele (fot. lic. Depositphotos)

    Zatem w tych kilku fragmentach widać nastawienie przeciwne nie tylko Oświeceniu, powszechnej edukacji, ale także przeciwne humanizmowi i humanistyce innej niże teologicznie zabarwionej edukacji średniowiecznych tzw. sztuk wyzwolonych, czyli trivium i quadrivium.

    Jako rodzic mam spokojnie czekać, aż Artur Górecki, taki paradygmatyczny wstecznik, zabierze się za edukację podręcznikową moich synów w państwowej szkole, której rację bytu otwarcie podważa?

    Za tzw. niegdyś oświecenie publiczne wzięli się panowie od negacji oświecenia? Nawet Komisja Edukacji Narodowej jest wrogiem pana dra Góreckiego!!! Nie wspominam o chrześcijaństwie z litości…

    Niegdyś o rządach komunistów za PRL mówiło się „dyktatura ciemniaków”. Tym razem jednak za rządów PiS i ministra Czarnka mało tak powiedzieć… Brak słów… Groza…

    Czarnek na stanowisku Ministra Edukacji i Nauki był już szczytem bezczelnej buty tej władzy. Jednak w osobie Artura Góreckiego kolejna granica została przekroczona. Jeśli teraz nikt nie zaprotestuje, to… witaj średniowiecze… jutrzenko swobody…

    PS. Na marginesie zaproponuję Ministrowi Czarnkowi, żeby umieścił cytowany przeze mnie szlachetny periodyk, w którym publikował Artur Górecki (dumnie!) na liście czasopism punktowanych Ministerstwa. Przecież to jest tylko trochę gorsze czasopismo od tego biuletynu prawniczego z KUL, który został awansowany przez ministra Czarnka Rozporządzeniem, bo on sam — minister we własnej osobie — w nim publikował… przecież jeśli powiedziało się raz A, to trzeba powiedzieć B… śmiało…

    PS.2 Trochę inna wersja tego wpisu ukazała się 26 sierpnia 2021 r. w Gazecie Wyborczej.

  • Letnie gadanie — Indoktrynacja a nauka

    Letnie gadanie — Indoktrynacja a nauka

    Autor w stylu „Letnie gadanie” (to jest cykl wypowiedzi w programie PR 1 Sveriges Radio)

    „Lewacka indoktrynacja” a nauka

    „Chcemy nauki bez lewackiej indoktrynacji” powiedział pewien polityk. Co to jest lewacka indoktrynacja? Czy to jest termin naukowy? Jako o słowie wytrychu leksykonu „dobrej zmiany” pisali już autorzy Katarzyna Kłosińska i Michał Rusinek w haśle „Lewak” („Dobra zmiana, czyli jak się rządzi światem za pomocą słów”, 2019, s. 110-114), nie chciałbym  powtarzać, że jeszcze niedawno najbardziej typowe użycia słowa lewak i pochodnych to były wypowiedzi, w których znaleźć można wyrażenia takie jak: „lewacy wywołali zadymę”, „anarchizujący lewak”, lewacki terroryzm”, czy „lewacka bojówka”. 

    Okładka książki „Głupota. Nieoficjalna biografia” 2019 (fot. JP)

    Szczególnie uderzające jest jednak właśnie „lewactwo”, utworzone na wzór leksemów „prostactwa”, „robactwa”, „buractwa”. 

    Czy jest możliwa nauka bez indoktrynacji? 

    Nie jest możliwa nauka bez indoktrynacji, bo nauka posiada metodologiczne doktryny, wzorce, paradygmaty. Nauka, instruowanie, wiedza, to inaczej po łac. doctrina, to teoria (z greckiego słowa oznaczającego ogląd, tego samego słowa, które mamy w „teatrze”, w którym ogląda się widowiska), teoria może mieć różne wersje. Słowo „doctrina” pochodzi od doctor, nauczyciel, uczony, mistrz. 

    A może indoktrynacja w tej inkryminowanej wypowiedzi to „świadomy i systematyczny proces, którego celem jest wpojenie człowiekowi określonych ideologii i doktryn, zwłaszcza politycznych lub społecznych, korzystający z propagandy”? (popularna definicja)

    No więc mam wrażenie, że to co proponują politycy, to właśnie indoktrynowanie nauki. Bo nauka jest oparta na badaniach, a nie na mniemanologii stosowanej, jak chciałby minister Czarnek, kiedy przygotowuje zmiany w prawie gwarantujące „wolność głoszenia światopoglądów na uczelniach”. 

    Tak, rządzący dzisiaj politycy w Polsce są antynaukowi, anty oświeceniowi, są przeciwnikami wiedzy jako takiej. Przypomnę, że na świecie także się tacy zdarzają, „Scientific American” rok temu poparł Joe Bidena, gdyż Donald Trump był otwarcie antynaukowy i wspiera do dzisiaj różne spiskowe teorie. (pisałem o tym na tym blogu tutaj) Trump był antyoświeceniowy w wielu tego słowa sensach. Oczywiście istnieje w refleksji nad kulturą nowoczesności olbrzymi obszar krytyki spuścizny oświecenia, jednak ta krytyka ma także swoje naukowe rygory, warunki, argumenty i nie może negować naukowości i jej procedur. 

    Wedle  słynnej, a cytowanej na całym świecie w charakterze kuriozum antydemokratycznego, wypowiedzi ministra Waszczykowskiego: 

    „Poprzedni rząd realizował tam [w mediach] określony lewicowy program. Tak jakby świat według marksistowskiego wzorca musiał automatycznie rozwijać się tylko w jednym kierunku – nowej mieszaniny kultur i ras, świata złożonego z rowerzystów i wegetarian, którzy używają wyłącznie odnawialnych źródeł energii i walczą ze wszelkimi przejawami religii. To ma niewiele wspólnego z tradycyjnymi polskimi wartościami – wyjaśnił szef naszej dyplomacji.”

    Taka wypowiedź miała miejsce w niemieckim „Bild” w 2016 r. I odbiła się szerokim echem, jest już cytowana w książkach (ostatnio spotkałem ją w książce o zagrożeniu demokracji Martina Gelina i Erika Asarda „Hotet mot Demokratin” 2019). 

    Kiedy Greta Thunberg woła: „ja chcę, żebyście tylko słuchali nauki i robili, tak jak ona wskazuje”, domaga się oparcia działania na wiedzy. Wiedzy, która nie tylko wyklucza płaskoziemców, antyszczepionkowców, homeopatów i różdżkarzy ze świata akademii, ale która każe także nazywać głupotą to, co się wiedzy sprzeciwia (zob. Lamża, Światy równoległe, 2020 i „Głupota. Nieoficjalna biografia, pod red. J.F. Marmiona, 2019). To, o czym pisze Waszczykowski, „świat wielokulturowy”, w którym dba się o środowisko naturalne używając ekologicznych środków lokomocji i ograniczając nieekologiczne „produkcje”, jest światem stosującym nauki współczesne – fizykę, chemię, medycynę ale i kulturoznawstwo. W tym ostatnim całe tomy napisano o złożonej tożsamości kulturowej człowieka. 

    Jedynie w indoktrynacji politycznej znajdziemy świat jednowymiarowy i jednoznaczny, bardzo często jednopartyjny.

    PS. Zmieniona nieco wersja tego wpisu ukazała się 25 lipca 2021 w GW http://Rządzący Polską politycy PiS są antynaukowi i antyoświeceniowi. To przeciwnicy wiedzy https://lodz.wyborcza.pl/lodz/7,35136,27355895,rzadzacy-polska-politycy-pis-sa-antynaukowi-antyoswieceniowi.html

  • Ciemnogród i eugenika. Rozważania filologiczne

    Ciemnogród i eugenika. Rozważania filologiczne

    Ciemnogród i eugenika. Rozważania filologiczne

    Ciemnogród jako słowo zawdzięczamy oświeceniowemu myślicielowi polskiemu Stanisławowi Kostce Potockiemu i jego „Podróży do Ciemnogrodu”. Jednak równie ważny, śmiem twierdzić, jest poemat Gałczyńskiego….

    Obwoluta wydania II z 2019 r. z ilustracjami Daniela Mroza (Wrocław, Wydawnictwo Warstwy) (zdjęcie własne JP)

    „Pan mnie znieważa!
    Pani mnie potrąca!
    Ciemnogród to rzecz
    nieistniejąca.” (8)

    Taką wspaniałą frazę słyszą najpierw Chryzostom Bulwieć z czytelnikiem poematu Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego „Chryzostoma Bulwiecia podróż do Ciemnogrodu”, kiedy nazbyt jednoznacznie chcą oni przypisać istnienie Ciemnogrodu określonej przestrzeni geograficznej… Watykanowi. Jest jesień. I święte oburzenie jest tutaj znaczące. Święte oburzenie i obraza uczuć.


    W tym poemacie „gęby perfidne walczą z postępem”, epidemia „szeptokoków” wywołuje panikę, bo koniec świata nadchodzi i kolejki są „jak stąd do Zgierza” (dziś już wiem, skąd to powiedzenie łódzkie… z poematu Gałczyńskiego). Ale „Okey i Amen…”… alleluja i do przodu. „Okey i Amen”.

    Propagandowy film z lat 60-tych pt. „Ciemnogród” w reż. Konrada Nałęckiego, inspirowany poematem o Chryzostomie Bulwieciu i jego przygodach w poszukiwaniu Ciemnogrodu, trwa kwadrans, ale jest bardzo wymowną krytyką ciemnoty, która wierzy znachorom, pozwala na istnienie uzdrawiaczy leczących wszystko octem, oczekującej plag egipskich i — koniecznie — wodza na białym koniu.

    „Ciemnogrodzianie
    stali na lodzie,
    w zwykłym ordynku:
    łotr przy idiocie,

    pętak ze szpiegiem,
    mętniak z faszystą,
    a okultysta
    z surrealistą,

    kociak przy bubku,
    koło chłoptasia.
    A cisza była,
    jak makiem zasiał. (50)

    Na końcu poematu wszyscy giną pod lodem w rzece Ciemnawce, bo rzucają się z entuzjazmem w stronę wskazaną przez wodza na białym koniu.

    Jedna ze stron z ilustracją wielkiego wodza… (zdjęcie własne JP)

    To prawda, że nowoczesność w Polsce, tak jak w Turcji, została przyniesiona bagnetami i czołgami. Wielokrotnie to stwierdzałem zwłaszcza przy omawianiu wspaniałej prozy Orhana Pamuka. Ci żołnierze z polskiej propagandowej noweli filmowej „Ciemnogród” są bardzo charakterystyczni, ale i świetnie obsadzeni, bo jedną z ról gra bardzo sympatyczny i seksowny aktor, później znany ze słynnego serialu „Janosik” — Marek Perepeczko.

    Film Ciemnogrów z 1964 r. na kanale YouTube

    Jednak ciemnogród dzisiaj także posługuje się machiną policyjną i medialną.

    Najlepiej widać to w słynnym i często dzisiaj powtarzanym wyrażeniu „przesłanki eugeniczne” w odniesieniu do prawa kobiet do aborcji w przypadku stwierdzenia wad genetycznych płodu. Uważam je za typowo propagandowe wyrażenie.

    Eugenika jest powszechnie definiowana dzisiaj jako system światopoglądowy zakładający możliwość doskonalenia cech dziedzicznych gatunku, żeby tworzyć warunki pozwalające na rozwój dodatnich cech i ograniczenie cech ujemnych. Eugenika to inżynieria społeczna mająca na celu produkcję rasy pozbawionej wad genetycznych.

    Manipulacja DNA to także eugenika (Il. na licencji Depositphotos)

    Eugenika (z greckiego εὐ- „dobry” i γενής „powstaje, rośnie”) to zbiór przekonań i praktyk, które mają na celu poprawę jakości genetycznej populacji ludzkiej, historycznie oznaczało to wykluczanie osób i grup uznanych za gorsze lub promowanie tych, których uznano za wyżej stojące. Dlatego ginęli Żydzi i psychicznie chorzy w komorach gazowych (najpierw Ci drudzy).

    Czy z takim przypadkiem mamy do czynienia, kiedy matka dowiaduje się, że dziecko w jej łonie po urodzeniu nie będzie miało szans na przeżycie nawet kilku dni, albo że na pewno obumrze w jej łonie? To jest przesłanka eugeniczna? KŁAMSTWO i perfidia.

    „Ciemnogrodzianie
    stali na lodzie,
    w zwykłym ordynku:
    łotr przy idiocie,

    pętak ze szpiegiem,
    mętniak z faszystą,
    a okultysta
    z surrealistą,

    kociak przy bubku,
    koło chłoptasia.
    A cisza była,
    jak makiem zasiał. (50)

    W poszukiwaniu mózgu… (Il. na licencji Depositphotos)

  • Kognitywista Steven Pinker, Oświecenie i postęp ludzi

    Kognitywista Steven Pinker, Oświecenie i postęp ludzi

    Steven Pinker w 2005 r. (źródło Wikipedia)

    Wczoraj 23 września 2020 odbył się wykład słynnego Stevena Pinkera na kanadyjskim, anglojęzycznym Uniwersytecie McGill w Montrealu pt. Postęp i oświecenie w XXI wieku. Wykład był na platformie internetowej i jest dostępny na YouTube.

    Wykład dostępny i otwarty na platformie YouTube

    To był 66 wykład w serii Beattie Lectures. Pinker zaczynał w McGill swoją karierę na licencjacie z psychologii. Urodził się w Montrealu. Dał się poznać wielokrotnie nie tylko jako kognitywista, ale także jako psycholingwista, językoznawca, oraz popularyzator nauki, zwłaszcza historyk idei i cywilizacji. Wiele razy przywoływałem jego idee, które są świetnie zawsze wygłaszane, znakomicie napisane.

    Budynek Uniwersytetu McGill w Montrealu, Kanada (fot. lic. Depositphotos)

    Uwagi wstępne do wykładu wygłaszał Sean Henry, dziennikarz z CBC Montreal. On też prowadził dyskusję z wykładowcą po wygłoszeniu prezentacji. Słowa powitania miała Suzanne Fortier, rektorka Uniwersytetu McGill, zaś uwagi końcowe, właściwie laudację absolwenta swojego uniwersytetu, wygłosiła Inez Jabalpurwala, prezes Stowarzyszenia Absolwentów McGill.

    Ostatnio odnosiłem się do idei Stevena Pinkera krytycznie w swoim poprzednim wpisie o krytyce nowoczesności autorstwa Kaczyńskiego, terrorysty. „Kaczyński — wizjoner i terrorysta tudzież krytyk absurdów nowoczesności”.

    Pierwsza część wykładu Pinkera przybliża pojęcie postępu poprzez zdefiniowanie go jako „polepszenie ludzkiego dobrobytu” (rozkwitu, ang. flourishing). W szeregu infografik Pinker streszcza swoją argumentację ze moich dwóch ostatnich książek: Zmierzch przemocy. Lepsza strona naszej natury, 2015, oraz Nowe Oświecenie: argumenty za rozumem, nauką, humanizmem i postępem 2018.

    Ilustracja idei postępu (doskonalenie inwencji koła) (fot. lic. Depositphotos)

    Twierdząc, że postęp daje się udowodnić pokazując dane o śmiertelności, długości życia, zdrowiu, szczęśliwości ludzi na ziemi, itp., naciska jednocześnie na fakt, że postęp nie jest cudem i że nie jest on nieunikniony.

    Jednym z ciekawszych, nowych wątków pod koniec jego wykładu jest część zatytułowana „Covid-19 and Progress”. Pinker wprost wskazuje, że zaraźliwe choroby to nie jest wyjątek od reguły, a raczej zasada życia, patogeny i pasożyty są uniwersalne. Przy okazji pandemii wyraźnie widać także oświeceniowe elementy, które zagrały znakomicie: patogen został zidentyfikowany niemal natychmiast, nikt dzisiaj nie wierzy w jakieś miazmaty wydobywające się z bagien, wszyscy wiedzą, co to wirus i dlatego szybko też, znacznie szybciej niż na początki XX wieku, dojdzie do znalezienia szczepionek. Coraz mniej czasu trwa przygotowanie szczepionki.Postęp to realne zjawisko i nie kwestia optymizmu
    Widać postęp w danych. Żyjemy dłużej, zdrowiej, bogaciej, bezpieczniej, szczęśliwiej, inteligentniej, z większą swobodą. Na jednym ze slajdów wyraźnie widać, jak poprzednie pandemie pochłaniały coraz to mniej ofiar ludzkich. Humanizujemy nasz świat poprzez walkę z pandemiami, coraz efektywniejszą. Problemy jednak pozostają, postęp to nie doskonałość, jednak problemy były kiedyś znacznie gorsze, postęp nie jest naturalny, postęp będzie „postępował”, jeśli będziemy przekonani do rozumności, nauki and humanizmowi.

    Fragment wykładu i prezentacji Stevena Pinkera pokazującego postęp, jeśli idzie o malejącą liczbę pandemii w historii ludzkości (fot. Jarosław Płuciennik)

    W dyskusji wskazuje, że w zakresie emisji gazów cieplarnianych nie ma postępu, jak również w redukcji zagrożenia konfliktem jądrowym, ilość broni jądrowej, pomimo redukcji jest jednak zbyt duża. Mówi także o realnym zagrożenie wyginięcia gatunków, zaniku różnorodności biologicznej na naszej planecie.

    Powodzie i tsunami spowodowane trzęsieniem ziemi i zmianami klimatycznymi zagrażają ludzkości. (fot. lic. Depositphotos)

    W dyskusji pojawiły się także wątki polityczne, bo Donald Trump według Pinkera to antyoświeceniowy prezydent, podobnie jak inne populizmy, także we wschodniej Europie, także są antyoświeceniowe.

    Rezzato (Brescia, Lombardia,Włochy): Villa Fenaroli, klasycystyczny pałace (XVI-XVIII wiek, fot. lic. Depositphotos)

    Kanada, Nowa Zelandia, oraz Zachodnia Europa ciągle wedle Pinkera będą swoistą awangardą postępu, nawet w USA, dzięki systemowi wzajemnej kontroli i równowagi politycznej (słynne „checks and balances”) oraz aktywności obywatelskiej możliwe jest odwrócenie krótkotrwałego wahnięcia, kiedy zaczyna dominować „śmieszna polityka, która nie patrzy na dane i fakty, tylko agendę partyjną”. Istnienie fake newsów jest dla niego właśnie takim krótkotrwałym zawirowaniem.

    Wydaje mi się, że nadal Pinkerowi pomimo jego autentycznej genialności, można zarzucić pewnego rodzaju krótkowzroczność: katastrofa klimatyczna jest w oczywisty sposób związana z kryzysem pandemicznym Covid-19, bo oba są warunkowane globalizacją, podobnie jak z globalizacją związane są te fakty wspominane przez Pinkera: emisja gazów cieplarnianych, redukcja bioróżnorodności oraz populizm i autorytaryzm w polityce. Niedostrzeganie medialnych uwarunkowań zmian mentalnościowych, brak refleksji nad grozą zalgorytmizowania wszystkiego i wszystkich skojarzone jest u Pinkera z oczywistym antropocentryzmem. Postęp mierzony szczęśliwością człowieka pomija ten jakże katastrofalny rozmiar cierpienia i śmierci świata zwierzęcego.

    Hegemonia człowieka jest dzisiaj coraz częściej kwestionowana (fot. lic. Depositphotos)

    Pomimo tych zastrzeżeń z wielką ciekawością i przyjemnością intelektualną wysłuchałem wykładu i dyskusji Stevena Pinkera na McGill University. Niewielu jest profesorów na świecie takiego formatu i w tak dobrym stylu. Z takim wpływem na naukę i świat uniwersytecki. Szkoda, że nie przekłada się to na wpływ na świat w ogólności, zwłaszcza świat polityczny.

    Ostrzeżenie, czasu jest mało
  • Stop bzdurom i świat nauki

    Stop bzdurom i świat nauki

    „Stop bzdurom” i „Świat Nauki…. Po raz pierwszy od 175 lat Scientific American popiera jednego z kandydatów na prezydenta USA. Decyzja bezprecedensowa.

    Zrzut ekranu z wydania internetowego Scientific American, 16.09.2020

    Od dziesięcioleciu już czytuję „Scientific American” oraz jego córkę, magazyn „Mind” w oryginale amerykańskim, głównie ze względu na potrzebę ćwiczeń językowych. W Polsce ten amerykański miesięcznik popularnonaukowy wydawany jest po polsku jako „Świat Nauki”, zresztą wersji językowych na całym świecie jest sporo, nakłady SA idą w miliony. Wielu cenionych, czy nawet sławnych naukowców (np. Albert Einstein) pisywało w nim. Od pewnego czasu zarządza nim ta sama firma, która wydaje prestiżowe Nature. Ukazuje się od 175 lat. Dzisiaj dowiedziałem się, że „Świat Nauki”, czyli „SA” powiedział „Stop bzdurom” i popiera Joe Bidena w wyborach prezydenckich USA na jesieni tego roku. (w magazynie październikowym Scientific American z 15.09.2020 r. pt. „From Fear to Hope” [od strachu do nadziei] w Scientific American 323, 4, 12-13 (październik 2020)

    Naukowcy w laboratorium (lic. Depositphotos)
    UNIVERSAL CITY, CA – MARCH 2006: Donald Trump ze Shrekiem w tle (lic. Depositphotos)

    Decyzja niebywała od prawie dwóch stuleci istnienia pisma. Co się stało? Czyżby upolityczniona redakcja? A może jednak coś innego?

    Ja sam jestem humanistą. Zarzut upolitycznienia humanistyki zdarza się często, bo przecież tematyka humanistyczno-społeczna jest szczególnie doniosła społecznie, zatem także czasami — doniosła politycznie.

    W dzieciństwie jako czytelnik powieści science-fiction, między innymi Stanisława Lema, byłem jednak zawsze otwarty na nowinki z nauk przyrodniczych, nazywanych „twardą nauką”, czy po angielsku po prostu nauką (science). Był nawet moment w 8 klasie podstawówki, w której bibliotekarka z osiedlowej biblioteki powiedziała mi, że przeczytałem już wszystko z półki z działu popularyzatorskiej nauki (głównie książki z tzw. Serii +/- nieskończoność) i dlatego ona mi załatwi możliwość wypożyczania w Bibliotece Pedagogicznej. Od tej pory uzyskałem dostęp do nauczycielskiej biblioteki, czego w domu nie miałem. Wtedy nie było w Polsce także stacji telewizyjnych takich jak Discovery, czy National Geografic.

    Kopia Konstytucji Stanów Zjednoczonych, wytworze kultury Oświecenia

    Do dzisiaj specjalistą w nauk przyrodniczych nie jestem, jednak interesują mnie nowinki i odkrycia tak po prostu, gdyż kultura nauk przyrodniczych wyrasta z tego samego pnia kultury oświecenia, z której wywodzi się np. dyskurs praw człowieka czy równości i tolerancji.

    Dlaczego o tym piszę? Bo redakcja Scientific American od wczoraj bardzo sążniście się tłumaczy z poparcia Joe Bidena. Twierdzą, że nie jest im lekko i czują się zmuszeni. Dlaczego? 

    Bo „dowody i nauka pokazują, że Donald Trump poważnie zaszkodził USA i ich mieszkańcom – ponieważ odrzuca dowody i naukę.”

    Znana jest Trumpowa nieudolna i nieuczciwa polityka względem pandemii COVID-19 (prawie 200 tyś. zgonów z tego powodu w całych USA). Trump znany jest także z ataków na ochronę środowiska, opiekę medyczną oraz naukowców i publiczne agencje naukowe. Jest znanym antymaseczkowcem (co chyba łatwo mu przychodzi jako zwolennikowi maczyzmu w czystej postaci, klasyczny maczo kondomów i maseczek nie zakłada). Przez Trumpowe lekceważenie prostych i bardziej złożonych metod kontroli „Stany musiały ponownie się zamknąć, co wiązało się z ogromnymi kosztami gospodarczymi. Około 31 procent pracowników zostało zwolnionych po raz drugi w następstwie gigantycznej fali” (ponad 30 milionów ludzi). „Na każdym etapie Trump odrzucał niewątpliwą lekcję, że kontrolowanie choroby, a nie jej bagatelizowanie, jest drogą do gospodarczego ponownego otwarcia i ożywienia.”

    Podobnie jak liderzy w niedemokratycznych już państwach, takich jak Polska, „Trump wielokrotnie okłamywał opinię publiczną na temat śmiertelnego zagrożenia chorobą, mówiąc, że nie jest to poważny problem i „to jest jak grypa””, a na pewno wiedział, bo świadczą o tym dokumenty, że jest bardziej śmiertelna i wysoce zaraźliwa.

    Trump jest także antynaukowy, jeśli idzie o finansowanie państwowej służby zdrowia w Stanach, ale także w tym, że zaproponował miliardowe cięcia dla National Institutes of Health, National Science Foundation i Centers for Disease Control and Prevention. Wycofał  USA z członkostwa w Światowej Organizacji Zdrowia (WHO).

    Illustration of the World Health Organization flag (lic. Depositphotos)

    Lista przewin Trumpa jest dłuższa, nie sposób ich wręcz tutaj wszystkich przytoczyć, ale to, że „zastąpił naukowców w radach doradczych agencji przedstawicielami branży.” No i przyłączył się do negacjonistów klimatycznych: twierdzi, że żadna katastrofa klimatyczna nie istnieje i wycofał USA z międzynarodowych porozumień, łagodzących zmiany klimaty.

    Odwrotnie Joe Biden, który poszukuje wiedzy fachowej i przekształcił ją w solidne propozycje polityczne. Wspierać chce swoje działania nauką i ekspertyzami. Redakcja uzasadnienie poparcia Bidena kończy wyrazistym apelem: „Czas wyprowadzić Trumpa i wybrać Bidena, który ma doświadczenie w śledzeniu danych i kierowaniu się nauką.” Innymi słowy, Biden nie wspiera ciemnoty i pragnie zatamować „bzdury”. Można tylko przyklasnąć: „Stop bzdurom!”

    Popieram Scientific American nie dlatego, że jakoś bardzo chciałbym ingerować w tamtejsze wybory, jak chciałby tego pewnie Władimir Putin. Nie! Popieram SA, bo dla mnie także ta kultura tzw. ojców założycieli (founding fathers) USA jest kulturą Oświecenia. I demokracji. I tolerancji…

    Benjamin Franklin, jeden z ojców założycieli USA obecny faktycznie na banknocie 100 dolarowym, też nosiłby maskę, bo był naukowcem (lic. Depositphotos)

    PS. Greta Thunberg, szwedzka aktywistka, cytuje w Twicie SA, nawołując do poparcia Bidena, miko że zazwyczaj stroni od partyjności… 10.10.2020