W Dagens Nyheter Anna-Lena Laurén przypomina dzisiaj dramatyczne okoliczności zawarcia przez Finlandię rozejmu z ZSRR w 1944 roku i zestawia je z obecną sytuacją Ukrainy.
Po „wojnie kontynuacyjnej” Finlandia znalazła się w sytuacji bez wyjścia: musiała zerwać sojusz z Niemcami, oddać 12% swojego terytorium (w tym Karelię i Wyborg), zapłacić gigantyczne reparacje, przyjąć setki tysięcy uchodźców i żyć pod kontrolą sowieckiej komisji w Helsinkach. Był to – jak pisał ówczesny ambasador Gripenberg – „drakoński wyrok”, który wielu uznawało za polityczne samobójstwo. A jednak Finlandia przetrwała, umiejętnie lawirując między Moskwą a Zachodem, aż stopniowo zakotwiczyła się w świecie demokracji i dobrobytu, a dziś jest członkiem UE i NATO.
Prezydent Finlandii Alexander Stubb, którego ojciec jako dziecko musiał opuścić rodzinny dom w Karelii, używa tej historii jako punktu odniesienia: „W 1944 roku znaleźliśmy rozwiązanie. Jestem pewien, że w 2025 roku Ukraina również znajdzie drogę do sprawiedliwego pokoju”.
Różnica jest jednak zasadnicza: Finlandia była wtedy osamotniona, podczas gdy Ukraina ma za sobą niemal całą Europę i USA. Laurén przypomina, że w 1944 roku nawet Szwecja – najbliższy sąsiad – apelowała do Finów o kapitulację i powściągliwość, a Churchill wprost stwierdzał, że warunki muszą odpowiadać Stalinowi.
Ale ta historia ma dla mnie także osobisty i kulturowy wymiar. Kiedy Tove Jansson w latach 50. pracowała nad malowidłem ołtarzowym w kościele w Teuvie, w tej miejscowości mieszkali uchodźcy z Karelii. Przywieźli ze sobą dzwon z opuszczonego kościoła w swojej ojczyźnie — symbol ciągłości mimo wygnania. Zapomina się dziś, że para Muminków idących przez ciemny las na okładce pierwszej książki Jansson z 1945 roku mogła Finom przypominać właśnie o uchodźcach z Karelii, o doświadczeniu utraty domu i konieczności zaczynania od nowa.
Artykuł Laurén kończy się przesłaniem: droga do pokoju będzie bolesna, ale nawet w sytuacji pozornie beznadziejnej możliwe jest przetrwanie i odbudowa. To nadzieja, którą Finlandia – i jej literatura – mogą podarować dziś Ukrainie.
Zimowa wojna (fiń. Talvisota) zakończyła się 85 lat temu, 13 marca 1940 roku podpisaniem traktatu moskiewskiego, kończącego konflikt między Związkiem Radzieckim a Finlandią, który trwał od 30 listopada 1939 roku. W wyniku porozumienia Finlandia została zmuszona do oddania ZSRR około 11% swojego terytorium, w tym większej części Karelii wraz z miastem Viipuri (Wyborg), obszaru wokół jeziora Ładoga oraz części Półwyspu Kalastajansaarento nad Morzem Barentsa. Pomimo utraty tych ziem Finlandia zachowała niepodległość, co było jej strategicznym sukcesem wobec przytłaczającej przewagi militarnej ZSRR. Wojna pochłonęła około 25 tys. fińskich żołnierzy, a kolejne 43 tys. odniosło rany, natomiast po stronie radzieckiej straty były znacznie wyższe – oficjalnie podawano 126 tys. zabitych, choć rzeczywista liczba mogła być większa. W wyniku agresji na Finlandię ZSRR został wyrzucony z Ligi Narodów (14 grudnia 1939 roku), a Finlandia zyskała międzynarodowy szacunek za skuteczny opór wobec znacznie silniejszego przeciwnika. Mimo że formalnie kraj zachował neutralność, już w 1941 roku dołączył do wojny po stronie Niemiec przeciwko ZSRR, rozpoczynając wojnę kontynuacyjną (1941–1944). Zimowa wojna stała się symbolem fińskiego hartu ducha i umiejętności obronnych, a postać marszałka Carla Gustafa Mannerheima do dziś pozostaje ikoną narodowej jedności i oporu.
Tove Jansson i wojenne inspiracje Muminków
A zatem jaki jest związek z Muminkami?
Tove Jansson, autorka opowieści o Muminkach mocno przeżywała osobiście zarówno wojnę zimową, jak i wojnę kontynuacyjną. Jej ojciec i jeden z braci walczyli w tych wojnach. Helsinki były bombardowane. Ale przede wszystkim, uchodźcy z Karelii pojawiali się w całej Finlandii. Dla moich fińskich przyjaciół okładka pierwszej opowieści o Muminkach: Małe trolle i wielka powódź z 1945 r. przywodzi na myśl właśnie tych uchodźców: małe postaci zagubione w wielkim lesie… O genezie wojennej Muminków, o ich pocieszającej funkcji dla samej autorki pisze ona sama we wstępie o polskiego wydania książeczki.
Medal Muminka – ślad wojennych przeżyć?
Jest jednak jeszcze przynajmniej jeden ślad wojennych przeżyć w drugiej w kolejności opowieści: Komecie w Dolinie Muminków.
„–Mamusiu — odezwała się jakaś drobinką leśna, pokazując na Muminka. — Tam stoi generał.” Cała rodzina podeszła, żeby podziwiać jego medal.” (122)
Istnieją interpretacje jednoznacznie wskazujące, że ten medal na piersi Muminka jest odpryskiem kultu generała Mannerheima. Zimowa wojna stała się symbolem fińskiego hartu ducha i umiejętności obronnych, a postać marszałka Carla Gustafa Mannerheima do dziś pozostaje w Finlandii symbolem narodowej jedności i oporu.
Oczywiście, w baśni o małych trollach ten medal to znaleziony gdzieś w zakamarkach sklepu medal zrobiony z gwiazdy na choinkę. Ale Muminek dostał ten medal od Migotki za dzielność uwolnienia jej z macek trującego krzaka, który zamienia się magicznie jakby w ośmiornicę.
Muminek kontra Angostura – metafora wojny?
„Kawałek dalej spotkał Migotka, który, blady ze strachu, krzyczał:
Jakiś okropny krzak zjada moją siostrę!
I wcale się nie mylił.
Trujący krzak z niebezpiecznego gatunku zwanego Angostura złapał Pannę Migotkę za ogon i wolno ciągnął ją ku sobie, omotując gałęziami podobnymi do macek. A ona, fioletowa z przerażenia, krzyczała tak okropnie, jak jeszcze nigdy dotąd nie krzyczała żadna Panna Migotka.
Idę! Idę! – zawołał Muminek.
Weź to ze sobą na wszelki wypadek – powiedział Włóczykij, dając mu swój scyzoryk (z korkociągiem i śrubokrętem). – I postaraj się doprowadzić ten krzak do złości. Angostury bardzo łatwo się obrażają.
Jesteś wstrętną ośmiornicą! – krzyknął Muminek. Ale Angostura nie zareagowała.
Wyglądasz jak stara szczotka! – ubliżał jej dalej Muminek. – Ty podstępny bandyto! Ty ohydna postrzępiona miotło! Wtedy Angostura zwróciła na niego wszystkie swe zielone oczy i puściła Pannę Migotkę. A potem wysunęła jedno ze swych licznych, zielonych ramion i zacisnęła je na pyszczku Muminka.
Nie daj się! – zawołał Włóczykij.
Ty obrzydliwy potworze! – wrzasnął Muminek i – ciach-mach – odciął Angosturze jedno z ramion. Widzowie przyjęli to gorącymi oklaskami. Zachęcony Muminek skakał to tu, to tam, machał gniewnie ogonkiem i raz po raz atakował Angosturę, wciąż wymyślając nowe obelgi.
Czego ty nie umiesz! – zachwycił się Ryjek. Ile brzydkich słów! Walka stawała się coraz bardziej zacięta. Angostura drżała z podniecenia, a Muminek miał pyszczek całkiem czerwony ze złości i wysiłku. W końcu widać już było tylko kotłowaninę splątanych ramion, ogonka i nóg. Panna Migotka w pewnym momencie chwyciła duży kamień i rzuciła go na trujący krzak. Ale, niestety, zupełnie nie umiała celować i kamień trafił Muminka w brzuch. ” O rety! – zawołała. – Zabiłam go!
Typowe babskie zachowanie – rzekł Ryjek. Lecz Muminek, bardziej żywy niż kiedykolwiek, kontynuował swą triumfalną walkę, aż w końcu z Angostury został tylko pień (z kilkoma najkrótszymi ramionami, które Muminek darował. Wtedy zwycięzca złożył scyzoryk i powiedział.
No tak. Załatwione.
Ach, Jaki ty Jesteś odważny! – szepnęła Panna Migotka. 95-97
Oczywiście nie można tutaj jednoznacznie widzieć w Angosturze Rosji Radzieckiej, zaś w Muminku Mannerheima. Poetyka tej opowieści Tove Jansson jest poetyką jakby szczególnego snu na jawie, co rusz przerywanego powrotem do rzeczywistości, jakąś kąśliwą uwagą a to Małej Mi, a to Ryjka, a to Tatusia Muminka. Pełny wielogłos.
Walka z Angosturą przypomina konflikt, w którym mniejszy, ale zdeterminowany przeciwnik, mierzy się z potężnym i pozornie niepokonanym wrogiem. Ostatecznie Muminek, przy wsparciu przyjaciół, pokonuje Angosturę – czy to alegoria fińskiego hartu ducha?
Refleksja na 85. rocznicę zakończenia wojny zimowej
W 85. rocznicę podpisania pokoju po wojnie zimowej i w jubileuszowym 80. roku Muminków warto spojrzeć na twórczość Tove Jansson także przez pryzmat historii Finlandii. Jej baśnie, choć osadzone w fantastycznym świecie, niosą echa wojennych doświadczeń, od utraty domu po bohaterstwo i hart ducha.
Dziś, wspominając tamte wydarzenia, można powiedzieć, że wśród bohaterów Finlandii znalazł się też Muminek – udekorowany przez Migotkę medalem z choinkowej gwiazdy.
wystawa w Miejskiej Galerii Sztuki Re:Medium w Łodzi 12.05-24.07.22,
ul. Piotrkowska 113
kuratorzy: Adriana Usarek, Michał Piernikowski
Wystawa w ramach Łódź Design Festival
Ciekawym i oryginalnym elementem wystawy są dekoracje wykonane przez Bovską, zawierające abstrakcyjne, florystyczne motywy w barwach flagi ukraińskiej, symbolizujące niebo, pokój i wolność (niebieski) oraz zboże, urodzaj i obfitość (żółty), jako że Ukraina zwana jest powszechnie spichlerzem Europy.
Wśród zilustrowanych pojęć znalazły się te ogólnie znane z tekstów czy współczesnego języka mówionego, jak np. wataha, bohomaz, mereżka, step, ohyda, majdan, chmara, ale są i takie, których znaczenie nie jest już takie oczywiste dla każdego. Kto wie, cóż to takiego bandura, kureń, hopak? Czy powszechna jest wiedza o tym, że szarawary były w dawnych czasach elementem ludowego stroju ukraińskiego i umundurowania wojsk kozackich, albo że koromysło to drewniane nosidło do dźwigania na barkach ciężarów, zwykle wiader z wodą? Powyższe przykłady dowodzą, że zapożyczenia, powstałe w wyniku wielu przemian kulturowych, historycznych i obyczajowych, wzbogacają i ożywiają język, poszerzają jego możliwości jako narzędzia komunikacji, ekspresji i społecznej identyfikacji. Są także oznaką i potwierdzeniem istnienia kontaktów kulturowych ponad granicami krajów i języków. Należy zwrócić uwagę na wyjątkowy charakter tej edycji „Słownika”, który wynika z faktu, iż prezentowane na wystawie prace są dziełem grafików i ilustratorów pochodzących zarówno z Polski, jak i z Ukrainy. Ważne w tym projekcie jest także odwoływanie się artystów zarówno do doświadczania tych emocji, które towarzyszą każdemu człowiekowi w sytuacji zagrożenia, jak i tych, których doznajemy, gdy ogląda się przejawy okrutnej rzeczywistości z oddalenia.
Jak widać, wiele pojęć ze „Słownika ukrainizmów” ma bogatą treść, w której zawarta jest interesująca historia. Dlatego wystawa adresowana jest do szerokiego grona odbiorców, którzy pragną poszerzyć swoją dotychczasową wiedzę na temat języka, kultury, tradycji i historii Ukrainy.
Ryszard Kapuściński, polski pisarz i dziennikarz, napisał swoisty reportaż z „upadku imperium” ZSRR między 1989-1993 r. O tym dziele rozmawiają studenci Uniwersytetu Łódzkiego Anna Bogucka, Szymon Matuszewski i Katarzyna Szymańska, ale obszernie wypowiadają się też znawcy pisarstwa Kapuścińskiego: prof. prof. Magdalena Horodecka (Uniwersytet Gdański), Andrzej Kaliszewski (Uniwersytet Jagielloński), jak również rusycystka i doktorantka Uniwersytetu Łódzkiego mgr Paulina Sikora-Krizhevska. Program prowadzi prof. Jarosław Płuciennik (Uniwersytet Łódzki)
Możesz tutaj posłuchać za darmo mojego podcastu na Spotify. Pamiętaj żeby polubić i darmowo subskrybować…
Możesz także podcastu odsłuchać na YouTube i na Apple Podcasty, Google Podcasts
Fot. zrzut ekranu Instagrama patriarchy Cyryla. Nabożeństwo w uroczystość Zwiastowania NMP w Katedrze Chrystusa Zbawiciela, Moskwa, 7 kwietnia. 2022 Zdjęcie: św. Igor Palkin, O. Varov, S. Vlasov. Serwis fotograficzny Patriarchy Moskwy i Wszechrusi.
Patriarcha Cyryl bruka chrześcijańską ewangelię
Szwedzka Rada Chrześcijańska wydała oświadczenie, które w prasie szwedzkiej ukazało się dzisiaj właśnie w Wielki Piątek. (tutaj link do szwedzkiego Expressen)
Rada jest niezwykle dosłowna w krytyce prawosławnego patriarchy Cyryla, pisząc o przerażającej teologii legitymizującej rosyjską wojnę. Wprost pisze się o tym, że przez takie słowa i czyny prawosławnego patriarchy nacjonalizmowi nadaje się aurę religijną, która sprawia, że młodzi oddają swoje życie. „Przywódcy Kościoła nie powinni używać swojej władzy do manipulowania chrześcijańską ewangelią”.
Rada podkreśla szczególny charakter tegorocznego Wielkiego Piątku (dla chrześcijan na całym świecie, zwłaszcza ewangelickich, Wielki Piątek jest najważniejszym świętem, po którym może nastąpić Święto Zmartwychwstania, czyli Wielkanoc). W tym roku ciemność nabrała niezwykle realnych i bliskich kształtów: niewinni przelewają krew, a ta woła do nieba. Zniszczenie, tortury i śmierć nie zdarzają się daleko od nas. Dlatego trudno będzie wyjść z Piątku ku Wielkanocnej Niedzieli Radości. Miliony uchodźców i brutalne zniszczenia nie pozwalają się rytualnie pocieszać. Jak co roku.
Szwedzka Rada Chrześcijan poważnie pisze o „śladach zbrodni wojennych”, które trzeba zbadać, zaś po ich zbadaniu, sprawcy powinni zostać oskarżeni, a ofiary zapamiętane i uczczone.
Ta wojna nie ma żadnego usprawiedliwienia. Pada wyraźne zdanie:
„Żadna wojna najeźdźcza nigdy nie powinna być błogosławiona przez Kościół”.
Co więcej, teologia Cyryla usprawiedliwia „teologicznie” napaść, zaś prawa osób LGBTQI są dowodem domniemanej dekadencji świata zachodniego, co staje się dowodem na wyższość „kultury i religii rosyjskiej”. W domyśle można powiedzieć, że kraje Zachodu stają się także celem ataku Rosji.
W oświadczeniu znajdziemy mocne odcięcie się od takiej teologii i „od faktu, że przywódcy kościelni wykorzystują swoją moc do manipulowania chrześcijańską ewangelią dla celów nacjonalistycznych i wojennych”.
„Ta zniekształcona teologia kryje w sobie wielkie bogactwo teologii ortodoksyjnej. Przesłania chrześcijańskie to przesłanie Księcia Pokoju Jezusa Chrystusa, który wybrał drogę miłości i niestosowania przemocy, który sam stał się ofiarą przemocy i powstał z ranami pozostawionymi na swoim ciele.”
W kontekście wszelkiego rodzaju sojuszy ołtarza i tronu szczególnie mocno wybrzmiewa w Szwecji, która od 2000 roku ma wyraźny rozdział Kościoła od państwa, stwierdzenie: „Sojusze między władzą kościelną a świecką zwykle prowadzą do zepsucia. Kościoły muszą żyć w krytycznej solidarności ze społeczeństwem i w społeczeństwie.”
Chrześcijańskiej ewangelii nie należy używać do wzbudzania i szerzenia nienawiści. Dlatego rada otwiera swoje kościoły na prawosławnych, także Rosjan, jednak z nazwaniem wojny wojną, zaś unikaniem wszelkiej nienawiści. Katedra w Uppsali 24 kwietnia otwiera się na odprawianie prawosławnej liturgii wielkanocnej w języku ukraińskim.
„Wszystkim świętującym: błogosławionej Wielkanocy! Wszystkim, którzy nie świętują: życzę, aby moc opowieści, które mają miejsce między Wielkim Czwartkiem a drugim dniem Wielkanocy, wciąż inspirowała!
Prezydium Szwedzkiej Rady Chrześcijańskiej składa się z następujących osób:
Daniel Alm (Superintendent Zielonoświątkowców – Wolne zbory współpracujące)
kardynał Sztokholmu Anders Arborelius (Katolicka diecezja)
Arcybiskup Syryjski Benjamin Dioscoros Atas (Kościół Prawosławny)
Arcybiskup Antje Jackelén (Szwedzki Kościół)
Sofia Camnerin (Sekretarz Generalny Chrześcijańskiej Rady Szwecji)
Obejrzałem wywiad Ann Applebaum z Timothy Snynerem i Yuvalem Harari. To jest 4 minutowa recenzja. Poniżej link do filmiku na YouTube. Jeśli wolisz sam dźwięk, to podcast jest TUTAJ.
U góry jest zrzut ekranu wywiadu. Wywiad jest tutaj
złota pszenica i niebieskie niebo (fot. lic. Depositphotos)
Jeśli chcesz, możesz wysłuchać tego tekstu jako podcast TUTAJ.
Historia to nie jest jedno pieprzone wydarzenie po drugim. Bardzo chcielibyśmy ogarnąć świat i rozwijającą się historię w jakąś logiczną całość. Stąd silna tendencja w naszych umysłach, żeby wiązać sieci różnych skojarzeń we wszechlogiczne modele i struktury. To pierwsze zdanie otwierające mój tekst („Historia to nie jest…”) stanowi przytoczenie wniosków z jednej z książek konserwatywnego historyka kultury Niala Fergusona. Wydaje mi się, że takie spojrzenie na historię nie jest dla nas już po doświadczeniu koronawirusa od marca 2020 r. żadnym odkryciem. Inny badacz, ale i jednocześnie uchodźca, Nassim Taleb, piszący o fenomenie czarnego łabędzia, i przewidujący 12 lat temu pandemię także upominał, na podstawie swoich własnych uchodźczych doświadczeń z Palestyny, że historia wcale nie rozwija się linearnie, tylko skokowo, także przez katastrofy i kryzysy. Chcielibyśmy mieć linearny wykres chronologii, poukładać w naszych katalogach wydarzenia, ale one się tak nie dają układać. Życie nie chce się zmieścić w katalogi.
Duch wieje kędy chce…
Te pół miliona ciał uciekających z Ukrainy zmienia oblicze naszej Ziemi, tej ziemi. Nagle jesteśmy niezwykle otwarci i wręcz troskliwi, choć jeszcze niedawno, budowaliśmy mury i stosowaliśmy barbarzyńskie „push backi”, czyli wypychania.
Z tamtego czasu pochodzi znaleziony przeze mnie anonimowy tekst:
chodzimy do lasu zbierać ludzi zbieramy ich także w parku narodowym nie oburzaj się że to zabronione czytałem regulamin ludzie nie są pod ochroną
M. 24.12.2021 (cyt. za Zwiastun Ewangelicki 5/2022)
Dzisiaj Polacy zdają pięknie egzamin z dojrzałości. Jesteśmy solidarni i troskliwi. I otwarci. Podziw i solidarność płyną z całego cywilizowanego świata. Doświadczam tego z różnych stron, bo utrzymuję kontakty międzynarodowe w tej globalnej wiosce.
Nasze własne doświadczenie czteroosobowej rodziny od soboty też jest inne. Przyjęliśmy dwie gościnie z Ukrainy. Dzisiaj miałem trochę czasu, żeby odkryć ich historię, która jest jak zwykle, nieliniowa i nieoczywista. Hanna (matka) i Krystyna (córka) przyjechały ze Lwowa, ale Hanna rodziła się na Syberii, jej ojciec był Polakiem, matka Ukrainką. Mąż starszej Hanny i ojciec młodszej Krystyny też jest Polakiem. Mówią po ukraińsku i rosyjsku. Nie mówią po polsku. Dogadujemy się jakoś… Hanna jeszcze się wstydzi śpiewać dumki ukraińskie, ale na pewno kiedyś zacznie… obiecała…
Sąsiedzi i znajomi chcą pomagać, na razie oferują drobne prace.
W Wilnie rok temu spotkaliśmy Polaka, mówiącego śpiewnym polskim Mickiewicza. Tego Mickiewicza z Białorusi, z Żydowskiej matki.
Wojna trojańska opisywana przez epos Homerowy pt. Iliada wynikała z naruszenia praw gościnności, Parys porwał Helenę będąc w gościnie u Menelaosa. Gościnność w Polsce zawsze przejawiała się mitologiczno-religijnie przez opowieść o dodatkowym wigilijnym nakryciu, ale także przez starodawne, staropolskie powiedzenie „Gość w dom, Bóg w dom.” Jakoś gorzko to powiedzenie smakowało jeszcze w grudniu 2021 r. w puszczy. Smakowało paląco obłudnie.
Ci ludzie — na razie te niecałe pół miliona — już odmienili oblicze tej ziemi. Jesteśmy ponownie narodem gościnnym, z czego czasami byliśmy słynni. Przyjmujemy gości i gościnie zza wschodniej granicy, uciekających przed wojną, nazywaną „operacją wojskową”. Mam nadzieję, że wytrwamy w tych postawach jako społeczeństwo, mimo że przecież potrzebne jest długofalowe nastawienie, nie chwilowe uniesienie entuzjazmu. Ale na razie nastąpił cud. „Gość w dom, Bóg w dom”.
Także w Starym Testamencie mamy wyobrażenie o gościnności: wędrowiec może okazać się Aniołem. Dlatego nie wolno robić mu krzywdy. Na tym polega sprawiedliwość.
Historia to nie jest jedno pieprzone wydarzenie za drugim. Historia to skoki, czasami w nieznane. Nie w pijanym zwidzie. Choć czasami trzeba „iść jak w dym”…
Potem się jakoś wszystko poukłada. Ludzie zaczną uczyć się historii, także własnej, polskiej historii. Tzw. Pierwsza Rzeczpospolita była krainą wielonarodową i wielokulturową. Ojcami naszego języka są wywodzący się z niej Mikołaj Rej i Jan Kochanowski. Ale też późniejsi Mickiewicz (ten z Nowogródka na Białorusi) i Słowacki (ten z Krzemieńca na Ukrainie). Przypominam to, bo czasami otwierając się na innych możemy otwierać się także na siebie. Bo najważniejsza sprawa dla jednostkowych filozofii: odkryć że obcy jest w nas. My sami jesteśmy wiecznymi pielgrzymami.
Mamy wojnę Rosji Putinowskiej z Ukrainą. Jest 24 lutego 2022 r. W nocy Putin zaatakował niepodległą Ukrainę. Co to ma wspólnego z językiem i demokracją?
Putin, grzeczny facet… (fot. lic. Depositphotos)
Jeśli chcesz wysłuchać podcastu, to kliknij tutaj.
Nie znam się na sprawach rosyjskich. Ale zawsze interesował mnie język i retoryka. Pewnego typu sposób mówienia. Uderza mnie dzisiaj, że wedle Putina to, co robią wojska rosyjskie w Ukrainie, jest procesem denazyfikacji Ukrainy.
Kłamliwość takiej propagandy jest oczywista, jednak wydaje mi się, że warto zauważyć towarzyszenie temu wszystkiemu antyzachodniej retoryki. Antyzachodniej. Przeciwko NATO, UE i Polsce, Litwie, Szwecji, Finlandii… Bo to jest wszystko podszyte retoryką wojny kulturowej, choć przecież idzie o pieniądze i wpływy. Jednak retoryka antyzachodnia kreuje obraz wojny kultur… Dlatego ustawia się w mediach na tle imperialnych, carskich, ociekających złotem budynków i pomieszczeń…
Narzuca mi się konstatacja, że ta antyzachodnia retoryka jest także obecna, niestety, w Polsce. W tym kontekście warto naprawdę zastanowić się, czemu służy dzielenie społeczeństwa polskiego przez ekipę Kaczyńskiego i wskazywanie ukrytej opcji niemieckiej czy też wskazywanie np. jakiegoś niemieckiego pochodzenia przeciwników politycznych, ten proces demonizowania Tuska, tego wcielenia diabła, przeciwnika par excellence, to jest fascynująca sprawa, ale jednocześnie bardzo przerażająco. Nie sądziłem, że taka retoryka będzie miała miejsce w realnej przestrzeni świata bardzo blisko nas. To się dzieje naprawdę. Putin mówi, że musi bronić Ukrainy, „jego Ukrainy” przed nazistami.
I, niestety, warto powiedzieć, że nasz związek z Ukrainą to nie jest wyłącznie bliskość przestrzenna i dawno minione już Mistrzostwa Euro w Piłce Nożnej, choć ta bliskość jest niezwykle, niezwykle istotna. Ale ta bliskość polega między innymi na tym, że istnieją pewne naczynia połączone, a żyjemy coraz bardziej w globalnej wiosce. I retoryka Kaczyńskiego, mimo że nie można porównać na razie ich czynów, może być zestawiona z retoryką Putina, są one bardzo, bardzo podobne. Niedawno jak wczoraj Donald Trump, znany fan paliw kopalnych, mówił o Putinie jako geniuszu pokoju… podejrzewam niestety, że zmiana w polityce Putina motywowana przecież interesami gospodarczymi i jego osobistą chciwością może mieć związek z odchodzeniem świata od paliw kopalnych. Jak sprawić, żeby ludzie zobaczyli cyniczną grę pod narzucaną retoryką wojny kulturowej? Wszystkiemu winna UE i LGBT? Wolne żarty… choć do śmiechu mi wcale nie jest… ta wojna Rosji z Ukrainą jest wojną o interesy Putinowskiej Rosji. Ale faktycznie w krajach, w których demokracja jest słabsza, tam, gdzie nietolerancja staje się łatwiejsza, retoryka wojny kulturowej będzie możliwa do zaakceptowania, bo przecież „mocni mężczyźni” uwielbiają wojenkę i pogardzają „zniewieściałymi” brukselczykami…
Słuchajmy, proszę, uważnie języka, on sporo ujawnia…
Danie szansy pokojowi, to także uważność, jeśli idzie o język, bo za językiem stoją faktycznie wartości, pragnienia i potrzeby ludzi. Stojąc po stronie Ukrainy, będąc dzisiaj Ukraińcem, jednocześnie deklaruję: stoimy razem z NATO i Unią Europejską. Demokratyczny ład w Europie dawał pokój światu od półwiecza. Demokracja i praworządność to jest nadal bardzo ważna codzienna agenda. Codziennie coś mówimy, demokratyczny język jest różny od języka agresora.
PS. Artykuł ukazał się także 25 lutego 2022 r. w Gazeta Wyborcza.