Terminy „równość” (Gr. Isotes, Lat. Aequitas, aequalitas, ks. Égalité, Ger. Gleichheit), „równe” i „jednakowo” oznaczają — jak wskazuje encyklopedia filozoficzna Stanforda — relację jakościową. „Równość” oznacza zgodność między grupą różnych przedmiotów, osób, procesów lub okoliczności, które mają te same cechy pod co najmniej jednym względem, ale nie pod każdym względem, tj. W odniesieniu do jednej konkretnej cechy, z różnicami w innych funkcjach. „Równość” należy zatem odróżnić od „tożsamości” – koncepcja ta oznacza, że ten sam obiekt odpowiada sobie we wszystkich jego cechach: obiekt, do którego można się odwoływać za pomocą różnych indywidualnych terminów, nazw własnych lub opisów. Z tego samego powodu należy odróżnić go od „podobieństwa” – pojęcia jedynie przybliżonej korespondencji (Dann 1975, s. 997; Menne 1962, s. 44 i nast .; Westen 1990, s. 39, 120). Tak więc, powiedzmy np. że ludzie są równi, to nie znaczy, że są identyczni. Równość oznacza raczej podobieństwo, a nie „tożsamość”.
W moim wirtualnym studiu dzisiaj 18.06.2020 r.:
Dr hab. Anna Rakowska-Trela, prawniczka, adwokatka, była samorządowiec, doktor habilitowana nauk prawnych, profesor Uniwersytetu Łódzkiego, konstytucjonalistka, badaczka prawa wyborczego.
prof. dr hab. Paweł Łuków – filozof i etyk, profesor nauk humanistycznych, Uniwersytet Warszawski, specjalizuje się w etyce (zwłaszcza Immanuela Kanta), neokantyzmie, bioetyce, filozofii medycyny, redaktor naczelny czasopisma naukowego „Etyka”.
Dr Andrzej Kompa, bizantynista, starożytnik, genealog. Prodziekan Wydziału Filozoficzno-Historycznego UŁ ds. jakości kształcenia w kadencji 2016-2020. Prywatnie także aktywista ruchów emancypacyjnych.
Rozdział Kościoła od państwa (fot. licencja Depositphotos)
Rozdział Kościoła od państwa. Rozmowa prof. Jarosława Płuciennika z prof. Tadeuszem J. Zielińskim , dr hab. nauk prawnych, oraz profesorem teologii chrześcijańskiej na ChAT, także prorektora tej uczelni i prof. dr hab. Pawłem Łukowem z Uniwersytetu Warszawskiego na temat nowej książki pt. Rozdział Kościoła od państwa. Krótkie uzasadnienie, Wydawnictwo Semper, Warszawa 2020. Rozmowa przeprowadzona i opublikowana w dniu premiery 16 maja 2020.
Podczas uroczystości 75 rocznicy likwidacji getta odbywających się na cmentarzu żydowskim oraz na stacji Radegast w Łodzi 29 sierpnia poznałem ciekawego człowieka, burmistrza Kolonii Andreasa Woltera.
Muzeum i pomnik na stacji Radegast w Łodzi fot. Jarosław Płuciennik
„Z wielkim smutkiem uświadamiam sobie, że w tak wielu krajach osoby LGBTQI wciąż muszą liczyć się z dyskryminacją, uciskiem i przemocą”. Niemcy zdają sobie sprawę z tego, że obraz Polski jawi się niejednoznacznie. „Z jednej strony stosunki homoseksualne w Polsce zostały zdekryminalizowane wcześniej niż w wielu innych krajach, ale z drugiej strony homofobiczne urazy są nadal powszechne w społeczeństwie.” I konstatuje, że „niestety kościół w Polsce nie jest z Wami i nie walczy z Wami o uznanie różnorodności i miłość, ale wręcz przeciwnie, prowokuje nienawiść i pogardę”. (filologiczne tłumaczenie JP) Pastor, autor listu, kończy go wyrazistym przesłaniem:
„Życzę wam odwagi i pewności, że nienawiść nigdy nie wygrywa, ale właśnie miłość. W piosence, którą śpiewamy Marszom Równości w Kolonii, jest powiedziane:
Andreas Wolter na scenie w Katowicach z delegacją niemieckich aktywistów przed sceną (z zasobów Andreasa Woltera)
Lud Boży może zwyciężyć ponad nienawiść i spory.
Sprawiedliwość jest silniejsza niż przemoc.
Próbowałem tysiąc razy, śmiałem się tysiąc razy,
ale teraz nadzieja znów lśni w mrokach nocy!
Zapewniam Was, że Kościół ewangelicki w Kolonii jest po Waszej stronie i życzy Wam dużo siły na drodze do sprawiedliwości i uznania różnorodności.”
Jednak istnieje także list od reprezentantów Kościoła Katolickiego w Kolonii, który wydaje mi się także niezwykle ważny, bo nawołujący nie tylko to tolerancji, ale także empatii i miłości. Cytuję za listem, otrzymanym od Andreasa Woltera (prywatna korespondencja).
Pozdrowienia od pana Gregora Stielsa, przewodniczącego Komitetu Katolickiego w Kolonii:
Szanowni Państwo, Delegacja z Kolonii wyruszyła do naszego partnerskiego miasta Katowice, aby wesprzeć paradę LGBT i świętować to wydarzenie wraz z naszymi przyjaciółmi w Katowicach. Niestety, pokojowe obawy i radosne obchody LGBT są przyćmione przez homofobiczną przemoc, tak jak miało to miejsce w tym roku w Białymstoku. Komitet Katolicki w Kolonii traktuje to z wielką troską i potępia przemoc w najsilniejszy sposób! Niestety, wiele osób LGBT czuje się dziś pozostawionych w samotności lub nawet odrzuconych przez Kościół katolicki. W Psalmie 139 czytamy: „Ty sam stworzyłeś mnie od zewnątrz, utkałeś mnie w łonie mojej matki. Dziękuję, że jestem tak cudowny i wspaniale stworzony. ”Komitet Katolicki w Kolonii zobowiązuje się do poszanowania, tolerancji i empatii zarówno w kościele, jak i w społeczeństwie.
Dlatego aktywnie szuka dialogu z LGBT od wielu lat. Razem dyskutują, w jaki sposób Kościół Katolicki może być domem wiary dla wszystkich i razem Komitet Katolicki i jego partnerzy walczą z homofobią, ksenofobią i dyskryminacją. Mam nadzieję, że także w Katowicach tak ważna sprawa spotka się z wieloma otwartymi sercami! Życzę delegacji Bożego błogosławieństwa na podróż, szczęśliwego i błogosławionego czasu w Katowicach i bezpiecznego powrotu do domu!
Za Komitet Katolicki w Kolonii Gregory Stiels, przewodniczący
Dla pewności przytaczam oryginał po niemiecku:
Grußwort des Vorsitzenden des Katholikenausschuss der Stadt Köln, Herrn Gregor Stiels vom 3.9.2019 Sehr geehrte Damen und Herren, eine Delegation aus Köln hat sich auf den Weg in unsere Partnerstadt Kattowitz gemacht, um die LGBT-Parade zu unterstützen und mit unseren Freundinnen und Freunden in Kattowitz dieses Ereignis gemeinsam zu feiern. Leider werden immer wieder die friedlichen Anliegen und die fröhlichen Feiern der LGBT von homophober Gewalt überschattet, wie auch in diesem Jahr in Bialystok. Der Katholikenausschuss in der Stadt Köln sieht dies mit großer Sorge und verurteilt diese Gewalt aufs Schärfste! Leider fühlen sich bis heute viele LGBT von der katholischen Kirche allein gelassen oder gar verstoßen. Dabei heißt es im Psalm 139: „Du selbst hast mein Innerstes geschaffen, hast mich gewoben im Schoß meiner Mutter. Ich danke dir, dass ich so staunenswert und wunderbar gestaltet bin.“ Der Katholikenausschuss in der Stadt Köln setzt sich für Respekt, Toleranz und Empathie ein, in der Kirche, wie auch in der Gesellschaft. Daher sucht er seit vielen Jahren aktiv den Dialog mit LGBT. Gemeinsam wird diskutiert, wie die katholische Kirche eine Glaubensheimat für alle sein kann und gemeinsam kämpft der Katholikenausschuss mit seinen Partnern gegen Homophobie, Fremdenfeindlichkeit und Diskriminierung. Ich hoffe, dass diese wichtigen Anliegen auch in Kattowitz auf viele offene Herzen treffen! Der Delegation wünsche ich Gottes Segen für die Reise, eine frohe und gesegnete Zeit in Kattowitz und eine sichere Heimkehr! Für den Katholikenausschuss in der Stadt Köln Gregor Stiels Vorsitzender ——————-
Bardzo jest to pouczające. W imię miłości ewangelicznej walczymy z homofobią, ksenofobią i dyskryminacją.
I ponownie przychodzi mi stwierdzić: przepracowanie przeszłości owocuje lepszą postawą w teraźniejszości. Jeśli będziemy udawać, że to nas nie dotyczy, że ta forma dyskryminacji, która dotyka dzisiaj ludzi LGBT nie jest naszą sprawą, to owoce takiej postawy zbierzemy wcześniej niż myślimy. Każda forma dyskryminacji jest przeciwna przesłaniu miłości i empatycznego spojrzenia na bliźniego. Uczmy się od Niemców, tak jak proponuje amerykańska Żydówka Susan Neiman.
ks. prezes dr h.c. Annette Kurschus i bp Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w Polsce podczas uroczystości w Warszawie 31 sierpnia 2019
I tam także padły ważne słowa pojednania od biskupa Krzysztofa Nitkiewicza, przewodniczącego Rady ds. Ekumenizmu Konferencji Episkopatu Polski, który przypomniał, że orędzie polskich biskupów do biskupów niemieckie z 1965 roku, z którego pochodzi słynne: „…przebaczamy i prosimy o wybaczenie” wymagało odwagi, bo zaraz potem list spotkał się z nagonką reżimu komunistycznego: odbywały się „spontaniczne” masowe manifestacje przeciwników KK, zaś „ubecy” malowali na kościołach w Polsce napisy „zdrajcy”. Jak wspomniał bp. Nitkiewicz, niedługo potem, co sami „ubecy” musieli zamalowywać te napisy, bo nastąpił okres polepszenia relacji polsko-niemieckich i miała miejsce wizyta najwyższych władz Niemiec.
Co musi się wydarzyć, żeby władze w Polsce przestały podżegać rodaków do nienawiści? Szczucie ma miejsce w odniesieniu do bardzo wielu grup społecznych. Niestety, KK w Polsce bierze w tym udział. Społeczność LGBT jest papierkiem lakmusowym atmosfery w Polsce. Gwałtowność wydarzeń w Białymstoku spotkała się z wyraźnym potępieniem bpa Jerzego Samca, biskupa Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w Polsce. Niestety, nie słyszymy głosów oburzenia, raczej rozpętanie kolejnej kampanii politycznej, mającej wesprzeć partię rządzącą aktualnie w Polsce. Biskup Samiec 31 sierpnia 2019 mówił także o odpowiedzialności chrześcijańskiej za świat. Jednym z narzędzie jest odpowiedzialność za słowo. Wiedział o tym Victor Klemperer, który napisał o języki Trzeciej Rzeszy (wspomina o nim także przytaczana już przeze mnie wielokrotnie Susan Neiman). Słowo nie jest pustym dźwiękiem, słowo jest zaczynem. Dlatego zaangażowanie społeczne jest tak istotne. Nie można przechodzić obojętnie mimo nienawiści i gwałtu. Jakiejkolwiek. Dlatego uczmy się od Niemców i dokładnie przemyślmy sprawę dwóch listów, które odczytał w Katowicach wiceburmistrz Kolonii Andreas Wolter: to listy wzywające jednak do opamiętania. Niemcy wiedzą, co mówią.
Andreas Wolter w Katowicach na czele marszu równości 7 września 2019 (zasoby Andreasa Woltera)
I za to mówienie spotyka ich kampania nienawiści troli:
Screen ze smartfona Andreasa Woltera ujawniający mejl od „Dariusza Kowarczyka” (źródła własne)
W kontekście antyniemieckiej kampanii nienawiści oraz pseudopolityki zagranicznej obecnego rządu takie groźby ujawniają rozmiar plugastwa zalewającego obecnie Polskę. Jest mi autentycznie wstyd. Ale wzbiera też we mnie przekonanie, że musi nastąpić opamiętanie.
Polskie przepracowanie przeszłości pilnie potrzebne
Dzisiaj 29 sierpnia uczestniczyłem w głównych uroczystościach upamiętniających likwidację getta żydowskiego w Łodzi na cmentarzu żydowskim i na Stacji Radegast. Tam w latach 1941-44 przywożono Żydów (a także Romów) z Europy do getta w Litzmannstadt (niemiecka nazwa Łodzi pod okupacją niemiecką). Stąd wywożono Żydów do różnych obozów (takie łódzkie Umschlagplatz, plac przeładunkowy).
Radegast stacja
Oficjalne uroczystości z udziałem ocalałych, rodzin ofiar oraz przedstawicieli władz państwowych i Łodzi zaczęły się od części religijnej: zapalenia zniczy na Cmentarzu Żydowskim, odmówieniem modlitwy Kadisz (Jehuda Widawski), modlitwą psalmu 130 przez ekumeniczne grono wyznań chrześcijańskich. Stamtąd przeszedł Marsz Pamięci na Stację Radegast.
To Getto zostało utworzone przez nazistów 11 kwietnia 1940 r. To drugie co do wielkości w Polsce i najdłużej funkcjonujące getto na ziemiach polskich. Trafiało do niego wielu żydowskich intelektualistów z Czech, Niemiec, Austrii i Luksemburga oraz 5 tys. Romów z Austrii (w getcie w sumie znalazło się ponad 200 tys. osób).
Podczas dzisiejszych uroczystości, których gospodarzem była Pani Prezydent Łodzi Hanna Zdanowska oraz Centrum Dialogu im. Marka Edelmana (Dr Joanna Podolska), dało się zauważyć mnóstwo polityków: oprócz gospodarzy (także wiceprezydentów Łodzi i przewodniczącego Rady Miejskiej) było aż dwóch wicepremierów.
Najważniejsza refleksja, która mi się nasunęła podczas wysłuchania przemówień okolicznościowych była taka, że przemawiający w imieniu ocalałych apelował z jednej strony o pamięć, z drugiej wychwalał sztukę zapomnienia. Według tej myśli, znacznie wcześniejszej niż logika Arystotelesowska, te dwie przeciwstawne tendencje nie muszą się wykluczać. Trzeba pamiętać, ale nie być pamiętliwym.
W tym kontekście jednak bardzo istotne było to, że Żydzi łódzcy pamiętają nie tylko Holokaust, ale także rok 1968 w Polsce i Łodzi, mówili, że Łódź nie może być dumna z siebie z tych lat.
To nasunęło mi pewną analogię: czytałem ostatnio książkę Susane Neiman (Neiman, Susan, Learning from the Germans: race and the memory of evil. First edition, Farrar, Straus and Giroux, 2019.), której tytuł można byłoby przetłumaczyć „Ucząc się do Niemców: rasa i pamięć zła”. W tej książce właśnie autorka szczegółowo i pasjonująco opisuje „przepracowanie przeszłości” przez powojenne społeczeństwo niemieckie (może tylko RFN?), które pozwala uderzyć się we własne piersi i traktować przeszłość jako sposób na rozjaśnianie przyszłości, a nie jako sposób na mitologizację własnej świętości.
Dlatego wybrzmiewa mi niezwykle mocno, niestety, kontrast pomiędzy dialektyką pamięci/zapomnienia proponowaną przez ocalałych z Zagłady, a totalną amnezją widoczną w przemówieniu premiera Morawieckiego, który nie omieszkał zatrzymać się na odznaczeniu Sprawiedliwych wśród Narodów Świata (podczas uroczystości miało miejsce to zaszczytne pośmiertne odznaczenie Polaków). Ani słowem nie wspomniał o 1968 roku, ani o Jedwabnem, ani o Kielcach… Takie okrągłe formułki o naszej własnej sprawiedliwości a może świętości może dobrze brzmią propagandowo, jednak nie są żadnym sposobem na budowanie autentycznych i trwałych relacji opartych na wzajemnym szacunku. Choć przecież mamy świetne filmy jak nagradzana „Ida” Pawlikowskiego.
Na tym tle szczególnie donośnie wybrzmiewa mi cytat, odnoszony przez Ocalałego z Zagłady do wydarzeń 1968 roku w Polsce: „Jest ONR-u spadkobiercą partia”. „Niech tutaj będzie wreszcie powiedziane:/ Jest ONR-u spadkobiercą Partia./ A poza nimi nic nigdy nie było/ Prócz buntu godnych pogardy jednostek.”
Ten cytat wraz z okrągłymi słowami Prezydenta RP i premiera RP świadczą wymownie o palącej potrzebie przepracowania przez Polskę i poszczególnych Polaków swojej przeszłości. Nie budowania mitu początku, nie budowania pomników, tylko narodowej dyskusji o trudnych sprawach przeszłości. Bo one zatruwają pustotą i zakłamaniem teraźniejsze relacje z ludźmi.
Dobrze iż zmieniła się formuła tzw. Apelu Poległych. Tym razem nie było już obowiązkowego jeszcze niedawno tzw. Apelu smoleńskiego. Ale musimy „przepracować swoją przeszłość”. Tylko jak to zrobić, jeśli ponad 60% Polaków przyznaje się do tego, że w ostatnim roku nie przeczytało żadnej książki…
Na tym tle bardzo dobrze zaistniał wiersz Abramka Koplowicza (jeden z mieszkańców getta) „Marzenie” zacytowany w krótkim, ale osobistym przemówieniu prezydent Hanny Zdanowskiej: „Jak ja mieć będę dwadzieścia lat, zacznę oglądać nasz piękny świat. Usiądę w wielkim ptaku-motorze i wzniosę się w wszechświata przestworze. Popłynę, pofrunę w świat piękny, daleki, popłynę, pofrunę przez morza i rzeki.” To jest marzenie dziecka, ale w odniesieniu do lepszego świata, którego życzyła Pani Prezydent, to jak Imagine Johna Lennona.
Jabłek wprawdzie nie rodzę, lecz mię pan tak kładzie
Jako szczep napłodniejszy w hesperyskim sadzie.
Ten wiersz
Jana Kochanowskiego, fraszka „Na lipę”, staje się dzisiaj dla mnie
subiektywną, osobistą soczewką, w której widzę więcej. Trzy subiektywne motywy
splatają się w nim mocno: 1) staropolska sielankowa gościnność i tolerancja; 2)
lipa jako symbol Braci Czeskich; 3) różnorodność jako wyzwanie dla
uniwersytetu.
Wiersz ten
w szkołach polskich — jako że jest on jednym z najlepiej znanych utworów poety
z Czarnolasu — funkcjonuje często jako dobry przykład uosobienia
(personifikacji), ale także hołdu złożonego lipie jako drzewu. Inicjalne
„Gościu” i następujące po nim zaproszenie wywołuje skojarzenia ze
staropolską gościnnością i tolerancją. Ta sielanka (bzyczenie pszczół i senna,
letnia atmosfera kanikuły) może stać się symbolem Rzeczpospolitej Obojga
Narodów, Polski króla Zygmunta Augusta, Polski „konfederacji
Warszawskiej” — symbolem tolerancji i wielokulturowości — I
Rzeczpospolita, nazwana „Obojga Narodów”, w istocie skupiała w sobie
wiele różnych narodów i wyznań: Polaków, Białorusinów, Litwinów, Ukraińców, Żydów,
Niemców, Prusów, katolików, luteran, reformowanych, pre-unitarian (Braci
Polskich), prawosławnych, muzułmanów… W ubiegłym roku w czerwcu miałem
zaszczyt reprezentować polskich luteran na Synodzie Braci Czeskich, dla których
lipa była także symbolem ich ojczyzny, z której zostali wygnani…
Repro Free: Friday 14th June 2019; Pictured at a Peer Learning Seminar, How to Transform universities to embrace diversity & foster inclusion were . Picture Jason Clarke
Na zdjęciu
stoją uczestnicy tego seminarium wraz z otwierającą je Minister Szkolnictwa Wyższego
Republiki Irlandzkiej. Uniwersytety w Unii Europejskiej mają niezwykle ważną
rolę do spełnienia: sedno ich misji leży w łączeniu umiędzynarodowienia z
odpowiedzią na lokalne potrzeby.
Siedziba PWC w Dublinie udekorowana tęczą z napisem „Lśnij”
Kiedy popołudniu
udałem się na małą wycieczkę do mostu Samuela Becketta, zobaczyłem tęczę na
budynku jednej z wielkich, światowych korporacji. Ta tęcza oznacza po prostu
realizację w praktyce CSR, czyli Corporate Social Resposibility, Społeczną
Odpowiedzielność Korporacji. Nie jest to tylko hasło, ale wyzwanie dla
globalnych firm, które muszą także realizować strategię wyrównywania szans, różnorodności
i włączania. Tęcza nie obraża, wręcz staje się symbolem pokojowego współistnienia,
zgodnie z resztą z pokojową naturą tęczy w Starym Testamencie, w którym oznacza
Przymierze i obietnicę, że zniszczenia świata nie będzie.
Uniwersytet
jak i globalne firmy otwierają się na różnorodnych przybyszów, bo taka jest
jego racja staniu. Dumny jestem, że Uniwersytet Łódzki realizuje program
University Diversity, którego częścią między innymi jest akcja „Gość na
Wigilię”, kiedy zapraszamy do swoich domów na Święta jako pracownicy UŁ
studentów zagranicznych z całego świata, bez względu na wyznanie, kolor skóry,
czy orientację…
Ten wątek naprowadził mnie, niestety, na Białystok i ostatnie wydarzenia związane z agresją najgorszego sortu na pokojową manifestację „Marszu Równości”. Tak jak chciałoby się wierzyć, że staropolska gościnność i tolerancja krąży w naszej krwi, z dziada pradziada, cokolwiek by to oznaczało, to jednak w świetle tego, co się teraz na naszych oczach dzieje w Polsce, chciałoby się zadąć w róg i wieścić apokalipsę. Jednak przypomina się wtedy inny znany wiersz Czesława Miłosza:
Piosenka o końcu świata
W dzień końca świata
Pszczoła krąży nad kwiatem nasturcji,
Rybak naprawia błyszczącą sieć.
Skaczą w morzu wesołe delfiny,
Młode wróble czepiają się rynny
I wąż ma złotą skórę, jak powinien mieć.
W dzień końca świata
Kobiety idą polem pod parasolkami,
Pijak zasypia na brzegu trawnika,
Nawołują na ulicy sprzedawcy warzywa
I łódka z żółtym żaglem do wyspy podpływa,
Dźwięk skrzypiec w powietrzu trwa
I noc gwiaździstą odmyka.
A którzy czekali błyskawic i gromów,
Są zawiedzeni.
A którzy czekali znaków i archanielskich trąb,
Nie wierzą, że staje się już.
Dopóki słońce i księżyc są w górze,
Dopóki trzmiel nawiedza różę,
Dopóki dzieci różowe się rodzą,
Nikt nie wierzy, że staje się już.
Tylko siwy staruszek, który byłby prorokiem,
Ale nie jest prorokiem, bo ma inne zajęcie,
Powiada przewiązując pomidory:
Innego końca świata nie będzie,
Innego końca świata nie będzie.
Innego końca świata nie będzie. Od nas zależy po której stronie się znajdziemy. Czy po stronie ogrodnika, czy po stronie pijaków zasypiających na brzegu trawnika. Innego końca świata nie będzie. Tęcza nie obraża. A człowiek może zabić…