Autor z pomnikiem-autoportretem Jurija Łotmana z Tartu (zdjęcie własne JP). Szkoła z Tartu była bardzo wpływowa w dziedzinie semiologii kultury.
Pilna jak nigdy dotąd jest potrzeba inwestycji w naukę i szkolnictwo wyższe w Polsce. Nie potrzeba ideologicznych i obskuranckich wystąpień ministra.
Nowy raport, pełna jego wersja ma ukazać się we wrześniu, wykazuje olbrzymie luki w finansowaniu i wyzwania dla rozwoju gospodarczego
Rzadko komentuję kwestie ekonomiczne. Ale ukaże się niedługo bardzo ciekawy raport.
W najnowszym raporcie dotyczącym wpływu nauki i szkolnictwa wyższego na rozwój gospodarczy Polski wykazano, że zarówno realny, jak i względny poziom wynagrodzeń brutto w tych sektorach musi zostać przywrócony do poziomu z roku 2014. Oznacza to konieczność podwyższenia pensji o około 30-50%.
Autorzy raportu podkreślają, że luka finansowania w naukach i pracach rozwojowych w Polsce nie jest tylko problemem w porównaniu z wiodącymi krajami UE, ale także w stosunku do krajów naszego regionu. Brak właściwego finansowania nie tylko zagraża konkurencyjności Polski na arenie międzynarodowej, ale może także hamować ogólny rozwój gospodarczy kraju.
Tak znaczący brak inwestycji w te kluczowe sektory może mieć długoterminowe skutki dla gospodarki. Eksperci wzywają rząd i inne zainteresowane strony do natychmiastowego podjęcia działań, mających na celu zwiększenie finansowania i wsparcia dla nauki i szkolnictwa wyższego.
Zwracają uwagę, że skuteczne inwestycje w naukę i edukację są kluczowe dla trwałego wzrostu gospodarczego, innowacji i konkurencyjności na światowym rynku. Ta sytuacja stanowi apel o priorytetowe potraktowanie tych obszarów, jako kluczowych dla długoterminowej stabilności i rozwoju gospodarczego Polski.
Jednocześnie autorzy argumentują, że proporcjonalnie do nakładów wyniki — mierzone bibliometrycznie — polskich naukowców są bardzo dobre.
Może zatem politycy wezmą ten postulat także na swoje sztandary? Pauperyzacja twórczej inteligencji postępuje bardzo szybko w Polsce po 2015 roku.
Więcej szczegółów na temat raportu można znaleźć pod linkiem do omówienia w Forum Akademickim
O relacji nakładów na naukę do jakości i zmianach w szkolnictwie wyższym pisałem w 2019 tutaj.
Określenie „bez żadnego trybu” oznacza pogwałcenie reguł, prawa, procedur. Jest synonimem arogancji władzy, depczącej parlamentaryzm i demokrację, tudzież dyplomację. Zgadzam się, że takie działanie np. policji na ulicach polskich w odniesieniu do manifestantów jest skandaliczne i przypomina najgorsze praktyki reżimów totalitarnych. Ale ów tryb „bez żadnego trybu” odbywa się czasami mniej spektakularnie, bez świateł i fleszy, w zaciszach gabinetów ministerialnych czy rektorskich.
Urzędnicy w labiryncie (fot. lic. Depositphotos)
W Ministerstwie Edukacji i Nauki Przemysława Czarnka nikt nie komentuje najnowszych, gorszych niż przed 2016 r., wyników polskiej młodzieży w międzynarodowych badaniach, nikt też nie zajmuje się znikającymi uczniami i nauczycielami podczas zdalnigo nauczania w pandemicznej Polsce, ale Minister zapowiada 9 grudnia „pakiet wolności akademickiej”, który ma otworzyć uczelnie na „pluralizm światopoglądowy”. Ministrowi mylą się sądy naukowe z opiniami światopoglądowymi, bo chce zapewnić swoich znajomych z „Ordo Iuris”, a antyszczepionkowców i płaskoziemców, że będą mogli korzystać z autorytetu nauki i akademii. Wolność nauki w Polsce ma się świetnie. Ale Czarnek chce to zmienić.
Ale jednocześnie ruszyła pogłoska w świat uczelni, że będzie korekta listy czasopism i listy wydawnictw. Hurra! Super! Może ten minister nie jest taki zły, on chce przecież dobrze, podniesie punktacje. No i machina ruszyła. Wszystkie możliwe jednostki naukowe zaczęły produkować dokumenty z postulatami podniesienia punktacji tu i tu, i tu. I tu.
Czy tak to powinno wyglądać? Czy tak powinny wyglądać konsultacje środowiskowe, przez plotkę, szeptane wieści i niejasne sugestie? Przecież ma być nowelizacja Ustawy, nazywanej propagandowo przez Gowina „Konstytucją dla Nauki”, albo „Ustawą 2.0”. Gowin nawet symulował szumne konsultacje objeżdżając Polskę z wielkimi jak pół człowieka czekami z kartonu.
Debata i dyskusja (fot. Depositphotos)
Przecież ma być manipulacja punktami. I co? Gdzie są rektorzy polskich uczelni? To jest działanie bez żadnego trybu Czarnka i podległemu mu ministerstwa. Może chodzi o to, żeby, jak już będzie procedowanie tego przeklętego „pakietu wolności akademickiej” (wolności, która jeszcze ma się dobrze w Polsce), nagle ogłosić „dobrą twarz” ministra, który podnosi zaniżoną punktację czasopism i wydawnictw.
Zatem zamiast stworzyć przejrzysty system, procedury, oparte nie tylko na bezdusznych parametrach, tradycyjnych i alternatywnych, ale także na autorytecie demokratycznych, samorządnych środowisk naukowych i akademickich, wchodzimy w nieczystą grę ministerstwa „bez żadnego trybu”.
Ponawiam pytanie: dlaczego milczą rektorzy? Czy dlatego, że chcą wyglądać jak lojalni pułkownicy? Czy wszyscy rektorzy mają zachowywać się jak rektor KUL, prześladujący uznanego profesora i etyka z własnej uczelni, który „śmie zajmować stanowisko publiczne” w publicznej debacie i na dodatek poręcza za ofiarę nielegalnych działań policji? (ks. Prof. Alfred Wierzbicki)
A może trzeba pamiętać o tym, że jeszcze mamy autonomię uczelni, choć została ona już nadszarpnięta przez Gowinowską pseudoreformę. Ale jednak tak źle jak w Turcji jeszcze nie mamy… czyż nie?
Jak donosi o sytuacji tureckiej David Matthews w Times Higher Education 15 grudnia 2020: ponad 50 rektorów bez międzynarodowych publikacji nieustannie tweetuje prorządowe przesłania, co powszechnie widziane jest jako odzwierciedlenie zmniejszającej się wolności akademickiej w tym kraju. Autor powołuje się na opublikowany 9 listopada br. szesnastostronicowy Raport Zarządu tureckiej Akademii Nauk na temat wolności akademickich w 2019-2020 w Turcji. Autorzy przywołują na wstępie wypowiedź z 4 września 2020 Roberta Spano, Prezesa Europejskiego Trybunału Praw Człowieka (ECHR). W nim możemy przeczytać:
„Świat akademicki musi odgrywać rolę w demokracji. Kluczowe znaczenie ma krytyczna i niezależna myśl, ponieważ nie ma demokracji bez debaty i sprzeciwu. Każdy człowiek musi mieć możliwość swobodnego myślenia, aby móc się rozwijać i kwitnąć. Społeczeństwo nie może się rozwijać bez krytycznego zaangażowania swoich obywateli. Osoby sprawujące władzę nie mogą ograniczać wolności słowa i muszą bardzo ostrożnie ograniczać zdolność osoby do wyrażania siebie. Ingerencje w to prawo są dopuszczalne tylko w wyjątkowych okolicznościach. W szczególności wolność akademicka jest chroniona na mocy Artykułu 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. W związku z tym chroni wolność słowa i działania, wolność rozpowszechniania informacji oraz wolność prowadzenia badań i rozpowszechniania wiedzy i prawdy bez ograniczeń.”
W Turcji nade wszystko pogwałcono autonomię uniwersytecką przez fakt powoływania przez Prezydenta Turcji wszystkich rektorów, publicznych uczelni i prywatnych. I oczywiście Prezydent Erdogan powołał rektorów, którzy, tak jak minister Czarnek, nie są jakoś szczególnie widoczni w środowisku naukowymi dokonaniami (jakkolwiek liczonymi, bo pan minister ledwo zdobył habilitację na KUL, ale jest niezwykle majętnym mieszkańcem Lublina i prowadzi intensywne życie towarzyskie), ale są za to lojalnymi pułkownikami.
Yes Sir! (fot. Depositphotos)
Według badaczy z tureckiej Akademii Nauk: wystąpiła znacząca korelacja między słabymi wynikami badań a aktywnością w mediach społecznościowych, a ponad trzy czwarte rektorów z indeksem H równym zeru tweetowało ponad 100 razy dziennie, gdy badano to w zeszłym roku. Tweety zazwyczaj był pochwalne, jeśli idzie o posunięcia Erdogana. Treść dotyczy ich wizyt, usług hotelarskich dla członków rządu i innych osób oraz działania ze stowarzyszeniami bliskimi rządowi, jako sposobowi na promocję uniwersytetu. „Posty te zawierały również oświadczenia pokazujące ich poparcie i lojalność wobec rządu i prezydenta R. Tayyipa Erdoğana, który mianował ich rektorami”.
Styl Erdogana? (fot. Depositphotos)
Artykuł w THE kończy się znamiennie, przywołaniem wyników raportu, wedle którego 17 tureckich uniwersytetów powierzono teologom (jeszcze w 2014 roku, nie był wśród rektorów żadnego). Turecka Rada Szkolnictwa Wyższego nie odpowiedziała na prośbę redakcji THE o komentarz.
Czy daleko nam do tych „standardów”? Uważam, że zgoda na działania bez żadnego trybu ministra Czarnka i jego ministerstwa to jest zbliżanie nas do ciemnej rzeczywistości tureckich „lojalnych poruczników”… Gdzie jest głos autonomicznych uniwersytetów? Gdzie jest głos rektorów?
PS. 15 grudnia 2020 zmieniona forma tego artykułu opublikowała Gazeta Wyborcza
PS2. Znane jest mi stanowisko KRASP z listopada. Problem w tym, że minister Czarnek jak gdyby nigdy nic wrócił do swojej propozycji 9 grudnia. No i rozpoczęto nieoficjalne działanie zmieniające punktację za działalność naukową.
Jak donosi Times Higher Education w osobie redaktora Johna Morgana, polscy naukowcy zaniepokojeni są wpływami na nowe prawo ultrakatolickiej grupy Ordo Iuris, która teraz interesuje się regulacjami w prawie dotyczącym „wolności słowa” na uczelniach. Zmiany wedle naukowców w Polsce zapewnią swobodę wypowiedzi w przestrzeni publicznej na uniwersytetach radykalnym antyaborcjonistom, czy zaprzeczającym katastrofie klimatycznej. Mogę to potwierdzić, takie obawy znam z bezpośredniej komunikacji, z oświadczenia Komitetu Kryzysowego Humanistyki Polskiej i z rozlicznej korespondencji, jak również z publikacji listu otwartego Przemysława Pietrzaka czy blogów Jana Hartmana.
Inspirator nowelizacji, fundacja Ordo Iuris, dumny jest także ze swojego niesławnego projektu, który w swoim czasie przepadł w zdominowanym przez PiS parlamencie, o całkowitym zakazie aborcji i karaniu zgwałconych matek.
Przypomnę, że wedle ministerstwa: „W projekcie noweli Konstytucji dla Nauki wprowadzono sformułowanie „wolność wyrażania poglądów”. W związku z tym art. 3 ust. 1 ustawy po zmianach brzmi: „Podstawą systemu szkolnictwa wyższego i nauki jest wolność nauczania, wyrażania poglądów, twórczości artystycznej, badań naukowych i ogłaszania ich wyników oraz autonomia uczelni”.”
Jarosław Płuciennik osobiście zadał na posiedzeniu Komisji EMiN pytanie ministrowi dotyczące planowanych zmian w Ustawie w art. 3. Pisałem o tym w poprzedniej publikacji w GW.
Pytania brzmiały: Czy uczelnie i instytucje naukowe mają teraz zajmować się poglądami, czyli opiniami poszczególnych osób? W wolności poglądów nie ma nic złego, nie może być nic złego, art. 54 Konstytucji RP z 1997 r. gwarantuje wolność głoszenia poglądów Art. 54. „Zasada wolności poglądów. 1. Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. 2. Cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy są zakazane. Ustawa może wprowadzić obowiązek uprzedniego uzyskania koncesji na prowadzenie stacji radiowej lub telewizyjnej.”
Zatem jakie jest uzasadnienie wprowadzenia tych ostatnio proponowanych przez Jarosława Gowina zapisów, skoro wolność poglądów jest gwarantowana konstytucyjnie? Dlaczego minister upolitycznia debaty akademickie?
W trakcie dyskusji poseł, którego nazwiska nie pamiętam, zadał pytanie Ministrowi, czy definicja małżeństwa będzie odwoływać się do innych niż genetyczne ustaleń dotyczących płci. Świadczyło to wymownie o próbie upolitycznienia tej sprawy.
Przypomniałem zatem, że ministerstwo powinno mieć świadomość, iż istnieją różne nauki poza uwielbianą przez Ministra bibliometrią (mierzącą wpływ i znaczenie publikacji naukowych wskaźnikami ilościowymi) oraz genetyką, że socjologia, kulturoznawstwo, czyli nauki o kulturze i religii, jak chce ministerstwo, to także równoprawne nauki, w których akurat płeć jest konstruktem kulturowym. Istnieją różne metodologie i różne wspólnoty eksperckie w wielości nauk.
Dlaczego zatem taka zmiana w prawie? Jakie jest uzasadnienie.
O co zatem idzie w zmianie zaproponowanej przez ministerstwo?
Odpowiedź ministra była bardzo arogancka: na argument o upolitycznieniu, zarzucił upolitycznianie mnie samego w tej kwestii. Rolą ministerstwa jest umożliwienie ścierania się poglądów, zaś przywołane przeze mnie jakoby „gender studies” to jak strzał kulą w płot (mówiłem o kulturowej konstrukcji płci, nie o gender studies, choć i one przecież są dziedziną wiedzy). Przy okazji Minister Gowin odniósł się do podobnych obaw wyrażonych przez posłankę Barbarę Nowacką (pytała o antyszczepionkowców i płaskoziemców i ich prawo do głoszenia poglądów na uczelniach): wg Jarosława Gowina nowelizacja jest niezbędna. Nie można zabronić głoszenia poglądów.
Według stronniczego streszczenia „debaty” w PAP nasza wymiana wyglądała tak: „Obecny na posiedzeniu komisji prof. Jarosław Płuciennik z Uniwersytetu Łódzkiego zgłosił obawę, że projekt ma na celu upolitycznienie sytuacji na uczelniach i że może on doprowadzić do sytuacji, iż trzeba będzie się tam liczyć z poglądami nienaukowymi. Komentując jego wypowiedź, Jarosław Gowin powiedział: „zachęcam do lektury przepisów w kontekście całej ustawy. Oraz bardzo bym apelował do przedstawicieli świata naukowego, by to oni nie upolityczniali uczelni, bo takie tony w wypowiedzi pana profesora zabrzmiały” – powiedział.”
Muszę skorygować, że ja właśnie pytałem o uzasadnienie w świetle istnienia w naszym prawie odpowiednich i wystarczających regulacji. Cytowałam także Konstytucję.
Mogę jedynie wnioskować zatem, że wedle ministra Gowina eliminowanie z przestrzeni akademickiej poglądów np. homofobicznych (a to jest w istocie casus skandalu z dr. Ewą Budzyńską, prof. z UŚ) to jest „powrót do czasów słusznie minionych.” Warto może przypomnieć, że ustawa umożliwiająca prześladowanie homoseksualistów i innych osób z grupy LGBTQ+ jest otwarcie popierana przez reżim Putina, który podpisał specjalną ustawę w 2013 r., mającą „chronić przed gejowską propagandą”. Nie sposób też nie pamiętać, że homoseksualiści ginęli także w Auschwitz, zaś w PRL byli prześladowani i rejestrowani przez tajną policję. Na marginesie, polecam zarówno Timothy Snydera Drogi do niewolności jak i klip na YouTube Hoziera, który odwołuje się do sytuacji homoseksualistów Rosji Putina.
Zatem stawiam pytanie: czy ministerstwo ulegając wpływom radykalnych i sekciarskich grup nacisku próbuje blokować standardy europejskie, jeśli idzie o regulacje mowy nienawiści i zasady tolerancji? Zastopować stosowanie europejskich standardów dotyczących uznania różnorodności ludzkiej oraz tolerancji dla różnych wyznań, ras oraz orientacji? Czy ministerstwo pragnie w tej sposób zamknąć możliwą krytykę przez naukowców mowy nienawiści? Czy nowelizacja Ustawy ma być ustanowieniem w uczelniach tzw. stref wolnych od LGBT?
Trzeba bić brawo, jeśli pragnie Pan minister przejść do historii jako ten, który wprowadza getto ławkowe dla osób LGBTQ+, proszę to otwarcie powiedzieć, Panie Ministrze. Ale potem proszę nie udawać europejczyka i nie prosić o unijne pieniądze wsparcia na projekty naukowe.
We wspomnianym materiale w Times Higher Education mgr Łukasz Bernaciński, członek Ordo Iuris, uczestnik studiów doktoranckich na Uniwersytecie Łódzkim, powiedział, że organizacja opublikowała w styczniu raport opisujący kluczowe „naruszenia” wolności słowa na polskich uczelniach w ostatnich latach. Ordo Iuris, dodawała, „sporządził projekt ustawy”, który przedstawił ministrowi nauki i szkolnictwa wyższego Jarosławowi Gowinowi. Szukałem tego raportu w sieci i nie znalazłem. A może on pozostaje jedynie do użytku ministra? No bo projekt do użytku ministra został przekazany. Ale raport? Gdzie ten rzetelnie brzmiący w uszach „raport”? Proszę go upublicznić! [aktualizacja 17.02.2020, okazuje się, że faktycznie zestawienie na stronach Ordo Iuris można znaleźć tutaj, ale obejmuje ono luźne zestawienie dwudziestu siedmiu wydarzeń od 2008 r., których nie można uważać, za naruszenie wolności akademickiej, gdyż są to w swojej przeważającej większości np. odwołane wykłady na nienaukowe tematy, wcześniej zapowiadane jako współorganizowane przez jakiś instytut bądź wydział, albo odwołanie drastycznej wystawy propagandowej antyaborcjonistów].
„Projekt spotkał się z dużym zainteresowaniem, dlatego ministerstwo postanowiło rozpocząć prace nad zmianą prawa” – kontynuował wedle THE Bernaciński. „Obecnie Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego opracowało projekt ustawy oparty na projekcie przedłożonym przez Instytut Ordo Iuris.”
Członek Ordo Iuris powiedział też reporterowi THE, Johnowi Morganowi, że kontrowersje na Śląsku miały „bezpośredni wpływ” na zainteresowanie Ordo Iurisa tą kwestią. Powiedział kłamliwie, że studenci byli „oburzeni chrześcijańską koncepcją rodziny, nauczaną w oparciu o naukowe podstawy i badania”. Przecież w tych protestach i oburzeniu chodziło o coś innego: „Studenci postawili wykładowczyni kilka zarzutów: poglądy homofobiczne, dyskryminacja wyznaniowa, wypowiedzi krytyczne wobec wyborów życiowych kobiet dotyczących m.in. przerywania ciąży oraz przekazanie informacji niezgodnych ze współczesną wiedzą naukową.” (tutaj opis całej sprawy)
Ministerstwo wypiera się wpływu na nowe prawo fanatyków. Wedle THE: „Rzecznik ministerstwa powiedział, że Ordo Iuris „nie uczestniczył w przygotowaniu projektu”, ale był „jedną z wielu organizacji i instytucji… zaproszonych do udziału w fazie otwartych konsultacji publicznych”.
Pytam zatem publicznie, czy mogę prosić listę tych innych organizacji i instytucji publicznych zaproszonych — podkreślam tę datę — przed 30 stycznia 2020 — do udziału w konsultacjach publicznych? Czy może ta lista jest tak tajna, jak była do niedawna lista poparcia nowych członków neo-KRS?
W artykule w THE powiedziałem redaktorowi Johnowi Morganowi, że członkowie projektowanego przez nowelizację komitetu przy ministrze byliby „jak sędziowie dyscyplinarni, którzy wprowadzą duży nacisk na naukowców, którzy będą się bać radzenia sobie z wieloma problemami, ponieważ będą bali się utraty pracy ”, i dodałem także „Jest to filozofia, którą można opisać dwoma słowami: dyscyplina i karanie”. Faktycznie obawiam się, że proponowane prawo jest sposobem „dopuszczenia wyrażania poglądów w środowisku akademickim”, potencjalnie zapewniając platformę na uniwersytetach dla tych w Kościele katolickim, którzy walczą o całkowity zakaz aborcji lub zaprzeczają zmianom klimatu.
Jak wskazuje analiza projekt nowelizacji ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym wprowadza również wątpliwy i niebezpieczny system monitorowania swoiście rozumianej wolności wyrażania opinii. Ministerstwo chce utworzyć komisję specjalną: Komisję Wolności w Szkolnictwie Wyższym i Systemie Nauki. Komitet będzie się składał z 9 osób, z których 4 zostanie ogłoszone przez ministra. Resztę członków powołuje Rada Główna Nauki i Szkolnictwa Wyższego, Parlament Studentów Rzeczypospolitej Polskiej oraz Krajowa Reprezentacja Doktorantów. Pytanie brzmi, czy taka instytucja jest potrzebna? Polska Konstytucja zapewnia wystarczające gwarancje wolności wyrażania opinii (podobnie jak w przypadku innych swobód konstytucyjnych). Mamy prawo do rzetelnego i publicznego wysłuchania każdej sprawy przed właściwym, bezstronnym i niezależnym sądem (art. 45). Zgodnie z wolnością wypowiedzi w Polsce mamy ochronę zapewnianą przez prawo cywilne (ochrona dóbr osobistych) i kodeks karny (przestępstwa zniewagi i zniesławienia). Konstytucja i ustawy gwarantują prawo do odwołania się od orzeczeń i decyzji wydanych w I instancji, a każdy ma prawo zwrócić się do Rzecznika Praw Obywatelskich o pomoc w ochronie jego wolności lub praw naruszonych przez organy władzy publicznej. Ta ochrona jest wystarczająca i odpowiednia, a wspomniane środki tworzą spójny system. Powołanie nowych komisji przez prawodawcę musi budzić wątpliwości co do jego zamiarów. Istotą wolności, w tym wolności wyrażania opinii, jej autonomii, jest jak najszerszy zakres swobów, a nie kontrola ze strony państwa. Nie ma potrzeby tworzenia takich organów jak Komisja Wolności w Szkolnictwie Wyższym i Systemie Nauki.
Komisja ds. Nauki obradowała 2,5 godziny, przy czym większość czasu zajęły wypowiedzi ministra i wiceministrów. Mieliśmy doprawdy bardzo mało czasu, żeby zaprezentować swoje pytania w odpowiedni, racjonalny i uzasadniony sposób. Taka Komisja powinna obradować kilkanaście godzin przy udziale wielu, wielu innych podmiotów. Nie powinna stanowić listka figowego dla Ministra, który pragnie ulegać wpływowi fanatycznej organizacji społecznej (to nawet nie stowarzyszenie, tylko Fundacja założona przez inną fundację, mająca Piotra Skargę jako patrona, ale nazwą alternatywną jest dumnie brzmiący Instytut Kultury Prawnej Ordo Iuris). Taka debata nie jest debatą, jest ceremonialnym utrwalaniem hegemonii ministerstwa nad nauką w Polsce. Ministerstwo Nauki wprowadza kaganiec dla nauki (przypominam, że nauką w Polsce nazywa się także nauki humanistyczne i społeczne) nazywając te swoje działania troską o wolność słowa (w istocie opinii). Szkoda, że nie wynikają one z troski o wolność badań naukowych. I troski o studentów.
PS. Nowomowa obecnego ministra jest przygnębiająca: ustawa, w której w ostatnim momencie wprowadzono kilkaset poprawek (w lipcu 2018 r.), nazywa się Konstytucją dla Nauki. Ustawa, która realizuje wizję sprzed 20 lat, to Ustawa 2.0. No i wszechobecna DOSKONAŁOŚĆ, które to słowo jest szczytem nowomowy w Public Relations. O tym także już powstały artykuły naukowe. (Włoskowicz, Wojciech. „NOWOMOWA PSEUDOMETANAUKOWA? O JĘZYKU POLSKIEJ POLITYKI NAUKOWEJ”. Poradnik Językowy, t. 10, nr 769, 2019, s. 35–47, doi:10.33896/PorJ.2019.10.3.)
PS.2. Właśnie trwa przerwa międzysemestralna na mojej uczelni. Na Komisji Nauki w polskim Sejmie byłem obecny jako zainteresowany nauką obywatel. Społecznie. Prywatnie, choć politycznie, bo interesują mnie sprawy publiczne.
14 lutego 2020
Jarosław Płuciennik (prof. nauk humanistycznych, kulturoznawca, literaturoznawca, kognitywista, historyk idei)
Anna Rakowska-Trela (dr hab. nauk prawnych, konstytucjonalistka)
Właśnie przedwczoraj 14 września 2019 r. ukazał się kolejny artykuł w Times Higher Education na temat negatywnych zmian społecznych przymusu publikacji w języku angielskim, tym współczesnym lingua franca.
David Matthews pisze, że zdaniem eksperta, nomen omen, bibliometrii, który monitorował to przejście w Norwegii, uczeni z nauk humanistycznych i społecznych w Europie kontynentalnej ryzykują utratę znaczenia społecznego, jeśli nadal będą się przestawiać na angielski jako główny język publikacji profesjonalnej.
Utrata znaczenia humanistyki i nauk społecznych w społeczeństwie to także degeneracja dla kultur narodowych i niwelacja spraw lokalnych na rzecz spraw obchodzących wyłącznie anglojęzycznych naukowców. No bo żeby napisać z sensem po angielsku, angielskie muszą być także materiały egzemplifikujące oraz konteksty eksplikacji.
Zgodnie z badaniami przedstawionymi uczestnikom konferencji przez profesora Sivertsena, w Norwegii odsetek artykułów humanistycznych opublikowanych w języku norweskim spadł z około 65 procent w 2005 r. Do mniej niż 40 procent do 2014 r. W naukach społecznych z 55 do 30 procent.
Warto wskazać, że wyniki badań dotyczą społeczeństwa skandynawskiego, które świetnie rozumie angielski i bardzo dobrze się nim posługuje. Ale rzecz w materiale badawczym i kontekstach eksplikacji – społeczeństwo przestaje rozumieć akademików, bo piszą o obcych im problemach i zagadnieniach.
Żeby zatrzymać dryfowanie w kierunku wyłącznego używania języka angielskiego. Profesor Sivertsen, wskazał na samorganizację środowisk naukowych np. Na Helsińską Inicjatywę na Rzecz Wielojęzyczności w Komunikacji Naukowej, kampanię mającą na celu utrzymanie publikowania w języku lokalnym.
Sam posługuję się w mowie i piśmie zarówno polskim, jak i angielskim i szwedzkim. Gorzej znam kilka innych języków. Ale wiem, że język ojczysty to żywa tkanka, którą trzeba chronić. Nie izolować, nie niszczyć ksenofobią i nacjonalizmami, ale język musi być rozwijany przez żywych ludzi, tych najbardziej wrażliwych i wykształconych także, aby Ci mniej wykształceni stawali się lepsi i bogatsi. Nauki społeczne i humanistyka to nie laboratoria i badania pod mikroskopem, tutaj olbrzymią rolę odgrywają czynniki kulturowe. Ja kocham język polski, a Pan Panie Ministrze Gowin?
Dziękujemy Panu Ministrowi za gotowość dokonania uzupełnień na opublikowanej przez MNiSW liście wydawnictw polskich i zagranicznych. Jako środowisko naukowe reprezentujące m.in. naukowców z dyscyplin filologicznych uważamy, że jest to bardzo potrzebne przedsięwzięcie z uwagi na ciążący na nas obowiązek umiędzynarodowienia polskich zdobyczy naukowych i realizowaną strategię publikowania prac obcojęzycznych w renomowanych ośrodkach wydawniczych. Taki sposób działania wydaje nam się najwłaściwszym sposobem włączenia polskiej myśli badawczej do systemu liczącej się na świecie wymiany informacji naukowej
Po konsultacjach – które w okresie urlopowym były utrudnione, trwały więc ponad dwa dwóch tygodnie – doszliśmy do wniosku, że zebranie wymaganych danych od większości wydawnictw zagranicznych jest w tak krótkim terminie, jaki podało MNiSW, nierealne.
Pozwalamy sobie zwrócić Państwa uwagę na kilka ważnych przyczyn, dla których nie uda nam się spełnić wymagań Ministerstwa:
1. Procedury wydawnicze w różnych krajach kierują się od dziesięcioleci wypracowanymi zasadami, różniącymi się od polskich. Przede wszystkim proces przyjmowania do druku jest bardzo niejednorodny i zależny od wydawnictwa. Zasady nie muszą być takie same dla wszystkich typów publikacji i dla wszystkich autorów. Często nie polegają one na poddaniu się podwójnej recenzji anonimowej (double blind peer review process), ale są wielostopniowe i bardziej wymagające niż polskie normy. Większość wydawnictw zagranicznych nie publikuje na swoich stronach zasad etyki publikacyjnej. Musielibyśmy prosić o daleko idącą współpracę ze strony domów wydawniczych. Wymagałoby to od nich dodatkowej pracy, a nawet zmiany/rozbudowy ich stron internetowych. Trudno oczekiwać, by dobre (w tym także renomowane dla konkretnych dyscyplin) wydawnictwa zmieniły swoje sprawdzone przez lata procedury przyjmowania tekstów do druku tylko dlatego, że polscy autorzy muszą spełnić wymagania polskiego ministerstwa.
2. Renomowane wydawnictwa nie publikują plagiatów (z zasady) i starają się nie przyjmować do druku słabych książek (również z zasady), nie składają też oświadczeń w tej kwestii na specjalnych podstronach. W przypadku niemieckich wydawnictw dostateczną gwarancją jest członkostwo w Der Börsenverein des Deutschen Buchhandels e.V., które pewne zasady (np. prawa autorskie) reguluje automatycznie.
4. Wielu zagranicznym wydawnictwom zależy na pracach polskich badaczy. Polscy językoznawcy i literaturoznawcy wnoszą wiele do rozwoju światowej filologii. Nie można się jednak spodziewać, że wydawnictwa zagraniczne dostosują swoją pracę do życzeń Ministerstwa po to, aby znaleźć się na liście polskiego MNiSW.
Pierwsze próby dotarcia do wydawnictw i zdobycia od nich wymaganych przez MNiSW informacji zakończyły się na ogół niepowodzeniem. Obawiamy się, że przedstawiciele polskiej filologii (językoznawstwa, literaturoznawstwa) czy nauk o kulturze i religii, a prawdopodobnie także innych dyscyplin humanistycznych będą musieli zrezygnować z publikowania w zagranicznych wydawnictwach lub te publikacje ograniczyć (na przykład odrzucając zaproszenie do publikacji w wydawnictwie, którego brak na polskiej liście). Jest to sprzeczne z celem umiędzynarodowienia dokonań polskich naukowców, jaki przyświeca reformie szkolnictwa wyższego w Polsce.
W niniejszym liście jedynie zaznaczamy, że podobny problem dotyczy czasopism obcojęzycznych. Lista czasopism zawiera poważne luki, a punktacja w wielu przypadkach nie ma uzasadnienia merytorycznego.
Uprzejmie prosimy o rozważenie zmiany sposobu zgłaszania wydawnictw, to znaczy o pilną aktualizację instrukcji PBN dotyczącej sposobu dodawania wydawnictw do „Wykazu wydawnictw naukowych” oraz przedłużenie terminu przyjmowania wniosków.
Uważamy, że pracą związaną z uzupełnieniem list wydawnictw według zmodyfikowanych, dostosowanych do różnych procedur wydawniczych, kryteriów powinni zająć się eksperci, a nie naukowcy, którzy nie mają możliwości zdobywania potrzebnych informacji. Wkładem badaczy w te prace powinno być natomiast sporządzenie propozycji, które wydawnictwa mają znaleźć się na liście i ich ocena ekspercka. Pozostałe czynności weryfikacyjne to typowa praca administracyjna.
Spośród wielu wydawnictw zagranicznych wybraliśmy te, w których publikują polscy filolodzy. Wydawnictw tych nie ma na liście MNiSW. Podajemy również takie wydawnictwa, w których publikujemy sporadycznie, są one jednak bezsprzecznie najważniejsze dla nauk humanistycznych. Wydaje nam się, że powinniśmy być zachęcani do publikowania w najlepszych światowych domach wydawniczych, a nie zniechęcani tym, że dyscyplina nie otrzyma za to punktów.
Podkreślamy, że nie są to „wszystkie” wydawnictwa obcojęzyczne nieuwzględnione na liście ministerialnej. Jest to niewielki ułamek, szczególnie ważny dla filologów. Jesteśmy gotowi do zmobilizowania naszych środowisk i uzupełnienia tych list. Zależy nam na rzetelnej ocenie naszej pracy.
Za treść pisma oraz za podane niżej potwierdzenia imienne odpowiada
Prof. Joanna Jabłkowska, dziekan Wydziału Filologicznego UŁ
Pismo sygnują (lista jest w obecnej chwili cyfrowa, ponieważ większość korespondentów była w czasie jej tworzenia na urlopach):
Dziekani
Dziekan Wydziału Filologicznego UŁ, prof. Joanna Jabłkowska
Dziekan Wydziału Filologicznego UJ, prof. Elżbieta Górska
Prodziekan Wydziału Anglistyki UAM, prof. UAM, dr hab. Piotr Gąsiorowski
Dziekan Wydziału Nauk Humanistycznych KUL, prof. KUL, dr hab. Magdalena Charzyńska-Wójcik
Dziekan Wydziału Neofilologii UAM, prof. UAM, dr hab. Aldona Sopata
Dziekan Wydziału Filologicznego UWr, prof. Marcin Cieński; prodziekan, prof. Leszek Berezowski
Dziekan Wydziału Filologicznego UMK, prof. Przemysław Nehring
Prodziekan Wydziału Filologicznego URz, prof. URz, dr hab. Agnieszka Uberman
Prodziekan ds. Studenckich i Dydaktycznych WNH KUL, prof. KUL, dr hab. Jolanta Klimek-Grądzka
Prodziekan ds. Rozwoju i Promocji WNH KUL i Kierownik Studiów Doktoranckich, prof. KUL, dr hab. Monika Sidor
Prodziekan ds. Nauki i Współpracy Międzynarodowej WNH KUL, prof. KUL, dr hab. Dariusz Skórczewski
Dyrektorzy instytutów
Instytut Filologii Germańskiej UŁ, dr hab. Małgorzata Kubisiak
Instytut Filologii Germańskiej UJ, prof. UJ, dr hab. Magdalena Sitarz
Instytut Filologii Germańskiej UAM, prof. UAM, dr hab. Sławomir Piontek
Instytut Filologii Germańskiej UWr, prof. Tomasz Małyszek; prof. UWr, dr hab. Urszula Bonter (z-ca)
Instytut Filologii Germańskiej KUL, prof. KUL, dr hab. Anna Rutka
Instytut Filologii Germańskiej UŚ, prof. UŚ, dr hab. Renata Dampc-Jarosz
Instytut Germanistyki i Lingwistyki Stosowanej UMCS, prof. UMCS, dr hab. Jarosław Krajka
Instytut Filologii Germańskiej UZ, prof. Paweł Zimniak
Instytut Romanistyki UŁ, prof. UŁ, dr hab. Anita Staroń
Instytut Romanistyki UW, dr hab. Maciej Smuk
Instytut Filologii Romańskiej UWr, prof. UWr, dr hab. Beata Baczyńska
Instytut Filologii Romańskiej UAM, prof. UAM, dr hab. Mirosław Loba
Instytut Filologii Romańskiej UJ, prof. UJ, dr hab. Wacław Rapak 4
Instytut Filologii Romańskiej UŚ, prof. Wiesław Banyś
Instytut Filologii Romańskiej UMCS, prof. UMCS, dr hab. Maria Falska
Instytut Filologii Romańskiej KUL, prof. KUL, dr hab. Katarzyna Wołowska
Instytut Kultury i Języka Francuskiego UO, prof. Krystyna Modrzejewska
Instytut Filologii Romańskiej UG, prof. UG, dr hab. Ewa Wierzbowska (z-ca)
Instytut Anglistyki UŁ, prof. Łukasz Bogucki
Instytut Filologii Angielskiej KUL, prof. KUL, dr hab. Grzegorz Maziarczyk
Instytut Anglistyki UMCS, prof. UMCS, dr hab. Adam Głaz
Instytut Filologii Angielskiej UJ, prof. Elżbieta Chrzanowska-Kluczewska
Instytut Anglistyki UMCS, dr hab. Zbigniew Mazur
Instytut Filologii Słowiańskiej UWr, prof. UWr, dr hab. Michał Sarnowski
Instytut Filologii Słowiańskiej KUL, prof. KUL, dr hab. Maria Mocarz-Kleindienst
Instytut Informacji Naukowej i Bibliotekoznawstwa UWr, dr hab. Bożena Koredczuk
Instytut Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej UWr, dr hab. Arkadiusz Lewicki
Instytut Językoznawstwa WNH KUL, prof. KUL, dr hab. Janusz Bień
Instytut Filologii Polskiej KUL, dr hab. Ireneusz Piekarski
Instytut Filologii Polskiej i Logopedii UŁ, dr hab. Danuta Kowalska
Kierownicy katedr i zakładów
Katedra Literatury i Kultury Krajów Niemieckojęzycznych XX i XXI w. UMK, prof. Leszek Żyliński
Katedra Germanistyki UKW, dr Elżbieta Nowikiewicz (peł. obowiązki)
Katedra Filologii Romańskiej UMK, dr hab. Piotr Sadkowski
Katedra Filologii Niderlandzkiej im. Erazma z Rotterdamu UWr., prof. Stefan Kiedroń
Katedra Filologii Angielskiej UWM, prof. UWM, dr hab. Ewa Kujawska-Lis
Katedra Językoznawstwa Angielskiego UJ, prof. Elżbieta Mańczak-Wohlfeld
Katedra Judaistyki im. Tadeusza Taubego UWr, prof. UWr, dr hab. Marcin Wodziński
Katedra Historii Literatury Staropolskiej KUL, prof. Mirosława Hanusiewicz-Lavallee
Zakład Literatur Niemieckiego Obszaru Językowego UW, dr hab. Krzysztof Tkaczyk
Zakład Literatury i Kultury Krajów Niemieckojęzycznych US, prof. US, dr hab. Dorota Sośnicka
Zakład Współczesnej Literatury Niemieckiej US, prof. US, dr hab. Ewelina Kamińska-Ossowska
Zakład Historii Literatury Niemieckiej do 1848 r. UWr, prof. Wojciech Kunicki
Zakład Literatury Niemieckiej UJ, prof. Maria Kłańska
Zakład Językoznawstwa Germańskiego UJ, prof. Zofia Berdychowska
Katedra Filologii Angielskiej UMW, prof. UWM, dr hab. Ewa Kujawska-Lis
Zakład Translatoryki UŚ, prof. Andrzej Łyda 5
Zakład Italianistyki WF UŁ, prof. UŁ, dr hab. Artur Gałkowski
Akademickie Towarzystwo Romanistów Polskich „Plejada”