Tag: konferencje

  • Narodowo-katolickie orędzie ministra edukacji i nauki

    Narodowo-katolickie orędzie ministra edukacji i nauki

    przesłanie w butelce, stare sposoby komunikacji, media (fot. Depositphotos)

    W Toruniu odbyła się w tych dniach konferencja pt. „XIII Międzynarodowy Kongres „Katolicy a wychowanie”, współczesne wyzwania szkolnictwa wyższego i nauki.”

    Jak informują rydzykowe media oraz TVP3 podczas tego spotkania referaty wygłosili prelegenci z wielu krajów. TVP3 powiedziała nawet, że właściwie z całego świata, bo uczestniczą w tym wydarzeniu online naukowcy z Namibii, Meksyku, Filipin, Chile, Włoch i Polski. Faktycznie cały świat… Byli też światowcy, tacy jak bp Dec, bp Jędraszewski i ks. dyrektor Rydzyk.

    Gościem był także Minister Edukacji i Nauki dr hab. Przemysław Czarnek, prof. uczelniany na KUL. Wysłuchałem jego półgodzinnego przemówienia. To nie była prezentacja, ani też wykład. Przemówienie.

    Przemówienie na katolickiej konferencji ministra edukacji i nauki w serwisie YouTube

    Czarnek mówił tak, jakbyśmy w ogóle nie byli w Unii Europejskiej i jakby unijne fora takie jak np. European Universities Association w ogóle nie istniały, zaś polskie uniwersytety nie były ich członkami.

    Minister Edukacji przedstawił swoją wizję uczelni jako służebnych ideom narodowo-katolickim. Nauka nie może być przewodnikiem, bo na naukę powoływał się Josef Mengele. (sic!) Tak samo można by powiedzieć, że katolicyzm nie może być przewodnikiem, bo papież wspierał Hitlera i miał konkordat z III Rzeszą. No i wysyłał na krucjaty dzieci w średniowieczu.

    Misją uniwersytetów jest oczywiście nauka i dydaktyka, ale także zamiast służby społeczeństwu powiedział minister o trzeciej misji „formacyjnej”. To znaczy, że uczelnie mają wychowywać… A nie kształcić krytycznego, samodzielnie myślącego obywatela.

    University College Dublin, Mary Mitchell O’Connor, Minister of State for Higher Education, Republika Irlandii, podczas konferencji European University Association, 14 czerwca 2019 r. „Świętując równość, różnorodność i inkluzywność uniwersytetów” (fot. własna JP)

    Najgorszym wrogiem ministra jest genderyzm, który wpaja studentom i uczniom „błąd antropologiczny” (nie wiem, co to, ale minister tak mówił), tudzież pragmatyzm amerykański, który jest narodową cechą Amerykanów oraz język angielski publikacji, zaś największym sukcesem ministra jest dotacja dla tłumaczenia na angielski „Powszechnej Encyklopedii Filozoficznej” wydawanej dawno dawno temu na KUL przez Towarzystwo im. Tomasza z Akwinu. Minister wracał do tego trzy albo cztery razy.

    Wielokrotnie krytykowałem publicznie tę haniebną decyzję ministerialną „bez żadnego trybu”, poza wszelkimi drogami konkursowymi. Takie mechaniczne tłumaczenie starego już dzieła sprzed 10 lat dla odbiorcy anglojęzycznego jest wyrzucaniem 1,7 mln publicznych pieniędzy. Skandaliczne jest tytuł Encyklopedii, która nie jest powszechna, ani nawet polska, bo najbardziej istotna dla tradycji polskiej filozofii szkoła lwowsko-warszawska jest w niej zdominowana przez katolickich teologów, nie filozofów.

    fot. na lic. Depositphotos

    Ale najbardziej chyba w całym wystąpieniu uderzyła mnie jego estetyka medialna, to że minister przemawiał zza biurka jakby wydawał orędzie do narodu, zaś w jego tle widnieje po prawej stronie flaga narodowa zaś po lewej sztandar Sił Zbrojnych chyba.

    To jest jakby wypowiedź porównywalna, jak sądzę z wprowadzeniem stanu wojennego na uniwersytetach. Sztandar Unii Europejskiej z uczelni polskich wyprowadzić…

    Jestem Polakiem i jestem Europejczykiem. Uczelnia Pana dra hab. Czarnka jest znana także z badań nad Norwidem, który napisał np. Moją ojczyznę, a pisze tam pięknie o dziedzictwie także europejskim czy szerszym światowym. Może Pan dr zechce się nad tym pochylić?

    Aluzja do Flagi Polski i Unii Europejskiej na białym tle (fot. Deposipthotos)

    PS. Na podstawie tego wpisu powstał artykuł w Gazecie Wyborczej 22.11.2020

  • Ekoteologia, rozmowa w Polskim Radiu

    Ekoteologia, rozmowa w Polskim Radiu

    Rozmowa o eko-konferencji w programie Polskiego Radia Łódź, 24.10.2020 prof. Jarosław Płuciennika jest gościem redaktor Małgorzaty Warzechy z redakcji ekumenicznej. Jeśli chesz uczestniczyć, zarejestruj się http://ekokosciol.pl/ekoteologicznie/

  • Uwolnij swój umysł i konferencje naukowe!

    Konferencje… dlaczego one są ważne w życiu naukowym?

    MOSCOW – FEBRUARY 28: People on conference. Licencja Depositphotos

    Konferencja naukowa, czasami zwana uczenie sympozjum, od dawien dawna stanowiła instytucję uzupełniającą uniwersytetu, a właściwie była stanowiła platformę umiędzynarodowienia i otwartości na to, co ponadlokalne. Wraz z czasopismami i sieciowymi miejscami wymiany tzw. pre-printów konferencje są niezwykle istotną platformą wymiany informacji między uczonymi.

    Konferencje zmieniają swoją formułę. Pamiętam jeszcze zamierzchłe czasy, kiedy czas na prezentację referatu był rozciągliwy aż do godziny, dzisiaj format jest krótszy (20-30 minut), bardziej pilnuje się czasu wystąpienia, dominują prezentacje multimedialne (zazwyczaj w PowerPoincie), coraz mniej czasu pozostawia się uczonym na dyskusję. No ale ciągle mamy kuluary i obiady konferencyjne, w których można wciąż widzieć tradycje antycznych sympozjonów, podczas których prowadzi się ważne i pouczające dialogi, stanowiące jakościowy wymiar życia naukowego.

    Współcześnie jednak coraz częściej organizacja konferencji naukowych o gigantycznych rozmiarach przekazywana jest wielkim firmom zarządzającym, które świetnie organizują, ale niewiele rozumieją z delikatnej tkanki życia naukowego. Efekt jest taki, że odbywają się wspaniałe, olbrzymie, bardzo medialne i głośne konferencje, na które stać jedynie nielicznych. (pomijam tutaj ewidentnie patologiczne zjawisko tzw. drapieżnych konferencji)

    John Ross w THE, 12 listopada 2019 r. wskazuje na patologiczność tej sytuacji w rozmowie z profesorem Christopherem Pakarierem (Waseda University, Tokyo, Japonia): opłata rejestracyjna może nawet sięgać 1000 dolarów, co sprawia, że tylko bardzo bogate instytucje mogą wysyłać tam swoich reprezentantów zazwyczaj już mocno osadzonych w dyscyplinach i specjalnościach. Innymi słowy: młodzi i początkujący badacze nie mogą sobie pozwolić na takie konferencje, a tym samym wykluczani są oni z naturalnego obiegu naukowego. Nauka przy tym, śmiem twierdzić, traci nie tylko dlatego, że młodzi (np. doktoranci) nie mogą uczyć się od starych, ale że starsi tracą kontakt z najświeższym, nieszablonowym spojrzeniem młodych. Profesor Pokarier wskazuje na świetną organizację ostatniej konferencji, w której uczestniczył, ale jednocześnie opisuje, jak bardzo przypomina ta sytuacja rodzaj akademickiego apartheidu, opartego na biznesie i bogactwie finansowym.

    W polskim kontekście nasuwa się jeszcze jeden wniosek: według standardów parametryzacyjnych przyjętym w Polsce przez „reformę Gowina” najważniejsze są publikacje naukowe w czasopismach wysokopunktowanych na liście ministerialnej. Nieistotne są konferencje i prokonferencyjne publikacje, bo tylko czasopisma się liczą. Jestem w stanie zrozumieć ten trend w sytuacji, kiedy konferencje są organizowane lub objęte patronatem przez czasopisma. To już się dzieje. Ale fakt przejmowania przez outsourcing zarządzający organizacje konferencji naukowych może mieć naprawdę fatalne skutki dla nauki. Zwłaszcza w badaniach jakościowych (humanistyka, nauki społeczne) swobodna wymiana myśli, kontakt z nestorami oraz gwiazdami dziedziny i dyscypliny ucierpią niezwykle na profesjonalizacji konferencji. Zgadzam się z wnioskiem Johna Rossa, który wspiera japońskiego profesora, że konferencje powinny raczej stać się elementem kultury otwartości nauki i uniwersytetu. Niestety, żaden z nich nie wskazuje, jak tego dokonać. Chyba jednak trzeba zorganizować konferencję, jak organizować konferencje… Otwórz swój umysł! Uwolnij swój umysł!

    PS. Profesor Pokarier komentuje na swoim blogu próby profesjonalizacji życia naukowego przez filmik Monthy Pytona, załączam poniżej:

  • Absurdy zasady „publish or perish” w dobie kultury cyfrowej

    Wyznania bardzo płodnej Pani profesor. Jeszcze jeden argument za otwartym dostępem do nauki

    Kathryn M. Rudy opublikowała ostatnio (29.08.19) opinię w Times Higher Education pt. The true costs of research and publishing, a jest profesorem historii sztuki na University of St Andrews. Jej najnowsza książka to Image, Knife i Gluepot: Early Assemblage in Manuscript and Print (2019). (Twitter autorki to https://twitter.com/katerudy1)

    Kathlyn Rudy podczas wykładu TED w 2013 r. (zrzut ekranu)

    Opisując detalicznie, czym się zajmuje, trzeba wskazać, że jest historykiem rękopisów i że ceni się ją za niezwykle „śledcze” podejście do średniowiecznych książek, jest w tym obszarze pionierem wykorzystania najnowszych technik, w postaci densytometru do pomiaru brudu, jaki pierwotni czytelnicy zdeponowali w widzianych przez siebie książkach.

    Medical imaging center in Paris, France. Badanie densytometryczne kości kobiety

    Jest członkiem Royal Society of Edinburgh. Opublikowała pięć książek (szóstka w drodze) i regularnie publikuje w najlepszych czasopismach naukowych. W 2013 roku wygłosiła mowę na TED na temat tajnego życia rękopisów (na przykład o zanieczyszczaniu rękopisów poprzez całowanie ich przez mnichów).

    Zaczyna swój artykuł o tego, że „im bardziej jej działania kończą się sukcesem, tym biedniejsza się staje”. A to wszystko przez koszty badania oraz publikowania:

    1) Podróżowanie do archiwalnych, unikalnych zasobów w celu podjęcia oryginalnych badań średniowiecznych rękopisów. Tutaj podaje choćby jeden przykład – w jednej ze swoich książek z 2017 publikuje dużo kopii rękopisów, zaś musiała odbyć ponad 550 podróży do 163 pojedynczych repozytoriów średniowiecznych rękopisów.

    2) Kupowanie fotografii wysokiej jakości.

    Tutaj ciekawostka i polonicum: „Na przykład w bibliotece diecezjalnej we Wrocławiu w Polsce musiałam zapłacić za przywilej korzystania z aparatu dużą gotówkę i wręczyć ją księdzu odpowiedzialnemu za archiwum.”

    3) Uiszczenie opłaty rejestracyjnej, koszty zakwaterowania i podróży w celu udostępniania badań na konferencjach. Autorka pisze o 2 konferencjach w roku bardzo istotnych dla jej badań, podkreśla, że uczestnictwo w żywej debacie naukowej jest nieocenione i nie można tych kosztów zredukować.

    4) Kupowanie obrazów w wysokiej rozdzielczości do publikacji.

    5) Płacenie za przechowywanie (archiwizację) danych.

    6) Płacenie opłat za prawa autorskie.

    7) Dostarczenie bezpłatnych egzemplarzy książek dla lepszej dystrybucji i promocji (autorka wspomina o siedemdziesięciu kilku egzemplarzach, które musiała w celach promocyjnych zakupić sama).

    8) Płacenie za opłaty produkcyjne. (Wydawanie książek)

    Kathryn Rudy wykazuje, że wsparcie państwowej instytucji, w której jest zatrudniona pokrywa jej koszty w niewielkim procencie. Resztę musi pokryć z własnej pensji.

    Autorka kończy odpowiedzią na pytania, co można zrobić…

    „Jeśli uniwersytety rzeczywiście chcą promować badania humanistyczne, muszą dostosować finansowanie do kosztów. Instytucje amerykańskie zapewniają swoim profesorom znacznie więcej funduszy na badania. Jeśli chcemy dotrzymać im kroku na arenie światowej, potrzebujemy większego dostępu do zasobów.” Pisze to szkocka profesorka, która na pewno nie jest wynagradzana w Polsce.

    „Instytucje będące w posiadaniu zbiorów ikonograficznych powinny przemyśleć swój cel. Nigdy nie mogą mieć wystarczającej wiedzy specjalistycznej, aby w pełni zbadać wszystkie swoje zasoby. Powinni być wdzięczni uczonym, którzy wykorzystują swoją wiedzę, aby propagować ich zbiory.” Wniosek: pozwolić publikować w otwartym dostępie za darmo. Te instytucje „powinny również umożliwiać naukowcom tworzenie fotografii do badań i tworzenie obrazów o wysokiej rozdzielczości do publikacji po niskich kosztach.”

    „Publikacja cyfrowa jest po prostu najbardziej wydajnym i opłacalnym sposobem na rozpowszechnianie pomysłów na świecie. Musimy w pełni uzasadnić publikację cyfrową, internetową i recenzowaną oraz wprowadzić w życie normę. Musimy stworzyć świat, w którym młodzi ludzie będą publikować w Internecie, bez obawy, że zaszkodzi to ich karierze.” Nie mogę się nie zgodzić z takim wnioskiem. Otwarty dostęp jest jedyną przyszłością nauki. Świadczy o tym fakt, że duże firmy inwestują olbrzymie sumy w badania naukowe, w których głównym punktem jest wymóg publikacji  wyników badań z pominięciem najważniejszych czasopism z subskrypcjami. No i pojawia się wymóg publikacji materiałów badawczych. W sytuacji specjalistycznej dyscypliny Kathryn M. Rudy publikacja zasobów archiwalnych jest priorytetem. Oczywiście, wszyscy badacze przeszłości muszą tym samym pożegnać się ze szczególnym romantyzmem autopsji:

    „a przecież kupowałem w salonach sztuki

    pudry mikstury maście

    szminki na szlachetność

    przykładałem do oczu marmur zieleń Veronesa

    Mozartem nacierałem uszy

    doskonaliłem nozdrza wonią starych książek” (Pan Cogito obserwuje swoją twarz, Pan Cogito 1974)

    W momencie zaistnienia kultury cyfrowej, kultura analogowa musi się coraz bardziej wycofywać. Na razie nie ma powszechnej świadomości, że kultura cyfrowa może także przyczyniać się do ocieplania klimatu (potrzeba olbrzymiej masy energii). Na razie chyba jednak koszty lotów na konferencje, pobytów w archiwach znacznie przewyższają ślad węglowy publikacji online. Tylko jeszcze potrzeba przemyślenia, jak utrzymać wysoką kulturę konferencji naukowych, bo autentyczna debata sympozjonów jest nie do zastąpienia wideokonferencjami. Tak czy owak, uważam, iż ostatnia publikacja z THE z opinią Kathryn Rudy jest świetnym argumentem za otwieraniem nauki na oścież, łącznie z materiałami badawczymi także w humanistyce.  

    Warto zauważyć, że nowa zmiana w szkolnictwie wyższym nijak nie odpowiada na wyzwania współczesności, nijak nie odpowiada na pytania zawarte w tej publikacji wybitnej profesorki historii sztuki.