Wygenerowany sztucznie obraz ilustrujący treść i nastrój filmu Eastwooda
Po „Dwunastu gniewnych ludziach” Sidneya Lumeta temat ławników wydawał się artystycznie zamknięty w doskonałości niczym w diamencie. Pisałem o tym tutaj. Myślałem, że już nigdy nie wrócę do tematu systemu sprawiedliwości w Stanach Zjednoczonych, ale ostatnio Clint Eastwood, 94-letni aktor i reżyser, nakręcił prawdopodobnie swój ostatni film pt. Przysięgły nr 2.
Film jest nadzwyczaj dobry, prawdopodobnie też dlatego, że reżyser i scenarzysta podkreślają swój krytyczny stosunek do systemu sprawiedliwości oraz do celebrytów (takich jak prokuratorka w tym filmie). Eastwood podejmuje temat winy i moralnych wyborów z perspektywy przysięgłego, który odkrywa, że może być sprawcą przestępstwa, które ocenia. To nie tylko dramat sądowy, ale przede wszystkim opowieść o niejednoznaczności życia, subtelnej grze psychologicznych motywów, niepewności sądu i losu. Bohater do końca nie będzie miał pewności, jak się przedstawia prawda.
Przysięgły nr 2 zachwyca również doskonałymi kreacjami aktorskimi. Nicholas Hoult jako Justin Kemp, uwikłany w wewnętrzny konflikt, dostarcza — choćby subtelnymi zmianami — także światłocieniami — na twarzy — jednego z najlepszych występów w swojej karierze, a Toni Collette w roli prokurator Faith Killebrew nadaje historii głębi i intensywności. Eastwood, mimo wieku, pozostaje reżyserem niezwykle uważnym na detale i mistrzem w budowaniu napięcia.
Jeśli ten film rzeczywiście zamyka jego imponującą karierę, to stanowi jej godne zwieńczenie – dzieło, które, choć osadzone w konkretnej rzeczywistości, zadaje pytania uniwersalne. To kino, które zachęca do refleksji nad sprawiedliwością i kondycją ludzkiej natury. Jest wiele punktów widzenia, wiele opowieści, dużo przygodności i mało drogowskazów.
Niemniej, nadal chyba dobrze oceniany jest międzyludzki dialog. Nie tylko między 12 ławnikami, ale także między prokuratorem, sędzią i głównym bohaterem.
Posiedzenie Rady Ławniczej Sądu Najwyższego 28.05. 24
Z dzisiaj:
UCHWAŁA Rady Ławniczej Sądu Najwyższego II kadencji nr 19/2024 z dnia 28 maja 2024 r. w sprawie projektowanych zmian ustawowych, przywracających praworządność w Krajowej Radzie Sądownictwa i Sądzie Najwyższym
Rada Ławnicza Sądu Najwyższego II kadencji, w związku z procedowanym przez Sejm i Senat Rzeczypospolitej Polskiej projektem ustawy o zmianie ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa, a także w związku z publiczną i polityczną dyskusją przyszłych analogicznych projektów dotyczących Sądu Najwyższego RP, formułuje następujące stanowisko:
Rada Ławnicza SN przyjmuje z aprobatą i nadzieją działania podjęte dotąd przez Sejm i Senat obecnej kadencji, a także Radę Ministrów RP, w tym zwłaszcza Ministerstwo Sprawiedliwości RP, zmierzające do przywrócenia demokratycznego państwa prawnego. Działania te, widoczne i wymierne, na trwałe zapiszą się w dorobku obecnej władzy ustawodawczej i wykonawczej, których oddanie niezależności sądów i niezawisłości sędziów oraz rzeczywistemu trójpodziałowi władz jest jedyną gwarancją odnowienia polskiego sądownictwa i ponownego zakorzenienia ustroju sądów polskich w wartościach konstytucyjnych, zabezpieczających prawa jednostki do sprawiedliwego sądu. W takich kategoriach Rada Ławnicza SN ocenia całościowo projekt ustawy przewidujący przywrócenie właściwego konstytucyjnie wyboru członków Krajowej Rady Sądownictwa spośród sędziów poprzez sędziów (art. 187 ust. 1 pkt 2 Konstytucji RP), w udoskonalony sposób, w wyborach bezpośrednich i tajnych, z udziałem Państwowej Komisji Wyborczej.
Jednocześnie Rada Ławnicza SN kategorycznie przestrzega przed przyjęciem ustrojowych rozwiązań, nawet tymczasowych, które dopuściłyby sędziów wadliwie powołanych z udziałem obecnej, niekonstytucyjnej Krajowej Rady Sądownictwa, do korzystania z biernego prawa wyborczego i wyboru do odnowionej Krajowej Rady Sądownictwa, bez ich uprzedniej weryfikacji. Rada Ławnicza SN zgadza się z poglądem reprezentatywnej i wyróżniającej się grupy znawców prawa, którzy wskazują, że w takim wypadku osoby, których dotyczy problem legalności statusu, byłyby sędziami we własnej sprawie, nadto rozstrzygającymi nieobiektywnie względem osób o identycznej lub zbieżnej sytuacji prawnej. W odsunięciu takich osób od kandydowania do Krajowej Rady Sądownictwa, czasowym, jednorazowym i odwracalnym w wyniku dokonanej ze skutkiem pozytywnym późniejszej weryfikacji, nie zachodzi dyskryminacja grupy (kategorii) obywateli. Ocena i weryfikacja wadliwie przeprowadzonych konkursów, a także ponowne ich przeprowadzenie muszą być dokonane przez Krajową Radę Sądownictwa o nieposzlakowanej opinii i bezdyskusyjnej konstytucyjności.
Rada Ławnicza SN podkreśla, że wypracowanie najwłaściwszego rozwiązania problemu musi brać pod uwagę zarówno opinie Komisji Weneckiej, trybunałów międzynarodowych, których jurysdykcję RP uznaje, dotychczasowe orzecznictwo polskie (w tym zwłaszcza Sądu Najwyższego i Naczelnego Sądu Administracyjnego), ale również wielokrotnie ponawiane głosy miażdżącej większości polskiej nauki prawa i konsekwentną postawę zwykłych obywateli Rzeczypospolitej, którzy od 2015 r. z poświęceniem stali na straży deptanej i zagrożonej praworządności. Także ławnicy Sądu Najwyższego II kadencji, mierzący się nieprzerwanie, także i dziś, z negatywnymi skutkami obsadzenia Sądu Najwyższego przez wadliwie i politycznie powołanych i motywowanych sędziów, oczekują konsekwentnego i trwałego uzdrowienia sytuacji Sądu Najwyższego. Taka postawa ławników nie jest podyktowana ich wygodą czy chęcią zwycięstwa w sporze, ale dobrem obywateli, których sprawy stają przed Sądem Najwyższym, a którzy mają prawo do sądu niezawisłego, niewadliwego, obradującego w należytych składach orzekających. Ławnicy Sądu Najwyższego mają z kolei prawo domagać się zapewnienia im przez państwo i ustawodawcę klinicznie praworządnych warunków pełnienia ich społecznej misji.
Kierując się powyższym zastrzeżeniem i zapoznawszy z opiniami do procedowanego projektu ustawy, Rada Ławnicza podnosi, że należy odróżnić sytuację osób, które po 2018 r., ukończywszy edukację prawniczą, stanęły do swoich pierwszych konkursów sędziowskich przed niekonstytucyjną Krajową Radą Sądownictwa w sytuacji, w której Państwo Polskie nie zapewniało im właściwej i całkowicie zgodnej z Konstytucją RP procedury, od osób, które na zaawansowanych etapach kariery prawniczej lub dla prestiżu orzeczniczego ponad ich kompetencje, gotowe były gwoli awansu zawodowego lub z innych przyczyn uczestniczyć w procedurze, której nielegalnego charakteru musiały być świadome. Sędziowie z drugiej z wymienionych grup winni bezwzględnie podlegać weryfikacji. Dalsze jeszcze wyróżnienie należy w ślad za orzecznictwem Sądu Najwyższego i Naczelnego Sądu Administracyjnego zastosować wobec osób, które w podobnych warunkach decydowały się zgłosić kandydatury do Sądu Najwyższego, a następnie legitymizowały i aktywnie wspierały antykonstytucyjny przewrót w tej kluczowej instytucji, odbierając jednocześnie obywatelom prawo do niezawisłego sądu i niepodważalnego rozstrzygnięcia ich spraw. Osoby te, często mające długi staż w sądownictwie lub posiadające stopień naukowy w zakresie nauk prawnych, nierzadko także nauczające prawa w polskich uniwersytetach, nie mogą tłumaczyć się nieznajomością czy niezrozumieniem prawa. Trwając dotąd w większości uporczywie przy swojej niekonstytucyjnej i niepraworządnej postawie, nie zasługują one nie tylko na honor dopuszczenia do przyszłej Krajowej Rady Sądownictwa, ale i na dalsze pełnienie funkcji w Sądzie Najwyższym lub przywileje wynikające z niezasadnego uznania, że kiedykolwiek były Sędziami Sądu Najwyższego Rzeczypospolitej Polskiej. Rekomendacje Komisji Weneckiej i Dyrekcji Generalnej ds. Praw Człowieka i Praworządności Rady Europy wydane w formie pilnej wspólnej opinii z dn. 8 maja 2024 r. (pkt. 42-47) należy pogodzić w tym aspekcie z dotychczasowymi orzeczeniami trybunałów międzynarodowych i sądów polskich, z zastosowaniem wskazanego wyżej rozróżnienia i alternatywnych, przewidzianych w opinii przez ww. Komisję, rozwiązań.
Pojawiające się w dyskursie publicystycznym i medialnym porównanie obecnej sytuacji i dyskutowanego problemu do rozwiązań ustrojowych przyjętych w Polsce w latach 1989-1991 Rada Ławnicza uważa za historycznie i prawnie niewłaściwe. Odkreślenie przeszłości grubą linią, jak ujął to w swoim exposé pierwszy niekomunistyczny prezes Rady Ministrów RP Tadeusz Mazowiecki, samo w sobie niewłaściwie dziś rozumiane, proponowano w czasie, gdy Państwo Polskie ewoluowało z okresu niedemokratycznego w demokratyczne państwo prawne. Obecne zmiany dokonują się w obrębie jednego i tego samego w pełni demokratycznego ustroju, podważonego w szerokiej skali, niedemokratycznie, bez konstytucyjnego umocowania i wbrew obowiązującemu prawu. Rozliczenie i ukaranie osób zaangażowanych w zamach na niezawisłe sądy polskie, zarówno we władzy sądowniczej jak i poza nią, jest warunkiem koniecznym trwałego przywrócenia praworządności, która musi być od początku postawiona na trwałych fundamentach.
Uchwała została podjęta jednogłośnie, w obecności ośmiorga członków Rady Ławniczej SN.
Andrzej Kompa – przew. RŁ SN Jarosław Płuciennik – wiceprzew. RŁ SN Joanna Lasko – wiceprzew. RŁ SN Stanisław Adamski Małgorzata Figa-Tomińska Sława Rafalak Monika Szafraniec Przemysław Wiszniewski
Ostatnio w przestrzeni publicznej pojawiły się dyskusje prawne, prawnicze oraz okołoprawne związane z liczbą osób zasiadających w różnych składach sądowych.
Wiem, że to zagadnienie, które może wyglądać na eksperckie, dla wąskich specjalistów, zarezerwowane dla prawników. Jednak przychodzi mi do głowy także bliski mi zawodowo kontekst historii kultury i historii idei. Obejrzałem ostatnio ponownie 12 gniewnych ludzi Sidneya Lumeta. Tam właśnie widać wyraźnie znaczenie liczby ludzi uczestniczących w jakimś procesie — niekoniecznie sądowym — znaczenie niebagatelne dla innych procesów takich jak demokratyzacja, demokracja, działania moralne.
Zanim podejmę ten uniwersalny i zarazem amerykański temat chciałbym wskazać na nasze polskie podwórko.
Ostatnio w Polsce mniej więcej w jednym czasie zapadł wyrok w Sądzie Najwyższym w składzie siedmiu legalnych sędziów Izby Pracy i Ubezpieczeń Społecznych (26 kwietnia 2023 roku) oraz — niemal w tym samym czasie — wysunięto projekt uchwały Sejmu mającej ograniczyć tzw. pełny skład Trybunału Konstytucyjnego. W obu sprawach idzie niby o ten sam problem liczby sędziów, jednak w pierwszej 7-osobowy skład sędziowski wydał wyrok o za małych składach (jednoosobowych), w drugiej propozycji idzie o coś odwrotnego: w intencji pomysłodawcy sędziów w pełnym składzie konstytucyjnie ustanowionego organu o nazwie Trybunał Konstytucyjny jest za dużo. Wyraźnie widać więc zatem, iż tendencją obecnej władzy jest ograniczanie ilości podmiotów w procesach decyzyjnych, a w tym konkretnym przypadku w procesach sądowych.
Można sobie wyobrazić kilka argumentów pozytywnych za zmniejszeniem ilości podmiotów decyzyjnych w jakiś procesach, którymi chce się zarządzać. Po pierwsze, efektywność. W miarę jak liczba podwładnych rośnie, menedżer musi poświęcić więcej czasu na koordynację pracy, rozwiązywanie problemów i zarządzanie konfliktami. W rezultacie menedżer może mieć mniej czasu na strategiczne myślenie i inne kluczowe zadania.Po drugie, jakość komunikacji: Większa liczba zarządzanych może prowadzić do słabszej komunikacji i nieporozumień, ponieważ menedżer musi przekazać informacje większej liczbie osób. W rezultacie może być trudniej utrzymać spójność informacji oraz monitorować, czy wszystkie osoby zrozumiały przekaz.Po trzecie, duża liczba zarządzanych może prowadzić do przeciążenia menedżera, co z kolei może prowadzić do wypalenia zawodowego, zmniejszenia efektywności i problemów z podejmowaniem decyzji.Czwartym argumentem może być poziom zaangażowania: W mniejszych zespołach menedżer może poświęcić więcej czasu na indywidualne rozmowy z podwładnymi, co sprzyja zrozumieniu ich potrzeb, motywacji i problemów. W większych zespołach takie podejście jest trudniejsze do utrzymania, co może prowadzić do spadku zaangażowania pracowników. Po piąte, w zespołach z mniejszą liczbą zarządzanych decyzje mogą być podejmowane szybciej, ponieważ komunikacja jest prostsza, a lider ma lepszy przegląd sytuacji. W większych zespołach podejmowanie decyzji może być opóźnione z powodu złożoności procesu komunikacji i konieczności konsultacji z większą liczbą osób. Po szóste, w mniejszych zespołach menedżer może poświęcić więcej czasu na rozwój zawodowy podwładnych, podczas gdy w większych zespołach może być trudniej znaleźć czas na indywidualne wsparcie. Wszystko to prawda w zespołach, którymi się zarządza bądź którymi chce się kierować. No ale przecież sądy są niezawisłe i niezależne od polityków. Przynajmniej takie powinny być według nauk wywodzących się z Monteskiusza. I wedle naszej Konstytucji…
I na tym tle właśnie pojawia się film Sidneya Lumeta 12 gniewnych ludzi (1957), to klasyczny amerykański dramat sądowy. Od ponad półwiecza jest przedmiotem licznych refleksji, analiz, interpretacji. Do dzisiaj ogląda się go świetnie. Na podstawie tego filmu można oczywiście pokazać amerykański system prawny: film przedstawia porywający obraz procesu obrad ławy przysięgłych i stawia ważne pytania dotyczące roli ławy przysięgłych, domniemania niewinności oraz znaczenia uzasadnionych wątpliwości w amerykańskim systemie prawnym. Lumet dotyka tutaj także problemu zasadności kary śmierci. Film ten też świetnie pokazuje dynamikę grupy i złożoną psychologię podejmowania decyzji: „12 gniewnych ludzi” to doskonałe studium dynamiki relacji grupowych, pokazujące, jak indywidualne uprzedzenia i osobiste doświadczenia mogą wpływać na zbiorowy proces podejmowania decyzji. Bada również dynamikę władzy między przysięgłymi i wpływ pojedynczego głosu sprzeciwu na ostateczny werdykt grupy.W filmie występuje 12 różnych postaci, z których każda ma własną, niepowtarzalną osobowość i pochodzenie. Lumet po mistrzowsku rozwija te postacie, używając ich jako archetypów do badania ludzkiej natury, uprzedzeń i walki o obiektywne osądy. Dość istotne jest to, że w amerykańskim systemie prawnym ławnicy muszą osiągnąć jednomyślność i że zamyka się ich w pomieszczeniu i nie wypuszcza aż wydadzą werdykt.
Lumet w tym filmie pokazuje także siłę perswazji i krytycznego myślenia: główny bohater filmu, juror nr 8 (w tej roli Henry Fonda), wykorzystuje logikę, rozum i empatię, aby stopniowo przekonać innych ławników do ponownego rozważenia ich pierwotnego wyroku skazującego. W ten sposób „12 gniewnych ludzi” podkreśla znaczenie krytycznego myślenia, otwartości i skutecznej komunikacji w osiąganiu sprawiedliwego wyniku.
Ławnicy to osoby wywodzące się ze społeczeństwa, to jego emanacja, uczestniczą w procesach sądowych zwykle w roli sędziów wspólnie z zawodowymi sędziami. Choć różne kraje mają różne systemy ławnicze, istnieją pewne argumenty za stosowaniem większej liczby ławników w procesach:
Reprezentatywność: Więcej ławników oznacza większe prawdopodobieństwo, że skład sądu będzie reprezentatywny dla społeczeństwa. Dzięki temu orzekanie będzie uwzględniać różne perspektywy, doświadczenia i wartości obywateli.
Legitymacja społeczna: Duża liczba ławników może wzmacniać zaufanie społeczne do systemu sądownictwa, ponieważ osoby uczestniczące w procesie sądowym mogą widzieć, że wynik sprawy jest oparty na opinii większej liczby swoich rówieśników.
Równowaga władzy: Duża liczba ławników może zapewnić lepszą równowagę władzy między sędziami zawodowymi a obywatelami, zapobiegając potencjalnemu nadużyciu władzy przez zawodowych sędziów.
Zrozumienie społeczne: Ławnicy, jako osoby spoza środowiska prawniczego, mogą wnosić do procesów sądowych „zdroworozsądkowe” podejście, które może pomóc lepiej zrozumieć kontekst społeczny danej sprawy. Większa liczba ławników może wzbogacić to zrozumienie.
Edukacja obywatelska: Uczestnictwo w procesach sądowych jako ławnik daje obywatelom możliwość poznania prawa i funkcjonowania sądownictwa. Większa liczba ławników oznacza, że więcej osób zdobywa takie doświadczenia, co może przyczynić się do wzrostu świadomości obywatelskiej.
Sprawiedliwość proceduralna: Duża liczba ławników może wpłynąć na poczucie sprawiedliwości proceduralnej stron procesu, gdyż sprawy są rozpatrywane przez większą grupę osób, co może ograniczać wpływ osobistych uprzedzeń czy preferencji jednostek.
Nie chcę tych podręcznikowych argumentów stosować, aby sugerować wprowadzenie ławników do TK… Jednak jeśli takie argumenty można zastosować w odniesieniu do ławników (świeckich, niezawodowych sędziów), to tym bardziej są one do zastosowania w odniesieniu do sędziów profesjonalnych wywodzących się z zawodów prawniczych.
Wszystko to oczywiście kosztuje. Mniej ludzi to mniejszy koszt. Ale może jednak warto zainwestować więcej, po to, żeby mieć lepsze prawo, lepsze procedury, lepsze społeczeństwo.
Mam niestety dojmujące uczucie przenikające mnie grozą, że rządzącym obecnie nie zależy na jakości, procedurach i społeczeństwie.
Minister Czarnek działa w imię zasad sprawiedliwości społecznej i walczy z mafią. Tak twierdzi. Odważny, bo przeciwstawia się mafii. I sprawiedliwy. Jednym słowem: nowy superpolicjant, albo jakiś dzielny szeryf. Ale czy to jest właściwa funkcja dla ministra nauki i edukacji? Bycie naczelnym szeryfem?
Ilustracja gangstera z porachunków mafijnych (fot. lic. Depositphotos)
Przeczytałem z uwagą i troską o dzieci i przyszłe pokolenia studentów wywiad z Przemysławem Czarnkiem, dr. hab. nauk prawnych, urzędującego, konstytucyjnego ministra edukacji i nauki. (DGP 2.11.2022) I jestem przerażony. Wywiad najpierw dotyczy kwestii tzw. „lex Czarnek”, teraz wprowadzanego tylnymi drzwiami jako projekt poselski. Dr nauk prawnych nie widzi problemu w tym, że ważna społecznie ustawa będzie procedowana przez posłów z pominięciem między innymi wysłuchania społecznego zainteresowanych środowisk. (zresztą, nie pierwszy raz, bo od 2016 r. jesteśmy przyzwyczajani do tego) Ponadto dr nauk prawnych nazywa jakieś organizacje, które zresztą wprost wymienia nawet z nazwy: mafijnymi. Zapowiada walkę z tą mafia oświatową, jak to nazywa. Nie idą za tymi słowami żadne działania (nic o nich nie wiadomo), z punktu widzenia prawa przewidziane: zgłoszenie do prokuratury popełnienia przestępstwa czy też podejrzenie popełnienia tegoż. Jeśli Przemysław Czarnek jako obywatel wie coś na temat przestępstwa, powinien natychmiast zgłosić się do prokuratury. Tym bardziej jako urzędujący minister. Określenie „mafia” jest bardzo mocne, walczący z mafią we Włoszech tracili swoje życie w latach 70-tych. Noblesse oblige, panie ministrze, jeśli powiedziało się A, trzeba powiedzieć B. Kiedy zgłoszenie w prokuraturze?
Marginalne jest w tym kontekście to, że dr hab. nauk prawnych nie widzi naruszenia parlamentarnych zasad w puszczaniu ciągle swoich pomysłów jako pomysły poselskie.
No i druga sprawa równie bulwersująca, sprawa rozdziału pieniędzy publicznych w postępowaniach konkursowych bez jasnego regulaminu i bez możliwości jakiegokolwiek odwołania się. Olbrzymia większość środków publicznych została przydzielona organizacjom pozarządowym o prowiniencji wprost katolickiej bądź wręcz fundamentalistycznie katolickiej. Dr nauk prawnych nie widzi problemu, gdyż kieruje się sprawiedliwością społeczną, jak sam przyznaje po pytaniu dziennikarzy. I pyta, niby w zgodzie z Konstytucją, cóż jest złego, jeśli jakaś organizacja powołuje się na wartości chrześcijańskie.
Dziennikarki DGW Paulina Nowosielska i Patrycja Otto pytają:
Z programu „Inwestycje w oświacie” (60 mln trafiło już do 58 beneficjentów) zwycięsko wychodzą m.in.: diecezje gliwicka i siedlecka, Towarzystwo Salezjańskie, Stowarzyszenie Świętej Rodziny, Stowarzyszenie „Rodzina Polska”.
Minister odpowiada: I jaki stawiają mi panie zarzut? Ze mamy reprezentację instytucji związanych z Kościołem katolickim. Co w tym złego? Czy jeśli jakaś organizacja, stowarzyszenie czy placówka odwołuje się wprost do wartości chrześcijańskich, miałaby wsparcia finansowego nie dostać? Z tego, co pamiętam, w poprzednich latach ewidentnie faworyzowano w przydziale publicznych środków organizacje reprezentujące poglądy dalece liberalne, lewicowe, i wtedy nikt nie robił z tego zarzutu.
Działa więc pan w duchu sprawiedliwości dziejowej?
Można to tak nazwać.”
Odwołanie do wartości chrześcijańskich nie jest jedynym odwołaniem do aksjologii w konstytucji RP. Równie ważne jest np. równość względem prawa czy prawo do prawdziwego niezawisłego, niezależnego sądu. Sprawiedliwość społeczna jest ideologią zarówno kościoła katolickiego, jak i radykalnych utopijnych ruchów społecznych, między innymi marksizm-leninizm powoływał się kiedyś na sprawiedliwość społeczną w minionych czasach PRL. Bolszewicy też. Co prawda sprawiedliwość społeczna zapisana jest w polskim prawie, co więcej w Konstytucji RP, ale kontekst art. 2 naszej Konstytucji nie pozostawia wątpliwości, że owa sprawiedliwość ma się realizować zgodnie z prawem i demokracją. Krótki ten artykuł 2. brzmi: „Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej”. To wszystko. Tylko tyle i aż tyle. Demokracja i rządy prawa nakazują równe i transparentne traktowanie, a nie odwoływanie się do ideologii swojej organizacji wyznaniowej (w tym konkretnym przypadku, Kościoła Rzymsko-Katolickiego w Polsce).
I jeszcze jedno: jeśli ktoś głosi np. jakieś wartości chrześcijańskie, a jednocześnie domaga się wykluczenia jakichś grup lub jednostek z życia społecznego, to przez samo to nazwanie się zasługuje na poważne traktowanie w konkursie o społeczne pieniądze? A jeśli monarchiści odwołujący się do wartości chrześcijańskich będą postulować obalenie demokracji, to także będą mogli dostać społeczne pieniądze? Wiem, że są w Polsce organizacje parafaszystowskie dostającego od tego rządu finansowanie, ale jeszcze nie w edukacji…
W kontekście wywiadu pana dr hab. nauk prawnych uderza absolutnie marketingowy charakter wypowiedzi jednak w końcu prawnika: nie tylko nie zwraca on uwagi na znaczenie prawne swoich działań, ale wręcz wymusza konteksty semantyczne obce prawu: figura „szeryfa na Dzikim Zachodzie”, czy też „antyestabliszmentowego prokuratora walczącego z mafią”, to nie jest funkcja konstytucyjnego ministra. Minister nie może pleść wszystkiego, co mu ślina na język przyniesie. Podobnie jak nie może tego robić, choć z innym powodów, Prezes NBP. A w kontekście całości wypowiedzi jawi mi się ta sprawiedliwość społeczna jako jakaś wendetta mafijna jednych społeczności na drugich. Czy taka jest sprawiedliwość? Czy raczej nie powinna aby być bezstronna? Z zawiązanymi oczami? Tak jak przedstawia się ją w alegoriach i całkiem poważnych teoriach filozoficznych np. Johna Rawlsa? Ja tutaj widzę jedynie nienawistne, mściwe spojrzenie takiej sprawiedliwości. Dziwi mnie i martwi, że urzędujący minister i dr prawa posługuje się takimi standardami, także moralnymi.

Symbol sprawiedliwości, prawa i porządku, bogini sprawiedliwości od starożytnej Temidy, z zawiązanymi oczami (fot. lic. Depositphotos)
Gollum z Władcy pierścieni (fot. na lic. Depositphotos), swoisty symbol
Opublikowano nowy sondaż Ibris na zlecenie Rzeczpospolitej. Na początku września (już po wybuchu sprawy uchodźców na granicy) IBRiS zapytał, jak Polacy oceniają działania premiera Morawieckiego oraz ministrów jego rządu.
Tabela według badania Ibris z 1-2 września za dziennikiem „Rzeczpospolita” 7 września 2021 r.
Przemysław Czarnek, Minister Edukacji i Nauki jest uważany za najgorszego członka tej ekipy obok takich person jak Jarosław Kaczyński, Zbigniew Ziobro i Jacek Sasin. Jednak źródła w Rzeczpospolitej, z której te badania Ibris pochodzi podają, że na odwołanie tych person nie ma żadnych szans. Raczej odejdą mało rozpoznawalni członkowie tego rządu.
Może czas już zacząć walić w bębny głośniej? Czarnek jest czystym wcielonym złem jako minister edukacji, tak samo jak Ziobro czystym wcielonym złem jako Minister Sprawiedliwości. Obie te persony niszczą przestrzeń publiczną w Polsce. Czy Polacy pragną sprywatyzowanego, partyjnego sądu? Czy Polacy pragną sprywatyzowanej, partyjnej albo kościelnej edukacji w Polsce?
Kilka lat temu, jakoś chyba około 2010 roku, miałem przedziwną dyskusję z bardzo młodym synem znajomych, wykształconym i inteligentnym nastolatkiem, który starał się prezentować skrajnie libertariańskie poglądy: wolność radykalna to np. także likwidacja wymiaru sprawiedliwości, państwo jest kompletnie niepotrzebnym balastem. Na moje pytanie, czy chciałby mieć prywatnym sędziów, odpowiedział: a dlaczego nie?
Otóż „prywatni sędziowie” to jest przeciwieństwo idei sprawiedliwości rozumianej jako dążenie do bezstronnego badania rzeczywistości.
Ta sama idea bezstronności przyświeca także badaniom naukowym i dociekaniom dziennikarskim. Ta idea jest także wiązana z trójpodziałem władz i tzw. systemem wzajemnej kontroli i równoważenia władz. Ta idea bezstronności (która w 100% zapewne jest nierealizowana) jest ideą regulatywną, która sprawiła, że narodziła się przestrzeń publiczna w postaci powszechnej edukacji, powszechnego systemu ochrony zdrowia, czy otwartych publicznych bibliotek i muzeów.
Można krytykować Oświecenie za rozpędzone, węglem i ropą (paliwami kopalnymi) napędzane maszyny i fabryki niszczące środowisko nie tylko naturalne, ale akurat idea przestrzeni publicznej i związane z nią humanizm i humanitaryzm, tudzież tolerancja dla różnorodności to są sprawy niezwykle ważne nawet w dobie post-antropocenu, któremu humanizm daje podstawy. Humanizm mający także podstawy w wartościach ewangelicznych.
Sprywatyzowanie wszystkiego, czy to w postaci libertariańskiej, czy sekciarskiej (partia albo Kościół) jest procesem szkodliwym. Jeśli wielu socjologów podkreśla, że w Polsce bardzo trudno zbudować społeczeństwo, bo brak jest zaufania społecznego, to takie „upartyjnianie” — likwidowanie bezstronności — jest tym bardziej szkodliwe w Polsce.
Jeśli minister Czarnek chce prywatyzować (sekciarzyć) szkolnictwo publiczne w Polsce to jest szkodnikiem takim samym jak minister Ziobro, który upartyjnia prawo w Polsce i niszczy konsens konstytucyjny.
Prywatyzacja przestrzeni publicznej, sekciarstwo i partyjnictwo mają podobne skutki: likwiduje się przestrzeń równości obywateli.
Dlatego Polacy jednoznacznie wskazują: takich szkodników nie chcemy… #czarnekout
PS. Żeby była jasność: nie jestem przeciwnikiem własności prywatnej ani Kościołów. Jedynie gorącym orędownikiem równości obywateli, powszechnej dostępności edukacji i opieki medycznej, Konstytucji RP. Państwo i jego przestrzenie powinny równo traktować wszystkich obywateli.
PS2. Artykuł zmieniony ukazał się 7 września 2021 w Gazecie Wyborczej
Terminy „równość” (Gr. Isotes, Lat. Aequitas, aequalitas, ks. Égalité, Ger. Gleichheit), „równe” i „jednakowo” oznaczają — jak wskazuje encyklopedia filozoficzna Stanforda — relację jakościową. „Równość” oznacza zgodność między grupą różnych przedmiotów, osób, procesów lub okoliczności, które mają te same cechy pod co najmniej jednym względem, ale nie pod każdym względem, tj. W odniesieniu do jednej konkretnej cechy, z różnicami w innych funkcjach. „Równość” należy zatem odróżnić od „tożsamości” – koncepcja ta oznacza, że ten sam obiekt odpowiada sobie we wszystkich jego cechach: obiekt, do którego można się odwoływać za pomocą różnych indywidualnych terminów, nazw własnych lub opisów. Z tego samego powodu należy odróżnić go od „podobieństwa” – pojęcia jedynie przybliżonej korespondencji (Dann 1975, s. 997; Menne 1962, s. 44 i nast .; Westen 1990, s. 39, 120). Tak więc, powiedzmy np. że ludzie są równi, to nie znaczy, że są identyczni. Równość oznacza raczej podobieństwo, a nie „tożsamość”.
W moim wirtualnym studiu dzisiaj 18.06.2020 r.:
Dr hab. Anna Rakowska-Trela, prawniczka, adwokatka, była samorządowiec, doktor habilitowana nauk prawnych, profesor Uniwersytetu Łódzkiego, konstytucjonalistka, badaczka prawa wyborczego.
prof. dr hab. Paweł Łuków – filozof i etyk, profesor nauk humanistycznych, Uniwersytet Warszawski, specjalizuje się w etyce (zwłaszcza Immanuela Kanta), neokantyzmie, bioetyce, filozofii medycyny, redaktor naczelny czasopisma naukowego „Etyka”.
Dr Andrzej Kompa, bizantynista, starożytnik, genealog. Prodziekan Wydziału Filozoficzno-Historycznego UŁ ds. jakości kształcenia w kadencji 2016-2020. Prywatnie także aktywista ruchów emancypacyjnych.
To jest symboliczny obrazek elitarnej postawy tzw. neoliberalizmu (zdjęcie na licencji Depositphotos)
To jest krótkie omówienie idei niemieckiej strategii doskonałości i polskich tzw. „uniwersytetów badawczych”.
„Nie mamy Harvarda, nie mamy budżetu Harvarda, i co nam Pan … zrobisz?”
Prof. Michael Hartmann mocno krytykuje niedawne zmiany w
systemie wyższej edukacji w Niemczech i przyjęcie, bardzo podobnego do
polskiego, „systemu doskonałości naukowej”, w którym wybrane
uniwersytety będą dostawać większe sumy z publicznej kasy na rozwój badań
naukowych, żeby mogły gonić elitę uczelni światowych, takich jak Harvard czy
Cambridge. Po niemiecku upragniony tytuł brzmi „Exzellenzuniversität“. Po polsku
„uczelnia badawcza”.
Według danych Johannesa Göbela (Göbel, Johannes. „Najbardziej
renomowane uniwersytety”. deutschland.de, 30 wrzesień 2019, https://www.deutschland.de/pl/topic/wiedza/oto-niemieckie-uniwersytety-doskonalosci.)
„uniwersytety doskonałości istnieją zarówno w milionowych niemieckich
metropoliach, jak też w mniejszych miastach studenckich. Związek Uniwersytetów
Berlińskich łączy Wolny Uniwersytet, Uniwersytet Humboldta, Uniwersytet
Techniczny i Szpital Uniwersytecki Charité, tworząc sieć doskonałości. Ponadto
istnieją następujące uniwersytety doskonałości: RWTH Aachen, Uniwersytet w
Bonn, Uniwersytet Techniczny w Dreźnie, Uniwersytet w Hamburgu, Uniwersytet w
Heidelbergu, Instytut technologii w Karlsruhe (KIT), Uniwersytet w Konstancji,
Uniwersytet Ludwika i Maxksymiliana
(LMU) w Monachium i Politechnika w Monachium oraz Uniwersytet w Tybindze.”
Niemiecka tzw. strategia doskonałości istnieje oficjalnie od 2016 r. Czy Polska poszła w ślady Niemiec?
NIemcy ca 1998: znaczek drukowany w Niemczech pokazuje Max Planck Society for Advancement of Science. Zdjęcie na licencji Depositphotos
Niemiecki socjolog Michael Hartman znany jest w Niemczech z krytyki systemów opartych na dogmatycznym neoliberalizmie, uderza w te systemy za tworzenie nieosiągalnych elit. Co więcej, argumentuje on, że takie kreowanie nierówności, pogłębianie ich, to główna przyczyna wzrostu populizmu na świecie. Przestrzega przed tym. O jego postawie i krytyce pisze David Matthews w THE 11 listopada 2019 r. w artykule „German excellence strategy ‘risks creating closed social elite’”. (Matthews, David. „German Excellence Strategy ‘Risks Creating Closed Social Elite’”. Times Higher Education (THE), 11 listopad 2019). Niemcy do tej pory były znane w zakresie wyższej edukacji z egalitaryzmu. Sam pamiętam, jak rozczytywałem się w analizach wykazujących, że okrzepłe uniwersytety tradycyjne, te najlepsze jak Heidelberg, wcale nie najlepiej wypadały w różnego typu parametryzacjach, że największą energię pokazują mniejsze i mniej elitarne ośrodki z dużymi pokładami ambicji. Co więcej kryteria doboru nie do końca są kompatybilne z różnymi innymi podejściami parametryzacyjnymi: w U-Multiranku przygotowanym na zlecenie Komisji Europejskiej nie tylko te Doskonałe są dobrze ocenianie, a liczyło się tam nauczanie i uczenie się, badania naukowe, transfer wiedzy, orientacja międzynarodowa i zaangażowanie regionalne — według tych kryteriów pięć niemieckich uczelni osiągnęło najlepsze wyniki, spośród tych, które nie zostały wybrane jako „uniwersytety doskonałości”.
„Reformy” w Niemczech, które kopiuje u nas Minister Gowin, zapatrzone — paradoksalnie, bo te systemy nie są kompatybilne — w systemy amerykańskie i francuskie, w których nieliczne, elitarne instytucje naukowe funkcjonują jako główna baza kadr zarządzających w tych krajach (pierwsza liga w USA oraz centralna kuźnia kadr we Francji). Wszystkie niemieckie uniwersytety są do tej pory w pewnym sensie elitarne. System federalny — system oparty na ideach decentralizacji władzy i lokalnej samorządności — spowodował równomierne rozłożenie dofinansowania do uczelni w Niemczech. W lipcu tego roku 10 instytucji i jedno konsorcjum uzyskało status „doskonałości” i powiększą swoje budżety o prawie 150 milionów Euro ekstra (każdy doskonały uniwersytet jest wart 15 mln Euro więcej każdego roku!). W oczach studentów, absolwentów i potencjalnych studentów te instytucje już zyskały wymiar elitarności.
Profesor Hartmann wskazuje, że w Stanach Zjednoczonych absurdalne sumy za uczenie się w elitarnych uczelniach powodują praktyczne ich zamknięcie dla społeczeństwa. Nie ma „równych szans” w Stanach Zjednoczonych, jest to amerykański mit. A na dodatek budżet Harvarda nie jest w żaden sposób porównywalny do żadnego, najbardziej elitarnego uniwersytetu niemieckiego. (jego majątek w 2015 r. to 37,6 mld dolarów, to jest prawie 146 mld złotych, zaś roczny budżet najbogatszego Uniwersytetu Warszawskiego to 1,5 mld zł)
W Japonii i Francji dysproporcje nie są aż tak uderzające, jednak wszędzie elitarność jest krytykowana ze wszech stron. To jest zło powodujące destabilizację na świecie. Czy nie powinniśmy jako społeczeństwa uczyć się na lekcji „żółtych kamizelek”?
Pojęcie nierówności społecznych i symbol uprzywilejowania lepiej sytuowanych finansowo Zdjęcie wg Depositphotos (licencja)
Idąc w ślady Niemców, jeśli idzie o wprowadzania tzw. reformy Gowina, bo taki ma sens konkurs na tzw. uczelnie badawcze, czy nie ryzykujemy pogłębienia się różnic między Polską A, Polską B, Polską C? Czy studenci z biednych rodzin będą mogli dostać wysokiej jakości edukację? Sama nazwa „uczelnie badawcze” jest absurdalna z punktu widzenia jakości kształcenia, nie ma dobrej edukacji bez prowadzenia badań, podział na pracowników badawczych i edukacyjnych jest zerwaniem z oświeceniowym ideałem uniwersytetu Humboldtowskiego. Czy możliwy będzie za kilka lat awans społeczny w Polsce? Reforma Gowina nie zrobiła nic, aby wprowadzić mobilność naukową wewnątrz Polski i wydaje się na świetnej drodze, wręcz na autostradzie do piekła, do zabetonowania elit w Polsce, awans społeczny młodych będzie bardzo utrudniony, jeśli ktoś nie będzie miał szczęścia i urodzi się poza finansową elitą. Smutne… W tym nadchodzących latach wedle Ministra Gowina „jeszcze bardziej nie da się dać więcej, niż można było dać w ubiegłej kadencji” (choć wtedy także nie zwiększono finansowania wyższego szkolnictwa, cytuję z pamięci). Ten neoliberalizm nie ma nic wspólnego z humanistycznymi w genezie zasadami sprawiedliwości Johna Rawlsa. To prawo na pewno nie stoi po stronie sprawiedliwości.
„Nie mamy Harvarda, nie mamy budżetu Harvarda, i co nam
… zrobisz?”
[ten wpis jest fragmentem materiałów edukacyjnych na kursie dla studentów Wydziału Filologicznego (kulturoznawstwo) na Uniwersytecie Łódzkim pt. Protest songi — krótka historia (0100-KMB014)]
We shall overcome, We shall overcome, We shall overcome, some day.
Oh, deep in my heart,
I do believe
We shall overcome, some day.
We’ll walk hand in hand,
We’ll walk hand in hand,
We’ll walk hand in hand, some day.
Oh, deep in my heart,
I do believe
We shall overcome, some day.
We shall live in peace,
We shall live in peace,
We shall live in peace, some day.
Oh, deep in my heart,
I do believe
We shall overcome, some day.
We are not afraid,
We are not afraid,
We are not afraid, TODAY
Oh, deep in my heart,
I do believe
We shall overcome, some day.
The whole wide world around
The whole wide world around
The whole wide world around some day
Oh, deep in my heart,
I do believe
We shall overcome, some day.
Do historii przeszło cytowania, parafrazowanie tej piosenki przez Martina Luthera Kinga, na kilka dni przed morderczym zamachem na jego życie 31 marca 1968 roku w Katedrze Narodowej w Washingtonie. Zapis obecny w archiwach jest różny od tekstu, który można usłyszeć na rejestracji tej mowy.
Pokonamy przeciwności, bo łuk wszechświata moralności jest długi, ale zakrzywia się ku sprawiedliwości.
Pokonamy przeciwności, bo Carlyle ma rację – „Żadne kłamstwo nie może żyć wiecznie”.
Pokonamy przeciwności, ponieważ William Cullen Bryant ma rację – „Prawda, przygnieciona do ziemi, powstanie ponownie”.
Pokonamy przeciwności, bo James Russell Lowell ma rację – jak dziś śpiewaliśmy wcześniej,
Prawda na zawsze na rusztowaniu,
Jeśli na tronie, to zawsze źle.
Jednak to rusztowanie kołysze przyszłość.
A za ciemną nieznaną stoi Bóg,
W cieniu, czuwając nad swoimi.
Dzięki tej wierze będziemy w stanie wyrzeźbić z góry rozpaczy kamień nadziei. Dzięki tej wierze będziemy w stanie przekształcić zgrzytające swary w naszym narodzie w piękną symfonię braterstwa.
Dzięki Bogu za Jana, który przed wiekami na samotnej, ciemnej wyspie Patmos ujrzał wizję nowego Jeruzalem zstępującego z nieba od Boga, który usłyszał głos mówiący: „Oto czynię wszystko nowe; poprzednie rzeczy przeminęły.
Boże daj nam, że będziemy uczestnikami tej nowości i tego wspaniałego rozwoju. Jeśli tylko to zrobimy, wprowadzimy nowy dzień sprawiedliwości, braterstwa i pokoju. I tego dnia gwiazdy poranne zaśpiewają razem, a synowie Boży będą krzyczeć z radości. Niech cię Bóg błogosławi.”
Jak już wspominałem, zapis realny tego co powiedział różni się od przygotowanej mowy, bo Martin Luther King improwizował, dawał się unosić mowie:
Głęboko w moim sercu wierzę, że pokonamy przeciwności.
Teraz często łączę ręce ze studentami, z którymi śpiewamy tę pieść, jak i z tymi za kratami. Pokonamy przeciwności!
Czasami mieliśmy łzy w oczach, kiedy zjednoczyliśmy się, aby zaśpiewać, ale pomimo nich śpiewaliśmy! Pokonamy przeciwności. Panie, zanim wygramy, niektórzy będą musieli jeszcze zostać wtrąceni do więzienia, ale pokonamy przeciwności. Nie martw się o nas, zanim zwycięstwo zostanie wygrane, niektórzy z nas stracą pracę, ale damy sobie radę (pokonamy przeciwności). Przed zwycięstwem nawet niektórzy będą musieli stawić czoła fizycznej śmierci. Ale jeśli śmierć fizyczna jest ceną, którą niektórzy muszą zapłacić, aby uwolnić swoje dzieci od trwałej śmierci psychicznej, nic nie będzie bardziej oswobadzające. Pokonamy przeciwności. Zanim zwycięstwo zostanie wygrane, niektórzy będą źle zrozumiani i nazywani złymi słowami oraz odrzuceni jako buntownicy i agitatorzy. Ale pokonamy przeciwności. I powiem ci dlaczego. Pokonamy, ponieważ łuk wszechświata moralnego jest długi, ale zmierza ku sprawiedliwości. Pokonamy, bo Carlyle ma rację: Żadne kłamstwo nie może żyć wiecznie. Pokonamy, bo William Collin Bryant ma rację: Prawda przygnieciona ku ziemi ponownie powstanie. Pokonamy, bo James Russel Lowell ma rację: Prawda na zawsze na szafocie, na zawsze na tronie. Jednak to rusztowanie kołysze przyszłość. A za półmrokiem nieznanego stoi Bóg w cieniu, czuwając swoimi. Pokonamy, bo Biblia ma rację: Zbierzesz to, co zasiejesz”. Pokonamy przeciwności. Głęboko w moim sercu wierzę w to! Pokonamy przeciwności.
I z tą wiarą wyjdziemy i odsuniemy rady rozpaczy oraz wprowadzimy nowe światło do ciemnych komnat pesymizmu.Będziemy w stanie wznieść się ze zmęczenia rozpaczy do wzlotów nadziei. A to będzie wspaniała Ameryka! Będziemy tego aktywną częścią, aby tak się stało. I tak, kiedy zostawiam wam ten wieczór, mówię: Chodźcie razem dzieci! Nie ustawajcie!”
KOSTRZYN NAD ODRA, POLAND – AUGUST 2, 2013: 19th Przystanek Woodstock (Woodstock Festival), biggest summer open air ticket free rock music festival in Europe, vintage style.
Historia tej pieśni jest niezwykle złożona, warto zapoznać się z nią tutaj.