Tag: wybory prezydenckie 2020

  • Tylko świnie siedzą w kinie

    Tylko świnie siedzą w kinie

    Filologiczny Obserwator Wyborczy

    Ilustracja dwóch miłych świnek w kinie (lic. Depositphotos)

    Artykuł o tytule „Tylko świnie siedzą w kinie” ukazał się 5 marca 1942 roku w „Biuletynie Informacyjnym” – konspiracyjnym piśmie będącym do stycznia 1945 roku centralnym organem prasowym Armii Krajowej. To powiedzenie oraz znak „Polski Walczącej” malowany na murach stały się częścią polskiej historii. Historii II wojny światowej na nieludzkiej ziemi.

    Leksykon polskich powiedzeń historycznych, autorstwa Macieja Wilamowskiego, Konrada Wnęka i Lidii A. Zyblikiewicz (Wydawnictwo Znak, Kraków 1998), podaje, że autorem tego hasła prawdopodobnie był Aleksander Kamiński, redaktor naczelny „Biuletynu Informacyjnego”. Był on także twórcą koncepcji oraz założycielem i komendantem głównym Organizacji Małego Sabotażu „Wawer”.

    Hasło to, podobnie jak inne działania Organizacji, nawoływało Polaków do aktów sabotażu, bądź przynajmniej bojkotu, w stosunku do osób, które uczęszczały do kina, oglądając propagandę nazistowskiej Trzeciej Rzeszy.

    Posiadam dwa bilety na film Agnieszki Holland pt. „Zielona granica”. Jutro idę z żoną na premierę. Czy Prezydent chce przekazać mi jakieś przesłanie? A może dąży do zniechęcenia swoich zwolenników do kinowej kultury? Upadek kultury w państwie PiS jest zatrważający.

    Słowa mają moc. Używanie słów powszechnie odbieranych jako obelżywe w stosunku do pewnych grup społecznych może prowadzić do tragedii. Tak samo jak określenie kogoś mianem „pytona” czy „ryżego”.

    O demonizowaniu i odczłowieczaniu w retoryce wojennej wroga pisał filolog romański i badacz oświecenia, Viktor Klemperer, w dziele Lingua Tertii Imperii.

    PiS, jak się dowiadujemy, planuje wykorzystać panujące zamieszanie, by wymusić emisję swojej 30-sekundowej agitki o „bezpiecznej Polsce” w kinach przed projekcjami filmu Holland, niezwiązanej z oficjalnym finansowaniem kampanii wyborczej.

    Nie zamierzam oceniać filmu, którego nie widziałem. Zasady etyczne nakazują wstrzymanie się od komentowania spraw, które nie są mi dokładnie znane.

    Wiadomo mi jednak, że naziści nazywali Polaków „polskimi świniami”. Echa tego było słychać wśród narodowców, gdy ukazał się komiks „Maus”, w którym Żydzi byli przedstawieni jako myszy, a Polacy jako świnie.

    Panie Prezydencie, po raz kolejny, po kampanii prezydenckiej, sięgnął Pan po argumenty odwołujące się do najgorszych instynktów polskiego społeczeństwa. Wtedy było hasło „nie będą nam w obcych językach mówić, jak mamy żyć”. O tym pisałem tutaj. Dialog z dziełami sztuki może nas uwrażliwiać, otwierać na innych i uczynić bardziej empatycznymi. Podobnie nauka języków to stwarzanie relacji. Jednak trzeba się na nie otworzyć.

    Ps. Ten tekst zmieniony ukazał się w „Tylko świnie siedzą w kinie”. Zatrważający upadek kultury w państwie PiS

  • Mam nadzieję na rym. Joe Biden i literatura

    Mam nadzieję na rym. Joe Biden i literatura

    Jak donosi moja znajoma ze Stanów Zjednoczonych, poetka Ellen Hinsey, MSNBC właśnie zacytowało ulubiony wiersz Bidena „The Cure of Troy” Seamusa Heaneya:

    As reported by my friend from the United States, the poet Ellen Hinsey, MSNBC has just quoted Biden’s favorite poem „The Cure of Troy” by Seamus Heaney:

    Ellen Hinsey i Tomasz Venclova (fot. udostępnione przez poetów)
    By Sean O’Connor – Personal photo taken of the subject: https://www.flickr.com/photos/seanoconnor365/3290653431/, Domena publiczna, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=5990046

    Historia mówi: nie miej nadziei
    Po tej stronie grobu,
    Ale potem, raz w życiu
    Ta upragniona fala przypływu
    Sprawiedliwości może się wznieść
    I zrymują się nadzieja i historia. (wolne tłumaczenie JP)

    Original in English:

    History says, Don’t hope
    On this side of the grave,
    But then, once in a lifetime
    The longed-for tidal wave
    Of justice can rise up
    And hope and history rhyme.

    Mam nadzieję na takie rymy, takie zrymowania.

    I hope for such rhymes, such rhymes.

    Nie wyobrażam sobie Donalda Trumpa cytującego piękne poematy. Czy dlatego, że jest zbyt prostacki? Nie ciągnę tego wątku. Mam nadzieję… na rym…

    I cannot imagine Donald Trump quoting beautiful poems. Is it because he is too crude? I do not pursue this thread. I hope … for rhyme …

    Joe Biden tutaj recytuje poemat… Taki prezydent…

  • Stop bzdurom i świat nauki

    Stop bzdurom i świat nauki

    „Stop bzdurom” i „Świat Nauki…. Po raz pierwszy od 175 lat Scientific American popiera jednego z kandydatów na prezydenta USA. Decyzja bezprecedensowa.

    Zrzut ekranu z wydania internetowego Scientific American, 16.09.2020

    Od dziesięcioleciu już czytuję „Scientific American” oraz jego córkę, magazyn „Mind” w oryginale amerykańskim, głównie ze względu na potrzebę ćwiczeń językowych. W Polsce ten amerykański miesięcznik popularnonaukowy wydawany jest po polsku jako „Świat Nauki”, zresztą wersji językowych na całym świecie jest sporo, nakłady SA idą w miliony. Wielu cenionych, czy nawet sławnych naukowców (np. Albert Einstein) pisywało w nim. Od pewnego czasu zarządza nim ta sama firma, która wydaje prestiżowe Nature. Ukazuje się od 175 lat. Dzisiaj dowiedziałem się, że „Świat Nauki”, czyli „SA” powiedział „Stop bzdurom” i popiera Joe Bidena w wyborach prezydenckich USA na jesieni tego roku. (w magazynie październikowym Scientific American z 15.09.2020 r. pt. „From Fear to Hope” [od strachu do nadziei] w Scientific American 323, 4, 12-13 (październik 2020)

    Naukowcy w laboratorium (lic. Depositphotos)
    UNIVERSAL CITY, CA – MARCH 2006: Donald Trump ze Shrekiem w tle (lic. Depositphotos)

    Decyzja niebywała od prawie dwóch stuleci istnienia pisma. Co się stało? Czyżby upolityczniona redakcja? A może jednak coś innego?

    Ja sam jestem humanistą. Zarzut upolitycznienia humanistyki zdarza się często, bo przecież tematyka humanistyczno-społeczna jest szczególnie doniosła społecznie, zatem także czasami — doniosła politycznie.

    W dzieciństwie jako czytelnik powieści science-fiction, między innymi Stanisława Lema, byłem jednak zawsze otwarty na nowinki z nauk przyrodniczych, nazywanych „twardą nauką”, czy po angielsku po prostu nauką (science). Był nawet moment w 8 klasie podstawówki, w której bibliotekarka z osiedlowej biblioteki powiedziała mi, że przeczytałem już wszystko z półki z działu popularyzatorskiej nauki (głównie książki z tzw. Serii +/- nieskończoność) i dlatego ona mi załatwi możliwość wypożyczania w Bibliotece Pedagogicznej. Od tej pory uzyskałem dostęp do nauczycielskiej biblioteki, czego w domu nie miałem. Wtedy nie było w Polsce także stacji telewizyjnych takich jak Discovery, czy National Geografic.

    Kopia Konstytucji Stanów Zjednoczonych, wytworze kultury Oświecenia

    Do dzisiaj specjalistą w nauk przyrodniczych nie jestem, jednak interesują mnie nowinki i odkrycia tak po prostu, gdyż kultura nauk przyrodniczych wyrasta z tego samego pnia kultury oświecenia, z której wywodzi się np. dyskurs praw człowieka czy równości i tolerancji.

    Dlaczego o tym piszę? Bo redakcja Scientific American od wczoraj bardzo sążniście się tłumaczy z poparcia Joe Bidena. Twierdzą, że nie jest im lekko i czują się zmuszeni. Dlaczego? 

    Bo „dowody i nauka pokazują, że Donald Trump poważnie zaszkodził USA i ich mieszkańcom – ponieważ odrzuca dowody i naukę.”

    Znana jest Trumpowa nieudolna i nieuczciwa polityka względem pandemii COVID-19 (prawie 200 tyś. zgonów z tego powodu w całych USA). Trump znany jest także z ataków na ochronę środowiska, opiekę medyczną oraz naukowców i publiczne agencje naukowe. Jest znanym antymaseczkowcem (co chyba łatwo mu przychodzi jako zwolennikowi maczyzmu w czystej postaci, klasyczny maczo kondomów i maseczek nie zakłada). Przez Trumpowe lekceważenie prostych i bardziej złożonych metod kontroli „Stany musiały ponownie się zamknąć, co wiązało się z ogromnymi kosztami gospodarczymi. Około 31 procent pracowników zostało zwolnionych po raz drugi w następstwie gigantycznej fali” (ponad 30 milionów ludzi). „Na każdym etapie Trump odrzucał niewątpliwą lekcję, że kontrolowanie choroby, a nie jej bagatelizowanie, jest drogą do gospodarczego ponownego otwarcia i ożywienia.”

    Podobnie jak liderzy w niedemokratycznych już państwach, takich jak Polska, „Trump wielokrotnie okłamywał opinię publiczną na temat śmiertelnego zagrożenia chorobą, mówiąc, że nie jest to poważny problem i „to jest jak grypa””, a na pewno wiedział, bo świadczą o tym dokumenty, że jest bardziej śmiertelna i wysoce zaraźliwa.

    Trump jest także antynaukowy, jeśli idzie o finansowanie państwowej służby zdrowia w Stanach, ale także w tym, że zaproponował miliardowe cięcia dla National Institutes of Health, National Science Foundation i Centers for Disease Control and Prevention. Wycofał  USA z członkostwa w Światowej Organizacji Zdrowia (WHO).

    Illustration of the World Health Organization flag (lic. Depositphotos)

    Lista przewin Trumpa jest dłuższa, nie sposób ich wręcz tutaj wszystkich przytoczyć, ale to, że „zastąpił naukowców w radach doradczych agencji przedstawicielami branży.” No i przyłączył się do negacjonistów klimatycznych: twierdzi, że żadna katastrofa klimatyczna nie istnieje i wycofał USA z międzynarodowych porozumień, łagodzących zmiany klimaty.

    Odwrotnie Joe Biden, który poszukuje wiedzy fachowej i przekształcił ją w solidne propozycje polityczne. Wspierać chce swoje działania nauką i ekspertyzami. Redakcja uzasadnienie poparcia Bidena kończy wyrazistym apelem: „Czas wyprowadzić Trumpa i wybrać Bidena, który ma doświadczenie w śledzeniu danych i kierowaniu się nauką.” Innymi słowy, Biden nie wspiera ciemnoty i pragnie zatamować „bzdury”. Można tylko przyklasnąć: „Stop bzdurom!”

    Popieram Scientific American nie dlatego, że jakoś bardzo chciałbym ingerować w tamtejsze wybory, jak chciałby tego pewnie Władimir Putin. Nie! Popieram SA, bo dla mnie także ta kultura tzw. ojców założycieli (founding fathers) USA jest kulturą Oświecenia. I demokracji. I tolerancji…

    Benjamin Franklin, jeden z ojców założycieli USA obecny faktycznie na banknocie 100 dolarowym, też nosiłby maskę, bo był naukowcem (lic. Depositphotos)

    PS. Greta Thunberg, szwedzka aktywistka, cytuje w Twicie SA, nawołując do poparcia Bidena, miko że zazwyczaj stroni od partyjności… 10.10.2020

  • Słucham i wierzyć mi się nie chce, że słucham polskiego inteligenta

    Słucham i wierzyć mi się nie chce, że słucham polskiego inteligenta

    Mam filologiczne ucho, niestety, filologiczny słuch. (Fot. Lic. Depositphotos)

    Mam ucho filologiczne i naprawdę mi przeszkadza, kiedy niby przecież polski inteligent mówi:” Głowom państwa”, „Obywatele wiedzom”. Przeszkadza mi, kiedy „polski demokrata” mówi „standarty”, albo „Chcem być prezydentem polskich spraw”, „Polske uratowało”, a także „Polacy mnie znają i wiedzom”, tudzież „Som polskie sprawy”, „przed pandemiom”. Przecież to jest dr UJ, nie? To nie robotnik i mąż stanu, Lech Wałęsa… o nie…

    Poza wszystkim wolałbym jednak, żeby prezydent był wszystkich Polaków a nie polskich spraw, ale to inna historia… choć też z gatunku językowych uwag…

  • The Cure for stupidity — w obcym języku jest

    The Cure for stupidity — w obcym języku jest

    Fot. Depositphotos.

    Nie jestem politykiem i nie wiem, jak nazwać ten styl uprawiania polityki, ale wiem jedno: potrafię czytać i słuchać, słyszę i czytam ze zrozumieniem.

    Andrzej Duda, ciągle urzędujący prezydent i kandydat na prezydenta w obecnych wyborach powiedział wczoraj w poniedziałek w Końskich na wiecu: „Absolutnie nie jestem zwolennikiem jakichkolwiek szczepień obowiązkowych. Powiem państwu otwarcie – ja osobiście nigdy się nie zaszczepiłem na grypę, bo uważam, że nie. Miałem oczywiście różne szczepienia jako dziecko i później jako dorastający chłopak, ale na grypę się nigdy nie szczepiłem i nie chcę się szczepić, i uważam, że szczepienia na koronawirusa absolutnie nie powinny być obowiązkowe.”

    Lekarz szczepiący dziecko (fot. Depositphotos)

    Gdybym chciał przeanalizować znaczenie tej wypowiedzi na zajęciach z semiotyki tekstu, to powiedziałbym, że pierwsze zdanie „absolutnie nie jestem zwolennikiem jakichkolwiek szczepień obowiązkowych” jest jednoznacznym opowiedzeniem się za dobrowolnością wszystkich szczepień, gdyż jeśli nie jest się zwolennikiem jakichkolwiek obowiązkowych szczepień, to jest się zwolennikiem, aby wszystkie szczepienia były dobrowolne. Taka jest logika na dodatek wzmocniona modulatorem „absolutnie„. Absolutnie, czyli w najwyższym stopniu. Wg Słownika PWN
    absolutny

    1. «zupełny»
    2. «niekwestionowany»
    3. «istniejący obiektywnie»
    4. «oparty na zasadach absolutyzmu lub rządzący według tych zasad»
      Wszystkie trzy pierwsze znaczenia można przywołać w tym prezydenckim przysłówku przymiotnikowym „absolutnie”. „Absolutnie” w zdaniach przeczących po prostu dodatkowo jeszcze wzmacnia wykluczenie przez zaimek nieokreślony „jakichkolwiek”:

    Za PWN: jakikolwiek

    1. «zaimek nieokreślony, komunikujący dowolność lub obojętność wyboru, np. Poszukaj sobie jakiejkolwiek pracy.»
    2. «zaimek nieokreślony, wyrażający negatywną ocenę wartości przedmiotu, np. Zrobiła sweter z jakiejkolwiek wełny i po praniu musiała go wyrzucić.»
    3. «zaimek komunikujący, że cecha danego obiektu lub stanu rzeczy jest nieistotna z punktu widzenia tego, o czym mowa w wypowiedzeniu nadrzędnym, np. Jakiekolwiek masz kłopoty, skorzystaj z pomocy rodziców.»

    Dlatego późniejsze, dzisiejsze (7.07.20) stwierdzenie na Twitterze prezydenckim zawężające tę wypowiedź do szczepienia przeciwko koronawirusowi, szczepienia ewentualnego, którego nie ma i nie wiadomo kiedy będzie, czy kiedykolwiek będzie (specjaliści mówią, że prawdopodobnie lepszym rozwiązaniem dla ludzkości jest lek zmniejszający dolegliwość powikłań u grup szczególnego ryzyka) jest zwyczajną próbą mydlenia oczu grupie bardziej wykształconych, tych, dla których twitter jest naturalnym miejscem komunikacji społecznościowo-politycznej: „STOP MANIPULACJI! Uważam, że ewentualne szczepienie przeciw koronawirusowi nie powinno być obowiązkowe. Tak jak nie są obowiązkowe szczepienia przeciw grypie. Co do innych chorób (polio, gruźlica, szkarlatyna itp.), to zupełnie co innego”.

    Twitter PAD

    Zatem w Końskich można mówić do swojego elektoratu, tego wiedzoodpornego, że jest się zwolennikiem dobrowolności szczepień, ale na Twitterze już nie, tutaj trzeba zapewnić lepiej wykształconych, że się jest także jednak trochę myślącym człowiekiem, a nie szkodnikiem społecznym.

    satyra na manipulację

    To jest podobna postawa do postawy prezydenta w Zwoleniu, nazwałem to retoryką narodowego populizmu, tam właśnie Andrzej Duda mówił do ludzi zgromadzonych 18 stycznia na rynku, że „Nie będą nam w obcych językach narzucali, jaki mamy mieć ustrój”. Pisałem o tym na tym blogu tutaj.

    Jednym słowem, żeby zdobyć jakąś marginalną grupę, czy to wykluczonych edukacyjnie, czy to wiedzoodpornych antyszczepionkowców, można powiedzieć wszystko, a potem udawać głupiego i przeczyć oczywistościom. „Bo nie będą nam mówić, że białe jest białe, a czarne jest czarne.” I to w obcych językach. Przecież te badania tych wszystkich epidemiologów to po angielsku zazwyczaj są pisane, w jakimś Science, Nature i innych tego typu miejscach. Obrzydliwość… „Nie szczepię się na grypę, bo nie…”, taka logika. Dla mnie to zwykła głupota. A ćwierkania na Twitterze to po prostu kłamstwo, obrzydliwe kłamstwo.

    Cure for Stupidity w obcym języku
  • Surrealistyczne realia i realna władza

    Surrealistyczne realia i realna władza

    Surrealistyczne realia i realna władza

    10 lat temu 10 kwietnia Polska przeobraziła się w surrealistyczny kraj. Nagłe uderzenie samolotu o ziemię było jak dzisiejsze uderzenie koronawirusa: niczym czarny łabędź, którego nikt się nie spodziewa, a którego pojawienie się zmienia wszystkie reguły gry. Od tamtego czasu nie możemy wydobyć się surrealistycznych klimatów i surrealistycznej poetyki.

    Fot. Depositphotos. Licencja użytkowania

    W Europie surrealizm rozwijał się świetnie przede wszystkim w dwudziestoleciu międzywojennym. Chociaż jeszcze w czasie drugiej wojny światowej w 1942 r. Andre Breton pisał o surrealizmie jako o czymś aktualnym. W Polsce po drugiej wojnie światowej w czasie PRL-u pomarańczowa alternatywa nawiązywała swoją poetyką teatralną do poetyki surrealizmu. Podobnie „ruch flashmobów” w XXI wieku można byłoby wiedzieć w tym kontekście. Jednak najbardziej uderzająca jest obecność poetyki surrealistycznej w powieściach Jose Saramago, Noblisty z 1998 r., który napisał nie tylko słynne „Miasto ślepców”, ale także następujące po nim „Miasto białych kart”.

    Pewnym ważnym motywem, który przywiódł mnie do tej ostatniej książki, jest metafora zarazy, która rozprzestrzenia się w owym mieście, jest ona używana przez władze miasta, aby opisać rozprzestrzenianie się buntu w tym nienazwanym z imienia mieście. Bardzo znamienne, że recenzja z tej książki Saramago autorstwa innej powieściopisarki Ursuli le Guin nosi tytuł „zaraza (albo plaga) pustych kart do głosowania”.

    Tytuł powieści Saramago to w oryginale Ensaio sobre a Lucidez (czyli esej o klarowności, przejrzystsci), co po angielsku oddane jest po prostu jako Seeing (widzieć…). (2006. translated by Margaret Jull Costa, 352pp, Harvill Secker).

    Przyjmując nagrodę Nobla, Saramago, nazywając siebie „uczniem”, powiedział: „Uczeń pomyślał: „jesteśmy ślepi ” i usiadł, i napisał Ślepotę („Blindness” po angielsku, ale „Miasto ślepców” po polsku, „Esej o ślepocie” po portugalsku „Ensaio sobre a Cegueira”), aby przypomnieć tym, którzy mogą ją przeczytać, że wypaczamy rozum, gdy poniżamy życie, że ludzka godność jest obrażana codziennie przez potężnych naszego świata, że uniwersalne kłamstwo zastąpiło mnogie prawdy, że człowiek przestał szanować siebie, gdy stracił szacunek u swoich bliźnich ”.

    Ślepcy byli o szaleństwie władzy.

    Klarowność jest także o szaleństwie. Historia zaczyna się od tych zwykłych obywateli, którzy jeszcze nie tak dawno odzyskali wzrok i spokojne codzienne życie, robiąc coś, co wydaje się zupełnie niezwiązane z widzeniem lub jego brakiem. Jest dzień głosowania. Surrealistyczna jest atmosfera powieści od samego początku, od kiedy śledzimy zbieranie się obwodowej komisji wyborczej w wielkim deszczu, wręcz oberwaniu chmury, które trwa i trwa. Nikt nie przychodzi głosować, a właściwie, mała garstka, narasta podejrzenie, iż frekwencja będzie rekordowo niska i może trzeba będzie głosowanie powtórzyć.

    W końcu nagle następuje cud: popołudniu przychodzą obywatele jakby razem przebudzeni jakąś falą i głosują, głosują, ustawiają się w kolejkach i głosują. Przedłużyć trzeba godziny głosowania aż do północy, bo takie kolejki do głosowania. Jednak w nocy okazuje się straszliwa prawda: od 83% głosów obywateli w urnach są białe kartki.

    Władza podejrzewając spisek wprowadza najpierw stan wyjątkowy a potem stan wojenny. Specjalni agenci wychodzę do miasta, aby szpiegować i dowiadywać się, kto mógł zorganizować ów spisek.

    Nie chciałbym zdradzać puenty, trzeba jednak wyraźnie zaznaczyć, że miasto ślepców i miasto białych kart to jest dyptyk tworzący jedną całość.

    Surrealistyczne jest też narracja z bardzo przedziwną interpunkcją, właściwie narracja płynie przelewając się przez czytelnika i ma ona moc hipnotyczną. Strumień świadomości. Strumień widzenia.

    Surrealistyczny kraj. Surrealistyczne głosowanie w surrealistycznych warunkach. Tylko władza i jej okrucieństwo są niezwykle realne. 

    Miasto pustych kart, to druga powieść w dyptyku Saramago, tworzy całość z Miastem ślepców. Obie powieści surrealistyczne w poetyce traktują o szaleństwie władzy.
    Fot. Depositphotos, licencja użytkowania.
  • Zaraźliwe wybory

    Zaraźliwe wybory

    Wywiad z dr hab. Anną Rakowską-Trelą, profesor prawa konstytucyjnego na Uniwersytecie Łódzkim, z dnia 7 kwietnia 2020 na temat ostatnich zmianach w prawie wyborczym w Polsce.

  • Wiedzoodporni, pandemia i cynizm

    Wiedzoodporni, pandemia i cynizm

    Wiedzoodporni, pandemia i cynizm

    Pisałem już na tym blogu akademickiem o zjawisku wiedzoodporności, która wywołuje schizofrenię społeczną i głupie zachowania. Ostatnio słynny już z pogardy na nauki i wiedzodporny Donald Trump ogłasza, że już niedługo USA znów staną się otwarte. Wiedzoodporność niestety w Polsce jest także zjawiskiem zauważalnym zwłaszcza dziś.

    Pandemia COVID-19 wyzwala skrajne zjawiska: z jednej strony widać wyraźnie tendencję samoizolacji społecznej, nawet na ulicy czy w lesie ludzie unikają raczej zbiorowisk czy nawet rozmowy z sobą. Z drugiej strony, webinaria online, zdalne uczenie się i portale społecznościowe oraz telefonowanie do siebie – jesteśmy w tej naszej izolacji bardziej ze sobą…

    Z jednej strony, mamy wyraźny wysyp fake-newsów na temat koronawirusa, spiskowych teorii, lekceważenia „paniki”, „histerii”, z drugiej zaś rośnie w cenie popularyzacja wiedzy medycznej, genetycznej i epidemiologicznej, coraz większy głód jakościowego dziennikarstwa, opartego na rzetelnej, eksperckiej wiedzy.

    Czytam na przykład, że w USA fakt powszechnego braku ubezpieczenia społecznego oraz zjawisko nielegalnych imigrantów, może być interpretowane jako potencjalnie szkodliwe dla pożądanych i społecznie korzystnych postaw wobec epidemii. Ludzie nieubezpieczeni wykazują niechęć do samoizolacji i poddawania się testom. Jeśli nie zalegalizuje się imigrantów, to na pewno nie będą oni chcieli poddać się kwarantannie. (Wstępniak odredakcyjny w najnowszym The Economist) To może być wyraźny problem dla już znanego z antynaukowości rządu Trumpa, ale jednocześnie formalnie odpowiedzialnego za walkę z epidemią.

    W Polsce można przypomnieć na przykład: antynaukową kampanię wielu parlamentarzystów, którzy wpuszczali do Sejmu antyszczepionkowców, pseudonaukowe pouczenia marszałka Karczewskiego oraz antynaukową obronę tzw. Wolności głoszenia poglądów w niedawnej inicjatywie ustawodawczej ministra Gowina (inicjatywa we współpracy z Ordo Iuris). Wszystkie te zjawiska pomagają innym wiedzoodpornym w polityce. Niby ogłoszono stan epidemii, wszyscy zmobilizowani, ale jednak pozwala się pracować hipermarketom budowlanym i gromadzić tam licznie „remontowiczom”. Niby wiadomo, że w innych krajach epidemia trwa i trwała kilka miesięcy, i że wszystkie większe zgromadzenia są skrajnie szkodliwe dla całości społeczeństwa, jednak pozwala się na otwarte kościoły i agresywnie prze do wyborów prezydenckich 10 maja. Zgromadzenia są zakazane, zwykłe rodziny Polaków zmuszane są (słusznie) ograniczać liczbę żałobników na pogrzebach, ale uroczystości smoleńskie mają się odbyć? Business as usual? Świat się wali, potrzeba mocnego wsparcia dla milionów przyszłych bezrobotnych i bankrutów, służby zdrowia w zapaści, ale dajemy ludziom sygnał: wybory muszą się odbyć jak planowano. I prezydent Duda ściska kolejną rękę podczas kampanii wyborczej… I dziękuje, i dziękuje za wspaniałą walkę z pandemią…

    The Economist pisze: jednak pandemia także stawia lekarzy, naukowców i ekspertów od polityki ponownie w centrum rządzenia. Najlepiej to widać w Singapurze, gdzie było i jest niespodziewanie mało zachorowań. Politycy i eksperci Działali tam wcześniej przy pomocy efektywnej administracji nauczeni epidemią SARS z 2003 r. Przesłanie ich rząd miał jasne i wierzono mu, bo bazował na opiniach naukowców.

    Czy Jarosław Kaczyński, dr prawa, może być polskim największym epidemiologiem, jak w swoim czasie Stalin, największym językoznawcą? A może pragnie zostać pilotem? Ja też we wczesnym dzieciństwie chciałem być astronomem. Ale dziś jestem już dojrzały…