Tag: Ukraina

  • Król Szwecji we Lwowie. Historia, symbolika i rosyjska propaganda wobec Bernadotte’ów

    Król Szwecji we Lwowie. Historia, symbolika i rosyjska propaganda wobec Bernadotte’ów

    Z cyklu: Obserwatorium Nordyckie. 19.04.26

    17 kwietnia 2026 roku Karol XVI Gustaw, król Szwecji, wylądował we Lwowie. Był pierwszym panującym monarchą na świecie, który odwiedził Ukrainę od czasu rosyjskiej pełnoskalowej inwazji, rozpoczętej w lutym 2022 roku. To zdanie brzmiące jak sucha notka prasowa kryje w sobie coś znacznie głębszego, o czym warto pisać zarówno z perspektywy nordyckiej, jak i z perspektywy toczącej się informacyjnej wojny, retoryki i propagandy.

    Wizyta, która ma wagę historyczną

    Szwedzka minister spraw zagranicznych Maria Malmer Stenergård powiedziała, że król jest „jedynym monarchą, który odwiedził Ukrainę od czasu uzyskania przez ten kraj niepodległości”, i podkreśliła, że jest to „bardzo silny sygnał wsparcia ze strony narodu szwedzkiego, który jestem przekonana, wywarł silne wrażenie na Ukrainie w czasie, gdy kraj ten naprawdę tego potrzebuje, ponieważ widzimy, jak uwaga świata przesuwa się w inne rejony, nie tylko na Bliski Wschód.” (cyt. za Sweden Herald)

    Wizyta niemal 80-letniego (kończy je 30 kwietnia 2026) szwedzkiego monarchy w strefie aktywnego konfliktu zbrojnego stanowi historyczne naruszenie tradycyjnych protokołów królewskich — monarchowie konstytucyjni zazwyczaj unikają odwiedzania aktywnych stref wojennych. Można oczywiście przypomnieć za the Odessa Journal, że król Szwecji odwiedził Ukrainę po raz ostatni w 2008 roku — zatem przerwa wynosi osiemnaście lat, a wizyta w czasie wojny nadaje jej wymiar bez precedensu w całej nowożytnej historii stosunków szwedzko-ukraińskich.

    Program wizyty był przemyślany i nasycony symboliką. Król spotkał się z Zełenskim podczas ceremonii upamiętniającej poległych, składając wieniec na cmentarzu wojskowym we Lwowie. Był wyraźnie wzruszony wizytą — wieniec złożył przy grobie wybranym przez siebie osobiście. W Pałacu Potockich, przed rozmową z prezydentem, Karol XVI Gustaw powiedział krótko: „Macie nasze pełne wsparcie. W Szwecji z całego serca wspieramy dzielny naród Ukrainy, jej żołnierzy i weteranów.” Monarchy nie zobaczymy w takich chwilach często.

    Król określił Zełenskiego mianem „wielkiego przywódcy” kraju „bardzo ważnego” dla Europy, wyrażając, że mu bardzo imponuje. Zełenski odwzajemnił się, przypominając, że Szwecja należy do pięciu największych darczyńców wspierających siły zbrojne i ludność Ukrainy. Nie są to słowa na wyrost: w lutym Szwecja ogłosiła pakiet pomocy wojskowej o wartości blisko 12,9 miliarda koron (około 1,42 miliarda dolarów), jeden z największych w historii szwedzkiego wsparcia dla Ukrainy. (cyt. za The Kyiv Independent)

    Propaganda i paradoks szacunku

    Niemal natychmiast po publikacji pierwszych zdjęć ze spotkania rosyjska machina propagandowa przeszła do ataku — a sam sposób ataku jest godny analizy.

    RT opublikował na platformie X wpis o treści: „Zelensky handshake REFUSED by GLARING King of Sweden ‚Would PALM King’s Watch’” — krzyczącym tytułem sugerując, że król Szwecji ostentacyjnie odmówił podania ręki Zełenskiemu, patrząc na niego z pogardą, a żart o zegarku miał sugerować, że monarcha obawiał się kradzieży. Rosyjskojęzyczne media ironizowały, że „najbardziej niezadowolone, wręcz zniesmaczone spojrzenie króla na Zełenskiego rozśmieszyło użytkowników mediów społecznościowych.” Prorosyjski portal EADaily opublikował nagłówek: „Król Szwecji wyzywająco odmówił podania ręki Zełenskiemu we Lwowie.”

    Zdjęcie z oficjalnego profilu Prezydenta Żełeńskiego (https://www.president.gov.ua/en/news/u-lvovi-prezident-ukrayini-j-korol-shveciyi-vshanuvali-pamya-103941)

    To typowy zabieg dezinformacyjny: wybierz ułamek sekundy z nagrania wideo, zmontuj go z sensacyjnym komentarzem, a następnie puść w obieg jako „dowód” upokorzenia ukraińskiego prezydenta. Niezależni obserwatorzy od razu pytali publicznie: czy to rzeczywisty gest odmowy, czy raczej propaganda RT?

    Wystarczyło zresztą obejrzeć wieczorne wydanie Rapport w Sveriges Television, żeby zobaczyć, jak wyglądało spotkanie w rzeczywistości. W obszernych relacjach szwedzkiej telewizji publicznej zarejestrowano wielokrotne, serdeczne uściski dłoni między królem a prezydentem Ukrainy — bez żadnego cienia wyczuwalnego w propagandowych klipach „pogardy” czy „odmowy”. Karol XVI Gustaw witał się z Zełenskim z oczywistym ciepłem i zaangażowaniem. Rapport— jedno z najbardziej wiarygodnych i oglądanych wieczornych programów informacyjnych w Europie Północnej — nie zostawia tu żadnych wątpliwości. Rosyjski montaż był dokładnie tym, czym jest zawsze: wyrwaniem z kontekstu jednego ułamka sekundy, który w całości nagrania nie istnieje jako żaden gest odmowy.

    Ale jest w tym coś, co uderza głębiej niż sam fałsz. Rosyjska propaganda, sięgając po wizerunek Karola XVI Gustawa jako narzędzie storytellingowe, bezwiednie ujawnia coś, czego wolałaby nie ujawniać: głęboki respekt wobec instytucji szwedzkiej monarchii. Gdyby wizyta była bez znaczenia, gdyby Bernadotte’owie byli dla Kremla obojętni — nikt nie trudziłby się montować fejkowych dowodów na ich „pogardę” dla Kijowa. Tymczasem rosyjscy propagandyści poświęcili czas i zasoby, żeby przy użyciu wizerunku króla Szwecji próbować zaszkodzić ukraińskiej narracji.

    To osobliwy hołd. Moskwa doskonale rozumie, ile waży symbol monarchy — zwłaszcza monarchy europejskiego państwa o wielowiekowej tradycji, które dopiero co dołączyło do NATO, i którego przodkowie kształtowali mapę Europy w stuleciach, gdy Rosja mierzyła się ze Szwecją i Polską o hegemonię nad Bałtykiem. Dynastia Bernadotte, rządząca Szwecją od czasów napoleońskich, jest dla rosyjskiej wyobraźni geopolitycznej czymś więcej niż tylko protokolarną dekoracją. Stąd właśnie desperacka i uporczywa próba jej kompromitacji.

    Na koniec — Lwów i Łyczaków

    Warto odnotować, gdzie dokładnie odbyła się wizyta. Karol XVI Gustaw odwiedził szkoły i szpitale we Lwowie, by osobiście wysłuchać opowieści ludzi o wojennej codzienności. Cmentarz Łyczakowski — gdzie od kwietnia 2022 roku chowani są ukraińscy obrońcy — to miejsce o szczególnym ciężarze: polskie, ukraińskie, habsburskie, sowieckie warstwy historii złożone jedna na drugiej w ziemi Galicji. Złożenie tam kwiatów przez szwedzkiego króla ma wymowę, która wykracza daleko poza dyplomatyczny protokół.

    Lwowianka Olga, która dostrzegła monarchę w starym centrum miasta, powiedziała: „Cieszę się, że król nas odwiedza w tak trudnym czasie, że nie przestraszyły go wszystkie groźby.” Tego zdania żadna propaganda nie jest w stanie zmontować inaczej.

    Jarosław Płuciennik / Obserwatorium Nordyckie

  • Finlandia 1944 – Ukraina 2025?

    Finlandia 1944 – Ukraina 2025?

    Z cyklu: Obserwatorium nordyckie

    W Dagens Nyheter Anna-Lena Laurén przypomina dzisiaj dramatyczne okoliczności zawarcia przez Finlandię rozejmu z ZSRR w 1944 roku i zestawia je z obecną sytuacją Ukrainy.

    Po „wojnie kontynuacyjnej” Finlandia znalazła się w sytuacji bez wyjścia: musiała zerwać sojusz z Niemcami, oddać 12% swojego terytorium (w tym Karelię i Wyborg), zapłacić gigantyczne reparacje, przyjąć setki tysięcy uchodźców i żyć pod kontrolą sowieckiej komisji w Helsinkach. Był to – jak pisał ówczesny ambasador Gripenberg – „drakoński wyrok”, który wielu uznawało za polityczne samobójstwo. A jednak Finlandia przetrwała, umiejętnie lawirując między Moskwą a Zachodem, aż stopniowo zakotwiczyła się w świecie demokracji i dobrobytu, a dziś jest członkiem UE i NATO.

    Prezydent Finlandii Alexander Stubb, którego ojciec jako dziecko musiał opuścić rodzinny dom w Karelii, używa tej historii jako punktu odniesienia: „W 1944 roku znaleźliśmy rozwiązanie. Jestem pewien, że w 2025 roku Ukraina również znajdzie drogę do sprawiedliwego pokoju”.

    Różnica jest jednak zasadnicza: Finlandia była wtedy osamotniona, podczas gdy Ukraina ma za sobą niemal całą Europę i USA. Laurén przypomina, że w 1944 roku nawet Szwecja – najbliższy sąsiad – apelowała do Finów o kapitulację i powściągliwość, a Churchill wprost stwierdzał, że warunki muszą odpowiadać Stalinowi.

    Ale ta historia ma dla mnie także osobisty i kulturowy wymiar. Kiedy Tove Jansson w latach 50. pracowała nad malowidłem ołtarzowym w kościele w Teuvie, w tej miejscowości mieszkali uchodźcy z Karelii. Przywieźli ze sobą dzwon z opuszczonego kościoła w swojej ojczyźnie — symbol ciągłości mimo wygnania. Zapomina się dziś, że para Muminków idących przez ciemny las na okładce pierwszej książki Jansson z 1945 roku mogła Finom przypominać właśnie o uchodźcach z Karelii, o doświadczeniu utraty domu i konieczności zaczynania od nowa.

    Artykuł Laurén kończy się przesłaniem: droga do pokoju będzie bolesna, ale nawet w sytuacji pozornie beznadziejnej możliwe jest przetrwanie i odbudowa. To nadzieja, którą Finlandia – i jej literatura – mogą podarować dziś Ukrainie.

  • 85-lecie końca fińskiej „zimowej wojny”: Muminki w kontekście historycznym

    85-lecie końca fińskiej „zimowej wojny”: Muminki w kontekście historycznym

    Muminki i 13 marca?
    Jaki jest związek?
    Muminek z medalem…

    Video tutaj:

    Z cyklu: Obserwatorium nordyckie

    Filmik i podcast na Spotify

    Okopy na linii Mannerhaima (lic. Depositphotos)

    Zakończenie wojny zimowej

    Zimowa wojna (fiń. Talvisota) zakończyła się 85 lat temu, 13 marca 1940 roku podpisaniem traktatu moskiewskiego, kończącego konflikt między Związkiem Radzieckim a Finlandią, który trwał od 30 listopada 1939 roku. W wyniku porozumienia Finlandia została zmuszona do oddania ZSRR około 11% swojego terytorium, w tym większej części Karelii wraz z miastem Viipuri (Wyborg), obszaru wokół jeziora Ładoga oraz części Półwyspu Kalastajansaarento nad Morzem Barentsa. Pomimo utraty tych ziem Finlandia zachowała niepodległość, co było jej strategicznym sukcesem wobec przytłaczającej przewagi militarnej ZSRR. Wojna pochłonęła około 25 tys. fińskich żołnierzy, a kolejne 43 tys. odniosło rany, natomiast po stronie radzieckiej straty były znacznie wyższe – oficjalnie podawano 126 tys. zabitych, choć rzeczywista liczba mogła być większa. W wyniku agresji na Finlandię ZSRR został wyrzucony z Ligi Narodów (14 grudnia 1939 roku), a Finlandia zyskała międzynarodowy szacunek za skuteczny opór wobec znacznie silniejszego przeciwnika. Mimo że formalnie kraj zachował neutralność, już w 1941 roku dołączył do wojny po stronie Niemiec przeciwko ZSRR, rozpoczynając wojnę kontynuacyjną (1941–1944). Zimowa wojna stała się symbolem fińskiego hartu ducha i umiejętności obronnych, a postać marszałka Carla Gustafa Mannerheima do dziś pozostaje ikoną narodowej jedności i oporu.

    Tove Jansson i wojenne inspiracje Muminków

    A zatem jaki jest związek z Muminkami?

    Tove Jansson, autorka opowieści o Muminkach mocno przeżywała osobiście zarówno wojnę zimową, jak i wojnę kontynuacyjną. Jej ojciec i jeden z braci walczyli w tych wojnach. Helsinki były bombardowane. Ale przede wszystkim, uchodźcy z Karelii pojawiali się w całej Finlandii. Dla moich fińskich przyjaciół okładka pierwszej opowieści o Muminkach: Małe trolle i wielka powódź z 1945 r. przywodzi na myśl właśnie tych uchodźców: małe postaci zagubione w wielkim lesie… O genezie wojennej Muminków, o ich pocieszającej funkcji dla samej autorki pisze ona sama we wstępie o polskiego wydania książeczki.

    Medal Muminka – ślad wojennych przeżyć?

    Jest jednak jeszcze przynajmniej jeden ślad wojennych przeżyć w drugiej w kolejności opowieści: Komecie w Dolinie Muminków.

    „–Mamusiu — odezwała się jakaś drobinką leśna, pokazując na Muminka. — Tam stoi generał.” Cała rodzina podeszła, żeby podziwiać jego medal.” (122)

    Istnieją interpretacje jednoznacznie wskazujące, że ten medal na piersi Muminka jest odpryskiem kultu generała Mannerheima. Zimowa wojna stała się symbolem fińskiego hartu ducha i umiejętności obronnych, a postać marszałka Carla Gustafa Mannerheima do dziś pozostaje w Finlandii symbolem narodowej jedności i oporu.

    Oczywiście, w baśni o małych trollach ten medal to znaleziony gdzieś w zakamarkach sklepu medal zrobiony z gwiazdy na choinkę. Ale Muminek dostał ten medal od Migotki za dzielność uwolnienia jej z macek trującego krzaka, który zamienia się magicznie jakby w ośmiornicę.

    Muminek kontra Angostura – metafora wojny?

    „Kawałek dalej spotkał Migotka, który, blady ze strachu, krzyczał:

    • Jakiś okropny krzak zjada moją siostrę!

    I wcale się nie mylił.

    Trujący krzak z niebezpiecznego gatunku zwanego Angostura złapał Pannę Migotkę za ogon i wolno ciągnął ją ku sobie, omotując gałęziami podobnymi do macek. A ona, fioletowa z przerażenia, krzyczała tak okropnie, jak jeszcze nigdy dotąd nie krzyczała żadna Panna Migotka.

    • Idę! Idę! – zawołał Muminek.
    • Weź to ze sobą na wszelki wypadek – powiedział Włóczykij, dając mu swój scyzoryk (z korkociągiem i śrubokrętem). – I postaraj się doprowadzić ten krzak do złości. Angostury bardzo łatwo się obrażają.
    • Jesteś wstrętną ośmiornicą! – krzyknął Muminek.
      Ale Angostura nie zareagowała.
    • Wyglądasz jak stara szczotka! – ubliżał jej dalej Muminek. – Ty podstępny bandyto! Ty ohydna postrzępiona miotło!
      Wtedy Angostura zwróciła na niego wszystkie swe zielone oczy i puściła Pannę Migotkę. A potem wysunęła jedno ze swych licznych, zielonych ramion i zacisnęła je na pyszczku Muminka.
    • Nie daj się! – zawołał Włóczykij.
    • Ty obrzydliwy potworze! – wrzasnął Muminek i – ciach-mach – odciął Angosturze jedno z ramion. Widzowie przyjęli to gorącymi oklaskami.
      Zachęcony Muminek skakał to tu, to tam, machał gniewnie ogonkiem i raz po raz atakował Angosturę, wciąż wymyślając nowe obelgi.
    • Czego ty nie umiesz! – zachwycił się Ryjek. Ile brzydkich słów!
      Walka stawała się coraz bardziej zacięta. Angostura drżała z podniecenia, a Muminek miał pyszczek całkiem czerwony ze złości i wysiłku.
      W końcu widać już było tylko kotłowaninę splątanych ramion, ogonka i nóg.
      Panna Migotka w pewnym momencie chwyciła duży kamień i rzuciła go na trujący krzak. Ale, niestety, zupełnie nie umiała celować i kamień trafił Muminka w brzuch.
      ” O rety! – zawołała. – Zabiłam go!
    • Typowe babskie zachowanie – rzekł Ryjek.
      Lecz Muminek, bardziej żywy niż kiedykolwiek, kontynuował swą triumfalną walkę, aż w końcu z Angostury został tylko pień (z kilkoma najkrótszymi ramionami, które Muminek darował. Wtedy zwycięzca złożył scyzoryk i powiedział.
    • No tak. Załatwione.
    • Ach, Jaki ty Jesteś odważny! – szepnęła Panna Migotka. 95-97

    Oczywiście nie można tutaj jednoznacznie widzieć w Angosturze Rosji Radzieckiej, zaś w Muminku Mannerheima. Poetyka tej opowieści Tove Jansson jest poetyką jakby szczególnego snu na jawie, co rusz przerywanego powrotem do rzeczywistości, jakąś kąśliwą uwagą a to Małej Mi, a to Ryjka, a to Tatusia Muminka. Pełny wielogłos.

    Walka z Angosturą przypomina konflikt, w którym mniejszy, ale zdeterminowany przeciwnik, mierzy się z potężnym i pozornie niepokonanym wrogiem. Ostatecznie Muminek, przy wsparciu przyjaciół, pokonuje Angosturę – czy to alegoria fińskiego hartu ducha?

    Refleksja na 85. rocznicę zakończenia wojny zimowej

    W 85. rocznicę podpisania pokoju po wojnie zimowej i w jubileuszowym 80. roku Muminków warto spojrzeć na twórczość Tove Jansson także przez pryzmat historii Finlandii. Jej baśnie, choć osadzone w fantastycznym świecie, niosą echa wojennych doświadczeń, od utraty domu po bohaterstwo i hart ducha.

    Dziś, wspominając tamte wydarzenia, można powiedzieć, że wśród bohaterów Finlandii znalazł się też Muminek – udekorowany przez Migotkę medalem z choinkowej gwiazdy.

  • Słownik ukrainizmów

    Słownik ukrainizmów

    wystawa w Miejskiej Galerii Sztuki Re:Medium w Łodzi 12.05-24.07.22,

    ul. Piotrkowska 113

    kuratorzy: Adriana Usarek, Michał Piernikowski

    Wystawa w ramach Łódź Design Festival

    Ciekawym i oryginalnym elementem wystawy są dekoracje wykonane przez Bovską, zawierające abstrakcyjne, florystyczne motywy w barwach flagi ukraińskiej, symbolizujące niebo, pokój i wolność (niebieski) oraz zboże, urodzaj i obfitość (żółty), jako że Ukraina zwana jest powszechnie spichlerzem Europy.

    Wśród zilustrowanych pojęć znalazły się te ogólnie znane z tekstów czy współczesnego języka mówionego, jak np. wataha, bohomaz, mereżka, step, ohyda, majdan, chmara, ale są i takie, których znaczenie nie jest już takie oczywiste dla każdego. Kto wie, cóż to takiego bandura, kureń, hopak? Czy powszechna jest wiedza o tym, że szarawary były w dawnych czasach elementem ludowego stroju ukraińskiego i umundurowania wojsk kozackich, albo że koromysło to drewniane nosidło do dźwigania na barkach ciężarów, zwykle wiader z wodą? Powyższe przykłady dowodzą, że zapożyczenia, powstałe w wyniku wielu przemian kulturowych, historycznych i obyczajowych, wzbogacają i ożywiają język, poszerzają jego możliwości jako narzędzia komunikacji, ekspresji i społecznej identyfikacji. Są także oznaką i potwierdzeniem istnienia kontaktów kulturowych ponad granicami krajów i języków. Należy zwrócić uwagę na wyjątkowy charakter tej edycji „Słownika”, który wynika z faktu, iż prezentowane na wystawie prace są dziełem grafików i ilustratorów pochodzących zarówno z Polski, jak i z Ukrainy. Ważne w tym projekcie jest także odwoływanie się artystów zarówno do doświadczania tych emocji, które towarzyszą każdemu człowiekowi w sytuacji zagrożenia, jak i tych, których doznajemy, gdy ogląda się przejawy okrutnej rzeczywistości z oddalenia.

    Jak widać, wiele pojęć ze „Słownika ukrainizmów” ma bogatą treść, w której zawarta jest interesująca historia. Dlatego wystawa adresowana jest do szerokiego grona odbiorców, którzy pragną poszerzyć swoją dotychczasową wiedzę na temat języka, kultury, tradycji i historii Ukrainy. 

     fragmenty tekstu do katalogu Adriana Usarek

  • Elfka, delfin, cyberwywiadowczyni? Magda Szpecht

    Elfka, delfin, cyberwywiadowczyni? Magda Szpecht

    Magda Szpecht przy pracy w kwietniu 2022 r. Fot. Liubov Vorobiuk (zgoda MSz na udostępnienie z oznaczeniem autora)

    Elfka, delfin, cyberwywiadowczyni? Magda Szpecht i rozmowa z nią ponad półgodziny na temat drogi edukacyjnej reżyserki, dziennikarki i cyberwywiadowczyni. Trochę na temat jej ostatniej aktywności, trochę o inspiracjach lekturowych i kulturowych. W ponurym świecie, spotkanie z elfką… Fot. JP z wykorzystaniem zdjęcia autorstwa Liubov Vorobiuk, za zgodą właścicielki.

    Rozmowa w formie podcastu na Spotify:

    Podcast na Spotify powyżej

    Podcast na YouTube poniżej:

    #cyberwywiad #białywywiad #edukacja #dziennikarstwo #dziennikarstwoobywatelskie #reżyserkateatralna #magdaszpecht #ukraina #badaniacyfrowe

  • Ekstrawagancje i reportaże oraz gość z Ukrainy

    Ekstrawagancje i reportaże oraz gość z Ukrainy

    Niezwykle ciekawa zawartość nowego numeru „ZRL. Formy kultury i teorii.” Numer pt. Ekstrawagancje i reportaże. Szczególnie zwraca uwagę gość numeru Mark Sokolyansky, emerytowany profesor Uniwersytetu w Odessie (Odessa i Lubecka). Numer dostępny tutaj

    zapowiedź numeru
  • Uwaga maturzyści 2022 i studenci: prezydent Zelenski to romantyczna postać, ale to nie Mazepa, chociaż…

    Uwaga maturzyści 2022 i studenci: prezydent Zelenski to romantyczna postać, ale to nie Mazepa, chociaż…

    Możesz posłuchać tego artykułu w formie podcastu TUTAJ

    Tutaj może wysłuchać dalszej rozmowy na ten temat z prof. Marcinem Maronem UMCS w Lublinie.

    Możesz też obejrzeć filmik TUTAJ

    Film wideo na kanale YouTube z ilustracją do treści artykułu

    Wszyscy żyją dziś wojna w Ukrainie. Nawet maturzyści są zapewne rozdarci pomiędzy newsami na temat wojny, podwyżek, inflacji a koniecznością przygotowywania się do zdawania egzaminu dojrzałości.

    Zrzut ekranu z Twittera prezydenta Zelenskiego (fot. JP).
    Prezydent Zelensky w wojennych barwach (fot. z Twittera JP)

    Jest jednak postać, która wydaje się niezwykle dobrze wpisywać zarówno w temat wojny w Ukrainie, jak i w egzamin maturalny. Jest to postać prezydenta Ukrainy Wołodymira Zelenskyego.

    Krążą o nim w sieci legendy i memy, świadczące o tym, że prezydent Ukrainy jest postacią niezwykle barwną i niejednoznaczną. Najbardziej jednak uderzające jest, że w jego postaci widać wyraźnie zmieszanie mediów i rzeczywistości.

    W tej chwili występuje bardzo często jednak jako jednoznaczny Bohater, wspaniały przywódca, służący z poświęceniem swoim ludziom.

    Można powiedzieć że prezydent Zelensky ucieleśnia znakomicie ideę świata jako teatru. Maturzyści oczywiście powinni wiedzieć, że najlepszym wzorem, ucieleśnieniem tej idei „świat to teatr” były sztuki teatralne Calderona de la Barca. Nota bene, w Łodzi właśnie można oglądać w Teatrze Nowym bardzo ciekawy i aktualny spektakl na podstawie jego sztuki pt. Wielki teatr świata.

    Jednak pod dużym wpływem autora tej sztuki, hiszpańskiego dramatopisarza Calderona de la Barca pozostawał nasz romantyczny twórca, jeden z trzech wieszczów narodowych, Juliusz Słowacki. Świetnie te wpływy widać w pięcioaktowym dramacie pt. Mazepa, w którym nie wiadomo, czy tragiczne rozwiązania na końcu (trupy się ścielą gęsto) są wynikiem kompletnego przypadku, czy też Opatrzności. Świetny przykład ironii romantycznej.

    Théodore Géricault  (1791–1824) Der Page Mazeppa (ca 1820) domena publiczna, źródło The Yorck Project (2002)  10.000 Meisterwerke der Malerei (DVD-ROM), distributed by DIRECTMEDIA Publishing GmbH.

    Iwan Mazepa (1639–1709) to historyczny przywódca Ukrainy. Słynny w Polsce pamiętnikarz Jan Chryzostom Pasek jest autorem opowieści, która obiegła cały świat kultury: jako młody człowiek Mazepa został złapany na gorącym uczynku erotycznym ze szlachcianką, której mąż ukarał go, przywiązując nagiego do dzikiego konia i wypuszczając na wolność; w końcu dotarł on do Kozaków i został ich dowódcą wojskowym. Lord Byron napisał utwór Mazeppa (1819), poemat poświęcony głównie tej szaleńczej jeździe na koniu. To z kolei inspirowało wielu malarzy romantycznych. Należy tu wymienić Théodore Géricault (1823, obraz obecnie w Metropolitan Muzeum Sztuki), Eugène Delacroix (1824, Fińska Galeria Narodowa), Horace Vernet (1826, Musée Calvet w Awinionie) i Louis Boulanger (1827, Musée des Beaux-Arts de Rouen). Wkrótce po tych obrazach pojawiły się wersje teatralne historii Mazepy.

    Banknoty ukraińskie z podobizną hetmana Mazepy (fot.lic. Depositphotos)

    Mazepa był historycznym hetmanem wojska zaporoskiego, kozackiego w latach 1687–1708. Odegrał ważną rolę w bitwie pod Połtawą (1709), kiedy stanął po stronie szwedzkiego króla Karola XII. Dlatego Puszkin, chcący się przypodobać carowi, napisał „Połtawę”, w której przedstawił Mazepę jako zdrajcę Rosjan. Potem Czajkowski stworzył na podstawie wiersza Puszkina operę Mazepa (1881-1883), z librettem Victora Burenina.

    Jednak w kulturze Zachodu obrazem najbardziej fascynującym ludzi jest to zjednoczenie z dzikim koniem, co z punktu widzenia antropologii kultury może być wiązane przede wszystkim z wyobrażeniami o magicznej, szamańskiej sile. Widać tutaj także idealizację orientu. Porównuje się też ten romantyczny obraz z romantycznym przedstawienie Faetona (w mitologii greckiej syn Heliosa), który zbyt lekkomyślnie jeździł słonecznym rydwanem. Nawet moderniści, tacy jak Bertolt Brecht i Roy Campbell fascynowali się tym obrazem.

    Charakterystyczna jest kreacja Victora Hugo, który napisał wiersz „Mazeppa” w Les Orientales (1829), dedykowany Boulangerowi. Wiersz przedstawia romantyzm równin ukraińskich, ale Mazepa przyrównany jest do poety wygnanego ze świata żywych ze względu na swoje dziwactwa, zakazany poeta jest przywiązany do dzikiego konia swojej inspiracji. Hugo wierzy w końcowy sukces swojego bohatera.

    Jednak najważniejsze dla maturzystów jest to, że Juliusz Słowacki napisał sztukę Mazepa (1840), jedyny dramat, który wystawiono za jego życia, nota bene, w Budapeszcie. W polskim serwisie wideo „Ninateka” dostępna jest ekranizacja tego dramatu w reżyserii legendarnego Gustawa Holoubka z 1969 r. Widowisko powstało rok po słynnej inscenizacja Dziadów Mickiewicza w 1968 r. Charakterystyczne, że w dramacie Słowackiego to, co podniecało wyobraźnię malarzy i muzyków Zachodu Europy: szaleńcza naga jazda na koniu — u Słowackiego i w filmie Holoubka następuje już poza sceną teatru, po zakończeniu sztuki…

    Dla maturzystów tegorocznych na pewno ciekawe jest także i to, że Józef Bohdan Zaleski, polski poeta z tzw. romantycznej szkoły ukraińskiej, jest autorem „Dumki Mazepy”.

    Dużo wątków romantycznych w tej historii, jakże pasujących do bohaterów wojny:

    „Grzmot nie piorun, krew nie woda,
    Kto wojuje, zna co boje;
    Darmo grozi wojewoda,
    Darmo – groźby się nie boję!
    Co to znaczą konie, stepy,
    Stepy, konie dla Mazepy?”

    Dwa zakochane konie (fot. Lic. Depositphotos)

    Zatem podsumowując: prezydent Zelensky jest w dzisiejszych czasach prawdziwym bohaterem całego świata, bo ucieleśnia także dawne, romantyczne motywy, nie tylko wyobrażenie o człowieku z krwi i kości, ale także zmieszanie mediów i życia, życia i teatru. Wiem, że giną ludzie, wiem, że czeka nas trudny czas w mocno zmienionym świecie, wiem, że mamy ponad milion nowych obywateli w Polsce. Staram się jak mogę, zrozumieć te wszystkie nowe wątki. Historia się nie powtarza, ale motywy niektóre wracają w nowych konfiguracjach.

    Ps. Wpis zmieniony ukazał się 10 marca 2022 r. w Gazeta Wyborcza. jako „Ściąga na maturę 2022. Wołodymyr Zełenski to romantyczna postać, ale nie Mazepa, choć…”

    Dla chętnych:

    Maron, M. (2015). „Mazepa” – dramat Juliusza Słowackiego i tragedia filmowa Gustawa Holoubka. Ironia romantyczna w działaniu. Annales Universitatis Mariae Curie-Sklodowska, sectio L – Artes13(1), 69. https://doi.org/10.17951/l.2015.13.1.69

    Pettersson, T. (2022, marzec 9). Vådan av att vara Rysslands lillebror | Torsten Pettersson. Svenska Dagbladethttps://www.svd.se/vadan-av-att-vara-rysslands-lillebror

    Voss, T. (2017). Mazeppa-Maseppa: Migration of a Romantic motif. Tydskrif Vir Letterkunde49(2), 110–135. https://doi.org/10.4314/tvl.v49i2.9

  • Trzy prawdy o Ukrainie plus jedna

    Trzy prawdy o Ukrainie plus jedna

    Obejrzałem wywiad Ann Applebaum z Timothy Snynerem i Yuvalem Harari. To jest 4 minutowa recenzja. Poniżej link do filmiku na YouTube. Jeśli wolisz sam dźwięk, to podcast jest TUTAJ.

    U góry jest zrzut ekranu wywiadu. Wywiad jest tutaj
  • Historia to nie jest jedno pieprzone wydarzenie za drugim

    Historia to nie jest jedno pieprzone wydarzenie za drugim

    złota pszenica i niebieskie niebo (fot. lic. Depositphotos)

    Jeśli chcesz, możesz wysłuchać tego tekstu jako podcast TUTAJ.

    Historia to nie jest jedno pieprzone wydarzenie po drugim. Bardzo chcielibyśmy ogarnąć świat i rozwijającą się historię w jakąś logiczną całość. Stąd silna tendencja w naszych umysłach, żeby wiązać sieci różnych skojarzeń we wszechlogiczne modele i struktury. To pierwsze zdanie otwierające mój tekst („Historia to nie jest…”) stanowi przytoczenie wniosków z jednej z książek konserwatywnego historyka kultury Niala Fergusona. Wydaje mi się, że takie spojrzenie na historię nie jest dla nas już po doświadczeniu koronawirusa od marca 2020 r. żadnym odkryciem. Inny badacz, ale i jednocześnie uchodźca, Nassim Taleb, piszący o fenomenie czarnego łabędzia, i przewidujący 12 lat temu pandemię także upominał, na podstawie swoich własnych uchodźczych doświadczeń z Palestyny, że historia wcale nie rozwija się linearnie, tylko skokowo, także przez katastrofy i kryzysy. Chcielibyśmy mieć linearny wykres chronologii, poukładać w naszych katalogach wydarzenia, ale one się tak nie dają układać. Życie nie chce się zmieścić w katalogi.

    Duch wieje kędy chce…

    Te pół miliona ciał uciekających z Ukrainy zmienia oblicze naszej Ziemi, tej ziemi. Nagle jesteśmy niezwykle otwarci i wręcz troskliwi, choć jeszcze niedawno, budowaliśmy mury i stosowaliśmy barbarzyńskie „push backi”, czyli wypychania.

    Z tamtego czasu pochodzi znaleziony przeze mnie anonimowy tekst:

    chodzimy do lasu
    zbierać ludzi
    zbieramy ich także w parku narodowym nie oburzaj się
    że to zabronione
    czytałem regulamin
    ludzie nie są pod ochroną

    M. 24.12.2021 (cyt. za Zwiastun Ewangelicki 5/2022)

    Dzisiaj Polacy zdają pięknie egzamin z dojrzałości. Jesteśmy solidarni i troskliwi. I otwarci. Podziw i solidarność płyną z całego cywilizowanego świata. Doświadczam tego z różnych stron, bo utrzymuję kontakty międzynarodowe w tej globalnej wiosce.

    Nasze własne doświadczenie czteroosobowej rodziny od soboty też jest inne. Przyjęliśmy dwie gościnie z Ukrainy. Dzisiaj miałem trochę czasu, żeby odkryć ich historię, która jest jak zwykle, nieliniowa i nieoczywista. Hanna (matka) i Krystyna (córka) przyjechały ze Lwowa, ale Hanna rodziła się na Syberii, jej ojciec był Polakiem, matka Ukrainką. Mąż starszej Hanny i ojciec młodszej Krystyny też jest Polakiem. Mówią po ukraińsku i rosyjsku. Nie mówią po polsku. Dogadujemy się jakoś… Hanna jeszcze się wstydzi śpiewać dumki ukraińskie, ale na pewno kiedyś zacznie… obiecała…

    Sąsiedzi i znajomi chcą pomagać, na razie oferują drobne prace.

    W Wilnie rok temu spotkaliśmy Polaka, mówiącego śpiewnym polskim Mickiewicza. Tego Mickiewicza z Białorusi, z Żydowskiej matki.

    Wojna trojańska opisywana przez epos Homerowy pt. Iliada wynikała z naruszenia praw gościnności, Parys porwał Helenę będąc w gościnie u Menelaosa. Gościnność w Polsce zawsze przejawiała się mitologiczno-religijnie przez opowieść o dodatkowym wigilijnym nakryciu, ale także przez starodawne, staropolskie powiedzenie „Gość w dom, Bóg w dom.” Jakoś gorzko to powiedzenie smakowało jeszcze w grudniu 2021 r. w puszczy. Smakowało paląco obłudnie.

    Ci ludzie — na razie te niecałe pół miliona — już odmienili oblicze tej ziemi. Jesteśmy ponownie narodem gościnnym, z czego czasami byliśmy słynni. Przyjmujemy gości i gościnie zza wschodniej granicy, uciekających przed wojną, nazywaną „operacją wojskową”. Mam nadzieję, że wytrwamy w tych postawach jako społeczeństwo, mimo że przecież potrzebne jest długofalowe nastawienie, nie chwilowe uniesienie entuzjazmu. Ale na razie nastąpił cud. „Gość w dom, Bóg w dom”.

    Także w Starym Testamencie mamy wyobrażenie o gościnności: wędrowiec może okazać się Aniołem. Dlatego nie wolno robić mu krzywdy. Na tym polega sprawiedliwość.

    Historia to nie jest jedno pieprzone wydarzenie za drugim. Historia to skoki, czasami w nieznane. Nie w pijanym zwidzie. Choć czasami trzeba „iść jak w dym”…

    Potem się jakoś wszystko poukłada. Ludzie zaczną uczyć się historii, także własnej, polskiej historii. Tzw. Pierwsza Rzeczpospolita była krainą wielonarodową i wielokulturową. Ojcami naszego języka są wywodzący się z niej Mikołaj Rej i Jan Kochanowski. Ale też późniejsi Mickiewicz (ten z Nowogródka na Białorusi) i Słowacki (ten z Krzemieńca na Ukrainie). Przypominam to, bo czasami otwierając się na innych możemy otwierać się także na siebie. Bo najważniejsza sprawa dla jednostkowych filozofii: odkryć że obcy jest w nas. My sami jesteśmy wiecznymi pielgrzymami.

    PS. Artykuł został opublikowany 06.03.22 w Gazecie Wyborczej