Tag: konstytucja RP

  • Sensus communis po szwedzku, albo co my, Polacy, podpisaliśmy w 1997 roku

    Sensus communis po szwedzku, albo co my, Polacy, podpisaliśmy w 1997 roku

    Z cyklu Obserwatorium Nordyckie.

    Jarosław Płuciennik

    15 sierpnia 2026

    Szwedzka publicystka przestała definiować „szwedzkie wartości” i zamiast tego napisała kontrakt: siedem punktów do podpisania przy wjeździe, każdy zbudowany na tej samej symetrii — masz prawo, ale identyczne prawo ma ten, kto myśli inaczej. Zazdrościć trzeba nie tych siedmiu punktów, tylko tego, że w Szwecji są nudne.

    Hanne Kjöller należała do tych, którzy dziesięć lat temu domagali się definicji „szwedzkich wartości”. Definicji nie dostała, tymczasem sama fraza zdążyła się zadomowić — używana, jak pisze w sobotniej „Svenska Dagbladet”, z tą samą oczywistością co inne mgławicowe terminy krążące po debacie politycznej. Kjöller nadal nie wie, czym szwedzkie wartości różnią się od duńskich albo niemieckich. Zamiast więc definiować, proponuje coś innego: umowę. Siedem punktów, list powitalny do podpisania przy wjeździe.

    Pretekstem jest raport, który Bi Puranen z World Values Survey przekazała w piątek ministrze edukacji i integracji Simonie Mohamsson: pięćset stron o tym, z jakimi przekonaniami przyjeżdża się do Szwecji i co z nimi robi czas. Wnioski są mniej sensacyjne, niż chciałaby prawica, i mniej kojące, niż chciałaby lewica: wartości zmieniają się stopniowo, jedne siedzą płycej, inne głębiej, a sam upływ lat niczego nie załatwia — liczą się wykształcenie, praca, kontakty, wiek i tryb migracji. Połowa uczestników kursów SFI uważa homoseksualność za nieakceptowalną. Co piąty migrant mieszkający w Szwecji ponad dwadzieścia lat nigdy nie pracował.

    Najmocniejszy moment felietonu nie jest jednak statystyczny, lecz historyczny. Kjöller zauważa ironię tkwiącą w haśle Szwedzkich Demokratów przed wrześniowymi wyborami — „Vi gör Sverige till Sverige igen” — bo wartości, które przywożą dziś niektórzy nowo przybyli, są uderzająco podobne do szwedzkich wartości, ale tych – nazwijmy to tak – wczorajszych. Gdy się urodziła dawna Szwecja, homoseksualność była chorobą, gwałt w małżeństwie legalny, dzieci z niepełnosprawnościami chowano w zakładach, czasami sterylizowano, a Szwedki jeździły na aborcję do Polski. Ten ostatni szczegół warto dla polskiego czytelnika podkreślić: kierunek podróży się odwrócił, i to nie dlatego, że coś się stało ze Szwecją.

    Siedem punktów jest w gruncie rzeczy banalnych i właśnie w tym rzecz. Wolność wyznania, w tym wolność od wyznania. Wolność słowa z granicą przy zniesławieniu i mowie nienawiści — poza tym nic nie jest zbyt święte, by nie można było z tego kpić, łącznie z Bogiem. Prawo dorosłych do dowolnych wzajemnych związków: bez dzieci, bez bliskich krewnych, bez bigamii. Jednostka, nie rodzina i nie klan, jako najmniejszy element społeczeństwa, a stąd zgoda jako warunek także w małżeństwie. Zakaz bicia dzieci, przy zachowanym prawie rodziców do wymagania odrobionych lekcji. Państwo prawa, czyli monopol sądu na karanie, a policji i prokuratury na ściganie. I swoboda ubioru w obie strony — zakrywać się wolno tak samo jak odsłaniać (nagość nie jest tolerowana w miejscach publicznych).

    Każdy z tych punktów ma tę samą konstrukcję: masz prawo, ale identyczne prawo ma ten, kto myśli inaczej. To symetria, nie treść, jest tu naprawdę szwedzka. Choć nazwa dla niej jest starsza i wcale nie szwedzka: sensus communis. I dlatego lista, choć wyszła spod pióra publicystki pisma konserwatywno-liberalnego, przeszłaby bez poprawek u czytelników „Dagens Nyheter”. Bo tak naprawdę nie jest to katalog wartości, lecz streszczenie obowiązującego prawa — konstytucji, ustawy o wolności druku, kodeksu karnego. Pisałem tu na blogu w Obserwatorium Nordyckim wcześniej o kanonie kulturowym, który rząd Szwecji przekazał minister Liljestrand i który od kwietnia trafia do szkół. Kanon wylicza dzieła, kontrakt wylicza reguły. A reguły przekazać łatwiej niż listy lektur.

    Słabszy jest finał. „Jeśli masz problem z którymś z punktów, może Szwecja nie jest krajem dla ciebie” — to zdanie psuje symetrię, którą autorka sama zbudowała, bo testu nie stosuje się do gospodarzy. Umowa, którą podpisuje tylko jedna strona, nie jest umową, tylko regulaminem.

    Na placu przy katedrze w Lund stoi wystawa portretów ludzi, którzy bronili praw człowieka. Na planszy Amosa Oza wydrukowano zdanie, które mogłoby być mottem kontraktu Kjöller: „Kompromissen är aldrig en populär lösning, vare sig i privatlivet eller i internationella konflikter, men den är lösningen” — kompromis nigdy nie jest popularnym rozwiązaniem, ani w życiu prywatnym, ani w konfliktach międzynarodowych, ale jest rozwiązaniem. Na innej planszy Dalajlama: „Kärlek, medkänsla och tolerans är nödvändigheter, inte lyxartiklar”, miłość, współczucie i tolerancja są koniecznością, nie luksusem. Obaj mówią to, co siedem punktów mówi językiem paragrafów: reguła, którą podpisują obie strony, choć żadnej się nie podoba, jest warta więcej niż zwycięstwo jednej z nich.

    Fragment wystawy na placu przy Domkyrkan w Lund. Wiele postaci broniących praw człowieka: Dalajlama, Greta Thunberg i Amos Oz to tylko trzy najbardziej wyraziste . Fot. Jarosław Płuciennik (sierpień 2026)

    Dlaczego u nas takiej listy nie ma

    Zazdrościć trzeba nie siedmiu punktów, tylko tego, że w Szwecji są nudne. Spór toczy się o egzekwowanie, nie o treść. Polska lista rozpadłaby się przy punkcie trzecim i czwartym — bo równość małżeńska i prymat jednostki nad rodziną to u nas linie frontu, nie truizmy. Rozpadłaby się przy prawie kobiety do decyzji o ciąży. A co gorsza, rozpadłaby się przy punkcie szóstym: przy państwie prawa, o które toczymy wojnę od kilkunastu lat i którego kolejne rozstrzygnięcia jedna strona z góry uznaje za nieważne.

    Czytelnicy „Rzeczpospolitej” i „Gazety Wyborczej” nie podpiszą wspólnie siedmiu zdań o konstytucji. Podpiszą najwyżej listę tego, czego nie chcą — i to każdy inną. Nasz konsens jest negatywny, więc nie da się z niego zrobić listu powitalnego.

    Rzecz jednak sięga głębiej niż spór o treść siedmiu punktów. Zanika sama przestrzeń, w której taką umowę dałoby się w ogóle zawrzeć. Artykuł pierwszy naszej konstytucji mówi, że Rzeczpospolita jest dobrem wspólnym wszystkich obywateli — dziś to zdanie brzmi jak cytat z obcego języka, bo „dobro wspólne” zostało rozebrane na partyjne hasła i każda strona trzyma swój kawałek. Oświeceniowy common sense, sensus communis — u Kanta zdolność sądzenia z pozycji kogoś innego, u Arendt warunek myślenia politycznego w ogóle — to przecież dokładnie ta symetria, na której trzyma się szwedzka lista. Bez niej zostaje upartyjnienie wszystkiego, co publiczne, i skrajna prywatyzacja całej reszty: instytucje jako łup, media jako okop, nauka jako zakładnik, a resztę życia zwija się do mieszkania i rodziny. Sfera publiczna w sensie Habermasa wymaga miejsca, które nie należy do nikogo właśnie dlatego, że należy do wszystkich. Tam, gdzie każdy skrawek ma już właściciela albo barwy klubowe, nie ma gdzie położyć takiego listu do podpisu.

    Zanim napiszemy taki list dla przyjezdnych, musielibyśmy się dogadać, co sami właściwie podpisaliśmy w 1997 roku.

  • Polska Fika z Breaking News

    Rozmowa na temat ostatnich wydarzeń z prof. Maciejem Kisilowskim (Uniwersytet Środkowoeuropejski w Wiedniu) na temat ostatnich wydarzeń w Polsce związanych z działaniem Ministra Kultury Bartłomieja Sienkiewicza w odniesieniu do reżimowej stacji TVP. Maciej Kisilowski jest nie tylko doktorem prawa z prestiżowego Uniwersytetu w Yale, ale także magistrem administracji biznesu w Princeton. Jeden z najlepszych specjalistów także w politologii. Rozmowy możesz posłuchać na YouTube czy Spotify, albo w Apple Podcast, jak również podcastach Google.

  • OŚWIADCZENIE ŁAWNIKÓW-ELEKTÓW SĄDU NAJWYŻSZEGO RP

    OŚWIADCZENIE ŁAWNIKÓW-ELEKTÓW SĄDU NAJWYŻSZEGO WYBRANYCH W DNIU 6 X 2022 R. PRZEZ SENAT RP NA II KADENCJĘ, TJ. LATA 2023–2026

    OŚWIADCZENIE ŁAWNIKÓW-ELEKTÓW SĄDU NAJWYŻSZEGO WYBRANYCH W DNIU 6 X 2022 R. PRZEZ SENAT RP NA II KADENCJĘ, TJ. LATA 2023–2026

    Jesteśmy grupą obywatelek i obywateli Rzeczypospolitej, wybranych uchwałą Senatu RP na ławników Sądu Najwyższego, w których sprawie I prezes Sądu Najwyższego, p. Małgorzata Manowska skierowała pismo z dnia 4 stycznia 2023 r. do marszałka Senatu, p. Tomasza Grodzkiego, zarzucając nam, że nie dajemy rękojmi nieskazitelnego charakteru, zaś nasz udział w postępowaniach może narazić sąd na zarzut braku bezstronności. W związku z powyższym pragniemy oświadczyć, co następuje.

    Wybór ławników Sądu Najwyższego został powierzony Senatowi RP, zgodnie z przewidzianą w Ustawie o Sądzie Najwyższym procedurą, której wszystkie etapy zostały zrealizowane. Zgodnie z ww. ustawą obowiązkiem I prezes SN było odebranie od nas ślubowania. Ze zdumieniem przyjęliśmy fakt, że p. prezes Małgorzata Manowska próbuje zakwestionować decyzje niezależnego i upoważnionego organu konstytucyjnego, jakim jest Senat RP i że odebrała ślubowanie jedynie od 4 z 30 wybranych ławników.

    Jednocześnie podkreślamy, że zawarte w piśmie p. prezes Małgorzaty Manowskiej stwierdzenia nie odpowiadają rzeczywistości. Nasze zaangażowanie publiczne w ostatnich latach koncentrowało się na obronie wartości konstytucyjnych, praworządności, niezawisłości sądów i trójpodziału władzy, a także w odniesieniu do poszczególnych ławników-elektów: praw człowieka, szkoły wolnej od politycznych nacisków, autonomii uniwersytetów, ochrony praw mniejszości itp. Oczekiwaliśmy wówczas i oczekujemy teraz przestrzegania Konstytucji RP przez reprezentantów władzy publicznej. Działania takie nie kłócą się z misją publiczną ławników, a wręcz predestynują do pełnienia tego rodzaju funkcji.

    Zostaliśmy wybrani zgodnie z prawem i w uznaniu wyższej izby polskiego parlamentu, że spełniamy wszystkie przepisane prawem kryteria. Przedstawione wobec nas zarzuty są bezpodstawne i godzą w nasze dobre imię, patriotyczne zaangażowanie i czyste intencje.

    Stanisław Adamski 

    Magdalena Bielska

    Sylwia Bogusz

    Robert Burek

    Anita Czarniecka 

    Małgorzata Figa-Tomińska

    Izabela Fularz 

    Jarosław Gałkiewicz

    Grzegorz Gołębiowski 

    Piotr Kaliszek

    Grzegorz Kolek

    Andrzej Kompa

    Joanna Lasko

    Sławomir Majdański

    Sławomir Majewski 

    Roman Piotrowski 

    Jarosław Płuciennik

    Jolanta Puacz-Olszewska 

    Sława Rafalak 

    Anna Schmidt-Fic

    Monika Szafraniec

    Robert Szczerbaniak

    Urszula Szrek-Adamska 

    Ewa Topór-Nawarecka

    Przemysław Wiszniewski

    Grzegorz Wiśniowski

    12 stycznia 2023 r.

    PS. Gazeta Wyborcza 13 stycznia opublikowała materiał o paraliżu SN z tym oświadczeniem.

  • Czarnek. Co wypowiedź to skandal

    Czarnek. Co wypowiedź to skandal

    Drogowskaz życia i prawdy… (fot. lic. Depositphotos)

    1 listopada 2020 Minister Czarnek wypowiedział się dla Polskiego Radia 24, tuby propagandowej rządu. Tym razem podkreślał spuściznę „Jana Pawła II pod kątem dorobku filozoficznego. – Jeśli słyszę dziś, że w wielu polskich uczelniach odmawia się prawa doktorantom do cytowania św. Jana Pawła II, a także św. Tomasza z Akwinu, mówiąc, że to nie byli naukowcy, to jest niestety zgnilizna naszego systemu szkolnictwa wyższego, z którą będziemy musieli kończyć, poprzez wprowadzanie również do kanonu lektur dzieł Jana Pawła II, zwłaszcza w tych starszych rocznikach – mówił Przemysław Czarnek.” (źródło: Radio Zet)

    Jest to jakieś pomieszanie z poplątaniem. O jakim kanonie lektur my mówimy? Najpierw w pierwszym zdaniu odwołuje się nas do sytuacji na uczelniach (których, gdzie?), a potem zapowiada wprowadzenie do kanonu lektur „starszych roczników”, dzieł filozoficznych Jana Pawła II. Jakby najpierw chodziło o uczelnie, a potem o szkoły średnie? Podobnej hucpy jeszcze w Polsce nie było.

    Co muszę wiedzieć? (lic. Depositphotos)

    Na uczelniach nie ma żadnego kanonu. Nawet literaturoznawcy narodowych filologii mają z tym problem. „Kanon is dead”.

    Natomiast w Polsce na wszystkich poziomach edukacji obowiązuje Polska Rama Kwalifikacji (PRK), który jest podstawowym układem odniesienia dla kwalifikacji nadawanych w Polsce. Na stronach ministerstwa można przeczytać, Panie Ministrze, ze „W PRK jest 8 poziomów. Każdy jest opisywany za pomocą ogólnych charakterystyk zakresu i stopnia skomplikowania wiedzy, umiejętności i kompetencji społecznych, wymaganych od osób posiadających kwalifikacje danego poziomu. W PRK uwzględniono charakterystyki typowe dla kwalifikacji nadawanych w kształceniu ogólnym, zawodowym oraz w szkolnictwie wyższym.”

    Międzynarodowe ramy kwalifikacji w zglobalizowanym świecie (lic. Depositphotos)

    No więc ja mam pytanie zasadnicze: jakież to kwalifikacje mają być wzmocnione przez zmianę podstawy programowej polegającej na wprowadzeniu dorobku Jana Pawła II? O które efekty kształcenia idzie?

    Może o kompetencje cyfrowe w nowym zglobalizowanym świecie, który czasami wymaga rozróżniania prawdy od fake-newsa? Może chodzi o zaangażowanie obywatelskie i krytycyzm, jakże potrzebne w życiu społecznym, w którym mnóstwo krętactwa, oszustwa, cynizmu i nihilizmu? I oszustwa!

    Pomijam już to, że Jan Paweł II nie ma dzisiaj najlepszej prasy ze względu na skandale pedofilskie w Kościele Rzymsko-Katolickim na całym świecie. I pomijam, choć jest to niebagatelne, że w szkołach już prawie wyłącznie katecheza Kościoła Rzymsko-Katolickiego, na której można omawiać dzieła Jana Pawła II. No ale co? Że poziom tych katechez jest powszechnie uznawany za skandalicznie niski? Że młodzież, jak jest starsza, to ucieka od nich gdzie pieprz rośnie?

    Czy zatem idzie tutaj o to, żeby zaszumieć w głowach „autorytetem papieża-Polaka”, machnąć sztandarem, żeby było wiadomo, że Bóg z nami…

    Bóg na monecie, na pieniądzach (fot. lic. Depositphotos)

    Czy aby na pewno?

    Brak jakichkolwiek argumentów merytorycznych za kolejną zmianą podstaw programowych i jednoczesny brak odniesienia się do sytuacji pandemii, nauczania zdalnego, które wymagałyby interwencyjnego pomagania nauczycielom w sztuce redukcji lektur i zmiany programu (zdalnie nie sposób wszystkiego opracować tak samo jak analogowo), to jest kolejna kompromitacja tego ministra-politruka.

    Wprowadzić sztandar Jana Pawła II, bo tak…

    Bo kończymy ze świeckim państwem? Bo mamy gdzieś Konstytucję?

    Mieliśmy już przykład takiej ciemnackiej retoryki w propagandzie wyborczej skierowanej do antyszczepionkowców podczas kampanii prezydenckiej kandydata Andrzeja Dudy: „Ja się nie szczepię, bo nie…”

    Czy oprócz powszechnej „Czarnkowej” retoryki grożenia karami, ten minister ma jakieś pojęcie o edukacji? Bo edukacja, w której kara jest podstawą została dawno już skompromitowana… A tutaj jeszcze Czarnek chce „edukować-karać” swoich partnerów z uczelni? Pedagogika wstydu w odniesieniu do uczelni? Stawianie do kąta?

    Czarnek skandalizuje każdą swoją wypowiedzią. Minister Czarnek musi odejść!
    Pedagogika karania i pedagogika wstydu ministra Czarnka jest anachroniczna (lic. Depositphotos)

    Skandal za skandalem. Czarnek musi natychmiast odejść!

    PS. Artykuł został dziś opublikowany w Gazecie Wyborczej tutaj.

  • Rozmowy o równości

    Rozmowy o równości

    RÓWNOŚĆ

    Terminy „równość” (Gr. Isotes, Lat. Aequitas, aequalitas, ks. Égalité, Ger. Gleichheit), „równe” i „jednakowo” oznaczają — jak wskazuje encyklopedia filozoficzna Stanforda — relację jakościową. „Równość” oznacza zgodność między grupą różnych przedmiotów, osób, procesów lub okoliczności, które mają te same cechy pod co najmniej jednym względem, ale nie pod każdym względem, tj. W odniesieniu do jednej konkretnej cechy, z różnicami w innych funkcjach. „Równość” należy zatem odróżnić od „tożsamości” – koncepcja ta oznacza, że ​​ten sam obiekt odpowiada sobie we wszystkich jego cechach: obiekt, do którego można się odwoływać za pomocą różnych indywidualnych terminów, nazw własnych lub opisów. Z tego samego powodu należy odróżnić go od „podobieństwa” – pojęcia jedynie przybliżonej korespondencji (Dann 1975, s. 997; Menne 1962, s. 44 i nast .; Westen 1990, s. 39, 120). Tak więc, powiedzmy np. że ludzie są równi, to nie znaczy, że są identyczni. Równość oznacza raczej podobieństwo, a nie „tożsamość”.

    W moim wirtualnym studiu dzisiaj 18.06.2020 r.:

    Dr hab. Anna Rakowska-Trela, prawniczka, adwokatka, była samorządowiec, doktor habilitowana nauk prawnych, profesor Uniwersytetu Łódzkiego, konstytucjonalistka, badaczka prawa wyborczego.

    prof. dr hab. Paweł Łuków – filozof i etyk, profesor nauk humanistycznych, Uniwersytet Warszawski, specjalizuje się w etyce (zwłaszcza Immanuela Kanta), neokantyzmie, bioetyce, filozofii medycyny, redaktor naczelny czasopisma naukowego „Etyka”.

    Dr Andrzej Kompa, bizantynista, starożytnik, genealog. Prodziekan Wydziału Filozoficzno-Historycznego UŁ ds. jakości kształcenia w kadencji 2016-2020. Prywatnie także aktywista ruchów emancypacyjnych.

    Rozmowy akademickie o równości, reakcja na politycznie motywowane kampanijne ataki na ludzi LGBT.