Tag: Teatr

  • Pierwsza opera w języku saamskim w Sztokholmie. „Jordens hjärta” i mit żyjącej ziemi

    Pierwsza opera w języku saamskim w Sztokholmie. „Jordens hjärta” i mit żyjącej ziemi

    Z cyklu: Obserwatorium Nordyckie

    Na scenie Królewskiej Opery w Sztokholmie debiutuje pierwsza w historii opera w języku saamskim. „Jordens hjärta / Eatneme váibmu” to nie tylko wydarzenie artystyczne, lecz także symboliczny zwrot w relacjach Szwecji z rdzenną kulturą Sápmi. Spektakl wprowadza publiczność w świat mitu „serca ziemi” – opowieści o żywej, czującej naturze i zagubionym rytmie współczesnego człowieka.

    Zdjęcie tria twórczyń (reżyserki Elle Márjá Eiry, kompozytorki Britty Byström i librecistki Rawdny Carity Eiry) we wnętrzu Kungliga Operan – pierwsze zdjęcie to cytat z Svenska Dagbladet z 15.11.2025. Pozostałe zdjęcia autorek z serwisu YouTube Opery w Sztokholmie. Jedno zdjęcie z inscenizacji za Sveriges Radio. Zdjęcie serca ziemi na lic. Depositphotos

    Nowy język na najważniejszej scenie Szwecji

    „Jordens hjärta / Eatneme váibmu” to pierwsza opera w Europie śpiewana w języku saamskim na dużej scenie operowej. Reżyseruje Elle Márjá Eira, libretto napisała Rawdna Carita Eira, a muzykę skomponowała Britta Byström. Twórczynie podkreślają, że chcą otworzyć dla publiczności „nowy wszechświat”, czerpiąc z mitologii Saamów i ich nielinearnego sposobu opowiadania historii.

    W cieniu historii: Saamowie i Szwecja

    Premiera opery ma wymiar polityczny i historyczny. Przez dziesięciolecia państwo szwedzkie prowadziło wobec Saamów politykę paternalistyczną i asymilacyjną. Program „lapp ska vara lapp” ograniczał edukację i mobilność Saamów; badania rasowe i ingerencja w tradycyjny tryb życia pozostawiły długotrwałe rany. Do dziś trwają spory o ziemię, prawa do wypasu reniferów i eksploatację zasobów naturalnych w Sápmi. W tym kontekście obecność języka i mitologii saamskiej na najważniejszej scenie kraju ma charakter restytucji kulturowej – gest odzyskiwania przestrzeni.

    Mit „serca ziemi”: kultura natury, która żyje

    W sercu opery znajduje się mit „Eatneme váibmu” – „serca ziemi”. W światopoglądzie saamskim natura jest żywa: ma własną wolę, pamięć i rytm. Ziemia, zwierzęta, wody i wiatry tworzą sieć relacji, w której człowiek jest tylko jednym z elementów, a nie panem kosmosu. To animistyczne rozumienie świata – głęboko zakorzenione w kulcie natury – wyraża przekonanie, że życie jest możliwe tylko dzięki harmonii z otaczającym nas światem.

    W operowej narracji współczesność oznacza oddalenie człowieka od natury, a więc także od jej „bicia”. Twórczynie pokazują, jak zanik kontaktu z ziemią prowadzi do rozpadu relacji, utraty intuicji i duchowego zakorzenienia. Opowieść splata realizm z magią, przywołując saamskie kosmogonie, które – w przeciwieństwie do zachodnich narracji – odmierzają czas cyklem natury, nie linią fabularną.

    „Jordens hjärta” czerpie także z tradycji saamskich sag i mitów o stworzeniu, które w kulturze Sápmi pełnią funkcję zarówno kosmologii, jak i pamięci zbiorowej. Twórczynie sięgają do XIX-wiecznego eposu „Solens söner” autorstwa Andersa Fjellnera, w którym świat rodzi się ze światła, ruchu i relacji między istotami zamieszkującymi naturę. W saamskich opowieściach kreacja nie jest jednorazowym aktem, lecz procesem dynamicznym: świat powstaje, zapada się, odnawia i krąży – jak oddech. Opera wpisuje się w tę tradycję, łącząc elementy sagi, mitu i współczesnej narracji teatralnej. To nie linearna historia, lecz kosmogoniczny rytm, w którym człowiek musi znaleźć swoje miejsce, zanim utraci je na zawsze.

    Warto dodać, że warstwę muzyczną opery przenika tradycja joiku – charakterystycznej dla Saamów techniki wokalnej, która nie opisuje, lecz przywołuje osoby, miejsca i zjawiska. Joik jest formą pamięci i obecności: śpiewem, który nie tyle mówi o kimś lub czymś, ile pozwala temu bytowi pojawić się tu i teraz. Włączenie joiku do opery tworzy most między światem klasycznej europejskiej muzyki a saamską praktyką duchową, dodając spektaklowi warstwę, której nie da się oddzielić od tożsamości i historii Sápmi.

    Ciało, rytm i kosmos

    Aktorzy i śpiewacy pracują intensywnie z ruchem; tekst pojawia się dopiero później, jako warstwa przekładalna na język szwedzki. Wizualnie spektakl łączy światło z mrokiem, dobro ze złem, harmonię z chaosem – tak jak saamskie opowieści, w których świat podziemny, świat ludzi i świat kosmosu nakładają się na siebie.

    Premiera „Jordens hjärta” jest więc nie tylko nowością artystyczną, ale także wydarzeniem symbolicznym. Wprowadza do szwedzkiej kultury głos, który przez wieki był marginalizowany – i pozwala publiczności usłyszeć bicie serca ziemi, którego echo niegdyś współtworzyło rytm życia na Północy.

    PS. Warto dodać, że w najnowszych badaniach nad kulturą Saamów coraz wyraźniej widać, jak silnie zakorzeniona jest ich tożsamość mimo wielowiekowych prób asymilacji. Saamowie – żyjący dziś na pograniczu Norwegii, Szwecji, Finlandii i Rosji – tworzą niezwykle dynamiczną kulturę, która rozwija się równolegle w wielu obszarach: od literatury, muzyki i sztuki, przez teatr i film, aż po media i szkolnictwo. Szczególną rolę odgrywa tu język północnosaamski, będący nie tylko narzędziem komunikacji, lecz także pełnoprawną lingua franca całego Sápmi. To właśnie w tym języku funkcjonują największe instytucje kultury, w tym teatry i uniwersytet saamski w Kautokeino, a także znacząca część współczesnej twórczości artystycznej.

    PS. 2 Jak pokazuje przegląd badań, również w Polsce rośnie zainteresowanie Saamami, choć dominują opracowania socjologiczne, kulturoznawcze i pedagogiczne. Lingwistyka saamska pozostaje u nas wciąż słabo reprezentowana, niewystarczająco opisana i fragmentaryczna. Tym bardziej ważne wydaje się zwracanie uwagi na ich języki, szczególnie w kontekście złożonej sytuacji wielojęzyczności i rewitalizacji. Wpis o operze saamskiej idealnie wpisuje się w ten szerszy obraz – kulturę, która dzięki własnym instytucjom, mediom i sztuce nie tylko przetrwała, ale dziś znajduje nowe formy ekspresji, nierzadko przekraczające narodowe i językowe granice. Zob. Stefańczyk, Wiesław Tomasz. Etnolekty czy języki? Rzecz o Saamach (Lapończykach) i ich recepcji w Polsce. „Socjolingwistyka” 37 (2023): 369–381. DOI: 10.17651/SOCJOLING.37.20.  

  • Polska Fika Stand Up

    Polska Fika Stand Up

    Co to jest stand-up? Czym różni się od komedii? A od kabaretu? Wszystko to wyjaśnia Krzysztof Skiba w rozmowie z prof. J. Płuciennikiem. Wydanie podcastu z udziałem gościa Krzysztofa Skiby, stand-upera, piosenkarza rockowego, happenera, teatrologa, kulturoznawcy i kabareciarza. Próba dookreślenia gatunku stand-upu… Bez zbędnej teorii.

  • Polska Fika w Teatrze Nowym…

    Byłem na spektaklu „Hamlet we wsi Głucha Dolna:

    Kilka słów na temat najnowszej premiery 6 stycznia 2023 r. W Teatrze Nowym im. K. Dejmka w Łodzi: „Hamlet we wsi Głucha Dolna” wg. sztuki Iva Brešana w reżyserii Roberta Talarczyka.  

    Podcast do odsłuchania na YouTube albo w Spotify (poniżej)
  • Oddźwięki życia i teatru Petera Brooka w Łodzi

    Oddźwięki życia i teatru Petera Brooka w Łodzi

    Rozmowy prof. Jarosława Płuciennika na temat spuścizny zmarłego kilka dni temu śp. Petera Brooka, genialnego twórcy teatralnego z Jolantą Sławińską-Ryszką (UŁ) i Tomaszem Rodowiczem (Teatr Chorea). Oboje znali Brooka i inspirowali się nim. Posłuchajcie:

  • A fuj, ścierwusy…

    W sobotę 9 listopada odwiedziłem Teatr Nowy w Łodzi i obejrzałem gościnny spektakl „Noc Helvera” Ingmara Villqvista z Gdyńskiego Centrum Kultury. Właściwie to także spektakl Teatru Nowego, bo zarówno Jolanta Jackowska jak i Adam Mortas są jego etatowymi pracownikami. Warto było pójść do teatru przed świętem 11 listopada!

    Rzecz jest o archetypowym dramacie matki w ostatniej nocy „upośledzonego”, „niepełnosprawnego” syna Helvera, który jest ratowany i zabijany zarazem przez matkę Karlę. To właśnie ona sugeruje mu zażycia kilku opakowań tabletek w dawce przewidzianej może na miesiąc. Zatem jest to dramat dziwnej pary, bo Karla morduje w istocie swojego ukochanego Helvera, chcąc go ocalić przed śmiercią z rąk bojówek totalitarno-faszystowskiego systemu szalejącego na ulicy. Niepełnosprawny umysłowo jest wykorzystywany przez owe bojówki, by szerzyć przesłanie „porządku” nade wszystko, „porządku absolutnego”. Ale jednocześnie odbywa się bojówkarska rewolucja (bandytyzm) na ulicach. Sceny wewnętrzne tej pary stają się symboliczną reprezentacją patriarchalnych relacji między musztrującym Helverem a podległą niby Karlą. Odniesienia do faszystowskich (nazistowskich także) kontekstów historycznych są więcej niż oczywiste. Ale one nie wyczerpują krytycznego przesłania tej sztuki. W tym jest ten spektakl świetny, że nie wiadomo nawet do końca, czy Karla to matka (przyrodnia? naturalna może?) Helvera, on sam nie rozumie, dlaczego są razem, ona opowiada, kiedy go przygarnęła z bliżej nieokreślonego zakładu psychiatrycznego, że utraciła w tym czasie córkę, „małpkę”… Jednak potencjał interpretacji międzypłciowych relacji w tej sztuce jest ogromny dzięki mocy minimalizmu.

    Trójmiasto mogło obejrzeć spektakl według dramatu Jarosława Świerszcza (bo takie jest nazwisko autora) zaraz po zamordowaniu prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. Na początku tego roku konteksty były te same. Od razu powiem otwarcie, że nie widziałem innych sztuk popularnego już w pierwszych latach XXI wieku polskiego autora. Jednak ta inscenizacja ma kilka absolutnych zalet: symboliczny minimalizm scenografii, klasyczne, niemal paradygmatycznie teatralne skupienie na grze aktorskiej i relacji międzyludzkiej, symboliczna ponadczasowość, a jednocześnie niezwykła aktualność. To jakoby połączenie dziarskich chłopców z Szewców Witkacego z dramatami Ibsena i filmami Bergmana.

    Genialnie oszczędna scenografia pozwala na uniwersalną mimo wszystko interpretację znaku na ścianach, który bardzo przypomina przecież „mieczyk Chrobrego”. Zamglone relacje wideo z manifestacji i marszów, stanowiące ramę spektaklu pozwalają jednocześnie widzieć aktualność zamieszek z racami i abstrahować je jako w pewnym sensie uniwersalne historycznie. Mamy w świecie spektaklu „każdą” kuchnię „każdej” rodziny w „każdym” ustroju bojówkarsko-totalitarnym.

    Spalenie sklepu i kościoła, czy opowiadana przez Helvera gonitwa za „ścierwusem” i spalenie go (odpalenie od niego cygara i papierosów) mogą być naprawdę uniwersalną reprezentacją, ale najlepiej widać tę symboliczność w dwóch pojawiających się w spektaklu słowach nowomowy tego uniwersalnego ustroju: właśnie „ścierwus” i „fuj”. „Ścierwus” to może być każdy inny: „świrus”, chory, jakikolwiek obcy, Żyd, uchodźca, homoseksualistka, muzułmanin… Ten obcy jest tak straszny, że główny bohater przeżywa bardzo swoje skandowanie „ścierwusy, ścierwusy!!!” w odniesieniu do przeciwników na ulicy. Na końcu sam okazuje się, jako chory psychicznie – ścierwusem, za którym dawni koledzy gonią i którego mogą w końcu dopaść. Dopełnieniem tego wzorca jest wykrzykiwane w stronę ścierwusów słowo „fuj”, znak „wstrętu”: to z kolei symbol hejtu, który maże wszystko, czego się dotknie… ścierwusy wywołują wstręt i agresję… świetne w spektaklu jest to, że na końcu agresywny bojówkarz wpada na scenę od strony publiczności i wybija na scenie kijem bejsbolowym szyby symbolicznemu domowi…

    Muzyka i wspaniała gra aktorska dopełniają tę mistycznie oszczędną strukturę. Brawa były długie i na stojąco. Na widowni było naprawdę sporo młodych ludzi… nadzieja