Tag: wielokulturowość

  • Nowa książka!

    Książka do kupienia w formie e-booka tutaj

    Już od czasów Maxa Webera w refleksji naukowej i filozoficznej pojawiała się myśl, że reformacja to nie tylko zjawisko historyczne, ale nade wszystko społeczno-kulturowe. Kojarzą się z nią m.in.: indywidualizm, doświadczeniowość, nowoczesność, innowacja, aktywizm, asceza w świecie, kreatywność, samorefleksja, komunitarianizm, oszczędność, rozwój rachunkowości, krytycyzm, kapitalizm, kultura pisma i druku, odczarowanie, sekularyzacja. To jedynie kilka przykładów zjawisk i wartości wiążących się nierozłącznie z szeroko rozumianą reformacją w kulturze. Samo istnienie reformacji owocuje historycznie pojęciem tolerancji i szacunku dla różnorodności, choć droga do tych wartości nie jest łatwa i bezbolesna.

    W dniach 22–24 maja 2017 roku odbyła się w Uniwersytecie Łódzkim i Akademii Muzycznej im. Bacewiczów w Łodzi interdyscyplinarna konferencja ze specjalnymi gośćmi z całego świata. W Łodzi obradowali m.in.: Rita Süssmuth (Niemcy), prof. Ian Hazlett (Glasgow, Szkocja), prof. lnes Murzaku (New Jersey, USA), prof. Ivo Pospíšil (Brno, Czechy), prof. Cora Dietl (Giessen, Niemcy), prof. Hans-Jürgen Bömelburg (Giessen, Niemcy).

    Tom zbiera wybrane aspekty kultury reformacji i reformowania w kulturze. Jest śladem tego, że wielokulturowa Łódź uczciła 500 lat reformacji, która przez dziesięciolecia odcisnęła także swój znaczący ślad w tym mieście.

  • Kaganiec dla nauki 2.0

    Kaganiec dla nauki 2.0

    Publikacja 13.02, update: 14.02.20 Prestiżowy tygodnik brytyjski specjalizujący się w szkolnictwie wyższym i nauce Times Higher Education opublikował dzisiaj obszerną relację na temat ostatnich planów nowelizacji prawa o szkolnictwie wyższym, które ogłosił minister Jarosław Gowin 30 stycznia 2020 r. Tak się złożyło, iż tego samego dnia w polskim Sejmie odbyło się posiedzenie Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży z udziałem ministra Gowina.

    Jak donosi Times Higher Education  w osobie redaktora Johna Morgana, polscy naukowcy zaniepokojeni są wpływami na nowe prawo ultrakatolickiej grupy Ordo Iuris, która teraz interesuje się regulacjami w prawie dotyczącym „wolności słowa” na uczelniach. Zmiany wedle naukowców w Polsce zapewnią swobodę wypowiedzi w przestrzeni publicznej na uniwersytetach radykalnym antyaborcjonistom, czy zaprzeczającym katastrofie klimatycznej. Mogę to potwierdzić, takie obawy znam z bezpośredniej komunikacji, z oświadczenia Komitetu Kryzysowego Humanistyki Polskiej i z rozlicznej korespondencji, jak również z publikacji listu otwartego Przemysława Pietrzaka czy blogów Jana Hartmana.

    Inspirator nowelizacji, fundacja Ordo Iuris, dumny jest także ze swojego niesławnego projektu, który w swoim czasie przepadł w zdominowanym przez PiS parlamencie, o całkowitym zakazie aborcji i karaniu zgwałconych matek.

    Przypomnę, że wedle ministerstwa: „W projekcie noweli Konstytucji dla Nauki wprowadzono sformułowanie „wolność wyrażania poglądów”. W związku z tym art. 3 ust. 1 ustawy po zmianach brzmi: „Podstawą systemu szkolnictwa wyższego i nauki jest wolność nauczania, wyrażania poglądów, twórczości artystycznej, badań naukowych i ogłaszania ich wyników oraz autonomia uczelni”.”

    Jarosław Płuciennik osobiście zadał na posiedzeniu Komisji EMiN pytanie ministrowi dotyczące planowanych zmian w Ustawie w art. 3. Pisałem o tym w poprzedniej publikacji w GW.

    Pytania brzmiały: Czy uczelnie i instytucje naukowe mają teraz zajmować się poglądami, czyli opiniami poszczególnych osób? W wolności poglądów nie ma nic złego, nie może być nic złego, art. 54 Konstytucji RP z 1997 r. gwarantuje wolność głoszenia poglądów Art. 54. „Zasada wolności poglądów. 1. Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. 2. Cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy są zakazane. Ustawa może wprowadzić obowiązek uprzedniego uzyskania koncesji na prowadzenie stacji radiowej lub telewizyjnej.”

    Zatem jakie jest uzasadnienie wprowadzenia tych ostatnio proponowanych przez Jarosława Gowina zapisów, skoro wolność poglądów jest gwarantowana konstytucyjnie? Dlaczego minister upolitycznia debaty akademickie?

    W trakcie dyskusji poseł, którego nazwiska nie pamiętam, zadał pytanie Ministrowi, czy definicja małżeństwa będzie odwoływać się do innych niż genetyczne ustaleń dotyczących płci. Świadczyło to wymownie o próbie upolitycznienia tej sprawy.

    Przypomniałem zatem, że ministerstwo powinno mieć świadomość, iż istnieją różne nauki poza uwielbianą przez Ministra bibliometrią (mierzącą wpływ i znaczenie publikacji naukowych wskaźnikami ilościowymi) oraz genetyką, że socjologia, kulturoznawstwo, czyli nauki o kulturze i religii, jak chce ministerstwo, to także równoprawne nauki, w których akurat płeć jest konstruktem kulturowym. Istnieją różne metodologie i różne wspólnoty eksperckie w wielości nauk.

    Dlaczego zatem taka zmiana w prawie? Jakie jest uzasadnienie.

    O co zatem idzie w zmianie zaproponowanej przez ministerstwo?

    Odpowiedź ministra była bardzo arogancka: na argument o upolitycznieniu, zarzucił upolitycznianie mnie samego w tej kwestii. Rolą ministerstwa jest umożliwienie ścierania się poglądów, zaś przywołane przeze mnie jakoby „gender studies” to jak strzał kulą w płot (mówiłem o kulturowej konstrukcji płci, nie o gender studies, choć i one przecież są dziedziną wiedzy). Przy okazji Minister Gowin odniósł się do podobnych obaw wyrażonych przez posłankę Barbarę Nowacką (pytała o antyszczepionkowców i płaskoziemców i ich prawo do głoszenia poglądów na uczelniach): wg Jarosława Gowina nowelizacja jest niezbędna. Nie można zabronić głoszenia poglądów.

    Według stronniczego streszczenia „debaty” w PAP nasza wymiana wyglądała tak: „Obecny na posiedzeniu komisji prof. Jarosław Płuciennik z Uniwersytetu Łódzkiego zgłosił obawę, że projekt ma na celu upolitycznienie sytuacji na uczelniach i że może on doprowadzić do sytuacji, iż trzeba będzie się tam liczyć z poglądami nienaukowymi. Komentując jego wypowiedź, Jarosław Gowin powiedział: „zachęcam do lektury przepisów w kontekście całej ustawy. Oraz bardzo bym apelował do przedstawicieli świata naukowego, by to oni nie upolityczniali uczelni, bo takie tony w wypowiedzi pana profesora zabrzmiały” – powiedział.”

    Muszę skorygować, że ja właśnie pytałem o uzasadnienie w świetle istnienia w naszym prawie odpowiednich i wystarczających regulacji. Cytowałam także Konstytucję.

    Mogę jedynie wnioskować zatem, że wedle ministra Gowina eliminowanie z przestrzeni akademickiej poglądów np. homofobicznych (a to jest w istocie casus skandalu z dr. Ewą Budzyńską, prof. z UŚ) to jest „powrót do czasów słusznie minionych.” Warto może przypomnieć, że ustawa umożliwiająca prześladowanie homoseksualistów i innych osób z grupy LGBTQ+ jest otwarcie popierana przez reżim Putina, który podpisał specjalną ustawę w 2013 r., mającą „chronić przed gejowską propagandą”. Nie sposób też nie pamiętać, że homoseksualiści ginęli także w Auschwitz, zaś w PRL byli prześladowani i rejestrowani przez tajną policję. Na marginesie, polecam zarówno Timothy Snydera Drogi do niewolności jak i klip na YouTube Hoziera, który odwołuje się do sytuacji homoseksualistów Rosji Putina.

    Zatem stawiam pytanie: czy ministerstwo ulegając wpływom radykalnych i sekciarskich grup nacisku próbuje blokować standardy europejskie, jeśli idzie o regulacje mowy nienawiści i zasady tolerancji? Zastopować stosowanie europejskich standardów dotyczących uznania różnorodności ludzkiej oraz tolerancji dla różnych wyznań, ras oraz orientacji? Czy ministerstwo pragnie w tej sposób zamknąć możliwą krytykę przez naukowców mowy nienawiści? Czy nowelizacja Ustawy ma być ustanowieniem w uczelniach tzw. stref wolnych od LGBT?

    Trzeba bić brawo, jeśli pragnie Pan minister przejść do historii jako ten, który wprowadza getto ławkowe dla osób LGBTQ+, proszę to otwarcie powiedzieć, Panie Ministrze. Ale potem proszę nie udawać europejczyka i nie prosić o unijne pieniądze wsparcia na projekty naukowe.

    We wspomnianym materiale w Times Higher Education mgr Łukasz Bernaciński, członek Ordo Iuris, uczestnik studiów doktoranckich na Uniwersytecie Łódzkim, powiedział, że organizacja opublikowała w styczniu raport opisujący kluczowe „naruszenia” wolności słowa na polskich uczelniach w ostatnich latach. Ordo Iuris, dodawała, „sporządził projekt ustawy”, który przedstawił ministrowi nauki i szkolnictwa wyższego Jarosławowi Gowinowi. Szukałem tego raportu w sieci i nie znalazłem. A może on pozostaje jedynie do użytku ministra? No bo projekt do użytku ministra został przekazany. Ale raport? Gdzie ten rzetelnie brzmiący w uszach „raport”? Proszę go upublicznić! [aktualizacja 17.02.2020, okazuje się, że faktycznie zestawienie na stronach Ordo Iuris można znaleźć tutaj, ale obejmuje ono luźne zestawienie dwudziestu siedmiu wydarzeń od 2008 r., których nie można uważać, za naruszenie wolności akademickiej, gdyż są to w swojej przeważającej większości np. odwołane wykłady na nienaukowe tematy, wcześniej zapowiadane jako współorganizowane przez jakiś instytut bądź wydział, albo odwołanie drastycznej wystawy propagandowej antyaborcjonistów].

    „Projekt spotkał się z dużym zainteresowaniem, dlatego ministerstwo postanowiło rozpocząć prace nad zmianą prawa” – kontynuował wedle THE Bernaciński. „Obecnie Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego opracowało projekt ustawy oparty na projekcie przedłożonym przez Instytut Ordo Iuris.”

    Członek Ordo Iuris powiedział też reporterowi THE, Johnowi Morganowi, że kontrowersje na Śląsku miały „bezpośredni wpływ” na zainteresowanie Ordo Iurisa tą kwestią. Powiedział kłamliwie, że studenci byli „oburzeni chrześcijańską koncepcją rodziny, nauczaną w oparciu o naukowe podstawy i badania”. Przecież w tych protestach i oburzeniu chodziło o coś innego: „Studenci postawili wykładowczyni kilka zarzutów: poglądy homofobiczne, dyskryminacja wyznaniowa, wypowiedzi krytyczne wobec wyborów życiowych kobiet dotyczących m.in. przerywania ciąży oraz przekazanie informacji niezgodnych ze współczesną wiedzą naukową.” (tutaj opis całej sprawy)

    Ministerstwo wypiera się wpływu na nowe prawo fanatyków. Wedle THE: „Rzecznik ministerstwa powiedział, że Ordo Iuris „nie uczestniczył w przygotowaniu projektu”, ale był „jedną z wielu organizacji i instytucji… zaproszonych do udziału w fazie otwartych konsultacji publicznych”.

    Pytam zatem publicznie, czy mogę prosić listę tych innych organizacji i instytucji publicznych zaproszonych — podkreślam tę datę — przed 30 stycznia 2020 — do udziału w konsultacjach publicznych? Czy może ta lista jest tak tajna, jak była do niedawna lista poparcia nowych członków neo-KRS?

    W artykule w THE powiedziałem redaktorowi Johnowi Morganowi, że członkowie projektowanego przez nowelizację komitetu przy ministrze byliby „jak sędziowie dyscyplinarni, którzy wprowadzą duży nacisk na naukowców, którzy będą się bać radzenia sobie z wieloma problemami, ponieważ będą bali się utraty pracy ”, i dodałem także „Jest to filozofia, którą można opisać dwoma słowami: dyscyplina i karanie”. Faktycznie obawiam się, że proponowane prawo jest sposobem „dopuszczenia wyrażania poglądów w środowisku akademickim”, potencjalnie zapewniając platformę na uniwersytetach dla tych w Kościele katolickim, którzy walczą o całkowity zakaz aborcji lub zaprzeczają zmianom klimatu.

    Jak wskazuje analiza projekt nowelizacji ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym wprowadza również wątpliwy i niebezpieczny system monitorowania swoiście rozumianej wolności wyrażania opinii. Ministerstwo chce utworzyć komisję specjalną: Komisję Wolności w Szkolnictwie Wyższym i Systemie Nauki. Komitet będzie się składał z 9 osób, z których 4 zostanie ogłoszone przez ministra. Resztę członków powołuje Rada Główna Nauki i Szkolnictwa Wyższego, Parlament Studentów Rzeczypospolitej Polskiej oraz Krajowa Reprezentacja Doktorantów. Pytanie brzmi, czy taka instytucja jest potrzebna? Polska Konstytucja zapewnia wystarczające gwarancje wolności wyrażania opinii (podobnie jak w przypadku innych swobód konstytucyjnych). Mamy prawo do rzetelnego i publicznego wysłuchania każdej sprawy przed właściwym, bezstronnym i niezależnym sądem (art. 45). Zgodnie z wolnością wypowiedzi w Polsce mamy ochronę zapewnianą przez prawo cywilne (ochrona dóbr osobistych) i kodeks karny (przestępstwa zniewagi i zniesławienia). Konstytucja i ustawy gwarantują prawo do odwołania się od orzeczeń i decyzji wydanych w I instancji, a każdy ma prawo zwrócić się do Rzecznika Praw Obywatelskich o pomoc w ochronie jego wolności lub praw naruszonych przez organy władzy publicznej. Ta ochrona jest wystarczająca i odpowiednia, a wspomniane środki tworzą spójny system. Powołanie nowych komisji przez prawodawcę musi budzić wątpliwości co do jego zamiarów. Istotą wolności, w tym wolności wyrażania opinii, jej autonomii, jest jak najszerszy zakres swobów, a nie kontrola ze strony państwa. Nie ma potrzeby tworzenia takich organów jak Komisja Wolności w Szkolnictwie Wyższym i Systemie Nauki.

    Komisja ds. Nauki obradowała 2,5 godziny, przy czym większość czasu zajęły wypowiedzi ministra i wiceministrów. Mieliśmy doprawdy bardzo mało czasu, żeby zaprezentować swoje pytania w odpowiedni, racjonalny i uzasadniony sposób. Taka Komisja powinna obradować kilkanaście godzin przy udziale wielu, wielu innych podmiotów. Nie powinna stanowić listka figowego dla Ministra, który pragnie ulegać wpływowi fanatycznej organizacji społecznej (to nawet nie stowarzyszenie, tylko Fundacja założona przez inną fundację, mająca Piotra Skargę jako patrona, ale nazwą alternatywną jest dumnie brzmiący Instytut Kultury Prawnej Ordo Iuris). Taka debata nie jest debatą, jest ceremonialnym utrwalaniem hegemonii ministerstwa nad nauką w Polsce. Ministerstwo Nauki wprowadza kaganiec dla nauki (przypominam, że nauką w Polsce nazywa się także nauki humanistyczne i społeczne) nazywając te swoje działania troską o wolność słowa (w istocie opinii). Szkoda, że nie wynikają one z troski o wolność badań naukowych. I troski o studentów.

    PS. Nowomowa obecnego ministra jest przygnębiająca: ustawa, w której w ostatnim momencie wprowadzono kilkaset poprawek (w lipcu 2018 r.), nazywa się Konstytucją dla Nauki. Ustawa, która realizuje wizję sprzed 20 lat, to Ustawa 2.0. No i wszechobecna DOSKONAŁOŚĆ, które to słowo jest szczytem nowomowy w Public Relations. O tym także już powstały artykuły naukowe. (Włoskowicz, Wojciech. „NOWOMOWA PSEUDOMETANAUKOWA? O JĘZYKU POLSKIEJ POLITYKI NAUKOWEJ”. Poradnik Językowy, t. 10, nr 769, 2019, s. 35–47, doi:10.33896/PorJ.2019.10.3.)

    PS.2. Właśnie trwa przerwa międzysemestralna na mojej uczelni. Na Komisji Nauki w polskim Sejmie byłem obecny jako zainteresowany nauką obywatel. Społecznie. Prywatnie, choć politycznie, bo interesują mnie sprawy publiczne.

    14 lutego 2020

    Jarosław Płuciennik (prof. nauk humanistycznych, kulturoznawca, literaturoznawca, kognitywista, historyk idei)

    Anna Rakowska-Trela (dr hab. nauk prawnych, konstytucjonalistka)

    Zmieniona wersja tego wpisu została opublikowana w Gazecie Wyborczej 14.02.2020 r. TUTAJ

    Zdjęcie własne rzeźby w Sejmie na Wiejskiej… (fot. Jarosław Płuciennik)
  • Mała Greta Thunberg naprzeciwko Donalda Trumpa i Biskupa Jędraszewskiego?

    Dawid przeciwko Goliatowi?

    Greta Thunberg na szczycie wedle ABC NEWS.

    Zacząłem interesować się karierą Grety Thunberg od czasu jej słynnego wystąpienia we wrześniu 2019, choć wcześniej zwracała moją uwagę, bo aktywizowała mojego starszego syna do udziału w piątkowych strajkach klimatycznych. Jako ojciec nastolatka o rok od niej młodszego z przyjemnością rejestrowałem jej duży wpływ na aktywizowanie młodzieży na całym świecie, także w Polsce. Jej postać jest jednak interesująca z punktu widzenia także nauk o kulturze i religii, bo jej przekaz i jej wizerunek medialny nosi znamiona zakorzenionego kulturowo w szwedzkiej tradycji i szwedzkich realiach kulturowych oraz szerzej w długiej już tradycji krytyki nowoczesności.

    Greta Thunberg, człowiek roku 2019 r. wpływowego Tygodnika „Time” (Alter, Charlotte. „The Conscience”. Time, grudzień 2019.) wywołuje bardzo skrajne reakcje: jest entuzjastycznie witana i oklaskiwana na różnych szczytach, fotografują się z nią zarówno prezydent Obama, jak i papież Franciszek, pokazują się z nią w różnych telewizjach celebryci, tacy jak Arnold Schwarzenegger czy Naomi Klein, występuje ona w głównych programach publicystycznych telewizji na całym świecie, prowadzi własne mikroblogi na Twitterze i Instagramie, miała juz wykład TED i jest doktorem honoris causa, jest śledzona przez miliony fanów na całym świecie, powstały już o niej (niekoniecznie najlepsze) książki, takie dla dzieci, ale także dla dorosłych. Jednak jest także nienawidzona przez wielkich tego świata. Jednym z wielkich hejterów Grety Thunberg jest Donald Trump, którego oskarża się także o to, że nie może małej dziewczynce wybaczyć, iż ukradła mu show i to ona stała się najbardziej wpływowym człowiekiem roku Time’a w 2019, a nie — po raz drugi — on…

    Greta Thunberg na Placu w Rzymie przed Papieżem Franciszkiem namawiająca go do celebrowania jego własnej „zielonej” Encykliki Laudato Si (screen z Gazeta Wyborcza)

    Do rangi symbolu urosły zdjęcia pokazujące wyraz twarzy Grety Thunberg na widok Donalda Trumpa na szczycie w Nowym Jorku. Jeśli dla Naomi Klein faktycznie Greta stoi w opozycji do polityki — niszczącej świadomie naturę i gloryfikującej nieograniczoną konsumpcję „hamburgerów i plastikowych rurek do picia”– ekipy Trumpa, to nie dziwi wcale niechęć prezydenta USA do 16-latki, która już dawno przestała być małą dziewczynką, a staje się nastoletnią wkurzoną.

    Z przykrością stwierdzam, że do grona osobiście zapiekłych wrogów młodej Grety przyłączył niedawno arcybiskup Marek Jędraszewski, który oskarżył „ekologizm” o bycie ideologią totalitarną. Chciałbym jednak przypomnieć, że katolicki ksiądz biskup reprezentuje innego typu ideologię totalitarną, też nieoczekiwanie łączącą go z Donaldem Trumpem.

    Otóż obaj wydają się wyznawcami spiskowej teorii historii tzw. białego ludobójstwa. Warto przypomnieć wypowiedź arcybiskupa z 15.11.2013 r. W Pabianicach, w której mówi: „Mogę sobie łatwo wyobrazić, że za jakiś czas, mam nadzieję, że sam tego nie dożyję, że w roku 2050 nieliczni biali będą pokazywani innym rasom ludzkim tu, na terenie Europy, tak jak Indianie są pokazywani w Stanach Zjednoczonych w rezerwatach. Byli sobie kiedyś tacy ludzie, którzy tu zamieszkiwali, ale przestali istnieć na własne życzenie, ponieważ nie potrafili uznać tego, kim są od strony biologicznej.” Pisze o tym Jan Hartman na swoim blogu w Polityce. (https://hartman.blog.polityka.pl/2013/12/01/biala-rasa-musi-przetrwac/)

    Faszyzm może być definiowany jako religijny kult państwa, wodza i narodu kojarzący się totalitarną formą rządów. Faszyzm bardzo często odwoływał się w swej historii do twardej nauki, zwłaszcza do nauk przyrodniczych, ale przede wszystkim wyciągał ideologiczne konsekwencje z darwinizm społecznego, wedle którego państwa silne z natury rzeczy podbijają państwa słabe: z tego wynika militaryzm, nacjonalizm i rasizm.

    Naomi Klein ostatnio powiedziała też, że gorszy od negacjonizmu ekologicznego jest tylko ekofaszyzm. (Naomi Klein on the Case for a Green New Deal, Greta Thunberg, & The Rise of Ecofascism. YouTube, https://www.youtube.com/watch?v=IARezGmhWr0. Udostępniono 28 grudzień 2019.)

    Arnold Schwarzenegger i Greta Thunberg w Wiedniu (źródło Flipboard.com)

    Ekofaszyzm jest mistyczną wersją faszyzmu skojarzoną z kultem ziemi. Towarzyszy mu wizja organicznej całości natury. Ekofaszyści jeszcze nie rządzili żadnym narodem, ale pewne elementy wczesnych wersji nazizmu (mistyczny ruch Volkistowski w XIX w., czy jego związki ze spiritualizmem) były obecne w narodowym socjalizmie Hitlera, przede wszystkim w postaci hasła: „krew i ziemia”, które oznaczało czystość białej rasy aryjskiej. (Zimmerman, Michael E. „Ecofascism”. Encyclopedia of Religion and Nature, Volume 1, Continuum, 2008, s. 531–32)

    Z Ekofaszyzmem skojarzone jest także spiskowa „teoria białego ludobójstwa”, zgodnie z którą Żydzi wymyślili spisek mający wykończyć białą rasę przed propagowanie: masowej nie-białej imigracji, integracji rasowej, niskich wskaźników dzietności, aborcji, rządowej konfiskaty ziemi białych, zorganizowanej przemocy i eliminacji w rzekomo białych krajach w celu spowodowania wyginięcia białych poprzez przymusową asymilację i brutalne ludobójstwo. Rzadziej obwinia się Czarnych, latynosów i muzułmanów, ale raczej jako wykonawców spisku, a nie jego mózgi.

    W tym kontekście lepiej jest zrozumieć, z czym mamy do czynienia, kiedy atakujemy czysty i prosty przekaz Grety Thunberg i sił, które ją wspierają. Katastrofa ekologiczna oznacza także masowe migracje na skalę dotychczas niespotykaną. Tak zwany kryzys uchodźczy w 2015 roku w Europie był kryzysem wywołanym przez wojnę mającą swoje źródła w zmianach klimatycznych. Za ekofaszystów uważali się sprawcy masowych mordów z 2019 w Christchurch w Nowej Zelandii (15 marca 2019 r. (51 zabitych, 49 rannych) i w El Paso w USA (3 sierpnia 2019 r., 22 zabitych, 24 rannych). Sprawcy tych ataków na wyznawców różnych religii, nie tylko Islamu, publikowali przed atakami manifesty, w których przyznawali się do swojego ekofaszyzmu. Ekofaszyści i brexitowcy bronią czystości krajów i narodów przed integracją ludzkości. Dotychczas myślałem, że w Nowym Testamencie, fundamencie chrześcijaństwa, mogę poczytać „Nie masz Żyda ani Greka, nie masz niewolnika ani wolnego, nie masz mężczyzny ani kobiety; albowiem wy wszyscy jedno jesteście w Jezusie Chrystusie”. (Gal. 3,28) Teraz okazuje się, że na gruncie bardzo wpływowym w polskich życiu publicznym mają miejsce wypowiedzi, które z chrześcijaństwem nie licują. Ideologia totalitarna jest religią państwa. Jeśli można mówić o dyktacie siły w Polsce, to właśnie ten dyktat słyszymy. On nie jest głosem chrześcijaństwa. Po prostu nie godzi się.

    girls on a tree in south Sweden in the province of Skåne
  • Badawczy Język Ojczysty (BJO): Olga Tokarczuk i język „czułego narratora”

    Nauka jest międzynarodowa. Ideały prawdy są międzynarodowe. Badanie prawdy nie może znać granic narodowych. A jednak uznanie dla ważności języka ojczystego jest niebywale kluczowe w kontekstach edukacyjnych.

    Jestem wielkim zwolennikiem więlojęzyczności. Sam mogę porozumieć się w języku angielskim zupełnie swobodnie w mowie i piśmie. Jestem też zaawansowanym użytkownikiem języka szwedzkiego, bardziej biernie w mowie i piśmie (zdałem kiedyś egzamin państwowy w Szwecji). Uczyłem się z marnym skutkiem przez 11 lat języka rosyjskiego, ale to osobna historia. Łyknąłem języków klasycznych, trochę łaciny, trochę greki, oraz hebrajskiego. Uczę się podstaw języka norweskiego. Imponują mi Polacy więlojęzyczni tacy jak Józef Conrad Korzeniowski, czy Bronisław Malinowski. Pisuję o nich. Jednak warto zauważyć, iż większość naszych wielkich pisarzy XIX wieku także była wielojęzyczna, Mickiewicz czy Słowacki to poligloci.

    Nie trzeba podkreślać, że znajomość języków obcych pomaga w życiu. Nie trzeba podkreślać, że język angielski w nauce współczesnej jest uniwersalnym językiem. Jednak wielkim błędem jest uznanie, że powinien stać się on podstawowym językiem wszystkich badań, także w naukach społecznych i humanistycznych.

    Przy okazji Nobla dla Olgi Tokarczuk w mediach społecznościowych można znaleźć nawoływania nawet do spalenia jej dzieł. Oto przykład takiego nawoływania:

    jeden z twittów wokółnoblowskich

    Wydaje mi się, że za taką postawą stoi nie tylko ignorancja i prymitywizm, jeśli idzie o kulturę. Dotykamy właśnie rudymentów kultury.

    Język pisarzy przez wieki był dla Polaków językiem edukacji, gdyby nie Jan Kochanowski i jego twórczość Polacy prawdopodobnie czuliby mniej i poznawaliby mniej, bo to on rozwinął np. polski język emocji i uczuć (zob. jego Psałterz czy Treny). Bez Mickiewicza i Słowackiego, a potem także Tuwima i Brzechwy, Reymonta i Sienkiewicza (tak!), Miłosza i Szymborskiej bylibyśmy ubożsi o całe kontynenty życia wewnętrznego, bo życie wewnętrzne, język analizy ducha, rozwija się w najbliższym języku, języku matki i ojca. Charakterystyczne, że w języku angielskim mówi się i pisze o języku matki (mother tongue) jako języku ojczystym. Świadomie zakończyłem swoją listę wielkich polskich zasłużonych dla języka polskiego (oczywiście może ona być rozwinięta, tutaj podałem przykłady) noblistami, bo ataki na Tokarczuk idą z rejonów naszej ojczyzny, które podkreślają swoje przywiązanie do idei narodu. Jednak reprezentacji tych rejonów mentalnych nie zauważają, jak bardzo antynarodowe głoszą idee, kiedy nawołują do palenia książek Olgi Tokarczuk, tak zasłużonej pisarki dla języka polskiego. Jej wykład Noblowski na przykład to szlachetnie wyszlifowany diament polszczyzny.

    AUGUST 10.2012-DHAKA, BANGLADESH: In the picture we can see the easiest way of getting around the city is by taxi or auto-rickshaws In an attempt to reduce air pollution, the government forced on them gives all the taxis and rickshaws-auto-install operating systems natural gas

    Międzynarodowy Dzień Języka Ojczystego został ogłoszony przez Konferencję Generalną UNESCO w listopadzie 1999 r. Od lutego 2000 r. Obchodzi się ten dzień w celu promowania różnorodności językowej i kulturowej oraz wielojęzyczności. Data 21 lutego została wybrana, aby upamiętnić rok 1952, kiedy studenci domagający się uznania swojego języka bengalskiego jako jednego z dwóch języków narodowych ówczesnego Pakistanu, zostali zastrzeleni przez policję w Dhace, stolicy dzisiejszego Bangladeszu. Jakościowa edukacja w językach ojczystych wedle ONZ i w szczególności UNESCO jest niezbędna do osiągnięcia sukcesu Agendy 2030 ONZ. Irina Bokova, dyrektorka generalna UNESCO podkreśliła kiedyś, że ​​„języki ojczyste w wielojęzycznym podejściu są istotnymi elementami wysokiej jakości edukacji, która sama w sobie stanowi podstawę wzmocnienia pozycji kobiet i mężczyzn oraz ich społeczeństw”. Podkreśliła, że język czysty jest konieczny, aby „stworzyć bardziej sprawiedliwą i zrównoważoną przyszłość dla wszystkich”. W tym kontekście ten program dla zrównoważonego rozwoju ONZ oraz program wsparcia języka ojczystego współgra z programem „czułego narratora” Tokarczuk, który ogarnia holistycznie swoją postawą świat zarówno ludzki, jak pozaludzki. Wysokiej jakości edukacja jest niemożliwa bez języka ojczystego w nauczaniu i uczeniu się.

    Jak zauważyła Bokova w 2016 r., opracowane przez UNESCO ramy działania 2030 na rzecz edukacji, oraz plan działania na rzecz wdrożenia agendy 2030, zachęcają do pełnego poszanowania użycia języka ojczystego w nauczaniu i uczeniu się oraz promowania i zachowania różnorodności językowej.

    „Wielojęzyczność jest niezbędna do realizacji tych celów – jest niezbędna do osiągnięcia sukcesu w agendzie 2030 w zakresie wzrostu, zatrudnienia i zdrowia, a także zrównoważonej konsumpcji i produkcji oraz zmian klimatu”, powiedziała.
    Poprzez program lokalnych i rdzennych systemów wiedzy (Local and Indigenous Knowledge Systems — w skrócie LINKS) UNESCO podkreśla znaczenie języków ojczystych i lokalnych jako kanałów ochrony i dzielenia się rdzennymi kulturami i wiedzą, które są „ogromnymi rezerwuarami mądrości”. Ten program LINKS dotyczy oczywiście mądrości, ale czy nie ma znaczenia w wiedzy? Informacja i dane nie czynią wiedzy. Wiedza budowana jest wysiłkiem zbiorowym, w języku.

    Otóż jeśli pozwolimy działać obecnej Ustawie Prawo o Szkolnictwie Wyższym i Nauce z 20 lipca 2018 r., to nauki humanistyczne i społeczne stracą język polski jako naturalny sposób komunikacji, bo najwięcej można punktowo uzyskać w publikacjach w języku angielskim. Pisałem już o tym. Ale ta strata to jest również potencjalna katastrofa dla języka polskiego jako języka edukacji, nauczania i uczenia się. Język ojczysty to język życia wewnętrznego, język ducha. Algorytmy i urzędnicy razem z hejterami w internecie niszczą język ducha, język ojczysty.

  • Kochamy ojczyznę i język ojczysty, Panie Ministrze?

    Właśnie przedwczoraj 14 września 2019 r. ukazał się kolejny artykuł w Times Higher Education na temat negatywnych zmian społecznych przymusu publikacji w języku angielskim, tym współczesnym lingua franca.

    David Matthews pisze, że zdaniem eksperta, nomen omen, bibliometrii, który monitorował to przejście w Norwegii, uczeni z nauk humanistycznych i społecznych w Europie kontynentalnej ryzykują utratę znaczenia społecznego, jeśli nadal będą się przestawiać na angielski jako główny język publikacji profesjonalnej.

    Utrata znaczenia humanistyki i nauk społecznych w społeczeństwie to także degeneracja dla kultur narodowych i niwelacja spraw lokalnych na rzecz spraw obchodzących wyłącznie anglojęzycznych naukowców. No bo żeby napisać z sensem po angielsku, angielskie muszą być także materiały egzemplifikujące oraz konteksty eksplikacji.

    Zgodnie z badaniami przedstawionymi uczestnikom konferencji przez profesora Sivertsena, w Norwegii odsetek artykułów humanistycznych opublikowanych w języku norweskim spadł z około 65 procent w 2005 r. Do mniej niż 40 procent do 2014 r. W naukach społecznych z 55 do 30 procent.

    Warto wskazać, że wyniki badań dotyczą społeczeństwa skandynawskiego, które świetnie rozumie angielski i bardzo dobrze się nim posługuje. Ale rzecz w materiale badawczym i kontekstach eksplikacji – społeczeństwo przestaje rozumieć akademików, bo piszą o obcych im problemach i zagadnieniach.

    Żeby zatrzymać dryfowanie w kierunku wyłącznego używania języka angielskiego. Profesor Sivertsen, wskazał na samorganizację środowisk naukowych np. Na Helsińską Inicjatywę na Rzecz Wielojęzyczności w Komunikacji Naukowej, kampanię mającą na celu utrzymanie publikowania w języku lokalnym.

    Sam posługuję się w mowie i piśmie zarówno polskim, jak i angielskim i szwedzkim. Gorzej znam kilka innych języków. Ale wiem, że język ojczysty to żywa tkanka, którą trzeba chronić. Nie izolować, nie niszczyć ksenofobią i nacjonalizmami, ale język musi być rozwijany przez żywych ludzi, tych najbardziej wrażliwych i wykształconych także, aby Ci mniej wykształceni stawali się lepsi i bogatsi. Nauki społeczne i humanistyka to nie laboratoria i badania pod mikroskopem, tutaj olbrzymią rolę odgrywają czynniki kulturowe. Ja kocham język polski, a Pan Panie Ministrze Gowin?

  • Święto Łodzi i orgia

    Święto Łodzi i orgia

    Witraż z siedziby Akademii Muzycznej w Łodzi przy ul. Gdańskiej

    Święto Łodzi i orgia umysłów

    (26-28 lipca 2019)

    Zbliżają się 596 urodziny Łodzi. Będzie mnóstwo imprez, głównie na Piotrkowskiej. Władze miasta bardzo serdecznie zapraszają na obchody tysiące łodzian. Planowane są imprezy dla dzieci, imprezy sportowo-rekreacyjne, pokazy filmowe, koncerty, tańce, hulanki, swawole.

    Biblioteka Miejska wraz z Uniwersytetem Łódzkim przygotowują strefę promującą czytanie książek (w sobotę 27.07.29 przy ul. Zamenhofa). Biblioteka zapewni atrakcje dla dzieci, m.in.: zabawy i konkursy. Będzie można też wymieniać się książkami za darmo i poleżeć na Piotrkowskiej na przygotowanych leżakach, podczas gdy pracownicy i wykładowcy UŁ czytać będą na głos fragmenty „łódzkich” książek.

    Chciałbym przy tej okazji zaprosić do lektury łodzianina Karla Dedeciusa.

    Karli Dedecius we Frankfurcie w 2006 r. Źródło: Historyk [CC BY-SA 3.0 (http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/)%5D

    Śp. Karl Dedecius (1921-2016) był honorowym obywatelem Łodzi i doktorem honoris causa Uniwersytetu Łódzkiego. Urodził się tutaj, uczył w gimnazjum, z Łodzią łączyło go wiele. Przy okazji święta Łodzi warto przypomnieć jego postać, bo jak mało kto przyczyniał się do pokoju w Europie drobnymi swoimi sprawami tłumacza, teoretyka tłumaczenia oraz popularyzatora kultury polskiej i rosyjskiej w niemieckim kręgu językowym.

    Sprawy związane z językami obcymi były dla niego żywe. Przekład stanowił filozofię życia i działania. W swojej „Sztuce przekładu” z 1999 r. pisze w pierwszym akapicie:

    „Tłumaczami jesteśmy wszyscy. Nawet jeśli nie tłumaczymy książek, lecz wygłaszamy mowy, wydajemy sądy, załatwiamy interesy, stanowimy prawa. Zawsze jesteśmy wtedy tłumaczami. Przekładamy bowiem swoje myśli na słowa, a słowa na rozum adresatów.” (Szkiełko tłumacza, 2013: 261)

    Tłumaczenie innymi słowy to humanizm polegający na tym, że zbliżamy się do rozumu i ciała adresatów tego, co robimy i mówimy, czy piszemy. Tłumaczenie jest zbliżeniem się do ludzi.

    Tłumacz jest przyrównany z jednej strony do najwyższego kapłana — Pontifex maximus — Budowniczego Mostów — z drugiej zaś — za Horacym — do tłumacza bogów, pośrednika między światem boskim i ludzkim.

    Jednak tłumaczenie ma przyziemny cel: budować mosty między poszczególnymi umysłami, tak żeby panował pokój między narodami i pojednanie.

    „Język, tworzywo, z którego my tłumacze budujemy mosty, jest ze swej natury budulcem porozumienia. Tam gdzie rodzi nieporozumienie, jest sługą nadużycia”. (Tamże 262) Ta sztuka budowania mostów jest trudna, jest przeciwieństwem mowy nienawiści, „walczących słów” (wg J. Butler). Tłumaczenie, zwłaszcza literackie, służy zbliżeniu umysłów, a tym samym jest tych umysłów obcowaniem, co jest ex definitione komunią, łac. Communitas, czy universitas. (266)

    Sednem posłania tłumaczy jest zbliżenie poprzez syntezy, czasami niezwykle trudne, syntezy przeciwieństw. „W wyższych stadiach rozwoju bowiem przeciwieństwa nie zwalczają się, lecz zwielokrotniają wzajemnie swoje potencjały, łączą się i tworzą nowe, wyższe syntezy.” (267)

    I na koniec: każda czynność tłumacza ma wymiar polityczny, tłumaczenie literatury pięknej nie jest apolityczne. Cytuje przy tym wiersz „Dzieci epoki” Wisławy Szymborskiej:

    Jesteśmy dziećmi epoki,

    epoka jest polityczna.

    Wszystkie twoje, nasze, wasze

    dzienne sprawy, nocne sprawy

    to są sprawy polityczne.

    Chcesz czy nie chcesz,

    twoje geny mają przyszłość polityczną,

    skóra odcień polityczny,

    oczy aspekt polityczny.

    O czym mówisz, ma rezonans,

    o czym milczysz, ma wymowę

    tak czy owak polityczną.

    Nawet idąc borem lasem

    stawiasz kroki polityczne

    na podłożu politycznym.

    Wiersze apolityczne też są polityczne,

    a w górze świeci księżyc,

    obiekt już nie księżycowy.

    Być albo nie być, oto jest pytanie.

    Jakie pytanie, odpowiedz kochanie.

    Pytanie polityczne.

    Nie musisz nawet być istotą ludzką,

    by zyskać na znaczeniu politycznym.

    Wystarczy, żebyś był ropą naftową,

    paszą treściwą czy surowcem wtórnym.

    Albo i stołem obrad, o którego kształt

    spierano się miesiącami

    przy jakim pertraktować o życiu i śmierci,

    okrągłym czy kwadratowym.

    Tymczasem ginęli ludzie,

    zdychały zwierzęta,

    płonęły domy

    i dziczały pola

    jak w epokach zamierzchłych

    i mniej politycznych. 

    STRASBOURG, FRANCE – SEP 12, 2018: Rear view of people smoke grenade thrown during French Nationwide day of protest against labor reform proposed by Emmanuel Macron Government

    Bo Ars poetica tłumacza jak każda sztuka jest ars amandi, sztuką kochania. Czy sztuka kochania jest tematem politycznym? Bywa że nawet bardzo.

    Z okazji Święta Urodzin Łodzi życzę wszystkim łodzianom Uśmiechu i politycznej sztuki kochania! Tłumaczcie siebie nawzajem, to będzie orgia umysłów…

    Źródło cytatów:

    Dedecius, Karl. Szkiełko tłumacza i oko poety. Universitas. Zredagowane przez Andreas Lawaty, Przetłumaczone przez Jacek Dąbrowski i in., t. 15, Kraków: Universitas, 2013.