Jaką rolę powinna pełnić Akademia w zmieniającym się dynamicznie świecie; jaka będzie przyszłość uniwersytetów i jak zmienią się ich podstawowe zadania, biorąc pod uwagę wyzwania współczesności; jak kształcić, by nadążać za postępem technologicznym, oczekiwaniami studentów i otoczenia (pracodawców, biznesu), a jednocześnie by niezmiennie budzić u młodych ludzi ciekawość świata i pasję naukowców docierania do prawdy – to zagadnienia, nad którymi zastanawia się dziś cały świat akademicki. Debata na ten temat z inicjatywy prorektora ds. popularyzacji nauki i kształcenia dr hab. Krzysztofa Pabisa odbyła się również na Uniwersytecie Łódzkim, obchodzącym 80-lecie swego istnienia.
Uczestnicy debaty: dr hab. Agnieszka Kurczewska, prof. UŁ, z Wydziału Ekonomiczno-Socjologicznego UŁ; dr Joanna Miksa, adiunktka w Katedrze Etyki UŁ; prof. dr hab. Jarosław Płuciennik, kulturoznawca, literaturoznawca i kognitywista, profesor nauk humanistycznych na UŁ, dr hab. Krzysztof Pabis, prof. UŁ, zoolog, entomolog, i Jarosław Brodecki, student biologii na Wydziale Biologii i Ochrony Środowiska UŁ, młody naukowiec i przyrodnik, odpowiadali na pytania prowadzących debatę doktorantki Oleny Dubchak (SDNH UŁ) i Sebastiana Piskorskiego (SDNŚiP UŁ).
Ciekawe metafory stanowią często podstawę związków frazeologicznych w różnych językach naturalnych. Takie związki słów i wyrażenia bywają trudnoprzekładalne na inne języki. jednocześnie, stanowiące podstawę idiomów, bywają bardzo charakterystyczne dla poszczególnych języków, bywają świętem języka.
Kiedyś bardzo mocno przykuło moją uwagę staropolskie wyrażenie „szczyra prawda”, którym posługiwał się w kongenialnym przekładzie psalmu 119 Jan Kochanowski, największy Wieszcz Polski wszechczasów.
Słowo „szczyra”, czyli dzisiaj „szczera” jest ciekawe i charakterystyczne dla języków zachodniosłowiańskich oraz rosyjskiego. A wywodzi się prawdopodobnie według Aleksandra Brücknera ze słowa „szeroki” („Słownik etymologiczny języka polskiego”).
Jak szeroka może być prawda? Wydaje się, że w ogóle przymiotnik „szeroka” nie może odnosić się do rzeczownika „prawda”. Prawda jest albo jej nie ma zgodnie z logiką dwuwartościową, którą uznaje się za klasyczną i obowiązującą w kulturze zachodniej.
Dzisiaj przyszedł mi w sukurs tekst wywiadu z jednym ze znawców spraw rosyjskich, w którym pada sformułowanie rosyjskie będące frazeologizmem języka rosyjskiego oznaczającym czynność kłamania. Zamiast słowa kłamać, czyli po rosyjsku „łgać” (po polsku można zresztą także łgać i łżeć) można użyć frazeologizmu „кривить душой”, „krivit dušoj”, czyli dosłownie „krzywić duszę”.
Dopiero kiedy przypomniałem sobie, jak wielką rolę w mitologii rosyjskiego narodu odgrywa mit tak zwanej rosyjskiej duszy, zrozumiałem także, że ta dusza, jakże przeogromna, niemalże nieskończona, musi przelewać się sposób niepohamowany z duszy w duszę. dlatego kiedy nie może mieć miejsca ten przemożny wylew i przelew, mówi się o nieszczerości, zakłamaniu i obłudzie.
„Krzywa dusza” to synonim kłamstwa. „Krzywa dusza” dzisiaj w Rosji dominuje. I nie mam na myśli wszechogarniającej i wszechobecnej dzisiaj w Rosji propagandy putinowskiej. Krzywa dusza dzisiaj w Rosji rządzi w narodzie rosyjskim, bo wedle oficjalnych danych Putina popiera od 70 do 80% badanych Rosjan.
„Krzywa dusza” ze współczesnego języka rosyjskiego może być do pewnego stopnia podobnym zjawiskiem do opisywanego przez Czesława Miłosza w „Zniewolonym umyśle” „ketmana”. Opisywane przez naszego noblistę zjawisko „ketmana” pochodzi od arabskiego słowa oznaczającego „ukrywanie”, „zatajanie”. W islamie oznacza zaparcie się wiary, dopuszczalne w sytuacji zagrożenia życia.
„Zniewolony umysł” powstawał w czasach bliskich stalinowskiego terroru (napisany w 1951, wydany w 1953 r.) Musimy jednak pamiętać, że rosyjska propaganda pod władzą Putina miała wiele czasu, aby przygotować dzisiejszą sytuację. Już w 2015 r. Garri Kasparow, mistrz Szachów, przestrzegał świat w książce pt. Nadchodzi zima, że Putin to taka nowsza wersja Hitlera. I że świat zachodu musi natychmiast uderzyć w finanse putinowski Rosji poprzez odcięcie się od paliw kopalnych z Rosji.
W 2019 roku pisał w podobnym duchu, choć głównie w kontekście działań rosyjskiej propagandy w USA i innych krajach Zachodu, także w Polsce, genialny historyk naszej części Europy i świata, Timothy Snyder.
Dlatego jedyną pomocą skrzywionym duszom będzie po prostu prawda. Szczera prawda może naprawdę wyzwalać. Szczerej prawdy boją się wszyscy dyktatorzy. Także ci którzy jeszcze są nie do końca wykształceni w dojrzałej formie, tak jak to ma miejsce w Polsce.
„Skrzywiona dusza” potrzebuje prawdy, żeby się wyprostować. Żeby stanąć na nogi i kroczyć dumnie przed siebie. Putin jest dyktatorem. W Polsce funkcjonuje mnóstwo agentów wpływu propagandy putinowskiej. Nie dajmy zapanować nad sobą obłudzie i zakłamaniu „skrzywionych dusz”.
Zupełnie na marginesie jako filolog muszę odnotować, że rosyjskie „krivit” może zostać także przetłumaczone jako „zniekształcić”. Wybrałem „skrzywienie” nieprzypadkowo , ponieważ taka jest etymologia właśnie łacińskiego słowa „curva” krzywa. Nota bene, krzywa dusza, to po łacinie „anima curva”.
Jedynie prawda nas wyzwoli. Kłamstwo, obłuda, propaganda, może nas ketmanić i… zakrzywiać…
W okresie postmodernizmu wydawało się, że problem prawdy jest rozstrzygnięty i że właściwie nie ma o co kruszyć kopii, bo w istocie prawda jest —- trochę tak jak w zasadzie nieokreśloności — nie do ustalenia. A jednak…
Komsomolskaja Prawda (dziennik ZSRR, znany z szerzenia propagandowej prawdy, czyli kłamstw i dezinformacji) (fot. Depositphotos)
Postmodernizm odwoływał się do perspektywizmu Friedricha Nietzschego, dla którego wartość prawdy jest nieudowadnialna, każdy ma swoją prawdę.
Donald Trump to jest najlepszy przykład osoby, która z kłamstwa i manipulacji, dezinformacji uczyniła regułę showmana… (fot. Depositphotos)
Opowieść postmodernizmu miała się świetnie do momentu odniesienia spektakularnego sukcesu: zaakceptowania niełatwej prawdy przez śmiertelnych jego wrogów, populistów i konserwatystów różnej maści. Zwłaszcza tych, co mięli dostęp do mediów, showmanów.
Żyjemy jednak w czasach spotęgowanych niepewności wywołanych różnymi kryzysami w tym kryzysem pandemii. W takich czasach niepewności i przytłoczenia informacjami problematyka prawdy zaczyna być coraz bardziej paląca.
Właśnie trzymam w ręku listopadowy numer magazynu „Scientific American”, który na pierwszej stronie wybija tytuł „W konfrontacji z dezinformacją: jak obronić społeczeństwo od kłamstw, strachu i podziałów.”
Aż cztery artykuły poświęcone są problematyce kłamstwa, dezinformacji i teoriom spiskowym. Na szczególną uwagę zasługuje najdłuższy artykuł Joany Donovan pt. Aktywizm prawdy. Śledzi on historię nowoczesnych wynalazków technicznych zwłaszcza rozwoju Internetu i dostępu do niego.
Wydawałoby się zatem że prawda jest nade wszystko istotna w zagadnieniach związanych z twardymi naukami, takich jak kłamstwa klimatyczne czy teorie spiskowe dotyczące różnych dzisiejszych kwestii, jak omawiane w listopadowym numerze SA teorie spiskowe dotyczące pandemii.
Jednak właśnie dzisiaj prof. Lindsey Stonebridge publikuje w The Times Higher Education felieton pt. „Humanistyka jest kluczowa w odpowiedzi na atakowanie prawdy”.
Stwierdza w tym artykule autorka, że tzw. generacja Instagramu przebudziła się dość wcześnie już właściwie cztery lata temu, dla tej generacji ważne jest „jak było naprawdę”, ta generacja chce studiować historię i historię kultury, literatury po to, żeby wiedzieć, jak się odróżnia prawdę od dezinformacji.
Autorka stwierdza że nauka historii czy literatury ma olbrzymi sens w kontekście współczesnego walczenia o dobrą informację.
Po to aby odnaleźć prawdę, nasz umysł potrzebuje opowieści, opowieści, które pozwolą zrozumieć koronazarazę, pozwolą zrozumieć planetę próbującą złapać oddech, zrozumieć rasizm, nierówności i strach. Bardzo charakterystyczne, że znalazłem w tym artykule odniesienie do pism filozoficznych Hannah Arendt. Prawda i prawa człowieka są dwoma korzeniami nowoczesnego oświeceniowego myślenia o świecie i człowieku. To są także filary nowoczesnego uniwersytetu.
Dlatego minister edukacji, który stwierdza nieistnienie praw człowieka musi odejść.
Przemysław Czarnek w programie TVP w czerwcu 2020: „Skończmy słuchać tych idiotyzmów o jakichś prawach człowieka, czy jakiejś równości. Ci ludzie nie są równi ludziom normalnym.” Podobnego pokroju człowiek nie może dyktować niczego rektorom polskich uniwersytetów, zwłaszcza nie może bronić prawa do głoszenia nietolerancji i ciemnoty. Autonomia uniwersytetów w Polsce jest dzisiaj bardzo zagrożona przez rewolucję hunwejbinów kontrrewolucji edukacyjnej i kulturowej. Przemysław Czarnek planuje rewolucyjne zmiany w prawie polskim, które dopuszczą konferencje „naukowe” zwolenników zakazu aborcji na uniwersytetach. To jest koniec świata akademii. Naukowość to spadek po oświeceniu. Jeśli komuś nie odpowiada spuścizna oświeceniowa, nie powinien pchać się do świata nauki. Nauk i humanistyki.
Przemysław Czarnek, nasz mały Mao rewolucji kulturalnej?
Mao, przywódca tzw. rewolucji kulturalnej w Chinach, tutaj zwielokrotniony przez sztukę popularną (fot. Deposipthotos)
Nowe słowo w Polsce i w angielszczyźnie: plandemia i skamdemia
Według Słownika Języka Polskiego
pandemia to
1. «epidemia obejmująca swym zasięgiem bardzo duże obszary», inaczej: „nazwa epidemii o szczególnie dużych rozmiarach, obejmującej kraje, a nawet kontynenty.”
Z greckiego pandemia oznacza „cały lud”, jak podaje „Słownik wyrazów obcych”, pochodzi to słowo od od ‚pandemos’ „powszechny, należący do całego ludu”.
I to użycie spotykamy najczęściej, ale jest też drugie:
2. «idealny sojusz wszystkich narodów, żyjących w pokoju i wzajemnej zgodzie»
To jest zaskakujące użycie, niemal paradoksalne, bo jest też trzecie, bardzo od tego drugiego inne skojarzenie:
3. pandemonium: piekło, kompletne zamieszanie, chaos, anarchia, sądny dzień, istny koniec świata, ogłuszający zgiełk, tumult.
Jeden z przydomków Afrodyty to Pandemos jako opiekunki kobiet upadłych, oznaczała także nierządnicę. W „Raju utraconym” Johna Miltona „pandemonium” to stolica piekieł występująca na końcu Księgi I Raju utraconego (1667). Architektem Pandemonium był Mulciber. Demony zbudowały go w około godzinę, ale znacznie przewyższał wszystkie ludzkie pałace i siedziby. Był złoty.
Upadły anioł, symbol pandemonium (lic. Depositphotos)
Na stronach „Tajemnice świata” jednak pandemia widziana jest jako fałszywa pandemia, i nazywana jest czasem w sieci „plandemią”: CZARNE CHMURY NAD SIECIĄ 5G PRZYKRYTE FAŁSZYWĄ „PANDEMIĄ” KORONAWIRUSA https://www.tajemnice-swiata.pl/falszywa-pandemia/
Podobne teorie spotkać można na różnym forach blogerów youtubowych.
Od II połowy kwietnia 2020 coraz więcej ludzi szuka w sieci Internet wyjaśnienia, co znaczy słowo „plandemia” albo angielskie „plandemic”. Wcześniej oba wyrażenia nie istniały.
Strona The Economist, ilustracja do artykułu o pandemii, zrzut ekranu JP
Pisze się o plan- i skamdemii, bo zwolennicy spiskowych teorii przejmują rząd dusz nad tymi, którym z jakichś powodów nie podoba(ło) się totalne zamknięcie całego niemal świata w okresie od marca do końca maja 2020 r. Jak pisze redakcja międzynarodowa The Economist, poglądy tych protestujących są często śmieszne; ale konsekwencje bywają poważne”.
Zamknięcie (ang. lockdown) stało się poważnym problemem dla całych społeczeństw. Nie ma co z tym dyskutować. W wielu miejscach na świecie stosowano metody na pograniczu prawa, bądź całkiem bezprawne. Przypomnę, jakoś o tym się zapomina, że w Polsce jedne z najdrastyczniejszych ograniczeń wolności obywatelskich (takie jak domowe kwarantanny niemal całego społeczeństwa, zakaz wchodzenia do lasów, zakaz przemieszczania się) wprowadzono z pogwałceniem Konstytucji RP, która wymagałaby w takich sytuacjach wprowadzenia stanu nadzwyczajnego, konkretnie klęski żywiołowej. Bezprawne były wybory w maju, które się odbyła, a jednak nie odbyły… Dlatego nie dziwi ani trochę opór niektórych obywateli. Choć motywacja tego oporu bywa, niestety, dziwna. I groźna.
Po wprowadzeniu złagodzenia restrykcji, objawił się opór także na ulicach.
Jednak faktycznie zaskakuje treść tych protestów na całym świecie: w Rzymie, w brytyjskich miastach, w tym w Edynburgu i Sheffield, w Australii, w tym w Melbourne. Także dziesiątki tysięcy Niemców w Berlinie. W Polsce przeciwko zamknięciu gospodarki protestowali w swoim czasie przedsiębiorcy. Jak wskazuje the Economist w protestach nie ma jednolitości, można powiedzieć, to istne pandemonium: „antyszczepionkowcy”, aktywiści anty-5G protestujący przeciwko inwigilacyjnemu, policyjnemu państwu, antymaseczkowcy, ale także skrajna prawica z flagą dawnego imperium niemieckiego sprzed 1918 r.
Zgromadzenia naruszały prawo przeciwko zgromadzeniom, bo było na nich np. w Londynie ponad 30 osób.
Temu wszystkiemu towarzyszy przekonanie, że wirus „„nie jest chorobą zakaźną o dużych konsekwencjach”, ale został wykorzystany w „operacji psychologicznej” mającej na celu zamknięcie gospodarki w interesie wielkich korporacji, takich jak firmy farmaceutyczne i telekomunikacyjne. I w tym kontekście pojawia się właśnie nowe słowo: „plandemiczna epidemia”, pandemia to jest realny i niebezpieczny, ale umyślny spisek niektórych złych ludzi lub rządów, mających na celu zarobienie ogromnych pieniędzy albo narzucenie lub rozszerzenie dyktatury. (Taka opcja będzie też prawdopodobnie w Polsce.)
To, że niektórzy celebryci i naukowcy przewidywali wystąpienie pandemii (m.in. cytowany przeze mnie Nassim NicholasTaleb, autor bestselerowego „Czarnego łabędzia”), powoduje, że postrzega się ich jako wiedzących więcej, a nawet jako inspiratorów całego zamieszania. Spotkało to Billa Gatesa, współzałożyciela firmy Microsoft i czołowego filantropa. „Według ankiety przeprowadzonej przez YouGov i Yahoo News, ponad jedna czwarta Amerykanów i 44% Republikanów uważa, że Gates chce użyć szczepionki Covid-19 do wszczepienia mikroczipów pod skórę ludzi. Przemówienie, które wygłosił w 2015 roku, w którym argumentował, że „jeśli cokolwiek zabije ponad 10 milionów ludzi w ciągu następnych kilku dziesięcioleci, prawdopodobnie będzie to wysoce zaraźliwy wirus, a nie wojna”, było oglądane na YouTube ponad 30 milionów razy. Dla wielu jest to dowód winy.”
Symbol spisku ponadpaństwa Q (lic. Depositphotos)
Również dziwaczna teoria spiskowa wspierająca Donalda Trumpa „QAnon”, jest przywoływana w tym kontekście. Zgodnie z nią prezydent Donald Trump prowadzi tajną wojnę z elitą czczących diabła pedofilów. (Kiedyś naczelną burdelmamą pedofilów miała być Hillary Clinton, która w kampanii wyborczej była oskarżana o prowadzenie pizzerii pod przykrywką).
Bardzo charakterystyczne, że o Polsce ta legendarna postać Q, która jest źródłem różnych spiskowych teorii, wypowiedziała się chyba tylko raz, jak podaje Wikipedia: „Według Q Narodowy Bank Polski jest rzekomo kontrolowany przez rodzinę Rotschildów, która w świetle całej teorii konspiracyjnej propagowanej przez Q stanowi jeden z kilku głównych rodów sterujących organizacją przestępczą z którą walczy administracja Donalda Trumpa.” Nic dziwnego, że tutaj, w kraju takim jak Polska, mamy antyżydowski spisek w tle.
The Economist wskazuje na niebezpieczeństwo takich marginalnych, ale głośnych grup: „mogą być wykorzystywane przez inne siły polityczne, ” (skrajna prawica), żywią się innymi podziałami „wojny kulturowej”, „pozostawiając społeczeństwo bardziej podzielone w czasie, gdy wspólne zagrożenie mogło je połączyć. Noszenie maski powinno być środkiem ostrożności dla zdrowia publicznego, a nie polityczną odznaką.”
Po trzecie, kompromitują często właściwy krytycyzm względem państwa, wykorzystującego „kryzysy”, „wstrząsy” dla własnych celów i własnej agendy.
„Ks. Dominik Chmielewski jest twórcą i duchowym przywódcą istniejącej od kilku lat formacji Wojowników Maryi, w której mogą działać wyłącznie mężczyźni. Jej członkowie mówią o sobie, że są armią Boga.”
Zatem nowe słowa czasami są niewinne, ale mogą być także niebezpieczne, tak jak skrajnie niebezpieczni są antyszczepionkowcy, choć płaskoziemcy już mniej, bo ich teorie nie wpływają tak bardzo na praktykę społeczną, jak antyszczepionkowców. Jednak w powszechnym pandemonium wywołanym pandemią, te radykalne grupy stają się bardzo widoczne, zaś hasła coraz głośniejsze. Dlatego uważajmy na słowa.
Jarosław Płuciennik
PS. Artykuł zmieniony nieco ukazał się 11 września 2020 w Tygodniku Łódź, Gazety Wyborczej, w wydaniu papierowym.
PS2. Artykuł ukazał się także na stronach internetowych Gazety Wyborczej 12 września. W dniu, w którym w Warszawie odbyła się manifestacja antymaseczkowców.
Zapis planu wystąpienia (15 minut) na uroczystej Inauguracji roku akademickiego 2019/2020 dnia 27.09.2019; Wydział Ekonomiczno-Socjologiczny, Uniwersytet Łódzki.
Punkt
Prawda i
wolność. Prawda i wolność. Prawda, wolność, ciało. Prawda, wolność, ciało…
Pra-wda-wol-ność-cia-ło…
prawdawolnośćciało
To jest Moja
niewyczerpana oda do Radości
Koniec
wykładu. Możecie iść. Idźcie i głoście światu. Żartuję.
Dzień Dobry! Witam wszystkich studentów na jednym z najlepszych polskich uniwersytetów, na jednym z najlepszych wydziałów Uniwersytetu Łódzkiego. W pewnym sensie, w podwójnym sensie, jest to mój powrót tutaj. Kiedyś także i tutaj studiowałem. Dziękuję za zaproszenie Panu Dziekanowi prof. Rafałowi Materze. Wielki zaszczyt i przyjemność.
Nie bez
przyczyny Prawda i Wolność są wypisane na naszych, uniwersyteckich sztandarach.
To jest jak „wolność, równość, braterstwo” z rewolucji francuskiej. Albo
uliczne „wolność, równość, demokracja”… To jest sztandar jak znak gwarancji
jakości ISO.
Prawda i
wolność – bardzo wzniośle, podniośle, a po łacinie Veritas et Libertas wręcz
pompatycznie, jeśli nie bombastycznie. Dlatego kusiło mnie, kusi mnie nadal,
uległem tej pokusie, aby dodać – ciało…. Ciało – działanie.
Ciało to waga,
ciało to ból, ciało to empatia, ciało to działanie. Prawda, wolność, ciało. Veritas,
Libertas, et Corpus.
Zgodnie z tym
hasłem mam dla Was trzy opowieści z życia wzięte.
Opowieść pierwsza – Pielęgniarstwo i gitara
basowa
Czym dla mnie
jest uniwersytet? Był dla mnie oknem na świat, wyjściem spod kurateli rodziców,
zwieńczeniem marzeń wywiedzionych z mnóstwa przeczytanych książek. Moja rodzina
była prosta, jestem synem pielęgniarki i spawacza z kolejarskiego niegdyś
miasta Ostrowa Wielkopolskiego, 100 km stąd; książki, teatr i muzyka to był dla
mnie cały świat, od dzieciństwa uciekałem do wirtualnego świata książek, teatru
i muzyki, grałem w kółkach teatralnych, grałem na flecie i gitarze basowej,
czytałem, czytałem; to był świat wirtualny i rzeczywisty zarazem, spotykałem
mnóstwo fajnych ludzi, nauczycieli, którzy podsuwali mi lektury, napotkani
ludzie zawsze stawali się jakoś ważni; moi rodzice bardzo się starali; żebym
mógł studiować, ojciec musiał brać nadgodziny, żeby jego syn mógł studiować w
odległej, ale jednak bliskiej Łodzi. Gdyby uniwersytet był tylko w Warszawie i
Krakowie, to wtedy pewnie nie studiowałbym w ogóle. Łódź wtedy znana była m.in.
z socjolingwistyki, badań nad kulturą masową (prof. Kłoskowska). Okno na świat.
Ale
zanim poszedłem na studia, chciałem być pielęgniarzem. W czasach mojej młodości
istniały licea medyczne, kształcące pielęgniarki, dzisiaj trzeba już skończyć
studia. Ukończyłem takie liceum, którego istotą była praktyka pielęgniarska w
szpitalach. Pracowałem w trakcie nauki w liceum medycznym oraz rok po niej jako
pielęgniarz w szpitalach. Pamiętam wiele historii z tym związanych, prośby o
jakąś truciznę, bo chory nie mógł wytrzymać bólu, uciążliwych nieprzytomnych
chorych domagających się zachowania standardów higieny osobistej, (potrzebowali
umycia lub ogolenia), pamiętam też ciepłe prześcieradło tyle co zmarłej osoby,
ten ślad obecności, która staje się coraz to zimniejsza. Ta praca pielęgniarza,
to dla mnie doświadczenie formujące.
Ta wczesna moja konfrontacja ze śmiercią, bólem, z empatią i znieczulicą, także własną znieczulicą, z decyzjami w sytuacjach granicznych uczyniła mnie bardziej otwartym na prawdę. Jeśli prawda jest życiem, to śmierć jest nią tym bardziej, ona zwielokrotnia prawdę życia. W liceum nie skończyłem swoich doświadczeń z muzyką i sztuką, grałem na gitarze basowej w zespole szkolnym i grałem spektakle wzorowane na amerykańskich protest songach. Można powiedzieć, że muzyka łagodziła mi obyczaje i chwile, kiedy rzeczywistość cuchnie. Kiedy prawdą było to, co wymagało pielęgnacji, obmycia, wyniesienia odchodów. Prawda nie zawsze pachnie. Prawda jest wyzwaniem.
Historia
2. Wygnanie z komfortu – bycie obcym
Kiedy dostałem się na studia, a wtedy studiowało jakieś 7-8 procent każdego rocznika (co 13-15 rówieśnik), studia były elitarne, poczułem, że złapałem Pana Boga za nogi. VIP. Działałem w budującym się wtedy samorządzie, teatrze studenckim…
Uniwersytet
Łódzki stał się dla mnie oknem na świat całkiem dosłownie i dzisiaj jest on tym
samym dla Was. Ojczyzną uczonych jest cały świat. Wtedy skorzystałem z europejskiego
programu wymiany Tempus (dzisiaj macie inne programy) i wyjechałem do Szwecji. To
był przełom. To było wyjście ze strefy komfortu. W Łodzi na studiach wszyscy
mnie znali, wiedzieli kim jestem, nie musiałem się przedstawiać, w Lund w
Szwecji musiałem zaczynać od zera, każdemu napotkanemu człowiekowi trzeba było
przedstawić wiarygodną historię, kim jestem, czym się zajmuję, po co jestem…. Byłem
nikim. Człowiekiem znikąd, w oczach tubylców – potencjalnym imigrantem. To było
doświadczenie wyzwalające, doświadczenie wolności. Właśnie w tym doznaniu swojej
znikomości. Miałem nawet myśli (mój pobyt w Szwecji na różnych programach się
przedłużał do prawie dwóch lat) o stałej emigracji. Nie wybrałem jej. Ale
najważniejsze w tym doświadczeniu było doświadczenie wolności: jesteś tym, kim
wybierasz, że jesteś, kiedy potrafisz wyjść ze swojej strefy komfortu. Porzucić
na chwilę myśli w języki polskim i postarać się przełożyć siebie na inny język,
na inną kulturę, na język angielski, lingua franca współczesności, czy też na
język szwedzki, nikomu przecież dzisiaj niepotrzebnym. To było doświadczenie
wspaniałe, ale jednocześnie trudne, bo trzeba zacząć od zera, zniweczyć siebie,
anihilować, zrujnować. Uczyło pokory. Zostałem wrzucony na głębokie wody. Udało
mi się nie utonąć. Tzw. republika uczonych stała się moją ojczyzną. Uniwersytet
jest oknem na świat w dosłownych tego słowa sensie.
Drugim
doświadczeniem formującym w czasie pobytów zagranicznych na innych uniwersytetach
i w naszym uniwersytecie to doświadczenie wspólnoty. „College”, inaczej
kolegium, to wspólnota. To nie jest fabryka. Jeśli ktoś widział kiedyś taniec
szkocki, to wie o czym mówię. To nie jest taniec w parach, to nie jest bezładny
taniec disco, to są figury z ciał, wymagające koordynacji, współpracy. Albo
może ktoś widział piramidę z ludzi w katalońskiej i hiszpańskiej Barcelonie
(Castell)? Wiecie Państwo jak to wygląda, każdy musi znać swoje miejsce, ci co
są barczyści, silni, wytrzymali mogą stać się podstawą piramidy, ci, co zwinni
i śmiali i lżejsi, mogą wspinać się na szczyt tej piramidy. Piramida z ludzi
jest metaforą wspaniałej zespołowej roboty.
Takiej
zespołowej roboty wymaga też sztafeta w biegu; ostatnio uczestniczyłem jako
jeden z 50 biegaczy z Uniwersytetu Łódzkiego w biegu charytatywnym Business Run
Poland. Wiecie co jest najbardziej stresujące? Pierwszy raz miałem biec w
sztafecie, wiecie, wolę dłuższe dystanse, samotność długodystansowca, a tutaj
miałem przekazać pałeczkę następnej osobie, tamta następnej itd. Pięć osób
uzależnionych od siebie nie tylko tempem biegu, ale i sprawnością przekazania
pałeczki. Nie mogłem spać przed biegiem, bo nie mogłem dokładnie uświadomić
sobie, jak będzie przebiegać to przekazywanie. Śmieszne, nie? Odpowiedzialność
wspólnoty. To nie są syreny fabryk.
Wspólnota
zatem to nie tylko szkocki taniec, piramida z Barcelony, czy bieg w sztafecie,
dla mnie to także strajk studencki w 1989 r. i na tym wydziale strajk
akademicki w 2018 r. Wiecie co to uniwersytet, wiecie skąd słowo universitas?
Dzisiaj wielu pewnie powie o kosmicznym wymiarze uniwersytetu, który musi swoją
wiedzą ogarnąć Uniwersum, cały świat, od geologii, fizjologii po filologię
klasyczną, socjologię, czy fizykę jądrową. Jednak u zarania nowożytnej idei
uniwersytetu jest nade wszystko „universitas” pojmowana jako społeczność,
wspólnota uczonych i studentów (albo jak w Bolonii na początek samych
studentów, którzy stowarzyszali się, bo chcieli mieć tańsze mieszkania). Ta
wspólnota była także obecna u zarania akademii w antyku w idei Sympozjonu,
uczty wspólnej, w trakcie której można było rozmawiać, dialogować, dyskutować.
Choć wtedy także dużo się przechadzano i w trakcie tego chodzenia, dyskutowano.
Czy tym można zarządzać jak korporacją? Sympozjonem? Uniwersytetem. Alma mater?
Zatem ta
wolność, której doświadczyłem „na wygnaniu”, „w ziemi obcej”, to doświadczenie
stresujące, niekomfortowe, ale jednocześnie doświadczenie wielu wspólnot.
Dzisiaj sporo mówi się też o tym, że uniwersytet nie może być wieżą z kości
słoniowej, luksusowym miejsce izolacji od świata zewnętrznego. Stąd najważniejszymi
celami edukacji w wielu najlepszych uniwersytetach świata są zaangażowanie
społeczne, umiejętność współpracy, kreatywne myślenie, krytycyzm. Uniwersytety
mają być podobnie jak świat dziennikarstwa, czwartą władzą, rodzajem równowagi
dla świata biznesu i polityki. Nie mogą nią pozostać, jeśli kultura
uniwersytetu będzie kulturą wielkich korporacji. Produktywność jest ważna, ale
umiejętności ogólnoludzkie i postawy są jeszcze ważniejsze.
Opowieść
trzecia. Ciało. Zombie. Automat
Przechodzę do
trzeciej historii. Świat cyfrowy.
Łolaboga
łolaboga, ludzie śpią ze smartfonami…
Wolą smartfony
od żon, mężów i kochanków… ludzie śpią ze smartfonami, niedługo będą zupełnie
odcięci od rzeczywistości analogowej; będę sobie wszczepiać różne implanty, i
coraz częściej przypominać będą zombie. Albo automaty. Jesteśmy zanurzeni w
cyfrowym świecie. Wiedza jest dzisiaj wszędzie. Po co komu uniwersytet? Po to
żeby mieć dyplom?
W 2012 roku
The Economist ogłosił MOOCs naważniejszym zdarzeniem edukacyjnym, najbardziej
rewolucyjną innowacją, która zniszczy tradycyjne uniwersytety. I co? Nadal uniwersytety
są i mają się dobrze? Dlaczego? Czy MOOCs (massive open online courses, czyli
masowe szkolenia online) mogą zastąpić kształcenie uniwersyteckie? Przecież
lepiej jest wysłuchać wykładu gwiazdy z Harvardu, aniżeli jakiegoś lokalnego
nudziarza… No ale nie ma się żadnego dyplomu… Tym, co zostaje na uniwersytecie
już na pewno nie jest tradycyjny wykład (1,5 godziny i tyle zamierzam dzisiaj
mówić… nie żartuję, zmierzam już do końca…),
Tym, co
wyróżnia Uniwersytet to tradycyjne międzyludzkie relacje komunikacyjne,
najlepiej widoczne z jednej strony w kolegialności decyzji oraz w relacji
mistrz – uczeń. We wspólnocie realnie uprawianego sportu np. w AZS.
Automatyczne samochody bez kierowcy są niewątpliwą przyszłością, roboty przenoszące i przewożące towary w magazynach są już oczywistością, tu i teraz, tak jak BIG DATA, czy crowdsourcing, wszyscy korzystają z tłumacza Google, który jeszcze całkiem niedawno był śmiesznie idiotyczny, a teraz jest już naprawdę niesamowicie skuteczny. Po co komu nauka języków, jeśli mamy automatycznego translatora w naszej komórce? Nawigacja komputerowa zupełnie wyparła papierowe mapy. Dzwonimy na Biuro Obsługi Klienta w banku czy do Narodowego Funduszu Zdrowia i rozmawiamy z awatarami, którzy przekierowują nas na właściwe rozwiązania problemów. Po co więc uniwersytet? Wiedza jest wszędzie. Nie potrzeba wyższego wykształcenia, żeby wiedzieć dużo. Zresztą, jeśli wiedza jest wszędzie, to po co w ogóle cokolwiek wiedzieć?
Ano właśnie.
Żyjemy w czasach, które zostały także nazwane czasami post-prawdy (The
Economist bodaj w 2016 r. ogłosił to dziwne wyrażenie słowem roku). Żeby
dzisiaj funkcjonować potrzebujemy rozróżnienia prawdy od fake-newsów, prawdy od
zmyślenia i zwykłego kłamstwa. Nie jest to łatwe, ostatnio mówi się o takich
przepracowanych kłamstwach, które nazywają się „deep fake-news”, super
fake-newsami. Widzimy na ekranie Donalda Trumpa, który wypowiada wojnę Korei
Północnej, a potem okazuje się, że to wcale nie jest Gabinet Owalny i nie jest
Donald Trump, tylko jego komputerowy awatar. Fake news już poszedł w świat i
żyje własnym życiem.
Dlatego
uniwersytety są potrzebne, żeby nauczyć, jak korzystać z wiedzy, jak rozróżnić
wiedzę prawdziwą od nonsensu. Organizację dobrze zarządzaną od złej,
odczłowieczającej fabryki czy zniewalającej korporacji. Do tego potrzeba
umiejętności i postaw, które odróżniają nas od robotów i zombie. Tylko bycie
niezastępowalnym przez automaty może dać nam przyszłość: to jest kreatywność,
wyobraźnia, krytycyzm, intuicja, odwaga. To nas wyróżnia od automatów. Stąd też
kolosalne znaczenie nauk humanistycznych i społecznych. No bo co z tego, że
nauki przyrodnicze będą udowadniać, że powszechne szczepienia ograniczą naszą
umieralność? Jeśli nie będzie odpowiedniej ilość przekonujących dziennikarzy,
wykształconych ekspertów z miękkimi umiejętnościami, popularność w społeczeństwie
zyskają szarlatani, udowadniający szkodliwość szczepień. Co z tego, że
klimatolodzy stwierdzą ewidentny wpływ człowieka na zmiany klimatyczne, jeśli
część polityków z odpowiednim oprzyrządowaniem powtarzać będzie, że to wszystko
bajki i wymysły? I wyślą egzorcystów na „rozhisteryzowane dziecko…”
Uniwersytet
musi kontynuować swoją oświeceniową misję: prawda, wolność, ciało. Świat
cyfrowy jest wszechobecny i wszechmocny, trzeba z niego korzystać, ale nauczyć
się także kwestionować.
Dlatego, jeśli
miałbym zakończyć jakimś przesłaniem, to mogę je streścić w dwóch słowach:
Nienasycenie i
nieskończoność.
Trzeba być jak
swobodnie bawiące się dziecko, nienasycone w pragnieniach, pożądaniach, ale
także pragnieniu wiedzy, ale i wolne aż do nieskończoności, potrafiące mówić
nie. Kończyłem kiedyś każdy wykład ze studentami mottem: „Ty sam jesteś
nieskończonym oceanem”.
Czesław Miłosz
napisał kiedyś:
Tak samo było
kiedy miałem dwadzieścia lat.
Ale wtedy nadzieja że będę wszystkim,
Może nawet motylem i kosem, przez zaklęcie.