Tag: wolność

  • Prezydenci mówią inaczej. Szwedzka lektura amerykańskiej retoryki

    Prezydenci mówią inaczej. Szwedzka lektura amerykańskiej retoryki

    Martin Luther King w kamieniu (lic. Depositphotos)

    Jarosław Płuciennik. Z cyklu „Obserwatorium Retoryki i Komunikacji”

    13 sierpnia 2026

    W dzisiejszym „Under strecket” — legendarnej rubryce felietonowej „Svenska Dagbladet”, ukazującej się nieprzerwanie od 1918 roku — Hans Ingvar Roth, profesor praw człowieka na Uniwersytecie Sztokholmskim, omawia nową książkę Bena Rhodesa „All we say: The battle for American identity — a history in 15 speeches” (Bodley Head). Rhodes, przez osiem lat współtwórca mów Baracka Obamy (to on współtworzył kairskie przemówienie „A new beginning” z 2009 roku), analizuje piętnaście mów, które ukształtowały amerykańską tożsamość — od rewolucji po prezydenturę Donalda Trumpa.

    Teza Rotha i Rhodesa jest prosta: amerykańska polityka od początku krąży wokół jednej rany — przepaści między ideałem a rzeczywistością. Konstytucja obiecuje równość, praktyka ją łamie. Wielkie przemówienia amerykańskie to kolejne próby zszywania tej rany słowem. Lincoln pod Gettysburgiem (1863) — dwie minuty wzorowane na mowie pogrzebowej Peryklesa — definiuje Amerykę jako projekt moralny „poczęty w wolności”. Martin Luther King w 1963 roku porzuca przygotowany konspekt, gdy Mahalia Jackson woła zza sceny: „Opowiedz im o swoim śnie, Martin” — i improwizując tworzy „I have a dream”. „Mam marzenie”… Tytuł książki Rhodesa pochodzi z ostatniej mowy Kinga, wygłoszonej w Memphis dzień przed zamachem: wszystko, co mówimy Ameryce, to — bądź wierna temu, co obiecałaś na papierze.

    Najciekawszy w eseju Rotha jest jednak wątek medioznawczo-kulturoznawczy. Mowy z XVIII i XIX wieku docierały do obywateli pośrednio: przez pamflety i relacje dziennikarzy, często podretuszowane. Radio dało Rooseveltowi mowę o czterech wolnościach (1941), telewizja dała Kennedy’emu zwycięstwo nad spoconym Nixonem (1960). A internet? Zdaniem Rhodesa media społecznościowe wyjałowiły i sfragmentaryzowały mowę polityczną: format TikToka nie mieści dłuższej narracji, wokół której obywatele mogliby się zgromadzić. To diagnoza bliska Habermasowi — rozpad przestrzeni deliberacji na strumień bodźców.

    I tu wchodzi Trump — jak pisze Roth, z improwizowanymi hugskott (pomysłami rzucanymi ad hoc) zamiast ustrukturyzowanych tekstów poprzedników. Trump zresztą sam nazwał swój styl: „the weave”. Słowniki podpowiadają tłumaczenie jako „splot” albo „tkanie”, ale to przekłady zbyt nobilitujące — tekst pochodzi wszak od łacińskiego textum, tkanina, więc mówiąc „splot”, przyznawalibyśmy Trumpowi status tkacza tekstu, dokładnie ten, który sam sobie nadaje. Uczciwszym przekładem jest „dzierganie”: drobne oczka, luźna włóczka, coś się pruje, coś zwisa — zapamiętała krzątliwość bez wzoru. Trump twierdzi, że mówi o dziewięciu rzeczach naraz, a wszystkie „genialnie schodzą się razem” — i że zaprzyjaźnieni profesorowie angielskiego uważają to za rzecz najświetniejszą, jaką widzieli. Lingwiści i komentatorzy nazywają to samo zjawisko mniej uprzejmie: rambling, ględzenie, słowna sałatka, niezdolność doprowadzenia myśli do końca.

    Warto tu przypomnieć powiedzenie Woodrowa Wilsona, zapisane we wspomnieniach jego sekretarza marynarki Josephusa Danielsa (anegdota wędrowna, przypisywana wcześniej i innym mówcom, ale u Wilsona kanoniczna): jeśli mam mówić dziesięć minut, potrzebuję tygodnia przygotowań; jeśli piętnaście — trzech dni; jeśli pół godziny — dwóch dni; jeśli godzinę — jestem gotów od razu. To cała ekonomia retoryki w czterech taktach: krótkość kosztuje, gadanie jest darmowe. Lincoln mówił pod Gettysburgiem dwie minuty — licząc po wilsonowsku, przygotowywał się do nich całe życie. Trump dzierga półtorej godziny i dłużej — rachunek każdy zrobi sam. Rhodes nie kryje nostalgii za dawną sztuką oratorską — w jego narracji Obama staje się niemal ostatnim wielkim mówcą klasycznej tradycji.

    Polski czytelnik ma tu jednak prawo do pewnej podejrzliwości wobec zbyt łatwej opozycji: piękna mowa — bełkot. Pamiętamy przecież fenomen retoryki Lecha Wałęsy. O tym powstawały całe tomy, pamiętam numer tematyczny Tekstów Drugich w 1990. Wałęsa mówił niepoprawnie, łamał składnię, mieszał wątki — „nie chcem, ale muszem” — a jednak był mówcą skuteczniejszym niż wszyscy poprawni sekretarze razem wzięci. Różnica między nim a Trumpem nie leży więc w formie, bo forma jest u obu chaotyczna. Leży w pokryciu. Retoryka klasyczna nazywała to etosem: wiarygodnością mówcy poprzedzającą każde jego słowo. Etos Wałęsy był pokryty biografią — stocznią, strajkiem, internowaniem — i wspólnym doświadczeniem milionów słuchaczy. Jego chaos był mimowolny, dlatego brzmiał jak prawda wydobywająca się spod języka. Grecy mieli na to słowo: parrhesia, mowa szczera, mówienie prawdy mimo ryzyka. Trump odwraca ten układ: chaos performuje, brandinguje go i sprzedaje jako geniusz. Tam, gdzie u Wałęsy niepoprawność była ceną prawdy, u Trumpa jest produktem — dzierganym publicznie, oczko po oczku, bez wzoru i bez końca.

    Roth kończy swój esej trzeźwo: przepaść między ideałem a rzeczywistością pozostanie osią amerykańskiej polityki. Można dodać: o tym, czy mowa polityczna tę przepaść zszywa, czy tylko ją zakrzykuje, nie decyduje poprawność składni. Decyduje to, czy za słowami stoi ktoś, kto za nie zapłacił.

     

    Źródło: Hans Ingvar Roth, „Presidentens tal låter väldigt annorlunda nu”, Svenska Dagbladet, „Under strecket”, 13 sierpnia 2026; Ben Rhodes, „All we say: The battle for American identity — a history in 15 speeches”, Bodley Head 2026; Jerzy Bralczyk, „O języku Wałęsy”, „Teksty Drugie” 1990, nr 4, s. 60–81; Marek Czyżewski, Sergiusz Kowalski, „Retoryka Wałęsy”, „Teksty Drugie” 1990, nr 4, s. 82–92.

  • Cenzura czy wrażliwość? Adam Szetela o kryzysie wolności literackiej

    Cenzura czy wrażliwość? Adam Szetela o kryzysie wolności literackiej

    Szetela, Adam. That Book Is Dangerous!: How Moral Panic, Social Media, and the Culture Wars Are Remaking Publishing. The MIT Press, Cambridge, Massachusetts 2025.

    📚 Cenzura od wewnątrz?

    W 2025 roku nakładem MIT Press ukazała się książka Adama Szeteli That Book Is Dangerous!: How Moral Panic, Social Media, and the Culture Wars Are Remaking Publishing. To jedna z najważniejszych prób opisu mechanizmów autocenzury w świecie literatury. Szetela analizuje amerykański rynek wydawniczy – największy i najbardziej wpływowy na świecie – i pokazuje, w jaki sposób media społecznościowe oraz moralne paniki kształtują decyzje edytorskie.

    🎯 Główna teza

    Szetela przekonuje, że dobrze zamierzone działania na rzecz różnorodności (m.in. wprowadzanie sensitivity readers) przyczyniły się do powstania systemu kontroli ideologicznej. Choć historyczne podstawy tych działań są realne i uzasadnione (np. w 1985 roku tylko 18 z 2 500 amerykańskich książek dla dzieci zostało napisanych lub zilustrowanych przez czarnych twórców), to obecnie skutkiem jest homogenizacja literatury, autocenzura i wykluczanie niepokornych głosów.

    📉 Dane z rynku USA

    • 2 452 tytuły – tyle książek próbowano ocenzurować w amerykańskich bibliotekach w 2024 roku (wzrost niemal czterokrotny od 2020).
    • Morals clauses – coraz powszechniejsze klauzule w umowach autorskich pozwalają wydawnictwom zerwać kontrakt z autorem, którego zachowanie wywoła kontrowersje.
    • Media społecznościowe – oburzenie i moralny gniew stają się „walutą” rynku literackiego, często przesądzając o losach książki jeszcze przed jej premierą.

    🌍 Perspektywa międzynarodowa

    Choć diagnoza Szeteli ma charakter amerykocentryczny, wiele zjawisk ma swoje odpowiedniki w Europie i Polsce. I perspektywa chyba jednak jest już historyczna, nie odnosi się do najnowszych posunięć administracji Donalda Trumpa, zmierzającego w zupełnie inną stronę.

    🇬🇧 Wielka Brytania

    • Edycje klasyków: w 2023 roku głośna była sprawa przeredagowania książek Roalda Dahla i Iana Fleminga. Wydawcy usunęli fragmenty uznane za obraźliwe, co wywołało debatę o granicach „aktualizacji języka” w literaturze.
    • Trigger warnings: nawet 1984 Orwella otrzymało ostrzeżenie o „seksizmie i rasizmie” na jednej z brytyjskich uczelni.

    🇩🇪 Niemcy

    • Debata wokół literatury dla dzieci (np. Pippi Pończoszanki) koncentruje się na usuwaniu rasistowskich określeń. Wydawcy często decydują się na zmiany językowe, ale istnieje też silny nurt obrony oryginalnych tekstów jako świadectwa historycznego.

    🇵🇱 Polska

    Polski kontekst różni się zasadniczo od amerykańskiego.

    • Cenzura polityczna i instytucjonalna: w ostatnich latach obserwujemy próby wycofywania książek z listy lektur szkolnych pod naciskiem Ministerstwa Edukacji lub samorządów. Głośne były przypadki usuwania lektur uznanych za „ideologiczne” (np. książek Olgi Tokarczuk ).
    • Presja ze strony środowisk religijnych i konserwatywnych: nagonki medialne na autorów piszących o seksualności czy tematach LGBT (np. Jakuba Żulczyka, Michała Witkowskiego).
    • Brak instytucjonalnych „sensitivity reads”: w przeciwieństwie do USA czy Wielkiej Brytanii, w Polsce – o ile mi wiadomo — nie rozwinęła się jeszcze formalna praktyka zatrudniania czytelników wrażliwościowych. Konflikt o literaturę koncentruje się bardziej na osi konserwatyzm–liberalizm i dotyczy ingerencji państwa oraz presji politycznej, a mniej – presji progresywnej społeczności online.

    🧭 Wnioski porównawcze

    • W USA i Wielkiej Brytanii głównym źródłem autocenzury jest liberalna presja progresywna wspierana przez media społecznościowe. Tak było do czasów Donalda Trumpa. Ale nawet wcześniej w niektórych stanach zdarzały się ingerencje cenzorskie (zob. tabela poniżej)
    • W Polsce i w niektórych krajach Europy Środkowo-Wschodniej to raczej konserwatywna cenzura polityczna i religijna kształtuje przestrzeń literacką.
    • Niemcy plasują się pośrodku – z jednej strony praktykują „oczyszczanie języka” w literaturze dziecięcej, z drugiej utrzymują tradycję obrony tekstu jako źródła historycznego.

    📌 Podsumowanie

    Książka Adama Szeteli trafnie diagnozuje mechanizmy cenzury od wewnątrz w USA, jednak jej amerykocentryzm oraz historyczna perspektywa ogranicza jej aktualność. W Polsce czy Europie Środkowo-Wschodniej konflikt wokół książki przybiera inne formy – bardziej związane z polityką państwową, naciskami konserwatywnymi i kontrolą instytucjonalną. To porównanie pokazuje, że o ile mechanizmy moralnych panik i autocenzury są wspólne, o tyle ich źródła i wektory nacisku różnią się znacząco w zależności od kontekstu kulturowego i politycznego.

    🧾 Bibliografia

    Wg The Guardian w USA cenzurowane jest szczególnie uporczywie 20 tytułów.

    Autor i tytułPowody cenzury w USAZakazy w innych krajach
    Margaret Atwood – Oryx and Crake„Gender fluidity”, narkotyki, treści seksualne (Utah, Teksas)
    J.K. Rowling – Harry Potter„Promocja okultyzmu i czarów” (Michigan 1999, Tennessee 2019)Szkoły katolickie (Polska, Filipiny)
    Rupi Kaur – Milk and HoneyPrzemoc seksualna; najczęściej banowany tomik 2022–23
    Khaled Hosseini – The Kite RunnerPrzemoc, gwałt, homoseksualność; wycofany w szkołach Departamentu Obrony (2024)Afganistan (film, 2007)
    George Orwell – Nineteen Eighty-FourKwestionowana w szkołach; zakazy w Teksasie i na Florydzie (2024)ZSRR (do 1988), Chiny (cenzura)
    Salman Rushdie – The Satanic VersesProtesty religijne, bluźnierstwoIndie, Pakistan, Bangladesz, Sudan, Sri Lanka, Wenezuela
    Toni Morrison – The Bluest EyePrzemoc seksualna wobec dziecka; zakazana w 29 dystryktach (2022–23)
    Marjane Satrapi – Persepolis„Drapieżny język i obrazy”; zakazy w Illinois, Alaski, Iowa, WisconsinIran, czasowo Liban
    Ma Jian – China DreamKrytykowana jako „antychińska propaganda”Chiny, Hongkong (brak wydawców)
    Vladimir Nabokov – LolitaPedofilia, „pornografia”; zakazy w szkołachFrancja, UK, Argentyna, RPA (lata 50.–60.)
    Jodi Picoult – Nineteen MinutesNajczęściej banowana książka w USA (98 zakazów); opis strzelaniny w szkole
    D.H. Lawrence – Lady Chatterley’s Lover„Obsceniczna” – powraca w dyskusjach szkolnychUK (proces 1960), wcześniej USA
    Jay Asher – Thirteen Reasons Why„Gloryfikacja samobójstwa nastolatków” po emisji serialu (2017)
    Arystofanes – LysistrataZakaz pocztowy (Comstock laws, do 1954)Grecja (okupacja, junta 1967)
    Angie Thomas – The Hate U GivePrzekleństwa, narkotyki, seks, krytyka policji
    John Cleland – Fanny Hill„Treści obsceniczne”, erotyka – sporadyczne zakazyUK (XVIII–XX w.), USA (XIX w.)
    Roald Dahl – The Witches„Promocja okultyzmu”, mizoginia („czarownice to kobiety”)UK (wersje poprawione 2023)
    Bret Easton Ellis – American PsychoOgraniczona do dorosłych; przemoc i seksAustralia (Queensland, do 2015), Niemcy (sprzedaż shrink-wrap)
    Margaret Atwood – The Handmaid’s TaleAntyreligijna, seksualność; zakazana w 67 dystryktachIran i inne kraje autorytarne
    Kurt Vonnegut – Slaughterhouse-Five„Wulgarny język, niemoralność, antychrześcijańska” – zakazy w Teksasie i na Florydzie (2024)ZSRR; palona w USA (Dakota Płn., 1973)

    Ps. Edytowano fragmenty o braku odniesienia w książce Szeteli do najnowszych posunięć cenzorskich Donalda Trumpa. 24.08.25

    PS. Edytowano tabelę na końcu. 25.08.25

  • Uniwersytet a głos różnorodności

    Uniwersytet a głos różnorodności

    Sala audytoryjna (zdjęcie ilustracyjne lic. Depositphotos)

    Wczoraj (28.07.25) w „Svenska Dagbladet” ukazał się ważny felieton autorstwa Moa Lindqvist pt. „Universitetets många röster har tystnat” („Wiele głosów uniwersytetu zamilkło”). Autorka, młoda badaczka z dziedziny socjologii wiedzy i środowiska akademickiego, zarysowuje w nim proces postępującej uniformizacji głosu szwedzkich uniwersytetów, które – jak pisze – mówią dziś jednym językiem. To nie tylko język pozbawiony różnorodności, ale przede wszystkim język biurokratyczny, zarządczy, strategiczny. Tym samym uniwersytety tracą zdolność do bycia przestrzenią dla swobodnej, pluralistycznej debaty intelektualnej.

    Lindqvist pokazuje, jak w Szwecji na przestrzeni dekad, a zwłaszcza od reform z lat 90. i początku XXI wieku, uczelnie coraz to tracą swoją autonomię intelektualną (jak również tradycyjną symbolikę) na rzecz języka „organizacyjnej misji”, „ram strategii”, „zarządzania jakością” i „efektywności komunikacji”. W tym klimacie różnorodne głosy dyscyplin naukowych i indywidualnych badaczy coraz trudniej się przebijają. Zamiast wielogłosu – mamy głos „systemowy”, gładki i przewidywalny. Słowem – jak pisze autorka – „akademicki język został podporządkowany logice politycznej”.

    Trudno czytać ten tekst bez skojarzeń z sytuacją w Polsce – szczególnie po tzw. reformie Gowina z 2018 roku, która przekształciła uczelnie w centralnie zarządzane instytucje, z silnie zhierarchizowaną strukturą władzy, ograniczoną rolą wydziałów, a także podporządkowaniem strategii naukowej logice parametryzacji i punktacji. Rektorzy zyskali nowe uprawnienia, a język uniwersytetów – w komunikacji wewnętrznej i zewnętrznej – coraz bardziej przypomina język korporacyjny: wskaźniki, produktywność, efektywność, międzynarodowa konkurencyjność.

    To, co Lindqvist diagnozuje w Szwecji, jest więc prawdopodobnie częścią szerszego zjawiska: globalnego modelu zarządzania wiedzą, który kładzie nacisk na jednolitość, przejrzystość, „mierzalność” i kontrolę, a jednocześnie spycha na margines nieprzewidywalność, kontrowersję, debatę i różnicę – czyli wszystko to, co przez wieki było siłą uniwersytetu jako instytucji.

    Tekst Lindqvist jest godny uwagi, zwłaszcza, że sytuacja szkolnictwa wyższego w Skandynawii nie jest jakaś wyjątkowa. To także ważne lustro dla naszej polskiej rzeczywistości akademickiej. Coraz mniej jest w różnorodności głosów, istoty bycia kreatywnym.

    Oczywiście, w tym ujednoliceniu głosów odgrywają także pewną rolę instytucje europejskie, w których przecież panuje tzw. proces boloński, oznaczający także porównywalność dyplomów. Za tym jednak idą pewne mody dyskursywne np. skupienie się na doskonałości. Choć od dekad już w zarządzaniu jakością wiadomo, że mamy raczej proces doskonalenia się, poprawiania, a nie doskonałości. Zobaczcie choćby w sieci, ile jest centrów doskonałości i komitetów oraz instytutów. (np. NATO CCD COE, Hybrid CoE, CoE‑Civ, Jean Monnet Centres of Excellence, EULAR Centres of Excellence). Teraz w dobie AI można się spodziewać procesów dalszej unifikacji głosów.

    Wielogłos jest jednak skarbem, który ma także znaczenie społeczne. Tam, gdzie słychać wiele głosów – z różnych dyscyplin, z różnych tradycji akademickich, ale też z różnych pozycji społecznych – łatwiej o krytyczną refleksję, innowację i autentyczny dialog. Uniwersytet nie powinien przypominać korporacji z jedną strategią komunikacyjną i zunifikowanym przekazem, lecz raczej wielogłosowy chór, w którym napięcia i różnice nie są zagrożeniem, lecz źródłem energii intelektualnej. Milknące głosy to nie tylko strata dla nauki – to także osłabienie społecznej roli uniwersytetu jako miejsca namysłu, sporu i publicznego dobra.

  • Harvard vs Trump: Walka o autonomię uniwersytetów

    Harvard vs Trump: Walka o autonomię uniwersytetów

    W USA trwa bezprecedensowy konflikt między elitarnymi uniwersytetami a administracją federalną Donalda Trumpa. W ostatnich tygodniach działania Białego Domu wymierzone w szkolnictwo wyższe przybrały postać zmasowanej ofensywy: cofanie grantów, audyty ideologiczne, groźby deportacji studentów zagranicznych oraz naciski na ograniczenie wolności słowa i programów równościowych. Na czoło sprzeciwu wysunął się Harvard, który – mimo realnej groźby utraty miliardów dolarów – powiedział rządowi „nie”.

    Jak podkreśla The Economist, wsparcie (endowment) Harvardu sięga obecnie 50 miliardów dolarów, czyli więcej niż PKB takich państw jak Łotwa, Kostaryka czy Islandia1. Ten edukacyjny kolos stanął jednak wobec groźby utraty kluczowych funduszy federalnych, po tym jak odmówił wprowadzenia narzuconych przez rząd środków dyscyplinujących: m.in. eliminacji programów DEI (diversity, equity, inclusion), cenzurowania wypowiedzi prodemokratycznych i pro-palestyńskich, a także raportowania studentów zagranicznych do Departamentu Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

    The New Yorker opisano ten moment jako „oszałamiające zaskoczenie” dla społeczności akademickiej. Po dekadach unikania otwartego sporu z władzą, Harvard oświadczył: „Nie poddamy się. Nie oddamy naszej niezależności ani konstytucyjnych praw”2. W ślad za tą deklaracją uczelnia ogłosiła emisję obligacji na 750 milionów dolarów – jako bufor finansowy, pozwalający przetrwać bez funduszy federalnych.

    Odmowa Harvardu pociągnęła za sobą kolejne reakcje: Columbia University ogłosiła, że nie przyjmie „ciężkorękiego nadzoru rządowego”, a Princeton i Brown również rozważają skierowanie spraw do sądów. Tymczasem administracja Trumpa kontynuuje ofensywę: zawieszono już granty dla kilkunastu uczelni, a niektóre (jak Columbia) stoją przed widmem objęcia nadzorem sądowym przez rząd.

    W tej walce stawką jest nie tylko autonomia uczelni, ale przyszłość uniwersytetu jako miejsca wolnej debaty, krytycznego myślenia i badań prowadzonych niezależnie od politycznych interesów. The Economist ostrzega, że jeśli rządowi uda się podporządkować instytucje naukowe – symboliczne „miasta-państwa” demokracji liberalnej – utracimy jeden z ostatnich bastionów niezależnej refleksji i pluralizmu.

    👉 Osobiście poruszyła mnie jeszcze jedna wiadomość, która, choć nagłośniona przede wszystkim przez branżowe czasopisma (Inside Higher Ed)3, mówi wiele o klimacie, w jakim dziś funkcjonuje amerykańska humanistyka. Historyk Timothy Snyder, znany z prac o totalitaryzmie i demokracji, zdecydował się – jak sam podał – na przeniesienie działalności akademickiej do Kanady. Ten gest ma wymiar symboliczny – pokazuje, jak poważnie zagrożona jest przestrzeń dla krytycznego myślenia. Podobnie zrobił Jason Stanley, profesor filozofii im. Jacoba Urowsky’ego na Uniwersytecie Yale i autor wielu książek, w tym How Fascism Works: The Politics of Us and Them, powiedział, że w końcu przyjął długoletnią ofertę Toronto na stanowisko po tym jak zobaczył, jak Uniwersytet Columbia „całkowicie się załamał i poddał autorytarnemu reżimowi”.

    Widać wyraźnie, że wolność akademicka oraz autonomia uniwersytetu muszą być chronione także w świecie, który wydawał się oazą demokracji.

    Przypisy

    1. MAGA’s remaking of universities could have dire consequencesThe Economist, 10 kwietnia 2025. Link do artykułu 
    2. Jeanie Suk Gersen, A Thrillingly Delightful Surprise from HarvardThe New Yorker, 15 kwiecień 2025. Link do artykułu 
    3. Inside Higher Ed, March 26, 2025 Outspoken Fascism Scholars Leave Yale for Canada, Link do artykułu

  • Co to jest Uniwersytet Heterodoksji i jaką ma przyszłość

    Co to jest Uniwersytet Heterodoksji i jaką ma przyszłość

    W THE dzisiaj Ukazał się ciekawy artykuł Paula Baskena pt. Czy Akademia Heterodoksji zna swoją misję (Does the Heterodox Academy know what it stands for?)

    To jest fikcyjne logo HxA (powyżej)

    Artykuł analizuje rosnącą popularność Heterodox Academy (HxA), organizacji promującej różnorodność poglądów na uczelniach. Choć początkowo miała ograniczać ekstremizmy lewicowe, obecnie wzrost jej wpływów napędzany jest głównie przez konserwatywne siły. Autor podkreśla, że HxA, mimo deklarowanej misji promowania debaty i równowagi ideologicznej, jest wspierana finansowo przez grupy z konserwatywną agendą. W artykule omawiane są także wyzwania związane z realizacją celów HxA oraz wewnętrzne napięcia dotyczące kierunku, w jakim powinna zmierzać organizacja.

    Parafrazując główne tezy, można powiedzieć, że Heterodox Academy (HxA) miała na celu ograniczenie ekstremizmów lewicowych w akademii, jednak jej rozwój jest obecnie napędzany przez konserwatywne siły polityczne. Organizacja, której udało się zgromadzić 500 uczestników na trzydniowej konferencji w Chicago, choć promuje różnorodność poglądów, jest finansowana głównie przez grupy z konserwatywną agendą, co budzi pytania o jej rzeczywiste cele. Podczas konferencji w Chicago uwidoczniły się różnice w opiniach uczestników na temat roli HxA, a także jej podejścia do kwestii takich jak polityka DEI (różnorodność, równość i inkluzja). Mimo to, HxA przyciąga różnorodnych członków, co świadczy o jej skomplikowanej naturze i potencjalnym wpływie na przyszłość edukacji wyższej w USA.

    Ciekawa jest opinia Stanleya Fisha: znanego ze swojego sceptycznego podejścia do protestów studentów w latach 60., gdy był młodym członkiem wydziału Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley, ale także autora książki o akademickiej wolności (Chicago 2014) czy o mowie nienawiści i fake newsach (2019) – w wydarzeniu w Chicago zbyt często uczestniczyli zwolennicy HxA, którzy „wypowiadają wielkie abstrakcje, takie jak <<prawda>>, wierząc, że w ten sposób coś wypowiadają”.

  • Bez demokracji nie ma akademii

    Bez demokracji nie ma akademii

    JEROZOLIMA, IZRAEL – 20 lutego 2023 r.: Izraelczycy protestują w pobliżu Knesetu przeciwko planom nowego rządu premiera Benjamina Netanjahu, aby zniszczyć praworządność — Zdjęcie od elenarostunova (lic. Depositphotos)

    Nie tylko w Polsce politycy zagrażają uniwersytetom i nauce. Podobnie teraz protestują w Izraelu. Ale w Polsce protesty w akademii były dawno temu, czy ktoś jeszcze je pamięta? W ostatnim Science z 18 sierpnia 2023 r (Vol. 381/6659, s. 715) ukazał się dramatyczny Editorial autorstwa pięciu reprezentantów nauki Izraela. Tymi autorami są: Einat Albin (Hebrew University, Jerozolima), Shikma Bressler (Weizmann Institute of Science), Asya Rolls (Israel Institute of Technology), Michał Schwartz (Weizmann IS), Ehud Shapiro (też Weizmann IS).

    Autorzy zwracają uwagę, że Izrael ostatnio doświadczył kryzysu, gdy rząd zaatakował instytucje demokratyczne oraz akademickie wartości zarazem. Ten atak na niezawisłość sądownictwa, media, wolność religijną i środowisko akademickie stanowi bezpośrednie zagrożenie. Uniwersytety i naukowcy protestują przeciwko temu. To naukowcy stali się liderami protestów ulicznych. Współzależność między demokracją a akademią dla autorów tego manifestu-apelu jest oczywista, a ograniczenia wolności naukowej budzą nie tylko obawy, ale prawdziwy strach. Akademia musi działać niezależnie, by zachować swą doskonałość. Rządowe działania ograniczające wolność akademicką wywołują sprzeciw i stanowią zagrożenie dla pozycji Izraela w nauce światowej. Aby temu przeciwdziałać, społeczność naukowa musi się solidaryzować i działać wspólnie, by chronić wolność nauki.

    Hasłem protestów ulicznych w Izraelu było między innymi zdanie: „Bez demokracji nie ma akademii”.

    Warto przytoczyć zdanie, w którym pojawia się polonicum:

    „Relacja między środowiskiem akademickim a demokracją działa w obie strony. Większość cenionych instytucji akademickich funkcjonuje głównie w ramach demokracji liberalnych. Kraje doświadczające regresji demokratycznych, takie jak Turcja, Polska i Węgry, doświadczają spadku osiągnięć akademickich. Jednocześnie solidna demokracja opiera się na wolności środowiska akademickiego, które promuje nowe, liberalne, swobodne i krytyczne myślenie w społeczeństwie. Zanik tej dwustronnej relacji budzi poważne obawy w Izraelu.”

    Eksperci są potrzebni demokracji.

    Autorzy wspominają także, że na początku sierpnia rektorzy większości izraelskich uniwersytetów wystosowali otwarty list do przywódców rządu, wyrażając zaniepokojenie destrukcyjnymi procesami, które mogą osłabić potencjał naukowy Izraela. 

    Apel kończy się dramatycznie, aby zapobiec upadkowi, „globalna społeczność akademicka musi jednoczyć się i aktywnie współpracować, aby przeciwdziałać izraelskim próbom ograniczenia wolności akademickiej. Petycje naukowców z całego świata, organizacje akademickie oraz inne pokojowe środki są niezbędne, aby podnieść świadomość sytuacji i chronić wolność nauki na całym świecie.”

    Robimy coś z tym?

  • „Wolne media”, znów krzyk…

    „Wolne media”, znów krzyk…

    Trzeba znów krzyczeć „wolne media”! Tym razem doniesienia mówią o zakulisowych działaniach władzy, nie w świetle kamer i jupiterów. Tym bardziej dobrze jest widzieć solidarność wolnych jeszcze mediów, które dzisiaj opublikowały wspólną deklarację o obronie wolności tzw. czwartej władzy, która musi patrzeć innym władzom na ręce…

    Fot. Lic. Depositphotos

    „Będziemy bronić niezależności polskiego dziennikarstwa”. Deklaracja redaktorek i redaktorów naczelnych

    Ale kontrola władzy to nie jest jedyna funkcja wolnych mediów w demokracji, one gwarantują obywatelom prawo człowieka — prawo do informacji. Zapewniają promocję dialogu i debaty. Krytyczne wobec władzy media to procesy, które prowadzą do niełatwych porozumień, do wykreowania konsensusu. Wolne media wspierają, czasami zastępują edukację. Bez wolnych mediów mamy jedynie propagandę i algorytmy manipulacji i kontroli.

    Krzyczeć: wolne media!

    Manifestacja wolne media na fot. Depositphotos

  • Knebel dla nauki przeistacza się w kij pałkarza

    Knebel dla nauki przeistacza się w kij pałkarza

    Sprawa Brauna, sprawa Czarnka

    Grzegorz Braun we wtorek, 30 maja 2023 r., w Warszawie przerwał wykład prof. Jana Grabowskiego, uniemożliwiając mu wygłoszenie referatu akademickiego. Jan Grabowski jest profesorem historii na Uniwersytecie w Ottawie i członkiem Royal Society of Canada. Jest ceniony na całym świecie za swoje naukowe badania nad Holokaustem.

    W doniesieniach i komentarzach słusznie podkreśla się brutalność i agresję posła Brauna, jak również jego chamstwo i brak szacunku. Poseł nie tylko odmówił opuszczenia sali NIH, ale także zniszczył sprzęt nagłaśniający i wypraszał gości z instytutu naukowego. W tym kontekście pojawiają się także nieuchronne skojarzenia z działaniami faszystowskiej Falangi i ogólnie latami 30. XX wieku w Polsce.

    Jednak warto zauważyć, że działania posła Brauna nastąpiły po głośnej sprawie dotyczącej groźby Ministra Nauki, Przemysława Czarnka. Minister Czarnek stwierdził: „Nie będę finansował badań mających na celu oczernianie państwa polskiego” podczas spotkania z przedstawicielami Komisji Kultury i Edukacji PE (20 maja 2023, https://gospodarka.dziennik.pl/news/artykuly/8719518,przemyslaw-czarnek-finansowanie-badania.html). Faktycznie, Minister cofnął — nielegalnie — przyznane pieniądze dla Instytutu Filozofii i Socjologii PAN.

    Setki naukowców podpisało list w obronie prof. Barbary Engelking. Wyraziła swoje stanowisko także KRASP, choć indywidualni rektorzy raczej unikają jasnego stanowiska.

    Minister Czarnek stwierdził: „W ramach środowiska akademickiego każdy może wyrazić swoje opinie, pod warunkiem, że są one poparte naukowymi argumentami. Nie mogą to być wypowiedzi publicystyczne ani polityczne, tak jak w przypadku Pani Engelking, która wypowiadała się w mediach, a nie w sposób naukowy.”

    Prof. Barbara Engelking wyraża to, co wynika z jej własnych badań naukowych, zarówno w formie rzetelnych raportów, takich jak dwutomowe dzieło „Dalej jest noc”, którego współautorem jest Jan Grabowski, jak i w bardziej publicystycznych wypowiedziach w mediach, do których jest zapraszana jako ekspertka. Obowiązkiem każdego naukowca jest prowadzenie badań, wspieranie (samo)edukacji studentów oraz popularyzacja wiedzy i współpraca ze społeczeństwem. Takie są misje świata uniwersyteckiego. Obowiązkiem Ministra Nauki i Edukacji jest m.in. strzeżenie wolności badań naukowych i wolności słowa, a nie obrona konkretnych opinii. Nauka powinna być wolna od polityki, podążać za swoimi charakterystycznymi metodami. Można zrozumieć, że minister Czarnek rzadko występował jako ekspert naukowy, ponieważ od dawna jest głównie politykiem. Dlatego może on nie rozumieć świata naukowego.

    Większym problemem jest jednak to, że incydent z udziałem Brauna był w dużej mierze spowodowany przez ministra Czarnka, który szkodził profesor Engelking. Jest to moja opinia jako komentatora życia akademickiego. Nie mam naukowych argumentów na potwierdzenie tego i nie zamierzam mieszać tych dwóch sfer. Jest to opinia publicystyczna, do której jako obywatel, a także obywatel nauki, mam prawo. Tylko osoba ślepa nie zauważy związku między faktami, które ostatnio są wyraźnie widoczne na scenie życia społeczno-politycznego w Polsce. Jeśli minister Nauki i Edukacji ogranicza wolność słowa, powołując się na nieznane nauce kryteria narodowościowe, a nawet narodowo-religijne, to nie ma się co dziwić, że inni politycy chcący zdobyć poparcie swojego elektoratu chętnie wykorzystują ten impuls, aby uciszyć profesora Jana Grabowskiego dosłownie, wyrywając mu mikrofon i niszcząc głośniki. Jeden knebel czyści pole dla drugiego. Rzeczywiście, godność instytucji demokratycznych w Polsce cierpi najbardziej w momencie, gdy minister i poseł przekształcają się w pałkarzy z kijami baseballowymi. Najbardziej przerażające jednak było to, że, jak powiedział dziekan Wydziału Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego, na twarzach obecnych na sali studentów można było dostrzec przerażenie, ponieważ przestraszyli się oni agresji ze strony Brauna (Norbert Frączak, Jolanta Zarembina „Polityka” 30 maja 2023). Czy to było intencją pana ministra Czarnka? Niestety, mam uzasadnione podejrzenie, że tak…

    PS. 4 czerwca 2023 ukazał się artykuł w Gazecie Wyborczej, który jest zmienioną wersją tego wpisu. Co z godnością instytucji demokratycznych, gdy minister i poseł stają się pałkarzami?

  • Jenta patrzy, Jenta słucha

    Jenta patrzy, Jenta słucha

    W czwartek, 18 maja, odbyła się w Tel Awiwie uroczystość wręczenia (nadanych jeszcze 8 grudnia 2021 roku) tytułów doktorów honoris causa dwóm wybitnym Polkom: Oldze Tokarczuk oraz prof. Barbarze Engelking. Wydarzenia odbyły się dopiero teraz z powodu wcześniej panującej pandemii.

    Fot. kopia dyplomu prof. Barbary Engeliking, źródło Tel Aviv University

    Jak informują organizatorzy, Olga Tokarczuk, laureatka literackiej Nagrody Nobla, została wyróżniona za odważne działania na rzecz uznania zbrodni dokonanych na Żydach podczas II wojny światowej oraz współczesnych uchodźców. Profesor Barbara Engelking, historyczka specjalizująca się w losach polskich Żydów podczas Holokaustu, została doceniona za pionierski wkład w badania nad tym mrocznym okresem oraz za nieugiętość w ukazywaniu skomplikowanych relacji polsko-żydowskich w czasie II wojny światowej.

    Fragment z „Ksiąg Jakubowych” Olgi Tokarczuk:

    Olga Tokarczuk „Księgi Jakubowe…”:

    Jenta mierzy groby Wzrok Jenty unosi się także nad Częstochową, małym miasteczkiem przytulonym do wzgórza, nad którym panuje Madonna. Ale Jenta widzi tylko dachy – tutaj równe dachy klasztoru jasnogórskiego kryte właśnie nowiutką dachówką, a tam niżej marne dachy chałupek i domów pokryte gontem drewnianym. Niebo jest wrześniowe – chłodne i dalekie, słońce powoli robi się pomarańczowe i żydowskie kobiety z Częstochowy umawiają się na drodze do żydowskiego cmentarza, schodzą się tam teraz, te starsze, ubrane w grube spódnice, zmawiają się półszeptem, czekają na siebie. W straszne dni między Rosz ha-Szana a Jom Kippur odbywa się Kvarim mesn – mierzenie grobów. Kobiety wymierzają sznurkiem cmentarze, sznurek nawija się na szpulkę, a potem robi się z niego knoty do świec; niektóre używają go potem do wróżb. Każda z nich mruczy pod nosem modlitwę, wyglądają jak czarownice w szerokich, marszczonych spódnicach, o które zaczepiają kolce jeżyn i które szeleszczą wśród suchych żółtych liści. Jenta sama kiedyś mierzyła groby, wierząc, że to obowiązek każdej kobiety – zmierzyć, ile jest wciąż miejsca dla zmarłych (i czy jest jeszcze miejsce), zanim urodzi się nowych żywych. Jest to swego rodzaju buchalteria, którą zajmują się kobiety, zresztą zawsze lepiej im idą rachunki. Po cóż jednak mierzyć groby i cmentarze? Przecież nie ma zmarłych w grobach – Jenta wie to dopiero teraz, ale wcześniej utopiła w wosku tysiące knotów. Groby są nam całkowicie nieprzydatne, bo zmarli je ignorują i włóczą się po świecie; są wszędzie. Jenta widzi ich cały czas, jakby przez szkło, bo choćby bardzo tego pragnęła, sama nie może do nich wejść. Gdzie to jest? Trudno powiedzieć. Patrzą na świat jakby zza szybki, przyglądają mu się i ciągle coś by od tego świata chcieli. Jenta próbuje zrozumieć, co znaczą te miny, co znaczą te gesty, i w końcu wie: zmarli chcieliby, żeby o nich mówiono, tego są głodni, to jest ich strawa. Chcą od żywych uwagi.

    Olga Tokarczuk. Księgi Jakubowe, s. 287, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2014.

    Te słowa są hołdem dla pięknej literatury i symbolizują moment szczególny z bodaj najwybitniejszej współczesnej polskiej powieści „Ksiąg Jakubowych”. Jenta jest symbolicznym narratorem, a obie laureatki wyróżnień honorowych mają unikalny dar słuchania głosów cierpiących, w tym tych, którzy odeszli…

    Niestety, jedynie były prezydent Aleksander Kwaśniewski wyraził radość z tego wyróżnienia dla dwóch wybitnych Polek uczonym i obytym literacko komentarzem na łamach Haaretz.

    Kopia strony z komentarzem Prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego z 18 maja 2023 r. w Haaretz. (zdjęcie JP)

    Polskie władze natomiast, zarówno finansowo, jak i symbolicznie, po raz kolejny od 1968 roku, uniemożliwiły wystawienie „Dziadów” Mickiewicza. Tym razem zdecydowały o wstrzymaniu wypłaty należnych świadczeń dla Instytutu Filozofii i Socjologii PAN w Warszawie, w którym pracuje prof. Engelking. To bezprecedensowe działanie – zastosowanie kary za interpretacje historii niezgodne z partyjną linią ministra Czarnka – przekroczyło wszystkie granice. Czarnek, otwarcie — zważywszy kontekst obchodów rocznicowych powstania w getcie warszawskim — wyrażający antysemickie poglądy, wpisał się na trwałe do historii jako postać znacznie bardziej kontrowersyjna niż Martin Heidegger, który mimo swojego członkostwa w NSDAP, miał znaczący wkład w filozofię. (muszę się przyznać, że niegdyś czytałem Heideggera… *)

    Czarnek pozbawia pracowników Instytutu, którzy są dla niego niewygodni, środków na podwyżki, wpływając bezpośrednio na warunki życia wielu osób. Gdyby posiadał wybitne osiągnięcia naukowe, historia mogłaby kiedyś zapomnieć o jego czynach. W obecnej sytuacji jest to jednak nie do pomyślenia. Marny dorobek, marna sława.

    „Jenta próbuje zrozumieć, co znaczą te miny, co znaczą te gesty, i w końcu wie: zmarli chcieliby, żeby o nich mówiono, tego są głodni, to jest ich strawa. Chcą od żywych uwagi.”

    Performans Rafała Betlejewskiego z 2010 r. w rocznicę pogromu w Jedwabnem (za Haaretz i Reuters). Informacja tutaj

    *Martin Heidegger inspirował filozofię egzystencji, dekonstrukcjonizm, choć w latach trzydziestych jako funkcjonariusz NSDAP denuncjował pracowników naukowych, którzy tracili pracę i musieli emigrować (także jego osobisty przyjaciel). Heidegger, wyjątkowa kreatura, mając kochankę Żydówkę (swoją studentkę, później wybitną filozofkę i teoretyczkę totalitaryzmów, Hannah Arendt), w dzienniku otwarcie antysemicko komentował Żydów.

    PS wpis ukazał się w zmienionej postaci w Gazeta Wyborcza 22.05.2023 jako Marny dorobek, marna sława…

  • Filozof w więzieniu

    Filozof w więzieniu

    Dzisiaj odbyła się konferencja prasowa w Centrum Białoruskim w Łodzi poświęcona głodówce protestacyjnej Władimira Mackiewicza, filozofa białoruskiego, aktywisty i akademika, więźnia sumienia.

    Apelujemy do solidarności i wsparcia wszystkimi sposobami, między innymi podpisami pod petycją na Change.org