
Tag: zmiany w szkolnictwie
-

O godności nauczyciela akademickiego

Kazimierz Twardowski 1866-1938 (fot. public domain) zjęcie prawd. ok. 1933 r Smutno mi, Boże…
Wielokrotnie krytykowałem w różnych publikacjach obowiązującą w Polsce Ustawę pt. Prawo o Szkolnictwie Wyższym i Nauce z 20 lipca 2018 r. r. Jednak ostatnie okoliczności w Polsce skłaniają mnie do jeszcze jednej krytyki. Dotyczyć ona powinna artykułu 275 ust. 1 ustawy – Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce, który brzmi: „Nauczyciel akademicki podlega odpowiedzialności dyscyplinarnej za przewinienie dyscyplinarne stanowiące czyn uchybiający obowiązkom nauczyciela akademickiego lub godności zawodu nauczyciela akademickiego”. Dlaczego uważam ten artykuł za zasługujący na krytykę? Przede wszystkim dlatego, że jeśli obowiązki nauczyciela akademickiego mogą być i często są spisane w różnych dokumentach, np. w karcie pracy, to pojęcie godności zawodu nauczyciela akademickiego jest niezwykle złożone i musi podlegać jakiemuś uściśleniu. Problemem jest to, że Polska nie posiada nawet kodeksu nauczyciela w ogólności. Taki kodeks wedle danych UNESCO wypracowało już prawie 80 krajów na świecie. Jeśli w Polsce nie ma określonego Kodeksu postępowania etycznego nauczyciela, to problemem jest jeszcze bardziej szczegółowe dookreślenie Kodeksu postępowania etycznego nauczyciela akademickiego. Jeżeli założyć, iż nauczyciel akademicki powinien charakteryzować się czymś szczególnym na tle ogółu nauczycieli, to czym miałoby to być?
Stwierdziłem z przykrością, że Polska nie posiada kodeksu nauczyciela, ale jednocześnie skonstatowałem ze zdziwieniem, że np. Finlandia także nie ma ogólnego kodeksu nauczyciela. Więc może Polska nie potrzebuje takiego kodeksu? Wydaje mi się jednak, że Finlandia dysponuje przysięgą Comeniusa, która jest odpowiednikiem lekarskiej przysięgi Hipokratesa oraz inżynierskiej przysięgi Archimedesa. W Polsce znam przysięgę doktorską, która obowiązuje w polskich uczelniach. Jednak ta przysięga jest zbyt krótko i zdawkowo, żeby traktować ją z pieczołowitością, na którą zasługuje np. fińska przysięga Comeniusa oraz inne kodeksy narodowe. Kodeksy wszelkiego typu powinny być dość precyzyjne i jasne oraz stanowić wytwór konsensu wielu środowisk.
Na dodatek opisywany artykuł naszej nieszczęsnej ustawy używa bardzo nacechowanego emocjonalnie terminu godność. Filozofia jest bardzo rozpisana na temat godności człowieka jako takiego. Wiele nurtów myślenia w chrześcijaństwie także traktuje o godności człowieka. Również w prawie, także w polskim prawie, w naszej Konstytucji znajdują się passusy traktujące o godności człowieka i obywatela. Mogę z całą odpowiedzialnością zobaczyć związek pomiędzy tymi ogólnymi zapisami a np. godnością pracownika. Godność nauczyciela musiałaby być określona przez bardziej szczegółowe opracowania, bo przecież wprowadzałaby pewną dyskryminację: nauczyciel miałby godności w pewnym sensie więcej niż zwykły obywatel, zwykły pracownik. Tym bardziej jest istotne określenie, czym jest godność nauczyciela akademickiego.
W tym kontekście przychodzi mi jedynie do głowy sięgnięcie do klasycznego opracowania, który jest wykładem doktora honoris causa uniwersytetu Adama Mickiewicza prof. Kazimierza Twardowskiego zatytułowanego „O dostojeństwie Uniwersytetu”. Wykład ten wygłoszono w auli Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie w 1932 r.
Warto przypomnieć, że podstawowymi wartościami stanowiącymi o dostojeństwie uniwersytetu, o godności uniwersytetu, są autonomia, niezależność finansowa, oraz swobodne poszukiwanie prawdy. Na marginesie dodać można, że swoistością nauczycieli akademickich będących jednocześnie badaczami, poszukiwaczami obiektywnej prawdy, jest także, wspominane przez Twardowskiego pod koniec swego wykładu członkostwo w międzynarodowej, ponadnarodowej wspólnocie o nazwie Rzeczpospolita uczonych.
Na tym tle doprawdy nie rozumiem zarzutów postawionych przez władze KUL w postępowaniu dyscyplinarnym księdzu doktorowi habilitowanemu Alfredowi Wierzbickiemu. Nie dostrzegam uchybienia obowiązkiem pracowniczym nauczyciela akademickiego, chyba że KUL ma jakieś karty pracy, w których zapisane jest np. zakaz polemiki merytorycznej z kolegami i innymi profesorami. Z etyki naukowca taka polemika jest wręcz nakazana, choć kodeksu spisanego nie mamy. A może władze KUL zapisały w jakieś karcie pracy, że żaden pracownik uniwersytecki nie powinien ujmować się za prześladowanymi w społeczeństwie? Może w karcie pracy profesora Wierzbickiego znalazł się jakiś zapis zakazujący krytyki zagmatwania wywodów i niejasności? Bardzo by mnie to zdziwiło, bo wydaje mi się, iż krytycyzm względem mętniactwa jest wręcz misją naukowca. A może nawoływanie do debaty jest zakazane? Serio? W świecie uniwersytetów?
Cały czas pamiętać trzeba, że obszarem badawczym ks.d dra hab. Wierzbickiego jest etyka, ma on obowiązek zawodowy wypowiadania się publicznego na tematy związane z obszarem jego badań.
Smutno mi, Boże…
PS. 26 listopada moja refleksja w zmienionej wersji została opublikowana w „Więzi” (kliknij)
-

Patriotyczne wychowanie a kompetencje przyszłości
Odbyło się posiedzenie podkomisji jakości kształcenia Komisji Edukacji i Nauki Sejmu. Patriotyczne wychowanie a kompetencje przyszłości

Drabina edukacji 6 lutego 2021 r. (piątek) o g. 10.00. odbyło się w Sejmie RP posiedzenie Podkomisji stałej do spraw jakości kształcenia i wychowania Komisji Edukacji i Nauki. Posiedzenie prowadzone było hybrydowo, z wykorzystaniem środków komunikacji elektronicznej umożliwiających porozumiewanie się na odległość.
W porządku dziennym były tylko 2 punkty:
Porządek dzienny:
I. Rozpatrzenie Informacji Ministra Edukacji i Nauki na temat kształtowania postaw patriotycznych i obywatelskich w podstawach programowych, ze szczególnym uwzględnieniem nauczania historii i wiedzy o społeczeństwie.
II. Rozpatrzenie Informacji Ministra Edukacji i Nauki na temat działań w zakresie rozwoju kompetencji uczniów.
W posiedzeniu uczestniczyli nie tylko posłowie Katarzyna Lubnauer (bardzo aktywna przewodnicząca komisji), Piotr Borys, Barbara Nowacka i Krystyna Szumilas, ale także strona obywatelsko-ekspercka:
Marek Gumkowski, Otwarta Rzeczpospolita – Stowarzyszenie przeciw Antysemityzmowi i Ksenofobii,
Finka Heynemann, Grupa Ponton,
Iga Kazimierczyk, Fundacja Przestrzeń dla Edukacji,
Antonina Lewandowska, Federacja na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, federa@astra.org.pl
Mirosław Michalski, Stowarzyszenie KOD,
Alicja Pacewicz, Fundacja Szkoła z Klasą,
Elżbieta Piotrowska-Albin, Fundacja Edukacji Prawnej „Iustitia”,
Magdalena Plewowska-Semik, Fundacja im. Bronisława Geremka,
Elżbieta Czyż, Helsińska Fundacja Praw Człowieka,
Jarosław Płuciennik, Uniwersytet Łódzki,
Róża Rzeplińska, Stowarzyszenie 61
Piotr Szafraniec, Stowarzyszenie KOD,
Jędrzej Witkowski, Centrum Edukacji Obywatelskiej,
Mateusz Wojcieszak, Fundacja Pole Dialogu,
Damian Wutke, Otwarta Rzeczpospolita – Stowarzyszenie przeciw Antysemityzmowi i Ksenofobii.
Kilka słów należy poświęcić kuriozalnym elementów przesłanych wcześniej informacji:
Na przykład jako innowacyjne są przedstawiane takie projekty:
„W 2020 w r. uzupełniono projekt edukacyjny Ministra Edukacji Narodowej „Godność, wolność, niepodległość” na lata 2018-2020 o zadanie związane z dziedzictwem kulturowym Jana Pawła II.

Pomnik Jana Pawła II Na zlecenie Ministerstwa Edukacji Narodowej, w ramach uzupełnienia projektu edukacyjnego Ministra Edukacji Narodowej „Godność, wolność, niepodległość” na lata 2018-2020, Ośrodek Rozwoju Edukacji opracował i zaimplementował na Zintegrowanej Platformie Edukacyjnej dodatkowy moduł gry edukacyjnej “Godność, wolność i niepodległość” pn. ”Dziedzictwo kulturowe Jana Pawła II”, powstały w związku z 100. rocznicą urodzin Jana Pawła II. Istotą gry są zawarte w niej misje powstałe w oparciu o biografię Wielkiego Polaka Jana Pawła II. Konstrukcja gry, podobnie jak w pierwszym module, podzielona jest na trzy etapy edukacyjne i składa się z 18 misji 1) Klasy I-III Szkoły podstawowej, misje:
− “Dziedziństwo Karola”
− “Szkolne lata Karola”
− “Rodzinne spotkania”
− “Zainteresowania Jana Pawła II”
− Habemus Papam”
− “Polska Jana Pawła II”
2) Klasy IV -VIII Szkoły podstawowej, misje:
− “Karol Wojtyła -aktor i orator”
− “Droga Karola Wojtyły z Wadowic do Watykanu”
− “Miasta Papieża Jana Pawła “
− “ Pontyfikat Jana Pawła II”
− “ Papież świadkiem historii”
− “Papież w anegdocie”
3) Szkoły ponadpodstawowe, misje:
− “Papież a Polacy pielgrzymki Jana Pawła II do Ojczyzny do 1989 r”
− “Papież a Polacy pielgrzymki Jana Pawła II do Ojczyzny po 1989 r”
− “Przyjaźnie Jana Pawła II. Wizyty w Watykanie i Castel Gandolfo”
− “Duchowe filary polskiego Kościoła w XX w.”
− “Papież a młodzi – Światowe Dni Młodzieży”
− “Biblioteka Jana Pawła II. Spotkanie z twórczością Papieża.”
W drugim dokumencie kuriozalne jest na przykład zawężanie innowacyjności do informatyki:
„Zmiany, które zapewniły uznanie Polski przez edukacyjne środowisko międzynarodowe za lidera w zakresie innowacyjnego podejścia do nauczania są szczególnie widoczne w przypadku informatyki. Od roku szkolnego 2017/2018:
• nauka szeroko rozumianego programowania jest obowiązkowa od klasy I szkoły podstawowej;
• zwiększona została liczba godzin informatyki (o 70 godzin w całym okresie kształcenia);
• zajęcia informatyki, realizowane w szkołach wg nowych programów nauczania, służą rozwijaniu myślenia komputacyjnego* (ang. computational thinking), czyli przygotowaniu uczniów do rozwiązywania problemów z różnych dziedzin życia/gospodarki/nauki przy świadomym i bezpiecznym wykorzystaniu metod i narzędzi, w jakie wyposaża informatyka;
• w myśl nowej podstawy programowej informatyka ma być przedmiotem pomocnym wszystkim przedmiotom i całej szkole w kształtowaniu umiejętności rozumowania, analizowania i rozwiazywaniu problemów.”

Kreatywność i krytyczne myślenie to trudne pojęcia To są tylko przykłady dwóch cytatów, ale takich kwiatków jest więcej. Uderza w tym wszystkim brak całościowej wizji, w której wychowanie patriotyczne i historyczne łączyłyby się z jednej strony z kompetencjami społecznymi ważnymi dla współczesności, europejskiej i światowej, jak i brak wizji integrującej, jak te kluczowe kompetencje mają się do kompetencji ważnych dla szkolnictwa wyższego. A przecież złączono niedawno ministerstwo Edukacji i Nauki i coś z tego wynikać powinno. Innymi słowy: w jaki sposób rocznicowe akademie oraz wycieczki patriotyczne na kresy mają kształtować kluczowe kompetencje przyszłości potrzebne na uczelniach wyższych? Chodziłoby o takie kompetencje jak kreatywne myślenie, krytycyzm jako podstawa postawy obywatelskiej, umiejętność kooperacji w grupie wielokulturowej, przyjmowania w grupie różnych funkcji.
W odpowiedzi ministerstwo zawęziło ponownie krytyczne myślenie do kontekstu korzystania z informacji na informatyce. Zagadnienia tak istotne dla współczesności jak fake newsy czy post-prawda zostały zmarginalizowane do zagadnień informatycznych, jak korzystać z przeszukiwania w internecie.
A co z historią? Z WOŚP? Z językiem polskim? Czy tam to można mówić: „Słowacki wielkim poetą był?”, a „Dmowski i Piłsudski byli wielkimi postaciami historycznymi” i nic więcej?

Koncepcja krytycznego myślenia – bardzo skomplikowana Umiejętność pracy w grupie, różnych grupach, nowych grupach była kiedyś wspierana przez gimnazja, przez które także wspierano mobilność nie tylko przestrzenną, ale także mobilność społeczną, z awansem społecznym. Eksperci społeczni wskazywali na braki w projektach ministerialnych elementów wychowania obywatelskiego, nauki tolerancji, empatii, pracy w grupie w różnych rolach społecznych. Dużą troską napawały braki ministerialnej refleksji nad wykluczeniem społecznym (także cyfrowym), agresją czy nierównością.

Praca zespołowa też jest trudna Spośród ekspertów społecznych z Łodzi głos zabierali Jarosław Płuciennik i Mirek Michalski.
Jarosław Płuciennik i Mirosław Michalski

Autorzy podczas posiedzenia komisji – zrzuty ekranu 
-

Minister Gowin wynajdzie koło?
Wynalezienie koła i łączenie ministerstw. O znaczeniu nauk humanistycznych raz jeszcze
Spojrzałem przypadkiem na ofertę walizek podróżnych w dużym sklepie. Wokół było pusto. Nikt się nie kwapił kupować. Wiem, że to nie jest najważniejszy towar, na który dzisiaj nie ma popytu ze względu na pandemię. Ale trochę dało mi to do myślenia. Trochę refleksyjnie zacząłem, a przecież są ważniejsze tematy.

Sterta walizek (fot. lic. Depositphotos) Polska w mediach przez ostatnie tygodnie żyła tzw. rekonstrukcją rządu, albo kryzysem tzw. Zjednoczonej Prawicy. W trakcie rozmów o rekonstrukcji rządu, o której była mowa dawno, jeszcze chyba przed wyborami prezydenckimi, a na pewno zaraz po nich, mówiło się o tym, że ministerstw będzie mniej. Niby dobrze. Ale jak zwykle diabeł tkwi w szczegółach. W lipcu nauczyciele zostali zaniepokojeni pomysłem połączenia Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego z Ministerstwem Edukacji Narodowej. Pomysł fatalny, bo przecież Uczelnie to nie tylko edukacja.
Jednak 22 września 2020 opublikowano apel dwunastu naukowców o połączenie Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego z Ministerstwem Rozwoju. Naukowcy w liście przypominali, że badania naukowe „powinny służyć społeczeństwu, a ich wyniki rozwijać krajową gospodarkę”. Ich zdaniem, to ważne zwłaszcza podczas epidemii koronawirusa. W wielu krajach taki model się sprawdza, zaś „w dłuższej perspektywie” mogłoby to doprowadzić do zwiększenia finansowania nauki przez sektor prywatny. „Da (to także) szansę na szybszy rozwój polskiej gospodarki”. Wśród dwunastki znaleźli się wysoko postawieni Prezes PAN prof. dr hab. Jerzy Duszyński, prof. dr hab. inż. Arkadiusz Mężyk (Przewodniczący Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich), prof. dr hab. Zbigniew Marciniak (przewodniczący Rady Głównej Nauki i Szkolnictwa Wyższego) oraz prof. dr hab. Maciej Żylicz (prezes Fundacji na rzecz Nauki Polskiej).

Wan Gang. Minister Nauki i Techniki Chin Jaki to ma związek z bagażem?
Słownik Języka Polskiego definiuje słowo „bagaż”
1. «rzeczy w paczkach, walizkach itp., które podróżujący ma ze sobą»
2. «nagromadzenie, zasób czegoś»
Bardzo charakterystyczne, że w Słowniku Języka Polskiego znajdziemy także słowo „bagażowy” odnoszące się do zawodu, który już jakby prawie zupełnie zanikł.
Jeszcze Słownik pod red. Doroszewskiego o bagażu pisał:
„Rzeczy zapakowane w paczki, walizki, tłumoki, pakunki itp. Przeznaczone do przewożenia wszelkimi środkami lokomocji.”
Kiedy czytać taką definicję przychodzą na myśl obrazki uchodźców z płonącej Warszawy albo Aleppo obładowanych takimi właśnie tłumokami… Albo obrazek małego samochodu obładowanego pakunkami z Ikei. (reklama)

Uchodźcy w obozie z pakunkami (lic. Depositphotos) U Doroszewskiego pojawia się też frazeologizm: „bagaż ręczny”.
Ale także metaforyczne użycia: „bagaż wiedzy, erudycji, nauki (zasób wiedzy)”. W potocznym użyciu dzisiaj w sieci znaleźć można także takie paranaukowe „bagaż emocjonalny”, którego wielu pragnie się pozbyć. Bagaż jest obciążeniem.
Jak podaje Aleksander Brückner bagaż w języku polskim pojawił się z języka franc. bague — pakunek, z łac. bada, niem. Pack, (pol. pakować się, od franc. pacquet z łac. paccus).
Ciekawa jest angielska etymologia bagażu (Słownik etymologiczny)
Bagage, pojawił się w połowie XV w. jako „przenośne wyposażenie armii; grabież, łup”, „ze starofrancuskiego bagażu” bagaż, sprzęt (wojskowy) ”(14c.), z bague„ paczka, pakunek, worek ”, prawdopodobnie ostatecznie z tego samego skandynawskiego źródła, które przyniosło worek, czyli bag. Później używane torby, kufry, paczki itp. Widać już tutaj wyraźnie pewną maskulinizację bagażu, jego męskie kulturowe wymiary.
Bardzo ciekawa jest jednak historia bagażu na kółkach. Pierwszy patent dotyczący bagażu na kółkach został złożony w 1949 r., opublikowany w 1953 r. Co ciekawe, kufer na kółkach został wynaleziony już w 1887 r., zaś walizka na kółkach w 1945 r. – ale, jak pisze Daniel A. Gross w Smitsonian nie udało się ich skomercjalizować. Nie było popytu? Czy może innych warunków? Bernard D. Sadow w 1970. r. złożył wniosek rozpatrzony pozytywnie 1972 r. jako „Rolling Luggage”.
To co znamy dzisiaj jako najbardziej powszechną formę „bagażu na kółkach” zawdzięczamy amerykańskiemu pilotowi Robertowi Plathowi, (Robert Plath to jeden z pilotów Northwest Airlines 747) który w 1987 r. wynalazł bagaże dla członków załóg samolotów. Plath skomercjalizował wynalazek, bo podróżni zaczęli zazdrośnie patrzeć na elegancko przechadzających się po lotniskowych hallach członkach załóg samolotów. Duży interes zaczęła robić na tym wynalazku słynna firma Samsonite (od 2004 roku).
„Ludzie niedobrze akceptują zmiany” – powiedział wynalazca Sadow.
Joe Sharkey zastanawia się w NYT:
„Dlaczego więc pojawienie się bagażu na kółkach trwało tak długo? Pan Sadow przypomniał sobie silny opór, jaki napotkał podczas tych wczesnych telefonów do sprzedaży, kiedy często mówiono mu, że mężczyźni nie przyjmą walizek na kółkach. „To była bardzo macho” – powiedział.
Ale był to również czas ogromnych zmian w kulturze podróżowania, ponieważ coraz więcej osób latało, lotniska stawały się coraz większe i znacznie więcej kobiet zaczęło podróżować samotnie, zwłaszcza w podróży służbowej. Zajęło to dużo czasu, ale zwyciężył zdrowy rozsądek i dążenie do wygody. Walizka zyskała koła; podróżni nie potrzebowali już rutynowo tragarzy i boyów hotelowych.” (Sharkey, Joe. „Reinventing the Suitcase by Adding the Wheel”. The New York Times, 4 październik 2010, sekc. Business.)
Katrine Marçal w Dagens Nyheter pisze wczoraj (26.09.2020), dlaczego minęło 5000 lat, zanim dostaliśmy walizki na kółkach (Därför tog det 5.000 år innan vi fick resväskor med hjul)
„Koło to technologia, która ma 5000 lat. Odkąd wynaleźliśmy koło, stosujemy je od jednego poważnego problemu do drugiego. Stawiamy koła na wozy, taczki, armaty i samochody. Nawet męczarnia chomika powstała przed walizką na kółkach.”

Koło (lic. Depositphotos) Pisze dalej: „Ekonomiści pomyśleli o tym wszystkim i walizka na kółkach stała się czymś w rodzaju klasycznego przykładu tego, jak innowacje mogą zająć trochę czasu w gospodarce.”
Autorka przywołuje laureata tzw. Ekonomicznego Nobla z 2013 r., Roberta Shillera, który stwierdza, że dobry pomysł to za mało w ekonomii. „Rynek nie zawsze rozumie swoje najlepsze sposobności.” Dlatego należy stwierdzić, że ludzie przed 1987 r. nie widzieli sensu walizek na kółkach, zawsze myślimy, że to co jest, to najlepsze z możliwych rozwiązań technologicznych.
Przywoływany przeze mnie wielokrotnie Nassim Taleb, interdyscyplinarny autor bestsellerowego „Czarnego łabędzia”, pisze także o walizkach w swojej książce „Antykruchość” (Antykruchość. O rzeczach, którym służą wstrząsy 2015) pisze, że im bardziej oczywiste jest rozwiązanie, tym mniejsze prawdopodobieństwo, że wymyślimy je przy użyciu skomplikowanych metod.
A sprawa jest banalnie prosta, jeśli uwzględnić wymiar humanistyczny historii kultury i cywilizacji. Kiedyś rewolucję przypisywano np. jeansom, które pomogły pokonać komunizm. (Nial Fergusson w Cywilizacji. Zachód i reszta świata, 2013) Dzisiaj podobnie trzeba spojrzeć, z punktu widzenia kulturowej historii na wynalazek bagażu z kółkami. Jak stwierdza Katrine Marçal „Mężczyźni musieli nosić, aby udowodnić, że są mężczyznami, a kobiety nie były priorytetowym konsumentem.”
„Walizka zaczęła się toczyć, gdy zmieniliśmy nasz pogląd na płeć: że mężczyźni muszą nosić, a mobilność kobiet jest ograniczona.”
Katrine Marçal to pisarka i korespondentka DN w Londynie. Zadebiutowała filmem „Rape and Romance” (2008) i od tego czasu opublikowała między innymi „The Only Sex” (2012) i „The Left at the Edge of the Fourth Industrial Revolution” (2017). „Jedyna płeć” została przetłumaczona na około dwadzieścia języków. W języku szwedzkim ponownie ukazał się tytuł „Kto ugotował obiad Adamowi Smithowi?” Na jesieni ma wyjść jej najnowsza książka „Inventing the World” (Mondial), książka o tym, jak pojęcia męskości i kobiecości ukształtowały współczesne społeczeństwo.
Dlaczego o tym pisać w kontekście połączenia ministerstw? Ano dlatego, że kiedy pisze się o innowacyjności nauki, często mówi się także o jej komercjalizacji, służbie rozwojowi społecznemu. Otóż, bez rozwoju nauk humanistycznych, które mają się czasami bardzo dobrze, choć się ich nie docenia i nie dowartościowuje, nie ma mowy o rozwoju społecznym. Tak, studia nad płcią kulturową, czyli gender, są niezwykle przydatne społeczeństwu, jak widać po historii wynalazku koła. Koła nie wynajdziecie Panowie przez łączenie ministerstwa Nauki z ministerstwem Rozwoju. Zwłaszcza Minister Jarosław Gowin na pewno nie wynajdzie koła.

Studia nad płcią kulturową są bardzo ważne społecznie i istotne naukowo (lic. Depositphotos) Ale zniszczyć możecie wiele, jak wiele już zniszczono w stadninie w Janowie. I na uniwersytetach po dobrej zmianie. Niszczenie jest łatwe i proste. Budowanie trwa lata i dekady.
-

Kaganiec dla nauki 2.0
Publikacja 13.02, update: 14.02.20 Prestiżowy tygodnik brytyjski specjalizujący się w szkolnictwie wyższym i nauce Times Higher Education opublikował dzisiaj obszerną relację na temat ostatnich planów nowelizacji prawa o szkolnictwie wyższym, które ogłosił minister Jarosław Gowin 30 stycznia 2020 r. Tak się złożyło, iż tego samego dnia w polskim Sejmie odbyło się posiedzenie Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży z udziałem ministra Gowina.

Jak donosi Times Higher Education w osobie redaktora Johna Morgana, polscy naukowcy zaniepokojeni są wpływami na nowe prawo ultrakatolickiej grupy Ordo Iuris, która teraz interesuje się regulacjami w prawie dotyczącym „wolności słowa” na uczelniach. Zmiany wedle naukowców w Polsce zapewnią swobodę wypowiedzi w przestrzeni publicznej na uniwersytetach radykalnym antyaborcjonistom, czy zaprzeczającym katastrofie klimatycznej. Mogę to potwierdzić, takie obawy znam z bezpośredniej komunikacji, z oświadczenia Komitetu Kryzysowego Humanistyki Polskiej i z rozlicznej korespondencji, jak również z publikacji listu otwartego Przemysława Pietrzaka czy blogów Jana Hartmana.
Inspirator nowelizacji, fundacja Ordo Iuris, dumny jest także ze swojego niesławnego projektu, który w swoim czasie przepadł w zdominowanym przez PiS parlamencie, o całkowitym zakazie aborcji i karaniu zgwałconych matek.

Przypomnę, że wedle ministerstwa: „W projekcie noweli Konstytucji dla Nauki wprowadzono sformułowanie „wolność wyrażania poglądów”. W związku z tym art. 3 ust. 1 ustawy po zmianach brzmi: „Podstawą systemu szkolnictwa wyższego i nauki jest wolność nauczania, wyrażania poglądów, twórczości artystycznej, badań naukowych i ogłaszania ich wyników oraz autonomia uczelni”.”
Jarosław Płuciennik osobiście zadał na posiedzeniu Komisji EMiN pytanie ministrowi dotyczące planowanych zmian w Ustawie w art. 3. Pisałem o tym w poprzedniej publikacji w GW.
Pytania brzmiały: Czy uczelnie i instytucje naukowe mają teraz zajmować się poglądami, czyli opiniami poszczególnych osób? W wolności poglądów nie ma nic złego, nie może być nic złego, art. 54 Konstytucji RP z 1997 r. gwarantuje wolność głoszenia poglądów Art. 54. „Zasada wolności poglądów. 1. Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. 2. Cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy są zakazane. Ustawa może wprowadzić obowiązek uprzedniego uzyskania koncesji na prowadzenie stacji radiowej lub telewizyjnej.”
Zatem jakie jest uzasadnienie wprowadzenia tych ostatnio proponowanych przez Jarosława Gowina zapisów, skoro wolność poglądów jest gwarantowana konstytucyjnie? Dlaczego minister upolitycznia debaty akademickie?
W trakcie dyskusji poseł, którego nazwiska nie pamiętam, zadał pytanie Ministrowi, czy definicja małżeństwa będzie odwoływać się do innych niż genetyczne ustaleń dotyczących płci. Świadczyło to wymownie o próbie upolitycznienia tej sprawy.
Przypomniałem zatem, że ministerstwo powinno mieć świadomość, iż istnieją różne nauki poza uwielbianą przez Ministra bibliometrią (mierzącą wpływ i znaczenie publikacji naukowych wskaźnikami ilościowymi) oraz genetyką, że socjologia, kulturoznawstwo, czyli nauki o kulturze i religii, jak chce ministerstwo, to także równoprawne nauki, w których akurat płeć jest konstruktem kulturowym. Istnieją różne metodologie i różne wspólnoty eksperckie w wielości nauk.
Dlaczego zatem taka zmiana w prawie? Jakie jest uzasadnienie.
O co zatem idzie w zmianie zaproponowanej przez ministerstwo?
Odpowiedź ministra była bardzo arogancka: na argument o upolitycznieniu, zarzucił upolitycznianie mnie samego w tej kwestii. Rolą ministerstwa jest umożliwienie ścierania się poglądów, zaś przywołane przeze mnie jakoby „gender studies” to jak strzał kulą w płot (mówiłem o kulturowej konstrukcji płci, nie o gender studies, choć i one przecież są dziedziną wiedzy). Przy okazji Minister Gowin odniósł się do podobnych obaw wyrażonych przez posłankę Barbarę Nowacką (pytała o antyszczepionkowców i płaskoziemców i ich prawo do głoszenia poglądów na uczelniach): wg Jarosława Gowina nowelizacja jest niezbędna. Nie można zabronić głoszenia poglądów.
Według stronniczego streszczenia „debaty” w PAP nasza wymiana wyglądała tak: „Obecny na posiedzeniu komisji prof. Jarosław Płuciennik z Uniwersytetu Łódzkiego zgłosił obawę, że projekt ma na celu upolitycznienie sytuacji na uczelniach i że może on doprowadzić do sytuacji, iż trzeba będzie się tam liczyć z poglądami nienaukowymi. Komentując jego wypowiedź, Jarosław Gowin powiedział: „zachęcam do lektury przepisów w kontekście całej ustawy. Oraz bardzo bym apelował do przedstawicieli świata naukowego, by to oni nie upolityczniali uczelni, bo takie tony w wypowiedzi pana profesora zabrzmiały” – powiedział.”
Muszę skorygować, że ja właśnie pytałem o uzasadnienie w świetle istnienia w naszym prawie odpowiednich i wystarczających regulacji. Cytowałam także Konstytucję.
Mogę jedynie wnioskować zatem, że wedle ministra Gowina eliminowanie z przestrzeni akademickiej poglądów np. homofobicznych (a to jest w istocie casus skandalu z dr. Ewą Budzyńską, prof. z UŚ) to jest „powrót do czasów słusznie minionych.” Warto może przypomnieć, że ustawa umożliwiająca prześladowanie homoseksualistów i innych osób z grupy LGBTQ+ jest otwarcie popierana przez reżim Putina, który podpisał specjalną ustawę w 2013 r., mającą „chronić przed gejowską propagandą”. Nie sposób też nie pamiętać, że homoseksualiści ginęli także w Auschwitz, zaś w PRL byli prześladowani i rejestrowani przez tajną policję. Na marginesie, polecam zarówno Timothy Snydera Drogi do niewolności jak i klip na YouTube Hoziera, który odwołuje się do sytuacji homoseksualistów Rosji Putina.
Zatem stawiam pytanie: czy ministerstwo ulegając wpływom radykalnych i sekciarskich grup nacisku próbuje blokować standardy europejskie, jeśli idzie o regulacje mowy nienawiści i zasady tolerancji? Zastopować stosowanie europejskich standardów dotyczących uznania różnorodności ludzkiej oraz tolerancji dla różnych wyznań, ras oraz orientacji? Czy ministerstwo pragnie w tej sposób zamknąć możliwą krytykę przez naukowców mowy nienawiści? Czy nowelizacja Ustawy ma być ustanowieniem w uczelniach tzw. stref wolnych od LGBT?

Trzeba bić brawo, jeśli pragnie Pan minister przejść do historii jako ten, który wprowadza getto ławkowe dla osób LGBTQ+, proszę to otwarcie powiedzieć, Panie Ministrze. Ale potem proszę nie udawać europejczyka i nie prosić o unijne pieniądze wsparcia na projekty naukowe.
We wspomnianym materiale w Times Higher Education mgr Łukasz Bernaciński, członek Ordo Iuris, uczestnik studiów doktoranckich na Uniwersytecie Łódzkim, powiedział, że organizacja opublikowała w styczniu raport opisujący kluczowe „naruszenia” wolności słowa na polskich uczelniach w ostatnich latach. Ordo Iuris, dodawała, „sporządził projekt ustawy”, który przedstawił ministrowi nauki i szkolnictwa wyższego Jarosławowi Gowinowi. Szukałem tego raportu w sieci i nie znalazłem. A może on pozostaje jedynie do użytku ministra? No bo projekt do użytku ministra został przekazany. Ale raport? Gdzie ten rzetelnie brzmiący w uszach „raport”? Proszę go upublicznić! [aktualizacja 17.02.2020, okazuje się, że faktycznie zestawienie na stronach Ordo Iuris można znaleźć tutaj, ale obejmuje ono luźne zestawienie dwudziestu siedmiu wydarzeń od 2008 r., których nie można uważać, za naruszenie wolności akademickiej, gdyż są to w swojej przeważającej większości np. odwołane wykłady na nienaukowe tematy, wcześniej zapowiadane jako współorganizowane przez jakiś instytut bądź wydział, albo odwołanie drastycznej wystawy propagandowej antyaborcjonistów].
„Projekt spotkał się z dużym zainteresowaniem, dlatego ministerstwo postanowiło rozpocząć prace nad zmianą prawa” – kontynuował wedle THE Bernaciński. „Obecnie Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego opracowało projekt ustawy oparty na projekcie przedłożonym przez Instytut Ordo Iuris.”
Członek Ordo Iuris powiedział też reporterowi THE, Johnowi Morganowi, że kontrowersje na Śląsku miały „bezpośredni wpływ” na zainteresowanie Ordo Iurisa tą kwestią. Powiedział kłamliwie, że studenci byli „oburzeni chrześcijańską koncepcją rodziny, nauczaną w oparciu o naukowe podstawy i badania”. Przecież w tych protestach i oburzeniu chodziło o coś innego: „Studenci postawili wykładowczyni kilka zarzutów: poglądy homofobiczne, dyskryminacja wyznaniowa, wypowiedzi krytyczne wobec wyborów życiowych kobiet dotyczących m.in. przerywania ciąży oraz przekazanie informacji niezgodnych ze współczesną wiedzą naukową.” (tutaj opis całej sprawy)
Ministerstwo wypiera się wpływu na nowe prawo fanatyków. Wedle THE: „Rzecznik ministerstwa powiedział, że Ordo Iuris „nie uczestniczył w przygotowaniu projektu”, ale był „jedną z wielu organizacji i instytucji… zaproszonych do udziału w fazie otwartych konsultacji publicznych”.
Pytam zatem publicznie, czy mogę prosić listę tych innych organizacji i instytucji publicznych zaproszonych — podkreślam tę datę — przed 30 stycznia 2020 — do udziału w konsultacjach publicznych? Czy może ta lista jest tak tajna, jak była do niedawna lista poparcia nowych członków neo-KRS?
W artykule w THE powiedziałem redaktorowi Johnowi Morganowi, że członkowie projektowanego przez nowelizację komitetu przy ministrze byliby „jak sędziowie dyscyplinarni, którzy wprowadzą duży nacisk na naukowców, którzy będą się bać radzenia sobie z wieloma problemami, ponieważ będą bali się utraty pracy ”, i dodałem także „Jest to filozofia, którą można opisać dwoma słowami: dyscyplina i karanie”. Faktycznie obawiam się, że proponowane prawo jest sposobem „dopuszczenia wyrażania poglądów w środowisku akademickim”, potencjalnie zapewniając platformę na uniwersytetach dla tych w Kościele katolickim, którzy walczą o całkowity zakaz aborcji lub zaprzeczają zmianom klimatu.
Jak wskazuje analiza projekt nowelizacji ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym wprowadza również wątpliwy i niebezpieczny system monitorowania swoiście rozumianej wolności wyrażania opinii. Ministerstwo chce utworzyć komisję specjalną: Komisję Wolności w Szkolnictwie Wyższym i Systemie Nauki. Komitet będzie się składał z 9 osób, z których 4 zostanie ogłoszone przez ministra. Resztę członków powołuje Rada Główna Nauki i Szkolnictwa Wyższego, Parlament Studentów Rzeczypospolitej Polskiej oraz Krajowa Reprezentacja Doktorantów. Pytanie brzmi, czy taka instytucja jest potrzebna? Polska Konstytucja zapewnia wystarczające gwarancje wolności wyrażania opinii (podobnie jak w przypadku innych swobód konstytucyjnych). Mamy prawo do rzetelnego i publicznego wysłuchania każdej sprawy przed właściwym, bezstronnym i niezależnym sądem (art. 45). Zgodnie z wolnością wypowiedzi w Polsce mamy ochronę zapewnianą przez prawo cywilne (ochrona dóbr osobistych) i kodeks karny (przestępstwa zniewagi i zniesławienia). Konstytucja i ustawy gwarantują prawo do odwołania się od orzeczeń i decyzji wydanych w I instancji, a każdy ma prawo zwrócić się do Rzecznika Praw Obywatelskich o pomoc w ochronie jego wolności lub praw naruszonych przez organy władzy publicznej. Ta ochrona jest wystarczająca i odpowiednia, a wspomniane środki tworzą spójny system. Powołanie nowych komisji przez prawodawcę musi budzić wątpliwości co do jego zamiarów. Istotą wolności, w tym wolności wyrażania opinii, jej autonomii, jest jak najszerszy zakres swobów, a nie kontrola ze strony państwa. Nie ma potrzeby tworzenia takich organów jak Komisja Wolności w Szkolnictwie Wyższym i Systemie Nauki.
Komisja ds. Nauki obradowała 2,5 godziny, przy czym większość czasu zajęły wypowiedzi ministra i wiceministrów. Mieliśmy doprawdy bardzo mało czasu, żeby zaprezentować swoje pytania w odpowiedni, racjonalny i uzasadniony sposób. Taka Komisja powinna obradować kilkanaście godzin przy udziale wielu, wielu innych podmiotów. Nie powinna stanowić listka figowego dla Ministra, który pragnie ulegać wpływowi fanatycznej organizacji społecznej (to nawet nie stowarzyszenie, tylko Fundacja założona przez inną fundację, mająca Piotra Skargę jako patrona, ale nazwą alternatywną jest dumnie brzmiący Instytut Kultury Prawnej Ordo Iuris). Taka debata nie jest debatą, jest ceremonialnym utrwalaniem hegemonii ministerstwa nad nauką w Polsce. Ministerstwo Nauki wprowadza kaganiec dla nauki (przypominam, że nauką w Polsce nazywa się także nauki humanistyczne i społeczne) nazywając te swoje działania troską o wolność słowa (w istocie opinii). Szkoda, że nie wynikają one z troski o wolność badań naukowych. I troski o studentów.
PS. Nowomowa obecnego ministra jest przygnębiająca: ustawa, w której w ostatnim momencie wprowadzono kilkaset poprawek (w lipcu 2018 r.), nazywa się Konstytucją dla Nauki. Ustawa, która realizuje wizję sprzed 20 lat, to Ustawa 2.0. No i wszechobecna DOSKONAŁOŚĆ, które to słowo jest szczytem nowomowy w Public Relations. O tym także już powstały artykuły naukowe. (Włoskowicz, Wojciech. „NOWOMOWA PSEUDOMETANAUKOWA? O JĘZYKU POLSKIEJ POLITYKI NAUKOWEJ”. Poradnik Językowy, t. 10, nr 769, 2019, s. 35–47, doi:10.33896/PorJ.2019.10.3.)
PS.2. Właśnie trwa przerwa międzysemestralna na mojej uczelni. Na Komisji Nauki w polskim Sejmie byłem obecny jako zainteresowany nauką obywatel. Społecznie. Prywatnie, choć politycznie, bo interesują mnie sprawy publiczne.
14 lutego 2020
Jarosław Płuciennik (prof. nauk humanistycznych, kulturoznawca, literaturoznawca, kognitywista, historyk idei)
Anna Rakowska-Trela (dr hab. nauk prawnych, konstytucjonalistka)
Zmieniona wersja tego wpisu została opublikowana w Gazecie Wyborczej 14.02.2020 r. TUTAJ

Zdjęcie własne rzeźby w Sejmie na Wiejskiej… (fot. Jarosław Płuciennik) -
Kochamy ojczyznę i język ojczysty, Panie Ministrze?
Właśnie przedwczoraj 14 września 2019 r. ukazał się kolejny artykuł w Times Higher Education na temat negatywnych zmian społecznych przymusu publikacji w języku angielskim, tym współczesnym lingua franca.

David Matthews pisze, że zdaniem eksperta, nomen omen, bibliometrii, który monitorował to przejście w Norwegii, uczeni z nauk humanistycznych i społecznych w Europie kontynentalnej ryzykują utratę znaczenia społecznego, jeśli nadal będą się przestawiać na angielski jako główny język publikacji profesjonalnej.
Utrata znaczenia humanistyki i nauk społecznych w społeczeństwie to także degeneracja dla kultur narodowych i niwelacja spraw lokalnych na rzecz spraw obchodzących wyłącznie anglojęzycznych naukowców. No bo żeby napisać z sensem po angielsku, angielskie muszą być także materiały egzemplifikujące oraz konteksty eksplikacji.
Zgodnie z badaniami przedstawionymi uczestnikom konferencji przez profesora Sivertsena, w Norwegii odsetek artykułów humanistycznych opublikowanych w języku norweskim spadł z około 65 procent w 2005 r. Do mniej niż 40 procent do 2014 r. W naukach społecznych z 55 do 30 procent.
Warto wskazać, że wyniki badań dotyczą społeczeństwa skandynawskiego, które świetnie rozumie angielski i bardzo dobrze się nim posługuje. Ale rzecz w materiale badawczym i kontekstach eksplikacji – społeczeństwo przestaje rozumieć akademików, bo piszą o obcych im problemach i zagadnieniach.
Żeby zatrzymać dryfowanie w kierunku wyłącznego używania języka angielskiego. Profesor Sivertsen, wskazał na samorganizację środowisk naukowych np. Na Helsińską Inicjatywę na Rzecz Wielojęzyczności w Komunikacji Naukowej, kampanię mającą na celu utrzymanie publikowania w języku lokalnym.

Sam posługuję się w mowie i piśmie zarówno polskim, jak i angielskim i szwedzkim. Gorzej znam kilka innych języków. Ale wiem, że język ojczysty to żywa tkanka, którą trzeba chronić. Nie izolować, nie niszczyć ksenofobią i nacjonalizmami, ale język musi być rozwijany przez żywych ludzi, tych najbardziej wrażliwych i wykształconych także, aby Ci mniej wykształceni stawali się lepsi i bogatsi. Nauki społeczne i humanistyka to nie laboratoria i badania pod mikroskopem, tutaj olbrzymią rolę odgrywają czynniki kulturowe. Ja kocham język polski, a Pan Panie Ministrze Gowin?

-
Przejęcie władzy. Tylko przez kogo?

Komentarz na temat najnowszej publikacji w THE o zmianach w szkolnictwie wyższym w Polsce
David Matthews opublikował kilka dni temu analizę pt. Reformy szkolnictwa wyższego w Polsce: przejęcie władzy czy konieczna korekta? Publikacja ujrzała światło dzienne 15 sierpnia 2019 w prestiżowym brytyjskim tygodniku specjalistycznym poświęconym szkolnictwu wyższemu Times Higher Education. Obszerna i pogłębiona analiza, starająca się cytować zarówno zwolenników, jak i krytyków zmian w obszarze nauki i szkolnictwa wyższego w Polsce, jest wynikiem autentycznych rozmów przeprowadzonych przez Davida Matthewsa m. in. po publikacji w kwietniu niepochlebnej opinii na temat tzw. Reformy Gowina.
Warto podkreślić, że Matthews stara się być bezstronny, a mimo to ostateczny wniosek z jego pogłębionej dziennikarskiej roboty jest pesymistyczny. Ostatecznie autor artykułu widzi groźbę sporej ideologizacji obszaru nauki i edukacji wyższej w Polsce.
Początkowo obraz nie wygląda źle, bo Matthews rozpoczyna od porównania sytuacji na Węgrzech z sytuacją w Polsce. Na tle oficjalnych węgierskich zakazów prowadzenia badań nad płcią (gender), zmuszenia środkowoeuropejskiego uniwersytetu George’a Sorosa do przeniesienia się do Wiednia i ręcznych mianowań rektorów Polska ma się jeszcze dobrze. Co więcej, autor porównuje swoje wrażenia z wizyty w Budapeszcie w 2017 r. do tych z Warszawy z lata 2019 i wychodzi mu, że atmosfera w Polsce jest jeszcze atmosferą wolności, bo naukowcy, z którymi rozmawiał nie rozglądają się niepewnie, kiedy się ich pyta o oceny i są zadowoleni, że dziennikarz rejestruje ich uwagi. Zupełnie inaczej było w Budapeszcie.
Warto także zobaczyć, że THE jako tygodnik związany z coroczną publikacją rankingów uczelni świata wyraźnie preferuje mierzalne dane i parametryzację funkcjonującą w świecie brytyjsko-amerykańskim. Stąd np. widać ślad nadziei w tekście Dawida Matthews, kiedy zapytuje retorycznie, czy reforma Gowina „stara się jedynie wzmocnić pozycję polskich rektorów w skuteczniejszym zarządzaniu ich instytucjami i narzucić tak potrzebną dawkę ambicji i merytokracji słabnącemu systemowi szkolnictwa wyższego”, który przecież lokuje się na arenie międzynarodowej znacznie poniżej swoich możliwości. Na poparcie tego przytaczane są twarde wyniki, których używa także polskie ministerstwo, uzasadniając podjęcie reform: „z 4257 grantów początkowych przyznawanych młodym naukowcom przez prestiżową Europejską Radę ds. Badań Naukowych od 2007 r. akademicy z Polski zdobyli tylko 22. A spośród 2899 grantów zaawansowanych przyznawanych starszym naukowcom od 2008 r. Polska zdobyła tylko cztery.” Dwa najwyżej ocenione polskie uniwersytety w światowym rankingu uniwersytetów THE mieszczą się w przedziale 601–800.
Autor pomija fakt, że szkolnictwo wyższe w Polsce wykonało wielki wysiłek wielu zmian od 1989 roku i że od tego czasu z punktu widzenia tych właśnie wskaźników dokonał się i tak skok jakościowy. Co więcej, dziennikarz brytyjski wyraźnie zauważa, śledząc to, co powiedziała mu przy kawiarnianym stoliku prof. Monika Kostera, „że polskie uniwersytety tradycyjnie cieszyły się pewnym stopniem samorządu akademickiego od dawna wygaszonym w Europie Zachodniej.” Co więcej wydaje się, że Dawid Matthews ubolewa wraz ze swoją interlokutorką, że reformy Gowina zakończyły potencjalnie „chwalebne” eksperymenty w „demokracji kolegialnej”, zaś zmiany nie poparte większymi nakładami finansowymi nie przyczynią się do poprawy sytuacji. Autor cytuje także moją opinię o upadku mniejszych i młodszych uczelni w Polsce, które stracą uprawnienia i zostaną zdegradowane. Jest to szczególnie groźne na prowincji.
Najbardziej chyba istotne jest to, że autor dał także szansę obszernego wypowiedzenia się ministrowi Jarosławowi Gowinowi, „architektowi polskiego wstrząsu”, „wytwornemu, srebrnowłosemu filozofowi z eklektycznym CV”. Minister ucieszył się, że THE pragnie z nim rozmawiać i uzasadnia swoje reformy porównaniem uczelni polskich z Uniwersytetem Cambridge, bo rozmawiał z Sir Leszkiem Borysiewiczem, byłym kanclerzem Uniwersytetu Cambridge, synem polskich uchodźców wojennych i wyszło mu, że kanclerze w systemie brytyjskim mogą znacznie więcej niż polscy Rektorzy.
Nie mogę zauważyć, że w takim zestawieniu Cambridge vs. cała Polska, zawsze będziemy wyglądać fatalnie. Nie tylko system brytyjski i polski są nieporównywalne, ale uczelnie masowe takie jak w Polsce nigdy nie będą uczelniami rezydencjalnymi, tak jak koledżowe Cambridge. Nie mogę też nie wspomnieć, że moje zdziwienie budzi także minister nauki, który rozmawia po angielsku z dziennikarzem THE w obecności kilku tłumaczy. (Sic!)
Autor analizy cytuje zarówno dra hab. Emmanuela Kulczyckiego, przedstawianego jako zwolennika i głównego doradcę ministerstwa, jak i doktorantkę Monikę Helak biorącą udział w czerwcowych protestach okupacyjnych 2018 r., inspirowanych m.in. przez KKHP. Stara się naprawdę sięgać na prawo i lewo, żeby zbalansować obraz.
Minister Gowin sam siebie w rozmowach ukazuje jako „tradycyjnego, kochającego wolność i pluralistycznego konserwatystę”. Wydaje się zadowolony, kiedy przeciwnicy zarzucają mu bycie neoliberalnym, ale to wszystko z tego, że „nie podoba mu się państwo”. Uważa, że „państwo powinno być ograniczone i dać jak najwięcej miejsca jednostkom, rodzinie i społeczności”. Jednak sam autor artykułu zauważa, iż publiczna zapowiedź przez Gowina „repolonizacji” polskich mediów po wygranych przez PiS wyborach w październiku nie wydaje się z ducha liberalnego. I jego dziedzictwo, niezależnie od tego, czy zachowa swoje stanowisko ministra po wyborach, jest oceniane przez autora negatywnie.
„Pod jego reformami teologia została wyniesiona z podsekcji nauk humanistycznych do jednej z ośmiu ogólnych dyscyplin, stawiając ją na równi z dziedzinami takimi jak ekonomia i nauki przyrodnicze. Daje to teologom wielką moc w eksperckich radach doradczych, które decydują na przykład, które czasopisma lub instytucje oficjalnie uznają.”
Nawet dr hab. Emmanuel Kulczycki, jeden z wielkich agentów zmian, jest sceptyczny, jeśli idzie o ten punkt programu Gowina.
Artykuł kończy się pesymistyczną wizją ideologizacji polskiej nauki i szkolnictwa wyższego: „Polskie uniwersytety mogły jak dotąd wymknąć się spod kontroli państwa, ale wpływ kościoła może być trudniejszy do uniknięcia.”
Zasadniczo zatem należy odnotować, że ocena zmian wypada negatywnie. Autor analizy sympatyzuje z intencjami zmian, ale wykonanie ocenia fatalnie. Co więcej, jeśli miałbym wskazać najsłabszy punkt w jego analizie, to trzeba byłoby zauważyć, iż nie uwzględnia on w większym stopniu tej rosnącej na polskich uczelniach świadomości demokratycznych procedur. Co w kontekście ograniczania demokracji w innych obszarach ma duże znaczenie. Za mało jest także o tych ideach w najnowszej nauce o zarządzaniu, które wskazują na rolę kreatywności i krytycznego myślenia w małych zespołach.
Odpowiadając na zadane przez autora artykułu pytanie, czy zmiany na uczelniach w Polsce to jest przejęcie władzy, czy też konieczna korekta, trzeba odpowiedzieć, że wnioski nasuwają się same: to jest przejęcie władzy, ale nie przez państwo, tylko przez ideologię dominującą dziś w Polsce. Co więcej, należałoby zaprosić autora, aby uważnie śledził sytuację w Polsce, bo tak, jak nie wszystko widać latem 2019 r. przed wyborami, tak pewne skutki reformy zaczną się pojawiać dopiero za kilkanaście miesięcy. Matthews np. nie mógł jeszcze odnieść się do sytuacji stworzonej przez nową listę czasopism, w których naukowcy polscy powinni publikować, choć wcześniej znaną już listę wydawnictw ocenił krytycznie.
Redaktorze David Matthews, pozostańmy w kontakcie.



