Gollum z Władcy pierścieni (fot. na lic. Depositphotos), swoisty symbol
Opublikowano nowy sondaż Ibris na zlecenie Rzeczpospolitej. Na początku września (już po wybuchu sprawy uchodźców na granicy) IBRiS zapytał, jak Polacy oceniają działania premiera Morawieckiego oraz ministrów jego rządu.
Tabela według badania Ibris z 1-2 września za dziennikiem „Rzeczpospolita” 7 września 2021 r.
Przemysław Czarnek, Minister Edukacji i Nauki jest uważany za najgorszego członka tej ekipy obok takich person jak Jarosław Kaczyński, Zbigniew Ziobro i Jacek Sasin. Jednak źródła w Rzeczpospolitej, z której te badania Ibris pochodzi podają, że na odwołanie tych person nie ma żadnych szans. Raczej odejdą mało rozpoznawalni członkowie tego rządu.
Może czas już zacząć walić w bębny głośniej? Czarnek jest czystym wcielonym złem jako minister edukacji, tak samo jak Ziobro czystym wcielonym złem jako Minister Sprawiedliwości. Obie te persony niszczą przestrzeń publiczną w Polsce. Czy Polacy pragną sprywatyzowanego, partyjnego sądu? Czy Polacy pragną sprywatyzowanej, partyjnej albo kościelnej edukacji w Polsce?
Kilka lat temu, jakoś chyba około 2010 roku, miałem przedziwną dyskusję z bardzo młodym synem znajomych, wykształconym i inteligentnym nastolatkiem, który starał się prezentować skrajnie libertariańskie poglądy: wolność radykalna to np. także likwidacja wymiaru sprawiedliwości, państwo jest kompletnie niepotrzebnym balastem. Na moje pytanie, czy chciałby mieć prywatnym sędziów, odpowiedział: a dlaczego nie?
Otóż „prywatni sędziowie” to jest przeciwieństwo idei sprawiedliwości rozumianej jako dążenie do bezstronnego badania rzeczywistości.
Ta sama idea bezstronności przyświeca także badaniom naukowym i dociekaniom dziennikarskim. Ta idea jest także wiązana z trójpodziałem władz i tzw. systemem wzajemnej kontroli i równoważenia władz. Ta idea bezstronności (która w 100% zapewne jest nierealizowana) jest ideą regulatywną, która sprawiła, że narodziła się przestrzeń publiczna w postaci powszechnej edukacji, powszechnego systemu ochrony zdrowia, czy otwartych publicznych bibliotek i muzeów.
Można krytykować Oświecenie za rozpędzone, węglem i ropą (paliwami kopalnymi) napędzane maszyny i fabryki niszczące środowisko nie tylko naturalne, ale akurat idea przestrzeni publicznej i związane z nią humanizm i humanitaryzm, tudzież tolerancja dla różnorodności to są sprawy niezwykle ważne nawet w dobie post-antropocenu, któremu humanizm daje podstawy. Humanizm mający także podstawy w wartościach ewangelicznych.
Sprywatyzowanie wszystkiego, czy to w postaci libertariańskiej, czy sekciarskiej (partia albo Kościół) jest procesem szkodliwym. Jeśli wielu socjologów podkreśla, że w Polsce bardzo trudno zbudować społeczeństwo, bo brak jest zaufania społecznego, to takie „upartyjnianie” — likwidowanie bezstronności — jest tym bardziej szkodliwe w Polsce.
Jeśli minister Czarnek chce prywatyzować (sekciarzyć) szkolnictwo publiczne w Polsce to jest szkodnikiem takim samym jak minister Ziobro, który upartyjnia prawo w Polsce i niszczy konsens konstytucyjny.
Prywatyzacja przestrzeni publicznej, sekciarstwo i partyjnictwo mają podobne skutki: likwiduje się przestrzeń równości obywateli.
Dlatego Polacy jednoznacznie wskazują: takich szkodników nie chcemy… #czarnekout
PS. Żeby była jasność: nie jestem przeciwnikiem własności prywatnej ani Kościołów. Jedynie gorącym orędownikiem równości obywateli, powszechnej dostępności edukacji i opieki medycznej, Konstytucji RP. Państwo i jego przestrzenie powinny równo traktować wszystkich obywateli.
PS2. Artykuł zmieniony ukazał się 7 września 2021 w Gazecie Wyborczej
Międzynarodowy Dzień Tłumacza obchodzony w dzień św. Hieronima zasługuje na osobny wpis! Niech się święci!
Jestem także tłumaczem (poza tym, że jestem profesorem nauk humanistycznych i wykonuję kilka innych funkcji społecznych), dlatego to także mój dzień. Jako, że przypada w środę, czyli zwykły dzień tygodnia, nie będę świętował winem, ani nawet piwem, ale chwilą refleksji nad problemami tłumaczenia.
Międzynarodowy Dzień Tłumacza (fot. licencja Depositphotos)
Obchodzi się to święto dzisiaj 30 września każdego roku ku czci św. Hieronima, któremu zawdzięcza ludzkość Wulgatę, czyli tłumaczenie z języków oryginalnych na łacinę średniowieczną Biblii. Nie uznaję kultu świętych, ale ten tłumacz jest niewątpliwie jakoś szczególnie ciekawym przykładem olbrzymiej roli, którą w społeczeństwie pełni tłumacz: owa Wulgata zdominowała życia religijne, duchowe Europy na całe tysiąclecia. Do dzisiaj pobrzmiewa ono Wujkiem w języku polskim, w staropolszczyźnie.
Oczywiście dzisiaj w epoce kultury Wikipedii oraz maszynowego tłumaczenia (np. maszynowego tłumaczenia Google Translate) oraz aplikacji tłumaczeniowych symultanicznych, zawód tłumacza wydaje się przestarzały. Kto dzisiaj tego potrzebuje? Postęp w dziedzinie tłumaczenia maszynowego jest olbrzymi: pamiętam kiedy zapoznawałem się dorywczo w czasie pobytu na stypendium pod okiem prof. Barbary Gawrońskiej z projektem SWETRA, tłumaczeń maszynowych w różne strony trzech języków: szwedzkiego, angielskiego i rosyjskiego. Wtedy, w 1994 roku, ten program mógł swobodnie tłumaczyć dwa gatunki mowy: abstrakty chemiczne (do dzisiaj nie wiem, dlaczego chemiczne…) oraz prognozy pogody. Nie będę teraz wchodził w szczegóły tego programu komputerowego i jego filozofii, dość powiedzieć, że te gatunki mowy są dość, no, jakby tutaj to powiedzieć… żeby nie urazić — są proste….
Era komputerów i wyszukiwarek (zdjęcie lic. Depositphotos)
Oczywiście już wtedy, mimo prostoty, zastosowaniami interesowały się także siły np. militarne, nie mówiąc innego typu służbach. Marzenia o uniwersalnym translatorze przyświecały zawsze zastosowaniom militarnym, one nie miały służyć pojednaniu, miały służyć przechytrzeniu.
maszyna do szyfrowania — marzenie uniwersalnego translatora (domena publiczna)
Agencja DARPA, jednostka badawcza amerykańskiej armii szczególnie zainteresowana była możliwościami tłumaczenia maszynowego. Każdy system wywiadowczy jest szczególnie mocno związany z działaniem przekładu. Istnieje nawet specjalny dział tzw. białego wywiadu. Filologia to nie tylko zastosowania duchowe, jak u św. Hieronima, ale filologia to także broń.
Filologia to broń (fot. lic. Depositphotos)
Problemem przekładu maszynowego jest niezrozumienie cielesnego kontekstu. To wiąże się ze szczegółami. Diabeł tkwi w szczegółach. Szczegóły umykają. Ja pamiętam, że jeszcze 5 lat temu Tłumacz Google popełniał tak żenujące błędy, że niektórzy moi koledzy profesorowie na wykładach posługiwali się jego tłumaczeniami, żeby uczyć właściwych użyć języka, naśmiewając się z tej maszyny.
Myślę, że po 5 latach Tłumacz Google i inne komputerowe zastosowania sztucznej inteligencji zasługują już na szacunek, jeśli nie respekt ludzi, nawet specjalistów, choć do doskonałości jeszcze daleko.
Czy jest owa doskonałość osiągalna dla maszyn? Wydaje mi się, że niestety, nie. Będą one pomocą, ale nawet dzisiaj przy zastosowaniach bardziej złożonych, np. przy literaturze tzw. pięknej, tłumaczenia maszynowe nie radzą sobie. Zwykło się uważać dwuletni kurs języka obcego jest w stanie nauczyć języka. Ale nauka języka trwa znacznie dłużej, właściwie do końca życia, nie starczy uczyć się 5 czy 7 lat, to jest droga nieskończona, nawet w przypadku języka ojczystego. Podziwiam oczywiście poliglotów, sam posługuję się kilkoma językami, ale tak naprawdę obcy język można opanować tylko do pewnego stopnia, ten stopień jest bardzo różny , np. znak języki skandynawskie, ale szwedzkim operuję płynnie w piśmie i prawie płynnie na poziomie średnim w mowie, natomiast inne języki skandynawskie znam bardzo słabo: norweskim operuję trochę na poziomie podstawowym, duńskim znacznie mniej, najmniej islandzkim. Czy mogę powiedzieć, że znam języki skandynawskie? Tak. Ale do pewnego stopnia.
Flagi czterech skandynawskich krajów
Literaturę piękną mogę z pomocami czytać jedynie po szwedzku. A i to — powtarzam z naciskiem — z pomocami. Po angielsku bez pomocy często sobie poradzę bardzo dobrze. Ale nigdy doskonale. Bo w tłumaczeniu ważne są szczegóły. Cechą kompetentnego tłumacza jest dbałość o szczegół. Lata praktyki uczą pokory. I zapobiegliwości (mam dużo słowników w swojej bibliotece, tudzież dużo różnych wersji językowych Biblii).
Języki klasyczne m. in. te św. Hieronima to było odkrycie humanizmu renesansowego. Humanizm mieszczański odkrył jednak znaczenie więcej niż przeszłość, odkrył kultury bliskiego i dalekiego wschodu. Natomiast demokratyczny humanizm w XX wieku dał nam rozwój antropologii terenowej i znajomość wielu odległych, często niszowych kultur. I języków.
Dzisiaj w XXI wieku mamy humanizm cyfrowy, który charakteryzuje się Post-Gutenbergowską piśmiennością, przekład jest łatwy, ale mamy też zjawisko wielopodmiotowości w przekładzie, crowdsourcing (czyli wykorzystywanie mocy anonimowej masy amatorów). No i towarzyszą nam komputery, najpierw osobiste, które wedle Ivana Illicha wzmacniają tzw. komitywę, mają moc obliczeniową pozostającą w mocy jednostki. Jednak dzisiaj komputer osobisty to są przecież kieszonkowe translatory w postaci smartfonów. Narzędzia tłumaczy współtworzą nową emancypacyjną kulturę coraz większej komitywy. Ivan Illich stwierdza: W sieciach uczenia się grupy osób o zbliżonych zainteresowaniach łączą się w społeczności edukacyjne, które nie podlegają ograniczeniom i dynamice sił typowych dla środowisk zinstytucjonalizowanych. Wykraczają także poza uniwersytet.
coraz większe sieci społecznościowe (lic. Depositphotos)
Sam tłumaczę głównie teksty naukowe. Jednak zdarza mi się, tłumaczyć także teksty literackie. Badam tłumaczenia literackie. I mogę na pewno stwierdzić, że to nie przypadek, iż tłumaczenie abstraktów chemicznych nie sprawiało problemów w tłumaczeniu już w 1994 r. Bo teksty naukowe, zwłaszcza abstrakty są przewidywalne językowo.
Natomiast człowiek literacki, człowiek prawdziwie twórczy ciągle zaskakuje, ciągle trudno go ogarnąć, jest jak kot Schödingera, którego trudno uchwycić, zmierzyć, namierzyć.
Kot Schrödingera jest niewyobrażalny, bo nieuchwytny, nie tak jak ten na obrazu, drapiący ścianę ((lic. Depositphotos)
Dlatego wszystkiego najlepszego dla wszystkich tłumaczy: jesteście ciągle potrzebni, jesteście niezastąpieni, żadne maszyny nie dadzą Wam rady. Podstawowe zastosowania przejmą maszyny. Zastosowań maszynowych takich jak u Tadeusza Boya-Żeleńskiego, Karla Dedeciusa, czy Stanisława Barańczaka rychło nie będzie. Kreatywność i piękno pozostaną z nami, ludźmi. Jeszcze raz: sto lat, tłumacze!
Wczoraj 23 września 2020 odbył się wykład słynnego Stevena Pinkera na kanadyjskim, anglojęzycznym Uniwersytecie McGill w Montrealu pt. Postęp i oświecenie w XXI wieku. Wykład był na platformie internetowej i jest dostępny na YouTube.
Wykład dostępny i otwarty na platformie YouTube
To był 66 wykład w serii Beattie Lectures. Pinker zaczynał w McGill swoją karierę na licencjacie z psychologii. Urodził się w Montrealu. Dał się poznać wielokrotnie nie tylko jako kognitywista, ale także jako psycholingwista, językoznawca, oraz popularyzator nauki, zwłaszcza historyk idei i cywilizacji. Wiele razy przywoływałem jego idee, które są świetnie zawsze wygłaszane, znakomicie napisane.
Budynek Uniwersytetu McGill w Montrealu, Kanada (fot. lic. Depositphotos)
Uwagi wstępne do wykładu wygłaszał Sean Henry, dziennikarz z CBC Montreal. On też prowadził dyskusję z wykładowcą po wygłoszeniu prezentacji. Słowa powitania miała Suzanne Fortier, rektorka Uniwersytetu McGill, zaś uwagi końcowe, właściwie laudację absolwenta swojego uniwersytetu, wygłosiła Inez Jabalpurwala, prezes Stowarzyszenia Absolwentów McGill.
Ostatnio odnosiłem się do idei Stevena Pinkera krytycznie w swoim poprzednim wpisie o krytyce nowoczesności autorstwa Kaczyńskiego, terrorysty. „Kaczyński — wizjoner i terrorysta tudzież krytyk absurdów nowoczesności”.
Pierwsza część wykładu Pinkera przybliża pojęcie postępu poprzez zdefiniowanie go jako „polepszenie ludzkiego dobrobytu” (rozkwitu, ang. flourishing). W szeregu infografik Pinker streszcza swoją argumentację ze moich dwóch ostatnich książek: Zmierzch przemocy. Lepsza strona naszej natury, 2015, oraz Nowe Oświecenie: argumenty za rozumem, nauką, humanizmem i postępem 2018.
Twierdząc, że postęp daje się udowodnić pokazując dane o śmiertelności, długości życia, zdrowiu, szczęśliwości ludzi na ziemi, itp., naciska jednocześnie na fakt, że postęp nie jest cudem i że nie jest on nieunikniony.
Jednym z ciekawszych, nowych wątków pod koniec jego wykładu jest część zatytułowana „Covid-19 and Progress”. Pinker wprost wskazuje, że zaraźliwe choroby to nie jest wyjątek od reguły, a raczej zasada życia, patogeny i pasożyty są uniwersalne. Przy okazji pandemii wyraźnie widać także oświeceniowe elementy, które zagrały znakomicie: patogen został zidentyfikowany niemal natychmiast, nikt dzisiaj nie wierzy w jakieś miazmaty wydobywające się z bagien, wszyscy wiedzą, co to wirus i dlatego szybko też, znacznie szybciej niż na początki XX wieku, dojdzie do znalezienia szczepionek. Coraz mniej czasu trwa przygotowanie szczepionki.Postęp to realne zjawisko i nie kwestia optymizmu Widać postęp w danych. Żyjemy dłużej, zdrowiej, bogaciej, bezpieczniej, szczęśliwiej, inteligentniej, z większą swobodą. Na jednym ze slajdów wyraźnie widać, jak poprzednie pandemie pochłaniały coraz to mniej ofiar ludzkich. Humanizujemy nasz świat poprzez walkę z pandemiami, coraz efektywniejszą. Problemy jednak pozostają, postęp to nie doskonałość, jednak problemy były kiedyś znacznie gorsze, postęp nie jest naturalny, postęp będzie „postępował”, jeśli będziemy przekonani do rozumności, nauki and humanizmowi.
Fragment wykładu i prezentacji Stevena Pinkera pokazującego postęp, jeśli idzie o malejącą liczbę pandemii w historii ludzkości (fot. Jarosław Płuciennik)
W dyskusji wskazuje, że w zakresie emisji gazów cieplarnianych nie ma postępu, jak również w redukcji zagrożenia konfliktem jądrowym, ilość broni jądrowej, pomimo redukcji jest jednak zbyt duża. Mówi także o realnym zagrożenie wyginięcia gatunków, zaniku różnorodności biologicznej na naszej planecie.
Powodzie i tsunami spowodowane trzęsieniem ziemi i zmianami klimatycznymi zagrażają ludzkości. (fot. lic. Depositphotos)
W dyskusji pojawiły się także wątki polityczne, bo Donald Trump według Pinkera to antyoświeceniowy prezydent, podobnie jak inne populizmy, także we wschodniej Europie, także są antyoświeceniowe.
Kanada, Nowa Zelandia, oraz Zachodnia Europa ciągle wedle Pinkera będą swoistą awangardą postępu, nawet w USA, dzięki systemowi wzajemnej kontroli i równowagi politycznej (słynne „checks and balances”) oraz aktywności obywatelskiej możliwe jest odwrócenie krótkotrwałego wahnięcia, kiedy zaczyna dominować „śmieszna polityka, która nie patrzy na dane i fakty, tylko agendę partyjną”. Istnienie fake newsów jest dla niego właśnie takim krótkotrwałym zawirowaniem.
Wydaje mi się, że nadal Pinkerowi pomimo jego autentycznej genialności, można zarzucić pewnego rodzaju krótkowzroczność: katastrofa klimatyczna jest w oczywisty sposób związana z kryzysem pandemicznym Covid-19, bo oba są warunkowane globalizacją, podobnie jak z globalizacją związane są te fakty wspominane przez Pinkera: emisja gazów cieplarnianych, redukcja bioróżnorodności oraz populizm i autorytaryzm w polityce. Niedostrzeganie medialnych uwarunkowań zmian mentalnościowych, brak refleksji nad grozą zalgorytmizowania wszystkiego i wszystkich skojarzone jest u Pinkera z oczywistym antropocentryzmem. Postęp mierzony szczęśliwością człowieka pomija ten jakże katastrofalny rozmiar cierpienia i śmierci świata zwierzęcego.
Hegemonia człowieka jest dzisiaj coraz częściej kwestionowana (fot. lic. Depositphotos)
Pomimo tych zastrzeżeń z wielką ciekawością i przyjemnością intelektualną wysłuchałem wykładu i dyskusji Stevena Pinkera na McGill University. Niewielu jest profesorów na świecie takiego formatu i w tak dobrym stylu. Z takim wpływem na naukę i świat uniwersytecki. Szkoda, że nie przekłada się to na wpływ na świat w ogólności, zwłaszcza świat polityczny.