Oto moja nowa publikacja, była gotowa w 2023 roku. Ale cykl publikacyjny trwa niestety…
J. Płuciennik, A. Zatora, Gaming with Science? Review: Kulczycki, E. (2023). Evaluation Game. How Publication Metrics Shape Scholarly Communication. Cambridge: Cambridge University Press, viii+228 pp. w: Perspektywy Kultury nr 48, 2025/1, ss. 371-378, DOI: 10.35765/pk.2025.4801.22.
Niewiadomą są trudniejsze do zbadania zachowania w mediach: ile publikuje się blogów, mikroblogów, vlogów, podcastów…
Jednak, tak czy owak, wyniki tych badań naukometrów wywodzących się pierwotnie z badań antropologicznych, z Badawczego Centrum Analiz Akademickich przy The Ohio State University w Columbus, USA są bardzo interesujące.
Liczba artykułów w czasopismach naukowych publikowanych każdego roku rośnie, ale niewiele wiadomo na temat związku między wzrostem liczby artykułów w czasopismach a innymi formami rozpowszechniania naukowego (np. w książkach i monografiach). Jak stwierdzają autorzy opracowania, artykuły w czasopismach są de facto walutą oceny i prestiżu w dziedzinach nauk należących do STEM (Science, Technology, Engineering, Mathematics, czyli Nauki przyrodnicze, Techniczne, Inżynieryjne i Matematyczne). W Polsce dzisiaj po reformie Gowina wszystkie dyscypliny powinny publikować przede wszystkim artykuły. Jednak badacze społeczni od dawna często publikują książki i artykuły. Dlatego to oni stanowią dobrą grupę do zbadania większej liczby publikacji. Autorzy przebadali działalność publikacyjną pracowników amerykańskich wydziałów nauk społecznych w 12 dyscyplinach w 290 instytucjach z uniwersytetów przyznających doktoraty w latach 2011-2019. amerykańscy naukometrzy odpowiedzieli na pytania: 1) czy praktyki publikacyjne zmieniły się w taki sposób, że obecnie powstaje więcej lub mniej książek i artykułów niż w niedawnej przeszłości?; 2) czy z biegiem czasu zmienił się odsetek uczonych aktywnie uczestniczących w danym typie wydawniczym?; oraz 3) czy różne grupy wiekowe wykazują różne strategie publikacji? We wszystkich dyscyplinach liczba artykułów w czasopismach na osobę wzrosła od 3% do 64% w latach 2011-2019, podczas gdy liczba książek na osobę spadła o co najmniej 31% i aż o 54%. Młodsi piszą więcej artykułów na osobę niż inne kohorty wiekowe w ośmiu dyscyplinach. Najogólniejszy wniosek jest taki, że publikacje nauk społecznych zdominowane są przez artykuły, co upodabnia piśmiennictwo nauk społecznych do piśmiennictwa dyscyplin STEM. Przy czym nauki społeczne to wedle tych badań: Antropologia, Prawo, Ekonomia, Pedagogika, Geografia, Sprawy międzynarodowe i rozwój, Politologia, Psychologia, Publiczna administracja, Polityka społeczna, Praca socjalna/opieka społeczna, Socjologia.
Autorzy podkreślają, że chcieliby rozszerzyć swój materiał badawczy o nietradycyjne formy komunikacji naukowej, takie jak autorstwo blogów, zinów, biuletynów, felietonów, postów na listach dyskusyjnych, występów publicznych, kompozycji muzycznych, choreografii itp. Nie wzięli też pod uwagę materiałów konferencyjnych i rozdziałów w książkach.
Jednocześnie te badania są jakby uzupełnieniem opublikowanych wcześniej badań z 2021 roku na temat aktywności naukowej starszych akademików. (Savage, W. E., & Olejniczak, A. J. (2021). Do senior faculty members produce fewer research publications than their younger colleagues? Evidence from Ph.D. granting institutions in the United States. Scientometrics, 126(6), 4659–4686). Jak czytamy w streszczeniu, starzenie się profesorów na przełomie XX i XXI wieku (zarówno przed, jak i po zakończeniu obowiązkowej emerytury w Stanach Zjednoczonych, ok. 1994 r.) stało się źródłem zaniepokojenia niektórych badaczy i administratorów badań, którzy uważają, że „posiwienie” akademii skutkuje niższą aktywnością badawczą i spadkiem zaawansowania naukowego. Niektóre opublikowane opinie są zgodne, że programy badawcze starszych naukowców nie nadążają za programami ich młodszych kolegów, ale przedstawiono niewiele dowodów ilościowych, aby ocenić to twierdzenie. W badaniu z 2021 r. autorzy ocenili ilościowo aktywność publikacyjną starszych wydziałów w sześciu szerokich dziedzinach, porównując ich wskaźniki publikacji z młodszymi kolegami w czterech trybach rozpowszechniania wiedzy: artykuły w czasopismach, materiały konferencyjne, książki i rozdziały w książkach. Aktywność publikacyjna dotycząca kariery nie jest zgodna z wzorcem „szczytu i spadku” opisanym we wcześniejszych badaniach. W większości dziedzin wskaźniki publikacji artykułów w czasopismach nie spadają istotnie wraz z wiekiem (a w niektórych przypadkach wskaźniki publikacji artykułów są wyższe wśród starszych naukowców), wskaźniki publikacji pokonferencyjnych zwykle spadają wraz z wiekiem, podczas gdy wskaźniki publikacji książek i rozdziałów znacznie wzrastają wraz z wiekiem. Ogólnie rzecz biorąc, starsi naukowcy utrzymują poziom aktywności wydawniczej i mają tendencję do przenoszenia uwagi na rozwój i ewolucję pomysłów poprzez publikowanie prac o dłuższym formacie w postaci książek i rozdziałów w książkach.
Dotykamy tutaj niezwykle ważnych zjawisk kulturowych: współczesna kultura cyfrowa odchodzi coraz częściej od dłuższych wypowiedzi, kultura walki o uwagę (atencjonalizm), albo kapitalizm uwagi, wymusza coraz krótsze formaty wypowiedzi i wystąpień. Co nie znaczy, że tylko one mają rację bytu. Co więcej, jak wskazują inne wypowiedzi i badania, między innymi, komentowanego przeze mnie psychologa i naukometry profesora Adriana Furnhama (Indeks świętości? Porównanie h-index Scopus i Google Scholar), większe całości książkowe są trwalsze i dają większy wpływ w postaci cytowań niż mniejsze objętościowo artykuły.
Dodałbym jeszcze, że jeśli stracimy te większe całości w naukach humanistycznych, wpływ tego na edukację będzie także katastrofalny: większe struktury narracyjne to zdolność do dostrzegania lasów i drzew, a nie tylko pojedynczych drzew i liści.
Ratujmy naszą zdolność do percepcji całościowej, nasz dom wymaga nie tylko spojrzenia ekonomicznego, ale także ekologicznego, całościowego, holistycznego.
2020c “Patterns of Protestant Ethics and Modern Culture in Greta Thunberg’s Public Appearances”, in: Journal for the Study of Religions and Ideologies, vol. 19, issue 57 (Winter 2020): ss. 63-80. (with Marcin Hintz) tekst tutaj
Greta Thunberg podczas Strajku dla Klimatu (fot. Depositphotos)Oko we fladze Szwecji (fot. Depositphotos)
Chiński rząd odchodzi od punktozy i dyktatu bibliometrii. Jak donosi Times Higher Education, Pekin burzy administracyjną mentalność „publikuj albo giń”.
Science Citation Index SCI służący parametryzacji akademickich działań na uniwersytetach na całym świecie a istniejący od 1964 nie będzie miał już w Chinach takiego znaczenia jak niegdyś. Opublikowano właśnie w ichniejszym ministerstwie nauki i techniki oraz ministerstwie edukacji specjalną dyrektywę, rodzaj zarządzenia w 10 punktach, które zniechęca instytucje od przyznawania jakiś nagród albo uznawania kwalifikacji (np. przyznawania doktoratów) na podstawie wartości w SCI. (indeks służący głównie bibliometrii jest obecnie we własności Clarivate Analitics, Thomson and Reuters). Jak rozumiem ruch ten może być efektem także działania np. sygnatariuszy deklaracji DORA, a przynajmniej ci, którzy zgadzają się z DORA (to znaczy wierzą w jakościowe badania jakości) na pewno takiej inicjatywie przyklasną. Bo parametryzacja działalności naukowej opartej na bibliometrycznych algorytmach platform różnego typu niestety prowadzi działalność naukową na manowce, niewiele ma wspólnego z wysoką jakością.
Chiński rząd w ten sposób pragnie zahamować nie tyle bum kreatywności naukowej, ale sztucznie napędzany pęd na publikacje indeksowane w nowym prywatnym narzędziu bibliometrycznym. Podkreśla się w analizach, że ostatnio wielu naukowców w Chinach uległo tej presji narzędzi biometrycznych.
Ostatnia decyzja rządu chińskiego będzie miała bardzo dalekosiężne efekty. Ta decyzja była długo przygotowywana, a poprzedziły ją wypowiedzi samych wodzów chińskich między innymi Prezydenta Chin z 2017 r.
Trzeba mieć świadomość, iż ruch ten administracyjnie wymierzony w punktowe szaleństwo w Chinach odbywa się w ramach społeczeństwa, którego nie można na pewno nazwać demokratycznym. Społeczeństwa w którym mentalność Foucaultowskiego panoptykonu powoduje niezwykłą podatność na wszelkie go rodzaju dyktaty i inwigilację oraz masowe odruchy. Ta cecha społeczeństwa chińskiego powoduje że jest ono bardzo zdyscyplinowane i lepiej nim zarządzać w sytuacjach kryzysowych takich jak np. wybuch pandemii koronawirusa. Nie przypadkiem Michel Foucault pisał o marzeniu o zdyscyplinowanym społeczeństwie w fenomenie kwarantanny. Każde społeczeństwo nowoczesnej ulega temu marzeniu. To jest bardzo znaczący fakty, że nawet w takim społeczeństwie, w którym rządowe aplikacje smartfonowe służą inwigilacji obywateli, a obywatele nie widzą w tym nic złego, odchodzi się od dyktatu administracyjnego Science Citation Indeks. Nauka bez prawdy i wolności jest niewiele warta. Tymczasem w Polsce wprowadza się właśnie dyktat Elseviera, właściciela platformy Scopus oraz właśnie osławionego SCI. Warto zdawać sobie sprawę z tego w którą stronę dryfujemy. Choć może jeszcze nie wszystko stracone?
Wiele mówiło się niegdyś o atrakcyjności pracy na uczelniach, że nienormowany rytm pracy, że długie wakacje, sporo przerw w dydaktyce, małe grupy studenckie… Wydaje się, że wszystko to należało już dawno między bajki włożyć.
John Ross, nomen omen, 1 stycznia 2020 (w święto Nowego Roku na całym świecie) w ostatnim Times Higher Education pisze o tym, że po przerwie świątecznej naukowcy prawdopodobnie nie wrócą na uczelnie wypoczęci. Powołuje się na publikacje australijskich badaczy zdrowia (Adrian Barnett, Inger Mewburn, Sara Schroter), którzy w grudniu ubiegłego roku opublikowali wyniki badań nad danymi dotyczącymi godzin (i pory dnia) składania do redakcji czasopism naukowych maszynopisów artykułów i recenzji naukowych. (Było ich odpowiednio prawie 50 tys. i 76 tys.). W konkluzji autorzy badania wskazują, że „kultura nadgodzin (przepracowywania się)” nie jest wcale metaforą w przypadku naukowców. Przebadano publikacje w latach 2012-2019, zatem jest to badanie z lat ostatnich, aktualne. Przy czym chodziło o czasopisma medyczne składane w otwartych systemach informatycznych ułatwiających redakcje czasopism. Metody badawcze były statystyczne.
Jednym z czynników ważnych dla tego badania jest rozwinięta na całym świecie kultura cyfrowa i jej możliwości: już dawno wiadomo, że w świecie korporacji problemem są e-maila od szefa, które przychodzą po godzinach, przed północą, domagające się działania na rzecz firmy. W świecie akademickim problemem wynikającym z rozwijającej się kultury cyfrowej mogą być też e-maile od studentów po północy z pracami zaliczeniowymi na już.
Tired aggressive unsatisfied angry mad crazy colleagues are having scandal at workstation and crumpling papers, they want to fight, women are trying to remain silence. Licencja Depositophotos
Dodatkowymi obciążeniami są także różne zadania administracyjne. Badacze australijscy wskazują na to, że te obciążenia nie są jakimś czynnikiem iluzorycznym, gdyż to one wskazywane są w różnych ankietach jako przyczyny rezygnacji z kariery naukowej przez młodszych pracowników i doktorantów.
Jednak naukowcy obciążeni dydaktyką i administracją (ankiety, sprawozdania, kwestionariusze, badania) muszą sobie radzić, no i pracują naukowo nad tekstami głównie po godzinach. Wyobrażam sobie, że w naukach medycznych same badania laboratoryjne lub/i kliniczne wykonywane są w trakcie pracy w miejscu pracy. Jednak robota nad tekstami, to co innego. Autorzy nie piszą o tym, jednak warto od razu zauważyć, że praca nad tekstem naukowym, to także praca humanistyczno-społeczna nad komunikowaniem swojego badania i wyników. Potrzebujemy skupienia w dłuższym czasie, aby napisać artykuł czy recenzję.
Miałem ostatnio rozmowę z ambitnym niegdyś doktorantem, który zmienił się w sceptyka, jeśli idzie o wartości akademickie. W trakcie tej rozmowy z nim usłyszałem pogardliwą opinię na temat wynagrodzenia za recenzje pracy doktorskiej: ile czasu zajmuje taka recenzja, kilka godzin? Skąd takie koszty przewodu doktorskiego? Trudno jest wyjaśnić ludziom spoza akademii, że ustawowo jest na to dwa miesiące przeznaczone, jednak ile to godzin, trudno jest określić. Potrzeba kilku dobrych wielogodzinnych sesji. 300 stron lektury doktoratu, to nie jest tylko te 300 stron, trzeba posprawdzać źródła, poszperać w notatkach, sięgnąć do literatury. Zatem praca nad recenzją i artykułem naukowym wymaga prawdziwych wielogodzinnych sesji skupienia. Prawdziwego maratonu skupienia.
Według wspomnianego badania nad publikacjami, naukowcy belgijscy, niemieccy i szwajcarscy okazali największą niechęć do wysyłania e-mailem artykułów i recenzji na święta. Skandynawowie byli jednymi z najmniej skłonnych do przedstawienia wyników swojej działalności poza godzinami pracy.
Były różnice kulturowe między krajami względem godziny przesyłania artykułów: naukowcy z Chin opublikowali wiele artykułów tuż po północy, a Brazylijczycy wysyłali swoje kontrybucje godzinę lub dwie później.
Skandynawowie i Amerykanie z Północy (USA i Kanada) preferowali poranne godziny pracy. Australijczycy, Nowozelandczycy, Brytyjczycy i Niemcy — wczesne popołudnie, podczas gdy Francuzi, Włosi i Hiszpanie robili wiele rzeczy na wieczór.
Warto zauważyć, że badanie to nie dotyczy innych dyscyplin niż medyczne oraz że nie uwzględniono także danych z Polski. Chociaż wyraźnie widać pewne tendencje różnic kulturowych, to autorzy jak i John Ross wskazują na uniwersalizm „pracy twórczej”, to jest pisania artykułu czy recenzji. Praca taka wymaga długiego skupienia. Dlatego kultura cyfrowa, można powiedzieć, daje duże możliwości wykorzystywania nienormatywnego rytmu pracy.
Pytanie tylko, czy taka praca jest higieniczna? I czy może jeszcze dzisiaj być atrakcyjna?
Multitasking businesswoman at work with a laptop Licencja Depositphotos
W tym kontekście warto przypomnieć jedną z dyskusji, które mięliśmy ostatnio na forach społecznościowych. Pierwsza szkoła doktorska na UAM zyskała sławę na tych forach szczególnym wykładem inauguracyjnym, pt. „Globalna nauka: dlaczego jej istotą jest nierówność i co z tego wynika dla młodych naukowców?” (http://cpp.amu.edu.pl/pl/new-amu-doctoral-school-for-600-phds-opened-inaugural-keynote-speech-by-marek-kwiek/?fbclid=IwAR1TaK1Lp_sz_Q6GXQz4GKIfo2gsyD-lDtX9aXcVYrKAHVvZh8nJnh14l1c) ,który wygłosił jeden z głównych inspiratorów reformy Gowina i jeden z jej entuzjastów prof. Marek Kwiek. Zastanawia mnie, jak nasza własna perspektywa badawcza może nas oślepić… Pochwała nierówności zaprezentowana przez prof. Kwieka i akceptacji (entuzjastyczna) nowych reguł gry „publish or perish” są szczególne…
Czy będziemy mieć jeszcze chętnych do pracy naukowej w takich warunkach? Czy będziemy mieć dobrych kandydatów na studia doktoranckie?
Jak wskazują badacze australijscy i John Ross praca po godzinach na uczelniach jest koniecznością. Jeśli praca twórcza ma być w centrum uwagi naukowców i doktorantów, to jakie warunki trzeba im stworzyć? Na pewno odpowiedzią nie jest zasada „publish or perish”, ani też odpowiedzialność zbiorowa nałożona na członków dyscyplin naukowych na uczelniach przez algorytmy finansowania uczelni. Kreatywność ludzka i inwencja, a także innowacja nie biorą się z wyścigu szczurów. Kreatywność wymaga indywidualności, czasu, wieloetapowego procesu. Jest jak produkcja wina, albo gotowanie dobrej potrawy.
Właśnie przedwczoraj 14 września 2019 r. ukazał się kolejny artykuł w Times Higher Education na temat negatywnych zmian społecznych przymusu publikacji w języku angielskim, tym współczesnym lingua franca.
David Matthews pisze, że zdaniem eksperta, nomen omen, bibliometrii, który monitorował to przejście w Norwegii, uczeni z nauk humanistycznych i społecznych w Europie kontynentalnej ryzykują utratę znaczenia społecznego, jeśli nadal będą się przestawiać na angielski jako główny język publikacji profesjonalnej.
Utrata znaczenia humanistyki i nauk społecznych w społeczeństwie to także degeneracja dla kultur narodowych i niwelacja spraw lokalnych na rzecz spraw obchodzących wyłącznie anglojęzycznych naukowców. No bo żeby napisać z sensem po angielsku, angielskie muszą być także materiały egzemplifikujące oraz konteksty eksplikacji.
Zgodnie z badaniami przedstawionymi uczestnikom konferencji przez profesora Sivertsena, w Norwegii odsetek artykułów humanistycznych opublikowanych w języku norweskim spadł z około 65 procent w 2005 r. Do mniej niż 40 procent do 2014 r. W naukach społecznych z 55 do 30 procent.
Warto wskazać, że wyniki badań dotyczą społeczeństwa skandynawskiego, które świetnie rozumie angielski i bardzo dobrze się nim posługuje. Ale rzecz w materiale badawczym i kontekstach eksplikacji – społeczeństwo przestaje rozumieć akademików, bo piszą o obcych im problemach i zagadnieniach.
Żeby zatrzymać dryfowanie w kierunku wyłącznego używania języka angielskiego. Profesor Sivertsen, wskazał na samorganizację środowisk naukowych np. Na Helsińską Inicjatywę na Rzecz Wielojęzyczności w Komunikacji Naukowej, kampanię mającą na celu utrzymanie publikowania w języku lokalnym.
Sam posługuję się w mowie i piśmie zarówno polskim, jak i angielskim i szwedzkim. Gorzej znam kilka innych języków. Ale wiem, że język ojczysty to żywa tkanka, którą trzeba chronić. Nie izolować, nie niszczyć ksenofobią i nacjonalizmami, ale język musi być rozwijany przez żywych ludzi, tych najbardziej wrażliwych i wykształconych także, aby Ci mniej wykształceni stawali się lepsi i bogatsi. Nauki społeczne i humanistyka to nie laboratoria i badania pod mikroskopem, tutaj olbrzymią rolę odgrywają czynniki kulturowe. Ja kocham język polski, a Pan Panie Ministrze Gowin?
Dziękujemy Panu Ministrowi za gotowość dokonania uzupełnień na opublikowanej przez MNiSW liście wydawnictw polskich i zagranicznych. Jako środowisko naukowe reprezentujące m.in. naukowców z dyscyplin filologicznych uważamy, że jest to bardzo potrzebne przedsięwzięcie z uwagi na ciążący na nas obowiązek umiędzynarodowienia polskich zdobyczy naukowych i realizowaną strategię publikowania prac obcojęzycznych w renomowanych ośrodkach wydawniczych. Taki sposób działania wydaje nam się najwłaściwszym sposobem włączenia polskiej myśli badawczej do systemu liczącej się na świecie wymiany informacji naukowej
Po konsultacjach – które w okresie urlopowym były utrudnione, trwały więc ponad dwa dwóch tygodnie – doszliśmy do wniosku, że zebranie wymaganych danych od większości wydawnictw zagranicznych jest w tak krótkim terminie, jaki podało MNiSW, nierealne.
Pozwalamy sobie zwrócić Państwa uwagę na kilka ważnych przyczyn, dla których nie uda nam się spełnić wymagań Ministerstwa:
1. Procedury wydawnicze w różnych krajach kierują się od dziesięcioleci wypracowanymi zasadami, różniącymi się od polskich. Przede wszystkim proces przyjmowania do druku jest bardzo niejednorodny i zależny od wydawnictwa. Zasady nie muszą być takie same dla wszystkich typów publikacji i dla wszystkich autorów. Często nie polegają one na poddaniu się podwójnej recenzji anonimowej (double blind peer review process), ale są wielostopniowe i bardziej wymagające niż polskie normy. Większość wydawnictw zagranicznych nie publikuje na swoich stronach zasad etyki publikacyjnej. Musielibyśmy prosić o daleko idącą współpracę ze strony domów wydawniczych. Wymagałoby to od nich dodatkowej pracy, a nawet zmiany/rozbudowy ich stron internetowych. Trudno oczekiwać, by dobre (w tym także renomowane dla konkretnych dyscyplin) wydawnictwa zmieniły swoje sprawdzone przez lata procedury przyjmowania tekstów do druku tylko dlatego, że polscy autorzy muszą spełnić wymagania polskiego ministerstwa.
2. Renomowane wydawnictwa nie publikują plagiatów (z zasady) i starają się nie przyjmować do druku słabych książek (również z zasady), nie składają też oświadczeń w tej kwestii na specjalnych podstronach. W przypadku niemieckich wydawnictw dostateczną gwarancją jest członkostwo w Der Börsenverein des Deutschen Buchhandels e.V., które pewne zasady (np. prawa autorskie) reguluje automatycznie.
4. Wielu zagranicznym wydawnictwom zależy na pracach polskich badaczy. Polscy językoznawcy i literaturoznawcy wnoszą wiele do rozwoju światowej filologii. Nie można się jednak spodziewać, że wydawnictwa zagraniczne dostosują swoją pracę do życzeń Ministerstwa po to, aby znaleźć się na liście polskiego MNiSW.
Pierwsze próby dotarcia do wydawnictw i zdobycia od nich wymaganych przez MNiSW informacji zakończyły się na ogół niepowodzeniem. Obawiamy się, że przedstawiciele polskiej filologii (językoznawstwa, literaturoznawstwa) czy nauk o kulturze i religii, a prawdopodobnie także innych dyscyplin humanistycznych będą musieli zrezygnować z publikowania w zagranicznych wydawnictwach lub te publikacje ograniczyć (na przykład odrzucając zaproszenie do publikacji w wydawnictwie, którego brak na polskiej liście). Jest to sprzeczne z celem umiędzynarodowienia dokonań polskich naukowców, jaki przyświeca reformie szkolnictwa wyższego w Polsce.
W niniejszym liście jedynie zaznaczamy, że podobny problem dotyczy czasopism obcojęzycznych. Lista czasopism zawiera poważne luki, a punktacja w wielu przypadkach nie ma uzasadnienia merytorycznego.
Uprzejmie prosimy o rozważenie zmiany sposobu zgłaszania wydawnictw, to znaczy o pilną aktualizację instrukcji PBN dotyczącej sposobu dodawania wydawnictw do „Wykazu wydawnictw naukowych” oraz przedłużenie terminu przyjmowania wniosków.
Uważamy, że pracą związaną z uzupełnieniem list wydawnictw według zmodyfikowanych, dostosowanych do różnych procedur wydawniczych, kryteriów powinni zająć się eksperci, a nie naukowcy, którzy nie mają możliwości zdobywania potrzebnych informacji. Wkładem badaczy w te prace powinno być natomiast sporządzenie propozycji, które wydawnictwa mają znaleźć się na liście i ich ocena ekspercka. Pozostałe czynności weryfikacyjne to typowa praca administracyjna.
Spośród wielu wydawnictw zagranicznych wybraliśmy te, w których publikują polscy filolodzy. Wydawnictw tych nie ma na liście MNiSW. Podajemy również takie wydawnictwa, w których publikujemy sporadycznie, są one jednak bezsprzecznie najważniejsze dla nauk humanistycznych. Wydaje nam się, że powinniśmy być zachęcani do publikowania w najlepszych światowych domach wydawniczych, a nie zniechęcani tym, że dyscyplina nie otrzyma za to punktów.
Podkreślamy, że nie są to „wszystkie” wydawnictwa obcojęzyczne nieuwzględnione na liście ministerialnej. Jest to niewielki ułamek, szczególnie ważny dla filologów. Jesteśmy gotowi do zmobilizowania naszych środowisk i uzupełnienia tych list. Zależy nam na rzetelnej ocenie naszej pracy.
Za treść pisma oraz za podane niżej potwierdzenia imienne odpowiada
Prof. Joanna Jabłkowska, dziekan Wydziału Filologicznego UŁ
Pismo sygnują (lista jest w obecnej chwili cyfrowa, ponieważ większość korespondentów była w czasie jej tworzenia na urlopach):
Dziekani
Dziekan Wydziału Filologicznego UŁ, prof. Joanna Jabłkowska
Dziekan Wydziału Filologicznego UJ, prof. Elżbieta Górska
Prodziekan Wydziału Anglistyki UAM, prof. UAM, dr hab. Piotr Gąsiorowski
Dziekan Wydziału Nauk Humanistycznych KUL, prof. KUL, dr hab. Magdalena Charzyńska-Wójcik
Dziekan Wydziału Neofilologii UAM, prof. UAM, dr hab. Aldona Sopata
Dziekan Wydziału Filologicznego UWr, prof. Marcin Cieński; prodziekan, prof. Leszek Berezowski
Dziekan Wydziału Filologicznego UMK, prof. Przemysław Nehring
Prodziekan Wydziału Filologicznego URz, prof. URz, dr hab. Agnieszka Uberman
Prodziekan ds. Studenckich i Dydaktycznych WNH KUL, prof. KUL, dr hab. Jolanta Klimek-Grądzka
Prodziekan ds. Rozwoju i Promocji WNH KUL i Kierownik Studiów Doktoranckich, prof. KUL, dr hab. Monika Sidor
Prodziekan ds. Nauki i Współpracy Międzynarodowej WNH KUL, prof. KUL, dr hab. Dariusz Skórczewski
Dyrektorzy instytutów
Instytut Filologii Germańskiej UŁ, dr hab. Małgorzata Kubisiak
Instytut Filologii Germańskiej UJ, prof. UJ, dr hab. Magdalena Sitarz
Instytut Filologii Germańskiej UAM, prof. UAM, dr hab. Sławomir Piontek
Instytut Filologii Germańskiej UWr, prof. Tomasz Małyszek; prof. UWr, dr hab. Urszula Bonter (z-ca)
Instytut Filologii Germańskiej KUL, prof. KUL, dr hab. Anna Rutka
Instytut Filologii Germańskiej UŚ, prof. UŚ, dr hab. Renata Dampc-Jarosz
Instytut Germanistyki i Lingwistyki Stosowanej UMCS, prof. UMCS, dr hab. Jarosław Krajka
Instytut Filologii Germańskiej UZ, prof. Paweł Zimniak
Instytut Romanistyki UŁ, prof. UŁ, dr hab. Anita Staroń
Instytut Romanistyki UW, dr hab. Maciej Smuk
Instytut Filologii Romańskiej UWr, prof. UWr, dr hab. Beata Baczyńska
Instytut Filologii Romańskiej UAM, prof. UAM, dr hab. Mirosław Loba
Instytut Filologii Romańskiej UJ, prof. UJ, dr hab. Wacław Rapak 4
Instytut Filologii Romańskiej UŚ, prof. Wiesław Banyś
Instytut Filologii Romańskiej UMCS, prof. UMCS, dr hab. Maria Falska
Instytut Filologii Romańskiej KUL, prof. KUL, dr hab. Katarzyna Wołowska
Instytut Kultury i Języka Francuskiego UO, prof. Krystyna Modrzejewska
Instytut Filologii Romańskiej UG, prof. UG, dr hab. Ewa Wierzbowska (z-ca)
Instytut Anglistyki UŁ, prof. Łukasz Bogucki
Instytut Filologii Angielskiej KUL, prof. KUL, dr hab. Grzegorz Maziarczyk
Instytut Anglistyki UMCS, prof. UMCS, dr hab. Adam Głaz
Instytut Filologii Angielskiej UJ, prof. Elżbieta Chrzanowska-Kluczewska
Instytut Anglistyki UMCS, dr hab. Zbigniew Mazur
Instytut Filologii Słowiańskiej UWr, prof. UWr, dr hab. Michał Sarnowski
Instytut Filologii Słowiańskiej KUL, prof. KUL, dr hab. Maria Mocarz-Kleindienst
Instytut Informacji Naukowej i Bibliotekoznawstwa UWr, dr hab. Bożena Koredczuk
Instytut Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej UWr, dr hab. Arkadiusz Lewicki
Instytut Językoznawstwa WNH KUL, prof. KUL, dr hab. Janusz Bień
Instytut Filologii Polskiej KUL, dr hab. Ireneusz Piekarski
Instytut Filologii Polskiej i Logopedii UŁ, dr hab. Danuta Kowalska
Kierownicy katedr i zakładów
Katedra Literatury i Kultury Krajów Niemieckojęzycznych XX i XXI w. UMK, prof. Leszek Żyliński
Katedra Germanistyki UKW, dr Elżbieta Nowikiewicz (peł. obowiązki)
Katedra Filologii Romańskiej UMK, dr hab. Piotr Sadkowski
Katedra Filologii Niderlandzkiej im. Erazma z Rotterdamu UWr., prof. Stefan Kiedroń
Katedra Filologii Angielskiej UWM, prof. UWM, dr hab. Ewa Kujawska-Lis
Katedra Językoznawstwa Angielskiego UJ, prof. Elżbieta Mańczak-Wohlfeld
Katedra Judaistyki im. Tadeusza Taubego UWr, prof. UWr, dr hab. Marcin Wodziński
Katedra Historii Literatury Staropolskiej KUL, prof. Mirosława Hanusiewicz-Lavallee
Zakład Literatur Niemieckiego Obszaru Językowego UW, dr hab. Krzysztof Tkaczyk
Zakład Literatury i Kultury Krajów Niemieckojęzycznych US, prof. US, dr hab. Dorota Sośnicka
Zakład Współczesnej Literatury Niemieckiej US, prof. US, dr hab. Ewelina Kamińska-Ossowska
Zakład Historii Literatury Niemieckiej do 1848 r. UWr, prof. Wojciech Kunicki
Zakład Literatury Niemieckiej UJ, prof. Maria Kłańska
Zakład Językoznawstwa Germańskiego UJ, prof. Zofia Berdychowska
Katedra Filologii Angielskiej UMW, prof. UWM, dr hab. Ewa Kujawska-Lis
Zakład Translatoryki UŚ, prof. Andrzej Łyda 5
Zakład Italianistyki WF UŁ, prof. UŁ, dr hab. Artur Gałkowski
Akademickie Towarzystwo Romanistów Polskich „Plejada”