Zgiń, przepadnij… Na marginesie ewaluacji badań o ekonomii prestiżu i ekonomii drapieżców

Publikuj albo giń? Czy w Polsce obowiązuje taka zasada? Jak ona jest stosowana w ewaluacji nauki? Jaka jest jej przyszłość?

symboliczny obraz drapieżcy (lic. Depositphotos)

Na marginesie ewaluacji badań o ekonomii prestiżu i ekonomii drapieżców…

Świat akademicki w Polsce oczekuje z niecierpliwością na wyniki tak zwanej ewaluacji jednostek. Furorę robi nowe słowo nowomowy urzędniczej mianowicie „podmiotodyscyplina” (zob. Wywiad z min. Bernackim w DGP 19 lipca 2022). Ale dzisiaj chciałbym zwrócić uwagę na jeden podstawowy problem naszej polskiej swoistości organizacyjnej.

Zasada „publikuj albo giń” (z ang. „publish or perish”) była mi znana od początku mojej drogi akademickiej w 1991 roku, choć wtedy wyrażano tę zasadę raczej w ograniczonej formie: „opublikuj dwa artykuły rocznie i zrób doktorat w ciągu 8 lat, a na pewno nic Ci się złego nie stanie”.

Potem wszystko jednak przyśpieszyło i zasada była tak konsekwentnie stosowana, że faktycznie pojawiły się patologie: konferencje, coraz liczebniejsze, realizowały zasadę, że publikują wszystko, jak leci, mimo, że istniały, oczywiście, recenzje.

Poza tym problemem był nepotyzm na uczelniach sprawiający, że ciągle istniały jednostki nie do ruszenia.

Z czasem jednak „nieproduktywni” profesorowie także żegnali się z uczelniami.

Tzw. reforma Gowina, zwana przez niego szumnie „Konstytucją dla Nauki” (w ostatnim momencie przechodziła w wakacje 2018 r. przez parlament z setkami poprawek wrzucanych na chybił-trafił) miała rzecz uporządkować, ale przez radykalną centralizację, pozbawienie autonomii uczelni poprzez pozorną wszechwładzę rektorów, którzy słuchać się muszą jednak wszechwładnego ministerstwa. Jeśli idzie o zasadę „publikuj albo giń”, zastąpiono ją „publikuj w odpowiednim miejscu albo giń”. Wprowadzono prestiż niektórych czasopism czasami oparty na prestiżu międzynarodowym, czasami jednak na „widzimisię” kolegiów oceniających. W oficjalnym obowiązującym przez rozporządzenie ministra zestawie czasopism i wydawnictw pojawiły się także nieuznawane przez ogólnoświatowe organizacje naukowe „czasopisma drapieżne”, „wydawnictwa drapieżne”, każące sobie słono płacić za publikacje. Podatnik polski zatem płaci dwa razy: za badania, a potem za publikacje. Część z tych pieniędzy idzie do „prestiżowych” (uznawanych przez międzynarodowe gremia) wydawnictw prywatnych, część do „drapieżnych” mających kapitał chiński mimo, że ich siedziba oficjalnie jest np. w Szwajcarii.

Istnienie takiego pomieszania „ekonomii prestiżu” i „ekonomii drapieżców (oszustów)” było możliwe w Polsce dzięki zaistnieniu centralizacji gowinowskiej, która był owiana nimbem dostosowywania polskiej akademii do świata zachodniego, miały w Polsce funkcjonować „wreszcie zasady ogólnoświatowe”.

Ciekawe, że kilka dni temu Unia Europejska, tak bardzo oskarżana o centralne i bezduszne reguły, podpisała porozumienie „Zgoda na zreformowanie oceny badań naukowych”

Dokument ma 23 strony i jego sygnatariusze będą zastanawiać się jak sprawić, by ta ocena badań była sprawiedliwsza i wreszcie odesłała kulturę „publikuj lub zgiń” do lamusa. 22 lipca 2022 r napisał o tym także w Times Higher Education Ben Upton.

„Sygnatariusze zgadzają się uznawać różnorodność wkładu w badania, opierać ocenę głównie na miarach jakościowych, rezygnować ze wskaźników opartych na czasopismach, unikać rankingów i inwestować w reformy. Oczekuje się, że każdy z nich przedłoży plan działania z kamieniami milowymi do końca 2023 r. lub w ciągu roku od podpisania umowy.”

Ważne według Uptona jest to, że dokument nie jest czczą deklaracją, ma powstać koalicja zdeterminowana do działania. Dokument został przyjęty z mieszanymi reakcjami.

Jak podkreślają sygnatariusze celem nie jest absolutyzacja jakiegoś innego systemu oceny, raczej powstanie wielu modeli, które odejdą od centralizacji.

Jakieś zasady są konieczne, żeby naukowcy mogli się jednak spotykać na równych zasadach i podróżować, przemieszczać się także zawodowo bez większych problemów.

W tym kontekście niektórzy sygnatariusze wprost zauważyli problemy Polski, cytuję THE: „Inne wyzwania będą miały charakter krajowy. Ismael Ràfols, badacz z University of Sussex, który był autorem również Manifestu Leiden, powiedział, że krajom, które polegają na scentralizowanej ocenie, takim jak Włochy, Hiszpania czy Polska, będzie szczególnie trudno odzwyczaić się od skalowalnych wskaźników publikacji.”

I dalej jest fragment szczególnie istotny dla prestiżu Polski: „Debata dotyczy tego, czy rządy mają chęć lub zdolność do decentralizacji, ponieważ nie ma zaufania do organizacji z powodu nepotyzmu, który był powszechny 30 lat temu przed wdrożeniem scentralizowanych systemów”.

No właśnie: centralizacja wprowadzona 30 lat temu? Ona wtedy się skończyła, a o ile pamiętam. Centralizację wprowadził Gowin, minister Czarnek ją tylko pogłębił. A na dodatek ręcznie manipulował przy punktacji czasopism i dlatego np. polska teologia na KUL dostała wedle przecieków ministra Bernackiego w DGP kategorię najwyższą z możliwych A+, zaś wiele dyscyplin humanistycznych i społecznych nie dostało takiej kategorii w ogóle.

Zapewne ta ewaluacja ministerialna zadowoli większość, bo ręcznie uratowano największych takich jak jednostki SGH, UJ, czy SGGW (o czym także pisałem komentując konferencję min. Czarna). Zob. Ręcznie też uratowano, czy wręcz wywindowano prestiż KUL. Większość będzie zadowolona, bo dostanie B+ i zachowane zostaną uprawnienia.

Decyzje administracyjne mają zostać wysłane do uczelni najpóźniej do końca lipca. To jest okres wakacyjny na uczelniach, większość pracowników i studentów jest na urlopach i wakacjach (niekoniecznie wyjazdowych). Ta ewaluacja przejdzie bez echa. A nie powinna. Jest skandalem z kilku względów. Teraz dochodzi do tego pozorne podporządkowanie „ekonomii prestiżu”, zaś faktyczna „wszechwładza centrali”, która może powoływać do swojego grona doradców wyłącznie zaufanych ministerialnych (zob. skład Komitetu Polityki Naukowej). Mamy stan faktyczny cofnięcia niektórych standardów do stanu z czasów PRL. Zaś sytuacja z młodymi chcącymi zostawać na uczelni i poświęcić się karierze naukowej jest coraz gorsza. Zasady zmieniają się co rusz, za pieniądze zjadane są przez inflację bez podwyżek od wielu wielu lat. „Publikuj albo giń”? Zgiń przepadnij, nie jesteś nam potrzebny… Ekonomia prestiżu? Ekonomia drapieżców…

2 uwagi do wpisu “Zgiń, przepadnij… Na marginesie ewaluacji badań o ekonomii prestiżu i ekonomii drapieżców

Odpowiedz na reflektor 61 Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.