
Donald Trump nie tylko zna zasady gry politycznej i medialnej, ale wręcz je redefiniuje, wprowadzając do niej elementy rodem z tzw. kultury popularnej. W jego rękach każda kampania to starannie zaplanowany spektakl, w którym rzeczywistość zlewa się z fikcją, a granice między poważną polityką a komercyjnym show biznesem stają się coraz bardziej płynne. Przykłady? Oczywiście trzeba zacząć od słynnych ponownie od ubiegłego wtorku „trump cards”, ale warto również wspomnieć o złotych butach biegowych, tzw. Biblii Trumpa, cyfrowych tokenach oraz wykorzystaniu sztucznej inteligencji do tworzenia wizerunków Trumpa. To wszystko składa się na swoisty Disneyland polityki, w którym Trump jest nie tylko główną atrakcją, dosłownym bohaterem i atutową kartą, ale i reżyserem.
Zacznijmy od „trump cards” – cyfrowych kart kolekcjonerskich, które można kupić za jedyne 99 dolarów. Fraza „trump cards” w języku angielskim oznacza karty atutowe, kluczowe dla wygranej w grze, ale w rękach Trumpa zyskuje nowy wymiar. Karty te stają się symbolem jego politycznej siły, ale również przedmiotem pożądania, którym można się pochwalić przed znajomymi. A jeśli kupisz wystarczająco dużo kart, dostaniesz kawałek garnituru Trumpa – dosłownie! Jakby sam Trump stawał się nowym świętym, którego relikwie można kolekcjonować.
Trump wykorzystywał inne produkty popularne do wzmacniania finansowego i medialnego swojej kampanii. W pewnym momencie na rynku pojawiły się złote buty sygnowane jego nazwiskiem. Niby niewiele mają wspólnego z polityką poza tym, że doskonale wpisują się w narrację Trumpa jako człowieka sukcesu, który wszystko, czego dotknie, zamienia w złoto – dosłownie. To złote buty, które mówią: „Jestem bogaty, jestem potężny, i możesz być jak ja, jeśli tylko założysz te buty.” To esencja disneyizacji – uproszczenie skomplikowanej rzeczywistości do kilku łatwo przyswajalnych symboli, które można sprzedawać masom. Założę pidżamę z wizerunkiem batmana i stanę się superbohaterem…
A co to jest Biblia Trumpa? W pewnym momencie pojawił się na rynku przedmiot, który nazwano „Amerykańską Biblią Trumpa”. Oczywiście, nie była to zwykła Biblia – była to Biblia, która rzekomo miała wspierać wartości, za które Trump rzekomo stoi. Tekstowi zwykłej Biblii w wersji Króla Jakuba towarzyszą także Konstytucja USA i Deklaracja Niepodległości US. Połączenie religii z polityką nie jest niczym nowym, ale Trump wzniósł to na nowy poziom, oferując swoim zwolennikom coś, co miało być święte, ale jednocześnie przesiąknięte amerykańskim duchem, jaki Trump stara się uosabiać. I duchem odwołującym się do najbardziej konserwatywnej części amerykańskiego społeczeństwa z tzw. pasie biblijnym. To nic innego jak sprzedaż wartości w komercyjnej formie – Biblia jako gadżet, symbol nowego rodzaju patriotyzmu, który można kupić i mieć na własność. Wszystko na sprzedaż.
W kontekście rosnącej cyfryzacji i nowoczesnych technologii, Trump udowodnił, że potrafi dostosować swoje kampanie do najnowszych trendów. Nie tylko w pierwszej kampanii świetnie wykorzystał Twittera, był wręcz nazywany pierwszym Twitterowym prezydentem, choć początki jego kariery wiązały się z medium telewizyjnym. Jednak wprowadzenie cyfrowych kart kolekcjonerskich, które w rzeczywistości są tokenami NFT, pokazuje, jak zręcznie Trump wykorzystuje kryptowaluty i nowoczesne technologie, by jeszcze bardziej wzmocnić swoją markę. To już nie tylko sprzedaż fizycznych produktów, ale także cyfrowych aktywów, które mogą być przechowywane, handlowane i eksponowane w wirtualnych portfelach. Jego zwolennicy mogą teraz kupować „część Trumpa” w postaci tokenów, które – jak się sugeruje – mają wartość nie tylko finansową, ale i symboliczną. To kolejny krok w disneyizacji – uproszczenie i komercjalizacja w erze cyfrowej.
Dodatkowo, Trump sięga po najnowsze technologie, takie jak sztuczna inteligencja, aby tworzyć wizerunki siebie samego jako bohatera narodowego, a nawet superbohatera. Jego cyfrowe karty kolekcjonerskie przedstawiają go w fantastycznych, wręcz nadprzyrodzonych pozach, co jeszcze bardziej podsyca narrację o Trumpie jako o kimś więcej niż zwykłym człowieku. Dzięki AI, Trump może przedstawiać siebie w dowolny sposób – jako wojownika, lidera, bohatera – i sprzedawać te obrazy jako symbol jego siły i wyjątkowości. Cuda na kiju.
Ta strategia nie jest przypadkowa. Trump doskonale rozumie, że w dzisiejszym świecie polityka i kultura masowa są nierozłączne. Wykorzystuje disneyizację kultury amerykańskiej, aby uprościć swoje przesłanie do poziomu, który jest łatwo zrozumiały i atrakcyjny dla jego bazy wyborców. Wprowadza elementy komercji do polityki, zamieniając kampanie wyborcze w spektakle, a samego siebie w produkt, który można sprzedać. Jego „trump cards”, złote sneakersy, „amerykańska” Biblia, cyfrowe tokeny i obrazy generowane przez AI to nic innego jak polityczne gadżety, które oferują jego zwolennikom nie tylko możliwość wsparcia swojego idola, ale także uczestnictwa w czymś większym, bardziej znaczącym.
Co więcej, Trump bawi się językiem, tworząc wieloznaczne frazy, które przyciągają uwagę i dodają jego kampaniom element tajemniczości. „Krypto-prezydent” to doskonały przykład takiej gry słów. Z jednej strony odnosi się do kryptowalut, z drugiej sugeruje, że Trump ma jakieś ukryte moce, które czynią go wyjątkowym. To czysta disneyizacja – przekształcenie polityki w bajkę, w której Trump jest superbohaterem, a jego zwolennicy są częścią jego magicznego świata.
Jednak pod tą warstwą błyszczącego marketingu kryje się coś głębszego. Trump, podobnie jak Disney, rozumie, że ludzie potrzebują prostych narracji, które dają im poczucie bezpieczeństwa i przynależności. W świecie, w którym rzeczywistość staje się coraz bardziej złożona i nieprzewidywalna, oferuje im jasne, proste przesłanie: „Jestem waszym atutem, waszym przewodnikiem przez ten chaos. Kupcie moją kartę, moje buty, moją Biblię, a staniecie się częścią mojej wizji Ameryki”. Ludzie szukający odpowiedzi w teoriach spiskowych potrzebują prostych narracji. Ludzie wybierający Trumpa to ci sami często wyborcy, co zwolennicy spiskowych teorii. Wystarczy wspomnieć, że po zamachu na Kapitol po przegranych wyborach prezydenckich pojawiła się spiskowa teoria Q, oraz postać samego zamachu Q-Szamana.
Ostatecznie, sukces tej strategii pokazuje, jak głęboko disneyizacja przeniknęła amerykańską kulturę. Trump nie tylko sprzedaje produkty – sprzedaje ideę, marzenie, które jego zwolennicy mogą dosłownie kupić i trzymać w swoich rękach. To amerykański sen w nowoczesnej, skomercjalizowanej formie – i jak się okazuje, sen ten nadal ma wielu chętnych nabywców. W świecie, w którym polityka i popkultura zlewają się w jedno, Donald Trump staje się symbolem tej nowej, cyfrowej ery – ery, w której można kupić kawałek historii za pomocą jednego kliknięcia.
Ps. Oczywiste jest, że za tymi gadżetami kryją się niecne intencje Trumpa. Gdyby wygrał wybory, byłoby fatalnie dla świata i dla demokracji amerykańskiej.