Wojna kultur?

Kilka rozważań o modnym ostatnio terminie „wojna kultur”. Artykuł został dzisiaj (18.08.2020) przesłany do redakcji Gazety Wyborczej. Wydrukowano go 23.08.20 w nieco skróconej wersji tutaj.

Twarz wojny?

Pisze się ostatnio sporo o wojnie kulturowej. To jest pojęcie, które zostało wręcz zawłaszczone przez niektórych polityków. W polskim kontekstach często kojarzy się taki termin „wojna kulturowa” z polskimi historycznymi zjawiskami i konfrontacją z tzw. „Kulturkampf”, „walką o kulturę”, Bismarckowską polityką walki z Kościołem Katolickim w Niemczech i ziemiach podporządkowanych Niemcom z XIX wieku. Dla większości Polaków kojarzy się to pojęcie z nasileniem procesów germanizacji.  Zatem jest to pojęcie bliskie słynnemu w swoim czasie „dziadkowi z Wermahtu”, choć tutaj jest to bardziej zakamuflowane, wyrafinowane, bo abstrakcyjne.

Na takie skojarzenia symboliczne nakłada się jeszcze historia walki o wolność i demokrację w XX wieku, bo o wojnie kulturowej mówił także sprzymierzeniec wolnej Polski, Ronald Reagan. Jak wspomina prof. Wojciech Burszta w jednym z ostatnich wywiadów (plus.gazetalubuska.pl. „Prof. Burszta: Nie da się wygrać wojny kulturowej, ani Ziemkiewiczem zastąpić Tokarczuk”, 25 lipiec 2020. https://plus.gazetalubuska.pl/prof-burszta-nie-da-sie-wygrac-wojny-kulturowej-ani-ziemkiewiczem-zastapic-tokarczuk/ar/c15-15095735.), Reagan właśnie rzucił hasło budowy nowych elit i wymiany elit w różnych instytucjach państwa, także kultury, aby tzw. konserwatywne wartości stały się dominujące. Prawica w Polsce wydaje się zawłaszczać takie właśnie symetryczne rozumienie kultury.

SIMI VALLEY, CA/USA – 23 stycznia 2016 plakat Ronald Reaganaw the Ronald Reagan Presidential Library and Museum (fot. na lic. Depositphotos)

Moja teza brzmi: nie powinno się wchodzić w ten model kognitywno-pojęciowy („wojny kultur”), bo sugeruje on, po pierwsze, mocną polaryzację przynajmniej (najlepiej) dwóch kultur; pod drugie, narzuca myślową konkretyzację bytową, czegoś co, jest raczej procesem, a nie bytem; i po trzecie, presuponuje równowartość owych mnogich, ale jednak przeciwstawnych „kultur”. Mimo że bliżej mi do Wojciecha Maziarskiego, który polemizuje na tych samych łamach z Witoldem Gadomskim „Wojna kulturowa to nie moja wojna” (GW 16 sierpnia). Otóż chciałbym polemizować z oboma, także z bliższym mi Maziarskim, którego wypowiedź nosi tytuł „Demokrata nie może powiedzieć: to nie moja wojna”. Jestem demokratą i nie jest to moja wojna. Ale z innym przyczyń niż wskazane przez Gadomskiego.

Mikrofotografia ziaren piasku w świetle spolaryzowanym, jak w kalejdoskopie. Ale tutaj widać przeciwstawienie dwóch podobnych struktur, symetrycznych (fot. Depositphotos)

Jeśli natomiast przyjąć za takimi myślicielami jak Norbert Elias, że cywilizacja i kultura to procesy ludzkie oraz, powiedzmy to magiczne słowo, sieci relacji międzyludzkich i międzywartościowych, to w żadnym wypadku nie możemy mówić o wojnach kultur, bo z jednej strony mamy kulturę jako proces uprawy, kształcenia, opanowania, samokontroli, z drugiej zaś brak wykształcenia, nieopanowanie, gwałtowność i zwykłe grubiaństwo.

Ilustracja przedstawiająca różne typy ludzi połączonych na różne sposoby. Kultura to relacje i proces… (fot. Depositphotos)

Jak podaje Słownik etymologiczny w języku polskim mamy do czynienia z dziwnym skojarzeniem „grzeczności” z byciem „do rzeczy”, „sensownym”.

Natomiast angielska etymologia słowa (według Słownika etymologicznego https://www.etymonline.com/ „polite” (adj.) oraz politeness (nom.) pochodzi z późnego XIV w., a oznacza „polerowany, oksydowany”, od łacińskiego „politus” „wyrafinowany, elegancki, dopracowany; dosłownie ”polerowany”,„wypolerowany”,  „wygładzony”. Po angielsku „polite”, to także „polish”, czyli wypolerowany. W Polsce kojarzy się to z tym „Polish” z dużej litery. Ale nie ma to żadnego związku z naszą narodowością.

Od XIX wieku „polite” odnosi się często do ogładzonego obywatelstwa, to nie tylko bycie obywatelem, ale na dodatek obywatelem z manierami, delikatnością, wyrafinowaniem.

W językoznawstwie są także propozycje, aby zamiast grzeczności używać innych terminów, takich jak „emocjonalna komunikacja”, czy „takt”.  Różne asocjacje każą także przywołać tutaj grecki odpowiednik grzeczności: eugenia, szlachetnie urodzona, dobrze urodzona.

Dobre maniery nic nie kosztują, ale żeby je mieć, trzeba się kształcić, doskonalić, polerować (fot. Depositphotos)

Jak podają językoznawcy  „angielskie konceptualizacje grzeczności w jednym rozumieniu są zwykle szersze niż te od greckich informatorów. Podkreśla się troskę o innych, ale formalność, dyskretne zachowanie dystansu, chęć nienarzucania adresatom i wyrażanie „altruizmu, hojności, moralności i samozaprzecenia” są ważniejsze dla angielskich informatorów. (zob. Watts, Richard J . Grzeczność. Kluczowe zagadnienia socjolingwistyki (s. 14). Cambridge University Press. Wersja Kindle. 2009.)

W wywiadzie dla Rzeczpospolitej (18 sierpnia 2020) Zbigniew Ziobry używa pojęcia „wojny kulturowej” tłumacząc postępowanie swojej prokuratury wobec aktywistki LGBT+,  Margot. „W Warszawie nie mięliśmy do czynienia z demokratyczną, przewidzianą przez konstytucję formą demonstrowania poglądów, tylko z przemocą, używaną także przez tego pana, który jest nazywany w kategoriach żeńskich”.  Ta wojna to jest wedle Ziobry „wojna o polskie dusze”. 

Zbigniew Ziobro według Wikipedii — https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/6/64/Zbigniew_Ziobro_-2019%2848085697621%29_%28cropped%29.jpg

Zostawiam na boku, czy kultura i wojna pasują do siebie symbolicznie, moim zdaniem nie, ale trzeba byłoby to szerzej wyjaśnić. Natomiast ta konceptualizacja, w której wojna o polską duszę ma być „wojną kultur”, jakichś dwóch tylko — polska, tradycyjna, katolicka, zaś z drugiej strony niepolska, „jakaś nowoczesna”, niekatolicka, wydaje mi się zwykłym drańskim nadużyciem. Polska tradycja to także Jan Kochanowski i Mikołaj Rej, bracia polscy i Andrzej Frycz Modrzewski oraz Bogumił Linde czy Aleksander Bruckner, wszyscy bliscy Reformacji zasłużeni niezwykle dla polskiej kultury i tradycji.

Widziałem na jakimś nagraniu człowieka, który zrywał flagę z tęczą z jednego z pomników. To nie był ani kulturalny, ani cywilizowany człowiek. Ktoś kto neguje prawo człowieka do samorefleksyjnego określenia swojej tożsamości, ktoś kto neguje prawa człowieka, nie powinien stać na straży sprawiedliwości. Sprawiedliwość nie jest przyzwoleniem na chamstwo, brutalizację i barbaryzację obyczajów. Proces cywilizacji, o której pisał Norbert Elias to samoopanowanie. Upamiętanie. W ramach demokratycznego porządku tolerancja jest podstawą współistnienia. Solidarność zaś jest krokiem dalej w relacjach z innym człowiekiem. Solidarność jest moralnością opartą na empatii i uznaniu intersubiektywności. Tolerancja to prawne fundamenty współistnienia społeczeństwa, a nie plemion.

Dusza to metafora, która zrobiła bardzo wiele złego w chrześcijańskiej teologii. Duchowość nie musi się kojarzyć z anachronicznym wyobrażeniem substancjalnej duszy (pisała o tym m.in Nancey Murphy, która była zapraszana do Watykanu do Jana Pawła II) (fot. Depositphotos)

Nie dość, że nie ma czegoś takiego jak dusza (to szkodliwe pojęcie dla całej teologii chrześcijańskiej o czym pisała Nancey Murphy), to na dodatek nie ma czegoś takiego jak polska dusza, to są straszne nadużycia semantyczno-symboliczne. To jest po prostu cofanie procesu cywilizacji do czasów kontrreformacji, zaprzeczenie fundamentów demokratycznego ustroju opartego na tolerancji. To przerażające, że taki człowiek stoi na czele polskiego państwa. To państwo legalizuje barbarzyńców. Bez uśmiechu na twarzy. Ta twarz to twarz barbarzyństwa. Żadna wojna kultur. Kultura to proces opanowania i budowania relacji, budowania społeczności poprzez żmudny proces negocjacji i uzgodnień.

A tęcza to biblijny symbol łaskawego przymierza między Bogiem a ziemią, która już nigdy nie ma być nękana potopem (Genesis 9:13). Nikogo nie powinna obrażać, zwłaszcza ludu chrześcijańskiego. Tęcza jest symbolem tolerancji, tej tolerancji wpisanej do polskiej, obowiązującej jeszcze Konstytucji, w której pisze się o przestrzeganiu wolności i praw człowieka. Ta wojna to nie moja wojna, bo nie ma czegoś takiego, jak dwie kultury. Jest złożony proces cywilizacyjny i kulturowy. Z drugiej strony mamy barbarzyństwo i ciemnotę, niestety.

Tęczowa flaga na ścianie z cegły w tle (fot. Depositphotos)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.