Tag: wojna kulturowa

  • Finlandia 1944 – Ukraina 2025?

    Finlandia 1944 – Ukraina 2025?

    Z cyklu: Obserwatorium nordyckie

    W Dagens Nyheter Anna-Lena Laurén przypomina dzisiaj dramatyczne okoliczności zawarcia przez Finlandię rozejmu z ZSRR w 1944 roku i zestawia je z obecną sytuacją Ukrainy.

    Po „wojnie kontynuacyjnej” Finlandia znalazła się w sytuacji bez wyjścia: musiała zerwać sojusz z Niemcami, oddać 12% swojego terytorium (w tym Karelię i Wyborg), zapłacić gigantyczne reparacje, przyjąć setki tysięcy uchodźców i żyć pod kontrolą sowieckiej komisji w Helsinkach. Był to – jak pisał ówczesny ambasador Gripenberg – „drakoński wyrok”, który wielu uznawało za polityczne samobójstwo. A jednak Finlandia przetrwała, umiejętnie lawirując między Moskwą a Zachodem, aż stopniowo zakotwiczyła się w świecie demokracji i dobrobytu, a dziś jest członkiem UE i NATO.

    Prezydent Finlandii Alexander Stubb, którego ojciec jako dziecko musiał opuścić rodzinny dom w Karelii, używa tej historii jako punktu odniesienia: „W 1944 roku znaleźliśmy rozwiązanie. Jestem pewien, że w 2025 roku Ukraina również znajdzie drogę do sprawiedliwego pokoju”.

    Różnica jest jednak zasadnicza: Finlandia była wtedy osamotniona, podczas gdy Ukraina ma za sobą niemal całą Europę i USA. Laurén przypomina, że w 1944 roku nawet Szwecja – najbliższy sąsiad – apelowała do Finów o kapitulację i powściągliwość, a Churchill wprost stwierdzał, że warunki muszą odpowiadać Stalinowi.

    Ale ta historia ma dla mnie także osobisty i kulturowy wymiar. Kiedy Tove Jansson w latach 50. pracowała nad malowidłem ołtarzowym w kościele w Teuvie, w tej miejscowości mieszkali uchodźcy z Karelii. Przywieźli ze sobą dzwon z opuszczonego kościoła w swojej ojczyźnie — symbol ciągłości mimo wygnania. Zapomina się dziś, że para Muminków idących przez ciemny las na okładce pierwszej książki Jansson z 1945 roku mogła Finom przypominać właśnie o uchodźcach z Karelii, o doświadczeniu utraty domu i konieczności zaczynania od nowa.

    Artykuł Laurén kończy się przesłaniem: droga do pokoju będzie bolesna, ale nawet w sytuacji pozornie beznadziejnej możliwe jest przetrwanie i odbudowa. To nadzieja, którą Finlandia – i jej literatura – mogą podarować dziś Ukrainie.

  • Cyryl bruka Ewangelię

    Cyryl bruka Ewangelię

    Fot. zrzut ekranu Instagrama patriarchy Cyryla. Nabożeństwo w uroczystość Zwiastowania NMP w Katedrze Chrystusa Zbawiciela, Moskwa, 7 kwietnia. 2022
    Zdjęcie: św. Igor Palkin, O. Varov, S. Vlasov. Serwis fotograficzny Patriarchy Moskwy i Wszechrusi.

    Patriarcha Cyryl bruka chrześcijańską ewangelię

    Szwedzka Rada Chrześcijańska wydała oświadczenie, które w prasie szwedzkiej ukazało się dzisiaj właśnie w Wielki Piątek. (tutaj link do szwedzkiego Expressen)

    Rada jest niezwykle dosłowna w krytyce prawosławnego patriarchy Cyryla, pisząc o przerażającej teologii legitymizującej rosyjską wojnę. Wprost pisze się o tym, że przez takie słowa i czyny prawosławnego patriarchy nacjonalizmowi nadaje się aurę religijną, która sprawia, że młodzi oddają swoje życie. „Przywódcy Kościoła nie powinni używać swojej władzy do manipulowania chrześcijańską ewangelią”.

    Rada podkreśla szczególny charakter tegorocznego Wielkiego Piątku (dla chrześcijan na całym świecie, zwłaszcza ewangelickich, Wielki Piątek jest najważniejszym świętem, po którym może nastąpić Święto Zmartwychwstania, czyli Wielkanoc). W tym roku ciemność nabrała niezwykle realnych i bliskich kształtów: niewinni przelewają krew, a ta woła do nieba. Zniszczenie, tortury i śmierć nie zdarzają się daleko od nas. Dlatego trudno będzie wyjść z Piątku ku Wielkanocnej Niedzieli Radości. Miliony uchodźców i brutalne zniszczenia nie pozwalają się rytualnie pocieszać. Jak co roku.

    Szwedzka Rada Chrześcijan poważnie pisze o „śladach zbrodni wojennych”, które trzeba zbadać, zaś po ich zbadaniu, sprawcy powinni zostać oskarżeni, a ofiary zapamiętane i uczczone.

    Ta wojna nie ma żadnego usprawiedliwienia. Pada wyraźne zdanie:

    „Żadna wojna najeźdźcza nigdy nie powinna być błogosławiona przez Kościół”.

    Co więcej, teologia Cyryla usprawiedliwia „teologicznie” napaść, zaś prawa osób LGBTQI są dowodem domniemanej dekadencji świata zachodniego, co staje się dowodem na wyższość „kultury i religii rosyjskiej”. W domyśle można powiedzieć, że kraje Zachodu stają się także celem ataku Rosji.

    W oświadczeniu znajdziemy mocne odcięcie się od takiej teologii i „od faktu, że przywódcy kościelni wykorzystują swoją moc do manipulowania chrześcijańską ewangelią dla celów nacjonalistycznych i wojennych”.

    „Ta zniekształcona teologia kryje w sobie wielkie bogactwo teologii ortodoksyjnej. Przesłania chrześcijańskie to przesłanie Księcia Pokoju Jezusa Chrystusa, który wybrał drogę miłości i niestosowania przemocy, który sam stał się ofiarą przemocy i powstał z ranami pozostawionymi na swoim ciele.”

    W kontekście wszelkiego rodzaju sojuszy ołtarza i tronu szczególnie mocno wybrzmiewa w Szwecji, która od 2000 roku ma wyraźny rozdział Kościoła od państwa, stwierdzenie: „Sojusze między władzą kościelną a świecką zwykle prowadzą do zepsucia. Kościoły muszą żyć w krytycznej solidarności ze społeczeństwem i w społeczeństwie.”

    Chrześcijańskiej ewangelii nie należy używać do wzbudzania i szerzenia nienawiści. Dlatego rada otwiera swoje kościoły na prawosławnych, także Rosjan, jednak z nazwaniem wojny wojną, zaś unikaniem wszelkiej nienawiści. Katedra w Uppsali 24 kwietnia otwiera się na odprawianie prawosławnej liturgii wielkanocnej w języku ukraińskim.

    „Wszystkim świętującym: błogosławionej Wielkanocy! Wszystkim, którzy nie świętują: życzę, aby moc opowieści, które mają miejsce między Wielkim Czwartkiem a drugim dniem Wielkanocy, wciąż inspirowała!

    Prezydium Szwedzkiej Rady Chrześcijańskiej składa się z następujących osób:

    Daniel Alm (Superintendent Zielonoświątkowców – ​​Wolne zbory współpracujące)

    kardynał Sztokholmu Anders Arborelius (Katolicka diecezja)

    Arcybiskup Syryjski Benjamin Dioscoros Atas (Kościół Prawosławny)

    Arcybiskup Antje Jackelén (Szwedzki Kościół)

    Sofia Camnerin (Sekretarz Generalny Chrześcijańskiej Rady Szwecji)

  • Kognitywista Steven Pinker, Oświecenie i postęp ludzi

    Kognitywista Steven Pinker, Oświecenie i postęp ludzi

    Steven Pinker w 2005 r. (źródło Wikipedia)

    Wczoraj 23 września 2020 odbył się wykład słynnego Stevena Pinkera na kanadyjskim, anglojęzycznym Uniwersytecie McGill w Montrealu pt. Postęp i oświecenie w XXI wieku. Wykład był na platformie internetowej i jest dostępny na YouTube.

    Wykład dostępny i otwarty na platformie YouTube

    To był 66 wykład w serii Beattie Lectures. Pinker zaczynał w McGill swoją karierę na licencjacie z psychologii. Urodził się w Montrealu. Dał się poznać wielokrotnie nie tylko jako kognitywista, ale także jako psycholingwista, językoznawca, oraz popularyzator nauki, zwłaszcza historyk idei i cywilizacji. Wiele razy przywoływałem jego idee, które są świetnie zawsze wygłaszane, znakomicie napisane.

    Budynek Uniwersytetu McGill w Montrealu, Kanada (fot. lic. Depositphotos)

    Uwagi wstępne do wykładu wygłaszał Sean Henry, dziennikarz z CBC Montreal. On też prowadził dyskusję z wykładowcą po wygłoszeniu prezentacji. Słowa powitania miała Suzanne Fortier, rektorka Uniwersytetu McGill, zaś uwagi końcowe, właściwie laudację absolwenta swojego uniwersytetu, wygłosiła Inez Jabalpurwala, prezes Stowarzyszenia Absolwentów McGill.

    Ostatnio odnosiłem się do idei Stevena Pinkera krytycznie w swoim poprzednim wpisie o krytyce nowoczesności autorstwa Kaczyńskiego, terrorysty. „Kaczyński — wizjoner i terrorysta tudzież krytyk absurdów nowoczesności”.

    Pierwsza część wykładu Pinkera przybliża pojęcie postępu poprzez zdefiniowanie go jako „polepszenie ludzkiego dobrobytu” (rozkwitu, ang. flourishing). W szeregu infografik Pinker streszcza swoją argumentację ze moich dwóch ostatnich książek: Zmierzch przemocy. Lepsza strona naszej natury, 2015, oraz Nowe Oświecenie: argumenty za rozumem, nauką, humanizmem i postępem 2018.

    Ilustracja idei postępu (doskonalenie inwencji koła) (fot. lic. Depositphotos)

    Twierdząc, że postęp daje się udowodnić pokazując dane o śmiertelności, długości życia, zdrowiu, szczęśliwości ludzi na ziemi, itp., naciska jednocześnie na fakt, że postęp nie jest cudem i że nie jest on nieunikniony.

    Jednym z ciekawszych, nowych wątków pod koniec jego wykładu jest część zatytułowana „Covid-19 and Progress”. Pinker wprost wskazuje, że zaraźliwe choroby to nie jest wyjątek od reguły, a raczej zasada życia, patogeny i pasożyty są uniwersalne. Przy okazji pandemii wyraźnie widać także oświeceniowe elementy, które zagrały znakomicie: patogen został zidentyfikowany niemal natychmiast, nikt dzisiaj nie wierzy w jakieś miazmaty wydobywające się z bagien, wszyscy wiedzą, co to wirus i dlatego szybko też, znacznie szybciej niż na początki XX wieku, dojdzie do znalezienia szczepionek. Coraz mniej czasu trwa przygotowanie szczepionki.Postęp to realne zjawisko i nie kwestia optymizmu
    Widać postęp w danych. Żyjemy dłużej, zdrowiej, bogaciej, bezpieczniej, szczęśliwiej, inteligentniej, z większą swobodą. Na jednym ze slajdów wyraźnie widać, jak poprzednie pandemie pochłaniały coraz to mniej ofiar ludzkich. Humanizujemy nasz świat poprzez walkę z pandemiami, coraz efektywniejszą. Problemy jednak pozostają, postęp to nie doskonałość, jednak problemy były kiedyś znacznie gorsze, postęp nie jest naturalny, postęp będzie „postępował”, jeśli będziemy przekonani do rozumności, nauki and humanizmowi.

    Fragment wykładu i prezentacji Stevena Pinkera pokazującego postęp, jeśli idzie o malejącą liczbę pandemii w historii ludzkości (fot. Jarosław Płuciennik)

    W dyskusji wskazuje, że w zakresie emisji gazów cieplarnianych nie ma postępu, jak również w redukcji zagrożenia konfliktem jądrowym, ilość broni jądrowej, pomimo redukcji jest jednak zbyt duża. Mówi także o realnym zagrożenie wyginięcia gatunków, zaniku różnorodności biologicznej na naszej planecie.

    Powodzie i tsunami spowodowane trzęsieniem ziemi i zmianami klimatycznymi zagrażają ludzkości. (fot. lic. Depositphotos)

    W dyskusji pojawiły się także wątki polityczne, bo Donald Trump według Pinkera to antyoświeceniowy prezydent, podobnie jak inne populizmy, także we wschodniej Europie, także są antyoświeceniowe.

    Rezzato (Brescia, Lombardia,Włochy): Villa Fenaroli, klasycystyczny pałace (XVI-XVIII wiek, fot. lic. Depositphotos)

    Kanada, Nowa Zelandia, oraz Zachodnia Europa ciągle wedle Pinkera będą swoistą awangardą postępu, nawet w USA, dzięki systemowi wzajemnej kontroli i równowagi politycznej (słynne „checks and balances”) oraz aktywności obywatelskiej możliwe jest odwrócenie krótkotrwałego wahnięcia, kiedy zaczyna dominować „śmieszna polityka, która nie patrzy na dane i fakty, tylko agendę partyjną”. Istnienie fake newsów jest dla niego właśnie takim krótkotrwałym zawirowaniem.

    Wydaje mi się, że nadal Pinkerowi pomimo jego autentycznej genialności, można zarzucić pewnego rodzaju krótkowzroczność: katastrofa klimatyczna jest w oczywisty sposób związana z kryzysem pandemicznym Covid-19, bo oba są warunkowane globalizacją, podobnie jak z globalizacją związane są te fakty wspominane przez Pinkera: emisja gazów cieplarnianych, redukcja bioróżnorodności oraz populizm i autorytaryzm w polityce. Niedostrzeganie medialnych uwarunkowań zmian mentalnościowych, brak refleksji nad grozą zalgorytmizowania wszystkiego i wszystkich skojarzone jest u Pinkera z oczywistym antropocentryzmem. Postęp mierzony szczęśliwością człowieka pomija ten jakże katastrofalny rozmiar cierpienia i śmierci świata zwierzęcego.

    Hegemonia człowieka jest dzisiaj coraz częściej kwestionowana (fot. lic. Depositphotos)

    Pomimo tych zastrzeżeń z wielką ciekawością i przyjemnością intelektualną wysłuchałem wykładu i dyskusji Stevena Pinkera na McGill University. Niewielu jest profesorów na świecie takiego formatu i w tak dobrym stylu. Z takim wpływem na naukę i świat uniwersytecki. Szkoda, że nie przekłada się to na wpływ na świat w ogólności, zwłaszcza świat polityczny.

    Ostrzeżenie, czasu jest mało
  • Wojna kultur?

    Wojna kultur?

    Kilka rozważań o modnym ostatnio terminie „wojna kultur”. Artykuł został dzisiaj (18.08.2020) przesłany do redakcji Gazety Wyborczej. Wydrukowano go 23.08.20 w nieco skróconej wersji tutaj.

    Twarz wojny?

    Pisze się ostatnio sporo o wojnie kulturowej. To jest pojęcie, które zostało wręcz zawłaszczone przez niektórych polityków. W polskim kontekstach często kojarzy się taki termin „wojna kulturowa” z polskimi historycznymi zjawiskami i konfrontacją z tzw. „Kulturkampf”, „walką o kulturę”, Bismarckowską polityką walki z Kościołem Katolickim w Niemczech i ziemiach podporządkowanych Niemcom z XIX wieku. Dla większości Polaków kojarzy się to pojęcie z nasileniem procesów germanizacji.  Zatem jest to pojęcie bliskie słynnemu w swoim czasie „dziadkowi z Wermahtu”, choć tutaj jest to bardziej zakamuflowane, wyrafinowane, bo abstrakcyjne.

    Na takie skojarzenia symboliczne nakłada się jeszcze historia walki o wolność i demokrację w XX wieku, bo o wojnie kulturowej mówił także sprzymierzeniec wolnej Polski, Ronald Reagan. Jak wspomina prof. Wojciech Burszta w jednym z ostatnich wywiadów (plus.gazetalubuska.pl. „Prof. Burszta: Nie da się wygrać wojny kulturowej, ani Ziemkiewiczem zastąpić Tokarczuk”, 25 lipiec 2020. https://plus.gazetalubuska.pl/prof-burszta-nie-da-sie-wygrac-wojny-kulturowej-ani-ziemkiewiczem-zastapic-tokarczuk/ar/c15-15095735.), Reagan właśnie rzucił hasło budowy nowych elit i wymiany elit w różnych instytucjach państwa, także kultury, aby tzw. konserwatywne wartości stały się dominujące. Prawica w Polsce wydaje się zawłaszczać takie właśnie symetryczne rozumienie kultury.

    SIMI VALLEY, CA/USA – 23 stycznia 2016 plakat Ronald Reaganaw the Ronald Reagan Presidential Library and Museum (fot. na lic. Depositphotos)

    Moja teza brzmi: nie powinno się wchodzić w ten model kognitywno-pojęciowy („wojny kultur”), bo sugeruje on, po pierwsze, mocną polaryzację przynajmniej (najlepiej) dwóch kultur; pod drugie, narzuca myślową konkretyzację bytową, czegoś co, jest raczej procesem, a nie bytem; i po trzecie, presuponuje równowartość owych mnogich, ale jednak przeciwstawnych „kultur”. Mimo że bliżej mi do Wojciecha Maziarskiego, który polemizuje na tych samych łamach z Witoldem Gadomskim „Wojna kulturowa to nie moja wojna” (GW 16 sierpnia). Otóż chciałbym polemizować z oboma, także z bliższym mi Maziarskim, którego wypowiedź nosi tytuł „Demokrata nie może powiedzieć: to nie moja wojna”. Jestem demokratą i nie jest to moja wojna. Ale z innym przyczyń niż wskazane przez Gadomskiego.

    Mikrofotografia ziaren piasku w świetle spolaryzowanym, jak w kalejdoskopie. Ale tutaj widać przeciwstawienie dwóch podobnych struktur, symetrycznych (fot. Depositphotos)

    Jeśli natomiast przyjąć za takimi myślicielami jak Norbert Elias, że cywilizacja i kultura to procesy ludzkie oraz, powiedzmy to magiczne słowo, sieci relacji międzyludzkich i międzywartościowych, to w żadnym wypadku nie możemy mówić o wojnach kultur, bo z jednej strony mamy kulturę jako proces uprawy, kształcenia, opanowania, samokontroli, z drugiej zaś brak wykształcenia, nieopanowanie, gwałtowność i zwykłe grubiaństwo.

    Ilustracja przedstawiająca różne typy ludzi połączonych na różne sposoby. Kultura to relacje i proces… (fot. Depositphotos)

    Jak podaje Słownik etymologiczny w języku polskim mamy do czynienia z dziwnym skojarzeniem „grzeczności” z byciem „do rzeczy”, „sensownym”.

    Natomiast angielska etymologia słowa (według Słownika etymologicznego https://www.etymonline.com/ „polite” (adj.) oraz politeness (nom.) pochodzi z późnego XIV w., a oznacza „polerowany, oksydowany”, od łacińskiego „politus” „wyrafinowany, elegancki, dopracowany; dosłownie ”polerowany”,„wypolerowany”,  „wygładzony”. Po angielsku „polite”, to także „polish”, czyli wypolerowany. W Polsce kojarzy się to z tym „Polish” z dużej litery. Ale nie ma to żadnego związku z naszą narodowością.

    Od XIX wieku „polite” odnosi się często do ogładzonego obywatelstwa, to nie tylko bycie obywatelem, ale na dodatek obywatelem z manierami, delikatnością, wyrafinowaniem.

    W językoznawstwie są także propozycje, aby zamiast grzeczności używać innych terminów, takich jak „emocjonalna komunikacja”, czy „takt”.  Różne asocjacje każą także przywołać tutaj grecki odpowiednik grzeczności: eugenia, szlachetnie urodzona, dobrze urodzona.

    Dobre maniery nic nie kosztują, ale żeby je mieć, trzeba się kształcić, doskonalić, polerować (fot. Depositphotos)

    Jak podają językoznawcy  „angielskie konceptualizacje grzeczności w jednym rozumieniu są zwykle szersze niż te od greckich informatorów. Podkreśla się troskę o innych, ale formalność, dyskretne zachowanie dystansu, chęć nienarzucania adresatom i wyrażanie „altruizmu, hojności, moralności i samozaprzecenia” są ważniejsze dla angielskich informatorów. (zob. Watts, Richard J . Grzeczność. Kluczowe zagadnienia socjolingwistyki (s. 14). Cambridge University Press. Wersja Kindle. 2009.)

    W wywiadzie dla Rzeczpospolitej (18 sierpnia 2020) Zbigniew Ziobry używa pojęcia „wojny kulturowej” tłumacząc postępowanie swojej prokuratury wobec aktywistki LGBT+,  Margot. „W Warszawie nie mięliśmy do czynienia z demokratyczną, przewidzianą przez konstytucję formą demonstrowania poglądów, tylko z przemocą, używaną także przez tego pana, który jest nazywany w kategoriach żeńskich”.  Ta wojna to jest wedle Ziobry „wojna o polskie dusze”. 

    Zbigniew Ziobro według Wikipedii — https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/6/64/Zbigniew_Ziobro_-2019%2848085697621%29_%28cropped%29.jpg

    Zostawiam na boku, czy kultura i wojna pasują do siebie symbolicznie, moim zdaniem nie, ale trzeba byłoby to szerzej wyjaśnić. Natomiast ta konceptualizacja, w której wojna o polską duszę ma być „wojną kultur”, jakichś dwóch tylko — polska, tradycyjna, katolicka, zaś z drugiej strony niepolska, „jakaś nowoczesna”, niekatolicka, wydaje mi się zwykłym drańskim nadużyciem. Polska tradycja to także Jan Kochanowski i Mikołaj Rej, bracia polscy i Andrzej Frycz Modrzewski oraz Bogumił Linde czy Aleksander Bruckner, wszyscy bliscy Reformacji zasłużeni niezwykle dla polskiej kultury i tradycji.

    Widziałem na jakimś nagraniu człowieka, który zrywał flagę z tęczą z jednego z pomników. To nie był ani kulturalny, ani cywilizowany człowiek. Ktoś kto neguje prawo człowieka do samorefleksyjnego określenia swojej tożsamości, ktoś kto neguje prawa człowieka, nie powinien stać na straży sprawiedliwości. Sprawiedliwość nie jest przyzwoleniem na chamstwo, brutalizację i barbaryzację obyczajów. Proces cywilizacji, o której pisał Norbert Elias to samoopanowanie. Upamiętanie. W ramach demokratycznego porządku tolerancja jest podstawą współistnienia. Solidarność zaś jest krokiem dalej w relacjach z innym człowiekiem. Solidarność jest moralnością opartą na empatii i uznaniu intersubiektywności. Tolerancja to prawne fundamenty współistnienia społeczeństwa, a nie plemion.

    Dusza to metafora, która zrobiła bardzo wiele złego w chrześcijańskiej teologii. Duchowość nie musi się kojarzyć z anachronicznym wyobrażeniem substancjalnej duszy (pisała o tym m.in Nancey Murphy, która była zapraszana do Watykanu do Jana Pawła II) (fot. Depositphotos)

    Nie dość, że nie ma czegoś takiego jak dusza (to szkodliwe pojęcie dla całej teologii chrześcijańskiej o czym pisała Nancey Murphy), to na dodatek nie ma czegoś takiego jak polska dusza, to są straszne nadużycia semantyczno-symboliczne. To jest po prostu cofanie procesu cywilizacji do czasów kontrreformacji, zaprzeczenie fundamentów demokratycznego ustroju opartego na tolerancji. To przerażające, że taki człowiek stoi na czele polskiego państwa. To państwo legalizuje barbarzyńców. Bez uśmiechu na twarzy. Ta twarz to twarz barbarzyństwa. Żadna wojna kultur. Kultura to proces opanowania i budowania relacji, budowania społeczności poprzez żmudny proces negocjacji i uzgodnień.

    A tęcza to biblijny symbol łaskawego przymierza między Bogiem a ziemią, która już nigdy nie ma być nękana potopem (Genesis 9:13). Nikogo nie powinna obrażać, zwłaszcza ludu chrześcijańskiego. Tęcza jest symbolem tolerancji, tej tolerancji wpisanej do polskiej, obowiązującej jeszcze Konstytucji, w której pisze się o przestrzeganiu wolności i praw człowieka. Ta wojna to nie moja wojna, bo nie ma czegoś takiego, jak dwie kultury. Jest złożony proces cywilizacyjny i kulturowy. Z drugiej strony mamy barbarzyństwo i ciemnotę, niestety.

    Tęczowa flaga na ścianie z cegły w tle (fot. Depositphotos)