Znaczenie językowej tożsamości w dyplomacji. Hasło: imponderabilia i Pete Hegseth

Z cyklu: Obserwatorium nordyckie

Zdjęcie Pete’a Hegsetha, Sekretarza Obrony USA na licencji Gage Skidmore, CC BY-SA 3.0 https://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0, via Wikimedia Commons

Podcast do posłuchania na podstawie tego wpisu na YouTube:

Podcast na Spotify tutaj

W kontekście polityki zagranicznej USA zwłaszcza względem krajów nordyckich interesującym przykładem imponderabiliów – czyli niewymiernych czynników wpływających na relacje międzynarodowe – jest postać Pete’a Hegsetha. W artykule Görana Erikssona z 10. maja 2025 dla „Svenska Dagbladet” (w którym relacjonuje on odświętną wizytę Hegsetha w norweskiej ambasadzie w Waszyngtonie) pisze się o tym, że Hegseth, kontrowersyjny sekretarz obrony USA u Trumpa, z dumą podkreśla swoje norweskie pochodzenie, stwierdzając: „Jestem w 100% Amerykaninem, ale też w 100% Norwegiem.” Jego przodkowie wyemigrowali z Norwegii do Minnesoty, a Hegseth zdaje się pielęgnować swoją skandynawską tożsamość. Chwalił się nawet publicznie w programie TV w 2018 roku, że testy DNA na MyHeritage.com potwierdziły jego 96,4% procentową skandynawskość.

W wypowiedzi w Ambasadzie Norwegii wprost stwierdza, że nie jest słuchaczem opowieści Kolumba a raczej opowieści Leifa Eriksona (islandzkiego Wikinga, który odkrył Amerykę około 1000 roku).

Jego norweskie korzenie mają jednak nie tylko osobiste, ale i polityczne znaczenie. Administracja Trumpa wyraźnie wykazywała zainteresowanie współpracą z Norwegią, Danią i Finlandią, podczas gdy relacje ze Szwecją pozostawały chłodne. W tym kontekście Hegseth, jako osoba o norweskich korzeniach, mógł odgrywać rolę nieformalnego łącznika, budując relacje oparte na wspólnych kulturowych wartościach i historycznych więzach.

Co więcej, w jednym z wywiadów Hegseth pozwolił sobie na żart dotyczący wrodzonej nieufności Norwegów wobec Szwedów – echo dawnych rywalizacji i stereotypów, które wciąż mogą wywoływać uśmiech. Jednak mimo silnych deklaracji o swojej skandynawskiej tożsamości, nie zadał sobie trudu, by powiedzieć choć kilka słów po norwesku.

A przecież język to coś więcej niż narzędzie komunikacji – to klucz do głębszego zrozumienia kultury i budowania autentycznej więzi. Być może jedno zdanie po norwesku mogłoby wzmocnić jego przekaz i jeszcze bardziej zbliżyć go do kraju przodków, zarówno na poziomie dyplomatycznym, jak i osobistym. Tak jak zbliżył się do Norwegów nieładnym żartem o niechęci do Szwedów.

Studenci – uczcie się niszowych języków! Sztuczna inteligencja może w tym pomóc, ale nie zastąpi realnych relacji z ludźmi przy okazji np. wspólnego jedzenia czy wspólnego śmiechu. Znajomość angielskiego to konieczność, ale nie pozwólcie, by zamieniła się w jedyny środek wyrazu. W polityce, dyplomacji i życiu – im więcej języków znacie, tym bogatsze są wasze relacje i zrozumienie świata. Nie bądźcie jak Pete Hegseth, który jedynie w genetyce i drzewach genealogicznych upatruje swoją siłę.

Nie rozumiem polityków, także kandydatów na Prezydenta RP, którzy szczycą się wyłącznie znajomością języka polskiego. Prezydent RP będzie miał tym większą „miękką” siłę dyplomatyczną, im więcej imponderabiliów będzie mógł wykorzystać.

PS. Słownikowo: imponderabilia – rzeczy lub czynniki niematerialne, które mają wpływ na określoną sytuację lub decyzję, ale są trudne lub niemożliwe do zmierzenia, zważenia lub jednoznacznego określenia. Mogą to być wartości, emocje, opinie, nastroje społeczne lub subtelne aspekty kulturowe i psychologiczne, które nie mają bezpośredniego przełożenia na liczby, ale mogą znacząco oddziaływać na bieg wydarzeń. Słowo pochodzi z łaciny: imponderabilis – „nieważki”, od in- (nie) + ponderare (ważyć).

Dodaj komentarz

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.