
W USA trwa bezprecedensowy konflikt między elitarnymi uniwersytetami a administracją federalną Donalda Trumpa. W ostatnich tygodniach działania Białego Domu wymierzone w szkolnictwo wyższe przybrały postać zmasowanej ofensywy: cofanie grantów, audyty ideologiczne, groźby deportacji studentów zagranicznych oraz naciski na ograniczenie wolności słowa i programów równościowych. Na czoło sprzeciwu wysunął się Harvard, który – mimo realnej groźby utraty miliardów dolarów – powiedział rządowi „nie”.
Jak podkreśla The Economist, wsparcie (endowment) Harvardu sięga obecnie 50 miliardów dolarów, czyli więcej niż PKB takich państw jak Łotwa, Kostaryka czy Islandia1. Ten edukacyjny kolos stanął jednak wobec groźby utraty kluczowych funduszy federalnych, po tym jak odmówił wprowadzenia narzuconych przez rząd środków dyscyplinujących: m.in. eliminacji programów DEI (diversity, equity, inclusion), cenzurowania wypowiedzi prodemokratycznych i pro-palestyńskich, a także raportowania studentów zagranicznych do Departamentu Bezpieczeństwa Wewnętrznego.
W The New Yorker opisano ten moment jako „oszałamiające zaskoczenie” dla społeczności akademickiej. Po dekadach unikania otwartego sporu z władzą, Harvard oświadczył: „Nie poddamy się. Nie oddamy naszej niezależności ani konstytucyjnych praw”2. W ślad za tą deklaracją uczelnia ogłosiła emisję obligacji na 750 milionów dolarów – jako bufor finansowy, pozwalający przetrwać bez funduszy federalnych.
Odmowa Harvardu pociągnęła za sobą kolejne reakcje: Columbia University ogłosiła, że nie przyjmie „ciężkorękiego nadzoru rządowego”, a Princeton i Brown również rozważają skierowanie spraw do sądów. Tymczasem administracja Trumpa kontynuuje ofensywę: zawieszono już granty dla kilkunastu uczelni, a niektóre (jak Columbia) stoją przed widmem objęcia nadzorem sądowym przez rząd.
W tej walce stawką jest nie tylko autonomia uczelni, ale przyszłość uniwersytetu jako miejsca wolnej debaty, krytycznego myślenia i badań prowadzonych niezależnie od politycznych interesów. The Economist ostrzega, że jeśli rządowi uda się podporządkować instytucje naukowe – symboliczne „miasta-państwa” demokracji liberalnej – utracimy jeden z ostatnich bastionów niezależnej refleksji i pluralizmu.
👉 Osobiście poruszyła mnie jeszcze jedna wiadomość, która, choć nagłośniona przede wszystkim przez branżowe czasopisma (Inside Higher Ed)3, mówi wiele o klimacie, w jakim dziś funkcjonuje amerykańska humanistyka. Historyk Timothy Snyder, znany z prac o totalitaryzmie i demokracji, zdecydował się – jak sam podał – na przeniesienie działalności akademickiej do Kanady. Ten gest ma wymiar symboliczny – pokazuje, jak poważnie zagrożona jest przestrzeń dla krytycznego myślenia. Podobnie zrobił Jason Stanley, profesor filozofii im. Jacoba Urowsky’ego na Uniwersytecie Yale i autor wielu książek, w tym How Fascism Works: The Politics of Us and Them, powiedział, że w końcu przyjął długoletnią ofertę Toronto na stanowisko po tym jak zobaczył, jak Uniwersytet Columbia „całkowicie się załamał i poddał autorytarnemu reżimowi”.
Widać wyraźnie, że wolność akademicka oraz autonomia uniwersytetu muszą być chronione także w świecie, który wydawał się oazą demokracji.
Przypisy
- MAGA’s remaking of universities could have dire consequences, The Economist, 10 kwietnia 2025. Link do artykułu ↩
- Jeanie Suk Gersen, A Thrillingly Delightful Surprise from Harvard, The New Yorker, 15 kwiecień 2025. Link do artykułu ↩
- Inside Higher Ed, March 26, 2025 Outspoken Fascism Scholars Leave Yale for Canada, Link do artykułu