Blog

  • Prawa człowieka jako rama dla polityki

    Prawa człowieka jako rama dla polityki

    Wiele się pisze o postępującej na całym świecie polaryzacji stanowisk. Dotyczy to także Polski. Można przypuszczać, że owa polaryzacja wspierana i wywoływana jest przez technikę, i wszechobecną cyfryzację naszego życia oraz rolę platform społecznościowych i mediów w ogólności. Jednak można zobaczyć także zjawiska, które wskazują raczej na budowanie się nowych figur i ich konstelacji. A dotyczy to moje twierdzenie zarówno zjawisk społecznych polskich jak i międzynarodowych. Symbolem nieoczekiwania, zaskoczenia i niepokoju jest oczywiście słynny „czarny łabędź”, o którym już powstały tomy opracowań — wydaje nam się, że łabędzie mogą być tylko białe, jednak nagle odkryta zostaje mała wyspa, na której ludzkość znajduje łabędzie czarne. Ludzkość zabijana była przez bakterie i wydawało się, że tak już będzie, ale wymyślono penicylinę. COVid-19 wystarczająco jasno pokazał nam, że niewyobrażalne stoi ciągle za progiem, że musimy nauczyć się żyć w stanie stałej niepewności, trwałego stanu niekontrolowanego świata. Czarne łabędzie się zdarzają.

    Metafora politycznej debaty (fot. lic. Depositphotos)

    Jednym z ciekawych naukowców piszących o konieczności nauczenia się życia z niepewnością jest Hartmut Rosa, niemiecki, znany na świecie i w Polsce, socjolog i politolog, badacz i wykładowca Uniwersytetu Friedricha Schillera w Jenie oraz dyrektor Kolegium Maxa-Webera na Uniwersytecie w Erfurcie. Od 2011 roku jest rzecznikiem grupy badawczej zajmującej się krytyką wzrostu i przyśpieszenia gospodarczego. Jest autorem uznanych współczesnych książek, będących diagnozami współczesności „Beschleugning” (Przyspieszenie) i „Resonanz” (Rezonans). W języku polskim ukazała się eseistyczna książka „Przyspieszenie, wyobcowanie, rezonans. Projekt krytycznej teorii późnonowoczesnej czasowości” (2020).

    Hartmut Rosa podczas wystąpienia publicznego Fot. JP, screen z Twittera Organizations, Artifacts and Practices (OAP), 29.06.20.

    Według jego najnowszej książki wydanej po szwedzku pt. „Czego nie możemy kontrolować. O naszych relacjach ze światem” (2021) dążenie do kontrolowania świata jest cechą wyróżniającą nowoczesności, jest to modus vivendi, kulturowy sposób życia. Problem oczywiście, że całkowicie znany, zaplanowany i kontrolowany świat byłby po prostu martwy. Bez niepewności nie ma życia. Jednocześnie, jak wskazuje np. filozof kognitywista Peter Gärdenfors, to dążenie do kontroli jest motorem rozwoju wiedzy, wiedza daje wrażenie kontroli rzeczywistości.

    Można wskazać, że krytyka pewności siebie, pychy, arogancji człowieka jest odwieczna, świadczy o tym choćby i to, że największym przewinieniem w tragedii greckiej była właśnie hybris, pycha, prowadząca do zaślepienia. W Biblii mamy także „zatwardziałość serc”, która jest niezdolnością do dokonania zmiany, do opanowania się i do nawiązania miłosnych relacji ze światem.

    Symbol pychy i arogancji (fot. lic. Depositphotos)

    Zwykliśmy myśleć o chrześcijaństwie jako o „pewności wiary”, „rycerzach wiary”, jednak w głównym nurcie jego myśli znajduje się także Søren Kierkegaard, duński filozof, argumentujący w duchu sokratejskim za wątpieniem i niepewnością jako głównym motywie filozofii chrześcijańskiej.

    Do takiej postawy nawołuje ostatnio także prymaska bp Szwecji Antje Jackelén, która jest orędowniczką zaangażowania politycznego chrześcijaństwa, ale jednocześnie wychodzenia poza tradycyjne spolaryzowane dychotomie: prawica – lewica. (Zob. DN Debatt. ”De mänskliga rättigheterna måste vara ram för all politik” Dagens Nyheter 19.06.2021)

    Bp. Antje Jackelén, prymaska Kościoła Szwecji 1 maja 2016 w Łodzi, w parafii Ewangelicko-Augusburskiej św. Mateusza (obok autor blogu z żoną Magdaleną Rembowską-Płuciennik) (fot. JP i Michał Makula)

    Trzeba jednoznacznie w tym kontekście wskazać także na ramy kultury europejskiej i światowej, które pozostają poza dyskusją. „Władza polityczna nie jest celem samym w sobie, ale jest narzędziem do uświadomienia sobie w debacie i porozumieniu z innymi tego, co według własnych i partyjnych przekonań jest najlepszą alternatywą.” Pisze Antje Jackelén Bieżąca walka polityczna o czystą władzę dla władzy nie obchodzi chrześcijanina.

    Natomiast pryncypia takie jak np. „prawa człowieka” są fragmentem tego pola wspólnego nie podlegającego dyskusji.

    Według teolożki i etyczki szwedzkiej prawa człowieka i chrześcijaństwo spotykają się, gdyż „teologia również należy do tego, co nie powinno być definiowane na podstawie skali od prawej do lewej. […] Teologia chrześcijańska nie jest podporządkowana polityce danego kraju, ale musi orientować się w oparciu o biblijne przesłanie Jezusa Chrystusa, które jest interpretowane w każdym czasie i we wspólnocie na całym świecie.

    Stanowiska Kościoła w sferze publicznej muszą być zawsze motywowane teologicznie. Może dotyczyć zadawania pytań, które zadaje niewiele osób lub, często razem z innymi, zwracania uwagi na sytuacje podatności na zagrożenia. Może to być wygodne lub niewygodne dla polityków, ale nigdy nie zastąpi ich pracy.”

    Drugim argumentem jest to, że „prawa człowieka opierają się na fundamencie, który jest dany przed rozpoczęciem wszelkich obliczeń użyteczności i inteligentnych rozwiązań. Wszyscy ludzie rodzą się wolni i równi w godności i prawach […]. To jest bardzo bliskie podstawowego tekstu tradycji żydowskiej i chrześcijańskiej: pierwszej historii stworzenia, w której mówi się, że Bóg stworzył człowieka na swój obraz (Rdz 1,27). Ponadto, jak wskazuje druga relacja o stworzeniu, Bóg stworzył człowieka jako istotę relacyjną (Rdz 2,4b-3:7). Z tego wynika stosunek do stwórcy, do stworzenia, do bliźnich i do siebie samego.

    Sens życia ludzkiego zawiera się w sieci tych czterech relacji: z najświętszym (większość ludności Ziemi nazywa go Bogiem), z planetą jako ekosystemem, z naszym bliskim lub dalekim bliźnim oraz z samym sobą.

    Ten fundament – ​​godność człowieka i jego relacyjność – powinien stanowić ramy i fundament polityki wszystkich stron, a nie odwrotnie.”

    Pozwoliłem sobie zacytować to niedawne wystąpienie publiczne prymaski Kościoła Szwecji, gdyż jest mi ono bliskie i czuję naprawdę zagrożenie dla bycia chrześcijaninem w Polsce, w której mieniący się katolikiem (czy aby na pewno chrześcijaninem?) Minister Edukacji i Nauki Przemysław Czarnek nie dość, że sam odmawia godności sporej grupie współobywateli, braci i sióstr (?) (zob. jego słynne mówienie, że LGBT to nie ludzie), to jeszcze na dodatek pragnie także zadekretować wolność nienawistnego wypowiadania się w przestrzeni akademickiej (tzw. pakiet wolnościowy Czarnka). Pragnienie władzy było obce Chrystusowi Ewangelii. Wydaje się, że Minister Czarnek rugując z listy lektur szkolnych ilustrowaną bajkę Leszka Kołakowskiego o nosorożcu, który chciał latać, robi więcej szkody chrześcijaństwu niż nękany na własnej uczelni (KUL) ks. prof. Wierzbicki, który w duchu ewangelicznym ujmował się za prześladowanymi przez policję i prokuraturę. Tak jak prawa człowieka stanowią o wspólnocie w ramach kultury Zachodu, tak samo nie powinniśmy pozwalać na nietolerancję. Pierwszy Rektor Uniwersytetu Łódzkiego, prof. Tadeusz Kotarbiński, filozof racjonalny i praktyczny, pisał „Gdy ustaje tolerancja dla tolerancji, nastaje tolerancja przemocy.“ To jest powtórzenie stałej myśli demokratycznej: nie ma tolerancji dla nietolerancji, granicą mojej wolności jest krzywda innego. Dla tej właśnie relacyjności, dla tego rezonansu opanuję się i powstrzymam przed mową nienawiści w odniesieniu do kogokolwiek. Jednak jeśli policja i władza będzie używać nienawiści jako narzędzia, niech nie oczekuje łagodności jako odpowiedzi. Noblese oblige. Tutaj nie ma i nie może być symetrii. Upajanie się władzą jest niegodne chrześcijanina i członka kultury Zachodu.

  • Dobro wspólne

    Dobro wspólne

    Rozmowa z drem Mikołajem Ratajczakiem z IFiS PAN.

    Zapraszam do obejrzenia rozmowy:

    Rozmowa z drem Mikołajem Ratajczakiem (IFiS PAN, Warszawa) autorem książki pt. Forma życia i dobro wspólne. Geneza i aktualność współczesnej włoskiej filozofii politycznej, Wydawnictwo Instytutu Badań Literackich PAN, Warszawa 2020, ss. 664. (Seria Nowa Humanistyka 67)
  • Czy możemy zaprogramować swój mózg, żebyśmy byli bardziej kreatywni?

    Czy możemy zaprogramować swój mózg, żebyśmy byli bardziej kreatywni?

    Portret kreatywności? (lic. Depositphotos)

    Często myślimy o geniuszu jako o zjawisku bardzo elitarnym zarezerwowanym dla wspaniale urodzonych, albo… nieco szalonych. Taką naszą postawę wzmacniają twory kultury masowej: wystarczy wpisać w wyszukiwarkę obrazów słowo „geniusz” i obrazki potarganych włosów Eisteina zdominują nasze skojarzenia z genialnością.

    Innym skojarzeniem, także zaczerpniętym z kultury popularnej, będzie paradygmat szalonego naukowca.

    Jednak często w nauce inaczej spogląda się na kreatywność kojarzoną z genialnością. Coraz częściej uważa się, iż kreatywność można wyćwiczyć, wytrenować, można się jej nauczyć.

    Z kreatywnością tak rozumianą skojarzone są takie pojęcia jak trening kreatywności, kreatywne rozwiązywanie problemów, rozwiązywanie problemów w małych grupach, burza mózgów, czy skuteczność przywództwa.

    Ostatnio BBC (Robson D., Can you „programme” your brain to think of genius solutions?) przypomniało badania z 2020 roku Puccio G.J., Burnett C., Acar S., i in., Creative Problem Solving in Small Groups: The Effects of Creativity Training on Idea Generation, Solution Creativity, and Leadership Effectiveness.

    W badaniu Puccio i in. przetestowano trzy zestawy hipotez na 114 małych grupach dorosłych (w sumie przebadano ponad 500 osób ). Grupy, których członkowie przeszli jakieś formy kursu, np. jeden kurs kreatywności albo zaawansowane szkolenie (tj. studia na poziomie magisterskim z zakresu kreatywności lub profesjonalistów kreatywnych) były znacznie bardziej efektywne w tworzeniu pomysłów niż grupy bez przeszkolenia. Co więcej, liderzy z pewnym i zaawansowanym szkoleniem byli postrzegani jako znacznie bardziej skuteczni niż ci, którzy nie mieli treningu kreatywności. Pod względem kreatywności rozwiązań zaawansowane grupy szkoleniowe wypadły lepiej niż wszystkie inne.

    Często myśli się o naukach humanistycznych jako mało istotnych dla społeczeństwa. Jednak jak takie cytowane przed chwilą badania wykazują, kreatywne myślenie, współpraca w grupie, nastawienie na rozwiązywanie problemów, niezależne, krytyczne myślenie oraz przywództwo z tym związane (także z inteligencją emocjonalną, to jest empatią), wszystkie te cechy można trenować na studiach humanistycznych. Na przykład na Uniwersytecie Łódzkim od kilku lat można studiować twórcze pisanie, po którym nawet jeśli nie staniemy się genialnymi pisarzami zasługującymi na Nobla (ileż może być Olg Tokarczuk i Władysławów Reymontów), to na pewno nauczymy się myśleć i pisać niebanalnie, kreatywnie patrzeć na siebie i świat oraz wychodzić poza sztampę, dogmat i myślenie zamknięte.

    O literaturze jako świetnym treningu uważnego myślenia, kreatywności spojrzenia i empatii pisano już wielokrotnie. Literatura i nauka języków obcych to jest znakomity trening mózgu, trening kreatywności. Warunkiem jest, żebyśmy prawdziwie pragnęli wyjścia poza sztampę i dogmatykę. Nie wszyscy tego pragną.

    Najbanalniejszym wnioskiem ze wspomnianych badań byłoby to, że lepszy trening jakikolwiek, niż jego brak. Po prostu, studia niemal zawsze się opłacają.

    PS. Zmieniona wersja tego wpisu ukazała się w Gazecie Wyborczej 3 czerwca 2021.

  • Uczelnie i kultura to drogocenne skarby

    Uczelnie i kultura to drogocenne skarby

    Diament na czarnym tle (lic. Depositphotos)

    Kampusy uniwersyteckie są równie ważnym przyczółkiem cywilizacyjnym co drogi kolejowe i infrastruktura komunikacyjna w ogólności. Uniwersytet i demokracja uniwersytecka i wolność badań naukowych i nauczania to są fundamenty kultury Zachodu.

    Jednak, jak donosi David Matthews w Times Higher Education, te fundamenty są podkopywane przez siły odśrodkowe antyunijne. Dobra wiadomość, że narasta opozycja w odniesieniu do planowanego na Węgrzech chińskiego kampusu o wartości wielu miliardów euro. To jest ewidentna część szerszej gry totalitarnych Chin, zmierzającej do zbliżenia się Węgier do Pekinu i zmniejszenia zależności od Unii Europejskiej.

    Formalnie rzecz biorąc, Uniwersytet Fudan jest głównym „publicznym” uniwersytetem badawczym w Szanghaju w Chinach, jednak nieformalnie oznacza to, że totalitarne państwo chińskie ma pełną nad nim kontrolę. To tak jak z poską TVP, formalnie jest to nadawca publiczny, jednak jej stronniczość jest ewidentna i wykazywana przez wielu obserwatorów. Jak można się przekonać, Fudan jest to jeden „z najbardziej prestiżowych i elitarnych uniwersytetów w Chinach”. Jego początki nominalne sięgają jeszcze czasów cesarskich w 1905 r.

    Obecnie Chiny i Rosja stają się coraz bardziej podejrzane w Unii Europejskiej. Jednak polityka Orbana jednoznacznie wskazuje na ocieplanie relacji z tymi dwoma autorytaryzmami (z Rosją już od dawna).

    Węgry Orbana zgodziły się na finansowaną przez Chiny kolej między Budapesztem a Belgradem, przyjęły chińskie szczepionki przeciw COVID-19. Ale gdyby tego było mało, w zeszłym miesiącu Urbanowski rząd zawetował rezolucję UE potępiającą represje Chin w Hongkongu.

    Wiktor Orban — szykując się do prawdopodobnej utraty władzy na Węgrzech — stara się nie tylko przejąć uniwersytety, w istocie je prywatyzując i oddając we władanie podporządkowanym sobie fundacjom, to jeszcze na dodatek wiąże się finansowo z szemranymi autorytatywnymi źródłami. Jak pisze David Matthews z THE, cytując ekspertów od Węgier: „rząd szuka alternatywnych źródeł pieniędzy”, wyprzedzając także niejako negatywne ruchy ze strony Unii Europejskiej.

    Według danych Węgry będą musiały wziąć 1,3 miliarda euro (niemal 5,9 mld złotych) chińskiej pożyczki na pokrycie kosztów budowy Campusu chińskiego uniwersytetu na uchodźstwie…

    Wieczorny Budapeszt z góry… Węgry (fot. lic. Depositphotos)

    Wedle umów podpisywanych na Węgrzech głównym beneficjentem tych kredytów mają być też chińskie firmy. Zatem summa summarum zapłacą za wszystko Węgrzy swoimi podatkami.

    A sprawa jest niezwykle ważna dla zamożnych beneficjentów Uniwersytetu z Chin: studentami mają być właśnie bogate dzieci bogatych chińskich rodzin. Chińscy wykładowcy mają też otrzymywać niebotyczne zarobki.

    Campus planuje się na 6000 do 8000 studentów. Co w skali samego uniwersytetu-matki, który ma tych studentów ok. 30000, jest dużą liczbą.

    Przeciwnikiem inicjatywy rządowej jest jednak burmistrz Budapesztu, Gergely Karácsony.

    Szczególnie oburzające w całej sprawie — i jakże symboliczne — jest zaproszenie chińskiego campusu po tym, jak „wyrzucono” z Budapesztu Uniwersytet Środkowej Europy (CEU, czyli Central European University). A znamienne jest też i to, że w 2019 roku Fudan wykreślił hasło „wolność myśli” ze swojego statutu i dodał przysięgę lojalności wobec rządzącej partii komunistycznej. Pomijam tutaj inne zarzuty sięgające po wiadomości od służ specjalnych.

    Mam nadzieję, że po zmianie władzy na Węgrzech w 2022 r. i wyrzuceniu do kosza umów z Chinami, te nie zwrócą się do Polski jako najbliższego sojusznika polityki rosyjskiej Putina, a jednocześnie członka UE. Byłoby to fatalne z wielu względów. Rosyjskie szczepionki i chińskie szczepionki to jest papierek lakmusowy wiarygodności. Kampusy uniwersyteckie są równie ważnym przyczółkiem cywilizacyjnym. Uniwersytet i demokracja uniwersytecka i wolność badań naukowych i nauczania to są fundamenty kultury Zachodu. Dbajmy o uczelnie i kulturę.

  • Nowy ład czy polski ład. Komentarz filologiczny

    Nowy ład czy polski ład. Komentarz filologiczny

    Nowy ład czy polski ład. Komentarz filologiczny

    Jarosław Płucienn

    Ofiary czerwonych Khmerów…. Nowego Porządku…. (By Anonymous – <http://www.adam-carr.net/travelindex13.html&gt;, Public Domain, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=1767288)

    Właśnie dowiedziałem się, że program wyborczy PiS z wykorzystaniem wsparcia funduszy Unii Europejskiej nie będzie się już nazywał Nowy Ład tylko Polski Ład.

    To bardzo ciekawe przejście i zastanawiające. Gdyby przetłumaczyć na angielski slogan wyborczy PiS Nowy Ład, to wyjdzie „New Order”.

    Kiedyś słuchałem w okolicach zmierzchu systemu zwanego komunizmem w Polsce postpunkowego zespołu tzw. Nowej Fali o nazwie Joy Division z legendarnym wokalistą Ianem Curtisem. Ta nazwa „Joy Division” była bardzo ironiczna, oznaczała aluzję do obozów Zagłady i specjalnych oddziałów wybranej grupy więźniarek niemieckiego lageru  Auschwitz-Birkenau zmuszanych do prostytucji.  – Joy Division (z niem. Freudenabteilung). W skrócie oznacza  ta nazwa nazistowski burdel na obszarach obozu Zagłady.

    Co ciekawe, Joy Division wcześniej nazywał się z polska „Warsaw”, od utworu Davida Bowie’go z 1977 r. pt. „Warszawa”.

    Ta właśnie nieoficjalna historia Joy Division powodowała, że słuchaliśmy tego ponurego i depresyjnego zespołu, a potem jego spadkobiercy o nazwie New Order ze specyficznym poczuciem bycia w opozycji do porządków komunistycznych.

    Po śmierci Iana Curtisa pozostali członkowie grupy nazwali się New Order. Wedle popularnych ujęć „natknęli się w gazecie na notkę o kambodżańskiej grupie partyzanckiej, która nosiła nazwę Ludowy Nowy Porządek Kampuczy (The People’s New Order of Kampuchea)”.

    Zatem nazwa „new order” po angielsku może kojarzyć się z komunistami i to bardzo zamordystycznymi, przypomnę, że zbrodnie tzw. „czerwonych Khmerów” w Kampuczy do dzisiaj są opisywane jako jedne z najbardziej okrutnych i wręcz antyludzkich, nie mówiąc o tym, że niecywilizowanych.

    Dlatego trzeba z satysfakcją stwierdzić, że PiS wycofuje swój slogan, po angielsku brzmiący nieco złowieszczo: „New Order”.

    Zamiast tego „Nowego Ładu” będzie „Polski Ład”. Brawo!

    Gorzej, że w Szwecji funkcjonują takie określenia jak „Polska riksdag”, polski parlament:

    „Polski parlament jest zwykle określany jako burzliwe posiedzenie bez rezultatów, które w przenośni może odnosić się do chaosu lub chaosu w ogóle.”

    Jest też Polnische Wirtschaft, czyli „negatywne określenie funkcjonujące w społeczeństwie niemieckim, dotyczące organizacji społeczeństwa polskiego. Według tego stereotypu domyślnie „polnische Wirtschaft” oznacza skrajną niegospodarność, brak planowania i manier oraz brud.”

    Słusznie PiS wziął się za te stereotypy o Polsce, w końcu mamy tyle sukcesów, Polska stanie się od teraz jak z zaczarowanej różdżki synonimem słownikowym porządku. Tak PiS, demolując praworządność w Polsce, wprowadza typowo „polski porządek”, zupełnie niezrozumiały dla cywilizowanego europejskiego świata. Tak, PiS robiąc z nieudolności i katastrof lotniczych bohaterstwo, tworzy nowy mit. Jakby „nowy porządek”, „nowy ład”. Jednym słowem, ja już nie zapomnę skojarzeń historycznych pochodzących z pierwszej nazwy sloganu wyborczego PiS.

    PS. 16.05.21 Niewykluczone jednak, że nasi co bardziej wykształceni w historii sąsiedzi będą mięli także bogatsze skojarzenia: w 1941 r. ruszyła w III Rzeszy kampania propagandowa „Europejskiego Nowego Ładu” [niem. Neuordnung], w której Niemcy miały odgrywać „przewodnią rolę”. W Polsce komentowano te plany dotyczące w skrócie „Nowego Ładu” Hitlera na łamach „Myśli Polskiej” (Maciej Ożga napisał 20 września 1941 r. artykuł pt. „Nowy Ład” Hitlera. Propaganda i rzeczywistość. Dziękuję Michałowi Stolarskiemu za zwrócenie mi uwagi na ten artykuł)

  • Projekt demokracji Unii Europejskiej – wzrasta czy więdnie?

    Projekt demokracji Unii Europejskiej – wzrasta czy więdnie?

    Warszawa, Polska. 7 stycznia 2020 r. Herb Polski i metalowa tabliczka „Sąd Najwyższy” na Placu Krasińskiego. (fot. grand-warszawski, lic. red. Depositphotos)

    Link do programu

    Szanowni Państwo,
    Wiem, że mało osób zna szwedzki, ale może ktoś jednak się skusi na debatę w serii seminariów „On State” [o państwie]
    pod tytułem:

    Projekt demokracji Unii Europejkskiej – wzrasta czy więdnie?

    Serdecznie zapraszam.

    5 maja 2021, godz. 11:00-16:30 z przerwą na lunch 12:00-13:00.

    Idea UE jako projektu demokratycznego jest punktem wyjścia dla współpracy europejskiej. Ale co dzieje się z tym projektem, gdy siły antydemokratyczne są coraz to silniejsze i coraz częściej pojawiają się kraje zmierzające w stronę autokratyczną?

    W czasie trwającej pandemii obywatele Europy stracili demokratyczne prawa, zamknięto granice, a stosunki między krajami naznaczone są podejrzliwością. Jednocześnie demokracja w Polsce i na Węgrzech jest demontowana. Co stanie się z UE jako projektem demokratycznym, jeśli ten trend się utrzyma?

    Udział w dyskusji biorą:
    Staffan I. Lindberg, profesor politologii Uniwersytetu w Göteborgu oraz dyrektor Instytutu V-Dem,
    Veronica Palm Była poseł i poseł do Parlamentu Europejskiego (S),
    Sofie Blombäck, doktor nauk politycznych, starszy wykładowca w Katedrze Nauk Humanistycznych i Społecznych Uniwersytetu środkowej Szwecji
    Jarosław Płuciennik, profesor nauk humanistycznych na Wydziale Filologicznym, w Instytucie Kultury Współczesnej Uniwersytetu Łódzkiego,
    Gabriel Byström, dyrektor generalny szwedzkiego radia, dziennikarz i autor.

    Demokratiprojektet EU – växande eller vissnande?
    Forskning
    Kultur & språk
    Samhälle & ekonomi

    Idén om EU som demokratiprojekt är utgångspunkten för det europeiska samarbetet. Men vad händer med denna grundval när antidemokratiska krafter tränger sig på, och allt fler länder rör sig i autokratisk riktning?

    Link do programu i rejestracji tutaj:

  • Dlaczego popieram strajk szkolny?

    Dlaczego popieram strajk szkolny?

    Dlaczego popieram strajk szkolny?

    Dlaczego popieram strajk klimatyczny Grety Thunberg?

    TORONTO, CANADA – 27 września, 2019: globalny strajk dla klimatu w piątek (fot. lic. Depositphotos)

    Oczywiście dlatego, że uważam jej podstawowy argument za bardzo przekonujący: „jak ja mam się uczyć spokojnie tego, co wy lekceważycie, nie robicie niczego, żeby zapobiec katastrofie, żebym ja i moi rówieśnicy mogli żyć spokojnie na naszej planecie i z nadzieją patrzeć w przyszłość.”

    Niektórzy widzą w strajku szkolnym Grety i jej naśladowców ucieczkę przed nauczaniem szkolnym. Greta miała faktycznie problemy z socjalizacją, o czym można przeczytać w rodzinnej „autobiografii” Grety.

    Bruksela. 21 lutego 2019. 16-letnia szwedzka aktywistka Greta Thunberg podczas strajku uczniów (fot. lic. Depositphotos)

    Pandemia sprawę jakby rozwiązała, jak tutaj strajkować bez wychodzenia z domu…

    Wielu nauczycieli w Polsce i na świecie stanęło na wysokości zadania, dostosowało się do nowych warunków nauczania zdalnego. Najbardziej zyskał w moich oczach jako rodzica dwóch synów jeden nauczyciel, który na którymś z przedmiotów zadał obejrzenie — ni stąd ni zowąd — programu Roberta Makłowicza o przepisach ze Szwecji.

    Mój młodszy syn bardzo się wciągnął. Oczywiście trochę tutaj pomogło i to, że ma w domu w mojej osobie miłośnika gotowania i kultury Szwedzkiej, wielokrotnie w normalnym życiu rodzinnym te tematy powracają i to pewnie często. Jednak niemal cała klasa mojego syna też jakoś dała się wciągnąć nie tylko w gotowanie, ale w poznawanie różnych kultur. Mój syn Mateusz sięgnął ostatnio także po odcinki Makłowicza opowiadające o polskim Podlasiu… na którym żyją np. także Tatarzy.

    Pandemia wedle rządu polskiego dobiega końca…

    Otwierane są szkoły.

    Reakcja: minister każe siedzieć w szkole o godzinę dłużej. Zaś nauczyciele planują coraz więcej testowania, egzaminowania, kartkówek (tych można robić więcej, kiedy nie zapowie się znacznie wcześniej). Greta Thunberg miała problemy w uspołecznieniu się w szkole szwedzkiej, która jest bardzo tolerancyjna dla indywidualności. W Polsce, obawiam się, nigdy nie wyszłaby z depresji… Czy polskiemu Ministrowi Edukacji przychodzi w ogóle do głowy, że szkoła jest po to, aby stwarzać warunki do tego, żeby uczniowi ZACHCIAŁO SIĘ uczyć, żeby zapragnął wiedzy? Że szkoła to nade wszystko relacje personalne między nauczycielami i uczniami oraz między uczniami (z różnych roczników, nie tylko rówieśników)? Jeśli stworzy się warunki, to uczniowie sami zechcą się zapoznać z „materiałem”… Dla Ministra Edukacji najważniejsze są „braki i luki materiałowe”… co za koszmarny niedouk nierozumiejący, że szkoła i edukacja to nade wszystko wartości i relacje…

    Jedyne ważne wartości dla Ministra Czarnka, to te na patriotycznych akademiach rocznicowych…

    Dlatego popieram strajk szkolny.

    Tirana w Albanii. wrzesień 2019. Najlepsza edukacja klimatyczna dla całego świata (fot. lic. Deposithotos)

    PS. W Gazecie Wyborczej 30 kwietnia 2021 ukazał się nieco zmieniony artykuł

    Popieram strajk szkolny, bo dla ministra Czarnka szkoła to tylko patriotyczne akademie

  • Przewrót kopernikański państwa PiS

    Przewrót kopernikański państwa PiS

    Układ słoneczny wedle wizji kopernikańskiej (fot. Depositphotos)

    Przewrót kopernikański państwa PiS

    Nie dość, że nasi rządzący potrafią ustanawiać nowe Konstytucje (zob. Konstytucja dla Nauki ministra Gowina), to teraz potrafią wskrzesić po pół tysiąclecia Kopernika…, ponownie odkrywają system heliocentryczny, a co! Tyle że świat jest już dawno po Eisteinie… no i po Kancie (przewrót kopernikański w filozofii…). Ale my jeszcze odkryjemy nową dyscyplinę, w której jesteśmy przodujący: biblistykę… A to że nie nowa? No cóż, ale przecież częstochowska? Naprawdę, częstochowska? Biblistyka naprawdę narodziła się wraz z reformacją, to reformacyjne hasło „Tylko pismo” (łac. Sola scriptura) dał nowy impuls do studiów nad Biblią. Interdyscyplinarnych badań, które dzisiaj obejmują swoim zakresem nie tylko nauki o kulturze i religii (sic! cokolwiek to znaczy), teologię (sic!), ale także tekstologię, literaturoznawstwo, archeologię, historię, krytykę, antropologię kulturową, mitologię i komparatystykę religioznawczą. Towarzystwo biblistyczne na świecie zrzesza 8500 członków z 80 krajów.

    To dobrze, że nasz Pan minister oraz nasze światłe ministerstwo odkrywa Amerykę po pół tysiąclecia: przeprowadza odkrycia Kopernika (który pozostawał na Indeksie ksiąg zakazanych Kościoła Katolickiego do połowy XIX wieku), sięga po odkrycie Reformacji (studia nad Biblią) oraz ponownie przeżywa przełom oświeceniowy (Konstytucja). Ale jednak szkoda, że robi to na Jasnej Górze, która ostatnio kojarzyć się może przede wszystkim z bardzo spektakularnymi zlotami ONR-u i militarnymi marszami z pochodniami. Projekt, który został dzisiaj opisany przez Gazetę Prawną jest projektem skandalicznym.

    Zrzut ekranu z infografiką Gazety Prawnej (autor JP)

    Pełna centralizacja zarządzania z podporządkowaniem politykom całej struktury. Jeśli ten projekt zostanie zrealizowany, to będziemy mieć rosyjsko-Putinowski model organizacji życia naukowego, co jest samo w sobie zaprzeczeniem nauki. Nauka jako instytucja jest fragmentem cywilizacji Zachodu, który może być przez różne inne cywilizacje naśladowany, jednak jeśli nie weźmie się pod uwagę podstaw tej instytucji: wolności badań naukowych i autonomii nauki, to wyjdzie zawsze atrapa. Zatem zamiast wielkiego przewrotu kopernikańskiego, będziemy mieć naukę z dykty. Państwo zaczęło ostatnio przypominać już papierowe (typ papieru do wyboru), ale nauka jeszcze zachowała resztę autonomii. Zamiast pomnika Kopernika przed Pałacem Staszica w Warszawie, w którym mieści się kilka instytutów PAN, będziemy mieć pomniki z dykty w kilku miejscach w Polsce. Ale na tę dyktę będą olbrzymie pieniądze… Tak to się plecie w tym dziwnym polskim świecie…

    PS. Dla ministra Czarnka: sądzę, że jest pan w świetnym towarzystwie Paula Feyerabenda, który uważał, że w nauce „wszystko ujdzie” (hasło „anything goes” z „Against Method” z 1975 r.), nie ma żadnych metod. Pan chyba też tak myśli. Gorzej, iż może się pan spotkać też z wyznawcami nihilizmu, wedle których nie ma żadnych wartości poza pragmatyzmem politycznym… No cóż, to kolejne może odkrycie dla Pana z okresu renesansu: „Książę” Niccolo Machiavelego. Ale może Pana przeceniam…

    PS. Nowy system bardziej przypomina znane skądinąd metafory, na przykład metafory fraszki:

    Jan Kochanowski: O żywocie ludzkim

    Fraszki to wszytko, cokolwiek myślemy, Fraszki to wszytko, cokolwiek czyniemy;
    Nie masz na świecie żadnej pewnej rzeczy, Próżno tu człowiek ma co mieć na pieczy.
    Zacność, uroda, moc, pieniądze, sława, Wszystko to minie jako polna trawa;
    Naśmiawszy się nam i naszym porządkom, Wemkną nas w mieszek, jako czynią łątkom.

    Wersję tego wpisu można także przeczytać w Gazecie Wyborczej 20.04.21

  • Matrioszka i idealna rozdzielczość języka. O trudnej sztuce pisania abstraktów

    Matrioszka i idealna rozdzielczość języka. O trudnej sztuce pisania abstraktów

    Matrioszka i idealna rozdzielczość języka. O trudnej sztuce pisania abstraktów. Najnowsze badania abstraktologiczne mają praktyczne zastosowania

    Metafora rosyjskich lalek, tzw. matrioszek dobrze oddaje atrakcyjność żargonu specjalistycznego (il. Depositphotos)

    Humaniści często lekceważą abstrakty, nazywając je streszczeniami. Zdarzają się abstrakty bardzo krótkie, niedbałe, bez właściwego oznaczenia tzw. słów kluczowych. Konieczność publikacji w czasopismach indeksowanych w międzynarodowych bazach danych — wprowadzona ostatnimi zmianami w prawie o nauce w Polsce — wymusza jednak zapoznanie się z podstawami „abstraktologii”.

    Całkiem niedawno ukazał się artykuł dwóch młodych biologów włoskich dotyczący sztuki pisania abstraktów. Alejandro Martínez to biolog ewolucyjny a Stefano Mammola to ekolog, obaj pracują w National Research Council w Pallanza we Włoszech. (Martínez, Alejandro, i Stefano Mammola. „Specialized terminology reduces the number of citations of scientific papers”. Proceedings of the Royal Society B: Biological Sciences 288, nr 1948 (14 kwiecień 2021): 20202581. https://doi.org/10.1098/rspb.2020.2581.)  Korzystając z Web of Science, platformy internetowej, która umożliwia subskrybentom dostęp do baz danych publikacji naukowych, zebrali i przebadali 21486 artykułów poświęconych badaniu jaskiń. Speleologia (łac. spelaeum z gr. σπήλαιον „jaskinia” i -λογία od λόγος „mowa, nauka”)  to nauka o jaskiniach. Speleolodzy badają takie sprawy jak geneza i rozwój jaskiń, mikroklimat, stosunki wodne, przyroda ożywiona – flora i fauna itp., zagadnienia ochrony środowiska. Jaskinie badane są też w ramach geologii, hydrogeologii, paleontologii, archeologii, turyzmu. Speleolog może także uprawiać sport, rodzaj alpinizmu podziemnego. Ale to inna historia. Ostatnio jaskinie stały się także miejscem badań na nietoperzami, które — jak wiadomo — są niezwykle ważne w wirusologii i epidemiologii.

    Zdjęcie własne autora w jednej z jaskiń Czeskiego Raju (2019 r.)

    A teraz małe doświadczenie mentalne. Przeczytajcie państwo zdanie:

    Odwiedziłem dziś dwa ciemne miejsca pod ziemią, w których żyje wiele zwierząt.

    Zrozumieliście Państwo?

    To jest zdanie wyprodukowane przeze mnie przy użyciu 1000 najczęściej używanych słów w języku angielskim, potem przetłumaczone na język polski.

    Chciałem napisać: Byłem dzisiaj w dwóch jaskiniach znanych ze swojej bioróżnorodności! Ale takie zdanie nie jest akceptowane przez program sprawdzający, czy używamy tych właściwych, najczęstszych słów. Program jest dostępny za darmo publicznie w Internecie:  TUTAJ.

    Tak wyglądał abstrakt mojego ostatniego artykułu opublikowanego w międzynarodowym punktowanym czasopiśmie wrzucony do programu:

    Sądzicie państwo, że to jest zabawne? To jest bardzo poważny problem naukowy i społeczny. To jakim językiem się posługujemy wyraźnie decyduje o wielu sprawach w naszym życiu. W życiu naukowym także. Raczej powszechne jest przekonanie, że im bogatsze słownictwo, tym bogatsze poznanie świata. Słynny przykład z nazwami kolorów bywa często używany, aby wyjaśnić magię słownika: zwykły użytkownik języka, ktoś amatorski używa na co dzień maksymalnie do 20 nazw kolorów, natomiast plastyk ciągle grzebiący w obszarach widzialności dysponuje prawie setką nazw kolorów.

    Wydawałoby się, że im bardziej szczegółowy ogląd świata, tym bardziej szczegółowy język jest nam potrzebny. Jednak sprawa nie jest tak prosta. Bo im bardziej szczegółowego języka używamy, tym mniej komunikatywni się stajemy. I zamykamy się w swoich wieżach z kości słoniowej.

    Wydaje się, że można byłoby posłużyć się tutaj metaforą dotyczącą rozdzielczości: możliwość zrozumienia i ogarnięcia mentalnego także jest zdeterminowana właściwą rozdzielczością, jeśli jest ona za mała, lekceważymy wiadomość jako mało ekspercką, jeśli zaś jest ona za duża — tekst przeładowany jest żargonem i ekspercką terminologią – odpadamy mentalnie, jeśli poszukujemy czegoś konkretnego, giniemy w gąszczu.

    Sprawa w rozwoju indywidualnym jest fascynująca, ale jeszcze więcej problemów niesie społeczne życie naukowe, wiadomo, że im bardziej rozwinięta gałąź wiedzy, tym większy zasób terminologii specjalistycznej, słów, pojęć i terminów, które dla większości użytkowników stają się niezrozumiałe. Aparatura pojęciowa już w 1934 roku przez Ajdukiewicza była określana jako rodzaj podstawowego narzędzia decydującego o naszym obrazie świata. (zob. Ajdukiewicz Kazimierz, Obraz świata i aparatura pojęciowa, w orginale niem. Das Weltbild und die Begriffsapparatur”, „Erkenntnis” IV, 1934, 259-287) Jednak ta sama aparatura, która bywa wielkim odkryciem, dla większości użytkowników jest nic nie mówiącym żargonem. Jak piszą ostatnio wspomniani na wstępie biolodzy zajmujący się językiem „jaskiniowców”, tzn. inter- i multidyscyplinarnego grona badającego życie jaskiń, „w dobie interdyscyplinarności stosowanie żargonu może utrudniać skuteczną komunikację między naukowcami, którzy nie mają wspólnego zaplecza naukowego.” Ci włoscy badacze nawiązywali do wcześniejszych szwedzkich badań nad „czytelnością” tekstów naukowych (Plavén-Sigray, Pontus, Granville James Matheson, Björn Christian Schiffler, i William Hedley Thompson. „The readability of scientific texts is decreasing over time”.) Kult żargonu był już krytykowany wielokrotnie, ale najbardziej przez artykuł Scotta z 1989 r. (Montgomery, Scott L. „The cult of Jargon: Reflections on language in science”. Science as Culture 1, nr 6 (1 styczeń 1989): 42–77.)

    Martinez i Mammola zbadali związek między używaniem żargonu a cytowalnością. Rzecz jest niezwykle istotna dla naukowców i życia naukowego zwłaszcza od 2005 roku, kiedy to J. E. Hirsch opublikował swój słynny artykuł o mierzeniu wpływu publikacji, od tamtego czasu pisze się i mówi o tzw. indeksie Hirscha (h-index). (Hirsch, J. E. „An Index to Quantify an Individual’s Scientific Research Output”. Proceedings of the National Academy of Sciences 102, nr 46 (15 listopad 2005): 16569–72.)

    Włoscy badacze, ewolucyjny biolog i ekolog, wykorzystali 21486 artykułów „jaskiniowców”, czy lepiej: „jaskiniologów” — ta multidyscyplina szczególnie dobrze się nadaje, bo często występują w niej różnice językowe między badaczami i to nie tylko u tych, którzy reprezentują inne dyscypliny naukowe. Martinez i Mammola wykazali w konkluzji „istotny negatywny związek między proporcją żargonowych słów w tytule i streszczeniu a liczbą cytowań, jakie otrzymuje artykuł”. Jeśli pamiętać, że algorytmy przeszukujące bazy danych oraz realni czytelnicy traktują streszczenia i słowa klucze jako „atraktory” zrozumiałe staje się wezwanie naukowców do delegowania żargonu do tych fragmentów artykułów, w których jego użycie jest nieuniknione, natomiast wyzbycie się nadmiaru – na ile możliwe jest ocenienie tego — terminologii specjalistycznej z abstraktu i słów kluczy.

    Autorzy przyznają, że żargon, choć początkowo trudny, skupia lata wiedzy w precyzyjnym obrazie w umyśle, jest esencją dawniejszych badań naukowych, jest skrótem dorobku naukowego poprzedników. Włosi posługują się tutaj metaforą rosyjskiej „matrioszki” — każdy nowy termin wzbogaca początkową wiadomość o informacje, porządkując i systematyzując koncepcje w korpusie naukowym.  W podsumowaniu autorzy omawianego badania stwierdzają, że żargon może co prawda mocno pomagać w przekazywaniu idei, ale może częściej przyczyniać się do podziału na sztucznie zdefiniowanych „znawców” oraz „amatorów”, wzmacniając izolację naukowców w ich znanych z literatury krytyków świata akademickiego — wieżach z kości słoniowej.

    Chociaż można było wyciągnąć wniosek, że żargonu zasadniczo należy unikać, to byłby to wniosek błędny: w abstrakcie, który nie jest zwykłym streszczeniem, trzeba osiągnąć odpowiednią rozdzielczość percepcyjną wirtualnego czytelnika. Błędnie brzmi część definicji z Wikipedii:

    „Abstrakt – **streszczenie** publikacji naukowej lub książki, w którym w formie **maksymalnie** skondensowanej **z jak największą liczbą słów kluczowych**, zawarte są podstawowe informacje o tezie artykułu, metodyce przeprowadzonych badań, najważniejszych wynikach oraz wnioskach.”

    W tym kontekście abstrakt to ani nie po prostu streszczenie, ani nie maksymalna kondensacja z jak największą liczbą słów. Co więcej, według wspomnianych Włochów pojawia się także inny wniosek: w abstraktach osiągnąć należy odpowiednią rozdzielczość percepcyjną terminologii specjalistycznej, jeśli piszemy artykuł, który potem indeksowany jest w bazach. Natomiast jeśli aplikujemy o granty, lepiej jest być jak najbardziej eksperckim: najwięcej sukcesów miały aplikacje grantowe, które były najeżone żargonem. Można zauważyć, że w przypadku publicznie dostępnych abstraktów, czytają je jedynie chętni do czytania, natomiast abstrakty grantowe są oceniane przez wąską grupę specjalistów, którzy oceniają projekty, umieszczając je w szerszej perspektywie wiedzy wąsko specjalistycznej.

    Idealna rozdzielczość w naukowych artykułach nie może być tą samą rozdzielczością, która byłaby wymagana przez popularyzację nauki: w takich kontekstach 1000 najczęściej używanych słów byłoby bardzo przydatne, żeby potencjalnie każdy człowiek „z ulicy” mógł zrozumieć, o co chodzi w naszych badaniach.

    Zatem – podsumowując —  kilka wniosków:

    • Nie pisz streszczenia, napisz abstrakt;
    • Pisząc abstrakt artykułu indeksowanego w otwartym dostępie, zastanów się nad nasyceniem terminologią, ogranicz ją do niezbędnego minimum;
    • Pisząc artykuł nie unikaj specjalistycznego żargonu, ale ogranicz go do miejsc niezbędnych;
    • Aplikując o granty, pisz projekt i abstrakty bardzo specjalistyczne, nie mówisz do ludzi z ulicy, tylko piszesz dla wysoko ocenianych przez środowisko specjalistów;
    • Jeśli mówisz do ludzi, mów ich językiem, najlepiej najprostszym, najczęściej używanym.

    Obraz Benjamina Franklina w niskiej rozdzielczości…

    PS. 22 września 2021 r. opublikowałem artykuł z Anną Zatorą, w którym wykorzystałem część myśli tego wpisu. Płuciennik, Jarosław, i Anna Zatora. „Matryoshka and Perfect Language Resolution. On the Complex Art of Writing Abstracts”. Zagadnienia Rodzajów Literackich LXIV, nr 1 (22 wrzesień 2021): 185–93. https://doi.org/10.26485/ZRL/2021/64.1/1.

    „Matrioszka i idealna rozdzielczość języka. O trudnej sztuce pisania abstraktów”. Zagadnienia Rodzajów Literackich 64, nr 1 (2021). https://doi.org/10.26485/ZRL/2021/64.1/12.

  • Hybrydowe uniwersytety

    Hybrydowe uniwersytety

    Uczelnie — nie tylko niemieckie — będą hybrydowe także w przyszłości

    Chimera złożona z pstrąga i kota reprezentuje hybrydę, ale nie jest to chyba dobra ilustracja hybrydowego nauczenia na uczelniach dzisiaj. (fot. Depositphotos)

    Bardzo ciekawe dane doszły z RFN z ankiety przeprowadzonej na 171 uniwersytetach przez Niemiecką Służbą Wymiany Akademickiej (DAAD): 53 procent ankietowanych nadal spodziewa się, że w semestrze zimowym 2021/22 będziemy korzystać ze zdalnych łączy i uczenia się cyfrowego. (Ankieta jest dostępna TUTAJ) To daje dużo do myślenia. Wszystko wynika z tego, że ludzie przewidują, iż pandemia nadal się nie skończy, ale — co równie ciekawe — ankietowani uznają zalety utrzymania części nauki w formie cyfrowej. Optymiści preferujący spotkania tradycyjne w salach uniwersyteckich są naprawdę w mniejszości — to tylko 3 procent.

    Pesymizm, jeśli idzie o pandemię to jest tylko jeden aspekt. David Matthews z Times Higher Education (tekst tutaj) cytuje wypowiedź przewodniczącego niemieckich rektorów Petera André Alta: „Może to być niemiecki niepokój lub bardziej realistyczny pogląd”. Faktycznie wielu zarządzających uniwersytetami pragnie uniknąć gwałtownych — kosztownych — ruchów, jak i — nauczeni doświadczeniem — wielu zachowuje ostrożność.

    Na uwagę zasługuje uwaga rzecznika DAAD: „Nowo ulepszone cyfrowe narzędzia, metody i praktyki nauczania pozostają na dobre”.

    Ankietowani byli pracownicy edukacyjni w liczbie 700 i tylko 18 procent chce powrotu do „czysto fizycznego nauczania”. Większość jest przekonana do różnego typu hybrydowego nauczania.

    Wiele uniwersytetów podkreśla, że takie narzędzia jak ankieta wielokrotnego wyboru online na zakończenie wykładu sprawdziły się dobrze, wielu zobaczyło, że to może działać i wzbogacać tradycyjne wykłady o interaktywność i feedback tak potrzebny do doskonalenia się.

    Ciekawie jawi się jednak to, że większość ankietowanych (ponad 70%!) optymistycznie patrzy na powrót międzynarodowych studentów: w ich przypadku rezygnacja z pobytu zagranicznego jest rezygnacją z bardzo istotnego elementu wykształcenia, niezastępowalnego przez „onlajny”…

    Z tego można wnioskować, jeśli badania niemieckie byłyby powtarzalne także w innych miejscach na świecie, że studia się przeobrażą, ale nowa forma na pewno będzie hybrydowa. Jeśli nie można sobie wyobrazić likwidacji wymiany międzynarodowej, to dlaczego możemy wyobrazić sobie likwidację wyjazdu do innego miasta na studia w Polsce?

    Ankieta DAAD daje do myślenia, mnie upewniła w tym, że nie tylko kształcenie laboratoryjne w naukach przyrodniczych potrzebuje fizycznej obecności w przestrzeniach akademickich, potrzebują jej wszyscy. Choć ilość i jakość tej obecności na pewno się zmieni. I będzie się zmieniać w przyszłości. Ponownie muszę powiedzieć: kształcenie uniwersyteckie, tak jak każde kształcenie, to nie jest „nabywanie”, „gromadzenie” wiedzy: wiedza nierozłącznie kojarzy się z postawami i umiejętnościami, a te wykuwa się w praktyce, często właśnie fizycznej, w kontakcie z zespołem, grupą, z którą trzeba współpracować.

    Warto też zwrócić na marginesie uwagę, że ankietowanie wynikało z tego, że uniwersytety cieszą się sporą autonomia i regionalną samorządnością. DAAD chciało się dowiedzieć, jaka była praktyka a czasie pandemii w uczelniach niemieckich. W Polsce nadal mamy ręczne zarządzanie światem akademickim i centralizacja.

    Na koniec muszę wyraźnie podkreślić, że świat uniwersytetów różni się znacząco do edukacji na wcześniejszych etapach rozwoju człowieka, hybrydyzacja z jednej strony jest znacznie łatwiejsza ze względu na samodzielność podmiotową uczestników edukacji, z drugiej zaś ta samodzielność (częste samodzielne mieszkanie także) i dojrzałość zwiększa także nie tylko ambicje, ale i mobilność.

    Dyplomowanie i kończenie studiów, to nie jest sprawa wyłącznie mejla i „onlajnów” (il. Deposithotos)