Blog

  • Uczelnia za głosy Kukiz15?

    Uczelnia za głosy Kukiz15?

    Ilustracja korupcji (lic. Depositphotos)

    Ustawa siłowo uchwalona w polskim Sejmie 11 sierpnia 2021 z pogwałceniem reguł praworządności jest ciosem w demokrację i wolne media. Nie ma co do tego wątpliwości. Partia Jarosława Kaczyńskiego niszczy stację telewizyjną będącą w pewnym sensie współczesnym „Głosem Ameryki” w Polsce (starsi pamiętają jeszcze „Radio Wolną Europę”), ale głosem na wskroś polskim i dla wielkiej grupy Polaków. Dlatego protestowałem, protestuję i będę protestował przeciwko manipulacji i bezprawiu, które dokonały się wczoraj w polskim parlamencie.

    Jednak w cieniu tych ważkich wydarzeń (finalizowany pełzający zamach stanu pod władzą Kaczyńskiego i oddanemu mu PiS) dzieje się też sporo w obszarze szkolnictwa wyższego.

    Jak donosi Gazeta Wyborcza, ustawa przekształcająca Uczelnię Państwową im. Szymona Szymonowica w Akademię Zamojską w ubiegłym tygodniu została odrzucona przez Senat. W środę 11 sierpnia 2021 podczas oburzających głosowań w Sejmie, posłowie odrzucili uchwałę Senatu. Teraz ustawa trafi do podpisu prezydenta.

    Uczelnia, o którą idzie, powstała w Zamościu w 2005 roku jako zwykły PWSZ. Od 1 września 2019 roku PWSZ w Zamościu zmieniła nazwę na: Uczelnia Państwowa im. Szymona Szymonowica w Zamościu. Na mocy rozporządzenia ministra. Szymon Szymonowic to jest wielki patron z renesansowego Zamościa, świetnie pasują te tradycje do świata akademii.

    Ta szkoła wyższa — prowadząca przede wszystkim kilka studiów licencjackich i pielęgniarstwo magisterskie — nie podaje na swojej stronie żadnych informacji na temat liczby studentów i pracowników. Jest sporo promowania studiów podyplomowych. Domyślam się, że studentów i pracowników jest tam niewiele.

    Zmiana na Akademię jest dokonana z pogwałceniem obowiązującego — niedobrego co prawda, ale jednak — polskiego prawa, które umożliwia korzystanie z zaszczytnego miana Akademii (słowo z języka greckiego odnoszone czasami do całości świata uniwersytetów) tylko uczelniom mogącym doktoryzować w co najmniej dwóch dyscyplinach naukowych.

    Problem tylko pozornie nie ma związku z uchwaleniem LexTVN. Śmiem twierdzić, że ta sprawa mogła być jedną z kart przetargowych, aby korumpować politycznie reprezentantów KUKIZ’15.

    Co ciekawe, jak można poczytać w Gazecie Wyborczej, ustawę tworzącą nową uczelnię forsował zamojski poseł Kukiz’15 Jarosław Sachajko – ten sam, który w środę przyczynił się do reasumpcji głosowania, ten sam, który tłumaczył jeszcze przed kamerami, że przecież „nikt nie umarł”. A potem zagłosował za anty-TVN-owską ustawą.

    Dzieje się to w sytuacji fatalnego położenia finansowego wielu już istniejących akademii i uniwersytetów. Ale autorzy tłumaczą, że akademię trzeba stworzyć, bo mamy Ojczyznę w niebezpieczeństwie. Larum grają! Trzeba wzmocnić Naród i Państwo. Grozi im „bardzo mocny atak na tożsamość kulturową i cywilizacyjną Polek i Polaków”. Misja nowej Akademii ma być wyrażona w dewizie: „Bóg, Honor i Ojczyzna”.

    Jednym słowem: powstanie akademia od akademii patriotycznych i kolejna szkoła wyższa podporządkowana jednej instytucji religijnej. Państwowa akademia, której rektorem ma ponoć zostać słynny pan Skrzydlewski, doradca ministra Czarnka, ten, który zasłynął powiedzeniem o umacnianiu „cnót niewieścich” u współczesnych „dziewcząt i kobiet”.

    Nie potrafię ukrywać swojego oburzenia: finanse publiczne służą korupcji politycznej i niszczeniu kultury uniwersyteckiej. Najpierw cios zadała ustawa Gowina, teraz kończy dzieło przywódca talibów w PiS — minister Czarnek.

    Kukiz15 został obdarowany za pośrednictwem Jarosława Sachajki? Czy to jest korupcja polityczna kosztem świata akademickiego?

    W cieniu zamachu stanu, przestępstwa urzędniczego marszałek Witek, podeptania parlamentaryzmu dokonało się prawdopodobnie także podeptanie prawa o szkolnictwie wyższym, ale nade wszystko kolejne upodlenie świata akademickiego. Trudno jest w takiej sytuacji mówić i pisać, jak robił to we Lwowie przed II wojną światową w 1932 roku profesor Kazimierz Twardowski — o dostojeństwie uniwersytetu.

    Człowiek korumpowany (lic. Depositphotos)

    PS. 13 sierpnia 2021 tekst ukazał się w Gazecie Wyborczej pt.

    Prof. Jarosław Płuciennik: W cieniu „lex TVN” powstaje akademia od akademii patriotycznych

  • Istnienie cyfrowe – argument konstruktywistyczny

    Istnienie cyfrowe – argument konstruktywistyczny

    Co nie ma cienia, istnieć nie ma siły… pisał Czesław Miłosz.

    Istnienie czystej informacji bez życia w postaci RNA wirusów zadało kłam tej ładnej, ale tradycyjnej tezie, która wspierana jest przez tzw. zdroworozsądkowy punkt widzenia. To jest coś w rodzaju przesądu obecnego w naszym mówieniu o „wschodzie i zachodzie słońca”. Skądinąd przecież znamy i uznajemy zwrot kopernikański, a ciągle mówimy tak, jakby to słońce miało obiegać ziemię.

    Teraz trzeba jednak zmodyfikować Miłoszowe poetyckie twierdzenie i ująć inaczej: czego nie można ukraść, to nie ma wartości….

    The Economist dzisiaj donosi:

    Zdecentralizowana sieć finansowa twierdzi, że hakerzy włamali się na jej platformę. Uważa się, że ponad 600 milionów dolarów w kryptowalucie zostało skradzione z Poly Network, która pozwala ludziom wymieniać się tokenami cyfrowymi zbudowanymi na różnych blockchainach. To sprawiłoby, że kradzież byłaby jedną z największych w historii w krypto-krainie. Przewodniczący amerykańskiej Komisji Papierów Wartościowych i Giełd, regulatora finansowego, powiedział niedawno, że takie platformy DeFi powinny lepiej chronić inwestorów.

    PS. Wiara Miłosza

    Wia­ra jest wte­dy, kie­dy ktoś zo­ba­czy 
    Li­stek na wo­dzie albo kro­plę rosy 
    I wie, że one są – bo są ko­niecz­ne. 
    Choć­by się oczy za­mknę­ło, ma­rzy­ło, 
    Na świe­cie bę­dzie tyl­ko to, co było, 
    A liść unio­są da­lej wody rzecz­ne. 

    Wia­ra jest tak­że, je­że­li ktoś zra­ni 
    Nogę ka­mie­niem i wie, że ka­mie­nie 
    Są po to, żeby nogi nam ra­ni­ły. 
    Pa­trz­cie, jak drze­wo rzu­ca dłu­gie cie­nie, 
    I nasz, i kwia­tów cień pada na zie­mię: 
    Co nie ma cie­nia, ist­nieć nie ma siły. 

    ŚWIAT
    (Po­ema na­iw­ne)
    http://www.mi­losz.pl/w_swiat.php

  • Przyjemność — zawsze warto rozmawiać

    Przyjemność — zawsze warto rozmawiać

    Z cyklu Chynchy akademickie, dzisiaj rozmowa (27 lipca 2021) z dr Katarzyną de Lazari-Radek na temat jej najnowszej książki monografii Lazari-Radek, Katarzyna. Godny pożądania stan świadomości. O przyjemności jako wartości ostatecznej. Łódź: Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego, 2021. Udział bierze autorka oraz prof. dr hab. Paweł Łuków (Uniwersytet Warszawski)

    Książka tutaj

  • Wzniosłość i katastrofa klimatyczna

    Wzniosłość i katastrofa klimatyczna

    Wzniosłość i katastrofa klimatyczna

    Oglądanie katastrofy (fot. lic. Depositphotos)

    „Jaka piękna katastrofa!” To może być okrzyk prawdziwego zachwytu nad wspaniałą konstrukcją dramaturgiczną w teatrze podczas spektaklu, powiedzmy, oglądając „Hamleta” Szekspira. Wydaje się, że katastrofa, jako zwrot akcji, jest estetycznie interesująca, ciekawa i zajmująca. Ale katastrofa jako zniszczenie, kompletny upadek, potocznie rozumiana „apokalipsa” powinna przecież być postrzegana w kategoriach raczej przerażenia, trwogi. No i może przez część ludzkości jest tak postrzegana. Jednak inna część przygląda się spektaklowi, bo to co się dzieje na scenie, „ich nie dotyczy”.

    Kategoria piękna już w XVIII wieku, kiedy rodziła się „estetyka” jako dyscyplina wiedzy, często zastępowana była starożytną kategorią wzniosłości. Ta kategoria jest obecna w retoryce od antyku, jest prawie tak stara jak nasza era, ale dopiero XVIII wiek uczynił z niej modne słowo, zwłaszcza w Europie Zachodniej, a jeszcze bardziej na Wyspach Brytyjskich. Tam właśnie żył i pisał Edmund Burke, który przeszedł do historii nie jako teoretyk estetyki wzniosłości, ale jako praktyk i teoretyk konserwatyzmu politycznego, był także aktywnym konserwatywnym politykiem i jego refleksje na temat rewolucji francuskiej stały się klasyką analiz konserwatywnych.

    Jego właśnie przypomina w tym tygodniu The Economist w odredakcyjnym wstępniaku poświęconym katastrofie klimatycznej. „A 3°C world has no safe place”. The Economist, 24 lipiec 2021. (link tutaj) Burke opublikował „A Philosophical Enquiry Into The Origin Of Our Ideas Of The Sublime And The Beautiful” w 1757. The Economist zwraca uwagę na wcześniejsze doświadczenie autora tej fundamentalnej rozprawy w 1745 r., kiedy dane mu było w Dublinie obserwować rzekę Liffey wylewającą z brzegów i podmywającą fundamenty domu, w którym siedział. Wtedy miał doznać młody Edmund Burke niejednoznacznego, tajemniczego doświadczenia dreszczu. „Człowiek, który miał później założyć nowoczesny konserwatyzm, czerpał inspirację z tego doświadczenia w późniejszym eseju na temat wzniosłości, pisząc o niezrównanej radości, jaką może wywołać straszliwe zniszczenie — pod warunkiem, że ogląda się je z pewnej odległości.”

    Sporo o tym już pisałem, nie chcę się powtarzać, ale katastrofa obserwowana z bezpiecznego miejsca jest niezwykle ekscytująca. Przypomnijcie sobie państwo te długie godziny przed telewizorem w obserwacji walących się wież World Trąd Center w 2001 r. „Jaka piękna katastrofa…”

    Autorzy wstępniaka w The Economist przypominają rzeczne doświadczenie Burke’a z powodzią z powodu — oczywiście — ubiegłotygodniowych powodzi i burz w Europie Zachodniej oraz pożarów w Ameryce. Negacjoniści klimatyczni mogą oczywiście wskazywać, że w wielu krajach tegoroczne lato jest wyjątkowo zimne, argumentując: „jakie globalne ocieplenie?!”. Jednak fakty są przerażające zwłaszcza w miejscach dotychczas wyjątkowo zimnych (Arktyka, Antarktyka, Skandynawia Północna, Syberia), albo nadzwyczajnie ciepłych. To co się szykuje (globalne ocieplenie zbliżające się do 3 stopni C, choć na razie 1 stopień C więcej niż za czasów powodzi Burke’a) sprawi, że nie będzie miejsc bezpiecznych, nie będzie gdzie umościć się jako widz spektaklu o nazwie: „jaka piękna katastrofa”.

    O wzniosłości napisałem kilka książek, zwłaszcza „Infinity in Language”, „Retoryka wzniosłości w dziele literackim” oraz „Figury niewyobrażalnego”, zajmuję się nią od strony literackiej i kulturowej od prawie ćwierćwiecza. Nie sądziłem, że wróci do mnie w takim kontekście.

    Antropologia Burke’a nie była optymistyczna, widział on w człowieku wielkość, ale i zło. Podobnie jak polski, litewski, białoruski, żydowski, wielokulturowy Adam Mickiewicz:

    Człowieku! gdybyś wiedział, jaka twoja władza!
    Kiedy myśl w twojej głowie, jako iskra w chmurze,
    Zabłyśnie niewidzialna, obłoki zgromadza,
    I tworzy deszcz rodzajny lub gromy i burze;
    Gdybyś wiedział, że ledwie jednę myśl rozniecisz,
    Już czekają w milczeniu, jak gromu żywioły,
    Tak czekają twej myśli – szatan i anioły;
    Czy ty w piekło uderzysz, czy w niebo zaświecisz;
    A ty jak obłok górny, ale błędny, pałasz
    I sam nie wiesz, gdzie lecisz, sam nie wiesz, co zdziałasz. (Duch w Prologu Dziadów III)

    Człowiek to wielka możliwość kreacji, ale też fatalność zniszczenia. Jeszcze nie jest za późno, tylko musimy zrozumieć, że niedługo nie będzie już widowni, wszystko zamieni się w scenę wielkiej katastrofy.

    zrzut ekranu ze wstępniaka The Economist (fot. JP)
  • Letnie gadanie — Indoktrynacja a nauka

    Letnie gadanie — Indoktrynacja a nauka

    Autor w stylu „Letnie gadanie” (to jest cykl wypowiedzi w programie PR 1 Sveriges Radio)

    „Lewacka indoktrynacja” a nauka

    „Chcemy nauki bez lewackiej indoktrynacji” powiedział pewien polityk. Co to jest lewacka indoktrynacja? Czy to jest termin naukowy? Jako o słowie wytrychu leksykonu „dobrej zmiany” pisali już autorzy Katarzyna Kłosińska i Michał Rusinek w haśle „Lewak” („Dobra zmiana, czyli jak się rządzi światem za pomocą słów”, 2019, s. 110-114), nie chciałbym  powtarzać, że jeszcze niedawno najbardziej typowe użycia słowa lewak i pochodnych to były wypowiedzi, w których znaleźć można wyrażenia takie jak: „lewacy wywołali zadymę”, „anarchizujący lewak”, lewacki terroryzm”, czy „lewacka bojówka”. 

    Okładka książki „Głupota. Nieoficjalna biografia” 2019 (fot. JP)

    Szczególnie uderzające jest jednak właśnie „lewactwo”, utworzone na wzór leksemów „prostactwa”, „robactwa”, „buractwa”. 

    Czy jest możliwa nauka bez indoktrynacji? 

    Nie jest możliwa nauka bez indoktrynacji, bo nauka posiada metodologiczne doktryny, wzorce, paradygmaty. Nauka, instruowanie, wiedza, to inaczej po łac. doctrina, to teoria (z greckiego słowa oznaczającego ogląd, tego samego słowa, które mamy w „teatrze”, w którym ogląda się widowiska), teoria może mieć różne wersje. Słowo „doctrina” pochodzi od doctor, nauczyciel, uczony, mistrz. 

    A może indoktrynacja w tej inkryminowanej wypowiedzi to „świadomy i systematyczny proces, którego celem jest wpojenie człowiekowi określonych ideologii i doktryn, zwłaszcza politycznych lub społecznych, korzystający z propagandy”? (popularna definicja)

    No więc mam wrażenie, że to co proponują politycy, to właśnie indoktrynowanie nauki. Bo nauka jest oparta na badaniach, a nie na mniemanologii stosowanej, jak chciałby minister Czarnek, kiedy przygotowuje zmiany w prawie gwarantujące „wolność głoszenia światopoglądów na uczelniach”. 

    Tak, rządzący dzisiaj politycy w Polsce są antynaukowi, anty oświeceniowi, są przeciwnikami wiedzy jako takiej. Przypomnę, że na świecie także się tacy zdarzają, „Scientific American” rok temu poparł Joe Bidena, gdyż Donald Trump był otwarcie antynaukowy i wspiera do dzisiaj różne spiskowe teorie. (pisałem o tym na tym blogu tutaj) Trump był antyoświeceniowy w wielu tego słowa sensach. Oczywiście istnieje w refleksji nad kulturą nowoczesności olbrzymi obszar krytyki spuścizny oświecenia, jednak ta krytyka ma także swoje naukowe rygory, warunki, argumenty i nie może negować naukowości i jej procedur. 

    Wedle  słynnej, a cytowanej na całym świecie w charakterze kuriozum antydemokratycznego, wypowiedzi ministra Waszczykowskiego: 

    „Poprzedni rząd realizował tam [w mediach] określony lewicowy program. Tak jakby świat według marksistowskiego wzorca musiał automatycznie rozwijać się tylko w jednym kierunku – nowej mieszaniny kultur i ras, świata złożonego z rowerzystów i wegetarian, którzy używają wyłącznie odnawialnych źródeł energii i walczą ze wszelkimi przejawami religii. To ma niewiele wspólnego z tradycyjnymi polskimi wartościami – wyjaśnił szef naszej dyplomacji.”

    Taka wypowiedź miała miejsce w niemieckim „Bild” w 2016 r. I odbiła się szerokim echem, jest już cytowana w książkach (ostatnio spotkałem ją w książce o zagrożeniu demokracji Martina Gelina i Erika Asarda „Hotet mot Demokratin” 2019). 

    Kiedy Greta Thunberg woła: „ja chcę, żebyście tylko słuchali nauki i robili, tak jak ona wskazuje”, domaga się oparcia działania na wiedzy. Wiedzy, która nie tylko wyklucza płaskoziemców, antyszczepionkowców, homeopatów i różdżkarzy ze świata akademii, ale która każe także nazywać głupotą to, co się wiedzy sprzeciwia (zob. Lamża, Światy równoległe, 2020 i „Głupota. Nieoficjalna biografia, pod red. J.F. Marmiona, 2019). To, o czym pisze Waszczykowski, „świat wielokulturowy”, w którym dba się o środowisko naturalne używając ekologicznych środków lokomocji i ograniczając nieekologiczne „produkcje”, jest światem stosującym nauki współczesne – fizykę, chemię, medycynę ale i kulturoznawstwo. W tym ostatnim całe tomy napisano o złożonej tożsamości kulturowej człowieka. 

    Jedynie w indoktrynacji politycznej znajdziemy świat jednowymiarowy i jednoznaczny, bardzo często jednopartyjny.

    PS. Zmieniona nieco wersja tego wpisu ukazała się 25 lipca 2021 w GW http://Rządzący Polską politycy PiS są antynaukowi i antyoświeceniowi. To przeciwnicy wiedzy https://lodz.wyborcza.pl/lodz/7,35136,27355895,rzadzacy-polska-politycy-pis-sa-antynaukowi-antyoswieceniowi.html

  • Perfekcyjna planeta. Aktualny komentarz na temat wypraw w kosmos

    Perfekcyjna planeta. Aktualny komentarz na temat wypraw w kosmos

    Polityczna satyra Dave Whamond 28/07/2017 licencja Jarosław Płuciennik

    Tymczasem na doskonałej planecie:

    Postać 1 (z lewej): ach tak? Zamierzam dać biednym bezpłatną służbę zdrowia.

    Postać 2 (w środku) tak? Ja zamierzam być w tym pierwszy i dać im jeszcze mieszkania.

    Postać 3 (z prawej) ok. Zamierzam nakarmić głodnych. I zrobić wszystko jako pierwszy. Acha, powinniśmy też zapłacić podatki, koledzy…

    Na tablic napis głosi: wyobraź sobie świat, w którym wszyscy mają równy dostęp do przestrzeni kosmicznej pożywienia, ubrań, schronienia, opieki zdrowotnej

  • Sprawa KUL

    Sprawa KUL

    W październiku 2020 roku opublikowaliśmy list otwarty do rektorów polskich uczelni z prośbą o reakcję.

    Tekst tutaj

    Jednak ostatnie wypadki na KUL skłoniły mnie do napisania artykułu 13 lipca 2021 opublikował go Więź.pl

    Tekst tutaj

    Odpowiedziała rzeczniczka KUL. Napisałem odpowiedź opublikowaną 15 lipca 2021

    Teksty tutaj

    Powtórzę raz jeszcze: szkoda uniwersytetu.

  • Prawa człowieka jako rama dla polityki

    Prawa człowieka jako rama dla polityki

    Wiele się pisze o postępującej na całym świecie polaryzacji stanowisk. Dotyczy to także Polski. Można przypuszczać, że owa polaryzacja wspierana i wywoływana jest przez technikę, i wszechobecną cyfryzację naszego życia oraz rolę platform społecznościowych i mediów w ogólności. Jednak można zobaczyć także zjawiska, które wskazują raczej na budowanie się nowych figur i ich konstelacji. A dotyczy to moje twierdzenie zarówno zjawisk społecznych polskich jak i międzynarodowych. Symbolem nieoczekiwania, zaskoczenia i niepokoju jest oczywiście słynny „czarny łabędź”, o którym już powstały tomy opracowań — wydaje nam się, że łabędzie mogą być tylko białe, jednak nagle odkryta zostaje mała wyspa, na której ludzkość znajduje łabędzie czarne. Ludzkość zabijana była przez bakterie i wydawało się, że tak już będzie, ale wymyślono penicylinę. COVid-19 wystarczająco jasno pokazał nam, że niewyobrażalne stoi ciągle za progiem, że musimy nauczyć się żyć w stanie stałej niepewności, trwałego stanu niekontrolowanego świata. Czarne łabędzie się zdarzają.

    Metafora politycznej debaty (fot. lic. Depositphotos)

    Jednym z ciekawych naukowców piszących o konieczności nauczenia się życia z niepewnością jest Hartmut Rosa, niemiecki, znany na świecie i w Polsce, socjolog i politolog, badacz i wykładowca Uniwersytetu Friedricha Schillera w Jenie oraz dyrektor Kolegium Maxa-Webera na Uniwersytecie w Erfurcie. Od 2011 roku jest rzecznikiem grupy badawczej zajmującej się krytyką wzrostu i przyśpieszenia gospodarczego. Jest autorem uznanych współczesnych książek, będących diagnozami współczesności „Beschleugning” (Przyspieszenie) i „Resonanz” (Rezonans). W języku polskim ukazała się eseistyczna książka „Przyspieszenie, wyobcowanie, rezonans. Projekt krytycznej teorii późnonowoczesnej czasowości” (2020).

    Hartmut Rosa podczas wystąpienia publicznego Fot. JP, screen z Twittera Organizations, Artifacts and Practices (OAP), 29.06.20.

    Według jego najnowszej książki wydanej po szwedzku pt. „Czego nie możemy kontrolować. O naszych relacjach ze światem” (2021) dążenie do kontrolowania świata jest cechą wyróżniającą nowoczesności, jest to modus vivendi, kulturowy sposób życia. Problem oczywiście, że całkowicie znany, zaplanowany i kontrolowany świat byłby po prostu martwy. Bez niepewności nie ma życia. Jednocześnie, jak wskazuje np. filozof kognitywista Peter Gärdenfors, to dążenie do kontroli jest motorem rozwoju wiedzy, wiedza daje wrażenie kontroli rzeczywistości.

    Można wskazać, że krytyka pewności siebie, pychy, arogancji człowieka jest odwieczna, świadczy o tym choćby i to, że największym przewinieniem w tragedii greckiej była właśnie hybris, pycha, prowadząca do zaślepienia. W Biblii mamy także „zatwardziałość serc”, która jest niezdolnością do dokonania zmiany, do opanowania się i do nawiązania miłosnych relacji ze światem.

    Symbol pychy i arogancji (fot. lic. Depositphotos)

    Zwykliśmy myśleć o chrześcijaństwie jako o „pewności wiary”, „rycerzach wiary”, jednak w głównym nurcie jego myśli znajduje się także Søren Kierkegaard, duński filozof, argumentujący w duchu sokratejskim za wątpieniem i niepewnością jako głównym motywie filozofii chrześcijańskiej.

    Do takiej postawy nawołuje ostatnio także prymaska bp Szwecji Antje Jackelén, która jest orędowniczką zaangażowania politycznego chrześcijaństwa, ale jednocześnie wychodzenia poza tradycyjne spolaryzowane dychotomie: prawica – lewica. (Zob. DN Debatt. ”De mänskliga rättigheterna måste vara ram för all politik” Dagens Nyheter 19.06.2021)

    Bp. Antje Jackelén, prymaska Kościoła Szwecji 1 maja 2016 w Łodzi, w parafii Ewangelicko-Augusburskiej św. Mateusza (obok autor blogu z żoną Magdaleną Rembowską-Płuciennik) (fot. JP i Michał Makula)

    Trzeba jednoznacznie w tym kontekście wskazać także na ramy kultury europejskiej i światowej, które pozostają poza dyskusją. „Władza polityczna nie jest celem samym w sobie, ale jest narzędziem do uświadomienia sobie w debacie i porozumieniu z innymi tego, co według własnych i partyjnych przekonań jest najlepszą alternatywą.” Pisze Antje Jackelén Bieżąca walka polityczna o czystą władzę dla władzy nie obchodzi chrześcijanina.

    Natomiast pryncypia takie jak np. „prawa człowieka” są fragmentem tego pola wspólnego nie podlegającego dyskusji.

    Według teolożki i etyczki szwedzkiej prawa człowieka i chrześcijaństwo spotykają się, gdyż „teologia również należy do tego, co nie powinno być definiowane na podstawie skali od prawej do lewej. […] Teologia chrześcijańska nie jest podporządkowana polityce danego kraju, ale musi orientować się w oparciu o biblijne przesłanie Jezusa Chrystusa, które jest interpretowane w każdym czasie i we wspólnocie na całym świecie.

    Stanowiska Kościoła w sferze publicznej muszą być zawsze motywowane teologicznie. Może dotyczyć zadawania pytań, które zadaje niewiele osób lub, często razem z innymi, zwracania uwagi na sytuacje podatności na zagrożenia. Może to być wygodne lub niewygodne dla polityków, ale nigdy nie zastąpi ich pracy.”

    Drugim argumentem jest to, że „prawa człowieka opierają się na fundamencie, który jest dany przed rozpoczęciem wszelkich obliczeń użyteczności i inteligentnych rozwiązań. Wszyscy ludzie rodzą się wolni i równi w godności i prawach […]. To jest bardzo bliskie podstawowego tekstu tradycji żydowskiej i chrześcijańskiej: pierwszej historii stworzenia, w której mówi się, że Bóg stworzył człowieka na swój obraz (Rdz 1,27). Ponadto, jak wskazuje druga relacja o stworzeniu, Bóg stworzył człowieka jako istotę relacyjną (Rdz 2,4b-3:7). Z tego wynika stosunek do stwórcy, do stworzenia, do bliźnich i do siebie samego.

    Sens życia ludzkiego zawiera się w sieci tych czterech relacji: z najświętszym (większość ludności Ziemi nazywa go Bogiem), z planetą jako ekosystemem, z naszym bliskim lub dalekim bliźnim oraz z samym sobą.

    Ten fundament – ​​godność człowieka i jego relacyjność – powinien stanowić ramy i fundament polityki wszystkich stron, a nie odwrotnie.”

    Pozwoliłem sobie zacytować to niedawne wystąpienie publiczne prymaski Kościoła Szwecji, gdyż jest mi ono bliskie i czuję naprawdę zagrożenie dla bycia chrześcijaninem w Polsce, w której mieniący się katolikiem (czy aby na pewno chrześcijaninem?) Minister Edukacji i Nauki Przemysław Czarnek nie dość, że sam odmawia godności sporej grupie współobywateli, braci i sióstr (?) (zob. jego słynne mówienie, że LGBT to nie ludzie), to jeszcze na dodatek pragnie także zadekretować wolność nienawistnego wypowiadania się w przestrzeni akademickiej (tzw. pakiet wolnościowy Czarnka). Pragnienie władzy było obce Chrystusowi Ewangelii. Wydaje się, że Minister Czarnek rugując z listy lektur szkolnych ilustrowaną bajkę Leszka Kołakowskiego o nosorożcu, który chciał latać, robi więcej szkody chrześcijaństwu niż nękany na własnej uczelni (KUL) ks. prof. Wierzbicki, który w duchu ewangelicznym ujmował się za prześladowanymi przez policję i prokuraturę. Tak jak prawa człowieka stanowią o wspólnocie w ramach kultury Zachodu, tak samo nie powinniśmy pozwalać na nietolerancję. Pierwszy Rektor Uniwersytetu Łódzkiego, prof. Tadeusz Kotarbiński, filozof racjonalny i praktyczny, pisał „Gdy ustaje tolerancja dla tolerancji, nastaje tolerancja przemocy.“ To jest powtórzenie stałej myśli demokratycznej: nie ma tolerancji dla nietolerancji, granicą mojej wolności jest krzywda innego. Dla tej właśnie relacyjności, dla tego rezonansu opanuję się i powstrzymam przed mową nienawiści w odniesieniu do kogokolwiek. Jednak jeśli policja i władza będzie używać nienawiści jako narzędzia, niech nie oczekuje łagodności jako odpowiedzi. Noblese oblige. Tutaj nie ma i nie może być symetrii. Upajanie się władzą jest niegodne chrześcijanina i członka kultury Zachodu.

  • Dobro wspólne

    Dobro wspólne

    Rozmowa z drem Mikołajem Ratajczakiem z IFiS PAN.

    Zapraszam do obejrzenia rozmowy:

    Rozmowa z drem Mikołajem Ratajczakiem (IFiS PAN, Warszawa) autorem książki pt. Forma życia i dobro wspólne. Geneza i aktualność współczesnej włoskiej filozofii politycznej, Wydawnictwo Instytutu Badań Literackich PAN, Warszawa 2020, ss. 664. (Seria Nowa Humanistyka 67)
  • Czy możemy zaprogramować swój mózg, żebyśmy byli bardziej kreatywni?

    Czy możemy zaprogramować swój mózg, żebyśmy byli bardziej kreatywni?

    Portret kreatywności? (lic. Depositphotos)

    Często myślimy o geniuszu jako o zjawisku bardzo elitarnym zarezerwowanym dla wspaniale urodzonych, albo… nieco szalonych. Taką naszą postawę wzmacniają twory kultury masowej: wystarczy wpisać w wyszukiwarkę obrazów słowo „geniusz” i obrazki potarganych włosów Eisteina zdominują nasze skojarzenia z genialnością.

    Innym skojarzeniem, także zaczerpniętym z kultury popularnej, będzie paradygmat szalonego naukowca.

    Jednak często w nauce inaczej spogląda się na kreatywność kojarzoną z genialnością. Coraz częściej uważa się, iż kreatywność można wyćwiczyć, wytrenować, można się jej nauczyć.

    Z kreatywnością tak rozumianą skojarzone są takie pojęcia jak trening kreatywności, kreatywne rozwiązywanie problemów, rozwiązywanie problemów w małych grupach, burza mózgów, czy skuteczność przywództwa.

    Ostatnio BBC (Robson D., Can you „programme” your brain to think of genius solutions?) przypomniało badania z 2020 roku Puccio G.J., Burnett C., Acar S., i in., Creative Problem Solving in Small Groups: The Effects of Creativity Training on Idea Generation, Solution Creativity, and Leadership Effectiveness.

    W badaniu Puccio i in. przetestowano trzy zestawy hipotez na 114 małych grupach dorosłych (w sumie przebadano ponad 500 osób ). Grupy, których członkowie przeszli jakieś formy kursu, np. jeden kurs kreatywności albo zaawansowane szkolenie (tj. studia na poziomie magisterskim z zakresu kreatywności lub profesjonalistów kreatywnych) były znacznie bardziej efektywne w tworzeniu pomysłów niż grupy bez przeszkolenia. Co więcej, liderzy z pewnym i zaawansowanym szkoleniem byli postrzegani jako znacznie bardziej skuteczni niż ci, którzy nie mieli treningu kreatywności. Pod względem kreatywności rozwiązań zaawansowane grupy szkoleniowe wypadły lepiej niż wszystkie inne.

    Często myśli się o naukach humanistycznych jako mało istotnych dla społeczeństwa. Jednak jak takie cytowane przed chwilą badania wykazują, kreatywne myślenie, współpraca w grupie, nastawienie na rozwiązywanie problemów, niezależne, krytyczne myślenie oraz przywództwo z tym związane (także z inteligencją emocjonalną, to jest empatią), wszystkie te cechy można trenować na studiach humanistycznych. Na przykład na Uniwersytecie Łódzkim od kilku lat można studiować twórcze pisanie, po którym nawet jeśli nie staniemy się genialnymi pisarzami zasługującymi na Nobla (ileż może być Olg Tokarczuk i Władysławów Reymontów), to na pewno nauczymy się myśleć i pisać niebanalnie, kreatywnie patrzeć na siebie i świat oraz wychodzić poza sztampę, dogmat i myślenie zamknięte.

    O literaturze jako świetnym treningu uważnego myślenia, kreatywności spojrzenia i empatii pisano już wielokrotnie. Literatura i nauka języków obcych to jest znakomity trening mózgu, trening kreatywności. Warunkiem jest, żebyśmy prawdziwie pragnęli wyjścia poza sztampę i dogmatykę. Nie wszyscy tego pragną.

    Najbanalniejszym wnioskiem ze wspomnianych badań byłoby to, że lepszy trening jakikolwiek, niż jego brak. Po prostu, studia niemal zawsze się opłacają.

    PS. Zmieniona wersja tego wpisu ukazała się w Gazecie Wyborczej 3 czerwca 2021.