Krótka opinia prof. Jarosława Płuciennika na temat oczekiwanego 9 lutego 2021 wyroku w sprawie przeciwko prof. prof. Barbarze Engeliking i Janowi Grabowskiemu.



Krótka opinia prof. Jarosława Płuciennika na temat oczekiwanego 9 lutego 2021 wyroku w sprawie przeciwko prof. prof. Barbarze Engeliking i Janowi Grabowskiemu.





5 strof po mniej więcej 7 wersów. Dużo rymów częstochowskich (takich jak creeping/ sleeping, lamp/damp, speaking/ listening, light/ night), choć także bardziej złożonych: brain/ remains, share/ dared. Zatem niby żadna wielka pieśń, wielka poezja, raczej połączenie tradycji rocka i folku, ale siła tego utworu leży według mnie w przeciwstawieniu, w którym z jednej strony mamy pojedyńczość i czułość, z drugiej: wielość i krzykliwość reklam i propagandy. Z początku w październiku 1964 r. utwór był niepozorny, nie zwracał uwagi, aż nagle wystrzelił… w 1965. Remix elektroniczny na singlu został wypuszczony bez wiedzy wykonawców we wrześniu tego roku. A potem w styczniu 1966 numer 1 na listach przebojów!
W 2012 roku Biblioteka Kongresu USA postanowiła chronić ten utwór jako „kulturowo, historycznie i estetycznie ważne” dziedzictwo narodowe.
Co ciekawe, pierwotny tytuł tego utworu „Sounds of Silence” (w liczbie mnogiej) znajduje się na albumie zatytułowanym „Środa rano godz. 3:00” wydaje się wskazywać na pierwotny kontekst powstania piosenki, osobiste przeżycia Paula Simona, kompozytora i tekściarza. W pewnym sensie moment życiowego kalendarza określany jako „środa rano godz. 3:00” to przeciwieństwo „Gorączki sobotniej nocy” — środa to środek tygodnia, cicha noc, ciemne uliczki i neonowe światła w tle. Wybranie liczby pojedynczej było naturalnym uznaniem dla symboliczności owego „dźwięku ciszy”: który coś w sobie zawiera, który może być dotknięty, który można „naruszyć”, który jest głęboki jak studnie.
Przeciwstawień jest więcej w tym krótkim utworze: ciemność – światło, ulotność wizji – trwałość [drzewa], rozmawianie – mówienie, słyszenie – słuchanie, pisanie piosenek – dzielenie się nimi, słowa prorockie – słowa neonowych reklam.
O czym tak piosenka traktuje? Na pewno można pod jej motywy podstawić bunt przeciwko powszechnej komercjalizacji sztuki i kultury, na pewno jest to protest song przeciwko bezduszności i brakowi odwagi…
Dlatego mógł być traktowany najpierw jako wielki głos na tle zmowy milczenia po zamordowaniu prezydenta Kennedy’ego w listopadzie 1963 r. Dlatego wszyscy dobrze rozumieli jego ładunek protestu i przerażenia podczas wiecu 14 stycznia 2019 r. w Gdańsku ku pamięci prezydenta Adamowicza (ekspresyjne wykonanie „Sound of Silence” zespołu „Disturbed”). Ten protest jest skierowany przeciwko oficjalnej krzyczącej propagandzie, która próbuje zagłuszyć głos protestu…
Dzisiaj wykonałem razem z synem Mateuszem (harfa celtycka) „Sound of Silence” dla WOŚP 2021 i dla śp. Prezydenta Pawła Adamowicza. „And no one dared/ disturbed the sound of silence”.






Z wielkim zainteresowaniem kilkakrotnie wysłuchałem recytacji 22-letniej poetki Amandy Gorman na inauguracji prezydentury Joe Bidena 20 stycznia 2021 r. Nie tylko dlatego, że jest jedną z trzech poetek, które miały zaszczyt na amerykańskich inauguracjach prezydenckich wystąpić i nie tylko dlatego, że jest najmłodszą poetką w tym krótkim szeregu. Także nie dlatego, że jest świetną poetką, ta poezja nie jest jeszcze na tyle dojrzała, żeby zachwycała swoim formalnym wyrafinowaniem. Jej recytacja była na pograniczu hip-hopowego slamu poetyckiego a przemówieniem.
Jednak dwa wątki w zakończeniu zwróciły moją uwagę. Ten finał jest naprawdę genialny:
For there is always light,
if only we’re brave enough to see it.
If only we’re brave enough to be it. (źródło The Guardian,
Bo zawsze jest światło,
gdybyśmy tylko odważyli się je zobaczyć.
Gdybyśmy tylko odważyli się być nim. (tłum. JP)
W tym trzech wersach streszczają się jakże krótko i zwięźle dwie idee filozoficzne: „democracy to come” Jacquesa Derridy oraz „odwaga bycia” Paula Tillicha. O odwadze bycia pisałem w swojej ostatniej książce z 2019 „Odwaga poetyki”, nie będę tego tutaj powtarzał.

Ale wielu komentatorów zwraca uwagę na obecność w tym poemacie trudnej przecież idei Derridy demokracji, która nadchodzi, „przyszłej demokracji”. Wedle komentatorów (Masha Gessen, Amanda Gorman’s Inaugural Poem is a stunning vision of democracy, New Yorker 21.01.21), demokracja u Derridy jest obietnicą demokracji, obietnicą jako taką, istotą demokracji jest obietnica. Demokracja innym słowy jest aspiracją, projektem, rzutowaniem przyszłości na teraz i w przyszłość. Ilekroć pojawia się kwestia demokracji jest ona w tym poemacie „opóźniona”. (Gissen, op. cit.) Demokracja innymi słowy jest wizją.
We’ve learned that quiet isn’t always peace,
and the norms and notions of what “just” is isn’t always justice.
And yet, the dawn is ours before we knew it.
Dowiedzieliśmy się, że cisza nie zawsze jest spokojem,
a normy i pojęcia dotyczące tego, co „sprawiedliwe” nie zawsze są sprawiedliwością.
A jednak świt jest nasz, zanim się zorientowaliśmy. (przekł. JP)
Bo prawdziwy naród nie może być złamany, jeśli jest nieskończony, nie-do-kończony. Naród jest także obietnicą i zadaniem. Jakże nowoczesne pojmowanie narodu, społeczności, obywatelstwa.
W tym kontekście kluczowy jest fragment następujący:
Scripture tells us to envision that everyone shall sit under their own vine and fig tree and no one shall make them afraid.
If we’re to live up to our own time, then victory won’t lie in the blade, but in all the bridges we’ve made.
That is the promise to glade, the hill we climb, if only we dare.
It’s because being American is more than a pride we inherit.
It’s the past we step into and how we repair it.
Pismo mówi nam, abyśmy wyobrazili sobie, że każdy usiądzie pod własnym drzewem winnym i figowym, i nikt nas nie będzie niczym straszył.
Jeśli mamy dorównać naszym własnym czasom, zwycięstwo nie leży w ostrzu broni, ale we wszystkich mostach, które zbudowaliśmy.
To jest obietnica polany, wzgórza, na które się wspinamy, jeśli tylko się odważymy.
To dlatego, że bycie Amerykaninem to więcej niż duma, którą dziedziczymy.
To przeszłość, w którą wkraczamy i to, jak ją naprawiamy.
Amanda Gorman, aboslwentka Harvarda, powołuje się na Biblię i wydobywa z niej dobrą nowinę, obietnicę przyszłości, światło przyszłości, odwagę bycia w tym świetle i kroczenia do przodu. Odwagę wizji.
Mogę tylko zapytać, dlaczego wśród polskiej opozycji mało jest takiej wizji, jaką zaprezentowała młoda amerykańska poetka. Wprost można powiedzieć, że większość polskiej sceny politycznej zdominowały partie, które chcą jakiejś formy przeszłości, a przeszłość trzeba naprawiać i patrzeć w przyszłość, i przyszłość nas woła. Musimy działać już teraz nie za trzy lata, bo choćby zegar katastrofy klimatycznej tyka do 2030 roku, nie ma się co oglądać na przeszłość. Można powiedzieć, że jedynie Szymon Hołownia ma wyrazistą wizję, może dlatego, że jest z pokolenia czterdziestolatków, nieskażonych cynizmem PRL? Może dlatego, że jest dziennikarzem, napisał przynajmniej dwie wizjonerskie książki jedna to „Boskie zwierzęta”, druga to „Fabryka jutra. Jak postanowiłem rzucić wszystko i uratować świat mojej córki”. Nie dlatego to piszę, że Hołownia mnie przekonuje. Ale dlatego, że widzę, dlaczego przyciąga różnych ludzi. Niepokoi mnie nazbyt duża różnorodność zaplecza, które teraz chaotycznie zbiera, ale ten człowiek ma jakąś wizję. Nie znajduję jej w Koalicji Obywatelskiej pomimo to, że długo stanowiła dla mnie nadzieję. Powinniśmy uczyć się od tej amerykańskiej poetki, która studiowała także przemówienia amerykańskich prezydentów. I socjologię. Nie jest sentymentalną i patetyczną czarnoskórą celebrytką. Jest kobietą z krwi i kości, której „nie wystarczy chleba”, która żąda niemożliwego, odwagi spojrzenia i odwagi bycia. Miejmy i my w Polsce taką odwagę.

PS. 23 stycznia 2021 zmieniony artykuł ukazał się w Gazeta Wyborcza.


Dwóch socjologów brytyjskich Robert de Vries (University of Kent) i John Jerrim (University College London) zadało sobie pytanie, jakie wnioski płyną z drogi kariery Donalda Trumpa, którego USA żegnają dzisiaj. I oto krótki przewodnik, jak awansować w nauce, (opublikowane jako opinia 21 stycznia 2021 w Times Higher Education) które to dziełko zaczyna się dość kontrowersyjnie od zdania: „Tylko frajerzy koncentrują się na doskonałości w nauce. Lepiej jest podrasować kreatywnie swoje wyniki, rozkręcić ruletkę i zawierzyć znajomkom”.
1) Pierwsza rada jest bardzo krytyczna (ironicznie) względem zasad tzw. reformy Gowina:
Bądź sprytniejszy od klienta, przechytrz go.

Ponieważ nikt nie czyta tego, co piszesz i nikt nie zwraca uwagi na jakość Twoich publikacji naukowych, najważniejsze jest, gdzie opublikowałeś swoje badania. Najważniejsze, żeby w czasopiśmie z listy uznanej przez mainstream: np. zob. Lista czasopism Ministerstwa Nauki albo porównaj to z listą tutaj i zrozumiesz, że ocena jakości zależy od listy, a nie od tego coś napisał tu i ówdzie, ważne żeby tu, gdzie chcą oceniający. Rygory naukowe nie są najważniejsze, najważniejsze miejsce publikacji.
Niemniej istotna i powiązana z pierwszą jest rada druga, która wykorzystuje angielski idiom „cook the books”, który można w wolnym tłumaczeniu przełożyć jako
2) Księguj kreatywnie, podrasuj wyniki („przygotuj księgi rachunkowe”)

Jeśli wyniki nie potwierdzają Twojej hipotezy, tym gorzej dla wyników. Po co to eksponować. Zatem schowaj jak najgłębiej w swojej publikacji negatywne przypadki, eksponuj pozytywną narrację a będziesz cytowany, bo cytuje się pozytywy, a nie negatywy. Jak piszą autorzy (jeden jest naprawdę wziętym socjologiem), „podczas pracy z danymi prawie zawsze istnieje wiele uzasadnionych podejść, które możesz zastosować – na przykład w wybranych miarach, sposobie kodowania zmiennych i wyborze analizy statystycznej.”
Kreatywna księgowość cieszy się fatalną sławą w nauce o inwestowaniu w finansach, ale jeśli udało się Trumpowi, to dlaczego miałoby się nie udać Tobie? Co prawda autorzy instruktażu na portalu dla inwestorów ostrzegają przed konsekwencjami takiego podrasowania zapisów wyników badań, ale cóż „no risk, no fun”, jak mówią starożytni Indianie… (ostrzeżenie zob. tutaj)

3. Kontroluj medialne przesłanie
Nawet jeśli w podrozdziale na temat wyników skrupulatnie sprawozdajesz wszystkie swoje ustalenia, twój tytuł, streszczenie oraz wnioski lepiej się sprzedadzą, jeśli zignorujesz te niewygodne negatywne wyniki.
Zagwarantuj sobie dobre spopularyzowanie Twoich wyników.
„Relacje w prasie poprawią profil Twojej pracy i pomogą zwiększyć liczbę cytowań, ale główne media preferują jasne, pozytywne wyniki nawet bardziej niż czasopisma akademickie.
4. Aplikuj, aplikuj, aplikuj o granty

Najważniejszy wskaźnik Twojej wartości poza publikacjami w ważnych miejscach jest ilość wyrwanych systemowi pieniędzy.
Nie marnuj czasu na podwyższenie jakości swoich badań, wysyłaj swoje aplikacje, gdzie popadnie, byle więcej. Większość z tych aplikacji zostanie zmarnowana na bank. Autorzy wskazują na słabe skorelowanie ocen recenzenckich w przebadanych 4000 aplikacji o granty w badaniach społecznych. Wniosek: „Twoje szanse na sukces zależą więc w dużej mierze od tego, kto sprawdzi Twoją propozycję”. Badania w innych krajach potwierdzają te wyniki. Wnioski i konkursy to loteria, daj sobie szansę, graj jak najczęściej!
5. Ufaj rodzinie, ziomkom i spółdzielcom

Sugeruj recenzentów sprawdzonych. Co prawda niektóre reguły antynepotystyczne mogą uniemożliwić Ci wprost wskazanie żony, męża, syna, córki, dziadka, wnuka, ojca, matki, jednak kumpel z konferencji, z którym przypadkowo zaciąłeś się w windzie może się przydać. Podobnie jak współautor sprzed lat.

Trump odchodzi w niesławie, ale czy na pewno znika? Śmiem wątpić. Polscy zwolennicy reformy Gowina na pewno mogą pomóc mu wrócić, tak jak ten pan ze znakiem Polski Walczącej na Kapitolu.
Make yourself great again, mr Trump! Or whoever….

Dzisiaj jest niedziela. Opublikuję dla oddechu nowy wiersz mojego przyjaciela ze Szwecji Svena Hillerta w moim tłumaczeniu

Szukam czegoś
więcej niż to, co widzę,
Czegoś, co jest wewnątrz,
ale i nie tylko,
Czegoś, co jest przyczyną
Ale i celem tego, co się wydarza,
nigdy w ramach,
zawsze przedziwne.
(w: Jeśli coś istnieje, proprius.se)
(Zapraszam do udostępniania!)
Oryginał:
Jag söker något
mer än det jag ser,
något som är innanför
men ändå mycket mer,
något som är bakom
och framför det som sker,
men aldrig inom ramen,
alltid queer.
(ur: Om något finns, proprius.se)
(dela gärna!)


Obejrzałem krótką relację z Węgier w „Sveriges Television” na temat bezdomności na Węgrzech. Z przerażeniem dowiedziałem się, że na Węgrzech już 2 lata temu (na jesieni 2018 r.) wprowadzono faszystowsko-komunistyczne prawo „zakazujące” (tak!) bezdomności.

Jednocześnie pod wpływem drugiej fali pandemii koronawirusa wzrosła liczba bezrobotnych i bezdomnych. Zamiast jakiegoś programu naprawy mamy jeszcze dodatkowe prawo: godzina policyjna na Węgrzech, w nocy do godziny 5:00 nikt nie może znajdować się na ulicy. Dlatego bezdomni muszą uciekać przed policją np. na ulicach Budapesztu.
Poprawka prawa mówi, że najpierw policjant wzywa bezdomnego do opuszczenia przestrzeni publicznej, potem powstaje ewidencja osób objętych wezwaniami. Ewidencja bezdomnych.
Jak pisze TVN24 BIS w październiku 2018: „Osobie, wobec której wszczęto postępowanie, można nakazać wykonanie prac społecznie użytecznych, a jeśli odmówi, można ukarać ją aresztem. Decyduje o tym sąd.
Ponieważ wszczęcie postępowania będzie się wiązać z zatrzymaniem, policja na ten czas musi zadbać o czystość danej osoby i zapewnić jej czyste ubranie, a także zadbać o jej dobytek i zwierzęta.
Jako cel nowych przepisów wskazano lepszą organizację usług socjalnych dla bezdomnych oraz poprawę poczucia bezpieczeństwa obywateli.”
To wszystko dla narodu. Dobrem nadzwyczajnym jest poprawa poczucia bezpieczeństwa obywateli. Tych sytych i zadbanych, w czystej pościeli.
Mieliśmy niedawno święto Bożego Narodzenia człowieka-Boga, który był bezdomny i musiał uciekać przez milicjami Heroda.
Pamiętam, jak bezrobotnych nazywano w PRL „niebieskimi ptaszkami” i było to bardzo, bardzo zgryźliwe powiedzenie w odniesieniu do ludzi, co to nie mięli oficjalnego zatrudnienia. W końcu „niebieskie ptaki” to cytat biblijny, ewangeliczny. Czytami w Biblii Warszawskiej w Mt. 6:26: „Spójrzcie na ptaki niebieskie, że nie sieją ani żną, ani zbierają do gumien, a Ojciec wasz niebieski żywi je; czyż wy nie jesteście daleko zacniejsi niż one?”
Pamiętam też, że w PRL trzeba było być „zameldowanym…”. Otóż na Węgrzech polityka względem bezdomnych jest właśnie na takim poziomie.
Zamiast rozwiązywać problemy ludzi, piętnujmy ludzi z problemami. Symbolicznie: czynimy zadżumionych. To jest, jak wskazywał kiedyś Michel Foucault marzenie o czystym społeczeństwie.

To jest prawdziwy obraz „strategii” reżimów demokraturowych i ustrojów mafijnych. Obyśmy nie doczekali takiego Budapesztu w Warszawie.


Episkopat przemówił w sprawie szczepień. Jego stanowisko jest niezwykle zagmatwane w wewnętrzne spory z Ordo Iuris. Grozi nam katastrofa. (jeżeli wolisz odsłuchać tego wpisu to podcast jest tutaj:
Nie jestem katolikiem, na pewno jestem chrześcijaninem i protestantem, więc może powinienem siedzieć cicho i nie komentować, bo to nie moja parafia, nie moja wspólnota. Jednak członkowie KRK są także moimi współobywatelami, zaś relacje obywateli do świata nauki bardzo mnie interesują, bo jestem profesorem na jednej z największych uczelni w Polsce. Dlatego zmroziło mnie stanowisko Zespołu Bioetyków Konferencji Episkopatu Polski, z którego wynika, że Kościół szczepień nie zabrania, ale zostawia je sumieniu wiernych. (Gazeta Wyborcza). Dobrze, że w moim Kościele wszystko zależy od wolności sumienia i żadna konferencja biskupów nie wyraża stanowiska w sprawie szczepień. Na pewno szczepieniami powinny się zajmować instytuty badawcze związane z badaniami epidemiologicznymi oraz władze odpowiedzialne za naukę w Polsce.

Ruchy antyszczepionkowe bowiem do dzisiaj wywodzą swoje argumenty z pozornie naukowych „danych”: „szczepionki są trujące, bo zawierają rtęć”, „szczepionki wywołują autyzm”. Wszystko te pseudodane są jawnie nieprawdziwe, druga wiadomość opiera się na sfałszowanych danych z artykułu opublikowanego w „Lancet” w 1998. Dawno już prokuratura i sądy odniosły się do tego oszustwa. Teraz w kontekście szczepionek na koronawirusa SARS-COv-2 wywołującego chorobę COVID-19 pojawia się mrożąca krew w żyłach wiadomość, że sposób produkcji szczepionek jest nieetyczny, bo produkcja ta nie spełnia wymogów Kościoła Rzymsko-Katolickiego w Polsce. Konferencja Episkopatu odnosi się tym samym do „ekspertyz” Ordo Iuris, organizacji świadomie wprowadzającej religijnie motywowane prawo. Może w takim razie Konferencja Episkopatu powinna zająć się np. także produkcją insuliny i wydać opinię, że pozyskiwanie insuliny jest co prawda nieetyczne (część jest świńska, część bydlęca i część ludzka, co może budzić różne zastrzeżenia etyczne), ale jednak w końcu pomoc chorym jest najważniejsza. „Wszystko zostawiamy sumieniu wiernych, to oni zdecydują, że pomimo nieetyczności niektórych sposobów produkcji, mogą przyjąć terapię insulinową bądź jej odmówić.”

Dlatego nie pociesza mnie, że na koniec swojej „ekspertyzy” Zespół Bioetyków Konferencji Episkopatu Polski podkreśla bardzo mocno, „że przyjęcie szczepionki powinno mieć charakter dobrowolny. Stwierdzają także, że międzyludzka solidarność – motywowana ewangeliczną miłością bliźniego – to w kontekście zagrożenia pandemią i dostępnych szczepień także obowiązek troski o drugiego człowieka i o wspólnotę ludzką.” (cyt. za GW)
Jest to fatalna wiadomość dla nauki w Polsce, że jeszcze nie wypowiedzieli się Rektorzy polskich uczelni i Dyrektorzy Instytutów PAN, czy o szczepieniach mają decydować biskupi jednego wyznania?
Fakty naukowe są raczej jednoznaczne tzw. próg stadnej odporności w wielu znanych nam, ludzkości od dawna chorobach zakaźnych wynosi od 75 do 94% (odra np. 83-94%). Część odporności uzyskaliśmy już przez przechorowania, ale nawet w Szwecji, w której zdecydowanie pozwolono na wiosnę 2020 zarazić się koronawiruem większej liczbie osób licząc na to, że na jesieni będzie już stadna odporność, nawet tam tego poziomu krytycznego dla COVID-19 nie udało się osiągnąć, od kilku dni zaczęły się masowe szczepienia. Dobrowolne. Ale nikt nie kwestionuje szczepienia publicznie, bo wstydzi się takiej głupoty.
Rozumiem, że biskupi polskiego KRK biorą na własne sumienie fakt, że w wyniku takiej głupiej polityki społecznej nie osiągniemy HIT, czyli herd immunity threshold (progu odporności stadnej), bo część słabo rozgarniętej naukowo naszych współobywateli słysząc, że Episkopat uspokaja sumienia w jakiejś niecnej sprawie i słysząc z innej mańki, że jakiś „Bill Gates chce zaszczepić czipami ludzkość i na swoim joysticku kierować ludzkością”, po prostu nie pójdzie się zaszczepić. „Bo nie”.

Czy podobnie postąpią Polsce Rektorzy? Instytuty PAN? Powinien zabrzmieć jeden głos polskiej nauki. To nie jest kwestia opinii, to są twarde naukowe fakty. Niech ten głos zabrzmi zanim będzie za późno. Głos polskiego rządu i władzy PiS jest tutaj podwójnie niewiarygodny, także dlatego, że kłamie w wielu innych sprawach, ale jego kłamstwa są wyraźnie już postrzegane także przez wcześniejszych zwolenników tzw. dobrej zmiany.
PS. Ten felieton opublikowano w innej nieco formie w Gazecie Wyborczej 29.12.20 tutaj

Przerwa świąteczna. Ten wpis jest o szafranie w literaturze i kulturze. Dostałem dzisiaj życzenia na Boże Narodzenie. Na tych życzeniach dość standardowych zespół „życzliwych ludzi” oprawionych w „antyczną” złotą ramą, wszystko osadzone w czerwieni.

Zwykliśmy myśleć o Bożym Narodzeniu w tych kategoriach właśnie bardzo konsumpcyjnych: wszystko ma ociekać złotem, czerwienią. Coca cola dopełnia reszty słodyczą. Natomiast chrześcijański przekaz jest raczej jasny: świętują chrześcijanie na całym świecie urodziny biednego uchodźcy do Egiptu, który nie miał od początku łatwego życia, bo najsilniejsi na niego czyhali (despota Herod), zaś on sam urodził się w grocie, czyli w ciemnie i zimnie.

Na północy Europy Święta Bożego Narodzenia nakładają się na pradawne świętowanie przesilenia zimowego, czyli zwycięstwa światła nad ciemnością. Dlatego w Polsce i wschodniej środkowej Europie mowa jest o pogańskich „szczodrych godach”, „kolędzie”.

Trochę banalnie, ale trzeba powtarzać: Boże Narodzenie to święto miłości, empatii, ciepła. I dawania. A jednocześnie niewątpliwie światła właśnie, bo na Północy w tym czasie światło jest upragnione niczym kobieta:
Marcel Proust pisał:
„Otóż, to pragnienie kobiety o której się marzyło, nie jest bynajmniej uwarunkowane określoną pięknością. Te pragnienia są jedynie pragnieniem danej istoty; lekkie jak zapachy, jak storaks był pragnieniem Prothyrai, jak szafran pragnieniem eterycznem, korzenie pragnieniem Hery, mirra zapachem magów, manna pragnieniem Nike, kadzidło zapachem morza. Ale te zapachy, opiewane przez Hymny orfickie, są o wiele mniej liczne niż drogie im bóstwa. ” (Marcel Proust. „W poszukiwaniu straconego czasu.” „Sodoma i Gomora, część druga, tom drugi”.)

Dzisiaj właśnie szafran zawitał do nas, bo chcąc powrócić na chwilę do swojej dawno nie widzianej Szwecji, upiekłem po raz pierwszy szafranowe bułeczki, które od Świętej Łucji (13 grudnia) w Szwecji funkcjonują jako tradycyjne ciasteczko przy kawie (fika). Ciasteczka-bułeczki nazywają się czasami Lyssekatter albo Lyssebuller i ich etymologia kojarzy rdzeń „lysse” ze światłem.

Najważniejsze jednak, że temu światłu (korona ze świec w korowodach świętej Łucji) towarzyszą śpiewy wspaniałych chórów. No ale krążą także opowieści o pogańskich korzeniach lyssekatter i śladem tutaj jest także szafran, bo wikingowie prawdopodobnie dostęp do niego mięli, gdyż nawiązali kontakt ze światem arabskim w trakcie podboju Sycylii.
No i dzisiaj mojej rodzina skosztowała tego szafranowego smaku. To że zdecydowałem się na ten luksus (1 gram szafranu kosztował mnie 23 zł, zatem 1 kg kosztuje 23 tysiące złotych) wynikało z czystego sentymentu za drogą moim wspomnieniom Szwecją i jej kulturą, pełną tolerancji, otwartości i skromności. A także miłości do natury.
Ten szafran jako symbol luksusu może być symbolem tych złoceń i czerwieni konsumpcji Świąt. Już u Rabelaise’go w Gargantui i Pantagruelu szafran funkcjonuje jako synonim silnej przyprawy, która w dużych ilościach może nawet pozbawić życia, ale także jako synonim wzniosłości, przeciwieństwa tego, co niskie:
Hej! Cóż to takiego, u diabła? Wy to nazywacie łajnem, g…nem, nawozem, bobkiem, gnojem, bździnami? A ja twierdzę, że to jest szafran hibernijski. Ho, ho, hi, hi. To szafran hibernijski. Hej, ha! Pijmy. (Gargantua i Pantagruel, ks. IV)

Podobne przeciwstawienie funkcjonuje u naszego nieocenionego Brunona Schulza: „Matka Tłui wynajmuje się gospodyniom do szorowania podłóg. Jest to mała, żółta jak szafran kobieta i szafranem zaprawia też podłogi, jodłowe stoły, ławy i szlabany, które w izbach ubogich zmywa. ” (Fragmenty opowiadania Bruno Schulz. „Sierpień”.)

W opowiadaniach chasydzkich znalazłem jeszcze lepszy przykład przeciwstawienia wzniosłości szafranu i przyziemności:
„Są dusze prymitywne, rzekłbym gruboskórne, takie jak na przykład dusza Zurecha Knejpa albo tego heretyka, twojego nauczyciela. On ma duszę nie najwyższej próby. Jak zwykła, nieoczyszczona mąka. Są też dusze wielkie i szczytne. Niektóre wywodzą się wprost z przybytku, który znajduje się pod Tronem Najwyższego. Istnieją również jeszcze większe i szczytniejsze dusze. Najwyższej próby czystości. Czystości najlepszej, pszenicznej, białej ofiarnej mąki.
Mało co zrozumiałem z tych „prób czystości”. Jeszcze mniej z tego „przybytku pod Tronem Najwyższego”. Wiedziałem tylko, co to jest czysta mąka pszeniczna i wyobrażałem sobie, że różnica zachodząca między duszami jest taka sama, jak między mąką razową, żytnią i najczystszą mąką pszeniczną, z której wypieka się chałę na szabat. Najpiękniejsze i największe dusze, pomyślałem sobie, powinny składać się z szafranu i rodzynek…” (Fragmenty z książki: Icchok Lejb Perec. „Opowiadania chasydzkie i ludowe”.)

I faktycznie szafran i rodzynki znajdują się w tym cieście, który dzisiaj lepiłem w „świetlistych bułeczkach”. Cały czas pamiętałem, że światło, szafran i rodzynki czasami musimy znaleźć w tym, co nagie, ciemne, brzydkie, opuszczone, niemyte. I śmierdzące… Ten uchodźca z Egiptu naprawdę nie miał tej złoconej ramy… Myrra, złoto i kadzidło pojawiły się jako dary później… Ta grota jest jak tytułowe „To” z wiersza Czesława Miłosza. Gniecie, mierzi, odpycha, pali i świerzbi… To jest twarda prawda a nie luksusy władzy…



Określenie „bez żadnego trybu” oznacza pogwałcenie reguł, prawa, procedur. Jest synonimem arogancji władzy, depczącej parlamentaryzm i demokrację, tudzież dyplomację. Zgadzam się, że takie działanie np. policji na ulicach polskich w odniesieniu do manifestantów jest skandaliczne i przypomina najgorsze praktyki reżimów totalitarnych. Ale ów tryb „bez żadnego trybu” odbywa się czasami mniej spektakularnie, bez świateł i fleszy, w zaciszach gabinetów ministerialnych czy rektorskich.

W Ministerstwie Edukacji i Nauki Przemysława Czarnka nikt nie komentuje najnowszych, gorszych niż przed 2016 r., wyników polskiej młodzieży w międzynarodowych badaniach, nikt też nie zajmuje się znikającymi uczniami i nauczycielami podczas zdalnigo nauczania w pandemicznej Polsce, ale Minister zapowiada 9 grudnia „pakiet wolności akademickiej”, który ma otworzyć uczelnie na „pluralizm światopoglądowy”. Ministrowi mylą się sądy naukowe z opiniami światopoglądowymi, bo chce zapewnić swoich znajomych z „Ordo Iuris”, a antyszczepionkowców i płaskoziemców, że będą mogli korzystać z autorytetu nauki i akademii. Wolność nauki w Polsce ma się świetnie. Ale Czarnek chce to zmienić.
Ale jednocześnie ruszyła pogłoska w świat uczelni, że będzie korekta listy czasopism i listy wydawnictw. Hurra! Super! Może ten minister nie jest taki zły, on chce przecież dobrze, podniesie punktacje. No i machina ruszyła. Wszystkie możliwe jednostki naukowe zaczęły produkować dokumenty z postulatami podniesienia punktacji tu i tu, i tu. I tu.
Czy tak to powinno wyglądać? Czy tak powinny wyglądać konsultacje środowiskowe, przez plotkę, szeptane wieści i niejasne sugestie? Przecież ma być nowelizacja Ustawy, nazywanej propagandowo przez Gowina „Konstytucją dla Nauki”, albo „Ustawą 2.0”. Gowin nawet symulował szumne konsultacje objeżdżając Polskę z wielkimi jak pół człowieka czekami z kartonu.

Przecież ma być manipulacja punktami. I co? Gdzie są rektorzy polskich uczelni? To jest działanie bez żadnego trybu Czarnka i podległemu mu ministerstwa. Może chodzi o to, żeby, jak już będzie procedowanie tego przeklętego „pakietu wolności akademickiej” (wolności, która jeszcze ma się dobrze w Polsce), nagle ogłosić „dobrą twarz” ministra, który podnosi zaniżoną punktację czasopism i wydawnictw.
Zatem zamiast stworzyć przejrzysty system, procedury, oparte nie tylko na bezdusznych parametrach, tradycyjnych i alternatywnych, ale także na autorytecie demokratycznych, samorządnych środowisk naukowych i akademickich, wchodzimy w nieczystą grę ministerstwa „bez żadnego trybu”.
Ponawiam pytanie: dlaczego milczą rektorzy? Czy dlatego, że chcą wyglądać jak lojalni pułkownicy? Czy wszyscy rektorzy mają zachowywać się jak rektor KUL, prześladujący uznanego profesora i etyka z własnej uczelni, który „śmie zajmować stanowisko publiczne” w publicznej debacie i na dodatek poręcza za ofiarę nielegalnych działań policji? (ks. Prof. Alfred Wierzbicki)
A może trzeba pamiętać o tym, że jeszcze mamy autonomię uczelni, choć została ona już nadszarpnięta przez Gowinowską pseudoreformę. Ale jednak tak źle jak w Turcji jeszcze nie mamy… czyż nie?
Jak donosi o sytuacji tureckiej David Matthews w Times Higher Education 15 grudnia 2020: ponad 50 rektorów bez międzynarodowych publikacji nieustannie tweetuje prorządowe przesłania, co powszechnie widziane jest jako odzwierciedlenie zmniejszającej się wolności akademickiej w tym kraju. Autor powołuje się na opublikowany 9 listopada br. szesnastostronicowy Raport Zarządu tureckiej Akademii Nauk na temat wolności akademickich w 2019-2020 w Turcji. Autorzy przywołują na wstępie wypowiedź z 4 września 2020 Roberta Spano, Prezesa Europejskiego Trybunału Praw Człowieka (ECHR). W nim możemy przeczytać:
„Świat akademicki musi odgrywać rolę w demokracji. Kluczowe znaczenie ma krytyczna i niezależna myśl, ponieważ nie ma demokracji bez debaty i sprzeciwu. Każdy człowiek musi mieć możliwość swobodnego myślenia, aby móc się rozwijać i kwitnąć. Społeczeństwo nie może się rozwijać bez krytycznego zaangażowania swoich obywateli. Osoby sprawujące władzę nie mogą ograniczać wolności słowa i muszą bardzo ostrożnie ograniczać zdolność osoby do wyrażania siebie. Ingerencje w to prawo są dopuszczalne tylko w wyjątkowych okolicznościach. W szczególności wolność akademicka jest chroniona na mocy Artykułu 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. W związku z tym chroni wolność słowa i działania, wolność rozpowszechniania informacji oraz wolność prowadzenia badań i rozpowszechniania wiedzy i prawdy bez ograniczeń.”
W Turcji nade wszystko pogwałcono autonomię uniwersytecką przez fakt powoływania przez Prezydenta Turcji wszystkich rektorów, publicznych uczelni i prywatnych. I oczywiście Prezydent Erdogan powołał rektorów, którzy, tak jak minister Czarnek, nie są jakoś szczególnie widoczni w środowisku naukowymi dokonaniami (jakkolwiek liczonymi, bo pan minister ledwo zdobył habilitację na KUL, ale jest niezwykle majętnym mieszkańcem Lublina i prowadzi intensywne życie towarzyskie), ale są za to lojalnymi pułkownikami.

Według badaczy z tureckiej Akademii Nauk: wystąpiła znacząca korelacja między słabymi wynikami badań a aktywnością w mediach społecznościowych, a ponad trzy czwarte rektorów z indeksem H równym zeru tweetowało ponad 100 razy dziennie, gdy badano to w zeszłym roku. Tweety zazwyczaj był pochwalne, jeśli idzie o posunięcia Erdogana. Treść dotyczy ich wizyt, usług hotelarskich dla członków rządu i innych osób oraz działania ze stowarzyszeniami bliskimi rządowi, jako sposobowi na promocję uniwersytetu. „Posty te zawierały również oświadczenia pokazujące ich poparcie i lojalność wobec rządu i prezydenta R. Tayyipa Erdoğana, który mianował ich rektorami”.

Artykuł w THE kończy się znamiennie, przywołaniem wyników raportu, wedle którego 17 tureckich uniwersytetów powierzono teologom (jeszcze w 2014 roku, nie był wśród rektorów żadnego). Turecka Rada Szkolnictwa Wyższego nie odpowiedziała na prośbę redakcji THE o komentarz.
Czy daleko nam do tych „standardów”? Uważam, że zgoda na działania bez żadnego trybu ministra Czarnka i jego ministerstwa to jest zbliżanie nas do ciemnej rzeczywistości tureckich „lojalnych poruczników”… Gdzie jest głos autonomicznych uniwersytetów? Gdzie jest głos rektorów?
PS. 15 grudnia 2020 zmieniona forma tego artykułu opublikowała Gazeta Wyborcza
PS2. Znane jest mi stanowisko KRASP z listopada. Problem w tym, że minister Czarnek jak gdyby nigdy nic wrócił do swojej propozycji 9 grudnia. No i rozpoczęto nieoficjalne działanie zmieniające punktację za działalność naukową.