Mam przyjemność współredagować z panią doktor Anną Barcz ten wyjątkowy zeszyt poświęcony kryzysowi i katastrofie w kulturze.
Wyjątkowo aktualny i zaangażowany w dzisiejszość zeszyt.
Sześć rozpraw naukowych, kilka esejów, materiały do słownika rodzajów literackich, dwie recenzje naukowe, a także wspaniała Interdyscyplinarna dyskusja na temat katastrofy i kryzysu.
Mam przyjemność przedstawić zeszyt z wyjątkowymi autorami rozpraw oraz wyjątkowymi gośćmi panelu dyskusyjnego włącznie z prymaską Szwecji arcybuskupką Antje Jackelen, profesorem kognitywistyki Peterem Gardenforsem, Arne Melbergiem i innymi wybitnymi naukowcami.
Zapraszam do lektury całego zeszytu, jak i poszczególnych artykułów
Wczoraj uczestniczyłem w prapremierze Festiwalu Łódź Czterech Kultur
Koncert fot. JP
MUZYKA KSIĄG JAKUBOWYCH 11 WRZEŚNIA, GODZ. 20.00 KOŚCIÓŁ EWANGELICKO-AUGSBURSKI ŚW. MATEUSZA W ŁODZI, PIOTRKOWSKA 279/283
Kłopotliwa jest sprawa określenia gatunku tego wydarzenia… jazzowa improwizacja? Klasyczna muzyka współczesna inspirowana wieloetnicznie? Felieton muzyczny inspirowany tekstem literackim? Pisze się o tym „fresk”, bo po prawdzie to także „światło i dźwięk” zwłaszcza w przepięknych murach Kościoła św. Mateusza w Łodzi.
Wspaniałe, bliższe jazzowi Trio Bastarda, eleganckie i klasyczne Lutosławski Quartet, cudowna, wielobarwna i wieloskalowa śpiewaczka i kompozytorka Agata Zubel, świetny lutnista Mateusz Szemraj i Hubert Zemler, wirtuoz perkusji i różnych dzwonków…
Przeżycie niezwykłe, odpowiednie dla Ksiąg Jakubowych Olgi Tokarczuk. Pełnych wielu narracji, wielu stylów i wielu melodii. Śpiew i muzyka goszczą często na kartach tej powieści, są jej duszą…
Cytat: Wydawało mi się na dodatek, że rozwija się we mnie nowy zmysł, o którego istnieniu do tej pory nie wiedziałem. Niektórzy ludzie mają zmysł spraw nieziemskich, tak jak inni świetny węch, słuch czy smak. Czują subtelne poruszenia w wielkim, skomplikowanym ciele świata. A ponadto u niektórych z nich ów wewnętrzny wzrok jest tak dalece wyostrzony, że widzą, gdzie upadła iskra, dostrzegają jej blask w najbardziej nieprawdopodobnym miejscu. Im gorsze miejsce, tym iskra świeci bardziej rozpaczliwie, tym silniej migocze, a jej światło gorętsze jest i czystsze. Lecz są i tacy, którzy zmysłu tego nie mają, muszą więc ufać tylko pięciu pozostałym i do nich sprowadzają cały świat. I tak jak ślepy od urodzenia nie wie, co to światło, a głuchy – co to muzyka, jak pozbawiony węchu nie ma pojęcia, co to zapach kwiatów, tak i oni nie rozumieją tych mistycznych dusz i biorą ludzi nimi obdarzonych za wariatów, nawiedzonych, którzy sobie to wszystko z niezrozumiałych powodów wymyślają. PISANE PRZEZ NACHMANA SAMUELA BEN LEWIEGO, RABINA Z BUSKA
Inny fragment:
Od kiedy jednak zaczął towarzyszyć Jakubowi, coraz częściej spotyka go niezadowolony, karcący wzrok. Jakub nie lubi skrzypienia pióra. Kiedyś zajrzał mu przez ramię. Dobrze, że Nachman akurat robił rachunki. Jakub zażądał, żeby nie zapisywał tego, co on mówi. Nachman musiał go zapewnić, że tego nie zrobi. Lecz wciąż męczy go ta sprawa – dlaczego? – Jak to jest? – zapytał go kiedyś. – Przecież śpiewamy: „Daj mi mowę, daj mi język i słowa, abym mógł powiedzieć prawdę o Tobie”. A to jest z Hemdat Yamim. Jakub go skarcił: – Nie bądź głupi. Jeśli kto chce zdobyć twierdzę, ten nie może tego dokonać samym gadaniem, słowem ulotnym, ale musi tam pójść z wojskiem. Tak i my musimy działać, a nie mówić. Mało się to nasi dziadowie nagadali, naślęczeli nad pismem? Cóż im pomogło to gadanie i co z tego wynikło? Lepiej widzieć oczyma, niż mówić słowami. Nie potrzeba nam mądrali. Jak cię zobaczę, że piszesz, dam ci w łeb, żeby cię otrzeźwić.
Wczoraj to wykonanie to było działanie… mistrzowski performans…
„Wyobraź sobie, że ona kupiła cmentarz…” „za własne pieniądze”.
„Normalnie, wariatka”.
„To w Polsce można kupić cmentarz?”
„Gmina wystawiła cmentarz za 2,5 tyś. zł. Pojawił się pewien inwestor spoza okolicy, który chciał rozebrać wszystkie pozostałe jeszcze szczątki pomników i sprzedać zagranicą z zyskiem materiał.”
Wtedy przyszła ona, mieszkanka z okolic, polska Antygona, którą przyrzekła sobie, że nie odpuści. No i wygrała licytację, i kupiła cmentarz.
Nie, nie po to, żeby pogrzebać tam kogoś, tam już pogrzebanych było wielu. Tylko po to, żeby przez długie następne lata restaurować to miejsce za własne pieniądze, przy pomocy wolontariuszy, przy pomocy zrzutek i patronów.
Dzisiaj 10 września 2021 uczestniczyłem w uroczystości wręczenia Nagrody Kościoła im. Anny Wazówny, która została przyznana „Fundacji Anna” w Gostkowie przez Kościół Ewangelicko-Augsburski w Polsce. (po raz pierwszy tę prestiżową Nagrodę odbierała prymaska Szwecji Antje Jackelén w 2017 r. w jubileusz 500 lat Reformacji)
Spotkanie odbyło się w Centrum Luterańskim w Warszawie na Miodowej.
Wspaniale, że przy tej uroczystej okazji prof. Bodnar pięknie mówił o Preambule polskiej Konstytucji, o kulturze, dziedzictwie narodowym, pojęciu narodu inkluzywnego, niewykluczającego oraz o edukacji. Wspomniał także pojęcie społeczeństwa obywatelskiego i tour de Konstytucja. Wykład był naprawdę niezwykle wciągający.
Na zakończenie całego spotkania zabrał głos zwierzchnik luteran w Polsce bp Jerzy Samiec. Niewątpliwą zaletą jego wystąpienia było, oprócz szczerych podziękowań i gratulacji, nakreślenie szerszego historycznego kontekstu: uchodźstwa, wychodźstwa, wygnania, wojen i kryzysów także klimatycznego. Mnie nasunęła się myśl od dawna we mnie obecna, że „wszyscy jesteśmy pielgrzymami i możemy być uchodźcami”. To jest tylko kwestia perspektywy.
Polska Antygona nie sprzeciwiła się królowi. Polska Antygona sprzeciwiła się wszechogarniającej chciwości, ale także po to, żeby podarować światu swoją energię, swoje pieniądze, swój czas i swoje umiejętności (jest księgową). Polska Antygona nie grzebała umarłych, ona o tych umarłych zadbała, dbając o miejsce pamięci. Tylko w ten sposób, oddolny i lokalny, buduje się społeczeństwo obywatelskie. Polska Antygona nie krzyczała: „powinno się zadbać o tych umarłych”, ona wzięła i zadbała.
Ale takich polskich Antygon jest więcej, jak o tym świadczy dyskusja panelowa na uroczystości moderowana przez dra hab. prof. ChAT Tadeusza Zielińskiego. Panelistami byli:
– Angelika Babula, Fundacja Anna w Gostkowie
– dr Olga Kich-Masłej, Katedra Ukrainoznawstwa Wydziału Studiów Międzynarodowych i Politycznych UJ
– Maciej Lipiński, Fundacja Kamienie Niepamięci
– Agnieszka Nieradko, Komisja Rabiniczna ds. Cmentarzy
W trakcie dyskusji głos zabierali m.in. Grażyna Staniszewska, była europosłanka, ale także działaczka opozycji solidarnościowej.
Spotkanie zatem było hołdem dla wszystkich, którzy dbają o to, co czasami niewidoczne dla oka, a co ma olbrzymi wpływ na kulturę. Polskie Antygony mówią nie, ale potrafią także tworzyć piękno: wystarczy odwiedzić Gostków (pow. wałbrzyski) i zobaczyć ich dzieło.
W Łodzi mamy Stary Cmentarz i restaurowaną wiele lat Kaplicę Scheiblera, jak i wiele innych pomników przeszłości, nekropolia żydowska jest bodaj największa w Europie. W Łodzi także dbamy o przeszłych budowniczych tego miasta. Poznając cmentarze może poznawać naród nie tylko ten ginący w wojnach, ale także ten żyjący i umierający na co dzień.
Dlatego wielki sprzeciw moralny czeka tych, którzy np. wbrew woli rodziny dokonują z powodów gry politycznej ekshumacji ofiary katastrofy lotniczej, jak miało to miejsce na Starym Cmentarzu w Łodzi 24 kwietnia 2018.
Wiwat polskie Antygony!
Pireaus, Greece, ANTIGONE municipal theater of Piraeus presented at the museum (fot. lic. Depositphotos)
W Galerii obrazów z uroczystości: Łukasz Ostruszka oraz Agnieszka Godfrejów-Tarnogórska otwierają uroczystość, bp. Jerzy Samiec (bp Kościoła), ks dr Adam Malina (Prezes Synodu Kościoła), dyskusja panelowa, odbieranie nagrody, przemówienie prof. dra Adama Bodnara, dyskusja na sali obrad.
Gollum z Władcy pierścieni (fot. na lic. Depositphotos), swoisty symbol
Opublikowano nowy sondaż Ibris na zlecenie Rzeczpospolitej. Na początku września (już po wybuchu sprawy uchodźców na granicy) IBRiS zapytał, jak Polacy oceniają działania premiera Morawieckiego oraz ministrów jego rządu.
Tabela według badania Ibris z 1-2 września za dziennikiem „Rzeczpospolita” 7 września 2021 r.
Przemysław Czarnek, Minister Edukacji i Nauki jest uważany za najgorszego członka tej ekipy obok takich person jak Jarosław Kaczyński, Zbigniew Ziobro i Jacek Sasin. Jednak źródła w Rzeczpospolitej, z której te badania Ibris pochodzi podają, że na odwołanie tych person nie ma żadnych szans. Raczej odejdą mało rozpoznawalni członkowie tego rządu.
Może czas już zacząć walić w bębny głośniej? Czarnek jest czystym wcielonym złem jako minister edukacji, tak samo jak Ziobro czystym wcielonym złem jako Minister Sprawiedliwości. Obie te persony niszczą przestrzeń publiczną w Polsce. Czy Polacy pragną sprywatyzowanego, partyjnego sądu? Czy Polacy pragną sprywatyzowanej, partyjnej albo kościelnej edukacji w Polsce?
Kilka lat temu, jakoś chyba około 2010 roku, miałem przedziwną dyskusję z bardzo młodym synem znajomych, wykształconym i inteligentnym nastolatkiem, który starał się prezentować skrajnie libertariańskie poglądy: wolność radykalna to np. także likwidacja wymiaru sprawiedliwości, państwo jest kompletnie niepotrzebnym balastem. Na moje pytanie, czy chciałby mieć prywatnym sędziów, odpowiedział: a dlaczego nie?
Otóż „prywatni sędziowie” to jest przeciwieństwo idei sprawiedliwości rozumianej jako dążenie do bezstronnego badania rzeczywistości.
Ta sama idea bezstronności przyświeca także badaniom naukowym i dociekaniom dziennikarskim. Ta idea jest także wiązana z trójpodziałem władz i tzw. systemem wzajemnej kontroli i równoważenia władz. Ta idea bezstronności (która w 100% zapewne jest nierealizowana) jest ideą regulatywną, która sprawiła, że narodziła się przestrzeń publiczna w postaci powszechnej edukacji, powszechnego systemu ochrony zdrowia, czy otwartych publicznych bibliotek i muzeów.
Można krytykować Oświecenie za rozpędzone, węglem i ropą (paliwami kopalnymi) napędzane maszyny i fabryki niszczące środowisko nie tylko naturalne, ale akurat idea przestrzeni publicznej i związane z nią humanizm i humanitaryzm, tudzież tolerancja dla różnorodności to są sprawy niezwykle ważne nawet w dobie post-antropocenu, któremu humanizm daje podstawy. Humanizm mający także podstawy w wartościach ewangelicznych.
Sprywatyzowanie wszystkiego, czy to w postaci libertariańskiej, czy sekciarskiej (partia albo Kościół) jest procesem szkodliwym. Jeśli wielu socjologów podkreśla, że w Polsce bardzo trudno zbudować społeczeństwo, bo brak jest zaufania społecznego, to takie „upartyjnianie” — likwidowanie bezstronności — jest tym bardziej szkodliwe w Polsce.
Jeśli minister Czarnek chce prywatyzować (sekciarzyć) szkolnictwo publiczne w Polsce to jest szkodnikiem takim samym jak minister Ziobro, który upartyjnia prawo w Polsce i niszczy konsens konstytucyjny.
Prywatyzacja przestrzeni publicznej, sekciarstwo i partyjnictwo mają podobne skutki: likwiduje się przestrzeń równości obywateli.
Dlatego Polacy jednoznacznie wskazują: takich szkodników nie chcemy… #czarnekout
PS. Żeby była jasność: nie jestem przeciwnikiem własności prywatnej ani Kościołów. Jedynie gorącym orędownikiem równości obywateli, powszechnej dostępności edukacji i opieki medycznej, Konstytucji RP. Państwo i jego przestrzenie powinny równo traktować wszystkich obywateli.
PS2. Artykuł zmieniony ukazał się 7 września 2021 w Gazecie Wyborczej
Ponad 200 czasopism traktujących o zdrowiu wzywa do podjęcia pilnych działań w związku z kryzysem klimatycznym
Artykuł redakcyjny w publikacjach na całym świecie ma wzywać przywódców do podjęcia działań w celu powstrzymania „największego zagrożenia dla zdrowia publicznego”.
Zjednoczenie takie tak wielu czasopism jest bez precedensu! Oczywiście ma związek z COP-26 w Glasgow w listopadzie br.
Przeczytać można:
„Przed tymi kluczowymi spotkaniami my – redaktorzy czasopism poświęconych zdrowiu na całym świecie – wzywamy do podjęcia pilnych działań w celu utrzymania średniego wzrostu temperatury na świecie poniżej 1,5°C, powstrzymania niszczenia przyrody i ochrony zdrowia.”
„Nauka jest jednoznaczna; globalny wzrost o 1,5 °C powyżej średniej sprzed epoki przemysłowej oraz ciągła utrata różnorodności biologicznej stwarzają zagrożenie dla zdrowia i katastrofalne szkody, których nie będzie można odwrócić.”
Przeczytałem ostatnio wywiad z ministrem Gowinem, byłym wicepremierem rządów PiS. Nie będę komentował, jak wielu moich znajomych w różnych miejscach zagadnień psychologicznych osobowości, czy też jej braku — człowieka Jarosława Gowina. Nie chcę także teraz odnosić się do znaczenia politycznego jego „zerwania” z tzw. Zjednoczoną Prawicą.
Uderza mnie, że przy okazji tych wszystkich spraw — pokazywania się jako niezłomny rycerz słusznych spraw takich jak wolność gospodarki — przemyca się w mediach twierdzenie z gruntu fałszywe dotyczące szkolnictwa i nauki: że Czarnek to jest straszna sprawa, natomiast Gowin to była kultura.
W wywiadzie w GW pada takie sformułowanie:
„Za wymiar sprawiedliwości odpowiadała Solidarna Polska. W tych obszarach, za które odpowiadało Porozumienie, czyli nauka albo gospodarka, dialog z odpowiednimi grupami społecznymi i zawodowymi był wręcz wzorcowy. Moja reforma systemu szkolnictwa wyższego i nauki poprzedzona była bezprecedensowo szerokimi po 1989 r. konsultacjami społecznymi.”
Te „wzorowe konsultacje społeczne” z setkami poprawek w ostatnim momencie wrzucanych pod presją protestów akademickich ale także w ciszy wakacji to tak serio? Przecież to jest szczyt propagandy i zakłamania.
Jeszcze brzmią mi protesty pod oknami podczas posiedzenia Senatu UŁ, kiedy przyjechał minister Gowin na te „konsultacje”. Po przemowie musiał salę Senatu opuścić, bo śpieszył się, żeby odebrać wnuka z przedszkola… Konsultacje w wielu miejscach to było publiczne manifestowanie przekupywania rektorów: minister uwielbiał sceny wręczania wielkich na pół człowieka makiet czeków na miliony, które jakoby rząd — minister — rozdają… dobrzy panowie…
A ta słynna reforma to nic innego tylko sposób na obsadzenie uczelni swoimi ludźmi i pozbawienie profesorów wpływu na kariery, ubezwłasnowolnienie wszystkich ciał kolegialnych i jedynowładztwo rektora. Minister Czarnek spija z tego piankę na razie w Uniwersytecie Pedagogicznym w Krakowie i w kilku mniej spektakularnych miejscach w Polsce.
Aby wyeliminować akademicką opozycję przepchnięto wiek emerytalny 67 lat. No i mnóstwo przepisów przenoszących materię ustawową do rozporządzeń. Stąd Czarnek teraz może po uważaniu dawać kategorie. A wcześniej awansować „swoje” czasopisma.
Teraz niektórzy wychwalają, że Gowin niby lepszy od Czarnka o niebo. Ale on Czarnka umożliwił i — że się tak wyrażę — metafizycznie też umożliwia także jego rozkwit. Uwiąd Gowina, rozkwit Czarnka na jednym możliwe są, pardon me tę metaforę, podłożu gnilnym…
wiersz z 1943 roku Vincenta Starreta, kanadyjskiego poety i powieściopisarza.
Pies wyjący do księżyca (fot. lic. Depositphotos)
Wyrocznia psa VINCENT STARRETT
Tylko pies wie, dlaczego księżyc Kołysze się w ciemności; jego hałaśliwa melodia nie cierpi zwłoki w tym, czego się boi, Ale atakuje raptownie wątpiące uszy.
Gdybyśmy tylko nauczyli się posługiwać Językiem psów zamiast greckiego, Powinniśmy być lepiej wyszkoleni do walki Z czarami i mocami nocy.
Teraz na nadejście ciemności Młodzi głupcy spacerują po ulicy i parku. Poddajcie się omdleniu epidemii, Znęcajcie się nad psem i chwalcie księżyc.
(tłum. moje JP)
Oryginał z Poetry. A Magazine of the Verse, Vol. LXII, No 1, 1April 943
Oracle of the Dog VINCENT STARRETT
Only the dog knows why the moon Floats down the night; his raucous tune Is urgent with the thing he fears, But falls on unbelieving ears.
If we had only learned to speak The tongue of dogs instead of Greek, We should be better schooled to fight The spells and pottents of the night.
Now at the coming of the dark Young fools adrift in street and park Yeald to an epidemic swoon, Abuse the dog and praise the moon.
Dowiedziałem się właśnie, że podręcznikami w Ministerstwie Edukacji i Nauki — podręcznikami także dla moich synów w wieku 11 i 17 lat — będzie zarządzał niejaki dr Artur Górecki. Nie wiem, gdzie i kiedy zrobił doktorat, bo jego dane są chyba tajne. Podobnie jak jego domyślne związki z Ordo Iuris. Nie znalazłem publicznego Curriculum Vitae. Zatem przyznaję się, nie wiem, kiedy i kto, w jakiej dyscyplinie, dał temu panu doktorat (może z historii na UW?). Znalazłem natomiast na Academia.com „aż” trzy teksty, wśród których moją uwagę przykuło coś, co tekstem naukowym nie jest, ale zostało z dumą umieszczone właśnie na tym akademickim z natury portalu.
dr Artur Górecki, „Edukacja klasyczna – poszukiwanie przerwanego szlaku”,
Jest to felieton opublikowany w periodyku: Sed Contra. Periodyk Gimnazjum i Liceum im. Świętego Tomasza z Akwinu, nr 6 (IX-XI 2017)
Krytyka Oświecenia jest w tym pisemku jawna i bezpardonowa: „Oświecenie (przynajmniej kontynentalne) przyniosło ideał oświaty jednolitej, państwowej, powszechnej, a także wychowania obywatelskiego, wykształcenia realnego i działalności na rzecz oświecania dorosłych. Etatystyczne państwo „rodzi” etatystyczny model edukacji.”
Powszechna edukacja jest wyraźnie wedle Góreckiegi czymś, co uwiera autora, nie daje mu spokoju, jest oczywistym złem. Co więcej, jak można wyczytać także z innych fragmentów, edukacja państwowa jest także oczywistym złem, jedynie edukacja kościelna Kościoła Rzymsko-Katolickiego jest dobra (nie jest powiedziane wprost, że chodzi chyba o ten Kościół nie tylko z czasów przedsoborowych, ale chyba ten średniowieczny…).
Ale gdyby tego wszystkiego nie było dość, autor na wstępie już neguje wykształcenie oparte na humanizmie.
„Momentem, w którym rozpoczyna się proces stopniowego odchodzenia od założeń edukacji klasycznej jest początek nowożytności, kiedy to następuje oddzielenie teologii od poznania naturalnego i poznania świata (np. wtedy nawet w szkołach jezuickich zrezygnowano z wykładu kosmologii) oraz dokonuje się zawężenie rozumienia klasycznego wychowania do wymiaru bliższego temu, co dzisiaj rozumie się pod pojęciem humanistyki. Dokonuje się pękniecie w harmonii wiary i rozumu. Na skutek przecenienia roli wewnętrznego doświadczenia człowieka w odkrywaniu prawd nadprzyrodzonych następuje podważenie roli rozumu. W konsekwencji, choć dużo później, doprowadzi to do fideizmu i naturalizmu.”
Mnich w kościele (fot. lic. Depositphotos)
Zatem w tych kilku fragmentach widać nastawienie przeciwne nie tylko Oświeceniu, powszechnej edukacji, ale także przeciwne humanizmowi i humanistyce innej niże teologicznie zabarwionej edukacji średniowiecznych tzw. sztuk wyzwolonych, czyli trivium i quadrivium.
Jako rodzic mam spokojnie czekać, aż Artur Górecki, taki paradygmatyczny wstecznik, zabierze się za edukację podręcznikową moich synów w państwowej szkole, której rację bytu otwarcie podważa?
Za tzw. niegdyś oświecenie publiczne wzięli się panowie od negacji oświecenia? Nawet Komisja Edukacji Narodowej jest wrogiem pana dra Góreckiego!!! Nie wspominam o chrześcijaństwie z litości…
Niegdyś o rządach komunistów za PRL mówiło się „dyktatura ciemniaków”. Tym razem jednak za rządów PiS i ministra Czarnka mało tak powiedzieć… Brak słów… Groza…
Czarnek na stanowisku Ministra Edukacji i Nauki był już szczytem bezczelnej buty tej władzy. Jednak w osobie Artura Góreckiego kolejna granica została przekroczona. Jeśli teraz nikt nie zaprotestuje, to… witaj średniowiecze… jutrzenko swobody…
PS. Na marginesie zaproponuję Ministrowi Czarnkowi, żeby umieścił cytowany przeze mnie szlachetny periodyk, w którym publikował Artur Górecki (dumnie!) na liście czasopism punktowanych Ministerstwa. Przecież to jest tylko trochę gorsze czasopismo od tego biuletynu prawniczego z KUL, który został awansowany przez ministra Czarnka Rozporządzeniem, bo on sam — minister we własnej osobie — w nim publikował… przecież jeśli powiedziało się raz A, to trzeba powiedzieć B… śmiało…
Czy humanistyka jest nadzieją ludzkości? Czy STEM? A może AS (atention studies) okaże się superbohaterem walczącym z przesądami w świecie akademickim?
AS mogą stać się superbohaterem? (fot. lic. Depositphotos)
„Moim doświadczeniem staje się to, czemu zgadzam się przydzielić swoją uwagę”… powiedział na początku XX wieku William James. (‚My experience is what I agree to attend to’, tłum. moje JP, Zasady psychologii 1890, t. 1)
Badania nad Uwagą (Attention Studies, czyli w skrócie AS) to nazwa, którą nadaje się nowemu obszarowi badań, łączącemu naukowców z całego spektrum praktyk naukowych: ze sztuk i nauk humanistycznych, psychologii i psychiatrii, pielęgniarstwa, nauk społecznych, studiów nad biznesem i nauk politycznych. Według agendy specjalnego Centrum AS przy King’s College w Londynie, AS ma na celu nie tylko ustanowienie nowej dziedziny, ale także znalezienie nowych sposobów działania i nowych interdyscyplinarnych infrastruktur. Wszystko po to, żeby odpowiadać na fundamentalne wyzwania współczesnego świata.
Wydaje mi się, że AS jest świetnym przykładem ewolucji współpracy nauki i biznesu. Współcześnie w dobie kultury cyfrowej platformy cyfrowe walczą właśnie o naszą uwagę. Powszechnie pisze się o naszych czasach jako o „erze kapitalizowania uwagi”.
Kryzys pandemiczny spowodował nie tylko przyśpieszenie cyfryzacji (konieczność przy zamknięciu rzeczywistości analogowej), ale także powstanie refleksji, że potrzebna jest ludzkości radykalna interdyscyplinarność.
Marion Thain, profesorka literatury i kultury oraz dziekanka Wydziału Sztuk i Humanistyki w King’s College w Londynie prezentuje nowy obszar badań jako odpowiedź wydziału na potrzeby współczesności (https://www.timeshighereducation.com/blog/post-pandemic-recovery-requires-radical-interdisciplinarity). Śmiem twierdzić, że AS (Attention Studies) jest podobną do kognitywistyki postmodernistyczną, inter- i multi-dyscyplinarną dziedziną badań, która ewidentnie wynika z nieadekwatności tradycyjnych, nawet nowoczesnych podziałów dyscyplinarnych w świecie akademii. Pandemia jako obszar badań dla dyscypliny epidemiologii dostarcza dobrych przykładów dla wyłonienia się modeli współpracy wielu różnych nauk. Można powiedzieć, że nieszczęście pandemii wywołało pewne przełomowe zjawiska.
Z kolei redaktor zajmujący się danymi w Times Higher Education, Simon Baker 19 sierpnia 2021 zastanawia się także nad interdyscyplinarnością, pytając, czy rozwój STEM (Science, Technology, Engineering, Mathematics) rzeczywiście hamuje nauki humanistyczne? Jest to powszechna narracja, że nauki humanistyczne uwierają studentów, finansowanie publiczne i polityków. Simon Baker, stwierdza, że dowody na zanik tej dziedziny są znacznie bardziej zniuansowane.
W okresie pandemii powszechne stała się refleksja, że nauki przyrodnicze może są świetne, jeśli idzie o doprowadzenie do produkcji szczepionek, jednak aby cała operacja szczepienia społeczeństw się powiodła potrzebne są badania nad „fake newsami”, teoriami spiskowymi, czy przekonywaniem ludzi (w Polsce jest to szczególnie widoczne). Nie tylko badania społeczne i psychologia mogą tutaj być przydatne.
Można zauważyć, że świetnym przykładem humanisty badającym od dawna „teorie spiskowe” zarówno teoretycznie jak i praktycznie (pisząc literaturę) jest np. Umberto Eco.
Dane zaprezentowane w artykule przez Simona Bakera czerpane z raportów m.in. Unesco wskazują raczej na fluktuację zainteresowania studiowania STEM w społeczeństwach rozwiniętych.
Zauważalna jest także tendencja rosnącej popularności studiów humanistycznych w niektórych społeczeństwach.
Na tym tle widać także wyraźnie, że odpływ następuje od kierunków wymagających długich, ekstensywnych lektur w językach narodowych. Ta tendencja wzmacniana jest także parametryczną oceną działalności naukowej: dyscypliny, w których dominuje jeden język narodowy, z konieczności mają mniej cytowań i mniejszy zasięg wpływu społecznego. Co nie znaczy, że ich znaczenie ogólne dla kultury i społeczeństwa jest mniejsze od klasycznych STEM, czy nauk biologicznych, które są w stanie wytworzyć we współpracy z biznesem szczepionki przeciwko wirusom.
Nadzieją główną dla humanistyki jest nie tylko interdyscyplinarność badań widoczna tak dobrze w superbohaterze Attention Studies, ale także coraz większa popularność idei studiowania przez całe życie i zbierania mikrokompetencji. Jeśli wszyscy będą układać swoje wykształcenie niekoniecznie podporządkowując się skostniałej strukturze kształcenia uniwersyteckiego, to powstawać będą nowe mikrostudia, które lepiej wpasują się w potrzeby edukacyjne poszczególnych ludzi, jak i społeczeństw. Innymi słowy: model, w którym młody człowiek specjalizuje się w matematyce od dzieciństwa i na niej kończy życie musi być zastąpiony modelem, w którym modelom matematycznym dokładane będą także inne modele z innych dyscyplin także humanistycznych. Kompetencje mogą się rozwijać także w inne strony. Sednem jest rozwój świata akademickiego, w którym nie będzie przesądów dotyczących zasadniczej lepszości bądź zła jakichś obszarów refleksji ludzkiej.
Ilustracja napięcia między danymi a humanistyczną kontemplacją (fot. lic. Depositphotos)
Czy możemy przekazać pracodawcy dane o zaangażowaniu studenta podczas studiów w innym sposób niż list polecający?
W THE 17 sierpnia ukazała się opinia Chrisa Moore’a, starszego wykładowcy anatomii na University of West England na temat studenckiego zaangażowania w dobie powszechnej cyfryzacji. Dawniej w kontakcie bezpośrednim ze studentami poznanie niuansów „zaangażowania” studenta było bardzo osobiste. Do dzisiaj wielu uważa, iż jedynie kontakt bezpośredni umożliwia właściwe studiowanie. Studiowanie niegdyś było niemal tożsame z gorliwością analizy, pieczołowitością obserwacji i koncentracji uwagi.
Żyjemy jednak w czasach kapitalizmu uwagi, w którym wszystko walczy o nią, zwłaszcza w ucyfrowionym świecie różnych narzędzi społecznościowych. I nie mam na myśli jedynie Facebooka i Twittera, bo przecież np. profesjonalne narzędzia takiej jak Slack czy Teams to także platformy społecznościowe. Tych narzędzi mamy teraz naprawdę mnóstwo.
I dlatego Chris Moore argumentuje, żeby zlikwidować praktykę wystawiania studentom listów polecających, czyli opinii. Głównym argumentem jest to, że współcześnie prowadzący zajęcia ze studentem dysponuje dostępem do danych, o których niegdyś nie śniło się profesorom: ilość wejść na platformy, sposób i wielkość użycia zasobów cyfrowych bibliotek, daty złożenia gotowych prac zaliczeniowych itd. itp. Według Moore’a „umożliwienie dostępu do danych dotyczących zaangażowania w naukę zapewniłoby pracodawcom bardziej przydatny wgląd w charakter absolwenta”.
Faktycznie powszechne niegdyś listy z opiniami stają się w świecie akademii coraz rzadsze. Wyższe wykształcenie coraz bardziej staje się formalnym zdobywaniem dyplomu. Wnioski jednak z tego, że dzisiaj dysponujemy wielką ilością danych na temat studenckiej „uwagi” i jego „zaangażowania” można wyciągnąć różne, wcale nie takie, że pisana indywidualnie opinia profesorska powinna zostać zastąpiona dostępem do danych.
Pomijam już niebagatelny fakt, że regulacje prawne dotyczące danych osobowych uniemożliwiają uczelniom udostępnianie danych z witryn, nawet półotwartych. To co dzieje się w trakcie studiowania — nawet oceny cyfrowe — pozostają w dwustronnej relacji „student – uczelnia”.
Jednak niebagatelne jest także i to, że profesorskie opinie na temat studenta są relatywizowane w odniesieniu do jego doświadczenia, mogę np. napisać studentowi w opinii, że należy on do 5% najlepszych studentów poznanych przeze mnie w trakcie 30 lat pracy na uczelni, co ewidentnie umożliwia — relatywną — ocenę także mojej oceny.
Publikacja — nawet ograniczona do potencjalnego pracodawcy — surowych danych o studencie nie ułatwi wcale — jeśli byłaby prawnie wykonalna — oceny zaangażowania studenta w trakcie studiów. Pozostaje jeszcze pragmatyczny aspekt analizy danych — albo oddanej w ręce bezdusznych algorytmów, — albo wymuszającej poświęcenia czasu i uwagi przez pracodawców.
Zatem mój wniosek jest taki, że duża ilość danych o studencie może w przyszłości ułatwić pisanie rekomendacji i opinii, mogą one stać się bardziej obiektywne, mniej „na nosa” wystawiane. Jednak dane nie zastąpią oceny i interpretacji. Kontakt bezpośredni może wzmacniać kontakt cyfrowy (zakładam, że pandemiczne ograniczenia kiedyś miną). Dlatego właśnie MOOCs nie zastąpiły uniwersytetów rezydencjalnych, takich jak te określane słowem Cambridge czy Harvard. Koledż, w którym przebywamy 24h 7 dni w tygodniu umożliwia znacznie więcej od najlepszej nawet platformy od kapitalizowania naszej i studenta uwagi.