Michał Urbaniak, Kraków 2018, zdjęcie wjarek z Depositphotos
Hasło Uniwersytetu Łódzkiego po angielsku „Free Your Mind!” „Uwolnij swój umysł” otwiera nową genialną płytę Michała Urbaniaka. Oczywiście to szczęśliwa koincydencja. Ale takie zbiegi okoliczności cieszą niezwykle. Honorowy obywatel miasta Łodzi, słynny nowojorczyk, warszawianin, ambasador Łodzi, absolwent łódzkiego liceum muzycznego wydał nowy album „For Warsaw With Love” (2019) Jest to uczczenie przez słynnego jazzowego skrzypka i kompozytora obchodów 75. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego. „Ta płyta to mój życiorys” – powiedział PAP Urbaniak.
„- Wychowałem się w Łodzi, w wieku lat 17 wróciłem do Warszawy, kiedy dołączyłem do zespołu Zbyszka Namysłowskiego. Jestem warszawskim łodzianinem, albo łódzkim warszawiakiem. Na płycie jest kompozycja „Czerwony autobus” – symbolizuje on tę moją całą wycieczkę. To już 60 lat w podróży. Wkrótce po przyjeździe do Warszawy grałem z Namysłowskim, potem z Andrzejem Trzaskowskim, ojcem obecnego prezydenta miasta Rafała Trzaskowskiego – dodaje.” Cytat
Wystąpili na tej płycie m.in. Marcus Miller, Herbie Hancock, Lenny White, James D-Train Williams i Mika Urbaniak, David Gillmour. Cytat
Album jest hołdem muzyka dla Powstania Warszawskiego. Nawet nowojorski raper Stuntman śpiewający na tej płycie był ponoć pod wrażeniem historii powstania. Widać to zresztą w tym pierwszym utworze albumu. „Free you mind, free your soul” pobrzmiewa echem w słuchaczach tak jak „Czerwony autobus” Szpilmana.
Dla Łodzi także najważniejszy jest ten pierwszy na albumie utwór promujący na singlu całość: utwór „Red Bus to Freedom”. W tym wspaniałym utworze znajdziemy cytat słynnej piosenki Władysława Szpilmana „Czerwony Autobus”. Gościnnie wystąpił tu raper Stuntman. Muzyka Michał Urbaniak i Al MacDowell, tekst Kazimierz Winkler i Stuntman. (Cytat) Jest to utwór bardzo warszawski, ale czyn powstania został w nim powiązany z hasłem Uniwersytetu Łódzkiego: Free Your Mind!!! Muzyk jest w świetnej formie. Kompozycje i wykonanie super! Michale Urbaniak, zapraszamy do Łodzi!!! Dzięki za „prząśniczkę” w trzecim utworze!
Sporo się pisze ostatnio o nienawiści. Ja przekornie chciałbym
dzisiaj o miłości.
Chciałbym podzielić się fragmentem poezji mojego znajomego,
teologa, filozofa i poety szwedzkiego Svena Hillerta.
W wolnym tłumaczeniu na polski
Chcę wierzyć, że miłość istnieje
bez namysłu i kalkulacji,
bez korzyści i zysków,
bez spadochronu i ubezpieczenia.
Chcę wierzyć, że coś istnieje
w każdym, kto odważy się upaść,
w każdej zmrożonej duszyczce
we wszystkim i we wszystkich.
(S. Hillert, Uwierz w coś, proprius.se)
Na tle tego pesymizmu naszego powszechnego, na tle tej
nienawiści dookolnej i tego zabagnionego świata, ten wiersz pozwala mi się uśmiechnąć.
Sven jest teologiem zrównoważonego rozwoju, sporo pisze o
ekologii, uwielbia naturę, biega amatorsko. Kiedyś przebiegłem z nim prawie 10
km nad Bałtykiem. Bardzo optymistycznie brzmi jego przesłanie. Chcę wierzyć, że
miłość istnieje.
Zanim zapoznam się z całym tomikiem, który ma mi Sven wysłać,
chciałem sięgnąć właśnie do tej poezji zrównoważonego rozwoju z jego książki
teologicznej, której tytuł też jest poetycki, to znaczy niejednoznaczny, może
bowiem odsyłać do wielu niuansów: to może być wiara w zrównoważony rozwój, wiara
zrównoważonego rozwoju, wiara w zrównoważonym rozwoju…
Piękny wiersz, w którym czytelnik znajdzie pełną optymizmu
teologię zrównoważonego rozwoju, czegoś, co można także zobaczyć w słynnym
szwedzkim pojęciu „lagom”, choć to jest bardziej skomplikowane i dużo
trzeba byłoby pisać, aby wyjaśnić wszystkie podobieństwa i różnice.
Myślę, że zarówno ten nowy wiersz, jak i ten, który odnalazłem
w teologicznym eseju Svena mają w sobie niesłychany optymizm i napawają nadzieją,
jakże potrzebną w naszych czasach.
Na samym końcu
są tacy, którzy nigdy nie umierają,
wyszeptując z wieczności
tęsknotę do życia.
Wszystko, co istniało
i jest i będzie istnieć,
jest odpowiedzią na słowo.
Wszystko ma związek
ze wszystkim, co powstało,
życiem
w niebie i na ziemi.
W samej głębi
życie jest udzielane nam jako pożyczka.
Oddycham teraz i tutaj
we wszystkim, co jest.
Wszystko, co może karmić,
ogrzać i unieść,
istnieje
jako odpowiedź na słowo.
W końcu wszystko ma swoje znaczenie,
Kiedy wszystko się przybliża
Do życia
I w niebie i na ziemi.
W głębi wnętrza
nie ma żadnego oni i my,
Znajdzie się tam to nigdy nie widziane,
wszystko staje się jednym.
Wszystko, co chcesz kochać,
pielęgnować i chronić,
istnieje
w odpowiedzi na słowo.
Uwierz w swoją miłość
i żyj w swojej tęsknocie
za życiem
w niebie i na ziemi.
Tłumaczę swobodnie, nie wszystko pewnie jest możliwe do oddania,
ale zapragnąłem podzielić się pragnieniem… miłości. Czego i Wam życzę.
Dla porządku podaję poniżej oryginał.
Längst
innerst innanför
finns det
som aldrig dör,
viskar från
evig tid
längtan
till liv.
Allt som
har varit
och är och
ska komma
finns till
som ett
svar på ett ord.
Allt är
besläktat
med allt i
sitt ursprung,
ett liv
i himmel
och på jord.
Längst
innerst inifrån
ges livet
som ett lån.
Jag andas
nu och här
i allt som
är.
Allt som
kan föda
och värma och bära
finns till
som ett
svar på ett ord.
Allt får
sin mening
när allt
kommer nära,
ett liv
i himmel
och på jord.
Längst
innerst inuti
finns inga
de och vi,
finns det
som ingen sett,
allt blir
till ett.
Allt du
vill älska
och värna
och vårda
finns till
som ett
svar på ett ord.
Tro på din
kärlek
och lev i
din längtan
ett liv
i himmel
och på jord.
(S.
Hillert, Tro i hållbar utveckling. Med Gud bortom dualismen, Argument, Varberg
2017, 7)
Komentarz na temat najnowszej publikacji w THE o zmianach w
szkolnictwie wyższym w Polsce
David Matthews opublikował kilka dni temu analizę pt. Reformy szkolnictwa wyższego w Polsce: przejęcie władzy czy konieczna korekta? Publikacja ujrzała światło dzienne 15 sierpnia 2019 w prestiżowym brytyjskim tygodniku specjalistycznym poświęconym szkolnictwu wyższemu Times Higher Education. Obszerna i pogłębiona analiza, starająca się cytować zarówno zwolenników, jak i krytyków zmian w obszarze nauki i szkolnictwa wyższego w Polsce, jest wynikiem autentycznych rozmów przeprowadzonych przez Davida Matthewsa m. in. po publikacji w kwietniu niepochlebnej opinii na temat tzw. Reformy Gowina.
Warto podkreślić, że Matthews stara się być bezstronny, a mimo to ostateczny wniosek z jego pogłębionej dziennikarskiej roboty jest pesymistyczny. Ostatecznie autor artykułu widzi groźbę sporej ideologizacji obszaru nauki i edukacji wyższej w Polsce.
Początkowo obraz nie wygląda źle, bo Matthews rozpoczyna od porównania sytuacji na Węgrzech z sytuacją w Polsce. Na tle oficjalnych węgierskich zakazów prowadzenia badań nad płcią (gender), zmuszenia środkowoeuropejskiego uniwersytetu George’a Sorosa do przeniesienia się do Wiednia i ręcznych mianowań rektorów Polska ma się jeszcze dobrze. Co więcej, autor porównuje swoje wrażenia z wizyty w Budapeszcie w 2017 r. do tych z Warszawy z lata 2019 i wychodzi mu, że atmosfera w Polsce jest jeszcze atmosferą wolności, bo naukowcy, z którymi rozmawiał nie rozglądają się niepewnie, kiedy się ich pyta o oceny i są zadowoleni, że dziennikarz rejestruje ich uwagi. Zupełnie inaczej było w Budapeszcie.
Warto także zobaczyć, że THE jako tygodnik związany z
coroczną publikacją rankingów uczelni świata wyraźnie preferuje mierzalne dane
i parametryzację funkcjonującą w świecie brytyjsko-amerykańskim. Stąd np. widać
ślad nadziei w tekście Dawida Matthews, kiedy zapytuje retorycznie, czy reforma
Gowina „stara się jedynie wzmocnić pozycję polskich rektorów w
skuteczniejszym zarządzaniu ich instytucjami i narzucić tak potrzebną dawkę
ambicji i merytokracji słabnącemu systemowi szkolnictwa wyższego”, który
przecież lokuje się na arenie międzynarodowej znacznie poniżej swoich możliwości.
Na poparcie tego przytaczane są twarde wyniki, których używa także polskie
ministerstwo, uzasadniając podjęcie reform: „z 4257 grantów początkowych
przyznawanych młodym naukowcom przez prestiżową Europejską Radę ds. Badań
Naukowych od 2007 r. akademicy z Polski zdobyli tylko 22. A spośród 2899
grantów zaawansowanych przyznawanych starszym naukowcom od 2008 r. Polska zdobyła
tylko cztery.” Dwa najwyżej ocenione polskie uniwersytety w światowym
rankingu uniwersytetów THE mieszczą się w przedziale 601–800.
Autor pomija fakt, że szkolnictwo wyższe w Polsce wykonało wielki wysiłek wielu zmian od 1989 roku i że od tego czasu z punktu widzenia tych właśnie wskaźników dokonał się i tak skok jakościowy. Co więcej, dziennikarz brytyjski wyraźnie zauważa, śledząc to, co powiedziała mu przy kawiarnianym stoliku prof. Monika Kostera, „że polskie uniwersytety tradycyjnie cieszyły się pewnym stopniem samorządu akademickiego od dawna wygaszonym w Europie Zachodniej.” Co więcej wydaje się, że Dawid Matthews ubolewa wraz ze swoją interlokutorką, że reformy Gowina zakończyły potencjalnie „chwalebne” eksperymenty w „demokracji kolegialnej”, zaś zmiany nie poparte większymi nakładami finansowymi nie przyczynią się do poprawy sytuacji. Autor cytuje także moją opinię o upadku mniejszych i młodszych uczelni w Polsce, które stracą uprawnienia i zostaną zdegradowane. Jest to szczególnie groźne na prowincji.
Najbardziej chyba istotne jest to, że autor dał także szansę
obszernego wypowiedzenia się ministrowi Jarosławowi Gowinowi, „architektowi
polskiego wstrząsu”, „wytwornemu, srebrnowłosemu filozofowi z eklektycznym CV”.
Minister ucieszył się, że THE pragnie z nim rozmawiać i uzasadnia swoje reformy
porównaniem uczelni polskich z Uniwersytetem Cambridge, bo rozmawiał z Sir
Leszkiem Borysiewiczem, byłym kanclerzem Uniwersytetu Cambridge, synem polskich
uchodźców wojennych i wyszło mu, że kanclerze w systemie brytyjskim mogą
znacznie więcej niż polscy Rektorzy.
Nie mogę zauważyć, że w takim zestawieniu Cambridge vs. cała Polska, zawsze będziemy wyglądać fatalnie. Nie tylko system brytyjski i polski są nieporównywalne, ale uczelnie masowe takie jak w Polsce nigdy nie będą uczelniami rezydencjalnymi, tak jak koledżowe Cambridge. Nie mogę też nie wspomnieć, że moje zdziwienie budzi także minister nauki, który rozmawia po angielsku z dziennikarzem THE w obecności kilku tłumaczy. (Sic!)
Autor analizy cytuje zarówno dra hab. Emmanuela Kulczyckiego, przedstawianego jako zwolennika i głównego doradcę ministerstwa, jak i doktorantkę Monikę Helak biorącą udział w czerwcowych protestach okupacyjnych 2018 r., inspirowanych m.in. przez KKHP. Stara się naprawdę sięgać na prawo i lewo, żeby zbalansować obraz.
Minister Gowin sam siebie w rozmowach ukazuje jako „tradycyjnego,
kochającego wolność i pluralistycznego konserwatystę”. Wydaje się zadowolony,
kiedy przeciwnicy zarzucają mu bycie neoliberalnym, ale to wszystko z tego, że „nie
podoba mu się państwo”. Uważa, że „państwo powinno być ograniczone i dać jak
najwięcej miejsca jednostkom, rodzinie i społeczności”. Jednak sam autor artykułu
zauważa, iż publiczna zapowiedź przez Gowina „repolonizacji” polskich mediów po
wygranych przez PiS wyborach w październiku nie wydaje się z ducha liberalnego.
I jego dziedzictwo, niezależnie od tego, czy zachowa swoje stanowisko ministra
po wyborach, jest oceniane przez autora negatywnie.
„Pod jego reformami teologia została wyniesiona z podsekcji
nauk humanistycznych do jednej z ośmiu ogólnych dyscyplin, stawiając ją na
równi z dziedzinami takimi jak ekonomia i nauki przyrodnicze. Daje to teologom
wielką moc w eksperckich radach doradczych, które decydują na przykład, które
czasopisma lub instytucje oficjalnie uznają.”
Nawet dr hab. Emmanuel Kulczycki, jeden z wielkich agentów zmian, jest sceptyczny, jeśli idzie o ten punkt programu Gowina.
Artykuł kończy się pesymistyczną wizją ideologizacji
polskiej nauki i szkolnictwa wyższego: „Polskie uniwersytety mogły jak dotąd
wymknąć się spod kontroli państwa, ale wpływ kościoła może być trudniejszy do
uniknięcia.”
Zasadniczo zatem należy odnotować, że ocena zmian wypada
negatywnie. Autor analizy sympatyzuje z intencjami zmian, ale wykonanie ocenia
fatalnie. Co więcej, jeśli miałbym wskazać najsłabszy punkt w jego analizie, to
trzeba byłoby zauważyć, iż nie uwzględnia on w większym stopniu tej rosnącej na
polskich uczelniach świadomości demokratycznych procedur. Co w kontekście
ograniczania demokracji w innych obszarach ma duże znaczenie. Za mało jest także
o tych ideach w najnowszej nauce o zarządzaniu, które wskazują na rolę
kreatywności i krytycznego myślenia w małych zespołach.
Odpowiadając na zadane przez autora artykułu pytanie, czy zmiany na uczelniach w Polsce to jest przejęcie władzy, czy też konieczna korekta, trzeba odpowiedzieć, że wnioski nasuwają się same: to jest przejęcie władzy, ale nie przez państwo, tylko przez ideologię dominującą dziś w Polsce. Co więcej, należałoby zaprosić autora, aby uważnie śledził sytuację w Polsce, bo tak, jak nie wszystko widać latem 2019 r. przed wyborami, tak pewne skutki reformy zaczną się pojawiać dopiero za kilkanaście miesięcy. Matthews np. nie mógł jeszcze odnieść się do sytuacji stworzonej przez nową listę czasopism, w których naukowcy polscy powinni publikować, choć wcześniej znaną już listę wydawnictw ocenił krytycznie.
Redaktorze David Matthews, pozostańmy w kontakcie.
Open education concept. Getting education online. Study in the internet. Idea of e-learning. People sitting on the pile of books. Flat vector illustration
Właśnie ukazał się artykuł w Times Higher Education na temat arcyciekawego projektu amerykańskiego nazwanego Open Sylabus Project (OSP)
Projekt polega na zgromadzeniu milionów sylabusów kursów, aby przekonać się, które pozycje bibliograficzne są najbardziej popularne w ponad 80 krajach.
W projekcie używa się nie tylko olbrzymich baz danych otwartych zasobów uniwersyteckich (przeszukiwanych przez roboty), ale także indywidualnych zgłoszeń samych akademików. Projekt jest zarządzany przez organizację pożytku publicznego The American Assembly, która jest afiliowana przy Columbia University. Wyniki badania sztucznej inteligencji oraz ekspertów są widoczne i dostępne do eksploracji w narzędziu udostępnionym zupełnie za darmo Open Syllabus Explorer. https://blog.opensyllabus.org/about-the-open-syllabus-project/
Na razie, niestety, źródło nie analizuje nieanglojęzycznych zasobów, choć autorzy projektu na stronach internetowych wyraźnie wskazują, że jest to ich ostatecznym celem, ale kiedy to będzie, nie określili.
W wyszukiwarce można znaleźć daną pozycję po autorze, tytule, obszarze wiedzy, uczelni, kraju czy wydawcy.
Świetnym, pouczającym narzędziem, także graficznym jest Galaktyka, to wizualizacja pokazująca aktualnie 164,720 najczęściej polecanych tekstów do czytania w korpusie Open Syllabus, bazie danych obejmującej 6 059 459 programów nauczania.
Zarządzający projektem mają duże ambicje: w przyszłości dane mogłyby wedle nich nawet zostać wykorzystane do zmierzenia wpływu pracy naukowców na salach wykładowych na całym świecie – tak jak zwykło się mierzyć wpływ na naukę, poprzez cytaty i inne wskaźniki. „Wersja 2.0” Open Syllabus Project przypisuje wynik od 1 do 100 każdemu tekstowi, aby przedstawić jego „wpływ” w salach wykładowych i seminaryjnych.
W celach projektu jest także doprowadzenie do swoistej dekolonizacji edukacji (na przykład widać dzisiaj oczywistą dominację białych mężczyzn wśród najczęstszych autorów).
Największe hity na liście OPS są związane z nauką pisania i liczenia na uniwersytecie. Nie dziwi to. W końcu esej akademicki i arkusz kalkulacyjny wymagają opanowania narzędzie metod.
Wydaje się, że najważniejszą w tej chwili kwestią dla tego projektu jest dekolonizacja swojej perspektywy przez uwzględnienie innych niż angielski języków. Na razie należy przywitać z zadowoleniem uwzględnienie wpływu nauki na edukację uniwersytecką. Czy przyjmie się jako jeszcze jeden parametr oceny pracowników naukowych? Śmiem wątpić.
Najbardziej smutną wiadomością, że istnieje oficjalna lista krajów, z których nie pobiera się danych dotyczących sylabusów, aby nie zdradzać ewentualnych uczonych, czego oni też uczą na tych uniwersytetach. Cieszy, że wśród tych krajów nie znalazła się Polska.
Na liście znajdują się, Afghanistan, Algieria, Angola, Azerbejdżan, Bahrajn, Bangladesz, Benin, Brazylia, Burundi, Kamerun, Czad, Chiny, Kolumbia, Kongo, Wybrzeże Kości Słoniowej, Kuba, Ekwador, Egipt, Etiopia, Gwatemala, Honduras, Hongkong, Węgry, Indonezja, Iran , Irak, Jordania, Kenia, Kuwejt, Liban, Liberia, Libia, Makao, Madagaskar, Malawi, Malezja, Mali, Mauretania, Meksyk, Maroko, Mozambik, Myanmar, Nepal, Niger, Nigeria, Oman, Pakistan, Palestyna (OPT), Papua Nowa Gwinea, Paragwaj, Filipiny, Rosja, Arabia Saudyjska, Senegal, Sierra Leone, Singapur, Sri Lanka, Sudan, Suazi, Syria, Tadżykistan, Tanzania, Tajlandia, Togo, Tunezja, Turcja, Uganda, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Wenezuela, Wietnam, Jemen, Zambia i Zimbabwe.
Z samej Polski w bazie póki co znalazło się ponad 100 000 sylabusów z 57 różnych uczelni i z rangą cytowania wielkości ponad 36 000. W Polsce dominują w sylabusach dyscypliny takie jak historia, biologia, ekonomia i literatura angielska, jeśli zaś zajrzeć do najczęstszych cytowań z pierwszej pięćdziesiątki, uderza dominacja translatoryki.
Na tym przykładzie widać, jak bardzo chaotyczne są Big Data agregowane przez roboty z otwartych zasobów edukacyjnych. I jak wiele zmienia się, kiedy uwzględnić dominację języka angielskiego, bądź kiedy promuje się inne języki.
Ciekawy jest także blog prowadzony na stronach. Autorzy zapraszają do dzielenia się sylabusami i zapewniają o zachowaniu prawa do prywatności.
Personalnie projekt firmowany jest przez:
Joe Karaganis, Director David McClure, Research Director Snakedev, Data Engineering Jody Leonard, Software Engineer Genosha, Front-End Development
Życzę powodzenia, choć pewnie jako nowy parametr oceny się nie przyjmie. Jako pomoc w codziennej pracy dydaktyka uczelnianego – jak najbardziej, wypada podziękować, życzyć powodzenia i namawiać do współpracy…
Przeanalizowałem listę czasopism w wykazie ministerialnym z literaturoznawstwa z najżwyższej półki, bo wycenione przez Ministerstwo ostatnim Rozporządzeniem na 200 punktów:
AMERICAN LITERARY HISTORY ANTIGONISH REVIEW Anuario Lope de Vega-Texto Literatura Cultura (wcześniej nie było na liście) BEITRAGE ZUR GESCHICHTE DER DEUTSCHEN SPRACHE UND LITERATUR BYZANTINISCHE ZEITSCHRIFT Cambridge Journal of Postcolonial Literary Inquiry CLASSICAL ANTIQUITY CONTEMPORARY LITERATURE CounterText-A Journal for the Study of the Post-Literary (nie znalazłem we wcześniejszym wykazie) CRITIQUE-STUDIES IN CONTEMPORARY FICTION Emily Dickinson Journal GEMA Online Journal of Language Studies Italian Culture Journal of Adaptation in Film & Performance JOURNAL OF HELLENIC STUDIES Journal of Literary Theory JOURNAL OF ROMAN STUDIES Language and Literature Literary Journalism Studies MINNESOTA REVIEW MNEMOSYNE MODERN LANGUAGE QUARTERLY NARRATIVE NEW LITERARY HISTORY OXFORD GERMAN STUDIES Perinola-Revista de Investigacion Quevediana Philologia Classica PMLA-PUBLICATIONS OF THE MODERN LANGUAGE ASSOCIATION OF AMERICA POETICS Problemy Istoricheskoi Poetiki Projections-The Journal for Movies and Mind RENAISSANCE QUARTERLY ROMANCE PHILOLOGY Romanticism Signs and Society SPIEGEL DER LETTEREN STUDI MEDIEVALI Studia Aurea-Revista de Literatura Espanola y Teoria Literaria del Renacimiento y Siglo de Oro STYLE VIERTELJAHRSHEFTE FUR ZEITGESCHICHTE WALT WHITMAN QUARTERLY REVIEW WELT DER SLAVEN-HALBJAHRESSCHRIFT FUR SLAVISTIK ZEITSCHRIFT FUR ROMANISCHE PHILOLOGIE Annales
Większość to bezdyskusyjnie świetne czasopisma, choć uderza dominacja angielskiego i tylko nieliczne czasopisma z innych języków kongresowych. Slawiści powinni publikować po niemiecku w WELT DER SLAVEN-HALBJAHRESSCHRIFT FUR SLAVISTIK. Dlaczego? Nie wiem, ale mogą dostać za jeden artykuł 200 punktów. [jak można się przekonać, w tym piśmie publikuje się również w innych językach, także słowiańskich, ale… sugestia jest mimo wszystko wyraźna]
Jednak znalazłem także ewidentną perełkę, czy nawet GWIAZDĘ: 200 punktów za publikację krytyki literackiej w Antigonish Review (wcześniej nie było tego kwartalinika w ogóle na liście)
Może ja nie rozumiem mechanizów, ale takie drobiazgi literackie mają być wyceniane najwyżej? Dwieście punktów?
Założony w 1970 r. Przez R.J. MacSween, The Antigonish Review jest jednym z najstarszych kwartalników literackich w Kanadzie. Wedle zapisu na stronie internetowej ma obejmować publikacje regionalne, krajowe i, w mniejszym stopniu, jest pismem międzynarodowym. Od początku swojego istnienia TAR publikował poezję, fikcję, eseje, recenzje książek i tłumaczenia. (tłumaczę ze strony internetowej kwartalnika) Za publikację w tym czasopiśmie 200, zaś za publikację w np. Comparative Critical Studies 40?
Pozdrawiam serdecznie wszystkich, ale chyba nie jestem w stanie jakoś przejść do porządku dziennego nad tym zestawem.
PS. Bardzo dziękuję dr Agnieszce Kałowskiej z WUŁ za pomoc w analizie.
Jak podaje „California Academics Quit Elsevier Journals in Open Access Row”. Times Higher Education (THE), 10 sierpień 2019, ponad 30 wykładowców z University of California zrezygnowało ze stanowisk redakcyjnych w Cell i innych wiodących czasopismach naukowych należących do Elseviera w zaogniającym się pojedynku z gigantem wydawniczym na temat otwartego dostępu. Wcześniej system kalifornijskich uniwersytetów, składający się z 10 kampusów odmówił (link) podpisania w styczniu tego roku odnowienia z Elsevier umowy, nalegając jednocześnie, aby wydawca podjął śmielsze kroki, aby zaoferować jego zawartość w formatach, które nie wymagają subskrypcji, czyli w otwartym dostępie. Jest to jeszcze jeden krok w rewolucji, która otwiera naukę i dostęp do niej szerokim kręgom naukowców, ale także społeczeństwu. Niestety, Elsevier, jako właściciel Scopus musi się cieszyć, że rząd PiS i ministra Gowina posłuchał rad lobby prywatnej firmy i uzależnił działalność naukowców polskich i jej ewaluację od punktacji, której głównym kryterium jest znalezienie się czasopisma w tej prywatnej, mocno płatnej bazie danych.
Czy listy zespołów eksperckich (na razie z nauk ekonomicznych oraz z literaturoznawstwa) otworzą oczy na podstawowy rys zmian w szkolnictwie wyższym w Polsce?
8 sierpnia rozesłano taki list
„Katowice-Kraków-Lublin-Poznań-Warszawa, 09.08.2019 r.
OŚWIADCZENIE
My, niżej wymienieni członkowie i członkinie byłego zespołu doradczego do spraw wykazów czasopism naukowych i recenzowanych materiałów z konferencji międzynarodowych dla dyscypliny naukowej literaturoznawstwo stwierdzamy, że lista czasopism wraz z ich punktacją, opublikowana przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego w dniu 31 lipca br., w znaczący sposób odbiega od przedstawionych przez nas Ministerstwu propozycji. W związku z tym zachęcamy wszystkich tych przedstawicieli środowiska literaturoznawczego, którzy uważają, że opublikowana lista nie jest zgodna z ich oczekiwaniami, by bezpośrednio zwrócili się do Komisji Ewaluacji Nauki (KEN) oraz Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego w celu otrzymania uzasadnień decyzji podjętych przez KEN oraz Ministerstwo.
Mirosława Hanusiewicz-Lavallee Maciej Junkiert Magdalena Latkowska Przemysław Marciniak Ryszard Nycz Piotr Śniedziewski Tadeusz Rachwał Paweł Zajas”
W artykule THE podkreśla się odwagę naukowców kalifornijskich, którzy otwarcie występują przeciwko monopolistycznym praktykom biznesowym Elseviera. Czy rząd Polski nie ma takiej odwagi, żeby przeciwstawić się temu lobby? Czy podatnik Polski musi płacić kilkakrotnie za to, za co płaci już dotacjami?
Aktualizacja: 13 sierpnia 2019
Jest kolejne oświadczenie zespołu ekspertów
Nauki o kulturze i religii:
My, niżej wymienieni członkowie byłego zespołu doradczego do spraw wykazów czasopism naukowych i recenzowanych materiałów z konferencji międzynarodowych dla dyscypliny naukowej nauki o kulturze i religii stwierdzamy, że lista czasopism wraz z ich punktacją, opublikowana przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego w dniu 31 lipca br., w znaczący sposób odbiega od przedstawionych przez nas Ministerstwu propozycji.
W związku z tym zachęcamy wszystkich tych przedstawicieli naszych środowisk, którzy uważają, że opublikowana lista nie jest zgodna z ich oczekiwaniami, by bezpośrednio zwrócili się do Komisji Ewaluacji Nauki (KEN) oraz Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego w celu otrzymania uzasadnień decyzji podjętych przez KEN oraz Ministerstwo.
Marek Dziekan, Leszek Kolankiewicz, Waldemar Kuligowski, Maciej Kurcz
Witraż z siedziby Akademii Muzycznej w Łodzi przy ul. Gdańskiej
Święto Łodzi i orgia umysłów
(26-28 lipca 2019)
Zbliżają się 596 urodziny Łodzi. Będzie mnóstwo imprez, głównie na Piotrkowskiej. Władze miasta bardzo serdecznie zapraszają na obchody tysiące łodzian. Planowane są imprezy dla dzieci, imprezy sportowo-rekreacyjne, pokazy filmowe, koncerty, tańce, hulanki, swawole.
Biblioteka Miejska wraz z Uniwersytetem Łódzkim przygotowują
strefę promującą czytanie książek (w sobotę 27.07.29 przy ul. Zamenhofa).
Biblioteka zapewni atrakcje dla dzieci, m.in.: zabawy i konkursy. Będzie można
też wymieniać się książkami za darmo i poleżeć na Piotrkowskiej na
przygotowanych leżakach, podczas gdy pracownicy i wykładowcy UŁ czytać będą na
głos fragmenty „łódzkich” książek.
Chciałbym przy tej okazji zaprosić do lektury łodzianina
Karla Dedeciusa.
Śp. Karl Dedecius (1921-2016) był honorowym obywatelem Łodzi i doktorem honoris causa Uniwersytetu Łódzkiego. Urodził się tutaj, uczył w gimnazjum, z Łodzią łączyło go wiele. Przy okazji święta Łodzi warto przypomnieć jego postać, bo jak mało kto przyczyniał się do pokoju w Europie drobnymi swoimi sprawami tłumacza, teoretyka tłumaczenia oraz popularyzatora kultury polskiej i rosyjskiej w niemieckim kręgu językowym.
Sprawy związane z językami obcymi były dla niego żywe. Przekład
stanowił filozofię życia i działania. W swojej „Sztuce przekładu” z
1999 r. pisze w pierwszym akapicie:
„Tłumaczami jesteśmy wszyscy. Nawet jeśli nie tłumaczymy
książek, lecz wygłaszamy mowy, wydajemy sądy, załatwiamy interesy, stanowimy
prawa. Zawsze jesteśmy wtedy tłumaczami. Przekładamy bowiem swoje myśli na słowa,
a słowa na rozum adresatów.” (Szkiełko tłumacza, 2013: 261)
Tłumaczenie innymi słowy to humanizm polegający na tym, że
zbliżamy się do rozumu i ciała adresatów tego, co robimy i mówimy, czy piszemy.
Tłumaczenie jest zbliżeniem się do ludzi.
Tłumacz jest przyrównany z jednej strony do najwyższego kapłana — Pontifex maximus — Budowniczego Mostów — z drugiej zaś — za Horacym — do tłumacza bogów, pośrednika między światem boskim i ludzkim.
Jednak tłumaczenie ma przyziemny cel: budować mosty między
poszczególnymi umysłami, tak żeby panował pokój między narodami i pojednanie.
„Język, tworzywo, z którego my tłumacze budujemy mosty,
jest ze swej natury budulcem porozumienia. Tam gdzie rodzi nieporozumienie,
jest sługą nadużycia”. (Tamże 262) Ta sztuka budowania mostów jest trudna,
jest przeciwieństwem mowy nienawiści, „walczących słów” (wg J.
Butler). Tłumaczenie, zwłaszcza literackie, służy zbliżeniu umysłów, a tym
samym jest tych umysłów obcowaniem, co jest ex definitione komunią, łac.
Communitas, czy universitas. (266)
Sednem posłania tłumaczy jest zbliżenie poprzez syntezy,
czasami niezwykle trudne, syntezy przeciwieństw. „W wyższych stadiach
rozwoju bowiem przeciwieństwa nie zwalczają się, lecz zwielokrotniają wzajemnie
swoje potencjały, łączą się i tworzą nowe, wyższe syntezy.” (267)
I na koniec: każda czynność tłumacza ma wymiar polityczny, tłumaczenie
literatury pięknej nie jest apolityczne. Cytuje przy tym wiersz „Dzieci
epoki” Wisławy Szymborskiej:
Jesteśmy dziećmi epoki,
epoka jest polityczna.
Wszystkie twoje, nasze, wasze
dzienne sprawy, nocne sprawy
to są sprawy polityczne.
Chcesz czy nie chcesz,
twoje geny mają przyszłość polityczną,
skóra odcień polityczny,
oczy aspekt polityczny.
O czym mówisz, ma rezonans,
o czym milczysz, ma wymowę
tak czy owak polityczną.
Nawet idąc borem lasem
stawiasz kroki polityczne
na podłożu politycznym.
Wiersze apolityczne też są polityczne,
a w górze świeci księżyc,
obiekt już nie księżycowy.
Być albo nie być, oto jest pytanie.
Jakie pytanie, odpowiedz kochanie.
Pytanie polityczne.
Nie musisz nawet być istotą ludzką,
by zyskać na znaczeniu politycznym.
Wystarczy, żebyś był ropą naftową,
paszą treściwą czy surowcem wtórnym.
Albo i stołem obrad, o którego kształt
spierano się miesiącami
przy jakim pertraktować o życiu i śmierci,
okrągłym czy kwadratowym.
Tymczasem ginęli ludzie,
zdychały zwierzęta,
płonęły domy
i dziczały pola
jak w epokach zamierzchłych
i mniej politycznych.
STRASBOURG, FRANCE – SEP 12, 2018: Rear view of people smoke grenade thrown during French Nationwide day of protest against labor reform proposed by Emmanuel Macron Government
Bo Ars poetica tłumacza jak każda sztuka jest ars amandi, sztuką kochania. Czy sztuka kochania jest tematem politycznym? Bywa że nawet bardzo.
Z okazji Święta Urodzin Łodzi życzę wszystkim łodzianom Uśmiechu
i politycznej sztuki kochania! Tłumaczcie siebie nawzajem, to będzie orgia umysłów…
Źródło cytatów:
Dedecius, Karl. Szkiełko tłumacza i oko poety. Universitas.
Zredagowane przez Andreas Lawaty, Przetłumaczone przez Jacek Dąbrowski i in.,
t. 15, Kraków: Universitas, 2013.
Jabłek wprawdzie nie rodzę, lecz mię pan tak kładzie
Jako szczep napłodniejszy w hesperyskim sadzie.
Ten wiersz
Jana Kochanowskiego, fraszka „Na lipę”, staje się dzisiaj dla mnie
subiektywną, osobistą soczewką, w której widzę więcej. Trzy subiektywne motywy
splatają się w nim mocno: 1) staropolska sielankowa gościnność i tolerancja; 2)
lipa jako symbol Braci Czeskich; 3) różnorodność jako wyzwanie dla
uniwersytetu.
Wiersz ten
w szkołach polskich — jako że jest on jednym z najlepiej znanych utworów poety
z Czarnolasu — funkcjonuje często jako dobry przykład uosobienia
(personifikacji), ale także hołdu złożonego lipie jako drzewu. Inicjalne
„Gościu” i następujące po nim zaproszenie wywołuje skojarzenia ze
staropolską gościnnością i tolerancją. Ta sielanka (bzyczenie pszczół i senna,
letnia atmosfera kanikuły) może stać się symbolem Rzeczpospolitej Obojga
Narodów, Polski króla Zygmunta Augusta, Polski „konfederacji
Warszawskiej” — symbolem tolerancji i wielokulturowości — I
Rzeczpospolita, nazwana „Obojga Narodów”, w istocie skupiała w sobie
wiele różnych narodów i wyznań: Polaków, Białorusinów, Litwinów, Ukraińców, Żydów,
Niemców, Prusów, katolików, luteran, reformowanych, pre-unitarian (Braci
Polskich), prawosławnych, muzułmanów… W ubiegłym roku w czerwcu miałem
zaszczyt reprezentować polskich luteran na Synodzie Braci Czeskich, dla których
lipa była także symbolem ich ojczyzny, z której zostali wygnani…
Repro Free: Friday 14th June 2019; Pictured at a Peer Learning Seminar, How to Transform universities to embrace diversity & foster inclusion were . Picture Jason Clarke
Na zdjęciu
stoją uczestnicy tego seminarium wraz z otwierającą je Minister Szkolnictwa Wyższego
Republiki Irlandzkiej. Uniwersytety w Unii Europejskiej mają niezwykle ważną
rolę do spełnienia: sedno ich misji leży w łączeniu umiędzynarodowienia z
odpowiedzią na lokalne potrzeby.
Siedziba PWC w Dublinie udekorowana tęczą z napisem „Lśnij”
Kiedy popołudniu
udałem się na małą wycieczkę do mostu Samuela Becketta, zobaczyłem tęczę na
budynku jednej z wielkich, światowych korporacji. Ta tęcza oznacza po prostu
realizację w praktyce CSR, czyli Corporate Social Resposibility, Społeczną
Odpowiedzielność Korporacji. Nie jest to tylko hasło, ale wyzwanie dla
globalnych firm, które muszą także realizować strategię wyrównywania szans, różnorodności
i włączania. Tęcza nie obraża, wręcz staje się symbolem pokojowego współistnienia,
zgodnie z resztą z pokojową naturą tęczy w Starym Testamencie, w którym oznacza
Przymierze i obietnicę, że zniszczenia świata nie będzie.
Uniwersytet
jak i globalne firmy otwierają się na różnorodnych przybyszów, bo taka jest
jego racja staniu. Dumny jestem, że Uniwersytet Łódzki realizuje program
University Diversity, którego częścią między innymi jest akcja „Gość na
Wigilię”, kiedy zapraszamy do swoich domów na Święta jako pracownicy UŁ
studentów zagranicznych z całego świata, bez względu na wyznanie, kolor skóry,
czy orientację…
Ten wątek naprowadził mnie, niestety, na Białystok i ostatnie wydarzenia związane z agresją najgorszego sortu na pokojową manifestację „Marszu Równości”. Tak jak chciałoby się wierzyć, że staropolska gościnność i tolerancja krąży w naszej krwi, z dziada pradziada, cokolwiek by to oznaczało, to jednak w świetle tego, co się teraz na naszych oczach dzieje w Polsce, chciałoby się zadąć w róg i wieścić apokalipsę. Jednak przypomina się wtedy inny znany wiersz Czesława Miłosza:
Piosenka o końcu świata
W dzień końca świata
Pszczoła krąży nad kwiatem nasturcji,
Rybak naprawia błyszczącą sieć.
Skaczą w morzu wesołe delfiny,
Młode wróble czepiają się rynny
I wąż ma złotą skórę, jak powinien mieć.
W dzień końca świata
Kobiety idą polem pod parasolkami,
Pijak zasypia na brzegu trawnika,
Nawołują na ulicy sprzedawcy warzywa
I łódka z żółtym żaglem do wyspy podpływa,
Dźwięk skrzypiec w powietrzu trwa
I noc gwiaździstą odmyka.
A którzy czekali błyskawic i gromów,
Są zawiedzeni.
A którzy czekali znaków i archanielskich trąb,
Nie wierzą, że staje się już.
Dopóki słońce i księżyc są w górze,
Dopóki trzmiel nawiedza różę,
Dopóki dzieci różowe się rodzą,
Nikt nie wierzy, że staje się już.
Tylko siwy staruszek, który byłby prorokiem,
Ale nie jest prorokiem, bo ma inne zajęcie,
Powiada przewiązując pomidory:
Innego końca świata nie będzie,
Innego końca świata nie będzie.
Innego końca świata nie będzie. Od nas zależy po której stronie się znajdziemy. Czy po stronie ogrodnika, czy po stronie pijaków zasypiających na brzegu trawnika. Innego końca świata nie będzie. Tęcza nie obraża. A człowiek może zabić…
Dzisiaj zainicjowałem swoją stronę jaroslawpluciennik.com. Będę tutaj aktualizował moje dane (CV i publikacje) oraz od czasu do czasu dzielił się przemyśleniami na blogu. Zapraszam do śledzenia.