Blog

  • Kultura, głupcze!

    Kultura, głupcze!

    Kultura, głupcze! Kultura, literatura, historia i prawo. Także teologia. Nade wszystko jednak — konstytucja!

    Borys Budka ogłosił w magazynie Gazety Wyborczej, że nie jest rewolucjonistą i że jest pewien wygranej przy urnach. Ale przy tej okazji określił także swój pogląd na naukę:

    „– Musimy wykorzystać potencjał naszych naukowców w gospodarce. Nauka musi mieć powiązanie z biznesem. Ale jeżeli słyszę, że PiS chciałby, żeby stopnie naukowe można było zdobywać na podstawie artykułów publikowanych w czasopismach religijnych, to jest to powrót do średniowiecza.

    My wciąż na naszych uniwersytetach mamy kierunki, które – mówiąc delikatnie – odbiegają od oczekiwań nowoczesnego państwa. No, nie bójmy się powiedzieć, że państwo finansuje naukę ludzi, którzy po tych studiach nie będą mieli zatrudnienia.

    A dokładniej?

    – Chociażby wydziały teologiczne. Czy historyczne.

    Historyczne chyba są ważne?

    – Ale w odpowiedniej proporcji. Nie da się wyłącznie na studiach historycznych budować nowoczesnego państwa.”

    Nie wypada mi się sprzeczać z prawnikiem i ekonomistą, przewodniczącym największej jeszcze partii opozycyjnej (choć przecież to tylko sondaże), na którą głosowałem kilkakrotnie w swoim życiu. Jednak muszę niestety stwierdzić, że dr ekonomii w tym momencie chyba wygrał walkę w Borysie Budce z prawnikiem z wykształcenia i wykładowcą uniwersyteckim z dziedziny prawa finansowego. Muszę jednak przywołać fakt, iż historycznie rzecz biorąc – o horrendum – to nauki prawne i teologiczne oraz medycyna tworzyły uniwersytet w średniowieczu. Więc, gdyby tak chcieć wyrzucić wszystko, co ze średniowieczem w naszym życiu jest związane, to prawo także…

    No ale pewnie dr Borys Budka odwołuje się do nowoczesnego uniwersytetu tzw. Humboldtowskiego, nowoczesnego, pooświeceniowego projektu, który do dzisiaj jest w niektórych miejscach na świecie niezakończony. W takim uniwersytecie dużą rolę odgrywały nauki przyrodnicze, badanie naukowe, empiria, autopsja stały się wtedy właśnie czymś fundamentalnym. W oświeceniu narodziło się myślenie konstytucyjne. Jednak — wiem to z historii — wtedy właśnie także rosła rola namysłu historycznego nad dokumentami, wtedy dopiero dotarło do ludzi coś, co przyjmujemy za pewnik, że historia to jest pewien proces, w którym rolę odgrywają nie tylko twarde fakty ekonomiczne, ale także interpretacje i kultura.

    Fragment Statui Wolności w Nowym Yorku (fot. Depositphotos)

    Zgadzam się, że pomieszanie z poplątaniem w postaci połączenia ministerstw nauki i szkolnictwa wyższego z ministerstwem edukacji narodowej oraz ucieleśnienie tego połączenia w figurze ministra — nomen omen — Czarnka — zaowocowało takim postrzeganiem teologii i historii, że historia i teologia to propaganda narodowo-katolicka oraz propaganda nacjonalistyczna IPN, ale na całym świecie przecież stopnie naukowe zdobywa się także w teologii, choć prawdą jest, że tylko w krajach fundamentalizmu religijnego, ta teologia jest monologowa i przywiązana do jednej religii i jednego wyznania.

    Ale jest też w wypowiedzi Borysa Budki ten szczególny ton, który wynika z przesądów, a nie z badań naukowych. No bo z jakimi badaniami mamy tutaj do czynienia: „państwo finansuje naukę ludzi, którzy po tych studiach nie będą mieli zatrudnienia.”? Czyż nie jest to słynna teza Prezesa PZU Andrzeja Klesyka z 2012 roku o uczelniach jako „fabrykach bezrobotnych”? Gdzie są badania naukowe na ten temat? I czyż nie jest to to samo, kiedy w innym liście profesor fizyki stwierdził, że młodzi ludzie zostali oszukani, bo nie są gruntownie wykształceni?

    fragment dawnego banknotu francuskiego z reprodukcją „Wolności wiodącej lud na barykady” Eugene Delacroix (fot. Depositphotos)

    18 marca 2021 w Times Higher Education zabrał głos po raz kolejny wieloletni rektor i były minister nauki w Wielkiej Brytanii prof. David Willets, także autor dużej i ważnej książki o uniwersyteckim wykształceniu: „Wyniki zatrudnienia absolwentów są oczywiście kluczowe. Musimy jednak uważać, jeśli chodzi o ocenianie kursów i instytucji na podstawie kilku przydatnych, ale wprowadzających w błąd wskaźników”.

    Dalej Willets pisze, a wie o czym, bo jest bardzo doświadczonym edukatorem i politykiem: „Uważam, że koncepcja „nadmiernego” wykształcenia [absolwentów] jest odstraszająca […]. [Jednak] […] wszyscy jesteśmy niedokształceni. Zawsze jest więcej do nauczenia się i więcej do zrozumienia. Wartość edukacji wykracza poza korzyści ekonomiczne – chociaż istnieją uzasadnione pytania dotyczące najlepszego wykorzystania środków publicznych. Co więcej, ma znaczenie, czy absolwenci, a nawet osoby niebędące absolwentami, są nieszczęśliwi w swojej pracy, co dotyka głębszych kwestii ludzkiej samorealizacji i rozkwitu [osoby].”

    Potem Willets powołuje się także na badania naukowe z 2016 roku opublikowane w Oxford Review of Economic Policy, autorstwa ekonomistów Francisa Greena i Golo Henseke, którzy wykazali, „że nawet jeśli absolwentom nie udaje się zdobyć pracy wymagającej wysokich kwalifikacji i są z tego niezadowoleni, nadal cieszą się „znaczącą alternatywną korzyścią ze szkolnictwa wyższego… w tym lepszym ogólnym samopoczuciem i większymi korzyściami zewnętrznymi dla reszty społeczeństwa ”.”

    Bardziej wykształceni nie są wcale nieszczęśliwi, choć nie są może do końca zadowoleni z pracy. To powoduje różne procesy społeczne. Bardziej wykształceni mogą na przykład przemówić nagle po francusku, innym razem po niemiecku. W obcych językach, ale ileż w tym wartości…

    Na dodatek jesteśmy w przełomowym czasie, w którym powstaje mnóstwo nowych zawodów, do których nie sposób przygotować, bo są one po prostu nowe. Wyższe wykształcenie jest kluczowe dla przyszłości. Upraszczające i spłaszczające oraz nienaukowe podejście do wyższego wykształcenia (nie zdobywania wiedzy…, bo ta jest dzisiaj wszędzie) jest krótkowzroczne. I prowadzi ludzi na manowce.

    Kiedyś spotkałem się na debacie na temat protestów ulicznych i ich roli z Borysem Budką. Wtedy liczyły się wartości konstytucyjne, wtedy było ważne to, że są w Polsce ludzie, którzy mówią nie kłamstwu i jawnemu bezprawiu. Dzisiaj na całym świecie wiadomo, że w Polsce nie jest tak łatwo, jak było łatwo na Węgrzech, jeśli idzie o łamanie obywatelskiego ducha i wprowadzenie dyktatury. Boję się myślenia krótkowzrocznych ekonomistów, dla których krótkotrwały zysk jest głównym parametrem oceny. Czyż nie taka krótkowzroczność i chciwość zarządzających doprowadziła do kryzysu ekonomicznego 2008 roku? Czyż nie taka krótkowzroczność jest także odpowiedzialna za kryzys klimatyczny? Potrzeba przecież wizji i determinacji, żeby wygrywać maratony? (a Budka jest maratończykiem).

    Kiedyś napisałem książkę o kulturze zatytułowaną „Literatura, głupcze”. Chciałbym teraz ją przywołać, bo nadal są ludzie, którym się wydaje, że beznamiętnością i kasą zdobywa się władzę. PiS przekonuje, że cynizm i kasa faktycznie działają. Ale ja będę ciągle żądał niemożliwego i chciałbym jednak rewolucji. Bo to George Orwell z 1984 r., — dzieło literackie –, przekonywało mnie jako nastolatka w latach 80-tych XX wieku, żeby występować przeciwko PRL-owi, w którym ministerstwo propagandy nazywało się Ministerstwem Prawdy.

    Teleskop i rozgwieżdżone niebo (fot. Depositphotos)

    PS. Wpis w zmienionej formie ukazał się 21.03.21 w Gazecie Wyborczej.

  • Pomnik młodej Szwedki stanie na kampusie młodej uczelni w Anglii

    Pomnik młodej Szwedki stanie na kampusie młodej uczelni w Anglii

    Główny budynek Uniwersytetu Winchester (wg Wikipedii, licencja CC))

    Greta Thunberg będzie miała swoją rzeźbę na kampusie Uniwersytetu Winchester w południowej Anglii, Hampshire, niedaleko Southampton. Jest to niewielka (niecałe 8 tyś. studentów) publiczna uczelnia, która powstała w 2005, mimo że jej początki oficjalnie sięgają do 1840 r. Posąg z brązu Grety Thunberg będzie odsłonięty tam 30 marca 2021 po roku pracy brytyjskiej rzeźbiarki Christine Charlesworth.

    Wedle oświadczenia tej artystki pracującej na specjalne zamówienie uczelni (po wygraniu konkursu), Uniwersytet chciał rzeźby Grety, ponieważ stara się być przyjazny dla środowiska a jego władze mają nadzieję, że Greta będzie inspiracją dla jej wszystkich studentów (zob. Hampshire Chronicle, jak również Dagen Nyheter).

    Uczelnia prowadzi aktywną politykę środowiskową na swoim kampusie, zmierzając między innymi do zniwelowania plastiku z życia uczelni i do zasady „nie marnować niczego” w zakupach w sklepie uniwersyteckim.

    Co ciekawe, pierwotnie wyrzeźbiona Greta miała siedzieć na ziemi, jak czyni to co piątek pod parlamentem w Sztokholmie od jesieni 2018 r. Jednak ostatecznie rzeźbiarka zdecydowała się na większą dynamikę, postać dziewczyny z długim warkoczem stoi wyprostowana i ma wyciągnięta rękę jakby przemawiała.

    To jest ciekawy przykład promocji agendy środowiskowej przez stosunkowo młodą, ale dynamiczną uczelnię. Jest to tym bardziej interesujące, że w tym samym czasie w Indiach mają miejsce publiczne egzekucje na wizerunkach Grety Thunberg po jej wsparciu farmerów w sporze z rządem indyjskim.

    Przypomnę, że Greta Thunberg była już nie tylko kandydatką do Nagrody Nobla i człowiekiem roku w 2019 wg tygodnika Time, ale redagowała honorowo program w brytyjskim radiu publicznym, redagowała numer specjalny Dagens Nyheter poświęcony sprawom ekologicznym, jest bohaterką i współautorką książki jej matki, śpiewaczki operowej i piosenkarki Maleny Ernman („Sceny serdeczne”) oraz doktorem Honoris Causa młodego belgijskiego Uniwersytetu w Mons. Można w tym kontekście zauważyć, iż nie widać na razie negatywnego wpływu na osiemnastolatkę tak wczesnej światowej sławy: Greta nadal pozostaje skromną nastoletnią Szwedką, która jednak ma w otoczeniu wielu naukowców i artystów, ludzi mediów, aktywistów i celebrytów — to może pozwala jej zachować dystans do siebie, choć jej zaangażowanie społeczne oznacza między innymi wręcz proroczy, apokaliptyczny ton niektórych wystąpień. Pół-dziecka i dziewczyny.

    Artystka Christine Charlesworth jest także autorką innych rzeźb znanych aktywnych społecznie kobiet: kompozytorki Ethel Smyth (1858-1944), pierwszej kobiety-kompozytorki nobilitowanej przez królową angielską oraz i chrześcijańskiej sufrażystki Emily Wilding Davison (1872-1913), która walczyła o prawa głosowania dla kobiet w Wielkiej Brytanii, m.in. uczestnicząc w słynnym strajku głodowym.

    Jak mówi rzeźbiarka: „Jestem bardzo dumna, że ​​stworzyłem trzy ważne statuetki kobiet z brązu dla ważnych miejsc w kraju”. (podaje Hampshire Chronicle).

  • Polska wyspa akademickiej wolności

    Polska wyspa akademickiej wolności

    Wskaźnik wolności akademickiej Polski jest wysoki. Ale już spada

    Minister Czarnek i jego narodowo-katolicka ekipa mylą się, że w Polsce zagrożona jest wolność akademicka. Ona miała się świetnie do 2015 roku i nadal ma się dobrze, choć pod wpływem rządów PiS, staje się ona coraz bardziej zagrożona.

    11 marca 2021 ukazał się po raz kolejny, poszerzony w tym wydaniu o 30 nowych krajów, międzynarodowy Raport Wolności Akademickiej na świecie (Academic Freedom Index, AFi). Raport firmowany jest przez badaczy Global Public Policy Institute (GPPI). Badacze Ci pracują także w wielu ważnych ośrodkach akademickich, zaś  ok. 2000 ekspertów Instytutu rekrutuje są z 71 krajów świata. Jak podkreśla w Times Higher Education redaktorka Ellie Bothwell: **tylko około 20 procent światowej populacji żyje w krajach, w których wolność akademicka jest dobrze chroniona.** Na tym tle Polska jawi się świetnie, bo ma kategorię najlepszą – A.

    TABELA 1

    Tabel wedle Raportu GPPI

    W tej tabeli (tabela 1) wyraźnie widać, że Polska od 1989 do 2015 roku miała bardzo wysokie wskaźniki AFi. Te wskaźniki zaczęły spadać w ok. 2016 r. Jednak nadal znajdujemy się w grupie najbardziej wolnych krajów, jeśli idzie o wolność akademicką. Czyli, jeśli weźmiemy pod uwagę np. „Wolność badań i nauczania”, to znaczy, w jakim stopniu uczeni mają swobodę rozwijania i realizowania swoich programów bez ingerencji władz, Polska osiąga najlepszy wynik, choć już gorszy niż 5 lat temu: „Określając program badań lub programy nauczania, uczeni nie podlegają ingerencji ani nie są zachęcani do autocenzury.” Warto wskazać, że ten wskaźnik jest coraz gorszy, ale jego poziom nie spadł zbyt dramatycznie, natomiast dramatycznie spadł wskaźnik wolności „ekspresji akademickiej i kulturowej”.

    Niestety w samym raporcie podobnie dramatyczne spadki widać na umieszczonej znacząco obok tabeli z Polską tabeli tureckiej.

    Możemy się pocieszyć, że nie jest z nami tak źle, jak na Białorusi, w Kazachstanie, Sri Lance, czy Tunezji. Jeśli spojrzymy na zamieszczoną kolorową mapę, to wyjdzie także a tego, iż Polska obecnie ciągle znajduje się na obszarze największej wolności akademickiej zaznaczonym na zielono. Węgry są już w strefie żółtej, razem z Ukrainą i np. Indiami oraz Pakistanem. 

    Mapa AFi według Raportu

    Smutną ilustracją tego raportu jest fotografia przedstawiająca historyczną scenę grupową studentów Central European University w Budapeszcie na tamtejszym kampusie. Ten kampus już nie istnieje, bo CEU musiało się przenieść do Wiednia z powodów polityki antywolnościowej rządu Orbana na Węgrzech. Podobnie jak wolność mediów na Węgrzech, wolność akademicka zanika.

    Ulice Budapesztu – pomnik Imre Nagy na Vértanuk Tere (fot. autora JP)

    Raport kończy się rekomendacjami zarówno dla rządów, jak i innych polityków czy międzynarodowych organizacji. Jednak najciekawsza jest chyba propozycja uwzględnienia owego indeksu wolności akademickiej w globalnych rankingach uniwersytetów. Co prawda Polska niewiele mogłaby bezpośrednio na uwzględnieniu tego czynnika zyskać, jednak uniwersytety np. w Chinach straciłyby sporo. Jak argumentują autorzy raportu, „Wolność akademicka jest ważna, bo stanowi czynnik zwiększający atrakcyjność uniwersytetów dla studentów i naukowców.” Jeśli dany kraj uzyskuje słabe wyniki w AFi, musi liczyć się z możliwością utraty także w oficjalnych rankingach. Autorzy proponują następujący wskaźnik korekcji wyniku w rankingach:

    skorygowany wynik = wynik * (0,8 + 0,2 * AFi)

    W najnowszym rankingu QS Uniwersytet Pekiński i Uniwersytet Tokijski zajmują odpowiednio 23 i 24 miejsce, z ogólnym wynikiem 83,5 i 83,2. Skorygowany wynik dla Uniwersytetu Tokijskiego wyniósłby 78,4, biorąc pod uwagę wynik Japonii 68,2.

    Taka korekta wiele dałaby informacji studentom wybierającym kraj i uniwersytet, w którym chcą studiować. Na razie jesteśmy atrakcyjnym krajem wolności dla wielu studentów zagranicznych. Oczywiście pandemia, o czym piszą także autorzy raportu, stała się zagrożeniem dla wolności akademickiej na całym świecie. Jednak miejmy nadzieję, że pandemia kiedyś minie i międzynarodowa wymiana studentów także odżyje.

    W tym kontekście Minister Czarnek może wiele zepsuć, jeśli idzie o sytuację Polski, swoimi niedowarzonymi pomysłami poprawy stanu wolności akademickiej w Polsce. Propagandowa zasłona dymna w rodzaju Obajtka czy Kaczyńskiego jako ludzi wolności takiego czy innego prorządowego pisma nie ukryje podstawowego faktu, że narodowo-katolicka junta na uniwersytetach może zepsuć stosunkowo dobrą sytuację polskich uniwersytetów. To powinien być czynnik uwzględniany przez polskich rektorów: takie sprawy jak wolność kultury, autonomia decyzji, czy integralność kampusów to nie są imponderabilia, o których gentlemeni w togach nie muszą przypominać. Ich trzeba bronić jak niepodległości. I powietrza.

    PS. Pod raportem widnieją autorzy: prof. Katrin Kinzelbach z  Global Public Policy Institute (GPPi) oraz z niemieckiego uniwersytetu FAU w Erlangen-Nürnberg,  Ilyas Saliba, doktorant na Humboldt University w Berlinie oraz badacz Global Public Policy Institute (GPPi), Janika Spannagel, doktorantka w University of Freiburg  oraz badaczka Global Public Policy Institute (GPPi) oraz Robert Quinn.  

    Raport znajduje się w wolnym dostępie tutaj.

    PS. Wpis ukazał się jako artykuł 14 marca 2021 w Gazecie Wyborczej „Czy w Polsce zagrożona jest wolność akademicka? Na Węgrzech zanika”
    Tutaj

  • 8 marca 2021

    8 marca 2021

    Happy Women Day

    Szanowne Kobiety, Córki, Matki, Żony, Koleżanki, Bojowniczki,

    Z okazji Międzynarodowego Dnia Kobiet, życzę Wam z całego serca pewności Narcyzy Żmichowskiej, wolności i rozumu wiodących lud na barykady jak u Eugène’a Delacroix, intelektu i determinacji Marii Skłodowskiej-Currie i odnalezienia własnej wdzięcznej drogi w entuzjazmie… Jak moja ulubiona Shinead O’Connor…

    Dla tych, którym drogie jest chrześcijaństwo, krótkie przypomnienie, że Jezus po raz pierwszy ukazał się po Zmartwychwstaniu jako ogrodnik Marii Magdalenie. Widać widziała więcej, czuła więcej i miała w sobie nadzwyczajne moce.

    Najmniej życzę gładkich haseł o przebijaniu szklanego sufitu. Mistrzami frazesów jesteśmy chyba my, faceci.

    Narcyza Żmichowska, Pewność

    Ludzie, ludzie, wy nie wiecie,
    Że jest szczęście na tym świecie:
    Patrzeć w niebo, gonić okiem
    Za gwiazdeczką, za obłokiem,
    Słuchać pieśni, którą śpiewa
    Naszej duszy duch przyrody,
    W głosie ptasząt, w dźwięku wody,
    W szeleszczących listkach drzewa;

    I nawzajem wysnuć z siebie
    Pieśń piękniejszą, pieśń marzenia,
    O aniołach i o niebie
    I w szlachetne uderzenia
    Wybić wszystkie serca bicia,
    I żyć pełnią swego życia,

    Mieć za sobą lat niewiele,
    Mieć przed sobą szczęścia wieki,
    W sobie duszę, która śmiele
    Dąży w przyszłość, w kraj daleki,

    W kraj z pięknością i swobodą –
    Snem miłości, czucia, wiary
    Kochać, wierzyć, czuć bez miary,
    Być kochaną – umrzeć młodą –

    Ludzie, ludzie, czyż nie wiecie,
    Że to szczęście jest na świecie!

  • Sprawa przekleństw Obajtka – dramat szekspirowski czy plemienne prawo zemsty?

    Sprawa przekleństw Obajtka – dramat szekspirowski czy plemienne prawo zemsty?

    Sprawa Obajtka, komedia czy dramat? Dramat plemnienny

    Lady Makbet, scena z nożem (il. Depositphotos)

    PIS jest jak surrealizm, budzi atawizmy. Byli tacy filozofowie-moraliści jak Simon Weil, którzy uważali, że surrealizm to jest rodzaj nihilizmu. Nie zgadzam się z taką perspektywą, bo za surrealizmem idą wielkie emocje, a zatem wartości i ustanowienie „królestwa nie z tego świata”. Światy mogą być kompletnie niekompatybilne, bo np. bardzo archaiczne.

    Kiedyś myślałem, że członkowie rządzącej partii PiS to są nihiliści. Teraz po aferze z nagraniami z Obajtkiem wydaje mi się, że adekwatniejsze będzie powiedzenie, iż partia rządząca jest partią surrealistyczną.

    Surrealistyczna wizja drewnianych rąk i zegarów na pustyni (fot. Depositphotos)

    Łatwo byłoby powiedzieć, że to, jak zaprezentował się Pan Obajtek na tych nagraniach ujawnionych i opisanych w Gazecie Wyborczej w ubiegły piątek, świadczy o mało eleganckich manierach, braku wykształcenia, prostactwie, chamstwie, wulgarności, … i co tam jeszcze….

    Dlatego że to tak łatwe, to pojawiają się równie łatwe i absurdalne kontr-tłumaczenia: Obajtek choruje na chorobę (zespół) Tourette’a, zaś to co słyszymy na nagraniach, to jest klasyczna koprolalia, to znaczy „przekleństwa, jako patologiczne odruchy, objaw choroby”, który występuje w chorobie Tourette’a.

    Chorzy na tą chorobę jednak stanowczo odrzucają podobieństwo do tego, co słychać na nagraniach, a przegląd wszystkich publicznych wypowiedzi prezesa Orlenu świadczy o tym, iż w oficjalnych okolicznościach nie przerywa on co rusz przekleństwami swoich wypowiedzi. A tak by było, gdyby był chory.

    Chciałbym jednak przywołać w sukurs słowniki i etymologię, bo wydaje mi się, że mogą one rzucić ciekawe światło na zjawisko przeklinania Obajtka.

    Wedle Słownika Języka Polskiego PWN kląć to «używać wyrazów obelżywych, wulgarnych, zwykle w zdenerwowaniu, w złości na kogoś lub na coś; złorzeczyć, wymyślać»: Klął na złą pogodę. Klął robotę, która go czekała. Złościł się i klął przez cały dzień. Kląć brzydko, ordynarnie, siarczyście,

    Można jednak także [B.] kląć się (książk.) «przysięgać, zaklinać się, aby uwiarygodnić swoje słowa»: Klnę się na Boga, że niczego nie ukradłem. Kląć się na wszystko, na wszystkie świętości, na honor. Kląć się słowem honoru.

    Najbardziej interesujące dla mnie jednak jest, że wedle etymologii słowa „kląć” ma taki sam rdzeń jak słowo „klęczeć”. Tak więc śmiem twierdzić, że w przekleństwach ujawnia się religijny aspekt życia języka i kultury.

    Noah przeklinający Kanaan… (fot. Depositphotos)

    W najbardziej archaicznych częściach Biblii i Starego Testamentu można znaleźć fragmenty, które są reprezentacją duchowości bardzo archaicznej, takiej duchowości, z którą chrześcijaństwo nie może sobie poradzić już od dawna.

    Znajdziemy takie fragmenty zarówno w Księdze Powtórzonego Prawa, jak i w psalmach. Te psalmy można nazwać psalmami przeklinającymi albo złorzeczącymi.

    58.7 Boże, pokrusz ich zęby w paszczach,

    PANIE, połam kły tym lwiątkom!” (…)

    „Niech znikną jak spływająca woda,

    niech stępią się strzały przez nich wypuszczone!

    58.9 Niech znikną jak ślimak, którego ślad się rozmywa,

    jak poroniony płód kobiety, który nie ogląda słońca! (…)

    58.11 Sprawiedliwy raduje się, gdy widzi karę,

    gdy swoje stopy myje we krwi bezbożnego.

    „109.7 Gdy będą go sądzić, niech skażą jako bezbożnego,

    niech jego modlitwa stanie się grzechem!

    109.8 Niech jego dni będzie niewiele,

    niech inny przejmie jego urząd!

    109.9 Niech jego synowie zostaną sierotami,

    a jego żona wdową!

    109.10 Niech jego synowie tułają się i żebrzą,

    niech zostaną wygnani z ruin swoich domów!

    109.11 Niech lichwiarz czyha na jego majątek,

    niech obcy rozgrabią jego dobytek!

    109.12 Niech nikt nie będzie mu życzliwy,

    niech nikt nie lituje się nad sierotami po nim!

    109.13 Niech jego potomstwo ulegnie zagładzie,”

    (…)

    „109.17 Kocha przekleństwo, więc niech go doświadczy!

    Nie chce błogosławieństwa, więc niech go ominie!

    109.18 Niech przekleństwo okryje go jak szata,

    niech wleje się w niego jak woda,

    niech przylgnie do jego kości jak oliwa!

    109.19 Niech będzie dla niego ubraniem, które go okryje,

    pasem, który go ściśnie!

    Psalm. 137

    „Córo Babilonu, niszczycielko,

    szczęśliwy ten, kto ci odpłaci

    za zło, które nam wyrządziłaś,

    137.9 szczęśliwy ten, kto pochwyci

    i roztrzaska twoje dzieci o skałę!”

    Fragmenty z książki: Towarzystwo Biblijne w Polsce. „Biblia Ekumeniczna”. Apple Books.

    #

    Z tą duchowością nie mogło sobie poradzić bardzo wielu myślicieli   między innymi C. S. Lewis. Ale nie tylko on. Na przykład Czesław Miłosz nie lubił zakończenia wiersza „Który skrzywdziłeś” z tego właśnie powodu, że zakończenie było triumfem zemsty.

    Ta duchowość jest bardzo archaiczna. Istnieją hipotezy, iż odpowiada mentalności, która była jeszcze przed wprowadzeniem Kodeksu Hammurabiego. Ten Kodeks stanowił  już niejako cywilizowaną moralność ludów Bliskiego Wschodu: wprowadzona w nim zasada „oko za oko”,  „ząb za ząb”, ograniczała rozmiar plemiennej zemsty do proporcjonalnych wymiarów. Z punktu widzenia chrześcijańskiego i chrześcijańskich zasad takich jak: „jeśli bliźni chce twojej sukni, oddaj mu i płaszcz”, taka zasada jest oczywiście nie do zaakceptowania. Ale na gruncie archaicznego wcześniejszego plemiennego prawa zemsty, ten Kodeks był pewnego rodzaju postępem moralności.

    Gniew kobiety za kółkiem (fot. Depositphotos)

    Te fragmenty Starego Testamentu z Księgi Powtórzonego Prawa oraz przede wszystkim np. z Psalmu 137, są fragmentami będącymi świadectwem bardzo pierwotnej zemsty. „Za karę, że uczyniłeś mi zło przyjdzie ci odpokutować w ten sposób, iż zabiję ciebie, a twoje niemowlęta roztrzaskam o skałę. Zatracę ciebie i twoich bliskich. I potomnych.

    Wydaje mi się że to, co zaprezentował Obajtek we fragmentach rozmów, które poznałem są świadectwem takiej właśnie plemiennej atawistycznej chęci zemsty. To nawet nie jest archaiczność emocji i relacji dramatu Szekspirawskiego. To są stare plemienne atawizmy.

    walka samurajów

    W literaturze pięknej było trochę prób wprowadzenia przekleństw na salony. Były one mniej lub bardziej rewolucyjne. Np. definicja absolutu Aleksandra Wata z poematu surrealistycznego „ja z jednej strony ja z drugiej strony mego mopsożelaznego piecyka”.

    „Absolut. Kurwa bezpłciowa o bronzowym czole nieruchoma poprzez wibracje lat i kosmosów.

    Obstąpione symposjony krep, białych krep.

    Na puklerzu (złudnym) z kamelji i kremowych róż, bufiaste złudne Aurory odtańczą danse rococo.” (oryginalna pisownia awangardowego Wata)

    Bardzo charakterystyczne na tym tle jest przerywanie licznych przekleństw w „kropce nad ypsilonem” Edwarda Stachury subtelną modlitewną formułą: „pomóż wspomóż dopomóż wyjątku czuły /odeprzeć tłumnie armie reguły.”

    Zakończę tym subtelnym fragmentem, mimo że nie powinno się oddawać głosu na końcu innym, ale zrobię wyjątek: „ty szulerze, ty

    gangsterze, ty rabusiu, ty morderco, ty przykry typie, ty nygusie, ty

    bumelancie, ty akselbancie, ty kurdebalansie, ty kurdemolu, ty zębolu, ty

    szczerbolu, ty rybo dwudyszna, ty wypukła flądro, ty śnięty halibucie, ty

    śmierdzący skunksie, ty moreno denna, ty mule epoki, ty zbuku, ty

    kwadratowe jajco, ty artysto, ty prywaciarzu, ty intelektualisto badylarzu”

    Prośba o pomoc? Wściekłość? (fot. Depositphotos)

    PS. Artykuł oparty na tym wpisie ukazał się 2 marca 2021 w Gazecie Wyborczej.

    Zrzut ekranu z Gazety Wyborczej

  • Patriotyczne wychowanie a kompetencje przyszłości

    Patriotyczne wychowanie a kompetencje przyszłości

    Odbyło się posiedzenie podkomisji jakości kształcenia Komisji Edukacji i Nauki Sejmu. Patriotyczne wychowanie a kompetencje przyszłości

    Drabina edukacji

    6 lutego 2021 r. (piątek) o g. 10.00. odbyło się w Sejmie RP posiedzenie Podkomisji stałej do spraw jakości kształcenia i wychowania Komisji Edukacji i Nauki. Posiedzenie prowadzone było hybrydowo, z wykorzystaniem środków komunikacji elektronicznej umożliwiających porozumiewanie się na odległość.

    W porządku dziennym były tylko 2 punkty:

    Porządek dzienny:

    I. Rozpatrzenie Informacji Ministra Edukacji i Nauki na temat kształtowania postaw patriotycznych i obywatelskich w podstawach programowych, ze szczególnym uwzględnieniem nauczania historii i wiedzy o społeczeństwie.

    II. Rozpatrzenie Informacji Ministra Edukacji i Nauki na temat działań w zakresie rozwoju kompetencji uczniów.

    W posiedzeniu uczestniczyli nie tylko posłowie Katarzyna Lubnauer (bardzo aktywna przewodnicząca komisji), Piotr Borys, Barbara Nowacka i Krystyna Szumilas, ale także strona obywatelsko-ekspercka:

    Marek Gumkowski, Otwarta Rzeczpospolita – Stowarzyszenie przeciw Antysemityzmowi i Ksenofobii, 

    Finka Heynemann, Grupa Ponton,

    Iga Kazimierczyk, Fundacja Przestrzeń dla Edukacji,

    Antonina Lewandowska, Federacja na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, federa@astra.org.pl

    Mirosław Michalski, Stowarzyszenie KOD,

    Alicja Pacewicz, Fundacja Szkoła z Klasą,

    Elżbieta Piotrowska-Albin, Fundacja Edukacji Prawnej „Iustitia”,

    Magdalena Plewowska-Semik, Fundacja im. Bronisława Geremka,

    Elżbieta Czyż, Helsińska Fundacja Praw Człowieka,

    Jarosław Płuciennik, Uniwersytet Łódzki,

    Róża Rzeplińska, Stowarzyszenie 61

    Piotr Szafraniec, Stowarzyszenie KOD,

    Jędrzej Witkowski, Centrum Edukacji Obywatelskiej,

    Mateusz Wojcieszak, Fundacja Pole Dialogu,

    Damian Wutke, Otwarta Rzeczpospolita – Stowarzyszenie przeciw Antysemityzmowi i Ksenofobii.

    Kilka słów należy poświęcić kuriozalnym elementów przesłanych wcześniej informacji:

    Na przykład jako innowacyjne są przedstawiane takie projekty:

    „W 2020 w r. uzupełniono projekt edukacyjny Ministra Edukacji Narodowej „Godność, wolność, niepodległość” na lata 2018-2020 o zadanie związane z dziedzictwem kulturowym Jana Pawła II.

    Pomnik Jana Pawła II

    Na zlecenie Ministerstwa Edukacji Narodowej, w ramach uzupełnienia projektu edukacyjnego Ministra Edukacji Narodowej „Godność, wolność, niepodległość” na lata 2018-2020, Ośrodek Rozwoju Edukacji opracował i zaimplementował na Zintegrowanej Platformie Edukacyjnej dodatkowy moduł gry edukacyjnej “Godność, wolność i niepodległość” pn. ”Dziedzictwo kulturowe Jana Pawła II”, powstały w związku z 100. rocznicą urodzin Jana Pawła II. Istotą gry są zawarte w niej misje powstałe w oparciu o biografię Wielkiego Polaka Jana Pawła II. Konstrukcja gry, podobnie jak w pierwszym module, podzielona jest na trzy etapy edukacyjne i składa się z 18 misji 1) Klasy I-III Szkoły podstawowej, misje:

    − “Dziedziństwo Karola”

    − “Szkolne lata Karola”

    − “Rodzinne spotkania”

    − “Zainteresowania Jana Pawła II”

    − Habemus Papam”

    − “Polska Jana Pawła II”

    2) Klasy IV -VIII Szkoły podstawowej, misje:

    − “Karol Wojtyła -aktor i orator”

    − “Droga Karola Wojtyły z Wadowic do Watykanu”

    − “Miasta Papieża Jana Pawła “

    − “ Pontyfikat Jana Pawła II”

    − “ Papież świadkiem historii”

    − “Papież w anegdocie”

    3) Szkoły ponadpodstawowe, misje:

    − “Papież a Polacy pielgrzymki Jana Pawła II do Ojczyzny do 1989 r”

    − “Papież a Polacy pielgrzymki Jana Pawła II do Ojczyzny po 1989 r”

    − “Przyjaźnie Jana Pawła II. Wizyty w Watykanie i Castel Gandolfo”

    − “Duchowe filary polskiego Kościoła w XX w.”

    − “Papież a młodzi – Światowe Dni Młodzieży”

    − “Biblioteka Jana Pawła II. Spotkanie z twórczością Papieża.”

    W drugim dokumencie kuriozalne jest na przykład zawężanie innowacyjności do informatyki:

    „Zmiany, które zapewniły uznanie Polski przez edukacyjne środowisko międzynarodowe za lidera w zakresie innowacyjnego podejścia do nauczania są szczególnie widoczne w przypadku informatyki. Od roku szkolnego 2017/2018:

    • nauka szeroko rozumianego programowania jest obowiązkowa od klasy I szkoły podstawowej;

    • zwiększona została liczba godzin informatyki (o 70 godzin w całym okresie kształcenia);

    • zajęcia informatyki, realizowane w szkołach wg nowych programów nauczania, służą rozwijaniu myślenia komputacyjnego* (ang. computational thinking), czyli przygotowaniu uczniów do rozwiązywania problemów z różnych dziedzin życia/gospodarki/nauki przy świadomym i bezpiecznym wykorzystaniu metod i narzędzi, w jakie wyposaża informatyka;

    • w myśl nowej podstawy programowej informatyka ma być przedmiotem pomocnym wszystkim przedmiotom i całej szkole w kształtowaniu umiejętności rozumowania, analizowania i rozwiazywaniu problemów.”

    Kreatywność i krytyczne myślenie to trudne pojęcia

    To są tylko przykłady dwóch cytatów, ale takich kwiatków jest więcej. Uderza w tym wszystkim brak całościowej wizji, w której wychowanie patriotyczne i historyczne łączyłyby się z jednej strony z kompetencjami społecznymi ważnymi dla współczesności, europejskiej i światowej, jak i brak wizji integrującej, jak te kluczowe kompetencje mają się do kompetencji ważnych dla szkolnictwa wyższego. A przecież złączono niedawno ministerstwo Edukacji i Nauki i coś z tego wynikać powinno. Innymi słowy: w jaki sposób rocznicowe akademie oraz wycieczki patriotyczne na kresy mają kształtować kluczowe kompetencje przyszłości potrzebne na uczelniach wyższych? Chodziłoby o takie kompetencje jak kreatywne myślenie, krytycyzm jako podstawa postawy obywatelskiej, umiejętność kooperacji w grupie wielokulturowej, przyjmowania w grupie różnych funkcji.

    W odpowiedzi ministerstwo zawęziło ponownie krytyczne myślenie do kontekstu korzystania z informacji na informatyce. Zagadnienia tak istotne dla współczesności jak fake newsy czy post-prawda zostały zmarginalizowane do zagadnień informatycznych, jak korzystać z przeszukiwania w internecie.

    A co z historią? Z WOŚP? Z językiem polskim? Czy tam to można mówić: „Słowacki wielkim poetą był?”, a „Dmowski i Piłsudski byli wielkimi postaciami historycznymi” i nic więcej?

    Koncepcja krytycznego myślenia – bardzo skomplikowana

    Umiejętność pracy w grupie, różnych grupach, nowych grupach była kiedyś wspierana przez gimnazja, przez które także wspierano mobilność nie tylko przestrzenną, ale także mobilność społeczną, z awansem społecznym. Eksperci społeczni wskazywali na braki w projektach ministerialnych elementów wychowania obywatelskiego, nauki tolerancji, empatii, pracy w grupie w różnych rolach społecznych. Dużą troską napawały braki ministerialnej refleksji nad wykluczeniem społecznym (także cyfrowym), agresją czy nierównością.

    Praca zespołowa też jest trudna

    Spośród ekspertów społecznych z Łodzi głos zabierali Jarosław Płuciennik i Mirek Michalski.

    Jarosław Płuciennik i Mirosław Michalski

    Autorzy podczas posiedzenia komisji – zrzuty ekranu
  • Dzień Nauki Polskiej i problem zagubionej cywilizacji…

    Dzień Nauki Polskiej i problem zagubionej cywilizacji…

    Już drugi rok świętujemy 19 lutego. Czy powinniśmy świętować Dzień Nauki Polskiej?
    Problemy z niedoszacowaniem polskich czasopism i polskiej tradycji naukowej są w Polsce obecne, trudno nie zgodzić się z obecnym ministerstwem, sam mógłbym omówić mnóstwo przykładów niesprawiedliwej oceny wynikającej z zawierzenia wyłącznie algorytmom i tzw. alt-metrics (alternatywne, komputerowe badanie parametryczne tzw. wpływu publikacji). Istnieją także problemy z językiem i kulturą polską, z niedoszacowaniem innych języków niż angielski. Mamy sporo nieporozumień wynikających z niezrozumienia, że humanistyka to także obszar refleksji naukowej, a nie wymiany poglądów.

    Różne wymiary hegemonii kulturowo-cywilizacyjnej

    Jednak do naprawy takiego stanu rzeczy nie wystarczy, tyleż dobroduszne, co cyniczne „przecież nikomu nie zaszkodzi” z ostatniego oświadczenia ministerialnego, kiedy się podniesie punkty tu i ówdzie, „sypnie się punktów”, jak to ujmuje wiceminister Włodzimierz Bernacki.

    Ratunek dla polskiej nauki to nie jest zasada TKM, czyli perfidna i ręczna manipulacja, ratunkiem dla polskiej nauki jest: więcej wolności, autonomia uniwersytetów i badań naukowych, samorządność uniwersytecka,  uniwersytecka demokracja, samorządność w ogóle oraz decentralizacja.

    Innowacja bierze się z inteligencji rozproszonej

    Na łamach Forum Akademickiego doradca ministra Czarnka, dr Paweł Skrzydlewski, (profesor wyższej szkoły zawodowej w Lublinie), dr KUL, główny odpowiedzialny za „wyręczenie” Komisji Ewaluacji Nauki w trudnym i żmudnym trudzie oceny czasopism i konferencji naukowych, pisze na łamach Forum Akademickiego „Nowa lista nikogo nie krzywdzi”. „za to dowartościowuje tytuły ważne z punktu widzenia polskiej kultury”. Jaka szkoda, że KEN nie poczuł ulgi z tego wyręczenia w trudzie.

    „Lista nikomu niczego nie odbiera, a daje nowe możliwości, dowartościowuje działalność wielu polskich naukowców przez co wzmacnia ich podmiotowość i buduje poczucie wolności działalności naukowej. Widać to w wielu bardzo pozytywnych reakcjach na zaproponowane zmiany.”

    No i jak tam naukowcy i naukowczynie? Czy zbudowano wasze poczucie wolności działalności naukowej” Wzmocniono podmiotowość?

    A może jakieś racjonalne i poparte badaniami argumenty i tok rozumowania oraz przekonywania zamiast raczenia czytelników „przekonaniami” i „przeświadczeniami”?. „Nie, bo nie. Tak, bo tak” to nie jest dyskurs godny naukowca. „Nie, bo nie” to może dobre w kampanii prezydenckiej, ale na salonach nauki nie uchodzi. Nauka to nie są opinie, nauka to poszukiwanie prawdy. Humanistyka to także poszukiwanie i debatowanie prawdy. Nie opinii. Rozpychanie się łokciami i zasada „teraz k… my” (cyt. Jarosława Kaczyńskiego sprzed lat) nikogo nie krzywdzi? Daje poczucie podmiotowości beneficjentom? No tak… Życzę słodkości w kontemplowaniu się własną podmiotowością! To już nawet nie jest skandal, to jest jakiś surrealistyczny koszmar…. Jak tłumaczyć młodemu pokoleniu, że warto być naukowcem? To jest zaoranie nauki i oświecenia publicznego w Polsce. Prymitywna manipulacja, „dosypywanie punktów” „swoim”, „sobie”… TKM, na chama: to są zasady przyświecające dzisiejszym idealistom i patriotom boboojczyźnianym z ministerstwa Nauki.

    Symboliczne przedstawienie „Bóg z nami”… (fot. Depositohotos)

    Poza tym bardzo chciałbym wskazać dzisiaj, że stabilność to także wartość, przypomnę, że w Polsce naukowcom zmienia się reguły gry niemal z każdą zmianą na stanowisku ministra, natomiast nauka to są procesy długofalowe, nie można zmieniać reguł co drugi rok. Nauka i jej autorytet oraz metody wypracowywane są latami i dekadami. Nauka to nie ideologia, nauka to wartości, ale nauka to nie są opinie tego, czy innego człowieka, tego czy innego ministra, wiceministra czy doradcy ministra. Nauka to dyskusja, dialogi, debata, deliberacja w przestrzeniach publicznych a nie w tajnych kuluarach. Można wskazać na długi proces wyłaniania się oświeceniowej nauki od czasów tzw. renesansu arabskiego w XIII wieku, zanim Izaak Newton uregulował nam jednolicie i naukowo przestrzeń, musiało minąć wiele, wiele stuleci. Patron dnia polskiej nauki Mikołaj Kopernik, mimo że nazwał swoje główne dzieło rewolucyjnie (po łacinie „O obrotach ciał niebieskich” zaczyna się „De revolutionibus…”,) przyjmował się kilkaset lat, został na początku wieku XIX zdjęty z indeksu ksiąg zakazanych (na którym widniał od 1616 r.), Galileusza zrehabilitowano całkiem niedawno. W 1757 r. papież Benedykt XIV usunął z indeksu inne dzieła o heliocentryzmie, zaś same „De revolutionibus orbium coelestium” Mikołaja Kopernika były tam do 1819 r. Procedura usunięcia dzieła Kopernika z indeksu trwała aż do 1828 r. Dopiero w 1993 papież oficjalnie przyznał, że potępiając Galileusza, Kościół popełnił błąd.

    Pomnik Mikołaja Kopernika w Toruniu, Polska
    Autor wpisu w 2015 roku na uroczystościach rocznicowych Uniwersytetu w Toruniu (drugi od lewej)

    Ministerstwo brnie w zaparte publikując uzasadnienie: „Troska o rozwój i jakość polskiej nauki – zmiany w punktacji czasopism”.

    Chociaż właściwie ministerstwo się uczy, bo kiedy jeden z naukowców zrobił korektę językowo-stylistyczną pierwotnego oświadczenia Ministerstwa Edukacji i Nauki (sic!), pojawiła się nowa wersja. Tam czytamy najpierw:

    „Uwzględniono także siłę oddziaływania czasopism we właściwych dla nich dziedzinach badań, a także ich związek z kulturą narodową oraz rolę w umacnianiu tożsamości cywilizacyjnej kultury polskiej.” Zastąpiono ten passus: „Uwzględniano także siłę oddziaływania czasopism we właściwych dla nich dziedzinach badań, a także ich związek z kulturą narodową oraz ich rolę w umacnianiu kultury polskiej.” W tej autokorekcie, powstałej pod wpływem, jak wolno sądzić, korekty naukowca z portali społecznościowych, widać jak w soczewce wycofanie poglądu, jakoby polska kultura miała tożsamość cywilizacyjną. Ciśnie się pytanie, dlaczego?

    Czy zaistniało jednak jakieś wahanie w głowach piszących w ministerstwie, że to nie Polacy dali Francuzom wynalazki takie jak widelce i „wychodki”? Słynna teza o cywilizacji polskiej nie znajduje posłuchu w żadnym znanym mi opracowaniu o zderzeniu cywilizacji czy o wojnach kultur. A prowadzę zajęcia między innymi z komunikacji międzykulturowej, filozofii kultury i historii kultury. Polska kultura miała okres świetności, wtedy kiedy była tolerancyjną Rzeczpospolitą wielu narodów (nazywała się Rzeczpospolitą Obojga Narodów) za czasów Zygmunta Augusta, jednak nie wykształciła na tyle silnych i trwałych wzorów, aby nazwać ją „cywilizacją polską”. No ale przecież „myśl” narodowo-katolicka nie może znieść tej kalumni, że Polacy gęsi, mimo iż swój język mają. Ano właśnie, gęsi, bo nie posłuchali Reja i Kochanowskiego, którzy byli gorącymi zwolennikami ruchów reformacyjnych. Nikt nie posłuchał Andrzeja Frycza Modrzewskiego, tam był zaczyn polskiej cywilizacji opartej na polskim republikanizmie.

    Mikołaj Rej, ojciec języka polskiego, protestant, tłumacz psalmów

    No i tak. Nie mamy polskiej cywilizacji, nawet w oświadczeniu polskiego ministerstwa Edukacji i Nauki. Ale mamy Dzień Polskiej Nauki. Nauka albo jest międzynarodowa, albo nie ma jej w ogóle. Nie oznacza to, że wszystko musimy publikować po angielsku i zagranicą, wcale nie!, ale ideał „rzeczpospolitej uczonych” nigdzie nie został zastąpiony „rzeczpospolitą plemienną”. A taki ideał rysuje się z „myśli” niedowarzonych szerokiego grona doradców obecnego ministerstwa. Będziemy plemiennym skansenem jeśli nie zaprotestujemy przeciwko temu dobrodusznemu i niby ratowniczemu gestowi „szczodrego”, „dobrego pana”, który dosypuje niektórym punktów, a co za tym idzie pieniędzy. Kiedyś naprawdę trzeba powiedzieć: dość!

    Dobrego dnia Polskiej Nauki!!!

    PS. Dzisiaj zorganizowaliśmy razem z Krzysztofem Piątkowskim, posłem na Sejm RP konferencję naukową poświęconą protestowi z okazji Dnia Nauki Polskiej.

    Zdjęcia AG.

    PS. W sobotę 20 lutego 2021 wpis ukazał się w zmienionej nieco formie w Gazeta Wyborcza

  • Zaangażowanie obywatelskie, katastrofa i ocalenie…

    Zaangażowanie obywatelskie, katastrofa i ocalenie…

    Dostałem wczoraj we wtorek 16 lutego 2021 świeżutką premierową książkę Billa Gatesa pod jakże znamiennym tytułem: Jak ocalić świat od katastrofy klimatycznej. Rozwiązania, które już mamy, zmiany, jakich potrzebujemy, w przekładzie Michała Rogalskiego (Agora, Warszawa 2021).

    Okładka książki Billa Gatesa

    Już w samym tytule zawiera się dużo doza optymizmu autora: takie słowa jak „ocalić” oraz „rozwiązania” i „zmiany” brzmią niezwykle optymistycznie. Ukłonem w stronę faktów i realizmu jest nazwa „katastrofa klimatycznej”.

    Optymistyczna jest także dedykacja książki wyrażająca szacunek dla nauki, techniki i zaangażowania społecznego, książka dedykowana jest bowiem „naukowczyniom i naukowcom, innowatorkom i innowatorom, aktywistkom i aktywistom”. Główny cel zasygnalizowany już we wstępie 51 000 000 000 ton do zera ton (emisji gazów cieplarnianych rocznie) wydaje się celem niezwykle ambitnym i optymistycznym.

    Najbardziej jednak optymistycznie brzmią rozdziały końcowe: rozdział 12. pt. „Co mogę zrobić ja”, oraz część „posłowie” o zmianach klimatu w kontekście Covid-19.

    Bill Gates wydaje się wierzyć bezgranicznie w obywatelstwo, obywatelkę i obywatela. Jest zatem przekonanym demokratą. Namawia nas wszystkich do tego, żeby się angażować społecznie, żeby dzwonić, pisać listy, wychodzić do urzędów i na ulicę, żeby spoglądać na kwestie klimatyczne z perspektywy lokalnej, krajowej i samorządowej. Każe nam angażować się także poprzez startowania w wyborach niekoniecznie tych najwyżej cenionych, również tych niżej notowanych, w wyborach lokalnych. Zwraca uwagę na niezwykle ważną rolę jaką obywatelstwo pełni, kiedy zamienia się w konsumentów. Można sparafrazować tutaj wizjonerskiego Mickiewicza: „Konsumencie gdybyś wiedział, jaka twoja władza.” Kiedy będziemy kupować rzeczy z mniejszym śladem Węglowym oraz z mniejszym śladem gazów cieplarnianych, wtedy będziemy pomagali ocalić planetę. Kiedy kupimy energooszczędną lodówkę, wpłyniemy na losy świata, bo dajemy tym samym sygnał, że sprawa ekologii jest dla nas ważna i warta naszych pieniędzy.

    Bill Gates (fot. Chinalmages, Depositphotos)

    To wszystko Gates pisze w oparciu o fakty: bardzo charakterystyczne jest to, że autor książki powołuje się na swojego przyjaciela, Szweda Hansa Roslinga i jego książkę „Factfullness”. To właśnie dzieło miało także duży wpływ na Stevena Pinkera jeszcze jednego optymisty antropologicznego, o którym kilkakrotnie już pisałem, także w publikacjach naukowych.

    Końcówka też jest odwołaniem do optymistycznych wątków w nauce: kooperacja naukowa między ludźmi w kryzysie pandemicznym spowodowała szybkie powstanie szczepionek. Taka jest siła zaangażowania i kooperacji międzyludzkiej.

    Bill Gates poprzez pokazanie zmiany we własnym życiu także ustanawia optymistyczne wzory, pokazuje swoją podróż z dzieciństwa pełnego cheeseburgerów do później dorosłości, ograniczającej mięso i satysfakcjonującej się cheeseburgerami bezmięsnymi.

    Typowa reprezentacja łapczywości w kontekście śmieciowego jedzenia (symbolicznie: na kanapie) (fot. Depositphotos). Wielu ludzi w Polsce w ogóle nie zauważa związku kwestii ekologicznych z zagadnieniami żywienia, a jest on kluczowy, jeśli idzie o wyciek „gazów cieplarnianych”.

    Pozytywnie ocenia postawę i sylwetkę Billa Gatesa zaprezentowaną w jego książce także tygodnik the Economist, który porównuje Gatesa do Elona Muska: na jego tle Gates wydaje się nietchórzliwy, to Elon Musk skonfrontowany z kryzysem klimatycznym raczej zaczyna szukać, jak wiele planet nadaje się do zasiedlenia, a zatem planuje, jakby tutaj ziemię opuścić i ocalić przede wszystkim siebie.

    Poza zaangażowaniem obywatelskim Bill Gates pisze o prywatnym biznesie, ale także o współpracy z rządami i współpracy międzyrządowej. I na tle wydaje się także w jakimś sensie umiarkowany, rozsądny i w miarę pokorny, jeśli ta kategoria może tutaj znaleźć swoje zastosowanie.

    Pewnym osobistym rozczarowaniem dla mnie jest brak odniesienia do młodzieży i perspektywy młodych, nie ma w ogóle śladu Grety Thunberg i jej szkolnego strajku. Przy kwestii mięsa i hodowli Bill Gates jest w miarę realistyczny, choć pewnie nie każdemu będzie się to podobać. Uznaje np. że odejście w zupełności od mięsa jest nierealistyczne. Ale już częściowe zastąpienie mięsa i hodowli smakiem tak zwanego mięsa pochodzenia roślinnego wydaje mu się jak najbardziej osiągalne i rynkowo także atrakcyjne.

    Dlatego wydaje mi się że będę jeszcze wracał do tej książki, cieszę się, że mam ją w ręku.

    Autor wpisu czytający książkę Gatesa, Łódź, 16 lutego 2021 (fot. MRP)
  • Awans ministra Czarnka, studiów pornograficznych i TKM

    Awans ministra Czarnka, studiów pornograficznych i TKM

    Awans ministra Czarnka, studiów pornograficznych i TKM

    Kariera i jej symbol — drabina

    Daleki jestem od choroby, którą niegdyś nazwano punktozą. Zawsze starałem się publikować w miarę dobrze i w miarę często, ale tak, żeby jakość nie ucierpiała w gonitwie za ilością. I zawsze też uważałem, iż ocena jakościowa powinna uzupełniać wszelką ocenę ilościową. Oczywiście ewaluacja nauki musi mieć miejsca, nikt nie zamierza z tym dyskutować.

    Już minister Gowin wprowadził bardzo niesprawiedliwe dla polskich naukowców metody mierzenia — ewaluacji — dorobku naukowego. Tak jak i ewaluacji poszczególnym uniwersytetów. Bezduszne algorytmy, które powodują zwiększenie widoczności dorobku tych, którzy już są widoczni, mają od momentu wprowadzenia tzw. Ustawy 2.0 decydować o losie polskiej nauki. Wydawało mi się kilka lat temu, że nic gorszego od tzw. Konstytucji dla Nauki nie może nas spotkać.  Tak, tak, w nazewnictwie i dbałości o PR ministerstwo Gowina było zawsze znakomite, z jednym wyjątkiem; kiedy wymyśliło projekt konkursu pt. Inicjatywa Doskonałości Uniwersytet Badawczy, w skrócie IDUB (nie tylko wyczulone filologicznie ucho może wyłowić ten brak subtelności nazewniczej).

    Totalna wyprzedaż…

    Okazuje się jednak, że rządy ministra Czarnka są „piekielnie gorsze” (nie „o niebo lepsze”). Uznaniowość zaczęła się już pod koniec rządów Gowina, kiedy Ustawa szumnie nazywana Konstytucją miała kilkaset poprawek wrzucanych w Sejmie na ostatnim etapie legislacji. Jak można się domyślać, bubel gonił bubel, a na dodatek, większość zapisów ustawy zależała i zależy od niegotowych jeszcze w chwili uchwalania Ustawy Rozporządzeń. Z chwilą ukazania się Rozporządzenia, któremu towarzyszyła „Lista czasopism punktowanych” jako załącznik, wybuchła burza w środowisku naukowym, bo nie było w niej widać ani dbałości o jakość, ani logiki.

    Minister Czarnek wziął się więc do roboty: TKM (dla ludzi nie pamiątających historii: to był kiedyś skrót wymyślony przez Jarosława Kaczyńskiego, doktora nauk prawnych na określenie negatywnych zjawisk zauważalnych w gronie swoich członków PiS, chyba wtedy jeszcze Porozumienia Centrum braci Kaczyńskich: zjawisko pazerności i lekceważenia wszelkich standardów widoczne w powiedzeniu „Teraz k…. my”). Otóż nie dziwi, że minister Czarnek zadbał o swoją macierzystą uczelnię KUL i awansował sporo czasopism z tej uczelni. W jednym nawet mam swoją publikację, jest to istniejący od 1988 r. Ethos. Kwartalnik Instytutu Jana Pawła II KUL, który awansował z 20 punktów do 70 (gratuluję kolegom redaktorom, ale Studia Norwidiana awansowały jeszcze lepiej z 20 do 100 punktów…). W tym samym czasie międzynarodowe czasopismo, którego jestem redaktorem „The Problems of Literary Genres” ma nadal 20 punktów, mimo że wielokrotnie protestowaliśmy przeciwko poniżeniu jednego z nielicznych międzynarodowych czasopism literaturoznawczych we Wschodniej Europie istniejących nieprzerwanie od 1958 r., (jego założycielką była słynna na cały świat Stefania Skwarczyńska), na jego wzór powołuje się czasopismo „Genre”, które obecnie na liście ma 100 punktów.

    Jednak zostawiając partykularyzmy (pal licho!), oto jak wygląda wedle wyliczeń mojego kolegi awans i dynamika kariery naukowej samego ministra Czarnka. Skromny dorobek ministra Czarnka wedle nowej punktacji jest już znacznie mniej skromny, dynamika jest znacząca, minister awansuje w punktacji z 170 do 370 (sic!) punktów!!!

    2020

    1 )       Glosa do uchwały składu połączonych Izb: Cywilnej, Karnej oraz Pracy i Ubezpieczeń Społecznych Sądu Najwyższego z dnia 23 stycznia 2020 r., sygn. akt BSA I-4101-1/20

    [w:] PRZEGLĄD SEJMOWY

    Było 70 punktów — jest 100

    2) Spór kompetencyjny pomiędzy Sądem Najwyższym a Prezydentem RP i Sejmem RP – sygn. Kpt 1/20

    [w:] TEKA Komisji Prawniczej PAN Oddział w Lublinie

    Było 40 punktów — jest 100

    2018

    1) Reforma wymiaru sprawiedliwości a bezpieczeństwo prawne

    [w:] TEKA Komisji Prawniczej PAN Oddział w Lublinie

    Było 40 punktów — jest 100

    2) Prawo naturalne w Europie – fundament czy zapomniana rzeczywistość?

    [w:] Biuletyn Stowarzyszenia Absolwentów i Przyjaciół Wydziału Prawa Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego

    Było 20 punktów — jest 70

    Czyli razem: po staremu 170

    Po nowemu razem: 370

    Takie kuriozum jak awans czasopisma ojca Rydzyka „Fides et Ratio” z 20 na 70, to drobiazg.

    Sam uważam także, iż należy dbać o czasami niszowe zainteresowania naukowe, bo za takie uważam studia pornograficzne (Porn Studies), które awansowały z 70 do 100 punktów (tutaj także dziękuję swojemu koledze za zwrócenie uwagi na ten fakt, choć jak się okazuje, ten awans nastąpił już w grudniu 2019 r). Choć spotkało się to z czasami komicznymi komentarzami na portalach społecznościowych. Znaczenie społeczne studiów nad pornografią uważam za fundamentalne z punktu widzenia Nauk o kulturze i religii, jednak znaczenie czasopism Rydzyka i innych awansowanych przez Ministra — już znacznie mniej. Dlatego nie dziwią mnie reakcje środowiska, które zamieniają się już w memy, na przykład:

    Ewaluacja nauki — ewakuacja nauki

    Ewaluacja — s…acja

    Ale za najlepsze, bo niezwykle jednak dowcipne uznałem taki mem:

    Ewaluacja nauki czy ejakulacja nieuka — wszystko mi jedno, nie chce mi się….

    Fontanna (to nie jest fajka…)

    Oby taka reakcja nie była reakcją powszechną. Bo punktoza nie ma sensu, ale absurdy wyrównywania szans, zwłaszcza dla swoich i siebie samego — to już jest gruba nieprzyzwoitość. Kropka. Anty-etos i nieprzyzwoitość. Dwie kropki…

    PS. 12 lutego 2021 skrócony tekst ukazał się w Gazecie Wyborczej

    Teraz, k…, my. Awans ministra Przemysława Czarnka i studiów pornograficznych

    PS.2 wczoraj ukazał się także tekst oświadczenia KEN

    Ps. 3. poprawiłem literówkę oraz dodałem informację o awansie „Porn Studies” już w grudniu 2019 r.

  • Wolne media w Polsce?

    Wolne media w Polsce?

    dzisiaj jest dzień protestu wolnych mediów w Polsce. Solidaryzuję się z nim.

    krótka wypowiedź na temat wolnych mediów w Polsce 10. lutego 2021 prof. Jarosław Płuciennik