Blog

  • Wolność sumienia a obywatelska głupota

    Wolność sumienia a obywatelska głupota

    Rzym, kwiecień 2007 Papież Franciszek wchodzi do Archikatedry św. Jana na Lateranie (fot. lic. Depositphotos)

    Episkopat przemówił w sprawie szczepień. Jego stanowisko jest niezwykle zagmatwane w wewnętrzne spory z Ordo Iuris. Grozi nam katastrofa. (jeżeli wolisz odsłuchać tego wpisu to podcast jest tutaj:

    Nie jestem katolikiem, na pewno jestem chrześcijaninem i protestantem, więc może powinienem siedzieć cicho i nie komentować, bo to nie moja parafia, nie moja wspólnota. Jednak członkowie KRK są także moimi współobywatelami, zaś relacje obywateli do świata nauki bardzo mnie interesują, bo jestem profesorem na jednej z największych uczelni w Polsce. Dlatego zmroziło mnie stanowisko Zespołu Bioetyków Konferencji Episkopatu Polski, z którego wynika, że Kościół szczepień nie zabrania, ale zostawia je sumieniu wiernych. (Gazeta Wyborcza). Dobrze, że w moim Kościele wszystko zależy od wolności sumienia i żadna konferencja biskupów nie wyraża stanowiska w sprawie szczepień. Na pewno szczepieniami powinny się zajmować instytuty badawcze związane z badaniami epidemiologicznymi oraz władze odpowiedzialne za naukę w Polsce.

    The Statue of Liberty at New York City

    Ruchy antyszczepionkowe bowiem do dzisiaj wywodzą swoje argumenty z pozornie naukowych „danych”: „szczepionki są trujące, bo zawierają rtęć”, „szczepionki wywołują autyzm”. Wszystko te pseudodane są jawnie nieprawdziwe, druga wiadomość opiera się na sfałszowanych danych z artykułu opublikowanego w „Lancet” w 1998. Dawno już prokuratura i sądy odniosły się do tego oszustwa. Teraz w kontekście szczepionek na koronawirusa SARS-COv-2 wywołującego chorobę COVID-19 pojawia się mrożąca krew w żyłach wiadomość, że sposób produkcji szczepionek jest nieetyczny, bo produkcja ta nie spełnia wymogów Kościoła Rzymsko-Katolickiego w Polsce. Konferencja Episkopatu odnosi się tym samym do „ekspertyz” Ordo Iuris, organizacji świadomie wprowadzającej religijnie motywowane prawo. Może w takim razie Konferencja Episkopatu powinna zająć się np. także produkcją insuliny i wydać opinię, że pozyskiwanie insuliny jest co prawda nieetyczne (część jest świńska, część bydlęca i część ludzka, co może budzić różne zastrzeżenia etyczne), ale jednak w końcu pomoc chorym jest najważniejsza. „Wszystko zostawiamy sumieniu wiernych, to oni zdecydują, że pomimo nieetyczności niektórych sposobów produkcji, mogą przyjąć terapię insulinową bądź jej odmówić.”

    porwanie przez obcych (UFO), symbol spiskowych teorii dziejów

    Dlatego nie pociesza mnie, że na koniec swojej „ekspertyzy” Zespół Bioetyków Konferencji Episkopatu Polski podkreśla bardzo mocno, „że przyjęcie szczepionki powinno mieć charakter dobrowolny. Stwierdzają także, że międzyludzka solidarność – motywowana ewangeliczną miłością bliźniego – to w kontekście zagrożenia pandemią i dostępnych szczepień także obowiązek troski o drugiego człowieka i o wspólnotę ludzką.” (cyt. za GW)

    Jest to fatalna wiadomość dla nauki w Polsce, że jeszcze nie wypowiedzieli się Rektorzy polskich uczelni i Dyrektorzy Instytutów PAN, czy o szczepieniach mają decydować biskupi jednego wyznania?

    Fakty naukowe są raczej jednoznaczne tzw. próg stadnej odporności w wielu znanych nam, ludzkości od dawna chorobach zakaźnych wynosi od 75 do 94% (odra np. 83-94%). Część odporności uzyskaliśmy już przez przechorowania, ale nawet w Szwecji, w której zdecydowanie pozwolono na wiosnę 2020 zarazić się koronawiruem większej liczbie osób licząc na to, że na jesieni będzie już stadna odporność, nawet tam tego poziomu krytycznego dla COVID-19 nie udało się osiągnąć, od kilku dni zaczęły się masowe szczepienia. Dobrowolne. Ale nikt nie kwestionuje szczepienia publicznie, bo wstydzi się takiej głupoty.

    Rozumiem, że biskupi polskiego KRK biorą na własne sumienie fakt, że w wyniku takiej głupiej polityki społecznej nie osiągniemy HIT, czyli herd immunity threshold (progu odporności stadnej), bo część słabo rozgarniętej naukowo naszych współobywateli słysząc, że Episkopat uspokaja sumienia w jakiejś niecnej sprawie i słysząc z innej mańki, że jakiś „Bill Gates chce zaszczepić czipami ludzkość i na swoim joysticku kierować ludzkością”, po prostu nie pójdzie się zaszczepić. „Bo nie”.

    Mężczyzna na rozstaju dróg, symbol konieczności wyboru

    Czy podobnie postąpią Polsce Rektorzy? Instytuty PAN? Powinien zabrzmieć jeden głos polskiej nauki. To nie jest kwestia opinii, to są twarde naukowe fakty. Niech ten głos zabrzmi zanim będzie za późno. Głos polskiego rządu i władzy PiS jest tutaj podwójnie niewiarygodny, także dlatego, że kłamie w wielu innych sprawach, ale jego kłamstwa są wyraźnie już postrzegane także przez wcześniejszych zwolenników tzw. dobrej zmiany.

    PS. Ten felieton opublikowano w innej nieco formie w Gazecie Wyborczej 29.12.20 tutaj

  • Szafran i smród

    Szafran i smród

    Przerwa świąteczna. Ten wpis jest o szafranie w literaturze i kulturze. Dostałem dzisiaj życzenia na Boże Narodzenie. Na tych życzeniach dość standardowych zespół „życzliwych ludzi” oprawionych w „antyczną” złotą ramą, wszystko osadzone w czerwieni.

    tak może wyglądać złota rama, symbol kultury mieszczańskiej, dzisiaj raczej bezguścia i tandety (lic. Depositphotos)

    Zwykliśmy myśleć o Bożym Narodzeniu w tych kategoriach właśnie bardzo konsumpcyjnych: wszystko ma ociekać złotem, czerwienią. Coca cola dopełnia reszty słodyczą. Natomiast chrześcijański przekaz jest raczej jasny: świętują chrześcijanie na całym świecie urodziny biednego uchodźcy do Egiptu, który nie miał od początku łatwego życia, bo najsilniejsi na niego czyhali (despota Herod), zaś on sam urodził się w grocie, czyli w ciemnie i zimnie.

    Syryjska uchodźcza dziewczynka. Uciekła z Kobane przed atakami państwa islamskiego (3.04.2015, Suruc, Turcja) (fot. Depositphotos) To takich między innymi uchodźców Polska nie zgodziła się przyjąć razem z Węgrami

    Na północy Europy Święta Bożego Narodzenia nakładają się na pradawne świętowanie przesilenia zimowego, czyli zwycięstwa światła nad ciemnością. Dlatego w Polsce i wschodniej środkowej Europie mowa jest o pogańskich „szczodrych godach”, „kolędzie”.

    Ekskluzywność Świąt Bożego Narodzenia

    Trochę banalnie, ale trzeba powtarzać: Boże Narodzenie to święto miłości, empatii, ciepła. I dawania. A jednocześnie niewątpliwie światła właśnie, bo na Północy w tym czasie światło jest upragnione niczym kobieta:

    Marcel Proust pisał:
    „Otóż, to pragnienie kobiety o której się marzyło, nie jest bynajmniej uwarunkowane określoną pięknością. Te pragnienia są jedynie pragnieniem danej istoty; lekkie jak zapachy, jak storaks był pragnieniem Prothyrai, jak szafran pragnieniem eterycznem, korzenie pragnieniem Hery, mirra zapachem magów, manna pragnieniem Nike, kadzidło zapachem morza. Ale te zapachy, opiewane przez Hymny orfickie, są o wiele mniej liczne niż drogie im bóstwa. ” (Marcel Proust. „W poszukiwaniu straconego czasu.” „Sodoma i Gomora, część druga, tom drugi”.)

    Szafran na drewnioanej desce (fot. Depositphotos)

    Dzisiaj właśnie szafran zawitał do nas, bo chcąc powrócić na chwilę do swojej dawno nie widzianej Szwecji, upiekłem po raz pierwszy szafranowe bułeczki, które od Świętej Łucji (13 grudnia) w Szwecji funkcjonują jako tradycyjne ciasteczko przy kawie (fika). Ciasteczka-bułeczki nazywają się czasami Lyssekatter albo Lyssebuller i ich etymologia kojarzy rdzeń „lysse” ze światłem.

    Bułeczki szafranowe z rodzynkami (fot. JP)

    Najważniejsze jednak, że temu światłu (korona ze świec w korowodach świętej Łucji) towarzyszą śpiewy wspaniałych chórów. No ale krążą także opowieści o pogańskich korzeniach lyssekatter i śladem tutaj jest także szafran, bo wikingowie prawdopodobnie dostęp do niego mięli, gdyż nawiązali kontakt ze światem arabskim w trakcie podboju Sycylii.

    Koncert św. Łucji 6 grudnia 2019 r. w Łodzi, chór z Uppsali

    No i dzisiaj mojej rodzina skosztowała tego szafranowego smaku. To że zdecydowałem się na ten luksus (1 gram szafranu kosztował mnie 23 zł, zatem 1 kg kosztuje 23 tysiące złotych) wynikało z czystego sentymentu za drogą moim wspomnieniom Szwecją i jej kulturą, pełną tolerancji, otwartości i skromności. A także miłości do natury.

    Ten szafran jako symbol luksusu może być symbolem tych złoceń i czerwieni konsumpcji Świąt. Już u Rabelaise’go w Gargantui i Pantagruelu szafran funkcjonuje jako synonim silnej przyprawy, która w dużych ilościach może nawet pozbawić życia, ale także jako synonim wzniosłości, przeciwieństwa tego, co niskie:

    Hej! Cóż to takiego, u diabła? Wy to nazywacie łajnem, g…nem, nawozem, bobkiem, gnojem, bździnami? A ja twierdzę, że to jest szafran hibernijski. Ho, ho, hi, hi. To szafran hibernijski. Hej, ha! Pijmy. (Gargantua i Pantagruel, ks. IV)

    Żywienie niemowlęcia Gargantua w kołysce Autor: Grandville „Magasin Pittoresque”, Paryż 1840 (fot. Depositphotos)

    Podobne przeciwstawienie funkcjonuje u naszego nieocenionego Brunona Schulza: „Matka Tłui wynajmuje się gospodyniom do szorowania podłóg. Jest to mała, żółta jak szafran kobieta i szafranem zaprawia też podłogi, jodłowe stoły, ławy i szlabany, które w izbach ubogich zmywa. ” (Fragmenty opowiadania Bruno Schulz. „Sierpień”.)

    Marc Chagall, Moma w Nowym Jorku (fot. Depositphotos)

    W opowiadaniach chasydzkich znalazłem jeszcze lepszy przykład przeciwstawienia wzniosłości szafranu i przyziemności:

    „Są dusze prymitywne, rzekłbym gruboskórne, takie jak na przykład dusza Zurecha Knejpa albo tego heretyka, twojego nauczyciela. On ma duszę nie najwyższej próby. Jak zwykła, nieoczyszczona mąka. Są też dusze wielkie i szczytne. Niektóre wywodzą się wprost z przybytku, który znajduje się pod Tronem Najwyższego. Istnieją również jeszcze większe i szczytniejsze dusze. Najwyższej próby czystości. Czystości najlepszej, pszenicznej, białej ofiarnej mąki.
    Mało co zrozumiałem z tych „prób czystości”. Jeszcze mniej z tego „przybytku pod Tronem Najwyższego”. Wiedziałem tylko, co to jest czysta mąka pszeniczna i wyobrażałem sobie, że różnica zachodząca między duszami jest taka sama, jak między mąką razową, żytnią i najczystszą mąką pszeniczną, z której wypieka się chałę na szabat. Najpiękniejsze i największe dusze, pomyślałem sobie, powinny składać się z szafranu i rodzynek…” (Fragmenty z książki: Icchok Lejb Perec. „Opowiadania chasydzkie i ludowe”.)

    Człowiek u wrót pieczary (fot. Depositphotos)

    I faktycznie szafran i rodzynki znajdują się w tym cieście, który dzisiaj lepiłem w „świetlistych bułeczkach”. Cały czas pamiętałem, że światło, szafran i rodzynki czasami musimy znaleźć w tym, co nagie, ciemne, brzydkie, opuszczone, niemyte. I śmierdzące… Ten uchodźca z Egiptu naprawdę nie miał tej złoconej ramy… Myrra, złoto i kadzidło pojawiły się jako dary później… Ta grota jest jak tytułowe „To” z wiersza Czesława Miłosza. Gniecie, mierzi, odpycha, pali i świerzbi… To jest twarda prawda a nie luksusy władzy…

    Bethlehem, Palestine – January 28, 2020: A silver star marks the traditional site of the birth of Jesus in Bethlehem’s Church of the Nativity, Bethlehem, Palestine on January 28, 2020. (fot. Depositphotos)
  • Bez żadnego trybu i lojalni pułkownicy?

    Bez żadnego trybu i lojalni pułkownicy?

    Uzbrojeni policjanci (fot. lic. Depositphotos)

    Określenie „bez żadnego trybu” oznacza pogwałcenie reguł, prawa, procedur. Jest synonimem arogancji władzy, depczącej parlamentaryzm i demokrację, tudzież dyplomację. Zgadzam się, że takie działanie np. policji na ulicach polskich w odniesieniu do manifestantów jest skandaliczne i przypomina najgorsze praktyki reżimów totalitarnych. Ale ów tryb „bez żadnego trybu” odbywa się czasami mniej spektakularnie, bez świateł i fleszy, w zaciszach gabinetów ministerialnych czy rektorskich.

    Urzędnicy w labiryncie (fot. lic. Depositphotos)

    W Ministerstwie Edukacji i Nauki Przemysława Czarnka nikt nie komentuje najnowszych, gorszych niż przed 2016 r., wyników polskiej młodzieży w międzynarodowych badaniach, nikt też nie zajmuje się znikającymi uczniami i nauczycielami podczas zdalnigo nauczania w pandemicznej Polsce, ale Minister zapowiada 9 grudnia „pakiet wolności akademickiej”, który ma otworzyć uczelnie na „pluralizm światopoglądowy”. Ministrowi mylą się sądy naukowe z opiniami światopoglądowymi, bo chce zapewnić swoich znajomych z „Ordo Iuris”, a antyszczepionkowców i płaskoziemców, że będą mogli korzystać z autorytetu nauki i akademii. Wolność nauki w Polsce ma się świetnie. Ale Czarnek chce to zmienić.

    Ale jednocześnie ruszyła pogłoska w świat uczelni, że będzie korekta listy czasopism i listy wydawnictw. Hurra! Super! Może ten minister nie jest taki zły, on chce przecież dobrze, podniesie punktacje. No i machina ruszyła. Wszystkie możliwe jednostki naukowe zaczęły produkować dokumenty z postulatami podniesienia punktacji tu i tu, i tu. I tu.  

    Czy tak to powinno wyglądać? Czy tak powinny wyglądać konsultacje środowiskowe, przez plotkę, szeptane wieści i niejasne sugestie? Przecież ma być nowelizacja Ustawy, nazywanej propagandowo przez Gowina „Konstytucją dla Nauki”, albo „Ustawą 2.0”. Gowin nawet symulował szumne konsultacje objeżdżając Polskę z wielkimi jak pół człowieka czekami z kartonu.

    Debata i dyskusja (fot. Depositphotos)

    Przecież ma być manipulacja punktami. I co? Gdzie są rektorzy polskich uczelni? To jest działanie bez żadnego trybu Czarnka i podległemu mu ministerstwa. Może chodzi o to, żeby, jak już będzie procedowanie tego przeklętego „pakietu wolności akademickiej” (wolności, która jeszcze ma się dobrze w Polsce), nagle ogłosić „dobrą twarz” ministra, który podnosi zaniżoną punktację czasopism i wydawnictw.

    Zatem zamiast stworzyć przejrzysty system, procedury, oparte nie tylko na bezdusznych parametrach, tradycyjnych i alternatywnych, ale także na autorytecie demokratycznych, samorządnych środowisk naukowych i akademickich, wchodzimy w nieczystą grę ministerstwa „bez żadnego trybu”.

    Ponawiam pytanie: dlaczego milczą rektorzy? Czy dlatego, że chcą wyglądać jak lojalni pułkownicy? Czy wszyscy rektorzy mają zachowywać się jak rektor KUL, prześladujący uznanego profesora i etyka z własnej uczelni, który „śmie zajmować stanowisko publiczne” w publicznej debacie i na dodatek poręcza za ofiarę nielegalnych działań policji? (ks. Prof. Alfred Wierzbicki)

    A może trzeba pamiętać o tym, że jeszcze mamy autonomię uczelni, choć została ona już nadszarpnięta przez Gowinowską pseudoreformę. Ale jednak tak źle jak w Turcji jeszcze nie mamy… czyż nie?

    Jak donosi o sytuacji tureckiej David Matthews w Times Higher Education 15 grudnia 2020: ponad 50 rektorów bez międzynarodowych publikacji nieustannie tweetuje prorządowe przesłania, co powszechnie widziane jest jako odzwierciedlenie zmniejszającej się wolności akademickiej w tym kraju. Autor powołuje się na opublikowany 9 listopada br. szesnastostronicowy Raport Zarządu tureckiej Akademii Nauk na temat wolności akademickich w 2019-2020 w Turcji. Autorzy przywołują na wstępie wypowiedź z 4 września 2020 Roberta Spano, Prezesa Europejskiego Trybunału Praw Człowieka (ECHR). W nim możemy przeczytać:

    „Świat akademicki musi odgrywać rolę w demokracji. Kluczowe znaczenie ma krytyczna i niezależna myśl, ponieważ nie ma demokracji bez debaty i sprzeciwu. Każdy człowiek musi mieć możliwość swobodnego myślenia, aby móc się rozwijać i kwitnąć. Społeczeństwo nie może się rozwijać bez krytycznego zaangażowania swoich obywateli. Osoby sprawujące władzę nie mogą ograniczać wolności słowa i muszą bardzo ostrożnie ograniczać zdolność osoby do wyrażania siebie. Ingerencje w to prawo są dopuszczalne tylko w wyjątkowych okolicznościach. W szczególności wolność akademicka jest chroniona na mocy Artykułu 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. W związku z tym chroni wolność słowa i działania, wolność rozpowszechniania informacji oraz wolność prowadzenia badań i rozpowszechniania wiedzy i prawdy bez ograniczeń.”

    W Turcji nade wszystko pogwałcono autonomię uniwersytecką przez fakt powoływania przez Prezydenta Turcji wszystkich rektorów, publicznych uczelni i prywatnych. I oczywiście Prezydent Erdogan powołał rektorów, którzy, tak jak minister Czarnek, nie są jakoś szczególnie widoczni w środowisku naukowymi dokonaniami (jakkolwiek liczonymi, bo pan minister ledwo zdobył habilitację na KUL, ale jest niezwykle majętnym mieszkańcem Lublina i prowadzi intensywne życie towarzyskie), ale są za to lojalnymi pułkownikami.

    Yes Sir! (fot. Depositphotos)

    Według badaczy z tureckiej Akademii Nauk: wystąpiła znacząca korelacja między słabymi wynikami badań a aktywnością w mediach społecznościowych, a ponad trzy czwarte rektorów z indeksem H równym zeru tweetowało ponad 100 razy dziennie, gdy badano to w zeszłym roku. Tweety zazwyczaj był pochwalne, jeśli idzie o posunięcia Erdogana. Treść dotyczy ich wizyt, usług hotelarskich dla członków rządu i innych osób oraz działania ze stowarzyszeniami bliskimi rządowi, jako sposobowi na promocję uniwersytetu. „Posty te zawierały również oświadczenia pokazujące ich poparcie i lojalność wobec rządu i prezydenta R. Tayyipa Erdoğana, który mianował ich rektorami”.

    Styl Erdogana? (fot. Depositphotos)

    Artykuł w THE kończy się znamiennie, przywołaniem wyników raportu, wedle którego 17 tureckich uniwersytetów powierzono teologom (jeszcze w 2014 roku, nie był wśród rektorów żadnego). Turecka Rada Szkolnictwa Wyższego nie odpowiedziała na prośbę redakcji THE o komentarz.

    Czy daleko nam do tych „standardów”? Uważam, że zgoda na działania bez żadnego trybu ministra Czarnka i jego ministerstwa to jest zbliżanie nas do ciemnej rzeczywistości tureckich „lojalnych poruczników”… Gdzie jest głos autonomicznych uniwersytetów? Gdzie jest głos rektorów?

    PS. 15 grudnia 2020 zmieniona forma tego artykułu opublikowała Gazeta Wyborcza

    PS2. Znane jest mi stanowisko KRASP z listopada. Problem w tym, że minister Czarnek jak gdyby nigdy nic wrócił do swojej propozycji 9 grudnia. No i rozpoczęto nieoficjalne działanie zmieniające punktację za działalność naukową.

  • Nikt nie chce umierać z powodu „czarnego ekranu” na wykładzie

    Nikt nie chce umierać z powodu „czarnego ekranu” na wykładzie

    Problem czarnych ekranów. Czy to jest właściwy problem? A może problem nierówności dostępu?

    Faktycznie nie ma o co kruszyć kopii? Jeśli większość Twoich studentów ma czarny ekran zamiast transmisji ze swojego miejsca aktualnego pobytu podczas Twojego wykładu, czy powinieneś domagać się za wszelką cenę włączenia kamerki?

    Wideokonferencja (il. Depositphotos)

    Uwielbiam kontakt wzrokowy. Jestem wzrokowcem. No i jest reguła w kulturze Zachodu, że jak człowiek nie patrzy w oczy, to pewnie jest nieszczery, oszukuje itp.

    Cyfrowe uczenie się i nauczanie ma to do siebie, że reguły zwykłej komunikacji zniknęły albo się przeobraziły. Podobnie jest z patrzeniem w oczy. Kontakt wzrokowy na sali wykładowej jest bardzo ważny. Staram się o tym pamiętać i niekoniecznie tylko w ten sposób, żeby wybierać wdzięcznego słuchacza i mówić do niego, staram się adresować jak największą liczbę osób, żeby w miarę każdy miał wrażenie, że mówię właśnie do niego. Staram się zazwyczaj także aktywizować słuchaczy przez zadawanie pytań, zagadywanie półoficjalne, ale także poprzez sondowanie opinii, robię to zazwyczaj albo tradycyjnie usta-usta („ile osób tutaj w tej sali ma przy sobie jednorazowe chusteczki higieniczne?”), albo sondami opinii na Slido. To powoduje, że wykład staje się bardziej interaktywną formą.

    Symboliczne przedstawienie przeglądania się w lusterku (fot. lic. Depositphotos)

    A jak to wygląda w pandemii? Też się staram. Patrzę w kamerę i wyobrażam sobie, że to jest jakbym patrzył w oczy słuchaczy. Staram się także aktywizować sondażami, tym razem w formie elektronicznej, oczywiście. (niektóre komunikatory edukacyjne mają możliwość testowania wbudowaną w system).

    No ale część moich studentów ma czarne ekrany, albo ze znakami (np. Strajku Kobiet) bez wizerunku. Czy powinienem wymuszać na nich włączenie kamerki? Według regulacji uniwersyteckich, tak.

    Kobieta przeglądająca się w lustrze (fot. lic. Depositphotos)

    No ale oni mogą mieć problem, bo łączą się np. przez smartfon. Jakość kamerek w laptopach jest różna, część ze studentów może wstydzić się ośmieszenia przez rówieśników albo z powodu marnej jakości sprzętu, albo dziwnego otoczenia — warunki mieszkaniowe są także różne, a nie każdy sprzęt umożliwia rozmycie tła, czy ustawienie sztucznego tła. Nie każdy dobrze wygląda w mediach, a przecież transmisje Zoom, czy Teamsów to rodzaj wystąpienia w mediach.

    Istnieją oczywiście regulacje na wielu uniwersytetach wymuszające włączanie kamer. Absolutnie obowiązkowej jest to podczas egzaminowania. I to jest słuszne, aczkolwiek wiosną bieżącego roku zdarzały się w Niderlandach strajki studentów przeciwko temu ze względu na ochronę prywatności. Uważam to za przesadę. Ale problem nierówności dostępu ciągle istnieje. Nierówny jest dostęp do: dobrej sieci Internet, dobrego sprzętu komputerowego, dobrych warunków mieszkaniowych, dobrego fryzjera (fryzjera w ogólności w warunkach pandemicznych), makijażu itd. itp.

    Dlatego nie będę wymuszał transmisji non-stop. Może na początek wykładu na chwilę dla przywitania się.

    No i postaram się aktywizować studentów na wykładach sondażami cyfrowymi, wymuszającymi aktywność, ale niekoniecznie „medialną”, żeby odpowiadali „paszczą”, albo „kciukiem” — tekstem pisanym…

    Przed kamerą (fot. lic. Depositphotos)

    Problem jest i trzeba go zauważyć. Kontakt wzrokowy nie jest w cyfrowym świecie najważniejszy. Ale kontakt ciągle jest ważny, interakcja ważna. Komunikacja.

    O takim wniosku świadczy też opinia wyrażona dzisiaj w Times Higher Education Marka Heatona z Sheffield pt. Academics must not rage against ‘death by blank screen’ (Akademicy nie powinni wściekać się na tzw. „Uśmiercenie przez czarny ekran”) (THE 14.12.20) Zgadzam się, że kamerka u studenta nie jest najważniejsza. Najważniejsza jest komunikacja między ludźmi. Aktywność i zaangażowanie. Nie ma nic gorszego, jak nauczyciel zadający wyłącznie prace domowe i wykładający „ex cathedra”… Nawet jeśli ta katedra to teraz pulpit komputerowy.

  • Nowy wiersz ekokrytyczny Svena Hillerta

    Nowy wiersz ekokrytyczny Svena Hillerta

    Sven Hillert 21.09.2018 r. niedaleko Gävle (fot. Jarosław Płuciennik

    Mam nadzieję i pragnienie i marzenie i wolę
    że trendy w dziejach ludzkości można odwrócić,
    że wzorce działań można poprawić
    a tok myślenia musi zostać zmieniony.
    Żyję nadzieją, żyję wiarą
    że coś powinno dać nam perspektywę,
    która powstrzyma naszą ciągłą ekspansję
    i sprawi, że ​​wybierzemy życie.
    (od: Jeśli coś istnieje. proprius.se)
    (nie krępuj się udostępniać) (tłum. Jarosław Płuciennik

    Jag hoppas och önskar och drömmer och vill
    att mänskliga trender kan vändas,
    att handlingsmönster kan rättas till
    och tankebanor ska ändras.
    Jag lever på hoppet, jag lever i tron
    att något ska ge perspektivet,
    som hejdar vår ständiga expansion
    och får oss att välja livet.
    (ur: Om något finns. proprius.se)
    (dela gärna

    Autor tłumaczenia Jarosław Płuciennik, wrzesień 2018, niedaleko Gävle
  • Greta Thunberg, Margaret Atwood i Orlen?

    Greta Thunberg, Margaret Atwood i Orlen?

    Wizjonerki, zagłada ludzkości i… „Orlen-media”. Margaret Atwood i Greta Thunberg to aktywistki walczące o uznanie konieczności przeciwdziałania katastrofie klimatycznej. Ostatnio połączyła je publikacja w Dagens Nyheter

    Symboliczna Statua Wolności tonie w morzu (symboliczny obraz) (fot. lic. Depositphotos)

    Margaret Atwood, kanadyjska pisarka znana jest ostatnio przede wszystkim ze słynnych wizji „Opowieści podręcznej”, zekranizowanej w serialu HBO od 2017 roku. Atwood jest wizjonerką, bo wykreowała w swojej powieści antyutopię patriarchalizmu ucieleśniającą się właśnie w Polsce — o tym wydaje się świadczyć obecność tych postaci na protestach ulicznych strajku kobiet w Polsce. Kanadyjska powieściopisarka jest także wizjonerką, bo przewidziała w pewnym sensie pandemię jako sposób na eliminację ludzkości. Daleki jestem od spiskowych teorii dziejów, w której mamy „plandemię” zamiast „pandemii”, ale wizja zagłady ludzkości zawarta w Atwoodowej spekulatywnej, jakby antyutopijnej powieści z 2003 roku pt. „Oryx and Crake” jawi się jako prorocza w okresie dwóch kryzysów: klimatycznego i pandemicznego. Jeden z bohaterów powieści Atwood, zwolennik twardej nauki, niejaki Crake, doszedł do wniosku, że ludzkość jest nieodpowiedzialna, i że ziemia nie zasługuje na takiego gospodarza. Szkodników trzeba wyeliminować i najlepszym sposobem jest szybka akcja wywołania sztucznej zarazy, zaś ludzkość trzeba zastąpić genetycznie ulepszonymi wersjami. To jest wizja posthumanistyczna. W tej właśnie powieści występuje gra komputerowa o bardzo znaczącej nazwie Extinctathon. Doczekała się ona już naukowych opracowań, bo napięcie, które rysuje Margaret Atwood w swojej trylogii klimatycznej wynikające z podziału wiedzy na wiedzę stricte naukową oraz na tzw. humanistykę i sztuki prowadzi ludzkość prostą drogą do zagłady.

    Margaret Atwood 3 grudnia 2020, Los Angeles (lic. Jean Nelson, Depositphotos)

    W ten sposób Atwood umieszcza siebie w długiej tradycji, która w pewnym sensie rozpoczęła się na początku XIX wieku w osobie Mary Shelley, autorki „Frankensteina, czyli nowoczesnego Prometeusza.” Co ciekawe, ta niezwykle ważna romantyczna powieść powstała także pod wpływem katastrofy, mianowicie wybuchu wulkanu Tambora w Indonezji w kwietniu 1816 roku. Spowodował on niesamowicie gwałtowne burze w Europie podczas następnego lata w Genewie. Ten wybuch stał się już w popularnej kulturze okołonaukowej najpotężniejszym i najgłośniejszym wybuchem wulkanu w czasach historycznych („Crazy Nauka”). Jak się oblicza, zabił w konsekwencji ponad 70 tys. ludzi i wywołał zimę wulkaniczną na całym globie. To że latem 1816 r. w pewnym sensie nie było lata, nad jeziorem genewskim było mnóstwo deszczu i burz z błyskawicami, uznaje się za okoliczności powstania „Frankensteina” Mary Shelley i „Wampira” Lorda Byrona.

    Wybuch wulkanu (ten z 2016 miał kolosalne znaczenie dla krótkiego oziębienia ziemi)

    Piszę o Atwood, gdyż umieszczono z nią wywiad ostatnio 6 grudnia 2020 roku w Dagens Nyheter w bezprecedensowym numerze największego dziennika szwedzkiego, którego redaktorem naczelnym stała się na jeden dzień 17-letnia Greta Thunberg. Znacząca decyzja redakcji jest olbrzymim czynem medialnym wspierającym gigantyczną karierę szwedzkiej nastolatki. Widać, że za tą karierą idzie agenda wielu, wielu ludzi. W tym samym numerze DN znaleźć można wypowiedzi innego aktywisty reportera Davida Attenborough. Oczywiście, już kiedyś w mediach było podobne wydarzenie, kiedy brytyjski „The Independent” w 2006 zrobił gościnnym redaktorem Bono, no ale wtedy ten nie był już nastolatkiem, miał 66 lat. Damien Hirst artysta plastyk projektował pierwszą stronę tego numeru „No news today”. Sama Greta wcześniej w ubiegłym roku stała się redaktorką programu „Today” w brytyjskim radiu publicznym BBC4.

    Co łączy powieści Atwood z nastoletnią Gretą? Oczywiście aktywistyczne zaangażowanie w kryzys klimatyczny.

    Greta widnieje na okładce jako mała główka na tle zdjęcia z lotu ptaka tzw. „wrót piekła”, czyli krateru Batagaika w Jakucji, z którego wydobywa się od kilku lat pod wpływem ocieplenia klimatu znacznie więcej metanu, co pogarsza jeszcze bardziej sytuację klimatyczną. „Droga do piekła” to nazwa lokalsów, ale wydaje się, że ta ilustracja na okładce stanowi znaczący wybór redakcji z Gretą, która wcześniej apokaliptycznie i proroczo stwierdzała na szczycie ONZ, „świat stanął w ogniu”. (pisałem o tym w najnowszej publikacji po angielsku).

    Zarówno Greta jak i Margaret Atwood łączą tradycje naukowości i humanistyki, próbują łączyć to, co zostało z przez chciwość ludzkości rozdzielone. Na okładce numeru widnieje cytat z Grety:

    „To są fakty, a nie jakaś opinia: Świat się ociepla, wieczna zmarzlina topnieje, a ziemia pęka. 58 stron o kryzysie klimatycznym – i o tym, jak mało jest czasu, aby zmienić bieg zdarzeń”.

    Ale na drugiej stronie młoda aktywistka pisze: „Kryzys klimatyczny jest najtrudniejszym i najbardziej wymagającym wyzwaniem przed którym postawiono ludzkość. Nasza największa nadzieja leży w demokracji i powszechnej edukacji.” W tym kontekście trzeba widzieć rolę mediów. Media powinny pomagać w edukacji i demokracji, bo pozwalają na szybsze dotarcie z informacją. Szkoła już nie wystarczy, wolne i zaangażowane media są jedyną nadzieją.

    Pylony reklamowe ze znakami McDonald’s i Orlenu w Sieganowie, Polska, 20 maja 2020 (lic. Depositphotos)

    I w związku z tym właśnie chciałbym zauważyć, że w Polsce, niestety, ironicznie bardzo brzmi informacja, że media lokalne zostały przejęte przez koncern paliwowy, czyli przez przemysł oparty na paliwach kopalnych współodpowiedzialnych za globalny kryzys klimatyczny. Mariaż mediów i kopalin jest fatalną wiadomością nie tylko dlatego, że ma swój precedens w Gazprom-Media z putinowskiej, niedemokratycznej Rosji. Jest fatalną wiadomością, bo Orlen-Media to jest także Orwell. Jesteśmy już — wedle Reporterów bez granic — w czołówce krajów, w których — po ostatnich wyborach prezydenckich — mamy zagrożenie wolności mediów, bo manipuluje się tzw. mediami publicznymi realizującymi agendę jednej partii (jesteśmy na 68 miejscu na świecie pod względem wolności mediów). Ale jesteśmy też wedle listy Dagens Nyheter najbardziej zanieczyszczającym świat krajem.

    Najbardziej zanieczyszczające kraje świata od 1750 do 2019:

    USA

    Chiny

    Były ZSRR

    Niemcy

    Wielka Brytania

    Japonia

    Indie

    Francja

    Kanada

    Polska

    (Dagens Nyheter 06.12.20, s. 15)

    Dlatego to fatalna wiadomość, że będziemy mieli w Polsce media lokalne podporządkowane interesom lobby paliw kopalnych. Orlen-Orwell.

    PS. Nieco zmieniona wersja tego artykułu ukazała się 12 grudnia 2020 w Gazecie Wyborczej (tekst tutaj).

    Pomnik George’a Orwella przed siedzibą BBC Broadcasting House w Portland Place, Londyn, ok. września 2019 (fot. lic. Depositphotos)
  • „Tomte”, adwent i kradzione święta

    „Tomte”, adwent i kradzione święta

    Trzech małych brodatych panów zawitało do nas dzisiaj (fot. własna JP)

    Tomte to jest raczej dobrotliwy skrzat, pracowity i pomocny. Ale gnomy są złośliwe i zamiast pomagać kradną i przeszkadzają.

    Kiczowaty czas? Zapomnieliśmy już, że w grudniu mamy adwent. Mam wrażenie, że przez ludzi złych, a może złe gnomy. To one notorycznie od kilku lat kradną Polakom święta. Teraz jeszcze pandemia dokłada się do tych nieszczęść.

    Dzisiaj zawitali do nas trzej mali panowie. Po szwedzku: „tomtar”.

    Nisse” po duńsku i norwesku (tam także „tuffe”), „tomte”, „tomtenisse” lub „tonttu” po fińsku, to „álfur” po islandzku, mitologiczna istota z nordyckich mitów i legend, obecnie kojarzona z przesileniem zimowym i Bożym Narodzeniem. Po polsku nazywa się je czasami skrzatami. Choć chyba te nasze skrzaty, krasnale mają nieco inną naturę i funkcję. Tomtar są ogólnie opisywane jako niskie, mają długą białą brodę i noszą stożkową lub dzianinową czapkę w kolorze czerwonym lub innym jaskrawym kolorze. Często mają wygląd nieco podobny do krasnala ogrodowego. Albo tzw. Świętego Mikołaja.

    Takie krasnale po szwedzku stały się paradoksalną metaforą albo pracowitej i troskliwej osoby, albo niezdarnej i śmiesznej.

    Po szwedzku to „en tomte”, „tomten”, (w l. mn. „tomtar”, „tomtarna”).
    Ale są też gnomy domowe („gårdstomte”, albo „hustomte”). Duszki opiekuńcze domostwa.

    Viktor Rydberg wydał kiedyś wiersz ilustrowany przez malarkę Jenny Nyström. Do dzisiaj te jej ilustracje stanowią zachodni paradygmat goblinów szwedzkich i odnoszą do wyobrażeń Bożego Narodzenia.

    Reprodukcja kartki autorstwa Jenny Nyström – w wolnym dostępie, domena publiczna http://www.liveinternet.ru/users/lviza_neo/post252319522/, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=24219523

    Rydberg pisał

    „Chłód nocy zimowej jest dotkliwy,
    gwiazdy błyszczą i migoczą.
    Wszyscy śpią na samotnym podwórku
    głęboko, przed czasem północy.
    Księżyc kroczy swoją cichą ścieżką,
    śnieg lśni bielą na sośnie i świerku,
    śnieg na dachach błyska bielą.
    Tylko goblin nie śpi.” (tłum. wolne JP)

    Ilustracja Jenny Nyström do wiersza Rydberga (domena publiczna)

    […]

    Żebyśmy mogli czasami przeżyć te święta. Miejcie dobry czas w grudniu. Choć pewnie nie dadzą nam poświętować… Już 10 grudnia rozstrzyga się przyszłość Polski w Unii Europejskiej.

    Światełko nadziei (fot. JP)
  • Nowe słowo: tech-akceleracja a NBP

    Nowe słowo: tech-akceleracja a NBP

    Rozmowa z prof. dr hab. Moniką Marcinkowską, dyrektorką Instytutu Finansów na Uniwersytecie Łódzkim (Wydział Ekonomiczno-Socjologiczny) na temat ostatniej wypowiedzi Prezesa NBP o wspieraniu transakcji gotówkowych (01.12.2020). Rozmowę przeprowadził prof. Jarosław Płuciennik

    rozmowa na YouTube
  • Brzmienie Holocaustu

    Brzmienie Holocaustu

    Rozmowa z Dr Joanną Bachurą-Wojtasik i mgr Elizą Matusiak prowadzona przez prof. Jarosława Płuciennika. Rozmowa dotyczy świeżo wydanej książki pt. „Brzmienie Holocaustu. O reprezentacjach Zagłady w sztuce radiowej” (Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego, Łódź 2020). (Uniwersytet Łódzki). Autorki reprezentują tzw. Łódzką Szkołę Radioznawczą.

    Zapis na YouTube rozmowy z autorkami książki „Brzmienie Holocaustu”
    Książka dostępna tutaj

  • Polska przekroczyła kolejny próg na drodze poza UE

    Polska przekroczyła kolejny próg na drodze poza UE

    Wystawa światowych despotów lekceważących wolność mediów zorganizowana przez Reporterów Bez Granic (RSF) (fot. Depositphotos)

    Reporterzy bez Granic (RSF) apelują do polskich władz o wycofanie wszystkich zarzutów przeciwko fotoreporterce Agacie Grzybowskiej, która jest ścigana za napaść na policjanta podczas relacjonowania „strajku kobiet”. Dziennikarce kilku agencji prasowych zarzuca się „naruszenie nietykalności cielesnej policjanta” 23 listopada 2020. Miała oślepić policjanta lampą błyskową. Zatrzymano ją na komisariacie, przez kilka godzin, przesłuchiwano ją i próbowano skłonić do przyznania się do winy.
    Inne źródła podają, że Grzybowska pokazywała swoją legitymację dziennikarską, zaś tłum krzyczał do policjantów „zostawcie ją to dziennikarka”.

    Według reporterów bez granic „Polska przekroczyła kolejny próg w tłumieniu wolności mediów” (tak powiedział Pavol Szalai, szef biura RSF ds. Unii Europejskiej i Bałkanów.
    „Takie naruszenia wolności prasy są niegodne państwa członkowskiego UE.”

    Polska zajmuje 62. miejsce na 180 krajów w rankingu RSF World Press Freedom Index 2020.