Blog

  • Nikt nie chce umierać z powodu „czarnego ekranu” na wykładzie

    Nikt nie chce umierać z powodu „czarnego ekranu” na wykładzie

    Problem czarnych ekranów. Czy to jest właściwy problem? A może problem nierówności dostępu?

    Faktycznie nie ma o co kruszyć kopii? Jeśli większość Twoich studentów ma czarny ekran zamiast transmisji ze swojego miejsca aktualnego pobytu podczas Twojego wykładu, czy powinieneś domagać się za wszelką cenę włączenia kamerki?

    Wideokonferencja (il. Depositphotos)

    Uwielbiam kontakt wzrokowy. Jestem wzrokowcem. No i jest reguła w kulturze Zachodu, że jak człowiek nie patrzy w oczy, to pewnie jest nieszczery, oszukuje itp.

    Cyfrowe uczenie się i nauczanie ma to do siebie, że reguły zwykłej komunikacji zniknęły albo się przeobraziły. Podobnie jest z patrzeniem w oczy. Kontakt wzrokowy na sali wykładowej jest bardzo ważny. Staram się o tym pamiętać i niekoniecznie tylko w ten sposób, żeby wybierać wdzięcznego słuchacza i mówić do niego, staram się adresować jak największą liczbę osób, żeby w miarę każdy miał wrażenie, że mówię właśnie do niego. Staram się zazwyczaj także aktywizować słuchaczy przez zadawanie pytań, zagadywanie półoficjalne, ale także poprzez sondowanie opinii, robię to zazwyczaj albo tradycyjnie usta-usta („ile osób tutaj w tej sali ma przy sobie jednorazowe chusteczki higieniczne?”), albo sondami opinii na Slido. To powoduje, że wykład staje się bardziej interaktywną formą.

    Symboliczne przedstawienie przeglądania się w lusterku (fot. lic. Depositphotos)

    A jak to wygląda w pandemii? Też się staram. Patrzę w kamerę i wyobrażam sobie, że to jest jakbym patrzył w oczy słuchaczy. Staram się także aktywizować sondażami, tym razem w formie elektronicznej, oczywiście. (niektóre komunikatory edukacyjne mają możliwość testowania wbudowaną w system).

    No ale część moich studentów ma czarne ekrany, albo ze znakami (np. Strajku Kobiet) bez wizerunku. Czy powinienem wymuszać na nich włączenie kamerki? Według regulacji uniwersyteckich, tak.

    Kobieta przeglądająca się w lustrze (fot. lic. Depositphotos)

    No ale oni mogą mieć problem, bo łączą się np. przez smartfon. Jakość kamerek w laptopach jest różna, część ze studentów może wstydzić się ośmieszenia przez rówieśników albo z powodu marnej jakości sprzętu, albo dziwnego otoczenia — warunki mieszkaniowe są także różne, a nie każdy sprzęt umożliwia rozmycie tła, czy ustawienie sztucznego tła. Nie każdy dobrze wygląda w mediach, a przecież transmisje Zoom, czy Teamsów to rodzaj wystąpienia w mediach.

    Istnieją oczywiście regulacje na wielu uniwersytetach wymuszające włączanie kamer. Absolutnie obowiązkowej jest to podczas egzaminowania. I to jest słuszne, aczkolwiek wiosną bieżącego roku zdarzały się w Niderlandach strajki studentów przeciwko temu ze względu na ochronę prywatności. Uważam to za przesadę. Ale problem nierówności dostępu ciągle istnieje. Nierówny jest dostęp do: dobrej sieci Internet, dobrego sprzętu komputerowego, dobrych warunków mieszkaniowych, dobrego fryzjera (fryzjera w ogólności w warunkach pandemicznych), makijażu itd. itp.

    Dlatego nie będę wymuszał transmisji non-stop. Może na początek wykładu na chwilę dla przywitania się.

    No i postaram się aktywizować studentów na wykładach sondażami cyfrowymi, wymuszającymi aktywność, ale niekoniecznie „medialną”, żeby odpowiadali „paszczą”, albo „kciukiem” — tekstem pisanym…

    Przed kamerą (fot. lic. Depositphotos)

    Problem jest i trzeba go zauważyć. Kontakt wzrokowy nie jest w cyfrowym świecie najważniejszy. Ale kontakt ciągle jest ważny, interakcja ważna. Komunikacja.

    O takim wniosku świadczy też opinia wyrażona dzisiaj w Times Higher Education Marka Heatona z Sheffield pt. Academics must not rage against ‘death by blank screen’ (Akademicy nie powinni wściekać się na tzw. „Uśmiercenie przez czarny ekran”) (THE 14.12.20) Zgadzam się, że kamerka u studenta nie jest najważniejsza. Najważniejsza jest komunikacja między ludźmi. Aktywność i zaangażowanie. Nie ma nic gorszego, jak nauczyciel zadający wyłącznie prace domowe i wykładający „ex cathedra”… Nawet jeśli ta katedra to teraz pulpit komputerowy.

  • Nowy wiersz ekokrytyczny Svena Hillerta

    Nowy wiersz ekokrytyczny Svena Hillerta

    Sven Hillert 21.09.2018 r. niedaleko Gävle (fot. Jarosław Płuciennik

    Mam nadzieję i pragnienie i marzenie i wolę
    że trendy w dziejach ludzkości można odwrócić,
    że wzorce działań można poprawić
    a tok myślenia musi zostać zmieniony.
    Żyję nadzieją, żyję wiarą
    że coś powinno dać nam perspektywę,
    która powstrzyma naszą ciągłą ekspansję
    i sprawi, że ​​wybierzemy życie.
    (od: Jeśli coś istnieje. proprius.se)
    (nie krępuj się udostępniać) (tłum. Jarosław Płuciennik

    Jag hoppas och önskar och drömmer och vill
    att mänskliga trender kan vändas,
    att handlingsmönster kan rättas till
    och tankebanor ska ändras.
    Jag lever på hoppet, jag lever i tron
    att något ska ge perspektivet,
    som hejdar vår ständiga expansion
    och får oss att välja livet.
    (ur: Om något finns. proprius.se)
    (dela gärna

    Autor tłumaczenia Jarosław Płuciennik, wrzesień 2018, niedaleko Gävle
  • Greta Thunberg, Margaret Atwood i Orlen?

    Greta Thunberg, Margaret Atwood i Orlen?

    Wizjonerki, zagłada ludzkości i… „Orlen-media”. Margaret Atwood i Greta Thunberg to aktywistki walczące o uznanie konieczności przeciwdziałania katastrofie klimatycznej. Ostatnio połączyła je publikacja w Dagens Nyheter

    Symboliczna Statua Wolności tonie w morzu (symboliczny obraz) (fot. lic. Depositphotos)

    Margaret Atwood, kanadyjska pisarka znana jest ostatnio przede wszystkim ze słynnych wizji „Opowieści podręcznej”, zekranizowanej w serialu HBO od 2017 roku. Atwood jest wizjonerką, bo wykreowała w swojej powieści antyutopię patriarchalizmu ucieleśniającą się właśnie w Polsce — o tym wydaje się świadczyć obecność tych postaci na protestach ulicznych strajku kobiet w Polsce. Kanadyjska powieściopisarka jest także wizjonerką, bo przewidziała w pewnym sensie pandemię jako sposób na eliminację ludzkości. Daleki jestem od spiskowych teorii dziejów, w której mamy „plandemię” zamiast „pandemii”, ale wizja zagłady ludzkości zawarta w Atwoodowej spekulatywnej, jakby antyutopijnej powieści z 2003 roku pt. „Oryx and Crake” jawi się jako prorocza w okresie dwóch kryzysów: klimatycznego i pandemicznego. Jeden z bohaterów powieści Atwood, zwolennik twardej nauki, niejaki Crake, doszedł do wniosku, że ludzkość jest nieodpowiedzialna, i że ziemia nie zasługuje na takiego gospodarza. Szkodników trzeba wyeliminować i najlepszym sposobem jest szybka akcja wywołania sztucznej zarazy, zaś ludzkość trzeba zastąpić genetycznie ulepszonymi wersjami. To jest wizja posthumanistyczna. W tej właśnie powieści występuje gra komputerowa o bardzo znaczącej nazwie Extinctathon. Doczekała się ona już naukowych opracowań, bo napięcie, które rysuje Margaret Atwood w swojej trylogii klimatycznej wynikające z podziału wiedzy na wiedzę stricte naukową oraz na tzw. humanistykę i sztuki prowadzi ludzkość prostą drogą do zagłady.

    Margaret Atwood 3 grudnia 2020, Los Angeles (lic. Jean Nelson, Depositphotos)

    W ten sposób Atwood umieszcza siebie w długiej tradycji, która w pewnym sensie rozpoczęła się na początku XIX wieku w osobie Mary Shelley, autorki „Frankensteina, czyli nowoczesnego Prometeusza.” Co ciekawe, ta niezwykle ważna romantyczna powieść powstała także pod wpływem katastrofy, mianowicie wybuchu wulkanu Tambora w Indonezji w kwietniu 1816 roku. Spowodował on niesamowicie gwałtowne burze w Europie podczas następnego lata w Genewie. Ten wybuch stał się już w popularnej kulturze okołonaukowej najpotężniejszym i najgłośniejszym wybuchem wulkanu w czasach historycznych („Crazy Nauka”). Jak się oblicza, zabił w konsekwencji ponad 70 tys. ludzi i wywołał zimę wulkaniczną na całym globie. To że latem 1816 r. w pewnym sensie nie było lata, nad jeziorem genewskim było mnóstwo deszczu i burz z błyskawicami, uznaje się za okoliczności powstania „Frankensteina” Mary Shelley i „Wampira” Lorda Byrona.

    Wybuch wulkanu (ten z 2016 miał kolosalne znaczenie dla krótkiego oziębienia ziemi)

    Piszę o Atwood, gdyż umieszczono z nią wywiad ostatnio 6 grudnia 2020 roku w Dagens Nyheter w bezprecedensowym numerze największego dziennika szwedzkiego, którego redaktorem naczelnym stała się na jeden dzień 17-letnia Greta Thunberg. Znacząca decyzja redakcji jest olbrzymim czynem medialnym wspierającym gigantyczną karierę szwedzkiej nastolatki. Widać, że za tą karierą idzie agenda wielu, wielu ludzi. W tym samym numerze DN znaleźć można wypowiedzi innego aktywisty reportera Davida Attenborough. Oczywiście, już kiedyś w mediach było podobne wydarzenie, kiedy brytyjski „The Independent” w 2006 zrobił gościnnym redaktorem Bono, no ale wtedy ten nie był już nastolatkiem, miał 66 lat. Damien Hirst artysta plastyk projektował pierwszą stronę tego numeru „No news today”. Sama Greta wcześniej w ubiegłym roku stała się redaktorką programu „Today” w brytyjskim radiu publicznym BBC4.

    Co łączy powieści Atwood z nastoletnią Gretą? Oczywiście aktywistyczne zaangażowanie w kryzys klimatyczny.

    Greta widnieje na okładce jako mała główka na tle zdjęcia z lotu ptaka tzw. „wrót piekła”, czyli krateru Batagaika w Jakucji, z którego wydobywa się od kilku lat pod wpływem ocieplenia klimatu znacznie więcej metanu, co pogarsza jeszcze bardziej sytuację klimatyczną. „Droga do piekła” to nazwa lokalsów, ale wydaje się, że ta ilustracja na okładce stanowi znaczący wybór redakcji z Gretą, która wcześniej apokaliptycznie i proroczo stwierdzała na szczycie ONZ, „świat stanął w ogniu”. (pisałem o tym w najnowszej publikacji po angielsku).

    Zarówno Greta jak i Margaret Atwood łączą tradycje naukowości i humanistyki, próbują łączyć to, co zostało z przez chciwość ludzkości rozdzielone. Na okładce numeru widnieje cytat z Grety:

    „To są fakty, a nie jakaś opinia: Świat się ociepla, wieczna zmarzlina topnieje, a ziemia pęka. 58 stron o kryzysie klimatycznym – i o tym, jak mało jest czasu, aby zmienić bieg zdarzeń”.

    Ale na drugiej stronie młoda aktywistka pisze: „Kryzys klimatyczny jest najtrudniejszym i najbardziej wymagającym wyzwaniem przed którym postawiono ludzkość. Nasza największa nadzieja leży w demokracji i powszechnej edukacji.” W tym kontekście trzeba widzieć rolę mediów. Media powinny pomagać w edukacji i demokracji, bo pozwalają na szybsze dotarcie z informacją. Szkoła już nie wystarczy, wolne i zaangażowane media są jedyną nadzieją.

    Pylony reklamowe ze znakami McDonald’s i Orlenu w Sieganowie, Polska, 20 maja 2020 (lic. Depositphotos)

    I w związku z tym właśnie chciałbym zauważyć, że w Polsce, niestety, ironicznie bardzo brzmi informacja, że media lokalne zostały przejęte przez koncern paliwowy, czyli przez przemysł oparty na paliwach kopalnych współodpowiedzialnych za globalny kryzys klimatyczny. Mariaż mediów i kopalin jest fatalną wiadomością nie tylko dlatego, że ma swój precedens w Gazprom-Media z putinowskiej, niedemokratycznej Rosji. Jest fatalną wiadomością, bo Orlen-Media to jest także Orwell. Jesteśmy już — wedle Reporterów bez granic — w czołówce krajów, w których — po ostatnich wyborach prezydenckich — mamy zagrożenie wolności mediów, bo manipuluje się tzw. mediami publicznymi realizującymi agendę jednej partii (jesteśmy na 68 miejscu na świecie pod względem wolności mediów). Ale jesteśmy też wedle listy Dagens Nyheter najbardziej zanieczyszczającym świat krajem.

    Najbardziej zanieczyszczające kraje świata od 1750 do 2019:

    USA

    Chiny

    Były ZSRR

    Niemcy

    Wielka Brytania

    Japonia

    Indie

    Francja

    Kanada

    Polska

    (Dagens Nyheter 06.12.20, s. 15)

    Dlatego to fatalna wiadomość, że będziemy mieli w Polsce media lokalne podporządkowane interesom lobby paliw kopalnych. Orlen-Orwell.

    PS. Nieco zmieniona wersja tego artykułu ukazała się 12 grudnia 2020 w Gazecie Wyborczej (tekst tutaj).

    Pomnik George’a Orwella przed siedzibą BBC Broadcasting House w Portland Place, Londyn, ok. września 2019 (fot. lic. Depositphotos)
  • „Tomte”, adwent i kradzione święta

    „Tomte”, adwent i kradzione święta

    Trzech małych brodatych panów zawitało do nas dzisiaj (fot. własna JP)

    Tomte to jest raczej dobrotliwy skrzat, pracowity i pomocny. Ale gnomy są złośliwe i zamiast pomagać kradną i przeszkadzają.

    Kiczowaty czas? Zapomnieliśmy już, że w grudniu mamy adwent. Mam wrażenie, że przez ludzi złych, a może złe gnomy. To one notorycznie od kilku lat kradną Polakom święta. Teraz jeszcze pandemia dokłada się do tych nieszczęść.

    Dzisiaj zawitali do nas trzej mali panowie. Po szwedzku: „tomtar”.

    Nisse” po duńsku i norwesku (tam także „tuffe”), „tomte”, „tomtenisse” lub „tonttu” po fińsku, to „álfur” po islandzku, mitologiczna istota z nordyckich mitów i legend, obecnie kojarzona z przesileniem zimowym i Bożym Narodzeniem. Po polsku nazywa się je czasami skrzatami. Choć chyba te nasze skrzaty, krasnale mają nieco inną naturę i funkcję. Tomtar są ogólnie opisywane jako niskie, mają długą białą brodę i noszą stożkową lub dzianinową czapkę w kolorze czerwonym lub innym jaskrawym kolorze. Często mają wygląd nieco podobny do krasnala ogrodowego. Albo tzw. Świętego Mikołaja.

    Takie krasnale po szwedzku stały się paradoksalną metaforą albo pracowitej i troskliwej osoby, albo niezdarnej i śmiesznej.

    Po szwedzku to „en tomte”, „tomten”, (w l. mn. „tomtar”, „tomtarna”).
    Ale są też gnomy domowe („gårdstomte”, albo „hustomte”). Duszki opiekuńcze domostwa.

    Viktor Rydberg wydał kiedyś wiersz ilustrowany przez malarkę Jenny Nyström. Do dzisiaj te jej ilustracje stanowią zachodni paradygmat goblinów szwedzkich i odnoszą do wyobrażeń Bożego Narodzenia.

    Reprodukcja kartki autorstwa Jenny Nyström – w wolnym dostępie, domena publiczna http://www.liveinternet.ru/users/lviza_neo/post252319522/, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=24219523

    Rydberg pisał

    „Chłód nocy zimowej jest dotkliwy,
    gwiazdy błyszczą i migoczą.
    Wszyscy śpią na samotnym podwórku
    głęboko, przed czasem północy.
    Księżyc kroczy swoją cichą ścieżką,
    śnieg lśni bielą na sośnie i świerku,
    śnieg na dachach błyska bielą.
    Tylko goblin nie śpi.” (tłum. wolne JP)

    Ilustracja Jenny Nyström do wiersza Rydberga (domena publiczna)

    […]

    Żebyśmy mogli czasami przeżyć te święta. Miejcie dobry czas w grudniu. Choć pewnie nie dadzą nam poświętować… Już 10 grudnia rozstrzyga się przyszłość Polski w Unii Europejskiej.

    Światełko nadziei (fot. JP)
  • Nowe słowo: tech-akceleracja a NBP

    Nowe słowo: tech-akceleracja a NBP

    Rozmowa z prof. dr hab. Moniką Marcinkowską, dyrektorką Instytutu Finansów na Uniwersytecie Łódzkim (Wydział Ekonomiczno-Socjologiczny) na temat ostatniej wypowiedzi Prezesa NBP o wspieraniu transakcji gotówkowych (01.12.2020). Rozmowę przeprowadził prof. Jarosław Płuciennik

    rozmowa na YouTube
  • Brzmienie Holocaustu

    Brzmienie Holocaustu

    Rozmowa z Dr Joanną Bachurą-Wojtasik i mgr Elizą Matusiak prowadzona przez prof. Jarosława Płuciennika. Rozmowa dotyczy świeżo wydanej książki pt. „Brzmienie Holocaustu. O reprezentacjach Zagłady w sztuce radiowej” (Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego, Łódź 2020). (Uniwersytet Łódzki). Autorki reprezentują tzw. Łódzką Szkołę Radioznawczą.

    Zapis na YouTube rozmowy z autorkami książki „Brzmienie Holocaustu”
    Książka dostępna tutaj

  • Polska przekroczyła kolejny próg na drodze poza UE

    Polska przekroczyła kolejny próg na drodze poza UE

    Wystawa światowych despotów lekceważących wolność mediów zorganizowana przez Reporterów Bez Granic (RSF) (fot. Depositphotos)

    Reporterzy bez Granic (RSF) apelują do polskich władz o wycofanie wszystkich zarzutów przeciwko fotoreporterce Agacie Grzybowskiej, która jest ścigana za napaść na policjanta podczas relacjonowania „strajku kobiet”. Dziennikarce kilku agencji prasowych zarzuca się „naruszenie nietykalności cielesnej policjanta” 23 listopada 2020. Miała oślepić policjanta lampą błyskową. Zatrzymano ją na komisariacie, przez kilka godzin, przesłuchiwano ją i próbowano skłonić do przyznania się do winy.
    Inne źródła podają, że Grzybowska pokazywała swoją legitymację dziennikarską, zaś tłum krzyczał do policjantów „zostawcie ją to dziennikarka”.

    Według reporterów bez granic „Polska przekroczyła kolejny próg w tłumieniu wolności mediów” (tak powiedział Pavol Szalai, szef biura RSF ds. Unii Europejskiej i Bałkanów.
    „Takie naruszenia wolności prasy są niegodne państwa członkowskiego UE.”

    Polska zajmuje 62. miejsce na 180 krajów w rankingu RSF World Press Freedom Index 2020.

  • Moja nowa publikacja o Grecie Thunberg i kulturze Szwecji

    Moja nowa publikacja o Grecie Thunberg i kulturze Szwecji

    2020c “Patterns of Protestant Ethics and Modern Culture in Greta Thunberg’s Public Appearances”, in: Journal for the Study of Religions and Ideologies, vol. 19, issue 57 (Winter 2020): ss. 63-80. (with Marcin Hintz) tekst tutaj

    Greta Thunberg podczas Strajku dla Klimatu (fot. Depositphotos)
    Oko we fladze Szwecji (fot. Depositphotos)
  • Narodowo-katolickie orędzie ministra edukacji i nauki

    Narodowo-katolickie orędzie ministra edukacji i nauki

    przesłanie w butelce, stare sposoby komunikacji, media (fot. Depositphotos)

    W Toruniu odbyła się w tych dniach konferencja pt. „XIII Międzynarodowy Kongres „Katolicy a wychowanie”, współczesne wyzwania szkolnictwa wyższego i nauki.”

    Jak informują rydzykowe media oraz TVP3 podczas tego spotkania referaty wygłosili prelegenci z wielu krajów. TVP3 powiedziała nawet, że właściwie z całego świata, bo uczestniczą w tym wydarzeniu online naukowcy z Namibii, Meksyku, Filipin, Chile, Włoch i Polski. Faktycznie cały świat… Byli też światowcy, tacy jak bp Dec, bp Jędraszewski i ks. dyrektor Rydzyk.

    Gościem był także Minister Edukacji i Nauki dr hab. Przemysław Czarnek, prof. uczelniany na KUL. Wysłuchałem jego półgodzinnego przemówienia. To nie była prezentacja, ani też wykład. Przemówienie.

    Przemówienie na katolickiej konferencji ministra edukacji i nauki w serwisie YouTube

    Czarnek mówił tak, jakbyśmy w ogóle nie byli w Unii Europejskiej i jakby unijne fora takie jak np. European Universities Association w ogóle nie istniały, zaś polskie uniwersytety nie były ich członkami.

    Minister Edukacji przedstawił swoją wizję uczelni jako służebnych ideom narodowo-katolickim. Nauka nie może być przewodnikiem, bo na naukę powoływał się Josef Mengele. (sic!) Tak samo można by powiedzieć, że katolicyzm nie może być przewodnikiem, bo papież wspierał Hitlera i miał konkordat z III Rzeszą. No i wysyłał na krucjaty dzieci w średniowieczu.

    Misją uniwersytetów jest oczywiście nauka i dydaktyka, ale także zamiast służby społeczeństwu powiedział minister o trzeciej misji „formacyjnej”. To znaczy, że uczelnie mają wychowywać… A nie kształcić krytycznego, samodzielnie myślącego obywatela.

    University College Dublin, Mary Mitchell O’Connor, Minister of State for Higher Education, Republika Irlandii, podczas konferencji European University Association, 14 czerwca 2019 r. „Świętując równość, różnorodność i inkluzywność uniwersytetów” (fot. własna JP)

    Najgorszym wrogiem ministra jest genderyzm, który wpaja studentom i uczniom „błąd antropologiczny” (nie wiem, co to, ale minister tak mówił), tudzież pragmatyzm amerykański, który jest narodową cechą Amerykanów oraz język angielski publikacji, zaś największym sukcesem ministra jest dotacja dla tłumaczenia na angielski „Powszechnej Encyklopedii Filozoficznej” wydawanej dawno dawno temu na KUL przez Towarzystwo im. Tomasza z Akwinu. Minister wracał do tego trzy albo cztery razy.

    Wielokrotnie krytykowałem publicznie tę haniebną decyzję ministerialną „bez żadnego trybu”, poza wszelkimi drogami konkursowymi. Takie mechaniczne tłumaczenie starego już dzieła sprzed 10 lat dla odbiorcy anglojęzycznego jest wyrzucaniem 1,7 mln publicznych pieniędzy. Skandaliczne jest tytuł Encyklopedii, która nie jest powszechna, ani nawet polska, bo najbardziej istotna dla tradycji polskiej filozofii szkoła lwowsko-warszawska jest w niej zdominowana przez katolickich teologów, nie filozofów.

    fot. na lic. Depositphotos

    Ale najbardziej chyba w całym wystąpieniu uderzyła mnie jego estetyka medialna, to że minister przemawiał zza biurka jakby wydawał orędzie do narodu, zaś w jego tle widnieje po prawej stronie flaga narodowa zaś po lewej sztandar Sił Zbrojnych chyba.

    To jest jakby wypowiedź porównywalna, jak sądzę z wprowadzeniem stanu wojennego na uniwersytetach. Sztandar Unii Europejskiej z uczelni polskich wyprowadzić…

    Jestem Polakiem i jestem Europejczykiem. Uczelnia Pana dra hab. Czarnka jest znana także z badań nad Norwidem, który napisał np. Moją ojczyznę, a pisze tam pięknie o dziedzictwie także europejskim czy szerszym światowym. Może Pan dr zechce się nad tym pochylić?

    Aluzja do Flagi Polski i Unii Europejskiej na białym tle (fot. Deposipthotos)

    PS. Na podstawie tego wpisu powstał artykuł w Gazecie Wyborczej 22.11.2020

  • Prawda i wolność, a Czarnek i Mao

    Prawda i wolność, a Czarnek i Mao

    W okresie postmodernizmu wydawało się, że problem prawdy jest rozstrzygnięty i że właściwie nie ma o co kruszyć kopii, bo w istocie prawda jest —- trochę tak jak w zasadzie nieokreśloności — nie do ustalenia. A jednak…

    Komsomolskaja Prawda (dziennik ZSRR, znany z szerzenia propagandowej prawdy, czyli kłamstw i dezinformacji) (fot. Depositphotos)

    Postmodernizm odwoływał się do perspektywizmu Friedricha Nietzschego, dla którego wartość prawdy jest nieudowadnialna, każdy ma swoją prawdę.

    Donald Trump to jest najlepszy przykład osoby, która z kłamstwa i manipulacji, dezinformacji uczyniła regułę showmana… (fot. Depositphotos)

    Opowieść postmodernizmu miała się świetnie do momentu odniesienia spektakularnego sukcesu: zaakceptowania niełatwej prawdy przez śmiertelnych jego wrogów, populistów i konserwatystów różnej maści. Zwłaszcza tych, co mięli dostęp do mediów, showmanów.

    Żyjemy jednak w czasach spotęgowanych niepewności wywołanych różnymi kryzysami w tym kryzysem pandemii. W takich czasach niepewności i przytłoczenia informacjami problematyka prawdy zaczyna być coraz bardziej paląca.

    Właśnie trzymam w ręku listopadowy numer magazynu „Scientific American”, który na pierwszej stronie wybija tytuł „W konfrontacji z dezinformacją: jak obronić społeczeństwo od kłamstw, strachu i podziałów.”

    Okładka Scientific American, listopad 2020 (fot. własna JP)

    Aż cztery artykuły poświęcone są problematyce kłamstwa, dezinformacji i teoriom spiskowym. Na szczególną uwagę zasługuje najdłuższy artykuł Joany Donovan pt. Aktywizm prawdy. Śledzi on historię nowoczesnych wynalazków technicznych zwłaszcza rozwoju Internetu i dostępu do niego.

    Wydawałoby się zatem że prawda jest nade wszystko istotna w zagadnieniach związanych z twardymi naukami, takich jak kłamstwa klimatyczne czy teorie spiskowe dotyczące różnych dzisiejszych kwestii, jak omawiane w listopadowym numerze SA teorie spiskowe dotyczące pandemii.

    Jednak właśnie dzisiaj prof. Lindsey Stonebridge publikuje w The Times Higher Education felieton pt. „Humanistyka jest kluczowa w odpowiedzi na atakowanie prawdy”.

    Stwierdza w tym artykule autorka, że tzw. generacja Instagramu przebudziła się dość wcześnie już właściwie cztery lata temu, dla tej generacji ważne jest „jak było naprawdę”, ta generacja chce studiować historię i historię kultury, literatury po to, żeby wiedzieć, jak się odróżnia prawdę od dezinformacji.

    Autorka stwierdza że nauka historii czy literatury ma olbrzymi sens w kontekście współczesnego walczenia o dobrą informację.

    Po to aby odnaleźć prawdę, nasz umysł potrzebuje opowieści, opowieści, które pozwolą zrozumieć koronazarazę, pozwolą zrozumieć planetę próbującą złapać oddech, zrozumieć rasizm, nierówności i strach. Bardzo charakterystyczne, że znalazłem w tym artykule odniesienie do pism filozoficznych Hannah Arendt.
    Prawda i prawa człowieka są dwoma korzeniami nowoczesnego oświeceniowego myślenia o świecie i człowieku. To są także filary nowoczesnego uniwersytetu.

    Dlatego minister edukacji, który stwierdza nieistnienie praw człowieka musi odejść.

    Przemysław Czarnek w programie TVP w czerwcu 2020: „Skończmy słuchać tych idiotyzmów o jakichś prawach człowieka, czy jakiejś równości. Ci ludzie nie są równi ludziom normalnym.” Podobnego pokroju człowiek nie może dyktować niczego rektorom polskich uniwersytetów, zwłaszcza nie może bronić prawa do głoszenia nietolerancji i ciemnoty. Autonomia uniwersytetów w Polsce jest dzisiaj bardzo zagrożona przez rewolucję hunwejbinów kontrrewolucji edukacyjnej i kulturowej. Przemysław Czarnek planuje rewolucyjne zmiany w prawie polskim, które dopuszczą konferencje „naukowe” zwolenników zakazu aborcji na uniwersytetach. To jest koniec świata akademii. Naukowość to spadek po oświeceniu. Jeśli komuś nie odpowiada spuścizna oświeceniowa, nie powinien pchać się do świata nauki. Nauk i humanistyki.

    Przemysław Czarnek, nasz mały Mao rewolucji kulturalnej?

    Mao, przywódca tzw. rewolucji kulturalnej w Chinach, tutaj zwielokrotniony przez sztukę popularną (fot. Deposipthotos)