Kategoria: Społeczeństwo i polityka

  • Wzniosłość i katastrofa klimatyczna

    Wzniosłość i katastrofa klimatyczna

    Wzniosłość i katastrofa klimatyczna

    Oglądanie katastrofy (fot. lic. Depositphotos)

    „Jaka piękna katastrofa!” To może być okrzyk prawdziwego zachwytu nad wspaniałą konstrukcją dramaturgiczną w teatrze podczas spektaklu, powiedzmy, oglądając „Hamleta” Szekspira. Wydaje się, że katastrofa, jako zwrot akcji, jest estetycznie interesująca, ciekawa i zajmująca. Ale katastrofa jako zniszczenie, kompletny upadek, potocznie rozumiana „apokalipsa” powinna przecież być postrzegana w kategoriach raczej przerażenia, trwogi. No i może przez część ludzkości jest tak postrzegana. Jednak inna część przygląda się spektaklowi, bo to co się dzieje na scenie, „ich nie dotyczy”.

    Kategoria piękna już w XVIII wieku, kiedy rodziła się „estetyka” jako dyscyplina wiedzy, często zastępowana była starożytną kategorią wzniosłości. Ta kategoria jest obecna w retoryce od antyku, jest prawie tak stara jak nasza era, ale dopiero XVIII wiek uczynił z niej modne słowo, zwłaszcza w Europie Zachodniej, a jeszcze bardziej na Wyspach Brytyjskich. Tam właśnie żył i pisał Edmund Burke, który przeszedł do historii nie jako teoretyk estetyki wzniosłości, ale jako praktyk i teoretyk konserwatyzmu politycznego, był także aktywnym konserwatywnym politykiem i jego refleksje na temat rewolucji francuskiej stały się klasyką analiz konserwatywnych.

    Jego właśnie przypomina w tym tygodniu The Economist w odredakcyjnym wstępniaku poświęconym katastrofie klimatycznej. „A 3°C world has no safe place”. The Economist, 24 lipiec 2021. (link tutaj) Burke opublikował „A Philosophical Enquiry Into The Origin Of Our Ideas Of The Sublime And The Beautiful” w 1757. The Economist zwraca uwagę na wcześniejsze doświadczenie autora tej fundamentalnej rozprawy w 1745 r., kiedy dane mu było w Dublinie obserwować rzekę Liffey wylewającą z brzegów i podmywającą fundamenty domu, w którym siedział. Wtedy miał doznać młody Edmund Burke niejednoznacznego, tajemniczego doświadczenia dreszczu. „Człowiek, który miał później założyć nowoczesny konserwatyzm, czerpał inspirację z tego doświadczenia w późniejszym eseju na temat wzniosłości, pisząc o niezrównanej radości, jaką może wywołać straszliwe zniszczenie — pod warunkiem, że ogląda się je z pewnej odległości.”

    Sporo o tym już pisałem, nie chcę się powtarzać, ale katastrofa obserwowana z bezpiecznego miejsca jest niezwykle ekscytująca. Przypomnijcie sobie państwo te długie godziny przed telewizorem w obserwacji walących się wież World Trąd Center w 2001 r. „Jaka piękna katastrofa…”

    Autorzy wstępniaka w The Economist przypominają rzeczne doświadczenie Burke’a z powodzią z powodu — oczywiście — ubiegłotygodniowych powodzi i burz w Europie Zachodniej oraz pożarów w Ameryce. Negacjoniści klimatyczni mogą oczywiście wskazywać, że w wielu krajach tegoroczne lato jest wyjątkowo zimne, argumentując: „jakie globalne ocieplenie?!”. Jednak fakty są przerażające zwłaszcza w miejscach dotychczas wyjątkowo zimnych (Arktyka, Antarktyka, Skandynawia Północna, Syberia), albo nadzwyczajnie ciepłych. To co się szykuje (globalne ocieplenie zbliżające się do 3 stopni C, choć na razie 1 stopień C więcej niż za czasów powodzi Burke’a) sprawi, że nie będzie miejsc bezpiecznych, nie będzie gdzie umościć się jako widz spektaklu o nazwie: „jaka piękna katastrofa”.

    O wzniosłości napisałem kilka książek, zwłaszcza „Infinity in Language”, „Retoryka wzniosłości w dziele literackim” oraz „Figury niewyobrażalnego”, zajmuję się nią od strony literackiej i kulturowej od prawie ćwierćwiecza. Nie sądziłem, że wróci do mnie w takim kontekście.

    Antropologia Burke’a nie była optymistyczna, widział on w człowieku wielkość, ale i zło. Podobnie jak polski, litewski, białoruski, żydowski, wielokulturowy Adam Mickiewicz:

    Człowieku! gdybyś wiedział, jaka twoja władza!
    Kiedy myśl w twojej głowie, jako iskra w chmurze,
    Zabłyśnie niewidzialna, obłoki zgromadza,
    I tworzy deszcz rodzajny lub gromy i burze;
    Gdybyś wiedział, że ledwie jednę myśl rozniecisz,
    Już czekają w milczeniu, jak gromu żywioły,
    Tak czekają twej myśli – szatan i anioły;
    Czy ty w piekło uderzysz, czy w niebo zaświecisz;
    A ty jak obłok górny, ale błędny, pałasz
    I sam nie wiesz, gdzie lecisz, sam nie wiesz, co zdziałasz. (Duch w Prologu Dziadów III)

    Człowiek to wielka możliwość kreacji, ale też fatalność zniszczenia. Jeszcze nie jest za późno, tylko musimy zrozumieć, że niedługo nie będzie już widowni, wszystko zamieni się w scenę wielkiej katastrofy.

    zrzut ekranu ze wstępniaka The Economist (fot. JP)
  • Letnie gadanie — Indoktrynacja a nauka

    Letnie gadanie — Indoktrynacja a nauka

    Autor w stylu „Letnie gadanie” (to jest cykl wypowiedzi w programie PR 1 Sveriges Radio)

    „Lewacka indoktrynacja” a nauka

    „Chcemy nauki bez lewackiej indoktrynacji” powiedział pewien polityk. Co to jest lewacka indoktrynacja? Czy to jest termin naukowy? Jako o słowie wytrychu leksykonu „dobrej zmiany” pisali już autorzy Katarzyna Kłosińska i Michał Rusinek w haśle „Lewak” („Dobra zmiana, czyli jak się rządzi światem za pomocą słów”, 2019, s. 110-114), nie chciałbym  powtarzać, że jeszcze niedawno najbardziej typowe użycia słowa lewak i pochodnych to były wypowiedzi, w których znaleźć można wyrażenia takie jak: „lewacy wywołali zadymę”, „anarchizujący lewak”, lewacki terroryzm”, czy „lewacka bojówka”. 

    Okładka książki „Głupota. Nieoficjalna biografia” 2019 (fot. JP)

    Szczególnie uderzające jest jednak właśnie „lewactwo”, utworzone na wzór leksemów „prostactwa”, „robactwa”, „buractwa”. 

    Czy jest możliwa nauka bez indoktrynacji? 

    Nie jest możliwa nauka bez indoktrynacji, bo nauka posiada metodologiczne doktryny, wzorce, paradygmaty. Nauka, instruowanie, wiedza, to inaczej po łac. doctrina, to teoria (z greckiego słowa oznaczającego ogląd, tego samego słowa, które mamy w „teatrze”, w którym ogląda się widowiska), teoria może mieć różne wersje. Słowo „doctrina” pochodzi od doctor, nauczyciel, uczony, mistrz. 

    A może indoktrynacja w tej inkryminowanej wypowiedzi to „świadomy i systematyczny proces, którego celem jest wpojenie człowiekowi określonych ideologii i doktryn, zwłaszcza politycznych lub społecznych, korzystający z propagandy”? (popularna definicja)

    No więc mam wrażenie, że to co proponują politycy, to właśnie indoktrynowanie nauki. Bo nauka jest oparta na badaniach, a nie na mniemanologii stosowanej, jak chciałby minister Czarnek, kiedy przygotowuje zmiany w prawie gwarantujące „wolność głoszenia światopoglądów na uczelniach”. 

    Tak, rządzący dzisiaj politycy w Polsce są antynaukowi, anty oświeceniowi, są przeciwnikami wiedzy jako takiej. Przypomnę, że na świecie także się tacy zdarzają, „Scientific American” rok temu poparł Joe Bidena, gdyż Donald Trump był otwarcie antynaukowy i wspiera do dzisiaj różne spiskowe teorie. (pisałem o tym na tym blogu tutaj) Trump był antyoświeceniowy w wielu tego słowa sensach. Oczywiście istnieje w refleksji nad kulturą nowoczesności olbrzymi obszar krytyki spuścizny oświecenia, jednak ta krytyka ma także swoje naukowe rygory, warunki, argumenty i nie może negować naukowości i jej procedur. 

    Wedle  słynnej, a cytowanej na całym świecie w charakterze kuriozum antydemokratycznego, wypowiedzi ministra Waszczykowskiego: 

    „Poprzedni rząd realizował tam [w mediach] określony lewicowy program. Tak jakby świat według marksistowskiego wzorca musiał automatycznie rozwijać się tylko w jednym kierunku – nowej mieszaniny kultur i ras, świata złożonego z rowerzystów i wegetarian, którzy używają wyłącznie odnawialnych źródeł energii i walczą ze wszelkimi przejawami religii. To ma niewiele wspólnego z tradycyjnymi polskimi wartościami – wyjaśnił szef naszej dyplomacji.”

    Taka wypowiedź miała miejsce w niemieckim „Bild” w 2016 r. I odbiła się szerokim echem, jest już cytowana w książkach (ostatnio spotkałem ją w książce o zagrożeniu demokracji Martina Gelina i Erika Asarda „Hotet mot Demokratin” 2019). 

    Kiedy Greta Thunberg woła: „ja chcę, żebyście tylko słuchali nauki i robili, tak jak ona wskazuje”, domaga się oparcia działania na wiedzy. Wiedzy, która nie tylko wyklucza płaskoziemców, antyszczepionkowców, homeopatów i różdżkarzy ze świata akademii, ale która każe także nazywać głupotą to, co się wiedzy sprzeciwia (zob. Lamża, Światy równoległe, 2020 i „Głupota. Nieoficjalna biografia, pod red. J.F. Marmiona, 2019). To, o czym pisze Waszczykowski, „świat wielokulturowy”, w którym dba się o środowisko naturalne używając ekologicznych środków lokomocji i ograniczając nieekologiczne „produkcje”, jest światem stosującym nauki współczesne – fizykę, chemię, medycynę ale i kulturoznawstwo. W tym ostatnim całe tomy napisano o złożonej tożsamości kulturowej człowieka. 

    Jedynie w indoktrynacji politycznej znajdziemy świat jednowymiarowy i jednoznaczny, bardzo często jednopartyjny.

    PS. Zmieniona nieco wersja tego wpisu ukazała się 25 lipca 2021 w GW http://Rządzący Polską politycy PiS są antynaukowi i antyoświeceniowi. To przeciwnicy wiedzy https://lodz.wyborcza.pl/lodz/7,35136,27355895,rzadzacy-polska-politycy-pis-sa-antynaukowi-antyoswieceniowi.html

  • Perfekcyjna planeta. Aktualny komentarz na temat wypraw w kosmos

    Perfekcyjna planeta. Aktualny komentarz na temat wypraw w kosmos

    Polityczna satyra Dave Whamond 28/07/2017 licencja Jarosław Płuciennik

    Tymczasem na doskonałej planecie:

    Postać 1 (z lewej): ach tak? Zamierzam dać biednym bezpłatną służbę zdrowia.

    Postać 2 (w środku) tak? Ja zamierzam być w tym pierwszy i dać im jeszcze mieszkania.

    Postać 3 (z prawej) ok. Zamierzam nakarmić głodnych. I zrobić wszystko jako pierwszy. Acha, powinniśmy też zapłacić podatki, koledzy…

    Na tablic napis głosi: wyobraź sobie świat, w którym wszyscy mają równy dostęp do przestrzeni kosmicznej pożywienia, ubrań, schronienia, opieki zdrowotnej

  • Prawa człowieka jako rama dla polityki

    Prawa człowieka jako rama dla polityki

    Wiele się pisze o postępującej na całym świecie polaryzacji stanowisk. Dotyczy to także Polski. Można przypuszczać, że owa polaryzacja wspierana i wywoływana jest przez technikę, i wszechobecną cyfryzację naszego życia oraz rolę platform społecznościowych i mediów w ogólności. Jednak można zobaczyć także zjawiska, które wskazują raczej na budowanie się nowych figur i ich konstelacji. A dotyczy to moje twierdzenie zarówno zjawisk społecznych polskich jak i międzynarodowych. Symbolem nieoczekiwania, zaskoczenia i niepokoju jest oczywiście słynny „czarny łabędź”, o którym już powstały tomy opracowań — wydaje nam się, że łabędzie mogą być tylko białe, jednak nagle odkryta zostaje mała wyspa, na której ludzkość znajduje łabędzie czarne. Ludzkość zabijana była przez bakterie i wydawało się, że tak już będzie, ale wymyślono penicylinę. COVid-19 wystarczająco jasno pokazał nam, że niewyobrażalne stoi ciągle za progiem, że musimy nauczyć się żyć w stanie stałej niepewności, trwałego stanu niekontrolowanego świata. Czarne łabędzie się zdarzają.

    Metafora politycznej debaty (fot. lic. Depositphotos)

    Jednym z ciekawych naukowców piszących o konieczności nauczenia się życia z niepewnością jest Hartmut Rosa, niemiecki, znany na świecie i w Polsce, socjolog i politolog, badacz i wykładowca Uniwersytetu Friedricha Schillera w Jenie oraz dyrektor Kolegium Maxa-Webera na Uniwersytecie w Erfurcie. Od 2011 roku jest rzecznikiem grupy badawczej zajmującej się krytyką wzrostu i przyśpieszenia gospodarczego. Jest autorem uznanych współczesnych książek, będących diagnozami współczesności „Beschleugning” (Przyspieszenie) i „Resonanz” (Rezonans). W języku polskim ukazała się eseistyczna książka „Przyspieszenie, wyobcowanie, rezonans. Projekt krytycznej teorii późnonowoczesnej czasowości” (2020).

    Hartmut Rosa podczas wystąpienia publicznego Fot. JP, screen z Twittera Organizations, Artifacts and Practices (OAP), 29.06.20.

    Według jego najnowszej książki wydanej po szwedzku pt. „Czego nie możemy kontrolować. O naszych relacjach ze światem” (2021) dążenie do kontrolowania świata jest cechą wyróżniającą nowoczesności, jest to modus vivendi, kulturowy sposób życia. Problem oczywiście, że całkowicie znany, zaplanowany i kontrolowany świat byłby po prostu martwy. Bez niepewności nie ma życia. Jednocześnie, jak wskazuje np. filozof kognitywista Peter Gärdenfors, to dążenie do kontroli jest motorem rozwoju wiedzy, wiedza daje wrażenie kontroli rzeczywistości.

    Można wskazać, że krytyka pewności siebie, pychy, arogancji człowieka jest odwieczna, świadczy o tym choćby i to, że największym przewinieniem w tragedii greckiej była właśnie hybris, pycha, prowadząca do zaślepienia. W Biblii mamy także „zatwardziałość serc”, która jest niezdolnością do dokonania zmiany, do opanowania się i do nawiązania miłosnych relacji ze światem.

    Symbol pychy i arogancji (fot. lic. Depositphotos)

    Zwykliśmy myśleć o chrześcijaństwie jako o „pewności wiary”, „rycerzach wiary”, jednak w głównym nurcie jego myśli znajduje się także Søren Kierkegaard, duński filozof, argumentujący w duchu sokratejskim za wątpieniem i niepewnością jako głównym motywie filozofii chrześcijańskiej.

    Do takiej postawy nawołuje ostatnio także prymaska bp Szwecji Antje Jackelén, która jest orędowniczką zaangażowania politycznego chrześcijaństwa, ale jednocześnie wychodzenia poza tradycyjne spolaryzowane dychotomie: prawica – lewica. (Zob. DN Debatt. ”De mänskliga rättigheterna måste vara ram för all politik” Dagens Nyheter 19.06.2021)

    Bp. Antje Jackelén, prymaska Kościoła Szwecji 1 maja 2016 w Łodzi, w parafii Ewangelicko-Augusburskiej św. Mateusza (obok autor blogu z żoną Magdaleną Rembowską-Płuciennik) (fot. JP i Michał Makula)

    Trzeba jednoznacznie w tym kontekście wskazać także na ramy kultury europejskiej i światowej, które pozostają poza dyskusją. „Władza polityczna nie jest celem samym w sobie, ale jest narzędziem do uświadomienia sobie w debacie i porozumieniu z innymi tego, co według własnych i partyjnych przekonań jest najlepszą alternatywą.” Pisze Antje Jackelén Bieżąca walka polityczna o czystą władzę dla władzy nie obchodzi chrześcijanina.

    Natomiast pryncypia takie jak np. „prawa człowieka” są fragmentem tego pola wspólnego nie podlegającego dyskusji.

    Według teolożki i etyczki szwedzkiej prawa człowieka i chrześcijaństwo spotykają się, gdyż „teologia również należy do tego, co nie powinno być definiowane na podstawie skali od prawej do lewej. […] Teologia chrześcijańska nie jest podporządkowana polityce danego kraju, ale musi orientować się w oparciu o biblijne przesłanie Jezusa Chrystusa, które jest interpretowane w każdym czasie i we wspólnocie na całym świecie.

    Stanowiska Kościoła w sferze publicznej muszą być zawsze motywowane teologicznie. Może dotyczyć zadawania pytań, które zadaje niewiele osób lub, często razem z innymi, zwracania uwagi na sytuacje podatności na zagrożenia. Może to być wygodne lub niewygodne dla polityków, ale nigdy nie zastąpi ich pracy.”

    Drugim argumentem jest to, że „prawa człowieka opierają się na fundamencie, który jest dany przed rozpoczęciem wszelkich obliczeń użyteczności i inteligentnych rozwiązań. Wszyscy ludzie rodzą się wolni i równi w godności i prawach […]. To jest bardzo bliskie podstawowego tekstu tradycji żydowskiej i chrześcijańskiej: pierwszej historii stworzenia, w której mówi się, że Bóg stworzył człowieka na swój obraz (Rdz 1,27). Ponadto, jak wskazuje druga relacja o stworzeniu, Bóg stworzył człowieka jako istotę relacyjną (Rdz 2,4b-3:7). Z tego wynika stosunek do stwórcy, do stworzenia, do bliźnich i do siebie samego.

    Sens życia ludzkiego zawiera się w sieci tych czterech relacji: z najświętszym (większość ludności Ziemi nazywa go Bogiem), z planetą jako ekosystemem, z naszym bliskim lub dalekim bliźnim oraz z samym sobą.

    Ten fundament – ​​godność człowieka i jego relacyjność – powinien stanowić ramy i fundament polityki wszystkich stron, a nie odwrotnie.”

    Pozwoliłem sobie zacytować to niedawne wystąpienie publiczne prymaski Kościoła Szwecji, gdyż jest mi ono bliskie i czuję naprawdę zagrożenie dla bycia chrześcijaninem w Polsce, w której mieniący się katolikiem (czy aby na pewno chrześcijaninem?) Minister Edukacji i Nauki Przemysław Czarnek nie dość, że sam odmawia godności sporej grupie współobywateli, braci i sióstr (?) (zob. jego słynne mówienie, że LGBT to nie ludzie), to jeszcze na dodatek pragnie także zadekretować wolność nienawistnego wypowiadania się w przestrzeni akademickiej (tzw. pakiet wolnościowy Czarnka). Pragnienie władzy było obce Chrystusowi Ewangelii. Wydaje się, że Minister Czarnek rugując z listy lektur szkolnych ilustrowaną bajkę Leszka Kołakowskiego o nosorożcu, który chciał latać, robi więcej szkody chrześcijaństwu niż nękany na własnej uczelni (KUL) ks. prof. Wierzbicki, który w duchu ewangelicznym ujmował się za prześladowanymi przez policję i prokuraturę. Tak jak prawa człowieka stanowią o wspólnocie w ramach kultury Zachodu, tak samo nie powinniśmy pozwalać na nietolerancję. Pierwszy Rektor Uniwersytetu Łódzkiego, prof. Tadeusz Kotarbiński, filozof racjonalny i praktyczny, pisał „Gdy ustaje tolerancja dla tolerancji, nastaje tolerancja przemocy.“ To jest powtórzenie stałej myśli demokratycznej: nie ma tolerancji dla nietolerancji, granicą mojej wolności jest krzywda innego. Dla tej właśnie relacyjności, dla tego rezonansu opanuję się i powstrzymam przed mową nienawiści w odniesieniu do kogokolwiek. Jednak jeśli policja i władza będzie używać nienawiści jako narzędzia, niech nie oczekuje łagodności jako odpowiedzi. Noblese oblige. Tutaj nie ma i nie może być symetrii. Upajanie się władzą jest niegodne chrześcijanina i członka kultury Zachodu.

  • Dobro wspólne

    Dobro wspólne

    Rozmowa z drem Mikołajem Ratajczakiem z IFiS PAN.

    Zapraszam do obejrzenia rozmowy:

    Rozmowa z drem Mikołajem Ratajczakiem (IFiS PAN, Warszawa) autorem książki pt. Forma życia i dobro wspólne. Geneza i aktualność współczesnej włoskiej filozofii politycznej, Wydawnictwo Instytutu Badań Literackich PAN, Warszawa 2020, ss. 664. (Seria Nowa Humanistyka 67)
  • Uczelnie i kultura to drogocenne skarby

    Uczelnie i kultura to drogocenne skarby

    Diament na czarnym tle (lic. Depositphotos)

    Kampusy uniwersyteckie są równie ważnym przyczółkiem cywilizacyjnym co drogi kolejowe i infrastruktura komunikacyjna w ogólności. Uniwersytet i demokracja uniwersytecka i wolność badań naukowych i nauczania to są fundamenty kultury Zachodu.

    Jednak, jak donosi David Matthews w Times Higher Education, te fundamenty są podkopywane przez siły odśrodkowe antyunijne. Dobra wiadomość, że narasta opozycja w odniesieniu do planowanego na Węgrzech chińskiego kampusu o wartości wielu miliardów euro. To jest ewidentna część szerszej gry totalitarnych Chin, zmierzającej do zbliżenia się Węgier do Pekinu i zmniejszenia zależności od Unii Europejskiej.

    Formalnie rzecz biorąc, Uniwersytet Fudan jest głównym „publicznym” uniwersytetem badawczym w Szanghaju w Chinach, jednak nieformalnie oznacza to, że totalitarne państwo chińskie ma pełną nad nim kontrolę. To tak jak z poską TVP, formalnie jest to nadawca publiczny, jednak jej stronniczość jest ewidentna i wykazywana przez wielu obserwatorów. Jak można się przekonać, Fudan jest to jeden „z najbardziej prestiżowych i elitarnych uniwersytetów w Chinach”. Jego początki nominalne sięgają jeszcze czasów cesarskich w 1905 r.

    Obecnie Chiny i Rosja stają się coraz bardziej podejrzane w Unii Europejskiej. Jednak polityka Orbana jednoznacznie wskazuje na ocieplanie relacji z tymi dwoma autorytaryzmami (z Rosją już od dawna).

    Węgry Orbana zgodziły się na finansowaną przez Chiny kolej między Budapesztem a Belgradem, przyjęły chińskie szczepionki przeciw COVID-19. Ale gdyby tego było mało, w zeszłym miesiącu Urbanowski rząd zawetował rezolucję UE potępiającą represje Chin w Hongkongu.

    Wiktor Orban — szykując się do prawdopodobnej utraty władzy na Węgrzech — stara się nie tylko przejąć uniwersytety, w istocie je prywatyzując i oddając we władanie podporządkowanym sobie fundacjom, to jeszcze na dodatek wiąże się finansowo z szemranymi autorytatywnymi źródłami. Jak pisze David Matthews z THE, cytując ekspertów od Węgier: „rząd szuka alternatywnych źródeł pieniędzy”, wyprzedzając także niejako negatywne ruchy ze strony Unii Europejskiej.

    Według danych Węgry będą musiały wziąć 1,3 miliarda euro (niemal 5,9 mld złotych) chińskiej pożyczki na pokrycie kosztów budowy Campusu chińskiego uniwersytetu na uchodźstwie…

    Wieczorny Budapeszt z góry… Węgry (fot. lic. Depositphotos)

    Wedle umów podpisywanych na Węgrzech głównym beneficjentem tych kredytów mają być też chińskie firmy. Zatem summa summarum zapłacą za wszystko Węgrzy swoimi podatkami.

    A sprawa jest niezwykle ważna dla zamożnych beneficjentów Uniwersytetu z Chin: studentami mają być właśnie bogate dzieci bogatych chińskich rodzin. Chińscy wykładowcy mają też otrzymywać niebotyczne zarobki.

    Campus planuje się na 6000 do 8000 studentów. Co w skali samego uniwersytetu-matki, który ma tych studentów ok. 30000, jest dużą liczbą.

    Przeciwnikiem inicjatywy rządowej jest jednak burmistrz Budapesztu, Gergely Karácsony.

    Szczególnie oburzające w całej sprawie — i jakże symboliczne — jest zaproszenie chińskiego campusu po tym, jak „wyrzucono” z Budapesztu Uniwersytet Środkowej Europy (CEU, czyli Central European University). A znamienne jest też i to, że w 2019 roku Fudan wykreślił hasło „wolność myśli” ze swojego statutu i dodał przysięgę lojalności wobec rządzącej partii komunistycznej. Pomijam tutaj inne zarzuty sięgające po wiadomości od służ specjalnych.

    Mam nadzieję, że po zmianie władzy na Węgrzech w 2022 r. i wyrzuceniu do kosza umów z Chinami, te nie zwrócą się do Polski jako najbliższego sojusznika polityki rosyjskiej Putina, a jednocześnie członka UE. Byłoby to fatalne z wielu względów. Rosyjskie szczepionki i chińskie szczepionki to jest papierek lakmusowy wiarygodności. Kampusy uniwersyteckie są równie ważnym przyczółkiem cywilizacyjnym. Uniwersytet i demokracja uniwersytecka i wolność badań naukowych i nauczania to są fundamenty kultury Zachodu. Dbajmy o uczelnie i kulturę.

  • Nowy ład czy polski ład. Komentarz filologiczny

    Nowy ład czy polski ład. Komentarz filologiczny

    Nowy ład czy polski ład. Komentarz filologiczny

    Jarosław Płucienn

    Ofiary czerwonych Khmerów…. Nowego Porządku…. (By Anonymous – <http://www.adam-carr.net/travelindex13.html&gt;, Public Domain, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=1767288)

    Właśnie dowiedziałem się, że program wyborczy PiS z wykorzystaniem wsparcia funduszy Unii Europejskiej nie będzie się już nazywał Nowy Ład tylko Polski Ład.

    To bardzo ciekawe przejście i zastanawiające. Gdyby przetłumaczyć na angielski slogan wyborczy PiS Nowy Ład, to wyjdzie „New Order”.

    Kiedyś słuchałem w okolicach zmierzchu systemu zwanego komunizmem w Polsce postpunkowego zespołu tzw. Nowej Fali o nazwie Joy Division z legendarnym wokalistą Ianem Curtisem. Ta nazwa „Joy Division” była bardzo ironiczna, oznaczała aluzję do obozów Zagłady i specjalnych oddziałów wybranej grupy więźniarek niemieckiego lageru  Auschwitz-Birkenau zmuszanych do prostytucji.  – Joy Division (z niem. Freudenabteilung). W skrócie oznacza  ta nazwa nazistowski burdel na obszarach obozu Zagłady.

    Co ciekawe, Joy Division wcześniej nazywał się z polska „Warsaw”, od utworu Davida Bowie’go z 1977 r. pt. „Warszawa”.

    Ta właśnie nieoficjalna historia Joy Division powodowała, że słuchaliśmy tego ponurego i depresyjnego zespołu, a potem jego spadkobiercy o nazwie New Order ze specyficznym poczuciem bycia w opozycji do porządków komunistycznych.

    Po śmierci Iana Curtisa pozostali członkowie grupy nazwali się New Order. Wedle popularnych ujęć „natknęli się w gazecie na notkę o kambodżańskiej grupie partyzanckiej, która nosiła nazwę Ludowy Nowy Porządek Kampuczy (The People’s New Order of Kampuchea)”.

    Zatem nazwa „new order” po angielsku może kojarzyć się z komunistami i to bardzo zamordystycznymi, przypomnę, że zbrodnie tzw. „czerwonych Khmerów” w Kampuczy do dzisiaj są opisywane jako jedne z najbardziej okrutnych i wręcz antyludzkich, nie mówiąc o tym, że niecywilizowanych.

    Dlatego trzeba z satysfakcją stwierdzić, że PiS wycofuje swój slogan, po angielsku brzmiący nieco złowieszczo: „New Order”.

    Zamiast tego „Nowego Ładu” będzie „Polski Ład”. Brawo!

    Gorzej, że w Szwecji funkcjonują takie określenia jak „Polska riksdag”, polski parlament:

    „Polski parlament jest zwykle określany jako burzliwe posiedzenie bez rezultatów, które w przenośni może odnosić się do chaosu lub chaosu w ogóle.”

    Jest też Polnische Wirtschaft, czyli „negatywne określenie funkcjonujące w społeczeństwie niemieckim, dotyczące organizacji społeczeństwa polskiego. Według tego stereotypu domyślnie „polnische Wirtschaft” oznacza skrajną niegospodarność, brak planowania i manier oraz brud.”

    Słusznie PiS wziął się za te stereotypy o Polsce, w końcu mamy tyle sukcesów, Polska stanie się od teraz jak z zaczarowanej różdżki synonimem słownikowym porządku. Tak PiS, demolując praworządność w Polsce, wprowadza typowo „polski porządek”, zupełnie niezrozumiały dla cywilizowanego europejskiego świata. Tak, PiS robiąc z nieudolności i katastrof lotniczych bohaterstwo, tworzy nowy mit. Jakby „nowy porządek”, „nowy ład”. Jednym słowem, ja już nie zapomnę skojarzeń historycznych pochodzących z pierwszej nazwy sloganu wyborczego PiS.

    PS. 16.05.21 Niewykluczone jednak, że nasi co bardziej wykształceni w historii sąsiedzi będą mięli także bogatsze skojarzenia: w 1941 r. ruszyła w III Rzeszy kampania propagandowa „Europejskiego Nowego Ładu” [niem. Neuordnung], w której Niemcy miały odgrywać „przewodnią rolę”. W Polsce komentowano te plany dotyczące w skrócie „Nowego Ładu” Hitlera na łamach „Myśli Polskiej” (Maciej Ożga napisał 20 września 1941 r. artykuł pt. „Nowy Ład” Hitlera. Propaganda i rzeczywistość. Dziękuję Michałowi Stolarskiemu za zwrócenie mi uwagi na ten artykuł)

  • Projekt demokracji Unii Europejskiej – wzrasta czy więdnie?

    Projekt demokracji Unii Europejskiej – wzrasta czy więdnie?

    Warszawa, Polska. 7 stycznia 2020 r. Herb Polski i metalowa tabliczka „Sąd Najwyższy” na Placu Krasińskiego. (fot. grand-warszawski, lic. red. Depositphotos)

    Link do programu

    Szanowni Państwo,
    Wiem, że mało osób zna szwedzki, ale może ktoś jednak się skusi na debatę w serii seminariów „On State” [o państwie]
    pod tytułem:

    Projekt demokracji Unii Europejkskiej – wzrasta czy więdnie?

    Serdecznie zapraszam.

    5 maja 2021, godz. 11:00-16:30 z przerwą na lunch 12:00-13:00.

    Idea UE jako projektu demokratycznego jest punktem wyjścia dla współpracy europejskiej. Ale co dzieje się z tym projektem, gdy siły antydemokratyczne są coraz to silniejsze i coraz częściej pojawiają się kraje zmierzające w stronę autokratyczną?

    W czasie trwającej pandemii obywatele Europy stracili demokratyczne prawa, zamknięto granice, a stosunki między krajami naznaczone są podejrzliwością. Jednocześnie demokracja w Polsce i na Węgrzech jest demontowana. Co stanie się z UE jako projektem demokratycznym, jeśli ten trend się utrzyma?

    Udział w dyskusji biorą:
    Staffan I. Lindberg, profesor politologii Uniwersytetu w Göteborgu oraz dyrektor Instytutu V-Dem,
    Veronica Palm Była poseł i poseł do Parlamentu Europejskiego (S),
    Sofie Blombäck, doktor nauk politycznych, starszy wykładowca w Katedrze Nauk Humanistycznych i Społecznych Uniwersytetu środkowej Szwecji
    Jarosław Płuciennik, profesor nauk humanistycznych na Wydziale Filologicznym, w Instytucie Kultury Współczesnej Uniwersytetu Łódzkiego,
    Gabriel Byström, dyrektor generalny szwedzkiego radia, dziennikarz i autor.

    Demokratiprojektet EU – växande eller vissnande?
    Forskning
    Kultur & språk
    Samhälle & ekonomi

    Idén om EU som demokratiprojekt är utgångspunkten för det europeiska samarbetet. Men vad händer med denna grundval när antidemokratiska krafter tränger sig på, och allt fler länder rör sig i autokratisk riktning?

    Link do programu i rejestracji tutaj:

  • Dlaczego popieram strajk szkolny?

    Dlaczego popieram strajk szkolny?

    Dlaczego popieram strajk szkolny?

    Dlaczego popieram strajk klimatyczny Grety Thunberg?

    TORONTO, CANADA – 27 września, 2019: globalny strajk dla klimatu w piątek (fot. lic. Depositphotos)

    Oczywiście dlatego, że uważam jej podstawowy argument za bardzo przekonujący: „jak ja mam się uczyć spokojnie tego, co wy lekceważycie, nie robicie niczego, żeby zapobiec katastrofie, żebym ja i moi rówieśnicy mogli żyć spokojnie na naszej planecie i z nadzieją patrzeć w przyszłość.”

    Niektórzy widzą w strajku szkolnym Grety i jej naśladowców ucieczkę przed nauczaniem szkolnym. Greta miała faktycznie problemy z socjalizacją, o czym można przeczytać w rodzinnej „autobiografii” Grety.

    Bruksela. 21 lutego 2019. 16-letnia szwedzka aktywistka Greta Thunberg podczas strajku uczniów (fot. lic. Depositphotos)

    Pandemia sprawę jakby rozwiązała, jak tutaj strajkować bez wychodzenia z domu…

    Wielu nauczycieli w Polsce i na świecie stanęło na wysokości zadania, dostosowało się do nowych warunków nauczania zdalnego. Najbardziej zyskał w moich oczach jako rodzica dwóch synów jeden nauczyciel, który na którymś z przedmiotów zadał obejrzenie — ni stąd ni zowąd — programu Roberta Makłowicza o przepisach ze Szwecji.

    Mój młodszy syn bardzo się wciągnął. Oczywiście trochę tutaj pomogło i to, że ma w domu w mojej osobie miłośnika gotowania i kultury Szwedzkiej, wielokrotnie w normalnym życiu rodzinnym te tematy powracają i to pewnie często. Jednak niemal cała klasa mojego syna też jakoś dała się wciągnąć nie tylko w gotowanie, ale w poznawanie różnych kultur. Mój syn Mateusz sięgnął ostatnio także po odcinki Makłowicza opowiadające o polskim Podlasiu… na którym żyją np. także Tatarzy.

    Pandemia wedle rządu polskiego dobiega końca…

    Otwierane są szkoły.

    Reakcja: minister każe siedzieć w szkole o godzinę dłużej. Zaś nauczyciele planują coraz więcej testowania, egzaminowania, kartkówek (tych można robić więcej, kiedy nie zapowie się znacznie wcześniej). Greta Thunberg miała problemy w uspołecznieniu się w szkole szwedzkiej, która jest bardzo tolerancyjna dla indywidualności. W Polsce, obawiam się, nigdy nie wyszłaby z depresji… Czy polskiemu Ministrowi Edukacji przychodzi w ogóle do głowy, że szkoła jest po to, aby stwarzać warunki do tego, żeby uczniowi ZACHCIAŁO SIĘ uczyć, żeby zapragnął wiedzy? Że szkoła to nade wszystko relacje personalne między nauczycielami i uczniami oraz między uczniami (z różnych roczników, nie tylko rówieśników)? Jeśli stworzy się warunki, to uczniowie sami zechcą się zapoznać z „materiałem”… Dla Ministra Edukacji najważniejsze są „braki i luki materiałowe”… co za koszmarny niedouk nierozumiejący, że szkoła i edukacja to nade wszystko wartości i relacje…

    Jedyne ważne wartości dla Ministra Czarnka, to te na patriotycznych akademiach rocznicowych…

    Dlatego popieram strajk szkolny.

    Tirana w Albanii. wrzesień 2019. Najlepsza edukacja klimatyczna dla całego świata (fot. lic. Deposithotos)

    PS. W Gazecie Wyborczej 30 kwietnia 2021 ukazał się nieco zmieniony artykuł

    Popieram strajk szkolny, bo dla ministra Czarnka szkoła to tylko patriotyczne akademie

  • Przewrót kopernikański państwa PiS

    Przewrót kopernikański państwa PiS

    Układ słoneczny wedle wizji kopernikańskiej (fot. Depositphotos)

    Przewrót kopernikański państwa PiS

    Nie dość, że nasi rządzący potrafią ustanawiać nowe Konstytucje (zob. Konstytucja dla Nauki ministra Gowina), to teraz potrafią wskrzesić po pół tysiąclecia Kopernika…, ponownie odkrywają system heliocentryczny, a co! Tyle że świat jest już dawno po Eisteinie… no i po Kancie (przewrót kopernikański w filozofii…). Ale my jeszcze odkryjemy nową dyscyplinę, w której jesteśmy przodujący: biblistykę… A to że nie nowa? No cóż, ale przecież częstochowska? Naprawdę, częstochowska? Biblistyka naprawdę narodziła się wraz z reformacją, to reformacyjne hasło „Tylko pismo” (łac. Sola scriptura) dał nowy impuls do studiów nad Biblią. Interdyscyplinarnych badań, które dzisiaj obejmują swoim zakresem nie tylko nauki o kulturze i religii (sic! cokolwiek to znaczy), teologię (sic!), ale także tekstologię, literaturoznawstwo, archeologię, historię, krytykę, antropologię kulturową, mitologię i komparatystykę religioznawczą. Towarzystwo biblistyczne na świecie zrzesza 8500 członków z 80 krajów.

    To dobrze, że nasz Pan minister oraz nasze światłe ministerstwo odkrywa Amerykę po pół tysiąclecia: przeprowadza odkrycia Kopernika (który pozostawał na Indeksie ksiąg zakazanych Kościoła Katolickiego do połowy XIX wieku), sięga po odkrycie Reformacji (studia nad Biblią) oraz ponownie przeżywa przełom oświeceniowy (Konstytucja). Ale jednak szkoda, że robi to na Jasnej Górze, która ostatnio kojarzyć się może przede wszystkim z bardzo spektakularnymi zlotami ONR-u i militarnymi marszami z pochodniami. Projekt, który został dzisiaj opisany przez Gazetę Prawną jest projektem skandalicznym.

    Zrzut ekranu z infografiką Gazety Prawnej (autor JP)

    Pełna centralizacja zarządzania z podporządkowaniem politykom całej struktury. Jeśli ten projekt zostanie zrealizowany, to będziemy mieć rosyjsko-Putinowski model organizacji życia naukowego, co jest samo w sobie zaprzeczeniem nauki. Nauka jako instytucja jest fragmentem cywilizacji Zachodu, który może być przez różne inne cywilizacje naśladowany, jednak jeśli nie weźmie się pod uwagę podstaw tej instytucji: wolności badań naukowych i autonomii nauki, to wyjdzie zawsze atrapa. Zatem zamiast wielkiego przewrotu kopernikańskiego, będziemy mieć naukę z dykty. Państwo zaczęło ostatnio przypominać już papierowe (typ papieru do wyboru), ale nauka jeszcze zachowała resztę autonomii. Zamiast pomnika Kopernika przed Pałacem Staszica w Warszawie, w którym mieści się kilka instytutów PAN, będziemy mieć pomniki z dykty w kilku miejscach w Polsce. Ale na tę dyktę będą olbrzymie pieniądze… Tak to się plecie w tym dziwnym polskim świecie…

    PS. Dla ministra Czarnka: sądzę, że jest pan w świetnym towarzystwie Paula Feyerabenda, który uważał, że w nauce „wszystko ujdzie” (hasło „anything goes” z „Against Method” z 1975 r.), nie ma żadnych metod. Pan chyba też tak myśli. Gorzej, iż może się pan spotkać też z wyznawcami nihilizmu, wedle których nie ma żadnych wartości poza pragmatyzmem politycznym… No cóż, to kolejne może odkrycie dla Pana z okresu renesansu: „Książę” Niccolo Machiavelego. Ale może Pana przeceniam…

    PS. Nowy system bardziej przypomina znane skądinąd metafory, na przykład metafory fraszki:

    Jan Kochanowski: O żywocie ludzkim

    Fraszki to wszytko, cokolwiek myślemy, Fraszki to wszytko, cokolwiek czyniemy;
    Nie masz na świecie żadnej pewnej rzeczy, Próżno tu człowiek ma co mieć na pieczy.
    Zacność, uroda, moc, pieniądze, sława, Wszystko to minie jako polna trawa;
    Naśmiawszy się nam i naszym porządkom, Wemkną nas w mieszek, jako czynią łątkom.

    Wersję tego wpisu można także przeczytać w Gazecie Wyborczej 20.04.21