Simon and Garfunkel — konto Twitter poświęcone ich piosenkomZdjęcie z oficjalnego konta Twitter śp. Pawła Adamowicza
5 strof po mniej więcej 7 wersów. Dużo rymów częstochowskich (takich jak creeping/ sleeping, lamp/damp, speaking/ listening, light/ night), choć także bardziej złożonych: brain/ remains, share/ dared. Zatem niby żadna wielka pieśń, wielka poezja, raczej połączenie tradycji rocka i folku, ale siła tego utworu leży według mnie w przeciwstawieniu, w którym z jednej strony mamy pojedyńczość i czułość, z drugiej: wielość i krzykliwość reklam i propagandy. Z początku w październiku 1964 r. utwór był niepozorny, nie zwracał uwagi, aż nagle wystrzelił… w 1965. Remix elektroniczny na singlu został wypuszczony bez wiedzy wykonawców we wrześniu tego roku. A potem w styczniu 1966 numer 1 na listach przebojów!
W 2012 roku Biblioteka Kongresu USA postanowiła chronić ten utwór jako „kulturowo, historycznie i estetycznie ważne” dziedzictwo narodowe.
Co ciekawe, pierwotny tytuł tego utworu „Sounds of Silence” (w liczbie mnogiej) znajduje się na albumie zatytułowanym „Środa rano godz. 3:00” wydaje się wskazywać na pierwotny kontekst powstania piosenki, osobiste przeżycia Paula Simona, kompozytora i tekściarza. W pewnym sensie moment życiowego kalendarza określany jako „środa rano godz. 3:00” to przeciwieństwo „Gorączki sobotniej nocy” — środa to środek tygodnia, cicha noc, ciemne uliczki i neonowe światła w tle. Wybranie liczby pojedynczej było naturalnym uznaniem dla symboliczności owego „dźwięku ciszy”: który coś w sobie zawiera, który może być dotknięty, który można „naruszyć”, który jest głęboki jak studnie.
Przeciwstawień jest więcej w tym krótkim utworze: ciemność – światło, ulotność wizji – trwałość [drzewa], rozmawianie – mówienie, słyszenie – słuchanie, pisanie piosenek – dzielenie się nimi, słowa prorockie – słowa neonowych reklam.
O czym tak piosenka traktuje? Na pewno można pod jej motywy podstawić bunt przeciwko powszechnej komercjalizacji sztuki i kultury, na pewno jest to protest song przeciwko bezduszności i brakowi odwagi…
Dlatego mógł być traktowany najpierw jako wielki głos na tle zmowy milczenia po zamordowaniu prezydenta Kennedy’ego w listopadzie 1963 r. Dlatego wszyscy dobrze rozumieli jego ładunek protestu i przerażenia podczas wiecu 14 stycznia 2019 r. w Gdańsku ku pamięci prezydenta Adamowicza (ekspresyjne wykonanie „Sound of Silence” zespołu „Disturbed”). Ten protest jest skierowany przeciwko oficjalnej krzyczącej propagandzie, która próbuje zagłuszyć głos protestu…
Dzisiaj wykonałem razem z synem Mateuszem (harfa celtycka) „Sound of Silence” dla WOŚP 2021 i dla śp. Prezydenta Pawła Adamowicza. „And no one dared/ disturbed the sound of silence”.
godz. 13:45 (zegar u dołu strony po lewej) wykonanie Jarosław Płuciennik (śpiew) i Mateusz Płuciennik (harfa celtycka)
Zdjęcie z ceremonii inauguracyjnej Joe Bidena na koncie Instagram Amandy Gorman, Capitol, Washington 20 stycznia 2021. Konto ma już ponad pół miliona obserwujących (stan z 22 stycznia 2021). Jej konto na Twitterze ma już 1,3 mln obserwatorów (zdjęcie JP)
Z wielkim zainteresowaniem kilkakrotnie wysłuchałem recytacji 22-letniej poetki Amandy Gorman na inauguracji prezydentury Joe Bidena 20 stycznia 2021 r. Nie tylko dlatego, że jest jedną z trzech poetek, które miały zaszczyt na amerykańskich inauguracjach prezydenckich wystąpić i nie tylko dlatego, że jest najmłodszą poetką w tym krótkim szeregu. Także nie dlatego, że jest świetną poetką, ta poezja nie jest jeszcze na tyle dojrzała, żeby zachwycała swoim formalnym wyrafinowaniem. Jej recytacja była na pograniczu hip-hopowego slamu poetyckiego a przemówieniem.
Jednak dwa wątki w zakończeniu zwróciły moją uwagę. Ten finał jest naprawdę genialny:
For there is always light, if only we’re brave enough to see it. If only we’re brave enough to be it. (źródło The Guardian,
Bo zawsze jest światło, gdybyśmy tylko odważyli się je zobaczyć. Gdybyśmy tylko odważyli się być nim. (tłum. JP)
W tym trzech wersach streszczają się jakże krótko i zwięźle dwie idee filozoficzne: „democracy to come” Jacquesa Derridy oraz „odwaga bycia” Paula Tillicha. O odwadze bycia pisałem w swojej ostatniej książce z 2019 „Odwaga poetyki”, nie będę tego tutaj powtarzał.
Okładka książki autora „Odwaga bycia” (WUŁ, Łódź 2019)
Ale wielu komentatorów zwraca uwagę na obecność w tym poemacie trudnej przecież idei Derridy demokracji, która nadchodzi, „przyszłej demokracji”. Wedle komentatorów (Masha Gessen, Amanda Gorman’s Inaugural Poem is a stunning vision of democracy, New Yorker 21.01.21), demokracja u Derridy jest obietnicą demokracji, obietnicą jako taką, istotą demokracji jest obietnica. Demokracja innym słowy jest aspiracją, projektem, rzutowaniem przyszłości na teraz i w przyszłość. Ilekroć pojawia się kwestia demokracji jest ona w tym poemacie „opóźniona”. (Gissen, op. cit.) Demokracja innymi słowy jest wizją.
We’ve learned that quiet isn’t always peace, and the norms and notions of what “just” is isn’t always justice. And yet, the dawn is ours before we knew it.
Dowiedzieliśmy się, że cisza nie zawsze jest spokojem, a normy i pojęcia dotyczące tego, co „sprawiedliwe” nie zawsze są sprawiedliwością. A jednak świt jest nasz, zanim się zorientowaliśmy. (przekł. JP)
Bo prawdziwy naród nie może być złamany, jeśli jest nieskończony, nie-do-kończony. Naród jest także obietnicą i zadaniem. Jakże nowoczesne pojmowanie narodu, społeczności, obywatelstwa.
W tym kontekście kluczowy jest fragment następujący:
Scripture tells us to envision that everyone shall sit under their own vine and fig tree and no one shall make them afraid. If we’re to live up to our own time, then victory won’t lie in the blade, but in all the bridges we’ve made. That is the promise to glade, the hill we climb, if only we dare. It’s because being American is more than a pride we inherit. It’s the past we step into and how we repair it.
Pismo mówi nam, abyśmy wyobrazili sobie, że każdy usiądzie pod własnym drzewem winnym i figowym, i nikt nas nie będzie niczym straszył. Jeśli mamy dorównać naszym własnym czasom, zwycięstwo nie leży w ostrzu broni, ale we wszystkich mostach, które zbudowaliśmy. To jest obietnica polany, wzgórza, na które się wspinamy, jeśli tylko się odważymy. To dlatego, że bycie Amerykaninem to więcej niż duma, którą dziedziczymy. To przeszłość, w którą wkraczamy i to, jak ją naprawiamy.
Amanda Gorman, aboslwentka Harvarda, powołuje się na Biblię i wydobywa z niej dobrą nowinę, obietnicę przyszłości, światło przyszłości, odwagę bycia w tym świetle i kroczenia do przodu. Odwagę wizji.
Mogę tylko zapytać, dlaczego wśród polskiej opozycji mało jest takiej wizji, jaką zaprezentowała młoda amerykańska poetka. Wprost można powiedzieć, że większość polskiej sceny politycznej zdominowały partie, które chcą jakiejś formy przeszłości, a przeszłość trzeba naprawiać i patrzeć w przyszłość, i przyszłość nas woła. Musimy działać już teraz nie za trzy lata, bo choćby zegar katastrofy klimatycznej tyka do 2030 roku, nie ma się co oglądać na przeszłość. Można powiedzieć, że jedynie Szymon Hołownia ma wyrazistą wizję, może dlatego, że jest z pokolenia czterdziestolatków, nieskażonych cynizmem PRL? Może dlatego, że jest dziennikarzem, napisał przynajmniej dwie wizjonerskie książki jedna to „Boskie zwierzęta”, druga to „Fabryka jutra. Jak postanowiłem rzucić wszystko i uratować świat mojej córki”. Nie dlatego to piszę, że Hołownia mnie przekonuje. Ale dlatego, że widzę, dlaczego przyciąga różnych ludzi. Niepokoi mnie nazbyt duża różnorodność zaplecza, które teraz chaotycznie zbiera, ale ten człowiek ma jakąś wizję. Nie znajduję jej w Koalicji Obywatelskiej pomimo to, że długo stanowiła dla mnie nadzieję. Powinniśmy uczyć się od tej amerykańskiej poetki, która studiowała także przemówienia amerykańskich prezydentów. I socjologię. Nie jest sentymentalną i patetyczną czarnoskórą celebrytką. Jest kobietą z krwi i kości, której „nie wystarczy chleba”, która żąda niemożliwego, odwagi spojrzenia i odwagi bycia. Miejmy i my w Polsce taką odwagę.
Odwaga wspinania się na góry, odwaga bycia, odwaga działania (fot. Depositphotos)
PS. 23 stycznia 2021 zmieniony artykuł ukazał się w Gazeta Wyborcza.
UNIVERSAL CITY, CA – marzec 2006, the Universal Studios Hollywood, USA 10 marca2006 (fot. Depositphotos)
Dwóch socjologów brytyjskich Robert de Vries (University of Kent) i John Jerrim (University College London) zadało sobie pytanie, jakie wnioski płyną z drogi kariery Donalda Trumpa, którego USA żegnają dzisiaj. I oto krótki przewodnik, jak awansować w nauce, (opublikowane jako opinia 21 stycznia 2021 w Times Higher Education) które to dziełko zaczyna się dość kontrowersyjnie od zdania: „Tylko frajerzy koncentrują się na doskonałości w nauce. Lepiej jest podrasować kreatywnie swoje wyniki, rozkręcić ruletkę i zawierzyć znajomkom”.
1) Pierwsza rada jest bardzo krytyczna (ironicznie) względem zasad tzw. reformy Gowina:
Ponieważ nikt nie czyta tego, co piszesz i nikt nie zwraca uwagi na jakość Twoich publikacji naukowych, najważniejsze jest, gdzie opublikowałeś swoje badania. Najważniejsze, żeby w czasopiśmie z listy uznanej przez mainstream: np. zob. Lista czasopism Ministerstwa Nauki albo porównaj to z listą tutaj i zrozumiesz, że ocena jakości zależy od listy, a nie od tego coś napisał tu i ówdzie, ważne żeby tu, gdzie chcą oceniający. Rygory naukowe nie są najważniejsze, najważniejsze miejsce publikacji.
Niemniej istotna i powiązana z pierwszą jest rada druga, która wykorzystuje angielski idiom „cook the books”, który można w wolnym tłumaczeniu przełożyć jako
2) Księguj kreatywnie, podrasuj wyniki („przygotuj księgi rachunkowe”)
Man Calculating Past Due Statement Using Calculator
Jeśli wyniki nie potwierdzają Twojej hipotezy, tym gorzej dla wyników. Po co to eksponować. Zatem schowaj jak najgłębiej w swojej publikacji negatywne przypadki, eksponuj pozytywną narrację a będziesz cytowany, bo cytuje się pozytywy, a nie negatywy. Jak piszą autorzy (jeden jest naprawdę wziętym socjologiem), „podczas pracy z danymi prawie zawsze istnieje wiele uzasadnionych podejść, które możesz zastosować – na przykład w wybranych miarach, sposobie kodowania zmiennych i wyborze analizy statystycznej.” Kreatywna księgowość cieszy się fatalną sławą w nauce o inwestowaniu w finansach, ale jeśli udało się Trumpowi, to dlaczego miałoby się nie udać Tobie? Co prawda autorzy instruktażu na portalu dla inwestorów ostrzegają przed konsekwencjami takiego podrasowania zapisów wyników badań, ale cóż „no risk, no fun”, jak mówią starożytni Indianie… (ostrzeżenie zob. tutaj)
Jasny przekaz (fot. Depositphotos)
3. Kontroluj medialne przesłanie
Nawet jeśli w podrozdziale na temat wyników skrupulatnie sprawozdajesz wszystkie swoje ustalenia, twój tytuł, streszczenie oraz wnioski lepiej się sprzedadzą, jeśli zignorujesz te niewygodne negatywne wyniki. Zagwarantuj sobie dobre spopularyzowanie Twoich wyników. „Relacje w prasie poprawią profil Twojej pracy i pomogą zwiększyć liczbę cytowań, ale główne media preferują jasne, pozytywne wyniki nawet bardziej niż czasopisma akademickie.
4. Aplikuj, aplikuj, aplikuj o granty
ruletka w kasynie to dobra metafora dla systemu aplikacyjnego w nauce
Najważniejszy wskaźnik Twojej wartości poza publikacjami w ważnych miejscach jest ilość wyrwanych systemowi pieniędzy.
Nie marnuj czasu na podwyższenie jakości swoich badań, wysyłaj swoje aplikacje, gdzie popadnie, byle więcej. Większość z tych aplikacji zostanie zmarnowana na bank. Autorzy wskazują na słabe skorelowanie ocen recenzenckich w przebadanych 4000 aplikacji o granty w badaniach społecznych. Wniosek: „Twoje szanse na sukces zależą więc w dużej mierze od tego, kto sprawdzi Twoją propozycję”. Badania w innych krajach potwierdzają te wyniki. Wnioski i konkursy to loteria, daj sobie szansę, graj jak najczęściej!
5. Ufaj rodzinie, ziomkom i spółdzielcom
koledzy, rodzina…
Sugeruj recenzentów sprawdzonych. Co prawda niektóre reguły antynepotystyczne mogą uniemożliwić Ci wprost wskazanie żony, męża, syna, córki, dziadka, wnuka, ojca, matki, jednak kumpel z konferencji, z którym przypadkowo zaciąłeś się w windzie może się przydać. Podobnie jak współautor sprzed lat.
Capitol Hill Building, Washington DC. (fot. Depositphotos)
Trump odchodzi w niesławie, ale czy na pewno znika? Śmiem wątpić. Polscy zwolennicy reformy Gowina na pewno mogą pomóc mu wrócić, tak jak ten pan ze znakiem Polski Walczącej na Kapitolu.
Obejrzałem krótką relację z Węgier w „Sveriges Television” na temat bezdomności na Węgrzech. Z przerażeniem dowiedziałem się, że na Węgrzech już 2 lata temu (na jesieni 2018 r.) wprowadzono faszystowsko-komunistyczne prawo „zakazujące” (tak!) bezdomności.
bezdomny (lic. Depositphotos)
Jednocześnie pod wpływem drugiej fali pandemii koronawirusa wzrosła liczba bezrobotnych i bezdomnych. Zamiast jakiegoś programu naprawy mamy jeszcze dodatkowe prawo: godzina policyjna na Węgrzech, w nocy do godziny 5:00 nikt nie może znajdować się na ulicy. Dlatego bezdomni muszą uciekać przed policją np. na ulicach Budapesztu.
Poprawka prawa mówi, że najpierw policjant wzywa bezdomnego do opuszczenia przestrzeni publicznej, potem powstaje ewidencja osób objętych wezwaniami. Ewidencja bezdomnych.
Jak pisze TVN24 BIS w październiku 2018: „Osobie, wobec której wszczęto postępowanie, można nakazać wykonanie prac społecznie użytecznych, a jeśli odmówi, można ukarać ją aresztem. Decyduje o tym sąd.
Ponieważ wszczęcie postępowania będzie się wiązać z zatrzymaniem, policja na ten czas musi zadbać o czystość danej osoby i zapewnić jej czyste ubranie, a także zadbać o jej dobytek i zwierzęta.
Jako cel nowych przepisów wskazano lepszą organizację usług socjalnych dla bezdomnych oraz poprawę poczucia bezpieczeństwa obywateli.”
To wszystko dla narodu. Dobrem nadzwyczajnym jest poprawa poczucia bezpieczeństwa obywateli. Tych sytych i zadbanych, w czystej pościeli.
Mieliśmy niedawno święto Bożego Narodzenia człowieka-Boga, który był bezdomny i musiał uciekać przez milicjami Heroda.
Pamiętam, jak bezrobotnych nazywano w PRL „niebieskimi ptaszkami” i było to bardzo, bardzo zgryźliwe powiedzenie w odniesieniu do ludzi, co to nie mięli oficjalnego zatrudnienia. W końcu „niebieskie ptaki” to cytat biblijny, ewangeliczny. Czytami w Biblii Warszawskiej w Mt. 6:26: „Spójrzcie na ptaki niebieskie, że nie sieją ani żną, ani zbierają do gumien, a Ojciec wasz niebieski żywi je; czyż wy nie jesteście daleko zacniejsi niż one?”
Pamiętam też, że w PRL trzeba było być „zameldowanym…”. Otóż na Węgrzech polityka względem bezdomnych jest właśnie na takim poziomie.
Zamiast rozwiązywać problemy ludzi, piętnujmy ludzi z problemami. Symbolicznie: czynimy zadżumionych. To jest, jak wskazywał kiedyś Michel Foucault marzenie o czystym społeczeństwie.
symboliczny obraz izolacji zadźumowiony… (lic. Depositphotos)
To jest prawdziwy obraz „strategii” reżimów demokraturowych i ustrojów mafijnych. Obyśmy nie doczekali takiego Budapesztu w Warszawie.
Rzym, kwiecień 2007 Papież Franciszek wchodzi do Archikatedry św. Jana na Lateranie (fot. lic. Depositphotos)
Episkopat przemówił w sprawie szczepień. Jego stanowisko jest niezwykle zagmatwane w wewnętrzne spory z Ordo Iuris. Grozi nam katastrofa. (jeżeli wolisz odsłuchać tego wpisu to podcast jest tutaj:
Nie jestem katolikiem, na pewno jestem chrześcijaninem i protestantem, więc może powinienem siedzieć cicho i nie komentować, bo to nie moja parafia, nie moja wspólnota. Jednak członkowie KRK są także moimi współobywatelami, zaś relacje obywateli do świata nauki bardzo mnie interesują, bo jestem profesorem na jednej z największych uczelni w Polsce. Dlatego zmroziło mnie stanowisko Zespołu Bioetyków Konferencji Episkopatu Polski, z którego wynika, że Kościół szczepień nie zabrania, ale zostawia je sumieniu wiernych. (Gazeta Wyborcza). Dobrze, że w moim Kościele wszystko zależy od wolności sumienia i żadna konferencja biskupów nie wyraża stanowiska w sprawie szczepień. Na pewno szczepieniami powinny się zajmować instytuty badawcze związane z badaniami epidemiologicznymi oraz władze odpowiedzialne za naukę w Polsce.
The Statue of Liberty at New York City
Ruchy antyszczepionkowe bowiem do dzisiaj wywodzą swoje argumenty z pozornie naukowych „danych”: „szczepionki są trujące, bo zawierają rtęć”, „szczepionki wywołują autyzm”. Wszystko te pseudodane są jawnie nieprawdziwe, druga wiadomość opiera się na sfałszowanych danych z artykułu opublikowanego w „Lancet” w 1998. Dawno już prokuratura i sądy odniosły się do tego oszustwa. Teraz w kontekście szczepionek na koronawirusa SARS-COv-2 wywołującego chorobę COVID-19 pojawia się mrożąca krew w żyłach wiadomość, że sposób produkcji szczepionek jest nieetyczny, bo produkcja ta nie spełnia wymogów Kościoła Rzymsko-Katolickiego w Polsce. Konferencja Episkopatu odnosi się tym samym do „ekspertyz” Ordo Iuris, organizacji świadomie wprowadzającej religijnie motywowane prawo. Może w takim razie Konferencja Episkopatu powinna zająć się np. także produkcją insuliny i wydać opinię, że pozyskiwanie insuliny jest co prawda nieetyczne (część jest świńska, część bydlęca i część ludzka, co może budzić różne zastrzeżenia etyczne), ale jednak w końcu pomoc chorym jest najważniejsza. „Wszystko zostawiamy sumieniu wiernych, to oni zdecydują, że pomimo nieetyczności niektórych sposobów produkcji, mogą przyjąć terapię insulinową bądź jej odmówić.”
porwanie przez obcych (UFO), symbol spiskowych teorii dziejów
Dlatego nie pociesza mnie, że na koniec swojej „ekspertyzy” Zespół Bioetyków Konferencji Episkopatu Polski podkreśla bardzo mocno, „że przyjęcie szczepionki powinno mieć charakter dobrowolny. Stwierdzają także, że międzyludzka solidarność – motywowana ewangeliczną miłością bliźniego – to w kontekście zagrożenia pandemią i dostępnych szczepień także obowiązek troski o drugiego człowieka i o wspólnotę ludzką.” (cyt. za GW)
Jest to fatalna wiadomość dla nauki w Polsce, że jeszcze nie wypowiedzieli się Rektorzy polskich uczelni i Dyrektorzy Instytutów PAN, czy o szczepieniach mają decydować biskupi jednego wyznania?
Fakty naukowe są raczej jednoznaczne tzw. próg stadnej odporności w wielu znanych nam, ludzkości od dawna chorobach zakaźnych wynosi od 75 do 94% (odra np. 83-94%). Część odporności uzyskaliśmy już przez przechorowania, ale nawet w Szwecji, w której zdecydowanie pozwolono na wiosnę 2020 zarazić się koronawiruem większej liczbie osób licząc na to, że na jesieni będzie już stadna odporność, nawet tam tego poziomu krytycznego dla COVID-19 nie udało się osiągnąć, od kilku dni zaczęły się masowe szczepienia. Dobrowolne. Ale nikt nie kwestionuje szczepienia publicznie, bo wstydzi się takiej głupoty.
Rozumiem, że biskupi polskiego KRK biorą na własne sumienie fakt, że w wyniku takiej głupiej polityki społecznej nie osiągniemy HIT, czyli herd immunity threshold (progu odporności stadnej), bo część słabo rozgarniętej naukowo naszych współobywateli słysząc, że Episkopat uspokaja sumienia w jakiejś niecnej sprawie i słysząc z innej mańki, że jakiś „Bill Gates chce zaszczepić czipami ludzkość i na swoim joysticku kierować ludzkością”, po prostu nie pójdzie się zaszczepić. „Bo nie”.
Mężczyzna na rozstaju dróg, symbol konieczności wyboru
Czy podobnie postąpią Polsce Rektorzy? Instytuty PAN? Powinien zabrzmieć jeden głos polskiej nauki. To nie jest kwestia opinii, to są twarde naukowe fakty. Niech ten głos zabrzmi zanim będzie za późno. Głos polskiego rządu i władzy PiS jest tutaj podwójnie niewiarygodny, także dlatego, że kłamie w wielu innych sprawach, ale jego kłamstwa są wyraźnie już postrzegane także przez wcześniejszych zwolenników tzw. dobrej zmiany.
PS. Ten felieton opublikowano w innej nieco formie w Gazecie Wyborczej 29.12.20 tutaj
Sven Hillert 21.09.2018 r. niedaleko Gävle (fot. Jarosław Płuciennik
Mam nadzieję i pragnienie i marzenie i wolę że trendy w dziejach ludzkości można odwrócić, że wzorce działań można poprawić a tok myślenia musi zostać zmieniony. Żyję nadzieją, żyję wiarą że coś powinno dać nam perspektywę, która powstrzyma naszą ciągłą ekspansję i sprawi, że wybierzemy życie. (od: Jeśli coś istnieje. proprius.se) (nie krępuj się udostępniać) (tłum. Jarosław Płuciennik
Jag hoppas och önskar och drömmer och vill att mänskliga trender kan vändas, att handlingsmönster kan rättas till och tankebanor ska ändras. Jag lever på hoppet, jag lever i tron att något ska ge perspektivet, som hejdar vår ständiga expansion och får oss att välja livet. (ur: Om något finns. proprius.se) (dela gärna
Autor tłumaczenia Jarosław Płuciennik, wrzesień 2018, niedaleko Gävle
Wizjonerki, zagłada ludzkości i… „Orlen-media”. Margaret Atwood i Greta Thunberg to aktywistki walczące o uznanie konieczności przeciwdziałania katastrofie klimatycznej. Ostatnio połączyła je publikacja w Dagens Nyheter
Symboliczna Statua Wolności tonie w morzu (symboliczny obraz) (fot. lic. Depositphotos)
Margaret Atwood, kanadyjska pisarka znana jest ostatnio przede wszystkim ze słynnych wizji „Opowieści podręcznej”, zekranizowanej w serialu HBO od 2017 roku. Atwood jest wizjonerką, bo wykreowała w swojej powieści antyutopię patriarchalizmu ucieleśniającą się właśnie w Polsce — o tym wydaje się świadczyć obecność tych postaci na protestach ulicznych strajku kobiet w Polsce. Kanadyjska powieściopisarka jest także wizjonerką, bo przewidziała w pewnym sensie pandemię jako sposób na eliminację ludzkości. Daleki jestem od spiskowych teorii dziejów, w której mamy „plandemię” zamiast „pandemii”, ale wizja zagłady ludzkości zawarta w Atwoodowej spekulatywnej, jakby antyutopijnej powieści z 2003 roku pt. „Oryx and Crake” jawi się jako prorocza w okresie dwóch kryzysów: klimatycznego i pandemicznego. Jeden z bohaterów powieści Atwood, zwolennik twardej nauki, niejaki Crake, doszedł do wniosku, że ludzkość jest nieodpowiedzialna, i że ziemia nie zasługuje na takiego gospodarza. Szkodników trzeba wyeliminować i najlepszym sposobem jest szybka akcja wywołania sztucznej zarazy, zaś ludzkość trzeba zastąpić genetycznie ulepszonymi wersjami. To jest wizja posthumanistyczna. W tej właśnie powieści występuje gra komputerowa o bardzo znaczącej nazwie Extinctathon. Doczekała się ona już naukowych opracowań, bo napięcie, które rysuje Margaret Atwood w swojej trylogii klimatycznej wynikające z podziału wiedzy na wiedzę stricte naukową oraz na tzw. humanistykę i sztuki prowadzi ludzkość prostą drogą do zagłady.
Margaret Atwood 3 grudnia 2020, Los Angeles (lic. Jean Nelson, Depositphotos)
W ten sposób Atwood umieszcza siebie w długiej tradycji, która w pewnym sensie rozpoczęła się na początku XIX wieku w osobie Mary Shelley, autorki „Frankensteina, czyli nowoczesnego Prometeusza.” Co ciekawe, ta niezwykle ważna romantyczna powieść powstała także pod wpływem katastrofy, mianowicie wybuchu wulkanu Tambora w Indonezji w kwietniu 1816 roku. Spowodował on niesamowicie gwałtowne burze w Europie podczas następnego lata w Genewie. Ten wybuch stał się już w popularnej kulturze okołonaukowej najpotężniejszym i najgłośniejszym wybuchem wulkanu w czasach historycznych („Crazy Nauka”). Jak się oblicza, zabił w konsekwencji ponad 70 tys. ludzi i wywołał zimę wulkaniczną na całym globie. To że latem 1816 r. w pewnym sensie nie było lata, nad jeziorem genewskim było mnóstwo deszczu i burz z błyskawicami, uznaje się za okoliczności powstania „Frankensteina” Mary Shelley i „Wampira” Lorda Byrona.
Wybuch wulkanu (ten z 2016 miał kolosalne znaczenie dla krótkiego oziębienia ziemi)
Piszę o Atwood, gdyż umieszczono z nią wywiad ostatnio 6 grudnia 2020 roku w Dagens Nyheter w bezprecedensowym numerze największego dziennika szwedzkiego, którego redaktorem naczelnym stała się na jeden dzień 17-letnia Greta Thunberg. Znacząca decyzja redakcji jest olbrzymim czynem medialnym wspierającym gigantyczną karierę szwedzkiej nastolatki. Widać, że za tą karierą idzie agenda wielu, wielu ludzi. W tym samym numerze DN znaleźć można wypowiedzi innego aktywisty reportera Davida Attenborough. Oczywiście, już kiedyś w mediach było podobne wydarzenie, kiedy brytyjski „The Independent” w 2006 zrobił gościnnym redaktorem Bono, no ale wtedy ten nie był już nastolatkiem, miał 66 lat. Damien Hirst artysta plastyk projektował pierwszą stronę tego numeru „No news today”. Sama Greta wcześniej w ubiegłym roku stała się redaktorką programu „Today” w brytyjskim radiu publicznym BBC4.
Co łączy powieści Atwood z nastoletnią Gretą? Oczywiście aktywistyczne zaangażowanie w kryzys klimatyczny.
Zrzuty z konta Twitterowego Grety Thunberg pokazujące okładkę Dagens Nyheter z 6 grudnia 2020, w wydaniu z gościnnym Redaktorem Naczelnym Gretą Thunberg (fot. JP)
Greta widnieje na okładce jako mała główka na tle zdjęcia z lotu ptaka tzw. „wrót piekła”, czyli krateru Batagaika w Jakucji, z którego wydobywa się od kilku lat pod wpływem ocieplenia klimatu znacznie więcej metanu, co pogarsza jeszcze bardziej sytuację klimatyczną. „Droga do piekła” to nazwa lokalsów, ale wydaje się, że ta ilustracja na okładce stanowi znaczący wybór redakcji z Gretą, która wcześniej apokaliptycznie i proroczo stwierdzała na szczycie ONZ, „świat stanął w ogniu”. (pisałem o tym w najnowszej publikacji po angielsku).
Zarówno Greta jak i Margaret Atwood łączą tradycje naukowości i humanistyki, próbują łączyć to, co zostało z przez chciwość ludzkości rozdzielone. Na okładce numeru widnieje cytat z Grety:
„To są fakty, a nie jakaś opinia: Świat się ociepla, wieczna zmarzlina topnieje, a ziemia pęka. 58 stron o kryzysie klimatycznym – i o tym, jak mało jest czasu, aby zmienić bieg zdarzeń”.
Ale na drugiej stronie młoda aktywistka pisze: „Kryzys klimatyczny jest najtrudniejszym i najbardziej wymagającym wyzwaniem przed którym postawiono ludzkość. Nasza największa nadzieja leży w demokracji i powszechnej edukacji.” W tym kontekście trzeba widzieć rolę mediów. Media powinny pomagać w edukacji i demokracji, bo pozwalają na szybsze dotarcie z informacją. Szkoła już nie wystarczy, wolne i zaangażowane media są jedyną nadzieją.
Pylony reklamowe ze znakami McDonald’s i Orlenu w Sieganowie, Polska, 20 maja 2020 (lic. Depositphotos)
I w związku z tym właśnie chciałbym zauważyć, że w Polsce, niestety, ironicznie bardzo brzmi informacja, że media lokalne zostały przejęte przez koncern paliwowy, czyli przez przemysł oparty na paliwach kopalnych współodpowiedzialnych za globalny kryzys klimatyczny. Mariaż mediów i kopalin jest fatalną wiadomością nie tylko dlatego, że ma swój precedens w Gazprom-Media z putinowskiej, niedemokratycznej Rosji. Jest fatalną wiadomością, bo Orlen-Media to jest także Orwell. Jesteśmy już — wedle Reporterów bez granic — w czołówce krajów, w których — po ostatnich wyborach prezydenckich — mamy zagrożenie wolności mediów, bo manipuluje się tzw. mediami publicznymi realizującymi agendę jednej partii (jesteśmy na 68 miejscu na świecie pod względem wolności mediów). Ale jesteśmy też wedle listy Dagens Nyheter najbardziej zanieczyszczającym świat krajem.
Najbardziej zanieczyszczające kraje świata od 1750 do 2019:
USA
Chiny
Były ZSRR
Niemcy
Wielka Brytania
Japonia
Indie
Francja
Kanada
Polska
(Dagens Nyheter 06.12.20, s. 15)
Dlatego to fatalna wiadomość, że będziemy mieli w Polsce media lokalne podporządkowane interesom lobby paliw kopalnych. Orlen-Orwell.
PS. Nieco zmieniona wersja tego artykułu ukazała się 12 grudnia 2020 w Gazecie Wyborczej (tekst tutaj).
Pomnik George’a Orwella przed siedzibą BBC Broadcasting House w Portland Place, Londyn, ok. września 2019 (fot. lic. Depositphotos)
Rozmowa z Dr Joanną Bachurą-Wojtasik i mgr Elizą Matusiak prowadzona przez prof. Jarosława Płuciennika. Rozmowa dotyczy świeżo wydanej książki pt. „Brzmienie Holocaustu. O reprezentacjach Zagłady w sztuce radiowej” (Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego, Łódź 2020). (Uniwersytet Łódzki). Autorki reprezentują tzw. Łódzką Szkołę Radioznawczą.
Zapis na YouTube rozmowy z autorkami książki „Brzmienie Holocaustu”Książka dostępna tutaj
Wystawa światowych despotów lekceważących wolność mediów zorganizowana przez Reporterów Bez Granic (RSF) (fot. Depositphotos)
Reporterzy bez Granic (RSF) apelują do polskich władz o wycofanie wszystkich zarzutów przeciwko fotoreporterce Agacie Grzybowskiej, która jest ścigana za napaść na policjanta podczas relacjonowania „strajku kobiet”. Dziennikarce kilku agencji prasowych zarzuca się „naruszenie nietykalności cielesnej policjanta” 23 listopada 2020. Miała oślepić policjanta lampą błyskową. Zatrzymano ją na komisariacie, przez kilka godzin, przesłuchiwano ją i próbowano skłonić do przyznania się do winy. Inne źródła podają, że Grzybowska pokazywała swoją legitymację dziennikarską, zaś tłum krzyczał do policjantów „zostawcie ją to dziennikarka”.
Według reporterów bez granic „Polska przekroczyła kolejny próg w tłumieniu wolności mediów” (tak powiedział Pavol Szalai, szef biura RSF ds. Unii Europejskiej i Bałkanów. „Takie naruszenia wolności prasy są niegodne państwa członkowskiego UE.”
Polska zajmuje 62. miejsce na 180 krajów w rankingu RSF World Press Freedom Index 2020.
przesłanie w butelce, stare sposoby komunikacji, media (fot. Depositphotos)
W Toruniu odbyła się w tych dniach konferencja pt. „XIII Międzynarodowy Kongres „Katolicy a wychowanie”, współczesne wyzwania szkolnictwa wyższego i nauki.”
Jak informują rydzykowe media oraz TVP3 podczas tego spotkania referaty wygłosili prelegenci z wielu krajów. TVP3 powiedziała nawet, że właściwie z całego świata, bo uczestniczą w tym wydarzeniu online naukowcy z Namibii, Meksyku, Filipin, Chile, Włoch i Polski. Faktycznie cały świat… Byli też światowcy, tacy jak bp Dec, bp Jędraszewski i ks. dyrektor Rydzyk.
Gościem był także Minister Edukacji i Nauki dr hab. Przemysław Czarnek, prof. uczelniany na KUL. Wysłuchałem jego półgodzinnego przemówienia. To nie była prezentacja, ani też wykład. Przemówienie.
Przemówienie na katolickiej konferencji ministra edukacji i nauki w serwisie YouTube
Czarnek mówił tak, jakbyśmy w ogóle nie byli w Unii Europejskiej i jakby unijne fora takie jak np. European Universities Association w ogóle nie istniały, zaś polskie uniwersytety nie były ich członkami.
Minister Edukacji przedstawił swoją wizję uczelni jako służebnych ideom narodowo-katolickim. Nauka nie może być przewodnikiem, bo na naukę powoływał się Josef Mengele. (sic!) Tak samo można by powiedzieć, że katolicyzm nie może być przewodnikiem, bo papież wspierał Hitlera i miał konkordat z III Rzeszą. No i wysyłał na krucjaty dzieci w średniowieczu.
Misją uniwersytetów jest oczywiście nauka i dydaktyka, ale także zamiast służby społeczeństwu powiedział minister o trzeciej misji „formacyjnej”. To znaczy, że uczelnie mają wychowywać… A nie kształcić krytycznego, samodzielnie myślącego obywatela.
University College Dublin, Mary Mitchell O’Connor, Minister of State for Higher Education, Republika Irlandii, podczas konferencji European University Association, 14 czerwca 2019 r. „Świętując równość, różnorodność i inkluzywność uniwersytetów” (fot. własna JP)
Najgorszym wrogiem ministra jest genderyzm, który wpaja studentom i uczniom „błąd antropologiczny” (nie wiem, co to, ale minister tak mówił), tudzież pragmatyzm amerykański, który jest narodową cechą Amerykanów oraz język angielski publikacji, zaś największym sukcesem ministra jest dotacja dla tłumaczenia na angielski „Powszechnej Encyklopedii Filozoficznej” wydawanej dawno dawno temu na KUL przez Towarzystwo im. Tomasza z Akwinu. Minister wracał do tego trzy albo cztery razy.
Wielokrotnie krytykowałem publicznie tę haniebną decyzję ministerialną „bez żadnego trybu”, poza wszelkimi drogami konkursowymi. Takie mechaniczne tłumaczenie starego już dzieła sprzed 10 lat dla odbiorcy anglojęzycznego jest wyrzucaniem 1,7 mln publicznych pieniędzy. Skandaliczne jest tytuł Encyklopedii, która nie jest powszechna, ani nawet polska, bo najbardziej istotna dla tradycji polskiej filozofii szkoła lwowsko-warszawska jest w niej zdominowana przez katolickich teologów, nie filozofów.
fot. na lic. Depositphotos
Ale najbardziej chyba w całym wystąpieniu uderzyła mnie jego estetyka medialna, to że minister przemawiał zza biurka jakby wydawał orędzie do narodu, zaś w jego tle widnieje po prawej stronie flaga narodowa zaś po lewej sztandar Sił Zbrojnych chyba.
To jest jakby wypowiedź porównywalna, jak sądzę z wprowadzeniem stanu wojennego na uniwersytetach. Sztandar Unii Europejskiej z uczelni polskich wyprowadzić…
Jestem Polakiem i jestem Europejczykiem. Uczelnia Pana dra hab. Czarnka jest znana także z badań nad Norwidem, który napisał np. Moją ojczyznę, a pisze tam pięknie o dziedzictwie także europejskim czy szerszym światowym. Może Pan dr zechce się nad tym pochylić?
Aluzja do Flagi Polski i Unii Europejskiej na białym tle (fot. Deposipthotos)
PS. Na podstawie tego wpisu powstał artykuł w Gazecie Wyborczej 22.11.2020