Kategoria: Społeczeństwo i polityka

  • „Wielki Piątek”, kultura surykatek szarych i nieistnienie cywilizacji chrześcijańskiej

    „Wielki Piątek”, kultura surykatek szarych i nieistnienie cywilizacji chrześcijańskiej

    „Wielki Piątek”, kultura surykatek szarych i nieistnienie cywilizacji chrześcijańskiej

    Elementy tradycji chrześcijańskiej są obecne w wielu wytworach kultury popularnej. Nie wszystkie mają związek z kulturą chrześcijan (fot. Depositphotos)

    Kiedy to piszę jest właśnie Wielki Piątek, zwany w krajach anglojęzycznych „Dobrym Piątkiem”, zaś w Szwecji „Długim Piątkiem”. Można powiedzieć: co kraj to obyczaj, ale to nie jest przecież takie proste. Zwyczaje, obyczaje, rytuały, nazewnictwo to wszystko są elementy kultury, które mają tendencje do różnicowania się lokalnego, choć globalizacja poczyniła w tym zakresie także sporo zmian. Jednak polscy ewangelicy, zwłaszcza ci ze Śląska Cieszyńskiego są bardzo zadziwieni, kiedy stwierdzają, że w Wielki Piątek w „Polsce kontynentalnej” w ten dzień zwyczajowo sprząta się, pierze, gotuje i trzepie dywany… Ewangelicy w diasporze też czują się nieswojo, choć ci są przecież nawykli.

    Dowiedziałem się właśnie dzisiaj w piątek z prestiżowego tygodnika naukowego „Science”, że różnicowanie się lokalne kultur to nie jest domena wyłącznie społeczeństw ludzkich [zob. „The Burgeoning Reach of Animal Culture”. Science 372, nr 6537 (2 kwiecień 2021). tutaj]. Główną tezą artykułu psychologa i neuronaukowca ze szkockiego St. Andrews było to, iż nie jesteśmy sami w budowaniu kultur, że kulturą charakteryzują się także zwierzęta. Przed połową XX wieku powszechnie zakładano, że kultura — polegająca nade wszystko na naśladownictwie zachowań, na uczeniu się ich od innych — jest swoista ludziom. „Dziś nie ma wątpliwości, że kultura jest szeroko rozpowszechniona wśród różnych gatunków zwierząt, zarówno kręgowców, jak i bezkręgowców, zarówno morskich, jak i lądowych. Whiten analizuje dowody potwierdzające kulturę zwierząt i omawia szeroki wachlarz form, jakie przybiera taka kultura.” Przykładów tego autor omawia z konieczności kilka, ale odnosi się przy tym do wielu bardzo rozbudowanych przykładów badań. Przykładem pięknym i kojarzącym się z wiosną są lokalne dialekty śpiewu ptaków. Albo nauka młodszych surykatek przez starsze surykatki, jak obchodzić się ze zdobyczą, która przypomina „szkoły łowieckie”. Najpierw młoda surykatka dostaje martwego skorpiona, a następnie żywego, ale nieuzbrojonego osobnika. Dopiero na końcu młoda surykatka może — nauczywszy się już podstaw — zostać postawiona w prawdziwym laboratorium przed prawdziwym przeciwnikiem.

    Surykatki (wedle Science i wcześniejszych już badań, mają szczególnego typu „szkołę łowiecką” dla młodych) (fot. Depositphotos)

    Kultura, definiowana jako dziedziczenie szeregu tradycji behawioralnych poprzez społeczne uczenie się od innych, była kiedyś uważana za specyficzną dla ludzi. Dzisiaj wiemy, że kultura jest czymś, czego nie wolno wręcz przeciwstawiać naturze. Nie ma w społecznościach ludzkich wielu rzeczy naturalnych, niemal wszystko jest kulturą, przebiera różne kulturowe formy i wzorce.

    Wielki Piątek jest świętem niewątpliwie chrześcijańskim, ale jakże różnie świętowanym, od czego wyszedłem w tych rozważaniach. A jeszcze na dodatek dochodzi do tego różnicowania zwyczajowe napięcie między chrześcijaństwem, akcentującym tzw. Nowy Testament, a judaizmem, dla którego jedyne są słowa Tory i tradycja komentarzy. Niewielu współczesnych chrześcijan pamięta, że Wielkanoc obchodzimy w tym samym czasie, w którym kończy się żydowskie święto Paschy. Choć czasami nazywamy tak — paschą — przepyszny sernik wielkanocny.

    Złapałem się niedawno na swoistym odruchu kulturowym, można powiedzieć „wrodzonego antysemityzmu”. Otóż, kiedy zacząłem się zastanawiać, dlaczego maca żydowska jedzona podczas Święta Paschy powinna być z niekwaszonej mąki, pomyślałem sobie — półprzytomnie, nieświadomie, niejako w pierwszej — głupiej — intuicji — że niekwaszone jest czczone przez Żydów, bo Polacy uwielbiają kiszone ogórki, no i żeby się odróżnić od nich…. Oczywiście zaraz przyszła już świadoma i racjonalna refleksja, że jednak tekst Tory jest znacznie wcześniejszy od ewentualnych kontaktów z Polakami, ale przez moment — tego stereotypowego zaćmienia umysłu — byłem jakby Wincentym Kadłubkiem, który widział jasno pochodzenie Polaków od starożytnych rzymian.

    Starożytny cesarz rzymski (Depositphotos)

    Sięgnąłem do podstawy tekstowej, księgi Wyjścia, albo Drugiej Księgi Mojżeszowej (bo tak się nazywa ta księga u protestantów), w mojej ulubionej staropolskiej wersji Biblii tzw. Brzeskiej, przepięknej językowo:

    „Tedy rzekł Mojżesz do ludu: Pamiętajcież na ten dzień, w któryście wyszli z Egiptu, z domu niewólstwa, abowiem was Pan stamtąd wybawił możnością ręki swojej, a przetoż chleba zakwaszonego jeść nie będziecie.”

    W innych kontekstach czasami mówi się wprost w języku angielskim o chlebie bez drożdży. Ale wcześniej jest wyjaśnione, że maca była pamiątką pośpiesznego zbierania się Żydów z Egiptu, kiedy mieli „wychodzić” z Mojżeszem, nie mieli czasu czekać na zakwaszenie się chleba.

    Fragment Drugiej Księgi Mojżeszowej Biblii tzw. Brzeskiej, jednej z najstarszych Biblii w języku polskim (1563 r) (fot. JP)

    Ostatnio piekę w domu chleb dla rodziny. Smakuje przepysznie, staropolsko, piekę go wedle starego przepisu, w którym zakwas (drożdże) musi popracować nad mąką przez całą noc. Wiem więc, co to jest przaśność, przeciwieństwo czasu kultury, czasu drożdży. „Przaśny” to nie tylko «zrobiony z niezakwaszonego ciasta», ale «prosty, surowy, naturalny» oraz — last but not least «świadczący o zacofaniu cywilizacyjnym, o kulturalnym i umysłowym ubóstwie». Podając etymologię, niezastąpiony Aleksander Brückner pisze o „prześnym chlebie”, „macy”, oraz „o potrawie bez smaku”. Chleb drożdżowy może być widziany jako symbol działania kultury, potrzeba mu czasu, żeby wyrosnąć, zaś maca, przaśnik, był kulturowym dziedzictwem ortodoksyjnych Żydów, bo chcieli upamiętnić swój pośpiech — bo w pośpiechu opuszczali miejsce swojej niewoli, Egipt. Dlatego przykazanie to „Słuchaj Izraelu” ortodoksyjni Żydzi przywieszają jako filakterie na czole i ramieniu. Wersja tego przaśnika jest teraz także stosowana w kościołach katolickich podczas mszy, zaś większość Polaków dzieli się przaśnikiem, to znaczy opłatkiem podczas świąt Bożego Narodzenia…

    Technologia wypieku chleba w starożytnym Egipcie wedle malunków nagrobka Ramzesa III w Dolinie Królów (fot. reprodukcja z Olive Tree Bible Study)

    Napisałem to wszystko, bo zajmuje mnie kultura i cywilizacja. I wiem, że ludzi i zwierzęta miewają różnorakie lokalne kultury. Jeden śpiewa tak, inny inaczej. W Łodzi wiemy o tym bardzo dobrze, Łódź to miasto wielu kultur od samego początku tego miasta. Inne śpiewy intonuje się w Katedrze, inne u św. Mateusza, choć oba kościoły stoją kilkaset metrów od siebie na Pietrynie. I ich proboszczowie niekoniecznie są wrogo teraz nastawieni do siebie, zaś Katedrę pomagali też budować nie tylko protestanci, ale i Żydzi.

    Ostatnio słychać coraz głośniej co prawda o jakiejś cywilizacji  chrześcijańskiej, ale ja nie wiem, co to takiego. Istnieje niewątpliwie cywilizacja Zachodu, ale utożsamianie jej, jak zdarza się na niektórych łamach dzienników w Polsce w szeregu „cywilizacji zachodniej, czyli łacińskiej, czyli chrześcijańskiej” jest z punktu widzenia kulturoznawczego olbrzymim nadużyciem. Nie ma cywilizacji chrześcijańskiej, choć są wartości wskazywane przez Chrystusa: „sprawiedliwość, miłosierdzie i wierność” (Mt 23,23, Biblia Ekumeniczna). 

    Patrzę za okno i ciągle jest Wielki Piątek. A ja rozmyślam nad stereotypami wokół chleba i macy. Bo nie chciałbym, żeby wrócił błąd także chrześcijan dotyczący pasji Chrystusa, żeby widzieć ją jako faktu „przeciwko” Żydom, przeciwko judaizmowi. Chrystus jest przeciwko obłudnikom, przeciwko zakłamaniu wszelkiego typu. „O ślepi przewodnicy, odcedzacie komara, a połykacie wielbłąda!” (Mt 23,24) I kultura to także coś więcej niż to wskazuje dzisiejszy artykuł z „Science”: kultura to „uprawa umysłu”, jak ujmuje to Cyceron, a niekoniecznie naśladownictwo  i tradycja. Tradycje się zmieniają. Czy jajeczko wielkanocne jest na pewno chrześcijańską tradycją? Choć zgadza się w wymowie z tradycjami chrześcijańskimi, z nadzieją odrodzenia życia…

    Kultury w znaczeniu wąskim — cywilizacyjnym — różnicują się lokalnie, jak ptasie śpiewy, czy rytuały łowieckie surykatek. Kultura w znaczeniu krytycznej autorefleksji — jest domeną filozofii kultury Zachodu. W tym kontekście przesłanie Jezusa wcale nie jest dalekie od przesłania Sokratesa.

    Dobrego Piątku, Radości na Święta! Czymkolwiek państwu one się wydają. Ale pamiętajcie państwo: nie ma cywilizacji chrześcijańskiej. Kultura Żydów sefardyjskich mocno różni się od kultury żydów aszkenazyjskich. Czy to źle? A może to jest właśnie zaleta, jak bioróżnorodność drzew w lesie?

    Króliczek wielkanocny (fot. własna JP, Wydział Filologiczny UŁ)
  • Debil – kretyn – wał – barania głowa. Polskie problemy w obcych językach

    Debil – kretyn – wał – barania głowa. Polskie problemy w obcych językach

    Debil – kretyn – wał – barania głowa. Polskie problemy w obcych językach. Polska ponownie jest sławna. Tym razem także jej pisarze. Mamy snop światła na Polskę. Snop światła na głowę naszego państwa. Polityka zagraniczna nie jest chyba najsilniejszą stroną głowy naszego państwa. Już kiedyś w kampanii wyborczej kandydat na prezydenta Andrzej Duda ogłaszał publicznie pogardę wobec obcych języków (moją opinię na ten temat wyrażałem tutaj). Taka pogarda naprawdę mści się okrutnie. I nie jest mądra.

    Muszę przyznać, że nie zwróciłem uwagi na pisarza Jakuba Żulczyka, kiedy kilka lat temu dostał prestiżową nagrodę w postaci Paszportu Polityki. Przyznaję z pokorą, że pomimo uznania przez wielu, ja nie znam jego powieści. Nie widziałem też filmów ani seriali nakręconych na podstawie jego scenariuszy. Jednak od dzisiaj wiem, że Jakub Żulczyk ma swoje „15 minut sławy” (tak chyba nazywał się jego felieton w jednym z polskich dzienników…), piszą albowiem o nim media na całym świecie. No tyle, że „szkalują” te media Polskę jako kraj, w którym funkcjonuje drakońskie prawo dotyczące ograniczeń wolności słowa. Czy faktycznie to szkalowanie? A może jednak prawda? Może jesteśmy już „zamordystycznym” krajem? Kiedy przyjrzeć się raportowi sprzed czterech dokładnie lat pt. „Przepisy dotyczące zniesławienia i zniewagi w regionie OBWE: studium porównawcze” (Na zlecenie Przedstawiciela OBWE ds. Wolności Mediów) (Marzec 2017), sprawa nie wyglądała już wtedy wesoło. Co prawda podobne prawa istnieją w wielu krajach, jednak w niewielu jest aż 7 na 9 rozmaitych zakazów z tym związanych. A istnieją państwa, gdzie takich regulacji po prostu nie ma. Albo są znikome. Albo nie stosuje się tego prawa. Wśród tych zakazów można wymienić:

    1. Przestępcze zniesławienie i zniewaga;
    2. Zwiększona ochrona funkcjonariuszy publicznych na mocy ogólnych przepisów dotyczących zniesławienia i zniewagi; (W POLSCE NIE MA TAKIEJ OCHRONY)
    3. Inne specjalne przepisy dotyczące zniewagi funkcjonariuszy publicznych;
    4. Zniesławienie głowy państwa;
    5. Zniesławienie państwa (z wyłączeniem przepisów dotyczących symboli państwowych);
    6. Zniesławienie organów państwowych / instytucji państwowych;
    7. Zniesławienie zagraniczne głów państw (z wyłączeniem ustaw dotyczących symboli państwowych);
    8. Zniesławienie zagranicznych państw; (NIE MA W POLSCE TAKIEGO PRZESTĘPSTWA)
    9. Zbrodnicze bluźnierstwo / zniewaga religijna.

    Polska jest jednym z pięciu państw, które mają aż 7 z 9 różnych przestępstw związanych ze zniesławieniem (znieważeniem), pozostałe to Niemcy (sic!), Monako, Portugalia oraz, last but not least, Turcja. Niestety, wśród tych przestępstw jest także dziwne dla mnie przestępstwo „obraza uczuć religijnych”. Anachroniczność tego zapisu w prawie polskim wydaje mi się — szczególnie dzisiaj — oczywista. Niby miało chronić mniejszości religijne, a jest kneblem przeciwko krytyce hegemonicznej większości.

    Ciekawie wygląda sprawa języka, używanego do opisu tego „przestępstwa” inkryminowanego przez reżim pisarza Jakuba Żulczyka. Po angielsku zarówno BBC jak i The Guardian używają angielskiego odpowiednika „debila” — bo takim słowem Żulczyk określił prezydenta Andrzej Dudę — określenia „moron”, które jest zazwyczaj przekładane jako „kretyn”, jednak nie tylko. W słynnym punk rockowym tekście będącym ewidentnym bluźnierstwem przeciwko koronie angielskiej równie słynnego Sex Pistols możemy przeczytać wykrzyczane:

    Photograph: Koen Suyk. In: Nationaal Archief, Den Haag, Rijksfotoarchief: Fotocollectie Algemeen Nederlands Fotopersbureau (ANEFO), 1945-1989 – negatiefstroken zwart/wit, nummer toegang 2.24.01.05, bestanddeelnummer 928-9665 – Anefo Nationaal Archief, CC0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=20075070

    Boże chroń Królową
    i jej faszystowski reżim,
    robią z Ciebie wała [moron]
    i bombę wodorową wielkiej mocy.
    (wolne tłumaczenie JP)

    Muzyka jest ostra i raczej kakafoniczna.
    No i powtarza się refren, że jesteśmy wszyscy bez przyszłości.

    No future, no future.

    To hasło zawołanie całego ruchu punk, „punk” to w slangu angielskim śmieć. Sex Pistols na pewno chcieli skandalu. Ale jednocześnie ten utwór stał się symbolem wolności protestu pokolenia, które czuło się „zdradzone o świcie” przez system. Sednem jednak nie było wywołanie skandalu, tylko raczej ogłoszenie swojej prawdy światu, wydanie opinii na temat systemu politycznego. Tutaj nie chodziło o politykę zagraniczną, raczej o wewnętrzne relacje, choć aluzja do bomby wodorowej to też zabranie głosu w sprawach światowych.

    Prasa zachodnia opisuje dość wiernie okoliczności skandalu z obrazą prezydenta, że popularny polski pisarz komentował w ten sposób relacje międzynarodowe Polski w kontekście — ocenianego przed niego jako debilne — zachowania na Twitterze polskiego prezydenta. Przypomnę, że Andrzej Duda zwlekał z gratulacjami dla Joe Bidena, kiedy wszyscy niemal przywódcy światowi słali mu gorące gratulacje. I to ten fakt był oceniany przez Żulczyka. Odbieram jego wpis jako święte oburzenie aktywnego w mediach obywatela, pisarza, osoby publicznej, któremu przyświeca troska o relacje międzynarodowe Polski. Co więcej, prawdopodobnie chciałbym Polski szanowanej na świecie, postrzeganej jako cywilizowana….

    Ciekawe z punktu widzenia językowego, że szwedzki dziennik Svenska Dagbladet używa określenia „barania głowa”, aby oddać inkryminowanego „debila”.

    To że po angielsku i po szwedzku słowo debil może kojarzyć się niepotrzebnie z innymi pojęciami funkcjonującymi w tamtych językach (np. z osłabiającym efektem, ang. debilitating) sprawia, że dziennikarze starają się znaleźć tamtejszy lokalny odpowiednik. A z tymi odpowiednikami w przypadku mocno emocjonalnych określeń jest wszakże zawsze kłopot, tak jak w przypadku przekleństw. Wiadomo na przykład, że w Polsce najmocniejsze przekleństwa odwołują się do domeny semantycznej seksualności, natomiast na przykład w języku szwedzkim najszpetniejsze przekleństwo kojarzy się z domeną religijności. Jeśli po polsku powiemy „idź do diabła”, to będzie to znacznie delikatniejsze niż dosadne, choć także uliczne „wyp……..”. Natomiast „dra åt helvete” po szwedzku, czy lepiej „fy fan” [p…. diabeł] (jeszcze odpowiednio przeciągnięte) jest bardzo silnym przekleństwem.

    Jakub Żulczyk niestety mimo już uzyskanej sławy zagranicznej może mieć pecha w Polsce, bo prokuratura nazywa go po prostu Jakubem Ż. To oczywiście formalność, jednak przecież wszyscy wiedzą, że podejrzanym jest pisarz Żulczyk.

    Pójdzie do diabła? A może jednak nie? Zawsze w sytuacji pisarzy obowiązywała od antyku zasada licentia poetica, czy tym razem sądy w Polsce jej nie zastosują? Wolność słowa nie może należeć wyłącznie do rządzących, opinie na ich temat muszą być racjonalne, czy w tym wypadku ta racjonalność była naruszona? Jeszcze raz przypomnę, że wpis Żulczyka można potraktować jajo wyraz patriotycznej troski o obraz Polski w świecie.

    A tu nagle mamy ponownie snop światła na Polskę w związku z postawieniem zarzutów pisarzowi w wyniku jego obywatelskiego zaangażowania. Mamy snop światła na głowę naszego państwa. Polityka zagraniczna nie jest chyba najsilniejszą stronę głowy naszego państwa… Już kiedyś w kampanii wyborczej kandydat na prezydenta Andrzej Duda ogłaszał publicznie pogardę wobec obcych języków (moją opinię na ten temat wyrażałem tutaj). Taka pogarda naprawdę mści się okrutnie. I nie jest mądra. Podobnie jak niemądre było zwlekanie z gratulacjami dla Joe Bidena. Pamiętam ten moment i co wtedy myślałem. W pełni solidaryzuję się z Jakubem Żulczykiem w jego złości, gniewie i pewnym uniesieniu…

    Owce na farmie — il. Depositphotos

    PS. Ostatnia edycja wersji 26.03.21 r.

  • Zmarł obrońca żarliwości

    Zmarł obrońca żarliwości

    W niedzielę 21 marca 2021 odszedł Adam Zagajewski.

    Adam Zagajewski w Kulturhuset w Sztokholmie 25 lutego 2014 w związku z wręczeniem nagrody Tucholsky’ego, zdjęcie Frankie Fouganthin (Frankie Fouganthin, CC BY-SA 4.0 https://creativecommons.org/licenses/by-sa/4.0, via Wikimedia Commons)

    Adama Zagajewskiego spotkałem osobiście tylko raz — niestety także w okolicznościach śmierci — na pogrzebie Karla Dedeciusa we Frankfurcie 8 marca 2016 r., na którym zmarły wczoraj poeta wygłosił mowę pożegnalną. Potem mignęliśmy sobie jakoś, kiedyś, w ogródku jego inteligenckiej kawiarenki krakowskiej i chyba gdzieś na jakiejś manifestacji ulicznej mignął mi przez chwilę…

    Profesjonalnie mam dwa skojarzenia: manifesty Nowej Fali, której był członkiem, wpłynęły na moje postrzeganie zaangażowania poezji. Poezja musi ocalać. Także przez miłość języka. Przez filologię. Paradoksalnie ta miłość języka była umiłowaniem prawdy.

    Potem po obronie swojego doktoratu na temat kategorii wzniosłości przeczytałem wydaną w 2002 r. „Obronę żarliwości” Zagajewskiego. Nie rozumiałem — już jako doktor nauk humanistycznych — jego rozważań, bo do nich trzeba dorosnąć, trza nam zapragnąć realnych wymiarów „Chleba i wina” z elegii Hölderlina. Dzisiaj nadal pewnie będę medytował nad jego teorią żarliwości-wzniosłości, jako nad tym, co upewnia nas w pozostawaniu „pomiędzy”, w obszarze metaxu, pomiędzy „naszym (jak sądzimy) dobrze znanym, konkretnym, materialnym otoczeniem — a transcendencją, tajemnicą.” (Obrona 15) „Jesteśmy zawsze »pomiędzy» i w pewnym sensie w naszym ciągłym ruchu zawsze zdradzamy drugą stronę.” (15)

    Pod koniec tego tytułowego eseju „Obrona żarliwości” pisze on o Czesławie Miłoszu i jego nadzwyczajnej zdolności i energii poetyckiej, biorących się z „tego, że kondycję metaxu potrafił […] przekształcić w życiodajne pielgrzymowanie, w zajęcie dla pisarza-długodystansowca.” W ostatniej książce, opartej w dużej mierze na swoich tzw. wykładach łódzkich, Olga Tokarczuk rozwija pięknie pisarską teorię „metaxu”. I jest bardzo w tym przekonująca.

    W końcowym eseju tomu „Obrona żarliwości” pt. „Pisać po polsku” Zagajewski odnosi się do tego podstawowego swojego wyboru pozostania na gruncie polskiego języka i polskiej kultury. Wskazuje w nim zarówno doświadczenia pokolenia swoich rodziców — tych, co to przeżywali wojnę i musieli uciekać ze zniszczonych albo utraconych inaczej miast i miasteczek — jak również odnosi się do indywidualnego doświadczenia pisarza, który jest sam… „Świadkiem jego poszukiwań nie są ani urzędy paszportowe. Ani uniwersyteccy specjaliści od gramatyki, tylko słońce i śmierć, dwie potęgi, którym, jak powiedział La Rochefoucauld, nie możemy patrzeć w twarz.” Nie mogę teraz patrzeć na Ciebie Adamie Zagajewski, choć mogę Cię czytać. Jeśli Ty żegnałeś Gigantów języka polskiego, to kim Ty byłeś? Czytałem Cię w dzieciństwie, a raczej wsłuchiwałem się w Twoją dykcję, bo przecież nie chciałeś tworzyć wielkich metafor. Byłeś za prawdą i życiodajnym pielgrzymowaniem… Słońcem i… życiem.

    Pióro Feniksa, mityczny, święty ptak ognisty – symboliczny w mitologii egipskiej i religii chrześcijańskiej (fot. Depositphotos)

    PS. 22 marca 2021 pożegnanie to ukazało się w Gazeta Wyborcza

  • Kultura, głupcze!

    Kultura, głupcze!

    Kultura, głupcze! Kultura, literatura, historia i prawo. Także teologia. Nade wszystko jednak — konstytucja!

    Borys Budka ogłosił w magazynie Gazety Wyborczej, że nie jest rewolucjonistą i że jest pewien wygranej przy urnach. Ale przy tej okazji określił także swój pogląd na naukę:

    „– Musimy wykorzystać potencjał naszych naukowców w gospodarce. Nauka musi mieć powiązanie z biznesem. Ale jeżeli słyszę, że PiS chciałby, żeby stopnie naukowe można było zdobywać na podstawie artykułów publikowanych w czasopismach religijnych, to jest to powrót do średniowiecza.

    My wciąż na naszych uniwersytetach mamy kierunki, które – mówiąc delikatnie – odbiegają od oczekiwań nowoczesnego państwa. No, nie bójmy się powiedzieć, że państwo finansuje naukę ludzi, którzy po tych studiach nie będą mieli zatrudnienia.

    A dokładniej?

    – Chociażby wydziały teologiczne. Czy historyczne.

    Historyczne chyba są ważne?

    – Ale w odpowiedniej proporcji. Nie da się wyłącznie na studiach historycznych budować nowoczesnego państwa.”

    Nie wypada mi się sprzeczać z prawnikiem i ekonomistą, przewodniczącym największej jeszcze partii opozycyjnej (choć przecież to tylko sondaże), na którą głosowałem kilkakrotnie w swoim życiu. Jednak muszę niestety stwierdzić, że dr ekonomii w tym momencie chyba wygrał walkę w Borysie Budce z prawnikiem z wykształcenia i wykładowcą uniwersyteckim z dziedziny prawa finansowego. Muszę jednak przywołać fakt, iż historycznie rzecz biorąc – o horrendum – to nauki prawne i teologiczne oraz medycyna tworzyły uniwersytet w średniowieczu. Więc, gdyby tak chcieć wyrzucić wszystko, co ze średniowieczem w naszym życiu jest związane, to prawo także…

    No ale pewnie dr Borys Budka odwołuje się do nowoczesnego uniwersytetu tzw. Humboldtowskiego, nowoczesnego, pooświeceniowego projektu, który do dzisiaj jest w niektórych miejscach na świecie niezakończony. W takim uniwersytecie dużą rolę odgrywały nauki przyrodnicze, badanie naukowe, empiria, autopsja stały się wtedy właśnie czymś fundamentalnym. W oświeceniu narodziło się myślenie konstytucyjne. Jednak — wiem to z historii — wtedy właśnie także rosła rola namysłu historycznego nad dokumentami, wtedy dopiero dotarło do ludzi coś, co przyjmujemy za pewnik, że historia to jest pewien proces, w którym rolę odgrywają nie tylko twarde fakty ekonomiczne, ale także interpretacje i kultura.

    Fragment Statui Wolności w Nowym Yorku (fot. Depositphotos)

    Zgadzam się, że pomieszanie z poplątaniem w postaci połączenia ministerstw nauki i szkolnictwa wyższego z ministerstwem edukacji narodowej oraz ucieleśnienie tego połączenia w figurze ministra — nomen omen — Czarnka — zaowocowało takim postrzeganiem teologii i historii, że historia i teologia to propaganda narodowo-katolicka oraz propaganda nacjonalistyczna IPN, ale na całym świecie przecież stopnie naukowe zdobywa się także w teologii, choć prawdą jest, że tylko w krajach fundamentalizmu religijnego, ta teologia jest monologowa i przywiązana do jednej religii i jednego wyznania.

    Ale jest też w wypowiedzi Borysa Budki ten szczególny ton, który wynika z przesądów, a nie z badań naukowych. No bo z jakimi badaniami mamy tutaj do czynienia: „państwo finansuje naukę ludzi, którzy po tych studiach nie będą mieli zatrudnienia.”? Czyż nie jest to słynna teza Prezesa PZU Andrzeja Klesyka z 2012 roku o uczelniach jako „fabrykach bezrobotnych”? Gdzie są badania naukowe na ten temat? I czyż nie jest to to samo, kiedy w innym liście profesor fizyki stwierdził, że młodzi ludzie zostali oszukani, bo nie są gruntownie wykształceni?

    fragment dawnego banknotu francuskiego z reprodukcją „Wolności wiodącej lud na barykady” Eugene Delacroix (fot. Depositphotos)

    18 marca 2021 w Times Higher Education zabrał głos po raz kolejny wieloletni rektor i były minister nauki w Wielkiej Brytanii prof. David Willets, także autor dużej i ważnej książki o uniwersyteckim wykształceniu: „Wyniki zatrudnienia absolwentów są oczywiście kluczowe. Musimy jednak uważać, jeśli chodzi o ocenianie kursów i instytucji na podstawie kilku przydatnych, ale wprowadzających w błąd wskaźników”.

    Dalej Willets pisze, a wie o czym, bo jest bardzo doświadczonym edukatorem i politykiem: „Uważam, że koncepcja „nadmiernego” wykształcenia [absolwentów] jest odstraszająca […]. [Jednak] […] wszyscy jesteśmy niedokształceni. Zawsze jest więcej do nauczenia się i więcej do zrozumienia. Wartość edukacji wykracza poza korzyści ekonomiczne – chociaż istnieją uzasadnione pytania dotyczące najlepszego wykorzystania środków publicznych. Co więcej, ma znaczenie, czy absolwenci, a nawet osoby niebędące absolwentami, są nieszczęśliwi w swojej pracy, co dotyka głębszych kwestii ludzkiej samorealizacji i rozkwitu [osoby].”

    Potem Willets powołuje się także na badania naukowe z 2016 roku opublikowane w Oxford Review of Economic Policy, autorstwa ekonomistów Francisa Greena i Golo Henseke, którzy wykazali, „że nawet jeśli absolwentom nie udaje się zdobyć pracy wymagającej wysokich kwalifikacji i są z tego niezadowoleni, nadal cieszą się „znaczącą alternatywną korzyścią ze szkolnictwa wyższego… w tym lepszym ogólnym samopoczuciem i większymi korzyściami zewnętrznymi dla reszty społeczeństwa ”.”

    Bardziej wykształceni nie są wcale nieszczęśliwi, choć nie są może do końca zadowoleni z pracy. To powoduje różne procesy społeczne. Bardziej wykształceni mogą na przykład przemówić nagle po francusku, innym razem po niemiecku. W obcych językach, ale ileż w tym wartości…

    Na dodatek jesteśmy w przełomowym czasie, w którym powstaje mnóstwo nowych zawodów, do których nie sposób przygotować, bo są one po prostu nowe. Wyższe wykształcenie jest kluczowe dla przyszłości. Upraszczające i spłaszczające oraz nienaukowe podejście do wyższego wykształcenia (nie zdobywania wiedzy…, bo ta jest dzisiaj wszędzie) jest krótkowzroczne. I prowadzi ludzi na manowce.

    Kiedyś spotkałem się na debacie na temat protestów ulicznych i ich roli z Borysem Budką. Wtedy liczyły się wartości konstytucyjne, wtedy było ważne to, że są w Polsce ludzie, którzy mówią nie kłamstwu i jawnemu bezprawiu. Dzisiaj na całym świecie wiadomo, że w Polsce nie jest tak łatwo, jak było łatwo na Węgrzech, jeśli idzie o łamanie obywatelskiego ducha i wprowadzenie dyktatury. Boję się myślenia krótkowzrocznych ekonomistów, dla których krótkotrwały zysk jest głównym parametrem oceny. Czyż nie taka krótkowzroczność i chciwość zarządzających doprowadziła do kryzysu ekonomicznego 2008 roku? Czyż nie taka krótkowzroczność jest także odpowiedzialna za kryzys klimatyczny? Potrzeba przecież wizji i determinacji, żeby wygrywać maratony? (a Budka jest maratończykiem).

    Kiedyś napisałem książkę o kulturze zatytułowaną „Literatura, głupcze”. Chciałbym teraz ją przywołać, bo nadal są ludzie, którym się wydaje, że beznamiętnością i kasą zdobywa się władzę. PiS przekonuje, że cynizm i kasa faktycznie działają. Ale ja będę ciągle żądał niemożliwego i chciałbym jednak rewolucji. Bo to George Orwell z 1984 r., — dzieło literackie –, przekonywało mnie jako nastolatka w latach 80-tych XX wieku, żeby występować przeciwko PRL-owi, w którym ministerstwo propagandy nazywało się Ministerstwem Prawdy.

    Teleskop i rozgwieżdżone niebo (fot. Depositphotos)

    PS. Wpis w zmienionej formie ukazał się 21.03.21 w Gazecie Wyborczej.

  • Pomnik młodej Szwedki stanie na kampusie młodej uczelni w Anglii

    Pomnik młodej Szwedki stanie na kampusie młodej uczelni w Anglii

    Główny budynek Uniwersytetu Winchester (wg Wikipedii, licencja CC))

    Greta Thunberg będzie miała swoją rzeźbę na kampusie Uniwersytetu Winchester w południowej Anglii, Hampshire, niedaleko Southampton. Jest to niewielka (niecałe 8 tyś. studentów) publiczna uczelnia, która powstała w 2005, mimo że jej początki oficjalnie sięgają do 1840 r. Posąg z brązu Grety Thunberg będzie odsłonięty tam 30 marca 2021 po roku pracy brytyjskiej rzeźbiarki Christine Charlesworth.

    Wedle oświadczenia tej artystki pracującej na specjalne zamówienie uczelni (po wygraniu konkursu), Uniwersytet chciał rzeźby Grety, ponieważ stara się być przyjazny dla środowiska a jego władze mają nadzieję, że Greta będzie inspiracją dla jej wszystkich studentów (zob. Hampshire Chronicle, jak również Dagen Nyheter).

    Uczelnia prowadzi aktywną politykę środowiskową na swoim kampusie, zmierzając między innymi do zniwelowania plastiku z życia uczelni i do zasady „nie marnować niczego” w zakupach w sklepie uniwersyteckim.

    Co ciekawe, pierwotnie wyrzeźbiona Greta miała siedzieć na ziemi, jak czyni to co piątek pod parlamentem w Sztokholmie od jesieni 2018 r. Jednak ostatecznie rzeźbiarka zdecydowała się na większą dynamikę, postać dziewczyny z długim warkoczem stoi wyprostowana i ma wyciągnięta rękę jakby przemawiała.

    To jest ciekawy przykład promocji agendy środowiskowej przez stosunkowo młodą, ale dynamiczną uczelnię. Jest to tym bardziej interesujące, że w tym samym czasie w Indiach mają miejsce publiczne egzekucje na wizerunkach Grety Thunberg po jej wsparciu farmerów w sporze z rządem indyjskim.

    Przypomnę, że Greta Thunberg była już nie tylko kandydatką do Nagrody Nobla i człowiekiem roku w 2019 wg tygodnika Time, ale redagowała honorowo program w brytyjskim radiu publicznym, redagowała numer specjalny Dagens Nyheter poświęcony sprawom ekologicznym, jest bohaterką i współautorką książki jej matki, śpiewaczki operowej i piosenkarki Maleny Ernman („Sceny serdeczne”) oraz doktorem Honoris Causa młodego belgijskiego Uniwersytetu w Mons. Można w tym kontekście zauważyć, iż nie widać na razie negatywnego wpływu na osiemnastolatkę tak wczesnej światowej sławy: Greta nadal pozostaje skromną nastoletnią Szwedką, która jednak ma w otoczeniu wielu naukowców i artystów, ludzi mediów, aktywistów i celebrytów — to może pozwala jej zachować dystans do siebie, choć jej zaangażowanie społeczne oznacza między innymi wręcz proroczy, apokaliptyczny ton niektórych wystąpień. Pół-dziecka i dziewczyny.

    Artystka Christine Charlesworth jest także autorką innych rzeźb znanych aktywnych społecznie kobiet: kompozytorki Ethel Smyth (1858-1944), pierwszej kobiety-kompozytorki nobilitowanej przez królową angielską oraz i chrześcijańskiej sufrażystki Emily Wilding Davison (1872-1913), która walczyła o prawa głosowania dla kobiet w Wielkiej Brytanii, m.in. uczestnicząc w słynnym strajku głodowym.

    Jak mówi rzeźbiarka: „Jestem bardzo dumna, że ​​stworzyłem trzy ważne statuetki kobiet z brązu dla ważnych miejsc w kraju”. (podaje Hampshire Chronicle).

  • Polska wyspa akademickiej wolności

    Polska wyspa akademickiej wolności

    Wskaźnik wolności akademickiej Polski jest wysoki. Ale już spada

    Minister Czarnek i jego narodowo-katolicka ekipa mylą się, że w Polsce zagrożona jest wolność akademicka. Ona miała się świetnie do 2015 roku i nadal ma się dobrze, choć pod wpływem rządów PiS, staje się ona coraz bardziej zagrożona.

    11 marca 2021 ukazał się po raz kolejny, poszerzony w tym wydaniu o 30 nowych krajów, międzynarodowy Raport Wolności Akademickiej na świecie (Academic Freedom Index, AFi). Raport firmowany jest przez badaczy Global Public Policy Institute (GPPI). Badacze Ci pracują także w wielu ważnych ośrodkach akademickich, zaś  ok. 2000 ekspertów Instytutu rekrutuje są z 71 krajów świata. Jak podkreśla w Times Higher Education redaktorka Ellie Bothwell: **tylko około 20 procent światowej populacji żyje w krajach, w których wolność akademicka jest dobrze chroniona.** Na tym tle Polska jawi się świetnie, bo ma kategorię najlepszą – A.

    TABELA 1

    Tabel wedle Raportu GPPI

    W tej tabeli (tabela 1) wyraźnie widać, że Polska od 1989 do 2015 roku miała bardzo wysokie wskaźniki AFi. Te wskaźniki zaczęły spadać w ok. 2016 r. Jednak nadal znajdujemy się w grupie najbardziej wolnych krajów, jeśli idzie o wolność akademicką. Czyli, jeśli weźmiemy pod uwagę np. „Wolność badań i nauczania”, to znaczy, w jakim stopniu uczeni mają swobodę rozwijania i realizowania swoich programów bez ingerencji władz, Polska osiąga najlepszy wynik, choć już gorszy niż 5 lat temu: „Określając program badań lub programy nauczania, uczeni nie podlegają ingerencji ani nie są zachęcani do autocenzury.” Warto wskazać, że ten wskaźnik jest coraz gorszy, ale jego poziom nie spadł zbyt dramatycznie, natomiast dramatycznie spadł wskaźnik wolności „ekspresji akademickiej i kulturowej”.

    Niestety w samym raporcie podobnie dramatyczne spadki widać na umieszczonej znacząco obok tabeli z Polską tabeli tureckiej.

    Możemy się pocieszyć, że nie jest z nami tak źle, jak na Białorusi, w Kazachstanie, Sri Lance, czy Tunezji. Jeśli spojrzymy na zamieszczoną kolorową mapę, to wyjdzie także a tego, iż Polska obecnie ciągle znajduje się na obszarze największej wolności akademickiej zaznaczonym na zielono. Węgry są już w strefie żółtej, razem z Ukrainą i np. Indiami oraz Pakistanem. 

    Mapa AFi według Raportu

    Smutną ilustracją tego raportu jest fotografia przedstawiająca historyczną scenę grupową studentów Central European University w Budapeszcie na tamtejszym kampusie. Ten kampus już nie istnieje, bo CEU musiało się przenieść do Wiednia z powodów polityki antywolnościowej rządu Orbana na Węgrzech. Podobnie jak wolność mediów na Węgrzech, wolność akademicka zanika.

    Ulice Budapesztu – pomnik Imre Nagy na Vértanuk Tere (fot. autora JP)

    Raport kończy się rekomendacjami zarówno dla rządów, jak i innych polityków czy międzynarodowych organizacji. Jednak najciekawsza jest chyba propozycja uwzględnienia owego indeksu wolności akademickiej w globalnych rankingach uniwersytetów. Co prawda Polska niewiele mogłaby bezpośrednio na uwzględnieniu tego czynnika zyskać, jednak uniwersytety np. w Chinach straciłyby sporo. Jak argumentują autorzy raportu, „Wolność akademicka jest ważna, bo stanowi czynnik zwiększający atrakcyjność uniwersytetów dla studentów i naukowców.” Jeśli dany kraj uzyskuje słabe wyniki w AFi, musi liczyć się z możliwością utraty także w oficjalnych rankingach. Autorzy proponują następujący wskaźnik korekcji wyniku w rankingach:

    skorygowany wynik = wynik * (0,8 + 0,2 * AFi)

    W najnowszym rankingu QS Uniwersytet Pekiński i Uniwersytet Tokijski zajmują odpowiednio 23 i 24 miejsce, z ogólnym wynikiem 83,5 i 83,2. Skorygowany wynik dla Uniwersytetu Tokijskiego wyniósłby 78,4, biorąc pod uwagę wynik Japonii 68,2.

    Taka korekta wiele dałaby informacji studentom wybierającym kraj i uniwersytet, w którym chcą studiować. Na razie jesteśmy atrakcyjnym krajem wolności dla wielu studentów zagranicznych. Oczywiście pandemia, o czym piszą także autorzy raportu, stała się zagrożeniem dla wolności akademickiej na całym świecie. Jednak miejmy nadzieję, że pandemia kiedyś minie i międzynarodowa wymiana studentów także odżyje.

    W tym kontekście Minister Czarnek może wiele zepsuć, jeśli idzie o sytuację Polski, swoimi niedowarzonymi pomysłami poprawy stanu wolności akademickiej w Polsce. Propagandowa zasłona dymna w rodzaju Obajtka czy Kaczyńskiego jako ludzi wolności takiego czy innego prorządowego pisma nie ukryje podstawowego faktu, że narodowo-katolicka junta na uniwersytetach może zepsuć stosunkowo dobrą sytuację polskich uniwersytetów. To powinien być czynnik uwzględniany przez polskich rektorów: takie sprawy jak wolność kultury, autonomia decyzji, czy integralność kampusów to nie są imponderabilia, o których gentlemeni w togach nie muszą przypominać. Ich trzeba bronić jak niepodległości. I powietrza.

    PS. Pod raportem widnieją autorzy: prof. Katrin Kinzelbach z  Global Public Policy Institute (GPPi) oraz z niemieckiego uniwersytetu FAU w Erlangen-Nürnberg,  Ilyas Saliba, doktorant na Humboldt University w Berlinie oraz badacz Global Public Policy Institute (GPPi), Janika Spannagel, doktorantka w University of Freiburg  oraz badaczka Global Public Policy Institute (GPPi) oraz Robert Quinn.  

    Raport znajduje się w wolnym dostępie tutaj.

    PS. Wpis ukazał się jako artykuł 14 marca 2021 w Gazecie Wyborczej „Czy w Polsce zagrożona jest wolność akademicka? Na Węgrzech zanika”
    Tutaj

  • 8 marca 2021

    8 marca 2021

    Happy Women Day

    Szanowne Kobiety, Córki, Matki, Żony, Koleżanki, Bojowniczki,

    Z okazji Międzynarodowego Dnia Kobiet, życzę Wam z całego serca pewności Narcyzy Żmichowskiej, wolności i rozumu wiodących lud na barykady jak u Eugène’a Delacroix, intelektu i determinacji Marii Skłodowskiej-Currie i odnalezienia własnej wdzięcznej drogi w entuzjazmie… Jak moja ulubiona Shinead O’Connor…

    Dla tych, którym drogie jest chrześcijaństwo, krótkie przypomnienie, że Jezus po raz pierwszy ukazał się po Zmartwychwstaniu jako ogrodnik Marii Magdalenie. Widać widziała więcej, czuła więcej i miała w sobie nadzwyczajne moce.

    Najmniej życzę gładkich haseł o przebijaniu szklanego sufitu. Mistrzami frazesów jesteśmy chyba my, faceci.

    Narcyza Żmichowska, Pewność

    Ludzie, ludzie, wy nie wiecie,
    Że jest szczęście na tym świecie:
    Patrzeć w niebo, gonić okiem
    Za gwiazdeczką, za obłokiem,
    Słuchać pieśni, którą śpiewa
    Naszej duszy duch przyrody,
    W głosie ptasząt, w dźwięku wody,
    W szeleszczących listkach drzewa;

    I nawzajem wysnuć z siebie
    Pieśń piękniejszą, pieśń marzenia,
    O aniołach i o niebie
    I w szlachetne uderzenia
    Wybić wszystkie serca bicia,
    I żyć pełnią swego życia,

    Mieć za sobą lat niewiele,
    Mieć przed sobą szczęścia wieki,
    W sobie duszę, która śmiele
    Dąży w przyszłość, w kraj daleki,

    W kraj z pięknością i swobodą –
    Snem miłości, czucia, wiary
    Kochać, wierzyć, czuć bez miary,
    Być kochaną – umrzeć młodą –

    Ludzie, ludzie, czyż nie wiecie,
    Że to szczęście jest na świecie!

  • Sprawa przekleństw Obajtka – dramat szekspirowski czy plemienne prawo zemsty?

    Sprawa przekleństw Obajtka – dramat szekspirowski czy plemienne prawo zemsty?

    Sprawa Obajtka, komedia czy dramat? Dramat plemnienny

    Lady Makbet, scena z nożem (il. Depositphotos)

    PIS jest jak surrealizm, budzi atawizmy. Byli tacy filozofowie-moraliści jak Simon Weil, którzy uważali, że surrealizm to jest rodzaj nihilizmu. Nie zgadzam się z taką perspektywą, bo za surrealizmem idą wielkie emocje, a zatem wartości i ustanowienie „królestwa nie z tego świata”. Światy mogą być kompletnie niekompatybilne, bo np. bardzo archaiczne.

    Kiedyś myślałem, że członkowie rządzącej partii PiS to są nihiliści. Teraz po aferze z nagraniami z Obajtkiem wydaje mi się, że adekwatniejsze będzie powiedzenie, iż partia rządząca jest partią surrealistyczną.

    Surrealistyczna wizja drewnianych rąk i zegarów na pustyni (fot. Depositphotos)

    Łatwo byłoby powiedzieć, że to, jak zaprezentował się Pan Obajtek na tych nagraniach ujawnionych i opisanych w Gazecie Wyborczej w ubiegły piątek, świadczy o mało eleganckich manierach, braku wykształcenia, prostactwie, chamstwie, wulgarności, … i co tam jeszcze….

    Dlatego że to tak łatwe, to pojawiają się równie łatwe i absurdalne kontr-tłumaczenia: Obajtek choruje na chorobę (zespół) Tourette’a, zaś to co słyszymy na nagraniach, to jest klasyczna koprolalia, to znaczy „przekleństwa, jako patologiczne odruchy, objaw choroby”, który występuje w chorobie Tourette’a.

    Chorzy na tą chorobę jednak stanowczo odrzucają podobieństwo do tego, co słychać na nagraniach, a przegląd wszystkich publicznych wypowiedzi prezesa Orlenu świadczy o tym, iż w oficjalnych okolicznościach nie przerywa on co rusz przekleństwami swoich wypowiedzi. A tak by było, gdyby był chory.

    Chciałbym jednak przywołać w sukurs słowniki i etymologię, bo wydaje mi się, że mogą one rzucić ciekawe światło na zjawisko przeklinania Obajtka.

    Wedle Słownika Języka Polskiego PWN kląć to «używać wyrazów obelżywych, wulgarnych, zwykle w zdenerwowaniu, w złości na kogoś lub na coś; złorzeczyć, wymyślać»: Klął na złą pogodę. Klął robotę, która go czekała. Złościł się i klął przez cały dzień. Kląć brzydko, ordynarnie, siarczyście,

    Można jednak także [B.] kląć się (książk.) «przysięgać, zaklinać się, aby uwiarygodnić swoje słowa»: Klnę się na Boga, że niczego nie ukradłem. Kląć się na wszystko, na wszystkie świętości, na honor. Kląć się słowem honoru.

    Najbardziej interesujące dla mnie jednak jest, że wedle etymologii słowa „kląć” ma taki sam rdzeń jak słowo „klęczeć”. Tak więc śmiem twierdzić, że w przekleństwach ujawnia się religijny aspekt życia języka i kultury.

    Noah przeklinający Kanaan… (fot. Depositphotos)

    W najbardziej archaicznych częściach Biblii i Starego Testamentu można znaleźć fragmenty, które są reprezentacją duchowości bardzo archaicznej, takiej duchowości, z którą chrześcijaństwo nie może sobie poradzić już od dawna.

    Znajdziemy takie fragmenty zarówno w Księdze Powtórzonego Prawa, jak i w psalmach. Te psalmy można nazwać psalmami przeklinającymi albo złorzeczącymi.

    58.7 Boże, pokrusz ich zęby w paszczach,

    PANIE, połam kły tym lwiątkom!” (…)

    „Niech znikną jak spływająca woda,

    niech stępią się strzały przez nich wypuszczone!

    58.9 Niech znikną jak ślimak, którego ślad się rozmywa,

    jak poroniony płód kobiety, który nie ogląda słońca! (…)

    58.11 Sprawiedliwy raduje się, gdy widzi karę,

    gdy swoje stopy myje we krwi bezbożnego.

    „109.7 Gdy będą go sądzić, niech skażą jako bezbożnego,

    niech jego modlitwa stanie się grzechem!

    109.8 Niech jego dni będzie niewiele,

    niech inny przejmie jego urząd!

    109.9 Niech jego synowie zostaną sierotami,

    a jego żona wdową!

    109.10 Niech jego synowie tułają się i żebrzą,

    niech zostaną wygnani z ruin swoich domów!

    109.11 Niech lichwiarz czyha na jego majątek,

    niech obcy rozgrabią jego dobytek!

    109.12 Niech nikt nie będzie mu życzliwy,

    niech nikt nie lituje się nad sierotami po nim!

    109.13 Niech jego potomstwo ulegnie zagładzie,”

    (…)

    „109.17 Kocha przekleństwo, więc niech go doświadczy!

    Nie chce błogosławieństwa, więc niech go ominie!

    109.18 Niech przekleństwo okryje go jak szata,

    niech wleje się w niego jak woda,

    niech przylgnie do jego kości jak oliwa!

    109.19 Niech będzie dla niego ubraniem, które go okryje,

    pasem, który go ściśnie!

    Psalm. 137

    „Córo Babilonu, niszczycielko,

    szczęśliwy ten, kto ci odpłaci

    za zło, które nam wyrządziłaś,

    137.9 szczęśliwy ten, kto pochwyci

    i roztrzaska twoje dzieci o skałę!”

    Fragmenty z książki: Towarzystwo Biblijne w Polsce. „Biblia Ekumeniczna”. Apple Books.

    #

    Z tą duchowością nie mogło sobie poradzić bardzo wielu myślicieli   między innymi C. S. Lewis. Ale nie tylko on. Na przykład Czesław Miłosz nie lubił zakończenia wiersza „Który skrzywdziłeś” z tego właśnie powodu, że zakończenie było triumfem zemsty.

    Ta duchowość jest bardzo archaiczna. Istnieją hipotezy, iż odpowiada mentalności, która była jeszcze przed wprowadzeniem Kodeksu Hammurabiego. Ten Kodeks stanowił  już niejako cywilizowaną moralność ludów Bliskiego Wschodu: wprowadzona w nim zasada „oko za oko”,  „ząb za ząb”, ograniczała rozmiar plemiennej zemsty do proporcjonalnych wymiarów. Z punktu widzenia chrześcijańskiego i chrześcijańskich zasad takich jak: „jeśli bliźni chce twojej sukni, oddaj mu i płaszcz”, taka zasada jest oczywiście nie do zaakceptowania. Ale na gruncie archaicznego wcześniejszego plemiennego prawa zemsty, ten Kodeks był pewnego rodzaju postępem moralności.

    Gniew kobiety za kółkiem (fot. Depositphotos)

    Te fragmenty Starego Testamentu z Księgi Powtórzonego Prawa oraz przede wszystkim np. z Psalmu 137, są fragmentami będącymi świadectwem bardzo pierwotnej zemsty. „Za karę, że uczyniłeś mi zło przyjdzie ci odpokutować w ten sposób, iż zabiję ciebie, a twoje niemowlęta roztrzaskam o skałę. Zatracę ciebie i twoich bliskich. I potomnych.

    Wydaje mi się że to, co zaprezentował Obajtek we fragmentach rozmów, które poznałem są świadectwem takiej właśnie plemiennej atawistycznej chęci zemsty. To nawet nie jest archaiczność emocji i relacji dramatu Szekspirawskiego. To są stare plemienne atawizmy.

    walka samurajów

    W literaturze pięknej było trochę prób wprowadzenia przekleństw na salony. Były one mniej lub bardziej rewolucyjne. Np. definicja absolutu Aleksandra Wata z poematu surrealistycznego „ja z jednej strony ja z drugiej strony mego mopsożelaznego piecyka”.

    „Absolut. Kurwa bezpłciowa o bronzowym czole nieruchoma poprzez wibracje lat i kosmosów.

    Obstąpione symposjony krep, białych krep.

    Na puklerzu (złudnym) z kamelji i kremowych róż, bufiaste złudne Aurory odtańczą danse rococo.” (oryginalna pisownia awangardowego Wata)

    Bardzo charakterystyczne na tym tle jest przerywanie licznych przekleństw w „kropce nad ypsilonem” Edwarda Stachury subtelną modlitewną formułą: „pomóż wspomóż dopomóż wyjątku czuły /odeprzeć tłumnie armie reguły.”

    Zakończę tym subtelnym fragmentem, mimo że nie powinno się oddawać głosu na końcu innym, ale zrobię wyjątek: „ty szulerze, ty

    gangsterze, ty rabusiu, ty morderco, ty przykry typie, ty nygusie, ty

    bumelancie, ty akselbancie, ty kurdebalansie, ty kurdemolu, ty zębolu, ty

    szczerbolu, ty rybo dwudyszna, ty wypukła flądro, ty śnięty halibucie, ty

    śmierdzący skunksie, ty moreno denna, ty mule epoki, ty zbuku, ty

    kwadratowe jajco, ty artysto, ty prywaciarzu, ty intelektualisto badylarzu”

    Prośba o pomoc? Wściekłość? (fot. Depositphotos)

    PS. Artykuł oparty na tym wpisie ukazał się 2 marca 2021 w Gazecie Wyborczej.

    Zrzut ekranu z Gazety Wyborczej

  • Patriotyczne wychowanie a kompetencje przyszłości

    Patriotyczne wychowanie a kompetencje przyszłości

    Odbyło się posiedzenie podkomisji jakości kształcenia Komisji Edukacji i Nauki Sejmu. Patriotyczne wychowanie a kompetencje przyszłości

    Drabina edukacji

    6 lutego 2021 r. (piątek) o g. 10.00. odbyło się w Sejmie RP posiedzenie Podkomisji stałej do spraw jakości kształcenia i wychowania Komisji Edukacji i Nauki. Posiedzenie prowadzone było hybrydowo, z wykorzystaniem środków komunikacji elektronicznej umożliwiających porozumiewanie się na odległość.

    W porządku dziennym były tylko 2 punkty:

    Porządek dzienny:

    I. Rozpatrzenie Informacji Ministra Edukacji i Nauki na temat kształtowania postaw patriotycznych i obywatelskich w podstawach programowych, ze szczególnym uwzględnieniem nauczania historii i wiedzy o społeczeństwie.

    II. Rozpatrzenie Informacji Ministra Edukacji i Nauki na temat działań w zakresie rozwoju kompetencji uczniów.

    W posiedzeniu uczestniczyli nie tylko posłowie Katarzyna Lubnauer (bardzo aktywna przewodnicząca komisji), Piotr Borys, Barbara Nowacka i Krystyna Szumilas, ale także strona obywatelsko-ekspercka:

    Marek Gumkowski, Otwarta Rzeczpospolita – Stowarzyszenie przeciw Antysemityzmowi i Ksenofobii, 

    Finka Heynemann, Grupa Ponton,

    Iga Kazimierczyk, Fundacja Przestrzeń dla Edukacji,

    Antonina Lewandowska, Federacja na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, federa@astra.org.pl

    Mirosław Michalski, Stowarzyszenie KOD,

    Alicja Pacewicz, Fundacja Szkoła z Klasą,

    Elżbieta Piotrowska-Albin, Fundacja Edukacji Prawnej „Iustitia”,

    Magdalena Plewowska-Semik, Fundacja im. Bronisława Geremka,

    Elżbieta Czyż, Helsińska Fundacja Praw Człowieka,

    Jarosław Płuciennik, Uniwersytet Łódzki,

    Róża Rzeplińska, Stowarzyszenie 61

    Piotr Szafraniec, Stowarzyszenie KOD,

    Jędrzej Witkowski, Centrum Edukacji Obywatelskiej,

    Mateusz Wojcieszak, Fundacja Pole Dialogu,

    Damian Wutke, Otwarta Rzeczpospolita – Stowarzyszenie przeciw Antysemityzmowi i Ksenofobii.

    Kilka słów należy poświęcić kuriozalnym elementów przesłanych wcześniej informacji:

    Na przykład jako innowacyjne są przedstawiane takie projekty:

    „W 2020 w r. uzupełniono projekt edukacyjny Ministra Edukacji Narodowej „Godność, wolność, niepodległość” na lata 2018-2020 o zadanie związane z dziedzictwem kulturowym Jana Pawła II.

    Pomnik Jana Pawła II

    Na zlecenie Ministerstwa Edukacji Narodowej, w ramach uzupełnienia projektu edukacyjnego Ministra Edukacji Narodowej „Godność, wolność, niepodległość” na lata 2018-2020, Ośrodek Rozwoju Edukacji opracował i zaimplementował na Zintegrowanej Platformie Edukacyjnej dodatkowy moduł gry edukacyjnej “Godność, wolność i niepodległość” pn. ”Dziedzictwo kulturowe Jana Pawła II”, powstały w związku z 100. rocznicą urodzin Jana Pawła II. Istotą gry są zawarte w niej misje powstałe w oparciu o biografię Wielkiego Polaka Jana Pawła II. Konstrukcja gry, podobnie jak w pierwszym module, podzielona jest na trzy etapy edukacyjne i składa się z 18 misji 1) Klasy I-III Szkoły podstawowej, misje:

    − “Dziedziństwo Karola”

    − “Szkolne lata Karola”

    − “Rodzinne spotkania”

    − “Zainteresowania Jana Pawła II”

    − Habemus Papam”

    − “Polska Jana Pawła II”

    2) Klasy IV -VIII Szkoły podstawowej, misje:

    − “Karol Wojtyła -aktor i orator”

    − “Droga Karola Wojtyły z Wadowic do Watykanu”

    − “Miasta Papieża Jana Pawła “

    − “ Pontyfikat Jana Pawła II”

    − “ Papież świadkiem historii”

    − “Papież w anegdocie”

    3) Szkoły ponadpodstawowe, misje:

    − “Papież a Polacy pielgrzymki Jana Pawła II do Ojczyzny do 1989 r”

    − “Papież a Polacy pielgrzymki Jana Pawła II do Ojczyzny po 1989 r”

    − “Przyjaźnie Jana Pawła II. Wizyty w Watykanie i Castel Gandolfo”

    − “Duchowe filary polskiego Kościoła w XX w.”

    − “Papież a młodzi – Światowe Dni Młodzieży”

    − “Biblioteka Jana Pawła II. Spotkanie z twórczością Papieża.”

    W drugim dokumencie kuriozalne jest na przykład zawężanie innowacyjności do informatyki:

    „Zmiany, które zapewniły uznanie Polski przez edukacyjne środowisko międzynarodowe za lidera w zakresie innowacyjnego podejścia do nauczania są szczególnie widoczne w przypadku informatyki. Od roku szkolnego 2017/2018:

    • nauka szeroko rozumianego programowania jest obowiązkowa od klasy I szkoły podstawowej;

    • zwiększona została liczba godzin informatyki (o 70 godzin w całym okresie kształcenia);

    • zajęcia informatyki, realizowane w szkołach wg nowych programów nauczania, służą rozwijaniu myślenia komputacyjnego* (ang. computational thinking), czyli przygotowaniu uczniów do rozwiązywania problemów z różnych dziedzin życia/gospodarki/nauki przy świadomym i bezpiecznym wykorzystaniu metod i narzędzi, w jakie wyposaża informatyka;

    • w myśl nowej podstawy programowej informatyka ma być przedmiotem pomocnym wszystkim przedmiotom i całej szkole w kształtowaniu umiejętności rozumowania, analizowania i rozwiazywaniu problemów.”

    Kreatywność i krytyczne myślenie to trudne pojęcia

    To są tylko przykłady dwóch cytatów, ale takich kwiatków jest więcej. Uderza w tym wszystkim brak całościowej wizji, w której wychowanie patriotyczne i historyczne łączyłyby się z jednej strony z kompetencjami społecznymi ważnymi dla współczesności, europejskiej i światowej, jak i brak wizji integrującej, jak te kluczowe kompetencje mają się do kompetencji ważnych dla szkolnictwa wyższego. A przecież złączono niedawno ministerstwo Edukacji i Nauki i coś z tego wynikać powinno. Innymi słowy: w jaki sposób rocznicowe akademie oraz wycieczki patriotyczne na kresy mają kształtować kluczowe kompetencje przyszłości potrzebne na uczelniach wyższych? Chodziłoby o takie kompetencje jak kreatywne myślenie, krytycyzm jako podstawa postawy obywatelskiej, umiejętność kooperacji w grupie wielokulturowej, przyjmowania w grupie różnych funkcji.

    W odpowiedzi ministerstwo zawęziło ponownie krytyczne myślenie do kontekstu korzystania z informacji na informatyce. Zagadnienia tak istotne dla współczesności jak fake newsy czy post-prawda zostały zmarginalizowane do zagadnień informatycznych, jak korzystać z przeszukiwania w internecie.

    A co z historią? Z WOŚP? Z językiem polskim? Czy tam to można mówić: „Słowacki wielkim poetą był?”, a „Dmowski i Piłsudski byli wielkimi postaciami historycznymi” i nic więcej?

    Koncepcja krytycznego myślenia – bardzo skomplikowana

    Umiejętność pracy w grupie, różnych grupach, nowych grupach była kiedyś wspierana przez gimnazja, przez które także wspierano mobilność nie tylko przestrzenną, ale także mobilność społeczną, z awansem społecznym. Eksperci społeczni wskazywali na braki w projektach ministerialnych elementów wychowania obywatelskiego, nauki tolerancji, empatii, pracy w grupie w różnych rolach społecznych. Dużą troską napawały braki ministerialnej refleksji nad wykluczeniem społecznym (także cyfrowym), agresją czy nierównością.

    Praca zespołowa też jest trudna

    Spośród ekspertów społecznych z Łodzi głos zabierali Jarosław Płuciennik i Mirek Michalski.

    Jarosław Płuciennik i Mirosław Michalski

    Autorzy podczas posiedzenia komisji – zrzuty ekranu
  • Zaangażowanie obywatelskie, katastrofa i ocalenie…

    Zaangażowanie obywatelskie, katastrofa i ocalenie…

    Dostałem wczoraj we wtorek 16 lutego 2021 świeżutką premierową książkę Billa Gatesa pod jakże znamiennym tytułem: Jak ocalić świat od katastrofy klimatycznej. Rozwiązania, które już mamy, zmiany, jakich potrzebujemy, w przekładzie Michała Rogalskiego (Agora, Warszawa 2021).

    Okładka książki Billa Gatesa

    Już w samym tytule zawiera się dużo doza optymizmu autora: takie słowa jak „ocalić” oraz „rozwiązania” i „zmiany” brzmią niezwykle optymistycznie. Ukłonem w stronę faktów i realizmu jest nazwa „katastrofa klimatycznej”.

    Optymistyczna jest także dedykacja książki wyrażająca szacunek dla nauki, techniki i zaangażowania społecznego, książka dedykowana jest bowiem „naukowczyniom i naukowcom, innowatorkom i innowatorom, aktywistkom i aktywistom”. Główny cel zasygnalizowany już we wstępie 51 000 000 000 ton do zera ton (emisji gazów cieplarnianych rocznie) wydaje się celem niezwykle ambitnym i optymistycznym.

    Najbardziej jednak optymistycznie brzmią rozdziały końcowe: rozdział 12. pt. „Co mogę zrobić ja”, oraz część „posłowie” o zmianach klimatu w kontekście Covid-19.

    Bill Gates wydaje się wierzyć bezgranicznie w obywatelstwo, obywatelkę i obywatela. Jest zatem przekonanym demokratą. Namawia nas wszystkich do tego, żeby się angażować społecznie, żeby dzwonić, pisać listy, wychodzić do urzędów i na ulicę, żeby spoglądać na kwestie klimatyczne z perspektywy lokalnej, krajowej i samorządowej. Każe nam angażować się także poprzez startowania w wyborach niekoniecznie tych najwyżej cenionych, również tych niżej notowanych, w wyborach lokalnych. Zwraca uwagę na niezwykle ważną rolę jaką obywatelstwo pełni, kiedy zamienia się w konsumentów. Można sparafrazować tutaj wizjonerskiego Mickiewicza: „Konsumencie gdybyś wiedział, jaka twoja władza.” Kiedy będziemy kupować rzeczy z mniejszym śladem Węglowym oraz z mniejszym śladem gazów cieplarnianych, wtedy będziemy pomagali ocalić planetę. Kiedy kupimy energooszczędną lodówkę, wpłyniemy na losy świata, bo dajemy tym samym sygnał, że sprawa ekologii jest dla nas ważna i warta naszych pieniędzy.

    Bill Gates (fot. Chinalmages, Depositphotos)

    To wszystko Gates pisze w oparciu o fakty: bardzo charakterystyczne jest to, że autor książki powołuje się na swojego przyjaciela, Szweda Hansa Roslinga i jego książkę „Factfullness”. To właśnie dzieło miało także duży wpływ na Stevena Pinkera jeszcze jednego optymisty antropologicznego, o którym kilkakrotnie już pisałem, także w publikacjach naukowych.

    Końcówka też jest odwołaniem do optymistycznych wątków w nauce: kooperacja naukowa między ludźmi w kryzysie pandemicznym spowodowała szybkie powstanie szczepionek. Taka jest siła zaangażowania i kooperacji międzyludzkiej.

    Bill Gates poprzez pokazanie zmiany we własnym życiu także ustanawia optymistyczne wzory, pokazuje swoją podróż z dzieciństwa pełnego cheeseburgerów do później dorosłości, ograniczającej mięso i satysfakcjonującej się cheeseburgerami bezmięsnymi.

    Typowa reprezentacja łapczywości w kontekście śmieciowego jedzenia (symbolicznie: na kanapie) (fot. Depositphotos). Wielu ludzi w Polsce w ogóle nie zauważa związku kwestii ekologicznych z zagadnieniami żywienia, a jest on kluczowy, jeśli idzie o wyciek „gazów cieplarnianych”.

    Pozytywnie ocenia postawę i sylwetkę Billa Gatesa zaprezentowaną w jego książce także tygodnik the Economist, który porównuje Gatesa do Elona Muska: na jego tle Gates wydaje się nietchórzliwy, to Elon Musk skonfrontowany z kryzysem klimatycznym raczej zaczyna szukać, jak wiele planet nadaje się do zasiedlenia, a zatem planuje, jakby tutaj ziemię opuścić i ocalić przede wszystkim siebie.

    Poza zaangażowaniem obywatelskim Bill Gates pisze o prywatnym biznesie, ale także o współpracy z rządami i współpracy międzyrządowej. I na tle wydaje się także w jakimś sensie umiarkowany, rozsądny i w miarę pokorny, jeśli ta kategoria może tutaj znaleźć swoje zastosowanie.

    Pewnym osobistym rozczarowaniem dla mnie jest brak odniesienia do młodzieży i perspektywy młodych, nie ma w ogóle śladu Grety Thunberg i jej szkolnego strajku. Przy kwestii mięsa i hodowli Bill Gates jest w miarę realistyczny, choć pewnie nie każdemu będzie się to podobać. Uznaje np. że odejście w zupełności od mięsa jest nierealistyczne. Ale już częściowe zastąpienie mięsa i hodowli smakiem tak zwanego mięsa pochodzenia roślinnego wydaje mu się jak najbardziej osiągalne i rynkowo także atrakcyjne.

    Dlatego wydaje mi się że będę jeszcze wracał do tej książki, cieszę się, że mam ją w ręku.

    Autor wpisu czytający książkę Gatesa, Łódź, 16 lutego 2021 (fot. MRP)