W okresie postmodernizmu wydawało się, że problem prawdy jest rozstrzygnięty i że właściwie nie ma o co kruszyć kopii, bo w istocie prawda jest —- trochę tak jak w zasadzie nieokreśloności — nie do ustalenia. A jednak…
Komsomolskaja Prawda (dziennik ZSRR, znany z szerzenia propagandowej prawdy, czyli kłamstw i dezinformacji) (fot. Depositphotos)
Postmodernizm odwoływał się do perspektywizmu Friedricha Nietzschego, dla którego wartość prawdy jest nieudowadnialna, każdy ma swoją prawdę.
Donald Trump to jest najlepszy przykład osoby, która z kłamstwa i manipulacji, dezinformacji uczyniła regułę showmana… (fot. Depositphotos)
Opowieść postmodernizmu miała się świetnie do momentu odniesienia spektakularnego sukcesu: zaakceptowania niełatwej prawdy przez śmiertelnych jego wrogów, populistów i konserwatystów różnej maści. Zwłaszcza tych, co mięli dostęp do mediów, showmanów.
Żyjemy jednak w czasach spotęgowanych niepewności wywołanych różnymi kryzysami w tym kryzysem pandemii. W takich czasach niepewności i przytłoczenia informacjami problematyka prawdy zaczyna być coraz bardziej paląca.
Właśnie trzymam w ręku listopadowy numer magazynu „Scientific American”, który na pierwszej stronie wybija tytuł „W konfrontacji z dezinformacją: jak obronić społeczeństwo od kłamstw, strachu i podziałów.”
Aż cztery artykuły poświęcone są problematyce kłamstwa, dezinformacji i teoriom spiskowym. Na szczególną uwagę zasługuje najdłuższy artykuł Joany Donovan pt. Aktywizm prawdy. Śledzi on historię nowoczesnych wynalazków technicznych zwłaszcza rozwoju Internetu i dostępu do niego.
Wydawałoby się zatem że prawda jest nade wszystko istotna w zagadnieniach związanych z twardymi naukami, takich jak kłamstwa klimatyczne czy teorie spiskowe dotyczące różnych dzisiejszych kwestii, jak omawiane w listopadowym numerze SA teorie spiskowe dotyczące pandemii.
Jednak właśnie dzisiaj prof. Lindsey Stonebridge publikuje w The Times Higher Education felieton pt. „Humanistyka jest kluczowa w odpowiedzi na atakowanie prawdy”.
Stwierdza w tym artykule autorka, że tzw. generacja Instagramu przebudziła się dość wcześnie już właściwie cztery lata temu, dla tej generacji ważne jest „jak było naprawdę”, ta generacja chce studiować historię i historię kultury, literatury po to, żeby wiedzieć, jak się odróżnia prawdę od dezinformacji.
Autorka stwierdza że nauka historii czy literatury ma olbrzymi sens w kontekście współczesnego walczenia o dobrą informację.
Po to aby odnaleźć prawdę, nasz umysł potrzebuje opowieści, opowieści, które pozwolą zrozumieć koronazarazę, pozwolą zrozumieć planetę próbującą złapać oddech, zrozumieć rasizm, nierówności i strach. Bardzo charakterystyczne, że znalazłem w tym artykule odniesienie do pism filozoficznych Hannah Arendt. Prawda i prawa człowieka są dwoma korzeniami nowoczesnego oświeceniowego myślenia o świecie i człowieku. To są także filary nowoczesnego uniwersytetu.
Dlatego minister edukacji, który stwierdza nieistnienie praw człowieka musi odejść.
Przemysław Czarnek w programie TVP w czerwcu 2020: „Skończmy słuchać tych idiotyzmów o jakichś prawach człowieka, czy jakiejś równości. Ci ludzie nie są równi ludziom normalnym.” Podobnego pokroju człowiek nie może dyktować niczego rektorom polskich uniwersytetów, zwłaszcza nie może bronić prawa do głoszenia nietolerancji i ciemnoty. Autonomia uniwersytetów w Polsce jest dzisiaj bardzo zagrożona przez rewolucję hunwejbinów kontrrewolucji edukacyjnej i kulturowej. Przemysław Czarnek planuje rewolucyjne zmiany w prawie polskim, które dopuszczą konferencje „naukowe” zwolenników zakazu aborcji na uniwersytetach. To jest koniec świata akademii. Naukowość to spadek po oświeceniu. Jeśli komuś nie odpowiada spuścizna oświeceniowa, nie powinien pchać się do świata nauki. Nauk i humanistyki.
Przemysław Czarnek, nasz mały Mao rewolucji kulturalnej?
Mao, przywódca tzw. rewolucji kulturalnej w Chinach, tutaj zwielokrotniony przez sztukę popularną (fot. Deposipthotos)
Jak donosi moja znajoma ze Stanów Zjednoczonych, poetka Ellen Hinsey, MSNBC właśnie zacytowało ulubiony wiersz Bidena „The Cure of Troy” Seamusa Heaneya:
As reported by my friend from the United States, the poet Ellen Hinsey, MSNBC has just quoted Biden’s favorite poem „The Cure of Troy” by Seamus Heaney:
Historia mówi: nie miej nadziei Po tej stronie grobu, Ale potem, raz w życiu Ta upragniona fala przypływu Sprawiedliwości może się wznieść I zrymują się nadzieja i historia. (wolne tłumaczenie JP)
Original in English:
History says, Don’t hope On this side of the grave, But then, once in a lifetime The longed-for tidal wave Of justice can rise up And hope and history rhyme.
Mam nadzieję na takie rymy, takie zrymowania.
I hope for such rhymes, such rhymes.
Nie wyobrażam sobie Donalda Trumpa cytującego piękne poematy. Czy dlatego, że jest zbyt prostacki? Nie ciągnę tego wątku. Mam nadzieję… na rym…
I cannot imagine Donald Trump quoting beautiful poems. Is it because he is too crude? I do not pursue this thread. I hope … for rhyme …
Rozmowa w TV Toya 5 listopada 2020 z red. Markiem Krzciukiem prof. Jarosława Płuciennika na temat przekleństw podczas manifestacji, „wyp…..” i ***** *** oraz antykościelnych motywów na ulicy i w Kościołach. Trochę też o ewangelicyzmie. Mindfucking władzy i nowe pokolenie protestujących
Program Prześwietlenie redaktora Marka Krzciuka w TV Toya, audycja 5 listopada 2020 (fot. JP)
w związku z bezprzykładnym, demonstrowanym zaledwie w ciągu dwóch tygodni od objęcia urzędu Ministra Edukacji i Nauki lekceważeniem przez pana Przemysława Czarnka prawa, w szczególności Ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce, gwarantującej wolność nauczania oraz autonomii społeczności akademickiej;
w związku z zapowiedziami ideologizacji procesu nauczania i kształcenia na wszystkich szczeblach;
w związku z gorszącymi wypowiedziami pana Czarnka, podważającymi istotę demokracji i tolerancji oraz szerzącymi nienawiść do różnych grup społecznych, a prawa człowieka określającymi mianem „idiotyzmów”;
w związku z bezpodstawnym obarczaniem rektorów wyższych uczelni, dyrektorów i nauczycieli szkół wszystkich szczebli odpowiedzialnością za masowy udział uczniów i studentów w protestach ulicznych wywołanych orzeczeniem Trybunału Konstytucyjnego;
w związku z próbami zastraszania nauczycieli solidaryzujących się z tymi protestami;
w związku z wyrażonym wprost zamiarem uzależnienia przyznawania uczelniom środków finansowych na inwestycje i badania od kryteriów politycznych, a nie merytorycznych;
w związku z tym, że nie powinno nigdy dojść do powołania na stanowisko Ministra Edukacji i Nauki człowieka, który nie ma pojęcia o właściwych zadaniach powierzonego mu urzędu
– zwracamy się do Pana Premiera ze stanowczym apelem o natychmiastowe odwołanie pana Przemysława Czarnka z funkcji Ministra Edukacji i Nauki.
Solidaryzujemy się ze stanowiskiem Prezydium Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich z dnia 30 października 2020 roku w sprawie aktualnej sytuacji społecznej oraz wyrażoną tam diagnozą przyczyn obecnego protestu, w przeciwieństwie do KRASP nie widzimy jednak, niestety, możliwości porozumienia i współpracy z urzędującym obecnie ministrem. W tak krótkim czasie sprawy zaszły tak daleko, że pan Czarnek musi odejść. Popieramy postulaty sformułowane przez Obywatelską Radę Pedagogiczną oraz solidaryzujemy się z nauczycielami szkół podstawowych i średnich.
Komitet Nauk o Kulturze
Polskiej Akademii Nauk
Warszawa, 4 listopada 2020
Apel popierają:
Polskie Towarzystwo Kulturoznawcze
Polskie Towarzystwo Ludoznawcze
Polskie Towarzystwo Badań nad Filmem i Mediami
Polskie Towarzystwo Badań Teatralnych
Baltimore Peabody open public library (lic. Depositphotos)
Drogowskaz życia i prawdy… (fot. lic. Depositphotos)
1 listopada 2020 Minister Czarnek wypowiedział się dla Polskiego Radia 24, tuby propagandowej rządu. Tym razem podkreślał spuściznę „Jana Pawła II pod kątem dorobku filozoficznego. – Jeśli słyszę dziś, że w wielu polskich uczelniach odmawia się prawa doktorantom do cytowania św. Jana Pawła II, a także św. Tomasza z Akwinu, mówiąc, że to nie byli naukowcy, to jest niestety zgnilizna naszego systemu szkolnictwa wyższego, z którą będziemy musieli kończyć, poprzez wprowadzanie również do kanonu lektur dzieł Jana Pawła II, zwłaszcza w tych starszych rocznikach – mówił Przemysław Czarnek.” (źródło: Radio Zet)
Jest to jakieś pomieszanie z poplątaniem. O jakim kanonie lektur my mówimy? Najpierw w pierwszym zdaniu odwołuje się nas do sytuacji na uczelniach (których, gdzie?), a potem zapowiada wprowadzenie do kanonu lektur „starszych roczników”, dzieł filozoficznych Jana Pawła II. Jakby najpierw chodziło o uczelnie, a potem o szkoły średnie? Podobnej hucpy jeszcze w Polsce nie było.
Co muszę wiedzieć? (lic. Depositphotos)
Na uczelniach nie ma żadnego kanonu. Nawet literaturoznawcy narodowych filologii mają z tym problem. „Kanon is dead”.
Natomiast w Polsce na wszystkich poziomach edukacji obowiązuje Polska Rama Kwalifikacji (PRK), który jest podstawowym układem odniesienia dla kwalifikacji nadawanych w Polsce. Na stronach ministerstwa można przeczytać, Panie Ministrze, ze „W PRK jest 8 poziomów. Każdy jest opisywany za pomocą ogólnych charakterystyk zakresu i stopnia skomplikowania wiedzy, umiejętności i kompetencji społecznych, wymaganych od osób posiadających kwalifikacje danego poziomu. W PRK uwzględniono charakterystyki typowe dla kwalifikacji nadawanych w kształceniu ogólnym, zawodowym oraz w szkolnictwie wyższym.”
Międzynarodowe ramy kwalifikacji w zglobalizowanym świecie (lic. Depositphotos)
No więc ja mam pytanie zasadnicze: jakież to kwalifikacje mają być wzmocnione przez zmianę podstawy programowej polegającej na wprowadzeniu dorobku Jana Pawła II? O które efekty kształcenia idzie?
Może o kompetencje cyfrowe w nowym zglobalizowanym świecie, który czasami wymaga rozróżniania prawdy od fake-newsa? Może chodzi o zaangażowanie obywatelskie i krytycyzm, jakże potrzebne w życiu społecznym, w którym mnóstwo krętactwa, oszustwa, cynizmu i nihilizmu? I oszustwa!
Pomijam już to, że Jan Paweł II nie ma dzisiaj najlepszej prasy ze względu na skandale pedofilskie w Kościele Rzymsko-Katolickim na całym świecie. I pomijam, choć jest to niebagatelne, że w szkołach już prawie wyłącznie katecheza Kościoła Rzymsko-Katolickiego, na której można omawiać dzieła Jana Pawła II. No ale co? Że poziom tych katechez jest powszechnie uznawany za skandalicznie niski? Że młodzież, jak jest starsza, to ucieka od nich gdzie pieprz rośnie?
Czy zatem idzie tutaj o to, żeby zaszumieć w głowach „autorytetem papieża-Polaka”, machnąć sztandarem, żeby było wiadomo, że Bóg z nami…
Bóg na monecie, na pieniądzach (fot. lic. Depositphotos)
Czy aby na pewno?
Brak jakichkolwiek argumentów merytorycznych za kolejną zmianą podstaw programowych i jednoczesny brak odniesienia się do sytuacji pandemii, nauczania zdalnego, które wymagałyby interwencyjnego pomagania nauczycielom w sztuce redukcji lektur i zmiany programu (zdalnie nie sposób wszystkiego opracować tak samo jak analogowo), to jest kolejna kompromitacja tego ministra-politruka.
Wprowadzić sztandar Jana Pawła II, bo tak…
Bo kończymy ze świeckim państwem? Bo mamy gdzieś Konstytucję?
Mieliśmy już przykład takiej ciemnackiej retoryki w propagandzie wyborczej skierowanej do antyszczepionkowców podczas kampanii prezydenckiej kandydata Andrzeja Dudy: „Ja się nie szczepię, bo nie…”
Czy oprócz powszechnej „Czarnkowej” retoryki grożenia karami, ten minister ma jakieś pojęcie o edukacji? Bo edukacja, w której kara jest podstawą została dawno już skompromitowana… A tutaj jeszcze Czarnek chce „edukować-karać” swoich partnerów z uczelni? Pedagogika wstydu w odniesieniu do uczelni? Stawianie do kąta?
Pedagogika karania i pedagogika wstydu ministra Czarnka jest anachroniczna (lic. Depositphotos)
Skandal za skandalem. Czarnek musi natychmiast odejść!
PS. Artykuł został dziś opublikowany w Gazecie Wyborczej tutaj.
Rozmowa o eko-konferencji w programie Polskiego Radia Łódź, 24.10.2020 prof. Jarosław Płuciennika jest gościem redaktor Małgorzaty Warzechy z redakcji ekumenicznej. Jeśli chesz uczestniczyć, zarejestruj się http://ekokosciol.pl/ekoteologicznie/
Wiele ostatnio się dzieje w Polsce. Najwięcej na polskich ulicach. Ale w mediach brylują politycy, którzy uwielbiają być wyrazistymi postaciami. Mianowanie Przemysława Czarnka, marnego naukowca i skandalicznie homofobicznego mizogina to był policzek dla środowiska akademickiego, ale teraz po ostatnich jego wypowiedziach doszliśmy do ściany. Minister zapowiedział publicznie, a raczej pogroził całemu środowisku, że cofnie finansowanie grantów dla uniwersytetów gdańskiego i wrocławskiego które, kierując się autonomią uczelni, podjęły decyzję o godzinach rektorskich w dniu strajku kobiet.
Łódź, środa Strajku Kobiet 28.10.2020, ul Sienkiewicza (fot. JP)
„Polskie prawo daje uczelniom co prawda dużą autonomię, ale tam, gdzie dochodzi do łamania prawa, konsekwencje będą daleko idące. Przypominam, że leżą u nas w ministerstwie wnioski tych uczelni o środki na badania, na granty. Będziemy brali pod uwagę również to, co się dzieje. Czy ktoś zachęca kogoś do wychodzenia na ulice w szczycie pandemii koronawirusa.” (zob relację tutaj)
Co w istocie mówi minister? Zapowiada ręczną manipulację przy rozdzielaniu grantów? Że on jako minister ma jakieś swoje pieniądze, które może rozdzielać po uważaniu? Taki system już był w okresie PRL, natomiast teraz granty są przydzielane w drodze konkursów. Bezstronność konkursowa, opinie ekspercie to jest właściwa droga „rozdzielania” grantów, a nie podporządkowanie rozporządzeniom ministra.
Bogaty minister, ma swoje pieniądze i może je rozdzielać „po uważaniu”…? (fot. lic. Depositphotos)
Jeżeli natomiast Minister podtrzymuje kłamliwą propagandę Kaczyńskiego, że to opozycja jest odpowiedzialna za rozwój pandemii, i że to głównie Rektorzy są za nią odpowiedzialni, bo podjęli właściwą decyzję w sytuacji, kiedy studenci masowo zapowiadali udział w środowym strajku kobiet, to jest to podwójnie podłe. Apel Ministra opublikowany wieczorem 29 października pomimo pewnego uspokojenia tonu, także obwiania rektorów za pandemię. W tej sytuacji wyraźnie Pan minister Czarnej wchodzi w rolę partyjnego propagandzisty, nie zaś człowieka mającego jakikolwiek mandat do dyktowania Rektorom decyzji takich jak ogłaszanie godzin i dni rektorskich.
Symbol propagandzisty partyjnego (fot. lic. Depositphotos)
W mediach oblicze Pana ministra jest gorzej niż przerażające. Minister Czarnek mówi o protestujących młodych obywatelach: „Młodzi mają to do siebie, że są w okresie buntu, dojrzewania. Też przez to przechodziliśmy. Różnica polega na tym, że my byliśmy wychowani w duchu autorytetów. Autorytetami byli nauczyciele – mówił Czarnek. – Rodzice uważali nauczycieli za autorytety. Do tego musimy wrócić. To, co działo się na ulicach, to wypadkowa tego, co działo się przez ostatnie lata w szkołach – ocenił.” Czyli nie tylko Rektorzy, ale i nauczyciele, których nie szanują ani uczniowie, ani rodzice. Musimy wrócić do modelu edukacji sprzed lat. Ilu? Zapewne tylu, żeby Jarosław Kaczyński miał wrażenie, że jego młodość wróciła. Uczniowie mają być zapewne w mundurkach, siedzieć nieruchomo w ławkach, wstawać przy każdym słowie nauczyciela… A na studiach? No przecież wiadomo: musimy cytować Jana Pawła II i przestać prześladować konserwatystów… Język pana ministra Czarnka jest zideologizowany bardzo. Mówi on np., że „rewolucja lewacko-liberalna jest dość dobrze skoordynowana”. Czym jest lawactwo w tym kontekście? Zapewne to jest wszystko to, co nie jest PiS-em… Rewolucję nieustającą od pięciu lat robi właśnie jego partia i jest to rewolucja ciemniaków, niszcząca rządy prawa, autorytet ekspertów, instytucje demokratyczne, państwo jako takie. Partia siłą Narodu, naród z siłą Partii. Wolność poglądów, która polega na swobodnym głoszeniu homofobii i mizoginii miałaby zaistnieć na uczelniach? A dla niepokornych nie przydzielimy grantów? KRASP powinien natychmiast zażądać dymisji takiego Ministra.
Dzisiaj mówiłem ze studentami na temat myślowych autorytetów kultury nowoczesności w XX wieku. Musiałem także wśród tych tuzów umysłu wspomnieć niebagatelny wpływ Karola Marksa. Mówiłem o cennym wkładzie w teorię kultury np. w pojęciu alienacji. Mówiłem o złych autorytarnych konsekwencjach „dyktatury proletariatu” zapowiadanej przez Manifest Komunistyczny, który doprowadził m.in. do tragedii w wieku XX, wieku łagrów i lagrów. Jednak nie mogłem także nie wspomnieć o wielkich neomarksistach takich np. jak Theodor Adorno. Żaden minister nauki nie jest w stanie mnie zmusić do zanegowania wpływu neomarksizmu na kulturę i teorię kultury. To są fakty naukowe w ramach nauk o kulturze i religii, albo w ramach studiów nad kulturą.
Pojęcie alienacji jest niezwykle ważnym pojęciem postmarskistowskim w refleksji nad kulturą, nawet jeśli nie podobają się inne pojęcia neomarksizmu (fot. lic. Deposithotos)
Na uczelniach nie może być mowy o tym, że antyszczepionkowcy oraz anty-covidowcy (patrz: prezydent Duda w kampanii prezydenckiej) miał taką samą wagę naukową jak mikrobiolodzy. Podobnie nie ma mowy, żeby tolerować tych, którzy głoszą nietolerancję. Jeśli w dyskusji ktoś głosi nienawiść i eliminowanie przeciwników, to przestaje to być dyskusja akademicka. Dlatego KRASP powinien natychmiast żądać ustąpienia tego Ministra. Zapowiedź manipulowania systemem grantowym (niedoskonałym zapewne, ale jednak jakimś systemem) jest kolejną kompromitacją ministra Czarnka, który jest wyjątkowo niedemokratyczny w tym między innymi, że wyklucza kobiety z przestrzeni publicznej i odmawia im prawa do niezależnego życia. Jeszcze mamy w Polsce Konstytucję. Czarnek do dymisji!
Wulgaryzmy i życie społeczne, wulgaryzmy i kultura.
Może ktoś mało zorientowany potraktowałby mój tytuł jako jakiś bardzo na czasie tekst publicystyczny. Ja jednak dzisiaj zamierzam całkiem serio potraktować ten temat. Skłania mnie ku temu sporo kulturoznawczych przesłanek, tudzież przyczynków z filozofii etyki, filozofii języka i filozofii manipulacji umysłowej.
Słowo „wypierdalać” jest oczywiście wulgaryzmem i jako takie nie ma prawa znaleźć się na salonach wykształconych elit, jak i w przestrzeni publicznej, to znaczy np. w mediach publicznych. W tych dyskursach z dawien dawna wulgaryzmy kropkowano, pozostawiając je domysłom odbiorców. Ale czy na pewno? Czy na pewno elity umysłowe nie używają wulgaryzmów? A czy na pewno elity władzy nie używają wulgaryzmów?
Mam wrażenie, iż arystokraci umysłu i krwi, tacy jak Stanisław Ignacy Witkiewicz czy Witold Gombrowicz mogliby stać się patronami filozofii „wypierdalać”. Ale nie to będzie głównym tematem mojego wpisu dzisiaj.
Stanisław Ignacy Witkiewicz, autoportret z 1938 r. Domena publiczna przez Wikimedia Commons
Przy okazji bardzo ciekawej książki „Mindf*ck”, autorstwa Christophera Wyliego, natknąłem się na filozofa, etyka i krytyka społecznego Colina McGinna, który kilkanaście lat temu pisał na temat krytyki umysłowej manipulacji, czyli „mindfuckingu”. [Colin McGinn. Mindfucking : A Critique of Mental Manipulation. Stocksfield [U.K.]: Routledge, 2008.]
W internecie znaleźć można definicję tego nieładnego słowa jako „wulg. stan wyprowadzenia z równowagi, zmylenia lub manipulacji umysłem innej osoby” etymologia z ang. mind + fuck — to drugie oczywiście jest wprost wulgaryzmem, zastępowanym często przez polskich tłumaczy amerykańskich filmów jako „wypieprzać, wysuwać, wynosić się” itp.
Jednak „mindfucking” jako modne ostatnio słowo miało swój odpowiednik także u filozofa etyki Harry’ego Frankfurta, który napisał rozprawkę na temat filozofii bździn mentalnych, czyli „bullshit”. Co prawda na ks. Tischnera autor się nie powołuje, ale jest on tutaj jak najbardziej relewantny ze swoim powiedzeniem, że „są trzy prawdy: świento prawda, tys prawda i gówno prawda”. (Historia filozofii po góralsku)
Mindfucking wedle amerykańskiego filozofa etyki, Collina McGinna, to nie jest kłamanie, raczej należałoby wulgarnie powiedzieć: mentalne wypieprzenie, albo jeszcze lepiej „wyruchanie mentalne” i w tym samym sensie, mogłoby istnieć mentalne „wyjebanie”, jak i „mentalny jebaka”. Jako przykład takich „wyprowadzeń z równowagi” albo „szoków” są przywoływane takie fundamentalne filozofie nauki jak „zwrot paradygmatu” Thomasa Kuhna, czy teoria względności Eistneina. To są właśnie takie „szokowe terapie” umysłu. Z niedawnych teorii autor wymienia także memetykę Dawkinsa jako taki zwrot od genetyki do kultury, czyli przejście paradygmatyczne od „fucking” do „mindfucking”, oraz do “sztuki mindfuckingu” (tudzież nauki mindfuckingu)
Albert Einstein swobodny portret (lic. Depositphotos)
Zasadnicze jądro skojarzeń wokół tego „szoku mentalnego” to: „zaufanie, oszustwo, emocje, manipulacja, fałszywe przekonanie i wrażliwość”. Klasyczny przykład dla autora książeczki to Szekspirowski „Otello”, w którym występuje oszust Jagon i zniszczenie „szlachetnego Maura”. To przykład indywidualny takiego „szokowania”, jednak istnieją także odpowiedniki wsparte instytucjonalnie: „indoktrynacja”, „pranie mózgu”, „propaganda”. Autor pisze: „Rząd lub sekta religijna mogą stosować metody zbliżone do wariackich: wpajają zestaw przekonań, na ogół fałszywych, czasem szalonych, wraz z towarzyszącymi im emocjami, metodami innymi niż racjonalna perswazja: zazwyczaj poprzez odwołanie się do strachu i niepokoju. Doskonałym przykładem musi być średniowieczna koncepcja piekła: strach przed tym, co stanie się po śmierci, był używany do wymuszania i kontrolowania ludzi zgodnie z nakazami kościoła, a podtrzymywaniu iluzji poświęcono skomplikowany system. Faszyzm i sowiecki komunizm również dostarczają oczywistych przykładów: oba odwoływały się do ukrytych uprzedzeń, uraz i lęków, by manipulować ludzkimi umysłami […]. Systematyczne oszustwo, sprzężone z emocjami strachu i nienawiści, wywiera piętno zbiorowego pieprzenia umysłów, a działające w ten sposób systemy polityczne nie są trudne do wyliczenia, chociaż ludzie będą się różnić, w zależności od swoich ideologicznych preferencji, co do tego, jak opisać daną osobę.”
Dla obu filozofów „bździn mentalnych” i „pieprzenia umysłów” tematy były bardzo poważne, których zarys obaj znajdowali u filozofa z Cambridge Ludwika Wittgensteina.
Collin McGill pisze: „Czy mówiłem poważnie, czy to tylko wyszukany żart? Tak, mówiłem poważnie, chociaż trudno oprzeć się werbalnemu humorowi związanemu z tak nazwanym tematem. Więc nie, nalegam, to nie jest bzdura: to esej o pieprzeniu umysłów. Jest to traktat o jednym aspekcie natury ludzkiej, aspekcie niosącym znaczenie osobiste i polityczne. Spełni swoje zadanie, jeśli zaalarmuje czytelnika na temat zjawiska, którego należy się wyraźnie uchwycić.”
Jeśli współcześnie pisze się często o tym zjawisku w całkiem poważnych raportach, takich jak przesłuchiwanego przez wiele godzin przez Kongres USA, Christophera Wylliego, to należy zadać pytanie, jak się to ma do filozofii „wypierdalać”? Wyllie pracował najpierw w Cambridge Analitica, przestał w nim pracować, żeby zaalarmować społeczeństwo. Otóż w ostatnio przetłumaczonej na polski jego książce możemy przeczytać:
„Steve Bannon, mało znany redaktor naczelny prawicowego portalu Breitbart News, jako jeden z pierwszych dostrzegł możliwość wykorzystania tej nowej rzeczywistości do realizacji swoich politycznych celów. Misja portalu Breitbart News polegała na przeobrażeniu współczesnej amerykańskiej kultury i dostosowaniu jej do nacjonalistycznej wizji publicysty Andrew Breitbarta. Bannon uważał, że jedyną drogą do realizacji tego celu jest ni mniej, ni więcej, tylko wojna kulturowa. Kiedy spotkałem go po raz pierwszy, zdawał sobie sprawę, że nie posiada odpowiedniej broni do wygrania takiej wojny. O ile szykujący się do bitwy generał musi przede wszystkim zapewnić sobie artyleryjską siłę rażenia i dominację powietrzną, o tyle Bannon potrzebował kulturowej siły rażenia i dominacji informacyjnej – zasilanego danymi arsenału, za pomocą którego mógłby podbić serca i umysły Amerykanów. I takiego właśnie arsenału dostarczyła mu nowo powstała firma Cambridge Analytica. Stosując udoskonalone techniki rodem z wojskowych operacji psychologicznych (tak zwane PSYOPS), Cambridge Analytica zapewniła strategiczną przewagę wznieconej przez Steve’a Bannona alt-prawicowej rewolucji. W tej nowej wojnie amerykański wyborca stał się obiektem manipulacji, oszustw i dezinformacji. Prawda została wyparta przez alternatywne narracje i wirtualną rzeczywistość.” [Mindf*ck, Christopher Wylie].
Christopher Wylie w wywiadzie dla CBSN
Filozofia ulicy oparta na słowie „wypierdalać” oraz ***** *** jest filozofią nowego pokolenia, które jest już dla PiS i jego akolitów stracone. Widziałem dziesiątki tysięcy młodych ludzi, którzy nie mają problemu z wulgaryzmami w przestrzeni publicznej z dwóch co najmniej powodów: ich definiuje Internet, YouTube oraz seriale Netflixa, w których sporo jest wulgaryzmów, oraz ich definiują „wojny gwiezdne”, „wiedźmin” oraz „matrix”, zaś tam walka o umysł jest chlebem codziennym.
To pokolenie (mojego starszego syna, licealisty) dzisiaj na ulicach niegdyś wydawało mi się stracone społecznie, bo nie za bardzo im się chciało chodzić na manifestacje KOD-u. Ale po części już w 2016 wskazywałem w różnych wypowiedziach, że poetyka „Murów” Kaczmarskiego, to nie jest poetyka młodych, wychowanych m.in. na hip hopie itp. A „styl”, jeśli tutaj można o czymś podobnym mówić, proponowany przez Kaczyńskiego, Brudzińskiego, Terleckiego, Pawłowicz to jest estetyka na antypodach tego pokolenia. Dlatego ich manify mają zupełnie inną oprawę od KOD-owych i tych przed sądami.
Strajk kobiet w Łodzi 28.10.20 (fot. JP)
„Wypieradalać” daje do myślenia. To nie jest banał i zamach. To prawda życia w opozycji do instytucjonalnego „pieprzenia umysłów” przez propagandę, zarówno w mediach rządowych, jak i w rządowym modelu nauczania (vide: obecny Minister Edukacji i Nauki).
Wypada mi tutaj zacytować wpis na Facebooku akademiczki i pisarki Ingi Iwasiów:
„Czy wulgarne hasło uderza w godność Uniwersytetu, nadszarpuje wizerunek uczonej, gorszy społeczeństwo? To śmieszne, absurdalne twierdzenie wynika z traktowania społeczeństwa jako maluczkich, sterownych i łatwych do zmanipulowania. Jest oczywiste, że prawdziwe zgorszenie sieją ci, którzy nie bacząc na stan zdrowia publicznego wypychają nas na ulice – mają te swoje okryte sławą wielce zaawansowanych grupy eksperckie, czyżby nie wiedzieli, że odporność na plucie w twarz się skończyła? Prawdziwym zgorszeniem jest powołanie na Ministra Edukacji i Nauki mizogina i homofoba z mikroskopijnym dorobkiem. Tak się zrywa komunikację. Nie bójmy się języka tego protestu, sami uczyliśmy, że słowa powinny być adekwatne, że mają moc sprawczą. Uprzejmie zapraszamy na debatę – nie podziała. Pamiętacie retorykę wokół Ustawy 2,0? Podobno poddanej szerokiej ocenie środowiskowej. Jeśli słowa działają, mówmy, piszmy. Bez wulgaryzmów, dowolnym stylem, bo po wietrzeniu będzie za późno.”
Inga Iwasiów czyta swoją powieść na YouTube
Z jednej strony: „pieprzenie umysłu” a z drugiej, co? Grzeczne, ależ tak nie można? To nie wypada? Może powinniśmy po francusku. Korci mnie, żeby użyć innego kręgu kulturowego, mianowicie skandynawskiego. Szwedzi w odróżnieniu od większości europejskich nacji, także Polaków, nie mają w swoim języku najsilniejszych przekleństw odnoszących się do sfery stosunków płciowych. U Szwedów najsilniejsze przekleństwa odwołują się do sfery sakralnej: „Fan ta dig!” Niech Cię diabli! Fy fan!
witamy w piekle (lic. Depositphotos)
[Tekst wysłałem 28.10.20 do „Gazety Wyborczej”. Został opublikowany 1 listopada 2020 tutaj]
Ciemnogród jako słowo zawdzięczamy oświeceniowemu myślicielowi polskiemu Stanisławowi Kostce Potockiemu i jego „Podróży do Ciemnogrodu”. Jednak równie ważny, śmiem twierdzić, jest poemat Gałczyńskiego….
Obwoluta wydania II z 2019 r. z ilustracjami Daniela Mroza (Wrocław, Wydawnictwo Warstwy) (zdjęcie własne JP)
„Pan mnie znieważa! Pani mnie potrąca! Ciemnogród to rzecz nieistniejąca.” (8)
Taką wspaniałą frazę słyszą najpierw Chryzostom Bulwieć z czytelnikiem poematu Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego „Chryzostoma Bulwiecia podróż do Ciemnogrodu”, kiedy nazbyt jednoznacznie chcą oni przypisać istnienie Ciemnogrodu określonej przestrzeni geograficznej… Watykanowi. Jest jesień. I święte oburzenie jest tutaj znaczące. Święte oburzenie i obraza uczuć.
W tym poemacie „gęby perfidne walczą z postępem”, epidemia „szeptokoków” wywołuje panikę, bo koniec świata nadchodzi i kolejki są „jak stąd do Zgierza” (dziś już wiem, skąd to powiedzenie łódzkie… z poematu Gałczyńskiego). Ale „Okey i Amen…”… alleluja i do przodu. „Okey i Amen”.
Propagandowy film z lat 60-tych pt. „Ciemnogród” w reż. Konrada Nałęckiego, inspirowany poematem o Chryzostomie Bulwieciu i jego przygodach w poszukiwaniu Ciemnogrodu, trwa kwadrans, ale jest bardzo wymowną krytyką ciemnoty, która wierzy znachorom, pozwala na istnienie uzdrawiaczy leczących wszystko octem, oczekującej plag egipskich i — koniecznie — wodza na białym koniu.
„Ciemnogrodzianie stali na lodzie, w zwykłym ordynku: łotr przy idiocie,
pętak ze szpiegiem, mętniak z faszystą, a okultysta z surrealistą,
kociak przy bubku, koło chłoptasia. A cisza była, jak makiem zasiał. (50)
Na końcu poematu wszyscy giną pod lodem w rzece Ciemnawce, bo rzucają się z entuzjazmem w stronę wskazaną przez wodza na białym koniu.
Jedna ze stron z ilustracją wielkiego wodza… (zdjęcie własne JP)
To prawda, że nowoczesność w Polsce, tak jak w Turcji, została przyniesiona bagnetami i czołgami. Wielokrotnie to stwierdzałem zwłaszcza przy omawianiu wspaniałej prozy Orhana Pamuka. Ci żołnierze z polskiej propagandowej noweli filmowej „Ciemnogród” są bardzo charakterystyczni, ale i świetnie obsadzeni, bo jedną z ról gra bardzo sympatyczny i seksowny aktor, później znany ze słynnego serialu „Janosik” — Marek Perepeczko.
Film Ciemnogrów z 1964 r. na kanale YouTube
Jednak ciemnogród dzisiaj także posługuje się machiną policyjną i medialną.
Najlepiej widać to w słynnym i często dzisiaj powtarzanym wyrażeniu „przesłanki eugeniczne” w odniesieniu do prawa kobiet do aborcji w przypadku stwierdzenia wad genetycznych płodu. Uważam je za typowo propagandowe wyrażenie.
Eugenika jest powszechnie definiowana dzisiaj jako system światopoglądowy zakładający możliwość doskonalenia cech dziedzicznych gatunku, żeby tworzyć warunki pozwalające na rozwój dodatnich cech i ograniczenie cech ujemnych. Eugenika to inżynieria społeczna mająca na celu produkcję rasy pozbawionej wad genetycznych.
Manipulacja DNA to także eugenika (Il. na licencji Depositphotos)
Eugenika (z greckiego εὐ- „dobry” i γενής „powstaje, rośnie”) to zbiór przekonań i praktyk, które mają na celu poprawę jakości genetycznej populacji ludzkiej, historycznie oznaczało to wykluczanie osób i grup uznanych za gorsze lub promowanie tych, których uznano za wyżej stojące. Dlatego ginęli Żydzi i psychicznie chorzy w komorach gazowych (najpierw Ci drudzy).
Czy z takim przypadkiem mamy do czynienia, kiedy matka dowiaduje się, że dziecko w jej łonie po urodzeniu nie będzie miało szans na przeżycie nawet kilku dni, albo że na pewno obumrze w jej łonie? To jest przesłanka eugeniczna? KŁAMSTWO i perfidia.
„Ciemnogrodzianie stali na lodzie, w zwykłym ordynku: łotr przy idiocie,
pętak ze szpiegiem, mętniak z faszystą, a okultysta z surrealistą,
kociak przy bubku, koło chłoptasia. A cisza była, jak makiem zasiał. (50)
W poszukiwaniu mózgu… (Il. na licencji Depositphotos)