Kategoria: Społeczeństwo i polityka

  • „Avatar: istota wody” — niezła przygoda w brzuchu wieloryba

    „Avatar: istota wody” — niezła przygoda w brzuchu wieloryba

    Poszliśmy w niedzielę rodzinnie na premierowy pokaz Avatara: istotę wody, w reżyserii Jamesa Camerona (scenariusz James Cameron, Rick Jaffa, w rolach głównych m. in. Sam Worthington, Zoe Saldana, Sigourney Weaver oraz Kate Winslet i in.). To jest właściwy film, żeby powrócić rodzinnie do kin po pandemicznym kryzysie tego medium. Większość krytyków stwierdza, że powinno się ten film oglądać na największym możliwym dostępnym ekranie. Niektórzy podkreślają, że od czasów słynnego „Czarodzieja z Oz” (1939 r.) mamy po raz kolejny ucieleśnienie snów o cudownej immersyjnej podróży do świata „ponad tęczą”. Efekty specjalne filmów w 4D oraz efekty muzyczno-dźwiękowe Dolby Atmos wymagają także opuszczenia domu i pójścia do kina. Czy warto zainwestować swoje ponad trzy godziny i niemałe pieniądze? Moim zdaniem warto.

    Trailer „Avatar: The Way of Water (2022)” na YouTube

    Najłatwiej jest chwalić ten film za wspaniałe wizualne efekty specjalne, super zdjęcia wspaniałych, zwłaszcza podwodnych i morskich pejzaży (kręcone w Nowej Zelandii), nadzwyczajne użycie efektów 3 a nawet 4D (dodatkowe pchnięcia w plecy, mgiełki deszczu wodnego, podmuchy wystrzałów koło ucha, wstrząsy itd.), jak również łatwe zanurzenie się w wykreowanym świecie. Równie łatwo jednak także krytykować ten film za to, że jest chaotyczny narracyjnie, że nie ma pogłębionej kreacji bohaterów (bohaterowie są zbyt płascy, mało skomplikowani psychologicznie) i że słaby jest także przekaz dramaturgiczny. No i że sceny zwłaszcza końcowe za bardzo wydłużone zbytnio przypominają poprzedni hit produkcyjny Camerona, film Titanic.

    Gdybym chciał krytykować, to najmniej mnie przekonuje przekaz więzów krwi i kultu przodków, jednak etnograficzny pietyzm, z którym tworzy się wizualnie dwa plemiona (leśny lud i lud oceaniczny) na odległej Pandorze każe mi jednoznacznie przyklasnąć tej pięknej pochwale „natywnych ludów” i ich wiary w jedność z przyrodą. Najmniej przekonuje scena z leczeniem bohaterki chorej na coś w rodzaju epilepsji, jest to terapia magiczna, jak to bywało w okresie szamanizmu w różnych stronach świata na Ziemi. Poza tym ludzkość jest tutaj przedstawiona alegorycznie jako skonfliktowana, jednak natura tych konfliktów nie daje się zamknąć w łatwej alegorii nowoczesnej chciwości i pierwotnej, natywnej naiwności.

    Najbardziej interesuje mnie to, że film nie daje się jednoznacznie zaklasyfikować gatunkowo. Jak pisze recenzent NYT: już pierwszy „Avatar” „został osadzony w fantastycznym świecie zamieszkałym przez uduchowione niebieskie istoty dwunożne, ale nie był to dokładnie ani wyłącznie film science fiction. To był [także] rewizjonistyczny western, ekologiczna bajka, post-wietnamska alegoria polityczna – opowieść o romansie, męstwie i zemście ze śladami Homera, Jamesa Fenimore’a Coopera i „Star Treka” w swoim DNA.” Wszystko to dotyczy również „Istoty wody”, tyle że historia przenosi się z lasów Pandory na rafy i morza. Biblijny motyw nawet odnajdziemy w olbrzymich stworach przypominających nieco wieloryby. Nazywane są tulkun, szczególnie istotny jest Payakan, który nawet „połyka” młodego bohatera Lo’aka, żeby wtajemniczyć go w tajemną wiedzę o swojej przeszłości (ten wątek przypomina oczywiście Jonasza, który spędził 3 dni w brzuchu wieloryba).

    I właściwie to tak nawet robi się z tego metafora: widz zanurzając się w ten świat, zanurza się jakby na trzy godziny w brzuch wieloryba i naprawdę nic więcej nie trzeba: fabuła jest niezwykle prosta (niektórzy nawet twierdziliby że prostacka), choć akcja dynamiczna. Innymi słowy ten film poza gatunkami już wymienionymi przypomina, zwłaszcza w wersji wzbogaconej 4D, grę komputerową z niesamowitą grafiką i wciągająca akcją.

    A że fabuła prosta? No cóż, Czarodziej z krainy Oz także miał prosta fabułę. Większość gier, w które grają nasze dzieci i nasi studenci nie ma skomplikowanych fabuł. Opowiadanie fabuł to sztuka, ale sztuką także jest wciąganie w wykreowany świat. To wciąganie Cameronowi i spółce się udało bardzo dobrze.

    Trailer Disneya Avatar: The Way of Water (2022)

    fot. autorstwa Steve Jurvetson (April 18, 2016, on flickr Sigourney Weaver in Avatar 2) (CC BY 2.0)

    Przeczytałem następujące recenzje:

    King, Darryn. „How ‘Avatar: The Way of Water’ Solved the Problem of Computer-Generated H2O”. The New York Times, 16 grudzień 2022, sekc. Movies.
    Scott, A. O. „‘Avatar: The Way of Water’ Review: Big Blue Marvel”. The New York Times, 14 grudzień 2022, sekc. Movies.
    Whitten, Sarah. „«Avatar: The Way of Water» Review Roundup: See It on the Biggest Screen Possible, Critics Say”. CNBC. Dostęp 18 grudzień 2022.
    Avatar: Istota wody | Film | 2022. Dostęp 18 grudzień 2022.
    Avatar: The Way of Water. Dostęp 18 grudzień 2022.
    Digital Trends. „Avatar: The Way of Water Review: Beautifully Basic”, 16 grudzień 2022.
    Kermode, Mark, i Observer film critic. „Avatar: The Way of Water Review – a Thunderously Underwhelming Damp Squib of a Return”. The Guardian, 18 grudzień 2022, sekc. Film.

    Tatarska, Anna. „Twórca Avatara i Titanica: Nie mogłem po prostu rzucić papierami i powiedzieć, że to koniec”. wyborcza.pl. Dostęp 18 grudzień 2022.

    DN.SE. „Så bra är nya storfilmen ”Avatar. The way of water””, 14 grudzień 2022.

    Eriksson, Karoline. „Avatars story imponerar inte nu heller”. Svenska Dagbladet, 15 grudzień 2022, sekc. Kultur/Film. 

  • Jutrzenka nadziei i lexmłoty na reformowanie

    Jutrzenka nadziei i lexmłoty na reformowanie

    Dwa razy jako obywatel pozostający w opozycji względem jawnego i bezwstydnego łamania prawa w Polsce poczułem niedawno sprawczość protestów: pierwszy raz kiedy wybrano mnie głosami senatorów RP na ławnika SN, drugi teraz, kiedy PAD zawetował Lex Czarnek. Wiem, wiem, komentatorzy mówią, że to część jakiejś strategii urzędującego Prezydenta, że to kawałek układanki. Ale nawet w takiej sytuacji protesty tysięcy obywatelek i obywateli, organizacji pozarządowych w tej sprawie dały nie tylko atmosferę powszechnej niezgody na ten centralistyczny knebel dla samorządów, rodziców i NGO-sów, ale także dostarczyły argumentów dla uzasadnienia pana Andrzeja Dudy.
    Ta spektakularna — już druga — porażka Przemysława Czarnka wpisuje się w szereg działań podjętych przez obywatelski sprzeciw: przypomnę, że tzw. pierwszy podręcznik do HiT, zatwierdzony z pominięciem wszystkich procedur przez tego ministra, także poniósł klęskę w szkołach po powszechnym odrzuceniu tego propagandowego gniota.

    Teraz należy zrozumieć, że Czarnkowi mentalnie najbliżej jest do Zbigniewa Ziobry.

    Ostatnia „inicjatywa” legislacyjna tego ministra ma nas cofnąć ni tylko do PRL, ale wprost do czasów przedoświeceniowych, jeśli nie wprost średniowiecznych. Proponuje się w tym „młocie na reformację” nie tylko karanie za krytykę jakichkolwiek oficjalnie uznanych Kościołów, ale i uprawomocnienie bezprawnych i nieetycznych zachowań ludzi religijnych wobec ludzi innego wyznania i ateistów. Przypomnę, że Konstytucja RP szanuje wolność sumienia wszystkich wyznań i religii tudzież ateistów.

    Nazwałem tę propozycję immunitetu dla katolików w Polsce „młotem na reformację”, bowiem gdyby dzisiaj Luter chciał przybić swoje tezy na drzwiach jakiegokolwiek Kościoła, albo na jakiejkolwiek tablicy ogłoszeniowej (bo taki to miało sens przed 505 laty w 1517 r.), to Czarnek i Ziobro natychmiast doprowadziliby go do aresztu. Gdyby na przykład powiedział swoje:

    Teza 82: Na przykład: dlaczego papież dla świętej miłości i dla cierpień, jakie dusze w czyśćcu ponoszą, dusz tych naraz nie wyzwoli z czyśćca; gdy tymczasem dla tak małej przyczyny, jaką jest budowa kościoła św. Piotra, za pieniądze tyle dusz wyzwala?

    Teza 86: Będąc bogatym ponad magnatów, czemu to papież nie za swoje własne pieniądze, lecz za pieniądze ubogich wiernych buduje kościół św. Piotra?

    Teoretycznie teza pierwsza mogłaby się ostać:

    Teza 1: Gdy Pan i Mistrz nasz Jezus Chrystus rzecze: „pokutujcie”, to chce, aby całe życie wiernych było nieustanną pokutą.

    Jednak kiedy przeczytaliby drugą, kazaliby aresztować…

    Teza 2: W żaden sposób nie można pod wyrazem „pokutujcie” rozumieć Sakramentu pokuty, to jest spowiedzi i zadośćuczynienia, które kapłan sprawuje.

    Ta władza Ziobrystów i Czarnkistów to kneblowanie inaczej myślących. To jest polityka antyzachodnia i antyeuropejska. Fundamentem kultury europejskiej od czasów oświecenia jest prawo do wolności słowa, włącznie z prawem do śmiechu i satyry.

    Przemysław Czarnek na pewno nie może czuć się dobrze z wetem Andrzeja Dudy. Ziobro na razie triumfował, kiedy śmiał się opozycji w oczy „odwołujecie mnie już 9. raz, gratuluję skuteczności!”.

    Problem tych panów polega na braku poczucia humoru. Napisałem, że Ziobro śmiał się w twarz, ale on chyba się nie śmieje i nie uśmiecha. Oni nie mają poczucia humoru. Dlatego nie znoszą inaczej myślących. Tylko czy na pewno chcemy oddać rząd dusz „czarnej sotni”? Andrzej Duda jakby chciał powiedzieć ostatnim ruchem weta, że nie. To budzi nadzieję przed chrześcijańskim świętem nadziei, Bożym Narodzeniem.

    Mickiewicz kończył swoją „Odę” tak:

    W krajach ludzkości jeszcze noc głucha,
    Żywioły chęci jeszcze są w wojnie…
    Oto miłość ogniem zionie,
    Wyjdzie z zamętu świat ducha!

    Młodość go pocznie na swojem łonie,
    A przyjaźń w wieczne skojarzy spojnie.
    Pryskają nieczułe lody,
    I przesądy, światło ćmiące…
    Witaj jutrzenko swobody,

    Zbawienia za tobą słońce!

    Witam słońce nadziei z nadzieją. Cieszę się chwilą. Lex Czarnek padł!

    Tekst zmieniony ukazał się w Gazecie Wyborczej 19 grudnia 2022 jako Prof. Jarosław Płuciennik: spektakularna porażka Przemysława Czarnka wpisuje się w obywatelski sprzeciw

  • Minister Czarnek walczy z mafią i jest sprawiedliwy?

    Minister Czarnek walczy z mafią i jest sprawiedliwy?

    Minister Czarnek działa w imię zasad sprawiedliwości społecznej i walczy z mafią. Tak twierdzi. Odważny, bo przeciwstawia się mafii. I sprawiedliwy. Jednym słowem: nowy superpolicjant, albo jakiś dzielny szeryf. Ale czy to jest właściwa funkcja dla ministra nauki i edukacji? Bycie naczelnym szeryfem?

    Ilustracja gangstera z porachunków mafijnych (fot. lic. Depositphotos)

    Przeczytałem z uwagą i troską o dzieci i przyszłe pokolenia studentów wywiad z Przemysławem Czarnkiem, dr. hab. nauk prawnych, urzędującego, konstytucyjnego ministra edukacji i nauki. (DGP 2.11.2022) I jestem przerażony. Wywiad najpierw dotyczy kwestii tzw. „lex Czarnek”, teraz wprowadzanego tylnymi drzwiami jako projekt poselski. Dr nauk prawnych nie widzi problemu w tym, że ważna społecznie ustawa będzie procedowana przez posłów z pominięciem między innymi wysłuchania społecznego zainteresowanych środowisk. (zresztą, nie pierwszy raz, bo od 2016 r. jesteśmy przyzwyczajani do tego)
    Ponadto dr nauk prawnych nazywa jakieś organizacje, które zresztą wprost wymienia nawet z nazwy: mafijnymi. Zapowiada walkę z tą mafia oświatową, jak to nazywa. Nie idą za tymi słowami żadne działania (nic o nich nie wiadomo), z punktu widzenia prawa przewidziane: zgłoszenie do prokuratury popełnienia przestępstwa czy też podejrzenie popełnienia tegoż. Jeśli Przemysław Czarnek jako obywatel wie coś na temat przestępstwa, powinien natychmiast zgłosić się do prokuratury. Tym bardziej jako urzędujący minister. Określenie „mafia” jest bardzo mocne, walczący z mafią we Włoszech tracili swoje życie w latach 70-tych. Noblesse oblige, panie ministrze, jeśli powiedziało się A, trzeba powiedzieć B. Kiedy zgłoszenie w prokuraturze?

    Marginalne jest w tym kontekście to, że dr hab. nauk prawnych nie widzi naruszenia parlamentarnych zasad w puszczaniu ciągle swoich pomysłów jako pomysły poselskie.

    No i druga sprawa równie bulwersująca, sprawa rozdziału pieniędzy publicznych w postępowaniach konkursowych bez jasnego regulaminu i bez możliwości jakiegokolwiek odwołania się. Olbrzymia większość środków publicznych została przydzielona organizacjom pozarządowym o prowiniencji wprost katolickiej bądź wręcz fundamentalistycznie katolickiej. Dr nauk prawnych nie widzi problemu, gdyż kieruje się sprawiedliwością społeczną, jak sam przyznaje po pytaniu dziennikarzy. I pyta, niby w zgodzie z Konstytucją, cóż jest złego, jeśli jakaś organizacja powołuje się na wartości chrześcijańskie.

    Dziennikarki DGW Paulina Nowosielska i Patrycja Otto pytają:

    Z programu „Inwestycje w oświacie” (60 mln trafiło już do 58 beneficjentów) zwycięsko wychodzą m.in.: diecezje gliwicka i siedlecka, Towarzystwo Salezjańskie, Stowarzyszenie Świętej Rodziny, Stowarzyszenie „Rodzina Polska”.

    Minister odpowiada:
    I jaki stawiają mi panie zarzut? Ze mamy reprezentację instytucji związanych z Kościołem katolickim. Co w tym złego? Czy jeśli jakaś organizacja, stowarzyszenie czy placówka odwołuje się wprost do wartości chrześcijańskich, miałaby wsparcia finansowego nie dostać? Z tego, co pamiętam, w poprzednich latach ewidentnie faworyzowano w przydziale publicznych środków organizacje reprezentujące poglądy dalece liberalne, lewicowe, i wtedy nikt nie robił z tego zarzutu.

    Działa więc pan w duchu sprawiedliwości dziejowej?

    Można to tak nazwać.”

    Odwołanie do wartości chrześcijańskich nie jest jedynym odwołaniem do aksjologii w konstytucji RP. Równie ważne jest np. równość względem prawa czy prawo do prawdziwego niezawisłego, niezależnego sądu. Sprawiedliwość społeczna jest ideologią zarówno kościoła katolickiego, jak i radykalnych utopijnych ruchów społecznych, między innymi marksizm-leninizm powoływał się kiedyś na sprawiedliwość społeczną w minionych czasach PRL. Bolszewicy też. Co prawda sprawiedliwość społeczna zapisana jest w polskim prawie, co więcej w Konstytucji RP, ale kontekst art. 2 naszej Konstytucji nie pozostawia wątpliwości, że owa sprawiedliwość ma się realizować zgodnie z prawem i demokracją. Krótki ten artykuł 2. brzmi: „Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej”. To wszystko. Tylko tyle i aż tyle. Demokracja i rządy prawa nakazują równe i transparentne traktowanie, a nie odwoływanie się do ideologii swojej organizacji wyznaniowej (w tym konkretnym przypadku, Kościoła Rzymsko-Katolickiego w Polsce).

    I jeszcze jedno: jeśli ktoś głosi np. jakieś wartości chrześcijańskie, a jednocześnie domaga się wykluczenia jakichś grup lub jednostek z życia społecznego, to przez samo to nazwanie się zasługuje na poważne traktowanie w konkursie o społeczne pieniądze? A jeśli monarchiści odwołujący się do wartości chrześcijańskich będą postulować obalenie demokracji, to także będą mogli dostać społeczne pieniądze? Wiem, że są w Polsce organizacje parafaszystowskie dostającego od tego rządu finansowanie, ale jeszcze nie w edukacji…

    W kontekście wywiadu pana dr hab. nauk prawnych uderza absolutnie marketingowy charakter wypowiedzi jednak w końcu prawnika: nie tylko nie zwraca on uwagi na znaczenie prawne swoich działań, ale wręcz wymusza konteksty semantyczne obce prawu: figura „szeryfa na Dzikim Zachodzie”, czy też „antyestabliszmentowego prokuratora walczącego z mafią”, to nie jest funkcja konstytucyjnego ministra. Minister nie może pleść wszystkiego, co mu ślina na język przyniesie. Podobnie jak nie może tego robić, choć z innym powodów, Prezes NBP. A w kontekście całości wypowiedzi jawi mi się ta sprawiedliwość społeczna jako jakaś wendetta mafijna jednych społeczności na drugich. Czy taka jest sprawiedliwość? Czy raczej nie powinna aby być bezstronna? Z zawiązanymi oczami? Tak jak przedstawia się ją w alegoriach i całkiem poważnych teoriach filozoficznych np. Johna Rawlsa? Ja tutaj widzę jedynie nienawistne, mściwe spojrzenie takiej sprawiedliwości. Dziwi mnie i martwi, że urzędujący minister i dr prawa posługuje się takimi standardami, także moralnymi.

    

    Symbol sprawiedliwości, prawa i porządku, bogini sprawiedliwości od starożytnej Temidy, z zawiązanymi oczami (fot. lic. Depositphotos)

    PS. 6 listopada wpis w zmienionej postaci ukazał się w Prof. Płuciennik: Minister Czarnek walczy z „mafią oświatową” i jest sprawiedliwy?

  • Dyskurs insynuacyjny Elona Muska i fake newsy

    Dyskurs insynuacyjny Elona Muska i fake newsy

    13 maja 2022, Elon Musk ogłosił wstrzymanie zakupu Twittera (lic. Depositphotos)

    Dyskurs insynuacyjny Elona Muska i fake newsy

    To jest podcast na ten temat. Możesz wysłuchać np. na Spotify

    Musk przejmuje kilka dni temu Twittera, mówi, że teraz zapanuje na nim wolność słowa, natychmiast rośnie aktywność antysemickich kont, zadowolenie wyraża Donald Trump. No a jeden z ostatnich ćwierknięć samego właściciela platformy jest bardzo typowym przykładem tworzenia fake-newsów i ich rozpowszechniania. Dziwię się wszystkim wpatrzonym jak w obrazek w kolejnego „geniusza” biznesu, innowatora, który myśli o Planecie B, na którą chce jak najszybciej zbiec ze zniszczonej Ziemi.

    Ale mnie dzisiaj głównie interesuje ten jego ćwierk, jego forma także retoryczna.

    Jak podaje The New York Times, jak również Dagens Nyheter i inne jakościowe media, w sobotę Hillary Clinton, była pierwsza dama i kandydatka Demokratów na prezydenta w 2016 r., opublikowała twitta atakującego republikanów za szerzenie „nienawiści i obłąkanych teorii spiskowych”, które wedle niej ośmieliły mężczyznę atakującego męża pani Pelosi, Paula w ubiegły piątek.

    W odpowiedzi na twitt Clinton, Musk napisał: „Istnieje jednak pewna możliwość, że w tej historii może być coś więcej niż widać na pierwszy rzut oka”, a następnie udostępnił link do artykułu w „Santa Monica Observer”. Ten artykuł z kolei twierdzi, że pan Pelosi był pijany i walczył z męską prostytutką.

    Twitt Elona Muska został później usunięty i nie było od razu jasne, kto go usunął.

    „Santa Monica Observer” jest czasopismem znanym z publikowania fałszywych wiadomości. Na przykład w 2016 r. twierdziło ono, że Hillary Clinton zmarła i że wysłano dublera na debatę z kontrkandydatem prezydenckim Donaldem Trumpem.

    Warto wspomnieć, że twitt o spiskowych teoriach dziejów będących źródłem nienawiści w odniesieniu do Pelosich autorstwa Hilary Clinton miał podstawy w poszlakach ze sprawy: sprawca schwytany przez policję faktycznie zbierał na swoich stronach różne teorie spiskowe związane z tzw. Q-Anon.

    Warto także dodać, że Santa Monica Observer sugerowało w duchu przeciwników ludzi LGBTQ+, że starszy mąż Pelosi walczył jakoby z męską prostytutką.

    Obrzydliwa jest ta forma, bardzo przypominająca wszelkiego typu insynuacje: „wiem, ale nie powiem”, „ta historia może mieć drugie dno”.

    Znana jest w retoryce klasycznej figura o nazwie „aposiopoesis”. Na przykład w „Królu Learze” mamy taką figurę:

    Nie, o wy jędze wyrodne! Odpłacę
    Wam tak, że cały świat — Nie wiem, co zrobię,
    Lecz ziemia zadrży na ów widok z trwogi! (Tłum. Barańczaka, akt II, sc. 4)

    Oczywiście całe tomy napisano o różnych „zamilknięciach”, sugerowaniu przez napomknięcie, ale w tym kontekście chodzi mi wyłącznie o aposiopoesis insynuacyjne (insynuacja to «niezgodne z prawdą przypisywanie lub wmawianie komuś pewnych postępków, myśli bądź intencji»).

    Inny przykład można podać z hipotetycznego przebiegu procesu sądowego, w trakcie którego oskarżyciel mówi:

    „Po tym, jak podejrzany… Cóż, przeczytaliście Państwo wszyscy dokumenty sądowe. Po dokonaniu się haniebnej zbrodni podejrzany uciekł z miejsca.”

    W tym fragmencie zamilknięcie odwołuje się do tekstów innych, po to, żeby wprost oskarżyć podejrzanego.

    Elon Musk wycofał twitt, ale cała sprawa została. Insynuacja pozostaje. Była ona piętrowa, aż pięciokrotnie schowana:

    1) skrytka 1. aposiopesis w ćwierku: „może być coś więcej w tej historii”; dodatkowo wyrażono tę skrytkę bardzo delikatnie i bezosobowo: „istnieje możliwość”;
    2) skrytka 2. intertekstu w hiperlinku: odniesienie intertekstualne w postaci hiperlinku, mówi tyle, że „jak chcecie, to zobaczcie sami w tekście, do którego odsyłam”;
    3) skrytka 3. przekreślenia: „No dobrze skasowałem twitt”; takim sposobem odwoływania — przekreśleniem tekstu — posługiwali się w teorii dekonstrukcjoniści, w dobrej intencji, ale tworzyło to rodzaj aury sugestywności;
    4) skrytka 4. pogłoski: wiadomość nieoficjalne głosi, że „do końca nie wiadomo, kto skasował twitt”.
    5) skrytka 5. żartobliwego odwrócenia, które może być nieskrywaną agresją: następnego dnia pojawił się twitt, w którym Musk pisze: „To jest fałsz – nie napisałem na Twitterze linku do The New York Times!” Jako komentarz do zdjęcia strony NYT z nagłówkiem: Elon Musk w twicie udostępnił link do strony znanej z publikowania fałszywych wiadomości.

    Tak czy owak obrzydliwe. Insynuacyjny tok mówienia przez aposiopesis jest specjalnością w Polsce Jarosława Kaczyńskiego. Porównanie pochlebne dla samego Kaczyńskiego, jednak fatalnie pokazujące metody najbogatszego mieszkańca naszej planety, twórcy Tesli, SpaceX, PayPala i Twittera. (Faktycznie jest drugim najbogatszym człowiekiem na ziemi)

  • Potrzeba czułości i „Spalający się Bramin”

    Potrzeba czułości i „Spalający się Bramin”

    Poetka urodzona w Łodzi, Anna Pogonowska (1922-2005), studentka mi.in. Stefanii Skwarczyńskiej, jednej z fundatorek Uniwersytetu Łódzkiego, założycielek czasopisma Zagadnienia Rodzajów Literackich, napisała wiersz:

    Portret poetki Joanny Pogonowskiej, autorki m.in. wiersza „Spalający się Bramin” (1972) (źródło Wikimedia Commons)

    Spalający się Bramin

    to nie ciało
    on chciał żeby to nie było ciało
    chociaż zwęglonym opada ciężarem
    widzimy dotykamy
    nie jego ciało
    słyszymy
    szmer
    nie prochu

    (źródło: z tomu Wizerunek, WL, Kraków 1973. Prwd. „Literatura” 1972:3, cyt. za Grzegorz Ziółkowski, Okrutny teatr samospaleń. Protesty samobójcze w ogniu i ich echa w kulturze współczesnej, s. WN UAM, Poznań 2008, s. 216)

    O wrażliwości Pogonowskiej pisał bardzo ładnie Bronisław Maj

    „Poezja Pogonowskiej zagarnia w swoje granice rozległy obszar wrażliwości i wiedzy, zawarty między wyprowadzoną z migawkowego doznania – refleksją, a uniwersalizująca diagnozą kulturową; między rzeźbami chmur i piany a trwałym artystycznym modelem; między cierpieniem i lękiem, a radością i zachwytem. Jest poezją pełną.” (Bronisław Maj, „Tygodnik Powszechny”,1978, nr 12) (cyt. za Culture.pl)

    Dzisiaj mija 5 lat od aktu Piotra Szczęsnego, „szarego człowieka”, który podpalił się w Warszawie w proteście przeciwko łamaniu praworządności w Polsce. Tragedia, ale i memento. „to nie ciało/ on chciał żeby to nie było ciało”.

    Potrzeba nam dzisiaj takiej czułości, o której pisze Maj w relacji do Pogonowskiej, żeby ogarnąć tę tragedię człowieka.

    Rzeźba Jana Palacha autorstwa Olbrama Zoubka, który spalił się 16. stycznia 1969 r. w proteście przeciwko najazdowi wojsk tzw. Układu Warszawskiego pod wodzą ZSRR. (fot. własna Jarosław Płuciennik, 2018)

    PS. 19 października 2022 zmieniony tekst ukazał się w GW jako „Potrzeba czułości. W piątą rocznicę samopodpalenia Piotra Szczęsnego, „szarego człowieka”

  • Nowy artykuł: Kultura, retrotopia, tylda

    Nowy artykuł: Kultura, retrotopia, tylda

    Płuciennik, Jarosław, i Paulina Sikora-Krizhevska. ‘Kultura, retrotopia, „tylda”. I co z tego wynika w kontekście wojny Rosji z Ukrainą’. Zagadnienia Rodzajów Literackich LXV, no. 1 (141) (15 October 2022): 105–14. https://doi.org/10.26485/ZRL/2022/65.1/10.

  • „Ratunku! Niemcy mnie biją” 2.0

    „Ratunku! Niemcy mnie biją” 2.0

    Głośno w swoim czasie było o słynnej scenie wyprowadzania tzw. „Premiera z Krakowa”, czyli Jana Marii Rokity z samolotu Lufthansy w lutym 2009 r. Krzyczał wtedy: „ratujcie! Niemcy mnie biją!”. (internet pełen jest amatorskich nagrań dźwiękowych tego wydarzenia)

    Ostatnio, 13 lat od tej słynnej, wiralowej sceny, karierę iście memową robi opowieść Jarosława Kaczyńskiego o tym, jak to z pociągu Deutsche Bahn z wagonu I klasy wypraszano polskich eurodeputowanych: „przeszedł jakiś Niemiec i stwierdził, o! Polacy, jak to Polacy w I klasie?! I ich wyprowadzili…” (streszczam tutaj te opowieść, chyba dobrze znaną czytelnikom)

    Ta scena została wpisana w antyniemiecką i antyeuropejską dużą narrację Jarosława Kaczyńskiego: koniec z bycia traktowanym jak obywatele drugiej kategorii, nasi eurodeputowani są poniżani przez Niemca! Innymi słowy: „Niemcy nas biją!”

    Przypomnę zatem, że Jan Maria Rokita musiał zapłacić kilka tysięcy euro za zakłócanie porządku publicznego swoimi krzykami, a cała sprawa też dotyczyła klasy wyższej: jak tłumaczyła małżonka Jana Marii, Nelly Rokita, jej mąż chciał zadbać o swój płaszcz i przeniósł go do schowka w klasie biznesowej. Załoga Lufthansy — niemieckiego, nawykłego do porządku przewoźnika — nie chciała kłopotów ze strony tych, co zapłacili ekstra pieniądze za klasę wyższą, dlatego nie zezwoliła na przesunięcie płaszcza Rokity. Wywiązała się pyskówka i w jej wyniku wyproszono Rokitę z samolotu. Nie chciał go opuścić i właśnie wtedy zaczął krzyczeć: Ratunku, Niemcy mnie biją!

    Do dzisiaj Rokita nie może się pozbierać z wizerunkowej katastrofy… skończył się jako polityk, tak jak słynny Gabriel Janowski po „podskakiwaniu” w Sejmie.

    Dzisiaj Jarosław Kaczyński sięga jakby do podobnej retoryki, tyle że ofiarami są inni, dlatego przekaz nie jest tak kompromitujący. Jednak adresat tej opowieści jest ten sam: człowiek z kompleksami, który czuje się gorszy zagranicą, albo który zagranicą w ogóle nie bywa, dla którego takie „ratujcie, Niemcy nas biją” odgrzeje stare resentymenty, wedle których Niemcy to zawsze agresorzy.

    Na nic tłumaczenia i na nic fakty: jak podają dziennikarze Wirtualnej Polski, problem jest w sposobie czytania biletów zagranicą zakupionych w serwisach polskich PKP. Serwisy te nie przewidują po prostu odczytów „zagranicznych”, dlatego konduktorzy niemieccy mogą faktycznie wypraszać Polaków z I klasy, ale nie dlatego, że są Polakami, tylko dlatego, że PKP o swoich klientów słabo dba.

    Cała ta sprawa przypomina mi słynne opowiadanie Sławomira Mrożka z jakże miłego i owocnego roku 1968. Opowiadanie nosi obce imię „Moniza Clavier”:

    „– O tu! – krzyknąłem, szeroko otwierając jamę ustną i wskazując palcem na zęby trzonowe. – O tu, wybili, panie, za wolność wybili!

    Nastąpiło zamieszanie. Ucichli, patrzyli na mnie, nie mogąc zrozumieć, o co mi chodzi. A przecież chciałem tylko uprzytomnić im w sposób jasny i przystępny, niejako poglądowy, cierpienia mojego narodu. To, że najwidoczniej nie doceniali martyrologii, bardzo mnie rozgniewało.”

    Zrzut ekranu z portalu Culture.pl przedstawiający scenę wyprowadzania bohatera odgrywanego w spektaklu przez genialnego Wojciecha Siemiona.

    Jarosław Kaczyński nie jest geniuszem, jest sprytnym, cwanym lisem, który próbuje apelować do słabo wykształconych, zakompleksionych odbiorców. Świadczą o tym jego ostatnie anegdotyczne opowieści, to nie są — jak chą widzieć niektórzy — opowieści stetryczałego dziadunia, to są historie mające trafiać do umysłów właśnie tak profilowanych. Nie można zakładać, że mu się w głowie tak pomieszało, że opowiada jakieś banialuki o przemianie w zaczarowanej podróży statkiem węgla sortowanego w niesortowany i odwrotnie… Ta historia to też świadomy zabieg. Ale z genialności nie wynika. Ze sprytu i cwaniactwa.

    O tu, wybili, panie, za wolność wybili!

    PS. 8 października zmieniony tekst opublikowała Gazeta Wyborcza jako: Kaczyński o cierpieniach polskiego narodu, czyli znów: „Ratujcie! Niemcy mnie biją!”

  • Królewski design i królewska troska

    Królewski design i królewska troska

    Dwa wydarzenia ostatnich tygodni mogą wydawać się zupełnie nieprzywiedlne do siebie: wstąpienie na tron Zjednoczonego Królestwa Charlesa III oraz debiut nowego iPhone’a 14. Jest jednak pewna inicjatywa sprzed trzech lat, która łączy te dwie różne przecież sprawy. Ta inicjatywa to Terra Carta. Powstała ona w 2019 roku dzięki księciu Walii oraz słynnemu — byłemu już — projektantowi Apple Johnowi Ive.

    Książę Walii Charles, obecnie król Charles III (fot. lic. Depositphotos)

     

    Johny Ive jest chyba historycznie najsłynniejszym od czasów Steve’a Jobsa projektantem Apple’a, który rozstał się niedawno z producentem Maców i AppleWatchów, i któremu ta firma zawdzięcza bardzo wiele wspaniałych produktów designu (np. iPhone). To właśnie jego wybrał Karol, książę Walii, dzisiejszy Charles III, aby zaprojektował pieczęć nazwaną jakże po królewsku – po łacinie – Terra Carta. Ta pieczęć z napisami po angielsku i po łacinie jest od 2021 znakiem rozpoznawczym projektu nagradzania wielkich przedsięwzięć światowych, które będą nie tylko dobre dla biznesu i właścicieli praw, ale także dobre dla —jakże umęczonej — naszej planety. To jest Inicjatywa Zrównoważonych Rynków. (Sustainable Markets Initiative)

    To są kopie pieczęci w różnym ujęciu ze strony projektu. Motylek widoczny na pieczęci na stronie jest poddany animacji

    Przy okazji tego projektu Ive w wywiadzie dla jednego z pism branżowych designu (Wallpaper) wyznaje, że słowem hasłem designu, którego nauczył się od Steve’a Jobsa jest — tak tutaj chodzi o design! — słowo „troska”: po angielsku „care”.

     

    Jakkolwiek można mieć krytyczny stosunek do idei monarchicznych i imperialistycznych, to inicjatywa księcia, a obecnie króla Karola III zasługuje na uwagę jako ROYAL SEAL OF APPROVAL, nie produktów wykonywanych dla dworu, ale dla planety. Dla harmonii natury, ludzi i planety… jak brzmi hasło wyryte na pieczęci w dwóch językach powszechnych ludzkości…

     

    Ive jest już uszlachcony i nosi dumnie od dekady order Knight Commander of the Order of the British Empire(KBE), teraz jest także królewskim designerem dla przemysłu i honorowym członkiem Królewskiej Akademii Inżynierii.

    Co prawda skala jego ostatniego projektu — ta pieczęć Terra Carta — nie wydaje się tak wielka jak iPhone, to na pewno zasługuje na uwagę w naszych uciemiężonych pandemią, wojnami i katastrofą klimatyczną czasach. Terra Carta, jak podkreślają ludzie związani z projektem, napisana jest językiem nowoczesnego zarządzania a dotyczy głównie obszarów „zielonych” inwestycji takich jak loty elektryczne czy bezemisyjne konstrukcje.

     

    Pieczęć Terra Carta jest wytworem laboratorium design’u the Royal College of Art, którego kanclerzem jest teraz Johny Ive.

     

    Bardzo mnie interesuje i intryguje ten najnowszy produkt Johny’ego Ive. Troska dotychczas kojarzyć się mogła z hasłami pielęgniarstwa, czy filozofii mieszczańskiej Heideggera (niem. Sorge), ale teraz może także skojarzyć się z troską — well — ostateczną — o naszą biedną planetę…

  • Wiersz na 1 września 2022

    Wiersz na 1 września 2022

    Dzisiaj opublikowałem w Gazecie Wyborczej wiersz Ellen Hinsey w moim tłumaczeniu. O wieku bezprawia. Zapraszam do lektury tutaj