Kategoria: Społeczeństwo i polityka

  • HiT wg Roszkowskiego, czyli ekskluzywna pogadanka wujcia dobra rada

    HiT wg Roszkowskiego, czyli ekskluzywna pogadanka wujcia dobra rada

    HiT wg Roszkowskiego, czyli ekskluzywna pogadanka wujcia dobra rada. Jedyny podręcznik na rynku dopuszczony na razie przez MEiN. Nauczyciele nie muszą używać podręczników. Czy powinni tego?

    Okładka książki, fot. JP.

    Tutaj bardzo krótko Co to jest (s)HiT i dlaczego jestem przeciwny — krótko

    Możesz tutaj odsłuchać podcast

    Książka dopuszczona przez ministerstwo Przemysława Czarnka do klas I liceum i technikum jako podręcznik jest ekskluzywna (na wyłączność) w sensie dosłownym: wydana przez wydawnictwo z nazwy bardzo ekskluzywne („Biały Kruk”) na dobrym, ekskluzywnym papierze, z kolorowymi ilustracjami dobrej jakości (choć większość w oryginale słabej rozdzielczości, bo to przecież historia). Te 512 stron kosztuje — bagatela — niecałe pięć dych, a z wysyłką, sześć… (50-60 PLN).

    Jest także ekskluzywna, bo wszyscy profesorowie, którzy byli związani z nią (jako konsultanci naukowi i metodyczni, w sumie pięciu) poza samym autorem, Wojciechem Roszkowskim (m.in. promotorem doktoratu Jarosława Gowina) są z IPN. Jedyny „ekspert” językowy, powołany w drugiej instancji, bo pierwsza opinia językowa była negatywna, to mgr Klemens Stróżyński. Bliżej nieznany. Pewna część ekspertów wywodzi się także z tej samej instytucji, co Autor: z Polskiej Akademii Nauk w Warszawie. Z innych instytutów, ale z tego samego ośrodka naukowego. Dla wielu oznacza to tzw. konflikt interesów, którego należy unikać.

    Ostatnio rzuciła się wielu ludziom w Polsce w oczy jeszcze jedna inna ekskluzywność tej książki Roszkowskiego: wyklucza ona (z łac. excludere „wyłączać”) z kręgu dzieci kochanych wszystkie, które pochodzą „z laboratoryjnej hodowli”, żeby nie powiedzieć wprost „z próbówki”.

    Ja bym jednak dorzucił, że ta książka wyklucza ze społeczeństwa polskiego znacznie więcej pełnoprawnych obywateli Polski: ateistów, wyznawców innych Kościołów i religii poza polską odmianą Kościoła Rzymsko-Katolickiego, zwolenników równouprawnienia płci, czarnych (czarni związani z Black Matters są „Murzynami”, którzy „często są rasistami”), słuchaczy i fanów Beatlesów, uczniów Tadeusza Kotarbińskiego („ateista” i „czołowy Budowniczy Polski Ludowej”), egzystencjaliści (zezowaty Jean Paul Sartre), marksiści (za jego zwolennika uchodzi także Jean-Claude Juncker, przemawiający na zdjęciu z 2018 roku (tak!) w katolickiej katedrze w Trewirze na obchodach 200-lecia urodzin „ateistycznego filozofa”)…

    Przykłady wykluczeń pełnoprawnych obywateli Polski można naprawdę mnożyć. Autor chyba nie wie, co to Konstytucja RP. Uczeń też się nie dowie. Jak nie dowie się, co to pluralizm mediów.

    Nowy podręcznik? Czy aby na pewno to podręcznik?
    Przykładowa ilustracja w książce z rozdziału pt. Demokracja, dialog i populizm. (s. 248-249) Populizm charakteryzuje się w tym rozdziale jako pozytywne zjawisko, antyelitarystyczne

    Wojciecha Roszkowskiego pamiętam jeszcze jako student, na pierwszym roku w akademiku czytałem jego — wtedy nielegalną i wydaną pod pseudonimem Andrzeja Alberta — historię polski wyprodukowaną w samizdacie, na powielaczowym papierze, bez ilustracji, a drukiem przypominającym maszynę do pisania. Wolałbym zachować o nim pamięć właśnie tak. Potem stał się aktywnym politykiem i do dzisiaj takim pozostał, mimo że nie jest już posłem.

    Na kuriozum zakrawa fakt uwyraźnionej we wstępie intencji przekonania młodego czytelnika i nauczyciela (chyba, bo ten wstęp nie ma autora i adresata wymienionego wprost), że mamy do czynienia z nowoczesnym podręcznikiem: bo „powstał przede wszystkim z myślą o holistycznym podejściu do ucznia”. Może to jest prawda, mógł powstać z myślą o „holistycznym podejściu”, ale nie o samym uczniu. Tenże uczeń jest przez Autora traktowany z góry, praktycznie nie istnieje jako podmiot samodzielnie myślący i czujący, ma być urabiany przez „mniemanologię stosowaną” wujka dobra rada, który prowadzi swój wykład, a nawet coś w rodzaju pogadanki. Jej autor rzuca od czasu do czasu jakieś swoje dość idiosynkratyczne skojarzenia w postaci albo zdjęć, albo karykatur, często wywodzących się ze współczesności. To nie jest gatunkowo podręcznik, to pogadanka poglądowa, bo podręcznik powinien mieć jasno oddzielone fragmenty definicyjne (słownik!), faktograficzne (daty i nazwiska) od interpretacji możliwych (różnych, nie tylko jednej). Holistycznego podejścia nie widzę. Uczeń nie ma żadnego wyboru, bo wykład jest mętny i zawirowany.

    Na uwagę zasługuje także fakt, że autor wstępu próbuje mącić, kiedy stwierdza: „Nowoczesne sposoby nauczania już dawno odeszły od humboldtowskiego stylu lekcji frontalnej na rzecz współpracy z uczeniem w celu ewolucji wiedzy z równoczesną możliwością podjęcia debaty opartej na znajomości faktów.” (9) Humboldt w grobie musi się przewracać, jeśli dochodzi do niego, że „pruski dryl w szkole”, oraz „wykładania prawd od tablicy” są tożsame w niektórych pismach z jego szczytnym ideałem Bildung, (samo)kształcenia samodzielnego człowieka, tak jak u polskich filomatów i filaretów.

    Pytania wyodrębnione na końcu (nierównych i nieproporcjonalnych) rozdziałów są pseudopytaniami, nie zachęcają do dyskusji, debaty czy — nie daj Boże — krytyki… Literatura uzupełniająca to obowiązkowo bardzo naukowe opracowania, których często obawiałbym się polecić nawet studentom (bo za trudne), ale nade wszystko to wcześniejsze publikacje naukowe Wojciecha Roszkowskiego. Jego książki z przypisami, sprawdziłem — są pod każdym rozdziałem. Być może są tam dlatego, żeby uniknąć łatwego zarzutu skierowanego przeciwko Autorowi — powielania swoich pism; a już teraz na Twitterze pojawiły się anonimowe doniesienia o autoplagiatach Roszkowskiego.

    Układ nie jest klarowny, jest linearny, niby chronologiczny, a narracyjność polega na subiektywnych skojarzeniach autora pogadanki. To nie jest narracja na poziomie Timothy Snydera, Normana Daviesa, czy Pawła Jasienicy, w którym rozczytywałem się w liceum. Obecnie jako historyka idei nowoczesności uderza mnie także np. pojęcie ideologii używane przez Autora „HiT”, uderza użycie czysto polityczne, nie-techniczne, a do takiego jestem przyzwyczajony. Cytuję wiernie Roszkowskiego: „Wśród najbardziej popularnych obecnie ideologii politycznych należy scharakteryzować socjalizm, liberalizm, feminizm i ideologię gender, współczesną chadecję, czyli chrześcijańską demokrację, której nie należy jednak utożsamiać z chadecją sprzed lat 40 i więcej.” (19) Czy z tego wynika, że nie ma np. ideologii ultrakatolickiej? Albo nazistowskiej dzisiaj? Neopogańskiej? Albo ideologii religijnych innego rodzaju? Ideologia jest pojęciem neutralnym, jedynie w retoryce politycznej funkcjonuje w ten sposób, jak w podręczniku Roszkowskiego. Jeszcze jeden dowód, że nie jest to podręcznik i nie powinien trafić do szkół. Najważniejsze użycia krytyczne ideologii w literaturze przedmiotu można odnaleźć w odniesieniu do ideologii prawicowych.  

    Jednak konserwatyści wedle Autora to „demokratyczne, sympatyczne miśki”: „Prawdziwi konserwatyści” mieli szczytne cele: „religia, demokracja, ograniczenie interwencji państwa w życie gospodarcze.” 

    Doprawdy? Nie ma monarchistów w Polsce wśród konserwatystów? Nie ma zwolenników supremacji człowieka nad naturą?  Nazizm niemiecki to „wina socjalistów i komunistów”. No i Fryderyka Nietzschego. No może Oswalda Spenglera. Nie konserwatystów. 

    Na poważnie: zrobię wszystko, żeby mój młodszy syn za dwa lata nie dostał się w łapy takiego edukatora, jednoznacznego propagandzisty obecnej władzy, nieobiektywnego matacza. Mój syn, ale także tysiące innych dzieci innych rodziców, dla których ważna jest przyszłość Polski i świata, muszą coś wiedzieć na temat współczesnego społeczeństwa globalnego, a nie dowiadywać się tylko o tym, że Polska była najbardziej poszkodowana w II wojnie światowej. I że najważniejsi są Żołnierze Wyklęci, Jan Paweł II i matka Teresa z Kalkuty. Jednoznacznie święta, bez szemranych interesów w banku watykańskim.

    Ten podręcznik to I tom. II tom w drodze. Tego drugiego już na pewno nie kupię. Szkoda lasów…

    PS. 18 sierpnia 2022 r. Inna wersja, bardziej rozbudowana tego wpisu ukazała się w Instytucie Obywatelskim

    Tutaj także program na ten temat z moim udziałem w TV TOYA.

  • Winy Niemców

    Winy Niemców

    Czy Niemcy odpracowali swoje winy? Czy uzasadnione jest jednanie się z nimi? 

    Posłuchaj rozmowy prof. Jarosława Płuciennika z prof. dr hab. Anną Wolff-Poweską, profesor em. UAM w Poznaniu. Podcast dostępny jest na YouTube i innych modcastowych platformach, np. Spotify. Linki poniżej:

    YouTube:

    Spotify:

  • Z kim Cię widzą, tak Cię piszą? Niewola bibliometryczna a wolność badań naukowych

    Z kim Cię widzą, tak Cię piszą? Niewola bibliometryczna a wolność badań naukowych

    Symboliczna reprezentacja ekonomii prestiżu (lic. Depositphotos)

    Dzisiaj krótki komentarz wakacyjny na temat publikacji Jacka Grove w Times Higher Education o „niewoli bibliometrycznej”.

    Dwa cytaty:

    „Kiedy w zeszłym miesiącu 350 organizacji z ponad 40 krajów podpisało nowe porozumienie zobowiązujące do oceny badań w oparciu o miary jakościowe, mogli mieć nadzieję, że zamykają rozdział epoki, w której prestiż czasopism, w których publikowani są naukowcy, był postrzegany jako główny arbiter sukcesu. Ale wydaje się, że „ciężko pozbyć się starych nawyków”, jak ujął to Mark Tweddle, starszy konsultant ds. Szkolnictwa wyższego w zespole konsultingowym THEs. Ankieta przeprowadzona wśród 10 000 naukowców wykazała, że większość z nich nadal ocenia się nawzajem na podstawie postrzeganej jakości ich cytowania, […]. Rzeczywiście, jest to najbardziej wpływowy czynnik poza osobistymi interakcjami z danym uczonym, przy czym prawie połowa respondentów twierdzi, że jest to ważne. Wyniki mogą zaskoczyć tych, którzy stoją za ciągłymi wysiłkami na rzecz zmniejszenia tak zwanej „ekonomii prestiżu” w publikacjach akademickich. Ale Tweddle mówi, że może to po prostu pokazywać, że potrzeba więcej czasu, zanim zmiany zaczną przynosić efekty. Na razie, jeśli chodzi o jakość akademicką, pozornie liczy się to, z kim jesteś widziany, a nie to, co robisz.”

    „Reputacja poszczególnych badaczy została wymieniona jako główny czynnik przez 11 procent naukowców, podczas gdy 2 procent wspomniało o ogólnej reputacji uniwersytetu badacza, chociaż odpowiednio 51 procent i 11 procent wymienia te czynniki jako jakoś ważne.”

    Trzeba mieć świadomość, że to badanie zamówiło THE, które stoi też za corocznym rankingiem uczelni wg THE.

    Trudno oczekiwać zmian w świadomości badaczy, jeśli większość naukowców w Europie pewnie nie słyszało o a-bibliometrycznym porozumieniu uczelni .

    Czy władze polskiej edukacji słyszały? Czy wyciągają jakieś wnioski? Póki co opublikowano niewiele znaczące dane z ewaluacji, które będą mieć kolosalne znaczenie dla wielu uczelni i instytutów, jeśli idzie o finanse. I co?

    Na temat ewaluacji polskiej nauki pisałem już tutaj

  • Siostry dżdżownice, wzniosłość natury i empatia naukowca

    Siostry dżdżownice, wzniosłość natury i empatia naukowca

    Darwin nazywał dżdżownice naszymi siostrami? Czy uwznioślał naturę? Posłuchaj rozmowy z laureatką Nagrody KNoK PAN im. Anny Zeidler-Janiszewskiej dr Justyną Schollenberger

    Spotkanie i rozmowa z Dr Justyną Schollenberger, kulturoznawczynią i filozofką z Uniwersytetu Warszawskiego, z Zakładu Antropologii Słowa Instytutu Kultury Polskiej.

     Autorka książki Stworzenia Darwina. O granicy człowiek-zwierzę (2020). 

    Laureatka Nagrody KNoK PAN im. Anny Zeidler-Janiszewskiej (2021).

    Rozmowę prowadzi prof. dr hab. Jarosław Płuciennik

    Realizacja dźwięku mgr Eliza Matusiak

    Nagranie w Studiu Wydziału Filologicznego Uniwersytetu Łódzkiego

    Podcast tutaj:

  • Oddźwięki życia i teatru Petera Brooka w Łodzi

    Oddźwięki życia i teatru Petera Brooka w Łodzi

    Rozmowy prof. Jarosława Płuciennika na temat spuścizny zmarłego kilka dni temu śp. Petera Brooka, genialnego twórcy teatralnego z Jolantą Sławińską-Ryszką (UŁ) i Tomaszem Rodowiczem (Teatr Chorea). Oboje znali Brooka i inspirowali się nim. Posłuchajcie:

  • Słownik ukrainizmów

    Słownik ukrainizmów

    wystawa w Miejskiej Galerii Sztuki Re:Medium w Łodzi 12.05-24.07.22,

    ul. Piotrkowska 113

    kuratorzy: Adriana Usarek, Michał Piernikowski

    Wystawa w ramach Łódź Design Festival

    Ciekawym i oryginalnym elementem wystawy są dekoracje wykonane przez Bovską, zawierające abstrakcyjne, florystyczne motywy w barwach flagi ukraińskiej, symbolizujące niebo, pokój i wolność (niebieski) oraz zboże, urodzaj i obfitość (żółty), jako że Ukraina zwana jest powszechnie spichlerzem Europy.

    Wśród zilustrowanych pojęć znalazły się te ogólnie znane z tekstów czy współczesnego języka mówionego, jak np. wataha, bohomaz, mereżka, step, ohyda, majdan, chmara, ale są i takie, których znaczenie nie jest już takie oczywiste dla każdego. Kto wie, cóż to takiego bandura, kureń, hopak? Czy powszechna jest wiedza o tym, że szarawary były w dawnych czasach elementem ludowego stroju ukraińskiego i umundurowania wojsk kozackich, albo że koromysło to drewniane nosidło do dźwigania na barkach ciężarów, zwykle wiader z wodą? Powyższe przykłady dowodzą, że zapożyczenia, powstałe w wyniku wielu przemian kulturowych, historycznych i obyczajowych, wzbogacają i ożywiają język, poszerzają jego możliwości jako narzędzia komunikacji, ekspresji i społecznej identyfikacji. Są także oznaką i potwierdzeniem istnienia kontaktów kulturowych ponad granicami krajów i języków. Należy zwrócić uwagę na wyjątkowy charakter tej edycji „Słownika”, który wynika z faktu, iż prezentowane na wystawie prace są dziełem grafików i ilustratorów pochodzących zarówno z Polski, jak i z Ukrainy. Ważne w tym projekcie jest także odwoływanie się artystów zarówno do doświadczania tych emocji, które towarzyszą każdemu człowiekowi w sytuacji zagrożenia, jak i tych, których doznajemy, gdy ogląda się przejawy okrutnej rzeczywistości z oddalenia.

    Jak widać, wiele pojęć ze „Słownika ukrainizmów” ma bogatą treść, w której zawarta jest interesująca historia. Dlatego wystawa adresowana jest do szerokiego grona odbiorców, którzy pragną poszerzyć swoją dotychczasową wiedzę na temat języka, kultury, tradycji i historii Ukrainy. 

     fragmenty tekstu do katalogu Adriana Usarek

  • Odpowiedzialność za wolność

    Odpowiedzialność za wolność

    Debata w Klubie Tygodnika Powszechnego prowadzona przez prof. Jarosława Płuciennika. Link do Maskacjusz
  • Elfka, delfin, cyberwywiadowczyni? Magda Szpecht

    Elfka, delfin, cyberwywiadowczyni? Magda Szpecht

    Magda Szpecht przy pracy w kwietniu 2022 r. Fot. Liubov Vorobiuk (zgoda MSz na udostępnienie z oznaczeniem autora)

    Elfka, delfin, cyberwywiadowczyni? Magda Szpecht i rozmowa z nią ponad półgodziny na temat drogi edukacyjnej reżyserki, dziennikarki i cyberwywiadowczyni. Trochę na temat jej ostatniej aktywności, trochę o inspiracjach lekturowych i kulturowych. W ponurym świecie, spotkanie z elfką… Fot. JP z wykorzystaniem zdjęcia autorstwa Liubov Vorobiuk, za zgodą właścicielki.

    Rozmowa w formie podcastu na Spotify:

    Podcast na Spotify powyżej

    Podcast na YouTube poniżej:

    #cyberwywiad #białywywiad #edukacja #dziennikarstwo #dziennikarstwoobywatelskie #reżyserkateatralna #magdaszpecht #ukraina #badaniacyfrowe

  • Broń jest sexy?

    Broń jest sexy?

    Dzisiaj (niedziela 12 czerwca) w wiadomościach słyszy się o marszach przeciwko powszechnemu dostępowi do broni w USA. Nie chcę pisać o broni, nie znam się na tym, chciałbym natomiast o randze nauki i argumentach naukowych.

    Możesz posłuchać podcastu tutaj

    W serwisie Spotify. Możesz także posłuchać na YOUTUBE:
    Broń jest sexy? To zależy dla kogo (lic. Depositphotos)

    Wiele w Polsce ostatnio jest głosów mających na celu zwiększenie ilości broni w posiadaniu obywateli. Jednym z ważnych, wydaje się, argumentów, jest wybuch wojny Rosji z Ukrainą. Ponoć mamy być bezpieczniejsi, jeśli broń będzie w każdym domu, gdyby Polskę najechali Rosjanie… takie argumenty przywodzą mi na myśl szarżę ułanów na czołgi przedstawioną w filmie „Lotna” Andrzeja Wajdy (legenda oparta na jednym fakcie historycznym: 10 września 1939 r. 4 szwadron 17 Pułku Ułanów Wielkopolskich zaatakował niewielką niemiecką grupę pancerną nad Mrogą). Śmieszność takiego myślenia jest oczywista w epoce najbardziej cyfrowo wspomaganej i technologicznie zaawansowanej wojny w Ukrainie.

    Jednak mnie uderza w tym wszystkim fakt pomijania w dyskusji naukowych argumentów, danych, którymi dysponujemy: w eksperckich wypowiedziach pojawia się na przykład twierdzenie oparte na takich danych – morderstwa i napady w Polsce z użyciem broni są dokonywane z bronią zakupioną nielegalnie, bez pozwolenia. Wnioskiem jest, że w Polsce legalny dostęp do broni jest dobrze regulowany.

    Politycy rzadko odwołują się do takich argumentów, do danych i badań.

    Najbardziej mnie jednak przekonuje sytuacja w USA. Ostatnio w Uvalde w stanie Texas 19 dzieci z podstawówki i dwoje nauczycieli straciło życie, bo jakiś młody człowiek zdecydował o strzelaninie ze strzelby… wcześniej w Buffalo 10 osób zostało zabitych w warzywniaku przez tzw. białego supremacystę, tj. zwolennika wyższości rasy białej nad innymi kolorami…

    Wstępniak odredakcyjny z ostatniego pisma popularnonaukowego pt. Scientific American — dodajmy: pisany z bólem przez redaktorów — jest jednoznaczny. Więcej broni nie hamuje przestępczości, co więcej, „Broń zabija każdego roku więcej dzieci niż wypadki samochodowe. [w USA] W ciągu roku od strzałów ginie więcej dzieci niż dyżurnych policjantów i czynnych żołnierzy”.

    „Do 2020 roku w wypadkach samochodowych zginęło około ośmiu na 100 000 osób. Około 10 na 100 000 osób zmarło z powodu obrażeń od broni.” I takie argumenty do mnie trafiają.

    Podobnie zresztą z innymi dyskusjami: Greta Thunberg przekonuje mnie nie dlatego, że jest młodą Pipi Pończoszanką (choć to skojarzenie dodaje jej uroku), ale dlatego, że jej głównym artykułowanym pragnieniem jest potraktowanie poważnie argumentacji 97-98% naukowców, ekspertów klimatycznych, którzy wykazują, że nadchodzi katastrofa klimatyczna.

    Nauka ma znaczenie polityczne. O czym najlepiej wiedzą młode Afganki, którym talibowie zakazują dostępu do niej. Nie dajmy wodzić się za nos rodzimym talibom fotografującym się z bronią. Takie argumenty to nie są argumenty, to propaganda.

  • Sokołowsko nie tylko Olgi Tokarczuk

    Sokołowsko nie tylko Olgi Tokarczuk

    Co wiesz o Sokołowsku? To miejsce akcji ostatniej powieści Noblistki Olgi Tokarczuk pt. Empuzjon (WL 2022). Ale to jest jedna z najsłynniejszych polskich miejscowości, inspiracja dla Czarodziejskiej Góry Tomasza Manna, ale także dla powieściopisarzy i pisarek polskich, np. Joanny Bator w „Gorzko, gorzko”. Prof. Płuciennik rozmawia na ten temat z prof. Ewą Kraskowską (UAM) oraz mgr Angeliką Siniarską-Tuszyńską. Osobiste wspomnienia, ciekawe anekdoty, dobre opowieści #empuzjon #olgatokarczuk #joannabator #gorzkogorzko #sokołowsko #ewakraskowska

    Podcast tutaj a Spotify

    albo na YouTube: