Kategoria: Literatura i kultura

  • ABBAtary na „czarodziejskiej górze”, albo ABBAtary lecą w kosmos…

    ABBAtary na „czarodziejskiej górze”, albo ABBAtary lecą w kosmos…

    ABBA wydała nowy album a jej awatary ruszają w trasę koncertową. Jakie ma to konsekwencje dla kulturoznawcy?

    Awatary jako pojęcie są już z nami od dawna (fot. lic. Depositphotos)

    Rośnie popularność nowego słowa: abbatary (po angielsku mogą państwo spotkać „Abbatars). Jest to złożenie pochodzące od dwóch słów: ABBA i awatar. ABBA to akronim od imion członków legendarnego zespołu szwedzkiego, który po 40 latach pragnie nas ponownie zaczarować, tak ja udało im się już całkiem niedawno w 1999 r. musicalem filmowym „Mamma Mia” z Meryl Streep w roli głównej. Ze słowem awatar wszyscy wydają się już oswojeni, bo niemal każdy ma konto na portalach społecznościowych, na których funkcjonuje takie właśnie określenie na nasze wizerunki, choć technicznie rzecz biorąc to technika Apple stworzyła ruszające się awatary dla wszystkich w swoim iOS. Tak czy owak, to że ABBATARY robią karierę jako słowo, zaś jako ludzie wystartowali w piątek w podróż kosmiczną, nie ulega wątpliwości. Album promowany przez koncerty ABBATARÓW w Londynie nosi tytuł nieco egzotycznej podróży, z francuska Voyage. Na okładce albumu składającego się tylko z 10 krótkich utworów widnieją bohaterowie w stylu kosmicznych podróżników z czujnikami na ubraniach imitującymi realne czujniki, którymi posługiwała się nowa technologia odwzorowywania w 3D ruchów ludzkiego ciała. W Londynie oprócz realnych 10 akompaniatorów wystąpią ABBATARY wzorowane na realnych ludziach ze zdjęć i filmów 1979 r. oraz realnych ludziach ponad siedemdziesięcioletnich, którzy maja nawyki ruchowe swoiste dla siebie.
    ABBA była innowacyjna w przeszłości, ale przecież nie ona wymyśliła estetykę błyszczącego disco, ani nie ona wymyśliła technikę compact disc, choć to właśnie muzycy ABBA pierwszą taką komercyjną płytkę wypuścili w 1981 („The Visitors”). Wcześniej pierwsi stosowali krótkie filmiki promocyjne, które dzisiaj nazwalibyśmy wideoklipami muzycznymi.
    Teraz też nie jest ABBA pierwsza w stosowaniu techniki hologramu: jak pisze w Svenska Dagbladet stale współpracujący z redakcją szwajcarski kulturoznawca z Lucerny, Thomas Steinfeld, śpiewaczka operowa Maria Callas i piosenkarka Whitney Houston, obie już zmarły, koncertowały już jako hologramy. Ta druga śpiewa obecnie w Las Vegas. Roy Orbison i Buddy Holly, również nieżyjący od wielu lat, w przyszłym roku wyruszą w trasę „Dreams”. Można powiedzieć, że osiągamy nową rzeczywistość wirtualną, o której marzy Mark Zuckerberg i przed którą przestrzegał wielokrotnie Jaron Lanier, autor takich książek jak „Dziesięć powodów, dla których powinieneś natychmiast usunąć swoje konta z mediów społecznościowych” (2018, pol. wyd. 2021), czy „Nie jesteś jakimś gadżetem” (ang. You ara not a gadget 2011) . Zuckerberg chcąc uciec przed problemami Facebooka wymyślił pojęcie Metauniwersum, choć wzbogaconą rzeczywistość już dawniej znaliśmy. Pandemia i erupcja cyfrowych zastosowań w zamknięciu wzmocniły ruch w stronę ucyfrowienia wszystkiego i — jak się okazuje — wszystkich. Bo nie ma dla mnie wątpliwości, że technika zastosowana przez ABBAtary dzisiaj zdemokratyzuje się i że wszyscy będą kiedyś mogli z niej skorzystać. Oczywiście za jakąś opłatą, najlepiej w subskrypcji.

    Awatar? (fot. lic. Depositphotos)


    Można się rozmarzyć, niczym Hans Castorp w „Czarodziejskiej górze” Thomasa Manna, który wciela się w czarodzieja, DJ-a serwującego muzykę z magicznego gramofonu, „harmonię dźwięków”, „dźwięki duchów”, jak nazywa to ustami Castorpa Thomas Mann. „Nie widział śpiewaków ani śpiewaczek, którym się przysłuchiwał. Ich powłoka ludzka przebywała gdzieś w Ameryce, Mediolanie, Wiedniu. Petersburgu. A niechże sobie tam przebywają, bo dali mu najlepszą swą cząstkę, swój głos… […]”.
    Mann ustami narratora opowiada o wzniosłych doświadczeniach bohatera, który odkrywa pod powłoką pieśni jej podstawę: „śmierć”.

    Nie ulega dla mnie wątpliwości, że dziewiąty album ABBA jest bardzo samoświadomy. Świadczy o tym nie tylko dialog między autorami cytowany w NYT: „Dla Anderssona wymyślanie nowego materiału Abby było mile widzianą zmianą. „Myślę, że praca tylko nad recyklingiem jest trochę nudna”, powiedział, nieumyślnie wywołując na powrót ich jedyną z Ulvaeusem niezgodność dnia – na temat jego doboru słów. Ty nazywasz to recyklingiem, ja nazywam to transcendentnym opowiadaniem historii – powiedział Ulvaeus. „Możesz się unieść, możesz robić rzeczy na innych platformach, czyli tym, czym jest „Voyage”: opowiada historię na innej platformie. Tym też jest „Mamma Mia!” – kontynuował, odnosząc się do musicalu. „To nie jest recykling”.

    O samoświadomości świadczy także zakończenie albumu piękną balladą, „Odą do wolności”, muzycznie pobrzmiewającą Czajkowskim i „Jeziorem łabędzim”:

    Jeśli kiedykolwiek napiszę moją
    Odę do wolności
    Będzie w prozie, która będzie ze mną dźwięczeć.
    To byłaby prosta
    Oda do wolności
    Nie pretensjonalna, ale z godnością
    Chciałbym myśleć, że wolność jest
    Czymś więcej niż tylko hasłem
    W wielkim i napuszonym języku
    Ody do wolności często pozostają nieusłyszane

    Jeśli kiedykolwiek napisałbym moją
    Odę do wolności
    Będąc uprzywilejowanym i rozpieszczanym przez kaprysy
    Wtedy obawiam się, że
    Byłbyś podejrzliwy
    Względem sprawy, której użyczam głosu
    Jest nieuchwytna i trudna do uchwycenia
    To ulotna rzecz

    Dlatego nie ma naprawdę wartej zapamiętania Ody do Wolności
    Chciałbym, żeby ktoś napisał Odę do wolności, którą wszyscy moglibyśmy zaśpiewać

    Mam mieszane uczucia względem ABBA i jej awatarów: z jednej strony przypominają mi dzieciństwo, koncert z 1976 r. w Studiu 2 w reżimowej TVP. Z drugiej, świetną Meryl Streep w Mamma mia. Ale ta podróż, którą sobie fundują, to wyniesienie w kosmos muzeum przypomina niestety Muzeum Figur Woskowych, o których Artur Schopenhauer pisał, że są skrajnym przeciwieństwem wzniosłości prawdziwej sztuki. Znacznie bardziej chyba do mnie przemawia Muzeum Niewinności Orhana Pamuka niż Muzeum Abby w Sztokholmie, choć na pewno, kiedy bym się tam znalazł, chciałbym je obejrzeć.
    Nie mogę zapomnieć zakończenia Czarodziejskiej góry — wcielenia do wojska Hansa Castorpa i wysłania go na front I wojny światowej. Zachwyty Castorpa nad gramofonem stały się dla niego fatalnym zauroczeniem. Odkrył dzięki nim śmierć…. Taka nostalgia jest także widoczna w całym przedsięwzięciu ABBAtarów… Przykro jest i niezręcznie to napisać, ale oni jakby żegnali się przed odlotem w kosmos. Tak kończy się pewien świat. Czy zaczyna nowy?

    Robot i planety (fot. lic. Depositphotos)

    Artykuł w innej wersji ukazał się 12 listopada w Gazecie Wyborczej jako „ABBAtary lecą w kosmos. Tak kończy się pewien świat. Czy zaczyna nowy?”

  • Mniemanologia stosowana i psychoanaliza „pożal się Boże” ministra Czarnka

    Mniemanologia stosowana i psychoanaliza „pożal się Boże” ministra Czarnka

    Starszy psychoanalityk… (fot. lic. Depositphotos)

    Jak podaje GW: „Przemysław Czarnek w rozmowie z Polskim Radiem 24 w Dzień Edukacji Narodowej uznał, że nie przychyli się do nauczycielskiego postulatu powiązania pensji ze średnim wynagrodzeniem krajowym.”

    Jednak nie ten aspekt — niebagatelny — chciałbym skomentować z okazji Dnia Edukacji Narodowej. Oburzyło mnie — tak! jestem prawdziwie oburzony — inne zdanie ministra:

    „Kiedy prowadzący zapytał ministra, w której dziesiątce w Europie umieściłby polski system edukacji, Czarnek stwierdził, że „na pierwszy miejscu”, choć przyznał, że inaczej mu nie wypada, „bo jesteśmy w dniu 14 października”, a on jest szefem resortu edukacji.”

    Takie publiczne przyznanie się do cynizmu jest dość oburzające. Jednak dalej jest jeszcze gorzej, bo Czarnek dodał, iż nawet gdyby chciał, toby nic innego nie powiedział, bo jesteśmy w czołówce. Zaś jako argument padło: „Zawsze mamy jakieś kompleksy w stosunku do innych, ja tych kompleksów nie mam.”

    Informuję Pana ministra, że jego kompleksy i generalnie jego życie psychiczne raczej mnie jako rodzica dwóch synów w wieku szkolnym mało obchodzą. Obchodzi mnie natomiast to, że jego rząd fatalnie radzi sobie z pandemią i szczepieniami wśród młodzieży. Choć moim zdaniem formacja pana ministra znana jest z tego właśnie zakompleksienia, tego poczucia niższości, no bo jeśli jakaś np. habilitacja jest ledwo ledwo przepchnięta, to można mieć jakieś kompleksy, prawda, panie ministrze? Albo jeśli jest się ministrem z jednym z najgorszych poparć społecznych, też można poczuć kompleksy. Albo jeśli trzeba samemu sobie podnosić punktację za publikacje poprzez gmeranie w systemie? Albo jeśli myli się intersubiektywne badania społeczne z mniemanologią stosowaną, to takie kompleksy są wręcz na miejscu. Szczytem perfidii propagandzisty rządowego jest stwierdzenie, że „matematyka pokazuje, że edukacja w Polsce jest na dużo wyższym poziomie niż w Finlandii nawet czy w Szwajcarii, czy w Holandii, więc ja tu kompleksów nie mam”. Na jakie to badania powołuje się Minister Czarnek? Na badanie PISA, które jego formacja zazwyczaj totalnie krytykuje i nie zwraca na nie uwagi? To badanie ostatnie z 2018 było badaniem ostatniego rocznika z gimnazjum zlikwidowanego przez min. Zalewską i rząd PiS. Jednak w tym badaniu PISA, na które przecież minister Czarnek się nie powołuje wprost (nie wymienia jego nazwy), także pod innymi względami polscy 15-latkowie radzili sobie w 2018 r. świetnie, stając na podium europejskim. Tylko że takie badania i inne trzeba czytać ze zrozumieniem… a nie wyciągać jak z rękawa pojedyncze fakty.

    Natomiast warto, kiedy patrzy się na Finlandię stwierdzić, że prestiż zawodu nauczyciela oraz wynagrodzenie jest kompletnie nieporównywalne. (jest nawet książka po. polsku Timothy D. Walkera pt. Fińskie dzieci uczą się najlepiej. Ze świetnym podtytułem: Co możemy zrobić, by nasze dzieci były szczęśliwsze, wierzyły w siebie i lubiły szkołę?

    Ale nie o to przecież chodzi, najważniejsze moim zdaniem i — najbardziej oburzające — że minister bazuje swoje wypowiedzi nie na badaniach intersubiektywnie weryfikowalnych, a na mniemanologii stosowanej oraz pseudopsychoanalizowaniu relacji międzykulturowych.

    A zupełnie na marginesie: polscy uczniowie, niestety, fatalnie radzą sobie z prawdziwymi problemami w życiu, a szkoła polska obecnie przygotowuje uczniów do posłuszeństwa systemowi i hipokryzji wszechpanującej, zamiast uczyć krytycznego myślenia, kreatywnego rozwiązywania problemów i współpracy w grupie, tudzież tolerancji względem inności. I lubienia świata, szkoły i ludzi. To są wyzwania współczesności i żadna matematyka, która na tak wysokim poziomie nauczania jak w Polsce nie jest może nikomu potrzebna, nie jest w stanie przykryć tych niedostatków cywilizacyjnych.

    Resentymenty względem światowych liderów edukacyjnych (np. Finlandii) przykrywane fałszywą pewnością siebie i pohukiwaniem, jacy to my jesteśmy wielcy… i to ma być dyskurs proponowany przez ministra edukacji? Mniemanologia stosowana zamiast oparcia dyskursu na wymiernych danych i badaniach? Do kogo ta mowa?

    PS. Wszystkim nauczycielom życzę dzisiaj poważania zawodu i wynagrodzenia nauczycieli fińskich! I radości życia…

    PS.2 Wpis ukazał się w GW 14.1021

  • Tolerancyjny, chrześcijański, gościnny kraj a Nagroda Nobla

    Tolerancyjny, chrześcijański, gościnny kraj a Nagroda Nobla

    PalFest – originally posted to Flickr as Abulrazak Gurnah on Hebron Panel

    Jak bardzo potrzebujemy języka polskiego, aby znów stał się słodyczą. A nie push-backiem i ujadającym policyjnym psem. 

    Kiedy słuchałem relacji bezpośredniej ze Sztokholmu sprzed drzwi Komitetu Noblowskiego, włączyłem oryginalny dźwięk, bo chciałem sprawdzić, jak dobrze będę rozumiał nowego sekretarza tego 18-osobowego gremium prof. Matsa Malma z Uniwersytetu w Göteborgu, ciekawy byłem jego głosu. Kiedy padło nazwisko tegorocznego laureata, myślałem, że nie rozumiem, bo niedobrze słyszę, pogłośniłem, ale nadal nie rozumiałem. W tym roku noblistą z literatury został pisarz oraz profesor literatury i postkolonializmu  Abdulrazak Gurnah. Nie znałem jego twórczości, jego nazwisko kiedyś przemknęło mi może jako nazwisko redaktora naukowego wielkiego tomiszcza pt. Cambridge Companion to Salman Rushdie, ważnego opracowania dla kogoś, kogo interesuje wolność słowa i wolność literatury. Muszę się przyznać, że w czwartek parę minut po 13:20 już wiedziałem, że w Polsce nie będę jedynym, który słabo twórczość uchodźcy z Zanzibaru i krytyka postkolonialnego zna i kojarzy — stwierdziłem z głupią satysfakcją, że nie przetłumaczono na polski ani jednej z jego 10 powieści. 

    Poszedłem na łatwiznę i sięgnąłem po jego krótkie anglojęzyczne opowiadanie pt. „Opowieść przybysza” opublikowane w zbiorowym tomie, pt. „Opowieści uchodźcze”. Tom ten został wydany 23 czerwca 2016 r. nakładem niezależnego wydawcy z Manchesteru „Comma Press”. „Refugee Tales” zawiera takie historie, jak: „Opowieść kierowcy ciężarówki” Cleave’a, „Opowieść o zatrzymanym” Ali Smith i „Opowieść cierpliwości” Patience Agbabi. Początek tego tomu bierze się z powstałej przed kilkoma laty organizacji charytatywnej dla uchodźców „Gatwick Detainees Welfare Group”, która wysyła wolontariuszy do dwóch „ośrodków detencyjnych” (obozów niezdefiniowanego aresztu) na lotnisku Gatwick, aby rozmawiać z setkami przetrzymywanych tam osób. I pomagać im.

    Czytam opowiadanie Noblisty:

    „Przyleciałem samolotem. Może to zabrzmieć dziwnie – w jaki inny sposób? Niektórzy szli. Wielu utonęło. Byli zdesperowani. Nie byłem zdesperowany, ale bardzo się bałem, bo bardzo rozgniewałam niektórych ludzi. Moim przestępstwem było powiedzenie dziewczynom, które uczęszczały do ​​mojej szkółki niedzielnej, że nie powinny zgadzać się na obrzezanie. Moja niedzielna szkoła miała być lekcją czytania i pisania, ale w każdy możliwy sposób przemycałem dobrą nowinę. Powiedziałem im, że obrzezanie to okaleczenie narządów płciowych oraz barbarzyńska i zacofana praktyka. Mężczyźni zmuszali do tego kobiety, żeby wiedziały, że są śmieciami. Prawdziwym zamiarem było zranienie ich, sparaliżowanie i kontrolowanie. Kiedy nadszedł dzień, w którym dziewczęta zgodziły się na cięcie, sześć z nich odmówiło. Nie było mnie tam, ale odkryłem, co wydarzyło się tej samej nocy, kiedy usłyszałem gniewne głosy na zewnątrz mojego domu, wzywające mnie, abym wyszedł i chcieli mi wlać za relacje z ich córkami. Była to wioska muzułmańska w kraju muzułmańskim i chociaż jestem ich rodakiem, jestem też chrześcijaninem, który został oskarżony o utrzymywanie relacji z ich córkami. Możesz sobie wyobrazić moje przerażenie.”

    Nie, nie zamierzam przekładać całości tego krótkiego opowiadania. Chciałem tylko dać posmak tego, czym są te akurat opowieści Guraha, choć temat uchodźctwa, pielgrzymowania powraca na kartach jego powieści wielokrotnie. (Tyle zdążyłem się zorientować) 

    Cały tom opowiadań otwiera coś na kształt poematu:

    „Ten prolog nie jest wierszem / Jest aktem powitania / Zapowiada on / Że ludzie, którzy są tu i teraz / Odrzucają warunki / Debaty kryminalizującej / Przemieszczanie się ludzi” – to jest fragment wiersza Davida Herda. „Aby zrobić z języka angielskiego słodycz… / Dlatego Chaucer opowiadał swoje historie. / Jak bardzo potrzebujemy angielskiego / Aby znów stać się słodkością.”

    Podczas tego specjalnego wydarzenia, po tym tomie wydano jeszcze trzy następny, choć podobne, bo wydarzenie powtarza się co roku: znani w United Kingdom pisarze czytają swoje opowieści na imprezach publicznych każdego wieczoru, w szczelnie zapełnionych salach, z opowieściami zebranymi przez Comma Press, o których mówi się, że oferują „rzadkie, intymne przebłyski niewypowiedzianego cierpienia”.

    Jednak ciekawa jest ta obecność tegorocznego Noblisty w tym tomie. No bo jakby temat uchodźctwa był niezwykle nabrzmiały w Europie w 2015, ale dzisiaj stał się też taki na wschodnich jej granicach, na granicach Unii Europejskiej z Białorusią i — pośrednio — Rosją. 

    Nauczyłem się dzięki Noblowi w tym roku, że istnieje luka w polskich słownikach terminów literackich, zapowiadam, że pracuję nad hasłem „tale”. J. A. Cuddon w „The Penguin Dictionary of Literary Terms and Literary Theory” (na mojej półce stoi  trzecie wydanie Penguin Books z 1992.) pisze na s. 954, że „tale” to

    „Narracja pisana (prozą lub wierszem) lub mówiona, w prozie prawie nie do odróżnienia od opowiadania (…). Jeśli jest różnica, to opowieść może sugeruje, że coś jest napisane zgodnie z brzmieniem kogoś mówiącego. Zazwyczaj temat opowieści jest dość prosty, ale sposób powiązania go może być złożony i kunsztowny. Wiele zależy od punktu widzenia pisarza. Można by chyba powiedzieć, że to rodzaj narracji, które R.L. Stevenson, Rudyard Kipling, W.W. Jacobs. Joseph Conrad, Somerset Maugham i William Faulkner lubili pisać i celowali w takich opowieściach, podczas gdy preferowane przez Henry’ego Jamesa. E.M. Forster, Aldous Huxley, Katherin Mansfield i Elizabeth Bowen to opowiadania. Jednak wszelkie takie klasyfikacje mogą być całkowicie mylące, a taki podział nie byłby użyteczny przy klasyfikowaniu krótszych dzieł Poego, Sakiego, Czechowa, Maupassanta i D.H. Lawrence’a czy kilkunastu innych pisarzy.”

    No więc wiem teraz, dzięki Abdulrazakowi Gurnahowi, że brakuje w języki polskim opracowania łączącego staroangielskie „tale” z innymi wręcz prasłowami takimi jak saga, skaz czy gawęda. Ale dzięki temu — sławnemu teraz — uchodźcy moi studenci ze storytellingu dowiedzą się także o tym, że podobne historie były w swahili, pierwszym, matczynym języku tegorocznego Laureata. Ten kontekst jest istotny dla opowiadań i powieści naszego Conrada. 

    Ale dowiedziałem się także, iż istnieje zbitka językowa „zatrzymanie na czas nieokreślony” (ang. indefinite detention). W Wielkiej Brytanii wspomniana już organizacja charytatywna, która wydała omawiany zbiór opowiadań: „Gatwick Detainees Welfare Group” walczy od 2015 r. z nielegalnym, łamiącym prawa człowieka zjawiskiem przetrzymywania w „miejscach zatrzymania” bez określenia czasu, a niekiedy trwa takie zatrzymanie przez wiele wiele długich lat, bez wyroku, bez procesu. Właściwie to taki nieustający proces…

    Pamiętajmy takie słowa: „opowieść”, to nie jest opowiadanie, „zatrzymanie na czas nieokreślony”, to nie jest zwykły areszt, to tortura, zaś „wypychanie” [ang. push-back, znane z polsko-białoruskiej granicy w 2021] to nie jest obrona granic i to nie jest patriotyzm. Bo wypychanie, to wpychanie do ciemnego lasu i na bagna. I szczucie psem policyjnym to nie jest obraz tolerancyjnego znanego z gościnności i publicznego rozmodlenia kraju. 

    I tak doszedłem do sedna: nagrody noblowskie pełnią niesamowicie cenną rolę edukacyjną i cywilizacyjną. 

    Jak bardzo potrzebujemy języka polskiego, aby znów stał się słodyczą. A nie push-backiem i ujadającym policyjnym psem.

    PS. Wpis zmieniony ukazał się 20 października 2021 w Więzi

  • Apokryf z Michałowa

    Apokryf z Michałowa

    na podstawie prawych i sprawiedliwych słów Pana

    Screen z portalu vnetexplorer

    Kiedy mężczyźni wstali, aby odejść, spojrzeli w dół na Sodomę, a Abraham szedł z nimi, aby zobaczyć ich w drodze. 

    Wtedy Pan rzekł: Czy mam ukryć przed Abrahamem to, co mam uczynić? Abraham na pewno stanie się narodem wielkim i potężnym, dumnym, a wszystkie narody ziemi będą przez niego błogosławione. Panie, czyń to, co słuszne i sprawiedliwe, aby Pan spełnił dla Abrahama to, co mu obiecał”.

    Wtedy Pan rzekł: „Krzyk przeciw Sodomie i Gomorze jest tak wielki, a ich grzech tak ciężki, że zstąpię i zobaczę, czy to, co uczynili, jest tak samo złe, jak krzyk, który mnie dosięgnął zza granicy. Jeśli nie, będę wiedział, co robić.”

    Mężczyźni przypominający aniołów odwrócili się i poszli do Sodomy, ale Abraham pozostał przed Panem. Wtedy Abraham podszedł do niego i powiedział: „Czy zniweczysz prawego tak samo jak niegodziwego? A jeśli w mieście jest pięćdziesięciu sprawiedliwych? Czy naprawdę zmieciesz te miejsca i nie oszczędzisz go ze względu na pięćdziesięciu sprawiedliwych, którzy się w nim znajdują?” 

    Pan powiedział: „Jeżeli znajdę w Sodomie pięćdziesięciu sprawiedliwych, przebaczę całemu miejscu ze względu na nich. Czy Ty sobie wyobrażasz, że ja jestem nikim? Ja jestem, który jestem, moje anielskie służby badające tożsamość i wiarygodność osób przebywających w ośrodkach strzeżonych zidentyfikowały dowody na działalność pedofilską oraz dowody zoofilii!”

    Wtedy Abraham odezwał się znowu: „No to przepraszam, że odważyłem się mówić do Pana, chociaż jestem tylko prochem i popiołem, ale co, jeśli liczba sprawiedliwych jest mniejsza niż pięćdziesięciu? Zniszczysz całe miasto z braku pięciu osób?”

    „Jeśli znajdę tam czterdzieści pięć osób sprawiedliwych”, powiedział, „nie zniszczę tego miejsca. Ale jednak moje anielskie służby zidentyfikowały również zdjęcia wskazujące na praktyki związane z zaburzeniami seksualnymi.”

    Jeszcze raz przemówił do niego Abraham: „A gdyby znalazło się tam tylko czterdziestu prawych i sprawiedliwych?”

    Powiedział Pan: „Ze względu na czterdziestu, nie zrobię tego. Ale jednak zabezpieczone przez anioły materiały wskazują, że wśród nich są narkomani, pedofile i zoofile. Część z tych osób, ogromna większość, są bohaterami tych zdjęć, oni sobie robili te zdjęcia.”

    Wtedy Abraham rzekł: «Niech Pan się nie gniewa i pozwoli mi mówić. A jeśli można tam znaleźć tylko trzydzieści osób sprawiedliwych?”

    Odpowiedział Pan: „Nie zrobię tego, jeśli znajdę tam trzydziestu. Ale miej na względzie, że był jeden, co zgwałcił krowę i chciał dostać się do Polski…” 

    Abraham rzekł tedy: „To w takim razie wybacz, kiedy znów odważyłem się mówić do Pana: a co by było, gdyby było tam tylko dwudziestu sprawiedliwych?”

    Powiedział: „Z powodu dwudziestu nie zniszczę go. Jednak sam popatrz, co oni mają w swoich komórkach… moje oko widzie wszystko. Także i to…”

    Potem Abraham rzekł: „Niech Pan się nie gniewa, ale pozwoli mi jeszcze raz przemówić. A jeśli można tam znaleźć tylko dziesięciu prawych i sprawiedliwych?”

    Odpowiedział: „Z powodu dziesięciu nie zniszczę tego miejsca”.

    Kiedy Pan skończył rozmawiać z Abrahamem, odszedł, a Abraham wrócił do domu. I zaczął bawić się ze swoimi dziećmi…

    Notował: Jarosław Płuciennik

    PS. W niedzielę 3 października apokryf został opublikowany jako Ewangelia z Michałowa na niedzielę. Co jeśli w Sodomie są narkomani, pedofile i zoofile?

  • Dewocje

    Dewocje

    Redakcja Zagadnień Rodzajów Literackich gościła 24 września dr Annę Ciarkowską, ostatnio autorkę powieści pt. Dewocje. Rozmowę prowadził redaktor naczelny prof. dr hab. Jarosław Płuciennik. Relacja poniżej:

  • Kryzys i katastrofa

    Kryzys i katastrofa

    Uwaga! Uwaga!



    Nowy numer Zagadnień Rodzajów Literackich (kliknij tutaj)


    Mam przyjemność współredagować z panią doktor Anną Barcz ten wyjątkowy zeszyt poświęcony kryzysowi i katastrofie w kulturze. 


    Wyjątkowo aktualny i zaangażowany w dzisiejszość zeszyt. 


    Sześć rozpraw naukowych, kilka esejów, materiały do słownika rodzajów literackich, dwie recenzje naukowe, a także wspaniała Interdyscyplinarna dyskusja na temat katastrofy i kryzysu.


    Mam przyjemność przedstawić zeszyt z wyjątkowymi autorami rozpraw oraz wyjątkowymi gośćmi panelu dyskusyjnego włącznie z prymaską Szwecji arcybuskupką Antje Jackelen, profesorem kognitywistyki Peterem Gardenforsem, Arne Melbergiem i innymi wybitnymi naukowcami. 


    Zapraszam do lektury całego zeszytu, jak i poszczególnych artykułów
  • Festiwalowa „Muzyka Ksiąg Jakubowych”

    Wczoraj uczestniczyłem w prapremierze Festiwalu Łódź Czterech Kultur

    Koncert fot. JP

    MUZYKA KSIĄG JAKUBOWYCH
    11 WRZEŚNIA, GODZ. 20.00
    KOŚCIÓŁ EWANGELICKO-AUGSBURSKI ŚW. MATEUSZA W ŁODZI, PIOTRKOWSKA 279/283

    Kłopotliwa jest sprawa określenia gatunku tego wydarzenia… jazzowa improwizacja? Klasyczna muzyka współczesna inspirowana wieloetnicznie? Felieton muzyczny inspirowany tekstem literackim? Pisze się o tym „fresk”, bo po prawdzie to także „światło i dźwięk” zwłaszcza w przepięknych murach Kościoła św. Mateusza w Łodzi.

    Wspaniałe, bliższe jazzowi Trio Bastarda, eleganckie i klasyczne Lutosławski Quartet, cudowna, wielobarwna i wieloskalowa śpiewaczka i kompozytorka Agata Zubel, świetny lutnista Mateusz Szemraj i Hubert Zemler, wirtuoz perkusji i różnych dzwonków…

    Przeżycie niezwykłe, odpowiednie dla Ksiąg Jakubowych Olgi Tokarczuk. Pełnych wielu narracji, wielu stylów i wielu melodii. Śpiew i muzyka goszczą często na kartach tej powieści, są jej duszą…

    Cytat: Wydawało mi się na dodatek, że rozwija się we mnie nowy zmysł, o którego istnieniu do tej pory nie wiedziałem. Niektórzy ludzie mają zmysł spraw nieziemskich, tak jak inni świetny węch, słuch czy smak. Czują subtelne poruszenia w wielkim, skomplikowanym ciele świata. A ponadto u niektórych z nich ów wewnętrzny wzrok jest tak dalece wyostrzony, że widzą, gdzie upadła iskra, dostrzegają jej blask w najbardziej nieprawdopodobnym miejscu. Im gorsze miejsce, tym iskra świeci bardziej rozpaczliwie, tym silniej migocze, a jej światło gorętsze jest i czystsze. Lecz są i tacy, którzy zmysłu tego nie mają, muszą więc ufać tylko pięciu pozostałym i do nich sprowadzają cały świat. I tak jak ślepy od urodzenia nie wie, co to światło, a głuchy – co to muzyka, jak pozbawiony węchu nie ma pojęcia, co to zapach kwiatów, tak i oni nie rozumieją tych mistycznych dusz i biorą ludzi nimi obdarzonych za wariatów, nawiedzonych, którzy sobie to wszystko z niezrozumiałych powodów wymyślają.
    PISANE PRZEZ NACHMANA SAMUELA BEN LEWIEGO, RABINA Z BUSKA

    Inny fragment:

    Od kiedy jednak zaczął towarzyszyć Jakubowi, coraz częściej spotyka go niezadowolony, karcący wzrok. Jakub nie lubi skrzypienia pióra. Kiedyś zajrzał mu przez ramię. Dobrze, że Nachman akurat robił rachunki. Jakub zażądał, żeby nie zapisywał tego, co on mówi. Nachman musiał go zapewnić, że tego nie zrobi. Lecz wciąż męczy go ta sprawa – dlaczego? – Jak to jest? – zapytał go kiedyś. – Przecież śpiewamy: „Daj mi mowę, daj mi język i słowa, abym mógł powiedzieć prawdę o Tobie”. A to jest z Hemdat Yamim. Jakub go skarcił: – Nie bądź głupi. Jeśli kto chce zdobyć twierdzę, ten nie może tego dokonać samym gadaniem, słowem ulotnym, ale musi tam pójść z wojskiem. Tak i my musimy działać, a nie mówić. Mało się to nasi dziadowie nagadali, naślęczeli nad pismem? Cóż im pomogło to gadanie i co z tego wynikło? Lepiej widzieć oczyma, niż mówić słowami. Nie potrzeba nam mądrali. Jak cię zobaczę, że piszesz, dam ci w łeb, żeby cię otrzeźwić.

    Wczoraj to wykonanie to było działanie… mistrzowski performans…

    https://www.4kultury.pl/project/muzyka-ksiag

  • Polskie Antygony

    Polskie Antygony

    Antygona autorstwa Nikiforos Lytras – http://www.hellenicaworld.com/Greece/Art/en/NikiforosLytrasAntigone.html el.wikipedia to Commons., Public Domain, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=3921262

    „Wyobraź sobie, że ona kupiła cmentarz…” „za własne pieniądze”. 

    „Normalnie, wariatka”.

    „To w Polsce można kupić cmentarz?”

    „Gmina wystawiła cmentarz za 2,5 tyś. zł. Pojawił się pewien inwestor spoza okolicy, który chciał rozebrać wszystkie pozostałe jeszcze szczątki pomników i sprzedać zagranicą z zyskiem materiał.”

    Wtedy przyszła ona, mieszkanka z okolic, polska Antygona, którą przyrzekła sobie, że nie odpuści. No i wygrała licytację, i kupiła cmentarz. 

    Nie, nie po to, żeby pogrzebać tam kogoś, tam już pogrzebanych było wielu. Tylko po to, żeby przez długie następne lata restaurować to miejsce za własne pieniądze, przy pomocy wolontariuszy, przy pomocy zrzutek i patronów. 

    Dzisiaj 10 września 2021 uczestniczyłem w uroczystości wręczenia Nagrody Kościoła im. Anny Wazówny, która została przyznana „Fundacji Anna” w Gostkowie przez Kościół Ewangelicko-Augsburski w Polsce. (po raz pierwszy tę prestiżową Nagrodę odbierała prymaska Szwecji Antje Jackelén w 2017 r. w jubileusz 500 lat Reformacji)

    Spotkanie odbyło się w Centrum Luterańskim w Warszawie na Miodowej. 

    Po powitaniu zebrani mieli przyjemność wysłuchania prof. SWPS dra Adama Bodnara, który już jako rzecznik praw obywatelskich, ustanawiający absolutnie najwyższe standardy dla tego urzędu, bronił m.in. praw obywatelskich do pamięci. (Zob. np. jego artykuł pt. Cmentarze to nasze dziedzictwo. Jeśli nie będziemy go chronić, skąd pewność, że i o nas nie zapomną?)

    Wspaniale, że przy tej uroczystej okazji prof. Bodnar pięknie mówił o Preambule polskiej Konstytucji, o kulturze, dziedzictwie narodowym, pojęciu narodu inkluzywnego, niewykluczającego oraz o edukacji. Wspomniał także pojęcie społeczeństwa obywatelskiego i tour de Konstytucja. Wykład był naprawdę niezwykle wciągający.

    Na zakończenie całego spotkania zabrał głos zwierzchnik luteran w Polsce bp Jerzy Samiec. Niewątpliwą zaletą jego wystąpienia było, oprócz szczerych podziękowań i gratulacji, nakreślenie szerszego historycznego kontekstu: uchodźstwa, wychodźstwa, wygnania, wojen i kryzysów także klimatycznego. Mnie nasunęła się myśl od dawna we mnie obecna, że „wszyscy jesteśmy pielgrzymami i możemy być uchodźcami”. To jest tylko kwestia perspektywy.

    Polska Antygona nie sprzeciwiła się królowi. Polska Antygona sprzeciwiła się wszechogarniającej chciwości, ale także po to, żeby podarować światu swoją energię, swoje pieniądze, swój czas i swoje umiejętności (jest księgową). Polska Antygona nie grzebała umarłych, ona o tych umarłych zadbała, dbając o miejsce pamięci. Tylko w ten sposób, oddolny i lokalny, buduje się społeczeństwo obywatelskie. Polska Antygona nie krzyczała: „powinno się zadbać o tych umarłych”, ona wzięła i zadbała.  

    Ale takich polskich Antygon jest więcej, jak o tym świadczy dyskusja panelowa na uroczystości moderowana przez dra hab. prof. ChAT Tadeusza Zielińskiego. Panelistami byli:

    – Angelika Babula, Fundacja Anna w Gostkowie

    – dr Olga Kich-Masłej, Katedra Ukrainoznawstwa Wydziału Studiów Międzynarodowych i Politycznych UJ

    – Maciej Lipiński, Fundacja Kamienie Niepamięci

    –  Agnieszka Nieradko, Komisja Rabiniczna ds. Cmentarzy

    W trakcie dyskusji głos zabierali m.in. Grażyna Staniszewska, była europosłanka, ale także działaczka opozycji solidarnościowej. 

    Spotkanie zatem było hołdem dla wszystkich, którzy dbają o to, co czasami niewidoczne dla oka, a co ma olbrzymi wpływ na kulturę. Polskie Antygony mówią nie, ale potrafią także tworzyć piękno: wystarczy odwiedzić Gostków (pow. wałbrzyski) i zobaczyć ich dzieło.

    W Łodzi mamy Stary Cmentarz i restaurowaną wiele lat Kaplicę Scheiblera, jak i wiele innych pomników przeszłości, nekropolia żydowska jest bodaj największa w Europie. W Łodzi także dbamy o przeszłych budowniczych tego miasta. Poznając cmentarze może poznawać naród nie tylko ten ginący w wojnach, ale także ten żyjący i umierający na co dzień.

    Dlatego wielki sprzeciw moralny czeka tych, którzy np. wbrew woli rodziny dokonują z powodów gry politycznej ekshumacji ofiary katastrofy lotniczej, jak miało to miejsce na Starym Cmentarzu w Łodzi 24 kwietnia 2018.

    Wiwat polskie Antygony!

    Pireaus, Greece, ANTIGONE municipal theater of Piraeus presented at the museum (fot. lic. Depositphotos)

    PS. Wpis zmieniony ukazał się jako artykuł w Gazecie Wyborczej 12.09.21 pt. Wiwat, polskie Antygony. Trzeba dbać o pamięć o dawnych mieszkańcach.

  • Prywatyzacja, sekciarstwo, partyjniactwo

    Prywatyzacja, sekciarstwo, partyjniactwo

    Gollum z Władcy pierścieni (fot. na lic. Depositphotos), swoisty symbol

    Opublikowano nowy sondaż Ibris na zlecenie Rzeczpospolitej. Na początku września (już po wybuchu sprawy uchodźców na granicy) IBRiS zapytał, jak Polacy oceniają działania premiera Morawieckiego oraz ministrów jego rządu.

    Tabela według badania Ibris z 1-2 września za dziennikiem „Rzeczpospolita” 7 września 2021 r.

    Przemysław Czarnek, Minister Edukacji i Nauki jest uważany za najgorszego członka tej ekipy obok takich person jak Jarosław Kaczyński, Zbigniew Ziobro i Jacek Sasin. Jednak źródła w Rzeczpospolitej, z której te badania Ibris pochodzi podają, że na odwołanie tych person nie ma żadnych szans. Raczej odejdą mało rozpoznawalni członkowie tego rządu.

    Może czas już zacząć walić w bębny głośniej? Czarnek jest czystym wcielonym złem jako minister edukacji, tak samo jak Ziobro czystym wcielonym złem jako Minister Sprawiedliwości. Obie te persony niszczą przestrzeń publiczną w Polsce. Czy Polacy pragną sprywatyzowanego, partyjnego sądu? Czy Polacy pragną sprywatyzowanej, partyjnej albo kościelnej edukacji w Polsce?

    Kilka lat temu, jakoś chyba około 2010 roku, miałem przedziwną dyskusję z bardzo młodym synem znajomych, wykształconym i inteligentnym nastolatkiem, który starał się prezentować skrajnie libertariańskie poglądy: wolność radykalna to np. także likwidacja wymiaru sprawiedliwości, państwo jest kompletnie niepotrzebnym balastem. Na moje pytanie, czy chciałby mieć prywatnym sędziów, odpowiedział: a dlaczego nie?

    Otóż „prywatni sędziowie” to jest przeciwieństwo idei sprawiedliwości rozumianej jako dążenie do bezstronnego badania rzeczywistości.

    Ta sama idea bezstronności przyświeca także badaniom naukowym i dociekaniom dziennikarskim. Ta idea jest także wiązana z trójpodziałem władz i tzw. systemem wzajemnej kontroli i równoważenia władz. Ta idea bezstronności (która w 100% zapewne jest nierealizowana) jest ideą regulatywną, która sprawiła, że narodziła się przestrzeń publiczna w postaci powszechnej edukacji, powszechnego systemu ochrony zdrowia, czy otwartych publicznych bibliotek i muzeów.

    Można krytykować Oświecenie za rozpędzone, węglem i ropą (paliwami kopalnymi) napędzane maszyny i fabryki niszczące środowisko nie tylko naturalne, ale akurat idea przestrzeni publicznej i związane z nią humanizm i humanitaryzm, tudzież tolerancja dla różnorodności to są sprawy niezwykle ważne nawet w dobie post-antropocenu, któremu humanizm daje podstawy. Humanizm mający także podstawy w wartościach ewangelicznych.

    Sprywatyzowanie wszystkiego, czy to w postaci libertariańskiej, czy sekciarskiej (partia albo Kościół) jest procesem szkodliwym. Jeśli wielu socjologów podkreśla, że w Polsce bardzo trudno zbudować społeczeństwo, bo brak jest zaufania społecznego, to takie „upartyjnianie” — likwidowanie bezstronności — jest tym bardziej szkodliwe w Polsce.

    Jeśli minister Czarnek chce prywatyzować (sekciarzyć) szkolnictwo publiczne w Polsce to jest szkodnikiem takim samym jak minister Ziobro, który upartyjnia prawo w Polsce i niszczy konsens konstytucyjny.

    Prywatyzacja przestrzeni publicznej, sekciarstwo i partyjnictwo mają podobne skutki: likwiduje się przestrzeń równości obywateli.

    Dlatego Polacy jednoznacznie wskazują: takich szkodników nie chcemy… #czarnekout

    PS. Żeby była jasność: nie jestem przeciwnikiem własności prywatnej ani Kościołów. Jedynie gorącym orędownikiem równości obywateli, powszechnej dostępności edukacji i opieki medycznej, Konstytucji RP. Państwo i jego przestrzenie powinny równo traktować wszystkich obywateli.

    PS2. Artykuł zmieniony ukazał się 7 września 2021 w Gazecie Wyborczej

  • Dzień psa, wyrocznia psa

    Dzień psa, wyrocznia psa

    wiersz z 1943 roku Vincenta Starreta, kanadyjskiego poety i powieściopisarza.

    Pies wyjący do księżyca (fot. lic. Depositphotos)

    Wyrocznia psa
    VINCENT STARRETT

    Tylko pies wie, dlaczego księżyc
    Kołysze się w ciemności; jego hałaśliwa melodia
    nie cierpi zwłoki w tym, czego się boi,
    Ale atakuje raptownie wątpiące uszy.

    Gdybyśmy tylko nauczyli się posługiwać
    Językiem psów zamiast greckiego,
    Powinniśmy być lepiej wyszkoleni do walki
    Z czarami i mocami nocy.

    Teraz na nadejście ciemności
    Młodzi głupcy spacerują po ulicy i parku.
    Poddajcie się omdleniu epidemii,
    Znęcajcie się nad psem i chwalcie księżyc.

    (tłum. moje JP)

    Oryginał z Poetry. A Magazine of the Verse, Vol. LXII, No 1, 1April 943

    Oracle of the Dog
    VINCENT STARRETT

    Only the dog knows why the moon
    Floats down the night; his raucous tune
    Is urgent with the thing he fears,
    But falls on unbelieving ears.

    If we had only learned to speak
    The tongue of dogs instead of Greek,
    We should be better schooled to fight
    The spells and pottents of the night.

    Now at the coming of the dark
    Young fools adrift in street and park
    Yeald to an epidemic swoon,
    Abuse the dog and praise the moon.

    Autor JP z psem Frodo (24.08.21)