Kategoria: Literatura i kultura

  • Historia to nie jest jedno pieprzone wydarzenie za drugim

    Historia to nie jest jedno pieprzone wydarzenie za drugim

    złota pszenica i niebieskie niebo (fot. lic. Depositphotos)

    Jeśli chcesz, możesz wysłuchać tego tekstu jako podcast TUTAJ.

    Historia to nie jest jedno pieprzone wydarzenie po drugim. Bardzo chcielibyśmy ogarnąć świat i rozwijającą się historię w jakąś logiczną całość. Stąd silna tendencja w naszych umysłach, żeby wiązać sieci różnych skojarzeń we wszechlogiczne modele i struktury. To pierwsze zdanie otwierające mój tekst („Historia to nie jest…”) stanowi przytoczenie wniosków z jednej z książek konserwatywnego historyka kultury Niala Fergusona. Wydaje mi się, że takie spojrzenie na historię nie jest dla nas już po doświadczeniu koronawirusa od marca 2020 r. żadnym odkryciem. Inny badacz, ale i jednocześnie uchodźca, Nassim Taleb, piszący o fenomenie czarnego łabędzia, i przewidujący 12 lat temu pandemię także upominał, na podstawie swoich własnych uchodźczych doświadczeń z Palestyny, że historia wcale nie rozwija się linearnie, tylko skokowo, także przez katastrofy i kryzysy. Chcielibyśmy mieć linearny wykres chronologii, poukładać w naszych katalogach wydarzenia, ale one się tak nie dają układać. Życie nie chce się zmieścić w katalogi.

    Duch wieje kędy chce…

    Te pół miliona ciał uciekających z Ukrainy zmienia oblicze naszej Ziemi, tej ziemi. Nagle jesteśmy niezwykle otwarci i wręcz troskliwi, choć jeszcze niedawno, budowaliśmy mury i stosowaliśmy barbarzyńskie „push backi”, czyli wypychania.

    Z tamtego czasu pochodzi znaleziony przeze mnie anonimowy tekst:

    chodzimy do lasu
    zbierać ludzi
    zbieramy ich także w parku narodowym nie oburzaj się
    że to zabronione
    czytałem regulamin
    ludzie nie są pod ochroną

    M. 24.12.2021 (cyt. za Zwiastun Ewangelicki 5/2022)

    Dzisiaj Polacy zdają pięknie egzamin z dojrzałości. Jesteśmy solidarni i troskliwi. I otwarci. Podziw i solidarność płyną z całego cywilizowanego świata. Doświadczam tego z różnych stron, bo utrzymuję kontakty międzynarodowe w tej globalnej wiosce.

    Nasze własne doświadczenie czteroosobowej rodziny od soboty też jest inne. Przyjęliśmy dwie gościnie z Ukrainy. Dzisiaj miałem trochę czasu, żeby odkryć ich historię, która jest jak zwykle, nieliniowa i nieoczywista. Hanna (matka) i Krystyna (córka) przyjechały ze Lwowa, ale Hanna rodziła się na Syberii, jej ojciec był Polakiem, matka Ukrainką. Mąż starszej Hanny i ojciec młodszej Krystyny też jest Polakiem. Mówią po ukraińsku i rosyjsku. Nie mówią po polsku. Dogadujemy się jakoś… Hanna jeszcze się wstydzi śpiewać dumki ukraińskie, ale na pewno kiedyś zacznie… obiecała…

    Sąsiedzi i znajomi chcą pomagać, na razie oferują drobne prace.

    W Wilnie rok temu spotkaliśmy Polaka, mówiącego śpiewnym polskim Mickiewicza. Tego Mickiewicza z Białorusi, z Żydowskiej matki.

    Wojna trojańska opisywana przez epos Homerowy pt. Iliada wynikała z naruszenia praw gościnności, Parys porwał Helenę będąc w gościnie u Menelaosa. Gościnność w Polsce zawsze przejawiała się mitologiczno-religijnie przez opowieść o dodatkowym wigilijnym nakryciu, ale także przez starodawne, staropolskie powiedzenie „Gość w dom, Bóg w dom.” Jakoś gorzko to powiedzenie smakowało jeszcze w grudniu 2021 r. w puszczy. Smakowało paląco obłudnie.

    Ci ludzie — na razie te niecałe pół miliona — już odmienili oblicze tej ziemi. Jesteśmy ponownie narodem gościnnym, z czego czasami byliśmy słynni. Przyjmujemy gości i gościnie zza wschodniej granicy, uciekających przed wojną, nazywaną „operacją wojskową”. Mam nadzieję, że wytrwamy w tych postawach jako społeczeństwo, mimo że przecież potrzebne jest długofalowe nastawienie, nie chwilowe uniesienie entuzjazmu. Ale na razie nastąpił cud. „Gość w dom, Bóg w dom”.

    Także w Starym Testamencie mamy wyobrażenie o gościnności: wędrowiec może okazać się Aniołem. Dlatego nie wolno robić mu krzywdy. Na tym polega sprawiedliwość.

    Historia to nie jest jedno pieprzone wydarzenie za drugim. Historia to skoki, czasami w nieznane. Nie w pijanym zwidzie. Choć czasami trzeba „iść jak w dym”…

    Potem się jakoś wszystko poukłada. Ludzie zaczną uczyć się historii, także własnej, polskiej historii. Tzw. Pierwsza Rzeczpospolita była krainą wielonarodową i wielokulturową. Ojcami naszego języka są wywodzący się z niej Mikołaj Rej i Jan Kochanowski. Ale też późniejsi Mickiewicz (ten z Nowogródka na Białorusi) i Słowacki (ten z Krzemieńca na Ukrainie). Przypominam to, bo czasami otwierając się na innych możemy otwierać się także na siebie. Bo najważniejsza sprawa dla jednostkowych filozofii: odkryć że obcy jest w nas. My sami jesteśmy wiecznymi pielgrzymami.

    PS. Artykuł został opublikowany 06.03.22 w Gazecie Wyborczej

  • Ocalone, ocalałe — kiedyś tam, tu, teraz

    Ocalone, ocalałe — kiedyś tam, tu, teraz

    Podcast tutaj

    Jeśli chcesz podcastu wysłuchać na YouTube, to link poniżej

  • Czy demokraci mówią innym językiem?

    Czy demokraci mówią innym językiem?

    Mamy wojnę Rosji Putinowskiej z Ukrainą. Jest 24 lutego 2022 r. W nocy Putin zaatakował niepodległą Ukrainę. Co to ma wspólnego z językiem i demokracją?

    Putin, grzeczny facet… (fot. lic. Depositphotos)

    Jeśli chcesz wysłuchać podcastu, to kliknij tutaj.

    Nie znam się na sprawach rosyjskich. Ale zawsze interesował mnie język i retoryka. Pewnego typu sposób mówienia. Uderza mnie dzisiaj, że wedle Putina to, co robią wojska rosyjskie w Ukrainie, jest procesem denazyfikacji Ukrainy.

    Kłamliwość takiej propagandy jest oczywista, jednak wydaje mi się, że warto zauważyć towarzyszenie temu wszystkiemu antyzachodniej retoryki. Antyzachodniej. Przeciwko NATO, UE i Polsce, Litwie, Szwecji, Finlandii… Bo to jest wszystko podszyte retoryką wojny kulturowej, choć przecież idzie o pieniądze i wpływy. Jednak retoryka antyzachodnia kreuje obraz wojny kultur… Dlatego ustawia się w mediach na tle imperialnych, carskich, ociekających złotem budynków i pomieszczeń…

    Narzuca mi się konstatacja, że ta antyzachodnia retoryka jest także obecna, niestety, w Polsce. W tym kontekście warto naprawdę zastanowić się, czemu służy dzielenie społeczeństwa polskiego przez ekipę Kaczyńskiego i wskazywanie ukrytej opcji niemieckiej czy też wskazywanie np. jakiegoś niemieckiego pochodzenia przeciwników politycznych, ten proces demonizowania Tuska, tego wcielenia diabła, przeciwnika par excellence, to jest fascynująca sprawa, ale jednocześnie bardzo przerażająco. Nie sądziłem, że taka retoryka będzie miała miejsce w realnej przestrzeni świata bardzo blisko nas. To się dzieje naprawdę. Putin mówi, że musi bronić Ukrainy, „jego Ukrainy” przed nazistami.

    I, niestety, warto powiedzieć, że nasz związek z Ukrainą to nie jest wyłącznie bliskość przestrzenna i dawno minione już Mistrzostwa Euro w Piłce Nożnej, choć ta bliskość jest niezwykle, niezwykle istotna. Ale ta bliskość polega między innymi na tym, że istnieją pewne naczynia połączone, a żyjemy coraz bardziej w globalnej wiosce. I retoryka Kaczyńskiego, mimo że nie można porównać na razie ich czynów, może być zestawiona z retoryką Putina, są one bardzo, bardzo podobne. Niedawno jak wczoraj Donald Trump, znany fan paliw kopalnych, mówił o Putinie jako geniuszu pokoju… podejrzewam niestety, że zmiana w polityce Putina motywowana przecież interesami gospodarczymi i jego osobistą chciwością może mieć związek z odchodzeniem świata od paliw kopalnych. Jak sprawić, żeby ludzie zobaczyli cyniczną grę pod narzucaną retoryką wojny kulturowej? Wszystkiemu winna UE i LGBT? Wolne żarty… choć do śmiechu mi wcale nie jest… ta wojna Rosji z Ukrainą jest wojną o interesy Putinowskiej Rosji. Ale faktycznie w krajach, w których demokracja jest słabsza, tam, gdzie nietolerancja staje się łatwiejsza, retoryka wojny kulturowej będzie możliwa do zaakceptowania, bo przecież „mocni mężczyźni” uwielbiają wojenkę i pogardzają „zniewieściałymi” brukselczykami…

    Słuchajmy, proszę, uważnie języka, on sporo ujawnia…

    Danie szansy pokojowi, to także uważność, jeśli idzie o język, bo za językiem stoją faktycznie wartości, pragnienia i potrzeby ludzi. Stojąc po stronie Ukrainy, będąc dzisiaj Ukraińcem, jednocześnie deklaruję: stoimy razem z NATO i Unią Europejską. Demokratyczny ład w Europie dawał pokój światu od półwiecza. Demokracja i praworządność to jest nadal bardzo ważna codzienna agenda. Codziennie coś mówimy, demokratyczny język jest różny od języka agresora.

    PS. Artykuł ukazał się także 25 lutego 2022 r. w Gazeta Wyborcza.

  • Uniwersytety polskie i wojna rosyjsko-ukraińska

    Uniwersytety polskie i wojna rosyjsko-ukraińska

    Sylwetki uchodźców na horyzoncie (fot. lic. Depositphotos)

    Co z Polską w trakcie wojny rosyjsko-ukraińskiej? Czy Polska może jedynie się zbroić? Czy także może pomagać?

    Jeśli chcesz posłuchać, to link do podcastu znajdziesz tutaj

    A także tutaj

    Świat uniwersytecki to świat refleksji. Doprawdy? Przecież już dawno nauka odpowiada na potrzeby społeczne próbując rozwiązywać różne problemy. Medycyna, teologia i prawo w średniowieczu też były praktyczną odpowiedzią, zaangażowaną społecznie, na problemy ówczesnego świata.

    Potem, w Oświeceniu, uniwersytet Humboldtowski zradykalizował ten zaangażowany paradygmat, czyniąc z badania i eksperymentów zasadę działania.

    W przypadku nauk przyrodniczych ich zaangażowanie przekuwa się na ilość patentów, wynalazków, leków i szczepionek.

    W przypadku nauk humanistycznych i społecznych wspomaganie zmiany społecznej, rozwoju społeczeństwa jest zaangażowaniem porównywalnym do wynalazków, leków i szczepionek.

    Społeczeństwo we współczesnym świecie są coraz bardziej połączone.

    Trudno jest zachować spokój, kiedy pokój światowy przestał być oczywistością. Brak paniki nie oznacza udawania, że wszystko będzie jak zwykle. Pandemia koronawirusa wyrzuciła świat z kolein przyzwyczajenia, katastrofa klimatyczna z jej pogodowymi „anomaliami” coraz bardziej każe pytać, co dalej z naszym światem. A teraz jeszcze groźba wojny światowej?

    Niedawno uczestniczyłem w Łodzi w społecznym i medialnym wsparciu filozofa białoruskiego, który chcąc przerwać ciągnący się już pół roku areszt wydobywczy, rozpoczął głodówkę i zapowiadał odmowę płynów. Dopiął swego dzięki międzynarodowo nagłośnionej petycji, sprawa została skierowana do sądu. Choć to nadal jest sąd białoruski i nikt nie gwarantuje sprawiedliwości.

    Jednak ta sprawa każe mi zapytać: co będzie, jeśli listy Ukraińców do likwidacji, które wedle Amerykanów, przygotowali na wypadek inwazji Rosjanie, okażą się prawdziwe? Tak jak prawdziwe okazały się twierdzenia Amerykanów o szykowaniu się Rosji do wojny. Wojna już się toczy, car Rosji, zbawca swego narodu coraz bardziej się puszy w złotym otoczeniu.

    W tej sytuacji zastanawiam się, jak Polska może się przygotować na tę nową w skali światowej, ale jakże bliską nam sytuację… niektórzy mówią, że Polska stanie się krajem frontowym, ale póki co, mimo poważnego dryftu w stronę autorytaryzmu, jesteśmy ciągle częścią NATO i UE.

    W tym kontekście chciałbym zapytać, jak może świat uniwersytecki pomóc rozwiązać problemy naszego, jakże bliskiego i dolegliwego świata?

    Już od dawna świat uniwersytecki w Polsce przyjmuje na studia Białorusinów i Ukraińców, to jest już poważny wkład w lepszy świat. Ale teraz w obliczu możliwej fali uchodźców należy zapytać: czy polskie uniwersytety są gotowe na ukraińskich Miłoszów, Baumanów i Kołakowskich?

    W swoim czasie Brytyjczycy, Amerykanie, Szwedzi bardzo pomagali Polakom uciekającym przed prześladowaniami w Polsce (z różnych powodów). Czy nasze uniwersytety są gotowe na otwarcie się na uczonych i twórców z Ukrainy? Czy stać nas w tej nowej sytuacji na rozwiązywanie prawdziwych problemów ludzkości? Kiedy po reformie Gowina, uniwersytety mają być fabrykami idiotycznie liczonych punktów w idiotycznie podzielonych dyscyplinarnych przegródkach, trudno będzie pewnie rektorom polskim zgodzić się na wielkie otwarcie w obliczu kryzysu za wschodnią granicą.

    Ale pomimo tej trudności, może powinniśmy stworzyć jakieś porozumienie, konsorcjum uniwersytetów nie tylko badawczych, ale zaangażowanych w poważne problemy tego świata? Zaprosić zagrożonych uczonych do siebie? Ich studenci już tu są… Mamy już milion Ukraińców w Polsce.

    PS. Skrócona wersja tego wpisu została opublikowana w Gazecie Wyborczej 23 lutego 2022: Pandemia wyrzuciła świat z kolein, teraz groźba wojny. Jak możemy pomóc Ukrainie?

  • Kultura i zmiana

    Kultura i zmiana

    Zmiana? (lic. Depositphotos)

    Jeśli chcesz posłuchać tego tekstu w formie podcastu, to link jest TUTAJ.

    Albo na YouTube:

    Zmiana jest możliwa. Niewyobrażalne może stać się realne. To są lekcje które można wynieść z ostatnich wydarzeń w świecie i w Polsce.

    Zmiana jednak nie jest postrzegana jednoznacznie przez ludzi. Zmiany bardzo często wywołują niepokój. Ale zmiana dla wielu ludzi innych może oznaczać nadzieję.

    Wymyślono nawet zarządzanie zmianą jako obszar wiedzy specjalistycznej, która potrafi przekształcać rzeczywistość wielkich instytucji i całych biznesów.

    W rozwoju personalnym także przywiązuje się dużą uwagę do pojęcia zmiany i do konieczności akceptacji tej zmiany w swoim życiu osobistym. Można nawet powiedzieć, że przekaz wielu religii, w tym także religii chrześcijańskiej, jest przekazem z gruntu rewolucyjnym, nawołującym do zobaczenia tu i teraz jako sposobności do zmiany. „Nawrócenie” niegdysiejsze oznaczało po grecku „metanoia”, czyli właśnie zwykłe zawrócenie z drogi. Metanoia to po łacinie konwersja. Punkt zwrotny, zwrot, przemiana, zmiana, W końcu, „last but not least”, kryzys.

    W wielu obszarach życia zarówno społecznego jak indywidualnego można zauważyć — nie tylko od 2020 r. — istnienie wielkiego kryzysu. Napisano już o tym bardzo wiele. Jednak to, co uderza, to przede wszystkim konstatacja, że żyjemy w czasach, pełnych zmian i rozwoju nowych dziedzin rzeczywistości.

    Dawno dawno temu powstała teza o końcu historii niejakiego Fukuyamy. Wielokrotnie przekonaliśmy się, że ten koniec historii był wielką złudą, choć teza Fukuyamy była źle zrozumiana. Wtedy chodziło o rozwój cywilizacji zachodniej i o demokrację liberalną. Dzisiaj jednak chodzi faktycznie o pewną zmianę cywilizacyjną, której świadkami możemy być.

    Kilka dni temu ukazało się w internetowym wydaniu The Economist wystąpienie Yuvala Harariego, słynnego filozofa izraelskiego, w którym argumentuje on, że właściwie w obliczu rozwoju wypadków wokół Ukrainy stajemy przed niesamowitym przełomem, w którym dojdzie do ruchu albo w jedną, albo w drugą stronę, bo od 1945 r. wyobrażenie wojny jest wyobrażeniem niewyobrażalnego u wielu ludzi. Optymiści tacy jak np. Steven Pinker argumentowaliby, że natura ludzka doprowadziła do postępu cywilizacyjnego, ludzkość staje się coraz lepsza. No i jesteśmy zasadniczo jako ludzkość racjonalni. Kryzys pandemiczny oraz katastrofa klimatyczna uświadamiają, że cena za ten postęp cywilizacyjny, za to że coraz dłużej żyliśmy, za to że coraz lepsza jest opieka zdrowotna itd., jest bardzo wysoka, musimy płacić olbrzymią cenę za to wszystko.

    Wydawałoby się, że decyzja Putina o wojnie z Ukrainą, a właściwie o zaostrzeniu tej wojny, która toczy się już od dawna, to jest sprawa stricte polityczna i nie ma żadnego związku z kulturą, czy cywilizacją. Harari argumentuje, że mamy tutaj do czynienia jednak z wielkim dylematem naszej cywilizacji. Akceptacja posunięcia Putina, to jest akceptacja autentycznego barbarzyństwa, autentycznych dzikości w naszej naturze.

    To nie jest wcale przecież tak, że wojen od 1945 r. nie było. Były, a jakże, ale nikt nie akceptował ich w skali globalnej jako właściwego rozwiązania, nikt też nie dziwi się, że granice w Ameryce Południowej są nadal stabilne, podobnie w Ameryce Północnej, podobnie w Europie. Po doświadczeniu Holocaustu, po doświadczeniu drugiej wojny światowej, po tych milionach ofiar w ludziach, między innymi podczas Hołodomoru (wielkiego głodu) w Ukrainie, ciągle tkwi jednak przekonanie, że tamte doświadczenia były tragiczne i że nigdy więcej nie powinny się zdarzyć.

    Dlatego tak ważne jest, żebyśmy nie lekceważyli tego, co się odbywa za naszymi wschodnimi granicami, czy to w Ukrainie czy na Białorusi. I nie lekceważyli obecnego także lokalnie, domowo barbarzyństwa. To barbarzyństwo objawia się pogardą instytucji społecznych takich jak np. praworządność i prawa człowieka. Musimy pamiętać o powiązaniu tych dwóch spraw: demokratycznych reguł i pokoju na świecie. Szaleństwo depcze jedno i drugie.

    Niepokój (lic. Depositphotos)
  • Filozof w więzieniu

    Filozof w więzieniu

    Dzisiaj odbyła się konferencja prasowa w Centrum Białoruskim w Łodzi poświęcona głodówce protestacyjnej Władimira Mackiewicza, filozofa białoruskiego, aktywisty i akademika, więźnia sumienia.

    Apelujemy do solidarności i wsparcia wszystkimi sposobami, między innymi podpisami pod petycją na Change.org

  • Uwolnić Myszkę Miki. Polska fika 3

    Uwolnić Myszkę Miki. Polska fika 3

    Rozmowa z Beatą Gamrowską z Biblioteki Uniwersytetu Łódzkiego na temat domeny publicznej i wolnego dostępu do twórczości

    Podcast tutaj
  • Potrzeba ekologii, a nie tylko ekonomii w nauce

    Potrzeba ekologii, a nie tylko ekonomii w nauce

    Potrzeba ekologii, a nie tylko ekonomii w nauce

    Co widać? Drzewo czy las? Ostatnie badania naukowych praktyk publikacyjnych

    Domek i last nad rzeką (lic. Depositphotos)

    Dwóch amerykańskich naukometrów Anthony Olejniczak i William E. Savage opublikowało kilka dni temu w PLOS ciekawe badania dotyczące ostatnich zwyczajów publikacyjnych w szeroko pojętych naukach społecznych (Savage, W. E., & Olejniczak, A. J. (2022). More journal articles and fewer books: Publication practices in the social sciences in the 2010’s. PLOS ONE, 17(2), e0263410). Najważniejszy fakt z tego wynikający: naukowcy z nauk społecznych z uniwersytetów badawczych w USA (nie mylić z propagandową nazwą „uczelnia badawcza” w Polsce) publikują coraz mniej książek i coraz więcej artykułów w czasopismach opartych na badaniach ilościowych.

    Niewiadomą są trudniejsze do zbadania zachowania w mediach: ile publikuje się blogów, mikroblogów, vlogów, podcastów…

    Jednak, tak czy owak, wyniki tych badań naukometrów wywodzących się pierwotnie z badań antropologicznych, z Badawczego Centrum Analiz Akademickich przy The Ohio State University w Columbus, USA są bardzo interesujące.

    Liczba artykułów w czasopismach naukowych publikowanych każdego roku rośnie, ale niewiele wiadomo na temat związku między wzrostem liczby artykułów w czasopismach a innymi formami rozpowszechniania naukowego (np. w książkach i monografiach). Jak stwierdzają autorzy opracowania, artykuły w czasopismach są de facto walutą oceny i prestiżu w dziedzinach nauk należących do STEM (Science, Technology, Engineering, Mathematics, czyli Nauki przyrodnicze, Techniczne, Inżynieryjne i Matematyczne). W Polsce dzisiaj po reformie Gowina wszystkie dyscypliny powinny publikować przede wszystkim artykuły. Jednak badacze społeczni od dawna często publikują książki i artykuły. Dlatego to oni stanowią dobrą grupę do zbadania większej liczby publikacji. Autorzy przebadali działalność publikacyjną pracowników amerykańskich wydziałów nauk społecznych w 12 dyscyplinach w 290 instytucjach z uniwersytetów przyznających doktoraty w latach 2011-2019. amerykańscy naukometrzy odpowiedzieli na pytania: 1) czy praktyki publikacyjne zmieniły się w taki sposób, że obecnie powstaje więcej lub mniej książek i artykułów niż w niedawnej przeszłości?; 2) czy z biegiem czasu zmienił się odsetek uczonych aktywnie uczestniczących w danym typie wydawniczym?; oraz 3) czy różne grupy wiekowe wykazują różne strategie publikacji? We wszystkich dyscyplinach liczba artykułów w czasopismach na osobę wzrosła od 3% do 64% w latach 2011-2019, podczas gdy liczba książek na osobę spadła o co najmniej 31% i aż o 54%. Młodsi piszą więcej artykułów na osobę niż inne kohorty wiekowe w ośmiu dyscyplinach. Najogólniejszy wniosek jest taki, że publikacje nauk społecznych zdominowane są przez artykuły, co upodabnia piśmiennictwo nauk społecznych do piśmiennictwa dyscyplin STEM. Przy czym nauki społeczne to wedle tych badań: Antropologia, Prawo, Ekonomia, Pedagogika, Geografia, Sprawy międzynarodowe i rozwój, Politologia, Psychologia, Publiczna administracja, Polityka społeczna, Praca socjalna/opieka społeczna, Socjologia.

    Autorzy podkreślają, że chcieliby rozszerzyć swój materiał badawczy o nietradycyjne formy komunikacji naukowej, takie jak autorstwo blogów, zinów, biuletynów, felietonów, postów na listach dyskusyjnych, występów publicznych, kompozycji muzycznych, choreografii itp. Nie wzięli też pod uwagę materiałów konferencyjnych i rozdziałów w książkach.

    Jednocześnie te badania są jakby uzupełnieniem opublikowanych wcześniej badań z 2021 roku na temat aktywności naukowej starszych akademików. (Savage, W. E., & Olejniczak, A. J. (2021). Do senior faculty members produce fewer research publications than their younger colleagues? Evidence from Ph.D. granting institutions in the United States. Scientometrics, 126(6), 4659–4686). Jak czytamy w streszczeniu, starzenie się profesorów na przełomie XX i XXI wieku (zarówno przed, jak i po zakończeniu obowiązkowej emerytury w Stanach Zjednoczonych, ok. 1994 r.) stało się źródłem zaniepokojenia niektórych badaczy i administratorów badań, którzy uważają, że „posiwienie” akademii skutkuje niższą aktywnością badawczą i spadkiem zaawansowania naukowego. Niektóre opublikowane opinie są zgodne, że programy badawcze starszych naukowców nie nadążają za programami ich młodszych kolegów, ale przedstawiono niewiele dowodów ilościowych, aby ocenić to twierdzenie. W badaniu z 2021 r. autorzy ocenili ilościowo aktywność publikacyjną starszych wydziałów w sześciu szerokich dziedzinach, porównując ich wskaźniki publikacji z młodszymi kolegami w czterech trybach rozpowszechniania wiedzy: artykuły w czasopismach, materiały konferencyjne, książki i rozdziały w książkach. Aktywność publikacyjna dotycząca kariery nie jest zgodna z wzorcem „szczytu i spadku” opisanym we wcześniejszych badaniach. W większości dziedzin wskaźniki publikacji artykułów w czasopismach nie spadają istotnie wraz z wiekiem (a w niektórych przypadkach wskaźniki publikacji artykułów są wyższe wśród starszych naukowców), wskaźniki publikacji pokonferencyjnych zwykle spadają wraz z wiekiem, podczas gdy wskaźniki publikacji książek i rozdziałów znacznie wzrastają wraz z wiekiem. Ogólnie rzecz biorąc, starsi naukowcy utrzymują poziom aktywności wydawniczej i mają tendencję do przenoszenia uwagi na rozwój i ewolucję pomysłów poprzez publikowanie prac o dłuższym formacie w postaci książek i rozdziałów w książkach.

    Dotykamy tutaj niezwykle ważnych zjawisk kulturowych: współczesna kultura cyfrowa odchodzi coraz częściej od dłuższych wypowiedzi, kultura walki o uwagę (atencjonalizm), albo kapitalizm uwagi, wymusza coraz krótsze formaty wypowiedzi i wystąpień. Co nie znaczy, że tylko one mają rację bytu. Co więcej, jak wskazują inne wypowiedzi i badania, między innymi, komentowanego przeze mnie psychologa i naukometry profesora Adriana Furnhama (Indeks świętości? Porównanie h-index Scopus i Google Scholar), większe całości książkowe są trwalsze i dają większy wpływ w postaci cytowań niż mniejsze objętościowo artykuły.

    Dodałbym jeszcze, że jeśli stracimy te większe całości w naukach humanistycznych, wpływ tego na edukację będzie także katastrofalny: większe struktury narracyjne to zdolność do dostrzegania lasów i drzew, a nie tylko pojedynczych drzew i liści.

    Ratujmy naszą zdolność do percepcji całościowej, nasz dom wymaga nie tylko spojrzenia ekonomicznego, ale także ekologicznego, całościowego, holistycznego.

  • Indeks świętości? Porównanie h-index Scopus i Google Scholar

    Indeks świętości? Porównanie h-index Scopus i Google Scholar

    Co zamiast deformy Gowina? Czy indeks świętości? Jedno i drugie jest głupie.

    Pojęcie indeksu jest abstrakcyjne i cyfrowe (fot. lic. Depositphotos)

    Wpadł mi w oko ostatnio artykuł sprzed dwóch lat prof. Adriana Furnhama z Oslo i Londynu, który jest bardzo pouczający, jeśli idzie o ocenę standardów naukowych obowiązujących w Polsce po reformie gowinowskiej. Przypomnę, że wedle tych wprowadzonych w 2019 roku standardów naukowcy wszystkich dyscyplin powinni publikować w wysoko punktowanych czasopismach wskazanych przez ministerstwo oraz przypisać się — w praktyce najlepiej do jednej — do kilku wybranych dyscyplin naukowych. Dyscypliny skatalogowano i niektóre — np. kulturoznawstwo — inaczej nazwano. Najważniejszy dla humanistów był cios w monografie naukowe, choć są po dyskusji środowiskowej w końcu bardziej dowartościowane, ale jednak nie wyżej, tylko na równi z najlepszymi publikacjami w czasopismach.

    Adrian F. Furnham to brytyjskiego pochodzenia, profesor psychologii z Oslo, który — według tych wskazanych przez ministerstwo Gowina kryteriów — ma osiągnięcia z najwyższej półki: 1117 dokumentów wykazuje Scopus, 40508 cytacji na dzień 2. lutego 2022 r., tzw. h-index: 91. Dotychczas największą gwiazdą dla mnie osobiście był niesamowity Steven Pinker, kognitywista amerykański, ale on ma h-index ledwie 48, zaś wykazanych dokumentów w Scopusie tylko 142, cytacji ledwo ćwiartkę Furnhama: 12425.

    Bardzo mnie zainteresował dorobek tego uczonego, który nie tylko jest bardzo interdyscyplinarny, ale także wielodyscyplinarny. Opublikował wiele książek i wiele artykułów — bardzo różnych — publikuje w bardzo wielu miejscach, jest niezwykle kooperujący i międzynarodowy. Można powiedzieć: niedościgły wzór do naśladowania.

    Kiedy jednak sięgnąć do jego profilu na Google Scholar, to okaże się, że jego osiągnięcia tam są jeszcze lepsze, wprost niewyobrażalne: cytowań prawie cztery razy więcej 140102, h-index dwukrotnie większy 176.

    Byłem w szoku.

    No i napisał o tym szoku profesor Furnham artykuł pt. „Czego się nauczyłem z mojego profilu na Google Scholar z h-index”, opublikowany w prestiżowym czasopiśmie specjalizującym się w naukometrii. (Furnham, A. (2020). What I have learned from my Google Scholar and H index. Scientometrics, 122(2), 1249–1254.)

    Najbardziej zaskakujące jest przede wszystkim to, że najczęściej jest cytowana jego książka pt. „Psychologia szoku kulturowego”, która w Scopusie w ogóle nie istnieje, wedle Google Scholar ma prawie 3800 cytowań. Jedna książka.

    W artykule można wprost znaleźć 8 lekcji wyprowadzonych z analizy danych Google Scholar:
    Lekcja 1: Czasopisma o dużym wpływie nie gwarantują wysokich osobistych cytowań (w ogóle).
    Lekcja 2: Innowacyjne badania są trudniejsze do opublikowania, ale (często) najczęściej cytowane.
    Lekcja 3: Publikuj dobre recenzje tak często, jak dobre artykuły, aby uzyskać jak największy wpływ.
    Lekcja 4: Książki są istotne, ale rozdziały w książkach pod redakcją są mniej cytowane.
    Lekcja 5: Artykuły, niezależnie od tego, jak dobre, pod koniec mody lub trendu, są z biegiem czasu rzadziej cytowane.
    Lekcja 6: Wybierz czasopisma ogólne z lepiej cytowanych dyscyplin, aby uzyskać jak największy wpływ.
    Lekcja 7: Nie wkładaj wszystkich jajek (artykułów) do jednego koszyka (czasopisma), jakkolwiek by on nie był dobry. Rozgłaszaj dobrą nowinę w wielu miejscach
    Lekcja 8: Jeśli chcesz mieć maksymalną liczbę cytowań, włóż wysiłek w konstruowanie poprawnych testów/miar w nowym obszarze.

    I jeszcze we wnioskach artykułu można wyczytać:

    „Niektórzy twierdzą, że nie ma znaczenia, gdzie publikujesz, jeśli artykuł jest interesujący i ważny. Ten pomysł denerwuje zbyt wielu ludzi, aby się z nim zgodzić, ale dane mogą takie sądy potwierdzać. Ten artykuł opiera się na N = 1. Ponadto jest introspektywny.” Wielu powiedziałoby, że to „stronnicza praca na absurdalnie niereprezentatywnym i maleńkim zbiorze danych”.

    Autor zachęca innych do sprawdzenia swoich danych. Co i ja czynię.

    Dodam, że w naukach humanistycznych i społecznych badanie jakościowe często polega na opisie pojedynczych przypadków, tzw. case studies, bądź wprost wywiadach z pojedynczymi ludźmi. O autoetnografii nie wspomnę. Kognitywiści także korzystają z introspekcji.

    Wydaje mi się naprawdę żenujące, że otwieranie się na świat Polski musiało mieć taki idiotyczny wymiar, jak miało to miejsce w gowinowskiej deformie, jednoznacznie jednostronny i szkodliwy dla nauk społecznych i humanistycznych. Co nie znaczy, że zmiany wprowadzone przez niejakiego Przemysława Czarnka są sensowne, w większości prowadzą one do takich absurdów, jak te ujawnione ostatnio w ocenie prorektora KUL, który proponuje jakby „indeks świętości”. Wedle profesora Sitarza KUL to najlepszy na świecie uniwersytet, bo ma najwięcej katolickich świętych, zaś inne kryteria oceny, takie jak liczka noblistów, to czysty przypadek. (zob. Ks. prof. M. Sitarz: w kategorii świętość nasza uczelnia znajduje się na czołowych miejscach listy światowej https://www.kul.pl/art_97845.html).
    Kpina z jednostronności parametrycznej oceny jest uzasadniona, niestety. Zgadzam się w tym punkcie z ks. Profesorem Sitarzem. Należy kpić z idiotyzmów. Ale w takim wydaniu, jak ostatnio na KUL, w propozycji „indeksu świętości” — doprowadza do ośmieszenia świata akademickiego i świata nauki. O tym, że chrześcijaństwu to nie pomaga, nie wspomnę. Jednak taka reakcja Czarnkowo-Sitarzowa, to jest konsekwencja wprowadzenia idiotyzmów gowinowskich — reakcja była do przewidzenia, bo świat nie znosi nierealistycznych regulacji, nieliczących się z ludźmi, praktykami, tradycjami i opiniami środowiskowymi. Odpowiedzią nie powinny być idiotyzmy jeszcze większe, tylko w drugą stronę.

    Polska miszczem Polski. No…

  • 30. Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy i pies Rembrandta

    30. Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy i pies Rembrandta

    Dobry Samarytanin Rembrandta wg reprodukcji z MET Museum w Nowym Yorku. Domena Publiczna.

    30 stycznia 2022 roku odbędzie się 30. finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Od wielu, wielu lat staram się wspierać nie tylko finansowo, ale także jako wolontariusz tę wspaniałą akcję charytatywną. Od kilku lat licytuję także drobne prezenty. W roku ubiegłym odśpiewałem „Sound of Silence” dla śp. Pawła Adamowicza.

    Jednym z najbardziej istotnych dzieł sztuki dla mnie jest grafika pt. Dobry Samarytanin z 1633 r. Rembrandta van Rijn, słynnego holenderskiego, malarza i rytownika. Akwaforta przedstawia ostatnią scenę w przypowieści o dobrym Samarytaninie z Ewangelii według Łukasza rozdz. 10, wersety 25–37, w której Samarytanin zatrzymał się, aby pomóc podróżnikowi napadniętemu przez rabusiów.

    Na tej rycinie Rembrandt pokazuje nam ostatnią już scenę z tej przypowieści, kiedy Samarytanin przywiózł rannego mężczyznę na koniu do gospody i płaci za opiekę oraz zakwaterowanie. Wśród najbardziej szokujących elementów obrazu Rembrandta jest ten pies, który występuje na pierwszym prawie pustym planie, i to stworzenie się wypróżnia. Wiele było dyskusji na ten temat w historii kultury i teologii, jednak najbardziej przekonujące jest, że Rembrandt daje tutaj wgląd we własny realizm i mówi, że miłosierdzie to nie jest sprawy odświętnego wzruszenia, tylko codzienne działanie, które czasami musi kojarzyć się także niemiło, bo przecież ranni i umierający często domagają się całodziennej pielęgnacji. To wymaga codziennego wysiłku i pokonywania swoich uprzedzeń. Samarytanin — dla Żydów — obcy — ma w sobie ten realizm.

    Greckie ἔλεος eleos to polskie „miłosierdzie” i „współczucie”, ale także „czynna litość” (Mt 23:23; Tytus 3:5; Hebr 4:16; Iz 60:10).

    Dlatego, że jest ten obraz mi szczególnie drogi, wiele się od niego nauczyłem (to że się wzruszamy nie jest najważniejsze, ale to że działamy…), chciałbym podarować go komuś z dedykacją, kto wylicytuje go podczas Finału 30. WOŚP w łódzkiej Manufakturze (nie rynek, tylko rondo) o godz. 18:00. Reprodukcja będzie oprawiona i podpisana. Cena wywoławcza 30 zł.
    Serdecznie zapraszam

    „10.25 Pewien znawca Prawa wstał i zadał Mu podchwytliwe pytanie: Nauczycielu, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne? 10.26 On mu odpowiedział: Co jest napisane w Prawie? Jak czytasz? 10.27 Tamten powiedział: Będziesz miłował Pana, swego Boga, z całego swego serca, z całej swojej duszy, z całej swojej siły i całym swoim umysłem, a swego bliźniego jak siebie samego. 10.28 Wtedy Jezus oznajmił: Słusznie odpowiedziałeś. Tak czyń, a będziesz żył. 10.29 Lecz on, chcąc siebie usprawiedliwić, zapytał Jezusa: A kto jest moim bliźnim? 10.30 Jezus, nawiązując do tego, powiedział: Pewien człowiek schodził z Jeruzalem do Jerycha i napadli na niego bandyci, którzy nie tylko go obrabowali, ale też poranili, zostawili na pół umarłego i odeszli. 10.31 Przypadkiem schodził tą drogą pewien kapłan, zobaczył go i ominął. 10.32 Podobnie lewita, gdy przyszedł na to miejsce, zobaczył go i ominął. 10.33 Natomiast pewien Samarytanin, który tamtędy podróżował i również obok niego przechodził, kiedy go zobaczył, ulitował się. 10.34 Podszedł do niego, opatrzył mu rany, zalewając je oliwą i winem, wsadził go na swoje zwierzę, zawiózł do zajazdu i opiekował się nim. 10.35 Następnego dnia wyjął dwa denary, dał karczmarzowi i powiedział: Zajmij się nim, a jeśli coś więcej wydasz, oddam ci, kiedy będę wracał. 10.36 Jak ci się wydaje? Który z tych trzech okazał się bliźnim tego, co wpadł w ręce bandytów? 10.37 Tamten odpowiedział: Ten, który okazał mu miłosierdzie. Jezus na to: Idź i ty czyń podobnie.” (Biblia Ekumeniczna, Towarzystwo Biblijne w Polsce)

    Wpis ukazał się w Gazecie Wyborczej 24 stycznia 2022.