Zachwyciłem się ostatnio płytą pr. Mury Barbary Streisand. Ale mój przyjaciel Sven Hillert, o którym swego czasu już pisałem, też o nich pisze, wspomina je, napomyka o nich….
Tak bardzo się boję niczego i wszystkiego,
gdy pogoda jest zbyt gorąca, a społeczeństwo zbyt zimne.
Robi się tak źle, gdy spóźnia się sprawiedliwość,
kiedy wkład z pomocą robi się coraz mniejszy, a wysokie mury podwyższa się jeszcze.
Wydaje się tak oczywiste, że trzeba coś zrobić,
jeśli zamierzamy zrobić w sobie samych to, czego naprawdę pragniemy.
Właśnie przedwczoraj 14 września 2019 r. ukazał się kolejny artykuł w Times Higher Education na temat negatywnych zmian społecznych przymusu publikacji w języku angielskim, tym współczesnym lingua franca.
David Matthews pisze, że zdaniem eksperta, nomen omen, bibliometrii, który monitorował to przejście w Norwegii, uczeni z nauk humanistycznych i społecznych w Europie kontynentalnej ryzykują utratę znaczenia społecznego, jeśli nadal będą się przestawiać na angielski jako główny język publikacji profesjonalnej.
Utrata znaczenia humanistyki i nauk społecznych w społeczeństwie to także degeneracja dla kultur narodowych i niwelacja spraw lokalnych na rzecz spraw obchodzących wyłącznie anglojęzycznych naukowców. No bo żeby napisać z sensem po angielsku, angielskie muszą być także materiały egzemplifikujące oraz konteksty eksplikacji.
Zgodnie z badaniami przedstawionymi uczestnikom konferencji przez profesora Sivertsena, w Norwegii odsetek artykułów humanistycznych opublikowanych w języku norweskim spadł z około 65 procent w 2005 r. Do mniej niż 40 procent do 2014 r. W naukach społecznych z 55 do 30 procent.
Warto wskazać, że wyniki badań dotyczą społeczeństwa skandynawskiego, które świetnie rozumie angielski i bardzo dobrze się nim posługuje. Ale rzecz w materiale badawczym i kontekstach eksplikacji – społeczeństwo przestaje rozumieć akademików, bo piszą o obcych im problemach i zagadnieniach.
Żeby zatrzymać dryfowanie w kierunku wyłącznego używania języka angielskiego. Profesor Sivertsen, wskazał na samorganizację środowisk naukowych np. Na Helsińską Inicjatywę na Rzecz Wielojęzyczności w Komunikacji Naukowej, kampanię mającą na celu utrzymanie publikowania w języku lokalnym.
Sam posługuję się w mowie i piśmie zarówno polskim, jak i angielskim i szwedzkim. Gorzej znam kilka innych języków. Ale wiem, że język ojczysty to żywa tkanka, którą trzeba chronić. Nie izolować, nie niszczyć ksenofobią i nacjonalizmami, ale język musi być rozwijany przez żywych ludzi, tych najbardziej wrażliwych i wykształconych także, aby Ci mniej wykształceni stawali się lepsi i bogatsi. Nauki społeczne i humanistyka to nie laboratoria i badania pod mikroskopem, tutaj olbrzymią rolę odgrywają czynniki kulturowe. Ja kocham język polski, a Pan Panie Ministrze Gowin?
11 września 2001 roku, czyli 18 lat temu, kiedy skończył się (post-)modernizm, byłem w Bolzano, na skraju włoskich Dolomitów, w mieście pomieszania kultur i języków. Tam była szkoła letnia BISCA, czyli Bolzano International SCHOOL of Cognitive Analysis. Pamiętam ten dzień, światło wrześniowe radośnie wpadało do gotyckiego zamku, w którym obradowaliśmy.
Bolzano przy włosko-austriackiej granicy we włoskich Dolomitach
Wykładowcami byli też Amerykanie, M.in. George Lakoff (ten od metafor w naszym życiu) i Leonard Talmy. Pamiętam, że przerwaliśmy obrady, żeby z przerażeniem oglądać atak na wieże NY na telewizorze w portierni zamku…
Ground Zero Memorial w Nowym Yorku
Zdjęcie z ground zero w NY (fot. JP)
Amerykanie zastanawiali się, czy będą mogli wrócić, nikt nie wiedział, co się dzieje… tak właśnie skończył się dla mnie (post-)modernizm. Metafora ucieleśniła się w katastrofie walących się wież.
Spróbuj opiewać okaleczony świat
Spróbuj opiewać okaleczony świat.
Pamiętaj o długich dniach czerwca
i o poziomkach, kroplach wina rosé.
O pokrzywach, które metodycznie zarastały
opuszczone domostwa wygnanych.
Musisz opiewać okaleczony świat.
Patrzyłeś na eleganckie jachty i okręty;
jeden z nich miał przed sobą długą podróż,
na inny czekała tylko słona nicość.
Widziałeś uchodźców, którzy szli donikąd,
słyszałeś oprawców, którzy radośnie śpiewali.
Powinieneś opiewać okaleczony świat.
Pamiętaj o chwilach, kiedy byliście razem
w białym pokoju i firanka poruszyła się.
Wróć myślą do koncertu, kiedy wybuchła muzyka.
Jesienią zbierałeś żołędzie w parku
a liście wirowały nad bliznami ziemi.
Opiewaj okaleczony świat
i szare piórko, zgubione przez drozda,
i delikatne światło, które błądzi i znika
i powraca.
wiersz z tomu Anteny
cyt. za: Adam Zagajewski, Wiersze wybrane, Wydawnictwo a5, Kraków 2010, s. 250
Ten wiersz został zamieszczony w New Yorkerze jako reakcja na katastrofę, która jednak daje nadzieję. Sprawa była dziełem przypadku, ale ten wiersz przeszedł do historii. Okaleczony świat dzisiaj wydaje się jeszcze okropniejszy, z mnóstwem agresji, kłamstwa i cierpienia. Ale trzeba nadal podejmować to wyzwanie i opiewać okaleczony świat… W końcu może obudzi się w nas „lepszy anioł naszej natury”…
Ground Zero Memorial (foto JP) Autor przy pomniku ofiar w NY, rok 2015
Dziękujemy Panu Ministrowi za gotowość dokonania uzupełnień na opublikowanej przez MNiSW liście wydawnictw polskich i zagranicznych. Jako środowisko naukowe reprezentujące m.in. naukowców z dyscyplin filologicznych uważamy, że jest to bardzo potrzebne przedsięwzięcie z uwagi na ciążący na nas obowiązek umiędzynarodowienia polskich zdobyczy naukowych i realizowaną strategię publikowania prac obcojęzycznych w renomowanych ośrodkach wydawniczych. Taki sposób działania wydaje nam się najwłaściwszym sposobem włączenia polskiej myśli badawczej do systemu liczącej się na świecie wymiany informacji naukowej
Po konsultacjach – które w okresie urlopowym były utrudnione, trwały więc ponad dwa dwóch tygodnie – doszliśmy do wniosku, że zebranie wymaganych danych od większości wydawnictw zagranicznych jest w tak krótkim terminie, jaki podało MNiSW, nierealne.
Pozwalamy sobie zwrócić Państwa uwagę na kilka ważnych przyczyn, dla których nie uda nam się spełnić wymagań Ministerstwa:
1. Procedury wydawnicze w różnych krajach kierują się od dziesięcioleci wypracowanymi zasadami, różniącymi się od polskich. Przede wszystkim proces przyjmowania do druku jest bardzo niejednorodny i zależny od wydawnictwa. Zasady nie muszą być takie same dla wszystkich typów publikacji i dla wszystkich autorów. Często nie polegają one na poddaniu się podwójnej recenzji anonimowej (double blind peer review process), ale są wielostopniowe i bardziej wymagające niż polskie normy. Większość wydawnictw zagranicznych nie publikuje na swoich stronach zasad etyki publikacyjnej. Musielibyśmy prosić o daleko idącą współpracę ze strony domów wydawniczych. Wymagałoby to od nich dodatkowej pracy, a nawet zmiany/rozbudowy ich stron internetowych. Trudno oczekiwać, by dobre (w tym także renomowane dla konkretnych dyscyplin) wydawnictwa zmieniły swoje sprawdzone przez lata procedury przyjmowania tekstów do druku tylko dlatego, że polscy autorzy muszą spełnić wymagania polskiego ministerstwa.
2. Renomowane wydawnictwa nie publikują plagiatów (z zasady) i starają się nie przyjmować do druku słabych książek (również z zasady), nie składają też oświadczeń w tej kwestii na specjalnych podstronach. W przypadku niemieckich wydawnictw dostateczną gwarancją jest członkostwo w Der Börsenverein des Deutschen Buchhandels e.V., które pewne zasady (np. prawa autorskie) reguluje automatycznie.
4. Wielu zagranicznym wydawnictwom zależy na pracach polskich badaczy. Polscy językoznawcy i literaturoznawcy wnoszą wiele do rozwoju światowej filologii. Nie można się jednak spodziewać, że wydawnictwa zagraniczne dostosują swoją pracę do życzeń Ministerstwa po to, aby znaleźć się na liście polskiego MNiSW.
Pierwsze próby dotarcia do wydawnictw i zdobycia od nich wymaganych przez MNiSW informacji zakończyły się na ogół niepowodzeniem. Obawiamy się, że przedstawiciele polskiej filologii (językoznawstwa, literaturoznawstwa) czy nauk o kulturze i religii, a prawdopodobnie także innych dyscyplin humanistycznych będą musieli zrezygnować z publikowania w zagranicznych wydawnictwach lub te publikacje ograniczyć (na przykład odrzucając zaproszenie do publikacji w wydawnictwie, którego brak na polskiej liście). Jest to sprzeczne z celem umiędzynarodowienia dokonań polskich naukowców, jaki przyświeca reformie szkolnictwa wyższego w Polsce.
W niniejszym liście jedynie zaznaczamy, że podobny problem dotyczy czasopism obcojęzycznych. Lista czasopism zawiera poważne luki, a punktacja w wielu przypadkach nie ma uzasadnienia merytorycznego.
Uprzejmie prosimy o rozważenie zmiany sposobu zgłaszania wydawnictw, to znaczy o pilną aktualizację instrukcji PBN dotyczącej sposobu dodawania wydawnictw do „Wykazu wydawnictw naukowych” oraz przedłużenie terminu przyjmowania wniosków.
Uważamy, że pracą związaną z uzupełnieniem list wydawnictw według zmodyfikowanych, dostosowanych do różnych procedur wydawniczych, kryteriów powinni zająć się eksperci, a nie naukowcy, którzy nie mają możliwości zdobywania potrzebnych informacji. Wkładem badaczy w te prace powinno być natomiast sporządzenie propozycji, które wydawnictwa mają znaleźć się na liście i ich ocena ekspercka. Pozostałe czynności weryfikacyjne to typowa praca administracyjna.
Spośród wielu wydawnictw zagranicznych wybraliśmy te, w których publikują polscy filolodzy. Wydawnictw tych nie ma na liście MNiSW. Podajemy również takie wydawnictwa, w których publikujemy sporadycznie, są one jednak bezsprzecznie najważniejsze dla nauk humanistycznych. Wydaje nam się, że powinniśmy być zachęcani do publikowania w najlepszych światowych domach wydawniczych, a nie zniechęcani tym, że dyscyplina nie otrzyma za to punktów.
Podkreślamy, że nie są to „wszystkie” wydawnictwa obcojęzyczne nieuwzględnione na liście ministerialnej. Jest to niewielki ułamek, szczególnie ważny dla filologów. Jesteśmy gotowi do zmobilizowania naszych środowisk i uzupełnienia tych list. Zależy nam na rzetelnej ocenie naszej pracy.
Za treść pisma oraz za podane niżej potwierdzenia imienne odpowiada
Prof. Joanna Jabłkowska, dziekan Wydziału Filologicznego UŁ
Pismo sygnują (lista jest w obecnej chwili cyfrowa, ponieważ większość korespondentów była w czasie jej tworzenia na urlopach):
Dziekani
Dziekan Wydziału Filologicznego UŁ, prof. Joanna Jabłkowska
Dziekan Wydziału Filologicznego UJ, prof. Elżbieta Górska
Prodziekan Wydziału Anglistyki UAM, prof. UAM, dr hab. Piotr Gąsiorowski
Dziekan Wydziału Nauk Humanistycznych KUL, prof. KUL, dr hab. Magdalena Charzyńska-Wójcik
Dziekan Wydziału Neofilologii UAM, prof. UAM, dr hab. Aldona Sopata
Dziekan Wydziału Filologicznego UWr, prof. Marcin Cieński; prodziekan, prof. Leszek Berezowski
Dziekan Wydziału Filologicznego UMK, prof. Przemysław Nehring
Prodziekan Wydziału Filologicznego URz, prof. URz, dr hab. Agnieszka Uberman
Prodziekan ds. Studenckich i Dydaktycznych WNH KUL, prof. KUL, dr hab. Jolanta Klimek-Grądzka
Prodziekan ds. Rozwoju i Promocji WNH KUL i Kierownik Studiów Doktoranckich, prof. KUL, dr hab. Monika Sidor
Prodziekan ds. Nauki i Współpracy Międzynarodowej WNH KUL, prof. KUL, dr hab. Dariusz Skórczewski
Dyrektorzy instytutów
Instytut Filologii Germańskiej UŁ, dr hab. Małgorzata Kubisiak
Instytut Filologii Germańskiej UJ, prof. UJ, dr hab. Magdalena Sitarz
Instytut Filologii Germańskiej UAM, prof. UAM, dr hab. Sławomir Piontek
Instytut Filologii Germańskiej UWr, prof. Tomasz Małyszek; prof. UWr, dr hab. Urszula Bonter (z-ca)
Instytut Filologii Germańskiej KUL, prof. KUL, dr hab. Anna Rutka
Instytut Filologii Germańskiej UŚ, prof. UŚ, dr hab. Renata Dampc-Jarosz
Instytut Germanistyki i Lingwistyki Stosowanej UMCS, prof. UMCS, dr hab. Jarosław Krajka
Instytut Filologii Germańskiej UZ, prof. Paweł Zimniak
Instytut Romanistyki UŁ, prof. UŁ, dr hab. Anita Staroń
Instytut Romanistyki UW, dr hab. Maciej Smuk
Instytut Filologii Romańskiej UWr, prof. UWr, dr hab. Beata Baczyńska
Instytut Filologii Romańskiej UAM, prof. UAM, dr hab. Mirosław Loba
Instytut Filologii Romańskiej UJ, prof. UJ, dr hab. Wacław Rapak 4
Instytut Filologii Romańskiej UŚ, prof. Wiesław Banyś
Instytut Filologii Romańskiej UMCS, prof. UMCS, dr hab. Maria Falska
Instytut Filologii Romańskiej KUL, prof. KUL, dr hab. Katarzyna Wołowska
Instytut Kultury i Języka Francuskiego UO, prof. Krystyna Modrzejewska
Instytut Filologii Romańskiej UG, prof. UG, dr hab. Ewa Wierzbowska (z-ca)
Instytut Anglistyki UŁ, prof. Łukasz Bogucki
Instytut Filologii Angielskiej KUL, prof. KUL, dr hab. Grzegorz Maziarczyk
Instytut Anglistyki UMCS, prof. UMCS, dr hab. Adam Głaz
Instytut Filologii Angielskiej UJ, prof. Elżbieta Chrzanowska-Kluczewska
Instytut Anglistyki UMCS, dr hab. Zbigniew Mazur
Instytut Filologii Słowiańskiej UWr, prof. UWr, dr hab. Michał Sarnowski
Instytut Filologii Słowiańskiej KUL, prof. KUL, dr hab. Maria Mocarz-Kleindienst
Instytut Informacji Naukowej i Bibliotekoznawstwa UWr, dr hab. Bożena Koredczuk
Instytut Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej UWr, dr hab. Arkadiusz Lewicki
Instytut Językoznawstwa WNH KUL, prof. KUL, dr hab. Janusz Bień
Instytut Filologii Polskiej KUL, dr hab. Ireneusz Piekarski
Instytut Filologii Polskiej i Logopedii UŁ, dr hab. Danuta Kowalska
Kierownicy katedr i zakładów
Katedra Literatury i Kultury Krajów Niemieckojęzycznych XX i XXI w. UMK, prof. Leszek Żyliński
Katedra Germanistyki UKW, dr Elżbieta Nowikiewicz (peł. obowiązki)
Katedra Filologii Romańskiej UMK, dr hab. Piotr Sadkowski
Katedra Filologii Niderlandzkiej im. Erazma z Rotterdamu UWr., prof. Stefan Kiedroń
Katedra Filologii Angielskiej UWM, prof. UWM, dr hab. Ewa Kujawska-Lis
Katedra Językoznawstwa Angielskiego UJ, prof. Elżbieta Mańczak-Wohlfeld
Katedra Judaistyki im. Tadeusza Taubego UWr, prof. UWr, dr hab. Marcin Wodziński
Katedra Historii Literatury Staropolskiej KUL, prof. Mirosława Hanusiewicz-Lavallee
Zakład Literatur Niemieckiego Obszaru Językowego UW, dr hab. Krzysztof Tkaczyk
Zakład Literatury i Kultury Krajów Niemieckojęzycznych US, prof. US, dr hab. Dorota Sośnicka
Zakład Współczesnej Literatury Niemieckiej US, prof. US, dr hab. Ewelina Kamińska-Ossowska
Zakład Historii Literatury Niemieckiej do 1848 r. UWr, prof. Wojciech Kunicki
Zakład Literatury Niemieckiej UJ, prof. Maria Kłańska
Zakład Językoznawstwa Germańskiego UJ, prof. Zofia Berdychowska
Katedra Filologii Angielskiej UMW, prof. UWM, dr hab. Ewa Kujawska-Lis
Zakład Translatoryki UŚ, prof. Andrzej Łyda 5
Zakład Italianistyki WF UŁ, prof. UŁ, dr hab. Artur Gałkowski
Akademickie Towarzystwo Romanistów Polskich „Plejada”
Podczas uroczystości 75 rocznicy likwidacji getta odbywających się na cmentarzu żydowskim oraz na stacji Radegast w Łodzi 29 sierpnia poznałem ciekawego człowieka, burmistrza Kolonii Andreasa Woltera.
Muzeum i pomnik na stacji Radegast w Łodzi fot. Jarosław Płuciennik
„Z wielkim smutkiem uświadamiam sobie, że w tak wielu krajach osoby LGBTQI wciąż muszą liczyć się z dyskryminacją, uciskiem i przemocą”. Niemcy zdają sobie sprawę z tego, że obraz Polski jawi się niejednoznacznie. „Z jednej strony stosunki homoseksualne w Polsce zostały zdekryminalizowane wcześniej niż w wielu innych krajach, ale z drugiej strony homofobiczne urazy są nadal powszechne w społeczeństwie.” I konstatuje, że „niestety kościół w Polsce nie jest z Wami i nie walczy z Wami o uznanie różnorodności i miłość, ale wręcz przeciwnie, prowokuje nienawiść i pogardę”. (filologiczne tłumaczenie JP) Pastor, autor listu, kończy go wyrazistym przesłaniem:
„Życzę wam odwagi i pewności, że nienawiść nigdy nie wygrywa, ale właśnie miłość. W piosence, którą śpiewamy Marszom Równości w Kolonii, jest powiedziane:
Andreas Wolter na scenie w Katowicach z delegacją niemieckich aktywistów przed sceną (z zasobów Andreasa Woltera)
Lud Boży może zwyciężyć ponad nienawiść i spory.
Sprawiedliwość jest silniejsza niż przemoc.
Próbowałem tysiąc razy, śmiałem się tysiąc razy,
ale teraz nadzieja znów lśni w mrokach nocy!
Zapewniam Was, że Kościół ewangelicki w Kolonii jest po Waszej stronie i życzy Wam dużo siły na drodze do sprawiedliwości i uznania różnorodności.”
Jednak istnieje także list od reprezentantów Kościoła Katolickiego w Kolonii, który wydaje mi się także niezwykle ważny, bo nawołujący nie tylko to tolerancji, ale także empatii i miłości. Cytuję za listem, otrzymanym od Andreasa Woltera (prywatna korespondencja).
Pozdrowienia od pana Gregora Stielsa, przewodniczącego Komitetu Katolickiego w Kolonii:
Szanowni Państwo, Delegacja z Kolonii wyruszyła do naszego partnerskiego miasta Katowice, aby wesprzeć paradę LGBT i świętować to wydarzenie wraz z naszymi przyjaciółmi w Katowicach. Niestety, pokojowe obawy i radosne obchody LGBT są przyćmione przez homofobiczną przemoc, tak jak miało to miejsce w tym roku w Białymstoku. Komitet Katolicki w Kolonii traktuje to z wielką troską i potępia przemoc w najsilniejszy sposób! Niestety, wiele osób LGBT czuje się dziś pozostawionych w samotności lub nawet odrzuconych przez Kościół katolicki. W Psalmie 139 czytamy: „Ty sam stworzyłeś mnie od zewnątrz, utkałeś mnie w łonie mojej matki. Dziękuję, że jestem tak cudowny i wspaniale stworzony. ”Komitet Katolicki w Kolonii zobowiązuje się do poszanowania, tolerancji i empatii zarówno w kościele, jak i w społeczeństwie.
Dlatego aktywnie szuka dialogu z LGBT od wielu lat. Razem dyskutują, w jaki sposób Kościół Katolicki może być domem wiary dla wszystkich i razem Komitet Katolicki i jego partnerzy walczą z homofobią, ksenofobią i dyskryminacją. Mam nadzieję, że także w Katowicach tak ważna sprawa spotka się z wieloma otwartymi sercami! Życzę delegacji Bożego błogosławieństwa na podróż, szczęśliwego i błogosławionego czasu w Katowicach i bezpiecznego powrotu do domu!
Za Komitet Katolicki w Kolonii Gregory Stiels, przewodniczący
Dla pewności przytaczam oryginał po niemiecku:
Grußwort des Vorsitzenden des Katholikenausschuss der Stadt Köln, Herrn Gregor Stiels vom 3.9.2019 Sehr geehrte Damen und Herren, eine Delegation aus Köln hat sich auf den Weg in unsere Partnerstadt Kattowitz gemacht, um die LGBT-Parade zu unterstützen und mit unseren Freundinnen und Freunden in Kattowitz dieses Ereignis gemeinsam zu feiern. Leider werden immer wieder die friedlichen Anliegen und die fröhlichen Feiern der LGBT von homophober Gewalt überschattet, wie auch in diesem Jahr in Bialystok. Der Katholikenausschuss in der Stadt Köln sieht dies mit großer Sorge und verurteilt diese Gewalt aufs Schärfste! Leider fühlen sich bis heute viele LGBT von der katholischen Kirche allein gelassen oder gar verstoßen. Dabei heißt es im Psalm 139: „Du selbst hast mein Innerstes geschaffen, hast mich gewoben im Schoß meiner Mutter. Ich danke dir, dass ich so staunenswert und wunderbar gestaltet bin.“ Der Katholikenausschuss in der Stadt Köln setzt sich für Respekt, Toleranz und Empathie ein, in der Kirche, wie auch in der Gesellschaft. Daher sucht er seit vielen Jahren aktiv den Dialog mit LGBT. Gemeinsam wird diskutiert, wie die katholische Kirche eine Glaubensheimat für alle sein kann und gemeinsam kämpft der Katholikenausschuss mit seinen Partnern gegen Homophobie, Fremdenfeindlichkeit und Diskriminierung. Ich hoffe, dass diese wichtigen Anliegen auch in Kattowitz auf viele offene Herzen treffen! Der Delegation wünsche ich Gottes Segen für die Reise, eine frohe und gesegnete Zeit in Kattowitz und eine sichere Heimkehr! Für den Katholikenausschuss in der Stadt Köln Gregor Stiels Vorsitzender ——————-
Bardzo jest to pouczające. W imię miłości ewangelicznej walczymy z homofobią, ksenofobią i dyskryminacją.
I ponownie przychodzi mi stwierdzić: przepracowanie przeszłości owocuje lepszą postawą w teraźniejszości. Jeśli będziemy udawać, że to nas nie dotyczy, że ta forma dyskryminacji, która dotyka dzisiaj ludzi LGBT nie jest naszą sprawą, to owoce takiej postawy zbierzemy wcześniej niż myślimy. Każda forma dyskryminacji jest przeciwna przesłaniu miłości i empatycznego spojrzenia na bliźniego. Uczmy się od Niemców, tak jak proponuje amerykańska Żydówka Susan Neiman.
ks. prezes dr h.c. Annette Kurschus i bp Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w Polsce podczas uroczystości w Warszawie 31 sierpnia 2019
I tam także padły ważne słowa pojednania od biskupa Krzysztofa Nitkiewicza, przewodniczącego Rady ds. Ekumenizmu Konferencji Episkopatu Polski, który przypomniał, że orędzie polskich biskupów do biskupów niemieckie z 1965 roku, z którego pochodzi słynne: „…przebaczamy i prosimy o wybaczenie” wymagało odwagi, bo zaraz potem list spotkał się z nagonką reżimu komunistycznego: odbywały się „spontaniczne” masowe manifestacje przeciwników KK, zaś „ubecy” malowali na kościołach w Polsce napisy „zdrajcy”. Jak wspomniał bp. Nitkiewicz, niedługo potem, co sami „ubecy” musieli zamalowywać te napisy, bo nastąpił okres polepszenia relacji polsko-niemieckich i miała miejsce wizyta najwyższych władz Niemiec.
Co musi się wydarzyć, żeby władze w Polsce przestały podżegać rodaków do nienawiści? Szczucie ma miejsce w odniesieniu do bardzo wielu grup społecznych. Niestety, KK w Polsce bierze w tym udział. Społeczność LGBT jest papierkiem lakmusowym atmosfery w Polsce. Gwałtowność wydarzeń w Białymstoku spotkała się z wyraźnym potępieniem bpa Jerzego Samca, biskupa Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w Polsce. Niestety, nie słyszymy głosów oburzenia, raczej rozpętanie kolejnej kampanii politycznej, mającej wesprzeć partię rządzącą aktualnie w Polsce. Biskup Samiec 31 sierpnia 2019 mówił także o odpowiedzialności chrześcijańskiej za świat. Jednym z narzędzie jest odpowiedzialność za słowo. Wiedział o tym Victor Klemperer, który napisał o języki Trzeciej Rzeszy (wspomina o nim także przytaczana już przeze mnie wielokrotnie Susan Neiman). Słowo nie jest pustym dźwiękiem, słowo jest zaczynem. Dlatego zaangażowanie społeczne jest tak istotne. Nie można przechodzić obojętnie mimo nienawiści i gwałtu. Jakiejkolwiek. Dlatego uczmy się od Niemców i dokładnie przemyślmy sprawę dwóch listów, które odczytał w Katowicach wiceburmistrz Kolonii Andreas Wolter: to listy wzywające jednak do opamiętania. Niemcy wiedzą, co mówią.
Andreas Wolter w Katowicach na czele marszu równości 7 września 2019 (zasoby Andreasa Woltera)
I za to mówienie spotyka ich kampania nienawiści troli:
Screen ze smartfona Andreasa Woltera ujawniający mejl od „Dariusza Kowarczyka” (źródła własne)
W kontekście antyniemieckiej kampanii nienawiści oraz pseudopolityki zagranicznej obecnego rządu takie groźby ujawniają rozmiar plugastwa zalewającego obecnie Polskę. Jest mi autentycznie wstyd. Ale wzbiera też we mnie przekonanie, że musi nastąpić opamiętanie.
Wyznania bardzo płodnej Pani profesor. Jeszcze jeden argument za otwartym dostępem do nauki
Kathryn M. Rudy opublikowała ostatnio (29.08.19) opinię w Times Higher Education pt. The true costs of research and publishing, a jest profesorem historii sztuki na University of St Andrews. Jej najnowsza książka to Image, Knife i Gluepot: Early Assemblage in Manuscript and Print (2019). (Twitter autorki to https://twitter.com/katerudy1)
Kathlyn Rudy podczas wykładu TED w 2013 r. (zrzut ekranu)
Opisując detalicznie, czym się zajmuje, trzeba wskazać, że jest historykiem rękopisów i że ceni się ją za niezwykle „śledcze” podejście do średniowiecznych książek, jest w tym obszarze pionierem wykorzystania najnowszych technik, w postaci densytometru do pomiaru brudu, jaki pierwotni czytelnicy zdeponowali w widzianych przez siebie książkach.
Medical imaging center in Paris, France. Badanie densytometryczne kości kobiety
Jest członkiem Royal Society of Edinburgh. Opublikowała pięć
książek (szóstka w drodze) i regularnie publikuje w najlepszych czasopismach
naukowych. W 2013 roku wygłosiła mowę na TED na temat tajnego życia rękopisów
(na przykład o zanieczyszczaniu rękopisów poprzez całowanie ich przez mnichów).
Zaczyna swój artykuł o tego, że „im bardziej jej działania
kończą się sukcesem, tym biedniejsza się staje”. A to wszystko przez
koszty badania oraz publikowania:
1) Podróżowanie do archiwalnych, unikalnych zasobów w celu
podjęcia oryginalnych badań średniowiecznych rękopisów. Tutaj podaje choćby
jeden przykład – w jednej ze swoich książek z 2017 publikuje dużo kopii rękopisów,
zaś musiała odbyć ponad 550 podróży do 163 pojedynczych repozytoriów średniowiecznych
rękopisów.
2) Kupowanie fotografii wysokiej jakości.
Tutaj ciekawostka i polonicum: „Na przykład w
bibliotece diecezjalnej we Wrocławiu w Polsce musiałam zapłacić za przywilej
korzystania z aparatu dużą gotówkę i wręczyć ją księdzu odpowiedzialnemu za
archiwum.”
3) Uiszczenie opłaty rejestracyjnej, koszty zakwaterowania i
podróży w celu udostępniania badań na konferencjach. Autorka pisze o 2
konferencjach w roku bardzo istotnych dla jej badań, podkreśla, że uczestnictwo
w żywej debacie naukowej jest nieocenione i nie można tych kosztów zredukować.
4) Kupowanie obrazów w wysokiej rozdzielczości do
publikacji.
5) Płacenie za przechowywanie (archiwizację) danych.
6) Płacenie opłat za prawa autorskie.
7) Dostarczenie bezpłatnych egzemplarzy książek dla lepszej
dystrybucji i promocji (autorka wspomina o siedemdziesięciu kilku
egzemplarzach, które musiała w celach promocyjnych zakupić sama).
8) Płacenie za opłaty produkcyjne. (Wydawanie książek)
Kathryn Rudy wykazuje, że wsparcie państwowej instytucji, w
której jest zatrudniona pokrywa jej koszty w niewielkim procencie. Resztę musi
pokryć z własnej pensji.
Autorka kończy odpowiedzią na pytania, co można zrobić…
„Jeśli uniwersytety rzeczywiście chcą promować badania
humanistyczne, muszą dostosować finansowanie do kosztów. Instytucje amerykańskie
zapewniają swoim profesorom znacznie więcej funduszy na badania. Jeśli chcemy
dotrzymać im kroku na arenie światowej, potrzebujemy większego dostępu do
zasobów.” Pisze to szkocka profesorka, która na pewno nie jest
wynagradzana w Polsce.
„Instytucje będące w posiadaniu zbiorów
ikonograficznych powinny przemyśleć swój cel. Nigdy nie mogą mieć wystarczającej
wiedzy specjalistycznej, aby w pełni zbadać wszystkie swoje zasoby. Powinni być
wdzięczni uczonym, którzy wykorzystują swoją wiedzę, aby propagować ich
zbiory.” Wniosek: pozwolić publikować w otwartym dostępie za darmo. Te
instytucje „powinny również umożliwiać naukowcom tworzenie fotografii do
badań i tworzenie obrazów o wysokiej rozdzielczości do publikacji po niskich
kosztach.”
„Publikacja cyfrowa jest po prostu najbardziej wydajnym
i opłacalnym sposobem na rozpowszechnianie pomysłów na świecie. Musimy w pełni
uzasadnić publikację cyfrową, internetową i recenzowaną oraz wprowadzić w życie
normę. Musimy stworzyć świat, w którym młodzi ludzie będą publikować w
Internecie, bez obawy, że zaszkodzi to ich karierze.” Nie mogę się nie
zgodzić z takim wnioskiem. Otwarty dostęp jest jedyną przyszłością nauki. Świadczy
o tym fakt, że duże firmy inwestują olbrzymie sumy w badania naukowe, w których
głównym punktem jest wymóg publikacji
wyników badań z pominięciem najważniejszych czasopism z subskrypcjami.
No i pojawia się wymóg publikacji materiałów badawczych. W sytuacji
specjalistycznej dyscypliny Kathryn M. Rudy publikacja zasobów archiwalnych
jest priorytetem. Oczywiście, wszyscy badacze przeszłości muszą tym samym pożegnać
się ze szczególnym romantyzmem autopsji:
„a przecież kupowałem w salonach sztuki
pudry mikstury maście
szminki na szlachetność
przykładałem do oczu marmur zieleń Veronesa
Mozartem nacierałem uszy
doskonaliłem nozdrza wonią starych książek” (Pan Cogito
obserwuje swoją twarz, Pan Cogito 1974)
W momencie zaistnienia kultury cyfrowej, kultura analogowa musi się coraz bardziej wycofywać. Na razie nie ma powszechnej świadomości, że kultura cyfrowa może także przyczyniać się do ocieplania klimatu (potrzeba olbrzymiej masy energii). Na razie chyba jednak koszty lotów na konferencje, pobytów w archiwach znacznie przewyższają ślad węglowy publikacji online. Tylko jeszcze potrzeba przemyślenia, jak utrzymać wysoką kulturę konferencji naukowych, bo autentyczna debata sympozjonów jest nie do zastąpienia wideokonferencjami. Tak czy owak, uważam, iż ostatnia publikacja z THE z opinią Kathryn Rudy jest świetnym argumentem za otwieraniem nauki na oścież, łącznie z materiałami badawczymi także w humanistyce.
Warto zauważyć, że nowa zmiana w szkolnictwie wyższym nijak nie odpowiada na wyzwania współczesności, nijak nie odpowiada na pytania zawarte w tej publikacji wybitnej profesorki historii sztuki.
Polskie przepracowanie przeszłości pilnie potrzebne
Dzisiaj 29 sierpnia uczestniczyłem w głównych uroczystościach upamiętniających likwidację getta żydowskiego w Łodzi na cmentarzu żydowskim i na Stacji Radegast. Tam w latach 1941-44 przywożono Żydów (a także Romów) z Europy do getta w Litzmannstadt (niemiecka nazwa Łodzi pod okupacją niemiecką). Stąd wywożono Żydów do różnych obozów (takie łódzkie Umschlagplatz, plac przeładunkowy).
Radegast stacja
Oficjalne uroczystości z udziałem ocalałych, rodzin ofiar oraz przedstawicieli władz państwowych i Łodzi zaczęły się od części religijnej: zapalenia zniczy na Cmentarzu Żydowskim, odmówieniem modlitwy Kadisz (Jehuda Widawski), modlitwą psalmu 130 przez ekumeniczne grono wyznań chrześcijańskich. Stamtąd przeszedł Marsz Pamięci na Stację Radegast.
To Getto zostało utworzone przez nazistów 11 kwietnia 1940 r. To drugie co do wielkości w Polsce i najdłużej funkcjonujące getto na ziemiach polskich. Trafiało do niego wielu żydowskich intelektualistów z Czech, Niemiec, Austrii i Luksemburga oraz 5 tys. Romów z Austrii (w getcie w sumie znalazło się ponad 200 tys. osób).
Podczas dzisiejszych uroczystości, których gospodarzem była Pani Prezydent Łodzi Hanna Zdanowska oraz Centrum Dialogu im. Marka Edelmana (Dr Joanna Podolska), dało się zauważyć mnóstwo polityków: oprócz gospodarzy (także wiceprezydentów Łodzi i przewodniczącego Rady Miejskiej) było aż dwóch wicepremierów.
Najważniejsza refleksja, która mi się nasunęła podczas wysłuchania przemówień okolicznościowych była taka, że przemawiający w imieniu ocalałych apelował z jednej strony o pamięć, z drugiej wychwalał sztukę zapomnienia. Według tej myśli, znacznie wcześniejszej niż logika Arystotelesowska, te dwie przeciwstawne tendencje nie muszą się wykluczać. Trzeba pamiętać, ale nie być pamiętliwym.
W tym kontekście jednak bardzo istotne było to, że Żydzi łódzcy pamiętają nie tylko Holokaust, ale także rok 1968 w Polsce i Łodzi, mówili, że Łódź nie może być dumna z siebie z tych lat.
To nasunęło mi pewną analogię: czytałem ostatnio książkę Susane Neiman (Neiman, Susan, Learning from the Germans: race and the memory of evil. First edition, Farrar, Straus and Giroux, 2019.), której tytuł można byłoby przetłumaczyć „Ucząc się do Niemców: rasa i pamięć zła”. W tej książce właśnie autorka szczegółowo i pasjonująco opisuje „przepracowanie przeszłości” przez powojenne społeczeństwo niemieckie (może tylko RFN?), które pozwala uderzyć się we własne piersi i traktować przeszłość jako sposób na rozjaśnianie przyszłości, a nie jako sposób na mitologizację własnej świętości.
Dlatego wybrzmiewa mi niezwykle mocno, niestety, kontrast pomiędzy dialektyką pamięci/zapomnienia proponowaną przez ocalałych z Zagłady, a totalną amnezją widoczną w przemówieniu premiera Morawieckiego, który nie omieszkał zatrzymać się na odznaczeniu Sprawiedliwych wśród Narodów Świata (podczas uroczystości miało miejsce to zaszczytne pośmiertne odznaczenie Polaków). Ani słowem nie wspomniał o 1968 roku, ani o Jedwabnem, ani o Kielcach… Takie okrągłe formułki o naszej własnej sprawiedliwości a może świętości może dobrze brzmią propagandowo, jednak nie są żadnym sposobem na budowanie autentycznych i trwałych relacji opartych na wzajemnym szacunku. Choć przecież mamy świetne filmy jak nagradzana „Ida” Pawlikowskiego.
Na tym tle szczególnie donośnie wybrzmiewa mi cytat, odnoszony przez Ocalałego z Zagłady do wydarzeń 1968 roku w Polsce: „Jest ONR-u spadkobiercą partia”. „Niech tutaj będzie wreszcie powiedziane:/ Jest ONR-u spadkobiercą Partia./ A poza nimi nic nigdy nie było/ Prócz buntu godnych pogardy jednostek.”
Ten cytat wraz z okrągłymi słowami Prezydenta RP i premiera RP świadczą wymownie o palącej potrzebie przepracowania przez Polskę i poszczególnych Polaków swojej przeszłości. Nie budowania mitu początku, nie budowania pomników, tylko narodowej dyskusji o trudnych sprawach przeszłości. Bo one zatruwają pustotą i zakłamaniem teraźniejsze relacje z ludźmi.
Dobrze iż zmieniła się formuła tzw. Apelu Poległych. Tym razem nie było już obowiązkowego jeszcze niedawno tzw. Apelu smoleńskiego. Ale musimy „przepracować swoją przeszłość”. Tylko jak to zrobić, jeśli ponad 60% Polaków przyznaje się do tego, że w ostatnim roku nie przeczytało żadnej książki…
Na tym tle bardzo dobrze zaistniał wiersz Abramka Koplowicza (jeden z mieszkańców getta) „Marzenie” zacytowany w krótkim, ale osobistym przemówieniu prezydent Hanny Zdanowskiej: „Jak ja mieć będę dwadzieścia lat, zacznę oglądać nasz piękny świat. Usiądę w wielkim ptaku-motorze i wzniosę się w wszechświata przestworze. Popłynę, pofrunę w świat piękny, daleki, popłynę, pofrunę przez morza i rzeki.” To jest marzenie dziecka, ale w odniesieniu do lepszego świata, którego życzyła Pani Prezydent, to jak Imagine Johna Lennona.
Michał Urbaniak, Kraków 2018, zdjęcie wjarek z Depositphotos
Hasło Uniwersytetu Łódzkiego po angielsku „Free Your Mind!” „Uwolnij swój umysł” otwiera nową genialną płytę Michała Urbaniaka. Oczywiście to szczęśliwa koincydencja. Ale takie zbiegi okoliczności cieszą niezwykle. Honorowy obywatel miasta Łodzi, słynny nowojorczyk, warszawianin, ambasador Łodzi, absolwent łódzkiego liceum muzycznego wydał nowy album „For Warsaw With Love” (2019) Jest to uczczenie przez słynnego jazzowego skrzypka i kompozytora obchodów 75. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego. „Ta płyta to mój życiorys” – powiedział PAP Urbaniak.
„- Wychowałem się w Łodzi, w wieku lat 17 wróciłem do Warszawy, kiedy dołączyłem do zespołu Zbyszka Namysłowskiego. Jestem warszawskim łodzianinem, albo łódzkim warszawiakiem. Na płycie jest kompozycja „Czerwony autobus” – symbolizuje on tę moją całą wycieczkę. To już 60 lat w podróży. Wkrótce po przyjeździe do Warszawy grałem z Namysłowskim, potem z Andrzejem Trzaskowskim, ojcem obecnego prezydenta miasta Rafała Trzaskowskiego – dodaje.” Cytat
Wystąpili na tej płycie m.in. Marcus Miller, Herbie Hancock, Lenny White, James D-Train Williams i Mika Urbaniak, David Gillmour. Cytat
Album jest hołdem muzyka dla Powstania Warszawskiego. Nawet nowojorski raper Stuntman śpiewający na tej płycie był ponoć pod wrażeniem historii powstania. Widać to zresztą w tym pierwszym utworze albumu. „Free you mind, free your soul” pobrzmiewa echem w słuchaczach tak jak „Czerwony autobus” Szpilmana.
Dla Łodzi także najważniejszy jest ten pierwszy na albumie utwór promujący na singlu całość: utwór „Red Bus to Freedom”. W tym wspaniałym utworze znajdziemy cytat słynnej piosenki Władysława Szpilmana „Czerwony Autobus”. Gościnnie wystąpił tu raper Stuntman. Muzyka Michał Urbaniak i Al MacDowell, tekst Kazimierz Winkler i Stuntman. (Cytat) Jest to utwór bardzo warszawski, ale czyn powstania został w nim powiązany z hasłem Uniwersytetu Łódzkiego: Free Your Mind!!! Muzyk jest w świetnej formie. Kompozycje i wykonanie super! Michale Urbaniak, zapraszamy do Łodzi!!! Dzięki za „prząśniczkę” w trzecim utworze!
Sporo się pisze ostatnio o nienawiści. Ja przekornie chciałbym
dzisiaj o miłości.
Chciałbym podzielić się fragmentem poezji mojego znajomego,
teologa, filozofa i poety szwedzkiego Svena Hillerta.
W wolnym tłumaczeniu na polski
Chcę wierzyć, że miłość istnieje
bez namysłu i kalkulacji,
bez korzyści i zysków,
bez spadochronu i ubezpieczenia.
Chcę wierzyć, że coś istnieje
w każdym, kto odważy się upaść,
w każdej zmrożonej duszyczce
we wszystkim i we wszystkich.
(S. Hillert, Uwierz w coś, proprius.se)
Na tle tego pesymizmu naszego powszechnego, na tle tej
nienawiści dookolnej i tego zabagnionego świata, ten wiersz pozwala mi się uśmiechnąć.
Sven jest teologiem zrównoważonego rozwoju, sporo pisze o
ekologii, uwielbia naturę, biega amatorsko. Kiedyś przebiegłem z nim prawie 10
km nad Bałtykiem. Bardzo optymistycznie brzmi jego przesłanie. Chcę wierzyć, że
miłość istnieje.
Zanim zapoznam się z całym tomikiem, który ma mi Sven wysłać,
chciałem sięgnąć właśnie do tej poezji zrównoważonego rozwoju z jego książki
teologicznej, której tytuł też jest poetycki, to znaczy niejednoznaczny, może
bowiem odsyłać do wielu niuansów: to może być wiara w zrównoważony rozwój, wiara
zrównoważonego rozwoju, wiara w zrównoważonym rozwoju…
Piękny wiersz, w którym czytelnik znajdzie pełną optymizmu
teologię zrównoważonego rozwoju, czegoś, co można także zobaczyć w słynnym
szwedzkim pojęciu „lagom”, choć to jest bardziej skomplikowane i dużo
trzeba byłoby pisać, aby wyjaśnić wszystkie podobieństwa i różnice.
Myślę, że zarówno ten nowy wiersz, jak i ten, który odnalazłem
w teologicznym eseju Svena mają w sobie niesłychany optymizm i napawają nadzieją,
jakże potrzebną w naszych czasach.
Na samym końcu
są tacy, którzy nigdy nie umierają,
wyszeptując z wieczności
tęsknotę do życia.
Wszystko, co istniało
i jest i będzie istnieć,
jest odpowiedzią na słowo.
Wszystko ma związek
ze wszystkim, co powstało,
życiem
w niebie i na ziemi.
W samej głębi
życie jest udzielane nam jako pożyczka.
Oddycham teraz i tutaj
we wszystkim, co jest.
Wszystko, co może karmić,
ogrzać i unieść,
istnieje
jako odpowiedź na słowo.
W końcu wszystko ma swoje znaczenie,
Kiedy wszystko się przybliża
Do życia
I w niebie i na ziemi.
W głębi wnętrza
nie ma żadnego oni i my,
Znajdzie się tam to nigdy nie widziane,
wszystko staje się jednym.
Wszystko, co chcesz kochać,
pielęgnować i chronić,
istnieje
w odpowiedzi na słowo.
Uwierz w swoją miłość
i żyj w swojej tęsknocie
za życiem
w niebie i na ziemi.
Tłumaczę swobodnie, nie wszystko pewnie jest możliwe do oddania,
ale zapragnąłem podzielić się pragnieniem… miłości. Czego i Wam życzę.
Dla porządku podaję poniżej oryginał.
Längst
innerst innanför
finns det
som aldrig dör,
viskar från
evig tid
längtan
till liv.
Allt som
har varit
och är och
ska komma
finns till
som ett
svar på ett ord.
Allt är
besläktat
med allt i
sitt ursprung,
ett liv
i himmel
och på jord.
Längst
innerst inifrån
ges livet
som ett lån.
Jag andas
nu och här
i allt som
är.
Allt som
kan föda
och värma och bära
finns till
som ett
svar på ett ord.
Allt får
sin mening
när allt
kommer nära,
ett liv
i himmel
och på jord.
Längst
innerst inuti
finns inga
de och vi,
finns det
som ingen sett,
allt blir
till ett.
Allt du
vill älska
och värna
och vårda
finns till
som ett
svar på ett ord.
Tro på din
kärlek
och lev i
din längtan
ett liv
i himmel
och på jord.
(S.
Hillert, Tro i hållbar utveckling. Med Gud bortom dualismen, Argument, Varberg
2017, 7)
Komentarz na temat najnowszej publikacji w THE o zmianach w
szkolnictwie wyższym w Polsce
David Matthews opublikował kilka dni temu analizę pt. Reformy szkolnictwa wyższego w Polsce: przejęcie władzy czy konieczna korekta? Publikacja ujrzała światło dzienne 15 sierpnia 2019 w prestiżowym brytyjskim tygodniku specjalistycznym poświęconym szkolnictwu wyższemu Times Higher Education. Obszerna i pogłębiona analiza, starająca się cytować zarówno zwolenników, jak i krytyków zmian w obszarze nauki i szkolnictwa wyższego w Polsce, jest wynikiem autentycznych rozmów przeprowadzonych przez Davida Matthewsa m. in. po publikacji w kwietniu niepochlebnej opinii na temat tzw. Reformy Gowina.
Warto podkreślić, że Matthews stara się być bezstronny, a mimo to ostateczny wniosek z jego pogłębionej dziennikarskiej roboty jest pesymistyczny. Ostatecznie autor artykułu widzi groźbę sporej ideologizacji obszaru nauki i edukacji wyższej w Polsce.
Początkowo obraz nie wygląda źle, bo Matthews rozpoczyna od porównania sytuacji na Węgrzech z sytuacją w Polsce. Na tle oficjalnych węgierskich zakazów prowadzenia badań nad płcią (gender), zmuszenia środkowoeuropejskiego uniwersytetu George’a Sorosa do przeniesienia się do Wiednia i ręcznych mianowań rektorów Polska ma się jeszcze dobrze. Co więcej, autor porównuje swoje wrażenia z wizyty w Budapeszcie w 2017 r. do tych z Warszawy z lata 2019 i wychodzi mu, że atmosfera w Polsce jest jeszcze atmosferą wolności, bo naukowcy, z którymi rozmawiał nie rozglądają się niepewnie, kiedy się ich pyta o oceny i są zadowoleni, że dziennikarz rejestruje ich uwagi. Zupełnie inaczej było w Budapeszcie.
Warto także zobaczyć, że THE jako tygodnik związany z
coroczną publikacją rankingów uczelni świata wyraźnie preferuje mierzalne dane
i parametryzację funkcjonującą w świecie brytyjsko-amerykańskim. Stąd np. widać
ślad nadziei w tekście Dawida Matthews, kiedy zapytuje retorycznie, czy reforma
Gowina „stara się jedynie wzmocnić pozycję polskich rektorów w
skuteczniejszym zarządzaniu ich instytucjami i narzucić tak potrzebną dawkę
ambicji i merytokracji słabnącemu systemowi szkolnictwa wyższego”, który
przecież lokuje się na arenie międzynarodowej znacznie poniżej swoich możliwości.
Na poparcie tego przytaczane są twarde wyniki, których używa także polskie
ministerstwo, uzasadniając podjęcie reform: „z 4257 grantów początkowych
przyznawanych młodym naukowcom przez prestiżową Europejską Radę ds. Badań
Naukowych od 2007 r. akademicy z Polski zdobyli tylko 22. A spośród 2899
grantów zaawansowanych przyznawanych starszym naukowcom od 2008 r. Polska zdobyła
tylko cztery.” Dwa najwyżej ocenione polskie uniwersytety w światowym
rankingu uniwersytetów THE mieszczą się w przedziale 601–800.
Autor pomija fakt, że szkolnictwo wyższe w Polsce wykonało wielki wysiłek wielu zmian od 1989 roku i że od tego czasu z punktu widzenia tych właśnie wskaźników dokonał się i tak skok jakościowy. Co więcej, dziennikarz brytyjski wyraźnie zauważa, śledząc to, co powiedziała mu przy kawiarnianym stoliku prof. Monika Kostera, „że polskie uniwersytety tradycyjnie cieszyły się pewnym stopniem samorządu akademickiego od dawna wygaszonym w Europie Zachodniej.” Co więcej wydaje się, że Dawid Matthews ubolewa wraz ze swoją interlokutorką, że reformy Gowina zakończyły potencjalnie „chwalebne” eksperymenty w „demokracji kolegialnej”, zaś zmiany nie poparte większymi nakładami finansowymi nie przyczynią się do poprawy sytuacji. Autor cytuje także moją opinię o upadku mniejszych i młodszych uczelni w Polsce, które stracą uprawnienia i zostaną zdegradowane. Jest to szczególnie groźne na prowincji.
Najbardziej chyba istotne jest to, że autor dał także szansę
obszernego wypowiedzenia się ministrowi Jarosławowi Gowinowi, „architektowi
polskiego wstrząsu”, „wytwornemu, srebrnowłosemu filozofowi z eklektycznym CV”.
Minister ucieszył się, że THE pragnie z nim rozmawiać i uzasadnia swoje reformy
porównaniem uczelni polskich z Uniwersytetem Cambridge, bo rozmawiał z Sir
Leszkiem Borysiewiczem, byłym kanclerzem Uniwersytetu Cambridge, synem polskich
uchodźców wojennych i wyszło mu, że kanclerze w systemie brytyjskim mogą
znacznie więcej niż polscy Rektorzy.
Nie mogę zauważyć, że w takim zestawieniu Cambridge vs. cała Polska, zawsze będziemy wyglądać fatalnie. Nie tylko system brytyjski i polski są nieporównywalne, ale uczelnie masowe takie jak w Polsce nigdy nie będą uczelniami rezydencjalnymi, tak jak koledżowe Cambridge. Nie mogę też nie wspomnieć, że moje zdziwienie budzi także minister nauki, który rozmawia po angielsku z dziennikarzem THE w obecności kilku tłumaczy. (Sic!)
Autor analizy cytuje zarówno dra hab. Emmanuela Kulczyckiego, przedstawianego jako zwolennika i głównego doradcę ministerstwa, jak i doktorantkę Monikę Helak biorącą udział w czerwcowych protestach okupacyjnych 2018 r., inspirowanych m.in. przez KKHP. Stara się naprawdę sięgać na prawo i lewo, żeby zbalansować obraz.
Minister Gowin sam siebie w rozmowach ukazuje jako „tradycyjnego,
kochającego wolność i pluralistycznego konserwatystę”. Wydaje się zadowolony,
kiedy przeciwnicy zarzucają mu bycie neoliberalnym, ale to wszystko z tego, że „nie
podoba mu się państwo”. Uważa, że „państwo powinno być ograniczone i dać jak
najwięcej miejsca jednostkom, rodzinie i społeczności”. Jednak sam autor artykułu
zauważa, iż publiczna zapowiedź przez Gowina „repolonizacji” polskich mediów po
wygranych przez PiS wyborach w październiku nie wydaje się z ducha liberalnego.
I jego dziedzictwo, niezależnie od tego, czy zachowa swoje stanowisko ministra
po wyborach, jest oceniane przez autora negatywnie.
„Pod jego reformami teologia została wyniesiona z podsekcji
nauk humanistycznych do jednej z ośmiu ogólnych dyscyplin, stawiając ją na
równi z dziedzinami takimi jak ekonomia i nauki przyrodnicze. Daje to teologom
wielką moc w eksperckich radach doradczych, które decydują na przykład, które
czasopisma lub instytucje oficjalnie uznają.”
Nawet dr hab. Emmanuel Kulczycki, jeden z wielkich agentów zmian, jest sceptyczny, jeśli idzie o ten punkt programu Gowina.
Artykuł kończy się pesymistyczną wizją ideologizacji
polskiej nauki i szkolnictwa wyższego: „Polskie uniwersytety mogły jak dotąd
wymknąć się spod kontroli państwa, ale wpływ kościoła może być trudniejszy do
uniknięcia.”
Zasadniczo zatem należy odnotować, że ocena zmian wypada
negatywnie. Autor analizy sympatyzuje z intencjami zmian, ale wykonanie ocenia
fatalnie. Co więcej, jeśli miałbym wskazać najsłabszy punkt w jego analizie, to
trzeba byłoby zauważyć, iż nie uwzględnia on w większym stopniu tej rosnącej na
polskich uczelniach świadomości demokratycznych procedur. Co w kontekście
ograniczania demokracji w innych obszarach ma duże znaczenie. Za mało jest także
o tych ideach w najnowszej nauce o zarządzaniu, które wskazują na rolę
kreatywności i krytycznego myślenia w małych zespołach.
Odpowiadając na zadane przez autora artykułu pytanie, czy zmiany na uczelniach w Polsce to jest przejęcie władzy, czy też konieczna korekta, trzeba odpowiedzieć, że wnioski nasuwają się same: to jest przejęcie władzy, ale nie przez państwo, tylko przez ideologię dominującą dziś w Polsce. Co więcej, należałoby zaprosić autora, aby uważnie śledził sytuację w Polsce, bo tak, jak nie wszystko widać latem 2019 r. przed wyborami, tak pewne skutki reformy zaczną się pojawiać dopiero za kilkanaście miesięcy. Matthews np. nie mógł jeszcze odnieść się do sytuacji stworzonej przez nową listę czasopism, w których naukowcy polscy powinni publikować, choć wcześniej znaną już listę wydawnictw ocenił krytycznie.
Redaktorze David Matthews, pozostańmy w kontakcie.