Blog

  • Czarny łabędź i marzenie o zdyscyplinowanym społeczeństwie… albo filozofia kultury zarazy

    Kiedy myślimy o zarazie i kulturze, przychodzi często na myśl Dżuma Alberta Camus, bo jest świetną alegorią wielu stanów egzystencjalnych i społecznych. Tak się jakoś złożyło, iż kiedy całkiem niedawno rekonstruowałem humanizm renesansowy dla studentów kulturoznawstwa, musiałem sięgnąć do innego dzieła inspirowanego zarazą, Dekameronu Giovanniego Boccaccia. To tam właśnie 10 różnych ludzi, uciekinierów z Florencji, przez 10 długich dni opowiada sobie sprośne historie, by przeczekać kwarantannę. Oni chcą przeczekać szalejącą dżumę i opowiadają historie, które były antykościelne, perwersyjne i przepełnione seksem. Czternastowieczne dzieło ma szczególne znaczenie w narodzinach nowoczesnej literatury, między innymi dlatego, że zapowiada bardziej demokratyczny czas praw jednostek (zob. godność człowieka w Akademii Florenckiej) w czasach zarazy, kiedy te prawa są gwałcone. „Każdy może opowiadać”, „każdy ma swoją narrację”. Dekadencja średniowiecza jest w tym utworze napisanym już po włosku, w języku ludu, ewidentna.

    Inne dziełko o zarazie, nowela „Śmierć w Wenecji” Tomasza Manna, także jest swoistym arcydziełem gatunku. Nowela ta miała różne odczytania, choć zazwyczaj kontekst dekadentyzmu i rozliczenia z nim był przywoływany. Aż nazbyt widoczne podteksty homoseksualne i pedofilskie także miały wiele komentarzy. Przyczynił się do tego także Luchino Visconti, który zekranizował nowelę w 1971, dając swoją poetycką wersję dekadencji świata sprzed I wojny światowej. Visconti zresztą lubował się w odchodzących światach, jak o tym świadczy także ekranizacja „Lamparta” Lampedusy.

    Zauważalne z dzisiejszej perspektywy jest także i to, że Wenecja i Włosi próbują ukryć informacje o rozprzestrzenianiu się zarazy (ze wschodu), w tym przypadku cholery, przed turystami z całego świata. Business musi się kręcić jak zwykle.

    W sieci krąży już rozbudowany dyskurs na temat filozofii kultury kwarantanny. Oczywiście początki tego dyskursu sięgają tezy Michela Foucaulta, który uważał w „Nadzorować i karać”, że kwarantanna jest marzeniem o zdyscyplinowanym społeczeństwie, marzeniem władzy.

    Nawiązując do tego faktu, Georgio Agamben popełnił straszną pomyłkę, pisząc 26 lutego 2020 r. artykuł „Wynalazek epidemii”, w którym wypowiedział błędny ewidentnie osąd na temat COVID-19, że to jest trochę inna grypa i że nie ma sensu się przejmować samą zarazą, tylko raczej władzą, która wykorzysta ją, aby zdusić demokratyczne społeczeństwa.

    W dyskusji biorą udział M. Foucault, G. Agamben, J.L. Nancy, R. Esposito, S. Benvenuto, D. Dwivedi, S. Mohan, R. Ronchi, M. de Carolis, (W „Svenska Dagbladet” pisał o tym także Erik Wallrup 29 marca 2020), zaś ślady jej ponownie udostępnił European Journal of Psychoanalysis. Na temat zarazy wypowiedział się także filozof kultury Sławoj Żiżek.

    Poprosiłem dzisiaj studentów ze swojego przedmiotu Cultural Literacy in Business, z którymi omawiałem problem Outliers Dawida Gladwella, aby odnieśli się do teorii czarnego łabędzia. Większość głosowała za tym, że COVID-19 jest dla większości ludzi takim czarnym łabędziem, którego większość się nie spodziewała, a którego wpływ będzie kolosalny, choć np. specjaliści-epidemiolodzy mogli od dawna rzecz zapowiadać, nie znając jedynie dokładnej daty wybuchu. Moi studenci byli bardzo przenikliwi, niektórzy twierdzili, że trzeba było wsłuchiwać się w głosy ekspertów.

    Śmierć w Wenecji jest studium dekadentyzmu i wyłaniającego się nacjonalizmu. Ze wspomnianych przeze mnie dwóch kamieni milowych gatunku noweli: „Dekomeronu” i „Śmierci w Wenecji” Manna można łatwo wnioskować, godząc się z filozofami polemizującymi z Agambenem w tym względzie, że żyjemy w czasie przełomu. Tylko zakłamani, chciwi ludzie mogą twierdzić, że business musi kręcić się jak zwykle i że musimy iści na wybory 10 maja.

    Terrible plague doctor. Medieval Europe. Halloween.

    PS. ks Bp Paweł Hause przypomniał także w tym kontekście „Mszę za miasto Arras” Andrzeja Szczypiorskiego. Mój wpis nie miał być przeglądem wątków literackich związanych z zarazą, ale link do monologu ze spektaktu z 2015 roku się przyda:

  • Epidemiologia nieufności

    Epidemiologia nieufności

    Dan Sperber w 2012 by Jean-Luc Jucker / CC BY-SA (https://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0) https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Dan_Sperber_Paris_December_201

    Wiele mówi się dzisiaj o epidemii, jest mnóstwo teorii spiskowych, wiele także ekspertów od zakażeń. Nie jestem ekspertem od epidemiologii sensu stricto, kiedyś jednak poznałem Dana Sperbera, francuskiego antropologa kultury, kognitywisty i autora koncepcji epidemiologii reprezentacji. Pozostawałam przez jakiś czas pod wpływem jego teorii. Ta nazwa „epidemiologia reprezentacji” sugeruje po prostu, że namysł nad kulturą musi być multi- i inter-dyscyplinarny, tak jak multi- i inter-dyscyplinarna musi być epidemiologia. Żeby zwalczyć zarazy potrzeba współpracy wielu specjalistów, ekspertów. Teoria Sperbera różni się w sposób znaczący od memetyki Richarda Dawkinsa i Susan Blacmore, dla których rozprzestrzeniane memy są porównywalne do genów, przede wszystkim tym, że uwzględnia on intencjonalność znaczenia, udział ludzkiej świadomości. Dlatego Sperber odrzuca łatwe analogie między memami i genami. Kultura jest zawsze ludzka. I epidemiologia reprezentacji musi uwzględniać świat ludzkich znaczeń, intencjonalności i intersubiektywności.

    I właśnie ten udział ludzkiej świadomości w obszarze epidemiologii chciałbym chwilę opisać. Przeczytałem w Scientific American (Delviscio, Jeffery, and Karen M. Sughrue. 2020. ‘Larry Brilliant Helped to Eradicate Smallpox;and He Has Advice for COVID-19’. Scientific American. 20 March 2020.) fascynującą historię Larry’ego Brillianta, który pomagał niegdyś w ramach działań WHO zwalczyć epidemię ospy w Indiach. Ospa nie jest podobna do COVID-19, bo ten ostatni jest odzwierzęcym wirusem, zaś ospa — ludzkim. Ale pewne aspekty osobistych doświadczeń dr Brillianta wydają się godne uwagi, dlatego SA nakręciło z nim wywiad. Żeby zwalczyć zarazę używał niekonwencjonalnych metod badawczych.

    Mówi on pod koniec wywiadu, że zwycięstwo nad ospą (masowe szczepienia) oraz np. nad polio dało nam odczuć znaczenie słowa: publiczne w zbitce „zdrowie publiczne”, oraz ponownie odkryć wyrażenia takie jak „zaufanie społeczne”, „wartość społeczna” oraz „społeczna wola”. To są klucze do walki z epidemiami.

    Od kilku już tygodni jesteśmy w paradoksalnym stanie „samoizolacji” społecznej, w której dla siebie i społeczności powinniśmy okazywać sobie dystans. Samoizolacja jest teraz jedynym sposobem walki z epidemią. Ale wywołuje ona kolosalne zmiany psychospołeczne i boję się myśleć o ich konsekwencjach dalekosiężnych dla młodych pokoleń moich synów na przykład, dla których to doświadczenie jest pokoleniowym doświadczeniem formującym. Zapamiętają, że był czas, kiedy trzeba było unikać ludzi, bo mogą przynosić zło.

    Jednak wczorajsza noc w polskim Sejmie uświadamia mi jeszcze jedno: pandemię może pokonać jedynie międzynarodowa kooperacja i zaufanie społeczne dla władzy. Władza polska, polski parlament przyjmujący w nocy niekonstytucyjne zmiany w polskim prawie pogłębia olbrzymi brak zaufania i więzi społecznych w Polsce. O tym pisali już słynni polscy socjologowie jak Piotr Sztompka np. (zob. jego nagradzaną monografię „Zaufanie społeczne”). Władza rozpowszechnia reprezentacyjny wiral sprzeczności: jednocześnie nawołuje do samoizolacji oraz do lekceważenia jej. W jednym czasie mówi jakby: „nie wychodźcie z domu” i „idźcie tłumnie na wybory”. „Nie spotykajcie się” i „spotykajcie tłumy”.

    Epidemiologia sprzeczności, którą funduje nam polska władza, jest zabójcza nie dla wirusa, ale dla niezwykle wrażliwej tkanki społecznej, publicznego zaufania. Cyniczna władza kreuje cyniczne społeczeństwo. A mięliśmy być przerobieni w aniołów… A mięliśmy być zbawieni… przez emerytowanego zbawcę narodu.

  • Gdy wirus uderza niesprawiedliwie…

    Gdy wirus uderza niesprawiedliwie…

    Mój szwedzki przyjaciel ks. Sven Hillert napisał i opublikował wiersz, który postanowiłem przetłumaczyć na polski:

    Gdy wirus uderza niesprawiedliwie
    jak to zwykło robić cierpienie.
    Kiedy choroba wywołuje kryzys społeczny
    niektórzy czują się gorzej, a inni umierają.

    Kiedy ktoś boi się choroby,
    inny — samotności.
    Jeden traci przyszłość
    drugi swoją płynność.

    Dlatego chciałbym przekazać ci słowa-znaki sukcesu
    o sile dla umysłu i ciała,
    o polach anielskich na niebiańskiej ziemi
    i pomocy, by przedłużyć Twoją nadzieję.

    Sven Hillert, 24.03.20 Gävle

    Oryginał po szwedzku:

    När viruset drabbar orättvist
    som lidande ofta gör.
    När sjukdomen skapar samhällskris
    och några blir sämre och dör.

    När någon är rädd för sjukdomen,
    en annan för ensamhet.
    Den ene förlorar framtiden
    den andre sin likviditet.

    Då ville jag ge dig välgångsord
    om styrka till själ och kropp,
    om änglamarker på himlajord
    och hjälp att bevara ditt hopp.

  • Wiedzoodporni, pandemia i cynizm

    Wiedzoodporni, pandemia i cynizm

    Wiedzoodporni, pandemia i cynizm

    Pisałem już na tym blogu akademickiem o zjawisku wiedzoodporności, która wywołuje schizofrenię społeczną i głupie zachowania. Ostatnio słynny już z pogardy na nauki i wiedzodporny Donald Trump ogłasza, że już niedługo USA znów staną się otwarte. Wiedzoodporność niestety w Polsce jest także zjawiskiem zauważalnym zwłaszcza dziś.

    Pandemia COVID-19 wyzwala skrajne zjawiska: z jednej strony widać wyraźnie tendencję samoizolacji społecznej, nawet na ulicy czy w lesie ludzie unikają raczej zbiorowisk czy nawet rozmowy z sobą. Z drugiej strony, webinaria online, zdalne uczenie się i portale społecznościowe oraz telefonowanie do siebie – jesteśmy w tej naszej izolacji bardziej ze sobą…

    Z jednej strony, mamy wyraźny wysyp fake-newsów na temat koronawirusa, spiskowych teorii, lekceważenia „paniki”, „histerii”, z drugiej zaś rośnie w cenie popularyzacja wiedzy medycznej, genetycznej i epidemiologicznej, coraz większy głód jakościowego dziennikarstwa, opartego na rzetelnej, eksperckiej wiedzy.

    Czytam na przykład, że w USA fakt powszechnego braku ubezpieczenia społecznego oraz zjawisko nielegalnych imigrantów, może być interpretowane jako potencjalnie szkodliwe dla pożądanych i społecznie korzystnych postaw wobec epidemii. Ludzie nieubezpieczeni wykazują niechęć do samoizolacji i poddawania się testom. Jeśli nie zalegalizuje się imigrantów, to na pewno nie będą oni chcieli poddać się kwarantannie. (Wstępniak odredakcyjny w najnowszym The Economist) To może być wyraźny problem dla już znanego z antynaukowości rządu Trumpa, ale jednocześnie formalnie odpowiedzialnego za walkę z epidemią.

    W Polsce można przypomnieć na przykład: antynaukową kampanię wielu parlamentarzystów, którzy wpuszczali do Sejmu antyszczepionkowców, pseudonaukowe pouczenia marszałka Karczewskiego oraz antynaukową obronę tzw. Wolności głoszenia poglądów w niedawnej inicjatywie ustawodawczej ministra Gowina (inicjatywa we współpracy z Ordo Iuris). Wszystkie te zjawiska pomagają innym wiedzoodpornym w polityce. Niby ogłoszono stan epidemii, wszyscy zmobilizowani, ale jednak pozwala się pracować hipermarketom budowlanym i gromadzić tam licznie „remontowiczom”. Niby wiadomo, że w innych krajach epidemia trwa i trwała kilka miesięcy, i że wszystkie większe zgromadzenia są skrajnie szkodliwe dla całości społeczeństwa, jednak pozwala się na otwarte kościoły i agresywnie prze do wyborów prezydenckich 10 maja. Zgromadzenia są zakazane, zwykłe rodziny Polaków zmuszane są (słusznie) ograniczać liczbę żałobników na pogrzebach, ale uroczystości smoleńskie mają się odbyć? Business as usual? Świat się wali, potrzeba mocnego wsparcia dla milionów przyszłych bezrobotnych i bankrutów, służby zdrowia w zapaści, ale dajemy ludziom sygnał: wybory muszą się odbyć jak planowano. I prezydent Duda ściska kolejną rękę podczas kampanii wyborczej… I dziękuje, i dziękuje za wspaniałą walkę z pandemią…

    The Economist pisze: jednak pandemia także stawia lekarzy, naukowców i ekspertów od polityki ponownie w centrum rządzenia. Najlepiej to widać w Singapurze, gdzie było i jest niespodziewanie mało zachorowań. Politycy i eksperci Działali tam wcześniej przy pomocy efektywnej administracji nauczeni epidemią SARS z 2003 r. Przesłanie ich rząd miał jasne i wierzono mu, bo bazował na opiniach naukowców.

    Czy Jarosław Kaczyński, dr prawa, może być polskim największym epidemiologiem, jak w swoim czasie Stalin, największym językoznawcą? A może pragnie zostać pilotem? Ja też we wczesnym dzieciństwie chciałem być astronomem. Ale dziś jestem już dojrzały…

  • Uniwersytet spolegliwy w czasie kwarantanny

    Uniwersytet spolegliwy w czasie kwarantanny

    Uniwersytet spolegliwy w czasie kwarantanny

    „Świat stanął na głowie”, „to jest koniec świata takiego, jaki znamy”, „giełdy pikują do poziomów z czasów kryzysu finansowego w 2008”, „musimy przejść przez kwarantannę konsumpcji” — to jest garść „pokruszonych obrazów” różnych dyskursów, które nas dzisiaj otaczają. Wszyscy mamy już chyba świadomość, że to co przeżywamy jako ludzkość w skali globalnej w wyniku zaistnienia pandemii COVID-19 pozostaje bez precedensu. Starsi ode mnie oraz ludzie w moim wieku próbują tę zmianę ogarnąć poprzez analogię do wprowadzenia stanu wojennego w 1981 r. przez generała Jaruzelskiego. Bo zamknięte granice, puste ulice, loty zawieszone, utrudnienia w przemieszczaniu się, ale też anegdotyczne braki w zaopatrzeniu, albo strach przed nimi np. osławionego papieru toaletowego. Zmiana jest realna i dotyka nas na co dzień. Chciałem wczoraj kupić coś w aptece, stałem razem z innymi czterema osobami przed wejściem do niej, każde z nas pozostawało w odległości metra od siebie, była stosunkowo mała kolejka, ale rozciągnięta. Dziwny świat.

    Jednocześnie wiadomo, że ta zmiana nie będzie krótka. Może to początek zmiany. Niewiele wiadomo, ale na pewno świat nie będzie taki jak zwykle.

    Uniwersytet zawsze był odpowiedzialną wspólnotą uczonych i studentów. Łacińskie Universitas to społeczność długiego trwania w zmieniającym się świecie. Na Uniwersytecie Łódzkim trwa niby normalnie proces wyborczy, wybrani zostali na niektórych wydziałach elektorzy, na innych ten proces ciągle trwa. Procedury zgłaszania przeszły już w sferę cyfrową, papierowe zgłoszenia muszą poczekać. Ogłaszają się kolejni kandydaci. Formalnie przedłużono kalendarium wyborcze o dwa tygodnie. Miał ten proces skończyć się pod koniec maja, teraz może w połowie czerwca?

    Jednocześnie Uniwersytet Łódzki jak większość uczelni w Polsce i na świecie przechodzi przyśpieszony kurs nowoczesnych metod kształcenia (się) na odległość. Za chwilę połączę się po raz kolejny z jedną z moich grup studenckich i poprowadzę webinarium w sieci w formie wideokonferencji. To nie będzie starożytny sympozjon, nie będziemy mieć przerwy kawowej, a jeśli, to każdy z nas w swoich miejscach zamieszkania zaparzy sobie kawę sam. Sympozjon musi ustąpić tańszej i jedynej możliwie formie spotkania wirtualnego. Jeden z moich magistrantów łączył się na wczorajszym „webinarium-seminarium magisterskim” z akademika i słychać było w tle budzącego się kolegę.

    Stoimy w obliczu niesłychanych wyzwań. „Kwarantanna konsumpcji”, którą teraz w skali globalnej przechodzimy ma swoje dobre strony nie tylko dlatego, że nasz „ślad węglowy”, rozmiar zniszczenia naszego otoczenia naturalnego, jest nieco ograniczony: np. Chiny przestając produkować w dotychczasowej skali w wyniku epidemii, przestały także się i nas truć. Kiedy nie latamy po świecie ślad CO2 jest też mniejszy. Kiedy nie jeździmy do pracy, energii zużywamy mniej.

    Zmieniamy jednak także naszą mentalność.

    A którzy czekali błyskawic i gromów,

    Są zawiedzeni.

    A którzy czekali znaków i archanielskich trąb,

    Nie wierzą, że staje się już.

    Dopóki słońce i księżyc są w górze,

    Dopóki trzmiel nawiedza różę,

    Dopóki dzieci różowe się rodzą,

    Nikt nie wierzy, że staje się już.

    Tylko siwy staruszek, który byłby prorokiem,

    Ale nie jest prorokiem, bo ma inne zajęcie,

    Powiada przewiązując pomidory:

    Innego końca świata nie będzie,

    Innego końca świata nie będzie.

    Pisał dawno temu Noblista Czesław Miłosz. Ale tam u niego pojawiają się normalne sceny z życia codziennego. Dzisiaj widzimy sceny niecodzienne. „Świat staje na głowie”.

    To jest koniec świata, jaki znamy. Uniwersytet musi na pewno odpowiadać na nowe wyzwania, na przykład przemyśleć swoje metody  kształcenia na nowo. E-learning jest od dawna przecież, ale skala nowego zjawiska, masowość różnych jego form stwarzają nową jakość. Jednocześnie pojawiają się nowe problemy lokalne, polskie i światowe zarazem. Trzeba będzie np. zastanowić się, jak rozwiązać problemy części naszych studentów np. z Ukrainy, którzy także pracują w Łodzi oraz w Polsce, i którzy nie mogą teraz normalnie funkcjonować. Społeczność lokalna, polska i łódzka, bazuje także na pracownikach, którzy niedługo będą w absolutnym kryzysie przeżycia, bo stan wyjątkowy, który właśnie przechodzimy uderza w tych, którzy zatrudniani byli na niedobrych zasadach.

    Dlatego nie możemy udawać, że „wszystko jest po staremu”. Mamy niby kalendarium wyborcze na Uniwersytecie, mamy już niektóre ciała (np. Komisje Wyborcze, niektórych elektorów), mamy kandydatów, ale przecież nie możemy powiedzieć, że „business as usual”. Przecież jako kandydat na rektora nie mogę spotykać się z ludźmi na wydziałach, nie możemy debatować, nie możemy się wzajemnie przekonywać. Już nic nie będzie jak zwykle, jak dawniej. Nie wiemy jeszcze, jak to będzie, ale musimy o tym rozmawiać.

    Nowoczesny uniwersytet to taki, który rozwiązuje problemy otoczenia społecznego, lokalnego i globalnego. Jeśli zostaną przeprowadzone teraz wybory, to czy kandydaci będą mieli szansę o tym porozmawiać? O nowej sytuacji uczelni i edukacji w nowym w świecie, w świecie „kwarantanny konsumpcji” i „w świecie w ogniu”, jak pisze osobowość roku 2019 tygodnika TIME, Greta Thunberg. Musimy o tym rozmawiać.

    Dlatego apeluję do władz Uniwersytetu Łódzkiego, które dotychczas świetnie prowadziły naszą społeczność w zmieniającym się ciągle świecie: zorganizujmy debatę w formie wideokonfencji  kandydatów na stanowisko rektora, debatę o nowych wyzwaniach nowego świata po kryzysie, którego początek właśnie widzimy.

    Nasz pierwszy Rektor prof. Tadeusz Kotarbiński propagował pojęcie „człowieka spolegliwego”. Mam wrażenie, iż właśnie przyszedł czas, abyśmy się stali spolegliwi, odpowiedzialni za siebie i innych jako uniwersytet. W świecie anglojęzycznym przyzwoitość jest nazywana słowem „integrity”. Takie pojęcie obrazowe jest najbliższe pojęciu człowieka spolegliwego. Powinniśmy okazać się przyzwoici i spolegliwi dla społeczeństwa, w którym żyjemy, nie możemy teraz udawać, że wszystko jak zwykle. Kiedy mamy codziennych bohaterów w postaci pielęgniarek i lekarzy walczących z niewidzialną złowrogą siłą, musimy okazać także odwagę bycia spolegliwym.

    Wybory na rektora? Tak, ale kiedy i na jakich warunkach… Rozmawiajmy.

    Łódź, 18 marca 2020

    Oświadczenie o wycofaniu się z kandydowania na urząd rektora Uniwersytetu Łódzkiego

  • Święto Kobiet – jesteś więcej niż piękna!

    Jesteś więcej niż piękna! Jesteś czymś więcej niż piękno.

    Happy Women’s Day

    Rupi Kaur, hindusko-kanadyjska poetka napisała w 2015 r. piękny wiersz, który chciałbym skierować do tych spotkanych przeze mnie w swoim życiu kobiet z okazji ich święta 8 marca 2020:

    Rupi Kaur 2016 by Baljit Singh / CC BY-SA (https://creativecommons.org/licenses/by-sa/4.0)

    Jesteś więcej niż piękna

    Chcę przeprosić wszystkie kobiety

    Które nazwałem ładnymi

    zanim nazwałem je inteligentnymi lub odważnymi.

    Przepraszam, że zabrzmiało to tak, jakby

    coś tak prostego jak to, z czym się urodziłaś

    to wszystko, z czego musisz być dumna,

    kiedy zburzysz góry swoim dowcipem.

    Od teraz będę wypowiadał takie rzeczy

    jesteś dzielna lub jesteś niezwykła

    nie dlatego, że nie uważam cię za piękną

    ale dlatego, że musisz to wiedzieć:

    jesteś czymś znacznie więcej. (tłum. Jarosław Płuciennik)

    Oryginał po angielsku brzmi:

    You are more than beautiful
    I want to apologize to all the women

    I have called pretty

    before I’ve called them intelligent or brave.

    I am sorry I made it sound as though

    something as simple as what you’re born with

    is all you have to be proud of

    when you have broken mountains with your wit.

    From now on I will say things like

    you are resilient, or you are extraordinary

    not because I don’t think you’re beautiful

    but because I need you to know

    you are more than that.

    Happy Women Day vintage greeting card illustration.
  • Koronawirus a uniwersytety

    Koronawirus a uniwersytety

    Wczorajszy (3.03.2020) dzień był dla mnie dramatyczny: dowiedziałem się, że reszta tygodnia będzie dla mnie radykalnie inna niż planowałem. Główną wiadomością był ogłoszony i wydany przez JM Rektora Uniwersytetu Łódzkiego zakaz — ważny do odwołania — wszelkich wyjazdów służbowych pracowników i studentów. Miałem właśnie w planach lot w czwartek do Frankfurtu na wielkie międzynarodowe zgromadzenie delegatów z 19 krajów, głównie europejskich. Powrót planowałem w niedzielę.

    Lot odwołałem. Wcześniej wybrałem lot zamiast pociągu ze względu na czas. Ale analizowałem też połączenia pociągiem.

    Potem rano w środę na zebraniu mojego zespołu projektowego mój kolega Marek ogłosił swoją gotowość zwiększenia wspomagania kryzysowego kursami online. Na wypadek, gdyby sytuacja miała się pogorszyć, więcej zajęć mogłoby się odbywać w trybie e-learningu, albo w trybie wspomagania e-learningiem.

    Sytuacja wokół kryzysy pandemicznego jest dynamiczna, coraz więcej głosów na świecie także o wielkich skutkach w gospodarce.
    Nie ulega wątpliwości, że kryzys wokół wirusa COVID-19 dotknie także uczelni na całym świecie. Właśnie dzisiaj ukazała się mikroanaliza autorstwa Ellie Bothwell i Anna McKie
    w Times Higher Education pt. Być może uniwersytety „będą musiały się pozamykać”, aby zapobiec rozprzestrzenianiu się koronawirusa. Podtytuł: Konferencje i wymiany studenckie obcięte w miarę rozprzestrzeniania się Covid-19

    Oczywista jest sytuacja w takich krajach jak Włochy, zwłaszcza na Północy, gdzie już pozamykano tamtejsze uniwersytety na razie na dwa tygodnie do 8 marca, bo w tamtych okolicach epidemia jest szczególnie widoczna. Autorki analizy argumentują jednak za ekspertami, że zachodnie uniwersytety powinny być przygotowane na możliwość zamknięcia kampusów w celu ograniczenia rozprzestrzeniania się nowego koronawirusa, trzeba zacząć planować awaryjnie. Dane liczbowe są bezwzględne: 88 000 osób w ponad 60 krajach zostało zarażonych koronawirusem, podczas gdy ogólna liczba ofiar śmiertelnych z powodu epidemii Covid-19 przekroczyła 3000.

    We Włoszech wiele uczelni już przeszło na nauczanie online. Pracownicy ciagle przychodzą do pracy, studenci mogą także ich odwiedzać.

    Amerykańscy eksperci z Centrów Kontroli i Zapobiegania Chorobom stwierdzają, że instytucje szkolnictwa wyższego powinny rozważyć odroczenie lub anulowanie wymiany zagranicznej studentów ze względu na rozprzestrzenianie się choroby. Uważam ten fakt za wysoce niepokojący i mające wielkie konsekwencje dla modeli kultury i polityki kulturalnej w różnych krajach.

    Eksperci z Wielkiej Brytanii wypowiadają się w podobnym tonie, zwłaszcza Ci specjalizujący się w epidemiologii statystycznej.

    Rządy apelują raczej o rozwagę i indywidualizowanie podejścia. THE cytuje Mike’a Barera, profesora mikrobiologii klinicznej na Uniwersytecie w Leicester, który testuje specjalne inteligentne maski na twarz i on powiedział: „jeśli instytucje potrafią dobrze zarządzać zachowaniem, mogą potencjalnie uniknąć zamknięcia”.

    Jednak potencjalne zamknięcie na jakiś czas uczelni to tylko jeden, bezpośredni efekt pandemii. Innym, znacznie groźniejszym efektem będzie znaczący wpływ na rekrutację na następny rok akademicki. Już w połowie lutego w Australii część uczelni zauważyła, że za bardzo się uzależniła od chińskich studentów i teraz, w obliczu pandemii, zapewne uderzy to uzależnienie szczególnie mocno. „Wiele szkół pozostaje zamkniętych w Chinach, gdzie wybuchła epidemia, a ośrodki testowania języka i wydawania wiz – klucz do wniosków na uniwersytety zachodnie – są również zamknięte.” Pisze THE.

    Great Wall sunset over mountains in Beijing, China.

    Zatem: świat jest nieprzewidywalny także, jeśli idzie o model uniwersytetu. Nie ulegając panice, musimy cały czas myśleć perspektywicznie: z jednej strony, uczelnie bez umiędzynarodowienia są niewyobrażalne, wymiana studentów i pracowników to jest kluczowy aspekt fukcjonowania republiki uczonych, dlatego nie można rezygnować z tradycyjnego stacjonarnego, a nawet rezydencjalnego modelu uczenia się na kampusach; z drugiej strony zaś, ciągle trzeba rozwijać infrastrukturę i potencjał kadrowy, jeśli idzie e-learning i cyfrowe zasoby edukacyjne. Nie możemy przespać wielkiej zmiany w dzisiejszym zglobalizowanym i ucyfrowionym świecie.

    Update 11.03.2020: od dzisiaj, środy 11 marca 2020 Uniwersytet Łódzki odwołuje wszystkie swoje zajęcia. Wcześniej Rektor odwołał większe zgromadzenia.

    Update 11.03.2020 od dzisiaj, Ministerstwo zamknęło wszystkie szkoły wyższe na dwa tygodnie.

  • Technokraci w Chinach wspierają wolność naukową? Przypadek? Nie sądzę

    Chiński rząd odchodzi od punktozy i dyktatu bibliometrii. Jak donosi Times Higher Education, Pekin burzy administracyjną mentalność „publikuj albo giń”.

    Science Citation Index SCI służący parametryzacji akademickich działań na uniwersytetach na całym świecie a istniejący od 1964 nie będzie miał już w Chinach takiego znaczenia jak niegdyś. Opublikowano właśnie w ichniejszym ministerstwie nauki i techniki oraz ministerstwie edukacji specjalną dyrektywę, rodzaj zarządzenia w 10 punktach, które zniechęca instytucje od przyznawania jakiś nagród albo uznawania kwalifikacji (np. przyznawania doktoratów) na podstawie wartości w SCI. (indeks służący głównie bibliometrii jest obecnie we własności Clarivate Analitics, Thomson and Reuters). Jak rozumiem ruch ten może być efektem także działania np. sygnatariuszy deklaracji DORA, a przynajmniej ci, którzy zgadzają się z DORA (to znaczy wierzą w jakościowe badania jakości) na pewno takiej inicjatywie przyklasną. Bo parametryzacja działalności naukowej opartej na bibliometrycznych algorytmach platform różnego typu niestety prowadzi działalność naukową na manowce, niewiele ma wspólnego z wysoką jakością.

    Chiński rząd w ten sposób pragnie zahamować nie tyle bum kreatywności naukowej, ale sztucznie napędzany pęd na publikacje indeksowane w nowym prywatnym narzędziu bibliometrycznym. Podkreśla się w analizach, że ostatnio wielu naukowców w Chinach uległo tej presji narzędzi biometrycznych.

    Ostatnia decyzja rządu chińskiego będzie miała bardzo dalekosiężne efekty. Ta decyzja była długo przygotowywana, a poprzedziły ją wypowiedzi samych wodzów chińskich między innymi Prezydenta Chin z 2017 r.

    Trzeba mieć świadomość, iż ruch ten administracyjnie wymierzony w punktowe szaleństwo w Chinach odbywa się w ramach społeczeństwa, którego nie można na pewno nazwać demokratycznym. Społeczeństwa w którym mentalność Foucaultowskiego panoptykonu powoduje niezwykłą podatność na wszelkie go rodzaju dyktaty i inwigilację oraz masowe odruchy. Ta cecha społeczeństwa chińskiego powoduje że jest ono bardzo zdyscyplinowane i lepiej nim zarządzać w sytuacjach kryzysowych takich jak np. wybuch pandemii koronawirusa. Nie przypadkiem Michel Foucault pisał o marzeniu o zdyscyplinowanym społeczeństwie w fenomenie kwarantanny. Każde społeczeństwo nowoczesnej ulega temu marzeniu. To jest bardzo znaczący fakty, że nawet w takim społeczeństwie, w którym rządowe aplikacje smartfonowe służą inwigilacji obywateli, a obywatele nie widzą w tym nic złego, odchodzi się od dyktatu administracyjnego Science Citation Indeks. Nauka bez prawdy i wolności jest niewiele warta. Tymczasem w Polsce wprowadza się właśnie dyktat Elseviera, właściciela platformy Scopus oraz właśnie osławionego SCI. Warto zdawać sobie sprawę z tego w którą stronę dryfujemy. Choć może jeszcze nie wszystko stracone?

  • „Pracuję 100 godzin w tygodniu, codziennie od 6 rano do 23.00”

    „Pracuję 100 godzin w tygodniu, codziennie od 6 rano do 23.00”

    „Pracuję 100 godzin w tygodniu, codziennie od 6 rano do 23.00”. Takie wyznanie może szokować. I słusznie.
    Dama angielska, Lady Marry Beard, zasłużona i bardzo utytułowana klasycystka z Uniwersytetu w Cambridge wywołała burzę medialną w listopadzie 2019, wyznając na Twitterze, że pracuje 100 h w tygodniu. Niby chciała innych zapytać, ale tak jakby trochę tym epatowała… A to przecież humanistka par excellance, klasycystka… Choć kropka niepotrzebna w jej ćwierku się wydarzyła…

    wpis na Twitterze Mary Beard z 23 listopada 2019, z godz. 22:22

    W trakcie owej burzliwej ćwierkowej dyskusji przyznała się w szczegółach, że zaczyna pracę o 6 i kończy o 23, bez przerwy na lunch, za to z przerwą na obiad. No i że jest taka szara przestrzeń podróżowania na konferencje i wykłady na przykład, którą także wlicza do pracy.

    wpis z 24 listopada pod wpisem z 23 listopada w ciągu dyskusji

    W swoim czasie, nie dawniej niż w sierpniu 2019 w okresie i atmosferze wakacji profesor Lee Cronin, chemik z Glasgow, napisał w Times Higher Education, że praca przez długie długie godziny nie powinna być demonizowana. I nie należy ulegać kultowi takiej „pracowitości”. (22 sierpnia 2019.)

    zdjęcie w tle na Twitterze Chrisa Chambersa, Cardiff University

    Najbardziej chyba istotnym głosem w dyskusji jest stanowisko Chrisa Chambersa, kognitywisty z Cardiff University, autora słynnej książki na temat grzechów psychologicznych w kulturze praktyk naukowych. (Chambers, Chris. The Seven Deadly Sins of Psychology: A Manifesto for Reforming the Culture of Scientific Practice. 1st Edition edition, Princeton University Press, 2017.) On właśnie przyznaje się, że jego postawa względem „przepracowania” zmieniała się: inaczej do niej podchodził, kiedy dobijał się do znaczenia w świecie akademii, a inaczej traktuje to w okresie swojego „senioratu”. I nie uważa tej zmiany za objaw swojej hipokryzji. Biurokraci mierzą nas przez osiągnięcie takie jak produktywność (u nas w Polsce to są owe słynne punkty „gowinówki”!!!). Ale produktywność tak rozumiana to tylko częściowo prawda o nas, bo dochodzą do tego jeszcze recenzje, przeglądanie prac studenckich i ich ocena, publiczne wypowiadanie się dla dziennikarzy i polityków. Zatem doświadczony psycholog przyznaję się, że na wcześniejszych etapach rozwoju zawodowego faktycznie był pracoholikiem, teraz jednak jego tydzień pracy to jest od 40 do 45 h, tylko od czasu do czasu pracuje wieczorami, nigdy zaś w weekendy. A jest to wyznanie jednak naukowca laboratoryjnego, neurokognitywisty. Nie humanisty, nie klasycysty…

    family, child and happiness concept – happy mother with baby

    Wśród głosów zamieszczonych w THE znajdzie się także głos quasi ekologiczny. Wykładowczyni australijska zapytuje, „czy moja histeryczna produktywność przyczynia się do utrzymywania środowiska przepracowania?” Hanna Forsyth, starsza wykładowczyni historii wizytująca aktualnie uniwersytet w Cambridge przyznaje, że po doktoracie jej budzik dzwonił o 04:30, na kampusie pojawiała się około piątej. Ale co drugi tydzień wychowywała jeszcze syna. I to komplikowało jej sytuację. Ostatnio trochę zwalnia choć nie jest jeszcze zwolenniczką ruchu „slow science, „wolnej nauki””. Jednocześnie, Australijka przyznaje, że nie można przesadzać i akademików porównywać do niewolników, bo przecież cieszymy się wieloma przywilejami. Mimo to jednak logika systemu nagradzania i karania współczesnego zarządzania jest bardzo niestety uciążliwa. I oczekuje więcej w tym względzie od pracy związków zawodowych.

    Ciekawie wygląda opinia młodego pokolenia. Doktorantka literatury angielskiej w Queen Marry Uniwersity of London przyznaje, że starała się kiedyś pracować od dziewiątej do siedemnastej. Ale teraz przede wszystkim stara się nie sypiać w bibliotece, zdarza jej się także pójść w piątek na wystawę która właśnie się w Londynie odbywa. Nie pracuje w weekendy. Stara się także żyć.

    Christopher Hendon, asystent chemii na Uniwersytecie w Oregon pisze: godziny pracy to nasz wybór, nie ma co narzekać.

    Osobiście nie ma żadnych preferencji, czasami jego dzień jest bardzo zajęty, czasami mniej, wszystko zależy od dynamiki aktualnie wykonywanej roboty.

    O różnorodności i elastyczności pisze Andrew Moore, dyrektor i profesor programu Wielkich Książek na St Thomas University w New Brunswick. Według niego jedną z największych zalet naszej pracy jest elastyczność, wiele rzeczy możemy np. zrobić w drodze do pracy (czytać o sprawdzać pracę na przykład). Nie należy za bardzo się przejmować wcześniejszym obciążeniem produktywnością.

    Za bardzo też zwracamy uwagę na współzawodnictwo. Powinniśmy być bardziej samokrytyczni.

    Zgadzam się z Diane Watt, prof. średniowiecznej literatury na University of Surrey, która zapytuje: Czy wliczamy jako godziny pracy te godziny które spędzamy na myśleniu i czytaniu, bo przecież jest to bardzo substancjalny składnik naszej działalności badawczej. A co z dyskusjami w gronie koleżeńskim nawet jeśli przy kawie czy lunchu? Co z zaangażowaniem zewnętrznym takim jak recenzje, egzaminy, konsultacje czy występy w mediach, o których już wspominałem?

    Wniosek z tego jest banalny: nie ma jednego wzoru dla wszystkich. Bo czego innego będziemy oczekiwać od pracy w laboratoriach, czego innego od pracy terenowej badacza jakościowego, a czego innego od pracy uczonych, dla których głównym laboratorium jest biblioteka (dzisiaj także cyfrowa) i pisanie (nieważne medium tego pisania). Pisanie w naukach humanistycznych i częściowo społecznych to jest laboratorium najważniejsze dla myśli, inwencji i kreatywności naukowej. Czego innego będziemy oczekiwać w sytuacji, kiedy np. dajemy komuś stanowisko pracy (np. biurko, fotel i wyposażenie), a czego innego od pracowników akademii z małą ilością pomieszczeń gabinetowych. Najważniejsze, żeby nie wpadać w skrajności jednej miary dla wszystkich oraz w powierzchowne miareczkowanie, znany jest przecież efekt 4-dniowego tygodnia pracy, w wielu przedsięwzięciach to się sprawdza, pracownicy, którzy muszą wykonać robotę w 4 dni, stają się bardziej produktywni. Zatem to nie ilość godzin przepracowanych w miejscu pracy jest miarą wartości pracy człowieka. Nie są nimi też parametryzowane publikacje. Choć pamiętać należy, że żyjemy w społeczeństwie, które pragnie widzieć efekty swoich inwestycji. Nieustające wakacje nie przejdą.

    Pine beach, Pakostane, Croatia, Europe – Calm scenery at the natural beach of Pakostane
  • Jaskinia filozofów w chmurze (czy w chmurach)?

    O kilku metaforach „ekonomii danych”

    Ostatnie The Economist z 22.02.2020 publikuje specjalny raport na temat „Zalewu danych, który powoduje powstanie nowej gospodarki”, gospodarki danych. Już nie znajdujemy się, jak głosiło słynne wyrażenie, w „społeczeństwie opartym na wiedzy”, nie ma już GOW, czyli gospodarki opartej na wiedzy. Według języka OECD, w takim starym paradygmacie myślenia, wiedza jest objęta ofertą (niezależnym bytem), który napędza rozwój. Powstają także rachunki kompetencji konkurencyjnych i finansowych kapitału intelektualnego. Redaktor amerykański do spraw techniki w The Economist, Ludwig Siegele, we wstępniaku „Lustrzane światy” pisze niezwykle interesująca analizę. A zaczyna tak:

    „Armia sobowtórów atakuje świat. Najpierw pojawiły się cyfrowe kopie silników lotniczych, turbin wiatrowych i innego ciężkiego sprzętu. Następnie elektroniczne duchy mniejszych i większych rzeczy dołączają do nich w wirtualnym królestwie, od szczoteczek do zębów i sygnalizacji świetlnej po całe sklepy i fabryki. Nawet ludzie zaczęli rozwijać te alter ego. W Ameryce National Football League planuje zaprojektować elektronicznego awatara dla każdego gracza.

    Ci „bliźniacy cyfrowi”, jak je nazywają geekowie, to znacznie więcej niż repliki oryginału. Pomyśl o nich bardziej jak o cieniach, które dzięki licznym czujnikom i łączności bezprzewodowej są ściśle powiązane z ich fizyczną jaźnią i wytwarzają oceany danych. Jeśli coś dzieje się w prawdziwym świecie, jest to szybko odzwierciedlane w tej sferze cienia. Niektóre cyfrowe bliźnięta już mają zaprogramowane prawa natury. Podwojone jako baza danych wszystkiego, co kiedykolwiek wydarzyło się w oryginale. To pozwala spojrzeć w ich przyszłość. Na przykład trenerzy sportowi będą mogli przeprowadzać symulacje, przewidywać, kiedy sportowiec dozna kontuzji i dostosowywać procedury treningowe, aby uniknąć problemów.”

    Język autora analizy jest niezwykle sugestywny i czyta się to jak początek fascynującej powieści science-fiction.

    Gospodarka danych to jest spełnienie przepowiedni ekscentrycznego informatyka Davida Gelerntera z Yale University, który już dawno przewidywał World Wide Web jako „lustrzane światy”, jako nowy wymiar życia ludzkiego opartego na danych i napędzany przez nie. Krok po kroku, coraz więcej części świata fizycznego ma być reprezentowanych i symulowanych w świecie wirtualnym.

    Sun light in a cave Khaoluang attractions. Phetchaburi Thailand (Depositphotos)

    Tutaj pojawia się metafora platońskiej jaskini, a właściwie jej odwrócenie, bo Platon twierdził, że rzeczywiste obiekty są niedoskonałymi kopiami ich prawdziwej istoty, którą człowiek może kontemplować jedynie w świecie idealnym. Natomiast teraz powstaje lustrzane odbicie tej niedoskonałe kopii platońskiej idei, odbicie, które może wytworzyć i napędzać całkiem realny świat ekonomii i twardego pieniądza. A jednocześnie to odbicie staje się jakby światem idealnym, sterylnym, czysto cyfrowym, niewidzialnym. Mimo że The Economist zajmuje się tym problemem ze względu na realną gospodarkę, to z punktu widzenia kulturoznawczego i filozoficznego proces ten jest także niezwykle ciekawy. Odbity świat jest odbity nie tylko tak jak ten platoński niedoskonale, ale także nierówno.

    Pamiętam, kiedy w pierwszej dekadzie XXI wieku podczas nieoficjalnego spotkania Marka Turnera, kognitywisty z Kalifornii, słuchałem jego opowieści o tym, jak to jego Uniwersytet rekrutuje w Second Life, czyli darmowym, wirtualnym świecie gry, udostępnionym publicznie w 2003 roku przez firmę Linden Research, Inc., z San Francisco. W szczycie popularności gra ta miała zarejestrowanych ponad 9 mln graczy. Second Life ma nawet swoją wirtualną walutę. Wiele firm i uniwersytetów nie tylko rekrutuje, ale także np. posiada wirtualne sale wykładowe, czy laboratoria do nauki języków obcych.

    Na marginesie zostawiam także problem rekrutacji do armii amerykańskiej poprzez gry walki (np. America’s Army).

    Jednak ten świat, o którym pisze The Economist, w którym dołączają się także dane przesyłane przez Internet Rzeczy (Internet of Things IOT) jest coraz większy i można powiedzieć, że na naszych oczach powstaje nowy byt.

    Jak zauważają autorzy The Economist, dane mają po angielsku jedynie formę liczby mnogiej. Istotnym pytaniem jest dlaczego? Jaka metaforyzacja leży u źródeł takiego faktu lingwistycznego?
    Mówimy na przykład: „przepływ danych”, co sugeruje, że dane to jakaś płynna substancja. Na pewno jest to substancja niepoliczalna, jak woda czy piasek w języku angielskim. O tym metaforach w języku pisałem w swoim czasie z Kennethem Holmqvistem w „Infinity in Language”.

    Dane to może być „paliwo przyszłości” (czyli benzyna czy olej napędowy), jednak dane mogą być wszędzie, jak „światło słoneczne”, mogą tworzyć „cyfrową infrastrukturę”. Co więcej, z jednej strony są one nierywalizujące, (dane mogą być używane przez wielość użytkowników), z drugiej zaś strony, mamy też nierówny do nich dostęp.

    „W zależności od tego, gdzie ustawiono suwak kryptograficzny, dane mogą rzeczywiście być dobrami prywatnymi, takimi jak ropa naftowa lub dobrami publicznymi, takimi jak światło słoneczne, lub czymś pośrednim, znanym jako „dobro klubowe”.”

    Kliki są kupowalne i kupowane, dlatego metafora paliwa przyszłości jest najbardziej istotna dla ekonomii. Szkopuł w tym, że nie ma jednej prawdziwej wartości danych.

    Światła słonecznego się nie opadatkowuje, światłem się nie handluje i podobnie powinno być z danymi, powinny być otwarte. A nie są. Niektórzy postulują wymianę danych na zasadzie „fair play”. Handel i ekonomia na zasadach fair play powinien mieć miejsce w przypadku danych także.

    A tymczasem nierówności rosną wraz z ilością użytkowników. Jak można przeczytać w numerze The Economist, w ciągu ostatniej dekady liczba osób korzystających z Internetu wzrosła z 1,8 miliarda, czyli jednej czwartej świata, do 4,1 miliarda, czyli o ponad połowę. Coraz więcej nas chodzących w chmurach. I coraz więcej ludzi bezwolnych, rządzonych algorytmami.

    Gdzie się podziała idea pierwszych pionierów rewolucji cyfrowej o powstaniu olbrzymiej biblioteki cyfrowej, w której wszystko będzie za darmo dla wszystkich?

    Dane i informacja to nie jest wiedza. Wiedza musi mieć ludzi z opowieściami. Dlatego zakończę opowieścią z życia. Podczas ostatniego egzaminu z kulturowej historii nowoczesności na kulturoznawstwie Uniwersytetu Łódzkiego na pytanie, które treści wykładu najbardziej zmieniły twój sposób myślenia, najczęściej padały dwie odpowiedzi: Foucoultowska analiza panoptikonu, oraz Baumanowska analiza Zagłady.

    Dlatego warto wspomnieć, że to właśnie Michel Foucault przypominał, że wiedza to władza. Dziennikarstwo jeszcze Carlyle uznawał za bohatera swoich czasów i często nazywane one było czwartą władzą. Czasami świat akademicki także nazywany jest czwartą władzą. Czy na naszych oczach rośnie jaskinia filozofów w chmurach, nowa piąta władza?

    I jeśli Hannah Arendt w kontekście Zagłady mówi i pisze o banalności zła administratorów Holocaustu wykonujących bezwolnie rozkazy, to czy dziś mamy do czynienie ze spotęgowaniem zła niewyobrażalnych rozmiarów, kiedy rozproszeni przez świat cyfrowy ludzie wykonują rozkazy algorytmów „jaskini filozofów w chmurach”? Matrix.

    silhouette businessman who is appeared through the matrix background