Autor: Jarosław Płuciennik

  • Czy Internet i media społecznościowe zabijają nasze mózgi?

    Electronics and people

    Czy Internet i media społecznościowe zabijają nasze mózgi?

    Narzekania na nowe media są stare jak europejska cywilizacja, wystarczy przypomnieć niechęć Sokratesa i Platona do pisma jako zabójcy pamięci. (np. w dialogu „Ion”) Kiedy iPhone pojawił się na świecie w 2007, historia wydawała się powtarzać. W 2010 ukazała się książka Williama Powersa, przetłumaczona na język polski w 2014 jako „Wyloguj się do życia”. W 2011 pojawiła się książka Nicolasa Carra (Carr, Nicholas. The Shallows: What the Internet Is Doing to Our Brains. New York, W. W. Norton & Company 2011.) William Powers był gościem Uniwersytetu Łódzkiego, Wydziału Filologicznego, Instytutu Kultury Współczesnej w 2014 r. Wtedy William Powers i inni publikowali humanistyczną refleksję alarmującą społeczność światową, że tracimy pamięć, a przez to także tożsamość i podmiotowość. Częściowo te konstatacje można podtrzymać i dzisiaj.

    Jednak dziś mamy już statyczne dane. Możliwa jest ich analiza. Kulturoznawcza analiza nie może abstrahować od rozważań psychologów badających problemy współczesności. Choć nie może także być z nimi tożsama. Nauka o mediach społecznościowych może ustanawiać, jak argumentuje Lydia Denworth w ostatnim Scientific American (Denworth, Lydia. „Social Media Has Not Destroyed a Generation”. Scientific American, t. 321, nr 5, listopad 2019), wyższe standardy analizy statystycznej i uniknąć dzięki temu niedorzecznych roszczeń i przebadać ludzi w dłuższym okresie. Autorka Powołuje się przy tym na na najnowsze badania Twenge (Twenge, Jean M. „HAS THE SMARTPHONE DESTROYED A GENERATION?” Atlantic, t. Vol. 320, nr 2, wrzesień 2017, s. 58–65.), Orben i Przybylskiego (Orben, Amy, i Andrew K. Przybylski. „Screens, Teens, and Psychological Well-Being: Evidence From Three Time-Use-Diary Studies”. Psychological Science, t. 30, nr 5, maj 2019, s. 682–96).

    Te badania ukazują bardziej zniuansowany obraz. Istnieje pewna korelacja np. między użyciem mediów społecznościowych a depresją , czy użyciem mediów a mniejszą ilością relacji seksualnych, ale także między aktywnym ich używaniem a dobrym samopoczuciem. Nie ma jednoznacznych dowodów, że to użycie tych mediów wywołuje depresję. Może być zupełnie odwrotnie, zaś Ci, co aktywnie używają internetu i mediów społecznościowych mogą czuć się lepiej. W latach 80-tych ludzie załamywali ręce, jak pisze Lydia Denworth, nad biernymi godzinami marnowanymi przed ekranami telewizorów (obowiązkowych w każdym domu): z tego punktu widzenia, gdyby ludzie wtedy wyobrażali sobie aktywne wymienianie się obrazami, refleksją, przeczytanymi artykułami i książkami… byliby zachwyceni… 

    Wydaje się zatem, że statystyczne dane nie potwierdzają alarmujących głosów. Chociaż na pewno żyjemy w rewolucyjnym czasie, w którym być może dochodzi do zmiany paradygmatu uczestnictwa w kulturze. Galaktyka Gutenberga na pewno odchodzi już do lamusa. Chociaż ludzie ciągle będą czytać książki, także papierowe (jeśli będzie ich stać), ale współczesny rozproszony człowiek musi znaleźć swój sposób radzenia sobie z nadmiarem informacji i danych w świecie cyfrowym, aby znaleźć sens i znaczenie, czasami zamieniając informacje i dane w prawdziwą wiedzę. I na tym musi się skupić nasza edukacja.

  • Zatrudnialność Alberta Eisteina i śpiewu ptaków

    „Studia na kierunkach humanistycznych produkują bezrobotnych”. Takie jest ciągle przeświadczenie wielu ludzi w Polsce i na świecie. Jednak, kiedy przeanalizować dane z badań, nie jest to słuszne przeświadczenie. Studiowanie jakiegoś kierunku samo w sobie nie musi być kluczem do sukcesu, to raczej konkretne umiejętności i kompetencje, uzyskiwane na wielu tzw. kierunkach, mogą dać atut w zdobywaniu pracy. I te umiejętności i kompetencje wcale nie odbiegają od ideałów, które można zaczerpnąć z myśli geniusza fizyki Alberta Eisteina.

    Albert Einstein

    IDEAŁ EDUKACYJNY ALBERTA EISTEINA:
    „Niezależny, samodzielny człowiek, który pragnie uczynić ze służby innym najważniejsze życiowe zadanie.” (Einstein, Albert. On Education, w: Ideas and Opinions: Based on Mein Weltbild. Crown Publishers, New York 1954, s. 60., wszystkie cytaty i odniesienia później do tego wydania)

    Albert Eistein wiedział, że w edukacji nie są najważniejsze wykłady, ale praca i działanie: „Osobowość nie jest kształtowana przez to, co usłyszane albo przeczytane, osobowość kształtuje tylko praca i działanie.” (s. 60.). Prawda, wolność, ciało.

    Główny motor rozwoju to niekoniecznie naga ambicja i konkurencja z innymi, raczej kooperacja z innymi, współpraca.

    Co więcej, Eistein pisze także wprost o kształceniu plastycznego człowieka, powinniśmy dążyć do kształcenia harmonijnej osobowości, a nie wąskiego specjalisty.

    Nieoczekiwanie dla mnie natrafiłem także w pismach Eisteina fragment wspominający biblijne psalmy.

    „Ale tradycja żydowska zawiera także coś innego, coś, co znalazło wspaniałą ekspresję w wielu Psalmach, mianowicie rodzaj upojnej radości i zdumienia pięknem oraz wielkością tego świata, o którym człowiek może sobie wyrobić jedynie blade pojęcie. Radość ta jest odczuciem, z którego prawdziwe badania naukowe czerpią duchowe pożywienie, ale wydaje się, że to samo odnajdziemy w śpiewie ptaków. Przywiązanie tego uczucia do idei Boga wydaje się dziecinnym absurdem.” (s. 186).

    Childs watercolor painting of birds

    Pomijam ateizm Eisteina, bo w tym kontekście nie jest on tutaj istotny, ale to w tych jego pismach można znaleźć pochwałę liberalnej edukacji z jej ideałami: twórczym, samodzielnym człowiekiem, który będzie umiał kooperować z innymi, by osiągać dobre dla społeczności cele, rozwiązywać jej problemy.

    Na tzw. Zachodzie dawno już tzw. kolegia artystyczne obiecywały przyszłym studentom, że edukacja humanistyczna jest bardziej trwała w dłuższej perspektywie. Jest to szczególnie istotne z punktu widzenia plastyczności na rynku pracy. Humaniści lepiej dostosowują się do bardzo dynamicznego rynku pracy, bo są lepiej wykształceni, jeśli idzie o miękkie umiejętności, tzw. umiejętności komunikacyjne i społeczne.

    Jednak rządy często nie zwracają na to uwagi, promują propagandę, która ukazuje przyszłym studentom i ich rodzicom koszmarne perspektywy nadprodukcji nieefektywnych bezrobotnych. Stąd odnotowuje się spadek zainteresowania kierunkami huamanistycznymi.

    Jak podaje Paul Basken w ostatnim numerze Times Higher Education, jest instytucja, której „liczba absolwentów kierunków humanistycznych zatrudnionych przez firmy technologiczne wzrosła o 228 procent w ciągu 10 lat, a liczba zatrudnionych przez przemysł finansowy o 333 procent.” Trzeba podkreślić, iż idzie o kanadyjski Uniwersytet Waterloo notowany raczej stale w rankingu THE w trzeciej setce uczelni świata, czyli wcale nie ze złotej ligi. Wielcy gracze światowi z przemysłu IT oraz tzw. przemysłów kreatywnych, ale przenikniętych cyfryzacją, czerpią ze współpracy z tym uniwersytetem niezwykłe zyski, bo osiągają absolwentów świetnie wykształconych, choć nie wąskospecjalistycznie, ale z umiejętnościami, o które najwięcej idzie.

    THE wspomina także sukcesy absolwentów drugorzędnego koledżu w USA Connecticut College, który ma specjalny program o nazwie „Connections and Science Leaders”, dzięki któremu studenci są zachęcani do łączenia studiów humanistycznych z kursami w naukach przyrodniczych i technicznych. Staże i projekty społeczne oraz zawodowe, intensywny mentorski wysiłek skierowany do kobiet i innych niedostatecznie reprezentowanych studentów, spowodował sukces czegoś, co Rektor Connecticut College, Katherine Bergeron, co określiła jako „nowe sztuki wyzwolone dla naszego połączonego świata”.

    Speaker giving presentation in lecture hall at university. Students listening to lecture and making notes.

    Dodać można także sukces rodzimy z Łodzi, sukces kierunku ligwistyka dla biznesu na Wydziale Filologicznym Uniwersytetu Łódzkiego we współudziale Wydziału Zarzadzania: w trakcie tych studiów studenci zdobywają zarówno nieocenione umiejętności komunikacyjne w dwóch językach obcych, ale także „twardą”, specjalistyczną wiedzę, potrzebną konkretnej branży.

    Autor artykułu zauważa, że wielki przemysł IT (firmy takie jak np. Amazon, Google, Microsoft), wielcy pracodawcy już zmieniają swój stosunek do nauk humanistycznych. Ja bym dodał, że zmienić ten stosunek muszą także rządy, zwłaszcza te, które ręcznie pragną wszystkim sterować, aby porzucić beznadziejną propagandę przeciwko naukom humanistycznym i społecznym. Taka relacja do uczelni, w których one dominują, jest anachroniczna i nie odpowiada na wyzwania współczesnego digitalnego także świata. Zatrudnialność to nie jest problem wyłącznie nauk humanistycznych i społecznych, to jest przyszłościowy i teraźniejszy problem wszystkich. Jak o tym wiedział także Albert Eistein, żeby osiągnąć sukces, potrzeba w sobie pielęgnować ten „rodzaj upojnej radości i zdumienia pięknem oraz wielkością tego świata”, ta „radość jest odczuciem, z którego prawdziwe badania naukowe czerpią duchowe pożywienie”, to jest radość sztuk, radość śpiewu ptaków.

  • Pokonamy przeciwności, zwyciężymy, pokonamy

    Pokonamy przeciwności, zwyciężymy, pokonamy..
    Pokonamy przeciwności (We shall overcome) to jest jedna z najsłynniejszych pieśni świata, najpierw inspirowana religijnie chrześcijańska pieśń, (współczesna wersja gospel tutaj) potem klasyka protest songu, śpiewana nie tylko przez Pete’a Seegera, ale także Jean Baez na Woodstocku, (wcześniej w 1965 dla BBC)czy bardziej współcześnie Bruce’a Springstina (2006) albo z (2016) czy Rogera Watersa .

    [ten wpis jest fragmentem materiałów edukacyjnych na kursie dla studentów Wydziału Filologicznego (kulturoznawstwo) na Uniwersytecie Łódzkim pt. Protest songi — krótka historia (0100-KMB014)]

    We shall overcome,
    We shall overcome,
    We shall overcome, some day.

    Oh, deep in my heart,
    I do believe
    We shall overcome, some day.

    We’ll walk hand in hand,
    We’ll walk hand in hand,
    We’ll walk hand in hand, some day.

    Oh, deep in my heart,
    I do believe
    We shall overcome, some day.

    We shall live in peace,
    We shall live in peace,
    We shall live in peace, some day.

    Oh, deep in my heart,
    I do believe
    We shall overcome, some day.

    We are not afraid,
    We are not afraid,
    We are not afraid, TODAY

    Oh, deep in my heart,
    I do believe
    We shall overcome, some day.

    The whole wide world around
    The whole wide world around
    The whole wide world around some day

    Oh, deep in my heart,
    I do believe
    We shall overcome, some day.

    Do historii przeszło cytowania, parafrazowanie tej piosenki przez Martina Luthera Kinga, na kilka dni przed morderczym zamachem na jego życie 31 marca 1968 roku w Katedrze Narodowej w Washingtonie. Zapis obecny w archiwach jest różny od tekstu, który można usłyszeć na rejestracji tej mowy.

    Pokonamy przeciwności, bo łuk wszechświata moralności jest długi, ale zakrzywia się ku sprawiedliwości.

    Pokonamy przeciwności, bo Carlyle ma rację – „Żadne kłamstwo nie może żyć wiecznie”.

    Pokonamy przeciwności, ponieważ William Cullen Bryant ma rację – „Prawda, przygnieciona do ziemi, powstanie ponownie”.

    Pokonamy przeciwności, bo James Russell Lowell ma rację – jak dziś śpiewaliśmy wcześniej,

    Prawda na zawsze na rusztowaniu,

    Jeśli na tronie, to zawsze źle.

    Jednak to rusztowanie kołysze przyszłość.

    A za ciemną nieznaną stoi Bóg,

    W cieniu, czuwając nad swoimi.

    Dzięki tej wierze będziemy w stanie wyrzeźbić z góry rozpaczy kamień nadziei. Dzięki tej wierze będziemy w stanie przekształcić zgrzytające swary w naszym narodzie w piękną symfonię braterstwa.

    Dzięki Bogu za Jana, który przed wiekami na samotnej, ciemnej wyspie Patmos ujrzał wizję nowego Jeruzalem zstępującego z nieba od Boga, który usłyszał głos mówiący: „Oto czynię wszystko nowe; poprzednie rzeczy przeminęły.

    Boże daj nam, że będziemy uczestnikami tej nowości i tego wspaniałego rozwoju. Jeśli tylko to zrobimy, wprowadzimy nowy dzień sprawiedliwości, braterstwa i pokoju. I tego dnia gwiazdy poranne zaśpiewają razem, a synowie Boży będą krzyczeć z radości. Niech cię Bóg błogosławi.”

    Jak już wspominałem, zapis realny tego co powiedział różni się od przygotowanej mowy, bo Martin Luther King improwizował, dawał się unosić mowie:

    Głęboko w moim sercu wierzę, że pokonamy przeciwności.
    Teraz często łączę ręce ze studentami, z którymi śpiewamy tę pieść, jak i z tymi za kratami. Pokonamy przeciwności!

    Czasami mieliśmy łzy w oczach, kiedy zjednoczyliśmy się, aby zaśpiewać, ale pomimo nich śpiewaliśmy!
    Pokonamy przeciwności.
    Panie, zanim wygramy, niektórzy będą musieli jeszcze zostać wtrąceni do więzienia, ale pokonamy przeciwności.
    Nie martw się o nas, zanim zwycięstwo zostanie wygrane, niektórzy z nas stracą pracę, ale damy sobie radę (pokonamy przeciwności).
    Przed zwycięstwem nawet niektórzy będą musieli stawić czoła fizycznej śmierci.
    Ale jeśli śmierć fizyczna jest ceną, którą niektórzy muszą zapłacić, aby uwolnić swoje dzieci od trwałej śmierci psychicznej, nic nie będzie bardziej oswobadzające.
    Pokonamy przeciwności.
    Zanim zwycięstwo zostanie wygrane, niektórzy będą źle zrozumiani i nazywani złymi słowami oraz odrzuceni jako buntownicy i agitatorzy.
    Ale pokonamy przeciwności.
    I powiem ci dlaczego.
    Pokonamy, ponieważ łuk wszechświata moralnego jest długi, ale zmierza ku sprawiedliwości.
    Pokonamy, bo Carlyle ma rację:
    Żadne kłamstwo nie może żyć wiecznie.
    Pokonamy, bo William Collin Bryant ma rację:
    Prawda przygnieciona ku ziemi ponownie powstanie.
    Pokonamy, bo James Russel Lowell ma rację:
    Prawda na zawsze na szafocie, na zawsze na tronie.
    Jednak to rusztowanie kołysze przyszłość.
    A za półmrokiem nieznanego stoi Bóg w cieniu, czuwając swoimi.
    Pokonamy, bo Biblia ma rację:
    Zbierzesz to, co zasiejesz”.
    Pokonamy przeciwności.
    Głęboko w moim sercu wierzę w to!
    Pokonamy przeciwności.

    I z tą wiarą wyjdziemy i odsuniemy rady rozpaczy oraz wprowadzimy nowe światło do ciemnych komnat pesymizmu.Będziemy w stanie wznieść się ze zmęczenia rozpaczy do wzlotów nadziei.
    A to będzie wspaniała Ameryka!
    Będziemy tego aktywną częścią, aby tak się stało.
    I tak, kiedy zostawiam wam ten wieczór, mówię:
    Chodźcie razem dzieci!
    Nie ustawajcie!”

    Niesamowite jest także to, że ta pieśń jest jakby w tle mowy wygłoszonej także kilka dni po tej 3 kwietnia w Memphis „I have been to the Mountaintop”. Żarliwa pewność zwycięstwa i wizja wyzwolenia, którą znaleźć można w tej mowie to już jakby proroczy ton, na dzień przed zamordowaniem. Jeśli ktoś zobaczy Prezydenta Obamę podczas słuchania „We shall overcome”, albo Prezydenta Vaclava Havla w Pradze w 2009 r., kiedy słucha Jean Baez po latach, kiedy zwyciężyła „aksamitna rewolucja”, to może mieć pewność, że zwyciężymy, bo prawda zawsze zwycięża. Ta pieśń jest niesamowitym natchnieniem nadziei

    KOSTRZYN NAD ODRA, POLAND – AUGUST 2, 2013: 19th Przystanek Woodstock (Woodstock Festival), biggest summer open air ticket free rock music festival in Europe, vintage style.

    Historia tej pieśni jest niezwykle złożona, warto zapoznać się z nią tutaj.

  • UWAŻNA NAUKA I DETOKS DLA NAUKI

    Czas na detoks nauki i świata akademickiego

    Dzisiaj 12 października 2019 r. Times Higher Education opublikował bardzo ważne oświadczenie 5 naukowców, założycieli „Academic Detox”, nieformalnej inicjatywy propagującej ruch „powolnej nauki” na wzór „wolnego czytania” i „wolnego jedzenia” (ang. slow food).
    Argumentują oni, że trzeba więcej działać, mniej dyskutować, aby zmierzyć się z zatruwaniem badań akademickich i pracy na uniwersytetach i akademiach. Detoksu wymaga atmosfera wstrząsana skandalami w akademii, mobingiem w wykonaniu starych „byków” akademii (full bull to żargonowa nazwa Profesorów) w odniesieniu do młodych adeptów nauki, listy publikacji, działanie tzw. drapieżnych czasopism, fałszowanie wyników badań pod publikę.

    Autorzy zwracają uwagę na znaczenie społeczne tych trucizn w świecie akademickim — atmosfera akademii zatruwa atmosferę wokół akademii — bo społeczeństwo prędzej czy później będzie postrzegało nasz światek przez te opary. A przecież, jak stwierdzają autorzy: „W rzeczywistości skandale, które trafiły na nagłówki gazet, to tylko wierzchołek góry lodowej.”

    Źródeł trucizn autorzy upatrują w hiperkonkurencji w środowisku akademickim z nieodłączną dominacją parametryzacji liczbowej. Ani nie ma z tego przyrostu wiedzy, zaś drapieżność odbija się na jakość badań. Fundusze akademii są te same, drapieżność wyrywa z ograniczonych źródeł fundusze na badania, odcinając wysokiej jakości, ale wolniejszej, dostęp do nich.

    Autorzy przywołują pojęcie, które pojawiło się w artykule w International Journal for Critical Geographics „wolnej nauki” (można byłoby mówić tutaj o „uważnych badaniach”, „uważnej nauce”) Inny przykład pochodzi z University of Aberdeen, w których naukowcy zaproponowali „odzyskanie swojego uniwersytetu”, aby nie wysługiwać się wyłącznie biznesowi.

    Autorzy apelują do starszych w akademii, do ludzi z tzw. pozycją, aby wzięli się za przewodnictwo tej inicjatywie na poziomie lokalnym: „uznani uczeni będą musieli działać o wiele bardziej odpowiedzialnie.”

    Jedną z możliwych odtrutek jest dowartościowanie dydaktyki uniwersyteckiej, czy zakładanie nowych czasopism z odtrutym sposobem recenzowania, żeby on był coraz bardziej jakościowy.

    Nagrody i stanowiska powinno się zdobywać po analizie jakościowej, nie ilościowej.

    Na koniec pojawia się ważna tradycja: „Powinniśmy ponownie dążyć do ideału holistycznej nauki Aleksandra von Humboldta. Jeśli nie, brutalne warunki ekonomiczne współczesnej nauki prędzej czy później zduszą akademicką wolność.”

    Nie wypada mi nic innego niż przytoczyć zawołanie Uniwersytetu Łódzkiego: Prawda i wolność. Dodałem kiedyś ciało. Ciało musi przeciwstawić się cyfrze, bo ona go zniewoli.

    Johannes Schöning jest profesorem interakcji człowiek-komputer na uniwersytecie w Bremie; Sophia Hoffmann jest politologiem i młodszym liderem grupy badawczej w Leibniz-Zentrum w Niemczech; Melissa Nolas jest starszym wykładowcą na wydziale socjologii na Goldsmiths, University of London; Christos Varvantakis jest pracownikiem naukowym na wydziale socjologii na Goldsmiths, University of London; a Hendrik Weimer jest młodszym naukowcem w Instytucie Fizyki Teoretycznej Uniwersytetu Leibniz.

    Uważność
  • Kultura uniwersytetu w erze cyfrowych rewolucji

    Zapis planu wystąpienia (15 minut) na uroczystej Inauguracji roku akademickiego 2019/2020 dnia 27.09.2019; Wydział Ekonomiczno-Socjologiczny, Uniwersytet Łódzki.

    Punkt

    Prawda i wolność. Prawda i wolność. Prawda, wolność, ciało. Prawda, wolność, ciało…

    Pra-wda-wol-ność-cia-ło… prawdawolnośćciało

    To jest Moja niewyczerpana oda do Radości

    Koniec wykładu. Możecie iść. Idźcie i głoście światu. Żartuję.

    Dzień Dobry! Witam wszystkich studentów na jednym z najlepszych polskich uniwersytetów, na jednym z najlepszych wydziałów Uniwersytetu Łódzkiego. W pewnym sensie, w podwójnym sensie, jest to mój powrót tutaj. Kiedyś także i tutaj studiowałem. Dziękuję za zaproszenie Panu Dziekanowi prof. Rafałowi Materze. Wielki zaszczyt i przyjemność.

    Nie bez przyczyny Prawda i Wolność są wypisane na naszych, uniwersyteckich sztandarach. To jest jak „wolność, równość, braterstwo” z rewolucji francuskiej. Albo uliczne „wolność, równość, demokracja”… To jest sztandar jak znak gwarancji jakości ISO.

    Prawda i wolność – bardzo wzniośle, podniośle, a po łacinie Veritas et Libertas wręcz pompatycznie, jeśli nie bombastycznie. Dlatego kusiło mnie, kusi mnie nadal, uległem tej pokusie, aby dodać – ciało…. Ciało – działanie.

    Ciało to waga, ciało to ból, ciało to empatia, ciało to działanie. Prawda, wolność, ciało. Veritas, Libertas, et Corpus.

    Zgodnie z tym hasłem mam dla Was trzy opowieści z życia wzięte.

    Opowieść pierwsza – Pielęgniarstwo i gitara basowa

    Czym dla mnie jest uniwersytet? Był dla mnie oknem na świat, wyjściem spod kurateli rodziców, zwieńczeniem marzeń wywiedzionych z mnóstwa przeczytanych książek. Moja rodzina była prosta, jestem synem pielęgniarki i spawacza z kolejarskiego niegdyś miasta Ostrowa Wielkopolskiego, 100 km stąd; książki, teatr i muzyka to był dla mnie cały świat, od dzieciństwa uciekałem do wirtualnego świata książek, teatru i muzyki, grałem w kółkach teatralnych, grałem na flecie i gitarze basowej, czytałem, czytałem; to był świat wirtualny i rzeczywisty zarazem, spotykałem mnóstwo fajnych ludzi, nauczycieli, którzy podsuwali mi lektury, napotkani ludzie zawsze stawali się jakoś ważni; moi rodzice bardzo się starali; żebym mógł studiować, ojciec musiał brać nadgodziny, żeby jego syn mógł studiować w odległej, ale jednak bliskiej Łodzi. Gdyby uniwersytet był tylko w Warszawie i Krakowie, to wtedy pewnie nie studiowałbym w ogóle. Łódź wtedy znana była m.in. z socjolingwistyki, badań nad kulturą masową (prof. Kłoskowska). Okno na świat.

    Ale zanim poszedłem na studia, chciałem być pielęgniarzem. W czasach mojej młodości istniały licea medyczne, kształcące pielęgniarki, dzisiaj trzeba już skończyć studia. Ukończyłem takie liceum, którego istotą była praktyka pielęgniarska w szpitalach. Pracowałem w trakcie nauki w liceum medycznym oraz rok po niej jako pielęgniarz w szpitalach. Pamiętam wiele historii z tym związanych, prośby o jakąś truciznę, bo chory nie mógł wytrzymać bólu, uciążliwych nieprzytomnych chorych domagających się zachowania standardów higieny osobistej, (potrzebowali umycia lub ogolenia), pamiętam też ciepłe prześcieradło tyle co zmarłej osoby, ten ślad obecności, która staje się coraz to zimniejsza. Ta praca pielęgniarza, to dla mnie doświadczenie formujące.

    Ta wczesna moja konfrontacja ze śmiercią, bólem, z empatią i znieczulicą, także własną znieczulicą, z decyzjami w sytuacjach granicznych uczyniła mnie bardziej otwartym na prawdę. Jeśli prawda jest życiem, to śmierć jest nią tym bardziej, ona zwielokrotnia prawdę życia. W liceum nie skończyłem swoich doświadczeń z muzyką i sztuką, grałem na gitarze basowej w zespole szkolnym i grałem spektakle wzorowane na amerykańskich protest songach. Można powiedzieć, że muzyka łagodziła mi obyczaje i chwile, kiedy rzeczywistość cuchnie. Kiedy prawdą było to, co wymagało pielęgnacji, obmycia, wyniesienia odchodów. Prawda nie zawsze pachnie. Prawda jest wyzwaniem.

    Historia 2. Wygnanie z komfortu – bycie obcym

    Kiedy dostałem się na studia, a wtedy studiowało jakieś 7-8 procent każdego rocznika (co 13-15 rówieśnik), studia były elitarne, poczułem, że złapałem Pana Boga za nogi. VIP. Działałem w budującym się wtedy samorządzie, teatrze studenckim…

    Uniwersytet Łódzki stał się dla mnie oknem na świat całkiem dosłownie i dzisiaj jest on tym samym dla Was. Ojczyzną uczonych jest cały świat. Wtedy skorzystałem z europejskiego programu wymiany Tempus (dzisiaj macie inne programy) i wyjechałem do Szwecji. To był przełom. To było wyjście ze strefy komfortu. W Łodzi na studiach wszyscy mnie znali, wiedzieli kim jestem, nie musiałem się przedstawiać, w Lund w Szwecji musiałem zaczynać od zera, każdemu napotkanemu człowiekowi trzeba było przedstawić wiarygodną historię, kim jestem, czym się zajmuję, po co jestem…. Byłem nikim. Człowiekiem znikąd, w oczach tubylców – potencjalnym imigrantem. To było doświadczenie wyzwalające, doświadczenie wolności. Właśnie w tym doznaniu swojej znikomości. Miałem nawet myśli (mój pobyt w Szwecji na różnych programach się przedłużał do prawie dwóch lat) o stałej emigracji. Nie wybrałem jej. Ale najważniejsze w tym doświadczeniu było doświadczenie wolności: jesteś tym, kim wybierasz, że jesteś, kiedy potrafisz wyjść ze swojej strefy komfortu. Porzucić na chwilę myśli w języki polskim i postarać się przełożyć siebie na inny język, na inną kulturę, na język angielski, lingua franca współczesności, czy też na język szwedzki, nikomu przecież dzisiaj niepotrzebnym. To było doświadczenie wspaniałe, ale jednocześnie trudne, bo trzeba zacząć od zera, zniweczyć siebie, anihilować, zrujnować. Uczyło pokory. Zostałem wrzucony na głębokie wody. Udało mi się nie utonąć. Tzw. republika uczonych stała się moją ojczyzną. Uniwersytet jest oknem na świat w dosłownych tego słowa sensie.

    Drugim doświadczeniem formującym w czasie pobytów zagranicznych na innych uniwersytetach i w naszym uniwersytecie to doświadczenie wspólnoty. „College”, inaczej kolegium, to wspólnota. To nie jest fabryka. Jeśli ktoś widział kiedyś taniec szkocki, to wie o czym mówię. To nie jest taniec w parach, to nie jest bezładny taniec disco, to są figury z ciał, wymagające koordynacji, współpracy. Albo może ktoś widział piramidę z ludzi w katalońskiej i hiszpańskiej Barcelonie (Castell)? Wiecie Państwo jak to wygląda, każdy musi znać swoje miejsce, ci co są barczyści, silni, wytrzymali mogą stać się podstawą piramidy, ci, co zwinni i śmiali i lżejsi, mogą wspinać się na szczyt tej piramidy. Piramida z ludzi jest metaforą wspaniałej zespołowej roboty.

    Takiej zespołowej roboty wymaga też sztafeta w biegu; ostatnio uczestniczyłem jako jeden z 50 biegaczy z Uniwersytetu Łódzkiego w biegu charytatywnym Business Run Poland. Wiecie co jest najbardziej stresujące? Pierwszy raz miałem biec w sztafecie, wiecie, wolę dłuższe dystanse, samotność długodystansowca, a tutaj miałem przekazać pałeczkę następnej osobie, tamta następnej itd. Pięć osób uzależnionych od siebie nie tylko tempem biegu, ale i sprawnością przekazania pałeczki. Nie mogłem spać przed biegiem, bo nie mogłem dokładnie uświadomić sobie, jak będzie przebiegać to przekazywanie. Śmieszne, nie? Odpowiedzialność wspólnoty. To nie są syreny fabryk.

    Wspólnota zatem to nie tylko szkocki taniec, piramida z Barcelony, czy bieg w sztafecie, dla mnie to także strajk studencki w 1989 r. i na tym wydziale strajk akademicki w 2018 r. Wiecie co to uniwersytet, wiecie skąd słowo universitas? Dzisiaj wielu pewnie powie o kosmicznym wymiarze uniwersytetu, który musi swoją wiedzą ogarnąć Uniwersum, cały świat, od geologii, fizjologii po filologię klasyczną, socjologię, czy fizykę jądrową. Jednak u zarania nowożytnej idei uniwersytetu jest nade wszystko „universitas” pojmowana jako społeczność, wspólnota uczonych i studentów (albo jak w Bolonii na początek samych studentów, którzy stowarzyszali się, bo chcieli mieć tańsze mieszkania). Ta wspólnota była także obecna u zarania akademii w antyku w idei Sympozjonu, uczty wspólnej, w trakcie której można było rozmawiać, dialogować, dyskutować. Choć wtedy także dużo się przechadzano i w trakcie tego chodzenia, dyskutowano. Czy tym można zarządzać jak korporacją? Sympozjonem? Uniwersytetem. Alma mater?

    Zatem ta wolność, której doświadczyłem „na wygnaniu”, „w ziemi obcej”, to doświadczenie stresujące, niekomfortowe, ale jednocześnie doświadczenie wielu wspólnot. Dzisiaj sporo mówi się też o tym, że uniwersytet nie może być wieżą z kości słoniowej, luksusowym miejsce izolacji od świata zewnętrznego. Stąd najważniejszymi celami edukacji w wielu najlepszych uniwersytetach świata są zaangażowanie społeczne, umiejętność współpracy, kreatywne myślenie, krytycyzm. Uniwersytety mają być podobnie jak świat dziennikarstwa, czwartą władzą, rodzajem równowagi dla świata biznesu i polityki. Nie mogą nią pozostać, jeśli kultura uniwersytetu będzie kulturą wielkich korporacji. Produktywność jest ważna, ale umiejętności ogólnoludzkie i postawy są jeszcze ważniejsze.

    Opowieść trzecia. Ciało. Zombie. Automat

    Przechodzę do trzeciej historii. Świat cyfrowy.

    Łolaboga łolaboga, ludzie śpią ze smartfonami…

    Wolą smartfony od żon, mężów i kochanków… ludzie śpią ze smartfonami, niedługo będą zupełnie odcięci od rzeczywistości analogowej; będę sobie wszczepiać różne implanty, i coraz częściej przypominać będą zombie. Albo automaty. Jesteśmy zanurzeni w cyfrowym świecie. Wiedza jest dzisiaj wszędzie. Po co komu uniwersytet? Po to żeby mieć dyplom?

    W 2012 roku The Economist ogłosił MOOCs naważniejszym zdarzeniem edukacyjnym, najbardziej rewolucyjną innowacją, która zniszczy tradycyjne uniwersytety. I co? Nadal uniwersytety są i mają się dobrze? Dlaczego? Czy MOOCs (massive open online courses, czyli masowe szkolenia online) mogą zastąpić kształcenie uniwersyteckie? Przecież lepiej jest wysłuchać wykładu gwiazdy z Harvardu, aniżeli jakiegoś lokalnego nudziarza… No ale nie ma się żadnego dyplomu… Tym, co zostaje na uniwersytecie już na pewno nie jest tradycyjny wykład (1,5 godziny i tyle zamierzam dzisiaj mówić… nie żartuję, zmierzam już do końca…),

    Tym, co wyróżnia Uniwersytet to tradycyjne międzyludzkie relacje komunikacyjne, najlepiej widoczne z jednej strony w kolegialności decyzji oraz w relacji mistrz – uczeń. We wspólnocie realnie uprawianego sportu np. w AZS.

    Automatyczne samochody bez kierowcy są niewątpliwą przyszłością, roboty przenoszące i przewożące towary w magazynach są już oczywistością, tu i teraz, tak jak BIG DATA, czy crowdsourcing, wszyscy korzystają z tłumacza Google, który jeszcze całkiem niedawno był śmiesznie idiotyczny, a teraz jest już naprawdę niesamowicie skuteczny. Po co komu nauka języków, jeśli mamy automatycznego translatora w naszej komórce? Nawigacja komputerowa zupełnie wyparła papierowe mapy. Dzwonimy na Biuro Obsługi Klienta w banku czy do Narodowego Funduszu Zdrowia i rozmawiamy z awatarami, którzy przekierowują nas na właściwe rozwiązania problemów. Po co więc uniwersytet? Wiedza jest wszędzie. Nie potrzeba wyższego wykształcenia, żeby wiedzieć dużo. Zresztą, jeśli wiedza jest wszędzie, to po co w ogóle cokolwiek wiedzieć?

    Ano właśnie. Żyjemy w czasach, które zostały także nazwane czasami post-prawdy (The Economist bodaj w 2016 r. ogłosił to dziwne wyrażenie słowem roku). Żeby dzisiaj funkcjonować potrzebujemy rozróżnienia prawdy od fake-newsów, prawdy od zmyślenia i zwykłego kłamstwa. Nie jest to łatwe, ostatnio mówi się o takich przepracowanych kłamstwach, które nazywają się „deep fake-news”, super fake-newsami. Widzimy na ekranie Donalda Trumpa, który wypowiada wojnę Korei Północnej, a potem okazuje się, że to wcale nie jest Gabinet Owalny i nie jest Donald Trump, tylko jego komputerowy awatar. Fake news już poszedł w świat i żyje własnym życiem.

    Dlatego uniwersytety są potrzebne, żeby nauczyć, jak korzystać z wiedzy, jak rozróżnić wiedzę prawdziwą od nonsensu. Organizację dobrze zarządzaną od złej, odczłowieczającej fabryki czy zniewalającej korporacji. Do tego potrzeba umiejętności i postaw, które odróżniają nas od robotów i zombie. Tylko bycie niezastępowalnym przez automaty może dać nam przyszłość: to jest kreatywność, wyobraźnia, krytycyzm, intuicja, odwaga. To nas wyróżnia od automatów. Stąd też kolosalne znaczenie nauk humanistycznych i społecznych. No bo co z tego, że nauki przyrodnicze będą udowadniać, że powszechne szczepienia ograniczą naszą umieralność? Jeśli nie będzie odpowiedniej ilość przekonujących dziennikarzy, wykształconych ekspertów z miękkimi umiejętnościami, popularność w społeczeństwie zyskają szarlatani, udowadniający szkodliwość szczepień. Co z tego, że klimatolodzy stwierdzą ewidentny wpływ człowieka na zmiany klimatyczne, jeśli część polityków z odpowiednim oprzyrządowaniem powtarzać będzie, że to wszystko bajki i wymysły? I wyślą egzorcystów na „rozhisteryzowane dziecko…”  

    Uniwersytet musi kontynuować swoją oświeceniową misję: prawda, wolność, ciało. Świat cyfrowy jest wszechobecny i wszechmocny, trzeba z niego korzystać, ale nauczyć się także kwestionować.

    Dlatego, jeśli miałbym zakończyć jakimś przesłaniem, to mogę je streścić w dwóch słowach:

    Nienasycenie i nieskończoność.

    Trzeba być jak swobodnie bawiące się dziecko, nienasycone w pragnieniach, pożądaniach, ale także pragnieniu wiedzy, ale i wolne aż do nieskończoności, potrafiące mówić nie. Kończyłem kiedyś każdy wykład ze studentami mottem: „Ty sam jesteś nieskończonym oceanem”.

    Czesław Miłosz napisał kiedyś:

    Tak samo było kiedy miałem dwadzieścia lat.
    Ale wtedy nadzieja że będę wszystkim,
    Może nawet motylem i kosem, przez zaklęcie.

    Ja teraz daję Wam zaklęcie:

    NIENASYCENIE

    NIESKOŃCZONOŚĆ

    Prawda, wolność, ciało

  • Mury

    Zachwyciłem się ostatnio płytą pr. Mury Barbary Streisand. Ale mój przyjaciel Sven Hillert, o którym swego czasu już pisałem, też o nich pisze, wspomina je, napomyka o nich….

    Tak bardzo się boję niczego i wszystkiego,

    gdy pogoda jest zbyt gorąca, a społeczeństwo zbyt zimne.

    Robi się tak źle, gdy spóźnia się sprawiedliwość,

    kiedy wkład z pomocą robi się coraz mniejszy, a wysokie mury podwyższa się jeszcze.

    Wydaje się tak oczywiste, że trzeba coś zrobić,

    jeśli zamierzamy zrobić w sobie samych to, czego naprawdę pragniemy.

    (z: Uwierz w coś. Dostępne na: proprius.se)

    (proszę udostępnić)

    Jag blir så rädd för ingenting och allt,

    när vädret är för varmt och samhället för kallt.

    Det blir så fel när rättvisan fördröjs,

    när hjälpinsatser sänks och höga murar höjs.

    Det syns så väl att något måste till,

    om vi ska göra det vi innerst inne vill.

    (ur: Tror på något. Finns på: proprius.se)

    (dela gärna)

  • Kochamy ojczyznę i język ojczysty, Panie Ministrze?

    Właśnie przedwczoraj 14 września 2019 r. ukazał się kolejny artykuł w Times Higher Education na temat negatywnych zmian społecznych przymusu publikacji w języku angielskim, tym współczesnym lingua franca.

    David Matthews pisze, że zdaniem eksperta, nomen omen, bibliometrii, który monitorował to przejście w Norwegii, uczeni z nauk humanistycznych i społecznych w Europie kontynentalnej ryzykują utratę znaczenia społecznego, jeśli nadal będą się przestawiać na angielski jako główny język publikacji profesjonalnej.

    Utrata znaczenia humanistyki i nauk społecznych w społeczeństwie to także degeneracja dla kultur narodowych i niwelacja spraw lokalnych na rzecz spraw obchodzących wyłącznie anglojęzycznych naukowców. No bo żeby napisać z sensem po angielsku, angielskie muszą być także materiały egzemplifikujące oraz konteksty eksplikacji.

    Zgodnie z badaniami przedstawionymi uczestnikom konferencji przez profesora Sivertsena, w Norwegii odsetek artykułów humanistycznych opublikowanych w języku norweskim spadł z około 65 procent w 2005 r. Do mniej niż 40 procent do 2014 r. W naukach społecznych z 55 do 30 procent.

    Warto wskazać, że wyniki badań dotyczą społeczeństwa skandynawskiego, które świetnie rozumie angielski i bardzo dobrze się nim posługuje. Ale rzecz w materiale badawczym i kontekstach eksplikacji – społeczeństwo przestaje rozumieć akademików, bo piszą o obcych im problemach i zagadnieniach.

    Żeby zatrzymać dryfowanie w kierunku wyłącznego używania języka angielskiego. Profesor Sivertsen, wskazał na samorganizację środowisk naukowych np. Na Helsińską Inicjatywę na Rzecz Wielojęzyczności w Komunikacji Naukowej, kampanię mającą na celu utrzymanie publikowania w języku lokalnym.

    Sam posługuję się w mowie i piśmie zarówno polskim, jak i angielskim i szwedzkim. Gorzej znam kilka innych języków. Ale wiem, że język ojczysty to żywa tkanka, którą trzeba chronić. Nie izolować, nie niszczyć ksenofobią i nacjonalizmami, ale język musi być rozwijany przez żywych ludzi, tych najbardziej wrażliwych i wykształconych także, aby Ci mniej wykształceni stawali się lepsi i bogatsi. Nauki społeczne i humanistyka to nie laboratoria i badania pod mikroskopem, tutaj olbrzymią rolę odgrywają czynniki kulturowe. Ja kocham język polski, a Pan Panie Ministrze Gowin?

  • Koniec (post)modernizmu i okaleczony świat

    11 września 2001 roku, czyli 18 lat temu, kiedy skończył się (post-)modernizm, byłem w Bolzano, na skraju włoskich Dolomitów, w mieście pomieszania kultur i języków. Tam była szkoła letnia BISCA, czyli Bolzano International SCHOOL of Cognitive Analysis. Pamiętam ten dzień, światło wrześniowe radośnie wpadało do gotyckiego zamku, w którym obradowaliśmy.

    Bolzano przy włosko-austriackiej granicy we włoskich Dolomitach

    Wykładowcami byli też Amerykanie, M.in. George Lakoff (ten od metafor w naszym życiu) i Leonard Talmy. Pamiętam, że przerwaliśmy obrady, żeby z przerażeniem oglądać atak na wieże NY na telewizorze w portierni zamku…

    Ground Zero Memorial w Nowym Yorku

    Zdjęcie z ground zero w NY (fot. JP)

    Amerykanie zastanawiali się, czy będą mogli wrócić, nikt nie wiedział, co się dzieje… tak właśnie skończył się dla mnie (post-)modernizm. Metafora ucieleśniła się w katastrofie walących się wież.

    Spróbuj opiewać okaleczony świat

    Spróbuj opiewać okaleczony świat.
    Pamiętaj o długich dniach czerwca
    i o poziomkach, kroplach wina rosé.
    O pokrzywach, które metodycznie zarastały
    opuszczone domostwa wygnanych.
    Musisz opiewać okaleczony świat.
    Patrzyłeś na eleganckie jachty i okręty;
    jeden z nich miał przed sobą długą podróż,
    na inny czekała tylko słona nicość.
    Widziałeś uchodźców, którzy szli donikąd,
    słyszałeś oprawców, którzy radośnie śpiewali.
    Powinieneś opiewać okaleczony świat.
    Pamiętaj o chwilach, kiedy byliście razem
    w białym pokoju i firanka poruszyła się.
    Wróć myślą do koncertu, kiedy wybuchła muzyka.
    Jesienią zbierałeś żołędzie w parku
    a liście wirowały nad bliznami ziemi.
    Opiewaj okaleczony świat
    i szare piórko, zgubione przez drozda,
    i delikatne światło, które błądzi i znika
    i powraca.

    wiersz z tomu Anteny
    cyt. za: Adam Zagajewski, Wiersze wybrane, Wydawnictwo a5, Kraków 2010, s. 250

    Ten wiersz został zamieszczony w New Yorkerze jako reakcja na katastrofę, która jednak daje nadzieję. Sprawa była dziełem przypadku, ale ten wiersz przeszedł do historii. Okaleczony świat dzisiaj wydaje się jeszcze okropniejszy, z mnóstwem agresji, kłamstwa i cierpienia. Ale trzeba nadal podejmować to wyzwanie i opiewać okaleczony świat… W końcu może obudzi się w nas „lepszy anioł naszej natury”…

    Ground Zero Memorial (foto JP)
    Autor przy pomniku ofiar w NY, rok 2015
  • List do Ministra Gowina w sprawie listy wydawnictw

     

    POSTANOWIŁEM OPUBLIKOWAĆ ZA ZGODĄ AUTORÓW LIST DO MINISTRA GOWINA W SPRAWIE LISTY wydawnictw List MOŻNA PODPISAĆ NA PETYCJE.PL

    Załącznik można pobrać tutaj

    Szanowny Panie Wicepremierze i Ministrze! 

    Szanowne Koleżanki i Koledzy, członkowie KEN! 

    Dziękujemy Panu Ministrowi za gotowość dokonania uzupełnień na opublikowanej przez MNiSW liście wydawnictw polskich i zagranicznych. Jako środowisko naukowe reprezentujące m.in. naukowców z dyscyplin filologicznych uważamy, że jest to bardzo potrzebne przedsięwzięcie z uwagi na ciążący na nas obowiązek umiędzynarodowienia polskich zdobyczy naukowych i realizowaną strategię publikowania prac obcojęzycznych w renomowanych ośrodkach wydawniczych. Taki sposób działania wydaje nam się najwłaściwszym sposobem włączenia polskiej myśli badawczej do systemu liczącej się na świecie wymiany informacji naukowej 

    Po konsultacjach – które w okresie urlopowym były utrudnione, trwały więc ponad dwa dwóch tygodnie – doszliśmy do wniosku, że zebranie wymaganych danych od większości wydawnictw zagranicznych jest w tak krótkim terminie, jaki podało MNiSW, nierealne. 

    Pozwalamy sobie zwrócić Państwa uwagę na kilka ważnych przyczyn, dla których nie uda nam się spełnić wymagań Ministerstwa: 

    1. Procedury wydawnicze w różnych krajach kierują się od dziesięcioleci wypracowanymi zasadami, różniącymi się od polskich. Przede wszystkim proces przyjmowania do druku jest bardzo niejednorodny i zależny od wydawnictwa. Zasady nie muszą być takie same dla wszystkich typów publikacji i dla wszystkich autorów. Często nie polegają one na poddaniu się podwójnej recenzji anonimowej (double blind peer review process), ale są wielostopniowe i bardziej wymagające niż polskie normy. Większość wydawnictw zagranicznych nie publikuje na swoich stronach zasad etyki publikacyjnej. Musielibyśmy prosić o daleko idącą współpracę ze strony domów wydawniczych. Wymagałoby to od nich dodatkowej pracy, a nawet zmiany/rozbudowy ich stron internetowych. Trudno oczekiwać, by dobre (w tym także renomowane dla konkretnych dyscyplin) wydawnictwa zmieniły swoje sprawdzone przez lata procedury przyjmowania tekstów do druku tylko dlatego, że polscy autorzy muszą spełnić wymagania polskiego ministerstwa. 

    2. Renomowane wydawnictwa nie publikują plagiatów (z zasady) i starają się nie przyjmować do druku słabych książek (również z zasady), nie składają też oświadczeń w tej kwestii na specjalnych podstronach. W przypadku niemieckich wydawnictw dostateczną gwarancją jest członkostwo w Der Börsenverein des Deutschen Buchhandels e.V., które pewne zasady (np. prawa autorskie) reguluje automatycznie. 

    4. Wielu zagranicznym wydawnictwom zależy na pracach polskich badaczy. Polscy językoznawcy i literaturoznawcy wnoszą wiele do rozwoju światowej filologii. Nie można się jednak spodziewać, że wydawnictwa zagraniczne dostosują swoją pracę do życzeń Ministerstwa po to, aby znaleźć się na liście polskiego MNiSW.

    Pierwsze próby dotarcia do wydawnictw i zdobycia od nich wymaganych przez MNiSW informacji zakończyły się na ogół niepowodzeniem. Obawiamy się, że przedstawiciele polskiej filologii (językoznawstwa, literaturoznawstwa) czy nauk o kulturze i religii, a prawdopodobnie także innych dyscyplin humanistycznych będą musieli zrezygnować z publikowania w zagranicznych wydawnictwach lub te publikacje ograniczyć (na przykład odrzucając zaproszenie do publikacji w wydawnictwie, którego brak na polskiej liście). Jest to sprzeczne z celem umiędzynarodowienia dokonań polskich naukowców, jaki przyświeca reformie szkolnictwa wyższego w Polsce.

    W niniejszym liście jedynie zaznaczamy, że podobny problem dotyczy czasopism obcojęzycznych. Lista czasopism zawiera poważne luki, a punktacja w wielu przypadkach nie ma uzasadnienia merytorycznego. 

    Uprzejmie prosimy o rozważenie zmiany sposobu zgłaszania wydawnictw, to znaczy o pilną aktualizację instrukcji PBN dotyczącej sposobu dodawania wydawnictw do „Wykazu wydawnictw naukowych” oraz przedłużenie terminu przyjmowania wniosków. 

    Uważamy, że pracą związaną z uzupełnieniem list wydawnictw według zmodyfikowanych, dostosowanych do różnych procedur wydawniczych, kryteriów powinni zająć się eksperci, a nie naukowcy, którzy nie mają możliwości zdobywania potrzebnych informacji. Wkładem badaczy w te prace powinno być natomiast sporządzenie propozycji, które wydawnictwa mają znaleźć się na liście i ich ocena ekspercka. Pozostałe czynności weryfikacyjne to typowa praca administracyjna. 

    Spośród wielu wydawnictw zagranicznych wybraliśmy te, w których publikują polscy filolodzy. Wydawnictw tych nie ma na liście MNiSW. Podajemy również takie wydawnictwa, w których publikujemy sporadycznie, są one jednak bezsprzecznie najważniejsze dla nauk humanistycznych. Wydaje nam się, że powinniśmy być zachęcani do publikowania w najlepszych światowych domach wydawniczych, a nie zniechęcani tym, że dyscyplina nie otrzyma za to punktów. 

    Podkreślamy, że nie są to „wszystkie” wydawnictwa obcojęzyczne nieuwzględnione na liście ministerialnej. Jest to niewielki ułamek, szczególnie ważny dla filologów. Jesteśmy gotowi do zmobilizowania naszych środowisk i uzupełnienia tych list. Zależy nam na rzetelnej ocenie naszej pracy. 

    Za treść pisma oraz za podane niżej potwierdzenia imienne odpowiada 

    Prof. Joanna Jabłkowska, dziekan Wydziału Filologicznego UŁ 

    Pismo sygnują (lista jest w obecnej chwili cyfrowa, ponieważ większość korespondentów była w czasie jej tworzenia na urlopach): 

    Dziekani 

    Dziekan Wydziału Filologicznego UŁ, prof. Joanna Jabłkowska 

    Dziekan Wydziału Filologicznego UJ, prof. Elżbieta Górska 

    Prodziekan Wydziału Anglistyki UAM, prof. UAM, dr hab. Piotr Gąsiorowski 

    Dziekan Wydziału Nauk Humanistycznych KUL, prof. KUL, dr hab. Magdalena Charzyńska-Wójcik 

    Dziekan Wydziału Neofilologii UAM, prof. UAM, dr hab. Aldona Sopata 

    Dziekan Wydziału Filologicznego UWr, prof. Marcin Cieński; prodziekan, prof. Leszek Berezowski 

    Dziekan Wydziału Filologicznego UMK, prof. Przemysław Nehring 

    Prodziekan Wydziału Filologicznego URz, prof. URz, dr hab. Agnieszka Uberman 

    Prodziekan ds. Studenckich i Dydaktycznych WNH KUL, prof. KUL, dr hab. Jolanta Klimek-Grądzka 

    Prodziekan ds. Rozwoju i Promocji WNH KUL i Kierownik Studiów Doktoranckich, prof. KUL, dr hab. Monika Sidor 

    Prodziekan ds. Nauki i Współpracy Międzynarodowej WNH KUL, prof. KUL, dr hab. Dariusz Skórczewski 

    Dyrektorzy instytutów 

    Instytut Filologii Germańskiej UŁ, dr hab. Małgorzata Kubisiak 

    Instytut Filologii Germańskiej UJ, prof. UJ, dr hab. Magdalena Sitarz 

    Instytut Filologii Germańskiej UAM, prof. UAM, dr hab. Sławomir Piontek 

    Instytut Filologii Germańskiej UWr, prof. Tomasz Małyszek; prof. UWr, dr hab. Urszula Bonter (z-ca) 

    Instytut Filologii Germańskiej KUL, prof. KUL, dr hab. Anna Rutka 

    Instytut Filologii Germańskiej UŚ, prof. UŚ, dr hab. Renata Dampc-Jarosz 

    Instytut Germanistyki i Lingwistyki Stosowanej UMCS, prof. UMCS, dr hab. Jarosław Krajka 

    Instytut Filologii Germańskiej UZ, prof. Paweł Zimniak 

    Instytut Romanistyki UŁ, prof. UŁ, dr hab. Anita Staroń 

    Instytut Romanistyki UW, dr hab. Maciej Smuk 

    Instytut Filologii Romańskiej UWr, prof. UWr, dr hab. Beata Baczyńska 

    Instytut Filologii Romańskiej UAM, prof. UAM, dr hab. Mirosław Loba 

    Instytut Filologii Romańskiej UJ, prof. UJ, dr hab. Wacław Rapak 4 

    Instytut Filologii Romańskiej UŚ, prof. Wiesław Banyś 

    Instytut Filologii Romańskiej UMCS, prof. UMCS, dr hab. Maria Falska 

    Instytut Filologii Romańskiej KUL, prof. KUL, dr hab. Katarzyna Wołowska 

    Instytut Kultury i Języka Francuskiego UO, prof. Krystyna Modrzejewska 

    Instytut Filologii Romańskiej UG, prof. UG, dr hab. Ewa Wierzbowska (z-ca) 

    Instytut Anglistyki UŁ, prof. Łukasz Bogucki 

    Instytut Filologii Angielskiej KUL, prof. KUL, dr hab. Grzegorz Maziarczyk 

    Instytut Anglistyki UMCS, prof. UMCS, dr hab. Adam Głaz 

    Instytut Filologii Angielskiej UJ, prof. Elżbieta Chrzanowska-Kluczewska 

    Instytut Anglistyki UMCS, dr hab. Zbigniew Mazur 

    Instytut Filologii Słowiańskiej UWr, prof. UWr, dr hab. Michał Sarnowski 

    Instytut Filologii Słowiańskiej KUL, prof. KUL, dr hab. Maria Mocarz-Kleindienst 

    Instytut Informacji Naukowej i Bibliotekoznawstwa UWr, dr hab. Bożena Koredczuk 

    Instytut Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej UWr, dr hab. Arkadiusz Lewicki 

    Instytut Językoznawstwa WNH KUL, prof. KUL, dr hab. Janusz Bień 

    Instytut Filologii Polskiej KUL, dr hab. Ireneusz Piekarski 

    Instytut Filologii Polskiej i Logopedii UŁ, dr hab. Danuta Kowalska 

    Kierownicy katedr i zakładów 

    Katedra Literatury i Kultury Krajów Niemieckojęzycznych XX i XXI w. UMK, prof. Leszek Żyliński 

    Katedra Germanistyki UKW, dr Elżbieta Nowikiewicz (peł. obowiązki) 

    Katedra Filologii Romańskiej UMK, dr hab. Piotr Sadkowski 

    Katedra Filologii Niderlandzkiej im. Erazma z Rotterdamu UWr., prof. Stefan Kiedroń 

    Katedra Filologii Angielskiej UWM, prof. UWM, dr hab. Ewa Kujawska-Lis 

    Katedra Językoznawstwa Angielskiego UJ, prof. Elżbieta Mańczak-Wohlfeld 

    Katedra Judaistyki im. Tadeusza Taubego UWr, prof. UWr, dr hab. Marcin Wodziński 

    Katedra Historii Literatury Staropolskiej KUL, prof. Mirosława Hanusiewicz-Lavallee 

    Zakład Literatur Niemieckiego Obszaru Językowego UW, dr hab. Krzysztof Tkaczyk 

    Zakład Literatury i Kultury Krajów Niemieckojęzycznych US, prof. US, dr hab. Dorota Sośnicka 

    Zakład Współczesnej Literatury Niemieckiej US, prof. US, dr hab. Ewelina Kamińska-Ossowska 

    Zakład Historii Literatury Niemieckiej do 1848 r. UWr, prof. Wojciech Kunicki 

    Zakład Literatury Niemieckiej UJ, prof. Maria Kłańska 

    Zakład Językoznawstwa Germańskiego UJ, prof. Zofia Berdychowska 

    Katedra Filologii Angielskiej UMW, prof. UWM, dr hab. Ewa Kujawska-Lis 

    Zakład Translatoryki UŚ, prof. Andrzej Łyda 5 

    Zakład Italianistyki WF UŁ, prof. UŁ, dr hab. Artur Gałkowski 

    Akademickie Towarzystwo Romanistów Polskich „Plejada” 

    Polskie Stowarzyszenie Hispanistów 

    Stowarzyszenie Italianistów Polskich 

    Polskie Towarzystwo Lingwistyki Stosowanej 

    TUTAJ MOŻNA POBRAĆ ZAŁĄCZNIK