Kategoria: Społeczeństwo i polityka

  • Przestrzeń dla talentów każdego pracownika

    Przestrzeń dla rozkwitu talentów każdego pracownika (zdjęcie na licencji Depositphotos)

    Latający Holender? Może jednak stąpający twardo po ziemi i umiejący liczyć, myślący i rozumny po prostu?

    Latający Holender (zdjęcie na licencji Depositphotos)

    Siedemnastowieczna legenda o Latającym Holendrze, nieustraszonym i doświadczonym wilku morskim, kapitanie pirackiego statku, przynoszącym śmierć wrogom i zapowiadającym nieszczęście jest bardzo barwna i na pewno mogła stanowić inspirację niejednej historii z kultury popularnej, Piratów z Karaibów chociażby. Jednak ostatnio Holendrzy z tamtejszego Zrzeszenia Uniwersytetów Niderlandzkich (VSNU) ustami ich Prezydenta, Pietera Duisenberga, wyrażają nadzieję, że cały świat zainspiruje się planami ich środowiska akademickiego. Jak zapowiada David Matthews w dzisiejszym THE (3 grudnia 2019 r) „Holendrzy kończą z krótkowzrocznym i stronniczym zogniskowaniem uwagi na badaniach naukowych i ich parametrycznej ocenie. Liczą się teraz wszędzie tylko wyniki, wyniki, wyniki oraz różnie rozumiany, różnie mierzony, często mitologizowany wpływ badań na społeczeństwo (np. Impact Factor).

    Propozycja uniwersytetów niderlandzkich nie likwiduje, oczywiście, badań naukowych, ani ich oceny. Jednak bracia i siostry Holendrzy pragną zwrócić uwagę na jakość tych badań, wychodzą także od smutnych konstatacji, że aplikowanie o granty badawcze dzisiaj polega przede wszystkim na programowaniu potencjalnych wyników i mitologizowaniu potencjalnego wpływu tych wyników. Cały projekt polega na opisie tego mechanizmu. Środki, skrupulatność samych badań, jak i rzetelność interpretacyjna, to wszystko odchodzi w cień, staje się tłem jednej czynności badawczej, która prowadzi do wyników. Innymi słowy, Holendrzy chcą położyć kres niskiej jakości badań naukowych i życia uniwersyteckiego, kres makdonaldyzacji uniwersytetów, które masowo nastawione na wyniki badań, zapominają o jakości ich samych oraz innych formach aktywności, jak nauczanie. Zapominają także o nadmiernie obciążonych stresem pracownikach.

    Jak podaje THE, od 2021 r. VSNU wprowadzi nowe klasyfikacje stanowisk akademickich i nadal będą one zawierać zarówno elementy badań, jak i nauczania, to jednak „absolutnie będą się różnić od tego, czym są dzisiaj”.

    — nie będzie nacisku na sukces możliwie największy przez 40 rokiem życia;
    — nie będzie potencjalnie otwartej na nieskończoność listy publikacji, będzie trzeba ograniczyć listę do 10 najlepszych przy aplikowaniu o granty;
    — nie będzie presji publikowania w czasopismach przed osiągnięciem magisterium, doktoranci będą poddawani mniejszej publikacyjnej presji;
    — nie będzie już tej swoistej kultury zarządczej „odhaczanie na liście zadań”;
    — zakazano używania wskaźników „h” i czynników wpływu (Impact Factor) czasopism w ocenie pracowników.

    Holendrzy obiecują także nacisk na instytucje rankingowe, aby te uwzględniały w większej mierze edukację, kulturę, jakość badań.

    Holendrzy znani są z anegdoty, że oddali bez walki Nowy Amsterdam, który zamieniony został na Nowy York. Nie zrobili tego bezinteresownie. Raczej uzyskali inne prawa handlowe oraz uznanie praw do Surinamu. Teraz ich projekt „Przestrzeń dla talentów każdego pracownika akademii” może stać się natchnieniem dla rozumnych. To rozumność i wysoka jakość badań przyświecają temu projektowi.

    Radośni studenci i pracownicy (zdjęcie na licencji Depositphotos)

    Chciałbym kiedyś dożyć takiego czasu, kiedy nie będziemy naśladować przebrzmiałych idei Zachodu, tylko to, co wartościowe. Rozumność i dobra jakość to są wartości, które warto przyswajać. Reforma wprowadzona ostatnio w Polsce przez ministra Gowina jest bezduszna i nierozumna. Wiele zła się wydarzy przez nią i jej technokratyczne wykonania.

    Gdybym miał wpływ na zarządzanie uczelniami, na pewno wpatrywałbym się w holenderskie wzory w tym opisanym przeze mnie kontekście. To jest jeszcze jeden przykład realizacji ideałów „uważnej nauki”, „jakościowego badania”, „przyjaznego uniwersytetu”, „kreatywnego środowiska pracy”, kultury edukacyjnej, misji uniwersytetu. W zupełnej niezgodzie z inicjatywą tzw. IDUB (Inicjatywa Doskonałości — Uczelnia Badawcza), która prowadzić będzie do niewiarygodnej polaryzacji świata akademickiego i niedowartościowania innych niż badawcze obszarów akademickiej aktywności. W istocie reforma ta wprowadza walkę z polską nauką i polskim światem akademickim.

  • „Bądźcie jak Harvard!” – „No cóż, nie mamy Harvarda, nie mamy kasy Harvarda, i co nam … zrobisz?”

    To jest symboliczny obrazek elitarnej postawy tzw. neoliberalizmu (zdjęcie na licencji Depositphotos)

    To jest krótkie omówienie idei niemieckiej strategii doskonałości i polskich tzw. „uniwersytetów badawczych”.

    „Nie mamy Harvarda, nie mamy budżetu Harvarda, i co nam Pan …  zrobisz?”

    Prof. Michael Hartmann mocno krytykuje niedawne zmiany w systemie wyższej edukacji w Niemczech i przyjęcie, bardzo podobnego do polskiego, „systemu doskonałości naukowej”, w którym wybrane uniwersytety będą dostawać większe sumy z publicznej kasy na rozwój badań naukowych, żeby mogły gonić elitę uczelni światowych, takich jak Harvard czy Cambridge. Po niemiecku upragniony tytuł brzmi „Exzellenzuniversität“. Po polsku „uczelnia badawcza”.

    Portret Michaela Hartmanna, wg zdjęcia autorstwa Hannes Röst [CC BY-SA 3.0 (https://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0)%5D

    Według danych Johannesa Göbela (Göbel, Johannes. „Najbardziej renomowane uniwersytety”. deutschland.de, 30 wrzesień 2019, https://www.deutschland.de/pl/topic/wiedza/oto-niemieckie-uniwersytety-doskonalosci.) „uniwersytety doskonałości istnieją zarówno w milionowych niemieckich metropoliach, jak też w mniejszych miastach studenckich. Związek Uniwersytetów Berlińskich łączy Wolny Uniwersytet, Uniwersytet Humboldta, Uniwersytet Techniczny i Szpital Uniwersytecki Charité, tworząc sieć doskonałości. Ponadto istnieją następujące uniwersytety doskonałości: RWTH Aachen, Uniwersytet w Bonn, Uniwersytet Techniczny w Dreźnie, Uniwersytet w Hamburgu, Uniwersytet w Heidelbergu, Instytut technologii w Karlsruhe (KIT), Uniwersytet w Konstancji, Uniwersytet Ludwika i  Maxksymiliana (LMU) w Monachium i Politechnika w Monachium oraz Uniwersytet w Tybindze.”

    Niemiecka tzw. strategia doskonałości istnieje oficjalnie od 2016 r. Czy Polska poszła w ślady Niemiec?

    NIemcy ca 1998: znaczek drukowany w Niemczech pokazuje Max Planck Society for Advancement of Science. Zdjęcie na licencji Depositphotos

    Niemiecki socjolog Michael Hartman znany jest w Niemczech z krytyki systemów opartych na dogmatycznym neoliberalizmie, uderza w te systemy za tworzenie nieosiągalnych elit. Co więcej, argumentuje on, że takie kreowanie nierówności, pogłębianie ich, to główna przyczyna wzrostu populizmu na świecie. Przestrzega przed tym. O jego postawie i krytyce pisze David Matthews w THE 11 listopada 2019 r. w artykule „German excellence strategy ‘risks creating closed social elite’”. (Matthews, David. „German Excellence Strategy ‘Risks Creating Closed Social Elite’”. Times Higher Education (THE), 11 listopad 2019). Niemcy do tej pory były znane w zakresie wyższej edukacji z egalitaryzmu. Sam pamiętam, jak rozczytywałem się w analizach wykazujących, że okrzepłe uniwersytety tradycyjne, te najlepsze jak Heidelberg, wcale nie najlepiej wypadały w różnego typu parametryzacjach, że największą energię pokazują mniejsze i mniej elitarne ośrodki z dużymi pokładami ambicji. Co więcej kryteria doboru nie do końca są kompatybilne z różnymi innymi podejściami parametryzacyjnymi: w U-Multiranku przygotowanym na zlecenie Komisji Europejskiej nie tylko te Doskonałe są dobrze ocenianie, a liczyło się tam nauczanie i uczenie się, badania naukowe, transfer wiedzy, orientacja międzynarodowa i zaangażowanie regionalne — według tych kryteriów pięć niemieckich uczelni osiągnęło najlepsze wyniki, spośród tych, które nie zostały wybrane jako „uniwersytety doskonałości”.

    „Reformy” w Niemczech, które kopiuje u nas Minister Gowin, zapatrzone — paradoksalnie, bo te systemy nie są kompatybilne — w systemy amerykańskie i francuskie, w których nieliczne, elitarne instytucje naukowe funkcjonują jako główna baza kadr zarządzających w tych krajach (pierwsza liga w USA oraz centralna kuźnia kadr we Francji). Wszystkie niemieckie uniwersytety są do tej pory w pewnym sensie elitarne. System federalny — system oparty na ideach decentralizacji władzy i lokalnej samorządności — spowodował równomierne rozłożenie dofinansowania do uczelni w Niemczech. W lipcu tego roku 10 instytucji i jedno konsorcjum uzyskało status „doskonałości” i powiększą swoje budżety o prawie 150 milionów Euro ekstra (każdy doskonały uniwersytet jest wart 15 mln Euro więcej każdego roku!). W oczach studentów, absolwentów i potencjalnych studentów te instytucje już zyskały wymiar elitarności.

    Profesor Hartmann wskazuje, że w Stanach Zjednoczonych absurdalne sumy za uczenie się w elitarnych uczelniach powodują praktyczne ich zamknięcie dla społeczeństwa. Nie ma „równych szans” w Stanach Zjednoczonych, jest to amerykański mit. A na dodatek budżet Harvarda nie jest w żaden sposób porównywalny do żadnego, najbardziej elitarnego uniwersytetu niemieckiego. (jego majątek w 2015 r. to 37,6 mld dolarów, to jest prawie 146 mld złotych, zaś roczny budżet najbogatszego Uniwersytetu Warszawskiego to 1,5 mld zł)

    W Japonii i Francji dysproporcje nie są aż tak uderzające, jednak wszędzie elitarność jest krytykowana ze wszech stron. To jest zło powodujące destabilizację na świecie. Czy nie powinniśmy jako społeczeństwa uczyć się na lekcji „żółtych kamizelek”?

    Pojęcie nierówności społecznych i symbol uprzywilejowania lepiej sytuowanych finansowo Zdjęcie wg Depositphotos (licencja)

    Idąc w ślady Niemców, jeśli idzie o wprowadzania tzw. reformy Gowina, bo taki ma sens konkurs na tzw. uczelnie badawcze, czy nie ryzykujemy pogłębienia się różnic między Polską A, Polską B, Polską C? Czy studenci z biednych rodzin będą mogli dostać wysokiej jakości edukację? Sama nazwa „uczelnie badawcze” jest absurdalna z punktu widzenia jakości kształcenia, nie ma dobrej edukacji bez prowadzenia badań, podział na pracowników badawczych i edukacyjnych jest zerwaniem z oświeceniowym ideałem uniwersytetu Humboldtowskiego. Czy możliwy będzie za kilka lat awans społeczny w Polsce? Reforma Gowina nie zrobiła nic, aby wprowadzić mobilność naukową wewnątrz Polski i wydaje się na świetnej drodze, wręcz na autostradzie do piekła, do zabetonowania elit w Polsce, awans społeczny młodych będzie bardzo utrudniony, jeśli ktoś nie będzie miał szczęścia i urodzi się poza finansową elitą. Smutne… W tym nadchodzących latach wedle Ministra Gowina „jeszcze bardziej nie da się dać więcej, niż można było dać w ubiegłej kadencji” (choć wtedy także nie zwiększono finansowania wyższego szkolnictwa, cytuję z pamięci). Ten neoliberalizm nie ma nic wspólnego z humanistycznymi w genezie zasadami sprawiedliwości Johna Rawlsa. To prawo na pewno nie stoi po stronie sprawiedliwości.

    „Nie mamy Harvarda, nie mamy budżetu Harvarda, i co nam … zrobisz?”

    Polska w ruinie, Polska C?
  • A fuj, ścierwusy…

    W sobotę 9 listopada odwiedziłem Teatr Nowy w Łodzi i obejrzałem gościnny spektakl „Noc Helvera” Ingmara Villqvista z Gdyńskiego Centrum Kultury. Właściwie to także spektakl Teatru Nowego, bo zarówno Jolanta Jackowska jak i Adam Mortas są jego etatowymi pracownikami. Warto było pójść do teatru przed świętem 11 listopada!

    Rzecz jest o archetypowym dramacie matki w ostatniej nocy „upośledzonego”, „niepełnosprawnego” syna Helvera, który jest ratowany i zabijany zarazem przez matkę Karlę. To właśnie ona sugeruje mu zażycia kilku opakowań tabletek w dawce przewidzianej może na miesiąc. Zatem jest to dramat dziwnej pary, bo Karla morduje w istocie swojego ukochanego Helvera, chcąc go ocalić przed śmiercią z rąk bojówek totalitarno-faszystowskiego systemu szalejącego na ulicy. Niepełnosprawny umysłowo jest wykorzystywany przez owe bojówki, by szerzyć przesłanie „porządku” nade wszystko, „porządku absolutnego”. Ale jednocześnie odbywa się bojówkarska rewolucja (bandytyzm) na ulicach. Sceny wewnętrzne tej pary stają się symboliczną reprezentacją patriarchalnych relacji między musztrującym Helverem a podległą niby Karlą. Odniesienia do faszystowskich (nazistowskich także) kontekstów historycznych są więcej niż oczywiste. Ale one nie wyczerpują krytycznego przesłania tej sztuki. W tym jest ten spektakl świetny, że nie wiadomo nawet do końca, czy Karla to matka (przyrodnia? naturalna może?) Helvera, on sam nie rozumie, dlaczego są razem, ona opowiada, kiedy go przygarnęła z bliżej nieokreślonego zakładu psychiatrycznego, że utraciła w tym czasie córkę, „małpkę”… Jednak potencjał interpretacji międzypłciowych relacji w tej sztuce jest ogromny dzięki mocy minimalizmu.

    Trójmiasto mogło obejrzeć spektakl według dramatu Jarosława Świerszcza (bo takie jest nazwisko autora) zaraz po zamordowaniu prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. Na początku tego roku konteksty były te same. Od razu powiem otwarcie, że nie widziałem innych sztuk popularnego już w pierwszych latach XXI wieku polskiego autora. Jednak ta inscenizacja ma kilka absolutnych zalet: symboliczny minimalizm scenografii, klasyczne, niemal paradygmatycznie teatralne skupienie na grze aktorskiej i relacji międzyludzkiej, symboliczna ponadczasowość, a jednocześnie niezwykła aktualność. To jakoby połączenie dziarskich chłopców z Szewców Witkacego z dramatami Ibsena i filmami Bergmana.

    Genialnie oszczędna scenografia pozwala na uniwersalną mimo wszystko interpretację znaku na ścianach, który bardzo przypomina przecież „mieczyk Chrobrego”. Zamglone relacje wideo z manifestacji i marszów, stanowiące ramę spektaklu pozwalają jednocześnie widzieć aktualność zamieszek z racami i abstrahować je jako w pewnym sensie uniwersalne historycznie. Mamy w świecie spektaklu „każdą” kuchnię „każdej” rodziny w „każdym” ustroju bojówkarsko-totalitarnym.

    Spalenie sklepu i kościoła, czy opowiadana przez Helvera gonitwa za „ścierwusem” i spalenie go (odpalenie od niego cygara i papierosów) mogą być naprawdę uniwersalną reprezentacją, ale najlepiej widać tę symboliczność w dwóch pojawiających się w spektaklu słowach nowomowy tego uniwersalnego ustroju: właśnie „ścierwus” i „fuj”. „Ścierwus” to może być każdy inny: „świrus”, chory, jakikolwiek obcy, Żyd, uchodźca, homoseksualistka, muzułmanin… Ten obcy jest tak straszny, że główny bohater przeżywa bardzo swoje skandowanie „ścierwusy, ścierwusy!!!” w odniesieniu do przeciwników na ulicy. Na końcu sam okazuje się, jako chory psychicznie – ścierwusem, za którym dawni koledzy gonią i którego mogą w końcu dopaść. Dopełnieniem tego wzorca jest wykrzykiwane w stronę ścierwusów słowo „fuj”, znak „wstrętu”: to z kolei symbol hejtu, który maże wszystko, czego się dotknie… ścierwusy wywołują wstręt i agresję… świetne w spektaklu jest to, że na końcu agresywny bojówkarz wpada na scenę od strony publiczności i wybija na scenie kijem bejsbolowym szyby symbolicznemu domowi…

    Muzyka i wspaniała gra aktorska dopełniają tę mistycznie oszczędną strukturę. Brawa były długie i na stojąco. Na widowni było naprawdę sporo młodych ludzi… nadzieja

  • Zatrudnialność Alberta Eisteina i śpiewu ptaków

    „Studia na kierunkach humanistycznych produkują bezrobotnych”. Takie jest ciągle przeświadczenie wielu ludzi w Polsce i na świecie. Jednak, kiedy przeanalizować dane z badań, nie jest to słuszne przeświadczenie. Studiowanie jakiegoś kierunku samo w sobie nie musi być kluczem do sukcesu, to raczej konkretne umiejętności i kompetencje, uzyskiwane na wielu tzw. kierunkach, mogą dać atut w zdobywaniu pracy. I te umiejętności i kompetencje wcale nie odbiegają od ideałów, które można zaczerpnąć z myśli geniusza fizyki Alberta Eisteina.

    Albert Einstein

    IDEAŁ EDUKACYJNY ALBERTA EISTEINA:
    „Niezależny, samodzielny człowiek, który pragnie uczynić ze służby innym najważniejsze życiowe zadanie.” (Einstein, Albert. On Education, w: Ideas and Opinions: Based on Mein Weltbild. Crown Publishers, New York 1954, s. 60., wszystkie cytaty i odniesienia później do tego wydania)

    Albert Eistein wiedział, że w edukacji nie są najważniejsze wykłady, ale praca i działanie: „Osobowość nie jest kształtowana przez to, co usłyszane albo przeczytane, osobowość kształtuje tylko praca i działanie.” (s. 60.). Prawda, wolność, ciało.

    Główny motor rozwoju to niekoniecznie naga ambicja i konkurencja z innymi, raczej kooperacja z innymi, współpraca.

    Co więcej, Eistein pisze także wprost o kształceniu plastycznego człowieka, powinniśmy dążyć do kształcenia harmonijnej osobowości, a nie wąskiego specjalisty.

    Nieoczekiwanie dla mnie natrafiłem także w pismach Eisteina fragment wspominający biblijne psalmy.

    „Ale tradycja żydowska zawiera także coś innego, coś, co znalazło wspaniałą ekspresję w wielu Psalmach, mianowicie rodzaj upojnej radości i zdumienia pięknem oraz wielkością tego świata, o którym człowiek może sobie wyrobić jedynie blade pojęcie. Radość ta jest odczuciem, z którego prawdziwe badania naukowe czerpią duchowe pożywienie, ale wydaje się, że to samo odnajdziemy w śpiewie ptaków. Przywiązanie tego uczucia do idei Boga wydaje się dziecinnym absurdem.” (s. 186).

    Childs watercolor painting of birds

    Pomijam ateizm Eisteina, bo w tym kontekście nie jest on tutaj istotny, ale to w tych jego pismach można znaleźć pochwałę liberalnej edukacji z jej ideałami: twórczym, samodzielnym człowiekiem, który będzie umiał kooperować z innymi, by osiągać dobre dla społeczności cele, rozwiązywać jej problemy.

    Na tzw. Zachodzie dawno już tzw. kolegia artystyczne obiecywały przyszłym studentom, że edukacja humanistyczna jest bardziej trwała w dłuższej perspektywie. Jest to szczególnie istotne z punktu widzenia plastyczności na rynku pracy. Humaniści lepiej dostosowują się do bardzo dynamicznego rynku pracy, bo są lepiej wykształceni, jeśli idzie o miękkie umiejętności, tzw. umiejętności komunikacyjne i społeczne.

    Jednak rządy często nie zwracają na to uwagi, promują propagandę, która ukazuje przyszłym studentom i ich rodzicom koszmarne perspektywy nadprodukcji nieefektywnych bezrobotnych. Stąd odnotowuje się spadek zainteresowania kierunkami huamanistycznymi.

    Jak podaje Paul Basken w ostatnim numerze Times Higher Education, jest instytucja, której „liczba absolwentów kierunków humanistycznych zatrudnionych przez firmy technologiczne wzrosła o 228 procent w ciągu 10 lat, a liczba zatrudnionych przez przemysł finansowy o 333 procent.” Trzeba podkreślić, iż idzie o kanadyjski Uniwersytet Waterloo notowany raczej stale w rankingu THE w trzeciej setce uczelni świata, czyli wcale nie ze złotej ligi. Wielcy gracze światowi z przemysłu IT oraz tzw. przemysłów kreatywnych, ale przenikniętych cyfryzacją, czerpią ze współpracy z tym uniwersytetem niezwykłe zyski, bo osiągają absolwentów świetnie wykształconych, choć nie wąskospecjalistycznie, ale z umiejętnościami, o które najwięcej idzie.

    THE wspomina także sukcesy absolwentów drugorzędnego koledżu w USA Connecticut College, który ma specjalny program o nazwie „Connections and Science Leaders”, dzięki któremu studenci są zachęcani do łączenia studiów humanistycznych z kursami w naukach przyrodniczych i technicznych. Staże i projekty społeczne oraz zawodowe, intensywny mentorski wysiłek skierowany do kobiet i innych niedostatecznie reprezentowanych studentów, spowodował sukces czegoś, co Rektor Connecticut College, Katherine Bergeron, co określiła jako „nowe sztuki wyzwolone dla naszego połączonego świata”.

    Speaker giving presentation in lecture hall at university. Students listening to lecture and making notes.

    Dodać można także sukces rodzimy z Łodzi, sukces kierunku ligwistyka dla biznesu na Wydziale Filologicznym Uniwersytetu Łódzkiego we współudziale Wydziału Zarzadzania: w trakcie tych studiów studenci zdobywają zarówno nieocenione umiejętności komunikacyjne w dwóch językach obcych, ale także „twardą”, specjalistyczną wiedzę, potrzebną konkretnej branży.

    Autor artykułu zauważa, że wielki przemysł IT (firmy takie jak np. Amazon, Google, Microsoft), wielcy pracodawcy już zmieniają swój stosunek do nauk humanistycznych. Ja bym dodał, że zmienić ten stosunek muszą także rządy, zwłaszcza te, które ręcznie pragną wszystkim sterować, aby porzucić beznadziejną propagandę przeciwko naukom humanistycznym i społecznym. Taka relacja do uczelni, w których one dominują, jest anachroniczna i nie odpowiada na wyzwania współczesnego digitalnego także świata. Zatrudnialność to nie jest problem wyłącznie nauk humanistycznych i społecznych, to jest przyszłościowy i teraźniejszy problem wszystkich. Jak o tym wiedział także Albert Eistein, żeby osiągnąć sukces, potrzeba w sobie pielęgnować ten „rodzaj upojnej radości i zdumienia pięknem oraz wielkością tego świata”, ta „radość jest odczuciem, z którego prawdziwe badania naukowe czerpią duchowe pożywienie”, to jest radość sztuk, radość śpiewu ptaków.

  • Pokonamy przeciwności, zwyciężymy, pokonamy

    Pokonamy przeciwności, zwyciężymy, pokonamy..
    Pokonamy przeciwności (We shall overcome) to jest jedna z najsłynniejszych pieśni świata, najpierw inspirowana religijnie chrześcijańska pieśń, (współczesna wersja gospel tutaj) potem klasyka protest songu, śpiewana nie tylko przez Pete’a Seegera, ale także Jean Baez na Woodstocku, (wcześniej w 1965 dla BBC)czy bardziej współcześnie Bruce’a Springstina (2006) albo z (2016) czy Rogera Watersa .

    [ten wpis jest fragmentem materiałów edukacyjnych na kursie dla studentów Wydziału Filologicznego (kulturoznawstwo) na Uniwersytecie Łódzkim pt. Protest songi — krótka historia (0100-KMB014)]

    We shall overcome,
    We shall overcome,
    We shall overcome, some day.

    Oh, deep in my heart,
    I do believe
    We shall overcome, some day.

    We’ll walk hand in hand,
    We’ll walk hand in hand,
    We’ll walk hand in hand, some day.

    Oh, deep in my heart,
    I do believe
    We shall overcome, some day.

    We shall live in peace,
    We shall live in peace,
    We shall live in peace, some day.

    Oh, deep in my heart,
    I do believe
    We shall overcome, some day.

    We are not afraid,
    We are not afraid,
    We are not afraid, TODAY

    Oh, deep in my heart,
    I do believe
    We shall overcome, some day.

    The whole wide world around
    The whole wide world around
    The whole wide world around some day

    Oh, deep in my heart,
    I do believe
    We shall overcome, some day.

    Do historii przeszło cytowania, parafrazowanie tej piosenki przez Martina Luthera Kinga, na kilka dni przed morderczym zamachem na jego życie 31 marca 1968 roku w Katedrze Narodowej w Washingtonie. Zapis obecny w archiwach jest różny od tekstu, który można usłyszeć na rejestracji tej mowy.

    Pokonamy przeciwności, bo łuk wszechświata moralności jest długi, ale zakrzywia się ku sprawiedliwości.

    Pokonamy przeciwności, bo Carlyle ma rację – „Żadne kłamstwo nie może żyć wiecznie”.

    Pokonamy przeciwności, ponieważ William Cullen Bryant ma rację – „Prawda, przygnieciona do ziemi, powstanie ponownie”.

    Pokonamy przeciwności, bo James Russell Lowell ma rację – jak dziś śpiewaliśmy wcześniej,

    Prawda na zawsze na rusztowaniu,

    Jeśli na tronie, to zawsze źle.

    Jednak to rusztowanie kołysze przyszłość.

    A za ciemną nieznaną stoi Bóg,

    W cieniu, czuwając nad swoimi.

    Dzięki tej wierze będziemy w stanie wyrzeźbić z góry rozpaczy kamień nadziei. Dzięki tej wierze będziemy w stanie przekształcić zgrzytające swary w naszym narodzie w piękną symfonię braterstwa.

    Dzięki Bogu za Jana, który przed wiekami na samotnej, ciemnej wyspie Patmos ujrzał wizję nowego Jeruzalem zstępującego z nieba od Boga, który usłyszał głos mówiący: „Oto czynię wszystko nowe; poprzednie rzeczy przeminęły.

    Boże daj nam, że będziemy uczestnikami tej nowości i tego wspaniałego rozwoju. Jeśli tylko to zrobimy, wprowadzimy nowy dzień sprawiedliwości, braterstwa i pokoju. I tego dnia gwiazdy poranne zaśpiewają razem, a synowie Boży będą krzyczeć z radości. Niech cię Bóg błogosławi.”

    Jak już wspominałem, zapis realny tego co powiedział różni się od przygotowanej mowy, bo Martin Luther King improwizował, dawał się unosić mowie:

    Głęboko w moim sercu wierzę, że pokonamy przeciwności.
    Teraz często łączę ręce ze studentami, z którymi śpiewamy tę pieść, jak i z tymi za kratami. Pokonamy przeciwności!

    Czasami mieliśmy łzy w oczach, kiedy zjednoczyliśmy się, aby zaśpiewać, ale pomimo nich śpiewaliśmy!
    Pokonamy przeciwności.
    Panie, zanim wygramy, niektórzy będą musieli jeszcze zostać wtrąceni do więzienia, ale pokonamy przeciwności.
    Nie martw się o nas, zanim zwycięstwo zostanie wygrane, niektórzy z nas stracą pracę, ale damy sobie radę (pokonamy przeciwności).
    Przed zwycięstwem nawet niektórzy będą musieli stawić czoła fizycznej śmierci.
    Ale jeśli śmierć fizyczna jest ceną, którą niektórzy muszą zapłacić, aby uwolnić swoje dzieci od trwałej śmierci psychicznej, nic nie będzie bardziej oswobadzające.
    Pokonamy przeciwności.
    Zanim zwycięstwo zostanie wygrane, niektórzy będą źle zrozumiani i nazywani złymi słowami oraz odrzuceni jako buntownicy i agitatorzy.
    Ale pokonamy przeciwności.
    I powiem ci dlaczego.
    Pokonamy, ponieważ łuk wszechświata moralnego jest długi, ale zmierza ku sprawiedliwości.
    Pokonamy, bo Carlyle ma rację:
    Żadne kłamstwo nie może żyć wiecznie.
    Pokonamy, bo William Collin Bryant ma rację:
    Prawda przygnieciona ku ziemi ponownie powstanie.
    Pokonamy, bo James Russel Lowell ma rację:
    Prawda na zawsze na szafocie, na zawsze na tronie.
    Jednak to rusztowanie kołysze przyszłość.
    A za półmrokiem nieznanego stoi Bóg w cieniu, czuwając swoimi.
    Pokonamy, bo Biblia ma rację:
    Zbierzesz to, co zasiejesz”.
    Pokonamy przeciwności.
    Głęboko w moim sercu wierzę w to!
    Pokonamy przeciwności.

    I z tą wiarą wyjdziemy i odsuniemy rady rozpaczy oraz wprowadzimy nowe światło do ciemnych komnat pesymizmu.Będziemy w stanie wznieść się ze zmęczenia rozpaczy do wzlotów nadziei.
    A to będzie wspaniała Ameryka!
    Będziemy tego aktywną częścią, aby tak się stało.
    I tak, kiedy zostawiam wam ten wieczór, mówię:
    Chodźcie razem dzieci!
    Nie ustawajcie!”

    Niesamowite jest także to, że ta pieśń jest jakby w tle mowy wygłoszonej także kilka dni po tej 3 kwietnia w Memphis „I have been to the Mountaintop”. Żarliwa pewność zwycięstwa i wizja wyzwolenia, którą znaleźć można w tej mowie to już jakby proroczy ton, na dzień przed zamordowaniem. Jeśli ktoś zobaczy Prezydenta Obamę podczas słuchania „We shall overcome”, albo Prezydenta Vaclava Havla w Pradze w 2009 r., kiedy słucha Jean Baez po latach, kiedy zwyciężyła „aksamitna rewolucja”, to może mieć pewność, że zwyciężymy, bo prawda zawsze zwycięża. Ta pieśń jest niesamowitym natchnieniem nadziei

    KOSTRZYN NAD ODRA, POLAND – AUGUST 2, 2013: 19th Przystanek Woodstock (Woodstock Festival), biggest summer open air ticket free rock music festival in Europe, vintage style.

    Historia tej pieśni jest niezwykle złożona, warto zapoznać się z nią tutaj.

  • Koniec (post)modernizmu i okaleczony świat

    11 września 2001 roku, czyli 18 lat temu, kiedy skończył się (post-)modernizm, byłem w Bolzano, na skraju włoskich Dolomitów, w mieście pomieszania kultur i języków. Tam była szkoła letnia BISCA, czyli Bolzano International SCHOOL of Cognitive Analysis. Pamiętam ten dzień, światło wrześniowe radośnie wpadało do gotyckiego zamku, w którym obradowaliśmy.

    Bolzano przy włosko-austriackiej granicy we włoskich Dolomitach

    Wykładowcami byli też Amerykanie, M.in. George Lakoff (ten od metafor w naszym życiu) i Leonard Talmy. Pamiętam, że przerwaliśmy obrady, żeby z przerażeniem oglądać atak na wieże NY na telewizorze w portierni zamku…

    Ground Zero Memorial w Nowym Yorku

    Zdjęcie z ground zero w NY (fot. JP)

    Amerykanie zastanawiali się, czy będą mogli wrócić, nikt nie wiedział, co się dzieje… tak właśnie skończył się dla mnie (post-)modernizm. Metafora ucieleśniła się w katastrofie walących się wież.

    Spróbuj opiewać okaleczony świat

    Spróbuj opiewać okaleczony świat.
    Pamiętaj o długich dniach czerwca
    i o poziomkach, kroplach wina rosé.
    O pokrzywach, które metodycznie zarastały
    opuszczone domostwa wygnanych.
    Musisz opiewać okaleczony świat.
    Patrzyłeś na eleganckie jachty i okręty;
    jeden z nich miał przed sobą długą podróż,
    na inny czekała tylko słona nicość.
    Widziałeś uchodźców, którzy szli donikąd,
    słyszałeś oprawców, którzy radośnie śpiewali.
    Powinieneś opiewać okaleczony świat.
    Pamiętaj o chwilach, kiedy byliście razem
    w białym pokoju i firanka poruszyła się.
    Wróć myślą do koncertu, kiedy wybuchła muzyka.
    Jesienią zbierałeś żołędzie w parku
    a liście wirowały nad bliznami ziemi.
    Opiewaj okaleczony świat
    i szare piórko, zgubione przez drozda,
    i delikatne światło, które błądzi i znika
    i powraca.

    wiersz z tomu Anteny
    cyt. za: Adam Zagajewski, Wiersze wybrane, Wydawnictwo a5, Kraków 2010, s. 250

    Ten wiersz został zamieszczony w New Yorkerze jako reakcja na katastrofę, która jednak daje nadzieję. Sprawa była dziełem przypadku, ale ten wiersz przeszedł do historii. Okaleczony świat dzisiaj wydaje się jeszcze okropniejszy, z mnóstwem agresji, kłamstwa i cierpienia. Ale trzeba nadal podejmować to wyzwanie i opiewać okaleczony świat… W końcu może obudzi się w nas „lepszy anioł naszej natury”…

    Ground Zero Memorial (foto JP)
    Autor przy pomniku ofiar w NY, rok 2015
  • Wezwanie do opamiętania

    Podczas uroczystości 75 rocznicy likwidacji getta odbywających się na cmentarzu żydowskim oraz na stacji Radegast w Łodzi 29 sierpnia poznałem ciekawego człowieka, burmistrza Kolonii Andreasa Woltera.

    Muzeum i pomnik na stacji Radegast w Łodzi fot. Jarosław Płuciennik

    No i dzisiaj muszę napisać postscriptum do swojego wpisu tutaj pt. „Przepracowanie przeszłości„, bo Andreas ponownie był w Polsce w Katowicach na Marszu Równości 7 września.

    Katowicki marsz równości 8 września 2019, zdjęcie Andreas Wolter

    Był tam gościem specjalnym, jako burmistrz Kolonii, miasta partnerskiego Katowic, no i odczytywał listy solidarności od dwóch Kościołów z Kolonii:

    W liście poparcia od Kościoła protestanckiego w Kolonii — Antoniterkirche możemy przeczytać:

    „Z wielkim smutkiem uświadamiam sobie, że w tak wielu krajach osoby LGBTQI wciąż muszą liczyć się z dyskryminacją, uciskiem i przemocą”. Niemcy zdają sobie sprawę z tego, że obraz Polski jawi się niejednoznacznie. „Z jednej strony stosunki homoseksualne w Polsce zostały zdekryminalizowane wcześniej niż w wielu innych krajach, ale z drugiej strony homofobiczne urazy są nadal powszechne w społeczeństwie.” I konstatuje, że „niestety kościół w Polsce nie jest z Wami i nie walczy z Wami o uznanie różnorodności i miłość, ale wręcz przeciwnie, prowokuje nienawiść i pogardę”. (filologiczne tłumaczenie JP)
    Pastor, autor listu, kończy go wyrazistym przesłaniem:

    „Życzę wam odwagi i pewności, że nienawiść nigdy nie wygrywa, ale właśnie miłość. W piosence, którą śpiewamy Marszom Równości w Kolonii, jest powiedziane:

    Andreas Wolter na scenie w Katowicach z delegacją niemieckich aktywistów przed sceną (z zasobów Andreasa Woltera)

    Lud Boży może zwyciężyć ponad nienawiść i spory.
    Sprawiedliwość jest silniejsza niż przemoc.
    Próbowałem tysiąc razy, śmiałem się tysiąc razy,
    ale teraz nadzieja znów lśni w mrokach nocy!

    Zapewniam Was, że Kościół ewangelicki w Kolonii jest po Waszej stronie i życzy Wam dużo siły na drodze do sprawiedliwości i uznania różnorodności.”

    Jednak istnieje także list od reprezentantów Kościoła Katolickiego w Kolonii, który wydaje mi się także niezwykle ważny, bo nawołujący nie tylko to tolerancji, ale także empatii i miłości.
    Cytuję za listem, otrzymanym od Andreasa Woltera (prywatna korespondencja).

    Pozdrowienia od pana Gregora Stielsa, przewodniczącego Komitetu Katolickiego w Kolonii:

    Szanowni Państwo, Delegacja z Kolonii wyruszyła do naszego partnerskiego miasta Katowice, aby wesprzeć paradę LGBT i świętować to wydarzenie wraz z naszymi przyjaciółmi w Katowicach. Niestety, pokojowe obawy i radosne obchody LGBT są przyćmione przez homofobiczną przemoc, tak jak miało to miejsce w tym roku w Białymstoku. Komitet Katolicki w Kolonii traktuje to z wielką troską i potępia przemoc w najsilniejszy sposób! Niestety, wiele osób LGBT czuje się dziś pozostawionych w samotności lub nawet odrzuconych przez Kościół katolicki. W Psalmie 139 czytamy: „Ty sam stworzyłeś mnie od zewnątrz, utkałeś mnie w łonie mojej matki. Dziękuję, że jestem tak cudowny i wspaniale stworzony. ”Komitet Katolicki w Kolonii zobowiązuje się do poszanowania, tolerancji i empatii zarówno w kościele, jak i w społeczeństwie.

    Dlatego aktywnie szuka dialogu z LGBT od wielu lat. Razem dyskutują, w jaki sposób Kościół Katolicki może być domem wiary dla wszystkich i razem Komitet Katolicki i jego partnerzy walczą z homofobią, ksenofobią i dyskryminacją. Mam nadzieję, że także w Katowicach tak ważna sprawa spotka się z wieloma otwartymi sercami! Życzę delegacji Bożego błogosławieństwa na podróż, szczęśliwego i błogosławionego czasu w Katowicach i bezpiecznego powrotu do domu!

    Za Komitet Katolicki w Kolonii
    Gregory Stiels, przewodniczący

    Dla pewności przytaczam oryginał po niemiecku:

    Grußwort des Vorsitzenden des Katholikenausschuss der Stadt Köln, Herrn Gregor Stiels vom 3.9.2019
    Sehr geehrte Damen und Herren,
    eine Delegation aus Köln hat sich auf den Weg in unsere Partnerstadt Kattowitz gemacht, um die LGBT-Parade zu unterstützen und mit unseren Freundinnen und Freunden in Kattowitz dieses Ereignis gemeinsam zu feiern. Leider werden immer wieder die friedlichen Anliegen und die fröhlichen Feiern der LGBT von homophober Gewalt überschattet, wie auch in diesem Jahr in Bialystok. Der Katholikenausschuss in der Stadt Köln sieht dies mit großer Sorge und verurteilt diese Gewalt aufs Schärfste!
    Leider fühlen sich bis heute viele LGBT von der katholischen Kirche allein gelassen oder gar verstoßen. Dabei heißt es im Psalm 139: „Du selbst hast mein Innerstes geschaffen, hast mich gewoben im Schoß meiner Mutter. Ich danke dir, dass ich so staunenswert und wunderbar gestaltet bin.“ Der Katholikenausschuss in der Stadt Köln setzt sich für Respekt, Toleranz und Empathie ein, in der Kirche, wie auch in der Gesellschaft.
    Daher sucht er seit vielen Jahren aktiv den Dialog mit LGBT. Gemeinsam wird diskutiert, wie die katholische Kirche eine Glaubensheimat für alle sein kann und gemeinsam kämpft der Katholikenausschuss mit seinen Partnern gegen Homophobie, Fremdenfeindlichkeit und Diskriminierung.
    Ich hoffe, dass diese wichtigen Anliegen auch in Kattowitz auf viele offene Herzen treffen!
    Der Delegation wünsche ich Gottes Segen für die Reise, eine frohe und gesegnete Zeit in Kattowitz und eine sichere Heimkehr!
    Für den Katholikenausschuss in der Stadt Köln
    Gregor Stiels
    Vorsitzender ——————-

    Bardzo jest to pouczające. W imię miłości ewangelicznej walczymy z homofobią, ksenofobią i dyskryminacją.

    I ponownie przychodzi mi stwierdzić: przepracowanie przeszłości owocuje lepszą postawą w teraźniejszości. Jeśli będziemy udawać, że to nas nie dotyczy, że ta forma dyskryminacji, która dotyka dzisiaj ludzi LGBT nie jest naszą sprawą, to owoce takiej postawy zbierzemy wcześniej niż myślimy. Każda forma dyskryminacji jest przeciwna przesłaniu miłości i empatycznego spojrzenia na bliźniego. Uczmy się od Niemców, tak jak proponuje amerykańska Żydówka Susan Neiman.

    Susan Neiman (fot. ze strony Wikipedia)

    Ona wie, co mówi. Zwłaszcza dzisiaj jest to szczególnie istotne. 31 sierpnia odbyły się uroczystości w Warszawie w 80. Rocznicę niemieckiej napaści na Polskę. Uczestniczyłem wtedy w Nabożeństwie na rzecz Pamięci i Pokoju w Kościele Świętej Trójcy w Warszawie.

    ks. prezes dr h.c. Annette Kurschus i bp Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w Polsce podczas uroczystości w Warszawie 31 sierpnia 2019

    I tam także padły ważne słowa pojednania od biskupa Krzysztofa Nitkiewicza, przewodniczącego Rady ds. Ekumenizmu Konferencji Episkopatu Polski, który przypomniał, że orędzie polskich biskupów do biskupów niemieckie z 1965 roku, z którego pochodzi słynne: „…przebaczamy i prosimy o wybaczenie” wymagało odwagi, bo zaraz potem list spotkał się z nagonką reżimu komunistycznego: odbywały się „spontaniczne” masowe manifestacje przeciwników KK, zaś „ubecy” malowali na kościołach w Polsce napisy „zdrajcy”. Jak wspomniał bp. Nitkiewicz, niedługo potem, co sami „ubecy” musieli zamalowywać te napisy, bo nastąpił okres polepszenia relacji polsko-niemieckich i miała miejsce wizyta najwyższych władz Niemiec.

    Co musi się wydarzyć, żeby władze w Polsce przestały podżegać rodaków do nienawiści? Szczucie ma miejsce w odniesieniu do bardzo wielu grup społecznych. Niestety, KK w Polsce bierze w tym udział. Społeczność LGBT jest papierkiem lakmusowym atmosfery w Polsce. Gwałtowność wydarzeń w Białymstoku spotkała się z wyraźnym potępieniem bpa Jerzego Samca, biskupa Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w Polsce. Niestety, nie słyszymy głosów oburzenia, raczej rozpętanie kolejnej kampanii politycznej, mającej wesprzeć partię rządzącą aktualnie w Polsce. Biskup Samiec 31 sierpnia 2019 mówił także o odpowiedzialności chrześcijańskiej za świat. Jednym z narzędzie jest odpowiedzialność za słowo. Wiedział o tym Victor Klemperer, który napisał o języki Trzeciej Rzeszy (wspomina o nim także przytaczana już przeze mnie wielokrotnie Susan Neiman). Słowo nie jest pustym dźwiękiem, słowo jest zaczynem. Dlatego zaangażowanie społeczne jest tak istotne. Nie można przechodzić obojętnie mimo nienawiści i gwałtu. Jakiejkolwiek. Dlatego uczmy się od Niemców i dokładnie przemyślmy sprawę dwóch listów, które odczytał w Katowicach wiceburmistrz Kolonii Andreas Wolter: to listy wzywające jednak do opamiętania. Niemcy wiedzą, co mówią.

    Andreas Wolter w Katowicach na czele marszu równości 7 września 2019 (zasoby Andreasa Woltera)

    I za to mówienie spotyka ich kampania nienawiści troli:

    Screen ze smartfona Andreasa Woltera ujawniający mejl od „Dariusza Kowarczyka” (źródła własne)

    W kontekście antyniemieckiej kampanii nienawiści oraz pseudopolityki zagranicznej obecnego rządu takie groźby ujawniają rozmiar plugastwa zalewającego obecnie Polskę. Jest mi autentycznie wstyd. Ale wzbiera też we mnie przekonanie, że musi nastąpić opamiętanie.

  • Przepracowanie przeszłości

    Polskie przepracowanie przeszłości

    Polskie przepracowanie przeszłości pilnie potrzebne

    Dzisiaj 29 sierpnia uczestniczyłem w głównych uroczystościach upamiętniających likwidację getta żydowskiego w Łodzi na cmentarzu żydowskim i na Stacji Radegast. Tam w latach 1941-44 przywożono Żydów (a także Romów) z Europy do getta w Litzmannstadt (niemiecka nazwa Łodzi pod okupacją niemiecką). Stąd wywożono Żydów do różnych obozów (takie łódzkie Umschlagplatz, plac przeładunkowy).

    Radegast stacja

    Oficjalne uroczystości z udziałem ocalałych, rodzin ofiar oraz przedstawicieli władz państwowych i Łodzi zaczęły się od części religijnej: zapalenia zniczy na Cmentarzu Żydowskim, odmówieniem modlitwy Kadisz (Jehuda Widawski), modlitwą psalmu 130 przez ekumeniczne grono wyznań chrześcijańskich. Stamtąd przeszedł Marsz Pamięci na Stację Radegast.

    To Getto zostało utworzone przez nazistów 11 kwietnia 1940 r. To drugie co do wielkości w Polsce i najdłużej funkcjonujące getto na ziemiach polskich. Trafiało do niego wielu żydowskich intelektualistów z Czech, Niemiec, Austrii i Luksemburga oraz 5 tys. Romów z Austrii (w getcie w sumie znalazło się ponad 200 tys. osób).

    Podczas dzisiejszych uroczystości, których gospodarzem była Pani Prezydent Łodzi Hanna Zdanowska oraz Centrum Dialogu im. Marka Edelmana (Dr Joanna Podolska), dało się zauważyć mnóstwo polityków: oprócz gospodarzy (także wiceprezydentów Łodzi i przewodniczącego Rady Miejskiej) było aż dwóch wicepremierów.

    Najważniejsza refleksja, która mi się nasunęła podczas wysłuchania przemówień okolicznościowych była taka, że przemawiający w imieniu ocalałych apelował z jednej strony o pamięć, z drugiej wychwalał sztukę zapomnienia. Według tej myśli, znacznie wcześniejszej niż logika Arystotelesowska, te dwie przeciwstawne tendencje nie muszą się wykluczać. Trzeba pamiętać, ale nie być pamiętliwym.

    W tym kontekście jednak bardzo istotne było to, że Żydzi łódzcy pamiętają nie tylko Holokaust, ale także rok 1968 w Polsce i Łodzi, mówili, że Łódź nie może być dumna z siebie z tych lat.

    To nasunęło mi pewną analogię: czytałem ostatnio książkę Susane Neiman (Neiman, Susan, Learning from the Germans: race and the memory of evil. First edition, Farrar, Straus and Giroux, 2019.), której tytuł można byłoby przetłumaczyć „Ucząc się do Niemców: rasa i pamięć zła”. W tej książce właśnie autorka szczegółowo i pasjonująco opisuje „przepracowanie przeszłości” przez powojenne społeczeństwo niemieckie (może tylko RFN?), które pozwala uderzyć się we własne piersi i traktować przeszłość jako sposób na rozjaśnianie przyszłości, a nie jako sposób na mitologizację własnej świętości.

    Dlatego wybrzmiewa mi niezwykle mocno, niestety, kontrast pomiędzy dialektyką pamięci/zapomnienia proponowaną przez ocalałych z Zagłady, a totalną amnezją widoczną w przemówieniu premiera Morawieckiego, który nie omieszkał zatrzymać się na odznaczeniu Sprawiedliwych wśród Narodów Świata (podczas uroczystości miało miejsce to zaszczytne pośmiertne odznaczenie Polaków). Ani słowem nie wspomniał o 1968 roku, ani o Jedwabnem, ani o Kielcach… Takie okrągłe formułki o naszej własnej sprawiedliwości a może świętości może dobrze brzmią propagandowo, jednak nie są żadnym sposobem na budowanie autentycznych i trwałych relacji opartych na wzajemnym szacunku. Choć przecież mamy świetne filmy jak nagradzana „Ida” Pawlikowskiego.

    Na tym tle szczególnie donośnie wybrzmiewa mi cytat, odnoszony przez Ocalałego z Zagłady do wydarzeń 1968 roku w Polsce: „Jest ONR-u spadkobiercą partia”. „Niech tutaj będzie wreszcie powiedziane:/ Jest ONR-u spadkobiercą Partia./ A poza nimi nic nigdy nie było/ Prócz buntu godnych pogardy jednostek.”

    Ten cytat wraz z okrągłymi słowami Prezydenta RP i premiera RP świadczą wymownie o palącej potrzebie przepracowania przez Polskę i poszczególnych Polaków swojej przeszłości. Nie budowania mitu początku, nie budowania pomników, tylko narodowej dyskusji o trudnych sprawach przeszłości. Bo one zatruwają pustotą i zakłamaniem teraźniejsze relacje z ludźmi.

    Dobrze iż zmieniła się formuła tzw. Apelu Poległych. Tym razem nie było już obowiązkowego jeszcze niedawno tzw. Apelu smoleńskiego. Ale musimy „przepracować swoją przeszłość”. Tylko jak to zrobić, jeśli ponad 60% Polaków przyznaje się do tego, że w ostatnim roku nie przeczytało żadnej książki…

    Na tym tle bardzo dobrze zaistniał wiersz Abramka Koplowicza (jeden z mieszkańców getta) „Marzenie” zacytowany w krótkim, ale osobistym przemówieniu prezydent Hanny Zdanowskiej: „Jak ja mieć będę dwadzieścia lat, zacznę oglądać nasz piękny świat. Usiądę w wielkim ptaku-motorze i wzniosę się w wszechświata przestworze. Popłynę, pofrunę w świat piękny, daleki, popłynę, pofrunę przez morza i rzeki.” To jest marzenie dziecka, ale w odniesieniu do lepszego świata, którego życzyła Pani Prezydent, to jak Imagine Johna Lennona.

  • Święto Łodzi i orgia

    Święto Łodzi i orgia

    Witraż z siedziby Akademii Muzycznej w Łodzi przy ul. Gdańskiej

    Święto Łodzi i orgia umysłów

    (26-28 lipca 2019)

    Zbliżają się 596 urodziny Łodzi. Będzie mnóstwo imprez, głównie na Piotrkowskiej. Władze miasta bardzo serdecznie zapraszają na obchody tysiące łodzian. Planowane są imprezy dla dzieci, imprezy sportowo-rekreacyjne, pokazy filmowe, koncerty, tańce, hulanki, swawole.

    Biblioteka Miejska wraz z Uniwersytetem Łódzkim przygotowują strefę promującą czytanie książek (w sobotę 27.07.29 przy ul. Zamenhofa). Biblioteka zapewni atrakcje dla dzieci, m.in.: zabawy i konkursy. Będzie można też wymieniać się książkami za darmo i poleżeć na Piotrkowskiej na przygotowanych leżakach, podczas gdy pracownicy i wykładowcy UŁ czytać będą na głos fragmenty „łódzkich” książek.

    Chciałbym przy tej okazji zaprosić do lektury łodzianina Karla Dedeciusa.

    Karli Dedecius we Frankfurcie w 2006 r. Źródło: Historyk [CC BY-SA 3.0 (http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/)%5D

    Śp. Karl Dedecius (1921-2016) był honorowym obywatelem Łodzi i doktorem honoris causa Uniwersytetu Łódzkiego. Urodził się tutaj, uczył w gimnazjum, z Łodzią łączyło go wiele. Przy okazji święta Łodzi warto przypomnieć jego postać, bo jak mało kto przyczyniał się do pokoju w Europie drobnymi swoimi sprawami tłumacza, teoretyka tłumaczenia oraz popularyzatora kultury polskiej i rosyjskiej w niemieckim kręgu językowym.

    Sprawy związane z językami obcymi były dla niego żywe. Przekład stanowił filozofię życia i działania. W swojej „Sztuce przekładu” z 1999 r. pisze w pierwszym akapicie:

    „Tłumaczami jesteśmy wszyscy. Nawet jeśli nie tłumaczymy książek, lecz wygłaszamy mowy, wydajemy sądy, załatwiamy interesy, stanowimy prawa. Zawsze jesteśmy wtedy tłumaczami. Przekładamy bowiem swoje myśli na słowa, a słowa na rozum adresatów.” (Szkiełko tłumacza, 2013: 261)

    Tłumaczenie innymi słowy to humanizm polegający na tym, że zbliżamy się do rozumu i ciała adresatów tego, co robimy i mówimy, czy piszemy. Tłumaczenie jest zbliżeniem się do ludzi.

    Tłumacz jest przyrównany z jednej strony do najwyższego kapłana — Pontifex maximus — Budowniczego Mostów — z drugiej zaś — za Horacym — do tłumacza bogów, pośrednika między światem boskim i ludzkim.

    Jednak tłumaczenie ma przyziemny cel: budować mosty między poszczególnymi umysłami, tak żeby panował pokój między narodami i pojednanie.

    „Język, tworzywo, z którego my tłumacze budujemy mosty, jest ze swej natury budulcem porozumienia. Tam gdzie rodzi nieporozumienie, jest sługą nadużycia”. (Tamże 262) Ta sztuka budowania mostów jest trudna, jest przeciwieństwem mowy nienawiści, „walczących słów” (wg J. Butler). Tłumaczenie, zwłaszcza literackie, służy zbliżeniu umysłów, a tym samym jest tych umysłów obcowaniem, co jest ex definitione komunią, łac. Communitas, czy universitas. (266)

    Sednem posłania tłumaczy jest zbliżenie poprzez syntezy, czasami niezwykle trudne, syntezy przeciwieństw. „W wyższych stadiach rozwoju bowiem przeciwieństwa nie zwalczają się, lecz zwielokrotniają wzajemnie swoje potencjały, łączą się i tworzą nowe, wyższe syntezy.” (267)

    I na koniec: każda czynność tłumacza ma wymiar polityczny, tłumaczenie literatury pięknej nie jest apolityczne. Cytuje przy tym wiersz „Dzieci epoki” Wisławy Szymborskiej:

    Jesteśmy dziećmi epoki,

    epoka jest polityczna.

    Wszystkie twoje, nasze, wasze

    dzienne sprawy, nocne sprawy

    to są sprawy polityczne.

    Chcesz czy nie chcesz,

    twoje geny mają przyszłość polityczną,

    skóra odcień polityczny,

    oczy aspekt polityczny.

    O czym mówisz, ma rezonans,

    o czym milczysz, ma wymowę

    tak czy owak polityczną.

    Nawet idąc borem lasem

    stawiasz kroki polityczne

    na podłożu politycznym.

    Wiersze apolityczne też są polityczne,

    a w górze świeci księżyc,

    obiekt już nie księżycowy.

    Być albo nie być, oto jest pytanie.

    Jakie pytanie, odpowiedz kochanie.

    Pytanie polityczne.

    Nie musisz nawet być istotą ludzką,

    by zyskać na znaczeniu politycznym.

    Wystarczy, żebyś był ropą naftową,

    paszą treściwą czy surowcem wtórnym.

    Albo i stołem obrad, o którego kształt

    spierano się miesiącami

    przy jakim pertraktować o życiu i śmierci,

    okrągłym czy kwadratowym.

    Tymczasem ginęli ludzie,

    zdychały zwierzęta,

    płonęły domy

    i dziczały pola

    jak w epokach zamierzchłych

    i mniej politycznych. 

    STRASBOURG, FRANCE – SEP 12, 2018: Rear view of people smoke grenade thrown during French Nationwide day of protest against labor reform proposed by Emmanuel Macron Government

    Bo Ars poetica tłumacza jak każda sztuka jest ars amandi, sztuką kochania. Czy sztuka kochania jest tematem politycznym? Bywa że nawet bardzo.

    Z okazji Święta Urodzin Łodzi życzę wszystkim łodzianom Uśmiechu i politycznej sztuki kochania! Tłumaczcie siebie nawzajem, to będzie orgia umysłów…

    Źródło cytatów:

    Dedecius, Karl. Szkiełko tłumacza i oko poety. Universitas. Zredagowane przez Andreas Lawaty, Przetłumaczone przez Jacek Dąbrowski i in., t. 15, Kraków: Universitas, 2013.