Kategoria: Społeczeństwo i polityka

  • Mała Greta Thunberg naprzeciwko Donalda Trumpa i Biskupa Jędraszewskiego?

    Dawid przeciwko Goliatowi?

    Greta Thunberg na szczycie wedle ABC NEWS.

    Zacząłem interesować się karierą Grety Thunberg od czasu jej słynnego wystąpienia we wrześniu 2019, choć wcześniej zwracała moją uwagę, bo aktywizowała mojego starszego syna do udziału w piątkowych strajkach klimatycznych. Jako ojciec nastolatka o rok od niej młodszego z przyjemnością rejestrowałem jej duży wpływ na aktywizowanie młodzieży na całym świecie, także w Polsce. Jej postać jest jednak interesująca z punktu widzenia także nauk o kulturze i religii, bo jej przekaz i jej wizerunek medialny nosi znamiona zakorzenionego kulturowo w szwedzkiej tradycji i szwedzkich realiach kulturowych oraz szerzej w długiej już tradycji krytyki nowoczesności.

    Greta Thunberg, człowiek roku 2019 r. wpływowego Tygodnika „Time” (Alter, Charlotte. „The Conscience”. Time, grudzień 2019.) wywołuje bardzo skrajne reakcje: jest entuzjastycznie witana i oklaskiwana na różnych szczytach, fotografują się z nią zarówno prezydent Obama, jak i papież Franciszek, pokazują się z nią w różnych telewizjach celebryci, tacy jak Arnold Schwarzenegger czy Naomi Klein, występuje ona w głównych programach publicystycznych telewizji na całym świecie, prowadzi własne mikroblogi na Twitterze i Instagramie, miała juz wykład TED i jest doktorem honoris causa, jest śledzona przez miliony fanów na całym świecie, powstały już o niej (niekoniecznie najlepsze) książki, takie dla dzieci, ale także dla dorosłych. Jednak jest także nienawidzona przez wielkich tego świata. Jednym z wielkich hejterów Grety Thunberg jest Donald Trump, którego oskarża się także o to, że nie może małej dziewczynce wybaczyć, iż ukradła mu show i to ona stała się najbardziej wpływowym człowiekiem roku Time’a w 2019, a nie — po raz drugi — on…

    Greta Thunberg na Placu w Rzymie przed Papieżem Franciszkiem namawiająca go do celebrowania jego własnej „zielonej” Encykliki Laudato Si (screen z Gazeta Wyborcza)

    Do rangi symbolu urosły zdjęcia pokazujące wyraz twarzy Grety Thunberg na widok Donalda Trumpa na szczycie w Nowym Jorku. Jeśli dla Naomi Klein faktycznie Greta stoi w opozycji do polityki — niszczącej świadomie naturę i gloryfikującej nieograniczoną konsumpcję „hamburgerów i plastikowych rurek do picia”– ekipy Trumpa, to nie dziwi wcale niechęć prezydenta USA do 16-latki, która już dawno przestała być małą dziewczynką, a staje się nastoletnią wkurzoną.

    Z przykrością stwierdzam, że do grona osobiście zapiekłych wrogów młodej Grety przyłączył niedawno arcybiskup Marek Jędraszewski, który oskarżył „ekologizm” o bycie ideologią totalitarną. Chciałbym jednak przypomnieć, że katolicki ksiądz biskup reprezentuje innego typu ideologię totalitarną, też nieoczekiwanie łączącą go z Donaldem Trumpem.

    Otóż obaj wydają się wyznawcami spiskowej teorii historii tzw. białego ludobójstwa. Warto przypomnieć wypowiedź arcybiskupa z 15.11.2013 r. W Pabianicach, w której mówi: „Mogę sobie łatwo wyobrazić, że za jakiś czas, mam nadzieję, że sam tego nie dożyję, że w roku 2050 nieliczni biali będą pokazywani innym rasom ludzkim tu, na terenie Europy, tak jak Indianie są pokazywani w Stanach Zjednoczonych w rezerwatach. Byli sobie kiedyś tacy ludzie, którzy tu zamieszkiwali, ale przestali istnieć na własne życzenie, ponieważ nie potrafili uznać tego, kim są od strony biologicznej.” Pisze o tym Jan Hartman na swoim blogu w Polityce. (https://hartman.blog.polityka.pl/2013/12/01/biala-rasa-musi-przetrwac/)

    Faszyzm może być definiowany jako religijny kult państwa, wodza i narodu kojarzący się totalitarną formą rządów. Faszyzm bardzo często odwoływał się w swej historii do twardej nauki, zwłaszcza do nauk przyrodniczych, ale przede wszystkim wyciągał ideologiczne konsekwencje z darwinizm społecznego, wedle którego państwa silne z natury rzeczy podbijają państwa słabe: z tego wynika militaryzm, nacjonalizm i rasizm.

    Naomi Klein ostatnio powiedziała też, że gorszy od negacjonizmu ekologicznego jest tylko ekofaszyzm. (Naomi Klein on the Case for a Green New Deal, Greta Thunberg, & The Rise of Ecofascism. YouTube, https://www.youtube.com/watch?v=IARezGmhWr0. Udostępniono 28 grudzień 2019.)

    Arnold Schwarzenegger i Greta Thunberg w Wiedniu (źródło Flipboard.com)

    Ekofaszyzm jest mistyczną wersją faszyzmu skojarzoną z kultem ziemi. Towarzyszy mu wizja organicznej całości natury. Ekofaszyści jeszcze nie rządzili żadnym narodem, ale pewne elementy wczesnych wersji nazizmu (mistyczny ruch Volkistowski w XIX w., czy jego związki ze spiritualizmem) były obecne w narodowym socjalizmie Hitlera, przede wszystkim w postaci hasła: „krew i ziemia”, które oznaczało czystość białej rasy aryjskiej. (Zimmerman, Michael E. „Ecofascism”. Encyclopedia of Religion and Nature, Volume 1, Continuum, 2008, s. 531–32)

    Z Ekofaszyzmem skojarzone jest także spiskowa „teoria białego ludobójstwa”, zgodnie z którą Żydzi wymyślili spisek mający wykończyć białą rasę przed propagowanie: masowej nie-białej imigracji, integracji rasowej, niskich wskaźników dzietności, aborcji, rządowej konfiskaty ziemi białych, zorganizowanej przemocy i eliminacji w rzekomo białych krajach w celu spowodowania wyginięcia białych poprzez przymusową asymilację i brutalne ludobójstwo. Rzadziej obwinia się Czarnych, latynosów i muzułmanów, ale raczej jako wykonawców spisku, a nie jego mózgi.

    W tym kontekście lepiej jest zrozumieć, z czym mamy do czynienia, kiedy atakujemy czysty i prosty przekaz Grety Thunberg i sił, które ją wspierają. Katastrofa ekologiczna oznacza także masowe migracje na skalę dotychczas niespotykaną. Tak zwany kryzys uchodźczy w 2015 roku w Europie był kryzysem wywołanym przez wojnę mającą swoje źródła w zmianach klimatycznych. Za ekofaszystów uważali się sprawcy masowych mordów z 2019 w Christchurch w Nowej Zelandii (15 marca 2019 r. (51 zabitych, 49 rannych) i w El Paso w USA (3 sierpnia 2019 r., 22 zabitych, 24 rannych). Sprawcy tych ataków na wyznawców różnych religii, nie tylko Islamu, publikowali przed atakami manifesty, w których przyznawali się do swojego ekofaszyzmu. Ekofaszyści i brexitowcy bronią czystości krajów i narodów przed integracją ludzkości. Dotychczas myślałem, że w Nowym Testamencie, fundamencie chrześcijaństwa, mogę poczytać „Nie masz Żyda ani Greka, nie masz niewolnika ani wolnego, nie masz mężczyzny ani kobiety; albowiem wy wszyscy jedno jesteście w Jezusie Chrystusie”. (Gal. 3,28) Teraz okazuje się, że na gruncie bardzo wpływowym w polskich życiu publicznym mają miejsce wypowiedzi, które z chrześcijaństwem nie licują. Ideologia totalitarna jest religią państwa. Jeśli można mówić o dyktacie siły w Polsce, to właśnie ten dyktat słyszymy. On nie jest głosem chrześcijaństwa. Po prostu nie godzi się.

    girls on a tree in south Sweden in the province of Skåne
  • Badawczy Język Ojczysty (BJO): Olga Tokarczuk i język „czułego narratora”

    Nauka jest międzynarodowa. Ideały prawdy są międzynarodowe. Badanie prawdy nie może znać granic narodowych. A jednak uznanie dla ważności języka ojczystego jest niebywale kluczowe w kontekstach edukacyjnych.

    Jestem wielkim zwolennikiem więlojęzyczności. Sam mogę porozumieć się w języku angielskim zupełnie swobodnie w mowie i piśmie. Jestem też zaawansowanym użytkownikiem języka szwedzkiego, bardziej biernie w mowie i piśmie (zdałem kiedyś egzamin państwowy w Szwecji). Uczyłem się z marnym skutkiem przez 11 lat języka rosyjskiego, ale to osobna historia. Łyknąłem języków klasycznych, trochę łaciny, trochę greki, oraz hebrajskiego. Uczę się podstaw języka norweskiego. Imponują mi Polacy więlojęzyczni tacy jak Józef Conrad Korzeniowski, czy Bronisław Malinowski. Pisuję o nich. Jednak warto zauważyć, iż większość naszych wielkich pisarzy XIX wieku także była wielojęzyczna, Mickiewicz czy Słowacki to poligloci.

    Nie trzeba podkreślać, że znajomość języków obcych pomaga w życiu. Nie trzeba podkreślać, że język angielski w nauce współczesnej jest uniwersalnym językiem. Jednak wielkim błędem jest uznanie, że powinien stać się on podstawowym językiem wszystkich badań, także w naukach społecznych i humanistycznych.

    Przy okazji Nobla dla Olgi Tokarczuk w mediach społecznościowych można znaleźć nawoływania nawet do spalenia jej dzieł. Oto przykład takiego nawoływania:

    jeden z twittów wokółnoblowskich

    …

    Wydaje mi się, że za taką postawą stoi nie tylko ignorancja i prymitywizm, jeśli idzie o kulturę. Dotykamy właśnie rudymentów kultury.

    Język pisarzy przez wieki był dla Polaków językiem edukacji, gdyby nie Jan Kochanowski i jego twórczość Polacy prawdopodobnie czuliby mniej i poznawaliby mniej, bo to on rozwinął np. polski język emocji i uczuć (zob. jego Psałterz czy Treny). Bez Mickiewicza i Słowackiego, a potem także Tuwima i Brzechwy, Reymonta i Sienkiewicza (tak!), Miłosza i Szymborskiej bylibyśmy ubożsi o całe kontynenty życia wewnętrznego, bo życie wewnętrzne, język analizy ducha, rozwija się w najbliższym języku, języku matki i ojca. Charakterystyczne, że w języku angielskim mówi się i pisze o języku matki (mother tongue) jako języku ojczystym. Świadomie zakończyłem swoją listę wielkich polskich zasłużonych dla języka polskiego (oczywiście może ona być rozwinięta, tutaj podałem przykłady) noblistami, bo ataki na Tokarczuk idą z rejonów naszej ojczyzny, które podkreślają swoje przywiązanie do idei narodu. Jednak reprezentacji tych rejonów mentalnych nie zauważają, jak bardzo antynarodowe głoszą idee, kiedy nawołują do palenia książek Olgi Tokarczuk, tak zasłużonej pisarki dla języka polskiego. Jej wykład Noblowski na przykład to szlachetnie wyszlifowany diament polszczyzny.

    AUGUST 10.2012-DHAKA, BANGLADESH: In the picture we can see the easiest way of getting around the city is by taxi or auto-rickshaws In an attempt to reduce air pollution, the government forced on them gives all the taxis and rickshaws-auto-install operating systems natural gas

    Międzynarodowy Dzień Języka Ojczystego został ogłoszony przez Konferencję Generalną UNESCO w listopadzie 1999 r. Od lutego 2000 r. Obchodzi się ten dzień w celu promowania różnorodności językowej i kulturowej oraz wielojęzyczności. Data 21 lutego została wybrana, aby upamiętnić rok 1952, kiedy studenci domagający się uznania swojego języka bengalskiego jako jednego z dwóch języków narodowych ówczesnego Pakistanu, zostali zastrzeleni przez policję w Dhace, stolicy dzisiejszego Bangladeszu. Jakościowa edukacja w językach ojczystych wedle ONZ i w szczególności UNESCO jest niezbędna do osiągnięcia sukcesu Agendy 2030 ONZ. Irina Bokova, dyrektorka generalna UNESCO podkreśliła kiedyś, że ​​„języki ojczyste w wielojęzycznym podejściu są istotnymi elementami wysokiej jakości edukacji, która sama w sobie stanowi podstawę wzmocnienia pozycji kobiet i mężczyzn oraz ich społeczeństw”. Podkreśliła, że język czysty jest konieczny, aby „stworzyć bardziej sprawiedliwą i zrównoważoną przyszłość dla wszystkich”. W tym kontekście ten program dla zrównoważonego rozwoju ONZ oraz program wsparcia języka ojczystego współgra z programem „czułego narratora” Tokarczuk, który ogarnia holistycznie swoją postawą świat zarówno ludzki, jak pozaludzki. Wysokiej jakości edukacja jest niemożliwa bez języka ojczystego w nauczaniu i uczeniu się.

    Jak zauważyła Bokova w 2016 r., opracowane przez UNESCO ramy działania 2030 na rzecz edukacji, oraz plan działania na rzecz wdrożenia agendy 2030, zachęcają do pełnego poszanowania użycia języka ojczystego w nauczaniu i uczeniu się oraz promowania i zachowania różnorodności językowej.

    „Wielojęzyczność jest niezbędna do realizacji tych celów – jest niezbędna do osiągnięcia sukcesu w agendzie 2030 w zakresie wzrostu, zatrudnienia i zdrowia, a także zrównoważonej konsumpcji i produkcji oraz zmian klimatu”, powiedziała.
    Poprzez program lokalnych i rdzennych systemów wiedzy (Local and Indigenous Knowledge Systems — w skrócie LINKS) UNESCO podkreśla znaczenie języków ojczystych i lokalnych jako kanałów ochrony i dzielenia się rdzennymi kulturami i wiedzą, które są „ogromnymi rezerwuarami mądrości”. Ten program LINKS dotyczy oczywiście mądrości, ale czy nie ma znaczenia w wiedzy? Informacja i dane nie czynią wiedzy. Wiedza budowana jest wysiłkiem zbiorowym, w języku.

    Otóż jeśli pozwolimy działać obecnej Ustawie Prawo o Szkolnictwie Wyższym i Nauce z 20 lipca 2018 r., to nauki humanistyczne i społeczne stracą język polski jako naturalny sposób komunikacji, bo najwięcej można punktowo uzyskać w publikacjach w języku angielskim. Pisałem już o tym. Ale ta strata to jest również potencjalna katastrofa dla języka polskiego jako języka edukacji, nauczania i uczenia się. Język ojczysty to język życia wewnętrznego, język ducha. Algorytmy i urzędnicy razem z hejterami w internecie niszczą język ducha, język ojczysty.

  • Czuły narrator Olgi Tokarczuk, „wojny memowe” i świat akademii

    Mem o opowieściach dla wnuków o udziale w wojnach memowych w 2014, 2015 i 2016 roku

    Ministerstwa nie powinny wspierać farm trolli i wojen memów

    Nie chcę spłaszczać bardzo głębokiego i niezwykle wielowątkowego, oddającego świetnie złożoność współczesnego świata, wykładu noblowskiego Olgi Tokarczuk. Ale jeden wątek bardzo mnie poruszył. A właściwie dwa.

    Nie dziwi narratologiczny punkt widzenia u opowiadaczki, powieściopisarki i psycholożki. Nie dziwi koncepcja „czułego narratora”, czyli dawniejszej duszy jako nadziei dla skażonego, okaleczonego świata. Jednak w wielu miejscach refleksja naszej Noblistki wykracza poza literaturę i jest narratologiczno-kulturoznawcza:

    „Świat jest tkaniną, którą przędziemy codziennie na wielkich krosnach informacji, dyskusji, filmów, książek, plotek, anegdot. Dziś zasięg pracy tych krosien jest ogromny – za sprawą internetu prawie każdy może brać udział w tym procesie, odpowiedzialnie i nieodpowiedzialnie, z miłością i nienawiścią, ku dobru i ku złu, dla życia i dla śmierci. Kiedy zmienia się ta opowieść – zmienia się świat. W tym sensie świat jest stworzony ze słów.”

    JAN AMOS KOMENSKY wg http://galerie9.cz/2014/grafika-ilustrace-ex-libris/

    Porażką utopijnych wizji epoki druku, charakteryzowanej przez wspaniałą ideę „Pansofii” Jana Amosa Komensky’ego, protestanckiego lesznianina stała się kakofonia hejterska i wojny memów charakterystyczne dla zjawisk związanych z aferą Cambridge Analitica. Tokarczuk wspomina ten skandal w kontekstach bardzo kulturoznawczych.

    „Możliwe jest jednak, że powieść i literatura w ogóle stają się na naszych oczach czymś zgoła marginalnym wobec innych sposobów narracji. Że waga obrazu i nowych form bezpośredniego przekazywania doświadczenia – kina, fotografii, virtual reality i augmented reality – stanie się poważną alternatywą dla tradycyjnego czytania. Czytanie jest dość skomplikowanym psychologicznym procesem percepcji.”

    Olga Tokarczuk swoją nadzieję lokuje w czułym narratorze.

    „Kryzys klimatyczny i polityczny, w którym dzisiaj próbujemy się odnaleźć i któremu pragniemy się przeciwstawić, ratując świat, nie wziął się znikąd. Często zapominamy, że nie jest to jakieś fatum i zrządzenie losu, ale rezultat bardzo konkretnych posunięć i decyzji ekonomicznych, społecznych i światopoglądowych (w tym religijnych). Chciwość, brak szacunku do natury, egoizm, brak wyobraźni, niekończące się współzawodnictwo, brak odpowiedzialności sprowadziły świat do statusu przedmiotu, który można ciąć na kawałki, używać i niszczyć.

    Dlatego wierzę, że muszę opowiadać tak, jakby świat był żywą, nieustannie stawającą się na naszych oczach jednością, a my jego – jednocześnie małą i potężną – częścią.”

    Na pewno nie służą tej całości farmy hejterskie i wspomniane przez Tokarczuk wcześniej fake-newsy.

    „Czułość jest spontaniczna i bezinteresowna, wykracza daleko poza empatyczne współodczuwanie. Jest raczej świadomym, choć może trochę melancholijnym współdzieleniem losu. Czułość jest głębokim przejęciem się drugim bytem, jego kruchością, niepowtarzalnością, jego nieodpornością na cierpienie i działanie czasu.

    Czułość dostrzega między nami więzi, podobieństwa i tożsamości. Jest tym trybem patrzenia, które ukazuje świat jako żywy, żyjący, powiązany ze sobą, współpracujący i od siebie współzależny.”

    Wydaje mi się, że powinniśmy zgodzić się z tym nawoływaniem. Choćby wydawało się to utopijne dziś. Algorytmy Twittera i Facebooka oraz innych platform społecznościowych nie mogą decydować o losach świata, a wspomniany przez Tokarczuk „efekt motyla” może być jednak przestrogą. Charakterystyczne dla afery z Cambridge Analitica było posłużenie się przez zleceniodawców tej firmy pozyskanymi danymi, aby sterować wojnami memowymi i ściśle adresowanymi reklamami politycznymi.

    „Wojny memowe” to wyrażenie często odnoszące się do rywalizacji online, w której przeciwne frakcje wykorzystują internetowe memy do walki ze sobą. W 2006 r. powstał bezpłatny magazyn „Memewar” jako wielodyscyplinarne czasopismo publikujące prace wielogatunkowe, w tym poezję, prozę, sztukę, fotografię, eseje i komiksy. Nazwa została oparta na połączeniu „pamiętnika”, zapisu historii i „wojny memów”, rozumianych jako zderzenie pomysłów. Najbardziej przerażające jest to, że rządy i armie inwestują całkiem poważne pieniądze w „wojny memów”. (Donovan, Joan. „Drafted unto the Meme Wars”. MIT Technology Review, t. 122, nr 6, grudzień 2019, s. 48–51.) Trzeba zgodzić się z autorką artykułu w ostatnim „MIT TR”, że „Lepiej byłoby, gdyby rządy, politycy, poważne instytucje zamiast angażować się w wojny memowe, wzmacniały te instytucje, które tworzą i rozpowszechniają rzetelne informacje: media, akademię, oraz bezstronne agencje rządowe”. (tłum. moje JP, s. 51) Autorka ta szczegółowo opisuje inicjatywy rządowe wykorzystujące prymitywne i niby niewinnie żartobliwe „wojny memów”.

    Dlatego twierdzę po wysłuchaniu w wielkim skupieniu wykładu Olgi Tokarczuk, że rządy powinny wspierać „czułego narratora” oraz narratorów uważnych, wystudiowanych. Oznacza to ni mniej ni więcej, tylko wsparcie dla idei uniwersytetu i wielkiej roli humanistyki w społeczeństwie. Rządy nie powinny marnować publicznych pieniędzy na propagandę rządową i militarną, na farmy hejterskie i wojny memów. Powinny dbać o to, żeby widzieć więcej, czuć więcej i myśleć więcej, nieschematycznie. To mogą zapewnić zarówno literatura, jak i uniwersytety z prawdziwego zdarzenia. Nie zapewnią tego przedsiębiorstwa do produkcji punktów. Dziś brzmi to fantastycznie, ale musimy żądać niemożliwego, bo wydaje się, że doszliśmy do katastroficznej ściany.

    PS. Miłośników Olgi Tokarczuk z Łodzi i okolic zapraszam we wtorek 10 grudnia o godz. 19:00, w dniu odbierania przez nią Nagrody Nobla, do Teatru Nowego im. Dejmka. Będziemy tam uczestniczyć w performatywnej lekturze utworów noblistki.

  • Przestrzeń dla talentów każdego pracownika

    Przestrzeń dla rozkwitu talentów każdego pracownika (zdjęcie na licencji Depositphotos)

    Latający Holender? Może jednak stąpający twardo po ziemi i umiejący liczyć, myślący i rozumny po prostu?

    Latający Holender (zdjęcie na licencji Depositphotos)

    Siedemnastowieczna legenda o Latającym Holendrze, nieustraszonym i doświadczonym wilku morskim, kapitanie pirackiego statku, przynoszącym śmierć wrogom i zapowiadającym nieszczęście jest bardzo barwna i na pewno mogła stanowić inspirację niejednej historii z kultury popularnej, Piratów z Karaibów chociażby. Jednak ostatnio Holendrzy z tamtejszego Zrzeszenia Uniwersytetów Niderlandzkich (VSNU) ustami ich Prezydenta, Pietera Duisenberga, wyrażają nadzieję, że cały świat zainspiruje się planami ich środowiska akademickiego. Jak zapowiada David Matthews w dzisiejszym THE (3 grudnia 2019 r) „Holendrzy kończą z krótkowzrocznym i stronniczym zogniskowaniem uwagi na badaniach naukowych i ich parametrycznej ocenie. Liczą się teraz wszędzie tylko wyniki, wyniki, wyniki oraz różnie rozumiany, różnie mierzony, często mitologizowany wpływ badań na społeczeństwo (np. Impact Factor).

    Propozycja uniwersytetów niderlandzkich nie likwiduje, oczywiście, badań naukowych, ani ich oceny. Jednak bracia i siostry Holendrzy pragną zwrócić uwagę na jakość tych badań, wychodzą także od smutnych konstatacji, że aplikowanie o granty badawcze dzisiaj polega przede wszystkim na programowaniu potencjalnych wyników i mitologizowaniu potencjalnego wpływu tych wyników. Cały projekt polega na opisie tego mechanizmu. Środki, skrupulatność samych badań, jak i rzetelność interpretacyjna, to wszystko odchodzi w cień, staje się tłem jednej czynności badawczej, która prowadzi do wyników. Innymi słowy, Holendrzy chcą położyć kres niskiej jakości badań naukowych i życia uniwersyteckiego, kres makdonaldyzacji uniwersytetów, które masowo nastawione na wyniki badań, zapominają o jakości ich samych oraz innych formach aktywności, jak nauczanie. Zapominają także o nadmiernie obciążonych stresem pracownikach.

    Jak podaje THE, od 2021 r. VSNU wprowadzi nowe klasyfikacje stanowisk akademickich i nadal będą one zawierać zarówno elementy badań, jak i nauczania, to jednak „absolutnie będą się różnić od tego, czym są dzisiaj”.

    — nie będzie nacisku na sukces możliwie największy przez 40 rokiem życia;
    — nie będzie potencjalnie otwartej na nieskończoność listy publikacji, będzie trzeba ograniczyć listę do 10 najlepszych przy aplikowaniu o granty;
    — nie będzie presji publikowania w czasopismach przed osiągnięciem magisterium, doktoranci będą poddawani mniejszej publikacyjnej presji;
    — nie będzie już tej swoistej kultury zarządczej „odhaczanie na liście zadań”;
    — zakazano używania wskaźników „h” i czynników wpływu (Impact Factor) czasopism w ocenie pracowników.

    Holendrzy obiecują także nacisk na instytucje rankingowe, aby te uwzględniały w większej mierze edukację, kulturę, jakość badań.

    Holendrzy znani są z anegdoty, że oddali bez walki Nowy Amsterdam, który zamieniony został na Nowy York. Nie zrobili tego bezinteresownie. Raczej uzyskali inne prawa handlowe oraz uznanie praw do Surinamu. Teraz ich projekt „Przestrzeń dla talentów każdego pracownika akademii” może stać się natchnieniem dla rozumnych. To rozumność i wysoka jakość badań przyświecają temu projektowi.

    Radośni studenci i pracownicy (zdjęcie na licencji Depositphotos)

    Chciałbym kiedyś dożyć takiego czasu, kiedy nie będziemy naśladować przebrzmiałych idei Zachodu, tylko to, co wartościowe. Rozumność i dobra jakość to są wartości, które warto przyswajać. Reforma wprowadzona ostatnio w Polsce przez ministra Gowina jest bezduszna i nierozumna. Wiele zła się wydarzy przez nią i jej technokratyczne wykonania.

    Gdybym miał wpływ na zarządzanie uczelniami, na pewno wpatrywałbym się w holenderskie wzory w tym opisanym przeze mnie kontekście. To jest jeszcze jeden przykład realizacji ideałów „uważnej nauki”, „jakościowego badania”, „przyjaznego uniwersytetu”, „kreatywnego środowiska pracy”, kultury edukacyjnej, misji uniwersytetu. W zupełnej niezgodzie z inicjatywą tzw. IDUB (Inicjatywa Doskonałości — Uczelnia Badawcza), która prowadzić będzie do niewiarygodnej polaryzacji świata akademickiego i niedowartościowania innych niż badawcze obszarów akademickiej aktywności. W istocie reforma ta wprowadza walkę z polską nauką i polskim światem akademickim.

  • „Bądźcie jak Harvard!” – „No cóż, nie mamy Harvarda, nie mamy kasy Harvarda, i co nam … zrobisz?”

    To jest symboliczny obrazek elitarnej postawy tzw. neoliberalizmu (zdjęcie na licencji Depositphotos)

    To jest krótkie omówienie idei niemieckiej strategii doskonałości i polskich tzw. „uniwersytetów badawczych”.

    „Nie mamy Harvarda, nie mamy budżetu Harvarda, i co nam Pan …  zrobisz?”

    Prof. Michael Hartmann mocno krytykuje niedawne zmiany w systemie wyższej edukacji w Niemczech i przyjęcie, bardzo podobnego do polskiego, „systemu doskonałości naukowej”, w którym wybrane uniwersytety będą dostawać większe sumy z publicznej kasy na rozwój badań naukowych, żeby mogły gonić elitę uczelni światowych, takich jak Harvard czy Cambridge. Po niemiecku upragniony tytuł brzmi „Exzellenzuniversität“. Po polsku „uczelnia badawcza”.

    Portret Michaela Hartmanna, wg zdjęcia autorstwa Hannes Röst [CC BY-SA 3.0 (https://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0)%5D

    Według danych Johannesa Göbela (Göbel, Johannes. „Najbardziej renomowane uniwersytety”. deutschland.de, 30 wrzesień 2019, https://www.deutschland.de/pl/topic/wiedza/oto-niemieckie-uniwersytety-doskonalosci.) „uniwersytety doskonałości istnieją zarówno w milionowych niemieckich metropoliach, jak też w mniejszych miastach studenckich. Związek Uniwersytetów Berlińskich łączy Wolny Uniwersytet, Uniwersytet Humboldta, Uniwersytet Techniczny i Szpital Uniwersytecki Charité, tworząc sieć doskonałości. Ponadto istnieją następujące uniwersytety doskonałości: RWTH Aachen, Uniwersytet w Bonn, Uniwersytet Techniczny w Dreźnie, Uniwersytet w Hamburgu, Uniwersytet w Heidelbergu, Instytut technologii w Karlsruhe (KIT), Uniwersytet w Konstancji, Uniwersytet Ludwika i  Maxksymiliana (LMU) w Monachium i Politechnika w Monachium oraz Uniwersytet w Tybindze.”

    Niemiecka tzw. strategia doskonałości istnieje oficjalnie od 2016 r. Czy Polska poszła w ślady Niemiec?

    NIemcy ca 1998: znaczek drukowany w Niemczech pokazuje Max Planck Society for Advancement of Science. Zdjęcie na licencji Depositphotos

    Niemiecki socjolog Michael Hartman znany jest w Niemczech z krytyki systemów opartych na dogmatycznym neoliberalizmie, uderza w te systemy za tworzenie nieosiągalnych elit. Co więcej, argumentuje on, że takie kreowanie nierówności, pogłębianie ich, to główna przyczyna wzrostu populizmu na świecie. Przestrzega przed tym. O jego postawie i krytyce pisze David Matthews w THE 11 listopada 2019 r. w artykule „German excellence strategy ‘risks creating closed social elite’”. (Matthews, David. „German Excellence Strategy ‘Risks Creating Closed Social Elite’”. Times Higher Education (THE), 11 listopad 2019). Niemcy do tej pory były znane w zakresie wyższej edukacji z egalitaryzmu. Sam pamiętam, jak rozczytywałem się w analizach wykazujących, że okrzepłe uniwersytety tradycyjne, te najlepsze jak Heidelberg, wcale nie najlepiej wypadały w różnego typu parametryzacjach, że największą energię pokazują mniejsze i mniej elitarne ośrodki z dużymi pokładami ambicji. Co więcej kryteria doboru nie do końca są kompatybilne z różnymi innymi podejściami parametryzacyjnymi: w U-Multiranku przygotowanym na zlecenie Komisji Europejskiej nie tylko te Doskonałe są dobrze ocenianie, a liczyło się tam nauczanie i uczenie się, badania naukowe, transfer wiedzy, orientacja międzynarodowa i zaangażowanie regionalne — według tych kryteriów pięć niemieckich uczelni osiągnęło najlepsze wyniki, spośród tych, które nie zostały wybrane jako „uniwersytety doskonałości”.

    „Reformy” w Niemczech, które kopiuje u nas Minister Gowin, zapatrzone — paradoksalnie, bo te systemy nie są kompatybilne — w systemy amerykańskie i francuskie, w których nieliczne, elitarne instytucje naukowe funkcjonują jako główna baza kadr zarządzających w tych krajach (pierwsza liga w USA oraz centralna kuźnia kadr we Francji). Wszystkie niemieckie uniwersytety są do tej pory w pewnym sensie elitarne. System federalny — system oparty na ideach decentralizacji władzy i lokalnej samorządności — spowodował równomierne rozłożenie dofinansowania do uczelni w Niemczech. W lipcu tego roku 10 instytucji i jedno konsorcjum uzyskało status „doskonałości” i powiększą swoje budżety o prawie 150 milionów Euro ekstra (każdy doskonały uniwersytet jest wart 15 mln Euro więcej każdego roku!). W oczach studentów, absolwentów i potencjalnych studentów te instytucje już zyskały wymiar elitarności.

    Profesor Hartmann wskazuje, że w Stanach Zjednoczonych absurdalne sumy za uczenie się w elitarnych uczelniach powodują praktyczne ich zamknięcie dla społeczeństwa. Nie ma „równych szans” w Stanach Zjednoczonych, jest to amerykański mit. A na dodatek budżet Harvarda nie jest w żaden sposób porównywalny do żadnego, najbardziej elitarnego uniwersytetu niemieckiego. (jego majątek w 2015 r. to 37,6 mld dolarów, to jest prawie 146 mld złotych, zaś roczny budżet najbogatszego Uniwersytetu Warszawskiego to 1,5 mld zł)

    W Japonii i Francji dysproporcje nie są aż tak uderzające, jednak wszędzie elitarność jest krytykowana ze wszech stron. To jest zło powodujące destabilizację na świecie. Czy nie powinniśmy jako społeczeństwa uczyć się na lekcji „żółtych kamizelek”?

    Pojęcie nierówności społecznych i symbol uprzywilejowania lepiej sytuowanych finansowo Zdjęcie wg Depositphotos (licencja)

    Idąc w ślady Niemców, jeśli idzie o wprowadzania tzw. reformy Gowina, bo taki ma sens konkurs na tzw. uczelnie badawcze, czy nie ryzykujemy pogłębienia się różnic między Polską A, Polską B, Polską C? Czy studenci z biednych rodzin będą mogli dostać wysokiej jakości edukację? Sama nazwa „uczelnie badawcze” jest absurdalna z punktu widzenia jakości kształcenia, nie ma dobrej edukacji bez prowadzenia badań, podział na pracowników badawczych i edukacyjnych jest zerwaniem z oświeceniowym ideałem uniwersytetu Humboldtowskiego. Czy możliwy będzie za kilka lat awans społeczny w Polsce? Reforma Gowina nie zrobiła nic, aby wprowadzić mobilność naukową wewnątrz Polski i wydaje się na świetnej drodze, wręcz na autostradzie do piekła, do zabetonowania elit w Polsce, awans społeczny młodych będzie bardzo utrudniony, jeśli ktoś nie będzie miał szczęścia i urodzi się poza finansową elitą. Smutne… W tym nadchodzących latach wedle Ministra Gowina „jeszcze bardziej nie da się dać więcej, niż można było dać w ubiegłej kadencji” (choć wtedy także nie zwiększono finansowania wyższego szkolnictwa, cytuję z pamięci). Ten neoliberalizm nie ma nic wspólnego z humanistycznymi w genezie zasadami sprawiedliwości Johna Rawlsa. To prawo na pewno nie stoi po stronie sprawiedliwości.

    „Nie mamy Harvarda, nie mamy budżetu Harvarda, i co nam … zrobisz?”

    Polska w ruinie, Polska C?
  • A fuj, ścierwusy…

    W sobotę 9 listopada odwiedziłem Teatr Nowy w Łodzi i obejrzałem gościnny spektakl „Noc Helvera” Ingmara Villqvista z Gdyńskiego Centrum Kultury. Właściwie to także spektakl Teatru Nowego, bo zarówno Jolanta Jackowska jak i Adam Mortas są jego etatowymi pracownikami. Warto było pójść do teatru przed świętem 11 listopada!

    Rzecz jest o archetypowym dramacie matki w ostatniej nocy „upośledzonego”, „niepełnosprawnego” syna Helvera, który jest ratowany i zabijany zarazem przez matkę Karlę. To właśnie ona sugeruje mu zażycia kilku opakowań tabletek w dawce przewidzianej może na miesiąc. Zatem jest to dramat dziwnej pary, bo Karla morduje w istocie swojego ukochanego Helvera, chcąc go ocalić przed śmiercią z rąk bojówek totalitarno-faszystowskiego systemu szalejącego na ulicy. Niepełnosprawny umysłowo jest wykorzystywany przez owe bojówki, by szerzyć przesłanie „porządku” nade wszystko, „porządku absolutnego”. Ale jednocześnie odbywa się bojówkarska rewolucja (bandytyzm) na ulicach. Sceny wewnętrzne tej pary stają się symboliczną reprezentacją patriarchalnych relacji między musztrującym Helverem a podległą niby Karlą. Odniesienia do faszystowskich (nazistowskich także) kontekstów historycznych są więcej niż oczywiste. Ale one nie wyczerpują krytycznego przesłania tej sztuki. W tym jest ten spektakl świetny, że nie wiadomo nawet do końca, czy Karla to matka (przyrodnia? naturalna może?) Helvera, on sam nie rozumie, dlaczego są razem, ona opowiada, kiedy go przygarnęła z bliżej nieokreślonego zakładu psychiatrycznego, że utraciła w tym czasie córkę, „małpkę”… Jednak potencjał interpretacji międzypłciowych relacji w tej sztuce jest ogromny dzięki mocy minimalizmu.

    Trójmiasto mogło obejrzeć spektakl według dramatu Jarosława Świerszcza (bo takie jest nazwisko autora) zaraz po zamordowaniu prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. Na początku tego roku konteksty były te same. Od razu powiem otwarcie, że nie widziałem innych sztuk popularnego już w pierwszych latach XXI wieku polskiego autora. Jednak ta inscenizacja ma kilka absolutnych zalet: symboliczny minimalizm scenografii, klasyczne, niemal paradygmatycznie teatralne skupienie na grze aktorskiej i relacji międzyludzkiej, symboliczna ponadczasowość, a jednocześnie niezwykła aktualność. To jakoby połączenie dziarskich chłopców z Szewców Witkacego z dramatami Ibsena i filmami Bergmana.

    Genialnie oszczędna scenografia pozwala na uniwersalną mimo wszystko interpretację znaku na ścianach, który bardzo przypomina przecież „mieczyk Chrobrego”. Zamglone relacje wideo z manifestacji i marszów, stanowiące ramę spektaklu pozwalają jednocześnie widzieć aktualność zamieszek z racami i abstrahować je jako w pewnym sensie uniwersalne historycznie. Mamy w świecie spektaklu „każdą” kuchnię „każdej” rodziny w „każdym” ustroju bojówkarsko-totalitarnym.

    Spalenie sklepu i kościoła, czy opowiadana przez Helvera gonitwa za „ścierwusem” i spalenie go (odpalenie od niego cygara i papierosów) mogą być naprawdę uniwersalną reprezentacją, ale najlepiej widać tę symboliczność w dwóch pojawiających się w spektaklu słowach nowomowy tego uniwersalnego ustroju: właśnie „ścierwus” i „fuj”. „Ścierwus” to może być każdy inny: „świrus”, chory, jakikolwiek obcy, Żyd, uchodźca, homoseksualistka, muzułmanin… Ten obcy jest tak straszny, że główny bohater przeżywa bardzo swoje skandowanie „ścierwusy, ścierwusy!!!” w odniesieniu do przeciwników na ulicy. Na końcu sam okazuje się, jako chory psychicznie – ścierwusem, za którym dawni koledzy gonią i którego mogą w końcu dopaść. Dopełnieniem tego wzorca jest wykrzykiwane w stronę ścierwusów słowo „fuj”, znak „wstrętu”: to z kolei symbol hejtu, który maże wszystko, czego się dotknie… ścierwusy wywołują wstręt i agresję… świetne w spektaklu jest to, że na końcu agresywny bojówkarz wpada na scenę od strony publiczności i wybija na scenie kijem bejsbolowym szyby symbolicznemu domowi…

    Muzyka i wspaniała gra aktorska dopełniają tę mistycznie oszczędną strukturę. Brawa były długie i na stojąco. Na widowni było naprawdę sporo młodych ludzi… nadzieja

  • Zatrudnialność Alberta Eisteina i śpiewu ptaków

    „Studia na kierunkach humanistycznych produkują bezrobotnych”. Takie jest ciągle przeświadczenie wielu ludzi w Polsce i na świecie. Jednak, kiedy przeanalizować dane z badań, nie jest to słuszne przeświadczenie. Studiowanie jakiegoś kierunku samo w sobie nie musi być kluczem do sukcesu, to raczej konkretne umiejętności i kompetencje, uzyskiwane na wielu tzw. kierunkach, mogą dać atut w zdobywaniu pracy. I te umiejętności i kompetencje wcale nie odbiegają od ideałów, które można zaczerpnąć z myśli geniusza fizyki Alberta Eisteina.

    Albert Einstein

    IDEAŁ EDUKACYJNY ALBERTA EISTEINA:
    „Niezależny, samodzielny człowiek, który pragnie uczynić ze służby innym najważniejsze życiowe zadanie.” (Einstein, Albert. On Education, w: Ideas and Opinions: Based on Mein Weltbild. Crown Publishers, New York 1954, s. 60., wszystkie cytaty i odniesienia później do tego wydania)

    Albert Eistein wiedział, że w edukacji nie są najważniejsze wykłady, ale praca i działanie: „Osobowość nie jest kształtowana przez to, co usłyszane albo przeczytane, osobowość kształtuje tylko praca i działanie.” (s. 60.). Prawda, wolność, ciało.

    Główny motor rozwoju to niekoniecznie naga ambicja i konkurencja z innymi, raczej kooperacja z innymi, współpraca.

    Co więcej, Eistein pisze także wprost o kształceniu plastycznego człowieka, powinniśmy dążyć do kształcenia harmonijnej osobowości, a nie wąskiego specjalisty.

    Nieoczekiwanie dla mnie natrafiłem także w pismach Eisteina fragment wspominający biblijne psalmy.

    „Ale tradycja żydowska zawiera także coś innego, coś, co znalazło wspaniałą ekspresję w wielu Psalmach, mianowicie rodzaj upojnej radości i zdumienia pięknem oraz wielkością tego świata, o którym człowiek może sobie wyrobić jedynie blade pojęcie. Radość ta jest odczuciem, z którego prawdziwe badania naukowe czerpią duchowe pożywienie, ale wydaje się, że to samo odnajdziemy w śpiewie ptaków. Przywiązanie tego uczucia do idei Boga wydaje się dziecinnym absurdem.” (s. 186).

    Childs watercolor painting of birds

    Pomijam ateizm Eisteina, bo w tym kontekście nie jest on tutaj istotny, ale to w tych jego pismach można znaleźć pochwałę liberalnej edukacji z jej ideałami: twórczym, samodzielnym człowiekiem, który będzie umiał kooperować z innymi, by osiągać dobre dla społeczności cele, rozwiązywać jej problemy.

    Na tzw. Zachodzie dawno już tzw. kolegia artystyczne obiecywały przyszłym studentom, że edukacja humanistyczna jest bardziej trwała w dłuższej perspektywie. Jest to szczególnie istotne z punktu widzenia plastyczności na rynku pracy. Humaniści lepiej dostosowują się do bardzo dynamicznego rynku pracy, bo są lepiej wykształceni, jeśli idzie o miękkie umiejętności, tzw. umiejętności komunikacyjne i społeczne.

    Jednak rządy często nie zwracają na to uwagi, promują propagandę, która ukazuje przyszłym studentom i ich rodzicom koszmarne perspektywy nadprodukcji nieefektywnych bezrobotnych. Stąd odnotowuje się spadek zainteresowania kierunkami huamanistycznymi.

    Jak podaje Paul Basken w ostatnim numerze Times Higher Education, jest instytucja, której „liczba absolwentów kierunków humanistycznych zatrudnionych przez firmy technologiczne wzrosła o 228 procent w ciągu 10 lat, a liczba zatrudnionych przez przemysł finansowy o 333 procent.” Trzeba podkreślić, iż idzie o kanadyjski Uniwersytet Waterloo notowany raczej stale w rankingu THE w trzeciej setce uczelni świata, czyli wcale nie ze złotej ligi. Wielcy gracze światowi z przemysłu IT oraz tzw. przemysłów kreatywnych, ale przenikniętych cyfryzacją, czerpią ze współpracy z tym uniwersytetem niezwykłe zyski, bo osiągają absolwentów świetnie wykształconych, choć nie wąskospecjalistycznie, ale z umiejętnościami, o które najwięcej idzie.

    THE wspomina także sukcesy absolwentów drugorzędnego koledżu w USA Connecticut College, który ma specjalny program o nazwie „Connections and Science Leaders”, dzięki któremu studenci są zachęcani do łączenia studiów humanistycznych z kursami w naukach przyrodniczych i technicznych. Staże i projekty społeczne oraz zawodowe, intensywny mentorski wysiłek skierowany do kobiet i innych niedostatecznie reprezentowanych studentów, spowodował sukces czegoś, co Rektor Connecticut College, Katherine Bergeron, co określiła jako „nowe sztuki wyzwolone dla naszego połączonego świata”.

    Speaker giving presentation in lecture hall at university. Students listening to lecture and making notes.

    Dodać można także sukces rodzimy z Łodzi, sukces kierunku ligwistyka dla biznesu na Wydziale Filologicznym Uniwersytetu Łódzkiego we współudziale Wydziału Zarzadzania: w trakcie tych studiów studenci zdobywają zarówno nieocenione umiejętności komunikacyjne w dwóch językach obcych, ale także „twardą”, specjalistyczną wiedzę, potrzebną konkretnej branży.

    Autor artykułu zauważa, że wielki przemysł IT (firmy takie jak np. Amazon, Google, Microsoft), wielcy pracodawcy już zmieniają swój stosunek do nauk humanistycznych. Ja bym dodał, że zmienić ten stosunek muszą także rządy, zwłaszcza te, które ręcznie pragną wszystkim sterować, aby porzucić beznadziejną propagandę przeciwko naukom humanistycznym i społecznym. Taka relacja do uczelni, w których one dominują, jest anachroniczna i nie odpowiada na wyzwania współczesnego digitalnego także świata. Zatrudnialność to nie jest problem wyłącznie nauk humanistycznych i społecznych, to jest przyszłościowy i teraźniejszy problem wszystkich. Jak o tym wiedział także Albert Eistein, żeby osiągnąć sukces, potrzeba w sobie pielęgnować ten „rodzaj upojnej radości i zdumienia pięknem oraz wielkością tego świata”, ta „radość jest odczuciem, z którego prawdziwe badania naukowe czerpią duchowe pożywienie”, to jest radość sztuk, radość śpiewu ptaków.

  • Pokonamy przeciwności, zwyciężymy, pokonamy

    Pokonamy przeciwności, zwyciężymy, pokonamy..
    Pokonamy przeciwności (We shall overcome) to jest jedna z najsłynniejszych pieśni świata, najpierw inspirowana religijnie chrześcijańska pieśń, (współczesna wersja gospel tutaj) potem klasyka protest songu, śpiewana nie tylko przez Pete’a Seegera, ale także Jean Baez na Woodstocku, (wcześniej w 1965 dla BBC)czy bardziej współcześnie Bruce’a Springstina (2006) albo z (2016) czy Rogera Watersa .

    [ten wpis jest fragmentem materiałów edukacyjnych na kursie dla studentów Wydziału Filologicznego (kulturoznawstwo) na Uniwersytecie Łódzkim pt. Protest songi — krótka historia (0100-KMB014)]

    We shall overcome,
    We shall overcome,
    We shall overcome, some day.

    Oh, deep in my heart,
    I do believe
    We shall overcome, some day.

    We’ll walk hand in hand,
    We’ll walk hand in hand,
    We’ll walk hand in hand, some day.

    Oh, deep in my heart,
    I do believe
    We shall overcome, some day.

    We shall live in peace,
    We shall live in peace,
    We shall live in peace, some day.

    Oh, deep in my heart,
    I do believe
    We shall overcome, some day.

    We are not afraid,
    We are not afraid,
    We are not afraid, TODAY

    Oh, deep in my heart,
    I do believe
    We shall overcome, some day.

    The whole wide world around
    The whole wide world around
    The whole wide world around some day

    Oh, deep in my heart,
    I do believe
    We shall overcome, some day.

    Do historii przeszło cytowania, parafrazowanie tej piosenki przez Martina Luthera Kinga, na kilka dni przed morderczym zamachem na jego życie 31 marca 1968 roku w Katedrze Narodowej w Washingtonie. Zapis obecny w archiwach jest różny od tekstu, który można usłyszeć na rejestracji tej mowy.

    Pokonamy przeciwności, bo łuk wszechświata moralności jest długi, ale zakrzywia się ku sprawiedliwości.

    Pokonamy przeciwności, bo Carlyle ma rację – „Żadne kłamstwo nie może żyć wiecznie”.

    Pokonamy przeciwności, ponieważ William Cullen Bryant ma rację – „Prawda, przygnieciona do ziemi, powstanie ponownie”.

    Pokonamy przeciwności, bo James Russell Lowell ma rację – jak dziś śpiewaliśmy wcześniej,

    Prawda na zawsze na rusztowaniu,

    Jeśli na tronie, to zawsze źle.

    Jednak to rusztowanie kołysze przyszłość.

    A za ciemną nieznaną stoi Bóg,

    W cieniu, czuwając nad swoimi.

    Dzięki tej wierze będziemy w stanie wyrzeźbić z góry rozpaczy kamień nadziei. Dzięki tej wierze będziemy w stanie przekształcić zgrzytające swary w naszym narodzie w piękną symfonię braterstwa.

    Dzięki Bogu za Jana, który przed wiekami na samotnej, ciemnej wyspie Patmos ujrzał wizję nowego Jeruzalem zstępującego z nieba od Boga, który usłyszał głos mówiący: „Oto czynię wszystko nowe; poprzednie rzeczy przeminęły.

    Boże daj nam, że będziemy uczestnikami tej nowości i tego wspaniałego rozwoju. Jeśli tylko to zrobimy, wprowadzimy nowy dzień sprawiedliwości, braterstwa i pokoju. I tego dnia gwiazdy poranne zaśpiewają razem, a synowie Boży będą krzyczeć z radości. Niech cię Bóg błogosławi.”

    Jak już wspominałem, zapis realny tego co powiedział różni się od przygotowanej mowy, bo Martin Luther King improwizował, dawał się unosić mowie:

    Głęboko w moim sercu wierzę, że pokonamy przeciwności.
    Teraz często łączę ręce ze studentami, z którymi śpiewamy tę pieść, jak i z tymi za kratami. Pokonamy przeciwności!

    Czasami mieliśmy łzy w oczach, kiedy zjednoczyliśmy się, aby zaśpiewać, ale pomimo nich śpiewaliśmy!
    Pokonamy przeciwności.
    Panie, zanim wygramy, niektórzy będą musieli jeszcze zostać wtrąceni do więzienia, ale pokonamy przeciwności.
    Nie martw się o nas, zanim zwycięstwo zostanie wygrane, niektórzy z nas stracą pracę, ale damy sobie radę (pokonamy przeciwności).
    Przed zwycięstwem nawet niektórzy będą musieli stawić czoła fizycznej śmierci.
    Ale jeśli śmierć fizyczna jest ceną, którą niektórzy muszą zapłacić, aby uwolnić swoje dzieci od trwałej śmierci psychicznej, nic nie będzie bardziej oswobadzające.
    Pokonamy przeciwności.
    Zanim zwycięstwo zostanie wygrane, niektórzy będą źle zrozumiani i nazywani złymi słowami oraz odrzuceni jako buntownicy i agitatorzy.
    Ale pokonamy przeciwności.
    I powiem ci dlaczego.
    Pokonamy, ponieważ łuk wszechświata moralnego jest długi, ale zmierza ku sprawiedliwości.
    Pokonamy, bo Carlyle ma rację:
    Żadne kłamstwo nie może żyć wiecznie.
    Pokonamy, bo William Collin Bryant ma rację:
    Prawda przygnieciona ku ziemi ponownie powstanie.
    Pokonamy, bo James Russel Lowell ma rację:
    Prawda na zawsze na szafocie, na zawsze na tronie.
    Jednak to rusztowanie kołysze przyszłość.
    A za półmrokiem nieznanego stoi Bóg w cieniu, czuwając swoimi.
    Pokonamy, bo Biblia ma rację:
    Zbierzesz to, co zasiejesz”.
    Pokonamy przeciwności.
    Głęboko w moim sercu wierzę w to!
    Pokonamy przeciwności.

    I z tą wiarą wyjdziemy i odsuniemy rady rozpaczy oraz wprowadzimy nowe światło do ciemnych komnat pesymizmu.Będziemy w stanie wznieść się ze zmęczenia rozpaczy do wzlotów nadziei.
    A to będzie wspaniała Ameryka!
    Będziemy tego aktywną częścią, aby tak się stało.
    I tak, kiedy zostawiam wam ten wieczór, mówię:
    Chodźcie razem dzieci!
    Nie ustawajcie!”

    Niesamowite jest także to, że ta pieśń jest jakby w tle mowy wygłoszonej także kilka dni po tej 3 kwietnia w Memphis „I have been to the Mountaintop”. Żarliwa pewność zwycięstwa i wizja wyzwolenia, którą znaleźć można w tej mowie to już jakby proroczy ton, na dzień przed zamordowaniem. Jeśli ktoś zobaczy Prezydenta Obamę podczas słuchania „We shall overcome”, albo Prezydenta Vaclava Havla w Pradze w 2009 r., kiedy słucha Jean Baez po latach, kiedy zwyciężyła „aksamitna rewolucja”, to może mieć pewność, że zwyciężymy, bo prawda zawsze zwycięża. Ta pieśń jest niesamowitym natchnieniem nadziei

    KOSTRZYN NAD ODRA, POLAND – AUGUST 2, 2013: 19th Przystanek Woodstock (Woodstock Festival), biggest summer open air ticket free rock music festival in Europe, vintage style.

    Historia tej pieśni jest niezwykle złożona, warto zapoznać się z nią tutaj.

  • Koniec (post)modernizmu i okaleczony świat

    11 września 2001 roku, czyli 18 lat temu, kiedy skończył się (post-)modernizm, byłem w Bolzano, na skraju włoskich Dolomitów, w mieście pomieszania kultur i języków. Tam była szkoła letnia BISCA, czyli Bolzano International SCHOOL of Cognitive Analysis. Pamiętam ten dzień, światło wrześniowe radośnie wpadało do gotyckiego zamku, w którym obradowaliśmy.

    Bolzano przy włosko-austriackiej granicy we włoskich Dolomitach

    Wykładowcami byli też Amerykanie, M.in. George Lakoff (ten od metafor w naszym życiu) i Leonard Talmy. Pamiętam, że przerwaliśmy obrady, żeby z przerażeniem oglądać atak na wieże NY na telewizorze w portierni zamku…

    Ground Zero Memorial w Nowym Yorku

    Zdjęcie z ground zero w NY (fot. JP)

    Amerykanie zastanawiali się, czy będą mogli wrócić, nikt nie wiedział, co się dzieje… tak właśnie skończył się dla mnie (post-)modernizm. Metafora ucieleśniła się w katastrofie walących się wież.

    Spróbuj opiewać okaleczony świat

    Spróbuj opiewać okaleczony świat.
    Pamiętaj o długich dniach czerwca
    i o poziomkach, kroplach wina rosé.
    O pokrzywach, które metodycznie zarastały
    opuszczone domostwa wygnanych.
    Musisz opiewać okaleczony świat.
    Patrzyłeś na eleganckie jachty i okręty;
    jeden z nich miał przed sobą długą podróż,
    na inny czekała tylko słona nicość.
    Widziałeś uchodźców, którzy szli donikąd,
    słyszałeś oprawców, którzy radośnie śpiewali.
    Powinieneś opiewać okaleczony świat.
    Pamiętaj o chwilach, kiedy byliście razem
    w białym pokoju i firanka poruszyła się.
    Wróć myślą do koncertu, kiedy wybuchła muzyka.
    Jesienią zbierałeś żołędzie w parku
    a liście wirowały nad bliznami ziemi.
    Opiewaj okaleczony świat
    i szare piórko, zgubione przez drozda,
    i delikatne światło, które błądzi i znika
    i powraca.

    wiersz z tomu Anteny
    cyt. za: Adam Zagajewski, Wiersze wybrane, Wydawnictwo a5, Kraków 2010, s. 250

    Ten wiersz został zamieszczony w New Yorkerze jako reakcja na katastrofę, która jednak daje nadzieję. Sprawa była dziełem przypadku, ale ten wiersz przeszedł do historii. Okaleczony świat dzisiaj wydaje się jeszcze okropniejszy, z mnóstwem agresji, kłamstwa i cierpienia. Ale trzeba nadal podejmować to wyzwanie i opiewać okaleczony świat… W końcu może obudzi się w nas „lepszy anioł naszej natury”…

    Ground Zero Memorial (foto JP)
    Autor przy pomniku ofiar w NY, rok 2015