Autor: Jarosław Płuciennik

  • Krótki apel w tzw. sprawie Margot

    Krótki apel w tzw. sprawie Margot

    Proszę wszystkich znajomych i znajomych polityków: brońmy praw człowieka!

    krótki apel prof. Jarosława Płuciennika
  • Słucham i wierzyć mi się nie chce, że słucham polskiego inteligenta

    Słucham i wierzyć mi się nie chce, że słucham polskiego inteligenta

    Mam filologiczne ucho, niestety, filologiczny słuch. (Fot. Lic. Depositphotos)

    Mam ucho filologiczne i naprawdę mi przeszkadza, kiedy niby przecież polski inteligent mówi:” Głowom państwa”, „Obywatele wiedzom”. Przeszkadza mi, kiedy „polski demokrata” mówi „standarty”, albo „Chcem być prezydentem polskich spraw”, „Polske uratowało”, a także „Polacy mnie znają i wiedzom”, tudzież „Som polskie sprawy”, „przed pandemiom”. Przecież to jest dr UJ, nie? To nie robotnik i mąż stanu, Lech Wałęsa… o nie…

    Poza wszystkim wolałbym jednak, żeby prezydent był wszystkich Polaków a nie polskich spraw, ale to inna historia… choć też z gatunku językowych uwag…

  • Pandemia rządzi…, a czy ma rządzić „nowy komunizm”? Wokół najnowszej książki Sławoja Žižka

    Pandemia rządzi…, a czy ma rządzić „nowy komunizm”? Wokół najnowszej książki Sławoja Žižka

    Pandemia rządzi…, a czy ma rządzić „nowy komunizm”? Wokół najnowszej książki Sławoja Žižka

    Krótki esej o najnowszej książce Sławoja Żiżka
    Rosja, Moskwa – 26 marca 2019: Slavoj Zizek, grawerowany portret wektorowy z konturami atramentu. Słoweński filozof i socjolog, jest profesorem w Instytucie Socjologii i Filozofii Uniwersytetu w Lublanie. Portret na licencji Depositophotos.

    Po pobieżnej lekturze dawno dawno temu jego „Wzniosłego obiektu ideologii” (tłumaczenie z 2001 r.) Sławoj Žižek nie wywoływał u mnie jakichś zachwytów, może dlatego, że jego koncepcja wzniosłości nie zgadzała się z moją, a wtedy akurat byłem z tym na bieżąco. Dlatego przegapiłem kilka jego ostatnich dokonań (jak np. „Żądanie niemożliwego”, czy „Rok niebezpiecznych marzeń” z 2014) i dlatego nie podzielałem zachwytów nad nim czytanych od czasu do czasu w Guardianie czy New Yorkerze. Nie przeczytałem też jeszcze jego „Living in the End Times”, jestem w trakcie tej lektury. Ale kupiłem jego ostatnią książkę z marca 2020 roku pt. „Pandemia! Covid-19 trzęsie światem”, bo ciekaw byłem poglądów na obecną pandemię kogoś, kto przedstawiany jest jako filozof i krytyk kultury. Co prawda, ten filozof wywołuje skrajne emocje od zachwytu („najbardziej niebezpieczny myśliciel świata”) po daleko posunięty sceptycyzm (zob. artykuły o jego antysemityzmie, czy autoplagiatowaniu). Jednak, jako że pandemia jest ewidentnie wielką zmianą stanu świata, a ja wykładam także filozofię kultury, to sięgnąłem po tę książkę sloweńskiego pisarza. Nie zawiodłem się, jest ona, mimo że powstawała (była pisana i tłumaczona, redagowana i drukowana) w jakimś błyskawicznym, szatańskim tempie, jest dobrze napisana, choć faktycznie raczej eseistyczna, nie jako dysertacja czy analiza. Jest to esej składający się z kilku mniejszych esejów.

    Ludzie chodzący po ulicy w maskach w trakcie epidemii (fot. lic. Depositphotos)

    Žižek skończył pisanie wtedy, kiedy właściwie została dopiero ogłoszona pandemia, pod koniec marca 2020. Widać, że bardzo dużo dawnych przemyśleń zostało przez autora zrekonfigurowanych i włączonych w nowe pandemiczne konteksty. Sam autor wielokrotnie wskazywał, że najwięcej uczy się od swoich przeciwników konserwatystów, dlatego atakują go zarówno z lewa, jak i z prawa i pewnie dlatego zaczyna przekornie od nawiązania do chrześcijaństwa  we wstępie zatytułowanym aluzyjnie „Noli me tangere” [łac. Nie dotykaj mnie z J 20:17]. Ciekawie brzmi jego interpretacja symbolicznej obecności Chrystusa w miłości między ludźmi w odniesieniu do sytuacji w pandemii, kiedy obowiązuje społeczne dystansowanie się od siebie wzajemne. Sama interpretacja tego fragmentu jest znana od czasów pisania Maurice’a Zundela, ale ta reinterpretacja pandemiczna jest ciekawa. Pisałem na początku pandemii o nowym rozumieniu altruizmu: trzeba być dalej od ludzi, żeby być z nimi blisko. Realna bliskość i miłość musi zostać zastąpiona symboliczną bliskością i miłością. To ciekawe u zadeklarowanego ateisty, choć przecież nie jest tutaj jakiś bardzo oryginalny, już Alain Badiou odwoływał się do św. Pawła i jego uniwersalizmu jako najważniejszego przesłania chrześcijańskiego. [Badiou, Alain. Święty Paweł: Ustanowienie uniwersalizmu, Kraków 2007]. Ale sprawdziłem, że już w 2010 w apokaliptycznie pobrzmiewającej książce „Życie w czasach ostatecznych” nie tylko robi symboliczne odniesienie do czterech jeźdźców apokalipsy, ale uwzniośla swoją lewicową misję poprzez odniesienie do Listu do Efezjan św. Pawła (Efezjan 6:12). Pisze on tam: „Niniejsza książka jest więc księgą walki, zgodną ze zdumiewająco trafną definicją Pawła: „Gdyż bój toczymy nie z krwią i z ciałem, lecz z nadziemskimi władzami, ze zwierzchnościami, z władcami [kosmokratorami] tego świata ciemności, ze złymi duchami w okręgach niebieskich” [przekł. Biblii Warszawskiej]. Albo jak można przetłumaczyć na dzisiejszy język: „Nasza walka nie toczy się przeciwko faktycznie skorumpowanym jednostkom, ale przeciwko rządzącym po prostu, przeciwko ich autorytetowi, przeciwko globalnemu porządkowi i ideologicznej mistyfikacji, która go podtrzymuje”.

    Przekonuje mnie taka interpretacja chrześcijaństwa, które nigdy nie powinno iść w sojuszu z tronem, czyli władzami tego świata. Przekonuje mnie to, bo w dzisiejszej Polsce widać wyraźnie jak wiele złego może uczynić sojusz ołtarza i tronu. Jednak nie do końca rozumiem wizję pozytywną alternatywy, w postaci nowego komunizmu.

    Moskwa – Rosja, 25 lutego 2018 r., Młody człowiek z głośnikiem w tłumie protestujących w marszu pamięci Borysa Niemcowa (fot. lic. Depositphotos)

    Zanim jednak do tego przejdę zauważę, iż Žižek już w marcu sprawnie zarysowuje konieczność uznania wartości wolności słowa, zwłaszcza w kontekście słynnej sprawy Li Wenlianga, który został najpierw uwięziony przez władze chińskie za przecieki dotyczący COVID-19, a potem mimo że Chińczycy przeprosili, to już nic to nie dało, bo słynny doktor zmarł na COVID-19 właśnie. Uniwersalna ważność wolności słowa powoduje, że warto czytać takich ludzi jak Žižek, potwierdzają to także intelektualiści podpisani pod deklaracją o wolności słowa w kontekście ruchu zaprzeczającego przeszłości.

    Pojęcie kryzysu wolności słowa i cenzury w wyrażaniu idei, wizualna metafora nacisku politycznej poprawności w celu powstrzymania swobodnej rozmowy lub ograniczenia komunikacji. (fot. lic. Depositphotos)

    W tym kontekście naprawdę bardzo ciekawie brzmi także obserwacja Žižka dotycząca programu w telewizji rosyjskiej poświęconego spiskowym teoriom: strategia tych telewizyjnych programów jest taka, żeby wykazać, że dana spiskowa teoria to „coś szalonego, nie może to być prawda, ale w sumie, kto wie…” (21) Zasadniczo krytykuje się tutaj spiskowe teorie, ale nie jest to krytyka totalna, zawsze pozostaje to zmrużenie oka… Ostatnio także w Polsce zaaranżowano taki scenariusz: poseł Konfederacji wręcza publicznie posłowi Jarosławowi Kaczyńskiemu książkę pt. Fałszywa epidemia. Krytyka naukowców i lekarzy autorstwa wielu „wybitnych” naukowców i lekarzy (choć epidemiologów tam jakby najmniej) ukazała się pod red. i ze wstępem dra Mariusza Błochowiaka, redaktora i wydawcy Miesięcznika Egzorcysta (bardzo autorytatywnego…). Zdjęcie posła Kaczyńskiego obiegło Polskę jak długa i szeroka „Kaczyński czyta „Fałszywą epidemię””.  Następnie dla inteligentnych podano, że wiceminister stwierdził, że JK wcale nie wierzy w spiskowe teorie dziejów, ale czytać przecież może… No a „światły” minister Błaszczak książki nie przyjął. Taki przekaz wielopoziomowy jest charakterystyczny zarówno dla „Shreka” jak i dla cynicznych populistów. Žižek słusznie stwierdza, że pandemia to nie kara, nie ma ona głębszego znaczenia, ale daje nam impuls, że musimy przemyśleć takie kwestie jak globalizacja, rynek kapitalistyczny, przemijalność bogactwa, przed którymi przestrzegał Žižek już w swojej apokaliptycznej książce z 2010.

    Trzy mądre albo mistyczne małpy, tutaj szympans Simia troglodytes (20 lat) — bardzo złożony japoński i chiński, także buddyjski i konfucjański symbol, współcześnie odnoszący się czasami do zmowy milczenia tajnych służb i spisków (fot. lic. Depositphotos)

    Bardzo ciekawy jest Žižkowy podział na trzy rodzaje pracowników, których wyrazista inność zostało podkreślona przez pandemię i lockdown: jedna kategoria to pracownik linii produkcyjnej składającej iPhone’a np. w Szanghaju, druga kategoria (już nie klasa) to pracownicy sektora opieki, od których wymaga się nie tylko pracy sensu stricto, jak przy taśmie produkcyjnej, ale wymaga się także wysiłku okazywania empatii, żeby być ciągle miłym, uprzejmym, empatycznym. Ci najwięcej chyba ucierpieli na lockdownie.  Trzecia grupa to samozatrudniający się pracownicy kreatywni, od których wymaga się zaangażowania np. całej kreatywności swojej w reklamowanie np. produktu, do którego człowiek nie może się jakoś przekonać. Wedle Žižka nie możemy traktować wątpliwego przesłania pandemii (bo żadnego przesłania nie ma), jako „wyluzuj”, bo „Arbeit macht frei” to ciągle właściwe motto, chociaż brutalnie nadużyte przez nazistów.” No i „kiedy pracownik służby zdrowia pada z nóg po pracy w nadgodzinach to jego zmęczenie jest zmęczeniem wartościowym”. (34)

    Brama obozu Auschwitz Birkenau z napisem Arbeit Macht Frei, „praca czyni wolnym”, hasło ukute przez filologa niemieckiego w XIX stało się symbolem Weimarskiej republiki i tzw. robót publicznych jako środka likwidacji bezrobocia (fot. lic. Depositphotos)

    Świetnie identyfikuje te szalejące nad nami dzisiaj burze: jeden sztorm to pandemia koronawirusa, kwarantanna, cierpienie śmierć.  Drugi sztorm to skutki gospodarcze pandemii, które będą szczególnie dotkliwe dla Europy oraz trzeci sztorm: historia nazywana przez Žižka Putoganem (od Putina i Erdogana) – to jest nowy wybuch przemocy w Syrii między Turcją a reżimem Asada wspieranym przez Putina właśnie. Jest zatem Žižek krytyczny względem Rosji, jak również wobec Chin.

    W rozdziale o pięciu etapach epidemii (koncept z lat 60-tych XX wieku szwajcarskiej psycholożki Elisabeth Kübler-Ross, która pisała o pięciu etapach radzenia sobie z żałobą) pisze między innymi o katastrofie klimatycznej czy o zagrożeniu cyfrową kontrolą naszego życia. Jednak najważniejsze filozoficzne wnioski to: „bardziej ogólnym poziomie pandemie wirusowe przypominają nam o ostatecznej przypadkowości i bezsensie naszego życia – nieważne jak wspaniałe konstrukcje duchowe zbudujemy jako ludzkość, jakieś głupie, naturalne, nieprzewidywalne zdarzenie, takie jak wirus czy asteroida, może to wszystko zakończyć… nie wspominając już o lekcji ekologicznej, która mówi o tym, że my, ludzkość, też nieświadomie możemy się do tego końca przyczynić.”

    Mao Zedong pokazujący świetlaną drogę do przyszłości Chin, propagandowy plakat chiński. Mao jest symbolem tzw. rewolucji kulturalnej w Chinach oraz symbolem komunizmu chińskiego (fot. lic. Depositphotos)

    Dlatego w rozdziale szóstym, który traktuje m.in. o wirusie ideologii, Žižek tak naprawdę nawołuje do autorefleksji do samoopanowania, opamiętania…

    No i teraz sprawa najważniejsza, najistotniejsza propozycja Žižka. Musimy przemyśleć sprawę „nowego komunizmu”. Na czym on miałby polegać? Tego do końca nie wyjaśnia, no bo rozrzucone gdzieniegdzie w książce krótkie uwagi mogą być odniesione do już istniejących instytucji międzynarodowych: Žižek proponuje dzielenie się informacjami oraz międzynarodowe koordynowanie planów, to jest potrzebny dziś komunizm, oparte na dowodach naukowych działania zbiorowe, wspólnotowe. Dlaczego? Bo wolnorynkowa globalizacja czyni świat podatny na kryzysy i pandemie. Dlatego stoimy przed alternatywą: albo barbarzyństwo populistycznych reżimów, wykorzystujących pandemie, aby wzmóc kontrolę na społeczeństwami albo nowy rodzaj komunizmu. Albo prywatyzacja/barbarzyństwo, albo kolektywizm/cywilizacja. Albo „nowa ludzkość zjednoczona”, albo barbarzyństwo nazizmu, nietolerancji i wojen (108). Niestosowanie uścisku dłoni i izolacja w razie potrzeby to jest obecna forma solidarności. (83)

    Žižek nie zgadza się z Giorgio Agambenem, lekceważącym pandemię, twierdzi, że „musimy zacząć doświadczyć prawdziwej filozoficznej rewolucji, innymi słowy doświadczania siebie jako istot żywych wśród innych form życia ciągle zagrożonego.” (84)

    Ciekawą propozycją filozoficzną nie jest spojrzenie na epidemiologię jako wzorzec rozpleniania kulturowych reprezentacji (jak i Richarda Dawkinsa i Dana Sperbera), ale spojrzenie ponowne na filozofię Lwa Tołstoja, dla którego słowa słowo infekcja była było bardzo ważne oraz ponowne spojrzenie na heglowskiego ducha ludzkiego jako wirusa, bo psyche ludzka to metaforyczny wirus wysługujący się językiem (85-86).

    Na tle doktryny szoku Naomi Klein propozycja Žižka jest bardziej jednoznaczna, wprost pada wyklęte przecież słowo komunizm, czego nie można znaleźć u tej pierwszej, ale jej pesymizm i optymizm w obecnej sytuacji wynika z koncepcji nazywanej przez Žižka kapitalizmem katastrof (97). Zgadzam się z finalną tezą, że właściwe dziś pytanie brzmi, jaki porządek się wyłoni z tej dekonstrukcji, która jest ewidentna w nieintencjonalnym działaniu koronawirusa. (138) Žižek pragnie pomóc w procesie samouświadomienia systemu: cytuje Bruno Latoura który słusznie podkreślał, że kryzys koronawirusa to próba generalna przed nadchodzącą zmianą klimatu. Ta zmiana to następny kryzys, w którym reorientacja warunków życiowych będzie przedstawiana jako wyzwanie dla nas wszystkich, tak jak szczegóły codziennego życia których będziemy się musieli nauczyć ostrożnie rozwiązywać. (122-123). Žižek proponuje, aby to nauka stała się podstawą naszych działań (post)kryzysowych. Greta Thunberg miała rację twierdząc, że politycy powinni słuchać nauki. Krytykuje filozofów, którzy woleliby raczej zaufać przeczuciom. W sytuacji, kiedy populiści wykorzystują kryzys, żeby zacisnąć pierścienie autorytaryzmu i kontroli (wspomina Wiktora Orbana, który doprowadził do przyjęcia ustawy umożliwiającej mu rządzenie za pomocą dekretów przez nieograniczony czas, s. 134). Žižek proponuje, aby szok wykorzystać do wzmożenia świadomości upadku i, jak można wyczytać z jego książki z 2010, apokalipsy. Cytuje tutaj twórczo Ryszarda Kapuścińskiego i jego „Szachinszacha”, reportażu, który traktuje o rewolucji w Iranie, chodzi tutaj o zjawisko upadku reżimu — ten zachowuje się jak kot wiszący nad przepaścią, on nie spadnie dopóki nie spojrzy w dół, kiedy już spojrzy, to już jest po nim. (135) „Jesteśmy teraz zmuszeni przyznać, że nowoczesna nauka, mimo całej swojej ukrytej tendencyjności, stanowi dominującą formę transkulturowego uniwersalizmu. Epidemia stanowi upragnioną szansę, by nauka utwierdziła się w tej roli.” (136)

    „Czterech jeźdźców apokalipsy” wedle Žižka z 2010 r. to kryzys ekologiczny, konsekwencje rewolucji biogenetycznej, brak równowagi w samym systemie (problemy z własnością intelektualną; zbliżające się walki o surowce, żywność i wodę) oraz gwałtowny rozwój społeczny, podziały i wyłączenia.

    Czterej jeźdźcy apokalipsy na niebie (fot. lic. Depositphotos)

    Wydaje się, że propozycja Žižka nie jest taka straszna, jakby wyglądało z samej nazwy „nowy komunizm”: kooperacja międzynarodowa w wymianie informacji i działaniu, wspólnotowe impulsy działania, wspólnotowy i uniwersalistyczny punkt widzenia na sprawy codzienne i organizacje życia społecznego. Chyba, że zdarzające się Žižkowi pochwały rządu chińskiego w radzeniu sobie z pandemią oznaczałyby tęsknotę za maoizmem i czerwoną książeczką. Ale tego chyba w tej książce znaleźć nie można (cytaty z Mao są w książce z 2010). Pochwała wolności słowa i krytyka rządu Chin przy próbie gwałcenia wolności słowa to są ważne w niej wątki. Zgadzam się ze starym powiedzeniem Martina Luthera Kinga, cytowanym przez Žižka: „wszyscy jedziemy na tym samym wózku”.

    Dzięki pandemii możemy zastanowić się nad alternatywnym społeczeństwem i alternatywnymi sposobami życia. Jako takie — filozoficzne wezwanie — książka wydaje się spełniać swoją funkcję popularnego opracowania zjawisk tworzących kontekst naszego życia dzisiaj. 

    Refleksja w środku kryzysu
  • Szkiełko i oko

    Szkiełko i oko

    Miary, liczby, parametry w nauce są ważne, ale nie najważniejsze. Jeszcze bardziej jest to widoczne w świecie kryzysów. Pandemia a jakość i rzetelność badań naukowych i otwarty dostęp to są ważne tematy.

    Fot. szkiełka i oka (z zasobów licencji Depositphotos)

    Wczoraj 16 lipca 2020 ukazała się bardzo ważna praca dotycząca oceny pracy naukowców „Zasady oceny naukowców z Hongkongu: wspieranie rzetelności badań naukowych”. Głównym autorem jest David Moher, irlandzki epidemiolog i badacz w Ottawa Hospital Research Institute (OHRI), gdzie jest także dyrektorem Centre for Journalology oraz kanadyjskiego Centrum EQUATOR. Jest także profesorem nadzwyczajnym i szefem badań uniwersyteckich na Uniwersytecie w Ottawie. Jest nadzwyczajnie często cytowany.

    Konto na Twiterze Davida Mohera, autora omawianego artykułu

    Moher, David, Lex Bouter, Sabine Kleinert, Paul Glasziou, Mai Har Sham, Virginia Barbour, Anne-Marie Coriat, Nicole Foeger, i Ulrich Dirnagl. „The Hong Kong Principles for Assessing Researchers: Fostering Research Integrity”. PLOS Biology 18, nr 7 (16 lipiec 2020): e3000737.

    Opublikowane zasady oceny naukowców są istotne także dla Polski między innymi dlatego, że nie tylko w Polsce dominuje pogląd, iż najważniejsze są parametry oceny takie jak cytowalność i obecność w wysoko punktowanych czasopismach. A równie ważna jest rzetelność naukowa mierzone właśnie tymi zasadami, których formułowanie zajęło zespołowi Davida Mohera kilka lat. Ale owe zasady wieńczą długi proces otwierania nauki, który najpierw był domeną fascynatów, teraz jednak w świetle przyjętych przez przeważającą liczbę grantodawców zasad, dotyczy już każdego naukowca, a nie jest tylko sprawą dodatkowego hobby, polegającego na dzieleniu się własnymi dokonaniami za darmo z całym światem. Zasady z Hongkongu ewoluowały z projektów rozesłanych do 700 uczestników WCRI (VI Światowa Konferencja o Rzetelności Badań). Późniejsza wersja, przesłana po konferencji w czerwcu 2019 r., przyciągnęła uwagi ponad 100 osób. Konferencja organizowana była przez CODE (Code of Conduct for Editors), stowarzyszenie założone przez Mike’a Farthinga (Gut), Richarda Smitha (BMJ) i Richarda Hortoan (The Lancet) w kwietniu 1997 r.

    Tabela ze wskaźnikami odpowiedzialnych praktyk badawczych z cytowanego artykułu zespołu Mohera

    Jak pisze o tej publikacji John Ross w Times Higher Education (https://www.timeshighereducation.com/news/key-role-institutions-new-research-integrity-guidelines), od czasu pandemii Covid-19 rośnie świadomość, że otwartość ma kolosalne znaczenie dla ludzkości, badacze SARS-CoV-2 oraz choroby z z wirusem tym związanej COVID-19 czerpali ze wszystkich dostępnych zasobów dla naukowców w wielu krajach. Jednak to uwydatniło potrzebę podwojenia rzetelności badań, bo udostępniane artykuły i materiały badawcze mogą wpływać na los ludzkości w sensie bardzo konkretnym, nierzetelność i nieuczciwość w tych publikacjach może powodować tragedie i katastrofy. David Moher powiedział THE, że pandemia rzuciła światło na niektóre „bardzo niefortunne praktyki badawcze”, które doprowadziły do ​​wycofania artykułów. Wyniki badań dotyczące Covid-19 były utrzymywane w tajemnicy, mimo że zobowiązanie do udostępniania danych zostało podpisane przez Wellcome Trust i ponad 150 innych organizacji.


    Na tym tle właśnie trzeba spojrzeć na zaangażowanie w otwarty dostęp publikacji i materiałów badawczych widoczne w przyjętych na konferencji „Zasadach z Hongkongu”, które mogą zostać zatwierdzone i wdrożone we wszystkich instytucjach, niezależnie od ich kondycji finansowej. To dotyczy zarówno grantodawców, jak redakcji i wydawców książek i czasopism, czy uczelni na całym świecie.

    Jak pisze Jim McCluskey 17 lipca 2020: „Haydn napisał 107 symfonii, a Beethoven stworzył tylko dziewięć – chociaż większość z nas potrafi nucić co najmniej jeden z utworów Beethovena, niewielu może sobie przypomnieć którykolwiek z utworów Haydna. Na tym zasadniczo polega problem z wykorzystaniem liczb do pomiaru unikalnej wartości czegoś tak złożonego, jak to, co wyłania się z ludzkiej wyobraźni.”

    Stąd poparcie takich inicjatyw jak DORA San Francisco Declaration on Research Assessment z 2012 r.

    Opublikowane przez zespół Mohera zasady (jest ich pięć) zwracają uwagę na czynniki zbyt często pomijane w ocenach pracy naukowców opartych na miarach i parametrach takich jak punktowane publikacje, indeksy cytowań, czy wysokość grantów badawczych. Moher stwierdza, że „kryteria ilościowe są łatwe do zmierzenia, nie dają pełnego obrazu rygoru pracy naukowców ani ich wkładu w badania i społeczeństwo”.

    Zasada 1: Oceniaj badaczy pod kątem odpowiedzialnych praktyk od koncepcji do realizacji, w tym opracowanie pomysłu badawczego, projekt badań, metodologia, wykonanie i skuteczne rozpowszechnianie.
    Zasada 2: Doceniaj dokładne i przejrzyste raportowanie wszystkich badań, niezależnie od ich wyników.
    Zasada 3: Doceniaj praktyki otwartej nauki (otwarte badania) – takie jak otwarte metody, materiały i dane.
    Zasada 4: Doceniaj szeroki zakres badań i stypendiów, takich jak replikacja, innowacje, tłumaczenie, synteza i meta-dane.
    Zasada 5: Doceniaj szereg innych wkładów w odpowiedzialne badania i działalność naukową, takich jak wzajemna ocena dotacji i publikacji, mentoring, pomoc i wymiana wiedzy

    Zasady z Hong Kongu podkreślają wartość otwartego dostępu – do metod, materiałów i danych, a także publikacji – oraz różnych form badań, w tym replikacji, innowacji, tłumaczenia, syntezy i metadanych. Podkreślają również znaczenie wzajemnej oceny, mentoringu, pomocy i wymiany wiedzy.

    W tym kontekście jest dla mnie dużym wyzwaniem pytanie, czym są dane badawcze dla humanistyki. Wydaje mi się, że potrzebna jest nad tym szeroka dyskusja. Jako naukowiec zajmujący się ostatnio także badaniem jakościowym nie mogę nie zauważyć, że rzetelność w tym względzie nakazałaby np. Bronisławowi Malinowskiemu opublikować jego „Argonautów”, ale nie wystarczyłoby załączenie wspaniałych zdjęć terenowych Malinowskiego w otoczeniu tubylców, potrzebne byłoby także opublikowanie jego skrywanego przez długi czas dziennika… To jest prawdziwe wyzwanie. No i pytanie, czy faktycznie repozytoria nasze instytucjonalne są gotowe na przyjęcie tej masy danych w postaci notatek, zdjęć, filmów, dźwięków…

    Fotografia Bronisława Malinowskiego w otoczeniu tubylców, przykład łączenia w działalności naukowej publikacji nie tylko wyników badań, ale także dokumentacji fotograficznej badań w terenie (zdjęcie na prawach CC, wikipedia. Picture of Bronislaw Malinowski with natives on Trobriand Islands. Między 10.1917 a 10.1918. Źródło London School of Economics Library Collections. Autor nieznany, prawdopodobnie Billy Hancock, poławiacz pereł na wyspach Triobrianda)

    Właśnie dzisiaj też prof. Monika opublikowała apel na Facebooku do młodych naukowców, żeby za bardzo nie ufali miarom ilościowym.

    Napisała:

    „Niektórzy polscy uczeni, szczególnie młodzi, oczekują, że parametryzacja w jakiś sposób zobiektywizuje pracę na uczelni, że ich wysiłek zostanie dostrzeżony i doceniony dzięki zaistnieniu obiektywnych miar. Niedługo dowiedzą się, że są to nadzieje wybitnie płonne. Być może dowiadują się o tym w tej właśnie chwili.
    Parametry zostały stworzone dla zarządów (i dla administracji). Trudno się dziwić, że zarządy wykorzystują je dla swoich własnych celów, na swój sposób. Normalną praktyką jest więc „wysysanie punktów” – zatrudnia się naukowca z duża ilością punktów, wpisuje takowe w odpowiednie zestawienia, po czym pracownika się marginalizuje, zniechęca czy wręcz mobbinguje (by nie zyskał zbyt wiele władzy środowiskowej i nie zagroził ich pozycji). Dodać należy, że zarządy nic nie tracą w ten sposób, bo publikacje niemal zawsze przychodzą falami, czyli na „punkciki” uzyskane w jednym roku pracuje się ok 5 lat (lub więcej, jeśli badania jakościowe). Fazy są mniej więcej takie badania (gdy pisze się mniej), pisanie, przerabianie, wysyłanie do pism, odrzucenia, zmiany, wreszcie akceptacje. Więc takie przechwycenie pracownika skonsumowanie go i wydalenie nic nie kosztuje pracodawcę ,to jest dla zarządu czysty zysk (po pięciu latach i tak ich już na uczelni nie będzie – menedżerowie akademiccy z „największymi sukcesami” dbają o to, by po max 5 latach przenieść się dalej). (na fazy publikacyjne jest jeden sprawdzony sposób samoobrony – zmiennofazowe współautorstwo, ale w Polsce system silnie o tego zniechęca). Polskie zarządy akademii wiedzą to wszystko równie dobrze, jak zarządy z innych krajów. Owszem, mamy na wielu uczelniach władze zainteresowane budowaniem środowiska raczej, niż „osiąganiem sukcesów” – i przepowiadam, że już pod koniec roku kalendarzowego będziemy widzieli bardzo wyraźnie którzy to rektorzy, dziekani, dyrektorzy instytutów. Jeśli zachowamy przytomność umysłów, powinniśmy tę wiedzę natychmiast wykorzystać dla wzmocnienia prawomocności tych osób/ kolegiów. I zmniejszenia prawomocności pozostałych. Mamy nadal taką możliwość i powinniśmy spędzić najbliższe pół roku zdobywając więcej wiedzy na jej temat.
    Przerażonym tymi wieściami niosę dobrą radę – uczcie się koniecznie zarządzania, a będziecie wiedzieć takie rzeczy, zanim zniszczą Wam CV, zdrowie i szacunek do siebie!
    I tak, istnieją lepsze, bardziej dostosowane do formy organizacyjnej jaką jest uniwersytet, sposoby zarządzania. Koniecznie, koniecznie uczmy się zarządzania.”

    Zasady z Hong Kongu mogą zostać podpisane przez indywidualnych naukowców, jak i instytucje: https://wcrif.org/guidance/hong-kong-principles

    Ja podpisałem deklarację jako 112 osoba TUTAJ

  • Ekologia i chrześcijaństwo?

    Ekologia i chrześcijaństwo?

    Kiedyś sprawy ekologiczne były w agendzie przede wszystkim tzw. partii zielonych oraz radykalnych grupek ekologicznych działających lokalnie, punktowo, często radykalnie. Dzisiaj mamy już masowy, milionowy, młodzieżowy „Strajk dla klimatu”, Gretę Thunberg oraz ekoteologię. 12 lipca 2020 Radio Łódź nadała rozmowę ze mną, której druga część była poświęcona właśnie relacji chrześcijaństwa i ekologii. Materiału dzięki uprzejmości red. Małgorzaty Warzechy z Radia Łódź można posłuchać tutaj.

    zapis rozmowy z prof. Jarosławem Płuciennikiem w Radio Łódź 12 lipca 2020

    Update 16.07.2020: Rozmowa na temat Alberta Schweitzera 12 lipca 2020 w studiu Radia Łódź z panią red. Małgorzatą Warzechą, tutaj:

    Rozmowa o Albercie Schweitzerze w Radiu Łódź
  • Transformacja cyfrowa uczenia się w pandemii: kilka dobrych rad

    Transformacja cyfrowa uczenia się w pandemii: kilka dobrych rad

    świat cyfrowy coraz większy

    Milena Head i Michael Hartmann podzielili się wczoraj (12 lipca 2020) w Times Higher Education kilkoma lekcjami z własnych doświadczeń z kształcenia online podczas pandemii.

    Milena Head jest dyrektorem ds. kształcenia w dziedzinie transformacji cyfrowej w DeGroote School of Business, McMaster University (USA).

    Zrzut ekranu ze stroną internetową McMaster University z profilem Mileny Head (JP)

    Michael Hartmann jest dyrektorem wykonawczym tego programu. (https://www.timeshighereducation.com/blog/how-excel-structured-improvisation-online-teaching)

    Zrzut ekranu ze strony internetowej McMaster University z profilem Michaela Hartmanna

    Najpierw wspominają o tym, że naiwnie zakładali, iż wszyscy ich studenci będą płynnie wchodzić jako liderzy lokalnych społeczności w nową rzeczywistość. A sytuacja pandemii oznaczała, że trzeba było spotykać się online z wielozadaniowymi ludźmi, z ludźmi pracującymi, którzy nagle znaleźli się uwięzieni w domu, z dziećmi, małżonkami, kotami i psami. Nie można abstrahować od realnej ich sytuacji. Trzeba o tym rozmawiać i układać plany, uzgadniając je z uczestnikami. Studenci w końcu wpuszczają nas — nauczycieli akademickich — do swoich domów, pokazują swoją bibliotekę, swoje czasami zwykłe domowe kapcie i domowe albo też sportowe koszulki.

    Pies i kot to tylko niektóre domowe warunki obecne czasami na ekranach (fot. Depositphotos)

    Bardzo ciekawie brzmi dla mnie rada, żeby kanały informacyjne takie jak Zoom czy Teams uzupełniać o inne, takie jak Slack i Slido. To pozwala uniknąć nudy i uczynić procesy komunikacyjne bardziej interaktywne, żeby uczenie się było współtworzeniem wiedzy, a to kreuje zaangażowanie. Sam używałem czasami Slido, i to jeszcze przed pandemią. Dawał mi ten program wiele informacji zwrotnych, ale najważniejsze dla mnie było przede wszystkim to, że dialogizowałem monologową formułę wykładu. Wykłada akademicki nie musi być ex catedra, zaś wykład online tym bardziej nie może taki być, bo o uwagę ludzi, których czasami się nie widzi, trzeba tym bardziej walczyć. Dlatego interaktywne formuły i programy są takie pomocne.

    Zamyślony człowiek w kapeluszu i miś… (interakcja jest ważna) (fot. Depositphotos)

    Milena Head i Michael Hartmann piszą też o specjalnej etykiecie, regułach grzecznościowo-moralnych: „Okazujemy szacunek wszystkim osobom”. Nikt nie wybierał pandemicznego zamknięcia, dlatego ważne jest, aby tym bardziej podchodzić do różnych sytuacji ze zrozumieniem. Pamiętam ze swoich zajęć, że w trakcie już prowadzonego wykładu, włączyła się spóźniona studentka i zaczęła się głośno z tego tłumaczyć. Poprosiłem, aby zamilkła teraz (ang. „mute”) i wyjaśniła mi później. Okazało się, że nie zrozumiała mojej gwałtownej reakcji. Dobrze jest ustalić pewne zasady na początku, wszyscy się uczyliśmy na błędach.

    Dobrze jest mieć ciągłą informację zwrotną. Ja miałem ją poprzez grupę facebookową. Ale także forum dyskusyjne na Moodle. Tam też są ankiety, umożliwiające monitoring jakości na bieżąco. Autorzy wskazują także na wirtualne „godziny urzędowania” i wirtualne „otwarte drzwi”.

    Head i Hartmann przestrzegają także przed zbytnim zaufaniem dla techniki. Technika zawodzi, awarie się zdarzają. Trzeba mieć zawsze plan B. To wymaga także umiejętności improwizacyjnych nauczycieli. 

    Pandemia spłaszcza także hierarchiczną strukturę uniwersytecką. Różnica między pracownikami technicznymi, administracyjnymi i nauczycielami nie jest już tak widoczna, ekrany spłaszczają relacje.

    Cenna rada amerykańskich kolegów zajmujących się transformacją cyfrową i edukacyjną brzmi: „mniej znaczy więcej”. Podzielam ich zachwyt nad technicznymi nowinkami obecnymi w Zoom, łatwość udostępniania różnych ekranów, ale jeszcze bardziej — łatwość dzielenia na mniejsze grupy. To pozwala na naprawdę twórczy i interaktywny sposób prowadzenia zajęć w czasie rzeczywistym. Zamykałem moją pięćdziesięcioosobową grupę na dziesięć pięcioosobowych podgrup i zadawałem problem, który był przez te grupy wspólnie, zespołowo rozwiązywany. Następnie po połączeniu ponownym wszystkich mogłem wybrać liderów zespołów, którzy prezentowali zespołowe rozwiązania.  Podział na grupy pozwala faktycznie zrealizować zasadę: „mniej instruktora zwykle oznacza więcej wartości podczas zajęć”.

    Mała grupa projektowa (fot. Depositphotos)

    Większość nauczycieli przyznaje, że skuteczne jest dostarczanie krótszych serii informacji, przerywanych filmami, ankietami, kwerendami. Nie możemy liczyć na to, że długie, ciągnące się godzinami prezentacje skupią uwagę rozproszonych w świecie całkiem realnym i świecie cyfrowym studentów. Zatem, ograniczać trzeba swoją aktywność o połowę, zaś aktywność studentów trzeba wzmacniać.

    Konsultacje w czasie rzeczywistym mogą być dobrym rozwiązaniem dla tych, którzy chcą jeszcze coś dopowiedzieć. Czyli powinniśmy zastanowić się na uniwersytecie, aby implementować „cyfrowe godziny konsultacji”.

    Na koniec najtrudniejsza rada, aby docenić opowiadanie historii. Tzw. storytelling, oraz sukcesy wykładów TED pokazują, że zajmujące opowiadanie to sztuka. Ale, jak piszą amerykańscy dyrektorzy cyfrowej transformacji: „Doświadczenie to moc”. Trzeba urozmaicać swoją obecność online różnymi formami wideo, audio, ale nie można zapominać o ucieleśnieniu doświadczenia. Zgadza mi się ta uwaga z moimi kognitywistycznymi przekonaniami: „prawda, wolność, ciało”. Artykuł kończy się nawet mocną tezą: „każda prezentacja jest przedstawieniem teatralnym, uporządkowaną improwizacją”, jak ujął to David Hurst, jeden z instruktorów zespołu autorów artykułu w THE. To jest bardzo wymagające, ale jako że sytuacja nauczania online pozostanie z nami na dłużej, wydaje mi się, że warto przemyśleć te doświadczenia i uwagi.

    Teatr to także emocje i poczucie humoru (fot. Depositphotos)
  • The Cure for stupidity — w obcym języku jest

    The Cure for stupidity — w obcym języku jest

    Fot. Depositphotos.

    Nie jestem politykiem i nie wiem, jak nazwać ten styl uprawiania polityki, ale wiem jedno: potrafię czytać i słuchać, słyszę i czytam ze zrozumieniem.

    Andrzej Duda, ciągle urzędujący prezydent i kandydat na prezydenta w obecnych wyborach powiedział wczoraj w poniedziałek w Końskich na wiecu: „Absolutnie nie jestem zwolennikiem jakichkolwiek szczepień obowiązkowych. Powiem państwu otwarcie – ja osobiście nigdy się nie zaszczepiłem na grypę, bo uważam, że nie. Miałem oczywiście różne szczepienia jako dziecko i później jako dorastający chłopak, ale na grypę się nigdy nie szczepiłem i nie chcę się szczepić, i uważam, że szczepienia na koronawirusa absolutnie nie powinny być obowiązkowe.”

    Lekarz szczepiący dziecko (fot. Depositphotos)

    Gdybym chciał przeanalizować znaczenie tej wypowiedzi na zajęciach z semiotyki tekstu, to powiedziałbym, że pierwsze zdanie „absolutnie nie jestem zwolennikiem jakichkolwiek szczepień obowiązkowych” jest jednoznacznym opowiedzeniem się za dobrowolnością wszystkich szczepień, gdyż jeśli nie jest się zwolennikiem jakichkolwiek obowiązkowych szczepień, to jest się zwolennikiem, aby wszystkie szczepienia były dobrowolne. Taka jest logika na dodatek wzmocniona modulatorem „absolutnie„. Absolutnie, czyli w najwyższym stopniu. Wg Słownika PWN
    absolutny

    1. «zupełny»
    2. «niekwestionowany»
    3. «istniejący obiektywnie»
    4. «oparty na zasadach absolutyzmu lub rządzący według tych zasad»
      Wszystkie trzy pierwsze znaczenia można przywołać w tym prezydenckim przysłówku przymiotnikowym „absolutnie”. „Absolutnie” w zdaniach przeczących po prostu dodatkowo jeszcze wzmacnia wykluczenie przez zaimek nieokreślony „jakichkolwiek”:

    Za PWN: jakikolwiek

    1. «zaimek nieokreślony, komunikujący dowolność lub obojętność wyboru, np. Poszukaj sobie jakiejkolwiek pracy.»
    2. «zaimek nieokreślony, wyrażający negatywną ocenę wartości przedmiotu, np. Zrobiła sweter z jakiejkolwiek wełny i po praniu musiała go wyrzucić.»
    3. «zaimek komunikujący, że cecha danego obiektu lub stanu rzeczy jest nieistotna z punktu widzenia tego, o czym mowa w wypowiedzeniu nadrzędnym, np. Jakiekolwiek masz kłopoty, skorzystaj z pomocy rodziców.»

    Dlatego późniejsze, dzisiejsze (7.07.20) stwierdzenie na Twitterze prezydenckim zawężające tę wypowiedź do szczepienia przeciwko koronawirusowi, szczepienia ewentualnego, którego nie ma i nie wiadomo kiedy będzie, czy kiedykolwiek będzie (specjaliści mówią, że prawdopodobnie lepszym rozwiązaniem dla ludzkości jest lek zmniejszający dolegliwość powikłań u grup szczególnego ryzyka) jest zwyczajną próbą mydlenia oczu grupie bardziej wykształconych, tych, dla których twitter jest naturalnym miejscem komunikacji społecznościowo-politycznej: „STOP MANIPULACJI! Uważam, że ewentualne szczepienie przeciw koronawirusowi nie powinno być obowiązkowe. Tak jak nie są obowiązkowe szczepienia przeciw grypie. Co do innych chorób (polio, gruźlica, szkarlatyna itp.), to zupełnie co innego”.

    Twitter PAD

    Zatem w Końskich można mówić do swojego elektoratu, tego wiedzoodpornego, że jest się zwolennikiem dobrowolności szczepień, ale na Twitterze już nie, tutaj trzeba zapewnić lepiej wykształconych, że się jest także jednak trochę myślącym człowiekiem, a nie szkodnikiem społecznym.

    satyra na manipulację

    To jest podobna postawa do postawy prezydenta w Zwoleniu, nazwałem to retoryką narodowego populizmu, tam właśnie Andrzej Duda mówił do ludzi zgromadzonych 18 stycznia na rynku, że „Nie będą nam w obcych językach narzucali, jaki mamy mieć ustrój”. Pisałem o tym na tym blogu tutaj.

    Jednym słowem, żeby zdobyć jakąś marginalną grupę, czy to wykluczonych edukacyjnie, czy to wiedzoodpornych antyszczepionkowców, można powiedzieć wszystko, a potem udawać głupiego i przeczyć oczywistościom. „Bo nie będą nam mówić, że białe jest białe, a czarne jest czarne.” I to w obcych językach. Przecież te badania tych wszystkich epidemiologów to po angielsku zazwyczaj są pisane, w jakimś Science, Nature i innych tego typu miejscach. Obrzydliwość… „Nie szczepię się na grypę, bo nie…”, taka logika. Dla mnie to zwykła głupota. A ćwierkania na Twitterze to po prostu kłamstwo, obrzydliwe kłamstwo.

    Cure for Stupidity w obcym języku
  • List otwarty do Rektora

    List otwarty do Rektora

    Dzisiaj 4 lipca 2020 rano wysłałem List do Rektora UŁ. Załączam treść poniżej.

    Wielce Szanowny JM
    prof. dr hab. Antoni Różalski,
    Panie Rektorze,

    List (Fot. Depositphotos)

    Pragnę zaapelować do pana Rektora o podjęcie stosownych działań, aby rektorska kampania wyborcza na Uniwersytecie Łódzkim wróciła na swoje merytoryczne tory. Problemy, które się pojawiły są prawdopodobnie wynikiem sposobu działania i pracy w obecnych warunkach pandemicznych oraz współczesnych narzędzi medialnych. Wiadomo, że sztaby wyborcze kandydatów zatrudniają również osoby bez wyczucia akademickich standardów. Najlepszym przykładem takich niestosownych praktyk, wydaje się to, że w programie pani Rektor Elżbiety Żądzińskiej można znaleźć dokładne fragmenty obecne w programie wyborczym Bogumiły Kaniewskiej wybranej w tym roku na urząd Rektora UAM.

    Fragmenty o które idzie to:

    cytat 1
    jestem głęboko przekonana o potrzebie
    zachowywania apolityczności uczelni, jej
    autonomii i niezależności. Uniwersytet jest
    miejscem debaty i dyskusji, a nawet sporu —
    ale prowadzone są językiem pozbawionym
    agresji, wrogości, nienawiści.

    cytat 2
    Jestem też głęboko przekonana o potrzebie zachowywania apolityczności uczelni, jej autonomii i niezależności. Uniwersytet jest miejscem debaty i dyskusji, a nawet merytorycznego sporu – o ile prowadzone są językiem pozbawionym agresji, wrogości, nienawiści.

    Dla dobra uniwersytetu proszę obie strony sporu o powrót do merytorycznej dyskusji i nieoddawania pola anonimowym i fałszywym kontom internetowym. Te mechanizmy jako narzędzia dyskredytacji przeciwników można odnaleźć w kampaniach wyborczych różnego typu.

    Z wyrazami głębokiego szacunku,

    ~~jarosław płuciennik

  • Uniwersytet to ludzie

    Uniwersytet to ludzie

    Uniwersytet to ludzie

    Podoba mi się program Sławomira Cieślaka kandydata na Rektora. (program tutaj) Jego hasło „Uniwersytet to ludzie, rozwijajmy go wspólnie” jest dobrym hasłem wpisującym się w moje 9,5 tezy o uniwersytecie. Podobnie też zapowiedź obrony autonomii uczelni i badań naukowych oraz kształcenia. Przekonuje mnie też wizja ewolucyjnych zmian oraz kontynuacji zarówno cyfryzacji zarządzania, jak i kształcenia.

    Program ten jest spójny między innymi dlatego, że zapowiada powołanie trzech prorektorów: ds. nauki, ds. dydaktyki i ds. współpracy z otoczeniem. Przekonuje mnie taka wizja, której odpowiadają, jak sądzę, wyobrażenia o trzech misjach uczelni: prowadzenia badań, kształcenia studentów oraz tworzenia kultury: poprzez współpracę z otoczeniem, miastem, biznesem, Polską i światem możemy rozwiązywać problemy i odpowiadać na wyzwania współczesności. Trzeba to robić, pamiętając o zrównoważonym rozwoju.

    Program ten jest dostępny na stronach kandydata w dwóch wersjach, krótkiej i rozbudowanej.

    Nie widzę w tym programie żadnego plagiatu. Dlatego ze zdziwieniem i niedowierzaniem zobaczyłem niedawny wpis prof. Śliwerskiego, w którym profesor zwyczajny Uniwersytetu Łódzkiego stwierdza, że program został splagiatowany. Błąd zawarty w liście kandydata do pracowników UŁ (za który kandydat przeprosił) nie jest plagiatem programu. To jest zwyczajne kłamstwo, którym konkurencja Sławomira Cieślaka nie powinna się posługiwać.

    Copyright

    „Na domiar wszystkiego okazało się, że program wyborczy prof. Sławomira Cieślaka jest częściowo splagiatowany z programu wyborczego w Uniwersytecie Warszawskim. To wstyd, że kandydat na rektora, prawnik, nie panuje nad swoimi współpracownikami z zespołu. W takiej sytuacji powinien wycofać swoją kandydaturę.”

    Podobnie zdziwiło mnie określenie w odniesieniu do mnie, że „wykazałem się falstartem”, wycofując się po wybuchu pandemii z kandydowania. Pomijam już niezręczność sformułowania, bo może Pan profesor Śliwerski nie ma wyczucia filologicznego, ale dziwi mnie to, że tak interpretuje pan profesor sprawę mojej rezygnacji, bo przecież jej powody są publicznie wiadome: najpierw wybuchła pandemia, a potem była moja rezygnacja, a nie na odwrót. Uważałem, iż kontynuacja w tej nowej sytuacji pandemicznej normalnej kampanii wyborczej jest niemożliwa. Oświadczyłem to na tym blogu.

    I tutaj.

    Wychwalanie przez Pana profesora Śliwerskiego roli pani prof. Żądzińskiej w słynnym programie ministerialnym IDUB, który wprowadza podziały między uczelniami w Polsce jest także kompletnie nie na miejscu, gdyż tenże raport tak wychwalany przez pana profesora nie spowodował sukcesu. W konsekwencji UŁ nie dostał się do programu. Pisałem o tym wielokrotnie.

    Podsumowując: wydaje mi się, że konkurencja Sławomira Cieślaka chwyta się nieładnych metod. Trzeba jednak znać miarę. Mnie program Sławomira Cieślaka przekonuje i oznacza m.in. kontynuację i rozwój, niekoniecznie wciskanie uczelni w technokratyczne ramy algorytmów i arbitralnie ustawionej punktacji naukowej. Uniwersytet to Ludzie. Ten program jest oryginalny. Choć odnajduję w nim także moje pragnienia, postulaty i tezy. Na pewno nie jest plagiatem. Szanujmy się nawzajem i nie obrzucajmy oskarżeniami bez podstaw.

    wpis prof. Śliwerskiego tutaj

  • Uć….

    Moja mała prośba, a propos niektórych wystąpień publicznych…

    Prośba od kulturoznawcy i filologa, a także użytkownika języka polskiego i łodzianina

    Ta fraza jest ulubioną frazą albo Gomułki albo Moczara…