Kategoria: Literatura i kultura

  • Teoria zemsty nietoperza i przekoksowania świata

    Teoria zemsty nietoperza i przekoksowania świata

    Olga Tokarczuk wywołała burzę w mediach społecznościowych swoją publikacją w FAZ, bo wskazała swoim zwyczajem na przełomowość tego szoku, który przechodzimy w okresie pandemii COVID-19. (‘Olga Tokarczuk: Nadejdą nowe czasy’. 2020. TheFad.pl – Polska i Świat. Opinie i komentarze. 1 April 2020.)

    Zgadzam się z Noblistką w jej konstatacji, że „na naszych oczach rozwiewa się jak dym paradygmat cywilizacyjny, który nas kształtował przez ostatnie dwieście lat: że jesteśmy panami stworzenia, możemy wszystko i świat należy do nas.

    Nadchodzą nowe czasy.”

    Ton jej wypowiedzi zgadza się z jej dotychczasowymi literackimi kreacjami, także z jej rozpoznaniami w słynnym wykładzie noblowskim o „czułym narratorze”.

    „Świat umiera, a my nawet tego nie zauważamy. Nie zauważamy, że świat staje się zbiorem rzeczy i wydarzeń, martwą przestrzenią, w której poruszamy się samotni i zagubieni, miotani czyimiś decyzjami, zniewoleni niezrozumiałym fatum, poczuciem bycia igraszką wielkich sił historii czy przypadku.” (‘Coś jest ze światem nie tak – mowa noblowska Olgi Tokarczuk’. n.d. wyborcza.pl. Accessed 8 December 2019).

    Wszyscy byliśmy (jesteśmy, wciąż?) biegunami, którym wydaje się, że przez przyśpieszenie naszych podróży, naszego nieustannego ruchu, możemy zapobiec złu. Andrzej Franaszek kiedyś przyrównał jej „Biegunów” do katastroficznego filmu z lat 80-tych XX wieku Godfreya Reggio, Koyaanisqatsi (1982). (Franaszek, Andrzej. n.d. ‘“Bieguni” Olgi Tokarczuk. W Tej Powieści Znajdziecie Świat, Który Zachwyca i Przeraża Swoją Bujnością [FRANASZEK]’. Accessed 28 November 2018.)Wydaje nam się, że poprzez swoje zabieganie i loty, nawet w kosmos, możemy stać się lepsi. W FAZ Tokarczuk napisała: „Dla mnie już od dłuższego czasu świata było za dużo. Za dużo, za szybko, za głośno.”

    Ale nade wszystko jesteśmy jako panowie stworzenia pyszałkami, lekceważymy świat natury, co jest wyraźnie i dowcipnie pokazane w jej quasi-kryminalnej powieści „Prowadź swój pług przez kości umarłych”. To tam mamy humorystycznie i gotycko przedstawioną „zemstę dzikiego świata natury” na pysznym i zarozumiałym człowieku. Świetnie pokazała tę powieść Agnieszka Holland w „Pokocie”. (Pokot)

    Olga Tokarczuk w swoim ostatnim szkicu nie napisała jednak czegoś, co wydaje mi się bardzo istotne. O teorii wyjaśniającej powstanie pandemii, którą ktoś już nazwał teorią „zemsty nietoperza”. Nie chcę podtrzymywać zabobonów dotyczących tego zwierzęcia, ale ciekawa jest jego symbolika i historia jej percepcji przez ludzkość. (Chudoliński, Michał. n.d. ‘Symbolika nietoperza. W otchłani przesądów – Gotham w Deszczu’.Accessed 5 kwietnia 2020)

    Dzisiaj naukowe opracowania wskazują, że ludzkość doznała szoku koronawirusowego prawdopodobnie przez mutacje, któremu poddany został koronawirus przede wszystkimi żyjący z nietoperzami — takie przekonanie może być dzisiaj naukowo uzasadnione. Te mutacje według specjalistów epidemiologów mogły stać się możliwe przez jeszcze innych „nosicieli”, z którymi nietoperze mogły się zetknąć na jednym z tzw. „mokrych targów”, na których „mieszają się płyny ustrojowe zwierząt, które w naturze by się nie spotkały”. „Mokry targ” to jest transgatunkowa rzeźnia bogatych.

    W ostatnio przeze mnie obejrzanym, genialnie wyreżyserowanym i nakręconym „Obywatelu Jonesie” mamy kluczową scenę, kiedy dziennikarz podczas wywołanego przez Stalina głodu ukraińskiego (1931-33) odkrywa, że mięso, którym poczęstowały go osamotnione dzieci w jednej z wiosek ukraińskich, jest mięsem ich brata „Koli”, który leży martwy przed domem. „Obywatel Jones” wymiotuje. Silna scena. „Mieszkańcom okradzionym przez stalinowskich rabusiów ze wszystkiego, co można uznać za żywność, została tylko trawa, kora drzew, psy, koty, ciała dzieci, mięso sąsiada, jeśli udało się go podstępnie zabić” (Wacław Radziwinowicz, opinia na okładce książki Ann Applebaum, Czerwony głód, 2018).

    „Mokry targ” nie jest wynikiem głodu, to mięso tam sprzedawane jest dla bogatych i pławiących się w luksusie i ekstrawagancji.

    Muszę powiedzieć, że jakoś nie bardzo mam dzisiaj ochotę na mięso. I nie dlatego, że boję się zarazić. Tak to przecież nie działa. Tylko naprawdę ten styl rzeźni i koksowania, którym żyła ludzkość od ostatnich dwustu lat jest chyba jakimś obłędem. Może czas na opamiętanie? Może powinniśmy teraz przemyśleć naszą strategię po kryzysie pandemii? No bo niektórzy już planują dorzucanie węgla do tego pieca, żebyśmy nadrobili straty, żebyśmy dopędzili uciekający cień… (dzięki Marcinie za tę metaforę…) A tutaj może trzeba szybko wypracować jakąś globalną nową strategię, żeby po szoku nie było jak zwykle, tylko że z większym rozmiarem nieszczęścia, większą ilością bezrobotnych, splajtowanych, chorych, umierających… Na razie odżyły stare demony nacjonalizmów, separatyzmów, autotytaryzmu i innych tradycjonalizmów, wspartych przez najnowsze technologie. Może jednak nauka wypływająca z kryzysu powinna być inna?

    Nie dorzucajmy ponownie węgla do tej maszyny, zemsta nietoperza powinna nas czegoś nauczyć… Ten batman staje się jokerem…

    Odkryłem ostatnio punk rockowy utwór albumu Zemsta nietoperza

    Zobacz, wstaje świt

    Półukryty wymiar odkrywa świat

    Cienie wielkich miast pokazują się

    Pośród mas

    Zobacz, wstaje świt

    On do życia budzi nas

    Ale cienie starych drzew

    Zasłaniają czas

    Zobacz, wstaje świt

    Ale słońce nie wychodzi

    Chmury otoczyły nas

    Gaśnie światło

    Zobacz, wstaje świt

    Lecz odchodzi zaraz stąd

    Nie dosięgnie światła gwiazd

    Zanika świat

    Zanika świat

    Ciekawy jestem jak bardzo możemy się przejąć racjonalnie tym zgaszeniem świata… Czy powrócimy na zwykłe tory? Mam myśli pasyjne…

    PS. 3 kwietnia 2022. Ukazuje się książka, w której autorzy analizują różne hipotezy dot. pandemii CoVID 19, w tym także hipotezę o laboratorium w Wuhan jako źródle zakażenia. We wszystkich jednak hipotezach kontakt z nietoperzami jest jak najbardziej prawdopodobny. Ennart, von Hall, Virus Varning, 2022.

  • Zaraźliwe cyfrowe filozofowanie

    Krótka rozmowa prof. Jarosława Płuciennika i dr Katarzyną Lazari-Radek (Uniwersytet Łódzki) i prof. dr hab. Pawłem Łukowem (Uniwersytet Warszawski) na temat zagadnień etycznych związanych z obecną pandemią. #covid-19 #pandemia #epidemia #koronawirus #filozofia #etyka #katarzynalazariradek #pawellukow #jaroslawpluciennik #uniwersytetlodzki #uniwersytetwarszawski

  • Przypomnienie

    Przypomnienie

    Picturesque beaches of amazing Iceland.

    Sven Hillert napisał dzisiaj wiersz

    Do wszystkich, którzy mówią o nabożeństwie
    i tych z nas, którzy nie mogą przyjść na nie
    przypomnienie:

    Bóg znajduje się na wysokości i jednako w głębokości.
    Życie jest w duszy i nie tylko w ciele.
    Wiara znajduje się w Kościele i reszcie świata.
    Nadzieja jest sprawiedliwa, a jeszcze bardziej słowna.
    Odwaga znajduje się na spotkaniach i wokół domów.
    Siła jest przy władzy, a przede wszystkim u dzieci.
    Łaska jest w niebie i wszędzie na ziemi.
    Posłuchaj piosenki i żyj tam, gdzie jesteś.

    Oryginalny tekst:

    Till alla oss som pratar om gudstjänst
    och dem av oss som inte kan komma…
    en påminnelse:

    Gud finns i höjden och likafullt i djupet.
    Liv finns i själen och inte minst i kroppen.
    Tro finns i kyrkan och resten utav världen.
    Hopp finns i mässan och ännu mer i orden.
    Mod finns i möten och runt omkring i hemmen.
    Kraft finns i makten och allra mest i barnen.
    Nåd finns i himlen och överallt på jorden.
    Lyssna till sången och lev där du är.

  • Czarny łabędź i marzenie o zdyscyplinowanym społeczeństwie… albo filozofia kultury zarazy

    Kiedy myślimy o zarazie i kulturze, przychodzi często na myśl Dżuma Alberta Camus, bo jest świetną alegorią wielu stanów egzystencjalnych i społecznych. Tak się jakoś złożyło, iż kiedy całkiem niedawno rekonstruowałem humanizm renesansowy dla studentów kulturoznawstwa, musiałem sięgnąć do innego dzieła inspirowanego zarazą, Dekameronu Giovanniego Boccaccia. To tam właśnie 10 różnych ludzi, uciekinierów z Florencji, przez 10 długich dni opowiada sobie sprośne historie, by przeczekać kwarantannę. Oni chcą przeczekać szalejącą dżumę i opowiadają historie, które były antykościelne, perwersyjne i przepełnione seksem. Czternastowieczne dzieło ma szczególne znaczenie w narodzinach nowoczesnej literatury, między innymi dlatego, że zapowiada bardziej demokratyczny czas praw jednostek (zob. godność człowieka w Akademii Florenckiej) w czasach zarazy, kiedy te prawa są gwałcone. „Każdy może opowiadać”, „każdy ma swoją narrację”. Dekadencja średniowiecza jest w tym utworze napisanym już po włosku, w języku ludu, ewidentna.

    Inne dziełko o zarazie, nowela „Śmierć w Wenecji” Tomasza Manna, także jest swoistym arcydziełem gatunku. Nowela ta miała różne odczytania, choć zazwyczaj kontekst dekadentyzmu i rozliczenia z nim był przywoływany. Aż nazbyt widoczne podteksty homoseksualne i pedofilskie także miały wiele komentarzy. Przyczynił się do tego także Luchino Visconti, który zekranizował nowelę w 1971, dając swoją poetycką wersję dekadencji świata sprzed I wojny światowej. Visconti zresztą lubował się w odchodzących światach, jak o tym świadczy także ekranizacja „Lamparta” Lampedusy.

    Zauważalne z dzisiejszej perspektywy jest także i to, że Wenecja i Włosi próbują ukryć informacje o rozprzestrzenianiu się zarazy (ze wschodu), w tym przypadku cholery, przed turystami z całego świata. Business musi się kręcić jak zwykle.

    W sieci krąży już rozbudowany dyskurs na temat filozofii kultury kwarantanny. Oczywiście początki tego dyskursu sięgają tezy Michela Foucaulta, który uważał w „Nadzorować i karać”, że kwarantanna jest marzeniem o zdyscyplinowanym społeczeństwie, marzeniem władzy.

    Nawiązując do tego faktu, Georgio Agamben popełnił straszną pomyłkę, pisząc 26 lutego 2020 r. artykuł „Wynalazek epidemii”, w którym wypowiedział błędny ewidentnie osąd na temat COVID-19, że to jest trochę inna grypa i że nie ma sensu się przejmować samą zarazą, tylko raczej władzą, która wykorzysta ją, aby zdusić demokratyczne społeczeństwa.

    W dyskusji biorą udział M. Foucault, G. Agamben, J.L. Nancy, R. Esposito, S. Benvenuto, D. Dwivedi, S. Mohan, R. Ronchi, M. de Carolis, (W „Svenska Dagbladet” pisał o tym także Erik Wallrup 29 marca 2020), zaś ślady jej ponownie udostępnił European Journal of Psychoanalysis. Na temat zarazy wypowiedział się także filozof kultury Sławoj Żiżek.

    Poprosiłem dzisiaj studentów ze swojego przedmiotu Cultural Literacy in Business, z którymi omawiałem problem Outliers Dawida Gladwella, aby odnieśli się do teorii czarnego łabędzia. Większość głosowała za tym, że COVID-19 jest dla większości ludzi takim czarnym łabędziem, którego większość się nie spodziewała, a którego wpływ będzie kolosalny, choć np. specjaliści-epidemiolodzy mogli od dawna rzecz zapowiadać, nie znając jedynie dokładnej daty wybuchu. Moi studenci byli bardzo przenikliwi, niektórzy twierdzili, że trzeba było wsłuchiwać się w głosy ekspertów.

    Śmierć w Wenecji jest studium dekadentyzmu i wyłaniającego się nacjonalizmu. Ze wspomnianych przeze mnie dwóch kamieni milowych gatunku noweli: „Dekomeronu” i „Śmierci w Wenecji” Manna można łatwo wnioskować, godząc się z filozofami polemizującymi z Agambenem w tym względzie, że żyjemy w czasie przełomu. Tylko zakłamani, chciwi ludzie mogą twierdzić, że business musi kręcić się jak zwykle i że musimy iści na wybory 10 maja.

    Terrible plague doctor. Medieval Europe. Halloween.

    PS. ks Bp Paweł Hause przypomniał także w tym kontekście „Mszę za miasto Arras” Andrzeja Szczypiorskiego. Mój wpis nie miał być przeglądem wątków literackich związanych z zarazą, ale link do monologu ze spektaktu z 2015 roku się przyda:

  • Epidemiologia nieufności

    Epidemiologia nieufności

    Dan Sperber w 2012 by Jean-Luc Jucker / CC BY-SA (https://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0) https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Dan_Sperber_Paris_December_201

    Wiele mówi się dzisiaj o epidemii, jest mnóstwo teorii spiskowych, wiele także ekspertów od zakażeń. Nie jestem ekspertem od epidemiologii sensu stricto, kiedyś jednak poznałem Dana Sperbera, francuskiego antropologa kultury, kognitywisty i autora koncepcji epidemiologii reprezentacji. Pozostawałam przez jakiś czas pod wpływem jego teorii. Ta nazwa „epidemiologia reprezentacji” sugeruje po prostu, że namysł nad kulturą musi być multi- i inter-dyscyplinarny, tak jak multi- i inter-dyscyplinarna musi być epidemiologia. Żeby zwalczyć zarazy potrzeba współpracy wielu specjalistów, ekspertów. Teoria Sperbera różni się w sposób znaczący od memetyki Richarda Dawkinsa i Susan Blacmore, dla których rozprzestrzeniane memy są porównywalne do genów, przede wszystkim tym, że uwzględnia on intencjonalność znaczenia, udział ludzkiej świadomości. Dlatego Sperber odrzuca łatwe analogie między memami i genami. Kultura jest zawsze ludzka. I epidemiologia reprezentacji musi uwzględniać świat ludzkich znaczeń, intencjonalności i intersubiektywności.

    I właśnie ten udział ludzkiej świadomości w obszarze epidemiologii chciałbym chwilę opisać. Przeczytałem w Scientific American (Delviscio, Jeffery, and Karen M. Sughrue. 2020. ‘Larry Brilliant Helped to Eradicate Smallpox;and He Has Advice for COVID-19’. Scientific American. 20 March 2020.) fascynującą historię Larry’ego Brillianta, który pomagał niegdyś w ramach działań WHO zwalczyć epidemię ospy w Indiach. Ospa nie jest podobna do COVID-19, bo ten ostatni jest odzwierzęcym wirusem, zaś ospa — ludzkim. Ale pewne aspekty osobistych doświadczeń dr Brillianta wydają się godne uwagi, dlatego SA nakręciło z nim wywiad. Żeby zwalczyć zarazę używał niekonwencjonalnych metod badawczych.

    Mówi on pod koniec wywiadu, że zwycięstwo nad ospą (masowe szczepienia) oraz np. nad polio dało nam odczuć znaczenie słowa: publiczne w zbitce „zdrowie publiczne”, oraz ponownie odkryć wyrażenia takie jak „zaufanie społeczne”, „wartość społeczna” oraz „społeczna wola”. To są klucze do walki z epidemiami.

    Od kilku już tygodni jesteśmy w paradoksalnym stanie „samoizolacji” społecznej, w której dla siebie i społeczności powinniśmy okazywać sobie dystans. Samoizolacja jest teraz jedynym sposobem walki z epidemią. Ale wywołuje ona kolosalne zmiany psychospołeczne i boję się myśleć o ich konsekwencjach dalekosiężnych dla młodych pokoleń moich synów na przykład, dla których to doświadczenie jest pokoleniowym doświadczeniem formującym. Zapamiętają, że był czas, kiedy trzeba było unikać ludzi, bo mogą przynosić zło.

    Jednak wczorajsza noc w polskim Sejmie uświadamia mi jeszcze jedno: pandemię może pokonać jedynie międzynarodowa kooperacja i zaufanie społeczne dla władzy. Władza polska, polski parlament przyjmujący w nocy niekonstytucyjne zmiany w polskim prawie pogłębia olbrzymi brak zaufania i więzi społecznych w Polsce. O tym pisali już słynni polscy socjologowie jak Piotr Sztompka np. (zob. jego nagradzaną monografię „Zaufanie społeczne”). Władza rozpowszechnia reprezentacyjny wiral sprzeczności: jednocześnie nawołuje do samoizolacji oraz do lekceważenia jej. W jednym czasie mówi jakby: „nie wychodźcie z domu” i „idźcie tłumnie na wybory”. „Nie spotykajcie się” i „spotykajcie tłumy”.

    Epidemiologia sprzeczności, którą funduje nam polska władza, jest zabójcza nie dla wirusa, ale dla niezwykle wrażliwej tkanki społecznej, publicznego zaufania. Cyniczna władza kreuje cyniczne społeczeństwo. A mięliśmy być przerobieni w aniołów… A mięliśmy być zbawieni… przez emerytowanego zbawcę narodu.

  • Gdy wirus uderza niesprawiedliwie…

    Gdy wirus uderza niesprawiedliwie…

    Mój szwedzki przyjaciel ks. Sven Hillert napisał i opublikował wiersz, który postanowiłem przetłumaczyć na polski:

    Gdy wirus uderza niesprawiedliwie
    jak to zwykło robić cierpienie.
    Kiedy choroba wywołuje kryzys społeczny
    niektórzy czują się gorzej, a inni umierają.

    Kiedy ktoś boi się choroby,
    inny — samotności.
    Jeden traci przyszłość
    drugi swoją płynność.

    Dlatego chciałbym przekazać ci słowa-znaki sukcesu
    o sile dla umysłu i ciała,
    o polach anielskich na niebiańskiej ziemi
    i pomocy, by przedłużyć Twoją nadzieję.

    Sven Hillert, 24.03.20 Gävle

    Oryginał po szwedzku:

    När viruset drabbar orättvist
    som lidande ofta gör.
    När sjukdomen skapar samhällskris
    och några blir sämre och dör.

    När någon är rädd för sjukdomen,
    en annan för ensamhet.
    Den ene förlorar framtiden
    den andre sin likviditet.

    Då ville jag ge dig välgångsord
    om styrka till själ och kropp,
    om änglamarker på himlajord
    och hjälp att bevara ditt hopp.

  • Święto Kobiet – jesteś więcej niż piękna!

    Jesteś więcej niż piękna! Jesteś czymś więcej niż piękno.

    Happy Women’s Day

    Rupi Kaur, hindusko-kanadyjska poetka napisała w 2015 r. piękny wiersz, który chciałbym skierować do tych spotkanych przeze mnie w swoim życiu kobiet z okazji ich święta 8 marca 2020:

    Rupi Kaur 2016 by Baljit Singh / CC BY-SA (https://creativecommons.org/licenses/by-sa/4.0)

    Jesteś więcej niż piękna

    Chcę przeprosić wszystkie kobiety

    Które nazwałem ładnymi

    zanim nazwałem je inteligentnymi lub odważnymi.

    Przepraszam, że zabrzmiało to tak, jakby

    coś tak prostego jak to, z czym się urodziłaś

    to wszystko, z czego musisz być dumna,

    kiedy zburzysz góry swoim dowcipem.

    Od teraz będę wypowiadał takie rzeczy

    jesteś dzielna lub jesteś niezwykła

    nie dlatego, że nie uważam cię za piękną

    ale dlatego, że musisz to wiedzieć:

    jesteś czymś znacznie więcej. (tłum. Jarosław Płuciennik)

    Oryginał po angielsku brzmi:

    You are more than beautiful
    I want to apologize to all the women

    I have called pretty

    before I’ve called them intelligent or brave.

    I am sorry I made it sound as though

    something as simple as what you’re born with

    is all you have to be proud of

    when you have broken mountains with your wit.

    From now on I will say things like

    you are resilient, or you are extraordinary

    not because I don’t think you’re beautiful

    but because I need you to know

    you are more than that.

    Happy Women Day vintage greeting card illustration.
  • „Pracuję 100 godzin w tygodniu, codziennie od 6 rano do 23.00”

    „Pracuję 100 godzin w tygodniu, codziennie od 6 rano do 23.00”

    „Pracuję 100 godzin w tygodniu, codziennie od 6 rano do 23.00”. Takie wyznanie może szokować. I słusznie.
    Dama angielska, Lady Marry Beard, zasłużona i bardzo utytułowana klasycystka z Uniwersytetu w Cambridge wywołała burzę medialną w listopadzie 2019, wyznając na Twitterze, że pracuje 100 h w tygodniu. Niby chciała innych zapytać, ale tak jakby trochę tym epatowała… A to przecież humanistka par excellance, klasycystka… Choć kropka niepotrzebna w jej ćwierku się wydarzyła…

    wpis na Twitterze Mary Beard z 23 listopada 2019, z godz. 22:22

    W trakcie owej burzliwej ćwierkowej dyskusji przyznała się w szczegółach, że zaczyna pracę o 6 i kończy o 23, bez przerwy na lunch, za to z przerwą na obiad. No i że jest taka szara przestrzeń podróżowania na konferencje i wykłady na przykład, którą także wlicza do pracy.

    wpis z 24 listopada pod wpisem z 23 listopada w ciągu dyskusji

    W swoim czasie, nie dawniej niż w sierpniu 2019 w okresie i atmosferze wakacji profesor Lee Cronin, chemik z Glasgow, napisał w Times Higher Education, że praca przez długie długie godziny nie powinna być demonizowana. I nie należy ulegać kultowi takiej „pracowitości”. (22 sierpnia 2019.)

    zdjęcie w tle na Twitterze Chrisa Chambersa, Cardiff University

    Najbardziej chyba istotnym głosem w dyskusji jest stanowisko Chrisa Chambersa, kognitywisty z Cardiff University, autora słynnej książki na temat grzechów psychologicznych w kulturze praktyk naukowych. (Chambers, Chris. The Seven Deadly Sins of Psychology: A Manifesto for Reforming the Culture of Scientific Practice. 1st Edition edition, Princeton University Press, 2017.) On właśnie przyznaje się, że jego postawa względem „przepracowania” zmieniała się: inaczej do niej podchodził, kiedy dobijał się do znaczenia w świecie akademii, a inaczej traktuje to w okresie swojego „senioratu”. I nie uważa tej zmiany za objaw swojej hipokryzji. Biurokraci mierzą nas przez osiągnięcie takie jak produktywność (u nas w Polsce to są owe słynne punkty „gowinówki”!!!). Ale produktywność tak rozumiana to tylko częściowo prawda o nas, bo dochodzą do tego jeszcze recenzje, przeglądanie prac studenckich i ich ocena, publiczne wypowiadanie się dla dziennikarzy i polityków. Zatem doświadczony psycholog przyznaję się, że na wcześniejszych etapach rozwoju zawodowego faktycznie był pracoholikiem, teraz jednak jego tydzień pracy to jest od 40 do 45 h, tylko od czasu do czasu pracuje wieczorami, nigdy zaś w weekendy. A jest to wyznanie jednak naukowca laboratoryjnego, neurokognitywisty. Nie humanisty, nie klasycysty…

    family, child and happiness concept – happy mother with baby

    Wśród głosów zamieszczonych w THE znajdzie się także głos quasi ekologiczny. Wykładowczyni australijska zapytuje, „czy moja histeryczna produktywność przyczynia się do utrzymywania środowiska przepracowania?” Hanna Forsyth, starsza wykładowczyni historii wizytująca aktualnie uniwersytet w Cambridge przyznaje, że po doktoracie jej budzik dzwonił o 04:30, na kampusie pojawiała się około piątej. Ale co drugi tydzień wychowywała jeszcze syna. I to komplikowało jej sytuację. Ostatnio trochę zwalnia choć nie jest jeszcze zwolenniczką ruchu „slow science, „wolnej nauki””. Jednocześnie, Australijka przyznaje, że nie można przesadzać i akademików porównywać do niewolników, bo przecież cieszymy się wieloma przywilejami. Mimo to jednak logika systemu nagradzania i karania współczesnego zarządzania jest bardzo niestety uciążliwa. I oczekuje więcej w tym względzie od pracy związków zawodowych.

    Ciekawie wygląda opinia młodego pokolenia. Doktorantka literatury angielskiej w Queen Marry Uniwersity of London przyznaje, że starała się kiedyś pracować od dziewiątej do siedemnastej. Ale teraz przede wszystkim stara się nie sypiać w bibliotece, zdarza jej się także pójść w piątek na wystawę która właśnie się w Londynie odbywa. Nie pracuje w weekendy. Stara się także żyć.

    Christopher Hendon, asystent chemii na Uniwersytecie w Oregon pisze: godziny pracy to nasz wybór, nie ma co narzekać.

    Osobiście nie ma żadnych preferencji, czasami jego dzień jest bardzo zajęty, czasami mniej, wszystko zależy od dynamiki aktualnie wykonywanej roboty.

    O różnorodności i elastyczności pisze Andrew Moore, dyrektor i profesor programu Wielkich Książek na St Thomas University w New Brunswick. Według niego jedną z największych zalet naszej pracy jest elastyczność, wiele rzeczy możemy np. zrobić w drodze do pracy (czytać o sprawdzać pracę na przykład). Nie należy za bardzo się przejmować wcześniejszym obciążeniem produktywnością.

    Za bardzo też zwracamy uwagę na współzawodnictwo. Powinniśmy być bardziej samokrytyczni.

    Zgadzam się z Diane Watt, prof. średniowiecznej literatury na University of Surrey, która zapytuje: Czy wliczamy jako godziny pracy te godziny które spędzamy na myśleniu i czytaniu, bo przecież jest to bardzo substancjalny składnik naszej działalności badawczej. A co z dyskusjami w gronie koleżeńskim nawet jeśli przy kawie czy lunchu? Co z zaangażowaniem zewnętrznym takim jak recenzje, egzaminy, konsultacje czy występy w mediach, o których już wspominałem?

    Wniosek z tego jest banalny: nie ma jednego wzoru dla wszystkich. Bo czego innego będziemy oczekiwać od pracy w laboratoriach, czego innego od pracy terenowej badacza jakościowego, a czego innego od pracy uczonych, dla których głównym laboratorium jest biblioteka (dzisiaj także cyfrowa) i pisanie (nieważne medium tego pisania). Pisanie w naukach humanistycznych i częściowo społecznych to jest laboratorium najważniejsze dla myśli, inwencji i kreatywności naukowej. Czego innego będziemy oczekiwać w sytuacji, kiedy np. dajemy komuś stanowisko pracy (np. biurko, fotel i wyposażenie), a czego innego od pracowników akademii z małą ilością pomieszczeń gabinetowych. Najważniejsze, żeby nie wpadać w skrajności jednej miary dla wszystkich oraz w powierzchowne miareczkowanie, znany jest przecież efekt 4-dniowego tygodnia pracy, w wielu przedsięwzięciach to się sprawdza, pracownicy, którzy muszą wykonać robotę w 4 dni, stają się bardziej produktywni. Zatem to nie ilość godzin przepracowanych w miejscu pracy jest miarą wartości pracy człowieka. Nie są nimi też parametryzowane publikacje. Choć pamiętać należy, że żyjemy w społeczeństwie, które pragnie widzieć efekty swoich inwestycji. Nieustające wakacje nie przejdą.

    Pine beach, Pakostane, Croatia, Europe – Calm scenery at the natural beach of Pakostane
  • Egzamin z kulturowej historii nowoczesności

    Niemiecki faszystowski obóz koncentracyjny w Auschwitz

    Jutro (28.01.20) na kulturoznawstwie Uniwersytetu Łódzkiego przeprowadzę egzamin z „Kulturowej historii nowoczesności”. Jedną z ważnych książek do przeczytania przez studentów jest esej Georgesa Didi-Hubermana

    Georges Didi Huberman By MACBA – https://www.flickr.com/photos/macba/15673481262/in/set-72157631418756248, CC BY-SA 2.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=36736103

    pt. Obrazy mimo wszystko. (Didi-Huberman, Georges. Obrazy mimo wszystko. Przetłumaczone przez Mai Kubiak Ho-Chi, Towarzystwo Autorów i Wydawców Prac Naukowych Universitas, 2008.)

    A dzisiaj jest smutna 75. ROCZNICA WYZWOLENIA NIEMIECKIEGO NAZISTOWSKIEGO OBOZU KONCENTRACYJNEGO I ZAGŁADY AUSCHWITZ . Przypomniało mi się, że na moich wykładach ta przejmująca i niezwykła książka Didi-Hubermana nie znalazła odpowiedniego miejsca, pomimo uwzględnienia na liście lektur obowiązkowych, bo było zbyt dużo innych pozycji do omówienia, np. „Nowoczesność i Zagłada” Baumana. (Bauman, Zygmunt. Nowoczesność i Zagłada. Przetłumaczone przez Tomasz Kunz, Wydawnictwo Literackie, 2012.)

    Zygmunt Bauman Forumlitfest [CC BY (https://creativecommons.org/licenses/by/3.0)%5D

    Odnosiłem się także do zmysłów i fotografii jako sztuki modernistycznej przy okazji Baudelaire’a i jego portretu Nadara a także pierwotnego selfika jakby w 3D autorstwa Felixa Nadara. („Photographs of the Famous by Felix Nadar”. The Public Domain Review. Udostępniono 27 styczeń 2020.) A przecież tyle jest tutaj do opowiedzenia przy okazji tych czterech fotografii świadectw omawianych przez Didi-Hubermana.

    Leni Riefenstahl By nieznany – https://utkgermancinema.files.wordpress.com/2014/01/113308-050-674a1883.jpg, Domena publiczna, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=76014214

    Mam przed sobą zachwyty Susan Sontag nad propagandowymi filmami Leni Riefenstahl (bardzo dobre obrazy sztuki filmowej) z jednej strony, oraz przejmujące opisy i interpretacje Georgesa Didi-Hubermana czterech fotografii wykradzionych rzeczywistości Zagłady w Auschwitz-Birkenau. Z jednej strony niemiecka reżyserka, autor-filmowiec, z drugiej — amator, więzień, członek Sonderkommando, który musi się śpieszyć, ukrywać i wykradać rzeczywistości zdjęcia — zapis światła. I mroku. I dymu. I wytapiającego się z palonych ciał tłuszczu. Z jednej strony mamy seksownych oficerów Waffen-SS ubieranych przez Hugo Bossa, z drugiej przerażające, dantejskie sceny wychudzonych kobiet zapędzanych na rzeź albo wyobrażone dźwięki wyrywania zwłokom złotych zębów.

    Susan Sontag portret z 1979 r. By Lynn Gilbert, CC BY-SA 4.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=63818412

    Na wykładzie mówiłem także o tezie Baumana z Nowoczesności i Zagłady, że problem Holokaustu nie jest problemem wyłącznie niemieckim, czy/i Żydowskim, ale jest to problem nowoczesnej cywilizacji i nowoczesnej kultury. O elementach tej nowoczesnej organizacji pisze także Didi-Huberman.

    Jednak Susan Sontag pytana o te swoje fragmenty książek, w których fascynuje się elementami sztuki faszystowskiej, odnajduje wrażliwość faszystowską w sobie samej i w otaczającej ją rzeczywistości społecznej:

    „Czy twoim zdaniem istnieje coś takiego jak wrażliwość nazistowska?” — pyta Jonathan Cott.

    SS: „Tak, sądzę, że taka wrażliwość istnieje i przenika wiele zjawisk. Dość wcześnie w życiu uświadomiłam sobie, że występuje nawet w wielu działaniach nowej lewicy. Bardzo mnie to zaniepokoiło. Było to coś, o czym nie mówiło się zbyt głośno pod koniec lat sześćdziesiątych i na początku siedemdziesiątych, kiedy skupiano się przede wszystkim na doprowadzeniu do zakończenia amerykańskiej wojny w Wietnamie. Było jednak zupełnie jasne, że wiele działań nowej lewicy nie ma nic wspólnego z socjaldemokracją. Przenikał je antyintelektualizm, który, jak sądzę, był jedną z cech składających się na ów faszystowski klimat – antykulturalny, brutalny, przeniknięty pewnym rodzajem nihilizmu. Niektóre elementy retoryki faszystowskiej brzmią jak hasła nowej lewicy. Nie chcę bynajmniej postawić znaku równości między nową lewicą a faszyzmem, jak to chętnie czynią różni konserwatyści czy inni reakcjoniści, ale trzeba sobie wyraźnie uświadomić, że nie rozmawiamy tu o przedmiotach, lecz o procesach, i znajdujemy się w bardzo skomplikowanej sytuacji, bo ludzki wymiar wszystkich spraw jest zawsze złożony. W każdym nurcie istnieją sprzeczne impulsy – należy nieustannie wypatrywać sprzeczności i próbować je rozwiązywać, usuwać.” (Susan Sontag, Jonathan Cott. Myśl to forma odczuwania (Kindle Location 708-719).)

    To ważne rozpoznanie. Zobaczyć faszystę w sobie. Może zrobić sobie test autorytaryzmu propagowany w 1947 r. przez Theodora Adorno? (F-scale personalisty test, opisany w jego książce z 1950 r. The Authoritarian Personality).

    Kryteria tego testu to konwencjonalizm (albo konformizm): zgodność z tradycyjnymi normami społecznymi i wartościami klasy średniej; autorytarne podporządkowanie (czyli inaczej ślepe posłuszeństwo): pasywna koncepcja przestrzegania konwencjonalnych norm i wartości;
    autorytarna agresja: karanie i potępianie osób, które nie przestrzegają konwencjonalnych wartości, które są mi podporządkowane; zabobonność i przesądy; kult siły i „bycia twardym”; odrzucenie życia wewnętrznego tj. „Odrzucenie wszelkiej wewnętrzności, subiektywności, wyobraźni, czułości i samokrytyki”.

    Dlaczego zestawiam te fakty? Wydaje mi się, że trzeba zgodzić się z Adorno, Sontag i Baumanem, że namysł nad nowoczesnością to również namysł nad sobą samym i to także w wymiarach zbiorowości. (Pisałem o tym gdzie indziej: (2019) Religion, Enlightenment, Pluralism in Present Europe. W: Nach Der Reformation Deutsch-Polnische Beiträge Im Europäischen Kontext, zredagowane przez Michael Meyer-Blanck, 1. wyd., Evangelische Verlagsanstalt, Leipzig, s. 65–73.)

    Dzisiaj ukazał się w Svenska Dagbladet felieton okolicznościowy autorstwa Esther Pollack o relacjach z holokaustu w Szwecji oparty na jej oryginalnych badaniach opublikowanych w Social Semiotics. Tytuł tego felietonu jest znamienny: „Fakty o Holokauście to „propaganda okrucieństwa””…

    „Badanie relacji obecnych w Dagens Nyheter, największej szwedzkiej gazecie porannej, pokazuje, że media, które mogły przekazać społeczeństwu lepszą wiedzę o Zagładzie, zostały zniekształcone przez kapryśną politykę prasową rządu.” pisze felietonistka SvD.

    Esther Pollack jest profesorem dziennikarstwa na Wydziale Mediów Uniwersytetu Sztokholmskiego. Indywidualnie i wspólnie z kolegami ze Skandynawii, opublikowała kilka antologii i artykułów naukowych na temat badań porównawczych medialnych skandali w krajach nordyckich. Prowadziła również badania dotyczące procesów moskiewskich w prasie szwedzkiej, raportów szwedzkich gazet na temat Holokaustu w okresie drugiej wojny światowej oraz opisu Romów w prasie szwedzkiej. Kolejne prace dotyczyły także kwestii związanych z rolą dziennikarstwa w demokracji.

    Według jej dzisiejszego felietonu w latach po kryształowej nocy w 1938 r. liczba artykułów o obozach koncentracyjnych maleje i utrzymuje się na stosunkowo niskim poziomie do 1943–44, kiedy znów liczba artykułów się zwiększa.

    Opinia publiczna wedle Esther Pollack została wprowadzona w błąd przez radio i podporządkowaną rządowi prasę, które nie wspominały o niemieckich okrucieństwach. A przecież można znaleźć ślady, iż wiedza o tym była już dostępna w 1942 r. I to dzięki Polakom, bo ważnym, dostępnym w języki angielskim (a zatem międzynarodowym) źródłem o eksterminacji Żydów i innych ofiarach w obozach koncentracyjnych był raport „Nowy niemiecki porządek w Polsce”, opublikowany w Anglii w 1942 r. (New German Order in Poland) przez polski rząd emigracyjny. W Szwecji o raporcie wspomniały niektóre gazety, jedna z nich to publikacja w antynazistowskim tygodniku Trots Alt! („Mimo wszystko”). Magazyn opublikował również niewielki fragment raportu polskiego rządu na uchodźstwie – ówczesne szwedzkie władze szybko skonfiskowały nakład gazety. Redaktor Tura Nerman odpowiedział bardzo odważnie, tłumacząc i publikując cały raport w listopadzie 1942 r., pod tytułem Polens martyrium („Polskie męczeństwo”).

    O tym, że fakty z Holokaustu miały miejsce wiedziano, bo od 1944 r. w Szwecji właśnie planowano akcję tamtejszego Czerwonego Krzyża (pod kieronictwem hrabiego Bernadotte) tzw. Białych autobusów, którymi wywieziono z terenów polskich przetrwałych Żydów skandynawskich do Szwecji i Danii. Artykuł z 4 kwietnia 1945 r. szwedzkiego historyka antysemityzmu Hugo Valentina w Dagens Nyheter właśnie wskazuje na niedoinformowanie społeczeństwa szwedzkiego.

    W Szwecji od tamtej pory wiele się zmieniło. Dzisiaj także przypomina prasa szwedzka nową definicję antysemityzmu z wieloma konkretnymi przykładami.

    antysemityzm
    W 2016 r. Szwecja przyjęła definicję za Międzynarodowym Sojuszem Pamięci o Holokauście:

    „Antysemityzm to pewien pogląd na Żydów, który można wyrazić jako nienawiść do Żydów. Retoryczne i fizyczne przejawy antysemityzmu są skierowane przeciwko Żydom lub nie-Żydom i / lub ich własności, a także instytucjom społeczności żydowskich i przestrzeniom przeznaczenia religijnego”

    W tym roku w Sztokholmie miały miejsce uroczystości upamiętniające na placu Raoula Wallenberga, Wielkiej Synagogi i w kościele św. Jakuba.

    Podczas uroczystości na placu Raoula Wallenberga, zorganizowanej przez Forum Żywej Historii, przemawiał minister spraw wewnętrznych Mikael Damberg.

    Specjalne uroczystości miały miejsce również w kilku innych miastach, w tym w Malmö i Göteborgu.

    Premier Stefan Löfven i księżniczka Wiktoria wzięli udział w ceremonii upamiętniającej w poniedziałek w Oświęcimiu, a zakończyli ceremonią ze świecami w Birkenau. Około 300 osób, które przeżyły Holokaust, uczestniczyło w różnych ceremoniach i kilku światowych przywódców było obecnych.

    Szwedzcy licealiści korzystają ze specjalnego programu wyjazdów szkolnych do Auschwitz, aby zapoznawać się z tą historią i żeby nie zapominać.

    Ważne w tym wszystkim jest doświadczenie. Nie ma myślenia bez doświadczenia. To jest kluczowe, aby zrozumieć ucieleśnienie myślenia.

    Susan Sontag pisze: „Jedyna metafora zdolna oddać, czym jest życie umysłu – pisze badaczka polityczna Hannah Arendt – musi się odwoływać do doznania życia. Bez oddechu życia ludzkie ciało jest trupem, bez myślenia umysł ludzki jest martwy” (Hannah Arendt, Myślenie , przeł. Hanna Buczyńska-Garewicz, Warszawa 1991, s. 179.). Susan Sontag zgadzała się z tym poglądem. W drugim tomie swych dzienników ( Jak świadomość związana jest z ciałem ) napisała: „Jako osoba inteligentna nie uważam, że robię coś »lepiej«. To jedyna forma mojego istnienia. […] Wiem, że boję się bierności (i zależności). Gdy używam umysłu, mam wrażenie, że jestem aktywna (niezależna). To dobrze” (Susan Sontag, Jak świadomość związana jest z ciałem , przeł. Dariusz Żukowski, Kraków 2013, s. 336, 403). (Susan Sontag, Jonathan Cott. Myśl to forma odczuwania (Kindle Locations 2145-2146).)

    Cytowana Hannah Arendt jest autorką słynnej formuły „banalności zła”.

    „Zło jest skrajne i nie posiada żadnej głębi ani jakiegokolwiek demonicznego wymiaru. Może ono wypełnić i spustoszyć cały świat, bo rozprzestrzenia się jak grzyb porastający powierzchnię. Urąga myśli (…)” – pisze Hannah Arendt, autorka „Korzeni totalitaryzmu”.

    Ludzie pragną widzieć zło w demonicznej formie, najlepiej w potworach, zbrodniarzach znaleźć bestię… Jednak ci zbrodniarze okazują się po prostu zwykłymi ludźmi, którzy zwyczajnie, codziennie wykonywali swoje obowiązki, byli posłuszni. Myślenie to cielesne nieposłuszeństwo.

    posłuszeństwo
    Trailer filmu biograficznego Hannah Arendt (2012) w reż. Margarethe von Trotta

    Dobre świadectwo – czytajcie koniecznie

    (więcej…)
  • Jan Kochanowski i języki obce. Retoryka i kultura narodowego populizmu

    „Wzburzony” Andrzej Duda używa retoryki nacjonalistycznej, populistycznej i ksenofobicznej. Oznacza to radykalny skręt w stronę radykalnych grup w Polsce

    Jak donosi prasa, „wzburzony Duda w Zwoleniu” („Wzburzony Duda w Zwoleniu: Nie będą nam w obcych językach narzucali, jaki mamy mieć ustrój”. gazetapl, Udostępniono 18 styczeń 2020.) mówi o tym, że „Nie będą nam w obcych językach narzucali, jaki mamy mieć ustrój”. Rzecz wywołuje duże komentarze na Twitterze. Kancelaria publikuje całość wystąpienia tutaj.

    Ten akapit wieńczący całą mowę brzmi: „Proszę Państwa, powiem bardzo mocno. Jestem Prezydentem Rzeczypospolitej Polskiej i powiem tak: nie będą nam tutaj w obcych językach narzucali, jaki ustrój mamy mieć w Polsce i jak mają być prowadzone polskie sprawy. Szanowni Państwo, tak, tu jest Unia Europejska. Tak, oczywiście, i bardzo się z tego cieszymy, że jest, ale przede wszystkim tu jest Polska!” To już nie jest pochodząca z „Mabeny” (o której pisałem tutaj) (a także w Liberte) „ulica i zagranica”, ale po prostu „mówiący obcymi językami” „obcy” — „niemce”. Przez wieki, ci co nie mówili po polsku, to byli „niemce”. Punkt widzenia zaprezentowany w tym przemówieniu w bardzo ważnym miejscu tekstu, na samym jego końcu, to punkt widzenia ksenofoba i nieuka, który nie zna języków obcych i który nie rozumie, że europejska rodzina narodów to wspólnota wartości. Myślę tutaj o implikowanym przez tekst odbiorcy wirtualnym, taki jest ten adresat.

    Fragment końcowy został zręcznie przygotowany użyciem kilkudziesiąciu słów (blisko 70) z odniesieniem do Polski, polskości, języka i kultury polskiej. I to jest zrozumiałe w jakiejś części, bo przecież Prezydent był w Zwoleniu, „mieście patriotów – ludzi, którzy zawsze mieli Polskę w sercu. Bo walczyli w powstaniu kościuszkowskim, listopadowym, styczniowym, bo wspierali powstańców, bo zawsze byli za Polską.” Co więcej, Prezydent wspomina także Jana Kochanowskiego: „Ktoś powie: „Nie ma co się dziwić. W końcu – jak by nie było – patrząc choćby na postać Jana Kochanowskiego, kolebka polszczyzny”. Tak, na pewno ziemia zwoleńska jest tą ziemią, z której wyrósł nasz wielki narodowy twórca. Z pewnością – obok Mikołaja Reja – jeden z twórców literackiego języka polskiego. Choćby także z tej przyczyny i przez to wskazanie z całą pewnością możemy powiedzieć, że Zwoleń jest kolebką polskości.” Słowem PAD nie wspomniał, że Zwoleń to także getto żydowskie, zlikwidowane w 1942 r.

    Pomijam w tym miejscu liczne odwołania do tzw. „żołnierzy niezłomnych”, IPN, czy wątki dotyczące „500+” oraz „senior+”, bo nie to, jako kulturoznawcy i filologa, mnie zastanawia. Natomiast zauważalna niechęć Prezydenta do mówiących obcymi językami jest uderzająca. Sam w wywiadzie na YouTube (TYLKO U NAS prezydent Andrzej Duda mówi m. in. o znajomości języków obcych, o Pink Floyd i … YouTube, Udostępniono 18 styczeń 2020.) z 25 stycznia 2017 mówi, że porozumiewa się dość dobrze w języku angielskim, ale też, iż zna język rosyjski, bo obowiązkowo się uczył, kiedyś mówił dobrze, a także „rozumie po niemiecku, choć nie mówi”. Co więcej 9 września w Europejski Dzień Języków para prezydencka świętowała w szkole podstawowej w Pasierbcu, gdzie do nauki języków obcych zachęcała żona Prezydenta Dudy, Agata Kornhauser-Duda. „Pierwsza Dama mówiła o różnorodności kulturowej i podkreślała korzyści płynące z jej bogactwa. – Właśnie w językach narodowych zawiera się dziedzictwo kultury, historii i zwyczajów – mówiła.”

    „Małżonka Prezydenta przypomniała słowa J.W. Goethego, który napisał, że dusza narodu żyje w języku. – Poprzez języki obce jesteśmy w stanie patrzeć na świat oczami ludzi innych narodowości i dzięki temu lepiej ich rozumieć – dodała Pierwsza Dama. Podczas spotkania z uczniami Małżonka Prezydenta przekonywała, że nauka języków obcych jest ważna dlatego, że ich znajomość „stanowi podstawę budowania dobrych relacji z innymi narodami”. – Relacji opartych na wzajemnym szacunku, tolerancji, życzliwości i zrozumieniu dla odmiennej kultury i tradycji – kontynuowała. Agata Kornhauser-Duda mówiła także o nowych perspektywach, jakie daje możliwość współpracy z zagranicznymi partnerami, co z kolei ma bezpośredni wpływ na rozwój gospodarki.” Cytuję za oficjalną stroną prezydencką.

    Co się stało od tego czasu z panem Prezydentem Dudą? Po prostu, prowadzi kampanię wyborczą, której adresatem są „patrioci”, ale definiowani szczególnie, jako powierzchownie wykształceni, ksenofobiczni i nie znający języków. To do tych „patriotów” odwołuje się autor „przemowy zwoleńskiej”.

    Mnie osobiście sprawa dotyka podwójnie, gdyż broniłem na tym blogu wielokrotnie języka polskiego i jego ważności dla kultury i nauki. Ale też wielokrotnie wskazywałem i na to, że operuję co najmniej dwoma językami obcymi, biernie znam kilka innych. I uważam, że zasługi Kochanowskiego dla języka polskiego są olbrzymie, nie do przecenienia, Zwoleń zatem jest szczególnym dla mnie miejscem, jako ziemi Kochanowskiego. Jednak Jan Kochanowski znał wiele języków obcych: na pewno klasyczne, łacinę i grekę (po łacinie pisał dużo wspaniałej poezji), ale jako że studiował w Królewcu, będąc stypendystą księcia Albrechta Hohenzollerna, mówił prawdopodobnie także po niemiecku i pewnie po włosku, bo studiował też w Padwie, a może i po francusku, bo jak wieść niesie spotkał w Paryżu poetę renesansowego Piotra Ronsarda (choć to niepewne, niemniej w Paryżu był). Rzeczpospolita Obojga Narodów, to była wspólnota wielonarodowa: polsko-litewska, w której żyli wspólnie Polacy, Litwini, Białorusini, Żydzi, Rosjanie, Ukraińcy, Niemcy. Najwięksi polscy poeci XIX wieku, okresu powstań narodowych, z których tak dumny jest PAD, to byli poligloci, zarówno Mickiewicz (z matki Żydówki), jak Słowacki, czy Krasiński i Norwid, autor wspaniałej pochwały europejskości i wielokulturowości pt. „Ojczyzna”.

    River in Padua, Italy, Europe. Vintage hand drawn postcard template

    Zatem to święte oburzenie pod publikę, której profil tak uderzająco widoczny w tym tekście przemówienia każe myśleć jako o „nienajlepiej wykształconej”, zasmuca mnie niezmiernie, bo oznacza ni mniej ni więcej tylko narodowy populizm. Proszę obejrzeć zapis wideo tego końcowego fragmentu przemowy PAD: upaja się własnymi słowami, potakuje sobie i oczekuje wiwatów za prymitywny nacjonalizm. Skręt PAD w stronę skrajnych środowisk jest uderzający. Pomijam biedną Władzę Sądowniczą w Polsce, bo to inny temat.