Tag: Przemysław Czarnek

  • Jedno podłoże gnilne

    Jedno podłoże gnilne

    Czy naprawdę reformy Gowina są lepsze od reform Czarnka?
    Symboliczny obraz pleśni (fot. Depositphotos)

    Przeczytałem ostatnio wywiad z ministrem Gowinem, byłym wicepremierem rządów PiS. Nie będę komentował, jak wielu moich znajomych w różnych miejscach zagadnień psychologicznych osobowości, czy też jej braku — człowieka Jarosława Gowina. Nie chcę także teraz odnosić się do znaczenia politycznego jego „zerwania” z tzw. Zjednoczoną Prawicą.

    Uderza mnie, że przy okazji tych wszystkich spraw — pokazywania się jako niezłomny rycerz słusznych spraw takich jak wolność gospodarki — przemyca się w mediach twierdzenie z gruntu fałszywe dotyczące szkolnictwa i nauki: że Czarnek to jest straszna sprawa, natomiast Gowin to była kultura.

    W wywiadzie w GW pada takie sformułowanie:

    „Za wymiar sprawiedliwości odpowiadała Solidarna Polska. W tych obszarach, za które odpowiadało Porozumienie, czyli nauka albo gospodarka, dialog z odpowiednimi grupami społecznymi i zawodowymi był wręcz wzorcowy. Moja reforma systemu szkolnictwa wyższego i nauki poprzedzona była bezprecedensowo szerokimi po 1989 r. konsultacjami społecznymi.”

    (Jarosław Gowin: Kaczyński postrzega współczesny świat jako źródło zagrożeń dla Polski
    Wywiad Agata Kondzińska, Dominika Wielowieyska
    27 sierpnia 2021 https://wyborcza.pl/magazyn/7,124059,27499159,jaroslaw-gowin-kaczynski-postrzega-wspolczesny-swiat-jako.html#S.main_topic_2-K.C-B.1-L.2.duzy)

    Te „wzorowe konsultacje społeczne” z setkami poprawek w ostatnim momencie wrzucanych pod presją protestów akademickich ale także w ciszy wakacji to tak serio? Przecież to jest szczyt propagandy i zakłamania.

    Jeszcze brzmią mi protesty pod oknami podczas posiedzenia Senatu UŁ, kiedy przyjechał minister Gowin na te „konsultacje”. Po przemowie musiał salę Senatu opuścić, bo śpieszył się, żeby odebrać wnuka z przedszkola… Konsultacje w wielu miejscach to było publiczne manifestowanie przekupywania rektorów: minister uwielbiał sceny wręczania wielkich na pół człowieka makiet czeków na miliony, które jakoby rząd — minister — rozdają… dobrzy panowie…

    A ta słynna reforma to nic innego tylko sposób na obsadzenie uczelni swoimi ludźmi i pozbawienie profesorów wpływu na kariery, ubezwłasnowolnienie wszystkich ciał kolegialnych i jedynowładztwo rektora. Minister Czarnek spija z tego piankę na razie w Uniwersytecie Pedagogicznym w Krakowie i w kilku mniej spektakularnych miejscach w Polsce.

    Aby wyeliminować akademicką opozycję przepchnięto wiek emerytalny 67 lat. No i mnóstwo przepisów przenoszących materię ustawową do rozporządzeń. Stąd Czarnek teraz może po uważaniu dawać kategorie. A wcześniej awansować „swoje” czasopisma.

    Teraz niektórzy wychwalają, że Gowin niby lepszy od Czarnka o niebo. Ale on Czarnka umożliwił i — że się tak wyrażę — metafizycznie też umożliwia także jego rozkwit. Uwiąd Gowina, rozkwit Czarnka na jednym możliwe są, pardon me tę metaforę, podłożu gnilnym…

    Ps. 30.08.2021 Opinia ukazała się w Gazeta Wyborcza. Uwiąd Gowina i rozkwit Czarnka mają jedno wspólne podłoże: gnilne

  • Dyktatura ciemniaków

    Dyktatura ciemniaków

    Dowiedziałem się właśnie, że podręcznikami w Ministerstwie Edukacji i Nauki — podręcznikami także dla moich synów w wieku 11 i 17 lat — będzie zarządzał niejaki dr Artur Górecki. Nie wiem, gdzie i kiedy zrobił doktorat, bo jego dane są chyba tajne. Podobnie jak jego domyślne związki z Ordo Iuris. Nie znalazłem publicznego Curriculum Vitae. Zatem przyznaję się, nie wiem, kiedy i kto, w jakiej dyscyplinie, dał temu panu doktorat (może z historii na UW?). Znalazłem natomiast na Academia.com „aż” trzy teksty, wśród których moją uwagę przykuło coś, co tekstem naukowym nie jest, ale zostało z dumą umieszczone właśnie na tym akademickim z natury portalu.

    dr Artur Górecki, „Edukacja klasyczna – poszukiwanie przerwanego szlaku”,

    Jest to felieton opublikowany w periodyku:
    Sed Contra. Periodyk Gimnazjum i Liceum im. Świętego Tomasza z Akwinu, nr 6 (IX-XI 2017)

    Krytyka Oświecenia jest w tym pisemku jawna i bezpardonowa:
    „Oświecenie (przynajmniej kontynentalne) przyniosło ideał oświaty jednolitej, państwowej, powszechnej, a także wychowania obywatelskiego, wykształcenia realnego i działalności na rzecz oświecania dorosłych. Etatystyczne państwo „rodzi” etatystyczny model edukacji.”

    Powszechna edukacja jest wyraźnie wedle Góreckiegi czymś, co uwiera autora, nie daje mu spokoju, jest oczywistym złem. Co więcej, jak można wyczytać także z innych fragmentów, edukacja państwowa jest także oczywistym złem, jedynie edukacja kościelna Kościoła Rzymsko-Katolickiego jest dobra (nie jest powiedziane wprost, że chodzi chyba o ten Kościół nie tylko z czasów przedsoborowych, ale chyba ten średniowieczny…).

    Ale gdyby tego wszystkiego nie było dość, autor na wstępie już neguje wykształcenie oparte na humanizmie.

    „Momentem, w którym rozpoczyna się proces stopniowego odchodzenia od założeń edukacji klasycznej jest początek nowożytności, kiedy to następuje oddzielenie teologii od poznania naturalnego i poznania świata (np. wtedy nawet w szkołach jezuickich zrezygnowano z wykładu kosmologii) oraz dokonuje się zawężenie rozumienia klasycznego wychowania do wymiaru bliższego temu, co dzisiaj rozumie się pod pojęciem humanistyki. Dokonuje się pękniecie w harmonii wiary i rozumu. Na skutek przecenienia roli wewnętrznego doświadczenia człowieka w odkrywaniu prawd nadprzyrodzonych następuje podważenie roli rozumu. W konsekwencji, choć dużo później, doprowadzi to do fideizmu i naturalizmu.”

    Mnich w kościele (fot. lic. Depositphotos)

    Zatem w tych kilku fragmentach widać nastawienie przeciwne nie tylko Oświeceniu, powszechnej edukacji, ale także przeciwne humanizmowi i humanistyce innej niże teologicznie zabarwionej edukacji średniowiecznych tzw. sztuk wyzwolonych, czyli trivium i quadrivium.

    Jako rodzic mam spokojnie czekać, aż Artur Górecki, taki paradygmatyczny wstecznik, zabierze się za edukację podręcznikową moich synów w państwowej szkole, której rację bytu otwarcie podważa?

    Za tzw. niegdyś oświecenie publiczne wzięli się panowie od negacji oświecenia? Nawet Komisja Edukacji Narodowej jest wrogiem pana dra Góreckiego!!! Nie wspominam o chrześcijaństwie z litości…

    Niegdyś o rządach komunistów za PRL mówiło się „dyktatura ciemniaków”. Tym razem jednak za rządów PiS i ministra Czarnka mało tak powiedzieć… Brak słów… Groza…

    Czarnek na stanowisku Ministra Edukacji i Nauki był już szczytem bezczelnej buty tej władzy. Jednak w osobie Artura Góreckiego kolejna granica została przekroczona. Jeśli teraz nikt nie zaprotestuje, to… witaj średniowiecze… jutrzenko swobody…

    PS. Na marginesie zaproponuję Ministrowi Czarnkowi, żeby umieścił cytowany przeze mnie szlachetny periodyk, w którym publikował Artur Górecki (dumnie!) na liście czasopism punktowanych Ministerstwa. Przecież to jest tylko trochę gorsze czasopismo od tego biuletynu prawniczego z KUL, który został awansowany przez ministra Czarnka Rozporządzeniem, bo on sam — minister we własnej osobie — w nim publikował… przecież jeśli powiedziało się raz A, to trzeba powiedzieć B… śmiało…

    PS.2 Trochę inna wersja tego wpisu ukazała się 26 sierpnia 2021 r. w Gazecie Wyborczej.

  • Uczelnia za głosy Kukiz15?

    Uczelnia za głosy Kukiz15?

    Ilustracja korupcji (lic. Depositphotos)

    Ustawa siłowo uchwalona w polskim Sejmie 11 sierpnia 2021 z pogwałceniem reguł praworządności jest ciosem w demokrację i wolne media. Nie ma co do tego wątpliwości. Partia Jarosława Kaczyńskiego niszczy stację telewizyjną będącą w pewnym sensie współczesnym „Głosem Ameryki” w Polsce (starsi pamiętają jeszcze „Radio Wolną Europę”), ale głosem na wskroś polskim i dla wielkiej grupy Polaków. Dlatego protestowałem, protestuję i będę protestował przeciwko manipulacji i bezprawiu, które dokonały się wczoraj w polskim parlamencie.

    Jednak w cieniu tych ważkich wydarzeń (finalizowany pełzający zamach stanu pod władzą Kaczyńskiego i oddanemu mu PiS) dzieje się też sporo w obszarze szkolnictwa wyższego.

    Jak donosi Gazeta Wyborcza, ustawa przekształcająca Uczelnię Państwową im. Szymona Szymonowica w Akademię Zamojską w ubiegłym tygodniu została odrzucona przez Senat. W środę 11 sierpnia 2021 podczas oburzających głosowań w Sejmie, posłowie odrzucili uchwałę Senatu. Teraz ustawa trafi do podpisu prezydenta.

    Uczelnia, o którą idzie, powstała w Zamościu w 2005 roku jako zwykły PWSZ. Od 1 września 2019 roku PWSZ w Zamościu zmieniła nazwę na: Uczelnia Państwowa im. Szymona Szymonowica w Zamościu. Na mocy rozporządzenia ministra. Szymon Szymonowic to jest wielki patron z renesansowego Zamościa, świetnie pasują te tradycje do świata akademii.

    Ta szkoła wyższa — prowadząca przede wszystkim kilka studiów licencjackich i pielęgniarstwo magisterskie — nie podaje na swojej stronie żadnych informacji na temat liczby studentów i pracowników. Jest sporo promowania studiów podyplomowych. Domyślam się, że studentów i pracowników jest tam niewiele.

    Zmiana na Akademię jest dokonana z pogwałceniem obowiązującego — niedobrego co prawda, ale jednak — polskiego prawa, które umożliwia korzystanie z zaszczytnego miana Akademii (słowo z języka greckiego odnoszone czasami do całości świata uniwersytetów) tylko uczelniom mogącym doktoryzować w co najmniej dwóch dyscyplinach naukowych.

    Problem tylko pozornie nie ma związku z uchwaleniem LexTVN. Śmiem twierdzić, że ta sprawa mogła być jedną z kart przetargowych, aby korumpować politycznie reprezentantów KUKIZ’15.

    Co ciekawe, jak można poczytać w Gazecie Wyborczej, ustawę tworzącą nową uczelnię forsował zamojski poseł Kukiz’15 Jarosław Sachajko – ten sam, który w środę przyczynił się do reasumpcji głosowania, ten sam, który tłumaczył jeszcze przed kamerami, że przecież „nikt nie umarł”. A potem zagłosował za anty-TVN-owską ustawą.

    Dzieje się to w sytuacji fatalnego położenia finansowego wielu już istniejących akademii i uniwersytetów. Ale autorzy tłumaczą, że akademię trzeba stworzyć, bo mamy Ojczyznę w niebezpieczeństwie. Larum grają! Trzeba wzmocnić Naród i Państwo. Grozi im „bardzo mocny atak na tożsamość kulturową i cywilizacyjną Polek i Polaków”. Misja nowej Akademii ma być wyrażona w dewizie: „Bóg, Honor i Ojczyzna”.

    Jednym słowem: powstanie akademia od akademii patriotycznych i kolejna szkoła wyższa podporządkowana jednej instytucji religijnej. Państwowa akademia, której rektorem ma ponoć zostać słynny pan Skrzydlewski, doradca ministra Czarnka, ten, który zasłynął powiedzeniem o umacnianiu „cnót niewieścich” u współczesnych „dziewcząt i kobiet”.

    Nie potrafię ukrywać swojego oburzenia: finanse publiczne służą korupcji politycznej i niszczeniu kultury uniwersyteckiej. Najpierw cios zadała ustawa Gowina, teraz kończy dzieło przywódca talibów w PiS — minister Czarnek.

    Kukiz15 został obdarowany za pośrednictwem Jarosława Sachajki? Czy to jest korupcja polityczna kosztem świata akademickiego?

    W cieniu zamachu stanu, przestępstwa urzędniczego marszałek Witek, podeptania parlamentaryzmu dokonało się prawdopodobnie także podeptanie prawa o szkolnictwie wyższym, ale nade wszystko kolejne upodlenie świata akademickiego. Trudno jest w takiej sytuacji mówić i pisać, jak robił to we Lwowie przed II wojną światową w 1932 roku profesor Kazimierz Twardowski — o dostojeństwie uniwersytetu.

    Człowiek korumpowany (lic. Depositphotos)

    PS. 13 sierpnia 2021 tekst ukazał się w Gazecie Wyborczej pt.

    Prof. Jarosław Płuciennik: W cieniu „lex TVN” powstaje akademia od akademii patriotycznych

  • Sprawa KUL

    Sprawa KUL

    W październiku 2020 roku opublikowaliśmy list otwarty do rektorów polskich uczelni z prośbą o reakcję.

    Tekst tutaj

    Jednak ostatnie wypadki na KUL skłoniły mnie do napisania artykułu 13 lipca 2021 opublikował go Więź.pl

    Tekst tutaj

    Odpowiedziała rzeczniczka KUL. Napisałem odpowiedź opublikowaną 15 lipca 2021

    Teksty tutaj

    Powtórzę raz jeszcze: szkoda uniwersytetu.

  • Prawa człowieka jako rama dla polityki

    Prawa człowieka jako rama dla polityki

    Wiele się pisze o postępującej na całym świecie polaryzacji stanowisk. Dotyczy to także Polski. Można przypuszczać, że owa polaryzacja wspierana i wywoływana jest przez technikę, i wszechobecną cyfryzację naszego życia oraz rolę platform społecznościowych i mediów w ogólności. Jednak można zobaczyć także zjawiska, które wskazują raczej na budowanie się nowych figur i ich konstelacji. A dotyczy to moje twierdzenie zarówno zjawisk społecznych polskich jak i międzynarodowych. Symbolem nieoczekiwania, zaskoczenia i niepokoju jest oczywiście słynny „czarny łabędź”, o którym już powstały tomy opracowań — wydaje nam się, że łabędzie mogą być tylko białe, jednak nagle odkryta zostaje mała wyspa, na której ludzkość znajduje łabędzie czarne. Ludzkość zabijana była przez bakterie i wydawało się, że tak już będzie, ale wymyślono penicylinę. COVid-19 wystarczająco jasno pokazał nam, że niewyobrażalne stoi ciągle za progiem, że musimy nauczyć się żyć w stanie stałej niepewności, trwałego stanu niekontrolowanego świata. Czarne łabędzie się zdarzają.

    Metafora politycznej debaty (fot. lic. Depositphotos)

    Jednym z ciekawych naukowców piszących o konieczności nauczenia się życia z niepewnością jest Hartmut Rosa, niemiecki, znany na świecie i w Polsce, socjolog i politolog, badacz i wykładowca Uniwersytetu Friedricha Schillera w Jenie oraz dyrektor Kolegium Maxa-Webera na Uniwersytecie w Erfurcie. Od 2011 roku jest rzecznikiem grupy badawczej zajmującej się krytyką wzrostu i przyśpieszenia gospodarczego. Jest autorem uznanych współczesnych książek, będących diagnozami współczesności „Beschleugning” (Przyspieszenie) i „Resonanz” (Rezonans). W języku polskim ukazała się eseistyczna książka „Przyspieszenie, wyobcowanie, rezonans. Projekt krytycznej teorii późnonowoczesnej czasowości” (2020).

    Hartmut Rosa podczas wystąpienia publicznego Fot. JP, screen z Twittera Organizations, Artifacts and Practices (OAP), 29.06.20.

    Według jego najnowszej książki wydanej po szwedzku pt. „Czego nie możemy kontrolować. O naszych relacjach ze światem” (2021) dążenie do kontrolowania świata jest cechą wyróżniającą nowoczesności, jest to modus vivendi, kulturowy sposób życia. Problem oczywiście, że całkowicie znany, zaplanowany i kontrolowany świat byłby po prostu martwy. Bez niepewności nie ma życia. Jednocześnie, jak wskazuje np. filozof kognitywista Peter Gärdenfors, to dążenie do kontroli jest motorem rozwoju wiedzy, wiedza daje wrażenie kontroli rzeczywistości.

    Można wskazać, że krytyka pewności siebie, pychy, arogancji człowieka jest odwieczna, świadczy o tym choćby i to, że największym przewinieniem w tragedii greckiej była właśnie hybris, pycha, prowadząca do zaślepienia. W Biblii mamy także „zatwardziałość serc”, która jest niezdolnością do dokonania zmiany, do opanowania się i do nawiązania miłosnych relacji ze światem.

    Symbol pychy i arogancji (fot. lic. Depositphotos)

    Zwykliśmy myśleć o chrześcijaństwie jako o „pewności wiary”, „rycerzach wiary”, jednak w głównym nurcie jego myśli znajduje się także Søren Kierkegaard, duński filozof, argumentujący w duchu sokratejskim za wątpieniem i niepewnością jako głównym motywie filozofii chrześcijańskiej.

    Do takiej postawy nawołuje ostatnio także prymaska bp Szwecji Antje Jackelén, która jest orędowniczką zaangażowania politycznego chrześcijaństwa, ale jednocześnie wychodzenia poza tradycyjne spolaryzowane dychotomie: prawica – lewica. (Zob. DN Debatt. ”De mänskliga rättigheterna måste vara ram för all politik” Dagens Nyheter 19.06.2021)

    Bp. Antje Jackelén, prymaska Kościoła Szwecji 1 maja 2016 w Łodzi, w parafii Ewangelicko-Augusburskiej św. Mateusza (obok autor blogu z żoną Magdaleną Rembowską-Płuciennik) (fot. JP i Michał Makula)

    Trzeba jednoznacznie w tym kontekście wskazać także na ramy kultury europejskiej i światowej, które pozostają poza dyskusją. „Władza polityczna nie jest celem samym w sobie, ale jest narzędziem do uświadomienia sobie w debacie i porozumieniu z innymi tego, co według własnych i partyjnych przekonań jest najlepszą alternatywą.” Pisze Antje Jackelén Bieżąca walka polityczna o czystą władzę dla władzy nie obchodzi chrześcijanina.

    Natomiast pryncypia takie jak np. „prawa człowieka” są fragmentem tego pola wspólnego nie podlegającego dyskusji.

    Według teolożki i etyczki szwedzkiej prawa człowieka i chrześcijaństwo spotykają się, gdyż „teologia również należy do tego, co nie powinno być definiowane na podstawie skali od prawej do lewej. […] Teologia chrześcijańska nie jest podporządkowana polityce danego kraju, ale musi orientować się w oparciu o biblijne przesłanie Jezusa Chrystusa, które jest interpretowane w każdym czasie i we wspólnocie na całym świecie.

    Stanowiska Kościoła w sferze publicznej muszą być zawsze motywowane teologicznie. Może dotyczyć zadawania pytań, które zadaje niewiele osób lub, często razem z innymi, zwracania uwagi na sytuacje podatności na zagrożenia. Może to być wygodne lub niewygodne dla polityków, ale nigdy nie zastąpi ich pracy.”

    Drugim argumentem jest to, że „prawa człowieka opierają się na fundamencie, który jest dany przed rozpoczęciem wszelkich obliczeń użyteczności i inteligentnych rozwiązań. Wszyscy ludzie rodzą się wolni i równi w godności i prawach […]. To jest bardzo bliskie podstawowego tekstu tradycji żydowskiej i chrześcijańskiej: pierwszej historii stworzenia, w której mówi się, że Bóg stworzył człowieka na swój obraz (Rdz 1,27). Ponadto, jak wskazuje druga relacja o stworzeniu, Bóg stworzył człowieka jako istotę relacyjną (Rdz 2,4b-3:7). Z tego wynika stosunek do stwórcy, do stworzenia, do bliźnich i do siebie samego.

    Sens życia ludzkiego zawiera się w sieci tych czterech relacji: z najświętszym (większość ludności Ziemi nazywa go Bogiem), z planetą jako ekosystemem, z naszym bliskim lub dalekim bliźnim oraz z samym sobą.

    Ten fundament – ​​godność człowieka i jego relacyjność – powinien stanowić ramy i fundament polityki wszystkich stron, a nie odwrotnie.”

    Pozwoliłem sobie zacytować to niedawne wystąpienie publiczne prymaski Kościoła Szwecji, gdyż jest mi ono bliskie i czuję naprawdę zagrożenie dla bycia chrześcijaninem w Polsce, w której mieniący się katolikiem (czy aby na pewno chrześcijaninem?) Minister Edukacji i Nauki Przemysław Czarnek nie dość, że sam odmawia godności sporej grupie współobywateli, braci i sióstr (?) (zob. jego słynne mówienie, że LGBT to nie ludzie), to jeszcze na dodatek pragnie także zadekretować wolność nienawistnego wypowiadania się w przestrzeni akademickiej (tzw. pakiet wolnościowy Czarnka). Pragnienie władzy było obce Chrystusowi Ewangelii. Wydaje się, że Minister Czarnek rugując z listy lektur szkolnych ilustrowaną bajkę Leszka Kołakowskiego o nosorożcu, który chciał latać, robi więcej szkody chrześcijaństwu niż nękany na własnej uczelni (KUL) ks. prof. Wierzbicki, który w duchu ewangelicznym ujmował się za prześladowanymi przez policję i prokuraturę. Tak jak prawa człowieka stanowią o wspólnocie w ramach kultury Zachodu, tak samo nie powinniśmy pozwalać na nietolerancję. Pierwszy Rektor Uniwersytetu Łódzkiego, prof. Tadeusz Kotarbiński, filozof racjonalny i praktyczny, pisał „Gdy ustaje tolerancja dla tolerancji, nastaje tolerancja przemocy.“ To jest powtórzenie stałej myśli demokratycznej: nie ma tolerancji dla nietolerancji, granicą mojej wolności jest krzywda innego. Dla tej właśnie relacyjności, dla tego rezonansu opanuję się i powstrzymam przed mową nienawiści w odniesieniu do kogokolwiek. Jednak jeśli policja i władza będzie używać nienawiści jako narzędzia, niech nie oczekuje łagodności jako odpowiedzi. Noblese oblige. Tutaj nie ma i nie może być symetrii. Upajanie się władzą jest niegodne chrześcijanina i członka kultury Zachodu.

  • Dlaczego popieram strajk szkolny?

    Dlaczego popieram strajk szkolny?

    Dlaczego popieram strajk szkolny?

    Dlaczego popieram strajk klimatyczny Grety Thunberg?

    TORONTO, CANADA – 27 września, 2019: globalny strajk dla klimatu w piątek (fot. lic. Depositphotos)

    Oczywiście dlatego, że uważam jej podstawowy argument za bardzo przekonujący: „jak ja mam się uczyć spokojnie tego, co wy lekceważycie, nie robicie niczego, żeby zapobiec katastrofie, żebym ja i moi rówieśnicy mogli żyć spokojnie na naszej planecie i z nadzieją patrzeć w przyszłość.”

    Niektórzy widzą w strajku szkolnym Grety i jej naśladowców ucieczkę przed nauczaniem szkolnym. Greta miała faktycznie problemy z socjalizacją, o czym można przeczytać w rodzinnej „autobiografii” Grety.

    Bruksela. 21 lutego 2019. 16-letnia szwedzka aktywistka Greta Thunberg podczas strajku uczniów (fot. lic. Depositphotos)

    Pandemia sprawę jakby rozwiązała, jak tutaj strajkować bez wychodzenia z domu…

    Wielu nauczycieli w Polsce i na świecie stanęło na wysokości zadania, dostosowało się do nowych warunków nauczania zdalnego. Najbardziej zyskał w moich oczach jako rodzica dwóch synów jeden nauczyciel, który na którymś z przedmiotów zadał obejrzenie — ni stąd ni zowąd — programu Roberta Makłowicza o przepisach ze Szwecji.

    Mój młodszy syn bardzo się wciągnął. Oczywiście trochę tutaj pomogło i to, że ma w domu w mojej osobie miłośnika gotowania i kultury Szwedzkiej, wielokrotnie w normalnym życiu rodzinnym te tematy powracają i to pewnie często. Jednak niemal cała klasa mojego syna też jakoś dała się wciągnąć nie tylko w gotowanie, ale w poznawanie różnych kultur. Mój syn Mateusz sięgnął ostatnio także po odcinki Makłowicza opowiadające o polskim Podlasiu… na którym żyją np. także Tatarzy.

    Pandemia wedle rządu polskiego dobiega końca…

    Otwierane są szkoły.

    Reakcja: minister każe siedzieć w szkole o godzinę dłużej. Zaś nauczyciele planują coraz więcej testowania, egzaminowania, kartkówek (tych można robić więcej, kiedy nie zapowie się znacznie wcześniej). Greta Thunberg miała problemy w uspołecznieniu się w szkole szwedzkiej, która jest bardzo tolerancyjna dla indywidualności. W Polsce, obawiam się, nigdy nie wyszłaby z depresji… Czy polskiemu Ministrowi Edukacji przychodzi w ogóle do głowy, że szkoła jest po to, aby stwarzać warunki do tego, żeby uczniowi ZACHCIAŁO SIĘ uczyć, żeby zapragnął wiedzy? Że szkoła to nade wszystko relacje personalne między nauczycielami i uczniami oraz między uczniami (z różnych roczników, nie tylko rówieśników)? Jeśli stworzy się warunki, to uczniowie sami zechcą się zapoznać z „materiałem”… Dla Ministra Edukacji najważniejsze są „braki i luki materiałowe”… co za koszmarny niedouk nierozumiejący, że szkoła i edukacja to nade wszystko wartości i relacje…

    Jedyne ważne wartości dla Ministra Czarnka, to te na patriotycznych akademiach rocznicowych…

    Dlatego popieram strajk szkolny.

    Tirana w Albanii. wrzesień 2019. Najlepsza edukacja klimatyczna dla całego świata (fot. lic. Deposithotos)

    PS. W Gazecie Wyborczej 30 kwietnia 2021 ukazał się nieco zmieniony artykuł

    Popieram strajk szkolny, bo dla ministra Czarnka szkoła to tylko patriotyczne akademie

  • Kultura, głupcze!

    Kultura, głupcze!

    Kultura, głupcze! Kultura, literatura, historia i prawo. Także teologia. Nade wszystko jednak — konstytucja!

    Borys Budka ogłosił w magazynie Gazety Wyborczej, że nie jest rewolucjonistą i że jest pewien wygranej przy urnach. Ale przy tej okazji określił także swój pogląd na naukę:

    „– Musimy wykorzystać potencjał naszych naukowców w gospodarce. Nauka musi mieć powiązanie z biznesem. Ale jeżeli słyszę, że PiS chciałby, żeby stopnie naukowe można było zdobywać na podstawie artykułów publikowanych w czasopismach religijnych, to jest to powrót do średniowiecza.

    My wciąż na naszych uniwersytetach mamy kierunki, które – mówiąc delikatnie – odbiegają od oczekiwań nowoczesnego państwa. No, nie bójmy się powiedzieć, że państwo finansuje naukę ludzi, którzy po tych studiach nie będą mieli zatrudnienia.

    A dokładniej?

    – Chociażby wydziały teologiczne. Czy historyczne.

    Historyczne chyba są ważne?

    – Ale w odpowiedniej proporcji. Nie da się wyłącznie na studiach historycznych budować nowoczesnego państwa.”

    Nie wypada mi się sprzeczać z prawnikiem i ekonomistą, przewodniczącym największej jeszcze partii opozycyjnej (choć przecież to tylko sondaże), na którą głosowałem kilkakrotnie w swoim życiu. Jednak muszę niestety stwierdzić, że dr ekonomii w tym momencie chyba wygrał walkę w Borysie Budce z prawnikiem z wykształcenia i wykładowcą uniwersyteckim z dziedziny prawa finansowego. Muszę jednak przywołać fakt, iż historycznie rzecz biorąc – o horrendum – to nauki prawne i teologiczne oraz medycyna tworzyły uniwersytet w średniowieczu. Więc, gdyby tak chcieć wyrzucić wszystko, co ze średniowieczem w naszym życiu jest związane, to prawo także…

    No ale pewnie dr Borys Budka odwołuje się do nowoczesnego uniwersytetu tzw. Humboldtowskiego, nowoczesnego, pooświeceniowego projektu, który do dzisiaj jest w niektórych miejscach na świecie niezakończony. W takim uniwersytecie dużą rolę odgrywały nauki przyrodnicze, badanie naukowe, empiria, autopsja stały się wtedy właśnie czymś fundamentalnym. W oświeceniu narodziło się myślenie konstytucyjne. Jednak — wiem to z historii — wtedy właśnie także rosła rola namysłu historycznego nad dokumentami, wtedy dopiero dotarło do ludzi coś, co przyjmujemy za pewnik, że historia to jest pewien proces, w którym rolę odgrywają nie tylko twarde fakty ekonomiczne, ale także interpretacje i kultura.

    Fragment Statui Wolności w Nowym Yorku (fot. Depositphotos)

    Zgadzam się, że pomieszanie z poplątaniem w postaci połączenia ministerstw nauki i szkolnictwa wyższego z ministerstwem edukacji narodowej oraz ucieleśnienie tego połączenia w figurze ministra — nomen omen — Czarnka — zaowocowało takim postrzeganiem teologii i historii, że historia i teologia to propaganda narodowo-katolicka oraz propaganda nacjonalistyczna IPN, ale na całym świecie przecież stopnie naukowe zdobywa się także w teologii, choć prawdą jest, że tylko w krajach fundamentalizmu religijnego, ta teologia jest monologowa i przywiązana do jednej religii i jednego wyznania.

    Ale jest też w wypowiedzi Borysa Budki ten szczególny ton, który wynika z przesądów, a nie z badań naukowych. No bo z jakimi badaniami mamy tutaj do czynienia: „państwo finansuje naukę ludzi, którzy po tych studiach nie będą mieli zatrudnienia.”? Czyż nie jest to słynna teza Prezesa PZU Andrzeja Klesyka z 2012 roku o uczelniach jako „fabrykach bezrobotnych”? Gdzie są badania naukowe na ten temat? I czyż nie jest to to samo, kiedy w innym liście profesor fizyki stwierdził, że młodzi ludzie zostali oszukani, bo nie są gruntownie wykształceni?

    fragment dawnego banknotu francuskiego z reprodukcją „Wolności wiodącej lud na barykady” Eugene Delacroix (fot. Depositphotos)

    18 marca 2021 w Times Higher Education zabrał głos po raz kolejny wieloletni rektor i były minister nauki w Wielkiej Brytanii prof. David Willets, także autor dużej i ważnej książki o uniwersyteckim wykształceniu: „Wyniki zatrudnienia absolwentów są oczywiście kluczowe. Musimy jednak uważać, jeśli chodzi o ocenianie kursów i instytucji na podstawie kilku przydatnych, ale wprowadzających w błąd wskaźników”.

    Dalej Willets pisze, a wie o czym, bo jest bardzo doświadczonym edukatorem i politykiem: „Uważam, że koncepcja „nadmiernego” wykształcenia [absolwentów] jest odstraszająca […]. [Jednak] […] wszyscy jesteśmy niedokształceni. Zawsze jest więcej do nauczenia się i więcej do zrozumienia. Wartość edukacji wykracza poza korzyści ekonomiczne – chociaż istnieją uzasadnione pytania dotyczące najlepszego wykorzystania środków publicznych. Co więcej, ma znaczenie, czy absolwenci, a nawet osoby niebędące absolwentami, są nieszczęśliwi w swojej pracy, co dotyka głębszych kwestii ludzkiej samorealizacji i rozkwitu [osoby].”

    Potem Willets powołuje się także na badania naukowe z 2016 roku opublikowane w Oxford Review of Economic Policy, autorstwa ekonomistów Francisa Greena i Golo Henseke, którzy wykazali, „że nawet jeśli absolwentom nie udaje się zdobyć pracy wymagającej wysokich kwalifikacji i są z tego niezadowoleni, nadal cieszą się „znaczącą alternatywną korzyścią ze szkolnictwa wyższego… w tym lepszym ogólnym samopoczuciem i większymi korzyściami zewnętrznymi dla reszty społeczeństwa ”.”

    Bardziej wykształceni nie są wcale nieszczęśliwi, choć nie są może do końca zadowoleni z pracy. To powoduje różne procesy społeczne. Bardziej wykształceni mogą na przykład przemówić nagle po francusku, innym razem po niemiecku. W obcych językach, ale ileż w tym wartości…

    Na dodatek jesteśmy w przełomowym czasie, w którym powstaje mnóstwo nowych zawodów, do których nie sposób przygotować, bo są one po prostu nowe. Wyższe wykształcenie jest kluczowe dla przyszłości. Upraszczające i spłaszczające oraz nienaukowe podejście do wyższego wykształcenia (nie zdobywania wiedzy…, bo ta jest dzisiaj wszędzie) jest krótkowzroczne. I prowadzi ludzi na manowce.

    Kiedyś spotkałem się na debacie na temat protestów ulicznych i ich roli z Borysem Budką. Wtedy liczyły się wartości konstytucyjne, wtedy było ważne to, że są w Polsce ludzie, którzy mówią nie kłamstwu i jawnemu bezprawiu. Dzisiaj na całym świecie wiadomo, że w Polsce nie jest tak łatwo, jak było łatwo na Węgrzech, jeśli idzie o łamanie obywatelskiego ducha i wprowadzenie dyktatury. Boję się myślenia krótkowzrocznych ekonomistów, dla których krótkotrwały zysk jest głównym parametrem oceny. Czyż nie taka krótkowzroczność i chciwość zarządzających doprowadziła do kryzysu ekonomicznego 2008 roku? Czyż nie taka krótkowzroczność jest także odpowiedzialna za kryzys klimatyczny? Potrzeba przecież wizji i determinacji, żeby wygrywać maratony? (a Budka jest maratończykiem).

    Kiedyś napisałem książkę o kulturze zatytułowaną „Literatura, głupcze”. Chciałbym teraz ją przywołać, bo nadal są ludzie, którym się wydaje, że beznamiętnością i kasą zdobywa się władzę. PiS przekonuje, że cynizm i kasa faktycznie działają. Ale ja będę ciągle żądał niemożliwego i chciałbym jednak rewolucji. Bo to George Orwell z 1984 r., — dzieło literackie –, przekonywało mnie jako nastolatka w latach 80-tych XX wieku, żeby występować przeciwko PRL-owi, w którym ministerstwo propagandy nazywało się Ministerstwem Prawdy.

    Teleskop i rozgwieżdżone niebo (fot. Depositphotos)

    PS. Wpis w zmienionej formie ukazał się 21.03.21 w Gazecie Wyborczej.

  • Patriotyczne wychowanie a kompetencje przyszłości

    Patriotyczne wychowanie a kompetencje przyszłości

    Odbyło się posiedzenie podkomisji jakości kształcenia Komisji Edukacji i Nauki Sejmu. Patriotyczne wychowanie a kompetencje przyszłości

    Drabina edukacji

    6 lutego 2021 r. (piątek) o g. 10.00. odbyło się w Sejmie RP posiedzenie Podkomisji stałej do spraw jakości kształcenia i wychowania Komisji Edukacji i Nauki. Posiedzenie prowadzone było hybrydowo, z wykorzystaniem środków komunikacji elektronicznej umożliwiających porozumiewanie się na odległość.

    W porządku dziennym były tylko 2 punkty:

    Porządek dzienny:

    I. Rozpatrzenie Informacji Ministra Edukacji i Nauki na temat kształtowania postaw patriotycznych i obywatelskich w podstawach programowych, ze szczególnym uwzględnieniem nauczania historii i wiedzy o społeczeństwie.

    II. Rozpatrzenie Informacji Ministra Edukacji i Nauki na temat działań w zakresie rozwoju kompetencji uczniów.

    W posiedzeniu uczestniczyli nie tylko posłowie Katarzyna Lubnauer (bardzo aktywna przewodnicząca komisji), Piotr Borys, Barbara Nowacka i Krystyna Szumilas, ale także strona obywatelsko-ekspercka:

    Marek Gumkowski, Otwarta Rzeczpospolita – Stowarzyszenie przeciw Antysemityzmowi i Ksenofobii, 

    Finka Heynemann, Grupa Ponton,

    Iga Kazimierczyk, Fundacja Przestrzeń dla Edukacji,

    Antonina Lewandowska, Federacja na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, federa@astra.org.pl

    Mirosław Michalski, Stowarzyszenie KOD,

    Alicja Pacewicz, Fundacja Szkoła z Klasą,

    Elżbieta Piotrowska-Albin, Fundacja Edukacji Prawnej „Iustitia”,

    Magdalena Plewowska-Semik, Fundacja im. Bronisława Geremka,

    Elżbieta Czyż, Helsińska Fundacja Praw Człowieka,

    Jarosław Płuciennik, Uniwersytet Łódzki,

    Róża Rzeplińska, Stowarzyszenie 61

    Piotr Szafraniec, Stowarzyszenie KOD,

    Jędrzej Witkowski, Centrum Edukacji Obywatelskiej,

    Mateusz Wojcieszak, Fundacja Pole Dialogu,

    Damian Wutke, Otwarta Rzeczpospolita – Stowarzyszenie przeciw Antysemityzmowi i Ksenofobii.

    Kilka słów należy poświęcić kuriozalnym elementów przesłanych wcześniej informacji:

    Na przykład jako innowacyjne są przedstawiane takie projekty:

    „W 2020 w r. uzupełniono projekt edukacyjny Ministra Edukacji Narodowej „Godność, wolność, niepodległość” na lata 2018-2020 o zadanie związane z dziedzictwem kulturowym Jana Pawła II.

    Pomnik Jana Pawła II

    Na zlecenie Ministerstwa Edukacji Narodowej, w ramach uzupełnienia projektu edukacyjnego Ministra Edukacji Narodowej „Godność, wolność, niepodległość” na lata 2018-2020, Ośrodek Rozwoju Edukacji opracował i zaimplementował na Zintegrowanej Platformie Edukacyjnej dodatkowy moduł gry edukacyjnej “Godność, wolność i niepodległość” pn. ”Dziedzictwo kulturowe Jana Pawła II”, powstały w związku z 100. rocznicą urodzin Jana Pawła II. Istotą gry są zawarte w niej misje powstałe w oparciu o biografię Wielkiego Polaka Jana Pawła II. Konstrukcja gry, podobnie jak w pierwszym module, podzielona jest na trzy etapy edukacyjne i składa się z 18 misji 1) Klasy I-III Szkoły podstawowej, misje:

    − “Dziedziństwo Karola”

    − “Szkolne lata Karola”

    − “Rodzinne spotkania”

    − “Zainteresowania Jana Pawła II”

    − Habemus Papam”

    − “Polska Jana Pawła II”

    2) Klasy IV -VIII Szkoły podstawowej, misje:

    − “Karol Wojtyła -aktor i orator”

    − “Droga Karola Wojtyły z Wadowic do Watykanu”

    − “Miasta Papieża Jana Pawła “

    − “ Pontyfikat Jana Pawła II”

    − “ Papież świadkiem historii”

    − “Papież w anegdocie”

    3) Szkoły ponadpodstawowe, misje:

    − “Papież a Polacy pielgrzymki Jana Pawła II do Ojczyzny do 1989 r”

    − “Papież a Polacy pielgrzymki Jana Pawła II do Ojczyzny po 1989 r”

    − “Przyjaźnie Jana Pawła II. Wizyty w Watykanie i Castel Gandolfo”

    − “Duchowe filary polskiego Kościoła w XX w.”

    − “Papież a młodzi – Światowe Dni Młodzieży”

    − “Biblioteka Jana Pawła II. Spotkanie z twórczością Papieża.”

    W drugim dokumencie kuriozalne jest na przykład zawężanie innowacyjności do informatyki:

    „Zmiany, które zapewniły uznanie Polski przez edukacyjne środowisko międzynarodowe za lidera w zakresie innowacyjnego podejścia do nauczania są szczególnie widoczne w przypadku informatyki. Od roku szkolnego 2017/2018:

    • nauka szeroko rozumianego programowania jest obowiązkowa od klasy I szkoły podstawowej;

    • zwiększona została liczba godzin informatyki (o 70 godzin w całym okresie kształcenia);

    • zajęcia informatyki, realizowane w szkołach wg nowych programów nauczania, służą rozwijaniu myślenia komputacyjnego* (ang. computational thinking), czyli przygotowaniu uczniów do rozwiązywania problemów z różnych dziedzin życia/gospodarki/nauki przy świadomym i bezpiecznym wykorzystaniu metod i narzędzi, w jakie wyposaża informatyka;

    • w myśl nowej podstawy programowej informatyka ma być przedmiotem pomocnym wszystkim przedmiotom i całej szkole w kształtowaniu umiejętności rozumowania, analizowania i rozwiazywaniu problemów.”

    Kreatywność i krytyczne myślenie to trudne pojęcia

    To są tylko przykłady dwóch cytatów, ale takich kwiatków jest więcej. Uderza w tym wszystkim brak całościowej wizji, w której wychowanie patriotyczne i historyczne łączyłyby się z jednej strony z kompetencjami społecznymi ważnymi dla współczesności, europejskiej i światowej, jak i brak wizji integrującej, jak te kluczowe kompetencje mają się do kompetencji ważnych dla szkolnictwa wyższego. A przecież złączono niedawno ministerstwo Edukacji i Nauki i coś z tego wynikać powinno. Innymi słowy: w jaki sposób rocznicowe akademie oraz wycieczki patriotyczne na kresy mają kształtować kluczowe kompetencje przyszłości potrzebne na uczelniach wyższych? Chodziłoby o takie kompetencje jak kreatywne myślenie, krytycyzm jako podstawa postawy obywatelskiej, umiejętność kooperacji w grupie wielokulturowej, przyjmowania w grupie różnych funkcji.

    W odpowiedzi ministerstwo zawęziło ponownie krytyczne myślenie do kontekstu korzystania z informacji na informatyce. Zagadnienia tak istotne dla współczesności jak fake newsy czy post-prawda zostały zmarginalizowane do zagadnień informatycznych, jak korzystać z przeszukiwania w internecie.

    A co z historią? Z WOŚP? Z językiem polskim? Czy tam to można mówić: „Słowacki wielkim poetą był?”, a „Dmowski i Piłsudski byli wielkimi postaciami historycznymi” i nic więcej?

    Koncepcja krytycznego myślenia – bardzo skomplikowana

    Umiejętność pracy w grupie, różnych grupach, nowych grupach była kiedyś wspierana przez gimnazja, przez które także wspierano mobilność nie tylko przestrzenną, ale także mobilność społeczną, z awansem społecznym. Eksperci społeczni wskazywali na braki w projektach ministerialnych elementów wychowania obywatelskiego, nauki tolerancji, empatii, pracy w grupie w różnych rolach społecznych. Dużą troską napawały braki ministerialnej refleksji nad wykluczeniem społecznym (także cyfrowym), agresją czy nierównością.

    Praca zespołowa też jest trudna

    Spośród ekspertów społecznych z Łodzi głos zabierali Jarosław Płuciennik i Mirek Michalski.

    Jarosław Płuciennik i Mirosław Michalski

    Autorzy podczas posiedzenia komisji – zrzuty ekranu
  • Dzień Nauki Polskiej i problem zagubionej cywilizacji…

    Dzień Nauki Polskiej i problem zagubionej cywilizacji…

    Już drugi rok świętujemy 19 lutego. Czy powinniśmy świętować Dzień Nauki Polskiej?
    Problemy z niedoszacowaniem polskich czasopism i polskiej tradycji naukowej są w Polsce obecne, trudno nie zgodzić się z obecnym ministerstwem, sam mógłbym omówić mnóstwo przykładów niesprawiedliwej oceny wynikającej z zawierzenia wyłącznie algorytmom i tzw. alt-metrics (alternatywne, komputerowe badanie parametryczne tzw. wpływu publikacji). Istnieją także problemy z językiem i kulturą polską, z niedoszacowaniem innych języków niż angielski. Mamy sporo nieporozumień wynikających z niezrozumienia, że humanistyka to także obszar refleksji naukowej, a nie wymiany poglądów.

    Różne wymiary hegemonii kulturowo-cywilizacyjnej

    Jednak do naprawy takiego stanu rzeczy nie wystarczy, tyleż dobroduszne, co cyniczne „przecież nikomu nie zaszkodzi” z ostatniego oświadczenia ministerialnego, kiedy się podniesie punkty tu i ówdzie, „sypnie się punktów”, jak to ujmuje wiceminister Włodzimierz Bernacki.

    Ratunek dla polskiej nauki to nie jest zasada TKM, czyli perfidna i ręczna manipulacja, ratunkiem dla polskiej nauki jest: więcej wolności, autonomia uniwersytetów i badań naukowych, samorządność uniwersytecka,  uniwersytecka demokracja, samorządność w ogóle oraz decentralizacja.

    Innowacja bierze się z inteligencji rozproszonej

    Na łamach Forum Akademickiego doradca ministra Czarnka, dr Paweł Skrzydlewski, (profesor wyższej szkoły zawodowej w Lublinie), dr KUL, główny odpowiedzialny za „wyręczenie” Komisji Ewaluacji Nauki w trudnym i żmudnym trudzie oceny czasopism i konferencji naukowych, pisze na łamach Forum Akademickiego „Nowa lista nikogo nie krzywdzi”. „za to dowartościowuje tytuły ważne z punktu widzenia polskiej kultury”. Jaka szkoda, że KEN nie poczuł ulgi z tego wyręczenia w trudzie.

    „Lista nikomu niczego nie odbiera, a daje nowe możliwości, dowartościowuje działalność wielu polskich naukowców przez co wzmacnia ich podmiotowość i buduje poczucie wolności działalności naukowej. Widać to w wielu bardzo pozytywnych reakcjach na zaproponowane zmiany.”

    No i jak tam naukowcy i naukowczynie? Czy zbudowano wasze poczucie wolności działalności naukowej” Wzmocniono podmiotowość?

    A może jakieś racjonalne i poparte badaniami argumenty i tok rozumowania oraz przekonywania zamiast raczenia czytelników „przekonaniami” i „przeświadczeniami”?. „Nie, bo nie. Tak, bo tak” to nie jest dyskurs godny naukowca. „Nie, bo nie” to może dobre w kampanii prezydenckiej, ale na salonach nauki nie uchodzi. Nauka to nie są opinie, nauka to poszukiwanie prawdy. Humanistyka to także poszukiwanie i debatowanie prawdy. Nie opinii. Rozpychanie się łokciami i zasada „teraz k… my” (cyt. Jarosława Kaczyńskiego sprzed lat) nikogo nie krzywdzi? Daje poczucie podmiotowości beneficjentom? No tak… Życzę słodkości w kontemplowaniu się własną podmiotowością! To już nawet nie jest skandal, to jest jakiś surrealistyczny koszmar…. Jak tłumaczyć młodemu pokoleniu, że warto być naukowcem? To jest zaoranie nauki i oświecenia publicznego w Polsce. Prymitywna manipulacja, „dosypywanie punktów” „swoim”, „sobie”… TKM, na chama: to są zasady przyświecające dzisiejszym idealistom i patriotom boboojczyźnianym z ministerstwa Nauki.

    Symboliczne przedstawienie „Bóg z nami”… (fot. Depositohotos)

    Poza tym bardzo chciałbym wskazać dzisiaj, że stabilność to także wartość, przypomnę, że w Polsce naukowcom zmienia się reguły gry niemal z każdą zmianą na stanowisku ministra, natomiast nauka to są procesy długofalowe, nie można zmieniać reguł co drugi rok. Nauka i jej autorytet oraz metody wypracowywane są latami i dekadami. Nauka to nie ideologia, nauka to wartości, ale nauka to nie są opinie tego, czy innego człowieka, tego czy innego ministra, wiceministra czy doradcy ministra. Nauka to dyskusja, dialogi, debata, deliberacja w przestrzeniach publicznych a nie w tajnych kuluarach. Można wskazać na długi proces wyłaniania się oświeceniowej nauki od czasów tzw. renesansu arabskiego w XIII wieku, zanim Izaak Newton uregulował nam jednolicie i naukowo przestrzeń, musiało minąć wiele, wiele stuleci. Patron dnia polskiej nauki Mikołaj Kopernik, mimo że nazwał swoje główne dzieło rewolucyjnie (po łacinie „O obrotach ciał niebieskich” zaczyna się „De revolutionibus…”,) przyjmował się kilkaset lat, został na początku wieku XIX zdjęty z indeksu ksiąg zakazanych (na którym widniał od 1616 r.), Galileusza zrehabilitowano całkiem niedawno. W 1757 r. papież Benedykt XIV usunął z indeksu inne dzieła o heliocentryzmie, zaś same „De revolutionibus orbium coelestium” Mikołaja Kopernika były tam do 1819 r. Procedura usunięcia dzieła Kopernika z indeksu trwała aż do 1828 r. Dopiero w 1993 papież oficjalnie przyznał, że potępiając Galileusza, Kościół popełnił błąd.

    Pomnik Mikołaja Kopernika w Toruniu, Polska
    Autor wpisu w 2015 roku na uroczystościach rocznicowych Uniwersytetu w Toruniu (drugi od lewej)

    Ministerstwo brnie w zaparte publikując uzasadnienie: „Troska o rozwój i jakość polskiej nauki – zmiany w punktacji czasopism”.

    Chociaż właściwie ministerstwo się uczy, bo kiedy jeden z naukowców zrobił korektę językowo-stylistyczną pierwotnego oświadczenia Ministerstwa Edukacji i Nauki (sic!), pojawiła się nowa wersja. Tam czytamy najpierw:

    „Uwzględniono także siłę oddziaływania czasopism we właściwych dla nich dziedzinach badań, a także ich związek z kulturą narodową oraz rolę w umacnianiu tożsamości cywilizacyjnej kultury polskiej.” Zastąpiono ten passus: „Uwzględniano także siłę oddziaływania czasopism we właściwych dla nich dziedzinach badań, a także ich związek z kulturą narodową oraz ich rolę w umacnianiu kultury polskiej.” W tej autokorekcie, powstałej pod wpływem, jak wolno sądzić, korekty naukowca z portali społecznościowych, widać jak w soczewce wycofanie poglądu, jakoby polska kultura miała tożsamość cywilizacyjną. Ciśnie się pytanie, dlaczego?

    Czy zaistniało jednak jakieś wahanie w głowach piszących w ministerstwie, że to nie Polacy dali Francuzom wynalazki takie jak widelce i „wychodki”? Słynna teza o cywilizacji polskiej nie znajduje posłuchu w żadnym znanym mi opracowaniu o zderzeniu cywilizacji czy o wojnach kultur. A prowadzę zajęcia między innymi z komunikacji międzykulturowej, filozofii kultury i historii kultury. Polska kultura miała okres świetności, wtedy kiedy była tolerancyjną Rzeczpospolitą wielu narodów (nazywała się Rzeczpospolitą Obojga Narodów) za czasów Zygmunta Augusta, jednak nie wykształciła na tyle silnych i trwałych wzorów, aby nazwać ją „cywilizacją polską”. No ale przecież „myśl” narodowo-katolicka nie może znieść tej kalumni, że Polacy gęsi, mimo iż swój język mają. Ano właśnie, gęsi, bo nie posłuchali Reja i Kochanowskiego, którzy byli gorącymi zwolennikami ruchów reformacyjnych. Nikt nie posłuchał Andrzeja Frycza Modrzewskiego, tam był zaczyn polskiej cywilizacji opartej na polskim republikanizmie.

    Mikołaj Rej, ojciec języka polskiego, protestant, tłumacz psalmów

    No i tak. Nie mamy polskiej cywilizacji, nawet w oświadczeniu polskiego ministerstwa Edukacji i Nauki. Ale mamy Dzień Polskiej Nauki. Nauka albo jest międzynarodowa, albo nie ma jej w ogóle. Nie oznacza to, że wszystko musimy publikować po angielsku i zagranicą, wcale nie!, ale ideał „rzeczpospolitej uczonych” nigdzie nie został zastąpiony „rzeczpospolitą plemienną”. A taki ideał rysuje się z „myśli” niedowarzonych szerokiego grona doradców obecnego ministerstwa. Będziemy plemiennym skansenem jeśli nie zaprotestujemy przeciwko temu dobrodusznemu i niby ratowniczemu gestowi „szczodrego”, „dobrego pana”, który dosypuje niektórym punktów, a co za tym idzie pieniędzy. Kiedyś naprawdę trzeba powiedzieć: dość!

    Dobrego dnia Polskiej Nauki!!!

    PS. Dzisiaj zorganizowaliśmy razem z Krzysztofem Piątkowskim, posłem na Sejm RP konferencję naukową poświęconą protestowi z okazji Dnia Nauki Polskiej.

    Zdjęcia AG.

    PS. W sobotę 20 lutego 2021 wpis ukazał się w zmienionej nieco formie w Gazeta Wyborcza

  • Awans ministra Czarnka, studiów pornograficznych i TKM

    Awans ministra Czarnka, studiów pornograficznych i TKM

    Awans ministra Czarnka, studiów pornograficznych i TKM

    Kariera i jej symbol — drabina

    Daleki jestem od choroby, którą niegdyś nazwano punktozą. Zawsze starałem się publikować w miarę dobrze i w miarę często, ale tak, żeby jakość nie ucierpiała w gonitwie za ilością. I zawsze też uważałem, iż ocena jakościowa powinna uzupełniać wszelką ocenę ilościową. Oczywiście ewaluacja nauki musi mieć miejsca, nikt nie zamierza z tym dyskutować.

    Już minister Gowin wprowadził bardzo niesprawiedliwe dla polskich naukowców metody mierzenia — ewaluacji — dorobku naukowego. Tak jak i ewaluacji poszczególnym uniwersytetów. Bezduszne algorytmy, które powodują zwiększenie widoczności dorobku tych, którzy już są widoczni, mają od momentu wprowadzenia tzw. Ustawy 2.0 decydować o losie polskiej nauki. Wydawało mi się kilka lat temu, że nic gorszego od tzw. Konstytucji dla Nauki nie może nas spotkać.  Tak, tak, w nazewnictwie i dbałości o PR ministerstwo Gowina było zawsze znakomite, z jednym wyjątkiem; kiedy wymyśliło projekt konkursu pt. Inicjatywa Doskonałości Uniwersytet Badawczy, w skrócie IDUB (nie tylko wyczulone filologicznie ucho może wyłowić ten brak subtelności nazewniczej).

    Totalna wyprzedaż…

    Okazuje się jednak, że rządy ministra Czarnka są „piekielnie gorsze” (nie „o niebo lepsze”). Uznaniowość zaczęła się już pod koniec rządów Gowina, kiedy Ustawa szumnie nazywana Konstytucją miała kilkaset poprawek wrzucanych w Sejmie na ostatnim etapie legislacji. Jak można się domyślać, bubel gonił bubel, a na dodatek, większość zapisów ustawy zależała i zależy od niegotowych jeszcze w chwili uchwalania Ustawy Rozporządzeń. Z chwilą ukazania się Rozporządzenia, któremu towarzyszyła „Lista czasopism punktowanych” jako załącznik, wybuchła burza w środowisku naukowym, bo nie było w niej widać ani dbałości o jakość, ani logiki.

    Minister Czarnek wziął się więc do roboty: TKM (dla ludzi nie pamiątających historii: to był kiedyś skrót wymyślony przez Jarosława Kaczyńskiego, doktora nauk prawnych na określenie negatywnych zjawisk zauważalnych w gronie swoich członków PiS, chyba wtedy jeszcze Porozumienia Centrum braci Kaczyńskich: zjawisko pazerności i lekceważenia wszelkich standardów widoczne w powiedzeniu „Teraz k…. my”). Otóż nie dziwi, że minister Czarnek zadbał o swoją macierzystą uczelnię KUL i awansował sporo czasopism z tej uczelni. W jednym nawet mam swoją publikację, jest to istniejący od 1988 r. Ethos. Kwartalnik Instytutu Jana Pawła II KUL, który awansował z 20 punktów do 70 (gratuluję kolegom redaktorom, ale Studia Norwidiana awansowały jeszcze lepiej z 20 do 100 punktów…). W tym samym czasie międzynarodowe czasopismo, którego jestem redaktorem „The Problems of Literary Genres” ma nadal 20 punktów, mimo że wielokrotnie protestowaliśmy przeciwko poniżeniu jednego z nielicznych międzynarodowych czasopism literaturoznawczych we Wschodniej Europie istniejących nieprzerwanie od 1958 r., (jego założycielką była słynna na cały świat Stefania Skwarczyńska), na jego wzór powołuje się czasopismo „Genre”, które obecnie na liście ma 100 punktów.

    Jednak zostawiając partykularyzmy (pal licho!), oto jak wygląda wedle wyliczeń mojego kolegi awans i dynamika kariery naukowej samego ministra Czarnka. Skromny dorobek ministra Czarnka wedle nowej punktacji jest już znacznie mniej skromny, dynamika jest znacząca, minister awansuje w punktacji z 170 do 370 (sic!) punktów!!!

    2020

    1 )       Glosa do uchwały składu połączonych Izb: Cywilnej, Karnej oraz Pracy i Ubezpieczeń Społecznych Sądu Najwyższego z dnia 23 stycznia 2020 r., sygn. akt BSA I-4101-1/20

    [w:] PRZEGLĄD SEJMOWY

    Było 70 punktów — jest 100

    2) Spór kompetencyjny pomiędzy Sądem Najwyższym a Prezydentem RP i Sejmem RP – sygn. Kpt 1/20

    [w:] TEKA Komisji Prawniczej PAN Oddział w Lublinie

    Było 40 punktów — jest 100

    2018

    1) Reforma wymiaru sprawiedliwości a bezpieczeństwo prawne

    [w:] TEKA Komisji Prawniczej PAN Oddział w Lublinie

    Było 40 punktów — jest 100

    2) Prawo naturalne w Europie – fundament czy zapomniana rzeczywistość?

    [w:] Biuletyn Stowarzyszenia Absolwentów i Przyjaciół Wydziału Prawa Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego

    Było 20 punktów — jest 70

    Czyli razem: po staremu 170

    Po nowemu razem: 370

    Takie kuriozum jak awans czasopisma ojca Rydzyka „Fides et Ratio” z 20 na 70, to drobiazg.

    Sam uważam także, iż należy dbać o czasami niszowe zainteresowania naukowe, bo za takie uważam studia pornograficzne (Porn Studies), które awansowały z 70 do 100 punktów (tutaj także dziękuję swojemu koledze za zwrócenie uwagi na ten fakt, choć jak się okazuje, ten awans nastąpił już w grudniu 2019 r). Choć spotkało się to z czasami komicznymi komentarzami na portalach społecznościowych. Znaczenie społeczne studiów nad pornografią uważam za fundamentalne z punktu widzenia Nauk o kulturze i religii, jednak znaczenie czasopism Rydzyka i innych awansowanych przez Ministra — już znacznie mniej. Dlatego nie dziwią mnie reakcje środowiska, które zamieniają się już w memy, na przykład:

    Ewaluacja nauki — ewakuacja nauki

    Ewaluacja — s…acja

    Ale za najlepsze, bo niezwykle jednak dowcipne uznałem taki mem:

    Ewaluacja nauki czy ejakulacja nieuka — wszystko mi jedno, nie chce mi się….

    Fontanna (to nie jest fajka…)

    Oby taka reakcja nie była reakcją powszechną. Bo punktoza nie ma sensu, ale absurdy wyrównywania szans, zwłaszcza dla swoich i siebie samego — to już jest gruba nieprzyzwoitość. Kropka. Anty-etos i nieprzyzwoitość. Dwie kropki…

    PS. 12 lutego 2021 skrócony tekst ukazał się w Gazecie Wyborczej

    Teraz, k…, my. Awans ministra Przemysława Czarnka i studiów pornograficznych

    PS.2 wczoraj ukazał się także tekst oświadczenia KEN

    Ps. 3. poprawiłem literówkę oraz dodałem informację o awansie „Porn Studies” już w grudniu 2019 r.