Tag: wolność słowa

  • Prawa człowieka jako rama dla polityki

    Prawa człowieka jako rama dla polityki

    Wiele się pisze o postępującej na całym świecie polaryzacji stanowisk. Dotyczy to także Polski. Można przypuszczać, że owa polaryzacja wspierana i wywoływana jest przez technikę, i wszechobecną cyfryzację naszego życia oraz rolę platform społecznościowych i mediów w ogólności. Jednak można zobaczyć także zjawiska, które wskazują raczej na budowanie się nowych figur i ich konstelacji. A dotyczy to moje twierdzenie zarówno zjawisk społecznych polskich jak i międzynarodowych. Symbolem nieoczekiwania, zaskoczenia i niepokoju jest oczywiście słynny „czarny łabędź”, o którym już powstały tomy opracowań — wydaje nam się, że łabędzie mogą być tylko białe, jednak nagle odkryta zostaje mała wyspa, na której ludzkość znajduje łabędzie czarne. Ludzkość zabijana była przez bakterie i wydawało się, że tak już będzie, ale wymyślono penicylinę. COVid-19 wystarczająco jasno pokazał nam, że niewyobrażalne stoi ciągle za progiem, że musimy nauczyć się żyć w stanie stałej niepewności, trwałego stanu niekontrolowanego świata. Czarne łabędzie się zdarzają.

    Metafora politycznej debaty (fot. lic. Depositphotos)

    Jednym z ciekawych naukowców piszących o konieczności nauczenia się życia z niepewnością jest Hartmut Rosa, niemiecki, znany na świecie i w Polsce, socjolog i politolog, badacz i wykładowca Uniwersytetu Friedricha Schillera w Jenie oraz dyrektor Kolegium Maxa-Webera na Uniwersytecie w Erfurcie. Od 2011 roku jest rzecznikiem grupy badawczej zajmującej się krytyką wzrostu i przyśpieszenia gospodarczego. Jest autorem uznanych współczesnych książek, będących diagnozami współczesności „Beschleugning” (Przyspieszenie) i „Resonanz” (Rezonans). W języku polskim ukazała się eseistyczna książka „Przyspieszenie, wyobcowanie, rezonans. Projekt krytycznej teorii późnonowoczesnej czasowości” (2020).

    Hartmut Rosa podczas wystąpienia publicznego Fot. JP, screen z Twittera Organizations, Artifacts and Practices (OAP), 29.06.20.

    Według jego najnowszej książki wydanej po szwedzku pt. „Czego nie możemy kontrolować. O naszych relacjach ze światem” (2021) dążenie do kontrolowania świata jest cechą wyróżniającą nowoczesności, jest to modus vivendi, kulturowy sposób życia. Problem oczywiście, że całkowicie znany, zaplanowany i kontrolowany świat byłby po prostu martwy. Bez niepewności nie ma życia. Jednocześnie, jak wskazuje np. filozof kognitywista Peter Gärdenfors, to dążenie do kontroli jest motorem rozwoju wiedzy, wiedza daje wrażenie kontroli rzeczywistości.

    Można wskazać, że krytyka pewności siebie, pychy, arogancji człowieka jest odwieczna, świadczy o tym choćby i to, że największym przewinieniem w tragedii greckiej była właśnie hybris, pycha, prowadząca do zaślepienia. W Biblii mamy także „zatwardziałość serc”, która jest niezdolnością do dokonania zmiany, do opanowania się i do nawiązania miłosnych relacji ze światem.

    Symbol pychy i arogancji (fot. lic. Depositphotos)

    Zwykliśmy myśleć o chrześcijaństwie jako o „pewności wiary”, „rycerzach wiary”, jednak w głównym nurcie jego myśli znajduje się także Søren Kierkegaard, duński filozof, argumentujący w duchu sokratejskim za wątpieniem i niepewnością jako głównym motywie filozofii chrześcijańskiej.

    Do takiej postawy nawołuje ostatnio także prymaska bp Szwecji Antje Jackelén, która jest orędowniczką zaangażowania politycznego chrześcijaństwa, ale jednocześnie wychodzenia poza tradycyjne spolaryzowane dychotomie: prawica – lewica. (Zob. DN Debatt. ”De mänskliga rättigheterna måste vara ram för all politik” Dagens Nyheter 19.06.2021)

    Bp. Antje Jackelén, prymaska Kościoła Szwecji 1 maja 2016 w Łodzi, w parafii Ewangelicko-Augusburskiej św. Mateusza (obok autor blogu z żoną Magdaleną Rembowską-Płuciennik) (fot. JP i Michał Makula)

    Trzeba jednoznacznie w tym kontekście wskazać także na ramy kultury europejskiej i światowej, które pozostają poza dyskusją. „Władza polityczna nie jest celem samym w sobie, ale jest narzędziem do uświadomienia sobie w debacie i porozumieniu z innymi tego, co według własnych i partyjnych przekonań jest najlepszą alternatywą.” Pisze Antje Jackelén Bieżąca walka polityczna o czystą władzę dla władzy nie obchodzi chrześcijanina.

    Natomiast pryncypia takie jak np. „prawa człowieka” są fragmentem tego pola wspólnego nie podlegającego dyskusji.

    Według teolożki i etyczki szwedzkiej prawa człowieka i chrześcijaństwo spotykają się, gdyż „teologia również należy do tego, co nie powinno być definiowane na podstawie skali od prawej do lewej. […] Teologia chrześcijańska nie jest podporządkowana polityce danego kraju, ale musi orientować się w oparciu o biblijne przesłanie Jezusa Chrystusa, które jest interpretowane w każdym czasie i we wspólnocie na całym świecie.

    Stanowiska Kościoła w sferze publicznej muszą być zawsze motywowane teologicznie. Może dotyczyć zadawania pytań, które zadaje niewiele osób lub, często razem z innymi, zwracania uwagi na sytuacje podatności na zagrożenia. Może to być wygodne lub niewygodne dla polityków, ale nigdy nie zastąpi ich pracy.”

    Drugim argumentem jest to, że „prawa człowieka opierają się na fundamencie, który jest dany przed rozpoczęciem wszelkich obliczeń użyteczności i inteligentnych rozwiązań. Wszyscy ludzie rodzą się wolni i równi w godności i prawach […]. To jest bardzo bliskie podstawowego tekstu tradycji żydowskiej i chrześcijańskiej: pierwszej historii stworzenia, w której mówi się, że Bóg stworzył człowieka na swój obraz (Rdz 1,27). Ponadto, jak wskazuje druga relacja o stworzeniu, Bóg stworzył człowieka jako istotę relacyjną (Rdz 2,4b-3:7). Z tego wynika stosunek do stwórcy, do stworzenia, do bliźnich i do siebie samego.

    Sens życia ludzkiego zawiera się w sieci tych czterech relacji: z najświętszym (większość ludności Ziemi nazywa go Bogiem), z planetą jako ekosystemem, z naszym bliskim lub dalekim bliźnim oraz z samym sobą.

    Ten fundament – ​​godność człowieka i jego relacyjność – powinien stanowić ramy i fundament polityki wszystkich stron, a nie odwrotnie.”

    Pozwoliłem sobie zacytować to niedawne wystąpienie publiczne prymaski Kościoła Szwecji, gdyż jest mi ono bliskie i czuję naprawdę zagrożenie dla bycia chrześcijaninem w Polsce, w której mieniący się katolikiem (czy aby na pewno chrześcijaninem?) Minister Edukacji i Nauki Przemysław Czarnek nie dość, że sam odmawia godności sporej grupie współobywateli, braci i sióstr (?) (zob. jego słynne mówienie, że LGBT to nie ludzie), to jeszcze na dodatek pragnie także zadekretować wolność nienawistnego wypowiadania się w przestrzeni akademickiej (tzw. pakiet wolnościowy Czarnka). Pragnienie władzy było obce Chrystusowi Ewangelii. Wydaje się, że Minister Czarnek rugując z listy lektur szkolnych ilustrowaną bajkę Leszka Kołakowskiego o nosorożcu, który chciał latać, robi więcej szkody chrześcijaństwu niż nękany na własnej uczelni (KUL) ks. prof. Wierzbicki, który w duchu ewangelicznym ujmował się za prześladowanymi przez policję i prokuraturę. Tak jak prawa człowieka stanowią o wspólnocie w ramach kultury Zachodu, tak samo nie powinniśmy pozwalać na nietolerancję. Pierwszy Rektor Uniwersytetu Łódzkiego, prof. Tadeusz Kotarbiński, filozof racjonalny i praktyczny, pisał „Gdy ustaje tolerancja dla tolerancji, nastaje tolerancja przemocy.“ To jest powtórzenie stałej myśli demokratycznej: nie ma tolerancji dla nietolerancji, granicą mojej wolności jest krzywda innego. Dla tej właśnie relacyjności, dla tego rezonansu opanuję się i powstrzymam przed mową nienawiści w odniesieniu do kogokolwiek. Jednak jeśli policja i władza będzie używać nienawiści jako narzędzia, niech nie oczekuje łagodności jako odpowiedzi. Noblese oblige. Tutaj nie ma i nie może być symetrii. Upajanie się władzą jest niegodne chrześcijanina i członka kultury Zachodu.

  • Uczelnie i kultura to drogocenne skarby

    Uczelnie i kultura to drogocenne skarby

    Diament na czarnym tle (lic. Depositphotos)

    Kampusy uniwersyteckie są równie ważnym przyczółkiem cywilizacyjnym co drogi kolejowe i infrastruktura komunikacyjna w ogólności. Uniwersytet i demokracja uniwersytecka i wolność badań naukowych i nauczania to są fundamenty kultury Zachodu.

    Jednak, jak donosi David Matthews w Times Higher Education, te fundamenty są podkopywane przez siły odśrodkowe antyunijne. Dobra wiadomość, że narasta opozycja w odniesieniu do planowanego na Węgrzech chińskiego kampusu o wartości wielu miliardów euro. To jest ewidentna część szerszej gry totalitarnych Chin, zmierzającej do zbliżenia się Węgier do Pekinu i zmniejszenia zależności od Unii Europejskiej.

    Formalnie rzecz biorąc, Uniwersytet Fudan jest głównym „publicznym” uniwersytetem badawczym w Szanghaju w Chinach, jednak nieformalnie oznacza to, że totalitarne państwo chińskie ma pełną nad nim kontrolę. To tak jak z poską TVP, formalnie jest to nadawca publiczny, jednak jej stronniczość jest ewidentna i wykazywana przez wielu obserwatorów. Jak można się przekonać, Fudan jest to jeden „z najbardziej prestiżowych i elitarnych uniwersytetów w Chinach”. Jego początki nominalne sięgają jeszcze czasów cesarskich w 1905 r.

    Obecnie Chiny i Rosja stają się coraz bardziej podejrzane w Unii Europejskiej. Jednak polityka Orbana jednoznacznie wskazuje na ocieplanie relacji z tymi dwoma autorytaryzmami (z Rosją już od dawna).

    Węgry Orbana zgodziły się na finansowaną przez Chiny kolej między Budapesztem a Belgradem, przyjęły chińskie szczepionki przeciw COVID-19. Ale gdyby tego było mało, w zeszłym miesiącu Urbanowski rząd zawetował rezolucję UE potępiającą represje Chin w Hongkongu.

    Wiktor Orban — szykując się do prawdopodobnej utraty władzy na Węgrzech — stara się nie tylko przejąć uniwersytety, w istocie je prywatyzując i oddając we władanie podporządkowanym sobie fundacjom, to jeszcze na dodatek wiąże się finansowo z szemranymi autorytatywnymi źródłami. Jak pisze David Matthews z THE, cytując ekspertów od Węgier: „rząd szuka alternatywnych źródeł pieniędzy”, wyprzedzając także niejako negatywne ruchy ze strony Unii Europejskiej.

    Według danych Węgry będą musiały wziąć 1,3 miliarda euro (niemal 5,9 mld złotych) chińskiej pożyczki na pokrycie kosztów budowy Campusu chińskiego uniwersytetu na uchodźstwie…

    Wieczorny Budapeszt z góry… Węgry (fot. lic. Depositphotos)

    Wedle umów podpisywanych na Węgrzech głównym beneficjentem tych kredytów mają być też chińskie firmy. Zatem summa summarum zapłacą za wszystko Węgrzy swoimi podatkami.

    A sprawa jest niezwykle ważna dla zamożnych beneficjentów Uniwersytetu z Chin: studentami mają być właśnie bogate dzieci bogatych chińskich rodzin. Chińscy wykładowcy mają też otrzymywać niebotyczne zarobki.

    Campus planuje się na 6000 do 8000 studentów. Co w skali samego uniwersytetu-matki, który ma tych studentów ok. 30000, jest dużą liczbą.

    Przeciwnikiem inicjatywy rządowej jest jednak burmistrz Budapesztu, Gergely Karácsony.

    Szczególnie oburzające w całej sprawie — i jakże symboliczne — jest zaproszenie chińskiego campusu po tym, jak „wyrzucono” z Budapesztu Uniwersytet Środkowej Europy (CEU, czyli Central European University). A znamienne jest też i to, że w 2019 roku Fudan wykreślił hasło „wolność myśli” ze swojego statutu i dodał przysięgę lojalności wobec rządzącej partii komunistycznej. Pomijam tutaj inne zarzuty sięgające po wiadomości od służ specjalnych.

    Mam nadzieję, że po zmianie władzy na Węgrzech w 2022 r. i wyrzuceniu do kosza umów z Chinami, te nie zwrócą się do Polski jako najbliższego sojusznika polityki rosyjskiej Putina, a jednocześnie członka UE. Byłoby to fatalne z wielu względów. Rosyjskie szczepionki i chińskie szczepionki to jest papierek lakmusowy wiarygodności. Kampusy uniwersyteckie są równie ważnym przyczółkiem cywilizacyjnym. Uniwersytet i demokracja uniwersytecka i wolność badań naukowych i nauczania to są fundamenty kultury Zachodu. Dbajmy o uczelnie i kulturę.

  • Debil – kretyn – wał – barania głowa. Polskie problemy w obcych językach

    Debil – kretyn – wał – barania głowa. Polskie problemy w obcych językach

    Debil – kretyn – wał – barania głowa. Polskie problemy w obcych językach. Polska ponownie jest sławna. Tym razem także jej pisarze. Mamy snop światła na Polskę. Snop światła na głowę naszego państwa. Polityka zagraniczna nie jest chyba najsilniejszą stroną głowy naszego państwa. Już kiedyś w kampanii wyborczej kandydat na prezydenta Andrzej Duda ogłaszał publicznie pogardę wobec obcych języków (moją opinię na ten temat wyrażałem tutaj). Taka pogarda naprawdę mści się okrutnie. I nie jest mądra.

    Muszę przyznać, że nie zwróciłem uwagi na pisarza Jakuba Żulczyka, kiedy kilka lat temu dostał prestiżową nagrodę w postaci Paszportu Polityki. Przyznaję z pokorą, że pomimo uznania przez wielu, ja nie znam jego powieści. Nie widziałem też filmów ani seriali nakręconych na podstawie jego scenariuszy. Jednak od dzisiaj wiem, że Jakub Żulczyk ma swoje „15 minut sławy” (tak chyba nazywał się jego felieton w jednym z polskich dzienników…), piszą albowiem o nim media na całym świecie. No tyle, że „szkalują” te media Polskę jako kraj, w którym funkcjonuje drakońskie prawo dotyczące ograniczeń wolności słowa. Czy faktycznie to szkalowanie? A może jednak prawda? Może jesteśmy już „zamordystycznym” krajem? Kiedy przyjrzeć się raportowi sprzed czterech dokładnie lat pt. „Przepisy dotyczące zniesławienia i zniewagi w regionie OBWE: studium porównawcze” (Na zlecenie Przedstawiciela OBWE ds. Wolności Mediów) (Marzec 2017), sprawa nie wyglądała już wtedy wesoło. Co prawda podobne prawa istnieją w wielu krajach, jednak w niewielu jest aż 7 na 9 rozmaitych zakazów z tym związanych. A istnieją państwa, gdzie takich regulacji po prostu nie ma. Albo są znikome. Albo nie stosuje się tego prawa. Wśród tych zakazów można wymienić:

    1. Przestępcze zniesławienie i zniewaga;
    2. Zwiększona ochrona funkcjonariuszy publicznych na mocy ogólnych przepisów dotyczących zniesławienia i zniewagi; (W POLSCE NIE MA TAKIEJ OCHRONY)
    3. Inne specjalne przepisy dotyczące zniewagi funkcjonariuszy publicznych;
    4. Zniesławienie głowy państwa;
    5. Zniesławienie państwa (z wyłączeniem przepisów dotyczących symboli państwowych);
    6. Zniesławienie organów państwowych / instytucji państwowych;
    7. Zniesławienie zagraniczne głów państw (z wyłączeniem ustaw dotyczących symboli państwowych);
    8. Zniesławienie zagranicznych państw; (NIE MA W POLSCE TAKIEGO PRZESTĘPSTWA)
    9. Zbrodnicze bluźnierstwo / zniewaga religijna.

    Polska jest jednym z pięciu państw, które mają aż 7 z 9 różnych przestępstw związanych ze zniesławieniem (znieważeniem), pozostałe to Niemcy (sic!), Monako, Portugalia oraz, last but not least, Turcja. Niestety, wśród tych przestępstw jest także dziwne dla mnie przestępstwo „obraza uczuć religijnych”. Anachroniczność tego zapisu w prawie polskim wydaje mi się — szczególnie dzisiaj — oczywista. Niby miało chronić mniejszości religijne, a jest kneblem przeciwko krytyce hegemonicznej większości.

    Ciekawie wygląda sprawa języka, używanego do opisu tego „przestępstwa” inkryminowanego przez reżim pisarza Jakuba Żulczyka. Po angielsku zarówno BBC jak i The Guardian używają angielskiego odpowiednika „debila” — bo takim słowem Żulczyk określił prezydenta Andrzej Dudę — określenia „moron”, które jest zazwyczaj przekładane jako „kretyn”, jednak nie tylko. W słynnym punk rockowym tekście będącym ewidentnym bluźnierstwem przeciwko koronie angielskiej równie słynnego Sex Pistols możemy przeczytać wykrzyczane:

    Photograph: Koen Suyk. In: Nationaal Archief, Den Haag, Rijksfotoarchief: Fotocollectie Algemeen Nederlands Fotopersbureau (ANEFO), 1945-1989 – negatiefstroken zwart/wit, nummer toegang 2.24.01.05, bestanddeelnummer 928-9665 – Anefo Nationaal Archief, CC0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=20075070

    Boże chroń Królową
    i jej faszystowski reżim,
    robią z Ciebie wała [moron]
    i bombę wodorową wielkiej mocy.
    (wolne tłumaczenie JP)

    Muzyka jest ostra i raczej kakafoniczna.
    No i powtarza się refren, że jesteśmy wszyscy bez przyszłości.

    No future, no future.

    To hasło zawołanie całego ruchu punk, „punk” to w slangu angielskim śmieć. Sex Pistols na pewno chcieli skandalu. Ale jednocześnie ten utwór stał się symbolem wolności protestu pokolenia, które czuło się „zdradzone o świcie” przez system. Sednem jednak nie było wywołanie skandalu, tylko raczej ogłoszenie swojej prawdy światu, wydanie opinii na temat systemu politycznego. Tutaj nie chodziło o politykę zagraniczną, raczej o wewnętrzne relacje, choć aluzja do bomby wodorowej to też zabranie głosu w sprawach światowych.

    Prasa zachodnia opisuje dość wiernie okoliczności skandalu z obrazą prezydenta, że popularny polski pisarz komentował w ten sposób relacje międzynarodowe Polski w kontekście — ocenianego przed niego jako debilne — zachowania na Twitterze polskiego prezydenta. Przypomnę, że Andrzej Duda zwlekał z gratulacjami dla Joe Bidena, kiedy wszyscy niemal przywódcy światowi słali mu gorące gratulacje. I to ten fakt był oceniany przez Żulczyka. Odbieram jego wpis jako święte oburzenie aktywnego w mediach obywatela, pisarza, osoby publicznej, któremu przyświeca troska o relacje międzynarodowe Polski. Co więcej, prawdopodobnie chciałbym Polski szanowanej na świecie, postrzeganej jako cywilizowana….

    Ciekawe z punktu widzenia językowego, że szwedzki dziennik Svenska Dagbladet używa określenia „barania głowa”, aby oddać inkryminowanego „debila”.

    To że po angielsku i po szwedzku słowo debil może kojarzyć się niepotrzebnie z innymi pojęciami funkcjonującymi w tamtych językach (np. z osłabiającym efektem, ang. debilitating) sprawia, że dziennikarze starają się znaleźć tamtejszy lokalny odpowiednik. A z tymi odpowiednikami w przypadku mocno emocjonalnych określeń jest wszakże zawsze kłopot, tak jak w przypadku przekleństw. Wiadomo na przykład, że w Polsce najmocniejsze przekleństwa odwołują się do domeny semantycznej seksualności, natomiast na przykład w języku szwedzkim najszpetniejsze przekleństwo kojarzy się z domeną religijności. Jeśli po polsku powiemy „idź do diabła”, to będzie to znacznie delikatniejsze niż dosadne, choć także uliczne „wyp……..”. Natomiast „dra åt helvete” po szwedzku, czy lepiej „fy fan” [p…. diabeł] (jeszcze odpowiednio przeciągnięte) jest bardzo silnym przekleństwem.

    Jakub Żulczyk niestety mimo już uzyskanej sławy zagranicznej może mieć pecha w Polsce, bo prokuratura nazywa go po prostu Jakubem Ż. To oczywiście formalność, jednak przecież wszyscy wiedzą, że podejrzanym jest pisarz Żulczyk.

    Pójdzie do diabła? A może jednak nie? Zawsze w sytuacji pisarzy obowiązywała od antyku zasada licentia poetica, czy tym razem sądy w Polsce jej nie zastosują? Wolność słowa nie może należeć wyłącznie do rządzących, opinie na ich temat muszą być racjonalne, czy w tym wypadku ta racjonalność była naruszona? Jeszcze raz przypomnę, że wpis Żulczyka można potraktować jajo wyraz patriotycznej troski o obraz Polski w świecie.

    A tu nagle mamy ponownie snop światła na Polskę w związku z postawieniem zarzutów pisarzowi w wyniku jego obywatelskiego zaangażowania. Mamy snop światła na głowę naszego państwa. Polityka zagraniczna nie jest chyba najsilniejszą stronę głowy naszego państwa… Już kiedyś w kampanii wyborczej kandydat na prezydenta Andrzej Duda ogłaszał publicznie pogardę wobec obcych języków (moją opinię na ten temat wyrażałem tutaj). Taka pogarda naprawdę mści się okrutnie. I nie jest mądra. Podobnie jak niemądre było zwlekanie z gratulacjami dla Joe Bidena. Pamiętam ten moment i co wtedy myślałem. W pełni solidaryzuję się z Jakubem Żulczykiem w jego złości, gniewie i pewnym uniesieniu…

    Owce na farmie — il. Depositphotos

    PS. Ostatnia edycja wersji 26.03.21 r.

  • Polska wyspa akademickiej wolności

    Polska wyspa akademickiej wolności

    Wskaźnik wolności akademickiej Polski jest wysoki. Ale już spada

    Minister Czarnek i jego narodowo-katolicka ekipa mylą się, że w Polsce zagrożona jest wolność akademicka. Ona miała się świetnie do 2015 roku i nadal ma się dobrze, choć pod wpływem rządów PiS, staje się ona coraz bardziej zagrożona.

    11 marca 2021 ukazał się po raz kolejny, poszerzony w tym wydaniu o 30 nowych krajów, międzynarodowy Raport Wolności Akademickiej na świecie (Academic Freedom Index, AFi). Raport firmowany jest przez badaczy Global Public Policy Institute (GPPI). Badacze Ci pracują także w wielu ważnych ośrodkach akademickich, zaś  ok. 2000 ekspertów Instytutu rekrutuje są z 71 krajów świata. Jak podkreśla w Times Higher Education redaktorka Ellie Bothwell: **tylko około 20 procent światowej populacji żyje w krajach, w których wolność akademicka jest dobrze chroniona.** Na tym tle Polska jawi się świetnie, bo ma kategorię najlepszą – A.

    TABELA 1

    Tabel wedle Raportu GPPI

    W tej tabeli (tabela 1) wyraźnie widać, że Polska od 1989 do 2015 roku miała bardzo wysokie wskaźniki AFi. Te wskaźniki zaczęły spadać w ok. 2016 r. Jednak nadal znajdujemy się w grupie najbardziej wolnych krajów, jeśli idzie o wolność akademicką. Czyli, jeśli weźmiemy pod uwagę np. „Wolność badań i nauczania”, to znaczy, w jakim stopniu uczeni mają swobodę rozwijania i realizowania swoich programów bez ingerencji władz, Polska osiąga najlepszy wynik, choć już gorszy niż 5 lat temu: „Określając program badań lub programy nauczania, uczeni nie podlegają ingerencji ani nie są zachęcani do autocenzury.” Warto wskazać, że ten wskaźnik jest coraz gorszy, ale jego poziom nie spadł zbyt dramatycznie, natomiast dramatycznie spadł wskaźnik wolności „ekspresji akademickiej i kulturowej”.

    Niestety w samym raporcie podobnie dramatyczne spadki widać na umieszczonej znacząco obok tabeli z Polską tabeli tureckiej.

    Możemy się pocieszyć, że nie jest z nami tak źle, jak na Białorusi, w Kazachstanie, Sri Lance, czy Tunezji. Jeśli spojrzymy na zamieszczoną kolorową mapę, to wyjdzie także a tego, iż Polska obecnie ciągle znajduje się na obszarze największej wolności akademickiej zaznaczonym na zielono. Węgry są już w strefie żółtej, razem z Ukrainą i np. Indiami oraz Pakistanem. 

    Mapa AFi według Raportu

    Smutną ilustracją tego raportu jest fotografia przedstawiająca historyczną scenę grupową studentów Central European University w Budapeszcie na tamtejszym kampusie. Ten kampus już nie istnieje, bo CEU musiało się przenieść do Wiednia z powodów polityki antywolnościowej rządu Orbana na Węgrzech. Podobnie jak wolność mediów na Węgrzech, wolność akademicka zanika.

    Ulice Budapesztu – pomnik Imre Nagy na Vértanuk Tere (fot. autora JP)

    Raport kończy się rekomendacjami zarówno dla rządów, jak i innych polityków czy międzynarodowych organizacji. Jednak najciekawsza jest chyba propozycja uwzględnienia owego indeksu wolności akademickiej w globalnych rankingach uniwersytetów. Co prawda Polska niewiele mogłaby bezpośrednio na uwzględnieniu tego czynnika zyskać, jednak uniwersytety np. w Chinach straciłyby sporo. Jak argumentują autorzy raportu, „Wolność akademicka jest ważna, bo stanowi czynnik zwiększający atrakcyjność uniwersytetów dla studentów i naukowców.” Jeśli dany kraj uzyskuje słabe wyniki w AFi, musi liczyć się z możliwością utraty także w oficjalnych rankingach. Autorzy proponują następujący wskaźnik korekcji wyniku w rankingach:

    skorygowany wynik = wynik * (0,8 + 0,2 * AFi)

    W najnowszym rankingu QS Uniwersytet Pekiński i Uniwersytet Tokijski zajmują odpowiednio 23 i 24 miejsce, z ogólnym wynikiem 83,5 i 83,2. Skorygowany wynik dla Uniwersytetu Tokijskiego wyniósłby 78,4, biorąc pod uwagę wynik Japonii 68,2.

    Taka korekta wiele dałaby informacji studentom wybierającym kraj i uniwersytet, w którym chcą studiować. Na razie jesteśmy atrakcyjnym krajem wolności dla wielu studentów zagranicznych. Oczywiście pandemia, o czym piszą także autorzy raportu, stała się zagrożeniem dla wolności akademickiej na całym świecie. Jednak miejmy nadzieję, że pandemia kiedyś minie i międzynarodowa wymiana studentów także odżyje.

    W tym kontekście Minister Czarnek może wiele zepsuć, jeśli idzie o sytuację Polski, swoimi niedowarzonymi pomysłami poprawy stanu wolności akademickiej w Polsce. Propagandowa zasłona dymna w rodzaju Obajtka czy Kaczyńskiego jako ludzi wolności takiego czy innego prorządowego pisma nie ukryje podstawowego faktu, że narodowo-katolicka junta na uniwersytetach może zepsuć stosunkowo dobrą sytuację polskich uniwersytetów. To powinien być czynnik uwzględniany przez polskich rektorów: takie sprawy jak wolność kultury, autonomia decyzji, czy integralność kampusów to nie są imponderabilia, o których gentlemeni w togach nie muszą przypominać. Ich trzeba bronić jak niepodległości. I powietrza.

    PS. Pod raportem widnieją autorzy: prof. Katrin Kinzelbach z  Global Public Policy Institute (GPPi) oraz z niemieckiego uniwersytetu FAU w Erlangen-Nürnberg,  Ilyas Saliba, doktorant na Humboldt University w Berlinie oraz badacz Global Public Policy Institute (GPPi), Janika Spannagel, doktorantka w University of Freiburg  oraz badaczka Global Public Policy Institute (GPPi) oraz Robert Quinn.  

    Raport znajduje się w wolnym dostępie tutaj.

    PS. Wpis ukazał się jako artykuł 14 marca 2021 w Gazecie Wyborczej „Czy w Polsce zagrożona jest wolność akademicka? Na Węgrzech zanika”
    Tutaj

  • Wolne media w Polsce?

    Wolne media w Polsce?

    dzisiaj jest dzień protestu wolnych mediów w Polsce. Solidaryzuję się z nim.

    krótka wypowiedź na temat wolnych mediów w Polsce 10. lutego 2021 prof. Jarosław Płuciennik
  • Wolność nauki w Polsce jest zagrożona

    Wolność nauki w Polsce jest zagrożona

    Krótka opinia prof. Jarosława Płuciennika na temat oczekiwanego 9 lutego 2021 wyroku w sprawie przeciwko prof. prof. Barbarze Engeliking i Janowi Grabowskiemu.

    Concept of freedom of speech or no talking isolated on white
    Okładka książki Barbary Ebngelking i Jana Grabowskiego „Dalej jest noc” t. 1
  • Bez żadnego trybu i lojalni pułkownicy?

    Bez żadnego trybu i lojalni pułkownicy?

    Uzbrojeni policjanci (fot. lic. Depositphotos)

    Określenie „bez żadnego trybu” oznacza pogwałcenie reguł, prawa, procedur. Jest synonimem arogancji władzy, depczącej parlamentaryzm i demokrację, tudzież dyplomację. Zgadzam się, że takie działanie np. policji na ulicach polskich w odniesieniu do manifestantów jest skandaliczne i przypomina najgorsze praktyki reżimów totalitarnych. Ale ów tryb „bez żadnego trybu” odbywa się czasami mniej spektakularnie, bez świateł i fleszy, w zaciszach gabinetów ministerialnych czy rektorskich.

    Urzędnicy w labiryncie (fot. lic. Depositphotos)

    W Ministerstwie Edukacji i Nauki Przemysława Czarnka nikt nie komentuje najnowszych, gorszych niż przed 2016 r., wyników polskiej młodzieży w międzynarodowych badaniach, nikt też nie zajmuje się znikającymi uczniami i nauczycielami podczas zdalnigo nauczania w pandemicznej Polsce, ale Minister zapowiada 9 grudnia „pakiet wolności akademickiej”, który ma otworzyć uczelnie na „pluralizm światopoglądowy”. Ministrowi mylą się sądy naukowe z opiniami światopoglądowymi, bo chce zapewnić swoich znajomych z „Ordo Iuris”, a antyszczepionkowców i płaskoziemców, że będą mogli korzystać z autorytetu nauki i akademii. Wolność nauki w Polsce ma się świetnie. Ale Czarnek chce to zmienić.

    Ale jednocześnie ruszyła pogłoska w świat uczelni, że będzie korekta listy czasopism i listy wydawnictw. Hurra! Super! Może ten minister nie jest taki zły, on chce przecież dobrze, podniesie punktacje. No i machina ruszyła. Wszystkie możliwe jednostki naukowe zaczęły produkować dokumenty z postulatami podniesienia punktacji tu i tu, i tu. I tu.  

    Czy tak to powinno wyglądać? Czy tak powinny wyglądać konsultacje środowiskowe, przez plotkę, szeptane wieści i niejasne sugestie? Przecież ma być nowelizacja Ustawy, nazywanej propagandowo przez Gowina „Konstytucją dla Nauki”, albo „Ustawą 2.0”. Gowin nawet symulował szumne konsultacje objeżdżając Polskę z wielkimi jak pół człowieka czekami z kartonu.

    Debata i dyskusja (fot. Depositphotos)

    Przecież ma być manipulacja punktami. I co? Gdzie są rektorzy polskich uczelni? To jest działanie bez żadnego trybu Czarnka i podległemu mu ministerstwa. Może chodzi o to, żeby, jak już będzie procedowanie tego przeklętego „pakietu wolności akademickiej” (wolności, która jeszcze ma się dobrze w Polsce), nagle ogłosić „dobrą twarz” ministra, który podnosi zaniżoną punktację czasopism i wydawnictw.

    Zatem zamiast stworzyć przejrzysty system, procedury, oparte nie tylko na bezdusznych parametrach, tradycyjnych i alternatywnych, ale także na autorytecie demokratycznych, samorządnych środowisk naukowych i akademickich, wchodzimy w nieczystą grę ministerstwa „bez żadnego trybu”.

    Ponawiam pytanie: dlaczego milczą rektorzy? Czy dlatego, że chcą wyglądać jak lojalni pułkownicy? Czy wszyscy rektorzy mają zachowywać się jak rektor KUL, prześladujący uznanego profesora i etyka z własnej uczelni, który „śmie zajmować stanowisko publiczne” w publicznej debacie i na dodatek poręcza za ofiarę nielegalnych działań policji? (ks. Prof. Alfred Wierzbicki)

    A może trzeba pamiętać o tym, że jeszcze mamy autonomię uczelni, choć została ona już nadszarpnięta przez Gowinowską pseudoreformę. Ale jednak tak źle jak w Turcji jeszcze nie mamy… czyż nie?

    Jak donosi o sytuacji tureckiej David Matthews w Times Higher Education 15 grudnia 2020: ponad 50 rektorów bez międzynarodowych publikacji nieustannie tweetuje prorządowe przesłania, co powszechnie widziane jest jako odzwierciedlenie zmniejszającej się wolności akademickiej w tym kraju. Autor powołuje się na opublikowany 9 listopada br. szesnastostronicowy Raport Zarządu tureckiej Akademii Nauk na temat wolności akademickich w 2019-2020 w Turcji. Autorzy przywołują na wstępie wypowiedź z 4 września 2020 Roberta Spano, Prezesa Europejskiego Trybunału Praw Człowieka (ECHR). W nim możemy przeczytać:

    „Świat akademicki musi odgrywać rolę w demokracji. Kluczowe znaczenie ma krytyczna i niezależna myśl, ponieważ nie ma demokracji bez debaty i sprzeciwu. Każdy człowiek musi mieć możliwość swobodnego myślenia, aby móc się rozwijać i kwitnąć. Społeczeństwo nie może się rozwijać bez krytycznego zaangażowania swoich obywateli. Osoby sprawujące władzę nie mogą ograniczać wolności słowa i muszą bardzo ostrożnie ograniczać zdolność osoby do wyrażania siebie. Ingerencje w to prawo są dopuszczalne tylko w wyjątkowych okolicznościach. W szczególności wolność akademicka jest chroniona na mocy Artykułu 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. W związku z tym chroni wolność słowa i działania, wolność rozpowszechniania informacji oraz wolność prowadzenia badań i rozpowszechniania wiedzy i prawdy bez ograniczeń.”

    W Turcji nade wszystko pogwałcono autonomię uniwersytecką przez fakt powoływania przez Prezydenta Turcji wszystkich rektorów, publicznych uczelni i prywatnych. I oczywiście Prezydent Erdogan powołał rektorów, którzy, tak jak minister Czarnek, nie są jakoś szczególnie widoczni w środowisku naukowymi dokonaniami (jakkolwiek liczonymi, bo pan minister ledwo zdobył habilitację na KUL, ale jest niezwykle majętnym mieszkańcem Lublina i prowadzi intensywne życie towarzyskie), ale są za to lojalnymi pułkownikami.

    Yes Sir! (fot. Depositphotos)

    Według badaczy z tureckiej Akademii Nauk: wystąpiła znacząca korelacja między słabymi wynikami badań a aktywnością w mediach społecznościowych, a ponad trzy czwarte rektorów z indeksem H równym zeru tweetowało ponad 100 razy dziennie, gdy badano to w zeszłym roku. Tweety zazwyczaj był pochwalne, jeśli idzie o posunięcia Erdogana. Treść dotyczy ich wizyt, usług hotelarskich dla członków rządu i innych osób oraz działania ze stowarzyszeniami bliskimi rządowi, jako sposobowi na promocję uniwersytetu. „Posty te zawierały również oświadczenia pokazujące ich poparcie i lojalność wobec rządu i prezydenta R. Tayyipa Erdoğana, który mianował ich rektorami”.

    Styl Erdogana? (fot. Depositphotos)

    Artykuł w THE kończy się znamiennie, przywołaniem wyników raportu, wedle którego 17 tureckich uniwersytetów powierzono teologom (jeszcze w 2014 roku, nie był wśród rektorów żadnego). Turecka Rada Szkolnictwa Wyższego nie odpowiedziała na prośbę redakcji THE o komentarz.

    Czy daleko nam do tych „standardów”? Uważam, że zgoda na działania bez żadnego trybu ministra Czarnka i jego ministerstwa to jest zbliżanie nas do ciemnej rzeczywistości tureckich „lojalnych poruczników”… Gdzie jest głos autonomicznych uniwersytetów? Gdzie jest głos rektorów?

    PS. 15 grudnia 2020 zmieniona forma tego artykułu opublikowała Gazeta Wyborcza

    PS2. Znane jest mi stanowisko KRASP z listopada. Problem w tym, że minister Czarnek jak gdyby nigdy nic wrócił do swojej propozycji 9 grudnia. No i rozpoczęto nieoficjalne działanie zmieniające punktację za działalność naukową.

  • Polska przekroczyła kolejny próg na drodze poza UE

    Polska przekroczyła kolejny próg na drodze poza UE

    Wystawa światowych despotów lekceważących wolność mediów zorganizowana przez Reporterów Bez Granic (RSF) (fot. Depositphotos)

    Reporterzy bez Granic (RSF) apelują do polskich władz o wycofanie wszystkich zarzutów przeciwko fotoreporterce Agacie Grzybowskiej, która jest ścigana za napaść na policjanta podczas relacjonowania „strajku kobiet”. Dziennikarce kilku agencji prasowych zarzuca się „naruszenie nietykalności cielesnej policjanta” 23 listopada 2020. Miała oślepić policjanta lampą błyskową. Zatrzymano ją na komisariacie, przez kilka godzin, przesłuchiwano ją i próbowano skłonić do przyznania się do winy.
    Inne źródła podają, że Grzybowska pokazywała swoją legitymację dziennikarską, zaś tłum krzyczał do policjantów „zostawcie ją to dziennikarka”.

    Według reporterów bez granic „Polska przekroczyła kolejny próg w tłumieniu wolności mediów” (tak powiedział Pavol Szalai, szef biura RSF ds. Unii Europejskiej i Bałkanów.
    „Takie naruszenia wolności prasy są niegodne państwa członkowskiego UE.”

    Polska zajmuje 62. miejsce na 180 krajów w rankingu RSF World Press Freedom Index 2020.

  • Apel do Rektorów polskich uczelni w sprawie księdza dr. hab. Alfreda Wierzbickiego

    Apel do Rektorów polskich uczelni w sprawie księdza dr. hab. Alfreda Wierzbickiego

    Apel do Rektorów polskich uczelni w sprawie księdza dr. hab. Alfreda Wierzbickiego

    ks. dr hab. Alfred Wierzbicki, prof. KUL podczas wykładu na Uniwersytecie Łódzkim 24 stycznia 2018 r. (fot. Jarosław Płuciennik)

    Jedna z polskich uczelni, finansowana z publicznych pieniędzy, prześladuje postępowaniem dyscyplinarnym ks. dr. hab. Alfreda Wierzbickiego, teologa i etyka za jego wypowiedzi po poręczeniu za uwięzioną Margot. Jak można przeczytać w komunikacie na stronie uczelni: „Treść wypowiedzi medialnych księdza dr. hab. Alfreda Wierzbickiego, zatrudnionego na wydziale kościelnym, zostanie przekazana do oceny Uczelnianej Komisji Dyscyplinarnej ds. Pracowników”.

    Wyrażaliśmy już publicznie słowa wsparcia dla księdza Wierzbickiego, bo jako chrześcijanie, choć nie zawsze katolicy, oraz humaniści (także agnostycy) odczytujemy poręczenie księdza za Margot jako wielki Chrystusowy odruch w odniesieniu do prześladowanych, poniżanych i lżonych. Jako chrześcijanin ks. Wierzbicki miał prawo do takiego gestu, zaś jako obywatel ma prawo także działać publicznie. Zwłaszcza, że jest specjalistą od etyki i nauczania Jana Pawła II, a bada on dziedzictwo Soboru Watykańskiego II. Cenimy go za jego twórczość naukową, publicystyczną, literacką; podziwiamy jego odwagę myślenia także w wypowiedziach medialnych; wiele osób ze środowisk akademickich podziela jego opinie.

    Rozumiemy oczywiście, że KUL jest uczelnią prywatną Kościoła katolickiego, jednak jednocześnie funkcjonuje w Polsce wyraźnie na prawach uczelni publicznej. Dlatego nie może być naszej zgody na prześladowanie pracownika naukowego, intelektualisty i człowieka wielkiego formatu duchowego za wypowiedzi w przestrzeni publicznej. Jeśli Kościół Rzymsko-Katolicki pragnie dyscyplinować swoich wyznawców, niech robi to we własnej wspólnocie, a nie w przestrzeni wspólnej, uniwersyteckiej, która powinna być wzorem uznania dla różnorodności i tolerancji.

    Dlatego apelujmy do wszystkich Rektorów uczelni publicznych o otwartą obronę wolności akademickiej i obywatelskiej, to jest do wstawienia się za ks. dr. hab. Alfredem Wierzbickim, profesorem KUL. Autonomia Kościoła i autonomia Uczelni nie może naruszać podstaw europejskiej wspólnoty akademickiej. Pozwolimy sobie przypomnieć Magnificencjom, że polskie uczelnie zrzeszone są w European Universities Association. Noblesse oblige.

    Prosimy nasze władze uczelniane: odważmy się stawać w obronie ludzi.

    Otwórzmy umysły!

    Sapere aude!

    prof. Barbara Bogołębska (prof. emerytowany UŁ)

    m.in. promotorka doktoratu Honoris Cause ks. Adama Bonieckiego

    dr hab. Tomasz Cieślak, prof. UŁ

    m.in. były prorektor UŁ

    prof. Grażyna Habrajska

    m.in. kierownik Ośrodka Badań Myśli Chrześcijańskiej UŁ

    prof. Joanna Jabłkowska

    m.in. była prorektor UŁ

    Ks. Prof. Andrzej Perzyński (UKSW)

    Prof. UKSW

    prof. Jarosław Płuciennik

    m.in. były prorektor UŁ

    prof. Antoni Różalski

    były rektor UŁ

    DZIEDZINIEC Archiginnasi – głównego budynku Uniwersytetu w Bolonii we Włoszech, tam europejskie uczelnie podpisały Magna Charta Universitatis

    List został wysłany do Gazety Wyborczej i innych mediów. Gazeta Wyborcza opublikowała go tutaj.

    List można wesprzeć także podpisem pod petycją online tutaj.

  • Nowe słowo w Polsce i w angielszczyźnie: plandemia i skamdemia

    Nowe słowo w Polsce i w angielszczyźnie: plandemia i skamdemia

    Nowe słowo w Polsce i w angielszczyźnie: plandemia i skamdemia

    Według Słownika Języka Polskiego

    pandemia to

    1. «epidemia obejmująca swym zasięgiem bardzo duże obszary», inaczej: „nazwa epidemii o szczególnie dużych rozmiarach, obejmującej kraje, a nawet kontynenty.”

    Z greckiego pandemia oznacza „cały lud”, jak podaje „Słownik wyrazów obcych”, pochodzi to słowo od od ‚pandemos’ „powszechny, należący do całego ludu”.

    I to użycie spotykamy najczęściej, ale jest też drugie:

    2. «idealny sojusz wszystkich narodów, żyjących w pokoju i wzajemnej zgodzie»

    To jest zaskakujące użycie, niemal paradoksalne, bo jest też trzecie, bardzo od tego drugiego inne skojarzenie:

    3. pandemonium: piekło, kompletne zamieszanie, chaos, anarchia, sądny dzień, istny koniec świata, ogłuszający zgiełk, tumult.

    Jeden z przydomków Afrodyty to Pandemos jako opiekunki kobiet upadłych, oznaczała także nierządnicę. W „Raju utraconym” Johna Miltona „pandemonium” to stolica piekieł występująca na końcu Księgi I Raju utraconego (1667). Architektem Pandemonium był Mulciber. Demony zbudowały go w około godzinę, ale znacznie przewyższał wszystkie ludzkie pałace i siedziby. Był złoty.

    Upadły anioł, symbol pandemonium (lic. Depositphotos)

    Na stronach „Tajemnice świata” jednak pandemia widziana jest jako fałszywa pandemia, i nazywana jest czasem w sieci „plandemią”: CZARNE CHMURY NAD SIECIĄ 5G PRZYKRYTE FAŁSZYWĄ „PANDEMIĄ” KORONAWIRUSA https://www.tajemnice-swiata.pl/falszywa-pandemia/

    Podobne teorie spotkać można na różnym forach blogerów youtubowych.

    Od II połowy kwietnia 2020 coraz więcej ludzi szuka w sieci Internet wyjaśnienia, co znaczy słowo „plandemia” albo angielskie „plandemic”. Wcześniej oba wyrażenia nie istniały.

    Pisze ostatnio o tym nowym zjawisku The Economist w artykule odredakcyjnych: „Anti-lockdown protests have been hijacked by conspiracy theorists”. The Economist, 6 wrzesień 2020. https://www.economist.com/international/2020/09/06/anti-lockdown-protests-have-been-hijacked-by-conspiracy-theorists.

    Strona The Economist, ilustracja do artykułu o pandemii, zrzut ekranu JP

    Pisze się o plan- i skamdemii, bo zwolennicy spiskowych teorii przejmują rząd dusz nad tymi, którym z jakichś powodów nie podoba(ło) się totalne zamknięcie całego niemal świata w okresie od marca do końca maja 2020 r.  Jak pisze redakcja międzynarodowa The Economist, poglądy tych protestujących są często śmieszne; ale konsekwencje bywają poważne”.

    Zamknięcie (ang. lockdown) stało się poważnym problemem dla całych społeczeństw. Nie ma co z tym dyskutować. W wielu miejscach na świecie stosowano metody na pograniczu prawa, bądź całkiem bezprawne. Przypomnę, jakoś o tym się zapomina, że w Polsce jedne z najdrastyczniejszych ograniczeń wolności obywatelskich (takie jak domowe kwarantanny niemal całego społeczeństwa, zakaz wchodzenia do lasów, zakaz przemieszczania się) wprowadzono z pogwałceniem Konstytucji RP, która wymagałaby w takich sytuacjach wprowadzenia stanu nadzwyczajnego, konkretnie klęski żywiołowej. Bezprawne były wybory w maju, które się odbyła, a jednak nie odbyły… Dlatego nie dziwi ani trochę opór niektórych obywateli. Choć motywacja tego oporu bywa, niestety, dziwna. I groźna.

    Po wprowadzeniu złagodzenia restrykcji, objawił się opór także na ulicach.

    Jednak faktycznie zaskakuje treść tych protestów na całym świecie: w Rzymie, w brytyjskich miastach, w tym w Edynburgu i Sheffield, w Australii, w tym w Melbourne. Także dziesiątki tysięcy Niemców w Berlinie. W Polsce przeciwko zamknięciu gospodarki protestowali w swoim czasie przedsiębiorcy. Jak wskazuje the Economist w protestach nie ma jednolitości, można powiedzieć, to istne pandemonium: „antyszczepionkowcy”, aktywiści anty-5G protestujący przeciwko inwigilacyjnemu, policyjnemu państwu, antymaseczkowcy, ale także skrajna prawica z flagą dawnego imperium niemieckiego sprzed 1918 r.

    Zgromadzenia naruszały prawo przeciwko zgromadzeniom, bo było na nich np. w Londynie ponad 30 osób.

    Temu wszystkiemu towarzyszy przekonanie, że wirus „„nie jest chorobą zakaźną o dużych konsekwencjach”, ale został wykorzystany w „operacji psychologicznej” mającej na celu zamknięcie gospodarki w interesie wielkich korporacji, takich jak firmy farmaceutyczne i telekomunikacyjne. I w tym kontekście pojawia się właśnie nowe słowo: „plandemiczna epidemia”, pandemia to jest realny i niebezpieczny, ale umyślny spisek niektórych złych ludzi lub rządów, mających na celu zarobienie ogromnych pieniędzy albo narzucenie lub rozszerzenie dyktatury. (Taka opcja będzie też prawdopodobnie w Polsce.)

    To, że niektórzy celebryci i naukowcy przewidywali wystąpienie pandemii (m.in. cytowany przeze mnie Nassim NicholasTaleb, autor bestselerowego „Czarnego łabędzia”), powoduje, że postrzega się ich jako wiedzących więcej, a nawet jako inspiratorów całego zamieszania. Spotkało to Billa Gatesa, współzałożyciela firmy Microsoft i czołowego filantropa. „Według ankiety przeprowadzonej przez YouGov i Yahoo News, ponad jedna czwarta Amerykanów i 44% Republikanów uważa, że Gates chce użyć szczepionki Covid-19 do wszczepienia mikroczipów pod skórę ludzi. Przemówienie, które wygłosił w 2015 roku, w którym argumentował, że „jeśli cokolwiek zabije ponad 10 milionów ludzi w ciągu następnych kilku dziesięcioleci, prawdopodobnie będzie to wysoce zaraźliwy wirus, a nie wojna”, było oglądane na YouTube ponad 30 milionów razy. Dla wielu jest to dowód winy.”

    Symbol spisku ponadpaństwa Q (lic. Depositphotos)

    Również dziwaczna teoria spiskowa wspierająca Donalda Trumpa „QAnon”, jest przywoływana w tym kontekście. Zgodnie z nią prezydent Donald Trump prowadzi tajną wojnę z elitą czczących diabła pedofilów. (Kiedyś naczelną burdelmamą pedofilów miała być Hillary Clinton, która w kampanii wyborczej była oskarżana o prowadzenie pizzerii pod przykrywką).

    Bardzo charakterystyczne, że o Polsce ta legendarna postać Q, która jest źródłem różnych spiskowych teorii, wypowiedziała się chyba tylko raz, jak podaje Wikipedia: „Według Q Narodowy Bank Polski jest rzekomo kontrolowany przez rodzinę Rotschildów, która w świetle całej teorii konspiracyjnej propagowanej przez Q stanowi jeden z kilku głównych rodów sterujących organizacją przestępczą z którą walczy administracja Donalda Trumpa.” Nic dziwnego, że tutaj, w kraju takim jak Polska, mamy antyżydowski spisek w tle. 

    The Economist wskazuje na niebezpieczeństwo takich marginalnych, ale głośnych grup: „mogą być wykorzystywane przez inne siły polityczne, ” (skrajna prawica), żywią się innymi podziałami „wojny kulturowej”, „pozostawiając społeczeństwo bardziej podzielone w czasie, gdy wspólne zagrożenie mogło je połączyć. Noszenie maski powinno być środkiem ostrożności dla zdrowia publicznego, a nie polityczną odznaką.”

    Po trzecie, kompromitują często właściwy krytycyzm względem państwa, wykorzystującego „kryzysy”, „wstrząsy” dla własnych celów i własnej agendy.

    Można wskazać, że w Polsce np. część radykalna Kościoła Katolickiego wykorzystuje ten koncept „plandemii”, do walki z przeciwnikami Kościoła.  Zob. np. Opis tego zjawiska w Gazecie Wyborczej: Duchowy lider Wojowników Maryi: Pandemia to narzędzie szatana, które ma zniszczyć eucharystię (https://bydgoszcz.wyborcza.pl/bydgoszcz/7,48722,26278880,duchowy-lider-wojownikow-maryi-pandemia-to-narzedzie-szatana.html)

    „Ks. Dominik Chmielewski jest twórcą i duchowym przywódcą istniejącej od kilku lat formacji Wojowników Maryi, w której mogą działać wyłącznie mężczyźni. Jej członkowie mówią o sobie, że są armią Boga.”

    Zatem nowe słowa czasami są niewinne, ale mogą być także niebezpieczne, tak jak skrajnie niebezpieczni są antyszczepionkowcy, choć płaskoziemcy już mniej, bo ich teorie nie wpływają tak bardzo na praktykę społeczną, jak antyszczepionkowców. Jednak w powszechnym pandemonium wywołanym pandemią, te radykalne grupy stają się bardzo widoczne, zaś hasła coraz głośniejsze. Dlatego uważajmy na słowa.

    Jarosław Płuciennik

    PS. Artykuł zmieniony nieco ukazał się 11 września 2020 w Tygodniku Łódź, Gazety Wyborczej, w wydaniu papierowym.

    PS2. Artykuł ukazał się także na stronach internetowych Gazety Wyborczej 12 września. W dniu, w którym w Warszawie odbyła się manifestacja antymaseczkowców.