Tag: wolność słowa

  • Pandemia rządzi…, a czy ma rządzić „nowy komunizm”? Wokół najnowszej książki Sławoja Žižka

    Pandemia rządzi…, a czy ma rządzić „nowy komunizm”? Wokół najnowszej książki Sławoja Žižka

    Pandemia rządzi…, a czy ma rządzić „nowy komunizm”? Wokół najnowszej książki Sławoja Žižka

    Krótki esej o najnowszej książce Sławoja Żiżka
    Rosja, Moskwa – 26 marca 2019: Slavoj Zizek, grawerowany portret wektorowy z konturami atramentu. Słoweński filozof i socjolog, jest profesorem w Instytucie Socjologii i Filozofii Uniwersytetu w Lublanie. Portret na licencji Depositophotos.

    Po pobieżnej lekturze dawno dawno temu jego „Wzniosłego obiektu ideologii” (tłumaczenie z 2001 r.) Sławoj Žižek nie wywoływał u mnie jakichś zachwytów, może dlatego, że jego koncepcja wzniosłości nie zgadzała się z moją, a wtedy akurat byłem z tym na bieżąco. Dlatego przegapiłem kilka jego ostatnich dokonań (jak np. „Żądanie niemożliwego”, czy „Rok niebezpiecznych marzeń” z 2014) i dlatego nie podzielałem zachwytów nad nim czytanych od czasu do czasu w Guardianie czy New Yorkerze. Nie przeczytałem też jeszcze jego „Living in the End Times”, jestem w trakcie tej lektury. Ale kupiłem jego ostatnią książkę z marca 2020 roku pt. „Pandemia! Covid-19 trzęsie światem”, bo ciekaw byłem poglądów na obecną pandemię kogoś, kto przedstawiany jest jako filozof i krytyk kultury. Co prawda, ten filozof wywołuje skrajne emocje od zachwytu („najbardziej niebezpieczny myśliciel świata”) po daleko posunięty sceptycyzm (zob. artykuły o jego antysemityzmie, czy autoplagiatowaniu). Jednak, jako że pandemia jest ewidentnie wielką zmianą stanu świata, a ja wykładam także filozofię kultury, to sięgnąłem po tę książkę sloweńskiego pisarza. Nie zawiodłem się, jest ona, mimo że powstawała (była pisana i tłumaczona, redagowana i drukowana) w jakimś błyskawicznym, szatańskim tempie, jest dobrze napisana, choć faktycznie raczej eseistyczna, nie jako dysertacja czy analiza. Jest to esej składający się z kilku mniejszych esejów.

    Ludzie chodzący po ulicy w maskach w trakcie epidemii (fot. lic. Depositphotos)

    Žižek skończył pisanie wtedy, kiedy właściwie została dopiero ogłoszona pandemia, pod koniec marca 2020. Widać, że bardzo dużo dawnych przemyśleń zostało przez autora zrekonfigurowanych i włączonych w nowe pandemiczne konteksty. Sam autor wielokrotnie wskazywał, że najwięcej uczy się od swoich przeciwników konserwatystów, dlatego atakują go zarówno z lewa, jak i z prawa i pewnie dlatego zaczyna przekornie od nawiązania do chrześcijaństwa  we wstępie zatytułowanym aluzyjnie „Noli me tangere” [łac. Nie dotykaj mnie z J 20:17]. Ciekawie brzmi jego interpretacja symbolicznej obecności Chrystusa w miłości między ludźmi w odniesieniu do sytuacji w pandemii, kiedy obowiązuje społeczne dystansowanie się od siebie wzajemne. Sama interpretacja tego fragmentu jest znana od czasów pisania Maurice’a Zundela, ale ta reinterpretacja pandemiczna jest ciekawa. Pisałem na początku pandemii o nowym rozumieniu altruizmu: trzeba być dalej od ludzi, żeby być z nimi blisko. Realna bliskość i miłość musi zostać zastąpiona symboliczną bliskością i miłością. To ciekawe u zadeklarowanego ateisty, choć przecież nie jest tutaj jakiś bardzo oryginalny, już Alain Badiou odwoływał się do św. Pawła i jego uniwersalizmu jako najważniejszego przesłania chrześcijańskiego. [Badiou, Alain. Święty Paweł: Ustanowienie uniwersalizmu, Kraków 2007]. Ale sprawdziłem, że już w 2010 w apokaliptycznie pobrzmiewającej książce „Życie w czasach ostatecznych” nie tylko robi symboliczne odniesienie do czterech jeźdźców apokalipsy, ale uwzniośla swoją lewicową misję poprzez odniesienie do Listu do Efezjan św. Pawła (Efezjan 6:12). Pisze on tam: „Niniejsza książka jest więc księgą walki, zgodną ze zdumiewająco trafną definicją Pawła: „Gdyż bój toczymy nie z krwią i z ciałem, lecz z nadziemskimi władzami, ze zwierzchnościami, z władcami [kosmokratorami] tego świata ciemności, ze złymi duchami w okręgach niebieskich” [przekł. Biblii Warszawskiej]. Albo jak można przetłumaczyć na dzisiejszy język: „Nasza walka nie toczy się przeciwko faktycznie skorumpowanym jednostkom, ale przeciwko rządzącym po prostu, przeciwko ich autorytetowi, przeciwko globalnemu porządkowi i ideologicznej mistyfikacji, która go podtrzymuje”.

    Przekonuje mnie taka interpretacja chrześcijaństwa, które nigdy nie powinno iść w sojuszu z tronem, czyli władzami tego świata. Przekonuje mnie to, bo w dzisiejszej Polsce widać wyraźnie jak wiele złego może uczynić sojusz ołtarza i tronu. Jednak nie do końca rozumiem wizję pozytywną alternatywy, w postaci nowego komunizmu.

    Moskwa – Rosja, 25 lutego 2018 r., Młody człowiek z głośnikiem w tłumie protestujących w marszu pamięci Borysa Niemcowa (fot. lic. Depositphotos)

    Zanim jednak do tego przejdę zauważę, iż Žižek już w marcu sprawnie zarysowuje konieczność uznania wartości wolności słowa, zwłaszcza w kontekście słynnej sprawy Li Wenlianga, który został najpierw uwięziony przez władze chińskie za przecieki dotyczący COVID-19, a potem mimo że Chińczycy przeprosili, to już nic to nie dało, bo słynny doktor zmarł na COVID-19 właśnie. Uniwersalna ważność wolności słowa powoduje, że warto czytać takich ludzi jak Žižek, potwierdzają to także intelektualiści podpisani pod deklaracją o wolności słowa w kontekście ruchu zaprzeczającego przeszłości.

    Pojęcie kryzysu wolności słowa i cenzury w wyrażaniu idei, wizualna metafora nacisku politycznej poprawności w celu powstrzymania swobodnej rozmowy lub ograniczenia komunikacji. (fot. lic. Depositphotos)

    W tym kontekście naprawdę bardzo ciekawie brzmi także obserwacja Žižka dotycząca programu w telewizji rosyjskiej poświęconego spiskowym teoriom: strategia tych telewizyjnych programów jest taka, żeby wykazać, że dana spiskowa teoria to „coś szalonego, nie może to być prawda, ale w sumie, kto wie…” (21) Zasadniczo krytykuje się tutaj spiskowe teorie, ale nie jest to krytyka totalna, zawsze pozostaje to zmrużenie oka… Ostatnio także w Polsce zaaranżowano taki scenariusz: poseł Konfederacji wręcza publicznie posłowi Jarosławowi Kaczyńskiemu książkę pt. Fałszywa epidemia. Krytyka naukowców i lekarzy autorstwa wielu „wybitnych” naukowców i lekarzy (choć epidemiologów tam jakby najmniej) ukazała się pod red. i ze wstępem dra Mariusza Błochowiaka, redaktora i wydawcy Miesięcznika Egzorcysta (bardzo autorytatywnego…). Zdjęcie posła Kaczyńskiego obiegło Polskę jak długa i szeroka „Kaczyński czyta „Fałszywą epidemię””.  Następnie dla inteligentnych podano, że wiceminister stwierdził, że JK wcale nie wierzy w spiskowe teorie dziejów, ale czytać przecież może… No a „światły” minister Błaszczak książki nie przyjął. Taki przekaz wielopoziomowy jest charakterystyczny zarówno dla „Shreka” jak i dla cynicznych populistów. Žižek słusznie stwierdza, że pandemia to nie kara, nie ma ona głębszego znaczenia, ale daje nam impuls, że musimy przemyśleć takie kwestie jak globalizacja, rynek kapitalistyczny, przemijalność bogactwa, przed którymi przestrzegał Žižek już w swojej apokaliptycznej książce z 2010.

    Trzy mądre albo mistyczne małpy, tutaj szympans Simia troglodytes (20 lat) — bardzo złożony japoński i chiński, także buddyjski i konfucjański symbol, współcześnie odnoszący się czasami do zmowy milczenia tajnych służb i spisków (fot. lic. Depositphotos)

    Bardzo ciekawy jest Žižkowy podział na trzy rodzaje pracowników, których wyrazista inność zostało podkreślona przez pandemię i lockdown: jedna kategoria to pracownik linii produkcyjnej składającej iPhone’a np. w Szanghaju, druga kategoria (już nie klasa) to pracownicy sektora opieki, od których wymaga się nie tylko pracy sensu stricto, jak przy taśmie produkcyjnej, ale wymaga się także wysiłku okazywania empatii, żeby być ciągle miłym, uprzejmym, empatycznym. Ci najwięcej chyba ucierpieli na lockdownie.  Trzecia grupa to samozatrudniający się pracownicy kreatywni, od których wymaga się zaangażowania np. całej kreatywności swojej w reklamowanie np. produktu, do którego człowiek nie może się jakoś przekonać. Wedle Žižka nie możemy traktować wątpliwego przesłania pandemii (bo żadnego przesłania nie ma), jako „wyluzuj”, bo „Arbeit macht frei” to ciągle właściwe motto, chociaż brutalnie nadużyte przez nazistów.” No i „kiedy pracownik służby zdrowia pada z nóg po pracy w nadgodzinach to jego zmęczenie jest zmęczeniem wartościowym”. (34)

    Brama obozu Auschwitz Birkenau z napisem Arbeit Macht Frei, „praca czyni wolnym”, hasło ukute przez filologa niemieckiego w XIX stało się symbolem Weimarskiej republiki i tzw. robót publicznych jako środka likwidacji bezrobocia (fot. lic. Depositphotos)

    Świetnie identyfikuje te szalejące nad nami dzisiaj burze: jeden sztorm to pandemia koronawirusa, kwarantanna, cierpienie śmierć.  Drugi sztorm to skutki gospodarcze pandemii, które będą szczególnie dotkliwe dla Europy oraz trzeci sztorm: historia nazywana przez Žižka Putoganem (od Putina i Erdogana) – to jest nowy wybuch przemocy w Syrii między Turcją a reżimem Asada wspieranym przez Putina właśnie. Jest zatem Žižek krytyczny względem Rosji, jak również wobec Chin.

    W rozdziale o pięciu etapach epidemii (koncept z lat 60-tych XX wieku szwajcarskiej psycholożki Elisabeth Kübler-Ross, która pisała o pięciu etapach radzenia sobie z żałobą) pisze między innymi o katastrofie klimatycznej czy o zagrożeniu cyfrową kontrolą naszego życia. Jednak najważniejsze filozoficzne wnioski to: „bardziej ogólnym poziomie pandemie wirusowe przypominają nam o ostatecznej przypadkowości i bezsensie naszego życia – nieważne jak wspaniałe konstrukcje duchowe zbudujemy jako ludzkość, jakieś głupie, naturalne, nieprzewidywalne zdarzenie, takie jak wirus czy asteroida, może to wszystko zakończyć… nie wspominając już o lekcji ekologicznej, która mówi o tym, że my, ludzkość, też nieświadomie możemy się do tego końca przyczynić.”

    Mao Zedong pokazujący świetlaną drogę do przyszłości Chin, propagandowy plakat chiński. Mao jest symbolem tzw. rewolucji kulturalnej w Chinach oraz symbolem komunizmu chińskiego (fot. lic. Depositphotos)

    Dlatego w rozdziale szóstym, który traktuje m.in. o wirusie ideologii, Žižek tak naprawdę nawołuje do autorefleksji do samoopanowania, opamiętania…

    No i teraz sprawa najważniejsza, najistotniejsza propozycja Žižka. Musimy przemyśleć sprawę „nowego komunizmu”. Na czym on miałby polegać? Tego do końca nie wyjaśnia, no bo rozrzucone gdzieniegdzie w książce krótkie uwagi mogą być odniesione do już istniejących instytucji międzynarodowych: Žižek proponuje dzielenie się informacjami oraz międzynarodowe koordynowanie planów, to jest potrzebny dziś komunizm, oparte na dowodach naukowych działania zbiorowe, wspólnotowe. Dlaczego? Bo wolnorynkowa globalizacja czyni świat podatny na kryzysy i pandemie. Dlatego stoimy przed alternatywą: albo barbarzyństwo populistycznych reżimów, wykorzystujących pandemie, aby wzmóc kontrolę na społeczeństwami albo nowy rodzaj komunizmu. Albo prywatyzacja/barbarzyństwo, albo kolektywizm/cywilizacja. Albo „nowa ludzkość zjednoczona”, albo barbarzyństwo nazizmu, nietolerancji i wojen (108). Niestosowanie uścisku dłoni i izolacja w razie potrzeby to jest obecna forma solidarności. (83)

    Žižek nie zgadza się z Giorgio Agambenem, lekceważącym pandemię, twierdzi, że „musimy zacząć doświadczyć prawdziwej filozoficznej rewolucji, innymi słowy doświadczania siebie jako istot żywych wśród innych form życia ciągle zagrożonego.” (84)

    Ciekawą propozycją filozoficzną nie jest spojrzenie na epidemiologię jako wzorzec rozpleniania kulturowych reprezentacji (jak i Richarda Dawkinsa i Dana Sperbera), ale spojrzenie ponowne na filozofię Lwa Tołstoja, dla którego słowa słowo infekcja była było bardzo ważne oraz ponowne spojrzenie na heglowskiego ducha ludzkiego jako wirusa, bo psyche ludzka to metaforyczny wirus wysługujący się językiem (85-86).

    Na tle doktryny szoku Naomi Klein propozycja Žižka jest bardziej jednoznaczna, wprost pada wyklęte przecież słowo komunizm, czego nie można znaleźć u tej pierwszej, ale jej pesymizm i optymizm w obecnej sytuacji wynika z koncepcji nazywanej przez Žižka kapitalizmem katastrof (97). Zgadzam się z finalną tezą, że właściwe dziś pytanie brzmi, jaki porządek się wyłoni z tej dekonstrukcji, która jest ewidentna w nieintencjonalnym działaniu koronawirusa. (138) Žižek pragnie pomóc w procesie samouświadomienia systemu: cytuje Bruno Latoura który słusznie podkreślał, że kryzys koronawirusa to próba generalna przed nadchodzącą zmianą klimatu. Ta zmiana to następny kryzys, w którym reorientacja warunków życiowych będzie przedstawiana jako wyzwanie dla nas wszystkich, tak jak szczegóły codziennego życia których będziemy się musieli nauczyć ostrożnie rozwiązywać. (122-123). Žižek proponuje, aby to nauka stała się podstawą naszych działań (post)kryzysowych. Greta Thunberg miała rację twierdząc, że politycy powinni słuchać nauki. Krytykuje filozofów, którzy woleliby raczej zaufać przeczuciom. W sytuacji, kiedy populiści wykorzystują kryzys, żeby zacisnąć pierścienie autorytaryzmu i kontroli (wspomina Wiktora Orbana, który doprowadził do przyjęcia ustawy umożliwiającej mu rządzenie za pomocą dekretów przez nieograniczony czas, s. 134). Žižek proponuje, aby szok wykorzystać do wzmożenia świadomości upadku i, jak można wyczytać z jego książki z 2010, apokalipsy. Cytuje tutaj twórczo Ryszarda Kapuścińskiego i jego „Szachinszacha”, reportażu, który traktuje o rewolucji w Iranie, chodzi tutaj o zjawisko upadku reżimu — ten zachowuje się jak kot wiszący nad przepaścią, on nie spadnie dopóki nie spojrzy w dół, kiedy już spojrzy, to już jest po nim. (135) „Jesteśmy teraz zmuszeni przyznać, że nowoczesna nauka, mimo całej swojej ukrytej tendencyjności, stanowi dominującą formę transkulturowego uniwersalizmu. Epidemia stanowi upragnioną szansę, by nauka utwierdziła się w tej roli.” (136)

    „Czterech jeźdźców apokalipsy” wedle Žižka z 2010 r. to kryzys ekologiczny, konsekwencje rewolucji biogenetycznej, brak równowagi w samym systemie (problemy z własnością intelektualną; zbliżające się walki o surowce, żywność i wodę) oraz gwałtowny rozwój społeczny, podziały i wyłączenia.

    Czterej jeźdźcy apokalipsy na niebie (fot. lic. Depositphotos)

    Wydaje się, że propozycja Žižka nie jest taka straszna, jakby wyglądało z samej nazwy „nowy komunizm”: kooperacja międzynarodowa w wymianie informacji i działaniu, wspólnotowe impulsy działania, wspólnotowy i uniwersalistyczny punkt widzenia na sprawy codzienne i organizacje życia społecznego. Chyba, że zdarzające się Žižkowi pochwały rządu chińskiego w radzeniu sobie z pandemią oznaczałyby tęsknotę za maoizmem i czerwoną książeczką. Ale tego chyba w tej książce znaleźć nie można (cytaty z Mao są w książce z 2010). Pochwała wolności słowa i krytyka rządu Chin przy próbie gwałcenia wolności słowa to są ważne w niej wątki. Zgadzam się ze starym powiedzeniem Martina Luthera Kinga, cytowanym przez Žižka: „wszyscy jedziemy na tym samym wózku”.

    Dzięki pandemii możemy zastanowić się nad alternatywnym społeczeństwem i alternatywnymi sposobami życia. Jako takie — filozoficzne wezwanie — książka wydaje się spełniać swoją funkcję popularnego opracowania zjawisk tworzących kontekst naszego życia dzisiaj. 

    Refleksja w środku kryzysu
  • Senat Uniwersytetu Łódzkiego solidaryzuje się ze studentami Uniwersytetu Śląskiego

    Uchwała Senatu UŁ 1.06.20 r. niemal jednogłośnie, przy jednym głosem przeciwnym i dwóch wstrzymujących się.

    Senat Uniwersytetu Łódzkiego wyraża solidarność ze społecznością Uniwersytetu Śląskiego, zaniepokojoną przesłuchaniami studentek i studentów uniwersytetuprowadzonymi przez prokuraturę. Postępowanie dyscyplinarne wszczęte na Uniwersytecie Śląskim nie zakończyło się, dlatego działania policji i prokuratury muszą być interpretowane jako wywieranie nacisku na niezależne postępowanie dyscyplinarne, jak również na samych pozostających w sporze z wykładowcą studentów.
    Autonomia uniwersytetu została potwierdzona w Bolonii w 1988 r. w dokumencie Magna Charta Universitatum. To jest nasz wspólny, europejski fundament. Uniwersytet Łódzki pozostaje sygnatariuszem tego porozumienia kilkuset uniwersytetów europejskich. W myśl tych zasad musimy jednoznacznie stwierdzić, że debata akademicka musi respektować zasady wolności debaty naukowej, która jednak nie może przerodzić się w wymianę mniemań i subiektywnych poglądów. Spór i debata akademicka muszą podlegać zasadom racjonalności, tolerancji i zgody na różnorodność. Przestrzeń publiczna uczelni państwowych nie może być obszarem, w którym dopuszcza się mowę piętnującą jakieś grupy społeczne czy jednostki. Dlatego rozumiemy studentów, którzy poczuli się zaniepokojeni treściami wykładowymi podważającymi te zasady i wyrażamy solidarność z nimi w obliczu działań policji i prokuratury, naruszających autonomię uczelni.

  • Religia smoleńska i jej główny bożek dobili Trójkę

    Religia smoleńska i jej główny bożek dobili Trójkę

    Religia smoleńska i jej główny bożek dobili Trójkę. Analiza krytyczna

    New York Times za Associated Press opisuje skandal z Trujką:

    „Stacja działa od 1962 roku. W czasach komunizmu grała muzykę rockową skierowaną do młodzieży i miała trochę swobody, żeby być bardziej niezależna niż inne cenzurowane media.”

    Tak pamiętam, że stacja jest o cztery lata starsza ode mnie, pamiętam że była od zawsze synonimem tego co cywilizowane, autentyczne, dobrej jakości, choć niekoniecznie najwyższej, tak jak w nudnawej, bo klasycznej i akademickiej dwójce. A lata siedemdziesiąte to były lata kontrkultury.
    NYT: „Minister kultury Piotr Gliński powiedział, że nie pochwala piosenki, ale także jej usunięcia [z anteny]. Jednak Gliński powiedział także, że wierzy, że cały skandal może być „prowokacją”, co sugeruje, że ludzie przeciwko rządowi ustawili to tak, żeby wyglądało to źle.”

    Cóż to jest prowokacja?

    WIKIPEDIA: „Prowokacja – podstępne i celowe działanie osoby trzeciej mające na celu spowodowanie reakcji ofiary prowokacji, zazwyczaj szkodliwej dla niej i często dla osób z nią związanych lub organizacji, jak np. uzyskanie odpowiedzi, informacji, wywołanie silnych emocji, niekontrolowanego zachowania, złamanie prawa.

    W psychologii prowokacja jest świadomym wymuszeniem określonych zachowań, reakcji lub działań, często agresywnych i nagłych, poprzez oddziaływanie na psychikę, niekoniecznie zgodne z obranymi przez daną osobę zasadami i wyznawaną ideologią.

    …

    W pewnych sytuacjach prowokacja może być akceptowalnym narzędziem dochodzeń dziennikarskich lub policyjnych.”

    Ja natomiast muszę dodać, że na prowokację powołują się często bandyci, żeby uzasadnić np. gwałt albo pobicie. Zgwałcił, bo „ona nosiła krótkie mini, a i uśmiechała się wyzywająco”.

    Panie Gliński, pan był kiedyś socjologiem, to Pan wie, co to jest spiskowa teoria? Jest to spiskowa teoria dziania się. Spiskowa teoria to pojęcie używane m. in . przez Karla Poppera, który widzi w tym mechanizmie pewien automat społeczeństwa zamkniętego. Społeczeństwo otwarte zmienia się ciągle i naturalnie, ale katastrofa wizerunkowa nie może się zdarzyć. To musi być wrogie działanie. Zapewne żydów, cyklistów i całej tej nędznej inteligencji. Po co komu ta Trójka??? Jakiejś garstce wykształciuchów?
    Ostatnio szeroko opisuje teorie spiskowe także konserwatywny historyk Niall Ferguson opisując dżumę. U Poppera spiski węszy się tam, gdzie trzeba wymyślić wroga, żeby mu przyłożyć i tym samym uzasadnić swoją agresję. Wedle Poppera „Spiskowa teoria społeczeństwa jest tylko wersją tego teizmu, wiary w bogów, których rządzą kaprysy i wola panowania nad wszystkim. Najpierw porzucamy ideę Boga, a następnie zadajemy pytanie: „Kto jest na jego miejscu?” Jego miejsce jest następnie wypełnione różnymi potężnymi ludźmi i grupami – złowrogimi grupami nacisku, które obarczamy winą za epidemię, kryzys itd.” W tym kontekście pada przykład Hitlera, który przecież w Main Kampf uzasadnia antysemityzm wielkim spiskiem Żydów, w tym kontekście to Hitler jest Chrystusem, zbawcą narodów.

    Otwarte społeczeństwo to takie, w którym jednostki mogą swobodnie oddychać, swobodnie myśleć i każda jednostka ma swoją wartość.

    Zamknięte społeczeństwa bazują na olbrzymiej roli przywódców partii politycznych.

    O spiskach głośno stało się w związku z Umberto Eco „Wahadłem Foucaulta” z 1988 r. Potem Lara Croft: Tomb Raider 2001, i Dan Brown: Anioły i demony 2009 (2000, książka), tam wprost działają illuminaci, chcący zawładnąć światem. To są reprezentacje kulturowe, rozpowszechniane jak wirusy, takie mają wzięcie. To wirale.

    Wczoraj sprawdziłem polski YouTube:

    •Kazik „Twój ból” – 6,5 mln (w kilka dni)
    •Zabawa w chowanego Sekielskiego – 5 mln (kilka dni)
    •Tylko nie mów nikomu – 23 mln (1 rok)
    •Big Cyc Makumba prawie 10 mln (7 lat)
    •Zenek Martyniuk – Przez twe oczy zielone – 182 mln (5 lat)
    •Sławomir – Miłość w Zakopanem 220 mln (3 lata)

    Widać wyraźnie, że daleko Kazikowi do popularności takiego Sławomira czy Zenka, ale kto wie, co to może być za dwa trzy lata…

    A na dodatek produkcja jest wyjątkowo udana, postpunkowy protest song podobny w idei do protestu powojennego rozsławionego przez Woody Guthriego: This Land Is Your Land (1944), który funkcjonuje jako jeden z ważniejszych protest songów powojennego świata. Aż do 1967 roku wydawcy nie chcieli wydawać tej piosenki, wydawała się za gorąca. Sam Guthrie nazwał tę piosenkę „God Blessed America”, ale to była formalnie opozycja względem niej.

    Bruce Springsteen

    This land is your land, this land is my land

    From California, to the New York Island

    From the redwood forest, to the gulf stream waters

    This land was made for you and me

    Ale kluczem do tego songu jest końcówka:

    As I went walkin’, I saw a sign there

    And on the sign said no trespassin’

    But on the other side, it didn’t say nothin’

    That side was made for you and me

    Kiedy szedłem, zobaczyłem tam znak
    A na znaku był zakaz wstępu
    Ale z drugiej strony nic nie pisało (sic!)
    Ta strona została stworzona dla ciebie i dla mnie. (Przeł. JP)

    Guthrie i Kazik protestują przeciwko prywatyzacji przestrzeni. I pamięci. Guthrie i Kazik to niewątpliwi patrioci, ale dalecy od złotych i srebrnych biznesów…

    Widać wyraźnie, jak bardzo musiało to zaboleć zwolenników religii smoleńskiej z bożkiem JK i kapłanem Macierewiczem. Ta religia jest z gruntu antyinteligencka, rozumowi bluźni; i ona symbolicznie właśnie unicestwiła inteligencki bastion ze smooth jazzem i listą przebojów – Trójkę, jeden z najlepszych polskich wytworów kultury współczesnej w ostatnim półwieczu. Religia smoleńska zabiła Trójkę, tak jak zachłanność i nieuctwo dobrej zmiany zabiło hodowlę koni w Janowie. Antyinteligencka i antypolska polityka.

    I tylko koni żal…

  • Kaganiec dla nauki 2.0

    Kaganiec dla nauki 2.0

    Publikacja 13.02, update: 14.02.20 Prestiżowy tygodnik brytyjski specjalizujący się w szkolnictwie wyższym i nauce Times Higher Education opublikował dzisiaj obszerną relację na temat ostatnich planów nowelizacji prawa o szkolnictwie wyższym, które ogłosił minister Jarosław Gowin 30 stycznia 2020 r. Tak się złożyło, iż tego samego dnia w polskim Sejmie odbyło się posiedzenie Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży z udziałem ministra Gowina.

    Jak donosi Times Higher Education  w osobie redaktora Johna Morgana, polscy naukowcy zaniepokojeni są wpływami na nowe prawo ultrakatolickiej grupy Ordo Iuris, która teraz interesuje się regulacjami w prawie dotyczącym „wolności słowa” na uczelniach. Zmiany wedle naukowców w Polsce zapewnią swobodę wypowiedzi w przestrzeni publicznej na uniwersytetach radykalnym antyaborcjonistom, czy zaprzeczającym katastrofie klimatycznej. Mogę to potwierdzić, takie obawy znam z bezpośredniej komunikacji, z oświadczenia Komitetu Kryzysowego Humanistyki Polskiej i z rozlicznej korespondencji, jak również z publikacji listu otwartego Przemysława Pietrzaka czy blogów Jana Hartmana.

    Inspirator nowelizacji, fundacja Ordo Iuris, dumny jest także ze swojego niesławnego projektu, który w swoim czasie przepadł w zdominowanym przez PiS parlamencie, o całkowitym zakazie aborcji i karaniu zgwałconych matek.

    Przypomnę, że wedle ministerstwa: „W projekcie noweli Konstytucji dla Nauki wprowadzono sformułowanie „wolność wyrażania poglądów”. W związku z tym art. 3 ust. 1 ustawy po zmianach brzmi: „Podstawą systemu szkolnictwa wyższego i nauki jest wolność nauczania, wyrażania poglądów, twórczości artystycznej, badań naukowych i ogłaszania ich wyników oraz autonomia uczelni”.”

    Jarosław Płuciennik osobiście zadał na posiedzeniu Komisji EMiN pytanie ministrowi dotyczące planowanych zmian w Ustawie w art. 3. Pisałem o tym w poprzedniej publikacji w GW.

    Pytania brzmiały: Czy uczelnie i instytucje naukowe mają teraz zajmować się poglądami, czyli opiniami poszczególnych osób? W wolności poglądów nie ma nic złego, nie może być nic złego, art. 54 Konstytucji RP z 1997 r. gwarantuje wolność głoszenia poglądów Art. 54. „Zasada wolności poglądów. 1. Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. 2. Cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy są zakazane. Ustawa może wprowadzić obowiązek uprzedniego uzyskania koncesji na prowadzenie stacji radiowej lub telewizyjnej.”

    Zatem jakie jest uzasadnienie wprowadzenia tych ostatnio proponowanych przez Jarosława Gowina zapisów, skoro wolność poglądów jest gwarantowana konstytucyjnie? Dlaczego minister upolitycznia debaty akademickie?

    W trakcie dyskusji poseł, którego nazwiska nie pamiętam, zadał pytanie Ministrowi, czy definicja małżeństwa będzie odwoływać się do innych niż genetyczne ustaleń dotyczących płci. Świadczyło to wymownie o próbie upolitycznienia tej sprawy.

    Przypomniałem zatem, że ministerstwo powinno mieć świadomość, iż istnieją różne nauki poza uwielbianą przez Ministra bibliometrią (mierzącą wpływ i znaczenie publikacji naukowych wskaźnikami ilościowymi) oraz genetyką, że socjologia, kulturoznawstwo, czyli nauki o kulturze i religii, jak chce ministerstwo, to także równoprawne nauki, w których akurat płeć jest konstruktem kulturowym. Istnieją różne metodologie i różne wspólnoty eksperckie w wielości nauk.

    Dlaczego zatem taka zmiana w prawie? Jakie jest uzasadnienie.

    O co zatem idzie w zmianie zaproponowanej przez ministerstwo?

    Odpowiedź ministra była bardzo arogancka: na argument o upolitycznieniu, zarzucił upolitycznianie mnie samego w tej kwestii. Rolą ministerstwa jest umożliwienie ścierania się poglądów, zaś przywołane przeze mnie jakoby „gender studies” to jak strzał kulą w płot (mówiłem o kulturowej konstrukcji płci, nie o gender studies, choć i one przecież są dziedziną wiedzy). Przy okazji Minister Gowin odniósł się do podobnych obaw wyrażonych przez posłankę Barbarę Nowacką (pytała o antyszczepionkowców i płaskoziemców i ich prawo do głoszenia poglądów na uczelniach): wg Jarosława Gowina nowelizacja jest niezbędna. Nie można zabronić głoszenia poglądów.

    Według stronniczego streszczenia „debaty” w PAP nasza wymiana wyglądała tak: „Obecny na posiedzeniu komisji prof. Jarosław Płuciennik z Uniwersytetu Łódzkiego zgłosił obawę, że projekt ma na celu upolitycznienie sytuacji na uczelniach i że może on doprowadzić do sytuacji, iż trzeba będzie się tam liczyć z poglądami nienaukowymi. Komentując jego wypowiedź, Jarosław Gowin powiedział: „zachęcam do lektury przepisów w kontekście całej ustawy. Oraz bardzo bym apelował do przedstawicieli świata naukowego, by to oni nie upolityczniali uczelni, bo takie tony w wypowiedzi pana profesora zabrzmiały” – powiedział.”

    Muszę skorygować, że ja właśnie pytałem o uzasadnienie w świetle istnienia w naszym prawie odpowiednich i wystarczających regulacji. Cytowałam także Konstytucję.

    Mogę jedynie wnioskować zatem, że wedle ministra Gowina eliminowanie z przestrzeni akademickiej poglądów np. homofobicznych (a to jest w istocie casus skandalu z dr. Ewą Budzyńską, prof. z UŚ) to jest „powrót do czasów słusznie minionych.” Warto może przypomnieć, że ustawa umożliwiająca prześladowanie homoseksualistów i innych osób z grupy LGBTQ+ jest otwarcie popierana przez reżim Putina, który podpisał specjalną ustawę w 2013 r., mającą „chronić przed gejowską propagandą”. Nie sposób też nie pamiętać, że homoseksualiści ginęli także w Auschwitz, zaś w PRL byli prześladowani i rejestrowani przez tajną policję. Na marginesie, polecam zarówno Timothy Snydera Drogi do niewolności jak i klip na YouTube Hoziera, który odwołuje się do sytuacji homoseksualistów Rosji Putina.

    Zatem stawiam pytanie: czy ministerstwo ulegając wpływom radykalnych i sekciarskich grup nacisku próbuje blokować standardy europejskie, jeśli idzie o regulacje mowy nienawiści i zasady tolerancji? Zastopować stosowanie europejskich standardów dotyczących uznania różnorodności ludzkiej oraz tolerancji dla różnych wyznań, ras oraz orientacji? Czy ministerstwo pragnie w tej sposób zamknąć możliwą krytykę przez naukowców mowy nienawiści? Czy nowelizacja Ustawy ma być ustanowieniem w uczelniach tzw. stref wolnych od LGBT?

    Trzeba bić brawo, jeśli pragnie Pan minister przejść do historii jako ten, który wprowadza getto ławkowe dla osób LGBTQ+, proszę to otwarcie powiedzieć, Panie Ministrze. Ale potem proszę nie udawać europejczyka i nie prosić o unijne pieniądze wsparcia na projekty naukowe.

    We wspomnianym materiale w Times Higher Education mgr Łukasz Bernaciński, członek Ordo Iuris, uczestnik studiów doktoranckich na Uniwersytecie Łódzkim, powiedział, że organizacja opublikowała w styczniu raport opisujący kluczowe „naruszenia” wolności słowa na polskich uczelniach w ostatnich latach. Ordo Iuris, dodawała, „sporządził projekt ustawy”, który przedstawił ministrowi nauki i szkolnictwa wyższego Jarosławowi Gowinowi. Szukałem tego raportu w sieci i nie znalazłem. A może on pozostaje jedynie do użytku ministra? No bo projekt do użytku ministra został przekazany. Ale raport? Gdzie ten rzetelnie brzmiący w uszach „raport”? Proszę go upublicznić! [aktualizacja 17.02.2020, okazuje się, że faktycznie zestawienie na stronach Ordo Iuris można znaleźć tutaj, ale obejmuje ono luźne zestawienie dwudziestu siedmiu wydarzeń od 2008 r., których nie można uważać, za naruszenie wolności akademickiej, gdyż są to w swojej przeważającej większości np. odwołane wykłady na nienaukowe tematy, wcześniej zapowiadane jako współorganizowane przez jakiś instytut bądź wydział, albo odwołanie drastycznej wystawy propagandowej antyaborcjonistów].

    „Projekt spotkał się z dużym zainteresowaniem, dlatego ministerstwo postanowiło rozpocząć prace nad zmianą prawa” – kontynuował wedle THE Bernaciński. „Obecnie Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego opracowało projekt ustawy oparty na projekcie przedłożonym przez Instytut Ordo Iuris.”

    Członek Ordo Iuris powiedział też reporterowi THE, Johnowi Morganowi, że kontrowersje na Śląsku miały „bezpośredni wpływ” na zainteresowanie Ordo Iurisa tą kwestią. Powiedział kłamliwie, że studenci byli „oburzeni chrześcijańską koncepcją rodziny, nauczaną w oparciu o naukowe podstawy i badania”. Przecież w tych protestach i oburzeniu chodziło o coś innego: „Studenci postawili wykładowczyni kilka zarzutów: poglądy homofobiczne, dyskryminacja wyznaniowa, wypowiedzi krytyczne wobec wyborów życiowych kobiet dotyczących m.in. przerywania ciąży oraz przekazanie informacji niezgodnych ze współczesną wiedzą naukową.” (tutaj opis całej sprawy)

    Ministerstwo wypiera się wpływu na nowe prawo fanatyków. Wedle THE: „Rzecznik ministerstwa powiedział, że Ordo Iuris „nie uczestniczył w przygotowaniu projektu”, ale był „jedną z wielu organizacji i instytucji… zaproszonych do udziału w fazie otwartych konsultacji publicznych”.

    Pytam zatem publicznie, czy mogę prosić listę tych innych organizacji i instytucji publicznych zaproszonych — podkreślam tę datę — przed 30 stycznia 2020 — do udziału w konsultacjach publicznych? Czy może ta lista jest tak tajna, jak była do niedawna lista poparcia nowych członków neo-KRS?

    W artykule w THE powiedziałem redaktorowi Johnowi Morganowi, że członkowie projektowanego przez nowelizację komitetu przy ministrze byliby „jak sędziowie dyscyplinarni, którzy wprowadzą duży nacisk na naukowców, którzy będą się bać radzenia sobie z wieloma problemami, ponieważ będą bali się utraty pracy ”, i dodałem także „Jest to filozofia, którą można opisać dwoma słowami: dyscyplina i karanie”. Faktycznie obawiam się, że proponowane prawo jest sposobem „dopuszczenia wyrażania poglądów w środowisku akademickim”, potencjalnie zapewniając platformę na uniwersytetach dla tych w Kościele katolickim, którzy walczą o całkowity zakaz aborcji lub zaprzeczają zmianom klimatu.

    Jak wskazuje analiza projekt nowelizacji ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym wprowadza również wątpliwy i niebezpieczny system monitorowania swoiście rozumianej wolności wyrażania opinii. Ministerstwo chce utworzyć komisję specjalną: Komisję Wolności w Szkolnictwie Wyższym i Systemie Nauki. Komitet będzie się składał z 9 osób, z których 4 zostanie ogłoszone przez ministra. Resztę członków powołuje Rada Główna Nauki i Szkolnictwa Wyższego, Parlament Studentów Rzeczypospolitej Polskiej oraz Krajowa Reprezentacja Doktorantów. Pytanie brzmi, czy taka instytucja jest potrzebna? Polska Konstytucja zapewnia wystarczające gwarancje wolności wyrażania opinii (podobnie jak w przypadku innych swobód konstytucyjnych). Mamy prawo do rzetelnego i publicznego wysłuchania każdej sprawy przed właściwym, bezstronnym i niezależnym sądem (art. 45). Zgodnie z wolnością wypowiedzi w Polsce mamy ochronę zapewnianą przez prawo cywilne (ochrona dóbr osobistych) i kodeks karny (przestępstwa zniewagi i zniesławienia). Konstytucja i ustawy gwarantują prawo do odwołania się od orzeczeń i decyzji wydanych w I instancji, a każdy ma prawo zwrócić się do Rzecznika Praw Obywatelskich o pomoc w ochronie jego wolności lub praw naruszonych przez organy władzy publicznej. Ta ochrona jest wystarczająca i odpowiednia, a wspomniane środki tworzą spójny system. Powołanie nowych komisji przez prawodawcę musi budzić wątpliwości co do jego zamiarów. Istotą wolności, w tym wolności wyrażania opinii, jej autonomii, jest jak najszerszy zakres swobów, a nie kontrola ze strony państwa. Nie ma potrzeby tworzenia takich organów jak Komisja Wolności w Szkolnictwie Wyższym i Systemie Nauki.

    Komisja ds. Nauki obradowała 2,5 godziny, przy czym większość czasu zajęły wypowiedzi ministra i wiceministrów. Mieliśmy doprawdy bardzo mało czasu, żeby zaprezentować swoje pytania w odpowiedni, racjonalny i uzasadniony sposób. Taka Komisja powinna obradować kilkanaście godzin przy udziale wielu, wielu innych podmiotów. Nie powinna stanowić listka figowego dla Ministra, który pragnie ulegać wpływowi fanatycznej organizacji społecznej (to nawet nie stowarzyszenie, tylko Fundacja założona przez inną fundację, mająca Piotra Skargę jako patrona, ale nazwą alternatywną jest dumnie brzmiący Instytut Kultury Prawnej Ordo Iuris). Taka debata nie jest debatą, jest ceremonialnym utrwalaniem hegemonii ministerstwa nad nauką w Polsce. Ministerstwo Nauki wprowadza kaganiec dla nauki (przypominam, że nauką w Polsce nazywa się także nauki humanistyczne i społeczne) nazywając te swoje działania troską o wolność słowa (w istocie opinii). Szkoda, że nie wynikają one z troski o wolność badań naukowych. I troski o studentów.

    PS. Nowomowa obecnego ministra jest przygnębiająca: ustawa, w której w ostatnim momencie wprowadzono kilkaset poprawek (w lipcu 2018 r.), nazywa się Konstytucją dla Nauki. Ustawa, która realizuje wizję sprzed 20 lat, to Ustawa 2.0. No i wszechobecna DOSKONAŁOŚĆ, które to słowo jest szczytem nowomowy w Public Relations. O tym także już powstały artykuły naukowe. (Włoskowicz, Wojciech. „NOWOMOWA PSEUDOMETANAUKOWA? O JĘZYKU POLSKIEJ POLITYKI NAUKOWEJ”. Poradnik Językowy, t. 10, nr 769, 2019, s. 35–47, doi:10.33896/PorJ.2019.10.3.)

    PS.2. Właśnie trwa przerwa międzysemestralna na mojej uczelni. Na Komisji Nauki w polskim Sejmie byłem obecny jako zainteresowany nauką obywatel. Społecznie. Prywatnie, choć politycznie, bo interesują mnie sprawy publiczne.

    14 lutego 2020

    Jarosław Płuciennik (prof. nauk humanistycznych, kulturoznawca, literaturoznawca, kognitywista, historyk idei)

    Anna Rakowska-Trela (dr hab. nauk prawnych, konstytucjonalistka)

    Zmieniona wersja tego wpisu została opublikowana w Gazecie Wyborczej 14.02.2020 r. TUTAJ

    Zdjęcie własne rzeźby w Sejmie na Wiejskiej… (fot. Jarosław Płuciennik)
  • Kaganiec dla polskiej nauki

    Ministerstwo Nauki i Szkolnictwo Wyższego ogłosiło 30 stycznia 2019 ustami swego Ministra, że zamierza zgłosić nowelizację do Ustawy o z dnia 20 lipca 2018 r. „Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce” zwanej w nowomowie ministerialnej Konstytucją dla Nauki.

    Czytamy na stronach ministerialnych:

    „Projekt nowelizacji Konstytucji dla Nauki dotyczy nie tylko uczelni, ale całego systemu szkolnictwa wyższego i nauki.” Dotyczy zatem, jak można wnioskować, np. Polskiej Akademii Nauk.

    „W projekcie noweli Konstytucji dla Nauki wprowadzono sformułowanie „wolność wyrażania poglądów”. W związku z tym art. 3 ust. 1 ustawy po zmianach brzmi: „Podstawą systemu szkolnictwa wyższego i nauki jest wolność nauczania, wyrażania poglądów, twórczości artystycznej, badań naukowych i ogłaszania ich wyników oraz autonomia uczelni”.”

    Zatem taki zapis ma zastąpić dotychczasowy: Art. 3. 1. Podstawą systemu szkolnictwa wyższego i nauki jest wolność nauczania, twórczości artystycznej, badań naukowych i ogłaszania ich wyników oraz autonomia uczelni.

    Czy uczelnie i instytucje naukowe mają teraz zajmować się poglądami, czyli opiniami poszczególnych osób? W wolności poglądów nie ma nic złego, nie może być nic złego, art. 54 Konstytucji RP z 1997 r. gwarantuje wolność głoszenia poglądów „Art. 54. Zasada wolności poglądów. 1. Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. 2. Cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy są zakazane. Ustawa może wprowadzić obowiązek uprzedniego uzyskania koncesji na prowadzenie stacji radiowej lub telewizyjnej.”

    Zmiana proponowana przez Ministerstwo jest zmianą powielającą Konstytucję RP? I dlatego Ustawę nazywa się Konstytucją dla Nauki? Nie sądzę. Chodzi tutaj o coś innego.

    Uczelnie i instytucje naukowe muszą od czasów co najmniej myśli Immanuela Kanta (zwłaszcza w pracy pt. Co to jest oświecenie?) charakteryzować się wolnością badań naukowych i słowa, jest to wg myśliciela z Królewca podstawa oświecenia, aby wyjść z niepełnoletności, niedojrzałości, musimy zacząć myśleć zupełnie samodzielnie, bez władzy nadrzędnej, odważyć się być mądrym (Sapere aude!, jak głosiło to hasło oświeceniowe jeszcze po łacinie). Autonomia uczelni realizowana na uniwersytetach w Polsce dawała świetne owoce po 1989 r. Autonomia polskich uniwersytetów stała się wzorem dla świata. W tym sensie realizowaliśmy podstawowe zasady wolności badań naukowych i wolności słowa. 

    O co zatem idzie w zmianie zaproponowanej przez ministerstwo? O to, żeby poglądy wynikające z badań naukowych zastąpić poglądami z ulicy…

    „W projekcie nowelizacji Konstytucji dla Nauki dodano przepis, zgodnie z którym „nikt nie może ponosić negatywnych konsekwencji zgodnego z prawem” korzystania z wolności.” Brzmi dobrze. Ale nie do końca, bo kluczem jest pozostawienie po prostu „korzystania z wolności”.

    Jak wielokrotnie argumentował Stanley Fish: nie ma czegoś takiego jak wolność słowa (Fish, Stanley. There’s No Such Thing as Free Speech: And It’s a Good Thing Too. Oxford University Press, 1994). I dobrze. A wolność poglądów oraz wolność ich głoszenia mogą mieć i mają różne ograniczenia. Nikt nie zaprzeczy np. groźbom karalnym, że nie mogą one mieć miejsca w przestrzeni publicznej. Wszyscy zgodzimy się przecież, że istnieją także ograniczenia dotyczące np. tajemnicy lekarskiej czy adwokackiej.  Poza tym — i tutaj jest chyba największy ból Ministra Gowina — istnieją ograniczenia dotyczące wolności głoszenia poglądów w przestrzeni publicznej wynikające na przykład z zasad grzeczności, czy z powszechnie obowiązujących zobowiązań międzynarodowych, mamy np. Powszechną deklarację praw człowieka, czy z Konwencję ONZ (Unesco) z 2005: O ochronie i promowaniu różnorodności w ekspresjach kulturowych. Wszystko to powoduje, że w przestrzeni publicznej (np. w tzw. publicznych mediach) nie powinny być tolerowane poglądy jawnie dyskryminujące jakieś podmioty i nietolerancyjne wobec jakichkolwiek obywateli. Sęk jednak w tym, że obecna władza uczyniła regułą gwałcenie praw mniejszości różnorakich w tym względzie.

    I teraz chodzi o to, żeby standardy pasków TVP Info i takich pewnie programów jak „Studio Polska”, czy niesławnego „Warto rozmawiać” przenieść na uczelnie w Polsce… Być może w centralnej Polsce na niektórych uczelniach takie standardy już obowiązują. Chodzi o to, żebyśmy wszyscy na uczelniach i w nauce w ogólności nie zajmowali się badaniami naukowymi, tylko wymianą poglądów. Przecież to absurdalne!

    „Autorzy projektowanych zmian nakładają na organ kierujący podmiotem systemu szkolnictwa wyższego i nauki, m.in. rektorów, obowiązek zapewnienia ochrony wolności.”

    Rozumiem, że rektorzy mają strzec nie tylko wolności i prawdy, ale także wolności poglądów. Między innymi osoby ostatnio oskarżonej o homofobię.

    To jest świetna droga, żeby z sal wykładowych uczynić ambonę dla poglądów zwolenników płaskoziemstwa, antyszczepionkowców (parlament już otworzył im kiedyś swoje drzwi), negacjonistów klimatycznych (przecież takich w tym rządzie bez liku!), czy np. ekofaszystów, którzy argumentując za zagrożeniem „białej rasy” będą postulować może to, co postulował i postuluje z więzienia – posiłkując się różnymi przemyśleniami – Anders Breivik, oczyszczenie polskiego domu np. z rasy żółtej, dlaczego nie? Przecież mamy „koronawirus” w Azji… to naukowo dowiedzione, nie?

    Komitet Krysysowy Humanistyki Polskiej w stanowisku z 23 stycznia odniósł się już jednoznacznie do wcześniejszej wersji tej nowelizacji autorstwa Ordo Iuris. To nic, że Ministerstwo zmieniło niektóre szczegóły tego projektu fanatycznej organizacji powołującej się na ultrakatolickie zasady życia społecznego.  Najbardziej znaną inicjatywą tego „instytutu na rzecz kultury prawnej” było opracowanie i promowanie projektu ustawy chroniącej życie od poczęcia do naturalnej śmierci „Stop aborcji” (całkowity zakaz aborcji). Postulowano wtedy bezwzględny zakaz przerywania ciąży i odpowiedzialność karną dla każdego, kto powoduje śmierć dziecka poczętego, włącznie z matką. Niemal cztery lata temu 6 października 2016 roku Sejm większością głosów odrzucił projekt przewidujący całkowity zakaz aborcji w Polsce. Czy tym razem kaganiec dla uniwersytetów przejdzie?

    Ministerialny projekt Gowina nie różni się w istocie od projektu Ordo Iuris. Różnice dotyczą szczegółów egzekucji tej „wolności poglądów”.

    Przypomnę może Panu Ministrowi składane przez niego słowa ślubowania doktorskiego, które m. in. mówi:

    „Nadto zobowiązani jesteście przyrzec, iż rozwijać będziecie badania naukowe nie z żądzy zysku i nie dla próżnej chwały, ale w celu odkrywania i upowszechnienia prawdy – największego skarbu ludzkości.” Ta przysięga mówi o prawdzie, nie o poglądach.

    Nie sądzę, żeby prawda nie mogła istnieć poza murami uczelni, na pewno jest jej dużo. Ale w uczelni może być miejsce jedynie dla prawdy naukowej. Falsyfikowalnej i poddanej procedurom, ale naukowej, nie mniemanologicznej. Różnie też prawda wygląda w różnych dyscyplinach i jej metody pozyskiwania. Ale nauka to nie mniemanologia stosowana, to nie jest wymiana poglądów.

    Dlatego apeluję do wszystkich ludzi akademii: nie możemy teraz siedzieć cicho, bo nowelizacja Ustawy szykowana przez Ministerstwo to kaganiec dla nas. Nie dość, że płaskoziemcy i negacjoniści klimatyczni zdobędą pole do popisu (a to tylko wierzchołek góry lodowej), to racjonalni naukowcy opierający swoje badania na uzasadnionych metodologiach będą musieli tracić czas na jałowe spory z „poglądami”… A potem może tracić pracę…

    A swoją drogą: czy „Konstytucja dla Nauki” nie powinno się znaleźć w następnym wydaniu słownika nowomowy „dobrej zmiany” autorstwa Katarzyny Kłosińskiej i Michała Rusinka? No bo przecież to jest dokładne zaprzeczenie Konstytucji, jeśli już po   kilkunastu miesiącach trzeba ją zmieniać w tak fundamentalnym miejscu jak artykuł 3? O nowomowie w przypadku dyskursu politycznego dotyczącego Ustawy Gowina pisał już zresztą specjalista językoznawca. Tutaj (Włoskowicz, Wojciech. „NOWOMOWA PSEUDOMETANAUKOWA? O JĘZYKU POLSKIEJ POLITYKI NAUKOWEJ”. Poradnik Językowy, t. 10, nr 769, 2019, s. 35–47, doi:10.33896/PorJ.2019.10.3.

    Ten artykuł ukazał się w innej nieco wersji 1 lutego 2020 r. w Gazecie Wyborczej, link tutaj.

  • Kultura uniwersytetu w erze cyfrowych rewolucji

    Zapis planu wystąpienia (15 minut) na uroczystej Inauguracji roku akademickiego 2019/2020 dnia 27.09.2019; Wydział Ekonomiczno-Socjologiczny, Uniwersytet Łódzki.

    Punkt

    Prawda i wolność. Prawda i wolność. Prawda, wolność, ciało. Prawda, wolność, ciało…

    Pra-wda-wol-ność-cia-ło… prawdawolnośćciało

    To jest Moja niewyczerpana oda do Radości

    Koniec wykładu. Możecie iść. Idźcie i głoście światu. Żartuję.

    Dzień Dobry! Witam wszystkich studentów na jednym z najlepszych polskich uniwersytetów, na jednym z najlepszych wydziałów Uniwersytetu Łódzkiego. W pewnym sensie, w podwójnym sensie, jest to mój powrót tutaj. Kiedyś także i tutaj studiowałem. Dziękuję za zaproszenie Panu Dziekanowi prof. Rafałowi Materze. Wielki zaszczyt i przyjemność.

    Nie bez przyczyny Prawda i Wolność są wypisane na naszych, uniwersyteckich sztandarach. To jest jak „wolność, równość, braterstwo” z rewolucji francuskiej. Albo uliczne „wolność, równość, demokracja”… To jest sztandar jak znak gwarancji jakości ISO.

    Prawda i wolność – bardzo wzniośle, podniośle, a po łacinie Veritas et Libertas wręcz pompatycznie, jeśli nie bombastycznie. Dlatego kusiło mnie, kusi mnie nadal, uległem tej pokusie, aby dodać – ciało…. Ciało – działanie.

    Ciało to waga, ciało to ból, ciało to empatia, ciało to działanie. Prawda, wolność, ciało. Veritas, Libertas, et Corpus.

    Zgodnie z tym hasłem mam dla Was trzy opowieści z życia wzięte.

    Opowieść pierwsza – Pielęgniarstwo i gitara basowa

    Czym dla mnie jest uniwersytet? Był dla mnie oknem na świat, wyjściem spod kurateli rodziców, zwieńczeniem marzeń wywiedzionych z mnóstwa przeczytanych książek. Moja rodzina była prosta, jestem synem pielęgniarki i spawacza z kolejarskiego niegdyś miasta Ostrowa Wielkopolskiego, 100 km stąd; książki, teatr i muzyka to był dla mnie cały świat, od dzieciństwa uciekałem do wirtualnego świata książek, teatru i muzyki, grałem w kółkach teatralnych, grałem na flecie i gitarze basowej, czytałem, czytałem; to był świat wirtualny i rzeczywisty zarazem, spotykałem mnóstwo fajnych ludzi, nauczycieli, którzy podsuwali mi lektury, napotkani ludzie zawsze stawali się jakoś ważni; moi rodzice bardzo się starali; żebym mógł studiować, ojciec musiał brać nadgodziny, żeby jego syn mógł studiować w odległej, ale jednak bliskiej Łodzi. Gdyby uniwersytet był tylko w Warszawie i Krakowie, to wtedy pewnie nie studiowałbym w ogóle. Łódź wtedy znana była m.in. z socjolingwistyki, badań nad kulturą masową (prof. Kłoskowska). Okno na świat.

    Ale zanim poszedłem na studia, chciałem być pielęgniarzem. W czasach mojej młodości istniały licea medyczne, kształcące pielęgniarki, dzisiaj trzeba już skończyć studia. Ukończyłem takie liceum, którego istotą była praktyka pielęgniarska w szpitalach. Pracowałem w trakcie nauki w liceum medycznym oraz rok po niej jako pielęgniarz w szpitalach. Pamiętam wiele historii z tym związanych, prośby o jakąś truciznę, bo chory nie mógł wytrzymać bólu, uciążliwych nieprzytomnych chorych domagających się zachowania standardów higieny osobistej, (potrzebowali umycia lub ogolenia), pamiętam też ciepłe prześcieradło tyle co zmarłej osoby, ten ślad obecności, która staje się coraz to zimniejsza. Ta praca pielęgniarza, to dla mnie doświadczenie formujące.

    Ta wczesna moja konfrontacja ze śmiercią, bólem, z empatią i znieczulicą, także własną znieczulicą, z decyzjami w sytuacjach granicznych uczyniła mnie bardziej otwartym na prawdę. Jeśli prawda jest życiem, to śmierć jest nią tym bardziej, ona zwielokrotnia prawdę życia. W liceum nie skończyłem swoich doświadczeń z muzyką i sztuką, grałem na gitarze basowej w zespole szkolnym i grałem spektakle wzorowane na amerykańskich protest songach. Można powiedzieć, że muzyka łagodziła mi obyczaje i chwile, kiedy rzeczywistość cuchnie. Kiedy prawdą było to, co wymagało pielęgnacji, obmycia, wyniesienia odchodów. Prawda nie zawsze pachnie. Prawda jest wyzwaniem.

    Historia 2. Wygnanie z komfortu – bycie obcym

    Kiedy dostałem się na studia, a wtedy studiowało jakieś 7-8 procent każdego rocznika (co 13-15 rówieśnik), studia były elitarne, poczułem, że złapałem Pana Boga za nogi. VIP. Działałem w budującym się wtedy samorządzie, teatrze studenckim…

    Uniwersytet Łódzki stał się dla mnie oknem na świat całkiem dosłownie i dzisiaj jest on tym samym dla Was. Ojczyzną uczonych jest cały świat. Wtedy skorzystałem z europejskiego programu wymiany Tempus (dzisiaj macie inne programy) i wyjechałem do Szwecji. To był przełom. To było wyjście ze strefy komfortu. W Łodzi na studiach wszyscy mnie znali, wiedzieli kim jestem, nie musiałem się przedstawiać, w Lund w Szwecji musiałem zaczynać od zera, każdemu napotkanemu człowiekowi trzeba było przedstawić wiarygodną historię, kim jestem, czym się zajmuję, po co jestem…. Byłem nikim. Człowiekiem znikąd, w oczach tubylców – potencjalnym imigrantem. To było doświadczenie wyzwalające, doświadczenie wolności. Właśnie w tym doznaniu swojej znikomości. Miałem nawet myśli (mój pobyt w Szwecji na różnych programach się przedłużał do prawie dwóch lat) o stałej emigracji. Nie wybrałem jej. Ale najważniejsze w tym doświadczeniu było doświadczenie wolności: jesteś tym, kim wybierasz, że jesteś, kiedy potrafisz wyjść ze swojej strefy komfortu. Porzucić na chwilę myśli w języki polskim i postarać się przełożyć siebie na inny język, na inną kulturę, na język angielski, lingua franca współczesności, czy też na język szwedzki, nikomu przecież dzisiaj niepotrzebnym. To było doświadczenie wspaniałe, ale jednocześnie trudne, bo trzeba zacząć od zera, zniweczyć siebie, anihilować, zrujnować. Uczyło pokory. Zostałem wrzucony na głębokie wody. Udało mi się nie utonąć. Tzw. republika uczonych stała się moją ojczyzną. Uniwersytet jest oknem na świat w dosłownych tego słowa sensie.

    Drugim doświadczeniem formującym w czasie pobytów zagranicznych na innych uniwersytetach i w naszym uniwersytecie to doświadczenie wspólnoty. „College”, inaczej kolegium, to wspólnota. To nie jest fabryka. Jeśli ktoś widział kiedyś taniec szkocki, to wie o czym mówię. To nie jest taniec w parach, to nie jest bezładny taniec disco, to są figury z ciał, wymagające koordynacji, współpracy. Albo może ktoś widział piramidę z ludzi w katalońskiej i hiszpańskiej Barcelonie (Castell)? Wiecie Państwo jak to wygląda, każdy musi znać swoje miejsce, ci co są barczyści, silni, wytrzymali mogą stać się podstawą piramidy, ci, co zwinni i śmiali i lżejsi, mogą wspinać się na szczyt tej piramidy. Piramida z ludzi jest metaforą wspaniałej zespołowej roboty.

    Takiej zespołowej roboty wymaga też sztafeta w biegu; ostatnio uczestniczyłem jako jeden z 50 biegaczy z Uniwersytetu Łódzkiego w biegu charytatywnym Business Run Poland. Wiecie co jest najbardziej stresujące? Pierwszy raz miałem biec w sztafecie, wiecie, wolę dłuższe dystanse, samotność długodystansowca, a tutaj miałem przekazać pałeczkę następnej osobie, tamta następnej itd. Pięć osób uzależnionych od siebie nie tylko tempem biegu, ale i sprawnością przekazania pałeczki. Nie mogłem spać przed biegiem, bo nie mogłem dokładnie uświadomić sobie, jak będzie przebiegać to przekazywanie. Śmieszne, nie? Odpowiedzialność wspólnoty. To nie są syreny fabryk.

    Wspólnota zatem to nie tylko szkocki taniec, piramida z Barcelony, czy bieg w sztafecie, dla mnie to także strajk studencki w 1989 r. i na tym wydziale strajk akademicki w 2018 r. Wiecie co to uniwersytet, wiecie skąd słowo universitas? Dzisiaj wielu pewnie powie o kosmicznym wymiarze uniwersytetu, który musi swoją wiedzą ogarnąć Uniwersum, cały świat, od geologii, fizjologii po filologię klasyczną, socjologię, czy fizykę jądrową. Jednak u zarania nowożytnej idei uniwersytetu jest nade wszystko „universitas” pojmowana jako społeczność, wspólnota uczonych i studentów (albo jak w Bolonii na początek samych studentów, którzy stowarzyszali się, bo chcieli mieć tańsze mieszkania). Ta wspólnota była także obecna u zarania akademii w antyku w idei Sympozjonu, uczty wspólnej, w trakcie której można było rozmawiać, dialogować, dyskutować. Choć wtedy także dużo się przechadzano i w trakcie tego chodzenia, dyskutowano. Czy tym można zarządzać jak korporacją? Sympozjonem? Uniwersytetem. Alma mater?

    Zatem ta wolność, której doświadczyłem „na wygnaniu”, „w ziemi obcej”, to doświadczenie stresujące, niekomfortowe, ale jednocześnie doświadczenie wielu wspólnot. Dzisiaj sporo mówi się też o tym, że uniwersytet nie może być wieżą z kości słoniowej, luksusowym miejsce izolacji od świata zewnętrznego. Stąd najważniejszymi celami edukacji w wielu najlepszych uniwersytetach świata są zaangażowanie społeczne, umiejętność współpracy, kreatywne myślenie, krytycyzm. Uniwersytety mają być podobnie jak świat dziennikarstwa, czwartą władzą, rodzajem równowagi dla świata biznesu i polityki. Nie mogą nią pozostać, jeśli kultura uniwersytetu będzie kulturą wielkich korporacji. Produktywność jest ważna, ale umiejętności ogólnoludzkie i postawy są jeszcze ważniejsze.

    Opowieść trzecia. Ciało. Zombie. Automat

    Przechodzę do trzeciej historii. Świat cyfrowy.

    Łolaboga łolaboga, ludzie śpią ze smartfonami…

    Wolą smartfony od żon, mężów i kochanków… ludzie śpią ze smartfonami, niedługo będą zupełnie odcięci od rzeczywistości analogowej; będę sobie wszczepiać różne implanty, i coraz częściej przypominać będą zombie. Albo automaty. Jesteśmy zanurzeni w cyfrowym świecie. Wiedza jest dzisiaj wszędzie. Po co komu uniwersytet? Po to żeby mieć dyplom?

    W 2012 roku The Economist ogłosił MOOCs naważniejszym zdarzeniem edukacyjnym, najbardziej rewolucyjną innowacją, która zniszczy tradycyjne uniwersytety. I co? Nadal uniwersytety są i mają się dobrze? Dlaczego? Czy MOOCs (massive open online courses, czyli masowe szkolenia online) mogą zastąpić kształcenie uniwersyteckie? Przecież lepiej jest wysłuchać wykładu gwiazdy z Harvardu, aniżeli jakiegoś lokalnego nudziarza… No ale nie ma się żadnego dyplomu… Tym, co zostaje na uniwersytecie już na pewno nie jest tradycyjny wykład (1,5 godziny i tyle zamierzam dzisiaj mówić… nie żartuję, zmierzam już do końca…),

    Tym, co wyróżnia Uniwersytet to tradycyjne międzyludzkie relacje komunikacyjne, najlepiej widoczne z jednej strony w kolegialności decyzji oraz w relacji mistrz – uczeń. We wspólnocie realnie uprawianego sportu np. w AZS.

    Automatyczne samochody bez kierowcy są niewątpliwą przyszłością, roboty przenoszące i przewożące towary w magazynach są już oczywistością, tu i teraz, tak jak BIG DATA, czy crowdsourcing, wszyscy korzystają z tłumacza Google, który jeszcze całkiem niedawno był śmiesznie idiotyczny, a teraz jest już naprawdę niesamowicie skuteczny. Po co komu nauka języków, jeśli mamy automatycznego translatora w naszej komórce? Nawigacja komputerowa zupełnie wyparła papierowe mapy. Dzwonimy na Biuro Obsługi Klienta w banku czy do Narodowego Funduszu Zdrowia i rozmawiamy z awatarami, którzy przekierowują nas na właściwe rozwiązania problemów. Po co więc uniwersytet? Wiedza jest wszędzie. Nie potrzeba wyższego wykształcenia, żeby wiedzieć dużo. Zresztą, jeśli wiedza jest wszędzie, to po co w ogóle cokolwiek wiedzieć?

    Ano właśnie. Żyjemy w czasach, które zostały także nazwane czasami post-prawdy (The Economist bodaj w 2016 r. ogłosił to dziwne wyrażenie słowem roku). Żeby dzisiaj funkcjonować potrzebujemy rozróżnienia prawdy od fake-newsów, prawdy od zmyślenia i zwykłego kłamstwa. Nie jest to łatwe, ostatnio mówi się o takich przepracowanych kłamstwach, które nazywają się „deep fake-news”, super fake-newsami. Widzimy na ekranie Donalda Trumpa, który wypowiada wojnę Korei Północnej, a potem okazuje się, że to wcale nie jest Gabinet Owalny i nie jest Donald Trump, tylko jego komputerowy awatar. Fake news już poszedł w świat i żyje własnym życiem.

    Dlatego uniwersytety są potrzebne, żeby nauczyć, jak korzystać z wiedzy, jak rozróżnić wiedzę prawdziwą od nonsensu. Organizację dobrze zarządzaną od złej, odczłowieczającej fabryki czy zniewalającej korporacji. Do tego potrzeba umiejętności i postaw, które odróżniają nas od robotów i zombie. Tylko bycie niezastępowalnym przez automaty może dać nam przyszłość: to jest kreatywność, wyobraźnia, krytycyzm, intuicja, odwaga. To nas wyróżnia od automatów. Stąd też kolosalne znaczenie nauk humanistycznych i społecznych. No bo co z tego, że nauki przyrodnicze będą udowadniać, że powszechne szczepienia ograniczą naszą umieralność? Jeśli nie będzie odpowiedniej ilość przekonujących dziennikarzy, wykształconych ekspertów z miękkimi umiejętnościami, popularność w społeczeństwie zyskają szarlatani, udowadniający szkodliwość szczepień. Co z tego, że klimatolodzy stwierdzą ewidentny wpływ człowieka na zmiany klimatyczne, jeśli część polityków z odpowiednim oprzyrządowaniem powtarzać będzie, że to wszystko bajki i wymysły? I wyślą egzorcystów na „rozhisteryzowane dziecko…”  

    Uniwersytet musi kontynuować swoją oświeceniową misję: prawda, wolność, ciało. Świat cyfrowy jest wszechobecny i wszechmocny, trzeba z niego korzystać, ale nauczyć się także kwestionować.

    Dlatego, jeśli miałbym zakończyć jakimś przesłaniem, to mogę je streścić w dwóch słowach:

    Nienasycenie i nieskończoność.

    Trzeba być jak swobodnie bawiące się dziecko, nienasycone w pragnieniach, pożądaniach, ale także pragnieniu wiedzy, ale i wolne aż do nieskończoności, potrafiące mówić nie. Kończyłem kiedyś każdy wykład ze studentami mottem: „Ty sam jesteś nieskończonym oceanem”.

    Czesław Miłosz napisał kiedyś:

    Tak samo było kiedy miałem dwadzieścia lat.
    Ale wtedy nadzieja że będę wszystkim,
    Może nawet motylem i kosem, przez zaklęcie.

    Ja teraz daję Wam zaklęcie:

    NIENASYCENIE

    NIESKOŃCZONOŚĆ

    Prawda, wolność, ciało