Program Polskiego Radia po angielsku z moim udziałem (An international edition of Polish Radio)


Program Polskiego Radia po angielsku z moim udziałem (An international edition of Polish Radio)

Rozmowa na temat ostatnich wydarzeń z prof. Maciejem Kisilowskim (Uniwersytet Środkowoeuropejski w Wiedniu) na temat ostatnich wydarzeń w Polsce związanych z działaniem Ministra Kultury Bartłomieja Sienkiewicza w odniesieniu do reżimowej stacji TVP. Maciej Kisilowski jest nie tylko doktorem prawa z prestiżowego Uniwersytetu w Yale, ale także magistrem administracji biznesu w Princeton. Jeden z najlepszych specjalistów także w politologii. Rozmowy możesz posłuchać na YouTube czy Spotify, albo w Apple Podcast, jak również podcastach Google.

Grzegorz Braun jako performer jest bliżej terroryzmu aniżeli artyzmu.

Nie wypada mi chwalić refleksji kulturoznawczej, ale nie mogę też jej pomijać w kontekście takich zjawisk jak polityczny i obyczajowy antysemityzm. W ramach moich wykładów dotyczących kulturowej historii nowoczesności omawiam również fundamentalne opracowanie Zygmunta Baumana „Nowoczesność i Zagłada” (wyd. angielskie 1989, polskie 2009) oraz analizuję nacjonalizm jako produkt nowoczesnej cywilizacji Zachodu.
Ziemie polskie i szerzej „skrwawione ziemie” wg nazewnictwa Timothy Snydera to miejsce szczególne z punktu widzenia historii antysemityzmu, wszelkie jego przejawy tutaj przerażają. Bo przecież to tutaj stały komory gazowe Auschwitz i to tutaj miała miejsce zbrodnia w Jedwabnem. Badacze Zagłady tacy jak Barbara Engeliking i Jan Grabowski mają tutaj więcej do powiedzenia.
Ostatnie wydarzenia w Sejmie Rzeczypospolitej Polskiej z 12 grudnia 2023 roku, przypadające na dzień wyboru rządu Donalda Tuska, skłoniły mnie do zajęcia stanowiska nie tylko jako badacza kultury, ale również obserwatora mediów. W mediach polskich dominują dwa główne poglądy na temat incydentu z ugaszeniem ognia menory chanukowej przez posła Grzegorza Brauna. Pierwszy interpretuje go jako działanie artystyczne, zasługujące na pewien dystans, drugi zaś jako przejaw zaburzeń psychicznych, niezasługujący na większą uwagę.
Oba te stanowiska uważam za mylne, nie dlatego, że posiadam wiedzę specjalistyczną w dziedzinie reżyserii czy psychiatrii, lecz jako obserwator współczesnych mediów. Minister Sprawiedliwości, prof. Adam Bodnar także postrzega w tym akcie pretekstu do wysunięcia zarzutów z czterech różnych paragrafów. Nie chcę tutaj pisać o tzw. obrazie uczuć religijnych, bo ten zapis polskiego prawa uważam za chybiony. Jednak przykład zamachu z 11 września w USA pokazuje, że terroryzm często ma charakter medialny, skupiając uwagę na agendzie terrorystów. Podobnie działanie Brauna, choć na innej skali, wykazuje ewidentnie swój główny cel jako skupienie uwagi mediów.
Nie chodzi tutaj o równoważenie skali zdarzeń, jak zniszczenie WTC w Nowym Jorku i jego tragiczne skutki (niemal 3000 ofiar), ale o zwrócenie uwagi na intencję i kontekst medialny. Nie można tu mówić o artystycznej „licentia poetica”, która w literaturze daje twórcom swobodę w eksperymentowaniu z formą i treścią. W przypadku działań Brauna mamy do czynienia z przemyślanym i świadomym działaniem medialnym. Gwałtem w mediach. Symbolicznym i realnym, nad wyraz cielesnym, bo przecież została naruszona integralność pani doktor, stojącej na drodze napastnika.
Co więcej, kontekst globalnego wzrostu antysemityzmu, nasilającego się w wojnie Izraela z Hamasem w Gazie, nadaje temu incydentowi dodatkowy wymiar. Niektórzy komentatorzy dopatrują się tu proputinowskiej agendy, co w kontekście innych wcześniejszych wypowiedzi „aktora” wydarzenia, na przykład wyrażana przez niego wprost niechęć do przyjmowania uchodźców z Ukrainy na samym początku Putinowskiej inwazji na nią w 2022 roku, czyni tę realizację agendy rosyjskiej bardzo prawdopodobną.
Zgadzam się z medioznawcami, którzy uważają współczesny terroryzm za planowanie ataków jako „wydarzeń medialnych”. Nie twierdzę, że Braun jest terrorystą na miarę Osamy bin Ladena, ale gdybym miał porównać go z Tedem Kaczyńskim (1942-2023), znanym jako „Unabomber”, który za pomocą przemocy zwracał uwagę na swoje idee, to zastanowiłbym się nad podobieństwami. To nie jest już tylko niszczenie symboli. Niedawne palenie Koranu w Szwecji mogło zagrozić aspiracjom tego kraju do NATO. Promowanie obrazu Polski jako kraju antysemickiego, zwłaszcza w momencie powrotu na arenę demokratycznej Europy, nie służy naszemu państwu.

Ps. Wpis ukazał się jako felieton w Gazecie Wyborczej 19.12.23

Miałem ostatnio zaszczyt i przywilej przedstawienia swojej koncepcji twórczości Tove Jansson, fińsko-szwedzkiej pisarki, artystki i ilustratorki na konferencji w jej rodzimej Finlandii.

Wszyscy chyba w Polsce wiedzą, że stworzyła świat Doliny Muminków. Mało kto zdaje sobie w Polsce sprawę, że Łódź ma szczególny tytuł do twierdzenia, że Tove Jansson jest fragmentem jej dziedzictwa kulturalnego. Tak, Łódź-Helsinki to Muminki… Łódź-Helsinki wspólna sprawa. W 1978 roku Tove Jansson odwiedziła nasze miasto, by zaakceptować produkcję polsko-austriacką Muminków animowanych w słynnym studiu filmowym Se-Ma-For. Dzieci polskie podarowały jej Order Uśmiechu.

Pytali mnie dlaczego zainteresowałem się twórczością Tove Jansson i Muminkami. Pytają mnie także w Polsce studenci.
A poza tymi łodzianami można wymienić bardzo dużo powodów zainteresowania nimi: Dolina Muminków przedstawia społeczność złożoną z rozmaitych osobowości, jednak Muminki akceptują wszystkich, nawet osoby teoretycznie straszne, jak Buka, Hatifnatowie, Paszczaki czy Czarnoksiężnik o czerwonych oczach i podróżujący na czarnej pumie… „w końcu ktoś kto jada naleśniki z dżemem nie może być taki zły…”
Świat Muminków nie tylko jest pełen magii, ale także swoistego humoru i autoironii. Jednocześnie świat ten nawiedzają katastrofy, takie jak powodzie czy komety… nie jest to świat sielanki… jesień Muminków niektórych przyprawia o autentyczny płacz…
A mimo to zło, to świat Muminków pełen jest dobra, miłości i nadziei. Niekoniecznie naiwnej.
Na konferencji w Finlandii o tym akurat nie mówiłem. Ale kiedy wróciłem z odległej Laponii, dowiedziałem się, że w Łodzi powstał projekt poszerzenia Szlaku Bajkowa Łódź (koty Filemon i Bonifacy, Reksio, Miś Uszatek itp.) o postać Muminka. Ma on stanąć przy Ogrodzie Botanicznym. Uważam, że jest to świetny pomysł!
Muminek jest łódzki, Muminek jest nasz… Tove Jansson będzie się uśmiechać ze swoim Orderem Uśmiechu od polskich dzieci! Zagłosujcie państwo na ten projekt! Wybierzcie tolerancyjny świat Muminków, niekoniecznie świat wojen kulturowych… Łódź—Helsinki to Muminki…

PS. Tekst ukazał się 9.10.23 w Gazeta Wyborcza jako Muminek jest łódzki. Więc głosujcie na tolerancyjny świat Muminków


Zastanawiasz się, czy wybrać się do kina na najnowszy film Agnieszki Holland? Z powodu propagandy PiS sugerującej, czy mówiącej wprost, że „tylko świnie siedzą w kinie”? (O tym pisałem tutaj) Wczoraj byłem z żoną na seansie. Sala była wypełniona w trzech czwartych, a po zakończeniu filmu panowała niemal namacalna cisza, tak głęboka, że można ją było usłyszeć.
Jeśli więc zastanawiasz się nad „Zieloną granicą”, nie licz na lekką rozrywkę. Film nie jest oczywisty od A do Z, choć pewne sceny są jednoznaczne. Białoruscy pogranicznicy są przedstawieni w bardzo negatywnym świetle, ale pozostałe postacie, w tym także ta grana przez młodego Stuhra, są pełne głębi, trójwymiarowe i realistyczne. Ta jedna scena często pokazywana jest jako propagandowa, ale ona taka nie jest. Bo kontekst jest raczej satyryczny.
Nie oczekuj, że opuścisz salę kinową z lekkim sercem. Tak samo, jak po doskonałym wykonaniu Requiem Amadeusza Mozarta możesz czuć się niepocieszony. Możesz poczuć zadumę. Uważam, że porównanie tego filmu do Requiem dla 30 000 uchodźców jest trafione (tyle osób zginęło w ostatnich latach u granic Europy). Dzieło Holland jest jak msza, ale taka, w której zarówno ludzie, jak i bóstwa umierają nie tylko raz, ale setki razy. Jedna z finałowych scen ukazuje grupkę młodych z różnych kultur śpiewającą hip-hopowy utwór, nasycony przeszywającym przekazem.
Ten film jest jak rapowa msza, gdzie słowa stają się modlitwą i bólem jednocześnie. To rapowany dramat w czarno-białej tonacji, ale nie w czarno-białych ocenach ludzi, osób dramatu. Jest jak współczesne requiem dla tych, którzy przekraczali granice w poszukiwaniu lepszego życia. Jeśli pragniesz doświadczyć misterium w swoim życiu, idź na ten film. Oddziałuje on na ciebie fizycznie, wstrząsając każdą częścią twojego ciała. Niektórzy płaczą, ale to nie są łzy sentymentalności, to łzy prawdy.
To jest moja rekomendacja, nie recenzja. Na taką jeszcze mnie nie stać dzisiaj.
Ps. Tekst ukazał się pod zmienionym tytułem w Gazeta Wyborcza

Ukazał się nowy numer Kwartalnika Edukacyjnego „Refleksje” poświęcony tematowi Dydaktyka przyszłości. Czytelnik znajdzie tam także poza innymi materiałami wywiad ze mną pt. Edukacja ma się dobrze poza murami szkoły. Dziękuję redaktorowi Redakcji za rozmowę!
Całość można pobrać TUTAJ.


Filologiczny Obserwator Wyborczy

Artykuł o tytule „Tylko świnie siedzą w kinie” ukazał się 5 marca 1942 roku w „Biuletynie Informacyjnym” – konspiracyjnym piśmie będącym do stycznia 1945 roku centralnym organem prasowym Armii Krajowej. To powiedzenie oraz znak „Polski Walczącej” malowany na murach stały się częścią polskiej historii. Historii II wojny światowej na nieludzkiej ziemi.
Leksykon polskich powiedzeń historycznych, autorstwa Macieja Wilamowskiego, Konrada Wnęka i Lidii A. Zyblikiewicz (Wydawnictwo Znak, Kraków 1998), podaje, że autorem tego hasła prawdopodobnie był Aleksander Kamiński, redaktor naczelny „Biuletynu Informacyjnego”. Był on także twórcą koncepcji oraz założycielem i komendantem głównym Organizacji Małego Sabotażu „Wawer”.
Hasło to, podobnie jak inne działania Organizacji, nawoływało Polaków do aktów sabotażu, bądź przynajmniej bojkotu, w stosunku do osób, które uczęszczały do kina, oglądając propagandę nazistowskiej Trzeciej Rzeszy.
Posiadam dwa bilety na film Agnieszki Holland pt. „Zielona granica”. Jutro idę z żoną na premierę. Czy Prezydent chce przekazać mi jakieś przesłanie? A może dąży do zniechęcenia swoich zwolenników do kinowej kultury? Upadek kultury w państwie PiS jest zatrważający.
Słowa mają moc. Używanie słów powszechnie odbieranych jako obelżywe w stosunku do pewnych grup społecznych może prowadzić do tragedii. Tak samo jak określenie kogoś mianem „pytona” czy „ryżego”.
O demonizowaniu i odczłowieczaniu w retoryce wojennej wroga pisał filolog romański i badacz oświecenia, Viktor Klemperer, w dziele Lingua Tertii Imperii.
PiS, jak się dowiadujemy, planuje wykorzystać panujące zamieszanie, by wymusić emisję swojej 30-sekundowej agitki o „bezpiecznej Polsce” w kinach przed projekcjami filmu Holland, niezwiązanej z oficjalnym finansowaniem kampanii wyborczej.
Nie zamierzam oceniać filmu, którego nie widziałem. Zasady etyczne nakazują wstrzymanie się od komentowania spraw, które nie są mi dokładnie znane.
Wiadomo mi jednak, że naziści nazywali Polaków „polskimi świniami”. Echa tego było słychać wśród narodowców, gdy ukazał się komiks „Maus”, w którym Żydzi byli przedstawieni jako myszy, a Polacy jako świnie.
Panie Prezydencie, po raz kolejny, po kampanii prezydenckiej, sięgnął Pan po argumenty odwołujące się do najgorszych instynktów polskiego społeczeństwa. Wtedy było hasło „nie będą nam w obcych językach mówić, jak mamy żyć”. O tym pisałem tutaj. Dialog z dziełami sztuki może nas uwrażliwiać, otwierać na innych i uczynić bardziej empatycznymi. Podobnie nauka języków to stwarzanie relacji. Jednak trzeba się na nie otworzyć.
Ps. Ten tekst zmieniony ukazał się w „Tylko świnie siedzą w kinie”. Zatrważający upadek kultury w państwie PiS


Zwolennicy PARTII REPUBLIKAŃSKIEJ w USA z czapkami z hasłem memowym — „Let’s Go, Brandon”. Zdjęcie na licencji CC. Autor: Vox España – CPAC 2022 z Hermannem Tertschem i Victorem Gonzalezem, Creative Commons 0
Możesz także posłuchać tego materiału na przykład na YouTube
Albo na Spotify
Dawno, dawno temu w odległej galaktyce…
Nie, to było na Kościuszki 65, w Auli Wydziału Filologicznego UŁ na wykładzie prof. Witolda Śmiecha z kultury języka. Pamiętam jak dziś, kiedy profesor tłumaczył zdumionym studentom, że słowo kurczę albo kurdę, albo kuźwa to jest językowy odpowiednik polskiego wulgaryzmu „kurwa”. To ostatnie słowo jest wulgarne we wszystkich chyba rejestrach języka polskiego, co oznacza, że należy się go wystrzegać we wszystkich okolicznościach życia poza naprawdę nieformalnymi okolicznościami prywatnymi, kiedy emocje sięgną szczytu i nie zapanujemy nad językiem. Nie pomaga temu słowu łacińska prowieniencja, bo wyrażenie to pochodzi od łacińskiego „curva” oznaczającego „zakrzywione”.
Zatem każdemu wydawało się, że można spokojnie mówić ‚kurczę blade’, albo „kurdę”, a niektórym nawet przychodziło do głowy publicznie użyć „kuźwa” czy „kurna”… no bo przecież to nie jest ten zakazany wulgaryzm. Używamy w tym wypadku słowa przyjemniejszego, nawet dla ucha… Słowo „eufemizm” pochodzi z języka greckiego: „eu-” oznacza „dobrze” lub „miło”, a „-pheme” pochodzi od „phēmē”, co oznacza „mowa” lub „głos”. Dosłownie więc „eufemizm” oznacza „dobre słowo” lub „miłe wyrażenie”.
Eufemizmy są używane w celu zastąpienia słów lub wyrażeń, które mogą być postrzegane jako nieodpowiednie, wulgarne, zbyt bezpośrednie lub kontrowersyjne, bardziej akceptowalnymi lub mniej drażniącymi formułami. Dzięki temu język staje się bardziej dyskretny i taktowny w pewnych sytuacjach.
Zatem wszyscy myśleli wtedy na sali wykładowej na Kościuszki w Łodzi, że jeśli to eufemizmy, to w takim razie można ich spokojnie używać. Sprawa dla profesora Śmiecha nie była oczywista: użycie eufemizmu nadal ewokuje zastępowane wyrażenie. Czyli nawet jeśli powiemy „kurza stopa” albo „czarcia nóźka” (?), to i wtedy może pojawić się w umysłach słuchaczy i czytelników inkryminowane słowo. Widać to wyraźnie w słynnym w całej Polsce eufemizmie z ośmioma gwiazdkami, które choć bardzo aluzyjne są uważane przez niektórych jako wręcz karygodne i skreślające podmioty publiczne z życia…
Jednak osiem gwiazdek to tylko eufemizm, tylko aluzja. I to bardzo zawoalowana, bo przecież to tylko podobieństwo liczbowe zastąpionych, wypikanych, ocenzurowanych liter.
Jeszcze bardziej zawoalowana forma przybrała ostatnio postać hasła przeciwko urzędującemu prezydentowi USA Joe Bidenowi. Chodzi tutaj o okrzyk: Let’s Go Brandon!
Fraza „Let’s Go Brandon” stała się eufemistycznym zastępnikiem dla wulgarnego okrzyku przeciwko prezydentowi Joe Bidenowi po wyścigu NASCAR, kiedy reporter błędnie zinterpretował głosy skandującego tłumu. Od tego czasu fraza zyskała na popularności wśród niektórych przeciwników Bidena i została użyta w różnych miejscach i kontekstach. Niektórzy uważają jej użycie za zabawne, podczas gdy inni uważają je za dzielące i nieodpowiednie.
„Let’s Go Brandon” (Chodźmy Brandon! albo Naprzód Brandon!) to polityczne hasło i mem internetowy używany jako zamiennik dla frazy „Fuck Joe Biden” (* Bidena) odnoszący się do Joe Bidena, 46. i obecnego prezydenta Stanów Zjednoczonych. Skandowanie „Fuck Joe Biden” zaczęło się podczas wydarzeń sportowych na początku września 2021 roku. 2 października 2021 roku, podczas transmitowanego wywiadu ze zwycięzcą wyścigu Sparks 300, Brandonem Brownem, na torze Talladega Superspeedway w Talladega, Alabama, reporterka NBC Sports, Kelli Stavast, niepoprawnie opisała skandowanie w tle jako „Let’s Go Brandon”, co zapoczątkowało ten mem. Przesłyszała się bądź chciała cenzurować. Politycy Partii Republikańskiej, antyszczpionkowcy i inni krytycy Bidena używają tego memu do dzisiaj. Fraza szybko rozprzestrzeniła się w kulturze popularnej, a piosenki rapowe używające tego hasła osiągnęły wysokie miejsca na listach przebojów. To ciekawe, bo rap znany jest z wulgaryzmów, niekoniecznie z eufemizmów.
Ważne jest, aby zrozumieć, że wulgaryzmy w językach naturalnych pełnią wiele funkcji. Najbardziej naturalna jest ekspresja emocji, takich jak złość, frustracja, zaskoczenie czy entuzjazm. Ale także wzmocnienie przekazu: „Nie zagłosuję przecież na PiS, do diaska!”. Czasami wulgaryzmy pełnią rolę kodu grupowego, porównywalnego do rytuałów religijnych, tak jak w subkulturach i grupach młodzieżowych. Wtedy wulgaryzmy budują autentyczne relacje interpersonalne. Zazwyczaj w anegdotach i tzw. żartach spokojnie możemy użyć wulgaryzmów i eufemizmów. Wtedy stają się bardziej autentyczne i kąśliwsze. Jednak w przestrzeni publicznej wulgaryzmy mogą być używane jako forma protestu przeciwko normom społecznym, autorytetom lub konwenansom językowym bądź jako deklaracja postawy lub wartości, może być świadomą deklaracją pewnych postaw lub wartości, na przykład buntu, niezależności czy antykonformizmu. (zob. słynne „* komunę” słyszane w nocy z więzienia — okrzyk autorstwa Władysława Frasyniuka)
W wielu językach istnieją podobne strategie łagodzenia wulgaryzmów, co pozwala mówić w sposób mniej bezpośredni i bardziej akceptowalny w różnych sytuacjach społecznych. W języku polskim, oprócz „kurczę”, można spotkać się z innymi zamiennikami, takimi jak „kurna”, „kurde” czy „kurnik”. Osiem gwiazdek to naprawdę duży eufemizm. Podobieństwo do pierwowzoru jest bardzo formalne, wręcz abstrakcyjne, dotyczy liczby.
Warto zauważyć, że wybór słowa „kurczę” czy innych podobnych form nie jest przypadkowy. Brzmienie i struktura tych słów są podobne do pierwotnego wulgaryzmu, co sprawia, że są one intuicyjne w użyciu i łatwo zastępują bardziej dosłowne wulgaryzmy w mowie potocznej. Osiem gwiazdek nie jest już tak oczywiste, podobnie jak „Chodźmy Brandon!” „Naprzód Brandon”.
W polskich kontekstach to jest odpowiednik zamiast * ***, można byłoby powiedzieć „Chodźmy pies!” „Naprzód, pies!” „Naprzód, psie!”. W przypadku konkretnego psa, mogłoby to być jeszcze mniej przejrzyste” „Naprzód, Frodo!” „Naprzód, Reksio!”
PS. Podczas pisania tego felietonu żadnemu psu nie stała się krzywda. Mój osobisty pies jest także w dobrostanie. Nie przeklinałem także podczas pisania tego tekstu.
PS.2 Pod zmienionym tytułem „Nie zagłosuję przecież na PiS, do diaska!” Kiedy wulgaryzm staje się protestem felieton ukazał się w Gazeta Wyborcza.


Dzisiaj opublikowano podręcznik, w którym mam także swój udział.
O nowym podręczniku w języku angielskim możesz poczytać tutaj. Możesz także ściągnąć go za darmo na swój komputer.
Podręcznik UNIC o fizycznej i wirtualnej mobilności to kompleksowy przewodnik dla nauczycieli akademickich dotyczący projektowania nauczania w środowiskach międzykulturowych. Wynika także z przyśpieszonych przez pandemie procesów wymiany wirtualnej. Podręcznik jest podzielony na dwie części:
Podręcznik omawia również koncepcję wirtualnej wymiany, która jest formą mobilności wirtualnej charakteryzującą się intensywną interakcją między nauczycielami i studentami ponad granicami i mimo nich. Zapewnia praktyczne wskazówki dotyczące realizacji wirtualnej wymiany i 10-etapowy proces projektowania projektu wirtualnej wymiany.
Ten nowy podręcznik zawiera praktyczne przykłady i pytania do refleksji, które pomagają nauczycielom rozwinąć i podnieść jakość uczenia się międzykulturowego. Zawiera również listy kontrolne dla nauczycieli, aby mogli zastanowić się nad swoim nauczaniem i zaprojektować je w bardziej międzykulturowy sposób. Załącznik zawiera listy kontrolne dotyczące oczekiwań, ról i zasad; tematów i materiałów; kontaktu i interakcji; oraz oceny i ewaluacji.
Bibliografia zawiera różne źródła związane z internacjonalizacją w szkolnictwie wyższym, mobilnością wirtualną oraz nauczaniem i uczeniem się. Niektóre kluczowe źródła to Podręcznik UNIC o Mobilności Fizycznej i Wirtualnej, Przewodnik Programu Erasmus+ Komisji Europejskiej oraz artykuły naukowe na tematy takie jak kompetencje międzykulturowe, wirtualna wymiana i nauczanie kulturowo dostosowane.