„– Jest to wirus dehumanizacji społeczeństwa, dehumanizacji młodych ludzi i odebrania im wartości. Jedyną naczelną wartością jest pokazanie, że nie ma żadnych zasad i wartości – mówił. Jak stwierdził, „jesteśmy na etapie wirusa LGBT.”
Klasyczne dehumanizowanie wydumanego „przeciwnika” przez odwrócenie. De-humanizowanie to odczłowieczenie. To „przeciwnik jest dehumanizatorem” a nie my, którzy odmawiamy ludzkości „przeciwnikowi”. PiS osiągnął szczyty braku logiki. I rozumu, i moralności.
Język jest plastyczny, język wiele znosi, ale tutaj nie powinien rozum pozwolić na taką konstrukcję. Elementarna logika. Metafora „wirus X” może być użyta wobec wszystkiego, zasadniczo metafora choroby jest bardzo przekonująca, bo chorób się ludzie boją. Zwłaszcza przenoszonych drogą płciową. Kiedyś określeniem skrajnej pogardy było słowo „syf”, skrót od syfilis. W kampanii wyborczej PiS w 2015 r. Jarosław Kaczyński straszył chorobami przynoszonymi przez uchodźców.
Jeśli odnoszę się do ludzi, człowieka, wielu ludzi jak do zwierząt, to językowo dehumanizuję tych ludzi, tego człowieka. Na przykład hitlerowcy mówili i pisali o polskich świniach.
Anna Szilagyi pisze na stronach poświęconych niebezpiecznej mowie: „Z tego powodu dehumanizujące metafory odegrały kluczową rolę w propagandzie ludobójczych reżimów. Naziści i ich kolaboranci, którzy systematycznie zabijali sześć milionów Żydów podczas Holokaustu, identyfikowali swoje ofiary jako „szczury”, „pasożyty”, „robactwo”, „wszy”, „prątki”, „zarażenie” i „brud”. W Kambodży Pol Pota, gdzie w latach 1975-1979 prawie dwa miliony niewinnych ludzi zostało brutalnie zabitych przez reżim Czerwonych Khmerów, rządowa propaganda przedstawiała ofiary jako „mikroby”, które należy „odrzucić” i „roztrzaskać”. W 1994 r. W Rwandzie w ciągu zaledwie 100 dni ekstremiści etniczni Hutu wymordowali co najmniej 800 000 członków społeczności mniejszościowej Tutsi i członków społeczności Hutu, których widziano, że im współczują. Propaganda Hutu nazywała Tutsi „karaluchami” i „wężami”.” (https://dangerousspeech.org/dangerous-metaphors-how-dehumanizing-rhetoric-works/)
Dehumanizacja to przedstawienie ludzi jako „nie ludzi” albo niebezpieczną „truciznę”
Przysłowie: „Człowiek człowiekowi wilkiem” jest poniżające dla człowieka, to dehumanizacja.
Jeśli odnoszę się do ludzi, człowieka, wielu ludzi do mikrobów, to nie tylko dehumanizuję, ale wirus to jest przecież bardzo pierwotna forma życia, to pasożyt bez możliwości życia samodzielnego.
Szczyt poniżenia i pogardy. Język nienawiści. Kropka.
Usta kuratora (opiekuna) oświaty, czyli edukacji, oświecenia. Kropka?
Kurator został odwołany. A co z Jarosławem Kaczyńskim, głównym źródłem tego problemu. A co z TV Trwam, medialnym wzmacniaczem tego procesu? Przyzwyczailiśmy się do „nowej normalności”? Jesteśmy ugotowani?
PS. Odnotuję dla porządku, że zarówno minister Piontkowski, jak i wojewoda łódzki Bocheński dnia 24 sierpnia 2020 r. zgodzili się z tezami kuratora, twierdząc, że jego wypowiedź nie była przyczyną odwołania go ze stanowiska. Co więcej, wojewoda wskazał nawet, że nie chodzi o ludzi, tylko ideologię. Przypominam tylko, że skrót LGBT jest skrótem oznaczającym ludzi.
Panorama Starego Miasta w Sztokholmie, Szwecja. Akwarela (fot. Depositphotos)
Mój przyjaciel ze Szwecji, filozof, teolog luterański i ksiądz Kościoła Szwedzkiego napisał ostatnio w tygodniu Pride krótki wiersz, który przetłumaczyłem na polski, nie było to łatwe, zwłaszcza w kodzie tego wiersza.
Sven Hillert, autor wiersza nad morzem, 21 września 2018Autor wiersza ksiądz Sven Hillert razem z prof. Jarosławem Płuciennikiem i Radą Parafialną Kościoła Marii w Gävle, 23 września 2018 r.
Bądź dumny, przyjacielu, bądź dumny ponad wszystko, czym jesteś, co robisz i dajesz. Bądź dumny, przyjacielu, bądź dumny, nigdy nie pozwól na poniżanie. Bądź szczęśliwy, przyjacielu, niech Cię raduje ten, który niesie, słyszy i widzi. Zobacz, że coś wypełnia to, co nigdy nie daje się poniżyć.
(Dla Gävle Pride 2020. I na przyszłość)
Oryginał tutaj:
Var stolt, min vän, var stoltöver allt du är och gör och ger.
Var stolt, min vän, var stolt, låt dig aldrig tryckas ner.
Var glad, min vän, var glad över den som bär och hör och ser.
Kilka rozważań o modnym ostatnio terminie „wojna kultur”. Artykuł został dzisiaj (18.08.2020) przesłany do redakcji Gazety Wyborczej. Wydrukowano go 23.08.20 w nieco skróconej wersji tutaj.
Twarz wojny?
Pisze się ostatnio sporo o wojnie kulturowej. To jest pojęcie, które zostało wręcz zawłaszczone przez niektórych polityków. W polskim kontekstach często kojarzy się taki termin „wojna kulturowa” z polskimi historycznymi zjawiskami i konfrontacją z tzw. „Kulturkampf”, „walką o kulturę”, Bismarckowską polityką walki z Kościołem Katolickim w Niemczech i ziemiach podporządkowanych Niemcom z XIX wieku. Dla większości Polaków kojarzy się to pojęcie z nasileniem procesów germanizacji. Zatem jest to pojęcie bliskie słynnemu w swoim czasie „dziadkowi z Wermahtu”, choć tutaj jest to bardziej zakamuflowane, wyrafinowane, bo abstrakcyjne.
Na takie skojarzenia symboliczne nakłada się jeszcze historia walki o wolność i demokrację w XX wieku, bo o wojnie kulturowej mówił także sprzymierzeniec wolnej Polski, Ronald Reagan. Jak wspomina prof. Wojciech Burszta w jednym z ostatnich wywiadów (plus.gazetalubuska.pl. „Prof. Burszta: Nie da się wygrać wojny kulturowej, ani Ziemkiewiczem zastąpić Tokarczuk”, 25 lipiec 2020. https://plus.gazetalubuska.pl/prof-burszta-nie-da-sie-wygrac-wojny-kulturowej-ani-ziemkiewiczem-zastapic-tokarczuk/ar/c15-15095735.), Reagan właśnie rzucił hasło budowy nowych elit i wymiany elit w różnych instytucjach państwa, także kultury, aby tzw. konserwatywne wartości stały się dominujące. Prawica w Polsce wydaje się zawłaszczać takie właśnie symetryczne rozumienie kultury.
SIMI VALLEY, CA/USA – 23 stycznia 2016 plakat Ronald Reaganaw the Ronald Reagan Presidential Library and Museum (fot. na lic. Depositphotos)
Moja teza brzmi: nie powinno się wchodzić w ten model kognitywno-pojęciowy („wojny kultur”), bo sugeruje on, po pierwsze, mocną polaryzację przynajmniej (najlepiej) dwóch kultur; pod drugie, narzuca myślową konkretyzację bytową, czegoś co, jest raczej procesem, a nie bytem; i po trzecie, presuponuje równowartość owych mnogich, ale jednak przeciwstawnych „kultur”. Mimo że bliżej mi do Wojciecha Maziarskiego, który polemizuje na tych samych łamach z Witoldem Gadomskim „Wojna kulturowa to nie moja wojna” (GW 16 sierpnia). Otóż chciałbym polemizować z oboma, także z bliższym mi Maziarskim, którego wypowiedź nosi tytuł „Demokrata nie może powiedzieć: to nie moja wojna”. Jestem demokratą i nie jest to moja wojna. Ale z innym przyczyń niż wskazane przez Gadomskiego.
Mikrofotografia ziaren piasku w świetle spolaryzowanym, jak w kalejdoskopie. Ale tutaj widać przeciwstawienie dwóch podobnych struktur, symetrycznych (fot. Depositphotos)
Jeśli natomiast przyjąć za takimi myślicielami jak Norbert Elias, że cywilizacja i kultura to procesy ludzkie oraz, powiedzmy to magiczne słowo, sieci relacji międzyludzkich i międzywartościowych, to w żadnym wypadku nie możemy mówić o wojnach kultur, bo z jednej strony mamy kulturę jako proces uprawy, kształcenia, opanowania, samokontroli, z drugiej zaś brak wykształcenia, nieopanowanie, gwałtowność i zwykłe grubiaństwo.
Ilustracja przedstawiająca różne typy ludzi połączonych na różne sposoby. Kultura to relacje i proces… (fot. Depositphotos)
Jak podaje Słownik etymologiczny w języku polskim mamy do czynienia z dziwnym skojarzeniem „grzeczności” z byciem „do rzeczy”, „sensownym”.
Natomiast angielska etymologia słowa (według Słownika etymologicznego https://www.etymonline.com/ „polite” (adj.) oraz politeness (nom.) pochodzi z późnego XIV w., a oznacza „polerowany, oksydowany”, od łacińskiego „politus” „wyrafinowany, elegancki, dopracowany; dosłownie ”polerowany”,„wypolerowany”, „wygładzony”. Po angielsku „polite”, to także „polish”, czyli wypolerowany. W Polsce kojarzy się to z tym „Polish” z dużej litery. Ale nie ma to żadnego związku z naszą narodowością.
Od XIX wieku „polite” odnosi się często do ogładzonego obywatelstwa, to nie tylko bycie obywatelem, ale na dodatek obywatelem z manierami, delikatnością, wyrafinowaniem.
W językoznawstwie są także propozycje, aby zamiast grzeczności używać innych terminów, takich jak „emocjonalna komunikacja”, czy „takt”. Różne asocjacje każą także przywołać tutaj grecki odpowiednik grzeczności: eugenia, szlachetnie urodzona, dobrze urodzona.
Dobre maniery nic nie kosztują, ale żeby je mieć, trzeba się kształcić, doskonalić, polerować (fot. Depositphotos)
Jak podają językoznawcy „angielskie konceptualizacje grzeczności w jednym rozumieniu są zwykle szersze niż te od greckich informatorów. Podkreśla się troskę o innych, ale formalność, dyskretne zachowanie dystansu, chęć nienarzucania adresatom i wyrażanie „altruizmu, hojności, moralności i samozaprzecenia” są ważniejsze dla angielskich informatorów. (zob. Watts, Richard J . Grzeczność. Kluczowe zagadnienia socjolingwistyki (s. 14). Cambridge University Press. Wersja Kindle. 2009.)
W wywiadzie dla Rzeczpospolitej (18 sierpnia 2020) Zbigniew Ziobry używa pojęcia „wojny kulturowej” tłumacząc postępowanie swojej prokuratury wobec aktywistki LGBT+, Margot. „W Warszawie nie mięliśmy do czynienia z demokratyczną, przewidzianą przez konstytucję formą demonstrowania poglądów, tylko z przemocą, używaną także przez tego pana, który jest nazywany w kategoriach żeńskich”. Ta wojna to jest wedle Ziobry „wojna o polskie dusze”.
Zostawiam na boku, czy kultura i wojna pasują do siebie symbolicznie, moim zdaniem nie, ale trzeba byłoby to szerzej wyjaśnić. Natomiast ta konceptualizacja, w której wojna o polską duszę ma być „wojną kultur”, jakichś dwóch tylko — polska, tradycyjna, katolicka, zaś z drugiej strony niepolska, „jakaś nowoczesna”, niekatolicka, wydaje mi się zwykłym drańskim nadużyciem. Polska tradycja to także Jan Kochanowski i Mikołaj Rej, bracia polscy i Andrzej Frycz Modrzewski oraz Bogumił Linde czy Aleksander Bruckner, wszyscy bliscy Reformacji zasłużeni niezwykle dla polskiej kultury i tradycji.
Widziałem na jakimś nagraniu człowieka, który zrywał flagę z tęczą z jednego z pomników. To nie był ani kulturalny, ani cywilizowany człowiek. Ktoś kto neguje prawo człowieka do samorefleksyjnego określenia swojej tożsamości, ktoś kto neguje prawa człowieka, nie powinien stać na straży sprawiedliwości. Sprawiedliwość nie jest przyzwoleniem na chamstwo, brutalizację i barbaryzację obyczajów. Proces cywilizacji, o której pisał Norbert Elias to samoopanowanie. Upamiętanie. W ramach demokratycznego porządku tolerancja jest podstawą współistnienia. Solidarność zaś jest krokiem dalej w relacjach z innym człowiekiem. Solidarność jest moralnością opartą na empatii i uznaniu intersubiektywności. Tolerancja to prawne fundamenty współistnienia społeczeństwa, a nie plemion.
Dusza to metafora, która zrobiła bardzo wiele złego w chrześcijańskiej teologii. Duchowość nie musi się kojarzyć z anachronicznym wyobrażeniem substancjalnej duszy (pisała o tym m.in Nancey Murphy, która była zapraszana do Watykanu do Jana Pawła II) (fot. Depositphotos)
Nie dość, że nie ma czegoś takiego jak dusza (to szkodliwe pojęcie dla całej teologii chrześcijańskiej o czym pisała Nancey Murphy), to na dodatek nie ma czegoś takiego jak polska dusza, to są straszne nadużycia semantyczno-symboliczne. To jest po prostu cofanie procesu cywilizacji do czasów kontrreformacji, zaprzeczenie fundamentów demokratycznego ustroju opartego na tolerancji. To przerażające, że taki człowiek stoi na czele polskiego państwa. To państwo legalizuje barbarzyńców. Bez uśmiechu na twarzy. Ta twarz to twarz barbarzyństwa. Żadna wojna kultur. Kultura to proces opanowania i budowania relacji, budowania społeczności poprzez żmudny proces negocjacji i uzgodnień.
A tęcza to biblijny symbol łaskawego przymierza między Bogiem a ziemią, która już nigdy nie ma być nękana potopem (Genesis 9:13). Nikogo nie powinna obrażać, zwłaszcza ludu chrześcijańskiego. Tęcza jest symbolem tolerancji, tej tolerancji wpisanej do polskiej, obowiązującej jeszcze Konstytucji, w której pisze się o przestrzeganiu wolności i praw człowieka. Ta wojna to nie moja wojna, bo nie ma czegoś takiego, jak dwie kultury. Jest złożony proces cywilizacyjny i kulturowy. Z drugiej strony mamy barbarzyństwo i ciemnotę, niestety.
Tęczowa flaga na ścianie z cegły w tle (fot. Depositphotos)
Mam filologiczne ucho, niestety, filologiczny słuch. (Fot. Lic. Depositphotos)
Mam ucho filologiczne i naprawdę mi przeszkadza, kiedy niby przecież polski inteligent mówi:” Głowom państwa”, „Obywatele wiedzom”. Przeszkadza mi, kiedy „polski demokrata” mówi „standarty”, albo „Chcem być prezydentem polskich spraw”, „Polske uratowało”, a także „Polacy mnie znają i wiedzom”, tudzież „Som polskie sprawy”, „przed pandemiom”. Przecież to jest dr UJ, nie? To nie robotnik i mąż stanu, Lech Wałęsa… o nie…
Poza wszystkim wolałbym jednak, żeby prezydent był wszystkich Polaków a nie polskich spraw, ale to inna historia… choć też z gatunku językowych uwag…
Kiedyś sprawy ekologiczne były w agendzie przede wszystkim tzw. partii zielonych oraz radykalnych grupek ekologicznych działających lokalnie, punktowo, często radykalnie. Dzisiaj mamy już masowy, milionowy, młodzieżowy „Strajk dla klimatu”, Gretę Thunberg oraz ekoteologię. 12 lipca 2020 Radio Łódź nadała rozmowę ze mną, której druga część była poświęcona właśnie relacji chrześcijaństwa i ekologii. Materiału dzięki uprzejmości red. Małgorzaty Warzechy z Radia Łódź można posłuchać tutaj.
zapis rozmowy z prof. Jarosławem Płuciennikiem w Radio Łódź 12 lipca 2020
Update 16.07.2020: Rozmowa na temat Alberta Schweitzera 12 lipca 2020 w studiu Radia Łódź z panią red. Małgorzatą Warzechą, tutaj:
Nie jestem politykiem i nie wiem, jak nazwać ten styl uprawiania polityki, ale wiem jedno: potrafię czytać i słuchać, słyszę i czytam ze zrozumieniem.
Andrzej Duda, ciągle urzędujący prezydent i kandydat na prezydenta w obecnych wyborach powiedział wczoraj w poniedziałek w Końskich na wiecu: „Absolutnie nie jestem zwolennikiem jakichkolwiek szczepień obowiązkowych. Powiem państwu otwarcie – ja osobiście nigdy się nie zaszczepiłem na grypę, bo uważam, że nie. Miałem oczywiście różne szczepienia jako dziecko i później jako dorastający chłopak, ale na grypę się nigdy nie szczepiłem i nie chcę się szczepić, i uważam, że szczepienia na koronawirusa absolutnie nie powinny być obowiązkowe.”
Lekarz szczepiący dziecko (fot. Depositphotos)
Gdybym chciał przeanalizować znaczenie tej wypowiedzi na zajęciach z semiotyki tekstu, to powiedziałbym, że pierwsze zdanie „absolutnie nie jestem zwolennikiem jakichkolwiek szczepień obowiązkowych” jest jednoznacznym opowiedzeniem się za dobrowolnością wszystkich szczepień, gdyż jeśli nie jest się zwolennikiem jakichkolwiek obowiązkowych szczepień, to jest się zwolennikiem, aby wszystkie szczepienia były dobrowolne. Taka jest logika na dodatek wzmocniona modulatorem „absolutnie„. Absolutnie, czyli w najwyższym stopniu. Wg Słownika PWN absolutny
«zupełny»
«niekwestionowany»
«istniejący obiektywnie»
«oparty na zasadach absolutyzmu lub rządzący według tych zasad» Wszystkie trzy pierwsze znaczenia można przywołać w tym prezydenckim przysłówku przymiotnikowym „absolutnie”. „Absolutnie” w zdaniach przeczących po prostu dodatkowo jeszcze wzmacnia wykluczenie przez zaimek nieokreślony „jakichkolwiek”:
Za PWN: jakikolwiek
«zaimek nieokreślony, komunikujący dowolność lub obojętność wyboru, np. Poszukaj sobie jakiejkolwiek pracy.»
«zaimek nieokreślony, wyrażający negatywną ocenę wartości przedmiotu, np. Zrobiła sweter z jakiejkolwiek wełny i po praniu musiała go wyrzucić.»
«zaimek komunikujący, że cecha danego obiektu lub stanu rzeczy jest nieistotna z punktu widzenia tego, o czym mowa w wypowiedzeniu nadrzędnym, np. Jakiekolwiek masz kłopoty, skorzystaj z pomocy rodziców.»
Dlatego późniejsze, dzisiejsze (7.07.20) stwierdzenie na Twitterze prezydenckim zawężające tę wypowiedź do szczepienia przeciwko koronawirusowi, szczepienia ewentualnego, którego nie ma i nie wiadomo kiedy będzie, czy kiedykolwiek będzie (specjaliści mówią, że prawdopodobnie lepszym rozwiązaniem dla ludzkości jest lek zmniejszający dolegliwość powikłań u grup szczególnego ryzyka) jest zwyczajną próbą mydlenia oczu grupie bardziej wykształconych, tych, dla których twitter jest naturalnym miejscem komunikacji społecznościowo-politycznej: „STOP MANIPULACJI! Uważam, że ewentualne szczepienie przeciw koronawirusowi nie powinno być obowiązkowe. Tak jak nie są obowiązkowe szczepienia przeciw grypie. Co do innych chorób (polio, gruźlica, szkarlatyna itp.), to zupełnie co innego”.
Twitter PAD
Zatem w Końskich można mówić do swojego elektoratu, tego wiedzoodpornego, że jest się zwolennikiem dobrowolności szczepień, ale na Twitterze już nie, tutaj trzeba zapewnić lepiej wykształconych, że się jest także jednak trochę myślącym człowiekiem, a nie szkodnikiem społecznym.
satyra na manipulację
To jest podobna postawa do postawy prezydenta w Zwoleniu, nazwałem to retoryką narodowego populizmu, tam właśnie Andrzej Duda mówił do ludzi zgromadzonych 18 stycznia na rynku, że „Nie będą nam w obcych językach narzucali, jaki mamy mieć ustrój”. Pisałem o tym na tym blogu tutaj.
Jednym słowem, żeby zdobyć jakąś marginalną grupę, czy to wykluczonych edukacyjnie, czy to wiedzoodpornych antyszczepionkowców, można powiedzieć wszystko, a potem udawać głupiego i przeczyć oczywistościom. „Bo nie będą nam mówić, że białe jest białe, a czarne jest czarne.” I to w obcych językach. Przecież te badania tych wszystkich epidemiologów to po angielsku zazwyczaj są pisane, w jakimś Science, Nature i innych tego typu miejscach. Obrzydliwość… „Nie szczepię się na grypę, bo nie…”, taka logika. Dla mnie to zwykła głupota. A ćwierkania na Twitterze to po prostu kłamstwo, obrzydliwe kłamstwo.
Polska ma szansę, czy ją wykorzysta? Edukacja powinna być priorytetem, świat pandemii w erze zacieśnionej globalizacji nie zniknie, będzie wracał co jakiś czas…
Zaczyna Mihai swoją refleksję od podziwu godnej szybkości, z jaką uniwersytety odnalazły siebie w erze „zooomowych wykładów”. Zauważa również jednak, iż przecież czaty i najlepsze nawet prezentacje nie wyczerpują potencjału edukacji online. To wymaga wysiłku i nakładów. Najprościej byłoby połączyć siły.
Ciekawe i słuszne jest spostrzeżenie, że uniwersytety są zachęcane do współpracy w skali międzynarodowej, ale głównie jeśli idzie o sprawy badań naukowych, edukacja pozostaje sferą konkurencji, zwłaszcza w wymiarze międzynarodowym, ale i lokalnym.
Autorka wskazuje na jedną szczególną, lokalną i regionalną inicjatywę o nazwie Virtual University of Bavaria (VUB). Alexandra Mihai podkreśla trwałość tej instytucji (istnieje od dwóch dekad), o czym według niej decyduje kilka czynników:
Alexandra Mihai wg jej strony uniwersyteckiej
„Po pierwsze, współpraca jest opcją domyślną: aby uzyskać finansowanie i wsparcie, każda propozycja kursu musi pochodzić od zespołu co najmniej dwóch profesorów z różnych uniwersytetów. Po drugie, doskonalenie jakości odgrywa ważną rolę: sieć zapewnia liczne możliwości rozwoju zawodowego w zakresie uczenia się opartego na technologii, a kursy są oceniane przez zespół ekspertów zewnętrznych. Na koniec nauka online jest integralną częścią strategii instytucjonalnej dla wszystkich uczestniczących uniwersytetów, realizowanej przy wsparciu finansowym VHB.”
Efektem takiem kooperacji jest wytworzenie wysokiej kultury uczenia się online i zrównoważony rozwój wszystkich instytucji. Autorka wskazuje na bawarską instytucję jako na wzorzec dobrych praktyk dla instytucji zrzeszonych w European University Association. Dotychczas przede wszystkim to zrzeszenie interesowało się współpraca bilateralną w obszarze nauki, ale trzeba także zapytać, dlaczego nie edukacji? Współpraca i edukacja pasują do siebie!
Uniwersytet Łódzki odnalazł się w rzeczywistości cyfrowej znakomicie. Właśnie ukończyłem pierwsze magisterium, którego ostatnie akordy wypadły właśnie na czas pandemii. Poprawiałem pracę magisterską nanosząc swoje poprawki a następnie udostępniając ekran z nimi magistrantce. Świetnie sprawdziło się wydarzenie o nazwie Egzamin magisterski na Teamsach. Wcześniej APD bardzo dobrze się sprawdziło. No i Elektroniczny Obieg Dokumentów sprawił, że protokół został podpisany błyskawicznie przez całą komisję. No i jesteśmy w nowej rzeczywistości.
Mgr Oliwia Olczyk podczas egzaminu magisterskiego w tle miała odniesienie do strajku klimatycznego, napis po szwedzku Strejk för klimatet nawiązujący do Grety Thunberg. O jej obronie tutaj
Cieszę się także, iż kandydat na Rektora Uniwersytetu Łódzkiego prof. Sławomir Cieślak podczas dyskusji programowej odbytej na Teamsach ponad dwa tygodnie temu wskazywał na fakt podstawowy warunkujący wiele spraw w polskim świecie akademickim: nowa ustawa o nauce i szkolnictwie wyższym wymaga od nas współpracy naukowej przede wszystkim międzynarodowej, natomiast świat nauki w Polsce oraz świat edukacyjny to wedle tej Ustawy ostra konkurencja, na poziomie zarówno lokalnym, jak i globalnym.
Cieszę się, że kandydat na Rektora zauważa ten fakt i zapowiada wzmacnianie kooperacji. Musimy wszyscy myśleć w świecie zagrożeń cywilizacyjnych, w świecie kryzysów pandemicznych, katastrofy klimatycznej, kryzysów ekonomicznych o strategiach zapewniających zwielokrotniony zysk w zrównoważonym rozwoju w kooperacji z innymi. Edukacja jest świetnym poletkiem doświadczalnych. Ten fakt wydają się także rozumieć proponowani prorektorzy kandydata.
team zespołowa ma wielki sens, tak samo jak budowanie mostów…
Terminy „równość” (Gr. Isotes, Lat. Aequitas, aequalitas, ks. Égalité, Ger. Gleichheit), „równe” i „jednakowo” oznaczają — jak wskazuje encyklopedia filozoficzna Stanforda — relację jakościową. „Równość” oznacza zgodność między grupą różnych przedmiotów, osób, procesów lub okoliczności, które mają te same cechy pod co najmniej jednym względem, ale nie pod każdym względem, tj. W odniesieniu do jednej konkretnej cechy, z różnicami w innych funkcjach. „Równość” należy zatem odróżnić od „tożsamości” – koncepcja ta oznacza, że ten sam obiekt odpowiada sobie we wszystkich jego cechach: obiekt, do którego można się odwoływać za pomocą różnych indywidualnych terminów, nazw własnych lub opisów. Z tego samego powodu należy odróżnić go od „podobieństwa” – pojęcia jedynie przybliżonej korespondencji (Dann 1975, s. 997; Menne 1962, s. 44 i nast .; Westen 1990, s. 39, 120). Tak więc, powiedzmy np. że ludzie są równi, to nie znaczy, że są identyczni. Równość oznacza raczej podobieństwo, a nie „tożsamość”.
W moim wirtualnym studiu dzisiaj 18.06.2020 r.:
Dr hab. Anna Rakowska-Trela, prawniczka, adwokatka, była samorządowiec, doktor habilitowana nauk prawnych, profesor Uniwersytetu Łódzkiego, konstytucjonalistka, badaczka prawa wyborczego.
prof. dr hab. Paweł Łuków – filozof i etyk, profesor nauk humanistycznych, Uniwersytet Warszawski, specjalizuje się w etyce (zwłaszcza Immanuela Kanta), neokantyzmie, bioetyce, filozofii medycyny, redaktor naczelny czasopisma naukowego „Etyka”.
Dr Andrzej Kompa, bizantynista, starożytnik, genealog. Prodziekan Wydziału Filozoficzno-Historycznego UŁ ds. jakości kształcenia w kadencji 2016-2020. Prywatnie także aktywista ruchów emancypacyjnych.
Żyjemy w czasach co najmniej dwóch kryzysów: (post)pandemicznego i klimatycznego. Z perspektywy długoterminowej nie wiadomo, który jest bardziej dotkliwy, choć nie brakuje opinii, że oba są ze sobą powiązane zjawiskiem globalizacji i panowaniem antropocenu.
Nauka już dawno nie jest (choć można się zastanowić, czy kiedykolwiek była) wieżą z kością słoniową i musi odpowiadać na potrzeby społeczeństwa, stąd konieczność rozwiązywania problemów otoczenia społeczno-gospodarczego. Stąd także np. nowe zjawiska: wszystkie publikacje naukowe związane z COVID-19 były/są natychmiast bezprecedensowo otwierane. Z drugiej strony, rośnie międzynarodowa kooperacja naukowa w wysiłkach rozwiązania szybko kryzysu epidemiologicznego. To są zjawiska, które przyśpieszają.
Jakie dzisiaj mamy główne problemy naukowe?
W moim wirtualnym studiu dzisiaj:
prof. Maciej Zalewski, profesor nauk biologicznych, dyrektor Europejskiego Regionalnego Centrum Ekohydrologii, Dyrektor Katedry Unesco Ekohydrologii i Ekologii Stosowanej na Wydziale Biologii i Ochrony Środowiska Uniwersytetu Łódzkiego.
prof. Monika Marcinkowska, profesor nauk ekonomicznych, specjalistka finansistka i bankowiec, kandydatka do pełnienia funkcji prorektorki ds. nauki w kadencji 2020-2024. Od wielu lat kieruje Katedrą Bankowości oraz Instytutu Finansów na Wydziale Ekonomiczno-Socjologicznym. Wieloletnia członkini Komitetu Ewaluacji Naukowej. Jest członkiem organu doradczego Europejskiego Urzędu Nadzoru Bankowego (https://eba.europa.eu/), a także członkiem rady najlepszego europejskiego think tanku – Bruegel.
Dr Andrzej Kompa, bizantynista, starożytnik, genealog. Prodziekan Wydziału Filozoficzno-Historycznego UŁ ds. jakości kształcenia w kadencji 2016-2020.
prof. Sławomir Cieślak, profesor nauk prawnych, prorektor ds. kształcenia Uniwersytetu Łódzkiego i specjalista postępowania cywilnego, kandydat na Rektora Uniwersytetu Łódzkiego w kadencji 2020-2024
Szanowni Państwo, czasu mamy mało, my w tym wirtualnym studiu, ale także czasu jest mało w skali globu. Co państwo powiecie naszym widzom, jak nauka może i powinna odpowiedzieć na wspomniane kryzysy?
susza to jeden z poważnych objawów kryzysu klimatycznego